Uzdrowiony z przekleństwa – bardzo mocne, potwierdzone medycznie świadectwo uzdrowienia i uwolnienia

Jeszcze przed wszystkimi badaniami udałem się na tą Mszę Świętą a towarzyszyła mi w tym żona. Po przyjściu pod drzwi kaplicy nie mogłem do niej wejść, jakaś siła nie dawała mi wejść do kaplicy, łapałem klamkę i puszczałem wielokrotnie odchodząc od drzwi, siadając i wstając oblany potem przestraszony walczyłem duchowo z jakimiś siłami aby wejść do kaplicy. Żona mnie prawie tam wpychała siłą a mnie coś odpychało i nie dawało mi wejść. W końcu przed Komunią Świętą z trudem udało mi się wejść do kaplicy a że byłem po spowiedzi przyjąłem komunię świętą trzęsąc się cały spocony i zalękniony. Zaraz po tym było namaszczenie chorych do którego też miałem wielki problem podejść ponieważ cały się trząsłem bałem i pociłem. W końcu jednak otrzymałem sakrament namaszczenia chorych po którym udałem się na salę chorych. W następnym dniu pobytu w Szpitalu rozpoczęły się szczegółowe badania, bardzo dokładne i skomplikowane które trwały tydzień. Po ukończonych badaniach przyszło do mnie do sali chorych kilkunastu lekarzy, profesorów. Główny Profesor tej kliniki powiedział do mnie że właśnie wszyscy ci lekarze mieli na mój temat naradę gdyż z wszystkich wcześniejszych dokumentacji lekarskich, badań i wypisów szpitalnych wynika że jestem bardzo poważnie chory a tu wszystkie badania które mi wykonano świadczą iż jestem całkowicie zdrowy, nie ma najmniejszych znamion choroby, guzy znikły nie tylko z płuc ale ze zdjęć zrobionych w innych szpitalach, pozostały tylko opisy tych zdjęć na których lekarze opisywali ich wielokrotność i wielkość. Po gruźlicy nie ma najmniejszego śladu tak jakby jej nigdy nie było, a po przebytej gruźlicy zostają na zawsze zwapnienia płuc widoczne na każdym zdjęciu do końca życia. Astmy też nie ma i zdziwieni lekarze pytali kto postawił diagnozę astmy jak wyniki są wspaniałe wręcz super jak u całkowicie zdrowego człowieka. Ja mówię że to nie możliwe, że chyba te badania źle wyszły bo ja tyle lat się leczę u tylu różnych lekarzy i w tylu szpitalach przebywałem a po za tym tak bardzo kaszlę i duszę się z powodu astmy. A Lekarka która bardzo często do mnie przychodziła mówi że ona ani raz nie słyszała żebym kaszlał, wtedy też przebywający na sali pacjenci odezwali się że oni też nie słyszeli żebym ja kiedykolwiek kaszlał. I wtedy tak pomału jak przez mgłę dotarło do mnie że odkąd tu jestem w tym szpitalu to nie kaszlę, wcześniej tego nawet nie zauważyłem. Odstawiono mi wszystkie sterydy na astmę i leki na płuca oraz na nadciśnienie i zatoki. Zostałem cudownie uzdrowiony przy namaszczeniu chorych.

Przez długie lata nie mogłem chodzić do kościoła, jak przebywałem w kościele robiło mi się słabo oblewał mnie pot odczuwałem lęk, niepokój, przerażenie i musiałem wychodzić z kościoła. Nie mogłem też przystępować do sakramentów świętych, jakaś nieznana siła kazała mi odchodzić od konfesjonałów i w strachu i lęku wychodziłem z kościoła. Przez ostatni rok już wcale nie chodziłem do kościoła. W czasie odprawiania mszy św. Gregoriańskich za cztery pokolenia moich przodków, gdzieś tak w połowie ich odprawiania – poczułem w środku nocy tak około godz. 3.00 obecność jakiejś istoty w pokoju, poczułem chłód. Nagle zaczął mnie przenikać duch, dwukrotnie od bioder do samej szyi przeniknął mnie duch wyprężając mi całe ciało i łapiąc za szyję zaczął mnie dusić. Myślałem że nie przeżyje, czułem wielki lęk i chłód, czułem że to jest zły duch. Westchnąłem tylko do Boga, gdyż myślałem że mnie zadusi, nie mogłem oddychać i wtedy puścił …….

(Świadectwo długie, ale czyta się jednym tchem, w niektórych miejscach jak horror.., bo zły duch to nie żarty)

Świadectwo pana Jerzego (pelne dane znane redakcji), korzystającego z posługi ks. egzorcysty Mariana Rajchla oraz modlitw wstawienniczych u o. Józefa Witko

Świadectwo uzdrowienia i uwolnienia

Odbyłem służbę wojskową 2 lata z najlepszą możliwą kategorią zdrowia A-1. Po założeniu rodziny zaczęły występować u mnie choroby przewlekłe niewiadomego pochodzenia i trudne do zdiagnozowania. Nie działały na nie żadne antybiotyki ani inne leki czy zioła. Bardzo silny ból gardła i krtani, bardzo długi okres blisko rok, zapalenie gruczołu krokowego stercza 8 lat. Skłonność do nałogów. Żona miała trzy poronienia później urodziło się dziecko zdrowe syn (1996 rok) które po tygodniu umarło na płuca. Sekcja zwłok wykazała Zespół błon szklistych, który zdarza się tylko u wcześniaków a dziecko urodziło się normalnie więc wykluczono taką opcję. Po śmierci dziecka lekarze zwołali specjalne zebranie ponieważ był to pierwszy taki przypadek. Od tego czasu zacząłem mieć silne lęki bez żadnej uzasadnionej przyczyny szczególnie w kościele oraz w miejscach gdzie były duże skupiska ludzi. Zaczął występować również niepokój i bezsenność które się bezustannie pogłębiały. Pojawiły się również zaburzenia emocjonalne i ich chwiejność. Trafiłem do psychiatry, zacząłem przyjmować leki psychotropowe, z czasem coraz silniejsze bez efektów, lęk, niepokój, bezsenność, wyrzuty sumienia, myśli samobójcze tylko się nasilały. Leki mnie tylko otumaniały, przy większych dawkach najczęściej doprawionych alkoholem mogłem się trochę rozluźnić czy wyspać. Przy długotrwałym ich zażywaniu żadnych efektów nie było. Przebywałem kilkanaście razy w szpitalach psychiatrycznych.

Pewnego razu na spotkaniu rodzinnym miałem widzenie: Ukazała mi się starożytna postać z którą rozmawiałem w nieznanym starożytnym języku. Po wyjściu z transu zobaczyłem przerażoną rodzinę która pytała mnie skąd znam taki język. Ja odpowiedziałem, że nie znam żadnych języków poza Polskim. Moja żona również mówiła że kilkakrotnie była świadkiem jak w nocy podczas snu siadałem na łóżku i mówiłem w jakimś obcym nieznanym jej języku.

