Świadectwo Dominika – byłem zniewolony muzyką satanistyczną, do ludzi czułem nienawiść, miałem dręczenia i koszmary nocne

Dziś otrzymaliśmy maila od Dominika (nazwisko dla wiadomości redakcji) o następującej treści:

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! W złączniku przesyłam tekst świadectwa, opisany okres to kilkanaście lat, także mam nadzieję że wszystko określone jest spójnie i jasno (nie wchodziłem w szczegóły w kwestiach grzechów). Świadectwo napisałem na prośbę pewnego kapłana i księdza egzorcysty, z którego posługi skorzystałem. Przesyłam ponieważ na waszym portalu wiele razy czytałem historie ludzi dzielących się mocą Chrystusa, który uzdrowił ich życie. Jeżeli uznają Państwo że świadectwo nadaje się do publikacji to proszę to zrobić. Pozdrawiam serdecznie Pax et Bonum

**********

Od kilku lat jestem nawróconym katolikiem. Ale zanim spotkałem żywego Jezusa Chrystusa chciałbym podzielić się swoim świadectwem, tą drogą jaką przeszedłem zanim trafiłem do owczarni Pana.

W chwili obecnej mam 33 lata, od wczesnego dzieciństwa czyli szkoły podstawowej bardzo często towarzyszyła mi muzyka metalowa, która sprawiała że czułem się kimś lepszym wśród innych rówieśników nierozumiejących tego ciężkiego grania. Imponowała mi jej agresywność i bezkompromisowość. Już w szkole podstawowej nosiłem na dyskoteki kasety znanych polskich zespołów, które otwarcie podejmują tematykę satanizmu. Szkoła średnia była miejscem, gdzie poznawaniem nowych ludzi często przyjaźniąc się z tymi, którzy mieli podobne zainteresowania czyli mroczne ciężkie brzmienia. Zaczęły się pierwsze wyjazdy na koncerty, gdzie podstawą była spora ilość alkoholu i innych używek po których zabawa pod sceną była bardziej dzika. Z czasem muzyka po którą sięgałem była coraz bardziej agresywna, nie tylko pod względem strony technicznej i dźwiękowej ale też teksty były otwarcie bluźniercze i antychrześcijańskie. Inni ludzie w tym księża byli obiektem kpin i żartów, w tym również sprawy wiary. Z czasem sam otwarcie utożsamiałem się z satanizmem i obracałem się w kręgu takich ludzi. Jednak dlatego że pochodzę z rodziny praktykujących katolików czasem chodziłem do kościoła przesiedzieć godzinę dla świętego spokoju. Znacznie częściej jednak do kościoła nawet nie docierałem, stojąc gdzieś z kolegami rozmawiając o ostatniej imprezie. Raz nawet powiedziałem rodzicom, że nie wierzę w Boga, którzy starali się mnie jakoś przekonać. Mrok metalu był tak magiczny ze potrafiłem widzieć piękno w niezmiernej ciemności i samotności, stany depresyjne były częste, aby poprawić sobie nastrój musiałem pić mocny alkohol, coraz częściej. Życie samo w sobie pozbawione było większego sensu, nastrój poprawiała perspektywa jakiegoś koncertu, który pojawiał się na horyzoncie lub impreza w gronie znajomych. Był taki czas ze bez tej muzyki nie mogłem wytrzymać była wręcz jak narkotyk, żyłem nią, zespołami, nie mogąc doczekać się kolejnych płyt. Z czasem wraz z nią przyszło zainteresowanie wampiryzmem i okultyzmem. Inni ludzie stawali się po prostu wrogami, do których czułem bezinteresowną nienawiść. Jestem świadom ze był to czas kiedy świadomie oddałem się w ręce diabła przez m.in. cudzołóstwo, nieczystość i pornografię. Przed studniówka kolega poznał mnie ze znajomą która zgodziła się spędzić ze mną ten wieczór. Była to dziewczyna spoza kręgu moich zainteresowań. Nasza znajomość zaczęła być coraz częstsza mimo, że moje intencje były bardzo złe. Wówczas nie liczyli się dla mnie ludzie tylko to, do czego mogę ich wykorzystać. Momentem, który zapadł mi w pamięć była rozmowa z moją dziewczyną na temat Boga, z którego drwiłem, powiedziała mi że Bóg dla niej to taki Tatuś którego nigdy nie miała. To krótkie zdanie pamiętam do dziś. Ci, z którymi imprezowałem, mówili mi, że do siebie nie pasujemy, próbowali jakoś mnie zniechęcić, jednak było w niej coś co mnie naprawdę interesowało, było po prostu piękne. Z czasem nasz związek zaczynał poważnieć, jej skromna osoba i ciepło jakie pokazywała wobec innych ludzi zaczynało mnie powoli kruszyć. Z czasem się oświadczyłem i wzięliśmy ślub najpierw cywilny a później kościelny, który osobiście traktowaniem jako krok w stronę Boga. Mimo tego moje zainteresowania muzyczne nie uległy zmianie. Nadal jeździłem ze znajomymi na koncerty, żona była tylko raz i powiedziała, że więcej nie pojedzie. Byłem tak zniewolony, że nawet jak żona pewnego dnia była tak chora że zostawili ją w szpitalu na obserwacji ja potrafiłem pojechać na koncert. Moje życie wyglądało tak mniej więcej do czasu ukończenia studiów i początków pracy zawodowej. Imprezy i duże ilości alkoholu były rzeczą normalną, po jednej z takich imprez żona uratowała mi życie, gdyż leżąc na wznak w stanie totalnego upojenia organizm zaczął zwracać, gdyby moja żona się nie przebudziła i nie zrzuciła mnie z łóżka, prawdopodobnie zadławiłbym się wymiocinami. Czy po takim zdarzeniu coś się zmieniło? Może na parę dni, do następnej okazji.

