Ks. Dominik Chmielewski: Bóg kocha cię tam, gdzie ty siebie najbardziej nienawidzisz

Portal Fronda.pl: Kilkanaście lat temu bronił Ksiądz pracy dyplomowej nt komtempletarności medytacji zen z religią chrześcijańską. Po doświadczeniu przemiany duchowej w Medjugorie, przestrzega Ksiądz przed niebezpieczeństwem wschodnich sztuk walki oraz filozofii. Naprawdę te dwie drogi wykluczają się?

Ks. Dominik Chmielewski: Jako młody chłopak jeździłem do klasztoru Benedyktynów w Lubiniu gdzie poznałem o. Jana Berezę, który przekonywał, że medytacja zen jest komplementarna z modlitwą chrześcijańską, że doświadczenia mistyków buddyjskich i mistyków chrześcijańskich na tym najgłębszym poziomie medytacji są tożsame. Rozmawiając z o. Berezą i zapoznając się z jego publikacjami oraz z publikacjami innych autorów, samemu trenując wschodnie sztuki walki i praktykując medytację zen, szukałem punktów wspólnych dla uzasadnienia poglądu, że są to drogi do tego samego Boga (a przynajmniej nie wykluczające się, choć mające inne źródło). Traktowałem medytację zen uważając ją za neutralną drogę doskonalenia, którą chrześcijanin może uzupełnić  swoją duchowość. Dzisiaj moje myślenie diametralnie się zmieniło.  Sami mistrzowie buddyzmu zen mówią, że na poziomie początkowym, gdzie technika jest formą ascetycznego oczyszczenia z pewnych myśli, stanów emocjonalnych, relaksacji ciała, medytacja może być stosowana bez względu na religię. Jednak kiedy wchodzimy głębiej w medytację, nie jest możliwe pogodzenie modlitwy chrześcijańskiej z medytacją zen. Zen przede wszystkim jest formą dochodzenia do oświecenia poprzez wykluczenie jakiegokolwiek autorytetu. Dla lepszego zrozumienia tego tematu warto sięgnąć np. po korespondencję Tomasza Mertona z jednym z mistrzów zen Deitaro Suzuki nt różnic i podobieństw pomiędzy kontemplacją chrześcijańską a medytacją zen. Mistrz Suzuki wyraźnie mówi, że w zen trzeba odrzucić Boga zewnętrznego wobec świata. „Trzeba odrzucić Pismo Święte w które trzeba ślepo wierzyć, wiarę w indywidualną duszę która przez całą wieczność trwa w ekstazie nieba lub w wiecznym potępieniu piekła. Trzeba się pozbyć złudzenia, że cudza ofiara może zmazać czyjś grzech a nasze zbawienie może za nas osiągnąć Zbawiciel” –  tłumaczy mistrz Suzuki. Ostatecznym celem praktyki zen, jak pisze, jest „przebudzenie, czyli osiągnięcie zbawienia za życia, własnym wysiłkiem a nie dzięki łasce wyższej czy dzięki łasce Najwyższej Istoty. Praktykujący zen nie szuka uwolnienia w modlitwie i prośbach do Boga. Praktyka zen nie ma nic wspólnego z takim dualistycznym podejściem dlatego nigdy nie staje się dogmatyczna ani fanatyczna”.

Księdza przykład dowodzi jednak, że można jednocześnie mocno angażować się  w praktyki religijne, ćwicząc intensywnie wschodnie sztuki walki i wgłębiając się we wschodnie medytacje.

Dzięki temu, że od najmłodszych lat brałem systematyczny udział w praktykach religijnych, przystępowałem do sakramentów, Pan Bóg roztoczył nade mną parasol ochronny, dlatego nie doświadczałem zewnętrznych ani wewnętrznych negatywnych skutków praktykowania medytacji zen. W mojej rodzinie każdego dnia odmawialiśmy wspólnie dziesiątek Różańca, często kilka razy w tygodniu brałem udział we Mszy św. jako ministrant i lektor, co dwa tygodnie przystępowałem do sakramentu spowiedzi, uczestniczyłem w modlitewnych spotkaniach oazy czy Odnowy w Duchu Świętym.

Trwało to wiele lat.

Proszę zauważyć, że często propagatorami wschodnich medytacji są księża czy siostry zakonne, mnisi, którzy prowadzą bardzo intensywne życie modlitwy, które ich w jakiś sposób chroni przed doświadczaniem negatywnych skutków tych praktyk. Natomiast zdecydowana większość ludzi która zabiera się za medytację wschodu – czy to jogę czy zen, nie ma nawet fundamentalnej wiedzy na temat chrześcijaństwa, nie mówiąc już o głębokim doświadczeniu modlitwy. Medytację wschodu uważamy powszechnie za formę relaksacji psychofizycznej.

Jak odróżnić działanie Ducha Świętego od energii jaka uruchamia się w czasie medytowania zen?

W medytacji zen gdy wchodzi się coraz głębiej w doświadczenie pustki (to właśnie jest ideą medytacji zen), masz wrażenie, mówiąc kolokwialnie, że jest coraz zimniej i coraz samotniej. To jest najbardziej dojmujące doświadczenie, ale z drugiej strony bardzo  fascynujące, bo wydaje ci się, że w tej samotności doświadczasz swego najgłębszego bytu, swego „ja”. Po to, żeby za chwilę to „ja” całkowicie rozbić. Jedną z fundamentalnych praw medytacji zen jest tzw. „anatta” czyli rozbicie przekonania, że moje „ja” jest czymś prawdziwym – „ja” jako osoba jest iluzją, nie ma mnie. Jestem tylko połączeniem kilku pierwiastków, które w momencie oświecenia rozpadają się i iluzja tego że jestem osobą, jest raz na zawsze rozbita. Na szczęście medytując, do tego etapu nie doszedłem. Doświadczenie Ducha Świętego polega zaś na tym, że jest coraz cieplej i coraz bardziej kochająco w relacji miłości. Doświadczając Ducha Świętego, doświadczasz nieprawdopodobnej miłości, pokoju i radości. Doświadczasz, że to jest relacja z Kimś, kto jest osobowy, chociaż nie możesz go dotknąć. Natomiast w medytacji zen można mówić o pewnych mocach, które odbiera się np. jako energię płynącą w ciele odbieraną jako ciepło, prąd, etc. Człowiek myśli, że jest to jakiś rodzaj nieznanej, niezbadanej fizycznie energii, którą uaktywnił przez medytację. Jego doświadczenie zmienia się dopiero w momencie nawrócenia, gdy zaczyna wchodzić w relację osobową z Bogiem i doświadczać działania Ducha Świętego. Przyjmując Ducha Świętego, zaczyna się prawdziwa konfrontacja z czymś, co dotychczas odbierało się jako kosmiczną bezosobową energię, ale ta energia przy zatknięciu się z Duchem Świętym, okazuje się istotą duchową, która zdemaskowana, zaczyna Cię niszczyć. W momencie konfrontacji z Duchem Świętym, okazuje się, że to nie była jakaś tam neutralna moc. To był ktoś, kto od początku ukrywał się za nią.

Zły duch…

I wtedy u wielu osób zaczynają się jazdy! Doświadczam działania Złego jako kapłan posługujący w modlitwie o uwolnienie. Sam na szczęście nie musiałem przechodzić takich walk duchowych, bo prowadziłem bardzo intensywne życie modlitewne. Sakramenty, modlitwa małżeńska i rodzinna moich rodziców mnie bardzo ochraniały. To wielka łaska i Boże błogosławieństwo, że wychowywałem się w takiej rodzinie i szczególna ochrona Matki Bożej.

Jak spotkanie z Matką Bożą w Medjugorie wpłynęło na Księdza wiarę?

W Medjugorie doświadczyłem niesamowitej miłości Matki Bożej i Jej bliskości. Wyobraź sobie, że masz wysprzątany, ale pusty pokój i nagle do tego pokoju wprowadza się Ktoś, kto momentalnie ubogaca go swoją obecnością, tak, że ten pokój zaczyna żyć! Kiedy próbowałem łączyć modlitwę z medytacją, wchodziłem do pustej izdebki, bo nie było w niej całkowitej koncentracji na Jego obecności we mnie, ale bardziej koncentracja na samym sobie, na psychoanalizie własnego wnętrza, by potem to wszystko wyczyścić doprowadzając do stanu pustki całkowitej. Spotkanie z Matką Bożą zmieniło moją modlitwę, ale i całe moje wnętrze. To było jak nadejście gwałtownego wichru. Jeśli w moim sercu była jakaś ciemność, odeszła ona momentalnie.

Zostawił Ksiądz swoje niebezpieczne hobby bez wahania, czy było jednak trochę szkoda?

Na początku bardzo kusiło do tego, żeby jeszcze trenować wschodnie sztuki walki i medytować. Warto tu jednak zaznaczyć, że nie wszystkie sztuki walki są niebezpieczne duchowo dla chrześcijanina. Tylko te, które stają się duchową drogą życia połączoną z praktykami medytacji i innymi formami uaktywniania energii kosmicznych przez różnego rodzaju ćwiczenia. Zainteresowanych odsyłam do czasopisma „ Egzorcysta”,  gdzie omawiam szczegółowo ten problem. Jeśli chodzi o medytację zen, to dzisiaj, kiedy mam doświadczenie bogactwa chrześcijańskiej modlitwy i kontemplacji, jest dla mnie zdumiewające, że ludzie uciekają się do innych praktyk modlitewnych np. religii orientalnych. Ale to jest głównie problem nas, księży, że nie przekazujemy ludziom tego bogactwa duchowego dwóch tysięcy lat modlitwy i kontemplacji. Nie ma praktycznego uczenia modlitwy,  nie ma szkół modlitwy, medytacji i kontemplacji chrześcijańskiej przy każdej parafii.

Jaka powinna być modlitwa, żeby przemieniała życie, żeby działy się cuda?

Musisz sobie uświadomić najważniejszą rzecz – że w momencie chrztu św. stałeś się mieszkaniem Boga, Bóg mieszka w tobie przez 24h na dobę. I w związku z tym, jesteś takim minikościołem w którym dokonuje się nieustanny kult. Niesłychanie ważną praktyką jest nieustanne chodzenie w Bożej obecności. Pismo Święte w obrazowy sposób opisuje chrzest Jezusa w Jordanie. W chwili chrztu Jezusa, otwiera się nam Nim niebo. Słyszy głos Ojca: „Ty jesteś Moim Synem umiłowanym (Łk 3, 15-16.21-22)”. W momencie twego chrztu św. otworzyło się nam tobą niebo. Odtąd cała niebiańska rzeczywistość jest nieustannie nad tobą, w tobie i wokół ciebie. Nieustannie przez 24h na dobę słyszysz głos Ojca: „ty jesteś moją umiłowaną córką/ty jesteś moim umiłowanym synem. Kocham cię”. Ten czuły głos Ojca musi być przyjmowany przez ciebie nieustannie, jak oddychanie.

Wielu ludzi wierzących i zaangażowanych w praktyki religijne ma jednak problem ze zrozumieniem fundamentalnej prawdy o miłości Bożej. Dlaczego tak się dzieje?

To dlatego, że nakładamy kalkę miłości ludzkiej na miłość Bożą. Już od małego dokładnie wiesz, że jeśli przynosisz ze szkoły piątki, rodzice są z ciebie dumni, chwalą się tobą. I wtedy słyszysz od swoich rodziców, którzy mówią: „ my cię kochamy” i kochają cię. Ale jak masz problemy w szkole, bijesz się, uciekasz z lekcji, palisz papierosy, to widzisz  krzyczącą groźną, surową twarz twojego ojca, widzisz matkę, która się ciebie wstydzi mówiąc często jaka jesteś beznadziejny. I taką kalkę przekładasz na Pana Boga, nabierasz przekonania, że jesteś kochana wtedy, kiedy jestem super, kiedy inni mogą być z ciebie dumni. Jeżeli dzisiaj zrobisz 20 dobrych uczynków, to masz przekonanie, że dziś Bóg cię kocha. A gdybyś dzisiaj popełniła grzech ciężki, to czujesz się ostatnim beznadziejnym grzesznikiem, uważasz, że Bóg cię nie może kochać, bo znowu Go zawiodłaś. Znowu Jego spojrzenie jest w Twojej wyobraźni spojrzeniem surowego, karzącego ojca. I nawet nie reflektujemy tego, że uczucia jakie żywimy w sercu do Boga, ten dystans i lęk przed Nim, są kalką tego, jak czuliśmy, kiedy nam nie wychodziło w różnych momentach w życiu, szczególnie w relacjach  w naszym domu rodzinnym.

Wystarczy przestawić się na inne myślenie, by doświadczać miłości Pana Boga?

