Bóg jest Miłością a nie „Wściekłością”, Sprawiedliwość Boża to główna prawda wiary a nie zło ściągane na siebie a Bojaźń Boża to dar Ducha Świętego a nie pomsta nie z tej ziemi – głupoty „Marii z UE”.

Bóg jest Miłością a nie „Wściekłością”,
Sprawiedliwość Boża to główna prawda wiary a nie zło ściągane na siebie
a Bojaźń Boża to dar Ducha Świętego a nie pomsta nie z tej ziemi.
Bojaźń Boża to nie lęk Judasza – św. o. Pio

Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości,
albowiem oni będą nasyceni (Mt 5, 6).

„Mary z UE” – już nie z Irlandiipokazała w ostatnim „orędziu,” skąd pochodzą jej przekazy i kto jest jej „Ojcem” – ojciec kłamstwa: Szatan, Lucyfer – wąż starodawny.  Dzisiejszy wpis to tylko składanka różnych komentarzy z wpisu wcześniejszego.
Kto ma oczy – niechaj patrzy, kto ma uszy – niechaj słucha!

1) A wy wszyscy jeszcze żyjecie? I ja też?? To dziwne :D  Bo przecież interwencja już się zaczęła. a wy nic?  Nie czytacie Marii z Irlandii? :D  :D  :D
Najnowszy przekaz – “Interwencja Mojego Ojca już się rozpoczęła:D

2) Wściekłość Mojego Ojca z powodu tego ohydnego grzechu osiągnęła już takie natężenie, że Jego lament słychać wszędzie w Niebiosach“ –
Do tego kolejna cecha ich “ojca” – wściekłość. Zaiste wielki przymiot Boga Ojca  -„wściekłość”
O nierozumni, którzy wierzą ojcu kłamstwa!!!!

3) ” Zostaną oni wytępieni i będą mieć do czynienia ze Sprawiedliwością, którą sami na siebie ściągną
.” – A jak boją się sprawiedliwości, bo “będą mieć do czynienia ze Sprawiedliwością, którą sami na siebie ściągną”.
Boże Ojcze Sprawiedliwy – kochamy Ciebie i wierzymy w Twą Sprawiedliwość która „za dobre wynagradza a za złe karze”. Oczywiście chcemy Twego Miłosierdzia ale wiemy, że Jesteś Sprawiedliwy i sprawiedliwie osądzisz wszystkich więc nie można mówić o ściąganiu sprawiedliwości bo Kościół uczy nas o ściąganiu gniewu Bożego za grzechy i występki
O jacy to ślepi ludzie ….albo wstrętni manipulatorzy, agenci zła wszelkiego, czciciele samego diabła, co się boi “ściągnięcia sprawiedliwości

4) „… a bojaźń przed Bogiem odczują ci, którzy nie przyjmują Jego Praw
Co ta Mery plecie o ściąganiu sprawiedliwości, to naprawdę brzmi jak z dołu. Przecież Główne Prawdy Wiary punkt 2.
1. Jest jeden Bóg.
2. Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze.
3. Są trzy Osoby Boskie : Bóg Ojciec, Syn Boży, Duch Święty.
4. Syn Boży stał się człowiekiem i umarł na krzyżu dla naszego zbawienia.
5. Dusza ludzka jest nieśmiertelna.
6. Łaska Boska jest do zbawienia konieczne potrzebna.
“bojaźń przed Bogiem odczują ci, którzy nie przyjmują Jego Praw” Ja do tej pory myślałam, że każdy odczuwa bojaźń Bożą a nie tylko ci, którzy…

5) Dar Bojaźni Bożej to 7-my  dar z Darów Ducha Świętego. Jeszcze nie wiedzą, z kim mają do czynienia w tych “orędziach”? Jak już napisałam: O NIEROZUMNI IDIOCI!!!
Dar bojaźni Bożej:
      Dar bojaźni Bożej skłania wolę do posłuszeństwa Bogu. Nie z obawy przed karą i potępieniem (strach nie-oczyszczony), ale z miłości do Boga (bojaźń czysta). Ta synowska bojaźń jest synonimem miłości. Chodzi o lęk, aby Bóg nie doznał przykrości…..
całość: http://adonai.pl/duch-swiety/?id=38

6) “Wściekłość Mojego Ojca z powodu tego ohydnego grzechu osiągnęła już takie natężenie, że Jego lament słychać wszędzie w Niebiosach – “Wściekłość” ??? zaiste nasz Ojciec jest miłosierny a “wściekłość” to wiemy kto okazuje.
Te orędzia na pewno nie pochodzą od miłosiernego Boga Ojca ani od Jezusa bo Bóg jest miłością a nie “wściekłością”.

7) Jego lament słychać wszędzie w Niebiosach – ja przepraszam bardzo, ale wg Pisma Świętego, wszelkie lamenty pochodzą od stworzenia. Że niby Bóg lamentuje? Rozumiem smutek z odrzucania Jego praw, ale lament? Że niby “co ja biedny zrobiłem, że stworzyłem tego człowieka”? I niby komu te lamenty śle skoro jest Najwyższy i wyższego od Niego nie ma? Ostatnio niby że można odrzucać “święte orędzia” a dziś już wściekłość? Bo co, za dużo ludzi odrzuciło?
Mi zaś ciśnie się inna interpretacja: zaiste wściekłość ojca się rozpaliła – wściekłość ojca kłamstwa – za grzech odrzucenia jego roszczeń do boskości, za to, że ludzie się budzą z letargu i zaczynają poznawać Prawdę. I fakt, jego lament może dosięgnąć Nieba, gdyż drze się w niebogłosy “czemuś mi Boże dał tak mało czasu na zwodzenie?”

Bojaźń Boża to nie lęk Judasza – św. o. Pio

Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Pomoc duchowa, Zagrożenia duchowe i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

45 odpowiedzi na „Bóg jest Miłością a nie „Wściekłością”, Sprawiedliwość Boża to główna prawda wiary a nie zło ściągane na siebie a Bojaźń Boża to dar Ducha Świętego a nie pomsta nie z tej ziemi – głupoty „Marii z UE”.

  1. malina pisze:

    Bóg zapłać za wpis.
    Rzeczywiście ostatnie orędzie „Marii z UE” to jawne bluźnienie Bogu pod przykrywką zwodzenia wielu!

  2. Patriota i katolik pisze:

    „O nierozumni idioci wierzący ojcu kłamstwa!!!!”

    😀 😀 😀
    może ta mowa do niektórych przemówi 😉

  3. Bo Szatan działa tak:
    Jeżeli nie mogę
    pokonać ich siłą,
    to przyłączę się do nich.
    Wstąpię w ich szeregi
    przebrany za anioła światłości
    (2Kor.11:14).
    Potem powoli naciągnę zasłonę nad tym czego chce od nich Bóg.
    Wreszcie znieczulę ich serca.
    Niech rozmawiając o Bogu oddalają się od Boga.
    Zawładnę ich czasem. Czas jest czynnikiem zasadniczym.
    […]
    Moim dziełem będzie to,
    że chrześcijanie zaczną się uczyć o Chrystusie,
    zamiast uczyć się Chrystusa,
    będą mówić o Duchu Świętym
    zamiast pozwolić prowadzić się Duchem Świętym.
    Będę godził się na pobożność tych,
    których omamię,
    ale tylko na jej pozór.

