Ks. Adam Skwarczyński – GRZECH LEKKI…

Im bliżej jesteśmy Boga, im czystsza dusza, tym większą na niej plamą, rozdarciem jest nawet to zło, które inni lekceważą lub my dawniej lekceważyliśmy. Stąd w miarę postępu duchowego, gdy wzrasta wrażliwość sumienia, zło „małe” widzimy w ostrzejszym świetle jako „duże” i coraz głębiej za nie żałujemy. I TAK BYĆ POWINNO. Dla dobrego dziecka smutek na twarzy rodziców jest dostateczną karą i żałuje za nie, przeprasza; dla łobuza – nawet bicie może być niczym i trudno go pobudzić do refleksji i żalu.

Stąd kilka rad praktycznych:

1. Jak odróżnić grzech ciężki od lekkiego, uczy nas KKK (duży Katechizm) w dziesięciu punktach-akapitach 1854-1864.

2. Nie usprawiedliwiajmy się nigdy przed Bogiem, przed spowiednikiem, przed sobą, lecz idźmy za głosem sumienia – gdy ono czyni wyrzuty, w pełni żałujmy i pokutujmy, nie pytając, „czy to już grzech”, czy „już wielki” itp. To prawda, że brak pełnej świadomości zaistnienia zła i brak w pełni złej woli zmniejsza ciężar grzechu, jednak zawsze zło jest złem.

3. Jest strasznie ważne, by nie lekceważyć grzechów „lekkich”, lecz za każdym razem obejmować je mocnym i konkretnym postanowieniem poprawy. Kto tego nie czyni, naraża się na wielkie niebezpieczeństwo letniości, oziębłości duszy, zatrzymania się w rozwoju duchowym. Taki człowiek, z własnej winy „niedorozwinięty duchowo”, staje się z czasem podobny do duchowego trupa. Tak nazwał go sam Pan Jezus w Nowennie do Miłosierdzia Bożego, w jej dniu dziewiątym, mówiąc z goryczą o wstręcie, jakim Go napawa. Sumienie takiego człowieka może stać się w końcu tak zafałszowane, że uważa on siebie za prawie świętego i często powtarza, że „nie ma się z czego spowiadać”.

4. Każdy nasz grzech może się wydawać „lekki”, dopóki nie poznamy go w świetle Bożym, a tylko patrzymy na samych siebie „z przymrużeniem oka”, a co gorsza – gdy porównywamy siebie z innymi i usprawiedliwiamy się ich postępowaniem. Gdybyśmy jednak spojrzeli na ten „grzeszek” w blasku Świętości Boga, stwierdzilibyśmy – piszę to z własnego doświadczenia! – że jest tak wielką przepaścią niewdzięczności i nieprawości, że wieczności nie starczy, by za niego „sprawiedliwie” odpokutować. Tylko Miłosierdzie Boże, dzięki nieskończonej wartości Ofiary Odkupiciela, może tę przepaść przebyć i przygarnąć grzesznika, jeśli ten spełni postawione mu (w sakramencie Pokuty – dobrze je znamy) warunki. Czytając życiorysy Świętych, zwróćmy uwagę, jak oni reagowali na każde zło, nawet najmniejsze.

5. Spowiednik nie powinien uważać siebie za sędziego swego penitenta, jeśli nie ma nadprzyrodzonego światła, prześwietlającego serce (wolę), intencje i możliwości penitenta, lecz powinien przyjąć od niego wyznanie grzechów takie, jakie ono jest. Mówiąc prościej – nie jest dobrze, gdy chce usprawiedliwiać penitenta, sugerując mu, że coś u niego nie jest grzechem w ogóle, albo bardzo małym i nie warto się nim przejmować. Jeśli penitent ma wrażliwsze od niego sumienie i uważa coś za poważne zło, spowiednik nie powinien tego lekceważyć i puszczać mimo uszu, co chwilę powtarzając: „Mów wreszcie grzechy!”, nawet jeśli jego ucho jest dostrojone do wysłuchiwania „tylko prawdziwych” grzechów.

6. Jeżeli dawniej nie uważaliśmy czegoś za zło w ogóle albo za wielkie, a po latach otworzyły nam się oczy, pokutujmy jak należy, miejmy jednak świadomość, że podstawą Bożego sądu nad nami będzie działanie naszego sumienia dawniej. Powinno ono reagować przed czynem (ostrzegać), w trakcie czynu (ostrzegać i ganić) oraz po czynie (wyrzuty sumienia). Inną ważną funkcją sumienia jest pochwalanie nas za dobry czyn, jednak ona nas w tej chwili nie interesuje. Powtórzmy: wzięta zostanie przez Boga pod uwagę reakcja naszego sumienia nie dzisiaj, lecz wtedy, przed laty, gdy może byliśmy jeszcze duchowo niedojrzali. Jeśli dawniej sumienie nie reagowało, i to nie z naszej winy (sami nie spowodowaliśmy stępienia jego reakcji przez powtarzanie złych czynów albo fałszywe usprawiedliwianie się) – bądźmy spokojni, gdyż Bóg zna naszą ówczesną niedojrzałość i nie będzie dla nas surowy.

Oto przykłady. Ktoś będący w nałogu i zniewolony przez złe duchy nikotynizmu lekceważył skutki palenia do tego stopnia, że wcale się z palenia nie spowiadał. Po jakimś czasie usłyszał jednak, że jest to powolne samobójstwo, i dotarło to do niego. Od tej pory jego odpowiedzialność przed Bogiem za palenie wzrosła. Jednak dalej lekceważąc problem, „wypalił sobie raka” w daleko posuniętym stadium i rzeczywiście bardzo skrócił sobie życie. Grzech mógł z początku prawie nie istnieć, potem zaś wzrastał w miarę upływu czasu, choć – patrząc od zewnątrz – czyn nie ulegał zmianie. Bóg patrzy w serce i według niego osądza nas.

    Kiedyś siałem grykę i sprzedawałem ją w GS-ie (gminnej spółdzielni). Zdarzył się rok deszczowy, więc skoszoną kombajnem trudno było dosuszyć, zatęchła i była bliska pleśnienia. Zawiozłem ją do magazynu i chociaż widziałem, że magazynier kręci na nią nosem, ucieszyłem się, że w końcu ją przyjął i pozwolił wysypać na ogólną stertę. Wprawdzie potrącił mi za wysoki stopień wilgotności i uważałem, że wszystko jest „prawie w porządku”, jednak dzisiaj, po latach, gdy mam świadomość, jakie spustoszenie w organizmie wywołują grzyby i pleśnie, raczej bym wolał ponieść stratę, niż narażać bliźnich na szkodę… Niezależnie od tego, jak Bóg mnie osądza za ten czyn, staram się za niego dzisiaj wynagrodzić, oddając ubogim swoje środki utrzymania.

7. Grzechy lekkie, nawet liczne, nie złożą się na jeden ciężki, jednak powinniśmy się z nich spowiadać, nawet jeśli i poza tym sakramentem możemy za nie odpokutować. Pięć argumentów na rzecz wyznawania ich w sakramencie Pokuty podaje nam św. Jan Maria Vianney, a jemu możemy zaufać. Można do nich dołączyć i inne, np. wzrost delikatności sumienia, wzrost w duszy łaski uświęcającej (której stopień zależy od czystości sumienia), możliwość rzetelnej pracy nad sobą, a nie pozostawianie sobie tej „pracy” na po śmierci (w czyśćcu może być ona bardzo trudna, długa i bolesna!).

8. Jednym z najlepszych środków kształtowania własnego sumienia, by stawało się coraz delikatniejsze i reagowało na coraz mniejsze zło, jest codzienny rachunek sumienia, najczęściej łączony z modlitwą wieczorną. Można zachęcać do niego także modlące się wspólnie rodziny. Osoba prowadząca wspólną modlitwę na samym jej początku zachęca do rachunku sumienia, zostawia chwilę ciszy, a potem posługuje się słowami jednego z aktów pokuty, np. znanym ze Mszy świętej. Jeżeli w danym dniu działo się w domu zło znane wszystkim, dobrze jest głośno je wymienić i przeprosić za nie Boga, a może i domowników (lub oni siebie nawzajem). Po takim akcie pokuty wspólna modlitwa staje się zupełnie inna, gdyż dopiero wtedy jednoczy ona ludzi z Bogiem, gdy nic ich nie dzieli między sobą.

