ADORACJA KRZYŻA

ADORACJA KRZYŻA

Pieśń „Zostań tu i ze mną się módl

Krzyż…

Tak dobrze mi znany znak, który tak często spotykam…

tak często, że aż przyzwyczaiłam się do niego…

Co on mi mówi?, co on mi może powiedzieć…

Przychodzimy dziś Panie przed Twój święty Krzyż,

aby zapatrzeć się w niego i Twoje święte dzieło odkupienia świata,

które dokonało się na nim.

Pieśń „Boże mój Boże szukam Ciebie

Nadeszła chwila najstraszliwsza – oddzieranie szaty przylepionej do ran, uderzanie młotem w gwoździe, podniesienie krzyża, ciężar ciała ludzkiego, pragnienie, gaszone octem pomieszanym z żółcią i z mirrą, i nagość, pohańbienie tego biednego ciała wystawionego na pokaz… Kaci spełniają tylko swój katowski obowiązek – nic ponadto; Jezus modli się za nich, albowiem nie wiedzą, co czynią. Ale nic nie może ułagodzić nienawiści uczonych w Piśmie i kapłanów. Stoją tu znowu, przed tym Umęczonym, śmieją się, kiwają głowami, szydzą, upajają się swoim tryumfem: „Innych ocalił, a sam siebie ocalić nie może. Chrystus, król izraelski, niechże teraz zstąpi z krzyża, abyśmy ujrzeli i uwierzyli” (Mk 15,31-32).

Lud się tłoczył wokół tej niskiej szubienicy – a była ona tak niska, że skazaniec mógłby być znowu oplwany. Jednakże poprzestają na szyderstwach: „Hej, Ty, co burzysz świątynię Bożą i odbudowujesz ją w ciągu trzech dni, wybawże samego siebie” (Mt 27, 40).

Jeżeli wybawi samego siebie, chętnie uwierzą w Niego. Ci, których On miłuje, otaczają Go, pełnią straż przy Jego ciele, wystawionym na widok publiczny, okrywając, przesłaniając swoją miłością Jego nagość zbyt krwawą, zbyt bolesną, by mogła obrażać czyjekolwiek oczy. Poprzez krew i ropę Syn Człowieczy widzi swoje cierpienie odzwierciedlone na umiłowanych twarzach – Maryi, swojej Matki, Marii Magdaleny, Jana.

Po trzech godzinach okrutnego konania oddaje Ducha swego Ojcu…

Pieśń „Rozpięty na ramionach

Jezus – Wpatruj się w Mój krzyż. Pozwoliłem się przybić do niego, zmiażdżyć cierpieniem. Dałem się rozpiąć na krzyżu, wszedłem w śmierć, abyś ty mógł żyć. Z wysokości krzyża spłynął na ciebie strumień wody żywej, wody oczyszczającej, która wypływa z Mojego przebitego boku i ciebie uzdrawia. Ja Pan, Twój Pasterz, oddałem Moje życie za ciebie i bardzo pragnę, abyś i ty żył i miał serce z ciała, a nie serce z kamienia. Pragnę, byś otworzył się na Mnie, byś Mnie przyjął – najpierw ty, aby potem dzielić się z innymi, do których cię poślę.

Przyjdź do Mojego krzyża, wpatruj się w Moje rany, przebity bok – w nich jest twoje uzdrowienie. Przyjdź, bo chcę ci dać tę łaskę, abyś wreszcie zobaczył, że twój krzyż, twoja śmierć może stać się, tak samo jak Moja – źródłem życia i błogosławieństwa. Przyjdź i przynieś mi to wszystko, co jest twoim krzyżem, twoim umieraniem, twoją ciemnością. Oddaj mi to, co tak kurczowo trzymasz w swoich dłoniach.

Pieśń „W swe ramiona mnie weź

Jezus – A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie (J 12,32).

