Ks. Adam Skwarczyński – List do Przyjaciół i Margaretek.

     Rakowiec, 11 XII 2012 r.

     …Abyście się wzajemnie miłowali, jak Ja was umiłowałem (J 15,12).

     Drodzy Przyjaciele, łączący się ze mną w modlitwie, a zwłaszcza członkowie „Margaretek”! Także w tym roku mam nadzieję, że będę mógł się Wam częściowo odwdzięczyć za Waszą dobroć i ofiarność we Mszy świętej w Waszej intencji 21 grudnia o godz. 19.00. Zachęcam więc Was do duchowej łączności.

     Każdy piątek przenosi nas duchem pod Krzyż, a zwłaszcza Msza święta, która jest zawsze – jak twierdzi znana mistyczka boliwijska Catalina Rivas – „porwaniem całego Kościoła na Golgotę w szczytowym momencie Chrystusowej Ofiary”. Ostatni krzyk, ostatni oddech, ostatnie uderzenie serca, ostatnie krople żywej krwi ze swych ran zawarł Pan Jezus w Eucharystii. Jak potwierdzają badania Hostii, znanej z cudu eucharystycznego w Buenos Aires w 1996 roku, Odkupiciel daje nam na pokarm cząstkę swego serca – mięśnia z lewej jego komory, odpowiedzialnego za jego skurcze, a więc i za życie – w momencie agonii, i to do końca storturowanego. Ten, który powiedział, że nikt nie ma większej miłości niż oddający życie za przyjaciół, karmi mnie, swojego przyjaciela, swym Ciałem z miłości do mnie obumierającym. W każdej Komunii z Jego agonii czerpię życie – przede wszystkim wieczne, lecz i doczesne jest umacniane na miarę mojej ufności i otwarcia się na Łaskę.

     Nie byłoby prawdziwej „komunii” czyli zjednoczenia, gdyby jedna z osób ofiaro-wała wszystko, a druga prawie nic. „Miłość za Miłość, ogień za Ogień, życie za Życie” – mawiali święci, np. stygmatyczka włoska Gemma Galgani. Gdyby ktoś z nas, mimo słabości i upadków, nie starał się swoją miłością, wciąż wzrastającą, odpowiedzieć na oczekiwania Nieskończonej Miłości – byłby wobec Niej bardziej niewdzięczny, niż wielcy grzesznicy i zdrajcy. Nic tak nie rani Serca Jezusa, jak letniość i oziębłość ludzi dobrych, unikających wprawdzie grzechów ciężkich, ale też przekonanych, że tego ich dobra „wystarczy” i że Bóg nie powinien od nich więcej oczekiwać. Dusze te są podobne do trupów – mówi Jezus w Nowennie do swojego Miłosierdzia – i takim Go wstrętem napawały, że w Ogrójcu prosił: „Ojcze, zabierz ten kielich ode Mnie”. Dla nich ostatnią deską ratunku jest uciec się do Jego Miłosierdzia. Ale one wcale o ratunku nie myślą, bo zaliczają siebie do „uratowanych” – do prawie świętych! Będzie dla nich wielkim szokiem zobaczyć swój stan oczami Boga. Oby zdążyły jeszcze z niego wyjść z pomocą Jego łaski!

     Sprawdzianem miłości jest zdolność i gotowość do ponoszenia ofiar dla miłowa-nego, z poświęceniem życia włącznie. Tym miłowanym przez nas, a więc objętym naszą ofiarą, ma być i Bóg, i bliźni, bo przecież mamy miłować bliźniego na wzór tej miłości, jaką ogarnia go sam Ukrzyżowany. Życiorysy świętych ukazują nam, jak oni potrafili spalać się z miłości, czy to powoli jak świeca, czy to nagle, jak ścięty kwiat.