    Gdy sumienie nam coś wyrzuca, nawet bardzo delikatnie, warto to sobie zapisać. Nie będzie później problemu z rachunkiem sumienia przed spowiedzią. Będziemy wtedy mogli zauważyć także liczbę tych duchowych potknięć czy niedoskonałości na przestrzeni określonego czasu, co pomoże nam zwrócić na nie baczniejszą uwagę i je wyeliminować.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Pomoc duchowa i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

29 odpowiedzi na „Ks. Adam Skwarczyński – GRZECH LEKKI…

  1. Magdalena-Zofia pisze:

    Witam wszystkich bardzo serdecznie po dłuższej przerwie i cieszę się, że mogę coś napisać.

    Pragnę podziękować Księdzu Adamowi za cenne wskazówki nt. rachunku sumienia. Ksiądz polecił też nauki Św. Jana M. Vianney, (jak zaczęłam czytać wpis od razu pomyślałam o tym Świętym). Mi z lektury „Dobra spowiedź”, szczególnie zapadła w pamięci jedna rada, brzmiąca mniej więcej tak (cytuję z pamięci):
    – „Nie próbujmy usypiać czujności spowiednika, wymieniając na początku grzechy lekkie, a te ciężkie na końcu”.

    • wobroniewiary pisze:

      Witaj i chodź do najnowszego wpisu -choć masz spore zaległości 🙂
      Ale ten najnowszy – moim skromnym zdaniem bomba 😉

      • Magdalena-Zofia pisze:

        To prawda – zaległości mam spore 🙂

      • Munio pisze:

        Ponieważ ludzie ci zbliżają się do Mnie pijani złością. Każda wizja, każde słowo wypowiedziane przeze Mnie będzie nadal zapieczętowywane, i dlatego Moje znaki wydadzą się im niedorzecznością. Czy nie powiedziałem, że jedynie pokorni rozradują się na dźwięk kroków Moich posłańców? To jest powód, dla którego tamci ani nie słyszą, ani nie rozumieją, kiedy mówię. Patrzą na siebie wzajemnie bez zrozumienia, bo włożyłem w nich ducha otępienia… I tak w ich przypadku jeszcze jeden raz wypełnia się przepowiednia Izajasza: «mówią do jasnowidzów: Nie miejcie widzeń! i do proroków: Nie prorokujcie nam nagiej prawdy!».
        Czy ktoś mi to objaśni proszę. Czemu Jezus wkłada w ludzi ducha otępienia ? To cytat z 74 zeszytu Vassuli. Czy może nie należy tego tak interpretować. dotychczas wydawało mi się że to sam człowiek przez swoją wolną wolę i grzech sprowadza na siebie otępienie a w tym cytacie Jezus mówi że ona sam to robi.

    • olo13jcb pisze:

      Kiedyś też tak zaczynałem od lekkiego grzechu, i jak przyszło do cięższego kalibru to się człowiek zaczynał motać, część umyka a jak umyka to się zapomina i zaczyna się nerwówka z cyklu ” kurcze co jeszcze tam miałem” i czasami się przypomni…
      Ale najczęściej jest tak że jak jest już po spowiedzi albo po pokucie i przyjęciu Komunii świętej to się dopiero przypominają i wypada wrócić do konfesjonału….

      • Magdalena-Zofia pisze:

        Ja wróciłam. Jednego dnia byłam u Spowiedzi Św., na drugi dzień „wpadła” mi w ręce ta lektura i po przeczytaniu tego jednego zdania, następnego dnia, klęczałam przy konfesjonale – to duża parafia i wielu Księży tam pracuje, ja trafiłam do tego samego, u którego spowiadałam się dwa dni wcześniej !!!

  2. gumisia pisze:

    dziękuję Ks Adamowi za ten komentarz do grzechów, ostatnio właśnie zastanawiałam się jak to z tymi lekkimi jest 🙂

    Króluj nam Chryste:)

  3. BARBARA MARIA pisze:

    wszystkim polecam Dobra Spowiedz św. J.M. Vianneya.
    Od 2 lat często korzystam z niej przy rachunku sumienia

  4. Magdalena-Zofia pisze:

    „Ojcze, staję przed Tobą, pragnę wobec Ciebie zdać sprawę z mojego życia. Chcę stanąć w prawdzie, nie chcę niczego ani przed Tobą, ani przed sobą ukrywać. Chcę spojrzeć w twarz Twojego Syna, który jest dla mnie Drogą, Prawdą i Życiem, chcę, aby osądziły mnie Jego słowa.” – Jan Andrzej Kłoczowski OP – duszpasterz akademicki, teolog, profesor filozofii, publicysta.

  5. Artur pisze:

    Dobre rady , żeby wszyscy kapłani tak nas nauczali.

    • Magdalena-Zofia pisze:

      Wyczuwam dziwną wrogość do duchowieństwa, powiedz, że się mylę i nie naczytałeś się złej lektury.

      • Artur pisze:

        Mylisz się, bardzo mi ich szkoda bo mają ogromną odpowiedzialność za to jak nas prowadzą i modlitwa za Nich jest trudna ale możliwa.
        Czytałem orędzia Pana Jezusa do Kapłanów Ottavio Michelini.
        Przeczytasz to zobaczysz, że jest to trudna lektura.
        Jeden z Biskupów po przeczytaniu połowy , powiedział, że nie da rady tego czytać jest to za trudne.

        • Magdalena-Zofia pisze:

          Myślę, że mi szkoda ludzi, którzy nie żałują innych.
          Nie znam lektury, o której piszesz, ale znalazłam fragment, który już mi się podoba:

          „Ważna wskazówkę zawierająca słowa Pana Jezusa nt. „Poematu Boga – Człowieka” Marii Valtorty, zamieszczone w Cz. II,. 22 I.1976 „Orędzia Pana Jezusa do Kapłanów”, Ottavio Michelini.:

          „Podyktowałem Marii Valtorcie, duszy ofiarnej, wspaniałe dzieło. Ja jestem autorem tego dzieła. Dobrze wiesz o tym, ze wielu kapłanów znajduje się opozycji do tego dzieła. To również potwierdza synu, że ten, kto nie odkrył w tym Poemacie Bożego Zbawiciela, powiewu czegoś nadzwyczajnego, ma duszę zaciemnioną i obciążoną. Ja nie mówię „czytaj”- -ale kontempluj, studiuj, a przyniesie to nieskończone dobro dla duszy. Jest to dzieło na nowe czasy, które pragnęła Mądrość i Boża Opatrzność. Jest to źródło żywej i czystej wody. To jestem Ja, Słowo Żywe i odwieczne, Który dałem ponownie Samego Siebie jako pożywienie dla dusz, które kocham. Ja, Ja Sam, jestem Światłem a Światło nie może być niczym zagmatwane i przygaszone przez ciemność. Tam gdzie Ja jestem znajdywany, ciemność jest rozproszona, ażeby zrobić miejsce dla światła.”

        • czekajacy pisze:

          Kapłanów nie ma nam być szkoda, tylko mamy ich kochać i modlić się za nich.
          Możemy również przepraszać za ich grzechy, nie tylko swoje.

          PS:
          z każdym dniem – coraz bardziej pragnę skupić się jedynie na Piśmie Św. oraz orędziach z Medjugorie.
          Jeszcze śledzę Adama Człowieka, pamiętajać o Fatimie, Gietrzwałdzie, Lourdes…

          Setki różnych orędzi – co wnoszących?
          Coś więcej niż zostało objawione i spisane w Piśmie Św.?

          Ile energii można tracić – na analizowanie czy dane orędzie jest z góry, czy z dołu.
          Ile z nich zaprzecza samym sobie… Wolę ten czas spożytkować na modlitwę.

