Wśród świątecznych spotkań rodzinnych – szerzenie guseł i zabobonów czyli wylewanie wosku nad dzieckiem i inne….

Co prawda jesteśmy w okresie Świąt Bożego Narodzenia a nie w okresie wróżb i zabaw andrzejkowych, jednak powaga tematu, skala zagrożeń i zwykłych ludzkich kłopotów skłania mnie  do zajęcia się dziś tym tematem – tematem guseł i zabobonów.
Święta to czas spotkań rodzinnych a podczas tych spotkań niektóre nadgorliwe mamy, ciocie i babcie chcą mieć grzeczne niepłaczące dzieci, wnuki, itd. – krótko mówiąc ciche niewydające z siebie głosu maleństwa w wózkach czy łóżeczkach, więc wyczyniają istne „cuda-wianki” od przelewania jajek zaczynając przez palenie lnu, zawiązywanie czerwonych kokardek i nitek, na przelewaniu wosku kończąc. List od pewnej Czytelniczki bardzo mnie zaniepokoił. Rodzina podzieliła się na pół, część osób nie chce jej znać, bo śmiałą skrytykować palenie lnu nad kilkumiesięcznym chłopczykiem. Potem len chcieli zastąpić woskiem, a gdy ta znów zaprotestowała, ciocia przyniosła z lodówki jajko, które ona zabrała i wtedy zwyzywali ją równo i powiedzieli , że niszczy im rodzinę i jest sadystką, bo chce, by dziecko płakało….
Dla nich liczył się efekt – że dziecko będzie spokojne, zaśnie, nie będzie płakać, wiercić się, nie zapłacze…Do czasu… bowiem diabeł za wszystko każe sobie płacić, jak nie teraz to w późniejszym czasie.

W pogoni za łatwym szczęściem
Od pewnego czasu można zaobserwować w Polsce jakiś rodzaj mody na poszukiwanie szczęścia wszędzie tam, gdzie jest ono obiecywane bez żadnego wysiłku z naszej strony. Mówi się nam, że pierścień, odpowiedni układ mebli w domu, hipnoza, bioenergoterapia, pozytywne myślenie, amulet i in. mogą bez wysiłku ze strony człowieka zapewnić mu radość życia i ochronę przed złem. Z drugiej strony tworzone są specjalne linie telefoniczne, których operatorzy oferują rozmowy z wróżką czy też możliwość wysyłania SMS-ów, za pomocą których, możemy rzucić na kogoś klątwę, czy pokrzyżować danej osobie plany osobiste lub biznesowe. Powstaje więc pytanie: skąd to wszystko i czy w ogóle dawać temu wiarę?

Uroki, klątwy, przekleństwa, zabobony – niestety istnieją do dziś i bardzo szkodzą

Często stare praktyki, szczególnie obecne w środowiskach wiejskich, związane nieraz z zabobonami i magicznymi rytuałami przekazywanymi z pokolenia na pokolenie jak przelewanie wosku, noszenie czerwonych elementów ubrań, mieszanki odpowiednich ziół połączone z zaklęciami, rzucanie przekleństw (złorzeczenie) czy uroków. Niestety do dziś są bardzo obecne, choć może mniej świadome.

Szczególne niebezpieczne jest przekleństwo wypowiedziane przez rodzica nad dzieckiem. Z powodu więzów krwi, które łączą rodzica i dziecko, niesie ono ze sobą jakby podwójną moc szkodzenia. Przekleństwo, czyli złorzeczenie, jest zawsze otwarciem furtki Szatanowi do tego, by za przyczyną wypowiedzianego przekleństwa mógł szkodzić tej osobie. I nie ważne, w jaki sposób to się dokona, czy bezpośrednio, czy w sercu, czy np. przez wysłanie SMS-a. Jest to też miecz obosieczny, jeśli wypowiadamy przekleństwo nad kimś, to także ranimy siebie, gdyż nasz komunikat z prośbą o szkodzenie komuś, trafia do Złego, a zaproszony raz do pomocy, uzurpuje sobie władzę szkodzenia na stałe.
Za: kliknij

