Świadectwo Krzysztofa – Jak to Bóg przyszedł do mnie czyli „znajdziesz mnie w Kościele i w Moim słowie, nie zostawię cię sierotą”…

….w kościele mam Cię szukać? Zapytałem. Ci księża są tacy… no, wiesz jacy… nie lubię ich, denerwują mnie, zawiodłem się na nich.
Jezus: Choćby wszyscy kapłani na świecie cię zawiedli, wiedz, że Ja Jestem najwyższym kapłanem, a Ja nigdy nie zawodzę. Za kapłanów się módl, bo są ukochanymi duszami Moimi. Wiedz, że mają dwa razy więcej pokus niż Ty.

[…]  Kilka dni później wyraźny głos w myślach moich powiedział mi:
Idź, przeproś księdza, z którego się wyśmiewałeś.
Panie, o tym też wiesz? Zapytałem. Nie, nie pójdę. Jest mi wstyd iść do niego. Przecież on nie wie, że się z niego naśmiewałem i drwiłem. Nie było go przy tym.
Idź, przeproś księdza. Kilkakrotnie Pan powiedział. Nie dawał mi spokoju. Głos ten słyszałem nawet w łazience. I tam właśnie znowu się zapierałem, że nie pójdę, nie chcę, nie umiem, słaby jestem, wstyd mi iść do prawie nieznajomego księdza i go przepraszać. Jezus bez słów, w myślach, w mojej głowie powiedział.
Jakbyś wiedział, jak mi było wstyd, wisząc na krzyżu. Myślisz, że byłem ubrany? Otóż nie, byłem całkiem nagi. Wstydziłem się, ale zrobiłem to dla ciebie….

Syn umiłowany

Chciałbym podzielić się z wami moim świadectwem. Jak to Bóg przyszedł do mnie.