          Przecież nawet posiadanie opiekuna duchowego – samo jeszcze nic nie gwarantuje.
          Ile to razy kąkol pojawiał się dopiero po jakimś czasie…

  6. Artur pisze:

    Maria Valtorta. Poemat Boga Człowieka. Słowa Pana Jezusa o współżyciu małżeńskim.

    Mam pytanie czy ks.Adam Skwarczyński może porównać.
    Słowa Pana Jezusa o współżyciu małżeńskim.
    A list Św.Pawła o współżyciu małżeńskim.

    Bardzo był bym wdzięczny za odpowiedź.

  7. Artur pisze:

    Idę szukać i napiszę.

    • Magdalena-Zofia pisze:

      Dzięki, czekam.

      • Artur pisze:

        Zaślubiny są aktem poważnym i świętym. Aby wam to ukazać, wziąłem udział w weselu [w Kanie] i dokonałem tam pierwszego cudu. Ale biada, gdy [małżeństwo] przeradza się w żądzę i spełnianie kaprysów! Małżeństwo, naturalna umowa między mężczyzną a niewiastą, zostaje odtąd podniesiona do poziomu umowy duchowej. Przez nią dusze dwojga kochających się ludzi przysięgają służyć Panu we wzajemnej miłości. Ofiarowują Mu ją w posłuszeństwie dla Jego nakazu rozmnażania się, aby dać Panu dzieci.

        Źródło: Maria Valtorta Poemat Boga Człowieka tom VII.

  8. Artur pisze:

    Św.Paweł 1 LIST DO KORYNTIAN 7.1-16
    Małżeństwo
    1 Co do spraw, o których pisaliście, to dobrze jest człowiekowi nie łączyć się z kobietą. 2 Ze względu jednak na niebezpieczeństwo rozpusty niech każdy ma swoją żonę, a każda swojego męża. 3 Mąż niech oddaje powinność żonie, podobnie też żona mężowi. 4 Żona nie rozporządza własnym ciałem, lecz jej mąż; podobnie też i mąż nie rozporządza własnym ciałem, ale żona. 5 Nie unikajcie jedno drugiego, chyba że na pewien czas, za obopólną zgodą, by oddać się modlitwie; potem znów wróćcie do siebie, aby – wskutek niewstrzemięźliwości waszej – nie kusił was szatan. 6 To, co mówię, pochodzi z wyrozumiałości, a nie z nakazu.
    7 Pragnąłbym, aby wszyscy byli jak i ja, lecz każdy otrzymuje własny dar od Boga: jeden taki, a drugi taki. 8 Tym zaś, którzy nie wstąpili w związki małżeńskie, oraz tym, którzy już owdowieli, mówię: dobrze będzie, jeśli pozostaną jak i ja. 9 Lecz jeśli nie potrafiliby zapanować nad sobą, niech wstępują w związki małżeńskie! Lepiej jest bowiem żyć w małżeństwie, niż płonąć. 10 Tym zaś, którzy trwają w związkach małżeńskich, nakazuję nie ja, lecz Pan: Żona niech nie odchodzi od swego męża! 11 Gdyby zaś odeszła, niech pozostanie samotną albo niech się pojedna ze swym mężem. Mąż również niech nie oddala żony. 12 Pozostałym zaś mówię ja, nie Pan: Jeśli któryś z braci ma żonę niewierzącą i ta chce razem z nim mieszkać, niech jej nie oddala! 13 Podobnie jeśli jakaś żona ma niewierzącego męża i ten chce razem z nią mieszkać, niech się z nim nie rozstaje! 14 Uświęca się bowiem mąż niewierzący dzięki swej żonie, podobnie jak świętość osiągnie niewierząca żona przez „brata”. W przeciwnym wypadku dzieci wasze byłyby nieczyste, teraz zaś są święte. 15 Lecz jeśliby strona niewierząca chciała odejść, niech odejdzie! Nie jest skrępowany ani „brat”, ani „siostra” w tym wypadku. Albowiem do życia w pokoju powołał nas Bóg. 16 A skądże zresztą możesz wiedzieć, żono, że zbawisz twego męża? Albo czy jesteś pewien, mężu, że zbawisz twoją żonę?
    http://www.nonpossumus.pl/ps/1_Kor/7.ph

  9. Artur pisze:

    Czego to ja nie mam ……..? Aaa paamięci.

    Nie mogę znaleźć „Poematu” ale coś mi dzwoni w głowie, chyba zostawiłem w pracy.
    Jak znajde to napisze.

    • Sebro pisze:

      A z pamieci nie potrafisz mniej więcej napisac o co chodzi?

    • Magdalena-Zofia pisze:

      Poemat, jest również w internecie, tak jak List do Koryntian. Tak generalnie, to z pewnością wiesz co Cię trapi, napisz własnymi słowami, może odnajdziemy ten fragment.

  10. Artur pisze:

    Tego co chciałem nie znalazłem ale jest to:

    21. JEZUS DO APOSTOŁÓW I UCZNIÓW [por. J 20,30-31]
    Napisane 22 kwietnia 1947 r. A, 12197-12235

    Są teraz na innej górze, bardziej zalesionej, niedaleko Nazaretu, do którego prowadzi droga od podnóża góry. Jezus nakazuje usiąść w kole. Najbliżej znajdują się apostołowie, za nimi – uczniowie (należący do siedemdziesięciu dwóch, którzy nie rozeszli się po różnych okolicach), ponadto – Zachariasz i Józef. Margcjam zajmuje uprzywilejowane miejsce u stóp Jezusa.
    Jezus mówi od chwili, gdy wszyscy, usiadłszy, uciszyli się i skupili uwagę na Jego słowach:
    «Poświęćcie Mi całą waszą uwagę, gdyż będę mówił o sprawach największej wagi. Nie zrozumiecie jeszcze wszystkiego lub zrozumiecie niezupełnie. Jednak Ten, który przyjdzie po Mnie, sprawi, że zrozumiecie to potem. Słuchajcie zatem.
    Nikt bardziej niż wy nie jest przekonany, że bez pomocy Boga człowiek łatwo popada w grzech. Dzieje się tak z powodu wielkiej słabości jego natury, osłabionej Grzechem [pierworodnym]. Byłbym jednak nieroztropnym Odkupicielem, gdybym – ofiarowawszy wam tak wiele dla zbawienia – nie dał też środków pomagających wam zachować w sobie owoce Mojej Ofiary. Wiecie, że cała łatwość grzeszenia pochodzi od Grzechu [pierworodnego], który, pozbawiając ludzi Łaski, odbiera im ich moc [płynącą] ze zjednoczenia z Łaską.
    Powiedzieliście: „Ty jednak przywróciłeś nam Łaskę”. Nie. Aż do czasu Mojej Śmierci była ona dawana sprawiedliwym. Chcę innego środka, aby ją przywrócić [ludziom] w przyszłości. To środek, który nie będzie jedynie obrzędem symbolicznym. Będzie on rytem, który – w przyjmującym go – wyryje prawdziwy charakter dzieci Bożych, jakimi byli Adam i Ewa. Ich dusze, ożywione przez Łaskę, posiadały wzniosłe dary, udzielone przez Boga bardzo kochanym stworzeniom.
    Wiecie, co Człowiek posiadał i co człowiek stracił. Teraz, dzięki Mojej ofierze, wrota Łaski są na nowo otwarte. Ze względu na Moją miłość, jej strumienie mogą zstąpić na wszystkich, którzy o nią poproszą. Ludzie będą posiadali cechy synów Bożych dzięki zasługom Pierworodnego pośród ludzi – Tego, który do was mówi, waszego Odkupiciela, waszego Wiecznego Arcykapłana, waszego Brata w Ojcu, waszego Nauczyciela. To przez Jezusa Chrystusa i dzięki Jezusowi Chrystusowi ludzie obecni i przyszli będą mogli osiągnąć Niebo i cieszyć się Bogiem, aż po ostatniego człowieka.
    Do tej pory nawet najbardziej sprawiedliwi ze sprawiedliwych – choć obrzezani jako synowie narodu wybranego – nie mogli osiągnąć tego celu. Bóg brał pod uwagę ich cnoty, miejsce dla nich było w Niebie przygotowane, ale Niebo było dla ich dusz zamknięte i weselenie się Bogiem było dla nich niedostępne. [Przyczyną tego był fakt, że] w ich duszach – tych błogosławionych klombach, ukwieconych wszelkimi cnotami – rosło także przeklęte drzewo Grzechu Pierworodnego i żadne, choćby najświętsze działanie, nie potrafiło go zniszczyć. Nie można wejść do Nieba z korzeniami i ulistnieniem tej trującej rośliny.
    W dzień Przygotowania tęsknoty patriarchów, proroków i wszystkich sprawiedliwych Izraela zostały zaspokojone radością z dokonanego Odkupienia. Dusze bielsze nad górski śnieg, którym były ich cnoty, utraciły tę jedyną Skazę, która oddzielała je od Nieba.
    Jednak świat istnieje nadal. Powstają pokolenia za pokoleniami i będą nadal powstawać. Będą przychodzić do Chrystusa jedne narody po drugich. Czy Chrystus miałby umierać dla każdego nowego pokolenia, by je ocalić, i dla każdego narodu, który przyjdzie do Niego? Nie. Chrystus umarł raz jeden i nigdy więcej przez całą wieczność nie umrze. Czy więc te pokolenia i narody, które doszły do mądrości dzięki Memu Słowu, nie miałyby – z powodu zranienia przez Skazę Pierworodną – posiąść Nieba, żeby cieszyć się Bogiem? Bynajmniej. To nie byłoby słuszne ani ze względu na nich – gdyż próżna byłaby ich miłość do Mnie – ani ze względu na Mnie, gdyż umarłbym tylko dla nielicznych.
    Jak zatem pogodzić te różne sprawy? Zanim Chrystus opuści świat dla Nieba, jaki nowy cud uczyni? Już tylu ich dokonał i tak bardzo umiłował ludzi, że zechciał za nich umrzeć. Jeden [wyjątkowy cud] już uczynił, zostawiając – na pamiątkę Swej miłości – Swe Ciało i Krew, na pokarm wzmacniający i uświęcający. Dałem wam polecenie czynienia tego, co Ja uczyniłem, na Moją pamiątkę; [dałem] środek uświęcania uczniów i ich uczniów, aż do końca wieków.
    Ale czy pamiętacie, co zrobiłem tego wieczora, gdy już byliście zewnętrznie oczyszczeni? Przepasałem się ręcznikiem i umyłem wam stopy. Wtedy jeden z was zgorszył się tym zbyt upokarzającym gestem. Powiedziałem mu: „Jeśli cię nie obmyję, nie będziesz miał udziału ze Mną!” Nie zrozumieliście tego, co to oznaczało, ani o jakim udziale mówiłem, ani co to był za symbol. Teraz wam to wyjaśnię.
    Była to lekcja pokory i pouczenie o konieczności oczyszczenia się, żeby móc wejść do Mojego Królestwa i mieć w nim udział. Ponadto było to życzliwe zwrócenie wam uwagi na to, że Bóg od sprawiedliwego – a więc od kogoś o czystym duchu i umyśle – wymaga jedynie ostatecznego obmycia tylko tej części, którą najłatwiej może zabrudzić nawet człowiek sprawiedliwy. Choćby tylko kurz opada na czyste ręce, na nogi i ciało. Wynika to z konieczności życia wśród ludzi.
    Pouczyłem was jeszcze o czymś innym. Obmyłem wam stopy, najniższą część ciała: tę, która chodzi po błocie, po prochu, a czasem – po nieczystościach. Oznacza ona ciało, tę część materialną człowieka, która ma zawsze niedoskonałości. Wyjątkiem są ci, u których nie ma skazy Grzechu Pierworodnego – bądź to dzięki działaniu Boga, bądź to dzięki Boskiej Naturze. Choćby te niedoskonałości były tak nikłe, że tylko Bóg je widzi, to jednak trzeba zwracać uwagę, żeby się nie umacniały, stając się czymś naturalnym. Trzeba je zwalczać aż do wytępienia ich.
    Obmyłem wam więc stopy. Kiedy? Przed podzieleniem się [z wami] chlebem i winem i przed przeistoczeniem ich w Moje Ciało i Moją Krew. Ja bowiem jestem Bożym Barankiem i nie mógłbym zstępować tam, gdzie szatan zostawił ślady. Dlatego też najpierw obmyłem was, a potem dałem wam Siebie. Wy także obmywajcie przez Chrzest tych, którzy do Mnie przyjdą, żeby nie przyjmowali niegodnie Mego Ciała i żeby to nie zmieniło się dla nich w straszliwy wyrok śmierci.
    Jesteście przerażeni… Rozglądacie się. Wasze spojrzenia pytają: „Cóż w takim razie z Judaszem?” Odpowiadam wam: „Judasz spożył swą śmierć”. Najwyższy akt Miłości nie dotknął jego serca. Ostatnia próba Nauczyciela rozbiła się o kamień jego serca: o ten kamień, na którym zamiast [znaku] TAW wyryty był straszliwy znak szatana – znak Bestii.
    A więc obmyłem was przed dopuszczeniem was do uczty eucharystycznej. Uczyniłem to, zanim jeszcze usłyszałem wyznanie waszych grzechów, zanim został w was wlany Duch Święty. Nabraliście więc cech prawdziwych chrześcijan, utwierdzonych w Łasce, i staliście się Moimi Kapłanami. Niech więc tak samo będzie i z tymi ludźmi, których będziecie musieli przygotowywać do życia chrześcijańskiego.
    Chrzcijcie wodą w Imię Boga w Trójcy Jedynego i w Moje Imię. [Czyńcie to po to], aby – ze względu na Moje nieskończone zasługi – został zmazany w sercach Grzech Pierworodny, aby zostały odpuszczone grzechy [osobiste] i aby została wlana Łaska i Święte Cnoty. [Udzielajcie chrztu], aby Duch Święty mógł zstąpić i zamieszkać w siedzibach tych poświęconych świątyń, którymi będą ciała ludzi żyjących w łasce Pana.
    Czy woda była konieczna do unicestwienia Grzechu? To prawda, że woda nie dotyka duszy. [Podobnie] niematerialny znak nie dotyka też wzroku człowieka, tak materialnego we wszystkich swych działaniach. Mógłbym oczywiście wlać Życie nie posługując się widzialnym środkiem. Ale któż by w to uwierzył? Ilu jest takich ludzi, którzy potrafią mocno uwierzyć, kiedy nie widzą?
    Popatrzcie na dawne Prawo mojżeszowe. Używano wody ablucyjnej do oczyszczania nieczystych. Musieli być przyjmowani na nowo do zgromadzeń ludu, kiedy dotknęli zwłok. Otóż każdy nowo narodzony człowiek jest skażony, ponieważ ma styczność ze swą martwą dla Łaski duszą. Niech zatem zostanie oczyszczony wodą ablucyjną z nieczystości i odzyska godność, która pozwala wejść do wiecznej Świątyni. Ceńcie sobie tę wodę.