W prowadzonej przeze mnie firmie transportowej zaczęły się pojawiać poważne kłopoty które z czasem przerodziły się w cały szereg nieszczęść. Urząd Skarbowy wykrył nieprawidłowości w prowadzonej firmie, założono kilka spraw sądowych, dostałem nawet wyrok skazujący. Samochody ciężarowe które miałem w firmie nie przynosiły żadnych zysków tylko same straty, wszystkie miały bezustannie bardzo poważne wypadki drogowe, wręcz katastrofy, stłuczki i bez przerwy się psuły. Nie było końca napraw i remontów. Aczkolwiek mimo tak strasznych i poważnych wypadków żaden kierowca nie zginął. Firmy ubezpieczeniowe nie chciały już ubezpieczać pojazdów ze względu na ciągłość bardzo wielkich zniszczeń za które wypłacały ogromne sumy pieniężne na naprawy, niekiedy były to szkody całkowite. Z czasem do pogłębiającej się silnej depresji zaczęły się dołączać następne poważne choroby takie jak hemoroidy na które miałem trzy operacje i kilka zabiegów, operacja na wycięcie woreczka żółciowego, nadciśnienie tętnicze. Zacząłem kaszleć, kaszel nie poddawał się żadnemu leczeniu antybiotykami ani sterydami, zaczęły się napady duszności, pogarszało się oddychanie, stwierdzona astmę. Leczenie nie dawało żadnych efektów co chwila szpital silne zastrzyki, tlen, leki sterydowe coraz silniejsze, choroba bez przerwy się pogłębiała. Po kilku latach badanie tomografem komputerowym wykazało trzy guzy w płucach od 3 do 8 mm. Po kilku miesiącach badanie powtórzono guzy urosły i pojawiły się nowe, w sumie było ich 13 na obydwu płucach. Skierowano mnie na operację w celu pobrania kilku guzów do badania. Operację przeszedłem bardzo ciężko, zaczęły się powikłania początek zapalenia otrzewnej. Badanie pobranych wycinków wykazało ostre przewlekłe zapalenie oskrzelików. Lekarze którzy prowadzili moje leczenie nie spotkali się nigdy z takim przypadkiem. Zaczęto mnie leczyć sterydami w bardzo dużych dawkach, ale po długotrwałym przyjmowaniu leków było tylko gorzej i gorzej. Kolejne szpitale, branie przeróżnych silnych leków i tlenu bez żadnej poprawy zdrowia a wręcz przeciwnie. Dochodziły tylko kolejne choroby między innymi gronkowiec złocisty i sepsa. Zwątpiłem w medycynę i zacząłem jeździć i chodzić na leczenia niekonwencjonalne (tzw. okultystyczne) takie jak : akupunktura, akupresura, masaże, badanie z oka, leczenie Chińskimi ziołami, bioenergoterapeutów, tak zw. świeckich egzorcystów, parapsychologów itd. Niekiedy po takich seansach następowały chwilowe poprawy zdrowia lecz po krótkim czasie było jeszcze gorzej. Po kilku latach byłem już wrakiem człowieka, ledwie trzymającym się na nogach, bez przerwy kaszlałem, odpluwałem duże ilości flegmy, duszącym się z powodu astmy, przestraszonym z powodu ciągłych lęków, niepokoju, bezsenności, depresji, krwawiących hemoroidów, nadciśnienia, krwawieniu z nosa i zatok oraz innych chorób. Zacząłem pluć krwią, znowu trafiłem do szpitala, pod tlen, badania, zastrzyki, antybiotyki, sterydy, badania wykazały dalej guzy w płucach. Niedługo po wyjściu ze szpitala znowu zacząłem pluć krwią tylko już bardziej obficie, przy kaszleniu we flegmie cały czas była krew. Znowu trafiłem do szpitala i ponownie zrobiono badania które wykazały jak zwykle guzy w płucach oraz gruźlice. Przeniesiono mnie na oddział przeciwgruźliczy. Przyjmowałem po cztery antybiotyki na raz oraz leki przeciwprątkowe. Zaczął mnie boleć żołądek i dostałem dny moczanowej.

Zdesperowany opowiedziałem moim znajomym o moich niekończących się chorobach, niepowodzeniach i nieszczęściach. Jedna z moich znajomych powiedziała mi że zna pewnego zakonnika, dobrego spowiednika z Torunia już nie żyjącego ojca Feliksa Dziadczyka, który być może będzie mógł mi jakoś pomóc. Zaproponowała mi, że zadzwoni do niego i przedstawi mu moje problemy, na co ja wyraziłem zgodę. Po niecałych dwóch tygodniach otrzymałem odpowiedź od ojca Feliksa. W tym czasie Ojciec Feliks modlił się w mojej intencji do Ducha Świętego. Odpowiedź była jednoznaczna: Wszelkie moje choroby, niepowodzenia i nieszczęścia spowodowane są przekleństwem międzypokoleniowym. Zalecił spowiedź z całego życia, wizytę u Egzorcysty, przyjmowanie sakramentów i obecność na mszach o uzdrowienie i uwolnienie, zamówienie 30 mszy Gregoriańskich za żywych i zmarłych moich przodków o przerwanie więzów międzypokoleniowych za cztery pokolenia.

