Święty Maksymilian Maria Kolbe – czy wiesz, że istnieją Jego relikwie?

Święty Maksymilian Maria Kolbe, prezbiter i męczennik

Święty Maksymilian Maria Kolbe

Rajmund Kolbe urodził się w Zduńskiej Woli koło Łodzi 8 stycznia 1894 r. Był drugim z kolei dzieckiem, jego rodzice trudnili się chałupniczym tkactwem. Rodzina posiadała tylko jedną, dużą izbę: w kącie stał piec kuchenny, z drugiej strony cztery warsztaty tkackie, a za przepierzeniem była sypialnia. We wnęce znajdowała się na stoliku figurka Matki Bożej, przy której rodzina rozpoczynała i kończyła modlitwą każdy dzień.
Rodzice, chociaż ubodzy, byli jednak przesiąknięci duchem katolickim i polskim. Należeli do Trzeciego Zakonu św. Franciszka. Ojciec Rajmunda bardzo czynnie udzielał się w parafii. Należał do konspiracji i swoim synom często czytał patriotyczne książki. Pierwsze nauki Rajmund pobierał w domu. Nie było bowiem wtedy szkół polskich, a rodzice nie chcieli posyłać dzieci do szkół rosyjskich. Rajmund sam więc uczył się czytania, pisania i rachunków. Wkrótce zaczął pomagać rodzicom w sklepie. Zdradzał bowiem zdolności matematyczne.
Od najwcześniejszych lat Rajmund wyróżniał się szczególnym nabożeństwem do Matki Bożej. Jako mały chłopiec kupił sobie figurkę Niepokalanej. Nie był jednak chłopcem idealnym. Pewnego dnia na widok swawoli syna matka odezwała się do niego z wyrzutem: „Mundziu, co z ciebie będzie?” Chłopak zawstydził się i spoważniał; odtąd zaczął oddawać się modlitwie przy domowym ołtarzyku. Miał ok. 12 lat, kiedy prosił Matkę Bożą, aby Ona sama odpowiedziała mu, kim będzie. Jak opowiadał później mamie, pokazała mu się wtedy Maryja trzymająca dwie korony: jedną białą i drugą czerwoną, i zapytała, czy chce je otrzymać. „Biała miała oznaczać, że wytrwam w czystości, czerwona – że będę męczennikiem. Odpowiedziałem, że chcę. Wówczas Matka Boża mile na mnie spojrzała i zniknęła”. Działo się to w kościele parafialnym w Pabianicach.
W roku 1907 w parafii pabianickiej po raz pierwszy od dziesiątków lat odbywały się misje. Prowadził je franciszkanin, o. Peregryn Haczela ze Lwowa. Na jednej z nauk misjonarz zachęcił chłopców, by wstąpili do zakonu św. Franciszka. Nauki zakonnicy udzielali za darmo w gimnazjum we Lwowie. Pod wpływem przeprowadzonej misji Rajmund ze swoim starszym bratem, Franciszkiem, postanowił wstąpić do franciszkanów konwentualnych. Za pozwoleniem rodziców obaj udali się do małego seminarium we Lwowie. W rok potem (1908) poszedł w ich ślady także najmłodszy brat, Józef. W gimnazjum Rajmund wybijał się w matematyce i fizyce.

Święty Maksymilian Maria Kolbe i jego współbraciaBędąc w gimnazjum, Rajmund postanowił zbrojnie walczyć dla Maryi. Wkrótce jednak doszedł do przekonania, że takiej walki nie da się połączyć ze stanem duchownym, który chciał obrać. Postanowił więc zrezygnować z powołania duchownego i kapłańskiego. W tej krytycznej chwili zjawiła się we Lwowie jego matka i wyznała obu synom, że postanowiła z ojcem poświęcić się na służbę Bożą. Matka miała wstąpić do benedyktynek we Lwowie, a ojciec – do franciszkanów w Krakowie. Rajmund ujrzał w tym wyraźną wolę Bożą i uznał, że jego przeznaczeniem jest pozostanie w zakonie. Poprosił więc o przyjęcie do nowicjatu, który rozpoczął 4 września 1910 r. Przy obłóczynach otrzymał zakonne imię Maksymilian.
W tym czasie Maksymilian przeżywał okres skrupułów. Dzięki roztropności spowiednika i przełożonych rychło się z nich wyleczył. W rok potem złożył czasowe śluby (5 września 1911 r.). Po nowicjacie ukończył ostatnią, ósmą klasę gimnazjalną i zdał maturę. Jesienią 1912 r. udał się na dalsze studia do Krakowa. Przełożeni, widząc jego wyjątkowe zdolności, wysłali go jednak na studia do Rzymu, gdzie zamieszkał w Międzynarodowym Kolegium Serafickim. Równocześnie uczęszczał na wykłady na Gregorianum. Tam studiował filozofię (1912-1915), a potem, już w samym Kolegium Serafickim, teologię (1915-1919). Studia wyższe ukończył z dwoma dyplomami doktoratu: z filozofii i teologii. W wolnych chwilach oddawał się ulubionym studiom fizycznym. Napisał wtedy artykuł pt. Etereoplan o pojeździe międzyplanetarnym, który zaprojektował w oparciu o newtonowskie prawo akcji i reakcji.
1 listopada 1914 r. złożył profesję uroczystą, czyli śluby wieczyste, przybierając sobie imię Maria. Ulubioną lekturą Kolbego były wówczas Dzieje duszy, napisane przez św. Teresę od Dzieciątka Jezus. Rozczytywał się w nich i pogłębiał swoje życie wewnętrzne. Duże wrażenie uczyniła także na nim lektura dzieła św. Gemmy Galgani Głębia duszy. Nie rozstawał się również z tekstem św. Alfonsa Marii Liguori Uwielbienia Maryi i św. Ludwika Marii Grignion de Monfort O ofiarowaniu się Jezusowi przez Maryję.
Kiedy wybuchła I wojna światowa, klerycy spod zaboru austriackiego otrzymali rozkaz natychmiastowego opuszczenia Rzymu i powrotu do rodzinnego kraju. Kolbe wyjechał do San Marino, gdzie starał się o przedłużenie paszportu na odbywanie dalszych studiów w Rzymie. Wkrótce otrzymał wiadomość, że jego brat, Franciszek, opuścił zakon i wstąpił do polskich legionów. Po wojnie Franciszek założył rodzinę i pracował jako nauczyciel, organista, a w końcu jako urzędnik państwowy. Zginął w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu, zapewne w roku 1943. Także ojciec Maksymiliana wstąpił do legionów i zginął w potyczce między Olkuszem a Miechowem (1914).
W duszy Maksymiliana powstała walka, czy i on nie powinien iść w ich ślady. Doszedł jednak do przekonania, że więcej dla ojczyzny uczyni jako kapłan. 29 listopada 1914 r. otrzymał święcenia niższe, a 28 października 1915 r. na Uniwersytecie Gregoriańskim obronił pracę doktorską z wynikiem summa cum laude (z wyróżnieniem).

