Ks. Mieczysław Pająk: Perfidia odwiecznego obłudnika

Gdy się tak przyjrzymy sensacyjnym doniesieniom obficie płynącym z telewizyjnych ekranów i komputerowych monitorów, to możemy jednoznacznie stwierdzić, że zły nie śpi. Są i tacy, którzy może nawet go proszą, żeby objawił swoją moc. Podobno w paryskim klubie, gdzie zginęło najwięcej ludzi w niedawnych zamachach, tłum przed wkroczeniem terrorystów miał w rytm zuchwałej zachęty zespołu metalowców skandować: „Pokocham diabła i pocałuję go w język”.

ksiądz Mieczysław PająkW moim fachu i proweniencji absolutnie nie jest mi na rękę zaczynać jakąkolwiek myśl od odniesienia do tego bezecnika. Jednak w tym świecie pogańskim, w życiu ludzi niezbyt Bożych, często on właśnie objawia swoją nie do ukrycia, bestialską i destruktywną obecność.

A jego żałosny, smętny pomruk dał mi się ostatnio słyszeć w naszej wiosce. Są wydarzenia zgoła nie do przewidzenia. Mój od lat aktywny i bardzo pomocny majster, wykonawca dużej ilości murarki na misji w centrum i na wioskach przy budowie kaplic, a ostatnio nawet fundamentów nowo budowanego kościoła, ma w swoim rodzinnym dorobku 12-letniego chłopca po jednej z żon, którą już dosyć dawno oddalił. Syn nosi znaczące imię: Kosztowny (fr. Précieux). Jak na ironię okazało się, że ten dzieciak rzeczywiście dużo go kosztuje. Po pierwsze przez długi czas nie mógł zacząć mówić, parę razy był śmiertelnie chory. Jednak po naszych terapiach szpitalnych i zabiegach ojca, chłopiec żyje i nawet mówi. Po drugie jest on troszkę rozchwiany psychicznie i niełatwy w codziennym wychowaniu. Za jakieś wykroczenie dostało mu się solidne lanie od tatusia, co miało być tajemnicą skrzętnie skrywaną przez ojca. Tu też chłopiec spłatał ojcu niebywałego figla.

Po wymierzeniu słusznej, albo raczej jak to bywa w przypadku dzieci afrykańskich, bezlitosnej kary, dzieciak w czasie burzy tropikalnej zniknął bez śladu. Młodzi ludzie z wioski przyjaźni ojcu zaczęli go szukać, ale trwało to nie więcej jak 24 godz. Ojciec – czy to zrozpaczony, czy może nawet już zmęczony wybrykami synalka – wszczął swoją diabelską politykę. Przyczynił się do tego jeden z jego sąsiadów, notabene salowy z naszego szpitala, pospolity pijaczyna. Przyszedł do niego pod wpływem mocnego wypitku tutejszego domowej produkcji, trunku o pokaźnej ilości promili; jął pocieszać i uspokajać ojca, że dziecko się znajdzie i on nawet wie, gdzie chłopiec się podziewa. Takie tłumaczenie było doskonałym pretekstem, aby iść na policję i rozgłosić we wiosce, że znalazł się winowajca, który chce śmierci jego chłopca. Biednego pijaczka zamknięto na posterunku policji, aby samozwańczy wykonawcy miejscowego wymiaru sprawiedliwości (albo raczej niesprawiedliwości), czyli rozwścieczeni, gniewni młodzi z wioski, nie utłukli go na miejscu.

Gdy o tym się dowiedziałem, po moim powrocie ze spotkania diecezjalnego, zawezwałem zrozpaczonego ojca. Dałem mu przede wszystkim coś do zjedzenia i dwie butelki soku, który łapczywie wypił; próbowałem perswadować, że pijakowi się nie wierzy i nie można bezmyślnie posądzać go o taką niedorzeczność, a tym bardziej skazywać na śmierć za li tylko wypaplane po pijanemu słowa. Użyłem w naszej rozmowie mocnego argumentu, że jeśli będzie podtrzymywał takie oskarżenie, to już nie zatrudnię go do żadnej pracy na misji. A tu ważna uwaga, że dzięki naszej misji przez lata zarabiał dwa, a nawet trzy razy więcej w porównaniu z tym, co płacili mu jego ziomkowie. A nadto bardzo chętnie czekał na każde kolejne zlecenie. Kategorycznie zażądałem, że ma ubiegać się o zwolnienie Bogu ducha winnego nieszczęśnika, którego już wsadzono do więzienia prefektoralnego, skąd przyjechała żandarmeria, za wcześniejszą wysoką opłatą ojca.

Obiecałem mu, że wesprę finansowo młodzież w poszukiwaniach chłopca, aby nie rezygnowali i dalej tropili zaginionego. Na drugi dzień rano zjawili się chętni i dostali pieniądze na jedzenie i papierosy oraz latarki, które bezzwrotnie sobie „pożyczyli”. Pan sprawił, że chłopiec na trzeci dzień się odnalazł, sam pojawił się w wiosce bez żadnych obrażeń.