              Urodziłem się w rodzinie uważanej za katolicką. Otrzymałem wszystkie sakramenty. Od dzieciństwa Bóg był mi przedstawiany jako sędzia, który karze za nasze złe uczynki, a za dobre wynagradza. Budził we mnie bardziej lęk, aniżeli miłość, bo nigdy od Niego nic dobrego nie dostałem (tak mi się wtenczas wydawało), a życie moje nie było szczęśliwe. Raczej zawsze próbowałem się przed Nim chować, a nie szukać Go. Często bałem się Boga spotkać, aby przypadkiem czegoś mi nie kazał albo czegoś nie zabronił. Bo wiadomo, jak mi coś będzie kazał zrobić, to będzie się to wiązało z jakimś wyrzeczeniem, dyskomfortem, a wtedy raczej pogorszy mi się w życiu, a nie polepszy. Odkąd pamiętam, mój ojciec nadużywał alkoholu. Często z tego powodu wybuchały w domu kłótnie, awantury. Będąc w wieku około 5 lat, przyglądałem się rodzinom moich rówieśników z tak zwanych „normalnych” rodzin i zapragnąłem mieć właśnie taką kochającą się rodzinę. Babcia mówiła mi, że Bóg może spełniać nasze prośby, więc prosiłem go sercem dziecka, aby ojciec przestał pić, aby nie było kłótni w domu, aby tata był ze mną, abym był kochanym dzieckiem. Niestety, po paru moich modlitwach zobaczyłem, że nic się nie zmienia: ojciec jak pił, tak pije, bieda – jak była, tak i jest itd. Wniosek przyszedł szybko: Bóg mnie nie słucha. Bóg nie spełnia próśb, Bóg się mną nie interesuje, Bogu też na mnie nie zależy. Bóg jeśli jest, to mało go obchodzę. Muszę sobie radzić w życiu sam i nikogo nie potrzebuję.
Komunię Świętą i sakrament bierzmowania przyjąłem bez wiary, bez wewnętrznej potrzeby oraz wiedzy, o co tak naprawdę chodzi w przyjmowaniu sakramentów. Inni je przyjmowali, to ja też, właśnie żeby nie być innym. Lecz moje serce wcale do Boga się nie zbliżyło, a przynajmniej tego nie odczułem, i zdanie o Nim pozostało podobne jak w dzieciństwie. Jeśli chodziłem do kościoła, to pod przymusem katechety, mamy, nakazu, bojaźni przed karą Bożą, a nie z własnego wyboru. W kościele czasem byłem (dla tradycji), ale na Mszy Świętej raczej myślami, duchowo nieobecny. Sąsiedzi uważali nas za katolicką rodzinę.
Tak mijały lata bez Boga, bez spowiedzi. Ożeniłem się, mamy dwójkę dzieci. Pracując zawodowo, układało się nam wspaniale, ale do czasu. Spotkałem kiedyś człowieka z innej kultury, który zapytał się mnie, czy wierzę w Jezusa i czy jestem katolikiem. Trochę zaskoczony pytaniem, trochę przestraszony, na dwa pytania odpowiedziałem negatywnie – zaparłem się Boga. Po chwili pomyślałem, ale „ze mnie żenada”, nawet nie przyznałem się, że jestem ochrzczony, po Komunii, bierzmowany, mam ślub kościelny. I od tej chwili, od tamtego momentu z perspektywy czasu dostrzegam, że Jezus wziął się za mnie.
Wspaniałą pracę, którą miałem od kilku lat (prestiżową, dobrze płatną i nie męczącą), straciłem w jednej chwili (podczas nieobecności urlopowej). W gospodarstwie domowym zaczęło nam brakować pieniędzy. Aby żyć na dotychczasowym poziomie, postanowiłem rozpocząć własną działalność gospodarczą, zaciągnąłem ogromny kredyt, którego nie mogliśmy spłacić z dochodów firmy. Po czasie pieniądze się skończyły, obrót w firmie był marny, ogromny dług został. Nie widziałem wyjścia z sytuacji, nawet małego światełka.
Pewnego wieczoru kupiłem alkohol, aby się upić. Miałem nadzieję, że smutki może staną się lżejsze do zniesienia. W domu byłem wtedy sam, drzwi były zamknięte. Po upiciu się, w mojej głowie pojawiały się myśli koszmarnie złe. Zły duch zaczął mi przypominać wszystkie tragiczne momenty w moim życiu. Jakby patykiem rozdrapywał zagojone, zapomniane rany. Przypominał sytuacje z mojego życia, aby pokazać, jaki jestem: do niczego, nie kochany, wyśmiewany, nie potrafiący wyżywić rodziny, niechciany, nic dobrze nie potrafiący zrobić, bez talentów, jedno wielkie dno, nie zasługujące na czyjąkolwiek miłość lub szacunek. I ja w głębi serca przyznawałem temu rację. Powodowało to ogromny ból, ból mojej duszy, taki ból, że jedyną ucieczką od niego wydawała się śmierć, a właściwie pewność, że śmierć to najlepsze rozwiązanie. Zacząłem robić wyrzuty Bogu, bez nadziei, że mi odpowie. – Dlaczego moje życie jest takie popaprane? Nie takie, jak mają inni, nie takie jakbym chciał, zawsze pod górę. Nie było odpowiedzi. Po około godzinie takich rozmyślań i płaczu byłem zdecydowany. Wstałem z wersalki i poszedłem do kuchni, aby poszukać sznurka, paska, może odkręcić gaz. Wiedziałem, że nie chcę żyć. Miałem 38 lat (tyle, ile ten człowiek, przy sadzawce Betesda).
