Ks. Adam Skwarczyński – Nowenna i słowo do Dusz-Ofiar przed Wielkim Piątkiem 2015

Nowenna Dusz-Ofiar, uczniów Szkoły Krzyża, “Iskry z Polski”, przygotowująca do Wielkiego Piątku. Zaczynamy 25 marca (środa), kończymy 2 kwietnia (Wielki Czwartek). Jest to całkiem nowy tekst, zredagowany przez ks. Adama Skwarczyńskiego

NOWENNA PRZED DNIEM OFIAROWANIA SIĘ BOGU ZA NAWRÓCENIE GRZESZNIKÓW LUB PRZED PONOWIENIEM AKTU OFIAROWANIA

       Wprowadzenie Od 20 lat tworzący Zjednoczenie Dusz-Ofiar, później Szkołę Krzyża, a ostatnio „Iskrę z Polski”, przygotowywali się do ponowienia swojego aktu ofiarowania się Bogu w Wielki Piątek. Jest to najbardziej odpowiedni dzień, by małe dusze-ofiary zjednoczyły się z Jezusem-Ofiarą, a swój codzienny krzyż złączyły z Jego Krzyżem (najlepiej o godz. 15-tej albo w czasie Liturgii Męki Pańskiej). Dotychczas służył nam tekst Nowenny, zamieszczony w I tomie „W Szkole Krzyża”. Obecnie podjąłem próbę zredagowania innego tekstu Nowenny. Powierzając go duszom-ofiarom, chętnie przyjmę wszystkie uwagi, dopowiedzenia czy propozycje, odnoszące się do tekstu. Przy okazji proszę wszystkich Uczniów Szkoły Krzyża, także tworzących „Iskrę z Polski”, o duchową łączność z moim ołtarzem w Wielki Czwartek o godz. 19-tej. Ma to być Msza święta właśnie w Waszej intencji na zakończenie Nowenny. W dniu I Nowenny wychodzimy od jednej z najbardziej wzniosłych myśli: nie ma prawdziwej miłości bez ofiarowania siebie temu, kogo się miłuje. Ten „model” miłości dostrzegamy w życiu Najświętszej Trójcy, na wzór której zostaliśmy stworzeni. Prawdziwa miłość jest zawsze miłosierna – odpowiada na potrzeby i oczekiwania miłowanego. Najwięcej miłosierdzia potrzebują ci, którzy szeroką drogą niemoralności zmierzają ku płonącej bramie piekła. Dusze-ofiary mają spełnić wobec nich rolę „pogotowia ratunkowego”. W II dniu wychodzimy ku momentowi drastycznemu, który obejmie wszystkich mieszkańców ziemi, a który ma się wiązać z „prześwietleniem sumień”. Znana mistyczka daje nam wstrząsający opis tego wydarzenia, które, wraz z krótkim okresem po nim następującym, ma zadecydować, kto z ludzi pozostanie na ziemi jako przyjaciel Boga. Naszą ofiarę za ludzkość podejmujemy w tym czasie głównie z myślą o Paruzji i o braku przygotowania do niej prawie wszystkich. „Jeden drugiego brzemiona noście…” (Ga 6,2) – właśnie to czynimy. Dzień III przynosi nam refleksję nad tym, co – zgodnie z zapowiedzią Pana Jezusa, zawartą w „Dzienniczku” św. Faustyny (nr 1732) – może być „iskrą z Polski”, mającą przygotować świat do Paruzji. Jaką w tym dziele rolę mogą odegrać dusze-ofiary? Akt ofiarowania, tamże zawarty, może nam posłużyć w Wielki Piątek, choć w tym świętym dniu mogą wystarczyć bardzo krótkie własne słowa. Dusze-ofiary są kimś ważnym w oczach Matki Kościoła, do nich więc można odnieść Jej wspaniałe obietnice, przekazane na Węgrzech już w 1955 roku. Zapoznawszy się z nimi, możemy przeżyć piękny dzień nadziei oraz wdzięczności Bogu, a zarazem docenić swoją misję (dzień IV). W dniu V możemy wykorzystać modlitwę dziękczynną za dar bólu (fizycznego lub duchowego), mimo iż niekoniecznie nasz codzienny krzyż się z nim łączy. Bywają dni bez bólu, jednak także wtedy krzyż niesiemy, jeśli tylko nasza wola została „ukrzyżowana” czyli zjednoczona z wolą Bożą, a więc gdy zdecydowaliśmy się (rano) nieść taki krzyż, jaki Bóg nam da. Tego dziękczynienia chce nas nauczyć sam Pan Jezus. Na swojej drodze krzyżowej mamy wyjątkowego, gdyż wszechmocnego, „Cyrenejczyka”, a jest nim sam Jezus Chrystus. Gdy jest nam ciężko, zawsze możemy na Niego liczyć – na to, że weźmie na siebie część naszego ciężaru (dzień VI). Nauczmy się tylko ufać Mu w tych trudnych chwilach. Jezus staje się dla nas na tej drodze Nauczycielem: czytamy Jego dialogi z wędrowną aktorką francuską Gabrielą Bossis (dzień VII) oraz Jego pouczenia dla dusz-ofiar, spisane przez włoską mistyczkę Marię Valtortę, której pisma zaaprobował sam papież Pius XII (dzień VIII). W dniu IX jednoczymy się z Maryją w Jej bólu, i to nie tylko przeżywanym 2000 lat temu, ale doświadczanym przez Nią dzisiaj. Możemy stać się Jej pocieszycielami dzięki swojej ofierze za grzeszników – za Jej zbłąkane dzieci. Ona zna drogę życia każdego człowieka, więc czeka na współpracowników i rybaków dusz, dopóki trwa czas Bożego Miłosierdzia. Nowenna to rozmyślanie, przeżywanie, ale i modlitwa. Dobrze więc zrobi ten, kto każdego dnia rozważy choć jedną tajemnicę Różańca, np. z części Bolesnej, albo którąś stację Drogi Krzyżowej, ewentualnie zagłębi się w ewangelicznym opisie męki i śmierci Jezusa. Aby mieć przed sobą przepiękną perspektywę świata oczyszczonego – takiego, jakim wkrótce chce mieć go Bóg, a którego nadejście przybliżamy swoją ofiarą – niech odmówi jedną z 3 części Litanii Oczekujących Powrotu swego Pana, mającą aprobatę kościelną (Diec. Warsz.-Praska 11.10.2000 nr 2182(K)2000). Niech Miłosierny Bóg, przez orędownictwo Maryi Niepokalanej i całego Dworu Niebieskiego, błogosławi swoim dzielnym bojownikom o Jego Królestwo w duszach ludzkich i w świecie – tym, którzy „za duszę walczą tylko duszą i biją ogniem niebieskim w pancerze” (Juliusz Słowacki, Kiedy prawdziwie Polacy powstaną).

