Decyzja Franciszka – w Roku Jubileuszowym Miłosierdzia wszyscy kapłani będą mogli rozgrzeszyć z grzechu aborcji

Udzielony kapłanom przywilej nie oznacza umniejszania tej zbrodni, lecz ma na celu uświadomienie tym, którzy się jej dopuścili, powagi ich czynu.
W normalnych okolicznościach może to zrobić jedynie lokalny biskup lub wskazany przez niego kapłan.

Papieski list przed Jubileuszem Miłosierdzia

By otrzymać rozgrzeszenie, spowiadający się z grzechu aborcji musi żałować z całego serca i prosić o przebaczenie. – Udzielony kapłanom przywilej nie oznacza umniejszania tej zbrodni, lecz ma na celu uświadomienie tym, którzy się jej dopuścili, powagi ich czynu – skomentował szef watykańskiego Biura Prasowego ks. Federico Lombardi SJ.

Łaskę ważnego i zgodnego z prawem rozgrzeszenia będą mogli uzyskać także wierni, którzy przystąpią do sakramentu pojednania u kapłanów z Bractwa św. Piusa X.

Postanowienia te zawarte są w noszącym dzisiejszą datę liście Ojca Świętego do przewodniczącego Papieskiej Rady ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji, abp. Rina Fisichellego.

Jubileusz Miłosierdzia rozpocznie się otwarciem Drzwi Świętych w Bazylice św. Piotra w uroczystość Niepokalanego Poczęcia 8 grudnia 2015 roku i zakończy się 20 listopada 2016 roku wraz z uroczystością Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata.

Treść listu: http://idziemy.pl

11899797_1015163238517197_1082731518235674502_n

Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Pomoc duchowa i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „Decyzja Franciszka – w Roku Jubileuszowym Miłosierdzia wszyscy kapłani będą mogli rozgrzeszyć z grzechu aborcji

  1. Magda pisze:

    Zakaz aborcji – 1. czytanie 10 września!
    Wiemy już, kiedy sejm zajmie się projektem ustawy zakazującej aborcji. Stanie się to 10 września. Pod projektem podpisało się 400 tys. Polaków.
    „Przypominamy, że projekt ustawy, pod którym podpisało się 400 tysięcy obywateli zakłada, że nie będzie już można zabijać dzieci w łonach matek z powodu podejrzenia choroby, okoliczności poczęcia, bądź też jako swoistą «terapię» dla matek” – piszą inicjatorzy projektu, czyli Fundacja Pro – Prawo do życia.

  2. Jerzy pisze:

    Nie wszyscy czytelnicy tego bloga mieli czas by odsłuchać 2 konferencję ks. Santiago Martina z Chojnic z 28.08.2015 patrz post poniżej. Na przeczytanie całego tekstu potrzeba mniej niż 20 minut, zamiast godziny słuchania. Tekst można wydrukować i siać, zwłaszcza kapłanom dającym rozgrzeszenia za aborcję. A teraz niech przemówi konsultant Papieskiej Rady d/s Rodziny ks. Santiago Martini dając konkretne praktyczne wskazówki jak Kościół Katolicki ma wyjść z obecnego kryzysu:

    Pokazałem nie tylko trudność sytuacji w jakiej się znajdujemy , ale też jej początek. 10 lat temu, kiedy umierał JPII, nikt sobie nawet nie wyobrażał możliwości takiego Synodu, na którym by się dyskutowało kwestię Komunii św. w czasie nie pozostawania łasce uświęcającej, [a więc w czasie grzechu ciężkiego]. I nikt sobie wtedy nie wyobrażał, że Jana Pawła II można nazwać człowiekiem okrutnym i nie posiadającym miłosierdzia, [bo publicznym jawnogrzesznikom nie żałującym za grzechy nie chce dać Komunii św]. I że coś takiego można uczynić i że się to uczyni, w samym środku Kościoła. Jeżeli stało się to na przestrzeni tych ostatnich dziesięciu lat, możemy sobie wyobrazić co się stanie w następnych latach. Ale nie o to chodzi, żeby przedstawić powagę sytuacji stanu chorego, żeby postawić diagnozę sytuacji, określić rodzaj choroby. Chciałbym przedstawić terapię, jaką można zastosować. Jest na to sposób, ta choroba może być uleczona. Jestem o tym głęboko przekonany i właśnie jeżeli przybyłem tutaj, do Polski, żeby państwo prosić o pomoc, to jestem przekonany, że państwo macie taką moc, żeby pomóc w rozwiązaniu tej sytuacji.

    Polacy sami o sobie mówią „Polska zawsze wierna” i to jest prawda. Państwo potraficie się oprzeć. Przez wiele wieków Polacy stawiali opór. Byli wierni wierze, a teraz muszą jeszcze jedną rzecz zrobić: muszą być także misjonarzami, muszą stać się osobami, które będą ewangelizować także poza granicami kraju. Nie możecie pozostawać tutaj [u siebie] w zamknięciu. Świat potrzebuje Polski. Potrzebujemy polskich misjonarzy kapłanów i ludzi świeckich.

