Polski pielgrzym po roku czasu dotarł pieszo z Gietrzwałdu do Kibeho – Różaniec Siedmiu Boleści Matki Bożej w Kibeho

Pokonał 14 krajów. W nogach ma 6200 km. Po prawie rocznej wędrówce polski pielgrzym dotarł do Kibeho, jedynego miejsca uznanych przez Kościół objawień maryjnych w Afryce. Wyruszył z sanktuarium w Gietrzwałdzie, będącego z kolei jedynym miejscem uznanych objawień maryjnych w Polsce.

Piotr Chomicki ma 33 lata, jest przedsiębiorcą z Warszawy. Wyruszył w drogę po tym, jak w czasie wizyty w Gietrzwałdzie natknął się na książkę o objawieniach na Czarnym Lądzie. Pielgrzymował, by głosić pokojowe orędzie Matki Bożej.

Kibeho jest nazywane afrykańskim Lourdes

Piotr Chomicki w Mąkolicach

„Po przeczytaniu książki o orędziach i objawieniach Matki Bożej z Kibeho poczułem w swoim sercu zaproszenie Maryi do odbycia pielgrzymki do miejsca tych jedynych objawień maryjnych w Afryce. Wyruszyłem 12 października 2012 r. z sanktuarium w Gietrzwałdzie, czyli miejsca gdzie to pragnienie pielgrzymowania się zrodziło. Był to dzień po rozpoczęcia w całym Kościele Roku Wiary” – powiedział Radiu Watykańskiemu Piotr Chomicki.
Po drodze miał do pokonania 14 krajów. „Do Turcji doszedłem pieszo. Stamtąd samolotem do stolicy Etiopii i dalej znów pieszo. Pokonałem pieszo 6200 km, z czego 2400 km przypada na Czarny Ląd. Cała pielgrzymka była bardzo spokojna, stonowana, bardzo dużo się modliłem. Na ostatnim odcinku, kiedy już wchodziłem do Kibeho, towarzyszyło mi trzech misjonarzy i jedna osoba świecka. Dotarłem do stóp Matki Bożej z ogromnym spokojem w sercu i radością, bo przecież przez prawie cały ostatni rok, dzień w dzień, rozważałem jej orędzie i pragnąłem dotrzeć do Kibeho” – wyznał polski pielgrzym.

Po dotarciu na miejsce Piotr Chomicki modlił się w miejscu objawień maryjnych. Rozmawiał także z mieszkającą w Kibeho Natalie, jedną z trzech dziewcząt, której przed ponad trzydziestu laty objawiła się Matka Słowa.
Za: http://gosc.pl/doc/1706764.Polski-pielgrzym-doszedl-pieszo-do-Rwandy

****************

Różaniec Siedmiu Boleści Matki Bożej w Kibeho

Modlitwa Różańca do Siedmiu Boleści Najświętszej Dziewicy Maryi

Pośród aspektów, jakie naznaczają specyfikę objawień w Kibeho, charakterystyczny jest Różaniec do Siedmiu Boleści Najświętszej Dziewicy Maryi. Tego różańca nauczyła nas sama Dziewica Maryja, za pośrednictwem Marie Claire Mukangango, kiedy się jej objawiła 6 marca 1982r. Tamtego dnia Najświętsza Dziewica wyznaczyła jej misję upowszednienia go na całym świecie.

W pierwszych dniach Dziewica Maryja poprosiła Marie Claire, aby ta sama odmawiała różaniec, przynajmniej dwa razy w tygodniu, zwłaszcza we wtorki i w piątki. We wtorki, ponieważ w tym dniu Ona jej się ukazała, a w piątki, ponieważ tego dnia wszyscy chrześcijanie są zaproszeni do szczególnego rozważania Męki naszego Pana. Potem Dziewica Maryja wielokrotnie prosiła ją, aby odmawiała różaniec do Siedmiu Boleści na głos, aby ci, którzy ją słyszą, mogli się go nauczyć.

Różaniec do Siedmiu Boleści w Kibeho
Różaniec ten został wydobyty na światło dzienne 3 marca 1982 r., w Kibeho, w czasie objawień, kiedy Dziewica Maryja obiecała Marie Claire Mukangango, że nauczy ją go odmawiać. Dziewica nauczyła tej modlitwy swoje dzieci po tym, jak wielokrotnie je prosiła (w czasie objawień Alphonsine i Nathalie), aby przyjęły cierpienie i niezwłocznie się nawróciły. Różaniec do Siedmiu Boleści został nam przypomniany, abyśmy pomogli sercu poczuć pragnienie zmiany i bezzwłocznego nawrócenia. Marie Claire wyjaśniła, że różaniec ma nam pomóc rozważać mękę Jezusa i wielkie cierpienia Jego Matki. Kiedy jest dobrze odmawiany, może sprawić, że w naszych sercach pojawi się siła lęku przed grzechem i oddalimy się od niego, ponieważ to grzech zawiesza Chrystusa na krzyżu. Kto odpowiednio to rozważa, czuje, że ma już w sobie siłę do czynów, które świadczą o jego wewnętrznej przemianie; ma już w sobie pragnienie codziennego rozważania tajemnic krzyża Jezusa, Wyzwoliciela ludzi, i zjednoczenia się z Nim w Jego cierpieniach i w cierpieniach Jego Matki. Biorąc pod uwagę znaczenie tego różańca, Dziewica Maryja osobiście nauczyła Marie Claire, jak go odmawiać. W czasie każdego objawienia Marie Claire miało miejsce odmówienie i rozważenie Różańca do Siedmiu Boleści. Czasami Dziewica Maryja prosiła ją o głośne relacjonowanie tego, co rozważała, żeby ludzie słyszeli i mogli nauczyć się z jej modlitwy. „31 maja 1982 r. Dziewica Maryja przypomniała jej autentyczne orędzie: „Proszę was, żebyście prosili o przebaczenie. Jeśli będziecie odmawiać ten różaniec, rozważając go, znajdziecie w sobie siłę, by wrócić do Boga. Teraz ludzie nie potrafią już prosić o przebaczenie. Wciąż krzyżują Syna Bożego”.

