Ks. Jarosław Cielecki: „Przeklęcie dziecka przez rodzica niesie bardzo silne konsekwencje zniewolenia, do opętania włącznie…” – dwa ciężkie przypadki

Przeklęcie dziecka przez rodzica niesie bardzo silne konsekwencje zniewolenia, do opętania włącznie. Złorzeczenie, rzucanie uroków i odprawianie czarów według przedziwnych rytuałów ma również skutek efektu bumerangu. Posługiwanie się mocą Szatana jest jednoczesnym zaproszeniem go do swego życia. Oto dwa ciężkie przypadki z Włoch – napisał w marcowym numerze „Miesięcznika Egzorcysta” ks. Jarosław Cielecki.

krzyż Benedykta

Niedawno, podczas cotygodniowego spotkania ze wspólnotą im. bł. Jana Pawła II, którą prowadzę w Rzymie, przyszła do mnie starsza kobieta i poprosiła o modlitwę. Od dłuższego czasu korzystała z posługi znanego na całym świecie egzorcysty, ks. Gabriele’a Amortha.

Przeklęta przed narodzeniem
Zaraz po rozpoczęciu modlitwy wydała z siebie okrzyk o takiej barwie głosu, której człowiek sam z siebie wydać nie może. W tej samej chwili drzwi od zakrystii zatrzasnęły się z wielkim hukiem. Nie przestałem jednak modlić się nad nią, pomimo że demonstrowała ogromną siłę, zmieniał się jej wyraz twarzy, a także oczy. Jak zaw
sze w takich sytuacjach, bardzo prosiłem o pomoc Matkę Bożą. Po modlitwie kobieta czuła się dużo lepiej, ale powiedziała, że chciałaby przychodzić na nasze modlitewne spotkania, ponieważ – jak to określiła – jest wyjątkowym przypadkiem. Jej matka przeklęła ją w okresie płodowym. Przez kilka lat korzystała z egzorcyzmów, które odprawiał nad nią ks. Amorth, i została całkowicie uwolniona. Jednak po wielu latach, jak przyznała, zły duch do niej wrócił. Ale nie ujawnia swego imienia. Zdaniem Amortha jest to „duch milczący”. Ksiądz Amorth wysłał ją do mnie, gdyż uczestnictwo w odprawianych modlitwach przynosi jej na jakiś czas dużą ulgę. Zły duch jest obecny, lecz jej nie dręczy.

Dlaczego tak się dzieje? Trudno znaleźć jednoznaczną odpowiedź. Jezus uwalniał od złego ducha albo kazał mu milczeć. Wydaje się, że dla niektórych modlitwa wspólnotowa przed Najświętszym Sakramentem, połączona z modlitwą o uwolnienie, jest jak Chrystusowe słowo: „milcz!”. Człowiek nie zostaje uwolniony całkowicie, ale dzięki modlitwie lżej mu dźwigać krzyż, jakim jest noszenie w sobie demona.

Poszła za radą wróżki
23 listopada 2012 r. w jednym z kościołów w centrum Rzymu przewodniczyłem modlitwie o uwolnienie i uzdrowienie. Uczestniczyło w niej około 2 tys. ludzi, którzy przyjechali z różnych stron Włoch. Na Mszy św. obecnych było dwóch kardynałów i ks. Amorth, z którym miałem możność przeprowadzenia dłuższej rozmowy. Pomodliliśmy się wzajemnie nad sobą. Gabriele Amorth z całą wiarą zwracał się do Jezusa o uwolnienie, zwłaszcza że dzisiaj zły duch bardzo atakuje rodzinę; chce zniszczyć jej miłość i jedność. Podczas tamtego spotkania zdałem sobie sprawę, że dla wielu był to moment uwolnienia, dla innych – umocnienia. Zachęcam więc do brania udziału w takich nabożeństwach, które coraz częściej są organizowane w kościołach także w Polsce.