  4. MANIUŚ pisze:

    Iście szatańska gra, ale nie do zrozumienia dla zaślepionych. Do rozeznania potrzebna jest łaska, ale oni jej nie otrzymali.

    • wobroniewiary pisze:

      Albo poprzez czytanie orędzionek Mary z UE tę łaskę utracili bo nie chcieli słuchać księży jak Ci prosili w Imię Boga „zostawcie to szatańskie dzieło”

  5. Franek pisze:

    „i będą mieć do czynienia ze Sprawiedliwością, którą sami na siebie ściągną”

    No przecież „Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni”

    1.Błogosławieni jesteście wy, ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże.
    2.Błogosławieni wy, którzy teraz głodujecie, albowiem będziecie nasyceni.
    3.Błogosławieni wy, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie.
    4.Błogosławieni będziecie, gdy ludzie was znienawidzą, i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy zelżą was i z powodu Syna Człowieczego podadzą w pogardę wasze imię jako niecne: cieszcie się i radujcie w owym dniu, bo wielka jest wasza nagroda w niebie. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili prorokom.
    5.Natomiast biada wam, bogaczom, bo odebraliście już pociechę waszą.
    6.Biada wam, którzy teraz jesteście syci, albowiem głód cierpieć będziecie.
    7.Biada wam, którzy się teraz śmiejecie, albowiem smucić się i płakać będziecie.
    8.Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwalić was będą. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili fałszywym prorokom.

  6. Sebro pisze:

    W tym przypadku widać powolne ale przejrzyste ujawnianie się źródła tych przekazów. Być może jest to interwencja Boża, aby ludzie się opamiętali i jak najmniej zostało potępionych. Dlaczego tak uważam? Posłużę się ostatnią „rozmową” ks. Bałwasa na jego profilu facebokowym. Znów miała tam miejsce diabelska manifestacja i ksiądz zapytał czemu to robią, czemu się demaskują. W odpowiedzi przyszło „nie chcemy tego, ale wasza Pani nam kazała”. Być może i tu czarny dostał przykaz odgórny żeby się powoli ujawniać. Wszakże mamy czas oddzielania ziaren od plew.

    • Monika pisze:

      I to jest pokrzepiające słowo. Dziękuję Ci Sebro.

    • wobroniewiary pisze:

      Ale co trzeba się namęczyć, żeby niektórym oczy pootwierać

      Dzięki Bogu Duch Święty podpowiada, tu Pismo Święte (Osiem błogosławieństw), tu Główne Prawdy Wiary (Bóg jest Sędzią Sprawiedliwym) 7 Darów Ducha Świętego (bojaźń Boża)

      – no błagam niech mi nikt nie mówi, że wredny „promyczek” przekręca słowo natchnione z góry i podważa te „przenajświętsze” przekazy
      Jak ona czyli ja 🙂 śmie 😀
      Ona czyli ja i Wy wszyscy razem ze mną 😀

      • Maria z Warszawy pisze:

        „Bojaźń Pańska to chwała i chluba,
        wesele i korona radosnego uniesienia,
        Bojaźń Pańska zadawala serca,daje wesele,radość i długie życie.
        Temu,kto się Pana boi, dobrze będzie na końcu, a w dniu swej śmierci będzie błogosławiony.
        Poczatkiem mądrości jest bojaźń Pana…..
        Pełnia mądrości to bać się Pana…..
        Koroną mądrości- bojaźń Pańska, dająca pokój i czerstwe zdrowie…
        Korzeń mądrości to bać się Pana, a gałęzie jej-dlugie życie.”
        Mądrość Syracha

  7. wojo pisze:

    Lamentuje i wścieka się przegrany, czyli diabeł ,bo czas mu się kończy!
    Dla nas może to być znakiem że świat powoli otwiera oczy i zwraca się do Boga! Stąd histeryczne wrzaski tego wielkiego oszusta!
    Jezus Jest Panem!

  8. Maggie pisze:

    Na to wyglada, ze te Marie sie rozmnozyly ….moze sa klonowane? Zly jak epidemia rozprzestrzenia sie po swiecie – znak ze jego kres juz bliski.

    Sw.Michale Archaniele poprowadz wszystkie Zastepy Niebieskie, aby zle moce zostaly stracone do czelusci piekielnych, a nam wypros laske pokoju i Bozej Milosci, abysmy podazali za Chrystusem do Krolestwa Niebieskiego.Amen.
    KROLUJ NAM CHRYSTE!

    • Franek pisze:

      „Zly jak epidemia rozprzestrzenia sie po swiecie ”
      dlatego krzyczy, że interwencja jego ojca się zaczęła -połów dusz do piekła.

      Poczytajcie te przekazy wiedząc, że pisze je sługa Ojca kłamstwa a wszystko wtedy jest jasne 😉

  9. Sebro pisze:

    Nie wiem co jest ale na trzech różnych stronach „linkowanych” przez Bronka zniknęło słowo „wściekłość”. Na jednym zmieniono na „złość”, na drugim „gniew” a na trzecim „Jego ręka gniewu”.
    Manipulacja pogania manipulację.
    Normalnie jak grochem o ścianę. My po ludzku już nic z nimi nie zrobimy. Jedynie modlitwa wstawiennicza może coś pomóc.

  10. Franek pisze:

    11. Adrian powiedział/a
    7 Luty 2013 @ 09:32
    Quantcast
    Orędzie z serii Ostrzeżenie, 2013.01.29, 23.10

    Interwencja Mojego Ojca już się rozpoczęła, a Jego gniew wstrząśnie ziemią

    Moja wielce umiłowana córko, unicestwianie ludzkiego życia rękami tych, którzy nie szanują tego pochodzącego od Boga Daru — wciąż narasta. Wściekłość Mojego Ojca z powodu tego ohydnego grzechu osiągnęła już takie natężenie, że Jego lament słychać wszędzie w Niebiosach.

    Dłoń Jego Gniewu wygna to zło, wypleni On bowiem tych niegodziwców i ich zniszczy. Za każdego człowieka zarżniętego jak zwierzę, Mój Ojciec wrzuci jego oprawcę do ogni piekła.

  11. Maggie pisze:

    Chyba to nie przypadek, ze 2013r ogloszony zostal rokiem Wiary. „PANIE PRZYMNOZ NAM WIARY” wolali juz Apostolowie. Wsrod cnot wiara zajmuje pierwsze miejsce:
    1. WIARA
    2. NADZIEJA
    3. MILOSC
    Razem wziete te trzy cnoty stanowia jakby kregoslup ludzkiej godnosci….bez kregoslupa sa dzdzownice i robaki…

  12. Nowa pisze:

    Kanada: jezuickie liceum nie może nauczać katolicyzmu!