Marie Claire Mukangango też otrzymała misję nauczenia całego świata Różańca do Siedmiu Boleści. Czy miała takie możliwości, żeby odbyć podróż dookoła świata i nauczać tego różańca? Oczywiście, że nie! Dziewica Maryja powiedziała jej, że łaska Boża wszystko może, a ona będzie musiała zrobić wszystko, co możliwe, aby ten różaniec wszędzie był znany, nie opuszczając jednak kraju jako misjonarka. A więc tam, gdzie jest, musi robić wszystko, co możliwe, aby nauczać innych tego różańca. Zaś Marie Claire ujawniła, że ten różaniec nie jest po to, żeby zastąpić zwykły różaniec, ale raczej uzupełnić go, ponieważ skupia się on przede wszystkim na tajemnicach bolesnych Jezusa i Jego Matki.

Objawienia publiczne Dziewicy Maryi dla Marie Claire zakończyły się 15 września 1982 r., w dniu, w którym Kościół czci Matkę Bożą Bolesną. Ta zbieżność jest wymowna! Jasne jest, że zastrzeżona dla niej zasadnicza misja już się skończyła. „Biorąc pod uwagę fakt, że wielu ludzi zna już Różaniec do Siedmiu Boleści, a w każdym razie, jeśli chcieli, mogą już go znać, nie spotkamy się już w obecności licznej publiczności. Oczywiście odwiedzę cię od czasu do czasu i przypomnę to czy tamto, ale odtąd będą to prywatne spotkania”. Nie ma wątpliwości, że Różaniec do Siedmiu Boleści jest zasadniczym elementem objawień w Kibeho. Dziewica Maryja pożegnała się z Marie Claire, ale ta dalej nauczała różne osoby modlitwy różańcowej. Dla wielu z nich  misja widzącej była zbawienna. Przyniosła im duże korzyści duchowe, przede wszystkim nawrócenie do Boga i zmiany w życiu.

 Jak odmawiać różaniec do Siedmiu Boleści

Modlitwa wstępna
Mój Boże, ofiarowuję Ci ten różaniec na cześć siedmiu głównych boleści Maryi, na Twoją większą chwałę, moje nawrócenie i nawrócenie wszystkich ludzi na wiarę w Twego umiłowanego Syna, Jezusa Chrystusa- nasze zbawienie i naszą jedyną drogę do Ciebie, w jedności z Duchem Świętym, na wieki wieków.
Amen!

 Akt żalu
Mój Boże, bardzo żałuję, że Cię obraziłem, podczas gdy Ty jesteś nieskończenie dobry, nieskończenie łaskawy, a grzech jest Ci przykry. Podejmuję stanowcze postanowienie, z pomocą Twojej świętej łaski, że nie będę Cię już obrażał i okażę żal za grzechy. W tym żalu chcę żyć i umrzeć. Amen!

Następnie rozpoczyna się rozważanie Siedmiu Boleści Dziewicy Maryi…
1) Boleść Pierwsza
Starzec Symeon zapowiada Maryi, że miecz przeniknie Jej duszę
Słowo Boże: Ewangelia według św. Łukasza 2, 25-28a; 33-35
A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek sprawiedliwy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż zobaczy Mesjasza Pańskiego. Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy Rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia i błogosławił Boga. (…) A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: „Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu”.

Rozważanie

Proroctwo Symeona dotyczące Maryi było z pewnością wielkim cierpieniem. Maryja przestrzegała przepisów Prawa oczyszczenia (Księga Wyjścia 13, 2-13), chociaż to Prawo nie dotyczyło Jej bezpośrednio; biorąc pod uwagę fakt, że poczęła bez grzechu, przyszła do świątyni nie po to, żeby się oczyścić, ale żeby ofiarować Bogu Syna, którego otrzymała od Boga. Ofiarowała Bogu z wielką miłością i publicznie tego, którego nigdy nie przestała Mu ofiarowywać w świątyni swojego serca. Wiedziała, że to Dziecko bardziej należy do Boga niż do Niej. To skłoniło Ją do ofiarowania go z pokorą i wdzięcznością, na wzór świętej ofiary bez skazy. Kiedy już ofiarowała Bogu swojego Syna Jezusa, starzec Symeon przepowiedział, że miecz przeniknie Jej duszę, co oznacza, że ujrzy cierpienia swego Syna; zostanie On odepchnięty, opuszczony, żeby w końcu umrzeć jak złoczyńca na krzyżu.