Metanoia czyli nawrócenie, to przede wszystkim zmiana myślenia. Mistycy mówią, że cała walka duchowa to bitwa o nasz umysł. Dlatego, że myśl wywołuje konkretne uczucia. Jeśli myślisz o sobie, że jesteś beznadziejny i przyjmujesz tę myśl, to za tą myślą pojawi się doświadczenie emocjonalne. Odrzuć tę myśl, niech twoje myśli będą skoncentrowane na tym, że jesteś umiłowanym dzieckiem Boga, pomimo twojego grzechu. Skoncentruj się na miłości Boga do ciebie, na Jego czułości i tęsknocie, na Jego nieustannym pełnym miłosierdzia spojrzeniu na ciebie (takiego spojrzenia też stale szukamy u ludzi i tyle razy nie odnajdujemy). W momencie w którym ci nie wychodzi, szukasz spojrzenia kogoś, kto cię przytuli i powie, że twój grzech i twoja tożsamość dziecka Bożego to nie to samo. Grzech należy znienawidzić z całą mocą- zobacz co on zrobił Jezusowi na krzyżu Jezus. Ale ty jesteś umiłowanym dzieckiem Boga. Najgorszy grzech nie zmieni tego, że jesteś kimś najbardziej wartościowym we wszechświecie. I nie wychodzi się z grzechu poprzez lęk przed potępieniem. Bo jeśli boisz się piekła, to twoje nawrócenie będzie tylko tymczasowe. Natomiast prawdziwe nawrócenie zaczyna się od doświadczenia tego, że On cię tak bardzo kocha, tak inaczej, niż wszyscy inni, którzy kochają cię tylko do momentu zobaczenia prawdy o tobie. A on kocha cię tam, gdzie ty siebie najbardziej nienawidzisz. On mnie kocha zupełnie inaczej, niż ludzie, których mam wokół siebie. Gdy doświadczasz siebie jako największej nędzy, musisz zaufać, że jesteś najbardziej kochany przez Boga. Gdy głos Ojca mówi do Jezusa: „Ty jesteś moim Synem umiłowanym”, na Jezusa zstępuje Duch Święty w postaci gołębicy i ten Duch Święty już nigdy od Jezusa nie odszedł. Tu jest klucz do naszego nawrócenia: muszę być nieustannie skoncentrowany na Duchu Miłości Ojca. Jak mówił św. Paweł – mamy całkowicie koncentrować się na patrzeniu w rzeczywistości niewidzialne, które są wieczne. (2 Kor. 4,18).

I  w ten sposób należy też postrzegać praktyki pobożnościowe – mniej rytualizmu, więcej ducha…?

Ten styl życia jest propozycją w której masz dwie drogi: albo zostaniesz na poziomie rytuału, czyli wypełnienia obowiązku religijnego, albo wybierzesz drogę wchodzenia w Bożą  obecność w sakramentach. Rytualizm nie zmieni twojego życia. Św. Paweł pisał, że w czasach ostatecznych będzie panował duch Antychrysta, który będzie przybierał pozór pobożności, przy jednoczesnym wyzbyciu się mocy przemiany życia. Ludzie będą pobożnie składać rączki, będą chodzić do kościoła, nie będą jeść mięska w piątek, ale nie będą mieli siły, wewnętrznej mocy, aby zmieniać swoje życie. Natomiast ta druga droga, której początkiem jest doświadczenie obecności Boga w sakramentach, wydała mnóstwo świętych. To nie jest tak, że to „nie działa”. Tu chodzi o to, jak ja podchodzę do tego, żeby zadziałało. Jak przeżywam Mszę Św., żeby ona zmieniała moje życie? Jak przystępuję do spowiedzi św.? Jak modlę się codziennie, żeby moja modlitwa była spotkaniem z Bogiem? Dzisiaj brakuje tak bardzo szkół modlitwy, szkół chodzenia w Bożej obecności. A przecież przebogata tradycja chrześcijańskiej duchowości uczy tego od dwóch tysięcy lat. Te ogromne bogactwa nie są przekazywane ludziom na katechezie. Prowadzimy często na kazaniach teologiczne wywody, albo moralizujemy „musisz to, musisz tamto”, a nie mówimy o najważniejszych rzeczach – skąd brać siłę i moc do chrześcijańskiego życia! Kiedy prowadzę nabożeństwa o uzdrowienie, to moim celem nie jest tylko uzdrawiać ludzi mocą Jezusa, moim celem jest uczyć ludzi jak spotkać się z Jezusem w najbardziej intymny sposób. To jest najważniejsze, dopiero potem wszystko inne. Dopiero mając doświadczenie kontaktu z Żywym Bogiem, żyjąc tożsamością umiłowanej córki Boga, umiłowanego syna Boga, idąc np. na Mszę św. zaczynasz żyć. Bierzesz różaniec i żyjesz każdym słowem, które wymawiasz. Bo żyjesz w Bożej obecności, którą słowa  przywołują.

Do tego właśnie od początku objawień w Medjugorie wzywa nas Maryja.

Wszystkie te 33 lata orędzi Matki Bożej można streścić w trzech wezwaniach: „módlcie się, módlcie się, módlcie się”. Nic nie jest ważniejsze niż modlitwa. Jeśli dziś ludzie mówią, że nie mają czasu na modlitwę, sytuacja jest katastrofalna. Tacy ludzie mając 40, 50 lat nie wyszli poza poziom dziecka. Stary Testament był zamieszkiwaniem obok Boga: był Izrael, był Namiot Spotkania oraz przedstawiciel ludu – arcykapłan. By spotkać się z Bogiem, prorocy wchodzili do Namiotu Spotkania, a Izrael w tym czasie stał wokół namiotu i patrzył. Nowy Testament jest absolutną rewolucją – nie ma już Boga, który mieszka obok ciebie, jest Bóg, który mieszka w tobie! 24 h na dobę. A w związku z tym, nie ma czegoś takiego jak modlitwa rano czy wieczorem. Jest nieustanna modlitwa, ponieważ On jest nieustannie w Tobie. Szokujące są samooskarżania świętych. Maria Dominika Mazzarello, założycielka salezjanek oskarżała się o to, że przez 15 minut nie myślała o Jezusie. Dla nas 15 minut myślenia o Jezusie to wielki sukces! Jeżeli ludzie nie zrozumieją tego, że są mieszkaniem Boga, że 24 h na dobę w ich sercu odbywa się kult Boga, ten prawdziwy rytuał w Duchu i w Prawdzie, to zawsze będą mieli problem z modlitwą, modlitwa będzie tylko dodatkiem do ich życia. Taką modlitwę odkłada się na koniec dnia kiedy staje się ona często takim ochłapkiem dla Boga po całym wieczorze oglądania telewizji, siedzeniu przy komputerze będąc na maksa zmęczonym po całym dniu. Gdyby tak wyglądała twoja relacja z małżonkiem, to by się z tobą rozwiódł po miesiącu. Żyjemy na poziomie idei, że modlitwa jest rano czy wieczorem, że modlitwa nie jest najważniejsza, a modlitwa jest wszystkim! Dlatego trzeba tak zaprogramować swój dzień, by wygospodarować najlepszy czas na modlitwę.

Czy modląc się, trzeba koniecznie klęczeć ze złożonymi rękami?

Postawa może być dowolna, chciałbym tu jednak wprowadzić rozróżnienie pomiędzy dwoma kluczowymi terminami, które często się ludziom mylą – modlitwą oraz utrzymywaniem ducha modlitwy. Utrzymywanie ducha modlitwy to nieustanne staranie się żyć Bożą obecnością we mnie i wokół mnie. To jest nieustanne pamiętanie o tym, że On na  mnie patrzy, że mnie kocha. Nie muszę nic mówić. Wystarczy, że trwam, przyjmuję tę Jego miłość. W utrzymywaniu ducha modlitwy w ciągu dnia może nam pomóc np. wypowiadanie aktów strzelistych czy krótkie zatrzymywanie się nad Słowem Bożym. W różnych momentach dnia zrób sobie kilkuminutową przerwę, rozłóż  swoje ręce na kształt krzyża, zamknij oczy i po prostu przyjmuj Bożą miłość. Powiedz: „Tato, teraz jestem jedynym we wszechświecie celem Twojej miłości”. To jest utrzymywaniem ducha modlitwy. Natomiast sama modlitwa jest czasem, w którym On jest najważniejszy. Wyłączasz komórkę, telewizor, neta i nie ma już nic ważniejszego, jak tylko ty i On. Naszym zadaniem jest znaleźć jakościowo najlepszy czas, żeby być tylko z Nim, żeby nas nic nie rozpraszało.

Zaleca Ksiądz modlitwę uniżenia czyli leżenie krzyżem na znak pokuty. Jakie znaczenie ma taka praktyka?

Dziś panuje powszechny zanik świadomości grzechu. Bardzo lekko popełniamy grzechy, spowiedzi święte są takim retuszem estetycznym dla naszej duchowości. Nie doświadczamy  przerażenia się własnymi grzechami i nie mamy pragnienia zerwania z nimi, wynagrodzenia Bogu za nie z całego serca. Żal za grzechy traktujemy lekko, zadośćuczynienie traktujemy lekko, ponieważ grzech traktujemy lekko. Dlatego potrzeba mocniejszych modlitw, które pozwolą nam uświadomić sobie, czym jest grzech. Żeby tego doświadczyć oraz zrozumieć co Jezus zrobił dla nas na krzyżu, potrzebuję uniżenia. To na krzyżu Jezus dokonał największego uniżenia. Kiedy chodzimy w tej obojętności na grzech, w kompromisie z grzechem, paciorek to za mało by wyrwać nas z letargu, potrzebujemy pokuty. Matka Boża w Fatimie wzywała przez anioła: „pokuty, pokuty, pokuty”. Teraz jest czas potężnej pokuty, która ma się wylać na cały świat. Jeśli prorok Zachariasz mówi, że w czasach ostatecznych będzie wylany na całą ludzkość duch pobożności, to chodzi mu nie o to, że ludzie będą mieli pobożnie złożone rączki w czasie modlitwy, tylko że będą płakać i zawodzić z całego serca, widząc, co ich grzechy uczyniły Jezusowi na krzyżu. „Będą płakać i patrzeć na Tego, którego przebodli (Za 12,10)”. Możemy się spodziewać, że nastąpi jakieś wielkie doświadczenie przeogromnej miłości Bożej z krzyża  połączone z wylaniem na ludzkość żalu za grzechy, które doprowadziły Jezusa na krzyż. Pozycja uniżenia, gdy kładziesz się leżąc krzyżem na ziemi, jest pierwszym krokiem do przyjęcia łaski prawdziwej pokuty. Duch Święty zstępuje na ciebie i daje ci prawdziwy żal za grzechy, otwiera twoje duchowe oczy na to, czym jest naprawdę grzech. Bardzo często potrzebujemy takiego wstrząśnięcia które pokaże nam, co nasz grzech wyrządził Bogu, drugiemu człowiekowi i mnie samemu. Wszyscy święci i mistycy, którzy przechodzili drogę oczyszczenia, mieli doświadczenie nędzy, w jaką wpędza człowieka grzech. Bywało to naprawdę przerażające.  Kiedy św. Faustyna prosi Jezusa, żeby objawił jej własną nędzę, Jezus odpowiada, że pozwala jej tego doświadczyć w części, bo gdyby zobaczyła całą swoją nędzę, umarłaby z przerażenia. Możemy  żyć w samozadowoleniu, że jesteśmy dobrymi katolikami bo chodzimy do Bozi do kościółka, że nie jemy mięska w piątek etc., a Jezus może żyć wśród nas w totalnej samotności przez 24 h. Modlitwa uniżenia nie jest niczym innym, jak proszeniem o ducha pokuty. Sam nie wywołasz w sobie łez ani żalu za grzechy.

Sama modlitwa jest bardzo prosta. Najważniejsza na modlitwie jest właśnie prostota. Kładziesz się krzyżem na pięć minut i w tym czasie przepraszasz Boga za swoje grzechy osobiste, swojego małżeństwa czy rodziny. Wołaj do Ducha Świętego: „pokaż mi mój grzech i daj mi łaskę znienawidzenia go, łaskę prawdziwego oderwania się od tego grzechu, łaskę prawdziwego przeproszenia za ten grzech”.

Jak współpracować z łaską nawrócenia? Sama Matka Boża uczy, że wszelkie praktyki pobożnościowe są po to, by pomagać w realizacji naszego życiowego powołania. Niestety, z jego rozeznaniem sporo młodych ludzi ma dziś problem.