Była sobota około godziny 23:00. W drodze z pokoju do kuchni zrobiłem kilka kroków. I nagle – Wszechogarniający pokój… Jest mi tak bezpiecznie, niczego się nie boję. Potężny ocean Miłości ogarniał moją duszę i wlewał się do niej. Światłość niepojęta, wszędzie, biała, tak ogromna, że powinna razić, a nie raziła, parzyć, a nie było mi wcale gorąco. Było mi tak dobrze. W życiu nie było mi tak dobrze. Wiedziałem już, moja dusza wiedziała (mimo, że byłem przed sekundą pijany, dusza moja była trzeźwa): To Ty jesteś, Jezu, (stwierdzenie ze zdziwieniem). Istniejesz naprawdę. Pewność, radość. Myślałem, że Ciebie nie ma, może żyłeś kiedyś, ale nie dziś. Nie wierzyłem w Twoje istnienie tu i teraz, wiesz przecież. Już dusza moja wie i pragnie poznawać Ciebie w każdej sekundzie więcej i więcej, chcę o Tobie wiedzieć jak najwięcej, być jak najbliżej Ciebie, w Tobie, poznawać Ciebie. Tu padły słowa, których nie zapomnę do końca życia i jeszcze dłużej. Były to słowa Jezusa: KOCHAM CIĘ (ciepły, męski, spokojny głos). Wielka fala miłości spłynęła na mnie. Poznałem ogrom miłości Boga do mnie. Miłość zalała całą moją duszę. Rozpłakałem się. Łzy wylewały się ze mnie strumieniami (to nie był zwykły płacz, ale rzeki łez). Jezus dał mi zobaczyć swoją duszę. Widzę, stojąc przed Tobą, Jezu, jak nędzna jest dusza moja, jak mała, czarna, skulona, jakby mokra, spleśniała cuchnąca szmata, którą nawet dotknąć przez rękawiczkę bym się brzydził – powiedziałem. Zapytałem Jezusa. – Mnie? Za co mnie możesz kochać? Nędzny, marny jestem, Ty wiesz, jaki jestem. Nie jestem godzien Twojej miłości. Nie jestem godzien kochania.
Poczułem uderzenie, strumień miłości bezinteresownej, pełnej akceptacji, bezwarunkowej, za nic, od zawsze i na zawsze. Zobaczyłem małe nierozerwalne strumienie (miłości, opieki) wychodzące ze światła Jezusa do każdego człowieka i poczułem, że Bóg sam opiekuje się każdym człowiekiem i każdego bezgranicznie zna i kocha. Po odczuciu bezwarunkowej wielkiej miłości moje nastawienie do mojej osoby się zmieniło. – Skoro jesteś i mnie kochasz tak wielką miłością i jest mi tak dobrze z Tobą…, to ja już nie chcę sam sobie odbierać życia, nie ma już we mnie takiej woli (jakby nigdy nie było), ale chcę być z Tobą na zawsze, zawsze przy Tobie, zabierz mnie z sobą.
Już wiedziałem, że On jest, jest Miłością i najlepiej przecież się zajmie moją rodziną, nie odczuwałem żadnego lęku, żalu, że zostawię bliskich na ziemi. Wręcz przeciwnie cieszyłem się, że Bóg się o nich zatroszczy w najlepszy dla nich sposób. Była chęć odejścia, ale motyw był już inny, nie chciałem odchodzić z tego świata, bo mi tak źle, ale chciałem odejść, bo jest mi tak dobrze z Jezusem. A może nie tyle odejść z tego świata, co wrócić do Ojca, do domu. Bo tam jest mój dom, moje miejsce. Nie jestem z tego świata.
Jezus (myśl do mojej duszy. Z Bogiem można rozmawiać bez słów):
Znajdziesz mnie w Kościele i w Moim słowie, nie zostawię cię sierotą, jestem zawsze przy tobie. Teraz wiesz, że Ja jestem zawsze przy tobie i zawsze cię kochałem, kocham i będę kochał.
Ale w kościele mam Cię szukać? Zapytałem. Ci księża są tacy… no, wiesz jacy… nie lubię ich, denerwują mnie, zawiodłem się na nich.
Jezus: Choćby wszyscy kapłani na świecie cię zawiedli, wiedz, że Ja Jestem najwyższym kapłanem, a Ja nigdy nie zawodzę. Za kapłanów się módl, bo są ukochanymi duszami Moimi. Wiedz, że mają dwa razy więcej pokus niż Ty.
Panie, widzę swoją duszę i wiem, jaka jest. Ale stojąc przed Tobą w oceanie Twojego pokoju, miłości i światła, ja, nędznik, chcę być z Tobą na wieki. Prowadź mnie do siebie, do wieczności z Tobą. Nie puszczę Ciebie, będę się trzymał… Twojej nogi. Jakbyś chciał pójść gdzieś beze mnie, nie puszczę Cię, choćby cierpienia moje na ziemi były ogromne, muszę być zawsze z Tobą na wieki, muszę, chcę, pragnę.
Jezus nie powiedział mi, że mnie nie zabierze, ale dał mi odczuć, jaki będzie mój największy smutek zaraz przed wejściem do nieba. Poczułem, że będzie to smutek powodowany tym, że tak mało istnień ludzkich doprowadziłem do Boga i na tak mało zaistnień ludzi, dzieci, na tym świecie wyraziłem zgodę. Że moja radość nie będzie pełna, jeśli w niebie nie znajdzie się więcej dusz, które mógłbym przyprowadzić do Pana. Radość nie jest pełna, jeśli nie mamy się nią z kim podzielić. Chciałem, aby jak najwięcej dusz cieszyło się ze mną pobytem w niebie.
Spotkanie się zakończyło tak nagle jak się rozpoczęło. Nie wiem, ile trwało? Może sekundę, może dwie godziny. Podczas przyjścia Jezusa, wiem, to dziwne, ale nie było czasu.
Następnego dnia rano, gdy wyszedłem na ulicę, patrzyłem na twarze ludzi. Próbowałem w ich spojrzeniach dostrzec informacje, że do nich też przyszedł kiedyś Jezus, bo przecież nie jestem wyjątkowy, skoro był i u mnie, to i u nich na pewno. Miałem przekonanie, że do nich też przychodzi, tylko nie mówią o tym fakcie. Chciałem krzyczeć na ulicy z radości, że Jezus jest. Lecz odwagi mi zabrakło. Wahadełko, które miałem z czasów młodzieńczych i niekiedy z niego korzystałem, wyrzuciłem do kanału ściekowego, czułem, że tam jego miejsce. Zacząłem nosić krzyż na piersi, chodzić do kościoła w niedziele i niekiedy w dni powszednie, szukać Jezusa, szukać rozmowy z Nim, tyle chciałem, żeby mi powiedział, wyjaśnił. Z wielkim strachem poszedłem do spowiedzi, ale była ona bardzo krótka i płytka. O wizycie Jezusa w moim domu i w duszy kapłanowi nawet nie wspomniałem. Znowu strach, że uzna mnie za wariata. Wysłuchałem gdzieś w internecie fragmentów „Dzienniczka” Siostry Faustyny. Każdą niedzielną Mszę (przez 4 lata) ofiarowałem za dusze czyśćcowe i prosiłem świętą Faustynę o obecność przy mnie na każdej Mszy Świętej, gdyż bluźnierstwa w mojej głowie i rozproszenia podczas nabożeństw były bardzo silne. Prosiłem dusze czyśćcowe o modlitwę za mnie.