Święty Maksymilian Maria Kolbe i Rycerz NiepokalanejPod wpływem szeroko zakrojonej akcji antykatolickiej, której był świadkiem w Rzymie, po naradzie ze współbraćmi i za zgodą swego spowiednika, Maksymilian Maria założył Rycerstwo Niepokalanej (Militia Immaculatae). Celem tego stowarzyszenia była walka o nawrócenie schizmatyków, heretyków i masonów. Dla realizacji tego celu członkowie Rycerstwa mieli się oddawać na całkowitą i wyłączną służbę Maryi Niepokalanej i codziennie powierzać Jej los grzeszników. Temu programowi Maksymilian poświęcił się odtąd z całym zapałem i pozostał mu wiernym aż do śmierci. Wkrótce po założeniu Rycerstwa napisał list do przełożonego generalnego franciszkanów, o. Dominika Tavaniego, z prośbą o błogosławieństwo.
8 października 1917 r. otrzymał święcenia diakonatu, a 28 kwietnia 1918 r. w kościele św. Andrzeja della Valle święcenia kapłańskie z rąk kard. Bazylego Pompilego. Mszę prymicyjną odprawiał w kościele i przy ołtarzu, gdzie w 1842 r. Niepokalana objawiła się Alfonsowi Ratisbonnowi. 22 lipca 1919 r. o. Maksymilian Kolbe ukończył wydział teologiczny – również ze stopniem naukowym doktora.
W roku 1919, po siedmiu latach pobytu w Rzymie, o. Maksymilian wrócił do Polski. Postanawił dołożyć wszystkich sił, aby stała się ona królestwem Maryi. Przełożeni przeznaczyli go na nauczyciela historii Kościoła w seminarium zakonnym w Krakowie. Zaczął werbować kleryków do Milicji Niepokalanej. Do najgorliwszych apostołów należał o. Katarzyniec, zmarły w opinii świętości. Jego proces beatyfikacyjny jest w toku. Maksymilian miał wówczas 26 lat. Do Milicji Niepokalanej zaczęli napływać nie tylko klerycy i franciszkanie, ale również ludzie świeccy. Maksymilian zbierał ich w jednej z sal przy kościele franciszkanów i wygłaszał do nich referaty o Niepokalanej, oddaniu się Jej, o życiu wewnętrznym. Niestety, rozwijająca się gruźlica zmusiła przełożonych, by wysłali go na trzy miesiące do Zakopanego. Tam odprawił rekolekcje. Kiedy nastąpiła wyraźna poprawa, wrócił do Krakowa. Kiedy jednak choroba powróciła, prowincjał wysłał go ponownie do Zakopanego, zabraniając mu wszelkiej pracy apostolskiej. Przebywał tam przez osiem miesięcy, po czym przełożeni za radą lekarzy przenieśli go do Nieszawy. Z końcem października 1921 r. powrócił do Krakowa. 2 stycznia 1922 r. otrzymał z Rzymu upragnione zatwierdzenie Milicji Niepokalanej. W tym samym miesiącu zaczął wydawać w Krakowie miesięcznik pod znamiennym tytułem Rycerz Niepokalanej, który z czasem zdobędzie sobie niezmiernie wielką popularność w Polsce i za granicą.
Święty Maksymilian Maria KolbePrzełożeni, zaniepokojeni w ich mniemaniu zbyt szeroko zakrojoną akcją o. Kolbego, przenieśli go do Grodna. Jednak i tu rozpoczętego dzieła szerzenia Milicji Niepokalanej i rozpowszechniania Rycerza Niepokalanejfranciszkanin nie zaniechał. Zdobył małą maszynę drukarską i wśród współbraci znalazł ochotnych pomocników. Zaczął także werbować powołania do pracy wydawniczej. Dzięki temu Rycerzstale zwiększał swój nakład. W ciągu pięciu lat (1922-1927) z 5.000 wzrósł on do 70.000 egzemplarzy! Na pięciolecie pisma o. Kolbe otrzymał wiele listów gratulacyjnych od biskupów oraz błogosławieństwo papieża Piusa XI z licznymi odpustami i łaskami, o które dla swojego związku prosił.
Gdy w klasztorze grodzieńskim pole do pracy okazało się zbyt ciasne, o. Maksymilian Maria za pozwoleniem przełożonych zaczął oglądać się za nową placówką. Książę Jan Drucki-Lubecki ofiarował mu w okolicach Warszawy pięć morgów pola ze swego majątku Teresin. Ojciec Kolbe zjawił się w późniejszym Niepokalanowie 6 sierpnia 1927 r. i postawił tam figurę Niepokalanej. Z pomocą oddanych sobie współbraci i okolicznej ludności zabrał się też do budowy kaplicy. Postawiono także drewniane baraki, do których wniesiono maszyny. Przenosiny miały miejsce 21 listopada 1927 r. – w święto Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny.
Kiedy dzieło w Niepokalanowie doszło do pełni rozwoju, za zezwoleniem generała zakonu o. Kolbe w towarzystwie czterech braci zakonnych udał się do Japonii, aby tam szerzyć wielkie dzieło (26 lutego 1930 r.). W drodze zatrzymał się w Szanghaju. Znany chiński katolik Lo-Pa-Hong z miejsca zaofiarował mu dom, maszyny drukarskie i motor oraz zapewnił utrzymanie zakonnikom. Niestety tamtejszy biskup wyraził stanowczy sprzeciw. O. Kolbe udał się więc do Japonii. W niezmiernie ciężkich warunkach, bez żadnej pomocy miejscowego biskupa w Nagasaki, o. Kolbe rozpoczął pracę wydawniczą. W trzy miesiące później miał już własną drukarnię i dom. Pierwszy numer Rycerza japońskiego (Seibo no Kishi) ukazał się w nakładzie 18.000 egzemplarzy. Drugi numer, listopadowy, miał już nakład 20.000, a grudniowy – 25.000. W 1931 r. Maksymilian nałożył habit franciszkański pierwszemu Japończykowi. Dał mu na imię Maria. W tym samym roku nabył pod klasztor dziki stok góry, gdzie wystawił pierwszy własny budynek. Tak powstał japoński Niepokalanów (Mugenzai no Sono – Ogród Niepokalanej). W roku 1934 poświęcono tam także nowy kościół.
W roku 1936 japoński Niepokalanów był już na tyle okrzepły, że o. Kolbe mógł go opuścić. Na kapitule prowincjalnej został bowiem wybrany przełożonym Niepokalanowa w Polsce. Po sześciu latach nieobecności wrócił do kraju. Sława Niepokalanowa rosła. Co roku zgłaszało się ok. 1800 kandydatów. O. Kolbe osobiście przyjmował zgłaszających się. Stosował surową selekcję. Przyjmował około 100. Głównym warunkiem przyjęcia było pragnienie świętości. W roku 1939 Niepokalanów liczył już 13 ojców, 18 kleryków-nowicjuszów, 527 braci profesów, 82 kandydatów na braci i 122 chłopców w małym seminarium. Rycerz Niepokalanej osiągnął nakład 750 tys. egzemplarzy. Rycerzyk Niepokalanej i Mały Rycerzyk Niepokalanej miały łączny nakład 221 tys. egzemplarzy,Mały Dziennik – nakład codzienny 137 tys., a niedzielny – 225 tys. egzemplarzy. Ponadto drukowano Informator Rycerstwa Niepokalanej, Biuletyn Misyjny i Echo Niepokalanowa. Kalendarz Niepokalanej liczył w 1937 r. 440 tys. egzemplarzy nakładu. Od roku 1938 Niepokalanów miał własną radiostację, której sygnałem była melodia Po górach, dolinach.