Potwierdzeniem jest przypadek 43-letniej Franceski. Gdy miała 22 lata, chłopak zostawił ją dla innej dziewczyny. Chcąc się zemścić, poszła do wróżki, która stała się jej przewodniczką w inicjacji w świat okultyzmu. Nauczenie się praktyk wiele ją kosztowało, zapłaciła wróżce ponad milion starych lirów. Jak na tamten czas (20 lat temu) były to bardzo duże pieniądze. Zresztą i dziś spotkania z wróżkami są kosztowne. Francesca dokonała świadomego aktu przekleństwa dziewczyny, z którą związał się jej były chłopak. Robiła to, co nakazywała jej wróżka: m.in. zabijanie zwierząt, zakopywanie niektórych części tych zwierząt w wyznaczonych miejscach, zwłaszcza na terenach konsekrowanych (kościołów). Opowiadała mi, że wiele razy musiała nocą skradać się pod świątynie. Wspominała, że gdy to robiła, czuła obecność Złego. Po pewnym czasie, kiedy świat koło niej zaczął się walić, zorientowała się, że całe zło wróciło do niej. Pojechała do Medjugorje i tam nagle dostrzegła, że zły duch zdewastował całkiem jej wnętrze i jest w niej obecny. Ale po powrocie, zamiast podjąć działania zmierzające ku uwolnieniu, związała się z mężczyzną, który zatrudnił ją u siebie. Zapewniał, że z własną żoną nic go nie łączy; ma dzieci, lecz nie mieszka z rodziną. Zakochała się w nim, a on dłuższy czas ją oszukiwał. Po pewnym czasie wyznał jej, że ma niezwykły dar: często w nocy widzi zmarłych i czuje, że sam jest wtedy lodowaty.

Zaczęły się widzenia Złego
Kobieta nagle zaczęła mieć widzenia złego ducha – pokazywał się jej w postaci węża, bestii lub mężczyzny w czarnym stroju, bez widocznej twarzy. Popadła w całkowite osamotnienie, czuła bezsens życia i zamknęła się w sobie. Kochanek ją porzucił.

Podczas minionego Bożego Narodzenia nie wyszła już 
z domu. Piła tylko wodę, nic nie jadła. Tuż po świętach, prawie ostatnim tchem zadzwoniła do mnie. Numer miała od koleżanki. Powiedziała: Ja już w nic nie wierzę, moje życie straciło sens. Zaproponowałem spotkanie. Przyszła zniszczona i wychudzona… Rozpłakała się i zwierzyła, że chce popełnić samobójstwo. Już nawet upatrzyła sobie most,
z którego chce skoczyć, albo stację metra, gdzie ma zamiar rzucić się pod pociąg. – On wciąż  za mną chodzi i chce, żebym to zrobiła. Ta bestia jest wciąż obok mnie. Czy jest dla mnie ratunek?, pytała Francesca.

Ratunek w Chrystusie

Tak, ratunkiem jest Chrystus. On zwyciężył śmierć i Szatana. Tylko uwierz w to. Zacznijmy od nowa, powiedziałem. Rozpoczęła się spowiedź, a później modlitwa. Wiele razy wołała – oczywiście nie ona, lecz zły duch: – Zostaw mnie tutaj, ona do mnie należy! Im częściej demon wypowiadał te słowa, tym usilniej w moim sercu prosiłem Jezusa: Panie, ona tylko do Ciebie należy, bo to jest Twoje dziecko. Ratuj ją, pomóż jej. Po modlitwie Francesca wzięła udział w prowadzonym przeze mnie nabożeństwie wieczornym w Rzymie. Poczuła się dużo lepiej. Jest przed nią jeszcze długa droga. Droga w ciemnym tunelu, do którego sama chciała wejść. Ale największym zwycięstwem jest to, że zaczęła wierzyć, iż w tym tunelu jest światło. Że warto na nowo obudzić w sobie chęć życia, że śmierć i pustkę, którą niesie zły duch, można zwyciężyć tylko z Chrystusem.