    Prywatne męskie liceum katolickie w Montrealu odwoła się do Sądu Najwyższego Kanady po tym, jak sąd apelacyjny prowincji Québec podtrzymał decyzję urzędników zakazującą w szkole nauki religii w oparciu o nauczanie Kościoła katolickiego. Zamiast autonomicznego nauczania religii zaproponowano prowadzonej przez jezuitów szkole „neutralne” i „sekularne” kursy nt. etyki i religii promowane przez lokalny rząd.

    Katoliccy eksperci zauważają, że zalecane przez urzędników kursy szerzą moralny relatywizm i w wielu kwestiach są sprzeczne z nauką Kościoła. Mówi się w nich między innymi o homoseksualizmie jako normalnej formie życia rodzinnego. Pod płaszczykiem nauki o „etyce” sugeruje się, by dzieci „poznawały różnorodność relacji współzależności pomiędzy członkami różnych rodzin”.

    http://www.pch24.pl/kanada—jezuickie-liceum-nie-moze-nauczac-katolicyzmu-,12244,i.html

  13. wobroniewiary pisze:

    Klikając u góry z prawej strony na baner z intronizacją lub stąd na link: http://www.intronizacja.pl/popieram/
    możesz / możecie wyrazić swoje poparcie dla intronizacji Chrystusa Króla i nie jest to strona czy apel MKordas i innych koni trojańskich intronizacji, ale normalnego ruchu intronizacyjnego 🙂

  14. Monika pisze:

    I pomyśleć, że człowiek jest tak słabą i kruchą istotą, tak nędznym stworzeniem, że faktycznie sam sobie nie pomoże, jeśli uwikłał się w zło i gdy nie trwa przy Bogu i w Bogu, i okazuje się, że może być tak prosto i łatwo zmanipulowany, zaciągnięty w kozi róg pod ścianę, i będzie stał nad przepaścią, i będzie zmierzał wprost na zatracenie a nawet się nie zorientuje, i może zajść to tak daleko, że w swym zaślepieniu nie usłyszy i nie zobaczy jasnego światła, i choćby nawet stu najgorliwszych księży ostrzegało: nie idź w tym kierunku, bo zło cię zniszczy, bo ze złem nie można igrać, to nie zabawa, ze złem się nie dyskutuje, na zło nawet nie można patrzeć, jak mówił ojciec Pio, to i tak człowiek w swym uporze będzie wiedział lepiej, nawet nie zatrzyma się i nie pomyśli: dokąd ja idę, i w swej pustej zatwardziałości będzie szedł, choćby na samo dno piekła a wyciągniętej dłoni nie chwyci i ostrzeżeń nie posłucha. Żadne argumenty wówczas nie przemówią. Po ludzku, to aż trudno uwierzyć, że właśnie tak się dzieje.
    Człowiek sam z siebie nie może się zbawić. Potrzebna jest Łaska Boska.
    Niektóre złe duchy wygania się tylko postem i modlitwą.
    Dlatego potrzeba wielkiej modlitwy wielu wiernych, w jedności z Kościołem, choćby przyłączających się do Krucjaty Różańcowej, bo Różaniec jest najpotężniejszą modlitwą, jak wiemy z historii.
    Wielu z nas widzi dzisiaj ten zalew zła, tak wiele zagrożeń z każdej strony i jak wielka to nawałnica. Zachęcam wiec tych, którzy jeszcze się nie zdecydowali i tych, którzy być może zaniechali przystąpienia do Krucjaty Różańcowej, ratującej naszą Ojczyznę.

    Jezus jest Panem!

  15. ojciec Paweł pisze:

    Szanowni Państwo! Rozumiem, że w najlepszej chęci chcecie zdemaskować fałszywe objawienia z Irlandii, ale one zdemaskowały się już dawno. Jest to ewidentne zło, które atakuje, by zwieść wielu. Propagatorzy tych „orędzi” nie zdają sobie sprawy z ogromu odpowiedzialności, jaka na nich ciąży poprzez ich publikacje i uparte trwanie w grzechu. Dlatego należy się za nich modlić. Polecam wam modlitwę za nich, aby miłosierny Bóg przebaczył im grzech nieroztropności, ale także nieposłuszeństwa, które prowadzi do apostazji. Głosząc te herezje wykluczają się niestety sami z Kościoła rzymsko-katolickiego. Pozdrawiam.

    • wobroniewiary pisze:

      To prawda, że zostały dawno zdemaskowane, ale do każdego dociera coś innego co raz to nowe argumenty docierają do co raz to nowych zwolenników tych „orędzi” a ci powoli opuszczają „armię” Mery of EU i Bogu dzięki.
      Choćby wściekłość zamienili na złość to Bóg jest Miłością a nie „wściekłością” czy „złością” – żadne sztuczki już nie działają.

      • ojciec Paweł pisze:

        Dziękuję za kompendium. Dzisiaj przeczytałem.

        • wobroniewiary pisze:

          A proszę 😉
          OD 4 rano siedzimy i scalamy całość – wszelkie linki i wypowiedzi, ale wiemy, że warto :)))

          chociaż już wyzywają nas od bluźnierców (np. Luk1407 na glorii ale dla nas to komplement)

        • ojciec Paweł pisze:

          POLECAM BAJKĘ NIE TYLKO DLA DZIECI ks. Malińskiego:
          DIABEŁ W KOŚCIELE

          Stary Diabeł wziął małego diabełka Nr xxx1 do kościoła, żeby go nauczyć zawodu: jak należy przeszkadzać. Było tego bardzo wiele i bardzo skomplikowane.
          – Kapujesz? Trzeba pogmerać rękami ministrantów wstążeczki w mszale.
          – Po co?
          – Żeby zrobić bałagan.
          – To ty nie mieszasz wstążeczek? – pytało diablątko Starego Diabła.
          – Taki głupi to ja jeszcze nie jestem. Szkoda sobie krzywdę wyrządzać. Mszał parzy.
          – No to jak to robisz?
          – Po co mieszać, ja nie taki frajer. Sami ministranci to robią. Z głupoty albo że może to być dobry kawał. Tylko trzeba tym pacanom tak to przedstawić. Niech przytną knotki w świecach jak najniżej, tak dla picu, niby żeby się nie lał wosk, niech się stary morduje, żeby je zapalić.
          – To nie ty obcinasz te knotki tak nisko? – pytało diablątko Starego Diabła.
          – A po jakie licho? Myślisz, że ja taki głupi? To sami ministranci zrobią. Jeszcze trzeba napuścić jednego z nich, niech do ampułki na wino wleje wodę, a do drugiej – na wodę – chlapnie wina.
          – A skąd w tych ministrantach tyle lekkomyślności? – spytało diablątko, jeszcze nie bardzo rozumiejące.
          – Nie bój nic, główka pracuje – odpowiedział Stary Diabeł z dumą w głosie. – Tych szczeniaków należy pilnować jak oka w głowie. Na dzień wcześniej, kiedy się wybiera do kościoła, trzeba mu ciemnotę wsadzić w łeb, niech siedzi przed telewizorem do dechy, do upadłego, niech się wgapia w głupi film, żeby przyspał. Potem, gdy będzie miał mętlik w głowie, będą mu się śniły rozmaite bzdury, wobec tego obudzi się, a potem nie będzie mógł zasnąć. Zresztą nie tylko trzeba przyuważyć ministrantów, ale tę całą hołotę, która się kręci przy kościele. A więc organistę, kościelnego, siostrę zakonną, kobiety, które sprzątają. Już nie mówię o księżach – tłumaczył Stary Diabeł małemu diablątku. – Żeby był ubaw w kościele zamiast nabożeństwa.
          – Jak to „przyuważyć”? – ono nie bardzo rozumiało.
          – Namawiać te głupole do tego, co nam się potem przyda. A takim pierwszoklaśnym chwytem, który sam się pcha w ręce, jest telewizja. Tylko powolutku. Wsadzaj im kit grzeczniutko, ładniutko, że trzeba ją oglądać, aby se odpoczęli po pracy, aby się odprężyć, aby się dowiedzieć, co się dzieje na świecie, gdzie jaki samochód-pułapka wyleciał w powietrze, kto kogo zamordował, okradł. Będą łykać jak miód z masłem. Żeby się dokształcać. Naukowo wmawiaj, że należy oglądać wszystkie dzienniki. I tak ani się nie spostrzegą, jak godziny polecą, a potem na nic nie ma czasu.
          A więc w tę niedzielę faktycznie kościelny nie był w najlepszym humorze, choć wiedział, że Pan Jezus jest blisko, wobec tego nie powinien się złościć.
          Zaspał również organista – z tego samego powodu co kościelny – i pomieszał sobie kartki z nutami na pulpicie. Skądś się pojawiła teczka z pieśniami wielkopostnymi, choć to przecież zbliżał się Adwent. Żarówka odkręciła się w lampce – i tak całe szczęście, bo zdawało się, że spalona – jeden klawisz w klawiaturze zapadał się i nie chciał wracać na swoje miejsce, nie wiadomo dlaczego, a właściwie wiadomo: przecież miał wezwać specjalistę do okresowego przeglądu i nie wezwał.
          – To ty nie zepsułeś organów? – pytało diablątko Starego Diabła.
          – Nie ze mną takie numery.
          – No to co ty właściwie robisz? Przymuszasz ich do tego, by oni robili to, co ty chcesz?
          – Ja im po dobroci. A to poszeptam do ucha moje genialne pomysły, zawsze musi być bomba, szaleństwo aż do kołowacizny, pokazuję rozmaite moje nowe obrazki, które rysuję im w wyobraźni, tak niby dla draki, a oni za tym mogą iść albo nie. Wiadomo, wolna wola. Ale jak raz za mną pójdą, to potem już mi łatwiej. Spodoba im się to, gaśnie w nich poczucie zła, winy, grzechu.
          Małe diablątko słuchało tego wszystkiego dość przerażone, a tymczasem Stary Diabeł tłumaczył mu dalej:
          – Gdybyś się na tym lepiej znał – szeptał – to byś gołym okiem widział, że ten nasz klecha odwala swoją robotę tak jak leci, nie przejmuje się ludźmi ani sobą. Jest tak napisane, to jest. A nawet w miejscach, w których mszał zostawia luz, jakby tego nie kapował. Ale kumasz, ja mu robię wciąż wodę z mózgu i przychwalam, że prawdziwie gorliwy ksiądz nie powinien nic nowego wymyślać, tylko kropa w kropę codziennie to samo „dookoła Wojtek”. I to skutkuje. Codziennie ten sam kołowrotek. Już mu nawet nie muszę dopowiadać, że to dla niego wygodniej. Lituję się nad nim: „Co się będziesz przejmował dla tych kilku ludzi w kościele”.
          – A co mógłby robić – pytał mały diabełek – na Mszy świętej?
          – Trzeba by ruszyć tych ludzi, którzy z domu przyszli. I jeszcze śpią albo myślą o niebieskich migdałach.
          – Jak ruszyć?
          – Przecież powinni się spotkać z tym ich Bogiem. A oni ani me, ani be, ani kukuryku. Nic, tylko tak jakbyś się miał spotkać z bielą, a ty ubłocony po same pachy. No ale ja ci teologię wykładam. Dość tego – tu Stary Diabeł się zezłościł na dobre.
          – Bo ja jeszcze nic nie rozumiem. Kto może mi wytłumaczyć jak nie ty?
          – No to powiem – Stary Diabeł złamał się. – Przecież oni na początku Mszy powinni przeprosić tego swojego Boga za swoje grzechy. A tymczasem oni recytują za każdym razem to samo. I bardzo dobrze. I nam o to chodzi. I niech taka będzie każda Msza. I do tego nasz klecha będzie uważał, że jest księdzem tak zwanym gorliwym. A ludzie, a dzieci się nudzą, ziewają i myślą sobie, kiedy to nudziarstwo się wreszcie skończy i będzie można wrócić do domu. A niektórzy, wiadomo, z moją również pomocą, myślą sobie: „Po jakie licho ja mam przychodzić do kościoła, jak mi to nic nie daje. Bardziej pożyteczne będzie, jak sobie w tym czasie oglądnę telewizję”. I tak powoli, jeden po drugim, ludzie zaczynają się wykruszać. Przestają przychodzić na Msze święte niedzielne, tym bardziej na nabożeństwa.