1 września 1939 r. wybuchła druga wojna światowa… więcej czytaj na: Ewangelia dla nas

***

Relikwie św Maksymiliana M. Kolbe

kolbe_relikwie-684x310

Ten święty zmarł w obozie koncentracyjnym w którym z reguły ciała więźniów palono w krematoriach. Co więc znajduje się w relikwiarzach?

Skąd są te relikwie?
Czytamy na profilu facebookowym Br. Jana Hruszowca OFMConv: “Co do relikwii o Maksymiliana, to są to włosy z jego brody. Na początku II wojny światowej ojciec Kolbe zgolił brodę, którą zapuścił na misjach w Japonii. Klasztorny fryzjer, br. Akurcjusz Pruszak schował włosy z brody Ojca Kolbe i skrupulatnie je przechowywał. Współbracia przypuszczali, że Ojciec Maksymilian może zostać kiedyś świętym, dlatego przechowywali rzeczy Ojca Maksymiliana, a brat fryzjer przechował włosy z brody.” Na fotografii widzimy mały okrągły relikwiarz, który umieszczony będzie w ostenstorium, służącym do ukazywania wiernym podczas nabożeństw i adoracji. Napis głosi że są to relikwie św. Maksymiliana Marii Kolbe, z jego włosów. Dobrze że zachowano tę brodę, ponieważ teraz stanowi ona łatwy do podzielenia materiał. Takie relikwie są rozprowadzane po wielu miejscach w Polsce i poza jej granicami. Wierni modląc się przed takimi relikwiami otrzymują wiele łask. Na przykład stale do adoracji wiernym ukazywane są relikwie św Maksymiliana w warszawskim kościele Najświętszego Zbawiciela, w bocznej kaplicy w której jest czczony obraz Matki Bożej Zbawiciela.

Jak uczcić relikwie?
Są też okazje do publicznego uczczenia tych relikwii w publicznych obrzędach. W wielu kościołach w których są te relikwie praktykuje się błogosławieństwo wiernych tymi relikwiami, w dni szczególnie poświęcone kultowi tego świętego. W klasztorach Braci Mniejszych Konwentualnych, w których jest szczególny kult św. Maksymiliana, w Polsce w Niepokalanowie gdzie żył i pracował, oraz w Harmężach blisko miejsca męczeństwa praktykowane jest nabożeństwo „Transitus” przypominające przejście św. Maksymiliana drogi z ziemi do nieba, ułożone na wzór nabożeństwa do św Franciszka. Rozpoczyna się ono w celi świętego a kończy w kościele, tekst nabożeństwa jest różny w każdym sanktuarium. ( tekst z Harmęży http://www.harmeze.franciszkanie.pl/index1.php?zm=138 ) W Niepokalanowie  “W piątek – 14 sierpnia – będziemy przeżywać uroczystość św. Maksymiliana. Przygotujemy się do niej przez Triduum, odprawiane codziennie od wtorku o godz. 18:00 – rozważania prowadzić będzie o. Ryszard Żuber. W uroczystość św. Maksymiliana Msza św. o godz. 7:00 zostanie odprawiona w Sanktuarium św. Maksymiliana. Pozostałe Msze święte będą odprawiane w Bazylice jak w dzień powszedni. Mszy świętej o godz. 11:00 będzie przewodniczyć J.E. Ks. Abp Wacław Depo, metropolita częstochowski. O godz. 17:00 odbędzie się nabożeństwo TRANSITUS. Rozpoczniemy je w Sanktuarium św. Maksymiliana, a następnie udamy się procesjonalnie do Bazyliki. Msza święta o godz. 18:00 zostanie odprawiona w intencji rodzin i małżeństw, szczególnie tych, które zawarły sakrament małżeństwa w miesiącu sierpniu. Uczcijmy św. Maksymiliana, założyciela Niepokalanowa, naszą obecnością na Mszy świętej w tym dniu. http://niepokalanow.pl/news,386 