Modlitwa
Boże, który tak bardzo nas kochasz, prosimy Cię, chroń nas przed zwątpieniem. Twoje dzieci często tracą nadzieję; niektóre widzą schyłek dnia, nie mając nadziei na nowy; inne widzą, jak dzień wstaje, a nie wierzą w jego schyłek! Wszystkie one boją się jutra, ponieważ nie uznają faktu, że przed nimi jest dobro. Daj nam, Panie, serce odważne jak serce Dziewicy, abyśmy poświęcili Ci nasze życie, a w ten sposób ujrzymy, że wszystko staje się nowe w Tobie. Pozwól nam przyłączyć się do Jezusa, aby nasze utrapienia stały się drabiną, po której dojdziemy do Ciebie, Królu królów.

Odmówić „Ojcze nasz”
i siedem razy „Zdrowaś Maryjo”.

2) Boleść Druga
Ucieczka do Egiptu …
Całość:
kliknij: http://kibeho-sanctuary.com/index.php/pl/liturgia/roaniec-siedmiu-boleci

About these ads
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, objawienia uznane przez Kościół, Pomoc duchowa. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

21 odpowiedzi na „Polski pielgrzym po roku czasu dotarł pieszo z Gietrzwałdu do Kibeho – Różaniec Siedmiu Boleści Matki Bożej w Kibeho

  1. Malgorzata Maria pisze:

    Na 24 wrzesnia w katedrze Sw. Stefana w Wiedniu jest przewidziane objawienie Matki Bozej z Medjugorje w obecnosci wizjonerki Maryji, kaplanow i wiernych. Przekaz rozpocznie sie o godz 16:00, o godz 18:40 objawienie, o 19:00 Msza Sw. Przekaz w jezyku angielskim na http://www.MaryTv.tv

  2. ircia pisze:

    Cos niesamowitego,wyczyn godny wielkiej pochwaly :) Nie mialam pojecia,ze inne objawienia Maryjne w Polsce nie sa uznane,np. pierwsze,ktore bylo w Gorce Klasztornej.

  3. malina pisze:

    Ks. Remigiusz Recław pisze
    https://www.facebook.com/profile.php?id=100001363701826&hc_location=stream

    Syria. Bardzo ostry film:

    Nasz misjonarz z Syrii potwierdza, że takie rzeczy robią rebelianci.
    Tak giną głównie chrześcijanie. Reżim już nie jest w stanie bronić ludności.
    Broni siebie.

    • wobroniewiary pisze:

      Dz za ten wpis
      Zajrzałam na konto ks. Remigiusza Recława i muszę dodać to zdjęcie z odpowiednim komentarzem :)

      Przykład godnego udzielania i przyjmowania Komunii Św. – ksiądz związany z Odnową w DŚ:)
      Więc prosimy o szacunek dla naszych charyzmatyków

    • Emi pisze:

      To sa BARBARZYNCY a nie ludzie
      Jaka nienawisc trzeba miec w sobie, zeby dopuscic sie takich aktow
      Powinnismy protestowac PRZED AMBASADAMI tych tyranow szczegolnie Arabi Saudyjskiej ktora popiera i finansuje rebeliantow obok USA i reszty.

    • Paweł W pisze:

      usuńcie ten film jest bardzo ostry. Boże Miej Miłosierdzie dla tych ludzi i dla ich oprawców.

  4. magdalena pisze:

    Boże to jest straszne…wieczny odpoczynek racz im dać Panie…

  5. Sebro pisze:

    A ja tak w temacie ale z innej strony. Takie wyczyna zawsze mnie zastanawiały. Jaki jest cel? Jak to rodzina znosi? No bo ja jakoś nie wyobrażam sobie zostawienia żony i trójki dzieci na rok. Pomijam fakt, że to wyczyn możliwy tylko dla bogatych, bo niewielu stać na wyposażenie, przelot i pozostałe koszty z tym związane. My tu u siebie też mamy takiego piewcę pokoju. Piotr Kuryło, który jak nie rowerem to biegiem przemierza świat w te i z powrotem niosąc orędzie pokoju – cokolwiek to znaczy. Ale wg mnie facet oddaje się swojej pasji i praktycznie olewa rodzinę, bo nigdy go w domu nie ma. W mediach to wygląda ładnie, ale jakie są realia?

    • Monika pisze:

      Właśnie – jakie są te realia? Czy rzeczywiście umiemy je obiektywnie oceniać? Czy znamy wszystkie fakty przy ocenianiu innych?
      Tak łatwo jest nam zawsze oceniać i osądzać innych – mimo, że nie znamy tu całej sytuacji i wszystkich faktów z życia tego młodego człowieka i jego samego też nie znamy.
      Tak naprawdę to nigdy nie wiemy do końca, dlatego w ocenianiu innych potrzeba trochę wstrzemięźliwości i pokory.
      O Piotrze wiemy, że pracował ale z artykułu nie dowiadujemy się przecież czy ma rodzinę, dzieci, czy może jest kawalerem i do końca nie wiemy co go do tego skłoniło i jakie ta roczna wędrówka przyniesie owoce? Choć sam Piotr powiedział:
      “Po przeczytaniu książki o orędziach i objawieniach Matki Bożej z Kibeho poczułem w swoim sercu zaproszenie Maryi do odbycia pielgrzymki do miejsca tych jedynych objawień maryjnych w Afryce.”
      Nie wiemy czy pełnił swoją wolę (czy jak kto woli swoje widzimisię) czy też świadomie wypełnił Wolę Bożą, jeśli faktycznie miał wyraźne przynaglenie czy zaproszenie od Matki Bożej.
      W każdym razie tak czy inaczej wiele go to musiało kosztować, bo nie jest łatwo podjąć trud takiego pielgrzymowania, zwłaszcza jeśli ma się przed sobą 6200 km.
      Tym bardziej nie wiemy jakie owoce przyniosła i przyniesie ta pielgrzymka, jak bardzo wpłynęła ona na niego samego, na jego życie i na życie osób, które go otaczają.
      Pan Bóg ma plan dla każdego człowieka a naszym zadaniem jest odkryć, odczytać ten Boży plan i go wypełnić, z Bożą pomocą oczywiście.
      Któż jak Bóg!

      • miciumpka pisze:

        Jakby mi mój mąż powiedział, że czuje tchnienie i sprzedaje wszystko (bo kasę musi mieć) i idzie na piechotę do Fatimy to bym mu najpierw kazała się przebadać, potem znaleźć dobrego spowiednika a potem ewentualnie jakby faktycznie to było “tchnienie” to musiałby się przede mną wytłumaczyć :P.
        A tak na serio, to zgadam się z Sebastianem – jak się ma rodzinę to niestety są sprawy ważne i ważniejsze – a rodzina jest najważniejsza.
        Bo po to się zakłada rodzinę, żeby rodzinę za sobą do Boga pociągnąć a nie na samotne wycieczki się wybierać.
        Ale tak jak Moniko napisałaś – nie wiemy jaka jest jego sytuacja.

      • Monika pisze:

        Sakrament – rzecz Święta a Pan Bóg zawsze na pierwszym miejscu.
        Z wszystkiego musimy spowiadać się Bogu i odpowiadać w końcu przed Bogiem a nie ludzmi i dlatego nie jest ważne co inni o nas powiedza, co myślą, jak bardzo źle potrafią oceniać i mówić kłamliwie, i jak czasem gotowi są kamienować słowami, bo poza Panem Bogiem w całej pełni nas nie znają i całej prawdy o nas nie wiedzą.
        Niestety czasem pozory mylą – każdy z nas to wie z własnego krótszego czy dłuższego życia. Tacy ludzie, którzy łatwo i bez zastanowienia oceniają – i to najczęściej negatywnie – to ich problem, jeśli może sami żyją w grzechu, gdy szukają drzazgi w oku bliźniego, nie widząc “tartaku” u siebie, bo nie chcą zwyczajnie dostrzec, że ktoś być może po prostu pełni Wolę Bożą.

        Lubimy i jakże często chcemy oceniać a zwłaszcza z góry wiemy co jest możliwe a co jest niemożliwe. Stawiamy Bogu granice.
        Nie wiemy czy pielgrzym Piotr ma żonę – to po pierwsze – ale mimo to już kusi nas, zeby to oceniać
        A gdyby okazało się, że ją ma albo miał, to czy mamy pewność, że np. to ona sama nie wpłynęła na jego decyzję? Przecież mogło tak być,że np.sama go do takiej pielgrzymki nakłoniła albo co najmniej poparła? Może się to wydawać niemożliwe, niedorzeczne, ale u Boga nie ma nic niemożliwego. Taka pielgrzymka może odmienić życie niejednej osoby i zmienić wszystko. A scenariuszy – jak i dlaczego do niej wogóle doszło może być teoretycznie bardzo wiele. Nie nam to oceniać, tym bardziej, że nie znamy wszystkich faktów.

        Świętemu Józefowi ukazał się anioł Pański we śnie po czym Św. Józef wziął Maryję do siebie i nie miał już obaw, gdy wiedział, że to jest Wolą Bożą. Zdał się na Pana Boga.
        A po ludzku? – Pewnie każdy z obecnie Jemu żyjących powiedziałby, że źle robi.

        Mt. 1,18-21 – “18 Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. 19 Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. 20 Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: «Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło.”

        Jezus jest Panem!

      • Sebro pisze:

        No cóż Moniko – najwyraźniej nie zrozumiałaś zagadnienia jakie poruszyłem. Skupiłaś się na zrobieniu nam wykładu o nie ocenianiu innych (przy okazji pisząc o oczywistych oczywistościach) jednocześnie oceniając nas – nieźle, co? Jeżeli dochodzi do tego, że nie można ot tak po ludzku pogadać na dany temat, by się nie spotkać z jakimś “wykładowcą” to może warto sobie zrobić przerwę.