Po około 4 latach od opisanych powyżej zdarzeń, podczas Mszy Świętej chciałem coś ofiarować Bogu, Jezusowi (czułem, że tak mało daje od siebie Komuś, kogo kocham). Zacząłem szukać w myślach, co ja mam takiego najcenniejszego, cóż bym mógł ofiarować. Pierwsza myśl – nic nie mam. Za chwilę przyszła odpowiedź. Życie. Wolną wolę. W głowie pojawiła się myśl ze słowami: życie chcesz oddać, śmieciu? Wolną wolę? Spójrz na świętych, jak oni skończyli, w biedzie, zabici, zagłodzeni w celi, odrzuceni, nie rozumiani przez innych, jeden ukrzyżowany głową w dół. Większości się dobrze nie powodziło. Tego chcesz? Wtedy to właśnie powiedziałem szybko, nie rozmyślając nad złym głosem.

Panie, po ludzku to nic nie mam (sławy, bogactwa, urody, wiedzy, umiejętności, talentu, pobożności), ale to, co mam, to oddaję Tobie. Życie i wolną wolę. Niech się dzieje w moim życiu wola Twoja; co chcesz, to rób. Mam umrzeć dziś dobra. Mam być kaleką – dobra. Mam zwariować albo być uznany za wariata – dobra. Mam być żebrakiem – dobra. Zgadzam się na wszystko. Niech się dzieje wola Twoja. Niech Twój plan, nie mój, względem mojej osoby się realizuje, bezwarunkowo. Oczywiście, daj, Panie, siłę, abym Twoim planom podołał, nigdy nie zwątpił, z Tobą wszystko mogę.