Ze strony ks. Marcina Kozyry SDB:
Uwolnienie jest nieprzerwanym procesem mającym miejsce w naszym codziennym życiu. Uwolnienie spod władzy złych duchów przede wszystkim opiera się na: poznaniu prawdy, kim jest Bóg, jakimi nas stworzył, co dla nas uczynił, co do nas mówi; opieraniu się pokusom, nawracaniu się grzechów, wyrzekaniu się dzieł szatana i przebaczaniu tym, którzy nas skrzywdzili. Wpływ złych duchów na nasze życie jest często zakorzeniony w doświadczeniach wczesnego dzieciństwa, w braku relacji z rodzicami, w traumatycznych doświadczeniach. Każdy chrześcijanin może być pod wpływem demona, może być jakaś dziedzina jego życia, w której stracił wolność. Pewne dziedziny naszego życia mogą być wciąż nie oddane Jezusowi. Coś zatrzymujemy dla siebie. W tych zastrzeżonych dziedzinach szatan wciąż może wywierać wpływ na nas i trzymać nas w niewoli. Na zniewolenie wskazują wciąż powtarzane zachowania, sposób myślenia czy reagowania obecny w różnych sytuacjach. Dlaczego tak reaguję? Dlaczego mam takie myśli, uczucia? Dlaczego nie radzę sobie z ludźmi? Dlaczego unikam Boga? W modlitwie o uwolnienie trzeba modlić się do Pana, by pokazał przyczynę zniewolenia, fałszywy fundament, kłamstwo, na którym dana osoba zbudowała swoje myślenie.

(…) 7. Czy miałeś kontakt w życiu z okultyzmem, magią,  satanizmem, np.: praktykowanie magii, wywoływanie duchów, czary, przelewanie wosku, wizyty u bioenergoterapeutów, uzdrowiciele, Reiki, różdżkarstwo, wahadełko, jasnowidztwo, otwieranie czakramów, mantry, klątwy, złorzeczenie, wróżenie, chodzenie do wróżki, karty Tarota, joga, medytacje, Tai Chi, noszenie amuletów czy talizmanów, satanizm <muzyka, przedmioty, pakty, zwracanie się do szatana>, wyrzeczenie się Boga, wychodzenie z ciała, świadome śnienie, czytanie książek okultystycznych, Feng shui, masaże chińskie?  Jakie?
Za: kliknij

POGAŃSKIE PRAKTYKI – WYLEWANIE WOSKU  

Długo nosiłem się z zamiarem napisania artykułu na temat – dość popularnej w naszych stronach – zabobonnej praktyki, jaką jest „wylewanie wosku”. Gdy np. w Internecie w wyszukiwarce wpisałem kluczowe słowa „wylewanie wosku” od razu wyskoczyło wiele wątków związanych z tym tematem. Na jednej ze stron natrafiłem na wątpliwości Kamili, która szukając pomocy „w sieci” napisała:

    „Witam, chciałam się dowiedzieć czegoś na ww. temat. Czy ktokolwiek z was próbował takich praktyk? Chodzi o moją córeczkę. Ma prawie dwa latka, od paru miesięcy nie je już w nocy a mimo to budzi się z płaczem, czasem to jest taka histeria, ze pół bloku budzi. Jak daję jej butelkę to nie chce. Wyraźnie się czegoś boi i chyba ma koszmary – i tak noc w noc. Nie mam pojęcia, czego mogła się wystraszyć, zawsze jest przy mnie i nic nie zauważyłam niepokojącego. Każdy mi radzi żebyśmy pojechali na lanie wosku do jakiejś „czarownicy” podobno to naprawdę pomaga. Ja trochę w to nie wierze a mój mąż to już całkiem się nabija z tego, ale każdy zdecydowanie mi to doradza. Co myślicie? Wiem, że to trochę śmieszne ale proszę bez głupich komentarzy.”

