Wyrwany ze szponów „energii” – świadectwo Krzysztofa Zielskiego. „Nagle ja, 40-letni mężczyzna, zaczynam odsłaniać zęby i warczeć. Jak pies”

Odsłuchaj świadectwa do końca, jak zniewolony energiami warczał na kapłana podczas modlitwy jak pies…
Przeczytaj i posłuchaj a potem sam mocą własnej wolnej woli podejmij decyzję co dalej i komu chcesz służyć bo nie można służyć dwom Panom!

zielski1

Mój obraz Boga wzięty był z filozofii Wschodu – że jest to forma energetyczna, przenikająca wszystko.
[…]A teraz zapomnijcie o tym wszystkim, bo ta energia jest inteligentna. Ona sama wie, co ma robić, ona sama uzdrawia. Potem była inicjacja. Mistrz wykonuje nad adeptem jakieś znaki, ale nie wiem dokładnie jakie, bo trzeba mieć wtedy zamknięte oczy i przyjmować to wszystko z zaufaniem. Ja po tym wszystkim czułem, jakbym miał w dłoniach rozpalone kule wielkości piłeczek pingpongowych. Potem mogłem już uzdrawiać
[…] Ksiądz znowu zaczął się modlić. A ja zacząłem się cały trząść. Ręce, nogi, wszystko. Nie do opanowania. Widziałem, co się ze mną działo, ale nie mogłem nad tym zapanować. Nagle ja, 40-letni mężczyzna, zaczynam odsłaniać zęby i warczeć. Jak pies! Ksiądz zaczął się wtedy modlić słowami Pisma Świętego, mówiącymi, że na dźwięk imienia Jezus zegnie się każde kolano. W tym momencie padłem z impetem na klęcznik, który o mało się nie przewrócił

Byłem bioenergoterapeutą….

Wychowałem się w rodzinie właściwie niewierzącej. Chrzest, Pierwsza Komunia – to jeszcze otrzymałem. Ale nic poza tym. Mój obraz Boga wzięty był z filozofii Wschodu – że jest to forma energetyczna, przenikająca wszystko. Ożeniłem się, urodziły się dzieci. Dzieci jak to dzieci – zaczęły chorować. Nic specjalnego: oskrzela, alergie. Ale te choroby były przewlekłe. Zainteresowałem się wtedy medycyną alternatywną. Zaprosiłem do domu bioenergoterapeutę. Przyszedł, zbadał dzieci wahadełkiem, zaczął je uzdrawiać poprzez przekazywanie energii. Przy okazji zbadał też mnie. Stwierdził, że mam bardzo wysoki poziom energetyczny i bardzo mocną aurę. Że mógłbym uzdrawiać samego siebie i swoją rodzinę, tylko powinienem to w sobie rozwinąć. – Niech pan coś poczyta, pójdzie na kurs bioenergoterapii – poradził.

Inicjacja
Poszedłem na kurs reiki. To było 3-dniowe szkolenie. Mistrz opowiadał, jak się używa energii, jak nakłada dłonie. Po tych 3 dniach powiedział: – A teraz zapomnijcie o tym wszystkim, bo ta energia jest inteligentna. Ona sama wie, co ma robić, ona sama uzdrawia. Potem była inicjacja. Mistrz wykonuje nad adeptem jakieś znaki, ale nie wiem dokładnie jakie, bo trzeba mieć wtedy zamknięte oczy i przyjmować to wszystko z zaufaniem. Ja po tym wszystkim czułem, jakbym miał w dłoniach rozpalone kule wielkości piłeczek pingpongowych. Potem mogłem już uzdrawiać.
Po 2 miesiącach przeszedłem jeszcze drugi stopień kursu reiki – uzdrawianie na odległość, przesyłanie myśli. Czy to działa? Tak. Siedziałem sobie, na przykład, w autobusie i uzdrawiałem z bólu głowy osobę siedzącą kilka rzędów foteli ode mnie. Kiedyś wszedłem do sklepu i widziałem, że sprzedawczyni źle się czuje. – Mogę pani pomóc – powiedziałem. Zrobiłem 15-minutowy seans. Poczuła się lepiej, głowa przestała ją boleć. A za 2–3 dni poprosiła, żebym tak samo uzdrowił jej męża. Podobnie było z moim sąsiadem. I tak to szło – z ust do ust, taka szeptana reklama.