      • Monika pisze:

        Sebro, nie musisz sobie robić przerwy, bo jesteś bardzo cenny na tej stronie i dobrze, że piszesz. Nie obrażaj się też za moje słowa które nie dotyczyły bezpośrednio Ciebie ale każdego z nas.
        Tym niemniej powiedz sam, czy nie są to Twoje słowa, Sebro?:
        - “Ale wg mnie facet oddaje się swojej pasji i praktycznie olewa rodzinę”
        - Czy wg Ciebie nie jest to ocenianie i wystawianie laurki, nie znając wszystkich faktów?:
        Mówisz: – “bo ja jakoś nie wyobrażam sobie zostawienia żony i trójki dzieci na rok.” tu wykazujesz delikatnie mówiąc dystans, żeby nie powiedzieć złośliwie: to ocena z pozycji z góry – bo tak można tę wypowiedź odebrać
        Pomyśl: gdyby ktoś o Tobie powiedział – “praktycznie olewa rodzinę” – byłoby fajnie?
        Na szczęście nikt tak nie mówi. Pewnie poczułbyś się dotknięty, bo to nieprawda i byłoby to krzywdzące, niesprawiedliwe.

        Ja nie znam Ciebie Sebro i m. in. dlatego nie mogę Cię oceniać, i Ciebie nie oceniam – jakim jesteś człowiekiem i co byś zrobił, gdyby…
        To co napisałam (m.in. o “tartaku” i kamienowaniu słowami) nie odbieraj tak bardzo osobiście, że to tyczy się akurat Ciebie oraz, że przeprowadziłam jakiś atak na Twoją osobę albo na wszystkich tu piszacych, bo to nieprawda i nie mam nic do Ciebie.
        A jeśli napisałam coś co jest wg Ciebie nieprawdą lub błahostką, rzeczą mało istotną, to wykaż to – raczej Sebro to Ty mnie nie zrozumiałeś.

        Zwróciłam uwagę tylko na ważny wg mnie problem, który niejednemu umyka, a który dotyczy myślę każdego z nas.
        Bo czyż nie jest to ważny problem a nie jakaś błahostka?
        Powtórzę: Lubimy i jakże często chcemy oceniać a zwłaszcza z góry wiemy co jest możliwe a co jest niemożliwe. Stawiamy Bogu granice.
        Niech zgłosi się do mnie ktoś,kto tak nie czyni a będę się Jego trzymać, bo będzie to oznaczało wielką pokorę.
        Wg mnie jest to poważny problem i często wynika z braku prawdziwej, silnej, ugruntowanej wiary, która góry przenosi i oczywiście z braku pokory.
        A problem dotyczy myślę każdego z nas – nie tylko Ciebie osobiście czy też innych ale także i mnie. Dlatego napisałam słowo: nam a nie Tobie:
        Napisałam: Tak łatwo jest nam zawsze oceniać i osądzać innych a nie: “Tobie oceniać”.
        Jakże często brakuje zwykłej wstrzemięźliwości i pokory każdemu z nas. Czyż nie?
        Nie wiem jak często to się zdarza innym ale myślę, że niejednemu jednak niestety zbyt często.

        A tak na marginesie, to jeśli ktoś może gdzieś ma taką malutką ale niezwykle cenną książeczkę:”Szkoła pokory” to bardzo proszę zgłosić się do mnie :) Będę wdzięczna.
        Dawno temu ktoś kiedyś pożyczył ją ode mnie i od lat szukam jej w księgarniach, jako jednej z najcenniejszych książek jakie wogóle miałam (szukałam także w internecie) – bezskutecznie.
        Z tego co wiem ta mała książka od bardzo wielu lat nie jest wydawana co moim zdaniem świadczy właśnie o tym jak mało dzisiaj ludziom zależy na ćwiczeniu sie w pokorze. Nikt nawet o to nie pyta. Kto dziś o tym myśli? Nie ma zapotrzebowania – nie ma tez książki.
        Nie ukrywam – bardzo by mi się przydała ale nie tracę nadziei,

        Pokój niech będzie z Tobą, Sebro!

      • wobroniewiary pisze:

        Monika pomyśl tylko, że Sebastian pisze z pozycji szczekliwego męża i ojca 3-ki dzieci, w tym małego Franusia.
        Czy zostawiłbyś Grzesia i swoje pieski na cały rok?
        Ty ich nie możesz zostawić na dzień, bo kto się nimi zaopiekuje, jadąc do Wąwolnicy szukasz opieki na psy. Owszem ktoś i zaopiekowałby się nimi przez rok cały. Ale dzieci małe to nie pieski (z całym szacunkiem)
        Sebastian nie wie czy TEN Pan ma dzieci w jakim wieku ale napisał to z pozycji swojej jako ojca. I miał do tego prawo.

        Ja pojechałam do Medziugorje rok temu i nie było mnie ponad 3 tyg. w domu a serce za małą mało nie pękło. Pod figurą Zmartwychwstałego lałam łzy jak bóbr z tęsknoty za małą Anią.
        Dlatego:
        1. PODZIWIAM TEGO PIELGRZYMA.
        2. ROZUMIEM SEBASTIANA
        3. NIKT NIE WIE CZY TEN PIELGRZYM NIE RYCZAŁ PO DRODZE Z TĘSKNOTY ALE PEŁNIŁ WOLĘ BOŻĄ.
        A rozmawiać dyskutować można. Po to jest ta strona ;)

  6. Ania pisze:

    Proroctwo o. Antonello w Skrzatuszu
    Bóg dał mi widzenie: niech stąd popłynie źródło wody żywej dla całej Polski – powiedział o. Antonello Cadeddu do tysięcy wiernych zgromadzonych przed sanktuarium
    Trwają uroczystości 25-lecia koronacji cudownej Piety w Skrzatuszu. Podczas adoracji Najświętszego Sakramentu o. Antonello, charyzmatyczny włoski rekolekcjonista, wygłosił proroctwo dla diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej.