      Kamila wyraźnie zaznacza, że sama trochę nie wierzy w skuteczność tej praktyki, ale gdyby ewentualnie znalazł się ktoś, kto jej podpowie co ma myśleć o tym,  to kto wie … może i skorzysta z usług „czarownicy”. Uznałem to za wyzwanie. Spróbuję zatem uświadomić Kamilę oraz wszystkich tych, którzy uważają się za katolików, że należy całkowicie odciąć się od tego rodzaju praktyk.

      W ostatnich 30 latach Kościół zaczął ponownie przywiązywać większą wagę do Mszy o uzdrowienie i uwolnienie czy nawet samych egzorcyzmów. Na skutek osłabienia i utraty wiary w Boga wzmogło się bowiem działanie szatana we współczesnym świecie. Nasiliło się zjawisko okultyzmu, magii, różnych zabobonnych praktyk, wróżbiarstwa i sekt satanistycznych. Miejsce wyzbytych praktyk religijnych zaczyna zajmować pogaństwo, które  prowadzi człowieka do zguby. Mało tego szerzy się działalność wiejskich szeptunów. Szeptun, (szeptucha, wiedźma) – osoba uważająca, iż ma dar od Boga lub bogów, pozwalający na odczynianie uroków, leczenie różnorodnych schorzeń fizycznych, uzdrawianie. Nazwa prawdopodobnie wzięła się od sposobu uleczania chorego przez szeptuna-znachora, który wypowiadał zaklęcia szeptem do jego ucha. Takie zaklinanie miało bezpośrednio wpływać na podświadomość klienta.

     Dziwimy się, że dorastające dzieci są agresywne, leniwe, czują czasem niechęć do wszelkiego rodzaju sacrum. Pomimo naszego wkładu w dobre wychowanie, dzieci zachowują się obco. Bywa tak często wówczas, gdy w dzieciństwie fundowaliśmy im dość często pogańskie praktyki jak np. „wylewanie wosku”. Grzegorz Bacik w swojej książce pt. „Zniewolenie demoniczne” o działaniu nadzwyczajnym szatana i duchowym zagrożeniu okultyzmem, pisze wprost: Były to kontakty zainicjowane przez dorosłych. Najczę­ściej były to wizyty u bioenergoterapeutów, radiestetów, refleksoterapeutów. A już nagminne są przypadki, że rodzice – chcąc poradzić sobie z bezsennością i nocnym płaczem swych maluchów – wzywali do nich tzw. „babę”, tj. kobietę zajmującą się gusłami, która np. odlewała wosk nad dzieckiem, odczytywała, co jest powodem jego ciągłego płaczu i dawała zalecenia, co robić, lub odczy­niała uroki czy też zostawiała przedmiot, który miał im zapobiec. Niejeden z czytelników powie, że to ciemno­gród. A niestety to nie ciemnogród, tylko najprawdziw­sza magia. Kto bowiem lub co sprawiało, że dziecko rze­czywiście przestawało płakać? Zdolności „baby”? Nie, na pewno nie. Magia jest skuteczna, bo jej efekty wy­nikają z obecności demonów. Demonów, które potrafią zdziałać bardzo wiele. Ale pamiętajmy, że nie za darmo.”