Skręć pod tira
Otworzyłem własny gabinet bioenergoterapii. Przyjmowałem 5–6 osób dziennie. Seans trwał godzinę. Chciałem być uczciwy, więc pytałem, ile „pacjent” zarabia na godzinę. I tyle od niego brałem jako honorarium. W sumie zajmowałem się bioenergoterapią 17 lat. Potem przestałem. Znalazłem lepiej płatne zajęcie, ale przede wszystkim chciałem być uczciwy. Widziałem, że moje seanse jednym pomagają, a innym nie. Drażniło mnie podejście kolegów z branży, którzy mówili, że bioenergoterapia to panaceum, pomaga na wszystko. Nie pomagało na przykład mojej rodzinie. Dopiero później dowiedziałem się, dlaczego.
W dodatku zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Kiedy uzdrawiałem chorego na nowotwór, jego ból jakby przechodził na mnie. Dwa czy trzy razy straciłem przytomność. Karetką zawozili mnie do szpitala, a tam po serii badań okazywało się, że wszystko jest w porządku. To mi jednak dało do myślenia. Jednocześnie zacząłem wpadać w depresję. Cały czas miałem myśli samobójcze. Jechałem samochodem i ciągle słyszałem w głowie: „Skręć w drzewo”, „Wjedź pod tira”. Moje małżeństwo stanęło na skraju rozpadu. Jeden wielki bezsens.

U Archanioła
Żona widziała, co się ze mną dzieje. Usilnie namawiała mnie, żebym poszedł na rekolekcje parafialne. – A po co? Żeby wysłuchiwać kolejnego księdza, mówiącego o aborcji? Przecież zawsze byłem przeciw aborcji – odpowiadałem. W końcu jednak uległem i dla świętego spokoju poszedłem na te rekolekcje do gliwickiego kościoła św. Michała Archanioła. Pierwszy raz w życiu usłyszałem zakonnika, który głosił słowo z wielką mocą. Było widać, że żyje tym, o czym mówi. – Panie Boże, jeśli jesteś, wyciągnij mnie z tego. Ja już po ludzku nic nie mogę zrobić – powiedziałem. Po raz pierwszy świadomie wezwałem Boga.
To był moment zwrotny. Potem pojawili się przyjaciele z młodości, którzy – jak się okazało – już wcześniej się nawrócili i modlili się o moje nawrócenie. Modliła się też moja żona. Ona już przedtem prowadziła życie sakramentalne. To dlatego moje czary – tak, to były czary! – nie działały na nią. To dlatego mistrz mówił mi, że żona blokuje mój rozwój. Że powinienem się z nią rozstać. I pamiętam, że wtedy rozważałem taką możliwość. Przyjaciele z „Mamre” zaprosili mnie na Mszę z intencją uzdrowienia, prowadzoną w częstochowskiej katedrze przez katolicką wspólnotę Przymierze Rodzin „Mamre”. – Po co? Nie ma sensu siedzieć tam tyle godzin – mówiłem. Ale w końcu pojechaliśmy całą rodziną.

Trudna prawda
Wszedłem do katedry i – szok! Zobaczyłem pełny kościół ludzi, i to nie jakichś smutnych chrześcijan, ale ludzi szczęśliwych, wielbiących Boga. To już zrobiło na mnie wrażenie. Po Mszy była modlitwa uwielbienia. Pierwszy raz zobaczyłem działanie charyzmatów: proroctwa, słowa poznania, spoczynku w Duchu Świętym. Podeszła do mnie koleżanka i powiedziała: „Mam dla Ciebie słowa poznania, słowa od Boga, ale… one są trudne. Nie wiem, czy mogę ci to powiedzieć”. Te słowa były takie: „Jeśli się nie nawrócisz, zginiesz ty i twoja rodzina. Ale jeśli się nawrócisz, Bóg obiecuje ci, że nawróci się także twoja rodzina (w domyśle: moi rodzice i siostra).
Te słowa utkwiły we mnie bardzo mocno. Czułem, że to nie jest jakiś wymysł. Są w życiu takie momenty, kiedy człowiek wie, że to jest to. – Co mam dalej robić? – spytałem koleżankę. – Poproś o modlitwę wstawienniczą o uwolnienie od wpływu bioenergoterapii – odpowiedziała. Ustawiłem się więc w kolejce do grupy, która modliła się z moderatorem „Mamre” ks. Włodzimierzem Cyranem. Czekałem na modlitwę nade mną, ale zanim się doczekałem, spotkanie dobiegło końca. Zaprowadzono mnie wtedy do siostry zakonnej Doroty. – Ale ty nie byłeś u spowiedzi. Najpierw się wyspowiadaj – powiedziała, a ja zacząłem się zastanawiać, skąd ona może wiedzieć, że nie byłem u spowiedzi.