    Wystarczy, że przekroczycie państwo rzekę Odrę, a wchodzą państwo nie tylko do innego kraju, ale także do innej rzeczywistości. Na jednym brzegu rzeki kościoły są pełne, na drugim są puste, podobnie seminaria. Nie możecie się państwo zadowolić mówiąc: nam się powodzi, nam idzie dobrze. Muszą państwo stać się misyjni. Jan Paweł II był pierwszą osobą , która mówiła o nowej Ewangelizacji i ta nowa Ewangelizacja musi liczyć w głównej mierze na polskich misjonarzy kapłanów i osoby świeckie. Ale ta misja musi mieć konkretną treść:

    Na czym ma polegać [ta] misja? Jakie jest lekarstwo na tę chorobę Kościoła? Jeżeli tą chorobą jest relatywizm, jest sekularyzm, to jakie [znaleźć] jest lekarstwo?

    Mnie wyświęcono na kapłana w 1979 roku. Jan Paweł II już wtedy był przez rok papieżem. Odbyłem studia teologii w momencie głębokiego kryzysu i zawsze miałem doświadczenie wzrastania w Kościele, który jest w kryzysie. Nie żyłem w kościele polskim, żyłem w kościele hiszpańskim. Mój kraj, to jest przepiękny kraj, z dobrym klimatem, z bardzo dobrym jedzeniem. W tym roku mamy już prawie 70 mln turystów. Na prawdę wspaniały świat. Niemniej jest to kraj, który w tym momencie przechodzi przez najgorszy kryzys. Nigdy nie mieliśmy tak dużo pieniędzy, jak w tym momencie, a zarazem nigdy nie byliśmy tak biedni, jak w tej chwili. W moim kraju jest takie prawo, że każda bezrobotna osoba otrzymuje 400 EUR miesięcznie, a poziom opieki zdrowotnej jest bardzo dobry, a i oświata jest dość dobra. Mamy świetne drogi i lotniska. Pomimo tego całego bogactwa, nigdy jednak nie byliśmy tak biedni, jak w tej chwili.

    Nigdy w Hiszpanii rodzice nie zabijali swoich dzieci. Hiszpańskie mamy oddawały swoje życie za dzieci. Dzisiaj wiele matek zabija swoje dzieci. Dzisiaj najniebezpieczniejszym miejscem jest dla Hiszpanina łono własnej matki. Co roku mamy w Hiszpanii ponad 200 tys aborcji. 200 tys niewinnych dzieci zabijanych przez własne matki za przyzwoleniem i z przyklaskiem całego społeczeństwa.

    Nasze prawa, które zostały ustanowione przez rządy socjalistyczne i nie zmienione przez rządy konserwatystów stanowią, że każda kobieta ma prawo do aborcji. Nasze prawa stanowią, że związek gejów jest równoważny ze związkiem małżeńskim i że para homoseksualna też ma prawo do adopcji i do wychowania dzieci.

    Nigdy w Hiszpanii nie było tak dobrego poziomu życia, niemniej nigdy nie byliśmy tak biedni jak w tym czasie. Nasze seminaria, które były wielkimi budynkami w czasach, gdy były setki powołań, teraz są hotelami, a życie zakonne praktycznie zanika. Zdecydowana większość kapłanów to już staruszkowie. I trzeba to wszystko mieć na uwadze, [zastanawiając się] dlaczego powstała Wspólnota Franciszkanie Maryi?

    Św. Jan Bosko zakłada swoją rodzinę zakonną, ponieważ widzi opuszczone dzieci na ulicach Turynu. A matka Teresa z Kalkuty zakłada Zgromadzenie Misjonarek Miłości, ponieważ widzi cierpiące dzieci na ulicach Kalkuty. Ja nie widziałem ani dzieci opuszczonych, ani umierających na ulicach mego miasta. To co ja zobaczyłem to były puste kościoły i puste seminaria. 3/4 młodych osób każdego weekendu, co tydzień, upija się. To co zobaczyłem na własne oczy, to to, jak społeczeństwo dogłębnie religijne samo siebie niszczy.

    W okresie przypadającym na jedno tylko pokolenie Hiszpania się całkowicie zmieniła. Od roku 1982, kiedy zostaje przyjęte pierwsze prawo do aborcji, społeczeństwo w Hiszpanii zmienia się w bardzo szybkim tempie. Dlatego Wspólnota Franciszkanie Maryi nakierowana jest głównie przeciwko relatywizmowi i sekularyzmowi.