Pierwszą rzeczą po nawróceniu jest poproszenie o kierownictwo duchowe, towarzyszenie duchowe lub stałe spowiednictwo. Jeśli nie masz kogoś takiego, wstąp do jakiejś wspólnoty, która jest kierowana przez kapłana. Nie można zostać samemu, dlatego że wtedy różnego rodzaju zwodzenia, oszustwa, kłamstwa religijne mają do ciebie duży dostęp. Szczególnie przy nagłych nawróceniach. Także swoje powołanie warto rozeznawać ze spowiednikiem. A twoim najważniejszym powołaniem jest miłość. Zostaliśmy stworzeni z miłości przed założeniem świata, aby być świętymi i nieskalanymi przed Jego obliczem (Ef 1,4). Żyjąc na ziemi masz się troszczyć o świętość. A świętość, to jest nic innego, jak przepełnienie miłością do Boga i do człowieka. Pismo Święte mówi, że naszym największym zadaniem i powołaniem jest kochać Boga z całych sił, z całej duszy, z całej swojej mocy. A bliźniego swego jak siebie samego (Mt 22,37-40). To jest twoje powołanie. Musisz tylko rozeznać, gdzie będziesz je realizować. W małżeństwie? W kapłaństwie? Nie ma powołania do samotności w rozumieniu do bycia starym kawalerem czy starą panną. Jedyny sens mojego życia mogę odnaleźć tylko wtedy, gdy poświęcę się dla kogoś z miłości. Więc jeśli nie mam męża czy żony, nie jestem księdzem czy siostrą zakonną, to pytam Boga, komu mogę oddać swoje życie z miłości? Może będę pracować z bezdomnymi, może będę pracować z ludźmi pogubionymi, którzy umierają w swojej samotności? Bardzo często jest tak, że Pan Bóg nas wyrywa z ciągłego kręcenia wokół siebie pokazując nam nasze powołanie, a my tego w ogóle nie widzimy. Jesteśmy tak zapatrzeni w siebie, w swoje potrzeby i oczekiwania, a Pan Bóg stawia nam na drodze ludzi, dzieła, wspólnoty i mówi: tutaj nauczysz się kochać. Kochać takich jakimi są, biednymi grzesznikami. A ludzie, tak zapatrzeni w siebie, z miesiąca na miesiąc z roku na rok coraz bardziej zawyżają poprzeczkę, że na dobrą sprawę sam Jezus by się nie zmieścił w ich oczekiwaniach jako kandydat na męża czy żonę. A potem jęczymy że nie ma nikogo, modlimy się o męża, żonę, a nie widzimy że wzrastamy już w takich naszych słabościach i wadach, że nikt by z nami nie wytrzymał dłużej niż miesiąc! Chłopaków którzy mi mówią, że chcieliby znaleźć dobrą żonę, modlą się o nią, pytam: jak się do tego przygotowujesz? Małżeństwo jest całkowitym poświęceniem się dla tego, kogo kocham. Jeśli ty po powrocie z pracy siedzisz przed komputerem cztery godziny, później idziesz z kolegami na browca czy na siłkę i tak wygląda twój dzień, to powiedz mi, jak ty jesteś przygotowany do tego, by poświęcić się dla twojej żony, dla twojego dziecka?! Myślisz, że jak urodzi się dziecko, twoja żona będzie wstawała do dziecka a ty będziesz spał? Zacznij przygotowywać się do bycia małżonkiem, pokaż Bogu że jesteś gotowy na to, żeby On ci dał swoją córkę za żonę. Zacznij np. wstawać w nocy co drugi dzień na 30 minut i módl się o twoją przyszłą żonę, o twoje przyszłe dziecko. Mówisz: modlę się o męża. Narzekasz, gderasz, kłócisz się non stop, potępiasz, krytykujesz. Który facet z tobą wytrzyma? Pokaż Bogu że się przygotowujesz do małżeństwa, zacznij naprawdę pracować nad swoim charakterem, nad swoimi różnymi kobiecymi wadami, które powodują to, że faceci po prostu odsuwają się od ciebie po miesiącu znajomości. Pracuj nad swoją emocjonalności – która u kobiet często jest  zdefektowana, tak jak u mężczyzn zdefektowana jest seksualność. Pokaż Bogu, że przygotowujesz się do pięknego małżeństwa. Pytaj Jezusa, jakie są moje zranienia, skoro jestem tylko z tym, kto spełnia moje oczekiwania? Jeśli przestaje je spełniać, odchodzę. To są konkretne pytania, które trzeba sobie zadawać w kontekście powołania. Bo może ten, którego Bóg mi przeznaczył już dawno czeka na mnie, tylko ja nie jestem gotowa? Zacznij pracować nad swoim charakterem, zacznij pracować nad swoją emocjonalnością, zacznij pracować nad swoją seksualnością. Pytaj się każdego dnia, na ile poświęciłeś/aś się w miłości dla drugiego człowieka, bo kiedyś tym drugim człowiekiem będzie twoja żona, twój mąż, twoje dziecko. Jak dzisiaj nie potrafisz poświęcić się dla drugiego człowieka, to nie poświęcisz się nagle dla swojej rodziny.

A jak rozumieć krzyż w życiu? Pan Bóg chce naszego szczęścia i często uzdrawia z chorób, ale przecież święci, zbliżając się do Boga, przechodzili najróżniejsze cierpienia…

To jest kłamstwo szatana, że oddając się Bogu, będziesz cierpieć. Myśląc tak, znów nakładamy na Boga kalkę srogiego rodzica. Jakbyś się czuł jako rodzic, gdyby twoje dziecko powiedziało ci: „nie ufam ci. Bo jak ci zaufam, to mnie skrzywdzisz”. Szatan chce nam wcisnąć kłamstwo, że Bóg kochając nas mówi: „teraz dostaniesz cierpienie”. A Bóg mówi: „oddając mi siebie, dostaniesz błogosławieństwo. Czyli wszystko, co należy do Mojego Syna Jezusa,  będzie teraz też twoje!”.

Także krzyż…

Ale krzyż trwał trzy godziny! Trzeba zrozumieć różnicę pomiędzy przyjęciem cierpienia, a życiem w cierpiętnictwie. My żyjemy często w cierpiętnictwie, użalając się nad sobą, zapominając, że krzyż jest tylko bramą do zmartwychwstania. Naszym celem jest życie w zmartwychwstaniu, a nie wiszenie na krzyżu całe życie. Są pewne osoby, wybrane przez Boga, tzw. dusze ofiarne, np. stygmatycy, którzy otrzymują tak wielką miłość Bożą, że dosłownie będąc nią przepełnionymi, godzą się na cierpienie które Pan Bóg im daje.  Chodzi o to, że w miłości wybiera się podobieństwo, zbliżenie na maksa do tego, którego się kocha. I w środku tego cierpienia oni dostają jeszcze więcej miłości i czułości Bożej. To jest ze sobą tak związane, bo nieraz szokują nas  wyznania świętych: „chcę jeszcze więcej cierpienia!” To nie jest masochizm. Oni tak wołają, bo wraz z łaską cierpienia otrzymują niesamowitą łaskę miłości Bożej. My natomiast robimy coś absurdalnego: nie mając doświadczenia Bożej miłości, wchodzimy w cierpienie, które nas po prostu zabija. Tak jakbyś poszedł na Kalwarię, dał się przybić od krzyża, wcześniej nie idąc na Tabor, by usłyszeć: „jesteś moją umiłowaną córką, jesteś moim umiłowanym synem”. My nie mając doświadczenia nieprawdopodobnej Bożej miłości wchodzimy w cierpienie które powoduje, że buntujemy się przeciwko Bogu i mówimy Mu: „jak możesz mnie kochać, skoro mam takie okropne życie?!”. I wtedy stajemy się oskarżycielami Boga, szatanem dla Boga. Musimy wiedzieć, że Pan Bóg chce nam zawsze błogosławić. I chce, abyśmy zmartwychwstawali każdego dnia z każdego zła. I pokonywali cierpienie mocą miłości! Cierpienie samo w sobie nie jest dobre, jest złem. Ale też warto tu podkreślić z całą mocą, że Bóg jest tak niesamowity z wydobywania nieprawdopodobnego dobra z najgorszego zła, że my po prostu założyliśmy, że On wręcz chce zła, żeby wydobyć z niego jakieś  dobro. Nie, On nie chce zła dla ciebie. Kocha Cię, jesteś Jego najdroższym dzieckiem. Zaufaj Mu i przestań się Go bać. O jest nieskończenie dobry dla ciebie.

Rozmawiała Emilia Drożdż
Za: fronda.pl

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Pomoc duchowa i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

69 odpowiedzi na „Ks. Dominik Chmielewski: Bóg kocha cię tam, gdzie ty siebie najbardziej nienawidzisz

  1. Anka pisze:

    Zorza polarna dziś na polskim niebie?
    Jest bardzo duża szansa, by dziś zobaczyć na własne oczy zorzę polarną.
    http://gosc.pl/doc/2557043.Zorza-polarna-dzis-na-polskim-niebie

  2. Kasia pisze:

    Gdybym w młodości,w czasie moich poszukiwań spotkała kapłana z takim darem ewangelizacji,to pewnie inaczej potoczyłoby się moje życie i uniknęłabym wielu zranień,ale lepiej póżno niz wcale ;).Pamiętam,że gdy byłam jeszcze bardzo młoda czytałam żywoty świętych i szczególnie utkwiła mi w pamięci Aniela Salawa i jej życie pełne udręk i cierpień,pamiętam jak płakałam przy czytaniu i bardzo jej współczułam.Niestety w tych żywotach nie wspomniano o głębokiej,pełnej miłośći relacji z żywym Bogiem.Na lekcjach religii wkuwało się regułki i klepało modlitwy,zamiast uczyć prawdziwej rozmowy z Bogiem.Myślę,że to w dużej mierze przyczyniło się do letniości wiary wielu niedzielnych katolików.Jak mówił niedawno u nas Witek Wilk bardziej niż katechizacja,potrzebna jest ewangelizacja.
    Przy okazji chciałam zapytać,czy może ktoś zna Witka Wilka? Kiedyś ktoś na tej str.wrzucił link z jego świadectwem i przyznam wtedy jakoś nie dowierzałam,że ma aż tyle darów(taki juz ze mnie niedowiarek) i do tego ta adoracja Pana Jezusa w Hostii na własnej dłoni,co kłóci sie jakby trochę z moim podejściem do przyjmowania Komunii Św.na rękę(o czym często tutaj była mowa),a w Irlandii,gdzie obecnie mieszkam jest to szeroko rozpowszechnione,do tego świadectwo Witka i moje spotkanie go w sanktuarium Matki Bożej w Knock.Po krótkiej 20to-minutowej konferencji,krótka modlitwa i zaraz potem słowa poznania:dwie osoby Jezus uzdrawia z raka,jedną z bólu zęba i kobietę,która przezyła w swojej rodzinie wielką traumę-będziesz teraz miała inne spojrzenie na to wszystko.Zaczęłam drżeć,poczułam cos jakby porażenie,jakby coś wypełniło mnie,czy rozświetliło od środka,potem łzy,ktore próbowałam ukryć,żeby nie zwracać na siebie uwagi,potem znowu po wyjściu z sanktuarium taka radość,że az zatykało mi dech w piersi-nawet mój mąż zauwazył,że coś się dzieje.Potem druga w moim życiu spowiedż,przy której płakałam,ale równocześnie byłam przepełniona szczęściem,jakąś lekkością-cos niesamowitego,a wszystko to 13 czerwca w święto Niepokalanego Serca NMP i po święcie Najśw.Serca Jezusa,co od razu skojarzyłam z przyłączeniem sie do Nowenny Pompejańskiej za Ojczyznę,a we wspólnocie PMKP odmawiam właśnie nowennę do Najśw.Serca Jezusowego.Natomiast na pielgrzymkę do Knock pojechałam w intencji nawrócenia mojego męża,a otrzymałam zupełnie inną łaskę-ciężar,który nosiłam prawie 8 lat znikł zupełnie.Zaskakuje mnie to ciągle jak Bóg działa w naszym życiu i to wtedy,gdy zupełnie się tego nie spodziewamy.Wprawdzie słyszałam o Witku Wilku,ale nie myślałam,że posługuje modlitwą o uzdrowienie.Brak mi słów,żeby wyrazić to ,co czuję,chyba ciągle jestem jakoś oszołomiona i zadziwiona 🙂 .
    Chwalę Ciebe Jezu i uwielbiam..!
    Dziękuję Ci Mateńko Najświętsza!

  3. Beata Stojek pisze:

    > Wiadomość napisana przez W obronie Wiary i Tradycji Katolickiej w dniu 22 cze 2015, o godz. 14:19: > >

  4. Sylwia pisze:

    Tak się składa że dostałam od znajomej Kazania Księdza Dominika są piękne poruszające , lecz muszę nadrobić zaległości i posłuchać . Powiem wam że smutno mi dziś 😦 z powodu osób które mnie nieustannie ranią , ja staram się przebaczyć ale to trudne .. Czasem wydaje mi się że te osoby straciły swoje własne serca a mają kamienie .. wydaje mi się ze pogoń za luksusem i pieniędzmi przysłonił im oczy . Dziś miałam kolejny dowód tego , przytyki do mej osoby która nic w życiu nie osiągnęła nie ma czym pochwalić się w domu i koło domu .. w dodatku serce boli gdy słyszę że osoby które są mi bliskie nie darzą się choć odrobiną szacunku i zrozumieniem. Nie widzą że ktoś ma inne wartości w życiu , że ktoś może chcieć inaczej . Że te rzeczy doczesne nie są na 1 miejscu , wiadomo trzeba jakoś żyć mieć co jeść, w co się ubrać ale można się obejść bez tych rzeczy co inni mają .. Mam wrażenie że te osoby chcą mącić i podburzać przeciw innym , pokazywać swoje ego po przez pryzmat lepszego ja ! jest mi smutno bo tak wiele kochanych mi osób nie zagląda wewnątrz siebie tylko na zewnątrz , smutno mi bo kierują się tylko dobrem materialnym a nie tym że kogoś mogą zranić .. 😦 wiem że to tak nie na temat ,ale chciałam się wam wygadać i czasem takie pisanie przynosi ulgę .

    • E. pisze:

      Sylwio, ostatnio ktoś pięknie mówił o bogactwach, które powinniśmy gromadzić, ale na spotkanie z Bogiem. Tylko one mają znaczenie, reszta to jak to ktoś napisał „marność”. A co do ludzi, to nie masz na nich wpływu, co najwyżej możesz się za nich modlić. Bądź też sobą, może swoim świadectwem, tego jaka jesteś, przyciągniesz do Boga, chodź jedną osobę z rodziny.

      • wobroniewiary pisze:

        To był Papież Franciszek 😉
        Ojciec Święty Franciszek wezwał nas do gromadzenia bogactw i inwestowania na giełdzie. To nie pomyłka – chodzi jedynie o bogactwa ducha i „giełdę” w domu naszego Ojca.

        Bogactwa, które gromadzi się dla siebie, stoją u źródeł wojen, rozbicia rodzin, utraty godności. Natomiast naszą „codzienną walką” powinno być zarządzanie „dla dobra wspólnego” zasobami ziemi i tymi, które się posiada. Zwrócił na to uwagę Papież podczas porannej Mszy w kaplicy Domu św. Marty.
        http://www.fronda.pl/a/papiez-gromadzcie-bogactwa-inwestujcie-na-gieldzie,52999.html

      • Sylwia pisze:

        E. wiem że nie mam wpływu na to ,choć modlitwa też może zmienić wiele. Jestem sobą i taką się staram być , cóż ludzie mają mnie za to z dziwadło ze starożytnymi poglądami .. Ale nawet nie wiesz ile bym dała by choć jedna jedyna osoba z mojej rodziny zrozumiała to o czym mówię. Być może kiedyś Pan Bóg da im nowe serca nie kamienne a kochające i rozumiejące o to się modlę .