Opis śmierci św Maksymiliana według tekstu „Transitus” z Harmęży
„Zaraz też esesmani kazali zdjąć buty skazanym i poprowadzili ich do bunkra głodowego. A jeden z nich tak był słaby, że słaniał się na nogach, więc ojciec Maksymilian objął go ramieniem, podtrzymał, i tak szli razem. I zaprowadzili ich do bloku numer 11, oznaczony wówczas numerem 13. Kazali im rozebrać się do naga. Wpędzili ich wszystkich dziesięciu do piwnicy, do celi numer 18, bardzo niskiej i małej, o wymiarach dwa i pół metra na dwa i pół metra, z jednym zakratowanym, kwadratowym okienkiem pod sufitem, z podłogą z betonu. W rogu stało wiadro na odchody. Tam mieli umrzeć głodową męką. Esesmani zatrzasnęli żelazne drzwi.
Więzień Polak, Bruno Borgowiec, w Auschwitz numer 1192, był zatrudniony w administracji obozu, ale w tamtym czasie został też przydzielony do opróżniania wiadra i wynoszenia zmarłych z celi numer 18. Wchodził tam każdego dnia. Dał on zeznanie, że ile razy otworzył drzwi zastawał więźniów na modlitwie. I że cały czas dochodziły z celi śpiewy pieśni nabożnych, słychać było odmawianie litanii i różańca, które to prowadził jeden głos, ojca Maksymiliana, a inne głosy mu odpowiadały.
Z czasem głosy stawały się coraz słabsze. Każdego dnia Borgowiec, nadzorowany przez dwóch esesmanów, wyciągał z celi śmierci kolejne ofiary. Po dwóch tygodniach męki, dnia 14 sierpnia 1941 roku, ojciec Maksymilian pozostawał jeszcze żywy, i jeszcze trzech innych. Co widząc, esesmani wezwali pielęgniarza a zarazem kata, niemieckiego kryminalistę o nazwisku Bock, aby dobił ich zastrzykami trucizny. Widząc oprawcę ze strzykawką pochylającego się nad nim, ojciec Maksymilian sam wyciągnął do niego ramię lewej ręki. A widząc to więzień Borgowiec nie był w stanie powstrzymać szlochu i na chwilę się usunął.
A gdy więzień Borgowiec wrócił po krótkiej chwili, znalazł ojca Maksymiliana siedzącego na podłodze i, jak poprzednio, opartego plecami o ścianę. Jego czyste ciało jakby promieniowało. Jego głowa była pochylona nieco w bok, a oczy szeroko otwarte, utkwione w jeden punkt, jakby zastygłe w radosnym zachwycie. Całe oblicze jaśniało radością. Borgowiec wrócił do biura, w którym pracował i stwierdził, że godzina była dokładnie 12.50, a więc ojciec Maksymilian zmarł, w wigilię święta Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Pomyślał, że to ona sama pospieszyła przyjść po swego rycerza. Zaraz potem, Borgowiec, pod nadzorem esesmanów, wraz z innym więźniem, a był to Maksymilian Chlebik, numer obozowy 1251, przenieśli ciało ojca Kolbego do umywalni, a następnego dnia wyznaczeni więźniowie w drewnianych skrzyniach zanieśli je do pobliskiego krematorium. Spalenie ciała nastąpiło już w pełni święta Wniebowzięcia, 15 sierpnia Roku Pańskiego 1941. Popioły z krematorium rozsypywano po okolicznych polach i rozniósł je wiatr. Użyźniały polską glebę. Stało się tak, jak przepowiedział… Pragnę być starty na proch dla Niepokalanej i aby ten proch został rozniesiony przez wiatr po całym świecie.”

Nazajutrz odpust maryjny
Niepokalanów przeżywa dwie uroczystości, ponieważ śmierć św. Maksymiliana miała miejsce w wigilię święta maryjnego. „W sobotę – 15 sierpnia – przypada uroczystość Wniebowzięcia NMP. W Bazylice w Niepokalanowie w tym dniu przypadają uroczystości odpustowe. Mszy świętej o godz. 11.30 przy ołtarzu polowym przewodniczył będzie J.E. ks. bp Roman Marcinkowski, biskup pomocniczy włocławski. Poświęcenie kwiatów, owoców i ziół będzie po każdej Mszy świętej. O godz. 15:00 zostanie odprawione wokół bazyliki nabożeństwo z rozważaniami radości Matki Bożej zwane Dróżkami. Dzień zakończymy Apelem Maryjnym o godz. 21:00. Serdecznie zapraszamy wiernych na Msze święte i nabożeństwa organizowane w tę uroczystość.” ( Radio Niepokalanów)
Maria Patynowska Fronda

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydarzenia, Święci i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

45 odpowiedzi na „Święty Maksymilian Maria Kolbe – czy wiesz, że istnieją Jego relikwie?

  1. megi pisze:

    Ojcze Maksymilianie dziekuje i prosze.

  2. Admin pisze:

    Bez Boga ani do proga.
    W Pałacu Prezydenckim powróci tradycja codziennych Mszy św.

    W kaplicy Pałacu Prezydenckiego znów będą odprawiane codzienne Msze św. Jak ujawnił w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” ks. Zbigniew Kras, kapelan prezydenta Andrzeja Dudy, prosili go o to pracownicy Kancelarii Prezydenta.
    Ks. Kras widział kaplicę w Pałacu Prezydenckim tylko raz w życiu, kiedy był w Warszawie na zaprzysiężeniu nowej głowy państwa.
    Wiem, że czeka mnie tam trochę pracy
    — przyznaje duchowny.
    Mogę też powiedzieć, że w czasie tego pobytu podeszli do mnie pracownicy Kancelarii Prezydenta i poprosili mnie, żeby powrócić do tradycji odprawiania w kaplicy Pałacu Prezydenckiego codziennie Mszy św. Odpowiedziałem, że jeśli tylko będzie to możliwe, tak zrobimy
    — relacjonuje prezydencki kapelan.
    Podkreśla, że dla każdego człowieka wierzącego ważna jest posługa kapłana, ważne są sakramenty i modlitwa, ale prywatność Andrzeja Dudy po wyborze na najwyższy urząd w państwie została znacznie ograniczona.
    Dlatego potrzebuje kaplicy i kapelana
    — wyjaśnia ks. Kras.
    Zdaje sobie też sprawę z tego, że prezydent Duda będzie celem ostrych ataków ze strony osób, którzy straszą „państwem wyznaniowym” w Polsce.
    Ci, którzy tak mówią, niech tak udowodnią. (…) I pewnie tak będzie, że przeciwnicy polityczni będą chcieli go zdewaluować. Będą więc poddawać krytyce jego wiarę i postawę moralną. (…) Musimy wiedzieć, że polityka nie lubi ludzi o mocnych kręgosłupach moralnych
    — dodaje kapłan.
    Dziś Polacy, kiedy widzą, że mają dobrego prezydenta, człowieka mocnego, wierzącego, o mocnym kręgosłupie moralnym, który chce być prezydentem wszystkich, także niewierzących, powinni się tylko cieszyć
    — podsumowuje ks. Zbigniew Kras.
    Źródło: http://wpolityce.pl/kosciol/262247-bez-boga-ani-do-proga-w-palacu-prezydenckim-powroci-tradycja-codziennych-mszy-sw

