Od medytacji zen do Różańca św. i do kapłaństwa – dzięki Królowej Pokoju. Świadectwo ks. D. Chmielewskiego

Od medytacji zen do Różańca świętego i do kapłaństwa – a wszystko dzięki Gospie i Medziugorje.
Ks. Dominik Chmielewski-wojownik Maryi

Całe moje życie związane było ze sztukami walki – to był priorytet mojego życia. Medytowałem po dwie godziny dziennie zen, jogę – ćwicząc trzy razy dziennie mentalnie i fizycznie karate. W wieku 21 zostałem dyrektorem ds. karate w Polskim Związku Sztuk Walki w Bydgoszczy i mając stopień 3 dan szkoliłem ludzi w bojowej odmianie karate. Studiując wtedy teologię i filozofię napisałem pracę licencjacką nt. możliwości synkretyzmu filozofii Dalekiego Wschodu z chrześcijaństwem, za którą otrzymałem stopień bardzo dobry. Był to czas, kiedy religia dopiero wchodziła do szkół i poproszono mnie, abym wykładał w jednej z nich religię. Zgodziłem się. Prowadziłem już wtedy szkolenia w dwóch prywatnych szkołach walki, które jak na tamte czasy dawały mi duże możliwości finansowe. To niesamowicie ładowało moje ego. Na imprezach, na dyskotekach, gdzie się zjawiałem, mówili za mną: „Patrz, to jest ten karateka, który strasznie napie……”. Z perspektywy czasu widzę, że było to żenujące, ale wtedy „jarało” mnie to strasznie… I w tamtym czasie zacząłem wchodzić w bardzo konkretną decyzję poświęcenia się na całe życie wschodnim sztukom walki. Chciałem wyjechać na Okinawę i trenować przez całe życie pod okiem wielkich okinawańskich mistrzów. Wiedziałem, że wyjazd ten będzie łączył się z bardzo konkretną inicjacją w sztukach walki, którą można porównać do chrztu w chrześcijaństwie. Polega ona na oddaniu swojego całego umysłu i ciała duchowi karate na całe życie, a jest to duch buddyzmu, duch walczącej agresji, mimo całego nacisku na obronę w technikach walki…