    Po dokonaniu ekspiacji i odkupienia, po trzydziestu trzech latach znojnego życia ukoronowanego Męką, po przelaniu całej Mojej Krwi za ludzkie grzechy, z umęczonego i wykrwawionego Ciała Męczennika wypłynęły te zbawienne wody, żeby zmyć Grzech Pierworodny. To przez dokonanie tej Ofiary odkupiłem was z tej zmazy. Zaprawdę powiadam wam, że gdybym na progu życia [wiecznego] dokonał Boskiego cudu i zstąpił z Krzyża, to dzięki przelaniu Krwi oczyściłbym [was z waszych] grzechów, ale nie z Grzechu Pierworodnego. Zapłatą za niego miało być całkowite wyniszczenie. Wody naprawdę zbawcze, o których mówi Ezechiel, wypłynęły z Mego Boku. Zanurzajcie w nich dusze, żeby wychodziły z nich nieskalane i mogły otrzymać Ducha Świętego. On – przez wzgląd na tchnienie, które Stworzyciel tchnął w Adama, aby mu dać ducha, a przez to obraz i podobieństwo Boże – powróci, żeby dawać tchnienie i żeby zamieszkać w sercach odkupionych ludzi.
    Udzielajcie Mojego Chrztu, ale w Imię Boga w Trójcy, albowiem – gdyby Ojciec naprawdę nie zechciał, a Duch Święty nie działał – Słowo nie wcieliłoby się i nie dostąpilibyście Odkupienia. Słuszne więc i sprawiedliwe jest to, ażeby każdy człowiek otrzymał Życie od Osób [Trójcy Świętej], które są zjednoczone w woli udzielania go, kiedy wzywany jest Ojciec, Syn i Duch Święty w czasie udzielania Chrztu. Ode Mnie weźmie on nazwę [chrztu] chrześcijańskiego, dla odróżnienia go od rytów innych, przeszłych lub przyszłych, które są obrzędami, ale nie [wytwarzają] niezatartego znaku na nieśmiertelnej części [człowieka].
    I bierzcie Chleb i Wino, tak jak Ja to robiłem. W Moje Imię błogosławcie je, łamcie i rozdawajcie. Chrześcijanie Mną się będą żywić. I z Chleba, i z Wina składajcie też ofiarę Ojcu Niebieskiemu, spożywając ją następnie na pamiątkę Ofiary, którą Ja złożyłem, wyniszczając się na Krzyżu dla waszego zbawienia. Ja, Kapłan i Ofiara, ofiarowałem Siebie samego i wyniszczyłem. Gdybym nie zechciał tego uczynić, nikt zamiast Mnie nie mógłby tego dokonać. Wy, Moi Kapłani, czyńcie to na Moją pamiątkę. Czyńcie to w tym celu, aby nieskończone skarby Mojej Ofiary wznosiły się błagalnie do Boga i spływały łaskawie na tych wszystkich, którzy błagają o nie z niezachwianą wiarą.
    Powiedziałem: z niezachwianą wiarą. To nie wiedza przyczynia się do zaowocowania Pokarmu i Eucharystycznej Ofiary, lecz wiara. Wiara, że w tym chlebie i winie konsekrowanym w Moje Imię – przez tego, kogo upoważnię Ja albo ktoś, kto przyjdzie po Mnie – jest Moje prawdziwe Ciało i Moja prawdziwa Krew. Kto się nimi karmi, przyjmuje Mnie z Ciałem, Krwią, Duszą i Bóstwem. A kto Mnie ofiarowuje, ten prawdziwie ofiarowuje Jezusa Chrystusa, jak On się ofiarował za grzechy świata. Was [upoważniam do tego]: ciebie Piotrze, nowy Arcykapłanie nowego Kościoła, ciebie Jakubie, synu Alfeusza, ciebie Janie, ciebie Andrzeju, ciebie Szymonie, ciebie Filipie, ciebie Bartłomieju, ciebie Tomaszu, ciebie Judo Tadeuszu, ciebie Mateuszu, ciebie Jakubie, synu Zebedeusza.
    Dziecko i człowiek bez wykształcenia może Mnie przyjmować tak samo, jak dorosły i uczony. I dziecko, i człowiek prosty otrzymają takie same dobrodziejstwa ze złożonej Ofiary, jakie otrzymuje ktoś z was. Wystarczy, aby mieli w sobie wiarę i łaskę Pana.
    Wy jednak otrzymacie jeszcze nowy Chrzest: Chrzest Ducha Świętego. Obiecałem go wam i będzie wam dany. Sam Duch Święty zstąpi na was. Powiem wam, kiedy. I On napełni was pełnią darów kapłańskich. Będziecie więc mogli – podobnie jak Ja to czyniłem wobec was – wylewać na chrześcijan Ducha, którym zostaniecie napełnieni, by utwierdzić ich w łasce i by wlać w nich dary Pocieszyciela. Ten królewski sakrament – niewiele niższy od Kapłaństwa – niech posiada podniosłość mojżeszowych konsekracji, z nakładaniem rąk i namaszczaniem wonnym olejkiem, używanym niegdyś przy konsekracji kapłanów.
    Nie. Nie patrzcie z takim przerażeniem! Nie wypowiadam słów bluźnierstwa! Nie uczę was świętokradzkich czynności! Godność chrześcijanina jest tak wielka, że – powtarzam to [jeszcze raz] – niewiele jest niższa od kapłańskiej. Gdzie bowiem żyją kapłani? W Świątyni. Chrześcijanin zaś będzie żywą świątynią. Co robią kapłani? Służą Bogu przez modlitwę, składanie ofiar i przez pieczę nad wiernymi. To przynajmniej mieli czynić… Chrześcijanin będzie służyć Bogu przez modlitwę, ofiarę i miłość braterską.
    Będziecie słuchać wyznawania grzechów tak, jak Ja słuchałem [wyznań] waszych i wielu innych ludzi i przebaczałem tym, u których widziałem prawdziwą skruchę. Niepokoicie się? Dlaczego? Boicie się, że nie będziecie umieli właściwie osądzać? Mówiłem już wiele razy o grzechu i o ocenianiu tego, co jest grzechem. Pamiętajcie w czasie osądzania o rozważeniu siedmiu okoliczności, od których zależy, czy dany czyn był lub nie był grzechem i jaki był jego ciężar. Oto one: kiedy został popełniony grzech i ile razy; kto zgrzeszył; przy pomocy czego; jaki jest przedmiot grzechu; jaka jest jego przyczyna; dlaczego grzech został popełniony.
    Nie obawiajcie się. Duch Święty wam pomoże. Przede wszystkim z całego serca zaklinam was, żebyście uważali na siebie i prowadzili święte życie. Takie życie zwiększy w was tak bardzo nadprzyrodzone światła i dojdziecie do bezbłędnego czytania w sercach ludzkich. Będziecie umieli wtedy – z miłością, ale i z zachowaniem autorytetu – ukazywać grzesznikom, którzy boją się wyjawić swój grzech albo buntują się przeciwko wyznaniu go, w jakim stanie są ich serca. W ten sposób pomożecie nieśmiałym, a upokorzycie zatwardziałych. Pamiętajcie, że ziemia traci Rozgrzeszającego, dlatego wy macie stać się tacy, jaki Ja byłem: sprawiedliwy, cierpliwy, miłosierny, ale nie słaby. Powiedziałem wam: to, co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w Niebie, a to, co tu zwiążecie, będzie związane w Niebie. Dlatego osądzajcie każdego człowieka z głęboką rozwagą. Nie ulegajcie sympatii ani antypatii, nie pozwólcie się zdeprawować podarunkami ani groźbami. We wszystkim i dla wszystkich bądźcie jak Bóg, biorąc pod uwagę słabość człowieka i zasadzki jego wrogów.
    Przypominam wam, że Bóg pozwala czasem także na upadek Swych wybranych. Nie dlatego że lubi patrzeć, jak upadają, ale dlatego że z upadku może zrodzić się w przyszłości większe dobro. Wyciągnijcie więc rękę do upadającego. Nie wiecie bowiem, czy jego upadek nie jest ostatnim atakiem jakiejś choroby, umierającej na zawsze i pozostawiającej we krwi oczyszczenie, które rodzi zdrowie, w naszym przypadku – świętość.
    Natomiast bądźcie surowi dla tych, którzy nie szanują Mojej Krwi i z duszą – dopiero co oczyszczoną w Boskiej kąpieli – rzucają się jeszcze raz i sto razy w błoto. Nie przeklinajcie ich, ale bądźcie surowi. Napominajcie ich, ostrzegajcie siedemdziesiąt siedem razy. Uciekajcie się do ostatecznej kary odłączenia ich od ludu wybranego dopiero wtedy, gdy trwają uparcie w jakimś grzechu będącym zgorszeniem dla braci. Takie działanie jest od was wymagane, abyście nie stali się współwinnymi ich czynów. Pamiętajcie o tym, co wam mówiłem: „Jeśli twój brat grzeszy, upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię nie posłucha, upomnij go w obecności dwóch lub trzech świadków. Jeśli to nie pomoże, powiedz o tym Kościołowi. A jeśli i tego nie posłucha, uznaj go za poganina albo celnika.”
    W religii mojżeszowej małżeństwo jest umową. W nowej religii chrześcijańskiej niech ono będzie aktem świętym i nierozerwalnym, na który zstępuje łaska Pana, czyniąc z dwojga małżonków Jego współpracowników w rozkrzewianiu rodzaju ludzkiego.
    Starajcie się od pierwszych chwil radzić małżonkom, którzy przyjmują nową religię, żeby starali się nawrócić swych współmałżonków nie zaliczających się jeszcze do wiernych. Niechaj [i oni] staną się częścią wspólnoty dla uniknięcia bolesnych, pozbawiających pokoju rozbieżności w sposobie myślenia, co dało się zaobserwować także wśród nas.
    Jeśli chodzi o małżeństwa pomiędzy wiernymi Pana, to niech [człowiek] nie rozłącza z żadnego powodu tego, co Bóg złączył. Kiedy jedna strona, chrześcijańska, jest połączona z poganinem, doradzam, żeby niosła swój krzyż z cierpliwością, łagodnością i z mocą. Niech umie nawet umrzeć w obronie swej wiary, lecz niechaj nie opuszcza małżonka, z którym połączyła się za swą pełną zgodą. Taka jest Moja rada, [dana] dla udoskonalenia życia w stanie małżeńskim, aż stanie się możliwe – w miarę rozszerzania się chrześcijaństwa – zawieranie małżeństw pomiędzy wiernymi. Taki związek będzie święty i nierozerwalny i miłość będzie święta.