  3. Admin pisze:

    Nowy kapelan prezydenta Dudy

    Dziś do ks. bp. Andrzeja Jeża, ordynariusza tarnowskiego, wpłynęło oficjalne pismo z Kancelarii Prezydenta RP z prośbą o oddelegowanie ks. Zbigniewa Krasa do pracy w Warszawie w charakterze kapelana Prezydenta RP Andrzeja Dudy. Odpowiadając na przesłane pismo, ordynariusz tarnowski posłał księdza Zbigniewa Krasa do pełnienia funkcji kapelana Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Ks. Zbigniew Kras pożegna się ze swoimi parafianami 16 sierpnia, natomiast dzień później obejmie obowiązki w Warszawie. Andrzej Duda w przeszłości był wielokrotnie gościem w Lipnicy Murowanej, gdzie posługę proboszcza sprawował ks. Kras. W tym roku w czasie kampanii wyborczej był gościem konkursu palm lipnickich. Ks. mgr Zbigniew Kras urodził się 15 lutego 1960 r. w Tarnowie. Święcenia kapłańskie przyjął w katedrze tarnowskiej 25 maja 1986 r. Pracował jako wikariusz w parafiach: Gorlice – św. Andrzeja Boboli (1986-1991), Biecz (1991-1992), Tarnów – Chrystusa Dobrego Pasterza (1992-1994), Tarnów – św. Maksymiliana Kolbego (1994-1999). Ks. Zbigniew Kras pełnił funkcję duszpasterza nauczycieli szkół podstawowych w Tarnowie, koordynatora katechizacji w tarnowskich szkołach podstawowych oraz zastępcy diecezjalnego duszpasterza nauczycieli i wychowawców (1995-1999). W roku 1999 został mianowany przez biskupa tarnowskiego administratorem parafii w Lipnicy Murowanej, zaś w roku 2000 jej proboszczem. Ksiądz Kras pełnił także funkcje: duszpasterza nauczycieli i wychowawców w dekanacie Lipnica Murowana, wizytatora nauki religii w dekanacie Lipnica Murowana, członka Diecezjalnej Rady ds. Formacji Duchowieństwa Diecezji Tarnowskiej, kapelana Ochotniczych Straży Pożarnych w Gminie Lipnica Murowana oraz – od 2003 roku – dziekana Dekanatu Lipnica Murowana. Ks. Zbigniew Kras jest laureatem Nagrody im. Mariana Korneckiego, przyznanej mu w 2003 r. przez Marszałka Województwa Małopolskiego za wybitne osiągnięcia w dziedzinie ochrony zabytków architektury drewnianej Małopolski oraz ich promocji. W 2004 roku otrzymał także Złotą Odznakę Ministra Kultury i Sztuki za opiekę nad zabytkami. W 2007 roku został odznaczony przez biskupa tarnowskiego godnością Kanonika Honorowego Kapituły Kolegiackiej w Bochni.
    Źródło: http://www.naszdziennik.pl/wiara-kosciol-w-polsce/142053,nowy-kapelan-prezydenta-dudy.html

  4. Sylwia pisze:

    Kochani dziś wybieram się do Matki Bożej Słuchającej ( Kalwaria Pacławska ) zaniosę wasze prośby przed stopy Najświętszej Panienki wraz z moją prośbą .. będę pamiętać o was ! a was proszę o westchnięcie o szczęśliwą Podróż !

  5. kasiaJa pisze:

    Istnieje jeszcze jedna relikwia św. Ojca Maksymiliana Marii Kolbe – okulary, które w cudowny sposób zostały nam „przekazane” 🙂

    „(…) OKULARY WIARY
    Gdy o. Cipriano de Meo, Prezes Międzynarodowego Stowarzyszenia Egzorcystów opowiedział Michałowi Kondratowi tę historię, reżyser wiedział, że Święty chce działać i pragnie o sobie przypomnieć.

    O. Cipriano przez wiele miesięcy modlił się za wstawiennictwem o. Matteo da Agnone o uwolnienie od wpływu złego ducha pewnego mężczyzny. Któregoś dnia, zmarły zakonnik zapowiedział, że ustąpi miejsca „większemu świętemu”. Obecni usłyszeli wówczas św. Maksymiliana Marię Kolbego, który obiecał egzorcyście wyjątkowy podarunek. Po upływie roku, dokładnie w rocznicę tego wydarzenia, o. Cipriano po raz kolejny modlił się nad tym samym, zniewolonym mężczyzną. Nagle, na oczach dwudziestu osób, w jego rękach pojawiły się okulary. Były stare i zniszczone, jednak, co nieprawdopodobne z nienaruszonymi szkłami. Dla doświadczonego egzorcysty ten nagle zmaterializowany przedmiot był wyraźnym znakiem wstawiennictwa i opieki św. Maksymiliana.

    TO TRZEBA SPRAWDZIĆ

    Fakt pojawienia się niezwykłych okularów postanowiono dokładnie sprawdzić. Wiemy, że o. Maksymilian zginął w bloku śmierci nr 13, po tym jak ofiarował swoje życie za Franciszka Gajowniczka. Oprawcy, najpierw pozostawili go bez chleba i wody przez dwa tygodnie, a 14 sierpnia 1941 dobili zastrzykiem z fenolu.