      • Sylwia pisze:

        wobroniewiary dzięki za link na pewno przeczytam . To są prawdziwe bogactwa .. dziękuję

    • Kasia pisze:

      Sylwio,taki teraz niestety jest świat,materializm i pycha często biorą górę,ale modlitwą i przykładem zawsze można coś zmienić,byle się nie poddawać,może ktoś sie zastanowi,pomyśli,a kiedyś przyjdzie moment,że i zrozumie.Warto tez zamówić Mszę Św.np.wieczystą za te rodziny-taka osłona jest niezastąpiona.

  5. PawełW pisze:

    Dziękuję za ten wpis, teraz rozumiem czemu zły tak dzisiaj uaktywnił się. Dziękuję Księdzu za słowa które mówiły o tak ważnych rzeczach jak osobowa relacja z Bogiem. Dziękuję

    Ps. Swoją drogą jak czytałem to miałem wrażenie że identyczne słowa słyszałem z ust ks. A. Szustaka

    Pokój Wam

  6. Wojtek pisze:

    Zastanawiałem się nad tym co tu kilka razy słyszałem ,,że muzyka rockowa jest od diabła” .

    Broniłem się trochę bo sam słucham, a właściwie słuchałem bo od co najmniej miesiąca nie słucham jej wcale.
    W ogóle kiedyś potrafiłem przez kilka godzin sobie słuchać takiej muzyki i mi to nie przeszkadzało, a od kilku tygodni czuję takie zniechęcenie, w ogóle nudzi mnie ta muzyka i nie mogę jej słuchać.
    Zastanawiam się czy wy rzeczywiście nie macie racji, że ta muzyka jest zła, no bo jeśli zbliżyłem się do Boga i mam problemy ze słuchaniem rocka to może coś jest na rzeczy. Wczoraj próbowałem posłuchać sobie ,,Foo Fighters” jeden z moich ulubionych rockowych zespołów i dosłownie nie da się słuchać.

    Wiem, że to o czym napisałem jest nie na temat artykułu powyżej ale nie wiedziałem gdzie przekazać to co myślę.

    Tak więc chyba macie rację i raczej nie będę na siłę tej muzyki słuchał.

    • E. pisze:

      Wojtek swego czasu ks. Sawa opracował listę zespołów, które mogą stanowić czy też stanowią (nie pamiętam) zagrożenia duchowe. ja swoje płyty powyrzucała i wcale nie żałuję, nawet mnie w sumie nie ciągnie, a nawet tak jak u ciebie, przeszkadza mi ten wrzask 🙂 poszukaj w google

    • Kasia pisze:

      „Posłuchajmy słów Pana:Ja jestem tym,który przemienia ludzkie serca i sprawia,że pragną mnie ponad wszystko.Podążając za mną doświadczysz przemiany twego umysłu,mentalności,patrzenia na świat,a przede wszystkim pragnień,które odrzucą to,co małe i bezkształtne,a dążą do rzeczy wielkich i nieprzemijających”-z tajemnicy światła-Przemienienie na górze Tabor 🙂

    • Sylwia pisze:

      Wojtku to mamy coś wspólnego 🙂 ja też się zniechęciłam do mocnego Rocka i ciężkiego metalu .Wcześniej tylko taką muzykę słuchałam i nie wiem co mi się stało ale teraz wolę spokojną muzykę a szczególnie Chrześcijańską. Jakoś dziwne ale mnie nawet nie ciągnie do słuchania , ale mój mąż słucha nadal ,choć mówię mu że pewnych zespołów nie powinien słuchać .. i w dodatku mnie drażni 😉 jak głośno słucha ciężkiego Rocka .
      Ostatnio się mnie pytał co mi się stało że ja takiej muzyki nie lubię a przecież nie tak dawno sama mu proponowałam takie piosenki .. no cóż zmieniło się to u mnie 🙂
      Dużo na ten temat mówi Grzegorz Kasjaniuk , który na ten temat ma dużo do powiedzenia. Możesz znaleźć jego świadectwo na you tubie .

    • Paweł pisze:

      Może ciekawie zabrzmi w tym kontekście fragment wywiadu, jakiego udzieliła Vassula Ryden, prawosławna mistyczka, urodzona w Egipcie, narodowości greckiej. (W numerze 1 (132) 2013 pisma ewangelizacyjnego „Vox Domini” na stronie 20 podano, że nowe wydanie pism Vassuli opatrzone jest kościelną zgodą na druk:
      Nihil obstat
      Biskup Felix Toppo, S.J., DD,
      Bishop of Jamshedpur, India,
      censor librorum
      28 listopada 2005
      Imprimatur
      Arcybiskup Ramon C. Arguelles, D.D., STL,
      Archbishop of Lipa, Philippines
      28 listopada 2005 ).
      Oto cytat z wywiadu opublikowanego w tomie 11 opublikowanych pism Vassuli, wydanych w Polsce przez Wydawnictwo „Vox Domini” ( http://www.voxdomini.com.pl )
      pod tytułem „Prawdziwe Życie w Bogu” (str. 130):
      „(…) – A muzyka?
      – Dziś lubię wyłącznie muzykę klasyczną. Aż do nawrócenia wcale jej nie lubiłam, czyli do roku 1985. W tym okresie lubiłam tylko muzykę pop. Nie wiem, jak to wyjaśnić. Opowiem więc dokładnie, jak to się stało. Porozumiewałam się już wtedy z moim aniołem stróżem. Słyszałam, jak mówił do mnie, widziałam go wewnętrznie. On chciał mnie uformować nawet w tej dziedzinie i chciał, abym zapomniała o wszystkim, co było związane z muzyką pop, z muzyką rockową i abym słuchała raczej muzyki klasycznej. Byłam w samolocie, który leciał z Danii do Tajlandii, bo w tym okresie (przez 11 lat) mieszkałam w Bangladeszu. Anioł powiedział do mnie: ‚Włóż słuchawki i posłuchaj w radiu tego fragmentu, który się zaraz zacznie, to ja ci go ofiaruję.’ To była IX Symfonia Schuberta i to mnie porwało. Od razu to polubiłam i wszystko, co było w tym programie. I nagle, jeśli ktoś włączał muzykę pop, nie mogłam tego dłużej słuchać, źle się czułam. Kupiłam mnóstwo kaset magnetofonowych z nagraniami Schuberta i innych kompozytorów. Kupiłam to wszystko, bo byłam jakby spragniona wysłuchania tego wszystkiego. Odrzuciłam każdy rodzaj muzyki pop.”

      Na koniec zacytuję słowa Pana Jezusa wypowiedziane w roku 1937 do francuskiej mistyczki Gabrieli Bossis: „Muzyka wznosi człowieka ponad ten świat. (…) Wszystko w przyrodzie jest tylko obrazem i znakiem” (Jest to cytat z tomu I książki Gabrieli Bossis „On i ja”, str. 54-55, wydanie wydawnictwa Michalineum z roku 2008 opatrzone formułą: „za pozwoleniem Kurii Metropolitalnej Warszawskiej”).

  7. piotr pisze:

    jest jeszcze jeden sposób na pustkę w głowie wypłukać się z elektrolitów mając predyspozycje pomagamy komórkom mózgowym zanikać tzw. atriofia tkanki mózgowej ale to schizofrenia prosta
    tak jak napisałem trzeba mieć ku temu predyspozycje

  8. wobroniewiary pisze:

    Kiedy chodzimy w tej obojętności na grzech, w kompromisie z grzechem, paciorek to za mało by wyrwać nas z letargu, potrzebujemy pokuty. Matka Boża w Fatimie wzywała przez anioła: „pokuty, pokuty, pokuty”. Teraz jest czas potężnej pokuty, która ma się wylać na cały świat. Jeśli prorok Zachariasz mówi, że w czasach ostatecznych będzie wylany na całą ludzkość duch pobożności, to chodzi mu nie o to, że ludzie będą mieli pobożnie złożone rączki w czasie modlitwy, tylko że będą płakać i zawodzić z całego serca, widząc, co ich grzechy uczyniły Jezusowi na krzyżu. „Będą płakać i patrzeć na Tego, którego przebodli (Za 12,10)”. Możemy się spodziewać, że nastąpi jakieś wielkie doświadczenie przeogromnej miłości Bożej z krzyża połączone z wylaniem na ludzkość żalu za grzechy, które doprowadziły Jezusa na krzyż. Pozycja uniżenia, gdy kładziesz się leżąc krzyżem na ziemi, jest pierwszym krokiem do przyjęcia łaski prawdziwej pokuty. Duch Święty zstępuje na ciebie i daje ci prawdziwy żal za grzechy, otwiera twoje duchowe oczy na to, czym jest naprawdę grzech. Bardzo często potrzebujemy takiego wstrząśnięcia które pokaże nam, co nasz grzech wyrządził Bogu, drugiemu człowiekowi i mnie samemu. Wszyscy święci i mistycy, którzy przechodzili drogę oczyszczenia, mieli doświadczenie nędzy, w jaką wpędza człowieka grzech. Bywało to naprawdę przerażające. Kiedy św. Faustyna prosi Jezusa, żeby objawił jej własną nędzę, Jezus odpowiada, że pozwala jej tego doświadczyć w części, bo gdyby zobaczyła całą swoją nędzę, umarłaby z przerażenia.

    • julia pisze:

      i ten ostatni passus mnie bardzo martwi…
      kiedy widzę się stojąca przed Jezusem.. w Prawdzie o sobie , to czuję przerażenie i strach i Ból, ze jestem taka słaba. Najmniejszy grzech jest dla mnie strasznym ciężarem. I tylko zaufanie, . jakie mam daje mi taka iskierkę nadziei, że Jezus mi wybaczy..
      Chyba dlatego tak ważne zebysmy mu ufali, zebysmy nie skupiali się na sobie, ale na tym co on dla nas zrobił… i Jego za to uwielbiali.
      Ciężko mi to wyrazić,,
      Ostatnio takie drżenie u siebie obserwuję na mszach z Ojcem Witko.. jak tylko nadchodzi czas wielbienia Jezusa w Najswietszym Sakramencie, to zaczynam w srodku cała się trząść jak osika. Ale też nie jest to strach potepiający, zebym nie została źle zrozumiana.
      To takie uczucie wielkiego ale słodkiego niepokoju… Strach wymieszany z radością.. ? nie sposób tego opisać. ..

      • Halina pisze:

        Te słowa mocno do mnie przemawiają:
        „Możemy się spodziewać, że nastąpi jakieś wielkie doświadczenie przeogromnej miłości Bożej z krzyża połączone z wylaniem na ludzkość żalu za grzechy, które doprowadziły Jezusa na krzyż”

      • Sylwia pisze:

        Julio ja doświadczam czasami czegoś podobnego , nawet na Zwykłym Nabożeństwie . Czasem wydaję mi się że to ma związek u mnie z tym gdy nie mogę przyjąć Pana do serca po postacią Hostii to wtedy chce mi się płakać a gdybym mogła wyć :’ (
        Ale jest też tak że i po Spowiedzi gdzie przystępuję do Komunii mam dokładnie takie same odczucia strach radość ,Trzęsę się jak galaretka , coś nie pojętego . To wygląda tak jak bym nie mogła się doczekać przyjąć Pana Jezusa . Czasem to uczucie trwa długo .

      • Kasia pisze:

        Mam podobnie przed przyjęciem Pana Jezusa w Komunii Św.a potem wielkie wzruszenie i taka radość,a łzy same napływają do oczu.Odpowiedż i wytłumaczenie tego odnalazłam w różańcu eucharystycznym w medytacji do 5ej tajemnicy części radosnej:”Siłę,której szukacie odnajdziecie w Eucharystii,Miłość,której potrzebujecie odnajdziecie w Eucharystii i radość,której pragniecie odnajdziecie w Eucharystii,Ja bowiem jestem Eucharystią”.Odkryłam,że Jezus uzdrawia nas w każdej Komunii Św.jeśli tylko otwieramy sie na Jego miłość.Jeśli natomiast zdarzyło mi się,że nie mogłam przyjąć Pana Jezusa,czułam taką tęsknotę,jakby ominęło mnie cos niezwykle cennego,smutek i przepraszam mojego Zbawiciela,że nie jestem godna,żeby Go przyjąć Natomiast na Mszach Św.z modltwą o uzdrowienie należałam zawsze do tych płaczących.W te wakacje po raz 1y wezmę udział w spotkaniu,które będzie prowadził O.Witko w Krakowie:) cieszę się na samą myśl-wreszcie w Polsce i na wspólnotowej modlitwie.Może uda mi się namówić kogos z mojej rodziny,bo jak dotąd,to podobnie jak u Sylwii,wszyscy się ze mnie śmieją i gadają za plecami,że mi już całkiem odbiło :).W sanktuarium Matki Bożej Leśniowskiej,gdzie trafiliśmy przez przypadek wracając ze spotkania wspólnoty MiMJ zawierzyłam nasze rodziny zamawiając właśnie Msze Św.wieczyste i czekam spokojnie,co będzie dalej.Dodatkowo moim ulubionym tematem do rozmów jest taraz Bóg,Maryja,nasza wiara,czytanie Nowego Testamentu,czasopism relig.i takich tez książek,a moja ulubiona muzyka,to pieśni ze spotkań MiMJ lub Rubika.Rzeczywiście,to się zgadza totalnie mi odbiło ;),ale życie cieszy mnie jak nigdy dotąd pomimo róznych trudów i przeszkód 🙂
        Chwalę Ciebie Jezu i uwielbiam!

    • Sylwia pisze:

      Właśnie ja czasem czuję taką nędzę swoją własną że patrzeć nie mogę , ale wiem że to właśnie takie oczyszczenie . Ten żal który rodzi się w sercu jest moim uniżeniem i oczyszczeniem . Czasem trzeba poczucia wielkiego żalu by wiele zrozumieć i wiele starać się naprawić .

      • Sylwia pisze:

        Kasiu Jednym słowem pozytywnie nam odbiło 🙂 tylko inni tego nie widzą , ale nie ma się czym przejmować ważne że chcemy iść tą drogą a inni niech myślą co chcą ,choć nie powiem że czasem patrzę ze smutkiem jak widzę że człowiek jest pogubiony .. no coż tak bywa .