Ks. Adam Skwarczyński

Dzień 1. MIŁOŚĆ – OFIARA – SZCZĘŚCIE.

Pan Jezus zdradził nam tajemnicę szczęścia: jest go więcej w dawaniu, aniżeli w braniu (zob. Dzieje Apost. 20,35). Prawda ta odnosi się zarówno do wewnętrznego życia Najświętszej Trójcy, jak i do naszych ziemskich relacji międzyosobowych. Opierając się na tych słowach Nauczyciela pójdźmy dalej: dawanie (ofiara) uszczęśliwia, gdy płynie ze szczerej miłości. Uszczęśliwia najpełniej, gdy miłujący cały przemienia się w miłość („Bóg jest miłością” – uczy nas św. Jan Apostoł). Inaczej mówiąc: miłość staje się jakby ołtarzem, na którym miłujący składa siebie miłowanemu w ofierze „całopalnej” (skojarzmy sobie to słowo z pochłaniającym ofiarę Ogniem Ducha Świętego). Bóg Ojciec kocha swego Syna, dając Mu całego siebie w taki sposób, że cały jest w Synu. Podobnie miłuje Ducha Świętego, będąc cały w Nim. Przy tym jednak „nie dzieli się na pół”, lecz jest jednocześnie cały w Synu i cały w Ojcu. Jak widzimy, wykracza to poza nasze ziemskie sposoby pojmowania. Syn, miłując, jest cały w Ojcu i cały w Synu, a Duch Święty – cały w Ojcu i jednocześnie cały w Synu. Gdy Osoby Boskie skierowują swoją miłość ku stworzeniom, „nie umieją” – mówiąc naszym językiem – kochać inaczej nas, osób stworzonych, niż ma to miejsce w Najświętszej Trójcy. Tak więc Syn Boży, oddając się każdemu z nas w Komunii sakramentalnej, jest w każdym z nas obecny w sposób absolutnie pełny, identyczny jak w swojej komunii (zjednoczeniu) z Ojcem i Synem. Bóg Ojciec znajduje absolutną pełnię szczęścia widząc, że Jego ofiarowanie się Synowi oraz Duchowi Świętemu czyni Ich w pełni szczęśliwymi. Jest to dla nas, osób stworzonych, niedościgły model całkowitego poświęcenia się dla szczęścia innych – dla takiego szczęścia, które zarazem w pełni uszczęśliwia tego, kto daje siebie całego z miłości. Jest on niedościgły dlatego, że na ziemi nie znajdujemy nigdy pełnego szczęścia. Może być ono wielkie w chwili ekstazy, w której Bóg objawia nam częściowo siebie i swoją miłość, a w relacji z bliźnimi – gdy „jesteśmy cali w skowronkach” na widok radości tej osoby, której mogliśmy tę radość sprawić. Osoba kochana uszczęśliwia osobę kochającą już chociażby przez sam fakt uznawania siebie za uszczęśliwioną przez nią oraz przez okazanie jej za to wdzięczności. To samo możemy odnieść do naszego sakramentalnego zjednoczenia z Jezusem oraz do dziękczynienia po Komunii świętej. Gdy nasz Pan widzi nas szczęśliwymi, sam jest z tego powodu szczęśliwy. A co z miłowaniem ludzi sobie nieznanych, a nawet wrogich? Czy może ono być źródłem szczęścia? Gdy z naszej strony będzie wszystko co możliwe – ofiarowanie za nich Bogu życia, ofiara całopalna, zaś z ich strony nic, co by nas uszczęśliwiało – tym lepiej. Czystsza i bardziej bezinteresowna będzie nasza ofiara, a jeśli nawet trudniejsza, to w wyższym stopniu zgodna z wolą Bożą, przynosząca Bogu większą chwałę, a nam – większe szczęście w Krainie Wiecznej Miłości. Dopiero tam poznamy szczęście uratowanych przez naszą ofiarę, a więc naszych najlepszych niebiańskich przyjaciół, a to ich szczęście stanie się naszym udziałem. Zapewnia nas o tym Pan Jezus w swojej nauce o sądzie, na którym staną wszyscy ludzie, oraz o jego następstwach. Ze zdumieniem i radością poznamy wtedy obecność Jezusa pod postacią bliźnich, którym pomogliśmy w ich ziemskich kłopotach i potrzebach, a także obecnego w tych, wobec których spełniliśmy rolę rybaków dusz, wcale ich nie znając. Okazaliśmy im miłość miłosierną, którą tak bardzo ceni sobie Bóg. Miłość miłosierna może być źródłem naszego szczęścia na ziemi także wtedy, gdy związane z nią poświęcenie, trud czy cierpienie pozostają niezauważone, a nawet wzgardzone przez drugą stronę. Gdy włożyłem