Dziwne rzeczy
Wróciłem tam po miesiącu, ale już po spowiedzi. To była moja pierwsza spowiedź po wielu latach. Nie było w niej nic nadzwyczajnego. Ale kiedy ks. Włodzimierz zaczął się nade mną modlić, zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Ksiądz spytał: – Jak się czujesz? – Chce mi się z tego wszystkiego śmiać – odpowiedziałem. Ksiądz znowu zaczął się modlić. A ja zacząłem się cały trząść. Ręce, nogi, wszystko. Nie do opanowania. Widziałem, co się ze mną działo, ale nie mogłem nad tym zapanować. Nagle ja, 40-letni mężczyzna, zaczynam odsłaniać zęby i warczeć. Jak pies! Ksiądz zaczął się wtedy modlić słowami Pisma Świętego, mówiącymi, że na dźwięk imienia Jezus zegnie się każde kolano. W tym momencie padłem z impetem na klęcznik, który o mało się nie przewrócił. To było niesamowite uczucie – małości człowieka i wielkości miłości Boga. Poczułem Jego dotknięcie.

Magia – cała prawda
Walka trwała jeszcze półtora roku. Wspólnota modliła się o moje uwolnienie. Nade mną i moją rodziną (która też podlegała wpływowi bioenergoterapii) modlił się też ksiądz egzorcysta. Kiedyś doszło do manifestacji diabelskiej – byłem w pełni świadomy, chciałem wejść do kaplicy, ale moje nogi… szły w przeciwnym kierunku. Kiedy po niespełna godzinie jednak wszedłem do tej kaplicy, poczułem, że coś ze mnie wyszło. Zacząłem prowadzić życie chrześcijańskie: modlitwa, spowiedź, Msza. Zostałem też członkiem wspólnoty „Mamre”. Spaliłem 50 kg książek okultystycznych, które kiedyś studiowałem. Dziś pomagam ludziom, którzy przechodzą to, co ja. Wszystko to pod kontrolą Kościoła, kapłana – to podstawa. Jeździmy po całej Polsce, organizujemy sympozja pt. „Magia – cała prawda”. Ludzie różnie na to reagują. Czasem atakują: „Co w tym złego?!”. Albo mówią: „Ja w to nie wierzę”. Co wtedy? Mogę tylko opowiedzieć to, co mnie spotkało.

Jarosław Dudała (Gość Niedzielny, 06.04.2010)
Źródło: http://www.zywawiara.pl/swiadectwa/art-92.html

Oglądaj (pozostałe części spotkania z panem Krzysztofem w komentarzu)

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Pomoc duchowa, Zagrożenia duchowe, Świadectwa i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

14 odpowiedzi na „Wyrwany ze szponów „energii” – świadectwo Krzysztofa Zielskiego. „Nagle ja, 40-letni mężczyzna, zaczynam odsłaniać zęby i warczeć. Jak pies”

  1. wobroniewiary pisze:

    W uroczystość św. Ojca Pio odeszła do Pana Maria Kominek Ops.
    Mimo naszych różnic na temat ks. Bashobory, Medziugorje – to była katoliczka, chcąca intronizacji i przyjmowania Pana Jezusa na kolanach.
    Pomódlmy się za Marię (mam prawo tak napisać bo byłyśmy na Ty od kilku lat, choć różniłyśmy się w poglądach – to różniłyśmy się na argumenty a nie wojennie)
    Ona już spotkała Pana Jezusa twarzą w twarz i wie czy Niebieska Pani z Medziugorje to jej Pani i jakim umiłowanym synem Bożym jest kapłan J. Bashobora.
    Pomódlmy się o pokój Jej duszy.
    Mario do zobaczenia po tamtej stronie – wtedy wszyscy poznamy Prawdę Bożą.
    Odpoczywaj w pokoju!
    Ewa

    http://dominikanie.pl/aktualnosci/news/news_id,4420,zmarla_maria_katarzyna_kominek.html

  2. ircia pisze:

    Tak sobie mysle,ze ten mezczyzna nie byl wychowywany w wierze i dlatego dal sie zwiesc okultyzmowi,ale jak trzeba byc letnim katolikiem,by dawac sobie robic rytualy reiki,bo zle sie czuje a to mi pomaga…znam wlasnie taka osobe,co niedziela Kosciol,a nie pomyslala,skad to jest,co za tym stoi itd. Chrzescijanin nie powinien czuc nienawisci,ale ja czuje do tego slowa”reiki” bierze mnie obrzydzenie i strasznie denerwuje sie na takich lekkomyslnych ludzi,czemu nie wysila troche mozgownicy ? Udalo mi sie te osobe odciagnac od tego „mistrza”,ale fakt faktem,otworzyl sobie do niej dostep i ciagna sie konsekwencje tego,a najgorsze jest to,ze szukala pomocy u roznych ksiezy,misjonarzy,nikt nie wiedzial nawet co to te reiki(mowie o polskich kaplanach),w sumie to sprawa stanela w miejscu.Naprawde smutne jest to,gdy Chrzescijanin siega po tarota,dzwoni do wrozki,bawi sie w reiki i inne diabelstwa,czy ludzie nie mysla?! Czy wola nawet jak to jest od diabla,a pomaga,to wziac?!Bo od Boga nie zawsze tak szybko otrzymuja pomoc?! 😦