    Jesteśmy jedyną instytucją, która uczyniła wiarę w Ducha Świętego bronią w walce z tą rzeczywistością. Ludzie, którzy opuścili Kościół, którzy już nie wchodzą w relacje z Bogiem są najbiedniejszymi ludźmi. To jest zdanie Matki Teresy z Kalkuty, która bardzo dobrze wiedziała na czym polega właściwa bieda.

    Najbiedniejsi z najbiedniejszych to ci, co nie znają Boga. I w moim kraju zobaczyłem, że rzeczywiście tak jest, że człowiek który opuszcza Boga kończy się niszcząc samego siebie. Podobnie naród, który opuszcza Boga niszczy samego siebie i szybko staje się bardzo biedny.

    W moim kraju, w całej Europie, nie wiem czy w Polsce też, ale w Niemczech tak, przeżywa się właśnie inwazję muzułmańską. Przybywają do Europy w poszukiwaniu lepszej sytuacji ekonomicznej, ale gardzą nami. Czują się jako osoby wyższe niż my. Nie chcą być tacy jak my, bo widzą, że nie mamy wiary. I muzułmanin, który widzi zsekularyzowanego katolika, gardzi nim. Czują się większymi, ważniejszymi, nawet jeśli są biedni, bo czują, że mają coś co jest ważniejsze niż pieniądze. Mają swoją wiarę!

    My mamy pieniądze,ale już nie mamy wiary. I nie ważne, jak dużo tych pieniędzy mieć będziemy, nie dadzą nam one tego, co daje nam wiara. Nigdy nie byliśmy tak bogaci i nigdy nie byliśmy tak biedni. To mój kraj, który bardzo kocham i w którym, dzięki Bogu, jest jeszcze jakaś reszta katolików. Jeszcze trochę jest tej żywotności w Kościele. I nasza parafia w Madrycie jest jeszcze pełna ludzi i pełna młodzieży. Ale sytuacja w pozostałej części kraju i Europy jest okropna, a sytuacja w Ameryce Łacińskiej jest równie bardzo poważna.

    Kiedy zobaczyłem tą sytuację zapytałem samego siebie: jak mogliśmy dojść do czegoś takiego? Jak to jest możliwe, że ten naród, tak dobry, tak szybko zdegenerował się? I zdałem sobie sprawę, że był tego jakiś powód, i że możemy zwalczyć przyczynę, żeby wyjść z tej [trudnej] sytuacji.

    Jest taka myśl indyjskiego myśliciela Tagore, która dała mi dużo światła „Połóż ptakowi złoto na skrzydła, a uniemożliwisz mu latanie”. Złoto nie jest złe, ale napełnione złotem skrzydła ptaka, nie pozwolą mu latać. I nas kupiono za złoto. I skończyliśmy adorując cielca ze złota.

    Państwo też musicie zadać sobie to pytanie: Kogo adorujecie? I może, nie zdając sobie z tego sprawy, państwo już adorujecie cielca ze złota. Może nie wszyscy, którzy są na tej sali, ale ogół Polaków postawili ekonomię w centrum swojego życia. Ekonomia jest bardzo ważna, niezmiernie ważna, ale nie może być pierwsza, najważniejsza. Jeżeli pieniądz stawiamy na pierwszym miejscu, sprzedaliśmy już naszą duszę.

    I zadałem sobie pytanie: dlaczego osoby, dawniej ubogie, a teraz bogate, oddaliły się od Boga. Dlaczego, kiedy były biedne szły do kościoła, a teraz już nie idą? Dlaczego [katolicy], kiedy byli biedni, wysyłali swoich synów do seminariów, a teraz już nie? Dlaczego młodzież dawniej szła do seminariów, a teraz już nie chce iść?

    I wydawało się, że problem był ekonomiczny. Ale jaka jest przyczyna, że poprawa naszego statusu ekonomicznego, materialnego oddaliła nas od Boga. Bo, jeżeli przyczyną jest pieniądz, no to trzeba starać się być biednym, a tego nigdy nie powiedział Kościół. Posiadanie pieniądza przyczyniło się do naszego zubożenia moralnego. Ale dlaczego? Dlaczego nam zaszkodziło posiadanie pieniędzy? Dlaczego stanie się bogatym, uczyniło nas gorszymi ludźmi? Dlaczego możemy dać te 400 EUR osobie, która nie ma pracy, a nie możemy pomóc osobie, która nie ma na to, by mieć dziecko?

    I wtedy uświadomiłem sobie coś, co wcześniej odkrył jeden święty, św. Franciszek z Asyżu. Św. Franciszek z Asyżu był świętym zakochanym w Chrystusie. Żył w epoce całkiem odmiennej od naszej, w wieku XIII. W okresie, kiedy papież miał całkowitą władzę, mógł nawet usunąć z tronów świeckich władców i sprawić, że ci władcy pójdą na kolanach przed papieża. To był okres największej władzy, mocy, Kościoła. Wszyscy musieli iść na Mszę św. a ten, który nie szedł był źle widziany. [W państwach] nawet nie było takiej myśli, żeby stanowić prawa, które by były sprzeczne z prawem naturalnym. Ale św. Franciszek na widok swego kościoła napełnia się bólem. W tym kościele pełnym ludzi był jakiś interes, był strach, ale nie było miłości.