    Co stało się z ciałem o. Maksymiliana? Podobno świadkowie widzieli jak wrzucone do pieca nie poddawało się płomieniom. Nie ma na to jednoznacznych dowodów. Z całą pewnością wiadomo jednak, że nie zachował się ani pasiak, ani okulary, jedyne przedmioty, które miał na sobie w momencie śmierci. Jedyną zachowaną relikwią jest broda, którą Maksymilian zgolił zanim zabrano go na przesłuchania.

    Tropem, który udało się podjąć są zachowane w klasztorze zdjęcia. Analiza potwierdziła, że przedmiot, który ukazał się podczas egzorcyzmu jest identyczny z tym na fotografiach.

    W tym wypadku wiara i wiedza uzupełniły się. O. Cipriano de Meo zaczął posługiwać się niezwykłymi okularami podczas egzorcyzmów. Reakcja złego ducha jest jednoznaczna i tym samym potwierdza ich autentyczność.”
    http://kolbe.org.pl/

  6. kasiaJa pisze:

    „Najnowszy „Tygodnik Powszechny”, pismo które nie wiadomo dlaczego nosi jeszcze znamię „katolicki”, postanowił agitować za … przyjmowaniem do Polski islamskich imigrantów. Nie chrześcijan, ale islamistów
    (…)
    No cóż, TP i ks. Boniecki za wszelką cenę, chcą pokazać swoją multikulturową postawę, nie bacząc na wszelkie konsekwencje. Otwarte nawoływanie do przyjmowania muzułmanów do Polski to wręcz głupota. Polska powinna przyjmować w pierwszej kolejności Polaków będących na emigracji, Polaków ze Wschodu zwłaszcza z Ukrainy, chrześcijan z Bliskiego Wschodu. Islamiści dla nas są obcy kulturowo i nie chodzi tu o przejawy ksenofobii, ale o zwykły zdrowy rozsądek.

    Miejmy nadzieję, że polityka PiS, który wygra wybory parlamentarne nie doprowadzi do tego, że Niemcy i UE będą Polske narzucać kogo mamy przyjmować do naszego kraju. To nasza sprawa i my tylko za nią mamy odpowiadać. Czytając TP ma się wrażenie, że Tygodnik Powszechny pisze to, co chce narzucić Polsce UE i Niemcy (…)”.
    http://www.fronda.pl/a/agora-katolicy-agituja-za-islamska-imigracja,55409.html

    • Maggie pisze:

      Wystarczy przyjąć paru muzułmanów, a beda sie mnożyć szybciej niz grzyby pod deszczu … i wprowadzac swoje „porzadki”.
      Z Bliskiego Wschodu co najwyzej i tylko (!) chrzescijanie powinni znalezc schronienie. Oczywiscie potomkowie Polakow, wywiezionych w dziejowych zawieruchach, maja I powinni miec pierwszenstwo.

      Jezus jest Panem!

      • Maggie pisze:

        Wlasnie dlatego, ze szanujemy inne wyznania, nie chcemy chyba konfrontacji ekspansyjnych obcych kultur, na własnym podwórku.
        Powinno sie, w UE, respektowac prawa i kulturę Polski i nie wprowadzać do niej konfliktów, zwłaszcza religijno-kulturowych , a do tego nasz jezyk jest nieprzecietnie trudny … dosyc mamy problemow.

        W Strzebrzeszynie chrzaszcz brzmi w trzcinie – to kryterium czy ktos sie nauczy naszej mowy … a jak sie komu uda z miejsca to „wyszelescic”, to nastepne zdania tego typu: Gdy susza szosa sucha, a gdy grzmot zagrzmi, to jak burza brzmi i moze byc dzdzysto, a gżegżółka nie lata nisko i żwawo przed burza jak jaskołka .. itp itd. Jesli beda chcieli dodatkowo,dla ulatwienia, cos mniej szeleszczacego … to niech egzaminuja ze slow takich jak konstantynopolitaczynkiewiczowna, albo określeń typu: stół z powyłamywanymi nogami etc. Egzaminowi takiemu tez mozna poddać … tych unijnych decydentów, glownie z Niemiec, Anglii, aby wiedzieli, ze nauka polskiego, to nie to samo co nauka ich języków, gdzie emigranci glownie akcententem sie wyróżniają .. ale w koncu jakos mówią.

  7. kasiaJa pisze:

    Handel ludźmi i prostytucja będą legalne

    Amnesty International mimo ostrych sprzeciwów wielu środowisk przyjęła kontrowersyjną politykę nacisku na kraje, aby zdekryminalizowały handel ludźmi w celach seksualnych, odrzucając m.in. skargi wnoszone przez organizacje broniące praw kobiet, które wskazywały na katastrofalne skutki takich rozwiązań.

    Decyzję o legalizacji prostytucji podjęło forum w Dublinie. I tak organizacja, która powinna stać na straży praw człowieka, a która nie raz już te prawa łamała, zarekomendowała „pełną dekryminalizację wszystkich aspektów sexpracy” twierdząc, iż z jej badań wynika, że będzie to najlepszy sposób na obronę praw prostytutek. Pytanie tylko jakich praw? Czy przypadkiem nie do antykoncepcji i aborcji tylko i wyłącznie, gdyż Amnesty International uznaje je za prawa człowieka?

    Tego typu zapisy doprowadzą jedynie do tego, że mafie zalegalizują część prowadzonych przez siebie interesów w postaci handlu kobietami w celach seksualnych oraz sutenerstwa, które nie we wszystkich krajach jest legalne. Losu tych nieszczęsnych kobiet, wielokrotnie zmuszanych do prostytuowania się i oddawania zysków alfonsom nowe wytyczne nie zmienią na lepsze. Zwracały na to uwagę również związki kobiet, którym udało się wyrwać z tego zaklętego kręgu gwałtów, bicia i poniżenia.