Dnia 04.Stycznia.2013.r miałem wypadek. Przy otwieraniu burty w samochodzie ciężarowym zmiażdżyłem palec wskazujący prawej dłoni. Po dojechaniu do szpitala zrobiono mi zdjęcie rentgenowskie i kazano czekać na lekarza. Po dłuższej chwili czekania przyszedł lekarz ortopeda traumatolog i to ku mojemu zdziwieniu był to lekarz którego bardzo dobrze znałem. Po zapoznaniu się z moim przypadkiem powiedział że powinien mnie przyjąć do szpitala i zrobić operację, objaśnił mi szczegółowo jaki miał by być przebieg tej operacji. Po chwili jednak zaczął mówić że mógłby mi zrobić inny zabieg po którym mniej by mnie bolało. Ja mu odpowiedziałem że niech robi tak żeby było dobrze bo ja się na tym nie znam. On mówił na przemian że raz operacja raz zabieg, siadał i wstawał, widać było że toczy się w nim walka duchowa, trwało to długą chwile. W końcu zdecydował że zrobi mi zabieg. Po zabiegu udzielił mi wskazówek kiedy mam przyjść do kontroli wypisał dokumenty i receptę i pozwolił mi odejść do domu. Żona czekała na mnie na korytarzu żeby mnie zabrać do domu. Po wyjściu z drzwi szpitalnych otrzymałem silny przekaz duchowy że jest źle zrobiony zabieg. Od razu na schodach szpitalnych mówiłem do żony żeby mnie wiozła do innego jakiegokolwiek szpitala i żeby mi zrobiono operację bo to jest źle zrobione i musi to być poprawione. Żona stawiała mi opór i mówiła że niby skąd ja mam wiedzieć czy jest dobrze czy źle zrobione ale ja kilkakrotnie się przeciwstawiałem i prosiłem żeby mnie zawiozła do jakiegoś innego szpitala. Po dłuższej chwili takich przepychanek słownych i moich zapewnień że jest źle, gdy już była by mi skłonna ulec i jechać do innego szpitala ja otrzymałem jeszcze bardziej szczegółowy przekaz duchowy który utwierdził mnie jeszcze mocniej w tym że zabieg jest zrobiony bardzo źle i objawił mi dokładnie jak wielkie będą komplikacje i jak długo będą trwały. Objawione zostało mi też to że nie uniknę tego bo to wszystko musi się wydarzyć i choćbym pojechał nie wiem gdzie to i tak mi nikt nie pomoże. W przekazie tym zobaczyłem również że będę jeździł po całej Polsce, zobaczyłem wszystkie miasta i drogi jak na mapie gdzie będę szukał pomocy po najlepszych lekarzach i nikt mi nie będzie umiał pomóc aż wreszcie najlepszy chirurg ręki w Polsce mnie zoperuje i będzie wszystko dobrze. Będzie to trwało pół roku. Ja poczułem wielki smutek, zapragnąłem śmierci. Pomyślałem że nie chcę żyć, że wolałbym umrzeć i zapytałem się w duchu kiedy umrę. Czekałem na odpowiedź ale jej nie było i zapytałem ponownie. Wtedy otrzymałem odpowiedź że umrę za niecały rok. I faktycznie wszystko potwierdziło się co do joty, było tak jak w objawieniu z jednym tylko wyjątkiem że żyję do dziś. Palec po wyciągnięciu igieł i ściągnięciu usztywnienia zaczął coraz bardziej boleć i puchnąć. Po kontroli u lekarza dowiedziałem się że jest bardzo źle ponieważ wdała się infekcja. Podano mi antybiotyki i leki przeciwbólowe które uszkodziły mi żołądek. Palec coraz bardziej był opuchnięty i coraz bardziej mnie bolał. Jeździłem po najlepszych lekarzach po całej Polsce a oni tylko rozkładali ręce mówiąc że nie mogą mi pomóc i że być może jak infekcja nie ustąpi to palec trzeba mi będzie amputować. Wszyscy mówili zgodnie że palcem nie będę mógł już grać na akordeonie (gdyż jest to moja pasja) ani zginać bo już jest zalany w stawie (a staw i tak jest zniszczony) i nigdy już zginał nim nie będę. Ja mimo to nie traciłem wiary tylko jeździłem po lekarzach non stop, wracając od jednego od razu wyjeżdżałem do kolejnego przez cały czas wijąc się z bólu. Przez ten czas wyłem z bólu niejednokrotnie bijąc głową o ścianę i modliłem się nie tracąc nadziei, szczególnie do Miłosierdzia Bożego przed stojącym na szafce obrazkiem Jezu Ufam Tobie. Lekarze nie dawali mi nadziei. Po kolejnej wizycie u lekarza w Krakowie przy badaniu lekarz stwierdził że w tym zalanym stawie jest jakby mały ruch i wreszcie wyznaczył termin i zgodził się na operację. Po operacji dostałem skierowanie do Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie od Profesora z Rabki (jest to najlepsza jednostka tej specjalizacji w Polsce). Przed wyjazdem do Warszawy udało mi się przystąpić do spowiedzi i komunii Świętej i zamówić 30 mszy Św. za moich przodków do czwartego pokolenia. Po drodze jak zwykle cały czas kaszlałem, plułem flegmą i krwią.

Po przybyciu do Szpitala zapytałem gdzie jest kaplica i po otrzymaniu odpowiedzi odwiedziłem ją. Dowiedziałem się że następnego dnia jest Msza Święta a po niej namaszczenie chorych. Jeszcze przed wszystkimi badaniami udałem się na tą Mszę Świętą a towarzyszyła mi w tym żona. Po przyjściu pod drzwi kaplicy nie mogłem do niej wejść, jakaś siła nie dawała mi wejść do kaplicy, łapałem klamkę i puszczałem wielokrotnie odchodząc od drzwi, siadając i wstając oblany potem przestraszony walczyłem duchowo z jakimiś siłami aby wejść do kaplicy. Żona mnie prawie tam wpychała siłą a mnie coś odpychało i nie dawało mi wejść. W końcu przed Komunią Świętą z trudem udało mi się wejść do kaplicy a że byłem po spowiedzi przyjąłem komunię świętą trzęsąc się cały spocony i zalękniony. Zaraz po tym było namaszczenie chorych do którego też miałem wielki problem podejść ponieważ cały się trząsłem bałem i pociłem. W końcu jednak otrzymałem sakrament namaszczenia chorych po którym udałem się na salę chorych.

W następnym dniu pobytu w Szpitalu rozpoczęły się szczegółowe badania, bardzo dokładne i skomplikowane które trwały tydzień. Po ukończonych badaniach przyszło do mnie do sali chorych kilkunastu lekarzy, profesorów. Główny Profesor tej kliniki powiedział do mnie że właśnie wszyscy ci lekarze mieli na mój temat naradę gdyż z wszystkich wcześniejszych dokumentacji lekarskich, badań i wypisów szpitalnych wynika że jestem bardzo poważnie chory a tu wszystkie badania które mi wykonano świadczą iż jestem całkowicie zdrowy, nie ma najmniejszych znamion choroby, guzy znikły nie tylko z płuc ale ze zdjęć zrobionych w innych szpitalach, pozostały tylko opisy tych zdjęć na których lekarze opisywali ich wielokrotność i wielkość. Po gruźlicy nie ma najmniejszego śladu tak jakby jej nigdy nie było, a po przebytej gruźlicy zostają na zawsze zwapnienia płuc widoczne na każdym zdjęciu do końca życia. Astmy też nie ma i zdziwieni lekarze pytali kto postawił diagnozę astmy jak wyniki są wspaniałe wręcz super jak u całkowicie zdrowego człowieka. Ja mówię że to nie możliwe, że chyba te badania źle wyszły bo ja tyle lat się leczę u tylu różnych lekarzy i w tylu szpitalach przebywałem a po za tym tak bardzo kaszlę i duszę się z powodu astmy. A Lekarka która bardzo często do mnie przychodziła mówi że ona ani raz nie słyszała żebym kaszlał, wtedy też przebywający na sali pacjenci odezwali się że oni też nie słyszeli żebym ja kiedykolwiek kaszlał. I wtedy tak pomału jak przez mgłę dotarło do mnie że odkąd tu jestem w tym szpitalu to nie kaszlę, wcześniej tego nawet nie zauważyłem. Odstawiono mi wszystkie sterydy na astmę i leki na płuca oraz na nadciśnienie i zatoki. Zostałem cudownie uzdrowiony przy namaszczeniu chorych. Po powrocie z Warszawy miałem operację na hemoroidy w Rzeszowie, która udała się wyśmienicie (powiedziano mi że poprzednie dwie były nieudane). Udałem się też do gastrologa na gastroskopię, której wynik był wyśmienity, przebadano cały żołądek i dwunastnicę nie znajdując najmniejszych znamion choroby, mimo wcześniejszego wielkiego bólu brzucha od ponad pół roku i systematycznym przyjmowaniu leków. Kazał odstawić leki. Po tym badaniu ból brzucha ustąpił całkowicie. Udałem się również do laryngologa który również stwierdził wyśmienity stan mojego zdrowia mimo iż wcześniej leczyłem się na zatoki, przyjmowałem sterydy, miałem je przyjmować do końca życia, ponieważ choroba ta miała być niewyleczalna. Miałem również być skierowany na operację przegrody nosowej, gdyż była krzywa, lecz ku zdziwieniu lekarza i moim po badaniu wszystko było całkowicie zdrowe a przegroda nosowa prosta. Później wyciągnięto mi drut z palca i kazano ćwiczyć, odzyskałem sprawność palca. –