Pewnego dnia kolega podesłał mi na komunikator internetowy link do filmu, którego tematyką było zniewolenie człowieka we współczesności oraz przewijający się motyw trzech szóstek z księgi apokalipsy jako chip, który ma być wszczepiany ludziom jako znamię bestii. Jako że tematyka końca świata była dla mnie atrakcyjna i odpowiednio depresyjna, po obejrzeniu filmu zacząłem temat drążyć u źródła. Znalazłem w domu Biblię i zacząłem czytać Objawienie św. Jana. Następnie czułem niebywałą ochotę na czytanie Ewangelii, to było bardzo mocne, nawet granie w gry komputerowe, od których również byłem uzależniony nie sprawiały mi przyjemności. Czułem mocną chęć czytania Słowa Bożego, brałem Ewangelię i czytałem. Słowo Boże z mocą do mnie docierało, zaczynałem widzieć prawdę, która mnie prześwietlała i bardziej czytała mnie wskazując nową drogę. Zaczynałem widzieć świat i całe swoje życie z innej perspektywy jakby z zupełnie innego punktu widzenia, innej optyki, tak jakby oczy mi się otwarły. Zrozumiałem, że postępowanie, które do tej pory traktowałem zupełnie normalnie takie nie jest i dotarłem do punktu, w którym mogę wszystko zacząć od nowa z Jezusem lub wrócić do tego co było, a to już przestało być atrakcyjne. To tak jak człowiek, który długo pływa w ścieku to się do tego przyzwyczaja, jeśli będzie mu dane z tego wyjść i zobaczy że można żyć inaczej że oprócz szamba jest jeszcze czysta woda, wówczas nie zechce wracać z powrotem do szamba. Zaczynałem rozumieć że Pan Jezus jest i rzeczywiście kocha, taką niesamowitą miłością zupełnie bezinteresowną. Przez jakiś czas – niedługi przeczytałem trzy przekłady Nowego Testamentu, chyba wszystkie jakie były obecnie w domu. Otwarcie moich oczu na prawdę nie spodobało się złu, które zaczęło manifestować swoją obecność w moim życiu. W nocy ogarniał mnie przeraźliwy strach, czułem jakby coś próbowało się we mnie wcisnąć, czułem jakby ktoś ciężki usiadł mi na klatce piersiowej, dusił i ściskał głowę. Przerażenie jakie mnie ogarniało było tak wielkie że nie byłem w stanie poruszyć nawet palcem, było wręcz jak paraliż. Nocami odczuwałem niemal namacalnie czyjąć obecność w pokoju mogąc palcem wskazać miejsce gdzie stała jakaś postać, której nie widziałem oczyma ale w jakiś sposób wyczuwałem. Bywało że po kilka nocy nie spałem ratując sie modlitwą Zdrowaś Maryja, która przynosiła ulgę i nad ranem mogłem się zdrzemnąć tuż przez wyjściem do pracy. Byłem psychicznie i fizycznie wyczerpany zdałem sobie sprawę, że sam nie dam sobie z tym rady. Zacząłem czytać w internecie strony na temat opętań i dręczeń demonicznych, które w niektórych przypadkach potwierdzały to, co akurat przechodziłem.