      • Wędrowiec pisze:

        Sylwia może po to widzisz takich zagubionych ludzi, i jesteś wystarczająco blisko żeby pomóc im odnaleźć właściwą drogę. Nic nie dzieje się bez przyczyny, i nie ma czegoś takiego jak przypadek. Wiadomo smutek się czuje, ale moze właśnie Bóg tak kieruje, żeby odpowiedni ludzie, spotkali się w odpowiednim czasie, i żeby jeden drugiemu pomógł. Nie wiem czy mam rację, czy nie, bo to moje przypuszczenia.

  9. julia pisze:

    ja rzadko kiedy słucham muzyki światowej…
    na początku unikałam metalu i rocka z powodu wejścia na drogę bożą, ale tkwiła w tym taka religijna pycha… ze nie zniżam się do słuchania brzmień, które nie prowadzą do Boga.

    Na dzień dziesiejszy jest mi wszelka muzyka obojętna. J
    eśli słucham czegoś to doceniam walory estetyczne i czasem wrzucam klasykę, czasem jakies utwory, z którymi wiązą się moje wspomnienia.. ale najczęściej słucham tego co odpowiada nastrojom mojej duszy.
    Wszystko ma swój czas i myślę, że zaufanie Bogu pozwala mi również nie bać się ciągle wszystkiego. Kiedyś bałam się muzyki rockowej bo nie daj Bóg jakiś przekaz podprogowy .. a teraz wiem, że jeśli stoję na strazy tego co przyjmuję do swojej świadomości..a raczej, jeśli stawiam na straży samego Jezusa..to żaden rodzaj muzyki nie spowoduje szkody.
    A ostatnio zasłuchuję się w muzykę z Medjugorje…. jesli takie piękne melodie tam sie wyspiewuje to nie dziwne , że to miejsce ma swoja atmosferę…
    mnie ta muzyka wycisza po całym dniu i przygotowuje na spotkanie z Bogiem w wieczornej modlitwie.

  10. piotr pisze:

    chyba poznałem siebie tzn. jak sobie uświadamiam kim jestem albo w różnych sytuacjach pokazują mi to bliźni to nie wydaje mi się wtedy by siostra Faustyna była Nędzą a jak była słaba bo tak u niej rozumiem nędze to ja byłem nie tyle co słaby a zły
    a ubogi w duchu jestem co mnie pociesza

  11. Maria Magdalena pisze:

    „Odczaruję twój dom z klątwy”. Mieszkanka Lubartowa straciła 2 tys. zł
    61-latka, mieszkanka gminy straciła dwa tysiące złotych. Dała się przekonać, że na jej dom rzucono klątwę. Wręczyła nieznajomej saszetkę pieniędzy i zgodziła się na odczarowanie domu.

    W czwartek przed południem do domu 61-latki zapukała nieznajoma kobieta. Pokazała jej sztuczkę z jajkiem, chustką i kłębkiem włosów. Tak przekonała właścicielkę posesji, że na jej dom została rzucona klątwa.

    – 61-latka uwierzyła, tym bardziej, że w ostatnim czasie jej rodzinę spotkały osobiste tragedie – wyjaśnia Grzegorz Paśnik, oficer prasowy lubartowskiej policji. – Dała namówić się na wspólną modlitwę mającą za cel oczyścić dom z klątwy. Jej podstawą miały być wszystkie wartościowe przedmioty oraz pieniądze znajdujące się w domu.

    Gospodyni dała nieznajomej saszetkę z pieniędzmi. Kobiety wspólnie zmówiły modlitwę, po czym nieznajoma oddała saszetkę. Kazała schować ją pod łóżko i nie zaglądać do niej przez kilka dni. Twierdziła, że to zagwarantuje, że odczarowanie będzie skuteczne.

    – Gospodyni dopiero po pewnym czasie zorientowała się, że z saszetki zniknęło 2 tys. złotych i padła ofiarą złodziejki.
    http://www.dziennikwschodni.pl/kronika-kryminalna/n,1000163358,odczaruje-twoj-dom-z-klatwy-mieszkanka-lubartowa-stracila-2-tys-zl.html

  12. Halina pisze:

    Ks. Pawlukiewicz: Jak wystraszyć szatana? Oto, czego boi się diabeł!

  13. kasiaJa pisze:

    DZIŚ ROZPOCZYNA SIĘ NOWENNA DO NAJDROŻSZEJ KRWI PANA JEZUSA
    Nowennę do Krwi Chrystusa rozpoczniemy 22 czerwca, a zakończymy 30 czerwca br.
    Modlę się i życzę, aby każdy z nas pozwolił się obmyć Jezusowi Chrystusowi, abyśmy znaleźli się w gronie tych osób, o których Pismo św. mówi:
    Ci przyodziani w białe szaty, kim są i skąd przybyli? To ci, którzy przychodzą z wielkiego ucisku i opłukali swe szaty, i w krwi Baranka je wybielili. Dlatego są przed tronem Boga (…) Nie będą już łaknąć ani nie będą już pragnąć i nie porazi ich słońce ani żaden upał, bo paść ich będzie Baranek, który jest pośrodku tronu, i poprowadzi ich do źródeł wód życia i każdą łzę otrze Bóg z ich oczu (zob. Ap 7,13-17).
    Nowenna do Krwi Chrystusa

    Modlitwa ochrony przed złem do Krwi Chrystusa

    (Każdego dnia nowenny)

    Niech Przenajświętsza Krew Pana naszego Jezusa Chrystusa, ​ ​
    przelana na krzyżu, a ofiarowana podczas każdej Mszy świętej ​ ​
    na ołtarzach całego świata, uwolni mnie i moich bliskich od grzechów, ​ ​
    ochroni przed atakami duchów ciemności, ​ ​
    uzdrowi nasze dusze i ciała od wszelkich niemocy.
    Niech ochroni nasze domy i miejsca, gdzie przebywamy.
    Niech ochroni wszystkich członków mojej rodziny i tych, ​ ​
    których noszę w swoim sercu. Niech zstąpi Duch Święty,
    niech zwycięstwo należy do Chrystusa. ​ ​
    Panie Jezu, ochroń dzieci swoje, ​ ​
    które odkupiłeś swoją drogocenną krwią.
    Amen.

    Dzień pierwszy
    22 czerwca – poniedziałek

    Módlmy się do Krwi Chrystusa, a doświadczymy jej cudów.
    Błogosławimy, wysławiamy i oddajemy cześć Jezusowi, który odkupił nas za cenę swojej Krwi. Tak bardzo nas ukochał, że przelał ją do ostatniej kropli – za każdego z nas. Nie żałował życia, nie uciekł przed męką, nie wystraszył się cierpienia, ale podjął je dla nas, abyśmy mieli życie.
    Ta Krew i dziś obmywa nas z grzechów w spowiedzi świętej i poi w Eucharystii. Ta Krew jest mocniejsza od naszych grzechów i od śmierci, zwyciężonej na krzyżu. Jest zatem mocniejsza także od lęku, słabości i niepewności, które nas dotykają; może oczyszczać, uzdrawiać, uwalniać i uświęcać przeszłość, rozświetlać teraźniejszość i chronić przyszłość. Sprawia, że jesteśmy drogocenni w oczach Boga, bo Ojciec patrzy na nas przez Krew swojego Syna. Tej godności, tej wartości nic i nikt nie jest w stanie zmienić ani odebrać.
    Błogosławiona Krew, która daje nam zbawienie. Błogosławiony Pan, który ją za nas przelał. Dziękujmy Bogu i uwielbiajmy Go – bo godna uwielbienia jest Miłość przelana na krzyżu. Módlmy się, a doświadczymy jej cudów, bo mocniejsza jest od tego, co nas trapi, przygniata, udręcza, od tego,
    z czym sobie nie radzimy, co nas przerasta. Módlmy się, a ona nas przemieni i poprowadzi do pełni, którą dla nas przewidział Pan.
    Modlitwa ochrony przed złem…

    Dzień drugi
    23 czerwca – wtorek

    Panie Jezu, zanurzam w Twojej Przenajdroższej Krwi cały dzisiejszy dzień, który jest darem Twojej nieskończonej miłości.
    Dokąd biegną moje myśli, kiedy budzę się ze snu? Jeszcze nie wiem, co przyniesie mi dzień, ale już mogę dziękować za to, że go dostałam. Inni nie mieli tej szansy, nie obudzili się. Dla mnie może to być ostatni dzień mojego życia, ale został mi podarowany i dlatego za niego dziękuję. Może życie stało się dla mnie ciężarem i wolałbym się nie obudzić, albo czeka mnie tyle trudnych spraw, że cieszyłbym się, gdyby już był wieczór… Ale ten dzień dopiero się zaczyna i Pan przygotował go specjalnie dla mnie. Dlatego dziękuję, podpisując swoisty czek in blanco, wiedząc, że Gwarantem jest Pan Bóg, który mnie kocha. Nie jestem tego pewien? Tym bardziej dziękuję, bo może właśnie dziś doświadczę Bożej miłości, Bożej opieki. Nie wiem, co będzie, ale wiem jedno – dziś może wydarzyć się wiele dobrego, bo zaczynam dzień od spotkania z Jezusem w tej krótkiej modlitwie.
    Modlitwa ochrony przed złem…

    Dzień trzeci
    24 czerwca- środa

    Panie Jezu, zanurzam w Twojej Krwi siebie, wszystkie osoby, które dziś spotkam… Zanurzam moich bliskich i osoby powierzające się mojej modlitwie.
    Mniej więcej wiem, jak będzie przebiegać ten dzień – dom, praca, nauka… Spotkam dziś różne osoby, o niektórych coś wiem, o niektórych się dowiem, niektóre spotkam na ulicy i niewiele będę mogła powiedzieć, wielu nawet nie zauważę zajęta myślami czy różnymi załatwianiem różnych spraw. Spotkam się z kolegami z pracy, ze szkoły, ze współpracownikami, z przyjaciółmi, personelem w przychodni, sklepie… Każdy z nich ma swoją historię życia, swoje radości i troski. Zanurzając ich we Krwi Chrystusa, polecam ich Bożej opiece, Bożemu miłosierdziu, ochronie. Przez radio, telewizję, internet, prasę, od innych dowiem się o wielu wydarzeniach na świecie. O tych dobrych mało się mówi, bardziej o tym, co trudne, złe, bolesne… Dlatego zanurzając te wszystkie osoby we Krwi Zbawiciela, mogę pomóc Jezusowi działać w ich życiu. Niech On to robi jak sam chce, bo wie najlepiej. A może właśnie ta moja krótka ufna modlitwa pomoże kogoś uratować. Do sióstr czy księży częściej ktoś zwróci się z prośbą o modlitwę niż do świeckich. Gdybym chciała każdego dnia o każdej osobie pamiętać bardzo indywidualnie, za chwilę musiałabym powiedzieć – więcej nie dam rady.
    A tak zanurzam od razu we Krwi Zbawiciela daną osobę, tam jest bezpieczna, a potem ogarniam modlitwą wszystkich razem. Jeśli twój kolega czy koleżanka w pracy, czy ktokolwiek, poprosi o modlitwę, Krew Chrystusa będzie najskuteczniejszą obroną i pomocą. Proszę też o ochronę dla mnie samej, aby mnie zło nie zwiodło, abym nie zaczęła myśleć i działać zbyt po ludzku, abym nie przysporzyła nikomu bólu i umiała trudne sytuacje przemieniać w miłość.
    Modlitwa ochrony przed złem…

    Dzień czwarty
    25 czerwca- czwartek

    Panie Jezu, zanurzam w Twojej Krwi, wszystkie sytuacje, które dziś zaistnieją, wszystkie sprawy, które będę załatwiać, rozmowy, które będę prowadzić, prace, które będę wykonywać i mój odpoczynek.
    Czeka mnie dziś wiele pracy albo jej brak i nie- pewność, co dalej. Nie da się przewidzieć wszystkiego, co się wydarzy, ale ja już to oddałem w ręce Boga. On wie o wszystkim i będzie w tym wszystkim obecny, będzie prowadził. Nie jeden raz zaskoczy mnie swoimi rozwiązaniami, których bym się nigdy nie spodziewał ani nie umiał wymyślić. Gdziekolwiek pójdę, cokolwiek będę robić – On tam już będzie, nie muszę się bać. Mogę iść spokojny na trudną rozmowę – Jezus będzie ze mną, mogę zająć się nieprzyjemnymi zadaniami, bo Jezus je przemieni. Może obiektywnie będą nieprzyjemne dalej, ale razem z Nim dam radę pokonać trudności i przeszkody, a On przemieni je w błogosławieństwo i pomoc bliźnim. W moim odpoczynku będzie także Jezus obecny. Tak często dziś nie ma czasu na odpoczynek, a jest on przecież potrzebny dla naszego normalnego funkcjonowania. I jeszcze jedno – jeśli zaprosiłem Jezusa do tego wszystkiego, co dziś będę robić, nie pozwolę sobie na niepotrzebne i niewłaściwe zachowania, żarty, słowa, a wieczorem nie będę się musiał wstydzić ani żałować tego, co zepsułem czy zaprzepaściłem.
    Modlitwa ochrony przed złem…