Ks. Jarosław Cielecki (Rzym)
Artykuł pochodzi z marcowego numeru „Miesięcznika Egzorcysta”

***************
Ks. Jarosław Cielecki i śp. Marianna Popiełuszko, której  przywiózł relikwie bł. Jana Pawła II.
Dziś już p. Marianna jest ze swoim Synem  i z bł. Janem Pawłem II w Domu Ojca i wstawia się za nami ;)

ks CieleckiPielgrzymując z relikwiami bł. Jana Pawła II do Wilna, do Ostrej Bramy, zatrzymałem się w Suchowoli, u matki bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Pod jego dom przyjechałem z razem siostrą i bratem ks. Jerzego oraz z proboszczem parafii Myszyniec na Kurpiach. To było niezwykłe spotkanie.

Pani Popiełuszkowa, klęcząc w progu domu, ucałowała relikwie, na które oczekiwała od rana. Wzruszona powiedziała: – To dla mnie wielkie przeżycie, że do domu, w którym urodził się błogosławiony mój syn, który tak cenił bł. Jana Pawła, znalazły się jego relikwie.

Więcej: kliknij

About these ads
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Pomoc duchowa i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

19 odpowiedzi na „Ks. Jarosław Cielecki: „Przeklęcie dziecka przez rodzica niesie bardzo silne konsekwencje zniewolenia, do opętania włącznie…” – dwa ciężkie przypadki

  1. Ewangelia wg św. Mateusza 9,27-31. 
    Gdy Jezus przechodził, szli za Nim dwaj niewidomi którzy wołali głośno: «Ulituj się nad nami, Synu Dawida». Gdy wszedł do domu niewidomi przystąpili do Niego, a Jezus ich zapytał: «Wierzycie, że mogę to uczynić?» Oni odpowiedzieli Mu: «Tak, Panie». Wtedy dotknął ich oczu, mówiąc: «Według wiary waszej niech wam się stanie». I otworzyły się ich oczy, a Jezus surowo im przykazał: «Uważajcie, niech się nikt o tym nie dowie». Oni jednak, skoro tylko wyszli, roznieśli wieść o Nim po całej tamtejszej okolicy.

    REFLEKSJA NAD SŁOWEM BOŻYM – Ks. Józef Tabor

    Ten dzień, 6. grudnia, już od samego rana obdarowuje nas niezwykłą radością. Już od wczesnych godzin porannych wielu z nas przeżywa radość, na naszych twarzach widnieje uśmiech, bo dzisiaj również wspominamy św. Mikołaja, biskupa; tego, który obdarowywał ubogich, bezdomnych, ludzi zaniedbanych różnymi darami. I już dzieci się cieszą z tego, że dzisiaj św. Mikołaj również przyjdzie do nich, przekaże im jakiś dar, jakieś życzliwe słowo, jakiś upominek przez ręce kochających i życzliwych ludzi.

    Opowiada pewien kapłan: “Dokładnie pięć lat temu, brałem udział w poświęceniu drewnianej kaplicy niedaleko Lidy na Białorusi. I po skończonych uroczystościach podszedłem do grupy dzieci zasmuconych, i pytam: Jak przeżyliście tę wspaniałą uroczystość? Przywiozłem im trochę drobiazgów – był dzień św. Mikołaja – przybory szkolne, słodycze, z których się bardzo ucieszyli. Ale zaintrygowała mnie jedna postać małego chłopca, który to wszystko przyjął, powiedział dziękuję, więc go zapytałem: Co byś chciał, ażeby w przyszłym roku św. Mikołaj tobie przyniósł? A on tak spojrzał i mówi: Ja najlepiej bym chciał, gdyby w przyszłym roku św. Mikołaj przyniósł mi i mojej siostrzyczce lekarstwa. – Jakie lekarstwa? – Na chorobę, na grypę: jakiś syrop i jakieś tabletki, bo moja siostrzyczka już od dawna choruje, a mama i tata nie może kupić żadnych lekarstw. I modlę się o to, w dzień św. Mikołaja, żeby jak najszybciej wyzdrowiała”.