     Nie tak dawno pewien ojciec opowiadał mi ciekawą historię. Jego żona wybrała się z małym dzieckiem do sąsiadki. Gdy rozmawiała z nią na podwórzu, nagle i nieoczekiwanie wyskoczył zza kurnika kogut, i zaatakował dziecko. Nic się poważnego nie stało. Skończyło się tylko na płaczu i strachu dziecka. Ale już w nocy zaczęło się przebudzanie, nagły płacz i krzyk, histeria. Trwało to wiele nocy. Było jasne, co było tego powodem. Rodzina, zresztą katolicka, zaproponowała od razu, że pomoże tu na pewno „wylewanie wosku”. Jednak ojciec i matka dziecka od razu powiedzieli, że o tego rodzaju praktykach nie ma mowy. Niebawem jednak w Gromadzie k/Biłgoraja rekolekcje adwentowe prowadził ks. Eugeniusz Derdziuk – diecezjalny egzorcysta. Rodzice udali się do Gromady i poprosili ks. Eugeniusza, aby pomodlił się specjalną modlitwą nad dzieckiem, wyjaśniając z czym ma problem. Ksiądz położył ręce na głowie dziecka i  zaczął się modlić. Jak twierdzą rodzice dziecka, od tamtej chwili dziecko śpi bez żadnego problemu. Rodzice zawstydzili tym swoją rodzinę, która bardziej była w stanie zawierzyć „woskowi” niż Bogu. Inny znajomy opowiedział mi, że w jego domu rodzinnym obok apteczki pierwszej pomocy zawsze leżał w woreczku wosk i metalowy kubek. Gdy coś złego działo się z domownikami to od razu, na miejscu  lano wosk. Rodzina ta przeżyła wiele tragedii.

      Rok temu, w wywiadzie dla naszej gazetki (Nr 113 – 185 styczeń 2011 r.) wprost zapytaliśmy ks. Eugeniusza Derdziuka: „Dość powszechne i znane w naszych stronach jest „wylewanie wosku” i „wylewanie jajka”, czy praktykujący katolik może stosować takie praktyki, czy jest to zakazane przez Kościół? Ks. Eugeniusz odpowiedział: „Zarówno jedno jak i drugie, są to elementy starej tradycji pogańskiej radzenia sobie z tym co nas przerasta. Na zdrowy rozsądek nie ma żadnego przełożenia fizykalnego między laniem wosku a naszą psychiką. Przestrzegałbym przed tego typu praktykami, dużo skuteczniejsze jest błogosławieństwo rodziców nad dziećmi, modlitwa.”

    Nic dodać, nic ująć. Skoro przestrzegają nas znawcy tego tematu, to nie można działać ślepo. Nie można narażać samych siebie i naszych bliźnich na działanie złych mocy, nawet wówczas, gdy efekty wydają się nam na pozór dobre.  Boga mamy traktować w naszym życiu serio i tylko Jemu winniśmy w pełni ufać. Trzeba również pamiętać, żeby „lekarstwo” – czyli „wylewanie wosku” nie było w tym przypadku gorsze od „choroby”.

Czyli dzisiejsze spokojne noce dziecka za późniejsze nieoczekiwane i zaskakujące problemy wychowawcze a nawet zdrowotne.

      Muszę tutaj przestrzec osoby, które trudzą się tego rodzaju praktykami. Oni w sposób szczególny narażają siebie i swych bliskich na duże niebezpieczeństwo. Twierdzę tak, gdyż znany jest mi dość dobrze przykład mężczyzny, który na tego rodzaju praktykach zrobił sposób na życie. Trwało to wiele lat, aż w końcu w jego domu stała się tragedia, która wstrząsnęła całą jego rodziną. Osoby trudzące się „wylewaniem wosku” winny bezwzględnie zaprzestać tych praktyk, gdyż Bogu na pewno to się nie podoba.

     A co z tymi, nad którymi w dzieciństwie wielokrotnie  „wylewano  wosk”? Jeżeli te praktyki odniosły pożądany skutek, to na pewno – jak pisze w cytowanej wcześniej książce Grzegorz Bacik – nie za darmo. Nie wiemy za jaką cenę, dlatego z pewnością należy odnowić życie sakramentalne. Po prostu pilnować w swoim życiu łaski uświęcającej. Na pewno wskazane byłoby uczestniczenie podczas Mszy św. o uzdrowienie i uwolnienie, które w Biłgoraju mają miejsce kilka razy w roku. To może uwolnić nas od konsekwencji „zapłaty” za wcześniejszą przysługę, którą zafundowali nam nasi bliscy.