    Dzień piąty
    26 czerwca- piątek

    Panie Jezu, proszę, aby Twoja Krew przenikała osoby, które spotykam i które powierzyły się mojej modlitwie, oraz sprawy, które nas dotyczą, i przynosiła im według Twojej woli uwolnienie, oczyszczenie, uzdrowienie i uświęcenie. Niech dziś zajaśnieje chwała Twojej Krwi i objawi się jej moc.
    Nawet jeśli zdarzy mi się coś niewłaściwego, jeśli wszystko pójdzie nie po mojej myśli, coś się zawali czy skończy – Jezus o tym wie, On to wszystko już przyjął i przemienił, jak wino w Krew podczas Mszy świętej. On wie, co komu potrzeba i nawet największe przekleństwo może przemienić w błogosławieństwo, bo we wszystkim współdziała dla dobra tych, którzy Mu ufają. Tak mówi Pismo św., zatem tak musi być, bo Jezus nikogo nie zwodzi i nie okłamuje, bo On jest wierny i kocha bez granic i warunków. Zanurzając wszystkich i wszystko w Jego Krwi, mogę być spokojny – On wyprowadzi dobro. Owszem, nie mogę się zwalniać z działania – co mogę zrobić, powinienem zrobić, ufny, że Pan to uzupełni, oczyści i pobłogosławi. W ten sposób zajaśnieje chwała Jego Krwi i objawi się jej moc – bo niemożliwe stanie się możliwe, bo stracone okaże się zyskiem, bo śmierć zostanie przemieniona w życie. Może ktoś odnajdzie drogę do Boga, ktoś pojedna się z bliskimi, ktoś wyjdzie z nałogu i zacznie nowe życie…
    Modlitwa ochrony przed złem…

    Dzień szósty
    27 czerwca- sobota

    Panie Jezu, przyjmuję wszystko, co mi dziś ześlesz, ku chwale Twojej Krwi, ku pożytkowi Kościoła świętego i jako zadośćuczynienie za moje grzechy.
    To jest modlitwa dla odważnych. Jednak – przecież mam świadomość, że jestem słaby, że mam wiele do odpokutowania w moim życiu. Mam świadomość, że Kościół składa się z ludzi tak samo słabych i grzesznych jak ja, że jest atakowany, a jego pasterze potrzebują światła w prowadzeniu wiernych do Boga, w kierowaniu całym Kościołem, aby nie pobłądził, aby nie dał się zwieść fałszywym naukom. Każdego dnia spotykają nas różne sytuacje, cierpienie jest obecne w życiu każdego z nas. Dlaczego miałbym je marnować? Lepiej ofiarować za Kościół, za świat, razem z Krwią Chrystusa ofiarować Bogu swoją krew, płynącą w wydarzeniach dnia. Ku chwale Krwi Chrystusa – ku chwale Chrystusa, jedynego Pana i Zbawiciela. Ku pożytkowi Kościoła – by był święty i był przystanią dla wędrowców tej ziemi. Za moje grzechy, bym więcej nie obrażał nimi Boga i jak najszybciej po śmierci mógł radować się przebywaniem w niebie.
    Modlitwa ochrony przed złem…

    Dzień siódmy
    28 czerwca – niedziela

    Panie Jezu, przyjmuję wszystko, co mi dziś ześlesz, jako zadośćuczynienie za moje grzechy, składając to wszystko Bogu Ojcu przez wstawiennictwo Maryi.
    Każdego dnia spotykają mnie także piękne i dobre rzeczy, choć może nie zawsze i nie od razu potrafię je zauważyć i się nimi cieszyć. Ale jest tak wiele momentów, w których z serca wypływa modlitewne westchnienie: Dzięki Ci, Panie! Także one są obmyte Krwią Chrystusa, także one są Jego darem dla mnie. Także te chwile, sprawy… te małe i duże „powody do wdzięczności” pragnę przyjmować od Jezusa ku Jego chwale. Wdzięczność otwiera serce i poszerzając je, przygotowuje na przyjęcie następnych darów i łask, jakimi Pan chce mnie umocnić na drodze, podtrzymać, przypomnieć o swojej nieustannej opiece nade mną. Wychwalam Boga w Jego darach i oddaję Mu cześć, a Jego chwała wypełnia moje serce i rozwija je do pełni miłości.
    A dlaczego przez ręce Maryi? Ponieważ Ona to, co złożę w Jej ręce, oczyści, upiększy i podaruje Jezusowi. On niczego nie odmówi swojej Matce i z Jej ręki nawet coś najmniejszego przyjmie jako dar Jej wielkiej miłości. A przez Nią będzie mi łatwiej – to dobra droga.
    Modlitwa ochrony przed złem…

    Dzień ósmy
    29 czerwca – poniedziałek

    Panie Jezu, oddaję siebie do pełnej dyspozycji Maryi, zawierzając Jej moją przeszłość, przyszłość i teraźniejszość, bez warunków i bez zastrzeżeń.
    Nikt, kto zaufał Maryi, nie został zawiedziony. Jeśli należę do Niej, Ona może się mną posługiwać i uczyni mnie swoim pomocnikiem w dziele Jej Syna. Ona była przy mnie od początku mojego życia i będzie do jego końca, Ona przeprowadzi mnie przez bramę śmierci, a najpierw przygotuje na spotkanie z Jezusem. Mam być jak Maryja – Służebnica Pańska – chcę być jak Ona – zawsze otwarta na słowo Boże, zawsze gotowa do służby, bezpieczna pod płaszczem Jej opieki. Mam być żywym kielichem dla Krwi Jezusa – jak Maryja – zbierać w swym sercu krew doświadczeń i łączyć z Jego Krwią, przyjmować Jego Krew w cierpieniu bliźnich dla ratowania wielu. Być jak żywa monstrancja, by Jezus obecny w moim życiu był widoczny dla innych, by On przeze mnie mógł prowadzić ich do Ojca niebieskiego.
    Modlitwa ochrony przed złem…

    Dzień dziewiąty
    30 czerwca- wtorek

    Dziękczynienie za przelanie przenajdroższej Krwi.
    Panie, uzdrowiłeś dziesięciu trędowatych, ale tylko jeden wrócił, aby Ci podziękować. „Gdzież jest dziewięciu pozostałych?” – zapytałeś, bolejąc nad niewdzięcznością uzdrowionych. My także często zapominamy o wdzięczności. Przyjmujemy czasami nawet odkupienie przez Twoją Najdroższą Krew, tak jakbyś był nam je winien. Przepraszamy za to i prosimy, przyjmij tę modlitwę jako wyraz wdzięczności i dobrej woli.
    Dziękujemy Ci, Jezu, za Krew, którą przelałeś przy obrzezaniu, poddając się Prawu Mojżeszowemu. Twoje posłuszeństwo było pokutą za nasz brak gotowości do przyjęcia woli Ojca.
    Dziękujemy Ci, Jezu, za Krew, którą przelałeś na Górze Oliwnej. Nie chciałeś pomocy dwunastu legionów aniołów, lecz sięgnąłeś po kielich cierpienia. Twój kielich goryczy stał się dla nas kielichem zbawienia.
    Dziękujemy Ci, Jezu, za Krew, którą przelałeś przy biczowaniu. Nie chciałeś żadnych względów, miałeś za to wzgląd na nas. Przez bicz, który ranił Ciebie, my zostaliśmy odkupieni.
    Dziękujemy Ci, Jezu, za Krew, którą przelałeś przy koronowaniu cierniem. Byłeś prawdziwym Królem, ale wybrałeś koronę cierniową, abyśmy mogli królować z Tobą.
    Dziękujemy Ci, Jezu, za Krew, którą przelałeś na drodze krzyżowej. Na niej wybawiłeś nas od błędnej drogi naszych grzechów.
    Dziękujemy Ci, Jezu, za Krew, którą przelałeś na krzyżu. Nie wiedziałeś, co to grzech, a stałeś się „grzechem”, abyśmy otrzymali życie wieczne.
    Dziękujemy Ci, Jezu, za Krew, którą przelałeś przy otwarciu Twego boku. Ubogi do nas przyszedłeś, i krwawiąc, nas opuściłeś, ale my staliśmy się bogaci dzięki Twej miłości. Amen.

    Litania do Najdroższej Krwi Chrystusa

    Kyrie, elejson. Chryste, elejson. Kyrie, elejson.
    Chryste, usłysz nas. Chryste, wysłuchaj nas.
    Ojcze z nieba, Boże, zmiłuj się nad nami.
    Synu, Odkupicielu świata, zmiłuj się nad nami.
    Duchu Święty, Boże, zmiłuj się nad nami.
    Święta Trójco, Jedyny Boże, zmiłuj się nad nami.
    Krwi Chrystusa, Jednorodzonego Syna Ojca Przedwiecznego, wybaw nas
    Krwi Chrystusa, wcielonego Słowa Bożego, wybaw nas
    Krwi Chrystusa, nowego i wiecznego Przymierza, wybaw nas
    Krwi Chrystusa, przy konaniu w Ogrójcu spływająca na ziemię, wybaw nas
    Krwi Chrystusa, tryskająca przy biczowaniu, wybaw nas
    Krwi Chrystusa, brocząca spod cierniowej korony, wybaw nas
    Krwi Chrystusa, przelana na krzyżu, wybaw nas
    Krwi Chrystusa, zapłato naszego zbawienia, wybaw nas
    Krwi Chrystusa, bez której nie ma przebaczenia, wybaw nas
    Krwi Chrystusa, która poisz i oczyszczasz dusze w Eucharystii, wybaw nas
    Krwi Chrystusa, zwyciężająca złe duchy, wybaw nas
    Krwi Chrystusa, męstwo Męczenników, wybaw nas
    Krwi Chrystusa, mocy Wyznawców, wybaw nas
    Krwi Chrystusa, rodząca Dziewice, wybaw nas
    Krwi Chrystusa, ostojo zagrożonych, wybaw nas
    Krwi Chrystusa, ochłodo pracujących, wybaw nas
    Krwi Chrystusa, pociecho płaczących, wybaw nas
    Krwi Chrystusa, nadziejo pokutujących, wybaw nas
    Krwi Chrystusa, otucho umierających, wybaw nas
    Krwi Chrystusa, pokoju i słodyczy serc naszych, wybaw nas
    Krwi Chrystusa, wybawienie dusz z otchłani czyśćcowej, wybaw nas
    Krwi Chrystusa, wszelkiej chwały i czci najgodniejsza, wybaw nas
    PANIE JEZU CHRYSTE KRÓLU, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Panie.
    PANIE JEZU CHRYSTE KRÓLU, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Panie.
    PANIE JEZU CHRYSTE KRÓLU, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.
    K. Odkupiłeś nas, Panie, Krwią swoją.
    W. I uczyniłeś nas królestwem Boga naszego.
    Módlmy się. Wszechmogący, wieczny Boże, Ty Jednorodzonego Syna swego ustanowiłeś Odkupicielem świata i Krwią Jego dałeś się przebłagać, † daj nam, prosimy, godnie czcić zapłatę naszego zbawienia i dzięki niej doznawać obrony od zła doczesnego na ziemi, * abyśmy wiekuistym szczęściem radowali się w niebie. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

  14. Halina pisze:

    Przepraszam, ale mało się nie spłakałam i nie posikałam ze śmiechu. Idzie koniec świata i zagłada bo będzie pornostrzał w kosmosie.
    Takich bzdur nigdzie nie czytałam. Pani Kordas przeszła samą siebie.
    Cytuję dosłownie:

    Temat: NATO zaczyna „bardzo wysokiej gotowości” ćwiczenia siłowe w Polsce
    NASA: „W rzeczywistości, najlepiej jak mogę powiedzieć, nie ma dużego obiektu może uderzyć w Ziemię w każdej chwili w ciągu najbliższych kilkuset lat …”
    Sextronauts Chcesz Twoja pomoc Finansowanie Pierwszy Porno Strzał w kosmosie

    • Sylwia pisze:

      😀 haha ,fajne sformułowanie .. Halino rozbawiłaś mnie tym niesamowicie .

    • Maria z Warszawy pisze:

      Halino, a w jakim to jest języku, bo nie bardzo rozumiem treść. Do tej pory wydawało mi się, że znam język polski, no cóż okazuję się jednak, że nie bardzo.

  15. Halina pisze:

    Medjugorie Świadectwo księdza egzorcysty

  16. Sebro pisze:

    Wczorajszy dzień był bogaty w doświadczenia i to dość skrajne. Pierwsze wpisuje się w ogólną tendencję egoizmu i znieczulicy. Staliśmy raniutko w kolejce do rejestracji przed centrum onkologicznym. Przy wejściu jest podjazd dla karetek odgrodzony murkiem. Na murku siedział jakiś dziadunio, który w pewnym momencie zasłabł i fiknął do tyłu spadając jakieś 1,5 metra i uderzając pionowo głową w płytki betonowe. I teraz zachowanie ludzi – rozpierzchli się jakby ktoś pomiędzy nich rzucił granat. Ja stałem ok 20 metrów od zdarzenia i przez kilkanaście sekund stałem jak wryty, bo z takim zachowaniem jeszcze się nie spotkałem. W końcu sie otrząsnąłem i zeskoczyłem do człowieka. Wezwałem karetkę, na szczęście dziadzio kontaktował i do przybycia fachowców nie tracił przytomności.

    A potem druga strona. Niesamowite kolejki, a my tak jakby z przypadku. Pacjent, który ma wpisane na skierowaniu PILNE. I to zastanowienie czy bez wcześniejszej rejestracji przyjmą. I udało się zapisać. A potem w najbardziej newralgicznych momentach, gdy trzeba było 4 godziny czekać na wizytę, potem kolejne 2,5 na mammografię a na biopsję nie było szans danego dnia, pojawiała się pani doktor, która niemal jak anioł stróż wszystkim się zajmowała. I specjalista nas przyjął i biopsję udało się zrobić a wcześniej wyszła pielęgniarka i zaprosiła żonę na mammografię ponad godzinę wcześniej. Życzliwość, chęć pomocy innym – to tak mało spotykane dzisiaj. Tym bardziej niech Bóg im błogosławi za okazaną pomoc.
    A my z Kasią prosimy nadal o modlitwę, bo ciekawie nie jest. Czwartek lub piątek bedą wyniki i będziemy wiedzieli co dalej.