spory wysiłek w to, by uratować małe zagrożone zwierzątko, czuję satysfakcję, gdy zwracam się wtedy do Boga-Stwórcy i wielbię Go w tym stworzonku. Bóg poruszył moje serce, by wzruszyło się losem tego stworzenia i nakłoniło mnie do działania. Czy nie podobnie będzie z ludźmi, których wieczne szczęście jest zagrożone, a inni ludzie – wśród nich właśnie ja – mogą ich uratować? Czy taka akcja ratunkowa nie ma miejsca w wielu domach i środowiskach, w których osoby zniewolone przez złe duchy są ratowane (nieraz całymi latami, wśród wielu udręk, cierpień i zagrożeń) przez kogoś z ich otoczenia? Jakie to trudne, gdy ci ratujący napotykają na opór, niechęć, a nawet wrogość! Złe duchy chcą ich zniechęcić do tej walki, by zagarnąć swoją ofiarę. Dlaczego o tym piszę? Myślę przede wszystkim o dalej omówionej (zob. dzień 3) „Iskrze z Polski”: aby tak naprawdę nie tylko sama rozbłysła, ale zapaliła innych, jak największą ich liczbę – musi stanowić duchową wspólnotę ludzi miłosiernych, głęboko przejętych wiecznym losem miliardów ludzi zagrożonych. Jeśli cały glob ziemski bierzemy w swoje ramiona, aby wyrwać go piekłu i przywrócić Bogu, mamy to czynić we właściwy sposób. A więc nie jak uczeń, któremu polecono schować po lekcji globus do szafy, ani nie jak matka, zaskoczona nagłą wieścią o tym, że jej dziecko zostało po porodzie zamienione z innym, które jej oddano. My mamy być dla naszej biednej ziemi jak ta dobra mama, która tuli swoje dziecko do piersi, karmiąc je własnym mlekiem. A może nawet jak ta karmicielka, która z miłością tuli dziecko tak zniekształcone przez różne wady genetyczne, że trudno rozpoznać jego rysy, znaleźć jego usta. Czyż nie taki właśnie jest współczesny świat, coraz dalej odchodzący od Boga, a tym samym zwracający się ku mocom ciemności? Czciłam szatana, a on mi pomagał w niektórych sprawach – powiedziała pewna dziewczyna – więc jak mógłby być dla mnie potem niedobry, miałby dręczyć mnie w zaświatach?! O naiwna! Wybrała sobie za pana wielkiego oszusta, a gdy znajdzie się w jego nienawistnych rękach, będzie już za późno. O tym jakże bliskim nieszczęściu sług szatana – całkowitym, wiecznym, nieodwracalnym – powinny myśleć dusze-ofiary, zjednoczone z Najświętszą Ofiarą – Odkupicielem. On to na Golgocie wołał: „Pragnę!” Pragnę dusz! To samo wołanie było w zbolałym sercu Maryi, współofiarującym się z sercem Syna, i trwa do dzisiaj, potwierdzone Jej łzami, spływającymi z tylu Jej figur i obrazów. W swoim bólu przyszła w 1917 roku, roku straszliwej rewolucji w Rosji, by szukać na ziemi pocieszycieli, i stale przychodzi. W Fatimie zastosowała wtedy jakże mądrą, ale i drastyczną pedagogię: pokazała pastuszkom piekło, czyniąc w ten sposób z rozbawionych dzieci dojrzałych duchowo rybaków dusz, zadziwiających dorosłych duchem modlitwy i pokuty. Aby nasze apostolstwo przeniknięte było duchem miłosierdzia, przytoczę tu opis piekła, w którym bywała moja znajoma zakonnica, dusza całkowicie ukryta przed światem. „Będąc w kaplicy na modlitwie, usłyszałam huk wielki oraz potrząsanie brzęczącymi łańcuchami. Ściemniło się bardzo, gdy otoczyło mnie wielu złych osobników. Chciałam wołać, ale zabrakło mi tchu, pociągnięto mnie, przewrócono i zepchnięto w przepaść ognia. Zewsząd wrzaski straszliwe, plugawe, bluźniercze, smród rozkładających się trupów. Wepchnięto mnie jakby w żelazną szafę i zaciskano coraz bezwzględniej drzwi. Ta płonąca metalowa szafa wpijała się we mnie, powodując ogromny ból. Każdy nerw jęczał we mnie innym bólem, którego nie da się opisać ani nazwać. Widziałam morze grzechów, w tym swoje własne, które ciągnęły za sobą inne grzechy, jak łańcuch wężów. Ogarnęła mnie rozpacz z powodu zmarnowanego życia, powołania, wielkich darów Bożych. Wokół mnie