chmielewskidominik

Moja rodzina jest bardzo wierząca. Mieliśmy taki zwyczaj codziennego wspólnego odmawiania dziesiątki różańca. Ja sam nie zauważałem jeszcze wtedy pewnej zdumiewającej rzeczy – było mi coraz trudniej skupić się na modlitwie. Chodziłem co niedzielę na Mszę Świętą, ale mój umysł zupełnie nie był w stanie skupić się na Eucharystii. Z drugiej strony mogłem np. przez godzinę bez trudu medytować zen w zupełnym odprężeniu i ciszy, skupiając się na energiach, które krążyły w moim ciele. Dopiero potem, gdy doświadczyłem Ducha Świętego, zrozumiałem, że są to dwie zupełnie różne moce, które w nas działają. Nie jest prawdą, że Bóg Jedyny i Prawdziwy jest wierzchołkiem góry i różne ścieżki duchowe do Niego prowadzą. Ale trzeba samemu tego doświadczyć.
W tym czasie działałem także w odnowie charyzmatycznej jako animator muzyczny. Pewien znajomy ksiądz zaprosił mnie do Medjugorie. Mówił, że są tam jakieś objawienia Matki Bożej i tak dalej… Zaraz do tego wrócę, muszę Wam się jednak najpierw do czegoś przyznać. Miałem wielkie problemy, aby przyjść na ten świat – by się urodzić. Moja mama poroniła pierwsze dziecko i gdy była ze mną w stanie błogosławionym, bardzo przeżywała to, czy się urodzę. W którymś miesiącu ciąży okazało się na podglądzie, że jestem owinięty pępowiną w taki sposób, że jeśli będę chciał wyjść z łona mamy, to się uduszę. Lekarze byli bezradni i nie wiedzieli, co zrobić. Wtedy moja mama bardzo gorąco zaczęła modlić się do Matki Bożej i powiedziała Jej z całą świadomością, że oddaje mnie Jej na własność, że Maryja może zrobić ze mną co chce, bylebym tylko się urodził. Jak się wkrótce okazało, pępowina „nie wiedzieć czemu” cudownie pękła – ku zdziwieniu lekarzom… a ja przepięknie urodziłem się – tak, że nie tylko się nie udusiłem, ale urodziłem się cały i zdrowy.
Wracając do Medjugorie. Kiedy tam przyjechaliśmy – ja i moich dwóch kolegów, z którymi przyjechałem, też związanych ze sztukami walki, przeraziliśmy się intensywnością programu. W domu miałem problemy z odmówieniem jednej dziesiątki, a tam miałem odmawiać całe 3 części różańca! A dodatkowo jeszcze Msza Święta, modlitwa o uzdrowienie, modlitwa o uwolnienie… No ale, jak już jesteśmy – pomyślałem – to idziemy… Rzeczą, która najbardziej zdumiała mnie na początku było to, że w Medjugorie te modlitwy, które mówisz w domu i ciebie nudzą, tam odmawiasz z lekkością, z radością, z życiem. Postanowiłem jednak być człowiekiem bardzo chłodnym i analitycznym w odbieraniu tego miejsca. Nie chciałem poddać się sugestiom innych ludzi dotyczących dziejących się tam nadprzyrodzonych wydarzeń.
Na drugi dzień okazało się, że jesteśmy zaproszeni na górę Podbrdo, na objawienie się Matki Bożej. Przybyło nas tam ze 2 tys. osób. Dopchałem się z kolegami do krzyża, przy którym objawia się Maryja, by być jak najbliżej tego niezwykłego wydarzenia. Była godz. 21:30, cudowny klimat, ludzie rozmodleni, śpiewy uwielbiające Jezusa… Nagle zorientowałem się, że stoję blisko Iwana – jednego z widzących. Jeszcze pamiętam, jak odezwałem się wtedy do kolegów: „Patrzcie, to jest doskonały zen. Tak powinniśmy medytować, w takim skupieniu, jak ten koleś tutaj…”.
Około godz. 22:30 stało się… Ivan nagle zerwał się, klęknął, podniósł głowę i zaczął z kimś rozmawiać. Wszedł w ekstazę. Kapłan, który był przy nim, wziął mikrofon i powiedział, że właśnie Matka Boża przyszła i jest już wśród nas. Wszyscy uklęknęli, ja miałem przed tym opory i nie chciałem uklęknąć, starałem się to wszystko analizować bardzo sceptycznie i na spokojnie. I w pewnym momencie coś się stało. Przyszła do mnie niesamowita fala takiej czułości i takiego szczęścia, że moje ciało, moje emocje, wszystko zaczęło się we mnie totalnie wywracać. Zacząłem płakać jak dziecko. To doświadczenie mocy było zupełnie inne od tego, które uzyskiwałem przez medytację po 15 latach treningu. Była to odczucie… najbardziej niezwykłej kobiety. Bardzo delikatna, bardzo subtelna i łagodna moc płynąca od Najpiękniejszej Dziewczyny we Wszechświecie. Rozwaliło mnie to zupełnie. Czułem, jakby mnie Ktoś przytulał, modlił się nade mną i szeptał prosto do serca, jak bardzo jestem kochany… Trwało to około 15 minut, po czym widzący wstał, wziął mikrofon i zaczął opowiadać o tym, co Matka Boża mówiła, jak wyglądała…