     Kocham tych moich niebiańskich Przyjaciół i nie ma prawie dnia, bym nie czytał opisów ich życia i nie zapraszał ich do Mszy świętej. Ufam, że otoczą mnie zwłaszcza w szczytowym momencie mojej ofiary i wspomogą. Najbardziej kocham Męczenników, a nawet marzę o tym, by choć trochę być do nich podobnym w życiu i przy śmierci. Tak, zwłaszcza przy śmierci, gdyż, jak głosi Kościół od samego początku, ich męczeństwo otworzyło im Bramę Nieba z pominięciem czyśćca. Poruszyłem ten temat m.in. w swojej powieści „Wejdź do Radości”. Powieść jest jednak powieścią, a Wola Boża (co do mnie) może chodzić innymi drogami. Proszę jednak moje „Margaretki”, by w razie mojego nagłego (!) „odlotu” poszły po linii tradycji Kościoła i cieszyły się razem ze mną ze zwycięstwa, a modlitwą objęły tych księży, którzy jeszcze pielgrzymują przez ziemię.

     Schodząc teraz na ziemię, wsłuchuję się w różne głosy i wieści, z Waszej strony dochodzące. Niektórzy ulegają psychozie lęku, szerzonej przez pseudonaukowców, wróżbitów i „proroków”, liczą dni, dzielące ich od sugerowanych przez nich dat, a nawet spodziewają się „trzech dni ciemności” jeszcze w tym roku, co jest szczególnym absurdem! Inni pytają, czy już porywać się na zakupy trwałej żywności, bo może tym razem zjedzą ją szybciej niż mole czy mikroby… Ogromna większość – przeciwnie: twierdzi, że nic się nie zdarzy drastycznego, więc można i trzeba snuć plany na najbliższe, a nawet na dalsze lata. Komu wierzyć? Co robić w tej sytuacji?

     Wybaczcie, Drodzy, że wyjątkowo w tym roku nie będę zabierać w tych sprawach głosu, choćby budziło to u Was pewne rozczarowanie. Zwłaszcza dlatego, że – w moim, chociaż nie tylko w moim, przekonaniu – wydarzenia, związane z Paruzją czyli Powtórnym Przyjściem Chrystusa są już tak bliskie, a zarazem tak trudne do opisania, iż lepiej pogrążmy się w wielkiej ciszy przed Bogiem i… CZUWAJMY! Zamknijmy za to uszy na szum medialny, bo steruje nim nie Niebo, lecz książę ciemności. A jeśli chodzi o moje poglądy na ten temat – są w internecie pod adresem: https://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com pod zakładką z moim nazwiskiem. Niech to wystarczy, więcej nie muszę dodawać. Czuję, że pod tym względem wykonałem wszystko, co miałem do zrobienia z Woli Bożej, resztą niech zajmą się inni.

     Najdłuższe w roku noce przed nami… Północ jednej z nich rozjaśni się Największym Blaskiem, rozśpiewa głosami Aniołów i Świętych, otaczających Boży Tron. Przy tym Tronie jest miejsce dla każdego z nas, a więc radujmy się! Wybiegam ku niej myślą i sercem, do niej się przygotowuję, czerpiąc siłę z Waszych modlitw. Adwent Kościoła jest przecież także moim osobistym adwentem…

     Życzę Wam wszystkim, Drodzy Przyjaciele, by światło Chrystusa oraz Jego łaski rozświetlało całe Wasze życie, aż zanurzycie się w Wiecznym Dniu, nie znającym zachodu. To stamtąd „łuna bije” – łuna z kolęd, łącząca niebo z betlejemską ziemią, a zarazem niepojęta i niedostępna oczom śmiertelników.