wciąż wzrastał tłum potępieńców, którzy z uciechą piekielną szydzili ze mnie, nazywali świętą Bożą, której koniec w rynsztokach piekła. Ich śmiech, wyszydzanie wszelkich łask, bluźnierstwa przeciw Niepokalanej i Świętym, powodowały w mej duszy nieustanne konanie. Ze wszystkich sił duszy pragnęłam wołać choć jeden raz Jezusa, lecz mój język był martwy, a gardło płonęło ogniem. Ku memu niesamowitemu przerażeniu rozpoznawałam dusze znajomych. Widziałam dusze wezwane do wielkiej świętości, przeżarte grzechem pychy, który spływał po nich jak ciecz obrzydliwych plwocin. Ogień był mym oddechem, widzeniem, dotykiem – parzył, palił, spopielał całe moje jestestwo, a jednak nie pozbawiał życia. Gorzał, podsycany wciąż na nowo jakąś mocą piekielną. Dla mnie w tym bólu niewypowiedzianym mijały wieki i ku memu wielkiemu przerażeniu nie kończyły piekła. Ono trwało (!), potęgując nasilenie cierpienia okrutnego, bezlitosnego, które było skutkiem grzechu. Wiedziałam, że końca nie będzie, a to powodowało moją rozpacz – wielką, bezbrzeżną, jakby rozciągającą się w wieczność. Obok, w niszach ognia cierpieli ludzie, którzy oskarżali się wzajemnie o ohydę różnorodnych grzechów, zwłaszcza o rozwiązłość i wynaturzenia zmysłowe. Wyli nieustannie, powodując drżenie dokoła i jakiś złowrogi śmiech, jakby zachłystywali się wódką ognia i siarki. Grzechy wyuzdania nieczystego wykrzykiwali tak wulgarnie, że moja dusza konała w tych obrzydliwościach. Kobiety pokazywały bezwstydnie swe łona pełne robactwa i żmij oraz wykrzykiwały, ile uśmierciły dzieci. Ich cierpienia były tak przerażające, że zamknęłam oczy, by nie patrzeć. Lecz w tym miejscu nie można było doznać najmniejszej ulgi: oczy wszystko widziały, uszy słyszały, ciało przenikał wciąż nowy w swej przewrotności cios i bicz boleści. Wyrwano mnie z wielką siłą i zaczęto traktować różnymi narzędziami tortur. Wtem jakiś głos, mocny jak grom, krzyknął: dosyć! Obolała, przeniknięta do najmniejszej cząstki bólem, goryczą i przerażeniem zostałam wypchnięta i przeniesiona z powrotem do kaplicy. Ociekałam potem i łzami, a duszę powoli, łagodnie ogarniał pokój. Uświadamiając sobie bardzo powoli, że żyję nadal, że mam szansę miłowania, zaczęłam wypowiadać z uwielbieniem Imię Jezus. Spojrzałam na monstrancję i znajdując w niej Jezusa, a w Nim nadzieję nowego życia, usłyszałam słowa: «Córko moja, swoje cierpienia złącz z moją Męką, ona trwa nadal w mistycznym wymiarze zbawiania świata. Pragnę ocalić ten świat, zaślepiany i uprowadzany podstępnie, przy złudnej muzyce, ku zatraceniu. Piekło wylega i spieszy się, bo wie, że czas ma ograniczony. Ja, Bóg wasz w Trójcy Świętej, w swym Ojcowskim zamyśle pragnę i dokonam tego: ocalenia, oczyszczenia, uświęcenia dzieci moich. Wychodzę naprzeciw, otwieram ocean niepojęty Miłosierdzia mego i przez Ranę Najświętszego Serca mego Boskiego Syna, Chrystusa, wyprowadzam z hojnością zdroje nieogarnione Boskiej Wody i Krwi. Przyjęte z wiarą, obmyją one i oczyszczą ziemię z ciemności. […] Będę błogosławił krokom waszym i zapewniam, że będę szedł razem z wami, by ocalić moje zagubione dzieci, zmierzające bezwolnie ku zatraceniu wiecznemu. Biada tym, którzy nie usłyszą wołania Miłości i nie przyjmą światła Prawdy. Ich los spoczywa w ich rękach, zależy od ich wolnej woli. Spieszcie się, biegnijcie z miłością. Jest to czas błogosławiony niesłychanego Miłosierdzia. Całe Niebo gotowe jest do współpracy z wami. Zawiązujcie więzy bratniej miłości! Łączcie się w odnowionym wymiarze miłości poprzez Najświętszą Wodę i Krew – cenę waszego zbawienia. Błogosławię waszemu wyjściu z ran egoizmu ludzkiego i towarzyszę wam wszystkim, idącym z miłością do bliźnich, Imieniem Majestatu Trójcy Świętej: Ojca, Syna i Ducha Świętego»”.