    Przytaczam to wydarzenie, jakie przeżył ów kapłan na Białorusi, ażeby uwrażliwić nas wszystkich na to, jak my wiele od Boga posiadamy. Zwróćmy uwagę, że Pan Jezus wszedł na górę i tam siedział, jakby w oczekiwaniu na tłumy, które do Niego podążały. I Chrystus nadal oczekuje. Jeżeli Adwent oznacza przyjście, ma to być nie tylko przyjście Chrystusa do nas, ale także nasze przyjście do Chrystusa. Bo przecież On już przyszedł, i to po wiele razy, i na różne sposoby, ale czy myśmy naprawdę już do Niego przyszli?

    Już w momencie narodzin rozpoczęliśmy swą wędrówkę do Boga, szczególnie w akcie chrztu św. powołał nas Bóg na drogę wiodącą ku Niemu. Każdego dnia mozolnie wspinamy się tą drogą, jak te tłumy wspinające się ku Chrystusowi, a Bóg nas cierpliwie oczekuje. I można powiedzieć: Bóg jest Wielkim Oczekiwaniem, bo przyszedł nie do zdrowych, ale do źle się mających, lub – inaczej mówiąc – przyszedł szukać i zbawiać to, co zginęło.

    Potwierdzeniem tej tezy jest Jego postawa w stosunku do olbrzymiej rzeszy cierpiących, chorych, potrzebujących Jego pomocy. Chrystus nie poklepywał ich po ramieniu, nie wyrażał im też swojego drętwego współczucia, w sposób natychmiastowy reagował na potrzeby drugiego człowieka – jak to dzisiaj usłyszeliśmy: “uzdrowił ich…, a tłumy zdumiewały się, widząc to, i wielbiły Boga”.

    Jezus Chrystus nie tylko uzdrawiał i przywracał ludziom siły fizyczne, On jeszcze te siły fizyczne wzmacniał i rozwijał. Czynił to wtedy, gdy cudownie karmił ich na tej górze. Dzisiejsza Ewangelia wiąże cud uzdrowienia chorych z cudem nakarmienia czterech tysięcy mężczyzn, oprócz kobiet i dzieci. Nie wiemy, czy to cudowne nakarmienie jest tym samym, o którym mówi tenże Ewangelista w innym rozdziale, lub inny Ewangelista, św. Łukasz. W tej chwili mało to jest ważne dla naszej lekcji. Ważne jest jedno, że Jezus uzdrawiający i karmiący, w dzisiejszej perykopie mszalnej, to Jezus wyjaśniający w ten sposób sens i cel swojego przyjścia na ziemię. Przyszedł na świat po to, aby się spotkać z człowiekiem, przede wszystkim z człowiekiem potrzebującym Jego pomocy. Przyszedł dlatego, bo żal Mu tego ludu, ludu utrudzonego, ludu umęczonego, wygłodniałego, cierpiącego często na przewlekłe i nieuleczalne choroby. To prawda, że uzdrawiając ich i karmiąc cudownie, okazał swoją Boską moc, ale przecież nie o to Mu chodziło. Gdyby Mu o to chodziło, pozwoliłby się obwołać królem, nosić na rękach, a On był obojętny na to wszystko. Choć wielu widziało w Jego działaniu dowody na potęgę i Bóstwo, to On bardziej chciał aby w tym wszystkim dostrzegano Jego troskę o człowieka.

    Coś podobnego miał w sobie papież Jan XXIII. Mawiał on często, że “człowiek jest największą i najpiękniejszą wartością świata. Dlatego, kiedy się rodzi człowiek, to tak, jakby się rodził jakiś nowy wielki świat. A kiedy człowiek umiera, to tak, jakby z nim razem także umierał jego świat”. Nie wolno nam nigdy zapominać o człowieku. Świat bez człowieka byłby pustą planetą. Dopiero razem z człowiekiem i przez człowieka nabiera świat właściwego sobie rumieńca życia.