          – I co będzie potem?
          – Potem świat ludzki coraz bardziej będzie przypominał nasz diabelski świat. Coraz bardziej ludzie będą sobie skakali do oczu, będzie panowało nie prawo miłości, ale zemsty, przemocy. Ludzie będą się bali siebie nawzajem, nie będą sobie ufali. Tak jak u nas. To nie będzie już jedna rodzina ludzka, ale obozy wojskowe, zbrojące się po zęby i czyhające na siebie.
          Stary Diabeł gadał i gadał. Nawet nie zauważył, jak oczy małego diablątka szeroko otwierają się z przerażenia. Aż w którymś momencie Stary Diabeł sam przerwał swoje tłumaczenie:
          – My tu sobie gadu-gadu, a tymczasem już dzieci zaczynają się schodzić do kościoła i trzeba się nimi zająć.
          Stary Diabeł najchętniej by się zabrał do roboty, ale nagle zauważył pod chórem kolorowe światełka. To były anielątka, które niespodziewanie, a może spodziewanie, pojawiły się w kościele. Stary Diabeł stężał z napięcia i zdenerwowania, ale po chwili wyciągniętym ramieniem pokazał je małemu diablątku:
          – Widziałeś te pokraki?
          – Kogo, kogo? – diabełek się dopytywał.
          – Coś ty, ślepy? Nie widzisz? Tam, przy wejściu głównym, te kolorowe światełka to małe anioły. Ale dają popalić.
          Aniołki uwijały się w kościele i prześcigały się w gorliwości. A to radziły dzieciom przy wejściu do kościoła:
          – Zamaczaj rękę w święconej wodzie i przeżegnaj się.
          A to:
          – Przyklęknij przed Najświętszym Sakramentem.
          A to:
          – Idź bardziej do przodu, a nie zostawaj w tyle przy drzwiach, bo się zrobi korek.
          A to:
          – Zmów pacierz.
          – Jaki?
          – Ten sam, co w domu.
          – Jużem odmówił.
          – No to jeszcze raz, tylko powoli, żeby lepiej przygotować się na rozpoczęcie Mszy świętej.
          A to:
          – Wyciągnij różaniec i módl się na nim.
          – Zapomniałem.
          – No to na palcach. Masz dziesięć.
          A to:
          – Otwórz książeczkę do nabożeństwa i wyszukaj odpowiednie modlitwy.
          Stary Diabeł, widząc to, robił się coraz bardziej nerwowy.
          – Widzisz je? Widzisz, jakie cwane? Jak nam psują robotę? Ale nie ma się co łamać. Trzeba grać, jak przeciwnik daje. Podstawimy im jeszcze nogę nie raz. Na razie patrz i kombinuj, co można by wymyślić, żeby im dokuczyć.
          Aż paznokcie obgryzał ze wściekłości i czekał tylko na okazję, żeby coś popsuć. Ale na razie pokazywał małemu, co się dzieje.
          Msza święta zaczęła się z opóźnieniem, bo kościelny mocował się długo z knotkami, które nie chciały się zapalić. Ministrant komeżkę spinał agrafką, bo zapomniał zgłosić siostrze, że się guzik urwał. Ale wyglądało to niezgrabnie, wobec tego, zamiast czystej, wziął już zabrudzoną. Ale w ostatniej chwili nadleciał jakiś zmartwiony tym aniołek i upomniał go:
          – Jak ci nie wstyd tak iść do ołtarza.
          I ministrantowi faktycznie zrobiło się wstyd. Zdjął wymiętą komeżkę, poprosił siostrę o świeżą, ubrał się w nią szczęśliwy i stanął przy drzwiach, czekając na księdza.
          Tymczasem organista zaczął fałszować, bo nie miał nut. Ale aniołki nie wytrzymały. Najpierw zatkały sobie uszy, potem któryś poderwał się i wyszeptał organiście do samego ucha:
          – Jak ty grasz? Jakbyś jeszcze nigdy nie siedział przy organach. A w szkole mówili o tobie, że taki zdolny.
          Wobec tego organista poprawił się na ławeczce, skupił się i zaśpiewał, jak mógł najpiękniej.
          – Widzisz, co się porobiło? – szeptało Stare Diablisko do diablątka. – A powinno być w kościele tak jak w piekle. A tymczasem zaczyna się tak jak w niebie: pięknie, pięknie. A to nie jest dobrze. Piękno nam szkodzi. Piękno czyni ludzi lepszymi. A wszystko powinno kuleć i to jest nasza robota – powinno być niedoprane, niedoprasowane, krzywe, koślawe. Ci, którzy tu są, powinni to wszystko zauważyć, poczuć niesmak i powiedzieć: „No to po co ja mam przychodzić do kościoła, kiedy on mi nic nie daje”. No, widzisz, ale spróbuję coś zrobić. Popatrz, co robię.
          Tu nachylił się do ucha jakiegoś chłopca i szepnął mu:
          – Popatrz, jaka stara kobieta obok ciebie siedzi. A ty nie wiadomo po co obok niej.
          Drugiemu przypomniał, że ma gumę do żucia w buzi, żeby ją gryzł.
          – Widzisz tamtego dzieciaka? Przypomnij mu, że głodny. Bo faktycznie grymasił w czasie śniadania. Niech się rozpłacze.
          Ale zadzwonił dzwonek pociągnięty przez ministranta i ksiądz wyszedł do ołtarza. Organista grał pieśni, ludzie powoli rozkręcali się, śpiewali. Ksiądz otworzył mszał, z pewnymi kłopotami znalazł odpowiednie strony, z pomocą aniołka, który go uspokajał, żeby się nie spieszył. Spojrzał na kościół i zobaczył chłopca, który gryzł gumę. Obok dziecko małe zaczęło płakać do mamy, skarżąc się, że jest głodne. Jakiś chłopiec wypychał się z ławki, z miejsca obok starej kobiety. Ksiądz miał ochotę już zdenerwować się albo udawać, że go to nic a nic nie obchodzi, ale pod wpływem aniołka zrozumiał, że gdy powie tak jak zwykle, to nikt tego nawet nie zauważy. Tym bardziej, że aniołek stał obok i prosił:
          – Powiedz parę słów wstępu, że Adwent się zbliża albo że dziękujesz ludziom i dzieciom, że przyszły.
          Przeżegnał się i pogodnym głosem zwrócił się do zgromadzonych ludzi:
          – Serdecznie was witam w kościele, cieszę się, że przyszliście na Mszę świętą, pomimo to, że jak to w Adwencie, pogoda nie jest najpiękniejsza. Będziemy się wspólnie modlili do Boga w ten dzień święty, tym bardziej, że trzeba się przygotować do Bożego Narodzenia.
          Na co wszystkie dzieci w kościele się uśmiechnęły. A ksiądz, zachęcony przez aniołka, który przy nim stał, mówił dalej:
          – A najlepiej dzieci mogą się przygotować do Bożego Narodzenia ze świętym Mikołajem. I wraz z nim sprawiać radość wszystkim swoim najbliższym.