Takie jest pragnienie Tego, który jest naszym Bogiem: przyciągnąć wszystkich do siebie, aby mieli życie… Nasz Bóg jest Bogiem miłości. On pragnie, aby każdy człowiek doszedł do poznania prawdy i został zbawiony, aby miał życie i to życie w obfitości. Wybrał nas przed wiekami i ukochał, z miłości przeznaczył nas dla siebie jako swoje przybrane dzieci przez Jezusa Chrystusa.

Dla naszych serc poranionych, obciążonych grzechem, zniewolonych, On ma Dobrą Nowinę: Nie lękaj się! Bo ja Jestem z tobą! Ja, który jestem miłością! Pośród ciemności moje światło zajaśniało dla ciebie w krzyżu mojego Syna – a to jest światło Mojej miłości objawione w Moim Synu: Moja miłość szuka ciebie, szuka każdego, kto się zgubił, każdego, kto Mnie pragnie, a jeszcze Mnie nie poznał. Moja miłość w oczach świata jest nielogiczna i niezrozumiała, bo kocham to, co po ludzku tej miłości nie jest warte, co jest ostatnie, co zasługuje na odrzucenie.

Miłość zstąpiła tak głęboko na dno miłości – dno agonii – że nic nigdy nie odbierze Jej tego miejsca.

Taka miłość to Miłosierdzie, które ciągle cię ściga, idzie za tobą. Do końca. Miłość, która nigdy, przenigdy nie przestaje kochać; kocha nawet tego, który nie pozwala się kochać. Powiedz, czy Miłość może robić coś innego niż kochać, czy Miłosierdzie może robić co innego niż być miłosiernym?

Miłość miłosierna nie może więc być spokojna, dopóki choć jeden z jej przyjaciół jest chory, zraniony, cierpiący. Miłosierdzie nie może wytrzymać na miejscu. Nie może pozostać bierne. Musi działać. Nie ma mowy, żeby kogoś zostawić w mocy śmierci.

Pieśń „Bo jak śmierć potężna jest miłość

Na krzyżu Miłosierdzie zakończyło całe swoje dzieło, dało wszystko ze swojego serca, przelało całą swoją krew, oddało całą swoją duszę. Gotowe wszystko oddawać jeszcze raz, i jeszcze raz, nawet dziś. Ale nikt nie chce! Nikt! Jest źródło, ale nikt nie pragnie! Ludzie umierają z pragnienia o dwa kroki od źródła. Czy źródło wyschnie, jeśli nie będzie spragnionych? Najgorsze zranienie w sercu Boga: widzieć swe własne dzieci „wybijane przez wroga”, ale odrzucające ocalenie! Umierające na chodniku, ale odpychające opaskę zatrzymującą krwotok. Cierpiące na najbardziej śmiertelną odmianę raka, ale odrzucające wszelką terapię, wszelką hospitalizację. Gorzej – trzaskające drzwiami lekarzowi przed nosem.

To proste: nie potrzebujemy lekarza, nie jesteśmy chorzy. Nie chcemy miłosierdzia, bo nie jesteśmy w nędzy! Przebaczenie mamy gdzieś, bo grzech, oczywiście, nie istnieje! A po co komu Bóg? Bardzo dobrze dajemy sobie radę sami.

Jeżeli uważasz, że potrafisz sam dać sobie radę, jeśli wyznaczasz sobie ideał, który jest w twoim zasięgu, doskonałość, której osiągnięcie jest w twojej mocy, to zaprawdę, jesteś nieszczęśliwy: nie potrzebujesz nikogo. Ty nie żyjesz dla Boga. Jesteś sam, sam, sam: zawsze niezależny, na zawsze nieufny.