    Niemniej do Amnesty International żadne z argumentów nie trafiły. – Uważamy, że ta krytykowana kwestia związana z prawami człowieka jest niezwykle złożona i dlatego przedstawiliśmy ją z perspektywy międzynarodowych standardów praw człowieka – oświadczył Salil Shetty, sekretarz generalny Amnesty International. – Konsultowaliśmy się przy tym z naszym ruchem na całym globie, aby zebrać różne punkty widzenia z całego świata – dodał. Chciałoby się w tym miejscu rzec, że cóż z tego, iż zbierali, skoro i tak przeforsowali to, co od samego początku zamierzali. Wydaje się zresztą, że cała dyskusja wokół tego zagadnienia była pozorowana i pro forma, natomiast cel był jeden, zresztą zrealizowany.

    Decyzja Amnesty jest o tyle znacząca, że będzie miała wpływ na rządy na świecie, które wcześniej czy później zapewne ugną się pod naciskiem lobby i przyjmą rekomendowane rozwiązania.

    Grupy wsparcia dla kobiet, którym udało się wydrzeć z łap mafii i rozpocząć normalne życie, biją na alarm. Amerykańska Koalicja Przeciwko Handlu Kobietami uważa, że to nie tylko policzek wymierzony eks-prostytutkom, lecz również kobietom na całym świecie, gdyż każda z nich może potencjalnie paść ofiarą uprowadzenia, gwałtu, a potem zostać postawiona na ulicy, aby – już legalnie – przynosiła zyski i nikogo jej los nie będzie interesował.

    Rzecz jasna Amnesty International broni swojego stanowiska, twierdząc, iż nowe prawo będzie dotyczyło jedynie tych kobiet, które w najstarszym zawodzie świata pracują dobrowolnie, jednakże, jak podkreślają organizacje pomagające zmuszanym do prostytucji, to utopijne myślenie.

    Dyrektor Amnesty International na Francję podkreślała, że „prawo to nie będzie dotyczyło zorganizowanej przestępczości, która wykorzystuje dzieci czy zmusza kobiety czy mężczyzn do pracy [prostytuowania się – przyp. red.] wbrew swojej woli”, dodając, iż AI postrzega te działania już jako „pracę przymusową, a w zasadzie niewolnictwo”.

    Problem jednak w tym, iż owi zastraszeni niewolnicy, czując na plecach broń i wpływy swoich stręczycieli i ciemiężycieli, raczej nie zdecydują się na krzyk, że są do czegokolwiek zmuszani, jednak Amnesty International nie chce przyjąć tego do wiadomości, wmawiając, iż wszystkie rekomendacje są dla dobra kobiet.
    http://www.prawy.pl/z-zagranicy2/10396-handel-ludzmi-i-prostytucja-beda-legalne

    • Maggie pisze:

      Czyzby sekretarz generalny Amnesty International, Salil Shetty, konsultował sie z … prowadzącymi burdele itp.?
      Ciekawym jest: jakiego jest on wyznania … i jaka ma definicje na prawo do zycia i godnosci człowieka …

  8. Kasia pisze:

    Musze sie Wam pochwalić, ze dziś urodził sie mój synek , bedzie miał wspaniałego patrona 🙂 Dziękuje Panie za cudny dar!

  9. Bogusia pisze:

    Sw. Maksymilianie Kolbe- moj syn jest Twoim imiennikiem od bierzmowania-przyjal Ciebie za swojego Opiekuna .Prosze,NIE opuszczaj go NIGDY…!!!
    DZIEKUJE CI za dotychczasowa opieke.
    Amen

  10. Bogusia pisze:

    Kochani-moja mama jest w szpitalu( bardzo powazne sprawy)-prosze o modlitwe.Ostatni raz widzialam Ja ,dawno temu-blagam Boga o spotkanie z Nia.Dokladnie w rocznice smierci mojego brata,( za ktorego dusze rowniez potrzebna jest modlitwa)bardzo zle sie poczula,
    Wiem,ze kazdy z Was , ma wiele intencji modlitewnych,ale jezeli moge miec skromna prosbe,to prosze o pomoc.
    Ja ,”trzymam sie” ,tylko Dzieki Bogu.Dzisiaj jest mi bardzooo ciezko.
    Swiety Maksymilinie , Jestes Ukochanym Swietym naszej rodziny-NIE zostawiaj mnie,”przytul” moja Mame.
    Dziekuje WSZYSTKIM ,za kazde Zdrowas Mario…!
    Szczesc Boze!

  11. Bogusia pisze:

    Kochani,DZIEKUJE,ze jestescie-to naprawde pomaga.
    Dziekuje za kazde Zdrowas Mario,za przykladem proboszcza z Ars.

  12. Maggie pisze:

    Mysle, ze Swiety Maksymilian bedzie służyć oredownictwem i pomoca przeciw tym siłom, ktore zdemaskowal i odpowiedział im przez tworzenie Armii Rycerzy Niepokalanej.

    Wspaniale wybrany Patron na bierzmowanie i czasy odporu .. globalnego liberalizmu i perfidnej przemocy.

  13. Kasia pisze:

    Z całego serca dziękuje za życzenia, jesteście kochani! Reszta dzieci nie ma drugiego imienia ale ze tym razem chłopak to myśle ze mozna zrobić wyjątek 🙂 dziękuje za podpowiedz 🙂
    Bogusiu bede pamietać w modlitwach o Twojej intencji .

  14. Marek pisze:

    Nowe, nieznane fakty ! Przeczytaj wywiad ze świadkiem śmierci Św. Maksymiliana

    Michał Micherdziński był jednym z ostatnich świadków słynnego apelu w obozie KL Auschwitz, na którym o. Maksymilian Kolbe zdeklarował się pójść na śmierć w zamian za współwięźnia. Prezentujemy rozmowę z Michałem Micherdzińskim, w której wspomina o. Maksymiliana i tamten apel 29 lipca 1941 roku. Na dwa lata przed śmiercią Michała Micherdzińskiego (1919-2006), rozmowę z nim przeprowadził o. Witold Pobiedziński. Z portalu franciszkanie.pl

    – Przez pięć lat był pan więźniem obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Spotkał pan osobiście św. Maksymiliana Marię Kolbego. Jakie znaczenie miała dla pana i innych więźniów obecność tego zakonnika pośród was?