     Niech światłość Anioła, nazwana przez trzech Mędrców „gwiazdą”, wskazuje Wam kierunek w pomroce świata, pogrążonego w niemoralności. Ostateczne zwycięstwo, choć okupione cierpieniem, należy do Księcia Pokoju, a nie do Heroda. Będzie się ono wiązało dla odrodzonego świata z Nowym Zstąpieniem Ducha Świętego i z Try­umfem Niepokalanego Serca Maryi. Niech w drodze do tej ogromnie szczęśliwej przemiany całej ziemi, a potem przez piękną ziemię do Bramy Nieba (w której wszyscy się spotkamy), towarzyszy Wam łaska i błogosławieństwo Boga Ojca i Syna i Ducha Świętego.

ks. Adam Skwarczyński

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydarzenia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

13 odpowiedzi na „Ks. Adam Skwarczyński – List do Przyjaciół i Margaretek.

  1. wobroniewiary pisze:

    Sebro pisze:
    Tak sobie pomyślałem, że takie porównanie mogło by pasować do tekstu ks. Adama, który właśnie zamieściliście. Jest to „Obraz męki Chrystusowej we Mszy św. – kanon rzymski”
    Pełny rozmiar zdjęcia (kliknij link aby zobaczyć).

  2. wobroniewiary pisze:

    Najświętsza Maryja Panna z Guadalupe

    Najświętsza Maryja Panna z Guadalupe

    Jak głosi przekaz, 12 grudnia 1531 roku Matka Boża ukazała się Indianinowi Juanowi Diego. Mówiła w jego ojczystym języku nahuatl. Ubrana była we wspaniały strój: w różową tunikę i błękitny płaszcz, opasana czarną wstęgą, co dla Azteków oznaczało, że była brzemienna. Zwróciła się ona do Juana Diego: „Drogi synku, kocham cię. Jestem Maryja, zawsze Dziewica, Matka Prawdziwego Boga, który daje i zachowuje życie. On jest Stwórcą wszechrzeczy, jest wszechobecny. Jest Panem nieba i ziemi. Chcę mieć świątynię w miejscu, w którym okażę współczucie twemu ludowi i wszystkim ludziom, którzy szczerze proszą mnie o pomoc w swojej pracy i w swoich smutkach. Tutaj zobaczę ich łzy. Ale uspokoję ich i pocieszę. Idź teraz i powiedz biskupowi o wszystkim, co tu widziałeś i słyszałeś”.
    Początkowo biskup Meksyku nie dał wiary Juanowi. Juan więc poprosił Maryję o jakiś znak, którym mógłby przekonać biskupa. W czasie kolejnego spotkania Maryja kazała Indianinowi wejść na szczyt wzgórza. Rosły tam przepiękne kwiaty. Madonna poleciła Juanowi nazbierać całe ich naręcze i schować je do tilmy (był to rodzaj indiańskiego płaszcza, opuszczony z przodu jak peleryna, a z tyłu podwiązany na kształt worka). Juan szybko spełnił to polecenie, a Maryja sama starannie poukładała zebrane kwiaty. Juan natychmiast udał się do biskupa i w jego obecności rozwiązał rogi swojego płaszcza. Na podłogę wysypały się kastylijskie róże, a biskup i wszyscy obecni uklękli w zachwycie. Na rozwiniętym płaszczu zobaczyli przepiękny wizerunek Maryi z zamyśloną twarzą o ciemnej karnacji, ubraną w czerwoną szatę, spiętą pod szyją małą spinką w kształcie krzyża. Jej głowę przykrywał błękitny płaszcz ze złotą lamówką i gwiazdami, spod którego widać było starannie zaczesane włosy z przedziałkiem pośrodku. Maryja miała złożone ręce, a pod stopami półksiężyc oraz głowę serafina. Za Jej postacią widoczna była owalna tarcza promieni.
    Właśnie ów płaszcz Juana Diego, wiszący do dziś w sanktuarium wybudowanym w miejscu objawień, jest słynnym wizerunkiem Matki Bożej z Guadalupe. Na obrazie nie ma znanych barwników ani śladów pędzla. Na materiale nie znać upływu czasu, kolory nie wypłowiały, nie ma na nim śladów po przypadkowym oblaniu żrącym kwasem. Oczy Matki Bożej posiadają nadzwyczajną głębię. W źrenicy Madonny dostrzeżono niezwykle precyzyjny obraz dwunastu postaci.Największym cudem Maryi była pokojowa chrystianizacja meksykańskich Indian.[…]
    Więcej na http://ewangeliadlanas.wordpress.com/