Jeśli myślisz: wszystko jest dobre, wszystko jest dozwolone. Grzech?… odbicie dotkniętego winą superego, zwykłe potknięcie psychologiczne!… to zaprawdę, jesteś nieszczęśliwy: nigdy nie poznasz słodyczy posiadania Kogoś, do kogo można zawołać, ani pokornej pewności, że jesteś wysłuchiwany, ani poczucia bezpieczeństwa, że jesteś przyjęty, ani słodkiego spokoju, że zostało ci przebaczone, ani dzikiej radości, że jesteś kochany. Jesteś smutny, smutny, smutny: zawsze agresywny, nigdy nie pogodzony sam ze sobą. Zawsze nie na miejscu w swojej własnej skórze.

Sam odrzucasz swoją jedyną drogę do szczęścia – to najgorsza nędza, najpotworniejsza samotność, najdotkliwszy smutek.. Nie wiesz, kim jesteś – to najokropniejszy brak równowagi.

Odrzucasz swoją rzeczywistość: nawet Bóg nic na to nie poradzi. Nie dajesz Mu szansy dania ci szczęścia. Pozbawiasz swoje serce tego, o co On walczy. A Boga zrobiłbyś mniejszym od swojego własnego rozumu. Zaprawdę, jesteś nieszczęśliwy!

Pieśń „Dotknij Panie moich oczu, abym przejrzał

Jezu, Ty dobrze wiesz, że w nas jest tak wiele pychy i egoizmu, który zniewala nas i nie pozwala nam przyznać się do klęski błędów i grzechów. Każdy z nas chce uchodzić w oczach swoich i innych za wzorowego, a przecież Ty dobrze widzisz nasze braki i grzechy. Każdy grzech to choroba naszej duszy. Chcemy być zdrowi duchowo, a Ty możesz nas uleczyć, Sam nas o tym pouczyłeś.

Pieśń „Tak mnie skrusz.

Pragniemy przyznawać się do naszych przewinień

- To ja w swojej pysze uważam się za najmądrzejszego i najważniejszego,

Jezu przebacz mi…

- Ja, zamykając się na Twoje słowa, zaniedbałem sakrament pokuty,

Jezu przebacz mi…

- Ja ociągałem się z zaproszeniem Ciebie do mego serca,

Jezu przebacz mi…

- To ja traktowałem czasem katechezę, jako mało przydatny przedmiot,

Jezu przebacz mi…

- Ja trwoniłem czas na złe zabawy i filmy,

Jezu przebacz mi…

- Ja nie zabiegałem o zdrowie duszy, czytając niemoralne czasopisma i oglądając filmy rujnujące moją wrażliwość na piękno, dobro i prawdę,

Jezu przebacz mi…

- To ja stawiałem nieraz wymagania moim rodzicom i wychowawcom,

Jezu przebacz mi…

- Ja nie przyznając się do swego lenistwa, winę za złe oceny zrzucałem na nauczycieli,

Jezu przebacz mi…

- Ja przywłaszczyłem sobie rzeczy znalezione, a na rodzicach wymuszałem nieraz kupno modnych ubiorów,

Jezu przebacz mi…

Pieśń „Zbawienie przyszło przez krzyż

Panie Jezu niech ogień Twojej wielkiej miłości spali wszystko, co było w każdym z nas złe i sprawiające Ci ból. Pomóż nam podjąć dobre postanowienie i szczerze się wyspowiadać. Spraw, aby każdy z nas wrócił do domu odnowiony, przemieniony, z uzdrowioną duszą.

Ach, żałuję za me złości,

jedynie dla Twej miłości .

Bądź miłościw mnie grzesznemu,

Dla Ciebie odpuszczam bliźniemu.

Miłość oddziela grzech od grzesznika, wyrywa grzesznika z niewoli grzechu. Obejmuje grzesznika, niszcząc jego grzech. Przytula więźnia, ale rozrywając jego kajdany. Schodzi korytarzem śmierci, ale niosąc ostatni werdykt: ułaskawiony, zwolniony! Za tą Twoją przedziwną miłość, której nawet pojąć nie możemy – dzięki Ci Panie!

Pieśń „Jezus daje nam zbawienie

About these ads
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydarzenia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s