    Pewnego razu ma taką wizję: wychodzi z kaplicy, w której się modlił, bardzo gorzko płacząc. I kiedy go pytają: dlaczego płaczesz i coś zobaczył w kościele? mówi, że zobaczył kościół pełen ludzi. To dlaczego płaczesz? To bardzo dobrze widzieć kościół pełen ludzi. To było średniowiecze, kościoły były pełne ludzi. A on odpowiada że zobaczył jak ludzie w kościele modlą się. Mówią mu, oszalałeś! To przecież bardzo dobrze, że ludzie w kościele modlą się. Czemu zatem płaczesz? To wspaniałe, że ludzie idą do kościoła i że będą się modlić. Nie ma żadnego powodu, aby o to płakać. Powinieneś się cieszyć! I św. Franciszek odpowiada, że wszyscy idą do kościoła po to, żeby prosić.

    I powiedział to zdanie, które tak mną wstrząsnęło i sprawiło, że zobaczyłem rozwiązanie. Św. Franciszek, który kochał Chrystusa, mówił: „MIŁOŚĆ NIE JEST KOCHANA”. Ta Miłość to Chrystus, to Bóg. I ta Miłość nie jest kochana. Wiem to! A kto nie kocha Chrystusa? I św. Franciszek mówi, że osoby, które nie kochają Chrystusa, które sprawiają, że On cierpi, to te same osoby, które idą do kościoła. Ci, którzy idą się modlić, ale idą tylko po to, żeby prosić. Idą do kościoła, bo mają jakieś problemy. I gdyby ich nie mieli, to by nie szli na niedzielną Mszę św. Tam nie ma miłości, tam jest jakiś interes, albo strach, egoizm, ale nie ma miłości.

    I uświadomiłem sobie, że to właśnie się stało w moim kraju, w Hiszpanii. Księża byli bardzo zadowoleni z widoków pełnych kościołów i nie zastanawiali się, ani ich nie obchodziło, dlaczego ludzie idą do kościoła? Ważne dla nich było, że kościół był pełny. Ale ludzie szli do kościoła, bo mieli problemy, bo byli biedni, bo byli chorzy, bo nie mieli pracy. Szli do kościoła w oczekiwaniu pomocy od Boga i szukaniu pomocy od Kościoła. I nie nauczono ich, by iść do kościoła aby kochać. I nie nauczono ich, by iść do Boga, aby coś z siebie dać. Nie nauczono ich, aby pójść do kościoła, aby podziękować. A kiedy się wzbogacili, już nie mieli żadnego powodu, żeby iść do kościoła. Problem [za tym] nie był w tym, aby było bogactwo. Problem był w tym, że nie nauczyli się, że trzeba podziękować i szli tylko po to, aby prosić. A kiedy już nie mieli potrzeby proszenia, to przestali chodzić. Gdyby się nauczyli dziękować, im więcej by mieli pieniędzy, tym bardziej by chodzili do kościoła, wiedząc, że mają więcej do podziękowania. Gdyby rodzice nauczyli swoje dzieci okazywania wdzięczności, młodzi chodzili by do kościoła, bo nie ma osoby bardziej bogatej, niż ta, która ma całe życie przed sobą.

    I zdałem sobie sprawę, że jeżeli wzbogacenie stało się powodem do oddalenia się od Kościoła, to nie była to prawdziwa przyczyna i zadanie jakie mieliśmy do zrobienia, to nie staranie się o to, żeby ludzie byli biedni, a zadaniem podstawowym stało się nauczenie ludzi wdzięczności. Ucząc wdzięczności, pokazywaliśmy drogę, aby pieniądz nie oddalał ich od Boga. Zobaczyłem, że wdzięczność jest lekarstwem na chorobę zwaną sekularyzm.

    Chciałbym wam zadać pytanie. Kto Bogu, dzisiaj rano powiedział dzięki, kto powiedział Bogu licz na mnie? Chcę pełnić Twoją wolę. Większość ludzi nie ma takiej potrzeby i czegoś takiego nie robi, chociaż myślę, że może wy jesteście dobrymi ludźmi i może ktoś z was tak właśnie zrobił.

    Dziękuję.

    Kościół, który nie jest Eucharystyczny, który nie jest w akcie dziękczynienia jest kościołem skazanym [na]…. Kościół, który nie składał by się z osób, które mają jako pierwszy cel wdzięczność i adorację jest kościołem skazanym [na] …. I zdałem sobie sprawę dlaczego Europa Zachodnia i mój kraj, tak szybko się zsekularyzowały? [Brak wdzięczności Bogu], to powód sekularyzacji zachodu.