    W takim ujęciu dziś lepiej rozumiemy postawę Chrystusa wobec każdego z nas. Niech więc ta dzisiejsza wspólnie przeżywana Eucharystia sprawi, byśmy mieli jeszcze większe wyczucie na potrzeby drugiego człowieka, biorąc przykład z naszego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa, który zawsze oczekuje na nas, który zawsze oczekuje byśmy do Niego przychodzili. AMEN.
    Źródło: Homilie, rozważania i codzienne nasze życie

    Ewangelia dla nas

  2. Margaretka pisze:

    Proszę gorąco o modlitwę za Joannę ,która walczy duchowo .Z racji adwentu i trudniejszego dostępu do kapłanów ,będzie to dla niej ciężki czas.Oby jej rodzina pomogła w tej walce a nie utrudniała .

  3. Pingback: Ks. Jarosław Cielecki: “Przeklęcie dziecka przez rodzica niesie bardzo silne konsekwencje zniewolenia, do opętania włącznie…” – dwa ciężkie przypadki « Krzysztof OSUCH, SJ – Szukać i znajdować Boga we wszystkim

  4. Ania pisze:

    Ks. Krzysztof Osuch SJ dopisał mądre słowa na wstępie tego artykułu:

    Tu i ówdzie rzucano „cień” na Miesięcznik Egzorcysta. Choćby poniżej cytowany artykuł ks. J. Cieleckiego pokazuje duchową przydatność…, by w czasie wielkiego zwodzenia i zamętu trzymać jednoznacznie obrany kurs na Jezusa Chrystusa. I nigdy nie tracić nadziei. W razie potrzeby pomóc ją odzyskać zagubionym.

  5. Majk pisze:

    Jutro I sobota a ja znalazłam rewelację :)
    Każdy może mieć wodę egzorcyzmowaną, księża święcą wodę „na odległość”.
    Zobaczcie co przeczytałam na stornie Klasztoru w Kazimierzu Biskupim

    http://www.kazimierzklasztor.pl/msf/msza-z-modlitwa-o-uzdrowienie/52-woda-egzorcyzmowana

    „Chodzi o poświęcenie wody raz w miesiącu, w Pierwsze Soboty o 1000 rano. Znają ten termin tysiące Polaków w Kraju i za granicą, przygotowują wodę do poświęcenia, a nawet sami, gdy mogą, łączą się w duchu z poświęcającymi ją księżmi i przyjmują ich błogosławieństwo.”

  6. Krzysiek K pisze:

    Planuję jutro przygotować wodę. Będę gotowy na 10 tylko co mam robić?
    Czy trzeba wejść na jakąś stronę? Pomodlić się jakoś?, proszę o podpowiedz.

    • wobroniewiary pisze:

      Po prostu połączyć się myślą, sercem – chcesz to jakąś modlitwą za ksieży np. Zdrowaś Maryjo :)

      Czy robisz coś szczególnego jak oglądasz Anioł Pański z Watykanu i otrzymujesz błogosławieństwo od papieża?
      Po prostu radujesz się sercem i duchem ;)

      A nawet jak zapomnisz bo o 12-00 sobie przypomnisz to wiedz, że woda i tak jest poświęcona :)