Uświadomiłem sobie, że właściwie pierwszy raz prawdziwie się pomodliłem: … bądź wola Twoja
Krzysztof, syn umiłowany
Czytaj całość (word): Świadectwo Krzysztofa
lub: https://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/czas-swiadectw/swiadectwo-krzysztofa-jak-to-bog-przyszedl-do-mnie/

Uaktualnienie:
Krzysztof pisze:
Dziękuję za zamieszczenie, proszę tylko dodać jedno zdanie: Po półtora roku urodził mi się syn.
Z Panem Bogiem

Ten wpis został opublikowany w kategorii Pomoc duchowa, Świadectwa i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „Świadectwo Krzysztofa – Jak to Bóg przyszedł do mnie czyli „znajdziesz mnie w Kościele i w Moim słowie, nie zostawię cię sierotą”…

  1. wobroniewiary pisze:

    dziękuję Ci Jezu:
    1) że Krzysztof – Syn Umiłowany zechciał do nas przysłać to piękne świadectwo
    2) za Twoją odpowiedź dziś Jezu do mnie w tym świadectwie – było mi przykro że nie poszłam dziś do kościoła a wiesz, że chodzę codziennie ale Ania ma ospę a w świadectwie pisze, że dzieci potrzebują rodziców – to jest odpowiedź: dałam Ani Chrystusa będąc z nią i oglądając mszę św z Jasnej Góry a Komunię św. przyjęłam duchowo 🙂

    • magda pisze:

      Przecudne świadectwo Krzysztofa 😀

      • wobroniewiary pisze:

        Dla nas to wielka łaska, że nieznany nam człowiek zechciał to świadectwo przysłać do nas.
        Nawet brakuje słów by opisać co czułam jak je czytałam a do tego, że Krzysztof dał nam możliwość zamieszczenia (jeśli macie taką wolę) – po prostu wybór nas jest łaską a pozostawienie nam wolnej woli bez żadnych nacisków jest świadectwem prawdziwej wiary – przecież Bóg każdego każde swoje stworzenie obdarzył wolą wola i szanuje wolną wolę każdego.

        Wczoraj do wieczora czułam niepokój serca na samo wspomnienie tych osób, które nas śledzą, źle życzą – do dziś pamiętam „musisz napisać tak i tak, zamieszczać to i to, a nie dawać tego i tamtego, masz mnie słuchać jak chcesz dobrze wyjść, a ks. Adama nie musisz słuchać, bo on się myli, ale ja mu to wytłumaczę – nawet teraz ohydne i bezczelne maile, że nie mam prawa podać info o śmierci Adama-Pawła Człowieka, jakim prawem informuję że był we Wspólnocie św. Józefa (no przecież nie w organizacji satanistycznej tylko katolickiej),o dacie jego pogrzebu itp)
        Jakże inna postawa wierzącego prawdziwie Krzysztofa „jeśli macie wolę taką zamieśćcie moje świadectwo”
        To pozostawienie wyboru przez jest wielką oznaką wiary i miłości do Boga i człowieka

  2. wobroniewiary pisze:

    […] Dał mi Pan też łaskę nienawracania kogoś na siłę, słowem.
    Kiedyś starałem się na nawracać „na siłę” innych (znajomych, rodzinę), myślałem, że tak trzeba. Kazać im chodzić do kościoła, kazać nie grzeszyć itd. Lecz tak w głębi serca, chciałem, aby mnie słuchali. Było to raczej: Ja wiem, że tak będzie dla nich lepiej, jak zrobią tak, jak ja mówię. A skąd ja wiem, że właśnie w tym momencie ich nawrócenie będzie dla nich dobre? Może mają coś jeszcze przeżyć, może Pan Bóg chce ich nawrócić w innym momencie. Nie jestem Bogiem i nie wiem, kiedy dla innych przyjdzie moment łaski nawrócenia: może za sekundę, może w godzinę śmierci, może już są zbawieni?. Mogę się za innych modlić, za innych ofiarować się Bogu i swoim cichym przykładem mojego życia opowiadać moją historię, dawać świadectwo Jezusa i Jego miłości. A ilu się dzięki temu ludzi zbliży do Boga, dowiem się w niebie. Kiedyś to moja pycha chciała, abym to ja nawracał i abym to ja widział, ile to osób dzięki mnie się nawróciło. No i wtedy mógłbym powiedzieć Bogu: Widzisz, Panie, ilu to nawróciłem. Chwała mi, nie Tobie