    Byłoby źle, gdyby z powodu zatwardziałości serca miało dojść w nowej wierze do tego, do czego doszło w dawnej: do zezwolenia na oddalanie i rozwiązywanie [małżeństw] dla uniknięcia zgorszenia spowodowanego rozpustą człowieka. Zaprawdę, powiadam wam: każdy powinien nieść swój krzyż w każdej sytuacji, także w stanie małżeńskim.
    Powiadam wam również, że żaden nacisk nie powinien ugiąć waszego autorytetu wtedy, gdy powiecie: „Tego nie wolno [czynić]” temu, kto by pragnął nowych zaślubin, zanim jedno ze współmałżonków nie umrze. Powiadam wam, że lepiej, aby raczej oderwała się ta zdemoralizowana część – sama lub nawet pociągając za sobą innych – niż żeby, dla zatrzymania jej w Ciele Kościoła, zezwolono na rzeczy sprzeciwiające się świętości małżeństwa. Zgorszyłoby to prostych ludzi, pobudziłoby do wyrażania nieprzychylnych i szkodliwych opinii o kapłanach, o bogatych i możnych.
    Zaślubiny są aktem poważnym i świętym. Aby wam to ukazać, wziąłem udział w weselu [w Kanie] i dokonałem tam pierwszego cudu. Ale biada, gdy [małżeństwo] przeradza się w żądzę i spełnianie kaprysów! Małżeństwo, naturalna umowa między mężczyzną a niewiastą, zostaje odtąd podniesiona do poziomu umowy duchowej. Przez nią dusze dwojga kochających się ludzi przysięgają służyć Panu we wzajemnej miłości. Ofiarowują Mu ją w posłuszeństwie dla Jego nakazu rozmnażania się, aby dać Panu dzieci.
    I jeszcze… Jakubie, czy przypominasz sobie rozmowę na Górze Karmel? Mówiłem ci wtedy o tym, ale inni tego nie wiedzą… Widzieliście Marię, siostrę Łazarza, która w Betanii namaściła Mi stopy podczas wieczerzy w szabat. Powiedziałem wam wtedy: „Ona przygotowała Mnie na pogrzeb”. I naprawdę to uczyniła. Nie przez przygotowanie grobu, bo uważała, że ta boleść była jeszcze daleko ode Mnie, ale przez namaszczenie Moich nóg dla oczyszczenia ich ze wszystkich nieczystości drogi, abym wstąpił na tron, nasycony wonią balsamicznego olejku.
    Życie ludzkie jest drogą. Przejście człowieka do drugiego życia powinno być wejściem do Królestwa. Każdy król jest namaszczany i nasycany wonnościami, nim zasiądzie na tronie i pokaże się swemu ludowi. Także chrześcijanin jest synem Króla, idącym drogą prowadzącą bezpośrednio do królestwa, do którego wzywa go Ojciec. Śmierć chrześcijanina nie jest niczym innym jak tylko wejściem do Królestwa, żeby wstąpić na tron przygotowany przez Ojca. Śmierć nie przeraża człowieka, który nie lęka się Boga, gdyż wie, że trwa w Jego łasce. Człowiek, który ma wejść na tron, musi mieć szatę oczyszczoną z wszelkich brudów, żeby zachowała swe piękno do zmartwychwstania. Jego duch musi być obmyty, żeby zajaśnieć na tronie. Przygotował mu go Ojciec w tym celu, żeby ukazał się w godności należnej dziecku tak wielkiego Króla.
    Namaszczenie udzielane umierającym chrześcijanom daje wzrost łaski, wymazuje grzechy, za które człowiek w pełni żałuje, wzbudza gorący zapał do dobra i siłę do ostatecznej walki. [Tego udziela umierającym,] a raczej rodzącym się chrześcijanom. Kto bowiem umiera w Panu ten – zaprawdę, powiadam wam – rodzi się do życia wiecznego.
    Powtarzajcie gest Marii, [namaszczając] ciało wybranych. Niech nikt go nie odrzuca, [uważając się za] niegodnego. Ja przyjąłem ten wonny olejek od niewiasty. Niech każdy chrześcijanin poczytuje to sobie za zaszczyt i najwyższą łaskę ze strony Kościoła, którego jest dzieckiem, i niech przyjmie go od Kapłana, aby oczyścić się z ostatnich plam.
    Niech każdy kapłan czuje się szczęśliwy, że może powtarzać na ciele umierającego brata akt miłości Marii wobec cierpiącego Chrystusa. Zaprawdę, powiadam wam, że to, czego wtedy nie uczyniliście dla Mnie, pozwalając się wyprzedzić niewieście – o czym teraz myślicie z tak wielkim bólem – będziecie mogli czynić w przyszłości często, gdy pochylicie się z miłością nad kimś umierającym, żeby go przygotować na spotkanie z Bogiem. Ja jestem w żebrakach i umierających, w pielgrzymach i sierotach, we wdowach i więźniach, w głodnych, spragnionych i zmarzniętych, zasmuconych i utrudzonych. Ja jestem we wszystkich członkach Mego Mistycznego Ciała, które jest wspólnotą Moich wiernych. Kochajcie Mnie w nich, a naprawicie swój tak częsty brak miłości, dając Mi ogromną radość, a sobie – wielką chwałę.
    Rozważcie na koniec, że przeciwko wam sprzysięga się świat, wiek, choroby, prześladowania. Nie bądźcie więc ani nieroztropni, ani skąpi w dawaniu tego, co otrzymaliście. W Moim Imieniu przekazujcie Kapłaństwo najlepszym spośród uczniów, aby ziemia nie pozostała bez kapłanów. Niech ten charakter sakramentalny będzie udzielany po dokładnym egzaminie – nie ustnym, ale z uczynków – tego, który chce być kapłanem, lub tego, kogo wy uznacie za odpowiedniego, żeby nim był. Zastanawiajcie się nad tym, kim jest kapłan – nad dobrem, jakie może uczynić. [Myślcie też o] złu, które może wyrządzić. Mieliście przykład tego, co może się stać z kapłaństwem, kiedy utraci swój święty charakter.
    Zaprawdę, powiadam wam: naród ten zostanie rozproszony z powodu grzechów Świątyni. Mówię wam też i to, że ziemia zostanie podobnie zniszczona, gdy ohyda spustoszenia ogarnie nowe Kapłaństwo i doprowadzi ludzi do odstępstwa przez przyjęcie piekielnych nauk. Wówczas pojawi się syn szatana. Ludy jęczeć będą w straszliwej trwodze i niewielu zostanie wiernych Bogu. Wtedy to w strasznych konwulsjach nadejdzie koniec – po zwycięstwie Boga oraz Jego nielicznych wiernych – i gniew Boży [ujawni się] nad wszystkimi przeklętymi. Biada, po trzykroć biada, jeśli wtedy – wśród tych nielicznych – nie będzie już świętych, ostatnich przybytków Świątyni Chrystusa! Biada, po trzykroć biada, jeśli dla umocnienia ostatnich chrześcijan nie będzie prawdziwych kapłanów, takich, jacy byli dla pierwszych.
    Zaprawdę, straszliwe będzie to ostatnie prześladowanie, bo nie ludzie będą prześladowcami, ale syn szatana i jego zwolennicy. A kapłani? Ci z ostatniej godziny będą musieli być więcej niż kapłanami, tak bowiem okrutne będzie to prześladowanie zastępów Antychrysta. [Powinni być] podobni do człowieka odzianego w len, dostatecznie świętego, ażeby móc stanąć u boku Pana, tak jak w widzeniu Ezechiela. Będą musieli swą doskonałością znaczyć niestrudzenie [znakiem] TAW duchy nielicznych wiernych, ażeby płomienie piekła nie starły tego znaku. Kapłani? Aniołowie! [Powinni być jak] aniołowie poruszający kadzielnicami swych cnót, aby oczyścić powietrze ze śmiercionośnych wyziewów szatana. [Jak] aniołowie? Więcej niż aniołowie: [każdy z nich] ma być drugim Chrystusem, Moim [drugim] „Ja”, aby wierni czasów ostatecznych mogli wytrwać do końca. Tacy będą musieli być [kapłani].
    Jednak przyszłe dobro i zło ma korzenie w teraźniejszości. Lawiny zaczynają się od płatka śniegu. Kapłan niegodny, nieczysty, heretyk, niewierny, niewierzący, letni albo zimny, obojętny, rozwiązły, wyrządza dziesięciokrotnie więcej zła niż popełniający te same grzechy wierny, gdyż pociąga do grzechu wielu innych.
    Wiecie, do czego prowadzi rozprzężenie w kapłaństwie, przyjmowanie skażonych nauk, egoizm, chciwość i pożądliwość. Do bogobójstwa! W przyszłych wiekach Syn Boży nie będzie już mógł być zabity, ale wiara w Boga, idea Boga – tak! Dlatego będzie dokonywane bogobójstwo – jeszcze bardziej nieodwracalne, bo bez zmartwychwstania. O, tak! Tego będzie można dokonać. Tak. Widzę… Będzie mogło tego dokonywać wielu Judaszy z Kariotu przyszłych wieków. Okropność!… Mój Kościół niszczony przez swoich szafarzy!… Ja, który będę go podtrzymywać przy pomocy ofiar…
    Kapłani, którzy będą mieli jedynie szaty, a nie będą już mieli dusz kapłańskich, będą wspierani przez wzburzenie fal, poruszanych przez piekielnego Węża przeciw twej łodzi, o Piotrze. Powstań więc! Stań [mocno]! Przekaż ten rozkaz każdemu ze swoich następców: „Trzymaj rękę na sterze! Gań rozbitków, którzy będą próbowali rozbić łódź Bożą i zatopić ją”. Uderz ich, ale dla ocalenia, i płyń dalej! Bądź surowy, bo ich rozboje zasługują na słuszną karę. Broń skarbu wiary. Trzymaj światło wysoko, jak latarnię ponad wzburzonymi falami, żeby ci, którzy będą płynąć za twoją łodzią, widzieli je i nie zginęli. Pasterzu i sterniku na straszliwe czasy, zbieraj, prowadź, podnieś Moją Ewangelię, gdyż zbawienie tylko w Niej się znajduje. Nie ma go w żadnej innej nauce.