    Przytulając się do monstrancji o. Antonello opowiedział o widzeniu, które otrzymał od Boga. Mówił o przekleństwie, które dotknęło te ziemie i wody w XVII i XVIII w. Potem zwrócił się do biskupa diecezji, przekazując mu prośbę od Matki Najświętszej.

    - Maryja prosi, by tu, w Skrzatuszu, na tym wzgórzu powstało źródło. Z niego popłynie siedem strumieni, które łączyć się będą ze sobą. Obok stanie figura Maryi Niepokalanej, miażdżącej głowę szatana. Niech z tego symbolu wody żywej popłynie zdrój wiary dla całej Polski – mówił włoski misjonarz.

    - Moja Mama wzięła mnie w ramiona, kiedy umarłem, ale z mojego serca – otwartego przez włócznię – wypłynęła woda żywa i krew, która uzdrawia. I tutaj wielu będzie się nawracać poprzez spowiedź. To miejsce jest święte! Wielu protestantów będzie się tutaj nawracać, a Maryja weźmie ich w swoje ramiona – zapewniał o. Antonello.

    Potem poprosił diecezjan: – Jezus błaga: ja chcę mieć w Koszalinie kościół otwarty przez całą dobę, gdzie wiele moich świeckich dzieci będzie adorować wieczyście Najświętszy Sakrament w intencji całej Polski. Jezus prosi was o to. Nie za klauzurą, ale w kościele, który wskaże ksiądz biskup.

    Potem o. Antonello zaprosił do ołtarza wszystkich, którzy zadeklarowali chęć bycia w grupie oddającej nieustanną część Jezusowi i wstawiającymi się za Polską.

    Strumień tych pątników płynie do ołtarza, by zostawić swoją deklarację z adresem i prosić o błogosławieństwo.

    Na skrzatuskim placu przy ołtarzu polowym jest obecnie ponad 7 tys. pątników. Kolejni wciąż jeszcze zmierzają do sanktuarium.

    W południe rozpocznie się Msza św. pod przewodnictwem kard. Kazimierza Nycza.

    Na godz. 15 przewidziana jest modlitwa wstawiennicza z o. Antoenllo i Enrique
    http://koszalin.gosc.pl/doc/1706212.Proroctwo-o-Antonello-w-Skrzatuszu?fb_action_ids=553412304713300&fb_action_types=og.likes&fb_source=other_multiline&action_object_map=%7B%22553412304

  7. Monika pisze:

    Polecam książkę, do której m.in. zachęca portal Żywa Wiara:

    http://www.zywawiara.pl/ksiazki?od=2
    “O Mszy Świętej najprościej.” – autor: Ks. Jerzy Stefański
    Opis; “Człowiek, który w pełni uczestniczy we Mszy Świętej, jest największym bogaczem świata. Zostaje bowiem obdarowany samym Bogiem, Jezusem Chrystusem. Z miłości do nas stał się On człowiekiem, a potem, by być jeszcze bliżej, stał się dla nas pokarmem i każdego z nas pragnie karmić Sobą.
    Wszyscy milionerzy są nędzarzami wobec tego, kto z wiarą uczestniczy we Mszy Świętej i świadomie przyjmuje Komunię Świętą.
    Ta niewielka książka ma pomóc nam jeszcze głębiej zrozumieć ten Dar i Tajemnicę. Została napisana prostym językiem przez wybitnego polskiego liturgistę.”
    Wersja w dużym formacie – 4,99.
    wersja w małym kieszonkowym formacie – 2,49,
    wersja audio (na płycie CD) – razem z książką – 9,99.

    W prosty i niezwykły sposób poznajemy największe sekrety naszej wiary. Idealna lektura na rok wiary.
    Płyta jest częścią projektu “Wejdźmy na szczyt” Pragniemy nim zachęcać osoby wierzące do wchodzenia na najwyższy szczyt chrześcijaństwa. Jest nim oczywiście Eucharystia – żywy, prawdziwy Bóg, będący pokarmem człowieka.

    Jedna z opinii o tej książce:
    “Rzeczywiście, książka ta jest napisana prostym i zwięzłym językiem. Opisuje po kolei wszystkie el liturgii Mszy Św. łącznie ze sposobami jej sprawowania oraz określeniem ustalonych postaw, które należy w jej trakcie zachowywać (np. jak podawać sobie znak pokoju). Każdy rozdział kończy się jedno-dwuzdaniowym rozważaniem lub pytaniem mającym pogłębić osobistą refleksję nad danym tematem. Bardzo dobra książka dla wszystkich którzy nie do końca znają i rozumieją liturgię mszalną. Polecam!”

  8. Monika pisze:

    Polecam też audiobook: “Fitness Duchowy.”:
    http://www.zywawiara.pl/ksiazki/art-480.html
    Cykl “Fitness Duchowy” to radiowa perełka. 96 odcinków powstało w latach 2003-04 w Radiu Archidiecezji Warszawskiej „Józef”, gdzie cieszyło się wielkim uznaniem i sympatią słuchaczy. Cykl stał się znakiem rozpoznawczym stacji i wytyczył na kilka lat standardy nowoczesnej, radiowej ewangelizacji.