  17. Janina2 pisze:

    Ojcze Dominiku, dziekuje, dziekuje, dziekuje!

  18. Adam pisze:

    Wysłałem e-mail do Redakcji tej strony z zapytaniem, ale odpowiedzi brak. Może w takim razie tą drogą KTOŚ lub ADMIN odpowie mi rzeczowo na te pytania. Zapewniam, że nie jestem innego wyznania, z innego Kościoła itp.. Zwyczajnie chcę wiedzieć, bo wydaje się być to fundamentalnie ważne. Pytania:
    1.Dlaczego jest różnica między dekalogiem w Piśmie Świętym, a tym z Katechizmu, który powszechnie jest nauczany? Chodzi o przykazanie 2-gie wg Pisma Świętego, którego BRAK w Dekalogu z Katechizmu, a do tego przykazanie 10-te z Pisma Świętego jest w zasadzie podzielone na dwa oddzielne, co w sumie daje nam nadal… dziesięć przykazań. Logicznym wydaje się, że to Pismo Święte jest wyznacznikiem wszystkiego, a więc… ?
    Dodam, że znalazłem informację kiedy i kto dokonał tych zmian, ale … .
    2. Dotyczy sprawy z punktu pierwszego. Powszechnym jest praktyka tworzenia obrazów w postaci rzeźb, malowideł itd. przedstawiających Osoby Boskie, czyli wszystkiego tego, czego właśnie zabrania robić przykazanie 2-gie z Pisma Świętego. Jak taką praktykę rozumieć???

    Pozdrawiam i z Panem Bogiem.

    • E. pisze:

      Adamie, odnośnie pierwszego pytania. Może pomoże Ci strona dobranowina.net. Tam jest filmik pod tytułem „Katolicy wyrzucili 2 przykazanie?”.

      • Adam pisze:

        Dziękuję za pomoc. Filmik obejrzałem i przyznam, że w moim wieku i po 8 godzinach pracy nad projektem ściśle technicznym, forma prezentacji nieco mnie na początku.. (?) zadziwiła. Jednak po chwili przywykłem, a najważniejsze że treść jest pomocna. Część z tych przypowieści znam choćby z kazań, ale jakoś coś mnie zwiodło w złym kierunku. No cóż, przymknę jedno oko aby ekspresja nie docierała do mnie zbyt mocno 😉 i zobaczę inne filmy z owej strony
        Pozdrawiam.

      • E. pisze:

        Mnie ostatecznie przekonało, że chłopak studiuje teologię. A forma mi nie przeszkadza, a nawet bardzo podoba, ale to może kwestia wieku, mam trochę mniej latek 🙂

    • Sebro pisze:

      Ja to rozumiem tak. Zakaz tworzenia wizerunków nie jest odrebnym przykazaniem a rozwinięciem 1 przykazania. Bóg wytłumaczył łopatologicznie Izraelitom w jaki sposób można złamać 1 przykazanie.
      Druga cześć pytania stanowi sztandarowy zarzut ateistów wobec katolików. Wspomniany fragment mówi o tym by nie tworzyć obrazów, rzeźb itp wszystkiego co na niebie, ziemi, w powietrzu i pod ziemią – po to by oddawać temu cześć.
      I tu następuje pewna rozbieżność, bo ateista uważa, że my oddajemy cześć obrazowi Matki Bożej a tak nie jest – oddajemy cześć Jej samej. A obraz to forma wizualizacji. Jak zdjecie bliskiej osoby w portfelu. Mowi się o obrazach słynących z łask, a tak naprawdę to Bóg zsyła łaski w miejscach gdzie ludzie modlą sie żywą wiarą. Nie ma co sie doszukiwać bałwochwalstwa tam gdzie go nie ma.

      • Adam pisze:

        Dziękuję bardzo za odpowiedź. Starałem się sobie też tłumaczyć to w podobny sposób, ale szukałem i to bardzo jakiegoś wsparcia. Bardzo mnie ta odpowiedź ucieszyła. Nie sądziłem, że jako „facet pod pięćdziesiątkę”, będę miał takie problemy. Może długa rozłąka z Kościołem i z Panem Bogiem, a później (od roku) powrót są powodem, że te tematy stały się dla mnie ważne i ciekawe, ale najbardziej to są wsparciem na – mam nadzieję – resztę lat życia. Jeszcze raz bardzo dziękuję za podzielenie się poglądem, który wg mnie jest spójny, logiczny i dający siłę.
        Pozdrawiam.
        Ps. Przyznam, że mocno liczyłem na reakcję Opiekuna-Administratora strony, ale reakcja forumowiczów równie piękna i jak widać przydatna.

      • Sebro pisze:

        Adamie, Admini też mają swoje obowiązki i rodziny – nie zawsze siedzą non stop przed komputerem 😉
        Ale na pewno włączyliby się do dyskusji, gdyby ktoś z nas zaczął pisać herezje 😀
        Pozdrawiam

        • wobroniewiary pisze:

          No błagam!
          Nie za bardzo wiem o co biega, ale cały dzień z malutkimi przerwami w kościele, jutro od 8-30 z przerwami do 20-00 cały dzień (a to msza św dla chorych, a to godzinki a to nabożeństwo dla dzieci, potem Anioł Pański, Koronka z Adoracją, Msza św. o uwolnienie a i nabożeństwo czerwcowe.
          I ja mam sledzić dziś rozmowy?

          Seba, jak jakąś herezję Ty wyłapiesz to dawaj znać.
          Ja wzięłam na siebie omadlanie nas wszystkich ze św. Michałem Archaniołem w te dni 🙂

          Co więcej, o. Krzysztof obiecał mi przesłać na stronę swoje homilie, i mam teraz 100 innych spraw na głowie – naprawdę.
          Nie tylko nie ma czasu gotować ale i jeść.
          Św. Michał załatwił mi zlecenie, ale muszę je oddać na rano, czyli pół nocki zarwane dziś
          Proszę o wyrozumiałość

      • julia pisze:

        Adamie doskonale Cię rozumiem, sama przez te wątpliwości przechodziłam. Są osoby, które tak mocno chcą zdyskredytować kościół katolicki, że nie są w stanie przyjąć logicznego wyjaśnienia, że tych nakazów od Pana Boga było 10 ..ale w jakiej formie wystepowały to chyba nikt nie wie do końca. Bo słowo w Piśmie Świętym zostało zapisane po jakimś czasie dopiero. Druga sprawa to podział na wersety jest też późniejszy, więc nie ma się co sugerować tym jak to jest w Biblii a jak przyjął kościół.
        Poza tym jest grupa osób, które po przeczytaniu Biblii odrzucają Maryję, nie chcą widzieć, ze w ewangelii przy pierwszym cudzie, to ona prosi Jezusa o interwencję .. natomiast Ci tzw. przeciwnicy wciąż widzą , że Jezus źle traktował Maryję, więc wyciągają z tego wniosek, że Maryja się nie liczy… ile ja się nawojowałam z takim myśleniem… aż dałam sobie spokój, bo jak ktoś coś wbije sobie do głowy to już nie idzie mu tego wybić.
        Najbardziej mnie rozbawiło, że pod Maryję podszywa się demon i jako mocniejszy , wygania podczas egzorcyzmów , te słabsze demony, które danego człowieka opętały… stąd taka skuteczność różanca podczas egzorcyzmów ??? dalibyście wiarę ? że mozna tak wyjasniać skuteczność Zdrowasiek?

        Co do pytania o bałwochwalstwo…
        no powiem szczerze, że po przeczytaniu Biblii miałam wątpliwości jak to rozumieć, ale prosiłam o zrozumienie i na myśl przychodzilo mi to, że Bóg nie życzy sobie żebysmy pod postacia człowieka, ryby, zwierzęcia , ptaka go przedstawiali i uważali za Boga, bo jego nikt nie widział i nie są słuszne takie wytwory ludzkich rąk… a teraz jeszcze trzeba by to odnieść do historii tamtych czasów i zastanowić się skąd się ten zakaz wziął ..
        wystarczy popatrzeć jak w starożytnosci przedstawiano bóstwa w róznych religiach..
        a to pod postacią ryby, z głową byka, szakala , orła, albo ludzka ( patrz mity greckie)
        Natomiast dzisiejsze bałwochwalstwo to nie fakt, że patrząc na jakiś wizerunek odnoszę go do Jezusa, ale bałwochwalstwo ukryte.. czyli wszystko to co staje się w naszym umyśle bożkiem , a to moze byc żona, praca, dziecko, pasja …wszystko co stawia Boga na drugim miejscu…
        dlatego wszystkim tym , ktorzy chcą Biblię czytać literalnie , dosłownie biorąc każde słowo proponuje zastanawiać się zawsze na tym duchowym przekazem.
        Wszelkie walki jakie prowadzili Izraelici na rozkaz Boga mogą zgorszyć….bo jak to, Bóg każe zabijać kobiety , dzieci , nawet zwierzęta????
        ale jeśli odczyta się to że np. Madianici, Edomici , czy inne plemiona z którymi na „Izrael ” walczyć to rózne formy grzechu i duchów nieczystych, to juz nie dziwi boży nakaz wytepięnia tego co cna…. by osiągnąć czystość.

      • eska pisze:

        Dodam jeszcze małą refleksję co do „zakazu tworzenia rzeźb i obrazów” – odniosę się do świętych. W czasach, kiedy Mojżesz otrzymał 10 przykazań, technologia była jaka była – były to jedyne możliwości czynienia podobizn świętych. W dzisiejszych czasach możemy robić zdjęcia, nagrywać filmy itd. To teraz mam pytanie: skoro papież Jan Paweł II został świętym, a „nie wolno czynić podobizn świętych” – to czy należy nagle zniszczyć wszystkie jego zdjęcia i filmy, na których się pojawił? Przecież to absurd. 😉

      • Maggie pisze:

        @Julia:
        Kiedys widziałam film dokumentalny, w ktorym pokazane byly rozne obiekty architektoniczne z przeróżnymi „chimerami” – w tym kluczowe budynki w USA (z mitologicznymi postaciami).
        Wyjaśniono tam, ze te mitologiczne stwory, podobnie jak boginie i bóstwa w mitologiach greckiej i rzymskiej, to demony.
        W zwiazku z tym rowniez nadmieniono, ze takie „ozdoby” są ukrytym kultem złego ducha i ze ludzie nawet nie zdaja sobie z tego sprawy, ze wokol tworzy sie jakby furtka z „aura złego”. To tak jakbysmy na gmachu sądu czy parlamentu, umieścili cos z rodzaju Hello Kitty…
        Oczywiscie, byly tam tez pokazane różnego rodzaju ukryte symbole luminatow – jak np na banknotach – szok.

        Tak samo mysle jak @Sebro i @Julia – a do tego święci to nie bogowie (!), tylko święci. Dążeniem/celem działań czlowieka wierzacego jest dojście do świętości, nim stanie przed Bogiem.

      • Maggie pisze:

        @Eska: świetny przykład.

      • eska pisze:

        Maggie pisze: „Wyjaśniono tam, ze te mitologiczne stwory, podobnie jak boginie i bóstwa w mitologiach greckiej i rzymskiej, to demony.”
        Czyli to chyba znaczy, że jak się za moich czasów na lekcjach polskiego przerabiało mity greckie – to to już było diabelstwo, tak jak dziś czytanki o paktach? Czy to mogło już tamtym pokoleniom otwierać furtki dla złego? A polonistom?

      • wobroniewiary pisze:

        Odpowiem krótko – za czasów Mojżesza nie widzieliśmy Boga (Jezusa) któremu moglibyśmy robić rzeźby, podobizny a więc chodziło o różnego rodzaju bożki

        Potem na ziemi pojawił się zrodzony z NMP nasz Pan Jezus Chrystus, który umarł za nas na krzyżu – i mamy rzeźbę krzyża oraz pasyjki z naszym Zbawicielem, więc przykazanie straciło sens.

        Podobna analogia z uznaniem objawień Boga Ojca s. Emilii Ravasio – zawsze mówiono „ależ nikt Boga nie widział” To prawda, to cytat z Pisma Świętego, ale….w czasie przeszłym.
        Nie jest tam napisane, że…nikt nie zobaczy!
        To tyle na dziś ❤

      • Maggie pisze:

        @Eska: mozliwe, ze na niektórych działało i to na zasadzie: jak kropla drażaca skałe (?) … bo w koncu w swiecie, zamiast mowic o milosci i Panu Bogu … obecnie promuje sie rozne perwersje i przemoc – a w świetle tych roznych „promocji” … Pismo Swiete (!) traktuje na równi … z mitami, przy czym ludzie na to patrzą i nie widza i nie protestują ….

        Jesli ktos pracuje przy chorych, to niekoniecznie zachoruje – zalezy to od systemu immunologicznego i srodkow ostrożności jakie trzeba zachowac, chodząc koło chorego… – czasem jednak bywa, ze ktos nie choruje, a jest nieswiadomym nosicielem …
        Szczepionka moze okazać sie skuteczna ochrona – a co w duchowości jest jak szczepionka czy autoszczepionka lub odkazanie, chyba nie trzeba sie domyślać.

        Jezus jest Panem!

      • Maggie pisze:

        @Wobroniewiary: dziekuje, za zabranie ze soba intencji do Św.Michala Archaniola – Bog zapłać.

      • Paweł pisze:

        Na temat czci obrazów wypowiedział się – definitywnie zamykając dyskusję o tym w Kościele katolickim i w Kościołach prawosławnych – Sobór Nicejski II. Tekst jego orzeczeń znajduje się na stronie:
        http://soborowa.strefa.pl/nicea-ii.html
        [Jest to polskie tłumaczenie dokumentów Soboru przepisane – aczkolwiek z pewnymi literówkami – z książki „Dokumenty Soborów Powszechnych” – tom I (lata 325-787), wydanie Wydawnictwa WAM Księży Jezuitów, Kraków 2003, posiadające NIHIL OBSTAT ks. Adama Żaka SJ, prowincjała, z dnia 12 grudnia 2001 r., l. dz. 277/01.]