  7. Nikodem pisze:

    Europo! Europo! Jak długo będziecie lekceważyć Słowo Boże. Nie uchronią was, ani bogactwa, ani ubezpieczenia. Przepełnia się czara gniewu – słusznego gniewu Bożego. Jak długo można patrzeć na lekceważenie przykazań Bożych?! Chrystus umiera dla waszego nawrócenia i zbawienia, a wy szukacie zysku, lekkiego życia na regułach tego Świata. Nie lękajcie się! bo miłosierdzie jest większe, niż słuszny gniew Boży. Każdy kto czyta te słowa, niech mu będzie wiadome, że proroctwa zapowiedziane się wypełniają. Ludzie tego świata zachowują się jak obłąkani, popadając w coraz większą pychę, odrzucając wartość nieprzemijalnego Słowa Bożego. Wy jesteście solą ziemi, jeśli więc sól utraci smak, do czego się nada? Chyba na wyrzucenie i podeptanie! Nieroztropne panny co nie wzięły oliwy! Nie wejdą do Królestwa Bożego. Bo ono jest dla tych którzy znaleźli przebaczenie swoich grzechów, dla tych co uznali Jezusa za Pana swojego życia, dla tych którzy słuchają jego Słowa Bożego i wypełniają je. Jest otwarte, ale serca wasze zbyt ociężałe! Prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, niż bogaty wejdzie do Królestwa Bożego.
    Pokój i łaska z Wami!

    • Kamil pisze:

      Czytając co napisałeś, tak mi się przypomniało, że ten dzisiejszy wiatr był niezwykły, przynajmniej dla mnie. Czułem jakby Pan Bóg, swoim groźnym i sprawiedliwym głosem, nawoływał do nawrócenia każdego z nas. Usilnie, ale bez narzucenia ten „powiew”, wchodził w serce, budząc refleksje nad swoim życiem.

      • Nikodem pisze:

        Tak mnie natchnęło, gdy leżałem sobie na łóżku modląc się na różańcu. Piszę co słyszę, sam się dziwię że te słowa tak brzmią. Ale to jest coś większego …, i każdy może to usłyszeć. Dla mnie te słowa też nie są łatwe i przyjemne.

      • Nikodem pisze:

        Ja je napisałem. Myślę, że to Duch Święty mnie prowadził, gdy je pisałem. Chcę poddać to rozeznaniu, a nie ma nikogo kto by mnie słuchał, więc tu piszę, bo wiem że kochacie Pana Jezusa i dbacie o jego Kościół.

    • mariaP pisze:

      Duch tchnie, kedy chce !!
      Dzieki Nikodem za Twoje czuwanie!

      • Nikodem pisze:

        Po tym wszystkim, już późno wieczorem usłyszałem słowa anioła – Wykonało się!
        Prawdę mówiąc nie wiem, co się wykonało, ale chyba jakaś decyzja poszło z Nieba. Tylko podejrzewam o co chodzi, ale nie chcę siać zamętu. Może ktoś się pomodli, i poprosi o światło Ducha Świętego, bo ja jestem bardzo słaby i kuszony po tym wszystkim, zresztą choruję już od tygodnia.

  8. Magdalena pisze:

    A ja mam coś takiego :)

  9. wobroniewiary pisze:

    Mail od ks. Arkadiusza:

    KRÓLUJ NAM CHRYSTE!!!!

    DZIŚ W LITURGII KOŚCIOŁA WSPOMINAŁ ŚW. MIKOŁAJA BISKUPA, KTÓRY NIÓSŁ POMOC LUDZIOM, I DZIŚ POWINNIŚMY OBDAROWAĆ SIĘ TYM CO NAJPIĘKNIEJSZE, A NAJPIĘKNIEJSZA JEST PAMIĘĆ I MODLITWA!!!!
    DLATEGO W DNIU ŚWIĘTEGO MIKOŁAJA ŻYCZĘ WIELE SIŁ I ŁASK, CHRYSTUSOWEGO I KRÓLEWSKIEGO BŁOGOSŁAWIEŃSTWA!!
    NIECH W TYM DNIU I W CAŁYM ŻYCIU ŚWIĘTY BISKUP MIKOŁAJ WYPRASZA U SERCA PANA JEZUSA POTRZEBNE ŁASKI I BŁOGOSŁAWIEŃSTWO!!!
    A OD TEGO ŚWIĘTEGO BISKUPA UCZCIE SIĘ JAK KOCHAĆ BOGA I DRUGIEGO CZŁOWIEKA.

    NIECH PAN WAM BŁOGOSŁAWI!

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s