Wtedy runął mi zupełnie obraz Maryi, który miałem wcześniej. Wcześniej wyobrażałem Ją sobie siedzącą na tronie, z berłem i Dzieciątkiem na ręku, patrzącą gdzieś z daleka na ten świat, jako kogoś bardzo dalekiego ode mnie. Mówiło się zdrowaśki do Matki Bożej, ale tak naprawdę zupełnie Jej nie odczuwałem. A tu słyszę, że Maryja wygląda mniej więcej na 17-18 lat, ma około 164 cm wzrostu, niebieskie oczy, kruczoczarne włosy, jest niezwykle delikatna, ale moc, która płynie z Niej, z Jej spojrzenia jest niesamowita. Szczególnie Jej oczy są niesamowite. Widzący nie wpadają w ekstazę z faktu, że widzą Matkę Bożą, tylko z olbrzymiego przeżycia w zobaczeniu, jak Ona wygląda. Ivan mówi, że nazywa Ją piękną, ale to słowo w stosunku do Niej nic nie znaczy. Trzeba Ją zobaczyć, by zrozumieć. Jej piękno nie jest stąd, nie jest z tego świata! Mówi, że nigdy nie widział piękniejszej Dziewczyny. Ona jest taka delikatna i taka piękna! Inna z widzących mówiła to samo, że nie może znaleźć słów, by opisać Jej piękno, gdyż nie ma takiego piękna na ziemi. Nie ma żadnej osoby, która by Ją przypominała. Ona jest zawsze piękniejsza. Gdy jest się przy Niej, ma się chęć tylko płakać ze szczęścia…
Napisałem później pracę licencjacką o objawieniach Matki Bożej w chrześcijaństwie. Okazało się, że w ciągu tych 2000 lat wszyscy widzący Maryję widzieli praktycznie to samo – najpiękniejszą nastolatkę świata o urodzie i piękności takiej, że niemożliwe jest opisanie Jej opisanie. Patrząc na Maryję człowiek całkowicie wymięka. Kto odkrył Maryję naprawdę, ten odkrył promieniowanie Jej niesamowitej czułości i miłości, delikatności połączonej z niesamowitą mocą i wolą walki z szatanem. Taka jest Maryja z Nazaretu, Największa Wojowniczka Boga. Gdziekolwiek Ona się pojawi, szatan jest miażdżony.
Po tym objawieniu ludzie padali sobie w ramiona. Zapanowała wielka radość i pokój. W tym stanie uniesienia ludzie zaczęli wracać do swoich kwater, a ja, wstrząśnięty, postanowiłem sobie usiąść jeszcze przy tym kamieniu, pod krzyżem. Tam powiedziałem Maryi:
„Jeśli to wszystko, co tutaj się dzieje, jest prawdą, a nie tylko moim emocjonalnym rozchwianiem, to proszę Cię, Maryjo, abyś jeszcze raz przyszła i została tutaj ze mną, bo muszę coś bardzo ważnego w życiu zrobić i muszę Ci o tym powiedzieć.”
Siadłem sobie na kamieniu i powtórnie otrzymałem dar bardzo silnego odczucia Jej obecności… Siedziałem na tym kamieniu, Ona siedziała obok mnie i opowiadałem Jej o wszystkim, o całym moim życiu, o przyszłości… Co to było za odczucie… nie zapomnę tego do końca życia!
W końcu kumpel mówi: „Dominik, idziemy już na kwatery! Zobacz jak długo tu siedzimy…”. Ja mówię: „Stary, daj spokój, jeszcze pół godziny.” A on na to: „Zobacz, która jest godzina.” Ja patrzę na zegarek: 01:30 w nocy. Zdumiony nie wierzyłem, że siedziałem tam tak długo… czas po prostu przestał dla mnie istnieć.
W końcu wróciliśmy na kwatery, a ja nie mogłem zasnąć. Cały czas, niesamowicie wzruszony postanowiłem to wszystko co odczuwałem przelać na papier. Napisałem list do Maryi, w którym oddałem Jej całe moje życie – swoją dziewczynę, sztuki walki, moich przyjaciół, całą moja przyszłość, wszystkie plany na życie, które miałem. Schowałem ten list do kieszeni i dopiero wtedy usnąłem.
Na drugi dzień poszliśmy do jednej z widzących – Vicki. Ta opowiadała nam przepięknie o Matce Bożej, o przesłaniach Maryi do świata i zakończyła niespodziewanie słowami:
„Jeśli ktoś chce coś szczególnego powiedzieć Matce Bożej, to dzisiaj wieczorem, kiedy Ona przyjdzie do mnie, dam Jej tę informację od was. Dlatego, jeśli ktoś chce, to niech coś napisze i da mi, a ja Jej to przekażę.”
Szybko sięgnąłem do kieszeni i pierwszy przekazałem Vicce mój list.
Wróciłem do domu, do Polski w stanie niezwykłego duchowego przebudzenia. Nie rozstawałem się z różańcem, zacząłem pościć o chlebie i wodzie, wyłączyłem telewizor, muzykę… Moi rodzice byli wtedy na rekolekcjach Oazy Rodzin. Zadzwonili do mnie z pytaniem, jak tam było. Powiedziałem, że nie jestem w stanie tego opisać. Zaproponowali więc, abym do nich przyjechał i wszystko im opowiedział…
Na miejscu było około 60 osób – rodzin z małymi dziećmi i dwóch kapłanów. Kiedy zacząłem opowiadać o Medjugorie, było około godziny 22:00. Skończyłem opowiadać gdzieś koło północy. Rodzice patrzyli na mnie takimi oczami, jakby zobaczyli ducha. Obecni tam księża, którzy mnie znali, byli w niezłym szoku. Na końcu powiedziałem im, że tam – w Medjugorie – otrzymaliśmy specjalne błogosławieństwo od Matki Bożej, które mamy przekazywać wszystkim innym, w celu nawracania ich i przyjęcia błogosławieństwa Bożego. I jeśli chcą, to mogę im to błogosławieństwo przekazać. Księża patrzą na mnie… – wyobraźcie sobie: koleś przyjeżdża nie wiadomo skąd i jakieś błogosławieństwo chce przekazywać… Rodzice też za bardzo nie wiedzieli co się dzieje. Było tam kilkanaście małżeństw, które przy kawce słuchały tego wszystkiegoI nagle zrobił się niesamowity harmider. Tamci pobiegli po inne małżeństwa, zaczęli budzić dzieciaki o 24:00, schodzić się całymi rodzinami. Ja kładłem na nich ręce, błogosławiłem… co się tam działo…tyle pokoju i radości w sercach tylu ludzi…