    Starania autorów i wagę poruszanych przez nich spraw doceniło jury Międzynarodowego Festiwalu Filmów i Multimediów w Niepokalanowie, przyznając mu w 2004 roku I miejsce w kategorii Audycja Radiowa.

    Dziś autorzy cyklu zdecydowali się wydać wszystkie odcinki w formie płyty mp3, aby każdy podczas podróży czy długich postojów w korkach mógł usłyszeć, jak ćwiczyć się w cnotach zwalczając wady.

    Głównym trenerem fitness i autorem tekstów jest Ks. Stefan Moszoro-Dabrowski – z Prałatury Opus Dei w Polsce, publicysta tygodnika „Idziemy”, autor innych cykli radiowych, m.in.: „Wielkie Sprzątanie” czy „Duchowy Kodeks Drogowy”.

    Bardzo wiele pozytywnych opinii na temat tego audiobooka. Oto niektóre z nich:
    http://www.tolle.pl/pozycja/fitness-duchowy
    1. “Ratunek jest tak blisko
    Autor znalazł szczęśliwą, bo trafiającą do odbiorcy formę wypowiedzi. Rzecz w sam raz na te szalone czasy pośpiechu, braku delikatności w kontaktach z bliźnimi, brutalizmu (zwłaszcza w mediach). Gdyby się rozeszła w milionie egzemplarzy, na pewno by odmieniła Polskę.
    Jan Wawrzyńczyk”
    2. “Pomoc w rachunku sumienia
    znakomicie się słucha i bardzo wciąga, ćwiczenia można potraktować jako przygotowanie własnego rachunku sumienia, do wykorzystania w każdym wieku, gorąco polecam
    Emilia Knutelska”
    3. “Świetna gimnastyka dla duszy
    Jestem pod ogromnym wrażeniem lektury “Fitnessu duchowego”. Codziennie słucham i ćwiczę, ćwiczę,….Sprezentowałam te płytę już pięciu osobom i nie mam cienia wątpliwości,co do tego, że poruszy Ich dusze i serca. Dziękuję.
    Jola G.”
    4. “najlepszy fitness jaki uprawiałam
    Rewelacja słuchamy całą rodziną i ćwiczymy , tata mama, Ada-11 l. i Karol 7 l. Brałam udział w różnych fitnessach,ale ten stawia na Najwyższą formę Dziękuje ,że mogłam go u Państwa wykupić
    Ewa Moszczuk”
    5. “Warto!
    Warto posłuchać. Dostajemy na tacy nasze wady i receptę na ich poprawę. Moje najmłodsze dziecko (8 lat) po wejściu do samochodu prosi “Mamo, włącz fitness” i słuchamy razem :)
    Małgorzata Mazurkiewicz”
    6. “polecam
    Polecam Wszystkim którzy chcą ,,NAPRAWDĘ ZACZĄĆ ŻYĆ ,, wspaniała pozycja na popołudniowy relaks z Bogiem
    Krzysztof Krajewski”
    7. Polecam!
    Fitness duchowy to mądre porady, walczenie z własnymi wadami a definicje tych słabości pozwalają zrozumieć ich przyczyny. Uczy spokoju wewnętrzenego.”
    8. jest lepsza od wizyty u psychologa.polecam
    Grażyna Liowska”
    9. “Perełka
    Słucham z wielką uwagą i ćwiczę duchowo :) Świetna pozycja wydawnicza. Polecam każdemu. Mobilizuje do pracy nad sobą i pokazuje świeżość naszej wiary i moralności. Nowa Ewangelizacja ! Można obudzić wielu “Śpiochów”, którym się nie chce nic ze sobą robić i zaczną chętnie pracować nad sobą i zaczną się cieszyć życiem. Znam ks. Stefana Moszoro – Dąbrowskiego z dni skupienia w Wyższym Seminarium Duchownym w Rzeszowie, z czasów gdy byłem klerykiem. Nie tylko jest nauczycielem, ale też Przewodnikiem na drogach wiary. Gratuluję Autorom i Wydawcom pomysłu. Polecam gorąco!
    ks. Czesław Matuła”

    Może ktoś jeszcze się skusi? Ja na pewno.
    Jezus jest Panem!

  9. Emi pisze:

    Dla przeciwnikow homodyktaturze, zbieraja podpisy

    http://www.stopdyktaturze.pl/

  10. Paul pisze:

    Fantastyczne rekolekcje z Robertem Tekieli.Polecam każdemu.Troszkę stare ale daje do myślenia.
    http://www.mati.com.pl/paulini3/?strona%2Cdoc%2Cpol%2Cglowna%2C1462%2C0%2C1330%2C1%2C1462%2Cant.html