Pobierz całość: Now-WSK-nw-2015 (kliknij)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydarzenia i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

34 odpowiedzi na „Ks. Adam Skwarczyński – Nowenna i słowo do Dusz-Ofiar przed Wielkim Piątkiem 2015

  1. Małgosia pisze:

    Moskwa wyrzuca z Krymu polskie zakonnice i proboszcza!
    Rosjanie zmusili do opuszczenia Krymu trzy polskie siostry zakonne oraz proboszcza parafii w Symferopolu. Moskwa nie chciała przedłużyć im wiz, zasłaniając się obowiązującym prawem.

    Wierni z parafii pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny długo walczyli o zwrot kościoła w Symferopolu. Bezskutecznie. Teraz zostali dodatkowo pozbawieni opieki sióstr franciszkanek Misjonarek Maryi. O sprawie poinformował ks. Krzysztof Kontek, kanclerz diecezjalny, dodając, że całym Symferopolem opiekuje się obecnie już tylko jeden ksiądz. Jeden, bo Rosjanie nie przedłużyli wizy także lokalnemu proboszczowi…

    FSB twierdzi, że wszystko jest zgodne z prawem, bo organizacje religijne nie mają na Krymie statusu prawnego, więc nie mogą zapraszać cudzoziemców – także księży i zakonnic. Trzeba ich zatem z półwyspu usunąć!