    Nie nauczyliśmy ludzi wdzięczności. Zadowoliliśmy się tym, żeby ludzie szli do kościoła, aby prosić, a kiedy się zmieniła sytuacja, ludzie przestali chodzić, pomyślałem sobie, że stało się z ludźmi tak, jak przydarzyło się dinozaurom. Dinozaury rządziły światem. Nagle zmienił się klimat i wymarły. Kościół Katolicki sprawia wrażenie wielkiego dinozaura. Zmienił się klimat i umiera.

    Wracajmy do naszych korzeni. A nasze korzenie, to jest miłość do Boga i wdzięczność Bogu. Naszym korzeniem jest kobieta poprzedzająca Jezusa Chrystusa. Nie poprzedzająca drugą osobę Trójcy Świętej, ale poprzedzająca Jezusa Chrystusa jako człowieka – Maryja, Matka Boska. Początkiem Kościoła jest Maryja. Ona w swoim sercu ma tylko miłość. Jest Najczystsza, Niepokalana, która nigdy nie poznała grzechu. Ona miała w swoim sercu tylko miłość, i nie miała z [Nim] interesu, ani nie miała [przed Nim] strachu. Dlatego zdałem sobie sprawę, że należało wrócić do Maryi. Stąd nazwa wspólnoty Franciszkanie Maryi.

    Św Franciszek jest pierwszą osobą, która zauważyła brak wdzięczności, jako powód tego kryzysu i on wskazał głośno na ten powód, mówiąc „Miłość nie jest kochana”. Jeśli nie kochamy miłości, to ulegnie zniszczeniu religia, która opiera się na interesie i na strachu. Taka religia jest religią bez przyszłości. Przetrwa jedynie taka religia, która będzie religią wdzięczności Przetrwa jedynie religia eucharystyczna. Bo Eucharystia znaczy dziękczynienie.

    Ale jak żyć taką wiarą wdzięczności? Maryja jest tutaj naszym modelem. Św, Franciszek wskazuje nam drogę, a Maryja pokazuje jak iść tą drogą. Nazywamy się „Franciszkanie Maryi”

    Druga nasza nazwa brzmi „Misjonarze wdzięczności”. Uważamy, że nauczenie kogoś wdzięczności jest zbawieniem dla człowieka i dla kościoła. Wiele razy spotykamy osoby, które o sobie mówią, że są osobami wdzięcznymi. Bo są osobami, które w młodości rodzice dobrze wychowały, bo rodzice nauczyli je dziękować. Tak generalnie to myli się wdzięczność z taką grzecznością. Myli się wdzięczność z dobrym wychowaniem. Może się wydawać że jesteś wdzięczny tylko dlatego, że jesteś osobą dobrze wychowaną.

    Dobre wychowanie, uprzejmość, grzeczność to opakowanie dla wdzięczności. To opakowanie może być w środku puste. Masz dobre wychowanie, ale nie masz nic więcej. Kiedy ktoś ci uczyni jakąś przysługę mówisz mu dziękuje i wszystko [na tym się kończy]. A kiedy ta osoba o coś cię prosi, to grzecznie mówisz już ci przecież podziękowałem. I ze swoją grzecznością, i uprzejmością żegnasz ją, już ci to wystarczy.

    A my nawet w stosunku do Boga nie mamy grzeczności, tego dobrego wychowania. Nawet mu nie dziękujemy nie mówiąc o wdzięczności. I myślimy że to co posiadamy, to co mamy to sami sobie wypracowaliśmy i nikomu nie jesteśmy nic winni. Tylko nieliczni mają w stosunku do Boga to dobre wychowanie tą grzeczność, ale nie wdzięczność.

    Potrzeba nauczyć się dziękować. W sposób naturalny nie jesteśmy zdolni do bycia wdzięcznym. Mamy wpisane w naturę proszenie i wymaganie, ale nie dziękowanie, ale nie wdzięczność. Wdzięczność łączy się z aktami wdzięczności. Wdzięczność zobowiązuje do jakiegoś konkretnego rodzaju aktu wdzięczności. Tego nas nikt nie nauczył. Nikt nas nie nauczył patrzenia na życie chrześcijańskie z punktu widzenia wdzięczności. Tego właśnie uczymy w szkołach wdzięczności. Patrzeć na życie chrześcijańskie z punktu wdzięczności.

    Uczymy życia tak jak Maryja. Dlatego Nasze życie staje się nieustannym aktem dziękczynienia. W ten sposób odkrywamy bogactwo, jakim jest Bóg i wszystkie Jego dary. Widzimy pozytywną stronę życia. Zamiast skupiać się na tym co nie działa, skupiamy się przede wszystkim na tym co idzie dobrze, co jest prawdziwą terapią uzdrowienia duchowego.