Kiedy wróciłem do domu kręciłem okrążenia na różańczyku, jedno okrążenie za drugim, nie nudząc się, nie mogąc się nasycić modlitwą odczuwając niesamowitą radość, szczęście i pokój serca. Szczególnie niezwykłe było doświadczenie pokoju serca, daru Ducha Świętego od Maryi Królowej Pokoju. Zobaczyłem, że wyciszenie zmysłów, które uzyskiwałem w czasie medytacji zen, to zupełnie inne doświadczenie niż pokój serca, dar Ducha Świętego. Po dwóch dniach zadzwonił do mnie przyjaciel znad morza i mówi: „Słuchaj, od trzech dni trwa zgrupowanie karate, które miałeś prowadzić. Gdzie ty jesteś?”
Rzeczywiście, zupełnie o tym zapomniałem. Zapakowałem kimono do plecaka i pojechałem. Na treningu wszyscy spojrzeli na mnie zdumieni, ponieważ do czarnego pasa przy kimonie przywiązałem różaniec. Nic nie powiedzieli z szacunku, a może i ze strachu, że dostaną bęcki za głupie uśmieszki, ale spojrzenia mieli przedziwne. Poprowadziłem trening jak zawsze, czyli pokazywałem im, jak na pięćdziesiąt różnych sposobów można kogoś zabić, a potem wyjąłem swój różaniec i powiedziałem, że dzisiaj nie będzie medytacji, tylko opowiem im o miłości Pana Boga do każdego z nich i opowiem, kim jest Matka Boża… I najciekawsze było to, że tak słuchali mnie przez dwie godziny, a na końcu wszyscy chcieli przyjąć błogosławieństwo Matki Bożej. Tak więc kładłem na nich ręce i przekazywałem je modląc się nad nimi.
Dużo by jeszcze opowiadać… Ponieważ byłem dosyć znany w środowisku młodzieżowym w Bydgoszczy, zaczęto mnie zapraszać na różne rekolekcje. Głosiłem Słowo, mówiłem o Medjugorie, o Maryi. Bardzo dużo osób się nawracało, do tego stopnia, że zaczęliśmy organizować pielgrzymki do Medjugorie – tylko dla młodzieży. Utworzyliśmy grupy medjugorskie Matki Bożej, gdzie młodzież modliła się trzema częściami różańca dziennie i pościła o chlebie i wodzie w środy i piątki. Działy się wielkie rzeczy, znaki i cuda nawróceń wręcz zdumiewających!
Kilka miesięcy później, będąc w Dębkach niedaleko Żarnowca, ćwicząc intensywnie na treningu karate, zacząłem odczuwać, że wykonując techniki karate, przenika mnie złowrogi niepokój, nie wiadomo skąd. Trening, który kiedyś przynosił mi ogromną radość, teraz nie wiedzieć czemu stał się odczuwaniem niewytłumaczalnego lęku i niepokoju. Straciłem cały pokój serca i radość, który miałem dzięki modlitwie. Nie mogłem sobie z tym poradzić. Wiedziałem, że niedaleko mieścił się klasztor benedyktynek i pewnego dnia poszedłem tam. Na furcie powiedziałem, ze chciałbym porozmawiać z jakąś mądrą siostrą. Po chwili wyszła do mnie jedna z sióstr, która tak na mnie popatrzyła, uśmiechnęła się i powiedziała: „Czekałam na ciebie.” Usiedliśmy sobie w pokoju i zaczęliśmy rozmawiać tak, jakbyśmy się znali od zawsze. Na końcu powiedziała mi: „Słuchaj, Matka Boża ma dla ciebie wspaniały plan, ale tym, co cię od Niej odgradza jest sztuka walki, którą trenujesz. Wybór należy do ciebie.”
Byłem zdumiony… Myślałem, że będę przyprowadzał do Matki Bożej chłopaków, którzy sami od siebie nigdy do kościoła nie przyjdą i to będzie taka fajna forma ewangelizacji, by poprzez sztuki walki doprowadzić ich do chrześcijaństwa. Ale ona kręciła tylko głową i mówiła:
„Nie, to są dwa różne źródła mocy, nie można tego łączyć. Nie można być jednocześnie chrześcijaninem i buddystą. Nie można trenować kogoś w bardzo brutalnych technikach walki, a jednocześnie otwierać się na Moc Ducha Świętego, który jest Pokojem, Czułością, Łagodnością całkowicie pozbawioną agresji…”.
Tak więc z ciężkim sercem, ale za wielką łaską Bożą podjąłem decyzję, że rezygnuję ze sztuk walki. Przyjechałem do Bydgoszczy, zrobiłem walne zebranie związku i złożyłem rezygnację ze stanowiska dyrektora technicznego ds. karate. Nie wiedziałem, co będzie dalej, ale moja decyzja była nieodwołalna.
Od tamtego czasu minęło przeszło 15 lat. Nadal przyjaźnię się z wieloma znajomymi z tamtego środowiska sztuk walk. Cały czas trzymamy się razem. Moi najbliżsi przyjaciele, z którymi trenowałem przez wiele lat, są dzisiaj ewangelizatorami w Bydgoszczy; jeden w środowisku biznesmenów, drugi już nie trenuje sztuk walki – zrezygnował z nich na rzecz sportów walki. Ma bardzo mocną sieć klubów taekwondo w Bydgoszczy i tam również propaguje drogę życia chrześcijańskiego wśród młodzieży.
Kończąc moje opowiadanie, Matka Boża coraz głośniej wołała mnie, abym się Jej oddał. To było z miesiąca na miesiąc coraz mocniejsze, coraz silniejsze, ale tak jak zawsze, było to: „Jeśli chcesz. Nie musisz, tylko jeśli chcesz.” Bardzo delikatnie, cichutko, aby nie przestraszyć, aby nie naruszyć wolnej woli, pytała:

„Czy chcesz być mój na zawsze, tylko dla mnie? Jeśli tego nie chcesz, będę cię kochać, będę cię błogosławić, dam ci szczęśliwą rodzinę. Ale jeśli chcesz zostać moim ukochanym kapłanem, to będziesz najbardziej szczęśliwy.”
No i tak się stało. Rok później wstąpiłem do zgromadzenia salezjańskiego…

fot: http://www.dabp.pl/
I tak, w wielkim skrócie, opowiedziałem Wam historię swojego powołania. Po wielu latach prowadzenia przez Maryję w życiu zakonnym, doświadczałem wielkich walk z szatanem, ale na Niej nigdy się nie zawiodłem. Ona zawsze była, jest i będzie przy mnie i przyjdzie po mnie w chwili śmierci, aby mnie przyprowadzić do Ojca Niebieskiego, tak jak to czyni każdego dnia już tu na ziemi – na modlitwie. Jej moc nad szatanem jest druzgocząca, Ona ma całą moc Boga, aby zmiażdżyć szatana. Tak bardzo to widzę w posłudze uwalniania i egzorcyzmach. W posłudze uzdrawiania widzę, że najpiękniejsze uzdrowienia dzieją się wtedy, gdy Ona prosi o nie Jezusa i Jezus dokonuje ich składając nas w Jej ramionach. A jednocześnie widzę jak szatan przeraźliwie Jej się boi i zrobi wszystko, żeby wyeliminować Ją z życia i z serca każdego dziecka Bożego. Widzę, że – tak jak w życiu ziemskim – relacje w rodzinie są wtedy najpiękniejsze, gdy dziecko ma kochającą mamę i tatę… tak w życiu duchowym dziecko najpiękniej się rozwija, gdy ma kochającego Ojca Niebieskiego i Najwspanialszą Mamę Maryję! Wtedy jest najbezpieczniejsze 🙂
Ks. Dominik Chmielewski
PS. Oto krótki filmik z czasów mojego trenowania karate: < zobacz >
Źródło : www.tajemnicamilosci

Za: http://www.tajemnicamilosci.pl/bohaterowie-wspolczesni/ks-dominik-chmielewski-wojownik-maryi.html

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Pomoc duchowa i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

36 odpowiedzi na „Od medytacji zen do Różańca św. i do kapłaństwa – dzięki Królowej Pokoju. Świadectwo ks. D. Chmielewskiego

  1. Dziecko Medziugorje pisze:

    Admini jesteście kochani 🙂
    Ale wpis. Normalnie nokaut 😀
    jakiś zen, złe energie, medytacje, Bydgoszcz i … nawrócenie w Medziugorje.
    Boży zbieg okoliczności?
    Idę odmówić dziękczynny Różaniec za ten wpis.
    Pokonaliście tym wpisem diabła jak się patrzy.

    Zdrowaś Maryjo, łaskis pełna…

    • TomaszWierny pisze:

      Bingo 😀
      Świetny wpis, niech wisi jak najdłużej na górze
      Do tego ten opluwany przez „Zen” aspekt przekazywania błogosławieństwa
      Hahaha, że trafiło na księdza nawróconego w Medziugorje, który medytował i zajmował się energią zen i to z Bydgoszczy.

      Mamusiu moja Niebieska Pani Ty to masz pomysły, akurat takiego zena nawrócić i jeszcze księdzem go uczynić

  2. Anonim pisze:

    Ksiądz pisze: „Z drugiej strony mogłem np. przez godzinę bez trudu medytować zen w zupełnym odprężeniu i ciszy, skupiając się na energiach”
    A potem:
    „“Nie, to są dwa różne źródła mocy, nie można tego łączyć”

    Ale wpis bomba!
    To jest taka słodka zemsta z Nieba.
    Wy nic nie musicie bronić Prawda sama się broni i to z samego Nieba.
    Normalnie mm uśmiech od ucha do ucha, jakby nie uszy, to by gębę dookoła obiegł 😉

  3. wobroniewiary pisze:

    O Różańcu 🙂

    „Ojcze Euzebiuszu, weź moją broń z kieszeni”. Ojciec Euzebiusz nie zrozumiał. Wtedy Ojciec Pio wyjął z kieszeni habitu koronkę różańca. Duchowe dzieci Ojca Pio wiedziały dobrze czym był dla niego różaniec. Cleonice Morcaldi pisze: „Tego wieczoru kiedy umarł, był na werandzie, tam gdzie zwykle. Z bronią w ręku.