          Tu jakieś małe dziecko, które posłyszało o świętym Mikołaju, zaczęło klaskać w rączki. Inne dzieci to podchwyciły i za chwilę cały kościół klaskał z radością. Stary Diabeł zgrzytał ze złości zębami, ale nic nie pomogło. Dzieci biły brawo. I ksiądz się uśmiechnął jeszcze bardziej i sam zaczął bić brawo. Dopiero gdy się uciszyły, dodał:
          – A teraz przeprośmy Pana Boga za to, że czasem sprawialiśmy ludziom smutek zamiast radości.
          I teraz wszystkie dzieci z pełnym zrozumieniem zaczęły odmawiać:
          – Spowiadam się Panu Bogu Wszechmogącemu…
          A Stary Diabeł wściekły nic tylko zgrzytał zębami. Ale ksiądz był już taki uradowany, że powiedział:
          – Do pierwszego czytania proszę zamiast lektora dziewczynkę z kościoła na ochotnika.
          Najpierw dzieci były tak zaskoczone, że nie zareagowały. Najbardziej przytomna okazała się dziewczynka, która zaczęła klaskać, i ruszyła do ołtarza. Za nią pobiegła mama, bo okazało się, że dziewczynka nie dostaje do pulpitu. Na szczęście pan kościelny był na miejscu i przyniósł natychmiast stołeczek. Mama postawiła na nim dziewczynkę ku uciesze wszystkich dzieci. Tymczasem okazało się, że dziewczynka nie bardzo umie czytać. Potrafi ledwo, ledwo sylabizować. Ale mama jej pomogła. I dzieci w kościele też. I dobrnęli tak wszyscy razem do końca.
          Z czytaniem drugiej Lekcji było inaczej. Ksiądz powiedział:
          – Proszę do czytania drugiej Lekcji jakiegoś chłopca na ochotnika.
          I przyszedł do ołtarza taki, którego się dzieci nie spodziewały. Tym bardziej, że rzadko chodził do kościoła. Stary Diabeł zatarł ręce, przekonany, że ten chłopiec wytnie jakiś numer.
          – Znam go dobrze – zacierał ręce zadowolony. – Tylko patrz uważnie.
          A ksiądz, albo go znał, albo się zorientował po reakcji dzieci, że to trudny chłopiec, podszedł do niego, przygarnął go serdecznie, wskazał miejsce do czytania. Cisza była jeszcze większa niż wtedy, kiedy czytała dziewczynka. I wszystko poszło dobrze.
          – Nie udało się – mruczał diabeł ze wściekłością. – Spróbować trzeba gdzie indziej albo trochę inaczej.
          – Zauważyłeś, w kościele robi się duszno – Stare Diablisko zwróciło się do diabełka. – Kościelny zapomniał otworzyć okien w witrażach. Nawet nie zapomniał. Odłożył na potem. Zapamiętaj, najbardziej ulubionym powiedzeniem ludzi jest: „To potem”. On jest w porządku. On nie odmawia. Wprost przeciwnie: zobowiązuje się, że zrobi, ale nie teraz, bo teraz to jeszcze ma do roboty to, śmo, owo, a więc „potem”. A potem przychodzą inne sprawy, pilniejsze, ważniejsze, a potem się faktycznie zapomina o tym, co się przyrzekło. Przypomni się wtedy, gdy już za późno. I masz: pozamykane na szczelnie okna i jest w kościele duszno.
          Stary Diabeł mówiłby chyba jeszcze długo, gdyby nie zobaczył, że jakiś aniołek podbiega do chłopca siedzącego pod oknem i coś mu szepcze, wskazując na witraż. Chłopiec wstał, był na tyle wysoki, że gdy się wspiął na palce, uchwycił łańcuszek otwierający lufcik. I tak przeszedł wszystkie okna, otwierając lufciki. Stary Diabeł bezradnie patrzył na to, co się dzieje, i spróbował zająć się inną sprawą.
          – A teraz uważaj – szepnął do diablątka. – Zrobimy tak, żeby ksiądz kazanie gadał dla siebie.
          – Co to znaczy, co mówisz, żeby gadał dla siebie?
          – Pierwsze pięć minut mówi dla naszego Przeciwnika.
          – Dla Boga, nieprawda? – spytało diablątko.
          – Jesteś jeszcze mały, to ci wybaczą, ale mnie by nie wybaczyli.
          – A trzecie pięć minut?
          – I trzecie, i wszystkie następne mówi dla nas. Bo ludzie się albo złoszczą, albo niecierpliwią, albo nudzą. Oczywiście są kaznodzieje, którzy mogą mówić i godzinę, a ludzie słuchają ich z otwartymi ustami. Ale to są wyjątki. Tymczasem należy każdemu księdzu wmawiać, że jest tym właśnie wyjątkiem i żeby mówił jak najdłużej. Wobec tego zobacz, co ja teraz zrobię.
          Diablątko spostrzegło, że diabeł podlatuje do księdza, podchodzi do niego od tyłu i coś mu szepcze do ucha. Za chwilę wrócił na swoje miejsce.
          – Coś mu mówił? – spytało.
          – Że jest wspaniały, że głosi jak prorok, że ludzie go słuchają z zapartym oddechem, żeby nie kończył, ale poszerzył swoją główną myśl, powtórzył wniosek końcowy parę razy dla lepszego zapamiętania. Zobaczymy, czy skorzysta z moich rad.
          I tak też to było. Ksiądz mówił i mówił, a Stary Diabeł tylko zacierał ręce z radości.
          – Oby jak najdłużej.
          I nie wiadomo, jak długo by to trwało, gdyby jakiś aniołek nie podfrunął i powiedział tak głośno, że nawet diabły w piekle usłyszały:
          – Diabły cię chwalą, żeś się tak rozgadał.
          I ksiądz nagle przerwał. Widać było, że się zawstydził. Ale już się opamiętał i żeby naprawić to, co zepsuł, powiedział do dzieci:
          – A teraz wam opowiem bajeczkę.
          A dzieci, jakby je kto dotknął różdżką czarodziejską: uśmiechnęły się, przebudziły się z odrętwienia, jak to mówią – nadstawiły uszy do słuchania.
          – Razu pewnego – ksiądz zaczął i gwałtownie zbierał myśli, co należy powiedzieć dalej – razu pewnego – powtórzył. Już wiedział, co powie – jeden ksiądz mówił długie kazanie do dzieci. Bardzo nudne kazanie. Wtedy przybiegł do niego aniołek i powiedział mu: „Diabły cię chwalą”.
          Dzieci wybuchnęły śmiechem. I już było bardzo dobrze w kościele. Stary Diabeł o mało nie zaklął ze złości. Ale się ugryzł tylko w język. I gdy ksiądz skończył kazanie, podszedł znowu do niego i coś mu szeptał.
          – Coś mu powiedział?
          – A na zakończenie niech coś wspomni, że konieczny jest remont ogrodzenia kościoła albo pozłocenie monstrancji i że wzywa wszystkich do dobrowolnego opodatkowania się na rzecz tych potrzeb.
          – A po co tak?
          – Bo to ludzi najłatwiej doprowadza do niechęci, gdy się apeluje do ich kieszeni.
          – Czy naprawdę potrzebne jest to złocenie?