Pewnego dnia natknąłem się w sieci na książkę włoskiego egzorcysty Gabriela Amortha pt. Wyznania Egzorcysty w której opisywał różne przypadki dręczeń, opętań i drogi do uwolnienia. Napisał, że największym egzorcyzmem jest spowiedź. Była to dla mnie bardzo czytelna wskazówka, prosząc Ducha Świętego prosiłem o siły i światło w jaki sposób miałaby ona wyglądać, bo w tym czasie byłem bardzo wewnętrznie porozbijany. Był wielki tydzień przed Wielkanocą wieczorem po kolejnym przemyśleniu i rachunku sumienia postanowiłem że nazajutrz pójdę do spowiedzi. Był to ciężki wieczór moja kondycja psychiczną ze względu na stany depresyjne była w takim stanie, że leżałem w łóżku nie mając na nic ochoty, miałem wręcz wrażenie że przygniata mnie bardzo duży ciężar. Nazajutrz z samego rana zamiast do pracy pojechałem do klasztoru na spowiedź. Jadąc a później idąc do kościoła cały czas odczuwałem jakbym ciągnął ogromny ciężar. Stojąc w kolejce do spowiedzi utrwalałem sobie to, co chciałem wyznać. Po chwili przyszedł drugi spowiednik i skinął ręką na kolejkę, jako że nikt się nie ruszył poszedłem z łomoczącym sercem. Konfesjonał był tuż przy obrazie Matki Bożej. Bardzo ciężko było mi cokolwiek powiedzieć, spowiednik mówił że nic nie rozumie, starałem się bardziej aby na końcu usłyszeć, że powierzając mnie Matce Bożej i Jezusowi daje mi rozgrzeszenie z całego życia. Wtedy zacząłem płakać. Płakałem przez mszę i w samochodzie w drodze do domu ze świadomością tego, że Jezus przyjął mnie do siebie mimo tego wszystkiego zła, w jakim byłem zanurzony przez lata. Od tego dnia życie zaczęło nabierać kolorów, nocne dręczenia się skończyły, czasem obudziłem się w nocy jednak czując pokój po chwili zasypiałem ponownie. Jednak zło jeszcze całkiem nie odpuściło. Myśli natrętne atakowały głównie w kościele i podczas modlitwy. Pewnego ranka przy medytacji różańcowej odczułem silną obecność kogoś kto mnie strasznie nienawidzi tą nienawiść czułem niemalże na skórze, po chwili coś zacisnęło mi gardło tak że nie byłem w stanie szeptać modlitwy, kontynuując ją w myślach po krótkiej chwili ustąpiło. Podczas Triduum Paschalnego odnosiłem przyrzeczenia chrzcielne a w kościele zacząłem się czuć jak w domu. Pewnego razu do rodziców przyszedł sąsiad i powiedział, że w miejscowości Jarosław położonej kilkadziesiąt kilometrów od naszego domu odbywają się msze święte z nabożeństwem o uzdrowienie i uwolnienie, zostawił też książkę pt. Jezus żyje. Po lekturze tej książki i uzyskaniu informacji odnośnie nabożeństw poczułem nieodparte pragnienie uczestnictwa. To była zima, w ten dzień była ogromną śnieżyca, która w żaden sposób mnie nie zniechęciła. Przed mszą poszedłem do spowiedzi informując o dręczeniach i że byłem już na spowiedzi z życia, spowiednik powiedział, że zło tak szybko nie zrezygnuje i żeby się modlić. Podczas modlitw o uwolnienie poczułem dziwne ciepło które przenikło powoli połowę wzdłuż mojego ciała. Wtedy myśli natrętne zaczęły mocno atakować, obraz w oczach zaczynał mi się rozmazywać, myślałem że zemdleję. W tym momencie to samo “ciepło”, które utkwione było w połowie mojego ciała zaczęło mnie powoli opuszczać. To było coś czego wcześniej nie doświadczyłem. Jezus mnie uwalniał. Następnym razem pojechała ze mną żona, która doznała spoczynku w Duchu Świętym i po jakimś czasie przyznała, że jej wiara się odnowiła a jej oczy dopiero teraz są otwarte. Nasze małżeństwo oddaliśmy w ręce Jezusa i dzięki temu naszą miłość jest wciąż w pełni. Podczas jednego nabożeństwa z modlitwą o uzdrowienie prowadzoną przez o. Witko doznałem spoczynku, po którym zaczęło mną trząść, w tym momencie ojciec powiedział że Pan dotyka kręgosłupa, a ja poczułem niespotykaną wewnętrzną radość, aż łzy leciały mi z oczu. Od tamtej pory mogę pracować fizycznie i uprawiać sporty bez obawy o kręgosłup, który do tej pory z powodu choroby dokuczał mi dość dotkliwie. W chwili obecnej już minęło 3 lata jak nie mam z nim problemu. Kolejną łaską uwolnienia jaką otrzymałem było odcięcie mojego zamiłowania do alkoholu. Mimo nawrócenia ciągle miałem pociąg do alkoholu. Mimo że nie piłem często za to dużo, często nie pamiętałem końca imprez czy może spotkań w gronie znajomych. Często próbowałem walczyć z tym sam jednak bezskutecznie, pociąg do alkoholu był dla mnie stanowczo zbyt mocny, nie potrafiłem odmówić. Z tą intencją pojechałem na kolejne nabożeństwo prowadzone przez o. Witko. Podczas modlitwy do Ducha Świętego, klęcząc poczułem delikatny wiaterek który jakby przeleciał przez moje wnętrze, I w duchu usłyszałem słowa “nie będziesz pił”. Od tamtej pory wszelkie napoje alkoholowe stały się dla mnie zupełnie obojętne, tak jakbym ich nigdy nie pił wobec tego nie czuję do niego kompletnie żadnego pociągu. W towarzystwie nie mam żadnego problemu żeby odmówić, po prostu jest dla mnie naturalne to że nie piję, a nie piję alkoholu w ogóle.