    Przysłała mi Ula 😉

    • wobroniewiary pisze:

      A te słowa mówi nam dziś św. O. Pio
      9. Pokusy przeciw wierze i czystości są towarem oferowanym przez wroga, ale się go nie bój i traktuj z pogardą. jak długo on krzyczy, oznacza to, że jeszcze nie zagnieździł się w twojej woli. Nie denerwuj się tylko dlatego, że ten zbuntowany anioł wystawia cię na próbę; wola niech zawsze sprzeciwia się jego sugestiom, żyj spokojnie, ponieważ nie ma w tym twojej winy, ale jest upodobanie Boga i pożytek płynący dla twej duszy (Epist.III, s. 422n).

      • Sebro pisze:

        Dzięki za te słowa. Oj jak on krzyczy ostatnio – głośno i natrętnie. I jeszcze głupimi podpowiedziami bombarduje.
        Dobrze, że Matka ze swym Synem dają też znak swojej obecności przy mnie 🙂

      • Maria z Warszawy pisze:

        Kochani wspaniałe swiadectwo! po raz kolejny uzyskujemy dowód na to, że u Boga nie ma nic niemożliwego
        Mam pytanie do Adminki, jak badania o.k.

      • Admin pisze:

        Dwóch profesorów mówi o.k. a trzeci jeszcze coś szuka i ciągle stresuje.
        Taka sytuacja że dzieciątko w brzuszku u mamy a już ma kartę w centrum zdrowia dziecka, kolejne badania za miesiąc.
        Prosimy ciągle o modlitwę.

      • Maria z Warszawy pisze:

        Niech szuka, nie znajdzie z pomocą Bożą, tyle,że kosztuje to dużo niepotrzebnego stresu, ale z drugiej strony lepiej, że chce być pewien…kawałek dodatkowego papieru jeszcze nikomu nie zaszkodził a może czasami pomóć. Modlitwa będzie

  4. Sebro pisze:

    Piękne świadectwo. Łzy się same cisna do oczu. Powtórzę za poprzednikami – to swoista „atomówka” 😉

  5. Nowa pisze:

    Wpis bomba atomowa, potwierdszam :0
    Oto co dziś powiedział bp A. Dydycz o tych, co kpią z Maryi, profanują ją w świętych wizerunkach a ja dodam od siebie, że kpią z Niej w internecie:

    Dalej ksiądz biskup powiedział, że Maryja na Kalwarii przygotowała nas do tragicznych wydarzeń związanych z Jej osobą. ”Jednak teraz jest nam ogromny wstyd. Jak to możliwe, aby czyjaś ręka mogła sięgnąć przeciw Matce? Ale skoro ludzkie ręce sięgały przeciwko Synowi Bożemu?”. Jest to jednak szczególny apel, skierowany do nas, konkludował, abyśmy byli czujni i ”nie lekceważyli zła, które przenika do naszych domostw, serc, umysłów i tego, co kształtuje naszą osobowość. Lekceważymy bowiem wiele głosów i sięgamy do tego, co oczernia, ośmiesza i atakuje Pana Boga, Kościół oraz każdą świętość

    http://www.naszdziennik.pl/wiara-kosciol-w-polsce/29236,przemienmy-ten-bol-w-dobro.html

  6. AA pisze:

    Hm, a jakby tak dać tytuł „Wyznawca zen z Bydgoszczy nawrócony w Medziugorje” 😀 😀

    Dziękuję za wspaniały wieczór i poprawienie nastroju 😉
    Nie wiem czy jest coś w stanie przebić.
    Chyba że świadectwo jakiegoś zakonnika z Lublina … 😀

    • Maria z Warszawy pisze:

      Kochani, a co byscie powiedzieli na swiadectwo nawrócenia tych co nami rzadzą???? To by dopiero było cośśśśś!!!!

  7. Patriota i katolik pisze:

    Piękne świadectwo.
    Ja modlę się do Królowej Pokoju o pokój w naszej Ojczyźnie i przypominam, że jutro 3-cia rocznica Smoleńska.
    Smoleńsk – pamiętamy! Katyń 1940-Smoleńsk 2010!
    Maryjo, Królowo Pokoju wyproś nam u Swego Syna pokój i normalne rządy.
    Niech Twój Syn króluje i niech się rozwija pielgrzymowanie od Królowej Polski do Królowej Pokoju.