          – Ależ skądże, przydałyby się w tym kościele lepsze mikrofony, wzmacniacz i głośnik z prawdziwego zdarzenia. Ale o tym ani mru mru. Na to by ludzie chętnie wyłożyli pieniądze. Pocieszam proboszcza, że tylko ci, co do kościoła nie chodzą, narzekają na głośniki.
          Ksiądz już chciał sięgnąć po książkę z modlitwami wiernych, ale nagle sobie uświadomił, że to powinny być modlitwy wiernych, a nie modlitwy z książki. Zresztą wpadł na ten pomysł również dlatego, że mu w tym pomógł aniołek. Ten sam, który przerwał mu kazanie. Wobec tego zamiast coś tam przeczytać, powiedział sam od siebie, jako że uznał, że on przecież też jest – a przynajmniej stara się być – wiernym Pana Boga. I powiedział do Pana Boga:
          – Proszę Cię w imieniu swoim i tutaj zgromadzonych dzieci, żebyś błogosławił naszemu życiu tak w domu, jak w szkole. I to zawsze, a zwłaszcza teraz w Adwencie, gdy się przygotowujemy do przyjścia Twojego Syna.
          A dzieci chórem dopowiedziały:
          – Ciebie prosimy, wysłuchaj nas, Panie.
          Tu przerwał, rozejrzał się po dzieciach i spytał:
          – A jeżeli któreś z was chce, byśmy się pomodlili w jakiejś jego sprawie, to proszę, niech przyjdzie tu do pulpitu i to powie.
          Był prawie pewien, że nikt się nie zgłosi. Stary Diabeł robił wszystko, żeby dzieci przestraszyły się tej propozycji i faktycznie, jedno rozryczało się na cały głos. Nie było wyjścia. Trzeba było udać, że tego się nie spostrzega. I to zaproponował Stary Diabeł księdzu. Albo podejść do dziecka i spytać, czemu płacze. Choć to było ryzyko, bo nie wiadomo, co z tego może wyniknąć. Do tego namawiał księdza aniołek. I na tę sugestię wreszcie ksiądz się zdecydował. Odważył się zejść od ołtarza. Cały kościół oniemiał. Jeszcze tak nigdy nie było. Nachylił się nad płaczącym dzieckiem i, głaszcząc po główce, spytał:
          – Czemu płaczesz?
          Ale odpowiedzi nie było, tylko szloch jeszcze większy. Zdawało się, że nic z tego nie będzie. Stary Diabeł upominał księdza:
          – Trzeba Mszę świętą przerwaną kontynuować. Przecież nie wolno takich rzeczy robić. To jest wbrew zasadom liturgii.
          Ale aniołek tłumaczył księdzu:
          – Pan Jezus brał dzieci w ramiona.
          Nagle dziecko wyjąkało:
          – Moja mama jest w szpitalu ciężko chora.
          – A jak mamie jest na imię? – spytał wzruszony ksiądz.
          – Mama.
          – A tobie?
          – Kasia.
          Ksiądz powrócił do ołtarza i, zwracając się do wszystkich dzieci, powiedział poważnie:
          – Pomódlmy się do Boga, prośmy Go o to, by mama Kasi szybko powróciła do zdrowia.
          A wszystkie dzieci wykrzyknęły:
          – Ciebie prosimy, wysłuchaj nas, Panie.
          Stary Diabeł rąbnął rogami w ścianę ze złości, aż zadźwięczały, wściekły że mu się nie udało.
          Tymczasem małe diablątko miało wyrzuty sumienia. Bo jako diabeł powinno stać po stronie Starego Diabła. A tymczasem stało po stronie dzieci. I choć się do tego nie chciało przyznać – bardziej po stronie anielątek niż po stronie Starego Diabła.
          Zdawało się, że to już koniec przygód. Ale wcale tak nie było. Okazało się, że ważnym punktem Mszy jest Komunia święta. To wyczuł diabełek z zachowania się Starego Diabła. Widział, że ten zaczyna się niepokoić i denerwować. To zwiastował ogon, który przewracał się z prawej na lewą stronę, który zwijał się jak wąż, kręcił się jak fryga. Nagle Stary Diabeł skoczył jak tygrys do księdza i zaczął go przyspieszać, tłumacząc, że tyle czasu zmarnował. Ale poruszenie było również wśród aniołków. Wynikało z tego, że im też zależy na tej części Mszy świętej. A tymczasem ksiądz, trzymając Hostię świętą w górze, odmawiał tak jak zawsze:
          – Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata.
          I chciał już zacząć rozdawać Komunię świętą, gdy zauważył, że jakiś chłopiec, namówiony przez Starego Diabła, trącił swojego kolegę i, wyciągając rękę z kieszeni, pokazał mu na dłoni malutki samochodzik. Ten drugi, dotąd modlący się, teraz wytrącony ze swojej modlitwy, wziął do ręki samochodzik i zaczął go oglądać.
          – Najnowszy model, Porsche – szepnął pierwszy do drugiego.
          I wtedy ksiądz zrozumiał, że musi coś powiedzieć. Wobec tego powiedział o Komunii świętej tak jak potrafił najpiękniej:
          – Przez Komunię świętą możesz się zbliżyć do Jezusa tak bardzo jak przez nic innego. Możesz Go przyjąć do swojej duszy bardziej niż brat swojego brata, niż ojciec swoje dziecko, niż przyjaciel swojego przyjaciela. Przez Komunię świętą Jezus staje się twój, a ty Jezusa.
          Dzieci, zaskoczone tym, że ksiądz mówi w tym miejscu, w którym nigdy nie mówił, słuchały jak zaczarowane. Chłopiec schował samochodzik do kieszeni zawstydzony. Jego kolega również słuchał uważnie słów księdza, który mówił w dalszym ciągu:
          – Ale wszystko zależy od ciebie, od twojego skupienia. Jak Go przyjmiesz, jak Go przywitasz, jak Go ugościsz. Bo możesz Go prawie nie zauważyć. A możesz być wpatrzony w Niego jak w słońce, jak w kwiat najpiękniejszy. Jak w samego Jezusa.
          Stary Diabeł teraz walił łbem o ścianę raz za razem z wściekłością.
          – Tego ci nie wolno mówić! – wrzeszczał na księdza. – Tego nie ma w mszale! Doniosę na ciebie do kurii, do biskupa! Że buszujesz po Mszy świętej! Że zmieniasz! Że robisz własną liturgię! Zawieszą cię w prawach odprawiania Mszy świętej! Usuną cię stąd i wsadzą na wieś, na najgorszą dziurę, o której pies z kulawą nogą nie wie!
          Może ksiądz się tym przestraszył, a może uznał, że to na dziś wystarczy, bo już sobie układał, że w najbliższą niedzielę wyjaśni dzieciom, że nawet gdyby kto miał grzechy lekkie na sumieniu, to i tak są one odpuszczone przez pobożne uczestniczenie we Mszy świętej. I prosi, żeby się dzieci nie bały przyjmować Komunię świętą. A szatan miał rację, że się złościł. Bo dzieci przystępowały teraz do Komunii świętej z taką pobożnością jak nigdy dotąd.