  2. wobroniewiary pisze:

    ❤ Ave Maria, gratia plena… ❤

    • barbara pisze:

      Milionami serc kochal Swiety Jan Pawel II , nawolywal do swietosci rodzin, malzenstw. Przypomnijmy sobie piesn oazowa ‚ Barka ” ktora witalismy Papieza Polaka.
      Przypomne pare slow piosenki ” Pan kiedys stanal nad brzegiem, szukal ludzi gotowych pojsc za Nim , by lowic serca slow Bozych prawda” . Nasze imiona sa zapisane w niebie i nie wolno Nam chrzescijanom zamykac sie na laski wiary i milosierdzia Bozego. Bardo pieknie ks. Adam przypomina nam o bezgranicznej milosci do blizniego ktora nas uswieca i modlitwy za tych co nas zranili. Skutki odwrocenia sie od Pana Boga pokazal kosciol w objawieniach Fatimskich, gdzie dzieci byly swiadkami piekla. Zycze Wszystkim, abysmy dazyli do swietosci, i byli przykladem dla tych ktorych spotykamy na naszej drodze zycia okazujac im swoja dobroc.

  3. Alina pisze:

    Co myślicie o tych słowach s. Jacka Bałemby ?
    „Z pewnością dopatrywanie się nowego powiewu Ducha Świętego tam, gdzie mamy do czynienia ze zdradą Bożego Objawienia zawartego w Piśmie Świętym i Tradycji, nie jest cnotą”.

    https://sacerdoshyacinthus.wordpress.com/2015/03/17/rzymski-katolik-chce-wiedziec/

    • Maggie pisze:

      Nie mogę dziś przeczytać całości wypowiedzi,ALE to zdanie jest logiczne. Trzeba, czytajac, zaakcentowac tylko zwrot DOPATRYWANIE SIE.

      • Maggie pisze:

        Logiczne, pouczajace w dyplomatycznej formie, ale rowniez odważne.

      • Sebro pisze:

        W bardzo dyplomatycznej formie, zwłaszcza jak na kogoś kto praktycznie nie uznaje nic co posoborowe z obecnym papieżem włącznie. Mnóstwo ładnych slówek, wzniosłych haseł ale nic ponadto.

      • Jerzy pisze:

        Trochę więcej szacunku dla kapłana, który życiem świadczy, że staje w obronie wiary i tradycji.

      • Sebro pisze:

        Szacunek do kapłana mam, ale nie muszę mieć do tego, co głosi ów kapłan na innych portalach.

      • Sebro pisze:

        Wiesz Jerzy, wypowiadać formułki z Mszału gdzie należy wymienić papieża to jedno a modlić się w sercu to inna sprawa. Nie odwołuję tego co napisałem, a miało to zwrócić uwagę na to, że nie każdy kto zasłania się wiarą i tradycją postępuje zawsze właściwie. Trzeba włączyć myślenie czasem.

    • Jerzy pisze:

      Czy ksiądz rzymskokatolicki, (do oznak szacunku należy przed jego imieniem i nazwiskiem pisać skrót „ks.” a za nazwiskiem, jeśli to zakonnik skrót, w tym przypadku „SDB” – to do @Aliny) nie suspendowany, nie ekskomunikowany, odprawiający codziennie Msze św. (ma w intencjach zajęte terminy do lipca) modlić się musi za aktualnego Papieża Franciszka czy też nie?
      A skoro się modli, bo się modli, uznaje tym samym prymat obecnego Papieża Franciszka czy też go nie uznaje (to do @ Srebro).
      O odpowiedź proszę wyłącznie Adminkę Ewę.

      • Admin pisze:

        Czemu tylko Adminka ma Ci odpowiadać?
        Przecież ani Ona ani ja nie zabieraliśmy w tej sprawie głosu.

      • Jerzy pisze:

        Czyżby? Brak głosu był zajęciem stanowiska. Patrz uczynki miłosierne co do duszy.

        • wobroniewiary pisze:

          Jerzy gdybym udzieliła swojej odpowiedzi to większość z Tobą mogłaby być zszokowana, ja za kapłanów modlę się, tego duchowo adoptowałam i dlatego tym bardziej pomilczę – aby nie kłamać a nie wszystko trzeba mówić – czasami mową jest milczenie i modlitwa. Uwierz mi, że modlę się za każdego kapłana, ale kocham też św. Jana Pawła II, szanuję ks. Jerzego Gardę i ks. Stanisława Małkowskiego, nie szydzę i nie pozwalam szydzić z objawień w Medziugorje….