  3. julia pisze:

    to prawda, kiedy człowiek pozna wewnetrznie miłosc Boga i mu zaufa to taka fala radości jest w sercu, ze chciałoby sie cały swiat nawrócic. JA tez miałam silna potrzebe dzielic sie moim swiadectwem z rodzina, co tez uczyniłam. Niektórzy posłuchali mnie, inni dumają nad tym co powiedziałam. Ale potem zaczęłam sie własnie bać czegos co nazwałam pycha religijną…to ze mnie dotknęła łaska Boża, nie znaczy , ze wobec innych Bóg nie ma takich samych planów. Doszłam więc do wniosku, ze „wyluzuję” , a własnym przykładem będę świecić i codziennie sie modlę o nawrócenie najbliższej rodziny i tych , którzy sa poza kosciolem, którzy sa heretykami, nie wierzą wcale… Pan Bóg juz sam bedzie wiedział komu rozdać łaski.

    Swiadectwo Krzysztofa przepiekne.

  4. julia pisze:

    przeczytałam całe swiadectwo i jestem w szoku !
    kilka punktów , które krzysztof opisuje w moim przypadku wygladało identycznie, zwłaszcza kwestia spowiedzi, zmiany kierunku zainteresowan, łask jakie otrzymuje na codzien… prób i okresów posuchy…
    Kocham Cię Jezu…
    to swiadectwo jest odpowiedzia na wiele moim wątpliwosci, teraz juz wiem, ze moje widzenie na 100% NIE BYŁO OD DEMONA , ale , ze to Ty Panie i Duch św tak a nie inaczej mnie prowadziłes…
    az trudno mi uwierzyc, bo zawsze myslalam, ze takie bliskie relacje z Jezusem , odczucia Ducha sw musza byc spektakularne, a w moim przypadku zwykle po czasie rozumiem, ze to nie ja działałam ale Moj Pan mnie prowadził moca Ducha sw.
    Chwała ci Panie Jezu…

  5. wobroniewiary pisze:

    Seksualizacja dzieci w reklamie – wyraź sprzeciw
    Jaworznicka firma Ballerina produkująca rajstopy, ma w swojej ofercie produkty dla kobiet, ale również rajstopy dziecięce o nazwie El Baby. Niestety zdjęcia wykorzystane na opakowaniach tych produktów, a także stronie producenta, są „książkowym” przykładem zjawiska seksualizacji dziecka.

    Przykłady zdjęć można znaleźć tutaj. Jeżeli zgadzasz się z naszą opinię, złóż skargę do Rady Reklamy. Wszystkie informacje potrzebne do złożenia skargi znajdują się TUTAJ. http://twojasprawa.org.pl/uncategorized/przykladowa-skarga-do-rady-reklamy

    http://www.tvp.info/15669004/wyzywajace-seksualnie-osmiolatki-w-reklamie-bielizny-przekroczono-granice

  6. Ania pisze:

    Piękne świadectwo 😉
    A ja zapraszam:
    Dziś wieczorem, w ŚRODĘ 18 czerwca o 23:00, w programie NOCNE ŚWIATŁA w RADIU PLUS, ciąg dalszy przedwakacyjnego cyklu „Zagrożenia Duchowe”. W części VIII rozmawiać będziemy o:
    > HARRYM POTTERZE, WSCHODNICH SZTUKACH WALKI, MUZYCE: METAL, TECHNO, TRANCE
    Gośćmi Nocnych Świateł będą:
    – Bartłomiej Grysa i Mirosław Rucki – redaktorzy dwumiesięcznika ewangelizacyjnego „Miłujcie Się!”, wydawcy książki „Magia – cała prawda”
    https://www.facebook.com/milujcie.sie.9?fref=nf

  7. wobroniewiary pisze:

    W obronie Polski

    W obronie Chrystusa, Kościoła, polskich rodzin, przeciwko deprawacji wypływającej z ideologii gender od dziś w centralnym miejscu Warszawy, jakim jest plac Zbawiciela, gdzie umieszczono tęczę – symbol sodomii, trwać będą modlitewne pikiety. Czuwanie rozpoczęło się o godz. 12.00 modlitwą „Anioł Pański”. Pikieta będzie prowadzona do końca czerwca, z wyjątkiem uroczystości Bożego Ciała.