      • Janek pisze:

        Adamowi polecam lekturę Dzienniczka siostry Faustyny. Dowie się z niego jak powstał obraz „Jezu ufam Tobie”.

  19. wobroniewiary pisze:

    Instrumentum laboris przed Synodem na temat rodziny

    Liczący ponad 50 stron dokument roboczy, mający być podstawą do prac jesiennego zgromadzenia zwyczajnego Synodu Biskupów na temat rodziny, opublikowano 23 czerwca w Watykanie. W imieniu zespołu przygotowującego to tzw. „Instrumentum laboris” przedstawili na konferencji prasowej kardynałowie Lorenzo Baldisseri i Péter Erdő oraz abp Bruno Forte.

    Dokument ten zawiera zarówno integralny tekst relacji końcowej ubiegłorocznego nadzwyczajnego zgromadzenia Synodu nt. rodziny, jak też opracowanie przesłanych przez episkopaty odpowiedzi na specjalnie przygotowany kwestionariusz, w którym Kościoły lokalne miały wyrazić swą opinię na temat tej relacji.

    „Instrumentum laboris” składa się z trzech części, z których pierwsza opisuje wyzwania stojące przed rodziną, druga dotyczy rozeznania „powołania rodzinnego”, ma trzecia zaś „misji rodziny dzisiaj”.

    Wyzwania stojące przed rodziną

    Dokument roboczy zwraca uwagę na spadek liczby małżeństw, zarówno kościelnych, jak cywilnych, przy jednoczesnym wzroście separacji, rozwodów i zmniejszaniu się liczby dzieci. Podkreśla sprzeciw wobec wszelkich tendencji zmierzających do zacierania różnicy płci. Zwraca uwagę na sprzeczności kulturowe naszych czasów, gdzie „tożsamość osobistą i emocjonalną intymność” chce się potwierdzać przez „uwolnienie się od różnorodności biologicznej mężczyzny i kobiety”. Wzywa więc do pogłębienia nie tylko biologicznego, ale także ludzkiego i kulturowego różnic seksualnych, gdyż ich odrzucanie „jest problemem, a nie rozwiązaniem”.

    Odnośnie zaś do samej rodziny stwierdza, że to jest ona podstawowym filarem społeczeństwa. Dlatego też zwraca się uwagę na pewne osłabiające ją uwarunkowania społeczne dzisiejszego świata, takie jak wojny, migracje, ubóstwo, kultura odrzucenia czy niekorzystne sytuacje gospodarcze.

    „Instrumentum laboris” przypomina także o problemie godności osób starszych i chorych, jak również o potrzebie specyficznego duszpasterstwa rodzin migrantów. Rośnie bowiem dramat imigracji nielegalnej, powiązanej często z procederem handlu ludźmi.

    Dokument upomina się o większe docenienie roli kobiet w Kościele, także w „procesach decyzyjnych” i „udziale w zarządzie niektórych instytucji”.

    Rozeznać powołanie rodzinne

    Druga część dokumentu potwierdza nierozerwalność sakramentalnego związku małżeńskiego, wskazując, że Kościół powinien towarzyszyć zawsze z miłosierdziem tym, którzy przeżywają trudności w pożyciu małżeńskim. W czasach, w których trudno jest na zawsze wypełniać podjęte zobowiązania, pary małżeńskie powinny wiedzieć, że „Kościół ich nigdy nie zostawia samych”. Zwracając uwagę na jednoczący i prokreacyjny wymiar małżeństwa, zaznacza, że powinna to być „prokreacja odpowiedzialna”.

    Rodzinę należy traktować jako podmiot ewangelizacji, aby dawała świadectwo Ewangelii, nie ukrywając tego, w co wierzy. „Instrumentum laboris” apeluje o odnowę katechezy dla rodzin, aby wspólnota kościelna nie była zwykłym punktem usług religijnych, ale prawdziwym środowiskiem wzrastania w wierze. Wspólnota ta powinna wspierać rodziny przeżywające trudności, aby skutków nieporozumień między małżonkami nie ponosiły dzieci. Kościół ma kierować się miłosierdziem, które jednak nie może przekreślać prawdy, pochodzącej z objawienia Bożego.

    Misja rodziny dzisiaj

    Rodziny powinny być zachęcane i przygotowywane do podjęcia misji. Mają posługiwać się językiem, który wzbudza nadzieję, potrafi dotrzeć do wszystkich, a zwłaszcza do ludzi młodych, jest daleki od moralizowania, osądzania, uprzedzeń. Nie przedstawiamy bowiem przepisów prawnych, lecz proponujemy wartości i prawdy wiary.

    Biorąc pod uwagę, że żyjemy obecnie w świecie pluralizmu religijnego i kulturowego oraz że narzucane są wzorce sprzeczne z chrześcijańską wizją rodziny, zwłaszcza w dziedzinie seksualności, dokument wskazuje na konieczność zapewnienia „odpowiednich ścieżek formacyjnych”, a także zdecydowanego podkreślania prawa wychowawców do sprzeciwu sumienia. W tym celu zaleca wchodzenie rodzin we współpracę z instytucjami politycznymi. Ponadto postuluje odnowę duszpasterstwa rodzin, aby stworzyć synergię między różnymi dziedzinami duszpasterstwa (młodzież, katecheza, stowarzyszenia) i w ten sposób „objąć kompletną formacją wszystkie fazy życia”.

    „Instrumentum laboris” podkreśla, że „obowiązkiem i misją Kościoła” jest nie tylko głoszenie sakramentu małżeństwa jako wiernego i nierozerwalnego związku mężczyzny i kobiety, ale także towarzyszenie tym parom, które zawarły tylko związek cywilny lub żyją bez ślubu, aby w ten sposób, stopniowo doszły do pełni związku sakramentalnego, która nie może być przedstawiana jako „ideał, który trudno głosić”, lecz jako „dar, który wzbogaca i wzmacnia życie małżeńskie i rodzinne”.

    W przypadku zdrady małżeńskiej potrzebne jest zadośćuczynienie, aby odnowić zerwaną więź. Potrzebne są „odważne wybory duszpasterskie” w stosunku do rozbitych rodzin, które ukażą im „nieskończone miłosierdzie Boże”. Sytuacja tych rodzin zawsze jednak wymaga „roztropnego rozeznania”. Konieczne jest przygotowanie duchownych do tej „posługi pocieszenia i troski” o rodziny rozbite. Jednocześnie Kościół „docenia i wspiera” tych, którzy po rozpadzie małżeństwa pozostają wierni swemu małżonkowi.

    Powraca też w tym kontekście kwestia procesów o stwierdzeniem nieważności małżeństwa. Dokument zauważa, że istnieje szeroka zgoda co do wprowadzenia bezpłatności tych procedur. Odnotowuje też zbieżność co do zniesienia dwuinstancyjnego orzekania w tych sprawach, z zachowaniem możliwości odwołania się przez obrońcę węzła małżeńskiego lub którąś ze stron. Nie spotkała się natomiast z uznaniem propozycja stwierdzania nieważności małżeństwa na drodze administracyjnej pod kierunkiem biskupa diecezjalnego.

    „Instrumentum laboris” wskazuje również na konieczność szczególnej refleksji nad formami wykluczenia osób rozwiedzionych, które żyją w ponownych związkach, praktykowanymi w kontekście liturgiczno-duszpasterskim, wychowawczym i charytatywnym. Chodzi o to, by pozostający w takiej sytuacji wierni nie czuli się wykluczeni z Kościoła.

    Gdy chodzi o ich włączenie w duszpasterstwo, poprzedzone „odpowiednim rozeznaniem” ich sytuacji, powinno ono się dokonywać w tempie wyznaczanym przez „dojrzewanie sumienia”. Dopuszczenie zaś do komunii św. może nastąpić jedynie na drodze pokuty, pod kierunkiem biskupa, po zweryfikowaniu możliwości stwierdzenia nieważności małżeństwa i pod warunkiem życia we wstrzemięźliwości seksualnej. W przypadku komunii duchowej, przypomniano, że „zakłada ona nawrócenie”.

    Dokument proponuje wypracowanie „kodeksu dobrego postępowania” w przypadku małżeństw mieszanych tak, by małżonkowie nie stanowili dla siebie nawzajem przeszkody we wzrastaniu w wierze.

    Odnosząc się do prawosławnej praktyki błogosławienia drugiego małżeństwa po rozwodzie „Instrumentum laboris” zauważa, że nie podważa ona „jedyności” małżeństwa, gdyż taka ceremonia ma charakter pokutny i ma na celu przywrócenie penitentów do komunii z Kościołem.

    Potwierdza również sprzeciw wobec małżeństw homoseksualnych, zauważając jednak, że „każda osoba, bez względu na jej orientację seksualną, musi być uszanowana w swej godności i zaakceptowana z wrażliwością i delikatnością w Kościele i w społeczeństwie”. Wyraża życzenie wypracowania oferty duszpasterskiej skierowanej do osób homoseksualnych i ich rodzin.

    Dokument wzywa katolików zaangażowanych w politykę do wspierania praw chroniących życie od poczęcia do naturalnej śmierci. Wskazuje, że punktem wyjścia pozostaje w tej kwestii encyklika „Humanae vitae” bł. Pawła VI wzywająca małżonków do tego, by nie dokonywali egoistycznych wyborów i nie traktowali norm moralnych jako ciężaru nie do uniesienia. Podkreśla znaczenie różnic seksualnych i zaznacza, że miłość małżeńska mężczyzny i kobiety jest nieodzowną podstawą wychowania dziecka. W odniesieniu do aborcji przypomina „święty i nienaruszalny charakter ludzkiego życia”. Jednocześnie chce być blisko ludzi przeżywających ten dramat. Zaznacza przy tym, że pracownicy służby zdrowia nie powinni brać udziału w aborcji powołując się na klauzulę sumienia. Podkreśla prawo do naturalnej śmierci, z pominięciem zarówno uporczywej terapii, jak i eutanazji.

    Na zakończenie „Instrumentum laboris” wzywa rodziców, by czuwali nad programami szkolnymi swych dzieci.
    Źródło: http://www.niedziela.pl/artykul/16491/Watykan-Instrumentum-laboris-przed

  20. julia pisze:

    Esko myślę , że sama wiedza o różnych kulturach, religiach, formach kultu jeszcze drogi złemu nie otwiera, ale gdybyśmy my w XXI wieku zamiast Jezusa wierzyli, że światem rządzą bogowie , bo tak podały mity greckie to pewnie bysmy wpadli w dołek wykopany przez diabła.
    Poniewaz religioznawstwo jest moją pasją i z róznymi kultami się zetknęłam to powiem szczerze, że kiedyś szukałam odpowiedzi dlaczego jest tyle religii,., łatwo w tym wszystkim dojść do przekonania, że Bóg jest jeden, a formy kultu różne …. i tu własnie jest pułapka szatana…
    kto w to uwierzy to już przepadł.
    Własnie dlatego szatan stworzył tyle religii, tyle wspolnych wątków w każdej jak np. potop, czy narodzenie sie mesjasza z dziewicy itp… zeby zasiać chaos …
    z tego chaosu są dwa wyjscia , albo zostaniesz ateistą i uznasz wszelkie mitologie łacznie z Biblijną za bajki albo wytworzysz sobie przekonanie , ze Bóg Muzułman, Indian, Egipcjan , Zydów jest ten sam , tylko róznie go nazywano i różne sprawowano kulty.

    Ale jest jeden haczyk, tylko właśnie religia Izraelitów ma Boga objawionego , który nigdy nie pokazał swego oblicza i dlatego nakazał by tego oblicza nie próbowano w kamieniu rzeżbić itd…
    doprowadziłoby to do rozmycia wiedzy o Bogu prawdziwym , stałby się kolejnym wyrzezbionym ptakiem, czy wilkiem , zeusem itd….

    A istnieje też teoria, że upadli aniołowie kiedyś przebywali wsród mieszkanców ziemi i ludzie ich traktowali jak bogów, bo odrózniali się znacznie od przeciętnego człowieka. Myslę, ze mity greckie, summeryjskie i inne zachowały slad przebywania tych upadłych aniołów wsród ludzi…
    to wszystko nie wzięło się znikąd.

  21. Anka pisze:

    „Il Giornale”: Kongregacja Nauki Wiary nie uznała autentyczności objawień w Medjugorie
    Kongregacja Nauki Wiary nie uznała autentyczności objawień w Medjugorie, które może być miejscem wiary, modlitwy, pobożności, ale nie sanktuarium – orzekło zdaniem dziennika „Il Giornale” zebranie plenarne Kongregacji Nauki Wiary. Dokumentacja przeanalizowana podczas wczorajszego spotkania trafiła na biurko Ojca Świętego, który podejmie ostateczne decyzje w tej sprawie.

    Według informacji włoskiego dziennika sesja Kongregacji Nauki Wiary zachęca pielgrzymów, by odwiedzając Medjugorie nie utrzymywali kontaktów z „widzącymi” i zakazuje uczestnictwa w rzekomych „objawieniach”, których nie należy uznawać za „objawienia nadprzyrodzone”.

    Jak bowiem nakazuje Kodeks Prawa Kanonicznego nie można wypowiadać się na temat autentyczności objawień, dopóki nie będą one zakończone.

    „Il Giornale” cytuje opinię jednej z „widzących”, Vicki Ivanković, która spokojnie i z pogodą ducha oczekuje na stanowisko Ojca Świętego.
    http://ekai.pl/wydarzenia/swiat/x90272/il-giornale-kongregacja-nauki-wiary-nie-uznala-autentycznosci-objawien-w-medjugorie/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s