          Wiara i Tradycja to jedno – miłowanie bliźnich (w tym papieży obecnych i przeszłych to drugie a stosunek do Nowej Ewangelizacji i do innych kapłanów to trzecie)
          Wybieram modlitwę i milczenie!
          Ps. Nie podoba mi się stawienie mi warunków kiedy mam odpowiadać i dlaczego TYLKO JA – oraz nieszanowanie, że ktoś chce milczeć (bo ma ku temu powody: tu: nie chcę uderzać w pasterzy więc mnie nie zmuszaj)

      • Jerzy pisze:

        Dziękuję za odpowiedź i liczę na to, że Twój dobry przykład udzieli się pozostałym piszącym.
        Króluj nam Chryste.

      • Maggie pisze:

        @wobroniewiary: Milczenie jest zlotem, jeśli za nim kryje sie modlitwa. Wymaga tez ono duzo samodyscypliny i ćwiczy w miłości Boga i bliźniego – bywa, ze wiąże sie z cierpieniem.

        @ Sebro & @Jerzy: wiemy dobrze, ze niektore słowa krytyki pod adresem Kościoła, mogą przynieść wiecej zła niż dobra. Modlitwa sie szlifuje wszelkie „porowatosci”. Jezus wymownie (!) milczał przed ludzkim „trybunałem”.
        Zasygnalizowac problem można i trzeba, aby np wiedzieć o co/za kogo sie modlić. Oczywiście, ze forma jest ważna, podobnie jak i ton. Niektorzy są bardziej impulsywni, ale czas każdego zmienia, choc nie zmieniają sie poglądy – gdyz Prawda jest Jedna.

  4. Ewa pisze:

    Dzis piekny dzien!Po pierwsze Uroczystosc Zwiastowania Panskiego a po drugie moje urodziny 😉
    Wiecie kochani kiedys bylam zla ze wlasnie moje urodziny wypadaja w dzien postu bo nie moglam se poimprezowac itp …
    Wybacz Mamusiu Kochana. Kocham Cie i dziekuje za wszystko!

  5. BARBARA pisze:

    Wszystkiego co najlepsze i nieustannej opieki naszej Kochanej Matki Maryji

  6. BARBARA pisze:

    Dla Solenizantki Ewy

  7. wobroniewiary pisze:

    Ważny fragment: opis piekła!