Lęki dalej zostały, odczuwałem lęk, strach niepokój, zawroty głowy, bezsenność. Przez długie lata nie mogłem chodzić do kościoła, jak przebywałem w kościele robiło mi się słabo oblewał mnie pot odczuwałem lęk, niepokój, przerażenie i musiałem wychodzić z kościoła. Nie mogłem też przystępować do sakramentów świętych, jakaś nieznana siła kazała mi odchodzić od konfesjonałów i w strachu i lęku wychodziłem z kościoła. Przez ostatni rok już wcale nie chodziłem do kościoła. W czasie odprawiania mszy św. Gregoriańskich za cztery pokolenia moich przodków, gdzieś tak w połowie ich odprawiania – poczułem w środku nocy tak około godz. 3.00 obecność jakiejś istoty w pokoju, poczułem chłód. Nagle zaczął mnie przenikać duch, dwukrotnie od bioder do samej szyi przeniknął mnie duch wyprężając mi całe ciało i łapiąc za szyję zaczął mnie dusić. Myślałem że nie przeżyje, czułem wielki lęk i chłód, czułem że to jest zły duch. Westchnąłem tylko do Boga, gdyż myślałem że mnie zadusi, nie mogłem oddychać i wtedy puścił. Po chwili znowu się powtórzyło i tak jak poprzednio od bioder do samej góry przeszywał mnie jakiś zimny byt tak że wyprężyło mi całe ciało i pomału przeszywał całe moje ciało aż do szyi po czym zaczął mnie dusić. Czułem wyraźnie jak przenikał mi każdy mięsień i tkankę tak że aż mnie wyprężało do tyłu. Nie mogłem wydobyć najmniejszego dźwięku chociaż chciałem krzyknąć z bólu i przerażenia. Popatrzyłem tylko w okno na niebo wzywając w myślach Boga gdyż myślałem że już po mnie ponieważ dłuższą chwilę nie mogłem oddychać i wtedy uścisk na szyi zniknął. Wyskoczyłem z łóżka, zbudziłem żonę mówiąc jej co się stało. Żona gdy zobaczyła moje oczy i mnie całego przerażonego jak jej mówię że to był zły Duch od razu wzięła różaniec do ręki, drugi dała mi i na kolanach kazała odmawiać razem z nią. Następnego dnia rano pojechała do znajomej po sól i wodę egzorcyzmowaną, gdyż nie mieliśmy ich w domu. Po przywiezieniu sakramentaliów posypała solą i poświęciła wodą cały dom. Po tej fatalnej nocy zasiadłem przed komputerem i szukałem numeru telefonu do Księdza Egzorcysty. Po znalezieniu numeru umówiłem się na możliwie jak najszybszy termin. Po rozmowie z Księdzem Egzorcystą dowiedziałem się że należy jak najszybciej udać się do spowiedzi, najlepiej z całego życia, pozbyć się wszystkich przedmiotów okultystycznych jeżeli znajdowałyby się w moim posiadaniu takich jak słoniki z trąbą do góry, drzewka szczęścia, pierścień atlantów, amulety, talizmany, maski afrykańskie itp., jakieś dzwoneczki, senniki, karty tarota, treści pornograficzne, (i inne tzw. przedmioty na szczęście) itd., pokropić ich wodą święconą , spalić i zakopać. Po zastosowaniu się do rad Księdza Egzorcysty i comiesięcznym wizytom u niego zło pomału ustępowało lecz wydarzały się różne dziwne rzeczy takie jak: np. Byłem atakowany przez wściekłego psa, który biegł za mną z wściekłością szczekając i warcząc. Gdy już czułem na sobie jego dotyk że miałem wrażenie że zaraz mnie rozszarpie wtedy westchnąłem do Boga odwróciłem się i pies zniknął. Po chwili miałem kolejne nękanie złego ducha, tylko że tym razem był to jakiś potwor przypominający smoka i również jak w poprzednim przypadku zniknął po westchnieniu do Boga i odwróceniu się. Bałem się brać noża do ręki jeżeli w pobliżu były moje dzieci, ponieważ coś mi podpowiadało że jak wezmę ten nóż do ręki to mogę zabić dziecko, na co z całą stanowczością mogę stwierdzić że nie były to moje myśli, wiec gdy któryś z moich trzech synów był np. w kuchni a ja chciałem sobie ukroić czy posmarować kromkę chleba to bałem się wziąć noża do ręki i wolałem oddalić się z tego miejsca i wrócić dopiero jak ich tam nie będzie. Szczególnie nocami miałem koszmarne sny, śniły mi się wiedźmy, upiory, potwory i widma, zniekształcone paskudne postacie, nawiedzone miejsca, zamki, klasztory, ksiądz z którego zrobił się jakiś diabeł z powykręcaną wstrętną i ohydną twarzą, miałem odczucia czyjejś obecności w pomieszczeniu w którym spałem, duchów i zwierząt, pająków, wstrętnych robactw, śniły mi się osoby zmarłe, gnijące, rozkładające się, czułem ich straszny odór, smród który po wybudzeniu pozostawał w powietrzu. Krzyczałem przez sen, wydawałem nieludzkie dźwięki, przy tym cały się trząsłem, czułem smród, niekiedy smród siarki i rozkładających się zwłok. Po wybudzeniu nie mogłem zasnąć a jak zasnąłem od razu koszmar powracał. Pomagała jedynie modlitwa różańcowa i do Św. Michała Archanioła, picie wody egzorcyzmowanej i branie soli na język gdyż po tym ustępowało wszystko i mogłem spać w spokoju do rana. Spałem z różańcem w ręku, zasypiałem modląc się. Bardzo często dręczyły nie natrętne myśli. Kilkakrotnie przed wyjściem na Mszę Świętą dostawałem gorączki i gdy leżałem w łóżku cały w dreszczach i zalany potem podsuwane mi były myśli bluźniercze skierowane w stronę Matki Bożej. Gdy Msza Święta się zakończyła, wszystko ustępowało. Po każdej wizycie u Egzorcysty ataki złego Ducha słabły, częstotliwość ich malała. Ksiądz mówił mi żeby się nimi nie przejmować gdyż są to pozostałości które z czasem ustąpią, żyć w łasce uświęcającej, modlić się, uczestniczyć we mszy świętej, przystępować do sakramentów świętych, przestrzegać 10 przykazań Bożych i być spokojny, gdyż wtedy przekleństwo nie działa i zły duch nie ma do mnie dostępu.