  8. wobroniewiary pisze:

    Wczoraj było Zwiastowanie, dzień duchowej adopcji
    Do Matki Bożej z Medziugorje i do Matki Bożej Królowej Polski dodam coś na temat Maryi z Guadalupe

    Podczas Mszy św. w intencji dzieci zabitych przed narodzeniem, z obrazu Matki Bożej z Guadalupe, w Sanktuarium w Meksyku, wydobyło się światło, które – na oczach tysięcy wiernych – utworzyło kształt ludzkiego embrionu, podobny do obrazu widzianego podczas badań echograficznych

    http://sanctus.pl/index.php?id=150&module=aktualnosci

    • Maggie pisze:

      Matka Boza z cudownego obrazu w Guadelupe jest brzemienna, wiec jest szczegolna opiekunka dzieci poczetych i ich matek…a to swiatlo to cudowny znak.

  9. wobroniewiary pisze:

    Świadectwo osoby adoptowanej duchowo o cudownych skutkach posługi modlitewnej.
    Moje świadectwo nie jest może nadzwyczajne, pragnę się jednak nim podzielić i zachęcić innych do podejmowania Duchowej Adopcji.
    Kiedy poroniłam moje pierwsze wyczekane i wymodlone dziecko (mam chorobę, która powoduje problemy z płodnością) poszłam się pomodlić do kościoła Najświętszego Zbawiciela przed cudownym obrazem świętego Judy Tadeusza. Żaliłam się Bogu i pytałam się Go, co mam zrobić, żeby mieć żywe dziecko. Wtedy zobaczyłam wyłożone tam ulotki o Duchowej Adopcji. Pomyślałam: „Czy to ma być odpowiedź Boga?”.
    Przecież kilka dni po stracie swojego dziecka, którego tak pragnęłam, nie jestem w stanie modlić się o życie cudzego, które ten ktoś ma pewnie bez żadnych starań i wcale go nie chce. To zbyt trudne zadanie. Ale gdy minęło kilka miesięcy i miałam ponownie starać się o dziecko, postanowiłam je podjąć. Czułam, że powinnam.
    Duchową Adopcję podjęłam w Uroczystość Zwiastowania Pańskiego. Tydzień później zaszłam w ciążę. Nie obyło się bez problemów. Wyglądało na to, że znowu poronię, ale mimo komplikacji, które nękały mnie dużą część ciąży, miesiąc przed terminem urodziłam zdrowe dziecko. Gdyby mój syn urodził się w terminie, Duchową Adopcję ukończyłabym równocześnie z jego przyjściem na świat, a tak kontynuowałam ją do Bożego Narodzenia z dzieckiem obok siebie.
    Ale to nie koniec historii. Zaraz po Bożym Narodzeniu mój miesięczny synek zaraził się grypą. Trafił do szpitala, gdzie przyplątała mu się sepsa szpitalna. Był w bardzo ciężkim stanie, o krok od śmierci. Sama go chrzciłam leżącego pod respiratorem.
    Ale i tym razem z Bożą pomocą daliśmy radę. Obecnie ma skończone dwa miesiące, jest zdrowy, rośnie i rozwija się prawidłowo. Teraz moim przykładem chcę podzielić się z innymi. Być może będzie on komuś pomocą lub zachętą do modlitwy.
    Cecylia
    Źródło: http://www.duchowaadopcja.com.pl/duchowa_21.html

    • Edyta pisze:

      Ja bardzo dziękuję za Twoje piękne świadectwo. pięknie mnie zachęciłaś. Ja mam dwoje nastoletnich zdrowych dzieci, ale one odeszły od Boga… Może jak podejmę duchowa adopcję, to też pomogę moim dzieciom wrócić do Pana Boga?

  10. Czekajacy pisze:

    Ja również miałem ŁZY jak czytałem pierwszy raz!

    PS:
    dziś się dowiedziałem, że znajomy ksiądz został poproszony podczas wizyty duszpasterskiej o…
    UWAGA
    …pobłogosławienie pieczęci..!

    Poproszę go, że dał świadectwo u nas na portalu!