    Wiele osób nie tylko wraca do Boga, ale uzdrowieniu podlegają ich własne zranienia fizyczne i psychiczne. Polepszają się ich relacje wewnątrz rodzinne. Stają się dużo bardziej aktywnymi katolikami, którzy wspierają Kościół . Tak oto Duch Św. wskrzesił w kościele tą nową rodzinę, dając jej życie w tej rzeczywistości, by uleczyć sekularyzm w Kościele.

    W szkołach wdzięczności powoli uczymy za co, jak, i komu mamy dziękować. Pomagamy ludziom, aby ich poprawa sytuacji ekonomicznej, ich wzbogacanie się nie oddalało ich od Boga, ale ich do Niego przybliżało. To nie znaczy, że mamy iść do Boga nie prosząc Go. Musimy, potrzebujemy Go prosić o pomoc. Bogu wcale to nie przeszkadza, że będziemy Go prosić. Bóg chce abyśmy Go prosili o pomoc. Problemem nie jest proszenie. Problemem jest JEDYNIE proszenie. Musimy prosić, ale musimy również dziękować, i musimy również ofiarować. Pogłębić duchowość wdzięczności. Aby ci którzy tego zapragną, mogli uczestniczyć w tej misji wdzięczności. Formować samych siebie w naśladownictwie Maryi. Ale także formować się jako misjonarze, którzy pomagają Kościołowi w tym trudnym momencie kryzysu. Jak wcześniej wspomniałem, dzisiaj kościół potrzebuje misjonarzy. Nie wystarczy żebym tylko ja był dobry. Muszę pomagać innym żeby się stali dobrzy. Polacy nie mogą powiedzieć : my mamy się dobrze. I nie obchodzi nas co się będzie działo z Niemcami, Francuzami albo Hiszpanami. Ja muszę się mieć dobrze i muszę pomagać innym, żeby i oni doszli do tego stanu.

    Chciałbym to, co mówiłem w czasie tych 2 konferencji idee, jakiś myśli, teraz podsumować:

    Przedstawiłem jaka jest rzeczywistość, jaki jest tego powód i jakie jest rozwiązanie. Jaki jest początek, powód, przyczyny choroby, samą chorobę i terapię. Przyczyną choroby jest sekularyzm i relatywizm, a choroba jest w społeczeństwie, które żyje tak, jakby prawo naturalne nie istniało i Kościoła, który też zmierza w tym kierunku. A terapią jest powrót do początków. Powrót do Maryi i powrót do wdzięczności.

    JPII powiedział: „Dla wielu wypełnianie praw moralnych jest jak wysoka góra i widzą ten cel, jako coś bardzo odległego”. Proszą aby tą górę obniżyć, proszą aby Kościół mniej wymagał, by zrobił redukcję, obniżkę moralności. A to co należy zrobić, to wzmocnić ludzi, aby mogli wejść na tą górę, Nie chodzi o to aby obniżyć wysokość góry, ale żeby dodać sił. I to co chcemy uczynić poprzez tą wdzięczność, to dodanie sił, dodanie motywacji, by wejść na tą górę.

  3. Kamuc73 pisze:

    Dziekuje za piekny tekst…Blogoslawionego dnia zycze wszystkim

  4. Zadowolona pisze:

    Jerzy dziękuję 🙂 Dzięki Tobie zapoznałam się z tym arcyważną konferencją.

  5. AKSORZ pisze:

    Również dziękuję za ten artykuł. Z chęcią posłucham tego kapłana tylko chwilowo czasu brak , a na necie jest już kilka jego konferencji. Wydaje mi się że dokładnie to dzieje się w Polsce,  tak sądzę. Przecież w czasach Solidarności Kościoły były przepełnione,  ludzie cierpieli z powodu biedy i prześladowań i z tym przychodzili do Boga , prosili Go o wolność i dobrobyt. Prosili o wolność dla Polski o chleb i zdrowie. I może to kogoś zbulwersuje ale jak to się stało że potomkom tego tłumnie chodzącego do Kościoła pokolenia nie udało się wychować potomstwa , które z wdzięczności będzie oddawała cześć Bogu? Moim zdaniem (sam jestem potomkiem pokolenia Solidarnościowego) dlatego że wiarę sprowadzono do niedzielnego chodzenia do Kościoła i odmawiania wieczornego paciorka. Może na tamte czasy to było skuteczne ale po obaleniu komuny,  zarówno duchowni jak i świeccy zasnęli w poczuciu bezpieczeństwa że największe zło i przeciwnik Kościoła został pokonany. Tymczasem zło zmieniło taktykę tego duchowo-moralnego snu i teraz panoszy się w najlepsze czego jeszcze wielu duchownych nie rozumie ciesząc się że w niedzielę mają komplet na mszy. Ale wielu z tych jeszcze chodzących , chodzi bo tak trzeba. Zgadzam się z tym księdzem że wdzięczność Bogu jest kluczem do sukcesu. Swoją drogą przypomniało mi się piękne rozważanie na temat demonów niewdzięczności:

  6. julia pisze:

    bo to prawda, pieniądz, wygoda , unikanie cierpienia czyli hedonizm … to wszystko rodzi złe owoce.
    Zobaczcie ile dawniej było wielodzietnych rodzin, których nie było stać na wiele rzeczy … dzieci z tych rodzin to przeważnie uczciwi , dobrzy ludzie…
    a tam gdzie dziecko ma wszystko .. prędzej czy później pojawia się takie roszczeniowe i egoistyczne nastawienie.

  7. wobroniewiary pisze:

    Delikatność, czyli jak spowiadać (się) z aborcji

    Spowiedź z aborcji to święto Bożego Miłosierdzia – mówi doświadczony spowiednik i duszpasterz rodzin ks. dr Jarosław Szymczak z Instytutu Świętej Rodziny w Łomiankach k. Warszawy.

    Jarosław Dudała: Czy zdarzyło się księdzu spowiadać z aborcji?

    Ks. dr Jarosław Szymczak: Tak.

    Czy ksiądz miał uprawnienia, by takiej osobie udzielić rozgrzeszenia?

    Ze względu na wagę sprawy, prawa księży do słuchania spowiedzi i udzielania rozgrzeszenia są tu trochę ograniczone. Ja miałem takie uprawnienia z dwóch racji: słuchania spowiedzi generalnej z całego życia (a przynajmniej: z jednego roku) i ze względu na posługę rekolekcyjną i duszpasterską w ramach Instytutu Świętej Rodziny.

    Jednak taka spowiedź osoby przychodzącej „z ulicy” nie zdarzyła mi się. Najczęściej zdarzały się one podczas rekolekcji. A podczas rekolekcji, choćby parafialnych, prawo rozgrzeszania z aborcji przysługuje każdemu polskiemu księdzu.

    A co by ksiądz zrobił, gdyby akurat nie miał takich uprawnień? Aborcja to sprawa tak dramatyczna, że penitentka czy penitent mógłby mieć problem z powtórzeniem tego samego wyznania podczas kolejnej spowiedzi u upoważnionego kapłana.

    Po pierwsze, można wtedy namówić penitenta do odbycia spowiedzi z całego roku. Podczas takiej spowiedzi każdy ksiądz zyskuje uprawnienie do rozgrzeszenia także z aborcji.

    Po drugie, można udzielić rozgrzeszenia, jeśli widać, że dana osoba jest w tak niestabilnym stanie emocjonalnym, że odesłanie jej do kogoś innego przyniosłoby większe straty moralne.

    Niemniej, decyzja papieża, by w Roku Miłosierdzia każdy ksiądz mógł udzielać rozgrzeszenia z grzechu aborcji, upraszcza sprawę. Być może stanie się to stałą praktyką.

    W niektórych diecezjach, np. warszawskiej, prawo udzielania rozgrzeszenia z aborcji mają wszyscy księża od trzeciego roku kapłaństwa. To znaczy, że od kapłana słuchającego spowiedzi z aborcji wymaga się szczególnej wiedzy czy doświadczenia?

    Być może chodzi o obawę, że młody kapłan, spotykający się z grzechem zabójstwa nienarodzonego, z powodu swej gorliwości mógłby być wobec penitenta zbyt surowy. Z drugiej strony, może chodzić o brak obycia duszpasterskiego, zdolności zobaczenia pełnej perspektywy. Bo młodzi księża oddawani są raczej do innej pracy: z dziećmi czy ministrantami. I to ma swoje uzasadnienie. Lekarze też mają na początku swej pracy tzw. staż, na którym uczą się praktycznych rozwiązań.

    Jak więc spowiadać z aborcji?

    Przede wszystkim ze strony spowiednika potrzebna jest ogromna delikatność. Jeśli ma się do czynienia z takim wyznaniem ze strony kobiety, to najczęściej jest to już przez nią przeżyte, nie ma zaskoczenia typu: „co ksiądz mówi, to naprawdę jest grzech? No to OK, to i z tego też się wyspowiadam”. Nie, mówimy tu o czymś, co w tej kobiecie głęboko siedzi. Potrzebna jest wielka delikatność wobec tego, co przeszła ta kobieta, wobec jej samotności. Potrzebne jest też towarzyszenie jej modlitwą.

    Ważne jest też przekonanie penitenta o Bożym Miłosierdziu. Podczas spowiedzi generalnych wielokrotnie byłem świadkiem powracania do tego grzechu, choć był on odpuszczany podczas wcześniejszych spowiedzi. Tacy penitenci mówią: „Pan Bóg mi wybaczył, ja sobie wybaczyć nie mogę”. Tymczasem jak Bóg wybacza, to wybacza naprawdę, w żaden sposób się z nami nie droczy. Jego wybaczenie jest pełne.