Po upływie około pół roku wszystko się uspokoiło, skończyły się wszystkie udręki, sny, koszmary. Lęk i niepokój ustąpił, ze snem nie miałem już najmniejszych problemów, wszystkie leki nasenne i przeciwdepresyjne zostały odstawione, smutek i zmartwienia poszły w niepamięć. Powrócił pokój, chęć do życia, radość, poczucie własnej wartości. W tej chwili cieszę się pełnym zdrowiem, jestem okazem zdrowia, nie zażywam żadnych leków, czuje się wspaniale. Wszystko układa mi się pomyślnie, czuję Błogosławieństwo Boże. Mam zadowolenie z pracy, ponieważ Firma którą prowadzę wraz z żoną zaczęła się błyskawicznie rozwijać i zatrudniać nowych pracowników. Samochody przestały się psuć, skończyły się wypadki, stłuczki, kolizje drogowe i inne nieszczęścia. W miarę możliwości uczęszczam codziennie na mszę świętą, przystępuję do sakramentów pokuty i pojednania, odmawiam różaniec, modlę się i jestem szczęśliwy. Dziękuję Panu za to wszystko co się wydarzyło, dzięki temu nauczyłem się przebaczenia, miłości, pokory i dzięki temu jestem szczęśliwy i jestem bliżej Boga a tym wszystkim, którzy kiedykolwiek w życiu wyrządzili mi jakąś krzywdę bądź też mi złorzeczyli czy przeklinali z całego serca przebaczam, proszę Boga i Maryję o Błogosławieństwo dla nich i składam w ofierze za nich modlitwy.

Około pół roku po tych wydarzeniach uczestniczyłem we Mszy Świętej z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie prowadzoną przez o. Józefa Witko w Jarosławiu na której zostałem uzdrowiony z bólu kręgosłupa. Od lat cierpiałem na dyskopatię. Od tego czasu upłynął już ponad rok i kręgosłup nigdy mnie już nie zabolał. Był to kolejny cud uzdrowienia.

W jakiś czas po tym popełniłem grzech ciężki, łamiąc jedno z dziesięciu przykazań i nie zdając sobie sprawy z tego, chodziłem codziennie do kościoła i przyjmowałem Komunię Św. Wrócił lęk, niepokój, bezsenność, koszmary nocne, zacząłem widzieć ohydne postacie,  bez twarzy, wstrętne  gady, pająki i robactwa. Nie mogłem zasnąć, zacząłem brać leki uspokajające i nasenne. Świat stał się znowu ponury i szary, powróciła niechęć do życia i z dnia na dzień zacząłem tracić siły fizyczne. Zadzwoniłem do Egzorcysty ks. Mariana Rajchela i zapytałem co się mogło stać ze mną, gdyż od ponad dziesięciu dni z dnia na dzień tracę siły i zdrowie oraz że wróciły lęki, bezsenność, koszmary, wybudzam się z krzykiem cały się trzęsąc, niewiele śpię i jestem potwornie zmęczony. Mówiłem mu że nie wiem co się stało, że chodzę codziennie do komunii Świętej i nie mam pojęcia dlaczego tak się dzieje. Ksiądz powiedział mi że musiałem popełnić jakiś błąd. Nie przychodziło mi na myśl jaki błąd mogłem popełnić więc go poprosiłem aby umówił mnie na spotkanie, żeby rozeznać co się stało. Zapisał mnie na najbliższy możliwy wolny termin, gdzieś za około miesiąc czasu. W kilka dni po umówieniu się z księdzem Egzorcystą mój najmłodszy syn szedł do spowiedzi. Ja również postanowiłem iść razem z nim. Po wejściu do kościoła prosiłem Ducha Świętego aby mi wskazał grzech (błąd) jaki popełniłem, gdyż nic sensownego nie przychodziło mi do głowy. Po chwili modlitwy, przyszła mi nagle bardzo silna i zdecydowana myśl. Usłyszałem w niej bardzo wyraźnie tylko jedno przykazanie Boże, które uświadomiło mi popełniony grzech. Przystąpiłem do Sakramentu Spowiedzi, po czym udałem się do domu. Od tamtej pory przesypiam każdą noc. Powrócił spokój i radość. Siły fizyczne wróciły. Wszystko minęło jak ręką odjął. Miałem już odwołać wizytę u Księdza Egzorcysty lecz poszedłem by podzielić się z nim tym co się stało i zapytać dlaczego tak się dzieje. Ksiądz powiedział mi że przekleństwo cały czas działa, dopóki ktoś nie odwoła go świadomie i dobrowolnie i tylko przestrzeganie 10 przykazań i bycie blisko Boga chroni mnie całkowicie przed jego skutkami. I w razie by mi się zdarzyło popełnić jakiś ciężki grzech to muszę jak najszybciej udać się do spowiedzi, gdyż grzech ciężki otwiera furtkę na działanie przekleństwa. Powiedział mi również żebym ostrzegł moje dzieci ponieważ są w wielkim niebezpieczeństwie. Muszą również przestrzegać przykazań i być blisko Boga, gdyż w innym przypadku przekleństwo może ich dotknąć. Ja gdy będę w łasce uświęcającej to mnie nie dotknie i ja jestem bezpieczny a jeżeli oni będą w grzechu ciężkim to przekleństwo przejdzie na nich.

Bogu niech będą dzięki !!!   Chwała Panu !!!
Jerzy

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydarzenia i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

41 odpowiedzi na „Uzdrowiony z przekleństwa – bardzo mocne, potwierdzone medycznie świadectwo uzdrowienia i uwolnienia

  1. julia pisze:

    mocne świadectwo…
    a powiedzcie mi, czy jest możliwe , ze jakiś ludowy rytuał sprowadzi na dziecko nieszczęście?
    praktycznie od urodzenia byłam chora, cud ze przezyłam , bo mama w ostatniej chwili zawiozła mnie do dobrego lekarza. Chorowałam 8 miesiecy na koklusz, od okresu noworodkowego..
    zaden lekarz nie umiał mamie pomóc i wiem, ze dziadek ( teść ) poradził mamie , zeby moja niemowlęcą czapeczkę wynieść do lasu , na rozstaje dróg i tam zostawić i chyba splunąc 3 razy…
    mama oczywiscie posłuchała.. coś mi się obiło tez o paleniu moich ubranek..ale nie jestem pewna..
    nie przywiązuję do tego zbyt wiele uwagi, ale zastanawiam się , czy to coś w formie jakiegos rytuału , mogło spowodować , ze jako dziecko daleka byłam od niewinności i od zawsze czułam , ze jestem zła, niekochana, odrzucona , traktowana z pogardą..
    z mojego dziecinstwa wyrosłam z przekonaniem , ze jestem do niczego i ze nosze w sobie jakies zło..