  11. ula pisze:

    no super swiadectwo, jednak w zboczeniu zawodowym najbardziej udezylo mnie to, ze pekla pepowina i dziecko ani matka sie nie wykrwawili na smierc! szczegolnie wtedy, tyle lat temu…

    • wobroniewiary pisze:

      W 1999 roku miałam podobnie, dziecko owinięte pępowiną, ale nie pękła, urodzony w zamartwicy tylko 1 stopień w skali Agpara, pediatra moja miała dyżur, dała mi go zobaczyć (tu bardzo dziękuję p. dr Grażynie J., bardzo wierzącej i oddanej pani dr) pokropiłam go wodą święconą, funkcje życiowe zaczęły wracać. Byliśmy ponad miesiąc w szpitalu. Chłopak zdrowy całkowicie,

      Uderza w zestawieniu z wydarzeniami medziugorskimi data narodzin. Miał się urodzić 24 czerwca – ale dzień milczenia mama czyli ja ponad 30 godz podpięta pasami ktg i in. na stole. Już mieli wieźć na cesarkę ale postanowili wydusić… Urodził się 25 czerwca w dniu objawień Matki Bożej w Medziugorje.
      To cud, że przeżył – do dziś pamiątką jest wpis w książeczce „urodzony w zamartwicy” po pół roku sam siedział a w 8 m-cy chodził. Do dziś może ze 3-4 chorował na przeziębienie, raz tylko miał operację ręki

      • wobroniewiary pisze:

        Oczywiście wtedy nie wiedziałam o Medziugorje. Fakty związane z datą urodzin skojarzyłam dopiero w tym roku…
        Zresztą starsza córka urodziła się jak się okazuje w dniu rocznicy wzniesienia krzyża na Križevacu.
        Daty pozostałych narodzin też są takie znamienne
        Jeden 10 lutego – to 10 lutego w przeddzień święta MB z Lourdes Papież Benedykt XVI ogłosił decyzję o rezygnacji
        a najmniejsza córcia to „polityczna” – w rocznicę zawarcia Porozumień Sierpniowych

        Bóg jest obecny w życiu każdego. Trzeba tylko umieć odczytywać te znaki. Ja daty urodzin z marca i czerwca pokojarzyłam dopiero w tym roku po kilkunastu latach 🙂
        Nie mówiąc że moja związana z Chrystusem Królem i Świebodzinem 😀

  12. Dziecko Medziugorje pisze:

    A ja proszę o modlitwę za Vickę z Medziugorja

    Od wtorku 9 kwietnia widząca Vicka przebywa w szpitalu. Jej pobyt jest związany z bólem pleców. Vicka ma poważne kłopoty z plecami od czerwca 2011 roku, kiedy to jeden z pielgrzymów przypadkowo ją zranił. Przebywa w rzymskiej Poliklinice Gemelli tej samej, w której był leczony błogosławiony Jan Paweł II. Jej pobyt jest planowany na około dziesięć dni w czasie, których lekarze zdecydują czy będzie potrzebna kolejna operacja. Vicka wiele cierpi. Pamiętajmy o niej w modlitwach. Zdrowaś Maryjo…

    http://medziugorje.blogspot.com/2013/04/widzaca-vicka-w-szpitalu.html

  13. Maggie pisze:

    Wczoraj czytalam swiadectwo ks.D.Chmielewskiego. Ogarnelo mnie niezwykle cieplo i wzruszenie. Podzielilam sie dzis tym swiadectwem, choc sie spieszylam, czytajac przez telefon samotnej, wierzacej seniorce, ktora po chwili, ni stad ni zowad,pochwalila sie…pieczecia na ksero, otrzymana przed miesiacem (a czesto rozmawiamy!). Kiedy doszlam, ze ta pieczec to czartowskie kopyto „Marysienki”… wzywajac serdecznie Matke Najswietsza sprawilam, ze ta osoba spalila papierzysko i na dodatek „skropila pozostaly diabelski smrod” w mieszkaniu – woda egzorcyzowana i dodala krotki egzorcyzm. Jestem przekonana, ze to Najswietsza Panna sprawila, ze tak a nie inaczej skonczyla sie ta historia.
    Pisze o tym bo to dowod jak latwo wpasc w pajecze sieci zla, nawet nie posiadajac komputera.
    Chwala i dzieki Panu Bogu! Niech Matka Najswietsza ma w Swej Nieustannej Opiece zalozycieli i czytelnikow Waszej strony.

  14. Maciej Stachura pisze:

    [ Z całym szacunkiem ale swoje wątpliwości proszę kierować do autora, do ks. Chmielewskiego, my tylko zamieściliśmy Jego świadectwo. Admin ]

    Liczę na odpowiedź!

    Pozdrawiam

  15. Pingback: Rekolekcje z egzorcystą – posłuchaj i pomódl się modlitwami o uwolnienie razem z nami i z ks. Dominikiem Chmielewskim | W obronie Wiary i Tradycji Katolickiej

  16. Pingback: Rekolekcje zerwania ze złem – posłuchaj i pomódl się modlitwami o uwolnienie razem z nami i z ks. Dominikiem Chmielewskim | W obronie Wiary i Tradycji Katolickiej

  17. Pingback: Rekolekcje zerwania ze złem | Biały, bardzo biały

  18. Pingback: życie jest święte | Serce Jezusa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s