    ” JESTEM MATKĄ TEGO, DZIĘKI, KTÓREMU ISTNIEJE ŻYCIE „
    Maryjo, Dziewico z Guadalupe, Matko całej Ameryki, pomóż nam być wiernymi szafarzami wielkich tajemnic Bożych. Pomóż nam nauczać prawdy, którą głosił Twój Syn i szerzyć miłość, która jest Pierwszym Przykazaniem i pierwszym owocem Ducha Świętego. Pomóż nam szerzyć nadzieję życia wiecznego. Pomóż nam chronić wielkie duchowe skarby członków Ludu Bożego, który został nam powierzony „. Jan Paweł II – styczeń 1979 r. Guadalupe – Meksyk.

  3. rubb pisze:

    ten list brzmi jak pożegnanie czy mi się tylko tak wydaje

    • wobroniewiary pisze:

      Eeeee, tam 🙂

      Ksiądz Adam od lat pragnie do Nieba, ale tu są duszyczki, o które troszczyć się trzeba.
      Ksiadz wie, że kiedyś odleci, to pisze tak od lat, bo nie zna dnia ani godziny.
      I prosi, że jakby co, to wtedy modlić się za innego księdza, by margaretka przetrwała.
      Dla mnie to normalne. Papież od pierwszych dni pontyfikatu pisał swój testament, jego pontyfikat trwał 27 lat.

    • Adam Sokołowski pisze:

      Też tak odebrałem .Czytam księdza prawie wszytko i ten ostatni wpis od razu skojarzył mi się z pożegnaniem.

      • wobroniewiary pisze:

        Panie Adamie 🙂
        Mam to szczęście rozmawiać wiele i często z ks. Adamem. Proszę zobaczyć i wczytać sie dokładnie i wiem co oznaczają te słowa od ich Autora. Wiele osób nie wie, co robić z „Margaretką” po śmierci kapłana, a ta może przyjśc nagle – ks. Kiersztyn, ks. prof. Bajda, tak wielu ostatnio znanych odchodzi. Ksiądz Adam miał ponadto wizję że ginie jako męczennik ale nikt nie wie kiedy… – i ksiądz prosi by ludzie w razie jego śmierci – dalej się modlili, ale za innego kapłana.

        „Powieść jest jednak powieścią, a Wola Boża (co do mnie) może chodzić innymi drogami. Proszę jednak moje „Margaretki”, by w razie mojego nagłego (!) „odlotu” poszły po linii tradycji Kościoła i cieszyły się razem ze mną ze zwycięstwa”

        • Sebro pisze:

          Ja z kolei czytając „zasadę” margaretek wyczytałem, że po śmierci kapłana modlimy się dalej margaretką, tyle że już za jego duszę, bo być może potrzebuje wsparcia w czyśćcu. Także margeretke powinno się odmawiać za danego księdza do końca życia – ale naszego, nie patrząc na to czy dany ksiądz żyje czy już nie.

        • wobroniewiary pisze:

          Ja też znam taką zasadę, ale skoro ks. Adam sobie życzy tak a nie inaczej 😉
          Spoko – można podzielić modlitwy między dwóch księży jakby co 😀
          W końcu przy Nieustającej Koronce ks Adam uczył że Pan Bóg kocha jak prosimy Go o wiecej i więcej 🙂

  4. Czekajacy pisze:

    Bóg zapłać i Szczęść Boże Księże Adamie!

    Obserwując od czasu do czasu to – co jest prezentowane w szeroko pojętych mediach, ale również reklamie – nie mam żadnych wątpliwości, że celem jest sianie zła w umysłach ludzkich, jako czegoś normalnego.