    • wobroniewiary pisze:

      Pójdź z tym pytaniem do konfesjonału a nawet do egzorcysty, pomodli się rozezna.
      Ja sama jestem po modlitwie uwolnienia z przekleństwa i 1/100 z tego świadectwa i mnie dotyczy.
      Czytając i pisząc mówiłam witaj w klubie
      Osoba która rzuciła na mnie przekleństwo (w 1991 roku) nie odwołała go i nie odwoła – muszę uważać by nie wpaść w grzech ciężki. Bo jak pisze Jerzy cytując ks. Mariana Rajchla: ‚przekleństwo cały czas działa, dopóki ktoś nie odwoła go świadomie i dobrowolnie i tylko przestrzeganie 10 przykazań i bycie blisko Boga chroni mnie całkowicie przed jego skutkami’
      Przestrzegam Dekalogu staram się codziennie uczestniczyć we Mszy św. i muszę bardzo się pilnować.

      Modlitwa o złamanie przekleństw
      Panie Jezu, dziękuję Ci, że na Kalwarii stałeś się dla mnie przekleństwem, abym mógł kroczyć w wolności (Ga 3,13). Sprzeciwiaj się każdemu negatywnemu słowu, wypowiedzianemu nad moim życiem lub przeciwko mnie, przeze mnie lub przez inną osobę.
      W Imię Jezusa i mocą Jego Krwi, łamię moc tych słów i odwołuję je oraz ogłaszam, że nie mają one władzy nad moim życiem. Ogłaszam teraz coś wprost przeciwnego dla mojego życia. Słowa te nie mają już na mnie żadnego wpływu.
      Wypowiadam teraz i ogłaszam nad moim życiem błogosławieństwo zawarte w Księdze Powtórzonego Prawa 28, 1-14.
      Jezu, dziękuję Ci za to, że mnie uwalniasz. Amen!

      Przypominam też wpis
      https://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/2014/05/11/moc-przeklenstwa-czy-kazde-jest-grzechem-sposoby-obrony-czyli-7-krokow-lamiacych-przeklenstwo/

      • Bogusia pisze:

        Doradz Ewo ,co mamy czynic my,ktorzy mieszkamy zagranica? Co powiedziec ksiedzu,ktory spojrzy jak „na wariata” , bo nie jest w stanie uwierzyc ,ze my Polacy =Katolicy z latwoscia i premedytacja potrafimy wykorzystywac DIABELSKA sile , by „sasiadowi ostatnia krowa padla”…i by dotykaly go nieszczescia.Co powiedziec ,ze zazdrosna tesciowa, dobrze zyczy dzieciom wlasnej corki ,a ze dzieci syna(=synowej) sa zdolniejsze,ladniejsze ,kulturalniejsze…-trzeba je tylko przeklinac i zlorzeczyc.My spotykajacy sie na tej stronie, znamy dokladnie omawiane problemy klatw i nie mamy trudnosci ,ze zrozumieniem.Tutaj moglabym uslyszec…:”…jak to? Taki dobry narod chwalacy sie poboznoscia i dobrocia ,ktory chce byc przykladem dla swiata -DWOM PANOM SLUZY…? Mysle,ze moze ,posadzona bym zostala , o pewne zaburzenia.
        Moze jakis ksiadz z Polski pomoglby na odlegosc przekletym osobom,bo naprawde wielu takowych jest.Postarajcie sie” jakos” pomoc.
        Osobiscie ,po Akcie Oddania sie Jezusowi przec Rece Maryi-8 grudnia -poczulam sie PEWNA ,ze Jezus jest przy mnie…,czuje Jego sile i pomoc ,gdy Zly atakuje.
        Pozdrawiam
        Szczec Boze…!

      • Bogusia pisze:

        Dzieki Ewo-tak wlasnie robie- spowiedz…Komunia Sw. -sluchawki na uszy i wspolna modlitwa i uczestnictwo w kazaniach,rekolekcjach,Eucharystii-to sa wspaniale autorytety dla mnie- przez Nich Bog dziala namacalnie.Dzieki za czarna zakladke na gorze.
        Szczesc Boze!

        • wobroniewiary pisze:

          Modlitwa o.Daniela, którą Ci podałam też jest przeciw przekleństwom pokoleniowym (momentami nie dało się słuchać, zły wył do niemożliwości)

  2. Ania pisze:

    Bardzo ważne słowa
    „Ksiądz powiedział mi że przekleństwo cały czas działa, dopóki ktoś nie odwoła go świadomie i dobrowolnie i tylko przestrzeganie 10 przykazań i bycie blisko Boga chroni mnie całkowicie przed jego skutkami. I w razie by mi się zdarzyło popełnić jakiś ciężki grzech to muszę jak najszybciej udać się do spowiedzi, gdyż grzech ciężki otwiera furtkę na działanie przekleństwa”

    • zojka pisze:

      „Ksiądz powiedział mi że przekleństwo cały czas działa, dopóki ktoś nie odwoła go świadomie i dobrowolnie…”
      Czy więc Modlitwa o złamanie przekleństw będzie działała?

      • wobroniewiary pisze:

        Działa – pod warunkiem, że trwasz w łasce uświęcającej, przestrzegasz Dekalogu a jak coś się zdarzy, natychmiast do konfesjonału

        Trzeba doczytać ten fragment do końca, bo tylko całościowo czytany jest przydatny dla nas 😉

        Mały przykład:
        W grudniu miałam taki okres przez jakieś dwa tygodnie, że dzień w dzień szło zapytanie o tłumaczenie, i dosłownie po 2 min info ‚zlecenie nieaktualne Po prostu siąść i ryczeć. No dwa trzy może się tak zdarzyć ale non stop. Pojechałam do kocioła, kierownik powiedział ‚chodź do spowiedzi siadłam w ławce i robiłam rachunek sumienia. Wołałam Duchu Św. podpowiedz błagam, bo chyba nic nie zrobiłam takiego i ….błysk – rozmowy tu na WoWit o tym o kim ślubowałam milczenie
        Wystarczyło, by otworzyć furtkę? – Niestety tak 😦
        Potem ks. dr Andrzej S (ten od homeopatii) modlił się o uwolnienie od przekleństwa, błogosławił, odprawił mszę św. Zlecenia powoli wracają, sytuacja się normuje…. a było prawie, że tragicznie.