    Nadejdą czasy, w których tak samo, jak dzieje się to u nas, w Izraelu – i jeszcze bardziej – Kapłani uwierzą, że są klasą wybraną [z powodu wyjątkowej wiedzy]. Znają jednak rzeczy zbyteczne, a nie mają już znajomości tego, co niezbędne, lub znają to w martwej formie. Tak samo obecnie ich znajomość Prawa [ogranicza się do] szat przesadnie ozdobionych frędzlami, nie znają jednak ducha Prawa. Nadejdą czasy, kiedy Księgę [Pisma] zastąpią inne książki. Nią samą będą się posługiwać tylko mechanicznie jak ktoś, kto musi używać jakiegoś przedmiotu; jak rolnik, który orze, sieje i zbiera, a nie zastanawia się nad cudowną Opatrznością, dzięki której każdego roku zasiew mnoży się ponownie. [Rolnik nie rozmyśla nad tym], że – dzięki ojcowskiej miłości Boga – ziarno wrzucone w zaoraną ziemię staje się łodygą, kłosem, mąką, a potem chlebem. A kto, wkładając do ust kęs chleba, wznosi ducha ku Stwórcy pierwszego ziarna? [Kto myśli o tym, że] to dzięki Niemu od wieków ziarno odradza się i kiełkuje, wchłania deszcz i ciepło, aby się otworzyć, wzrosnąć, dojrzeć, nie gnijąc ani nie niszczejąc?
    Nadejdą czasy, kiedy będzie się nauczać Ewangelii poprawnie pod względem naukowym, ale źle pod względem duchowym. Pomyślcie, czym jest wiedza, której brak mądrości? To słoma. Słoma, która wzdyma, ale nie syci. Zaprawdę powiadam wam: przyjdzie czas, kiedy bardzo wielu Kapłanów upodobni się do napuszonych, okazałych stogów słomy. Pyszne stogi o wyprężonych dumnie piersiach… tak nadęte, jak gdyby same stworzyły wszystkie kłosy na łodygach i jakby kłosy były jeszcze na szczycie tej słomy… I będą uważać, że są wszystkim, gdyż – zamiast garści ziarna, prawdziwego pożywienia, którym jest duch Ewangelii – będą mieli całe mnóstwo słomy. Mnóstwo! Ale czy słoma wystarcza? Nie zapełni brzucha nawet jucznym zwierzętom. Gdyby właściciel nie wzmocnił ich obrokiem i świeżą paszą, zmarniałyby na samej słomie i nawet padły.
    A jednak… Powiadam wam, że nadejdą czasy, kiedy Kapłani zapomną, iż Ja niewielką ilością kłosów pouczyłem dusze o Prawdzie. Zapomną też o tym, ile kosztował ich Pana ten prawdziwy chleb dla ducha. Został on cały zaczerpnięty jedynie z Boskiej Mądrości. Został wypowiedziany Bożym Słowem, stosownym do nauczanej treści. Było ono niestrudzenie powtarzane po to, żeby się nie zagubiły raz wypowiedziane prawdy, pokorne w formie, pozbawione blichtru ludzkiej wiedzy i dodatków historycznych i geograficznych. [Kapłani jednak] nie będą się troszczyć o duszę [tego pokarmu], lecz o [jego zewnętrzną] szatę, którą narzucą, żeby pokazać tłumom, jak są napełnieni wiedzą. I tak duch Ewangelii zagubi się pod lawiną ludzkiej wiedzy. A jeśli [tego ducha] nie posiądą, jakże będą mogli go przekazywać? Co dadzą wiernym te napuszone brogi? Słomę. Jakie pożywienie znajdą w nich dusze wiernych? Wystarczające tylko do wegetowania. Jakie owoce dojrzeją z powodu takiego nauczania i niedoskonałej znajomości Ewangelii? Oziębłość serc. Jedyna zaś prawdziwa nauka zostanie zastąpiona przez doktryny heretyckie, przez pojęcia i nauki bardziej niż heretyckie. One przygotują teren dla Bestii, dla jej nietrwałych rządów mrozu, ciemnoty i potworności.
    Zaprawdę, powiadam wam: jak Ojciec i Stwórca mnoży gwiazdy – aby nie wyludniło się niebo, kiedy ich życie się kończy – tak samo Ja będę musiał ewangelizować po sto i po tysiąc razy uczniów, których będę rozsiewał między ludźmi, przez wieki. I zaprawdę, powiadam wam: los ich będzie podobny do Mojego. Synagoga i pyszni będą ich prześladować, jak Mnie prześladowali. Jednak zarówno Ja, jak i oni, posiadamy nagrodę. Jest nią pełnienie Woli Boga i służenie Mu aż do śmierci krzyżowej, aby jaśniała Jego chwała i nie zginęło poznanie Go.
    Tak więc ty, Arcykapłanie, i wy, Pasterze, czuwajcie, żeby w was i w waszych następcach nie zatracił się duch Ewangelii. Niestrudzenie módlcie się do Ducha Świętego, by odnawiała się w was nieustanna Pięćdziesiątnica. Nie wiecie, co chcę powiedzieć, lecz wkrótce się dowiecie.
    Wtedy będziecie rozumieć wszystkie języki, będziecie mogli wybrać Mój głos, odróżniając go od głosu szatana – małpy Boga.
    Nie pozwólcie na to, by Moje przyszłe słowa wpadały w pustkę. Każde z nich jest wyrazem Mojego miłosierdzia, jest dawane dla udzielenia wam pomocy. Będą coraz liczniejsze, gdy ujrzę Moim Boskim spojrzeniem, że chrześcijaństwo potrzebuje ich do przezwyciężenia zawieruchy dziejowej.
    Pasterzu i sterniku, Piotrze! Pasterzu i sterniku. Nie możesz być jednego dnia pasterzem, a drugiego – sternikiem. Będziesz musiał być jednym i drugim, żeby gromadzić baranki. Macki piekła i jego okrutne szpony będą chciały ci je wydrzeć albo zwieść kłamliwą muzyką niemożliwych do spełnienia obietnic. Ty będziesz prowadził naprzód łódź, wstrząsaną wiatrami ze wszystkich stron – od północy i południa, ze wschodu i z zachodu – uderzaną i miotaną przez moce czeluści, trafianą przez łuczników Bestii, paloną tchnieniem smoka. On tak będzie uderzał ogonem o jej burty, że nieostrożni zostaną spaleni lub zginą wpadając we wzburzone fale.
    Pasterzu i sterniku niebezpiecznych czasów… Twoją busolą jest Ewangelia. W niej jest Życie i Zbawienie. I wszystko jest w niej powiedziane. Jest w niej każdy artykuł świętego Kodeksu i [są w niej] odpowiedzi na niezliczone problemy dusz. Czyń tak, żeby kapłani i wierni nie oderwali się od niej. Czyń tak, żeby nie zwątpiono w nią, nie zmieniono, nie przeinaczono i nie sfałszowano jej. Ja jestem Ewangelią. Od narodzenia aż do śmierci. W Ewangelii jest Bóg. W niej bowiem są ukazane dzieła Ojca, Syna i Ducha Świętego. Ewangelia jest miłością. Powiedziałem: „Moje Słowo jest Życiem”. Powiedziałem: „Bóg jest Miłością”. Niech więc narody poznają Moje Słowo i niech mają w sobie miłość, czyli Boga, żeby otrzymać Królestwo Boże. Kto bowiem nie jest w Bogu, nie ma w sobie Życia. Ci, którzy nie przyjmą Słowa Ojca, nie mogą być jedno z Ojcem, ze Mną i z Duchem Świętym w Niebie i nie będą mogli należeć do jedynej Owczarni – tak świętej, jak Ja tego pragnę. Nie będą zjednoczeni z Winnym Krzewem. W tym bowiem człowieku, który odrzuca Moje Słowo w całości albo częściowo, sok Winorośli już nie płynie. Moje Słowo jest sokiem odżywiającym, dającym wzrost i przynoszącym owoce.
    Wszystko to będziecie czynić na Moją pamiątkę, jak was o tym pouczyłem. Wiele jeszcze mam wam do powiedzenia. Dokonałem na razie zasiewu. Duch Święty sprawi, że wykiełkuje. Ja sam chciałem dokonać tego zasiewu, gdyż znam wasze serca i wiem, jak chwieją się ze strachu wobec poleceń duchowych, wewnętrznych. Obawa przed popełnieniem błędu sparaliżowałaby waszą wolę. Dlatego Ja sam powiedziałem wam najpierw o wszystkim. Potem Pocieszyciel przypomni wam Moje słowa i rozwinie ich szczegóły. Nie będziecie się bali, bo przypomnicie sobie, że to Ja dałem wam pierwszy zasiew.
    Pozwólcie prowadzić się Duchowi Świętemu. Moja Ręka była łagodna w prowadzeniu was, Jego zaś Światło jest samą słodyczą. On jest Miłością Boga. Tak więc odchodzę stąd szczęśliwy, bo wiem, że On zajmie Moje miejsce i doprowadzi was do poznania Boga. Wy Go jeszcze nie znacie, chociaż tak wiele mówiłem wam o Nim. Ale to nie wasza wina. Czyniliście wszystko, żeby Mnie zrozumieć. Jesteście więc usprawiedliwieni, nawet jeśli w ciągu tych trzech lat niewiele zrozumieliście. Niedostatek łaski był przyczyną słabości waszego umysłu. Nawet teraz niewiele rozumiecie, choć Łaska Boża spłynęła na was z Mego Krzyża. Potrzebujecie Ognia. Któregoś dnia mówiłem o tym jednemu z was, idąc drogami nad Jordanem. Nadeszła ta godzina. Wracam do Ojca, ale nie zostawiam was samych, bo dałem wam Eucharystię, czyli waszego Jezusa, który stał się Pokarmem dla ludzi. Zostawiam wam Przyjaciela – Pocieszyciela. On was poprowadzi. Przekazuję wasze dusze z Mego Światła do Jego Światłości. On dopełni waszej formacji.»