    Wszystkich więźniów przywożonych do obozu Auschwitz witano tymi samymi słowami: „Nie przybyliście do sanatorium, tyko do niemieckiego obozu koncentracyjnego, z którego nie ma innego wyjścia, jak tylko przez komin. Żydzi mogą żyć dwa tygodnie, księża miesiąc, a reszta trzy miesiące. Komu się to nie podoba, może zaraz iść na druty”. Oznaczało to, że może ponieść śmierć, ponieważ w drutach okalających obóz płynął bez przerwy prąd wysokiego napięcia. Te słowa już na początku odbierały nadzieję.

    W Auschwitz dostąpiłem ogromnej łaski, z o. Maksymilianem przebywałem w jednym bloku, stałem z nim w jednym szeregu w czasie selekcji na śmierć. Byłem naocznym świadkiem jego heroicznej ofiary, która mi i innym więźniom przywróciła nadzieję.
    – Jakie były okoliczności tego wydarzenia, które do dzisiaj budzi tak wielkie i żywe zainteresowanie oraz inspiruje ludzi do postawienia pytania – dlaczego on to zrobił, w imię jakich wartości?

    63 lata temu, we wtorek 29 lipca 1941 roku, około godziny 13.00, tuż po apelu południowym, zawyła syrena obozowa. Ponad 100 decybeli niosło się po obozie. W brygadach roboczych więźniowie w pocie czoła spełniali swoje obowiązki. Wycie syren oznaczało alarm, a z kolei alarm oznaczał, że w jednej z brygad zabrakło więźnia. Esesmani natychmiast przerwali pracę i zaczęło się konwojowanie więźniów do obozu na apel, aby sprawdzić stan liczbowy. Dla nas, którzy pracowaliśmy przy budowie pobliskiej fabryki gumy, oznaczało do siedmiokilometrowy marsz do obozu. Byliśmy popędzani, żeby iść prędzej.

    Apel wykazał rzecz tragiczną: na naszym bloku 14a brakowało więźnia. Kiedy mówię „na naszym” bloku, mam na myśli o. Maksymiliana, Franciszka Gajowniczka, mnie i innych. Była to wiadomość przerażająca. Zwolniono wszystkich pozostałych więźniów, pozwolono im pójść na bloki, a nam ogłoszono karę – stanie na baczność bez czapek, dzień i noc, o głodzie. Noc była bardzo zimna. Kiedy esesmani mieli zmianę warty, kuliliśmy się do siebie metodą pszczoły: stojący na zewnątrz ogrzewali tych w środku, a potem była zmiana. Wielu starszych nie wytrzymało mordęgi stania w nocy i na zimnie. Oczekiwaliśmy, że choć trochę ogrzeje nas słońce. Ale spodziewaliśmy się także najgorszego. Rano oficer niemiecki wykrzyczał w naszym kierunku: „Ponieważ z waszego bloku uciekł więzień, a wy nie dopilnowaliście tego i nie przeszkodziliście temu, dlatego dziesięciu z was umrze śmiercią głodową, ażeby pozostali zapamiętali, że nawet najmniejsza próba ucieczki nie będzie tolerowana”. Zaczął selekcję.

    – Co dzieje się w człowieku, kiedy wie, że mogą to być ostatnie chwile jego życia? Jakie uczucia towarzyszyły więźniom, którzy mogli usłyszeć wyrok skazujący ich na śmierć?

    Wolałbym oszczędzić sobie przypominania szczegółów tej przerażającej sytuacji. Opowiem, jak wyglądała selekcja. Cała grupa poszła na początek pierwszego szeregu, na przedzie dwa kroki przed nami stał niemiecki kapitan. Patrzył w oczy jak sęp, mierzył każdego i co chwilę podnosił prawą rękę i mówił: „Du!”, czyli „ty”. To „du!” oznaczało, że to ty umrzesz śmiercią głodową. I szedł dalej. Esesmani wywlekali biedaka z szeregu, zapisywali numer i odstawiali pod strażą na boku. „Du!” brzmiało jak uderzenie młota w pustą skrzynię. Każdy bał się, że za chwilę palec może pokazać na niego. Przeglądnięty szereg szedł kilka kroków naprzód, tak że między szeregiem przeglądniętym a szeregiem do przeglądu powstało coś w rodzaju korytarzy, wolnych pasów o szerokości 3-4 metrów. W ten korytarz wchodzili esesmani i znowu padały słowa: „Du! du!”. Serca waliły nam jak młotem. W głowie szum, krew pulsowała na skroniach, zdawało się nam, że krew wyskoczy nosami, uszami i oczami. Coś tragicznego.
    Cały tekst: http://www.fronda.pl/a/nowe-nieznane-fakty-przeczytaj-wywiad-ze-swiadkiem-smierci-sw-maksymiliana,55439.html

    • Maggie pisze:

      W niedziele byłam w parafii pw Św Maksymiliana Kolbe (ale nie na tej glownej odpustowej Mszy Sw) i bylo piekne kazanie Ks.Norberta (o nie myle imienia), ktory mówił o Niepokalanej i Św.Maksymilianie i milosci do Niepokalanej.

      Sw. Maksymilian rozpowszechnial Cudowny Medalik.

      Był podany przykład z 1939 r: brania przez sowietów do niewoli polskiego wojska i oddzielania oficerów od żołnierzy. Oficerowie pozrywali dystynkcje, aby nie wyróżniać sie od szeregowych. Jednak sowieci kazdemu z jeńców patrzyli na rece i w oczy i w ten spsob „wyławiali” oficerów. Jeden z nich, oficer, ktory opisywał pozniej swe przeżycia, z tego okresu, mówił, ze nie pomogły jego zaprzeczenia i kazano mu całkowicie oproznic kieszenie nim przejdzie do wyodrebnionej grupy oficerów. Wyciągnął wszystko, jak „prykazano”, łącznie z obrazkiem Niepokalanej i Cudownym Medalikiem, ktore do kieszeni mundura włożyła mu matka, mówiąc „azebys wrócił do domu”. Sowiet zawołał innych kamratow i zaczal sie wysmiewac z „zabobonu” i po chwili powiedzial, ze oficerem nie moze byc ktos głupi, kto wierzy w „takie rzeczy” i … kazał przejsc do prostych żołnierzy. Tym sposobem został on ocalanony przez Niepokalana przed zagładą w obozie typu Katyń/Smolensk.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s