        Może teraz i czytelnicy zrozumieją, dlaczego pewnych tematów nie mogę poruszać. Posłuszeństwo to posłuszeństwo. Ślub milczenia to ślub milczenia a nie teksty ale my mamy prawo wiedzieć, czemu tu nie ma tych a tych orędzi

        I tak samo niech nie będzie tu już nic od tych od mbm (w sensie ich cytatów na dznmp) bo z herezjami dalej będziemy walczyć a oni niech kłamią, złorzeczą, bluźnią – najwyżej wróci do nich

      • mc2 pisze:

        Nie chcę żeby zabrzmiało to jak ironia , ale szczerze Ci ŻYCZĘ zleceniodawcy choćby w połowie tak szczodrego jak Pan Sikorski.

        • wobroniewiary pisze:

          Wiem, jak usłyszałam ile on dawał tłumaczowi to mało nie padłam (i to było za ekspertyzę, czyli tzw. korektę a więc połowa stawki) 😀 😀
          Podczas gdy stawka wg rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości wynosi dla tłumacza 23,07 i 30,00 (brutto) za 1125 znaków w przypadku tłumaczeń uwierzytelnionych
          Zwykłe tłumaczenia- przemilczę

      • mc2 pisze:

        Dlatego pod koniec grudnia 2014 Pan Sikorski w wywiadzie z dziennikarzem Tygodnika Powszechnego Pawłem Reszką stwierdził :
        Hasło „tanie państwo” okazało się chybione. Państwo nie powinno być tanie, powinno być solidne. 😉
        http://tygodnik.onet.pl/kraj/radoslaw-sikorski-dla-tp-toksyczny-ekosystem/0p40j

  3. zojka pisze:

    Zrozumiałam.Bóg zapłać.

    • wobroniewiary pisze:

      Zojka zobacz jak ważne jest życie Sakramentami Kościoła.
      Kiedy Jerzy został uzdrowiony? Po otrzymaniu Sakramentu namaszczenia chorych

      A kiedy uwolniony? Po sakramencie spowiedzi świętej!

  4. Myśl Św. o. Pio na każdy dzień, 5 stycznia.
    „Dzisiaj więc, o bracia, zacznijmy czynić dobro, ponieważ do tej pory nic dobrego jeszcze nie zrobiliśmy”. Słowa te, które seraficki ojciec św. Franciszek w swej pokorze odnosił do siebie samego, uczyńmy naszymi na początku tego Nowego Roku. Naprawdę, nic dobrego aż do dnia dzisiejszego nie zrobiliśmy, a jeśli uczyniliśmy coś dobrego, to jednak bardzo mało. Kolejne lata [i dni] następowały po sobie, a my nawet nie zapytaliśmy siebie, jak je wykorzystaliśmy; Czy nie było niczego w minionym czasie do naprawienia, do usunięcia czy do dodania, jeśli chodzi o nasze postępowanie? Żyliśmy dotąd bezmyślnie, jak gdyby pewnego dnia wieczny Sędzia nie miał nas wezwać do siebie i zażądać sprawozdania z tego, co zrobiliśmy, jak wykorzystaliśmy nasz czas. A przecież z każdej minuty, z każdego poruszenia łaski Bożej, z każdego Świętego natchnienia, z każdej okazji, którą nam dano do tego, aby czynić dobrze, będziemy musieli się bardzo dokładnie rozliczyć. Nawet najlżejsze przekroczenie świętego prawa Bożego będzie brane pod uwagę! (m, w: Epist. IV, s. 875).

  5. Karo pisze:

    niezwykłe świadectwo, dziękuję za dodanie

    • wobroniewiary pisze:

      Kasia a ja Ci dziękuję za pomoc przy korekcie tłumaczenia 🙂
      Kasia jest naszą Czytelniczką, chciała o czymś porozmawiać a zna super ukraiński. Ja nie miałam czasu rozmawiać, miałam bardzo bardzo trudne tłumaczenie książki a Kasia mi pomogła zrobiła korektę (literówki, spacje, styl i inne)

      Na fb napisałam tak:
      Ufffffffffffffff skończyłam -77 stron w 13 dni (w tym święta i ślub Reni) a nie było łatwo tłumaczyć: chemia+biologia+medycyna. Książka profesora o kolagenie, Pan Bóg chce abym była mądra. Przykładowy fragment
      […] bierze udział w przemianie pośredniej w całości, regulując współzależność acyl-CoA/CoASH i podtrzymując niezbędny poziom wolnego CoASH w komórce. CoASH jest konieczny do beta-utleniania, dla katabolizmu niektórych aminokwasów, dla dezintoksykacji kwasów organicznych i ksenobiotyków, dla funkcjonowania dehydrogenazy pirogronianowej a więc i dla pracy cyklu kwasów trykarbonowych

      Jak się pojawi w sprzedaży, podam tytuł 😉

  6. Maria Magdalena pisze:

    Brat Jan Hruszowiec
    Bądź ‚bezdotykową myjnią” wobec bliźniego i wroga!
    Rozważając dziś pierwsze czytanie Mszalne http://www.mateusz.pl/czytania/2015/20150105.htm , przyszło mi takie porównanie, że nasza postawa wobec człowieka czyniącego zło, ma być postawą takiej „bezdotykowej myjni”, z której ostatnio korzystałem myjąc samochód. Trzeba zauważyć ten bród-zło, trzeba go nazwać po imieniu, trzeba pomóc bliźniemu dostrzec go i potrzeba pomóc mu zmyć ten bród – grzech. Jednak podobnie jak w myjni bezdotykowej nie dotykamy auta, podobnie nie można „DOTKNĄĆ-POTĘPIAĆ” człowieka. Kiedy się to stanie? Zawsze wtedy kiedy w Twoim i moim sercu zawsze będzie miłość wobec procesu nawracania bliźniego. Jak tego zabraknie, zawsze przegrasz – demony tylko czekają, abym nienawidził tego kogo nawracam, abym porównywał się z nim. Pycha wtedy Cię zniszczy! Bądź dla bliźniego i wroga „bezdotykową myjnią”

  7. Ania pisze:

    Msza święta uratowała życie 81-letniej Niemce
    Msza święta ocali nasze życie wieczne – o tym wszyscy wiemy. Przykład z Niemiec pokazuje, że liturgia może być też dobrą okazją, by zachować życie doczesne!

    Zwyczaj uczęszczania na Mszę świętą uratował życie 81-letniej Niemki. W Nowy Rok kobieta nie pojawiła się, jak zwykle, w kościele na Mszy. Księdza, który odprawiał, bardzo to zaniepokoiło. Natychmiast poinformował pogotowie o możliwym problemie zdrowotnym u jego parafianki.

    Całe szczęście! Tylko dzięki jego przytomności kobietę udało się uratować. Jak podała policja z Saalfeld, pogotowie bardzo poważnie potraktowało doniesienie księdza i wyruszyło na pomoc starszej kobiecie. W akcji ratunkowej uczestniczyła też straż pożarna; funkcjonariusze otworzyli drzwi w domu parafianki.