        • ojciec Paweł pisze:

          Przepraszam, może „bajka” zbyt długa. Al taka jest taktyka Szatana. Szatan jest kłamcą, lecz wpierw chce zdyskredytować tego, kto głosi Prawdę. Oczernia tę osobę, aby stała się niewiarygodna, rozsiewa plotki, pomówienia itd. Diabeł nie od razu bezpośrednio występuję przeciwko Prawdzie. W innym razie, osoby, które was oczerniają – w myśl rad ewangelicznych – krytykowałyby meritum sprawy, a nie osoby. A czym się one zajmują: węszeniem, podjudzaniem. To jest właśnie ich wściekłość.Po tym można poznać działanie Szatana. Warto przyjrzeć się głębiej słowom: aby na jaw wyszły zamysły serc wielu”, a czym innym jest na siłę wyjawianie jakiegoś zamiaru czy planu osoby drugiej.
          To biedni ludzie, którzy z pewnością dzisiaj sami nie wiedzą o co walczą i dlaczego oraz przeciwko Komu.

        • wobroniewiary pisze:

          Bajka już w nowym wpisie, tu nie ma co na długość patrzeć, „przenajświętsze orędzia Mery” nie tyle km zajmują 😉

        • wobroniewiary pisze:

          Proszę ten sam koment wkleić pod najnowszym wpisem

        • ojciec Paweł pisze:

          Przypominam sobie „zajadłą” dyskusję na różnych blogach (może i także na waszym) o ilości łotrów itd. Czym było meritum? A niczym. Lecz wrogowie zaciekle bronili „swoich” argumentów zapominając, że istotną była śmierć Jezusa na krzyżu. A ilu było łotrów, ilu żołnierzy nie zależy przecież od mojego zbawienia. Tak wyglądają tematy zastępcze diabła. I w takich przypadkach nie należy z nim dyskutować.

  16. Monika pisze:

    Z myśli Św. Pio:
    28. “Tak długo nie popełnisz grzechu, jak długo się go lękasz”. Niech tak będzie, Ojcze, ale bardzo cierpię:. “Na pewno cierpisz, ale trzeba ufać. W tym tkwi różnica między bojaźnią Bożą a lękiem Judasza”.

    • Monika pisze:

      Pozwolę sobie przytoczyć w tym miejscu za Helenką:

      MINI RACHUNEK SUMIENIA Św. OJCA PIO.

      Bądż pokornego serca,uważaj na słowa, a postępuj roztropnie.
      Zachowaj umiar w rozmowach,nie ustawaj w pobożnej lekturze,bądz
      uważna w tym co robisz,niewinna ,w tym co mówisz.
      Nikomu nie bądż nie miła-wszystkim okazuj życzliwość , a przełożonym
      szacunek.
      Zachowaj oczy od złego spojrzenia , a usta od zuchwałego słowa.
      Żadnego nieskromnego zachowania, ni swawolnego gestu.
      Zadnego wyzywajacego ruchu, ni zalotnego głosu.
      Twoje zachowanie i wygląd mają być żywym odbiciem piękna twojej duszy.
      /Epist.III.88n/

    • Monika pisze:

      Św. OJCIEC PIO:
      Zbytni lęk prowadzi cię do działania bez miłości, a zbyt wielka ufność nie pozwala nam baczyć na niebezpieczeństwo, którego powinniśmy obawiać się i unikać. Jedna ręka powinna pomagać drugiej i winny działać razem, jak dwie siostry. Tak trzeba robić ciągle. Kiedy spostrzeżemy, że zbytnio się boimy -powinniśmy wówczas uciekać się do ufności. Jeśli natomiast mamy zbyt wielką ufność, powinniśmy starać się o to, aby zdobyć chociaż trochę obawy, ponieważ miłość dąży do zdobycia tego, co kocha, ale pozostaje w tym dążeniu niewidoma. Święta bojaźń natomiast ją oświeca (AdFP, s. 548).

  17. M pisze:

    Powodowana ciekawością zajrzałam na blog Pana B. aby sprawdzić, kto tam jeszcze pozostał. Z rozczarowaniem stwierdzam, że w koło Macieju piszą ci sami (no i kilka osób z tego portalu, pewnie w nadziei, że nawrócą fanów Marii z UE, czy Irlandii). Moim zdaniem żadne argumenty rozumowe, czy nawet wykazywanie ewidentnych sprzeczności z Biblią nie pomoże im. (Ja takie próby podjęłam już dawno temu -bezskutecznie). Nadzieja oczywiście w Różańcu Świętym.
    A może przypomnieć zabawny wierszyk demaskujący fałszywych proroków?
    ,,Miał być koniec, a go ni-ma. I Obama też się trzyma…”

    • Franek pisze:

      „Miał być koniec a go ni-ma…” Rewelacja 🙂 🙂 🙂

    • Franek pisze:

      A propos kawałów
      z sieci:
      Przychodzi do KGB stary Izaak Mojsiejewicz i powiada że chce paszport, bo ma zamiar wyemigrować.
      Oficer pyta się go:
      – „Co się stało?
      Wytrzymaliście Stalina, Chruszczowa, Breżniewa, pierestrojkę i kryzys, a teraz, gdy nareszcie można odetchnąć, chcecie emigrować na stare lata?”
      – „To z powodu homoseksualizmu.”
      „Przecież wy nie macie tego problemu!”
      – „U mnie w porządku, ale widzę co się dzieje”.

      – Za Stalina homoseksualistów rozstrzeliwali.
      – Za Chruszczowa wsadzali do paki.
      – Za Breżniewa – przymusowo leczyli.
      – Za Gorbaczowa przestali się nimi zajmować,
      a potem homoseksualizm zrobił się modny.
      – „To ja chcę wyjechać, póki jeszcze nie jest obowiązkowy!”

      • M pisze:

        Franku, oby Twój dowcip nie stał się ponurą prawdą. Przecież już było napisane o getcie budowanym na obrzeżach – chyba Kopenhagi, gdzie mieli zostać przymusowo przesiedleni przeciwnicy homoseksualizmu. Mojsiejewicz okazał niby czarne poczucie humoru, ale też wykazał się wyobraźnią i umiejętnością przewidywania. Niechaj te ,,przewidywania” staruszka Mojsiejewicza pozostaną w sferze dowcipów.

  18. wobroniewiary pisze:

    Módlmy się o rodzinę i życie

    Małżeństwa i rodzina są atakowane, szerzy się cywilizacja śmierci, której przejawami są aborcja, in vitro oraz próby legalizacji tzw. związków partnerskich – powiedział ks. bp Jerzy Mazur.

    Biskup diecezji ełckiej przewodniczył czwartkowej Mszy Św. sprawowanej w Sanktuarium św. Józefa w Kaliszu.

    Jak co miesiąc w każdy pierwszy czwartek miesiąca wierni modlili się w intencji rodzin i obrony życia poczętego. Ks. bp. w homilii apelował o modlitwę w intencjach życia i rodziny.

    To wy, jako rodzice jesteście pierwszymi misjonarzami dla swoich dzieci. A ewangelizować oznacza nieść innym dobrą nowinę o zbawieniu. A tą dobrą nowiną jest osoba – Jezus Chrystus. „Nie lękajcie się, Nie jesteście sami” jest z wami Duch Święty, to on uzdolni was do dawania świadectwa o Jezusie. Otwórzcie się na moc Ducha Świętego, Wasze serca zostaną napełnione odwagą, radością, pokojem i nadzieją – powiedział ks. bp. Jerzy Mazur.
    Radio Maryja
    • Sebro pisze:

      Ta wypowiedź mojego biskupa podniosła mnie na duchu. Zwłaszcza po ostatniej wpadce gdy na ełckich dniach rodziny, pod patronatem m.in. Kurii były propagowane plakaty organizacji popierającej „nowoczesne” rodziny. Dochodzę do wniosku, że wizerunek Kurii został wykorzystany nie do końca zgodnie z przeznaczeniem.

  19. joanka pisze:

    mam pytanie, dlaczego Mery z Irlandii stala sie Mery z UE? Mi to przywodzi na mysl jedna rzecz, otoz w oredziach mery bylo przytoczone ze UE jest wielkim babilonem z apokalipsy swietego Jana, a wiec Mery zaczela sie utozsamiac z niczym dobrym widze…

  20. Giani Mentana pisze:

    Niech wam Bog blogoslawi, dziekuje za rozsadek I wiare.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s