    W obronie Polski

    Sukcesem zakończyła się pierwsza pikieta modlitewnazorganizowana w obronie Chrystusa, Kościoła, polskich rodzin oraz przeciwko deprawacji wypływającej z ideologii gender.

    W samo południe na placu Zbawiciela w Warszawie grupa osób wraz z ks. Jerzym Gardą rozpoczęła czuwanie modlitwą „Anioł Pański”. Wybór miejsca nie jest przypadkowy, bowiem w tym centralnym punkcie Warszawy znajduje się tęcza – symbol sodomii.

    Pomysłodawca i organizator pikiety misjonarz ks. Jerzy Garda podkreśla w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl, że czuwanie odniosło ogromny sukces. – Jestem bardzo zadowolony z pierwszego dnia naszej pikiety. Spotkała się ona z ogromnym zainteresowaniem przechodniów i ich życzliwością. Bardzo wiele osób zatrzymywało się i czytało nasze transparenty, a niektóre są napisane w języku polskim i angielskim – wyjaśnia misjonarz i dodaje, że były wśród przechodniów osoby, które na chwilę włączały się w modlitwę.

    Uczestnicy pikiety zdają sobie sprawę, że przed nimi trudne zadanie. Dlatego też przygotowani są na różne reakcje mijających ich osób. – Mamy na uwadze, że podejmujemy trudną walkę. Wiemy, że nasza modlitwa musi być wytrwała. Na szczęście nikt nam nie przeszkadzał ani też nie atakował. Mamy nadzieję, że w kolejnych dniach naszej pikiety będzie równie spokojnie – zaznacza pomysłodawca czuwania modlitewnego. Jednocześnie kapłan zwrócił uwagę, że po pierwszym dniu czuwania dostrzega, jak ważną rolę ono odgrywa. – Mogą z nas szydzić i wyśmiewać, ale najważniejsze będą owoce naszej modlitwy. Wiele osób przeczyta nasze transparenty. Na pewno niektóre z tych osób będzie próbowało zgłębić temat ideologii gender. I o to nam właśnie chodzi. Niech prawda o tej obłąkańczej ideologii ujrzy światło dzienne i dotrze do coraz większej liczby Polaków – wskazuje nasz rozmówca, zaznaczając, że uczestnicy czuwania na placu Zbawiciela szybko nie zrezygnują. – Będziemy pikietowali do skutku aż rząd, Ministerstwo Edukacji Narodowej i propagatorzy gender w Polsce nie wycofają się z jego wdrażania. Zdecydowanie musimy przeciwstawiać się tym zakusom wyniszczania polskiego społeczeństwa od wewnątrz. Poprzez deprawowanie naszych dzieci i młodzieży niszczy się kolejne pokolenia, a co za tym idzie – i cały nasz Naród. Musimy się temu głośno sprzeciwiać. Milczeć nam nie wolno, bo to może być odebrane jako ciche przyzwolenie – zaznacza ks. Jerzy Garda.

    Pikiety modlitewne będą odbywały się codziennie do końca czerwca, oprócz uroczystości Bożego Ciała. Rozpoczynają się one modlitwą „Anioł Pański”, zaś kończą o godz. 15.00 Koronką do Bożego Miłosierdzia.
    Źródło: Nasz Dziennik

    GALERIA ZDJĘĆ

  8. wobroniewiary pisze:

    Uaktualnienie:
    Krzysztof pisze:
    Dziękuję za zamieszczenie, proszę tylko dodać jedno zdanie:
    „Po półtora roku urodził mi się syn. Z Panem Bogiem”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s