    • Maggie pisze:

      Czy nie za ostre sformulowania? Siostra Faustyna ratowala dusze zakonnicy…i tu twierdzenie o wychowaniu poza katolicyzmem jakos nie pasuje. Wlasnie nieswiadomosc i ojciec klamstwa prowadzi na manowce. Kiedys w prasie przeczytalam czyjes ostrzezenia przed reiki, wiec nie tknelabym sie ich…
      Bioenergoterapie lansowala nawet spoldzielnia uslug lekarskich (nie wymienie slynnego nazwiska i osoby z Polski, jezdzacej regularnie po swiecie by dotrzec do Polakow zza Oceanu – ogloszenia,prasa etc.). Bioenergoterapeuta wierzy, ze czyni dobro i nie zawsze konczy jako osoba dajaca swiadectwo, ze wyszla z tego obledu…bo roznie konczy.

      Wlasnie pranie mozgow, lezy u podstaw nieswiadosci – cyt. „nawet ksieza i misjonarze nie wiedzieli co to reiki”.. – no, a co dopiero zwykly szaraczek?. Brakuje kazan, rekolekcji w rozmiarze otwierajacym oczy…a nie sadze aby nawet na lekcjach religii dobrze wyjasniono czym i dlaczego mozna sie zgubnie otumanic – np Co sie dzieje z Harry Potter, czy Hello Kitty (!) w katolickiej Polsce? Internet zas jest wrecz zarobaczony okultyzmem – nie mniej niz wiekszosc prasy i TV …
      Iluz katolikow usmiechnie sie z poblazliwym politowaniem na wzmianke o egzorcyzmach? – mysle ze sporo.

      Kto wie niech mowi o tym: by potem powiedziec, jak @ircia „udalo mi sie odciagnac od tego..” – ale bez klucia szpileczka tego ktory sie nawrocil.
      W Niebie panuje wielka radosc z jednego nawroconego grzesznika – dlaczego nie mielibysmy sie cieszyc nim tu na ziemi bez tykania jego osoby?. Kto jest bez grzechu niech kamien rzuci …w korzacego sie (?)…

      Jezus jest Panem!

      • M pisze:

        Co prawda, to prawda. Należy informować i ostrzegać. Kiedyś spotkałam się z taką opinią, aby wcale nie czytać literatury na temat okultyzmu i pokrewnych dziedzin, bo a nóż człowiek wpadnie w szpony szatana. Nie zgadzam się z taką opinią, bo szatan jest inteligentniejszy od człowieka i podstępny. Zaatakuje tak, czy inaczej.
        Są jednak możliwości obrony. Po pierwsze życie sakramentalne. Po drugie wiedza, która pozwoli odróżnić dobro od zła.
        Prawdą jest, że okultyści kończą różnie i nie każdy się nawraca. Szantor Lawey był satanistą z wyboru, założycielem sekty Kościoła Szatana. W pewnym sensie żal mi innego okultysty Aleistera Crowley’a, który całe życie poszukiwał prawdy, a wybrał najgorszą, możliwą drogę. (Jego życiorys opisałam u siebie na blogu, jako przykład złych wyborów życiowych).

  3. szulamitka pisze:

    To się dzieje wtedy,gdy „chrześcijanie”nie żyją sakramentalnie,a w grzechu.Wtedy zło zaciemnia umysł i nie ma sie rozeznania co dobre a co złe.Trzeba trzymac się Boga rękami,nogami i czym się tylko da.Wiem to z własnego doświadczenia.(niestety)

  4. Paul pisze:

    Zobaczcie co znalazłem na dobry Humorek 🙂

  5. Pingback: Wyrwany ze szponów ”energii” | Biały, bardzo biały

  6. Pingback: Bioenergoterapeuci na mszy w katedrze – a ja stanowczo wyrzekam się szatana i dzieł jego – wyrzeknij się i Ty! | W obronie Wiary i Tradycji Katolickiej

  7. Pingback: Okultyzm – religia szatana. Zniewolony energiami podczas modlitwy warczał na kapłana jak pies… | W obronie Wiary i Tradycji Katolickiej

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s