    Nie ma potrzeby takiego epatowania już nie tylko opisami, ale coraz częściej brutalnymi filmami, oraz zdjęciami. Nie miałem wcześniej takich sytuacji, kiedy nie dało się obejrzeć wiadomości, bez konieczności zmiany kanału, gdyż nie mogę patrzeć kolejne niepotrzebne sekundy jak ojciec znęca się na synem. Wszędzie wdziera się przesadna, zbędna nagość, tłumaczenia, że zdrady, zabójstwa, oszustwa – to w zasadzie prawie, że normalne, ewentualnie uwarunkowane tym i tym (tu sobie wstawić można cokolwiek co dzisiejszy psycholog powie).

    Corusz straszenie, wprowadzanie zamętu, strasznego zamieszania. Wcześniej też to występowało, ale nie aż w takim stopniu i sile!

    Zło jest w stanie dotrzeć, adresować się – do naszych umysłów, rozumu.
    Ale nie jest w stanie dotrzeć do SERCA!

    Wspólnie czekajmy aż oba Serca zatriumfują!
    Wspólnie pieczętujmy Najświętszą Krwią Chrystysa nasze dobra wg zaleceń Księdza Adama!
    Nie bójmy się słów Spowiedź ŚWIĘTA, Msza ŚWIĘTA, ŚWIĘTY Jan itd.
    Zło osłabiajmy modlitwą oraz postem, codzienną modlitwą do Św. Michała Archanioła.
    Módlmy się codziennie za Kościół Święty, za Kapłanów, Zakonników, Siostry.
    Za dusze czyśćcowe.
    Ofiarujmy wszystkie swoje cierpienia na przebłaganie za grzechy.

    Panie Jezu Przyjdź
    Uczyń serca nasze wg serca Twego

  5. czekajacy pisze:

    PS:
    na dodatek – zło strasznie dzieli ludzi, wręcz blokuje porozumiewanie (przeszkadza w słuchaniu i rozumieniu drugiej strony) – w tak ważnych sprawach jak Intronizacja, ale i bardziej codziennych kontaktach w naszych rodzinach.

    Jeżeli rozpoznacie początek wybuchu bezsensownej kłótni z kimkolwiek – zamilczcie, udajcie się na bok.
    I w duchu Zdrowaś Maryjo, modlitwa do Św. Michała.

    Albo – jeśli to wewnątrz rodziny – na kolana i zmówcie RAZEM Różaniec Święty.

  6. mer pisze:

    Bóg zapłać. Dziękujemy. To wszystko. Przeziębienie mnie męczy. Nie mam siły.

  7. BARBARA MARIA pisze:

    DZIĘKUJEMY KSIĘŻE ADAMIE, BÓG ZAPŁAĆ ZA WSZYSTKO CO DLA NAS OWIECZEK
    ROBISZ. MAM NADZIEJĘ, ŻE DOBRY BÓG DA NAM DUCHA MIŁOŚCI, MĄDROŚCI I ODWAGI
    ABY STAĆ SIĘ WOJSKIEM NASZEGO KRÓLA JEZUSA CHRYSTUSA I NASZEJ KRÓLOWEJ
    MARYJI.

  8. Elisabetta pisze:

    Codziennie oddaję się z ufnością Niepokalanemu Sercu Matki Bożej i proszę Ducha Św., aby kształtował mnie wg Swojej woli i upodobania. Modlitwa i codzienne rozważania, myślę, że przysposabiają mnie w jakiś sposób, by z Bożą pomocą pozyskiwać dla wiary tych do których mam „dostęp”. Są to najbliżsi z rodziny, znajomi.. parafia… Dziękuje Księże Adamie za troskę apostolską, odwagę i przynaglanie nas do walki za wiarę o zwycięstwo Boga w naszym życiu i całym świecie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s