Jednak sprawa zaszła za daleko, więc ojciec rozpętał kampanię zwłaszcza przeciw swojemu głównemu „adwersarzowi” w mojej osobie. A stałem się nim przez podważenie jego oskarżenia skierowanego przeciw rzekomo czarodziejskim knowaniom pijaka. Dla niego było oczywiste, że jeśli pijaczyna zostanie uniewinniony, to całe kłamstwo wyjdzie na jaw i straci reputację. Ależ mi się dostało, ileż inwektyw posypało się na moją głowę; i to publicznie przy całej gawiedzi przed komisariatem na wiosce. Urągano nie tylko mnie, ale nawet personelowi misji łącznie z siostrami zakonnymi. „Wszyscy Białasy i ci, co współpracują z nimi, to podłaki” – brzmiały donośnie słowa naszego jakże dotychczas zawsze przymilnego murarza. No, w tym przypadku tłumaczenie tego zawodu dobrze zabrzmi w dosłowności po francusku: masona.

Ze swoją aferą oskarżycielską musiał zgłosić się już z chłopcem w wyższej instancji w Prefekturze. Co ciekawe chłopiec prawdopodobnie w totalnej traumie, zanim doszedł na komisariat, nocą ponownie zwiał tatusiowi, ale szczęśliwie znaleziono go w odległości 5 km od noclegowego domu na drugi dzień.

Ngombe-2Oj, dostało się przy żandarmerii i nam, i biednemu oskarżonemu. Żeby wyjawił swoje niecne, czarodziejskie knowania, polewano mu roztopionym plastikiem nadgarstki, a słowne nieczystości polały się również na Białych z misji w Bagandou, których tym razem mason powiązał z handlarzami złotem i diamentami. Szybko sprawa ucichła na dobre, kiedy to Dyrektorka naszego szpitala zapłaciła za swojego salowego i wybawiła go być może od kilku lat odsiadki w przerażającym, afrykańskim więzieniu.

Listopad 2015-4No cóż, zły zawinął swym ogonem i na chwilę dał nam spokój, ale smród po nim pozostał. W końcu to właśnie ten mój mason-murarz miał ledwo co podjąć się ze swoimi szwagrami wyrobu cegły, za dosyć pokaźną przedpłatę. Ale jak to z opłaconymi tchórzami bywa – już go więcej nie zobaczę.

Toż to św. Piotr – najlepszy klucznik, odźwierny i rozstrzygający sprawy Kościoła, czyli tego, co w niebie i na ziemi – nie bez przyczyny ostrzegał: „Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć. Mocni w wierze przeciwstawcie się jemu!” (1 P 5, 8-9). Jakżeż tutaj nam potrzeba nie tylko czujności i trzeźwości, ale ciągłej świadomości, że wszędzie, gdzie próbujemy cośkolwiek dobrego robić, musimy się bronić przed matactwami odwiecznego krętacza i wroga planów Bożych. Dla mnie niemal weterana spraw Bożych w pogańskim świecie, diabeł nie jest kimś w rodzaju psotnisia, śmiesznej istoty z rogami i widłami, jak modnie przedstawia się go we współczesnej sztuce i mediach. Jest sam w sobie potężną siłą, jednak w bliskości Jezusa jest bezsilny, bezwolny i tchórzliwy. Jedno mam zawsze pod własnym adresem życzenie: nigdy się go nie bać.
Źródło: Misja w Bagandou

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Czytelnia, Misje i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Ks. Mieczysław Pająk: Perfidia odwiecznego obłudnika

  1. wobroniewiary pisze:

    Polecam również do przeczytania wpis:

    Imigracja donikąd

    „Swego czasu był sobie jeden taki śmiałek, nam tutaj na wiosce dobrze znany jako handlarz złota i diamentów. Odważył się on kupić na czarnym rynku za niebagatelną kwotę dobrze podrobiony paszport i wyposażył się u czarownika w niezbędne fetysze, aby opuścić stolicę Bangi i wsiąść do samolotu Air France. Jednak jakież było jego zdziwienie, kiedy służby paryskiego lotniska wzięły go na kontrolę i przy jednym z nielicznych pytań, gdzie mieszka, podał inny adres aniżeli ten zamieszczony we sfałszowanym paszporcie. Żaden talizman, ni fetysz nie uchroniły go od szczerości, która mu nakazała podać właściwy adres znany od urodzenia. Cały chytry plan spełznął na niczym.”

    „Ostatnio sytuacja militarno-polityczna w RŚA bynajmniej nie zniechęca wielu spośród naszych kolegów misjonarzy do powrotu po urlopach na swoje misje. W ciągu minionych trzech tygodni starcia w stolicy pociągnęły za sobą śmiertelne żniwo ok. 100 zabitych i jeszcze więcej rannych. Nadto spowodowały awersje i otwartą nienawiść do białych, przez obecność Armii Francuskiej w stolicy, która niby jest w stanie gotowości, a co jakiś czas dokonują się niespodziewane okrucieństwa. Toteż wiele zagranicznych organizacji humanitarnych nakazało swoim przedstawicielom przymusowy wylot z Bangi. My chociaż daleko od centrum zamieszek, słyszymy niesłuszne, przykre uwagi pod swoim adresem: hej, wy biali! Won stąd! To wy doprowadzacie do zniszczenia nasz kraj! A że są to chwilowe rasistowskie nastroje, to żyjemy nadzieją, że coś jeszcze z naszego bezinteresownego dzieła zostanie pozytywnie przyjęte i afront do nas, obywateli nie tego świata, się nie pogłębi.”
    Całość: http://pigmeje.pl/migracja-donikad/

  2. wobroniewiary pisze:

    Film przedstawia życie polskiego misjonarza w Republice Centralnej Afryki. Proboszcza parafii w Bagandou jest ks. Mieczysław Pająk, który pochodzi z okolic Nowego Sącza.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s