    …. przytoczę tu opis piekła, w którym bywała moja znajoma zakonnica, dusza całkowicie ukryta przed światem. „Będąc w kaplicy na modlitwie, usłyszałam huk wielki oraz potrząsanie brzęczącymi łańcuchami. Ściemniło się bardzo, gdy otoczyło mnie wielu złych osobników. Chciałam wołać, ale zabrakło mi tchu, pociągnięto mnie, przewrócono i zepchnięto w przepaść ognia. Zewsząd wrzaski straszliwe, plugawe, bluźniercze, smród rozkładających się trupów. Wepchnięto mnie jakby w żelazną szafę i zaciskano coraz bezwzględniej drzwi. Ta płonąca metalowa szafa wpijała się we mnie, powodując ogromny ból. Każdy nerw jęczał we mnie innym bólem, którego nie da się opisać ani nazwać. Widziałam morze grzechów, w tym swoje własne, które ciągnęły za sobą inne grzechy, jak łańcuch wężów. Ogarnęła mnie rozpacz z powodu zmarnowanego życia, powołania, wielkich darów Bożych. Wokół mnie wciąż wzrastał tłum potępieńców, którzy z uciechą piekielną szydzili ze mnie, nazywali świętą Bożą, której koniec w rynsztokach piekła. Ich śmiech, wyszydzanie wszelkich łask, bluźnierstwa przeciw Niepokalanej i Świętym, powodowały w mej duszy nieustanne konanie. Ze wszystkich sił duszy pragnęłam wołać choć jeden raz Jezusa, lecz mój język był martwy, a gardło płonęło ogniem. Ku memu niesamowitemu przerażeniu rozpoznawałam dusze znajomych. Widziałam dusze wezwane do wielkiej świętości, przeżarte grzechem pychy, który spływał po nich jak ciecz obrzydliwych plwocin. Ogień był mym oddechem, widzeniem, dotykiem – parzył, palił, spopielał całe moje jestestwo, a jednak nie pozbawiał życia. Gorzał, podsycany wciąż na nowo jakąś mocą piekielną. Dla mnie w tym bólu niewypowiedzianym mijały wieki i ku memu wielkiemu przerażeniu nie kończyły piekła. Ono trwało (!), potęgując nasilenie cierpienia okrutnego, bezlitosnego, które było skutkiem grzechu. Wiedziałam, że końca nie będzie, a to powodowało moją rozpacz – wielką, bezbrzeżną, jakby rozciągającą się w wieczność. Obok, w niszach ognia cierpieli ludzie, którzy oskarżali się wzajemnie o ohydę różnorodnych grzechów, zwłaszcza o rozwiązłość i wynaturzenia zmysłowe. Wyli nieustannie, powodując drżenie dokoła i jakiś złowrogi śmiech, jakby zachłystywali się wódką ognia i siarki. Grzechy wyuzdania nieczystego wykrzykiwali tak wulgarnie, że moja dusza konała w tych obrzydliwościach. Kobiety pokazywały bezwstydnie swe łona pełne robactwa i żmij oraz wykrzykiwały, ile uśmierciły dzieci. Ich cierpienia były tak przerażające, że zamknęłam oczy, by nie patrzeć. Lecz w tym miejscu nie można było doznać najmniejszej ulgi: oczy wszystko widziały, uszy słyszały, ciało przenikał wciąż nowy w swej przewrotności cios i bicz boleści. Wyrwano mnie z wielką siłą i zaczęto traktować różnymi narzędziami tortur. Wtem jakiś głos, mocny jak grom, krzyknął: dosyć! Obolała, przeniknięta do najmniejszej cząstki bólem, goryczą i przerażeniem zostałam wypchnięta i przeniesiona z powrotem do kaplicy. Ociekałam potem i łzami, a duszę powoli, łagodnie ogarniał pokój. Uświadamiając sobie bardzo powoli, że żyję nadal, że mam szansę miłowania, zaczęłam wypowiadać z uwielbieniem Imię Jezus. Spojrzałam na monstrancję i znajdując w niej Jezusa, a w Nim nadzieję nowego życia, usłyszałam słowa: «Córko moja, swoje cierpienia złącz z moją Męką, ona trwa nadal w mistycznym wymiarze zbawiania świata. Pragnę ocalić ten świat, zaślepiany i uprowadzany podstępnie, przy złudnej muzyce, ku zatraceniu. Piekło wylega i spieszy się, bo wie, że czas ma ograniczony. Ja, Bóg wasz w Trójcy Świętej, w swym Ojcowskim zamyśle pragnę i dokonam tego: ocalenia, oczyszczenia, uświęcenia dzieci moich. Wychodzę naprzeciw, otwieram ocean niepojęty Miłosierdzia mego i przez Ranę Najświętszego Serca mego Boskiego Syna, Chrystusa, wyprowadzam z hojnością zdroje nieogarnione Boskiej Wody i Krwi. Przyjęte z wiarą, obmyją one i oczyszczą ziemię z ciemności. […] Będę błogosławił krokom waszym i zapewniam, że będę szedł razem z wami, by ocalić moje zagubione dzieci, zmierzające bezwolnie ku zatraceniu wiecznemu. Biada tym, którzy nie usłyszą wołania Miłości i nie przyjmą światła Prawdy. Ich los spoczywa w ich rękach, zależy od ich wolnej woli. Spieszcie się, biegnijcie z miłością. Jest to czas błogosławiony niesłychanego Miłosierdzia. Całe Niebo gotowe jest do współpracy z wami. Zawiązujcie więzy bratniej miłości! Łączcie się w odnowionym wymiarze miłości poprzez Najświętszą Wodę i Krew – cenę waszego zbawienia. Błogosławię waszemu wyjściu z ran egoizmu ludzkiego i towarzyszę wam wszystkim, idącym z miłością do bliźnich, Imieniem Majestatu Trójcy Świętej: Ojca, Syna i Ducha Świętego»”.

  8. Pingback: Ks. Adam Skwarczyński: opis piekła, w którym bywała moja znajoma zakonnica, dusza całkowicie ukryta przed światem: | W obronie Wiary i Tradycji Katolickiej

  9. Małgosia pisze:

    @Sebro, ja polecam niesamowitą konferencję o. Józefa Witko o Duchu Świętym i modlitwach serca tych klepanych z formularza.
    Pamiętajmy, katolik chodzi zawsze uśmiechnięty, bo uśmiech leczy. Gdy dosłuchałam do momentu jak Ojciec nie wiedział czy się śmiać czy płakać, bo kobiecie na patenę wypadła szczeka, to sama dostałam takiego śmiechu, że nie mogłam się powstrzymać.

  10. Adamo pisze:

    nie żyje MIŁOŚĆ PRZEBACZAJĄCA 🙂

  11. Pingback: Ks. John Abberton: dziś spotkałem kobietę, która żywi się jedynie Eucharystią! | W obronie Wiary i Tradycji Katolickiej

  12. KG pisze:

    Zaczynamy dziś, kończymy w Wielki Czwartek 24.03?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s