    Okazało się, że kobieta znajduje się w ciężkim stanie i w ogóle nie może się poruszać. Została natychmiast przewieziona do szpitala i dzięki temu uratowana. Ksiądz, który zadzwonił na pogotowie, będzie dalej opiekował się swoją parafianką.

  8. mariaP pisze:

    JMJ
    Panie Kazimierzu, dopiero w sobote otworzylam poczte i odpowiedzialam na Pana 1-styczniowy mail. Czy otrzymal Pan? Mam nadzieje, ze udalo sie Panu nawiazac kontakt z Ania „Rybka” i otrzymal Pan to , co poszukiwal .
    Serdecznie pozdrawiam , mariaP
    ( z braku potwierdzenia korzystam z blogu )

  9. Jeremiasz pisze:

    Jak dobrze, że mamy tylu pobożnych kapłanów do których zawsze możemy się zwrócić z wołaniem o pomoc. A pomyślmy o odległych zakątkach Ziemii gdzie parafii brak, a jeśli już są to obsługują rozległe połacie terenu – kilkaset albo kilka tysięcy kilometrów kwadratowych, taki Kazachstan albo Mongolia. Człowiek który nie pozna Jezusa pozostaje wówczas sam ze sobą i przegrywa.

  10. wobroniewiary pisze:

    https://ewangeliadlanas.wordpress.com/2015/01/05/objawienie-panskie-trzej-krolowie/

    Objawienie Pańskie – Trzej Królowie
    Księga Izajasza 60,1-6.
    Powstań! Świeć, bo przyszło twe światło i chwała Pańska rozbłyska nad tobą. Bo oto ciemność okrywa ziemię i gęsty mrok spowija ludy, a ponad tobą jaśnieje Pan, i Jego chwała jawi się nad tobą. I pójdą narody do twojego światła, królowie do blasku twojego wschodu Podnieś oczy wokoło i popatrz: Ci wszyscy zebrani zdążają do ciebie. Twoi synowie przychodzą z daleka, na rękach niesione twe córki. Wtedy zobaczysz i promienieć będziesz, a serce twe zadrży i rozszerzy się, bo do ciebie napłyną bogactwa zamorskie, zasoby narodów przyjdą ku tobie. Zaleje cię mnogość wielbłądów – dromadery z Madianu i z Efy. Wszyscy oni przybędą ze Saby, zaofiarują złoto i kadzidło, nucąc radośnie hymny na cześć Pana.

    Ewangelia wg św. Mateusza 2,1-12.
    Gdy Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon . Skoro to usłyszał król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz. Ci mu odpowiedzieli: W Betlejem judzkim, bo tak napisał Prorok: A ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela. Wtedy Herod przywołał potajemnie Mędrców i wypytał ich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy. A kierując ich do Betlejem, rzekł: Udajcie się tam i wypytujcie starannie o Dziecię, a gdy Je znajdziecie donieście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon. Oni zaś wysłuchawszy króla, ruszyli w drogę. A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię. Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę. A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się do swojej ojczyzny.

    ***********

    Świętujemy dzisiaj, bo Bóg nam się objawił. Próbujemy siebie odnaleźć w postaciach tych, którzy zostali przywołani z daleka. Możemy czuć się wybrańcami: przyciągnął nas do siebie Bóg, który pragnie dzielić z nami nasz los. Dzisiaj trzeba się tym ucieszyć i na nowo przeżyć zachwyt nad dobrocią Boga. Autentyczne przeżycie spotkania z Jezusem sprawia, że nic nie pozostaje takie samo: inną drogą, pełni Ducha, wracamy do swoich spraw.

    ks. Jarosław Januszewski, „Oremus” styczeń 2009, s. 26

    • wobroniewiary pisze:

      ❤ Myśl św. Ojca Pio na 6 stycznia
      Miłość nie cierpi zwlekania. Trzej Królowie, zaledwie przybyli [do Jezusa], nie szczędzili trudu, by poznać i pokochać Tego, który pod wpływem łaski Bożej zdobył ich serca, obdarzając taką miłością, która chce się poświęcać, ponieważ serce w swych małych granicach nie może jej pomieścić i pragnie przekazywać dalej to, co je napełnia (m, w: Epist. w, s. 887).

  11. wobroniewiary pisze:

    http://www.gorecko.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=282&Itemid=159

    Kliknijcie na pieśń „Jeruzalem” jest jeszcze „Jeruzalem moje” ale ta pieśń Jeruzalem na podstawie dzisiejszego czytania z Księgi Izajasza – piękna cudowna pieśń jak i wszystkie pozostałe i niezawodny jak zawsze ksiądz Stefan Ceberek 😉

  12. wobroniewiary pisze:

    Co to za tajemnica, w której ukrywa się Bóg?
    Mędrcy są wzorem nawrócenia do prawdziwej wiary, ponieważ bardziej uwierzyli w dobroć Boga, niż pozorny splendor władzy – powiedział Franciszek podczas Mszy św. sprawowanej w uroczystość Objawienia Pańskiego w Watykanie. „Co to za tajemnica, w której ukrywa się Bóg? Gdzie mogę Go spotkać?” – pytał papież i wskazał na wojny, wykorzystywanie dzieci, tortury, handel bronią, handel ludźmi… „W tym wszystkim, we wszystkich tych braciach i siostrach najmniejszych, cierpiących z powodu tych sytuacji, obecny jest Jezus” – powiedział Ojciec Święty.
    Homilia Papieża Franciszka: http://www.niedziela.pl/artykul/13351/Co-to-za-tajemnica-w-ktorej-ukrywa-sie

  13. Maria Magdalena pisze:

  14. Aga pisze:

    Czy zna ktoś dobrego kapłana jak wymieniony w tym świadectwie nieżyjący o. Feliks z Torunia?
    Nie mam możliwości dojazdu, a chciałabym wiedzieć czy coś stoi na przeszkodzie mojemu uzdrowieniu. Od 5 lat mam problemy depresyjno-lękowe, wszystko się wali dosłownie, moje życie zawodowe nie istnieje, bo ciągle jak się za coś wezmę to po jakimś czasie szlag bierze i ląduję znowu w domu na dłuższy czas. Od 2 lat staram się codziennie modlić i żyć jak dobry katolik, ale cały czas w moim życiu nie jest najlepiej.
    agina7@o2.pl

  15. Aga pisze:

    Czasami jeżdżę na Mszę św. z modlitwą o uzdrowienie.

  16. Aga pisze:

    no trudno.

  17. Marcin z Fb pisze:

    Bardzo mocne świadectwo wiary co budzi mój podziw i radość. Jasna wskazówka co dalej robić…namaszczenie chorych i spowiedź no i oczywiście Przykazania Boże..tak niewiele a jednak tak wiele..Dziękuję Ewo (także za podpowiedzi na Fb)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s