Dzięki Jezusowi nasze małżeństwo weszło w zupełnie inną optykę, nasza miłość ciągle kwitnie mimo upływającego czasu. Zmieniły się priorytety, może Pan da nam kiedyś potomstwo na które czekamy. Wiemy na pewno, że ma przygotowany dla nas plan, który cały czas staramy się zrozumieć i umieć za nim podążać.

Z perspektywy czasu i tego co przeżyłem wiem na pewno, że szatan próbuje zwieść człowieka “dobrami” tego świata które mimo tego że robią z człowieka niewolnika to niszczą go wolniej lub szybciej. Owocami tego są uzależnienia, depresje i ciągły niezaspokojony apetyt na coś nowego.

Jezus Chrystus, który żyje daje zupełnie za darmo swoją wspaniałą miłość, dzięki której człowiek jest całkowicie wolny i szczęśliwy. Kto odnajdzie Chrystusa znajdzie wszystko. Chwała Panu.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydarzenia i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „Świadectwo Dominika – byłem zniewolony muzyką satanistyczną, do ludzi czułem nienawiść, miałem dręczenia i koszmary nocne

  1. Danuta pisze:

    Chwała Panu! Jest tak dobry i troskliwy, szuka każdego człowieka…

  2. A. pisze:

    Dziekuje Bogu za Twoje nawrocenie I swiadectwo.

  3. Danuta pisze:

    W innym temacie (choć nie końca…) – do rodziców, nauczycieli i wszystkim, którym zależy na dzieciach… Szykują się zmiany w wykazie lektur szkolnych. Mamy wpływa na to co będą czytały dzieci. Proponuję zgłaszanie wartościowych książek, uczących wrażliwości… Słuchałam Małgorzaty Nawrockiej (autorki licznych powieści, w tym antymagicznej „Anhar”), która mówiła, że biblioteczne statystyki ją zatrwożyły, bowiem najczęściej czytane są książki magiczno-okultystyczne. Te upodobania mogą mieć swoje odbicie w wykazie lektur.
    Zachęcam do wpisywania swoich propozycji na stronie MEN:
    http://men.gov.pl/index.php/58-nie-przypisane/1642-ankieta

  4. Danuta pisze:

    Miało być „choć nie do końca”.

  5. krzysztof+++ pisze:

    Chwała Panu !!!

  6. AnnaMaria pisze:

    Wspaniałe świadectwo, dziękuje Dominik!
    Wielka to radosc czytać go i daje nadzieje innym oraz pokazuje wielką miłość Pana dla nas!!!

  7. Sylwia pisze:

    Chwała Panu !! ❤

  8. julia pisze:

    Jezus jest Panem!

  9. kasiaJa pisze:

    Wspaniałe świadectwo 🙂

  10. Krzysztof pisze:

    Dominiku, serdeczne podziękowania i Oby Twoje pragnienie bycia Rodzicami się wypełniło.
    pomodlę się w Twojej intencji

  11. AKSORZ pisze:

    Bóg zapłać za to świadectwo.

  12. Andrzej pisze:

    Bardzo budujące ,i niech będzie pochwalony Pan Jezus Chrystus,bo tylko z nim ,tak mozna pokonać zlo ,ktore panoszy sie wszędzie,Maranatha,pozrdawaiam serdecznie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s