    Może w takiej stacji pomóc mógłby także psychoterapeuta?

    Jeśli u kogoś widać poważne problemy osobowościowe, zdecydowanie należy poradzić mu także kontakt z psychologiem, psychoterapeutą czy psychiatrą. Brak wybaczenia sobie to jest rzeczywiście dramat i czasem konieczna jest psychoterapia.
    Ważne jest też pokazanie sposobów na odwrócenia się od grzechu poprzez zaangażowanie, pracę na rzecz cywilizacji życia i miłości. To może być modlitwa w intencji osób, które są kuszone, ale może to być także być działania praktyczne. Np. kobieta z Australii, która sama kiedyś dokonała aborcji, dziś jest prezesem stowarzyszenia ofiar aborcji, którymi są nie tylko dzieci, ale także ich matki. Taka modlitwa i czyn jest też jakimś momentem zadośćuczynienia.

    Jakie znaczenie mają motywy, dla których ktoś dokonał aborcji?

    Zwykle aborcja to nie jest jedyny grzech, jedyny problem. Za tym stoi też jakaś trudna sytuacja: bo albo rodzice namówili, albo jest jakiś związek nieformalny, albo odrzucenie ze strony rodziny, brak wsparcia ze strony męża. Kobieta, która idzie na aborcję, jest na końcu tego wszystkiego. I z tym też trzeba coś zrobić, pomóc jej przejść przez proces wybaczenia sobie, ale także innym, np. mężowi.

    Dobra jest sugestia włączenia się w jakiś program poprawy relacji małżeńskiej czy wyjazdu na rekolekcje. Coraz więcej się dzieje w tej dziedzinie. Syndrom postaborcyjny doczekał się bogatej literatury, ale też bogatych praktyk duszpasterskich czy psychoterapeutycznych.

    Jak spowiadać się z grzechu aborcji?

    W szczerości i prostocie. Mówić prostym językiem, jak to się stało. Nie bronić się, nie szukać usprawiedliwienia. Obrońcą w tym sakramencie w imieniu Pana Jezusa jest kapłan. On szuka okoliczności łagodzących, on się troszczy o znalezienie sposobu na ratunek.

    Czy wystarczy powiedzieć: „miałam aborcję”, czy też trzeba dodać coś więcej?

    Gdy chodzi o grzechy śmiertelne, trzeba podać liczbę i okoliczności. One wiele mówią. To kwestia sytuacji, w jakiej kobieta się znajdowała, kwestia presji środowiska. To ma znaczenie dla świadomości i dobrowolności postępowania.

    A jeśli chodzi o tych, którzy są jakby po drugiej stronie (lekarzy-aborterów, pielęgniarki, ich szefów)?

    Oni czasem wracają w spektakularnych nawróceniach. Częściej ich proces nawracania jest długi. Mam okazję obserwowania tego, gdy rozmawiam z lekarzami, przechodzącymi szkolenie u twórcy naprotechnologii dr. Thomasa Hilgersa w Omaha w USA. Spowiadam ich, rozmawiam z nimi. Widzę, jak na przestrzeni miesięcy ich postawa stopniowo się zmienia.

    Mam też doświadczenie towarzyszenia pielgrzymce ikony jasnogórskiej od oceanu do oceanu. Okazuje się, że spotkanie z obliczem Matki Bożej Częstochowskiej – tym smutnym, poranionym, z Jej współczującymi oczami – powoduje, że mnóstwo ludzi idzie się spowiadać z grzechu aborcji. Bo czują, że ta Matka rozumie, że z Nią jest łatwiej, Ona przynosi pokój. To rzeczywiście jest Matka Miłosierdzia. Ona pomaga.

    Mężczyznę, który w kontekście aborcji jakimś sensie zostawił swoją kobietę, skierowałbym do św. Józefa, który jest patronem opiekuńczych postaw, których kobieta wymaga.

    Przede wszystkim jednak spowiadamy się Bogu, który pragnie jedności z nami, wiedząc, że jesteśmy grzesznikami. Bóg pragnie okazać nam Swoje miłosierdzie. Spowiedź z aborcji to święto Bożego Miłosierdzia.
    Źródło: http://gosc.pl/doc/2681472.Delikatnosc-czyli-jak-spowiadac-sie-z-aborcji

  8. Pingback: Decyzja Franciszka – w Roku Jubileuszowym Miłosierdzia wszyscy kapłani będą mogli rozgrzeszyć z grzechu aborcji | Biały, bardzo biały

  9. Pingback: w Roku Jubileuszowym Miłosierdzia wszyscy kapłani będą mogli rozgrzeszyć z grzechu aborcji | Serce Jezusa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s