  11. Monika pisze:

    Setki i tysiace Polaków wyjechało i nadal wyjeżdża za chlebem na całe miesiące i lata a często i na całe życie w obce kraje, zostawiając swoje dzieci i żony, którym ślubowali jakby nie było przed Bogiem, że ich nie opuszczą aż do śmiercii (bez względu na okoliczności) i jakoś nikt się tym za bardzo nie przejmuje i nie porusza tego problemu.
    A bynajmniej oni nie jadą na pielgrzymki.
    Czy zawsze jest to pełnienie Woli Bożej? Czy ktoś się nad tym zastanawia?
    Pewnie dla większości wszystko jest OK. Mam wrazenie, że jest to temat tabu albo inaczej: przyzwolenie na to, że tak właśnie należy robić, że to jest właściwe.
    Tłumaczenia: bo Ci co wyjeżdżają nie mają innego wyjścia, bo tak wielu innych to robi, bo tu nie ma żadnej pracy, bo nie ma co tu robić, bo tu umrzemy z głodu, bo dzieciom trzeba zapewnić przyszłość, bo rodzina jest najważniejsza i inne jeszcze tłumaczenia. Każde jest równie dobre.
    Dlatego o tym sie nie mówi, bo nie wypada. Wypada za to opuścić rodzinę i najbliższych i już nie wrócić.
    Z życia wiemy, że większość takich par (a moze nawet i prawie 100 procent), takich małżeństw prędzej czy później niestety się rozpada i kończy się to rozwodem.
    Doszło nawet do tego, że oprócz targów weselnych są już od dawna organizowane targi rozwodowe, które cieszą się dużym powodzeniem i także na tym się zarabia, bo jest zapotrzebowanie na tego typu usługi na rynku. Nie tylko wesela są modne.

    Miałam sasiada, Waldemara, który w życiu poznał bardzo wiele rozwiedzionych par tylko po wyjeździe za granicę i sypał jak z rękawa przykładami. Waldek prowadził zespół muzyczny, grał na weselach i obracał się wśród takich zostawiających żony a wyjeżdzających do pracy, za pieniędzmi – on nawet czasem “obstawiał”, mówiąc wprost ile czasu im daje, po wyjeździe za granicę (rok czy dwa) – mówił nieraz – przecież byli tacy zakochani i nierozłączni
    - bo z góry już, nauczony doświadczeniem, przewidywał i wiedział jak to się skończy. Mówił, że już się tego naoglądał w życiu i miał w tym spore doświadczenie a to tylko z własnych obserwacji.
    Niestety tak właśnie to się zawsze kończyło i jeszcze dodawał, że nie zna wyjątków – zapewne nie tylko wśród jego znajomych tak się dzieje.

    Znam wiejską rodzinę, gdzie matka wyjeżdżała przez długi czas za chlebem, bo mąż pił i nie wystarczało na życie a w tym czasie niedopilnowane dzieci tak bardzo opuściły sie w nauce, że nie zdawały z klasy do klasy, nie mówiąc juz o znacznych kłopotach wychowawczych, które pojawiły się od czasów jej wyjazdów. Ale tak naprawdę czy to było nie do przewidzenia przez matkę? Chyba zdawała sobie sprawę czym to będzie skutkować, ale jak sama później mówiła zadziwiona była rozmiarami tych skutków – do czego ta jej decyzja wyjazdów za chlebem doprowadziła. Sama mówiła, że skutki są już nie do naprawienia.
    Najpierw w trudnościach każdy jedzie za chlebem a jak sa już jakieś zarobione pieniadze na przeżycie, to się już nie przestaje jeździć, bo trudno jest wrócić i zostawić tamten “lepszy świat”.
    Albo inny przykład młodego małżeństwa, niemal po sąsiedzku – nadzwyczaj urodziwi, młodzi jeszcze ludzie, z których każde ma po kilkoro dzieci z poprzednich swoich związków a i wspólne ich dzieci też juz były, wszystkie dzieciaczki piękne jak z obrazka, zdrowe i dobrze wychowane, grzeczne
    - gdzie kobieta – matka po krótkim czasie wyjazdów za chlebem do Niemiec tak zasmakowała bogactwa i innego, “lepszego życia”, że zostawiła męża samego z tą całkiem sporą gromadką dzieci. Przyjechała tylko raz pożegnać się obwieszona dosłownie złotem – odeszła do bogatego i o wiele starszego od niej mężczyzny. Ale są i tacy, którży i pożegnać się nie przyjeżdżają i zostają na obczyźnie na zawsze.
    Ile to ja się takich historii nasłuchałam, nawet od babci – po osiedlach w Lublinie masę takich rodzin jest, co to juz matki czy ojca nie widzieli, bo wyjechał za chlebem.
    Czy my nie zdajemy sobie sprawy z tego jak często sie takie rzeczy dzieją?
    Wystarczy tylko wyjechać raz za granicę za przysłowiowym chlebem.

    Nie mówi się o tym. Zręcznie się unika, by nie wypowiedzieć czegos niepotrzebnie w tym temacie, bo to jest powszechne postepowanie. Czy słyszeliście aby księża o tym mówili w Kościele?
    Raczej w Kościele się z tym tematem nie spotkałam, może za wyjatkiem Wąwolnicy, gdzie Ksiądz infułat dobitnie i stanowczo kładzie nacisk, że Pan Bóg ma być na pierwszym miejscu, bo jak cokolwiek innego jest na pierwszym miejscu, to nic nie jest na swoim miejscu.
    Nawet rodzina nie powinna być na miejscu Pana Boga, ani żadna rzecz, ani żaden człowiek!

    Któż jak Bóg!

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s