    Źródło: Maria Valtorta Poemat Boga Człowieka tom VII.

    • Magdalena-Zofia pisze:

      Porównałam oba teksty i przyznam, że nie odgadłam Twoich @Arturze wątpliwości, co więcej, odnalazłam kolejne potwierdzenie na nieprzemijalność Słów Boga, poczytajcie sami.

      Z „Poematu Boga-Człowieka”:
      „Jeśli chodzi o małżeństwa pomiędzy wiernymi Pana, to niech [człowiek] nie rozłącza z żadnego powodu tego, co Bóg złączył. Kiedy jedna strona, chrześcijańska, jest połączona z poganinem, doradzam, żeby niosła swój krzyż z cierpliwością, łagodnością i z mocą. Niech umie nawet umrzeć w obronie swej wiary, lecz niechaj nie opuszcza małżonka, z którym połączyła się za swą pełną zgodą. Taka jest Moja rada, [dana] dla udoskonalenia życia w stanie małżeńskim, aż stanie się możliwe – w miarę rozszerzania się chrześcijaństwa – zawieranie małżeństw pomiędzy wiernymi. Taki związek będzie święty i nierozerwalny i miłość będzie święta.”

      Z Listu do Koryntian:
      „12 Pozostałym zaś mówię ja, nie Pan: Jeśli któryś z braci ma żonę niewierzącą i ta chce razem z nim mieszkać, niech jej nie oddala! 13 Podobnie jeśli jakaś żona ma niewierzącego męża i ten chce razem z nią mieszkać, niech się z nim nie rozstaje! 14 Uświęca się bowiem mąż niewierzący dzięki swej żonie, podobnie jak świętość osiągnie niewierząca żona przez “brata”. W przeciwnym wypadku dzieci wasze byłyby nieczyste, teraz zaś są święte.”

      – Oba teksty, wypowiedziane ustami różnych osób, są wręcz identyczne. To niesamowite, że mijają epoki, zmieniają się ludzie, okoliczności, czas …, a Słowa nigdy nie przeminą !!! – w tych dwóch tekstach, podkreślam po raz kolejny, jest kolejny na to dowód.

  11. Iwona Szymanska- pisze:

    Hmm, a co zrobic jezeli maz cie nie chce? Ani dzieci, ktore urodzilas? Wyrzucil rodzine za drzwi , bo mu byla niewygodna? Kiedy mamy doczynienia z psychopata? Co kosciol na to?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s