     Na koniec warto przytoczyć dwa ciekawe i poszerzające nasz temat punkty z Katechizmu Kościoła Katolickiego:

     KKK 2116 – Należy odrzucić wszystkie formy wróżbiarstwa: odwoływanie się do Szatana lub demonów, przywoływanie zmarłych lub inne praktyki mające rzekomo odsłaniać przyszłość (Por. Pwt 18,10; Jr 29, 8). Korzystanie z horoskopów, astrologia, chiromancja, wyjaśnianie przepowiedni i wróżb, zjawiska jasnowidztwa, posługiwanie się medium są przejawami chęci panowania nad czasem, nad historią i wreszcie nad ludźmi, a jednocześnie pragnieniem zjednania sobie ukrytych mocy. Praktyki te są sprzeczne ze czcią i szacunkiem – połączonym z miłującą bojaźnią – które należą się jedynie Bogu.

      KKK 2117 – Wszystkie praktyki magii lub czarów, przez które dąży się do pozyskania tajemnych sił, by posługiwać się nimi i osiągać nadnaturalną władzę nad bliźnim – nawet w celu zapewnienia mu zdrowia – są w poważnej sprzeczności z cnotą religijności. Praktyki te należy potępić tym bardziej wtedy, gdy towarzyszy im intencja zaszkodzenia drugiemu człowiekowi lub uciekanie się do interwencji demonów. Jest również naganne noszenie amuletów. Spirytyzm często pociąga za sobą praktyki wróżbiarskie lub magiczne. Dlatego Kościół upomina wiernych, by wystrzegali się ich. Uciekanie się do tak zwanych tradycyjnych praktyk medycznych nie usprawiedliwia ani wzywania złych mocy, ani wykorzystywania łatwowierności drugiego człowieka
Za: kliknik

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydarzenia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

70 odpowiedzi na „Wśród świątecznych spotkań rodzinnych – szerzenie guseł i zabobonów czyli wylewanie wosku nad dzieckiem i inne….

  1. wobroniewiary pisze:

    Jak o dzieciach mowa – szczerze polecam:

    Fascynacja złem, czyli o Minionkach słów kilka
    Cały świat – od Stanów Zjednoczonych po Chiny – zwariował na punkcie historii o dziwnych żółtych stworkach. Oczywiście przyczyną tej euforii jest świetnie przeprowadzona akcja marketingowa. „Minionki” wdarły się na rynek dzięki agresywnej reklamie, która doprowadziła niemal do globalnej histerii.
    (…) Służyć Złemu

    Mania szaleństwa na punkcie Minionków ogarnęła również dzieci, które filmu nie widziały. Rodzice tych dzieci nie powinni jednak żałować i nadrabiać tej straty, kupując film, który coraz jest reklamowany przez różne sieci sklepów np. Empik, Lidl i inne jako najważniejszy hit roku. Pierwsze minuty filmu wyglądają dość zabawnie. Jednak po obejrzeniu całości z przykrością muszę stwierdzić, że nie jest to film dla dzieci. Fabuła animacji oparta jest o paradoksalny fakt, że Minionki-małe żółte sympatyczne stworzonka, chcą służyć największemu złemu władcy na świecie, o czym same mówią: „Chcemy służyć najpodlejszemu Panu, którego uda się znaleźć. Zadowolić swojego Pana, to najważniejszy cel naszego istnienia”. Innymi słowy – bez złego Pana, życie ich nie ma sensu, popadają w depresję i stagnację, na dłuższa metę czeka je zagłada. Aż w pewnym momencie mały żółty stworek o imieniu Kevin ma plan, jak przywrócić plemieniu żółtych stworków NADZIEJĘ: opuścić wspólnotę, aby szukać najgorszego łotra, któremu można służyć!!! I tak się rozpoczyna poszukiwanie i reklama ZŁA. Wszystko oczywiście w zabawowym i humorystycznym kontekście. Do Kevina dołączają Bob i Stuart, bohaterowie wyruszają na poszukiwania najokrutniejszego człowieka, któremu będą służyć. Próbują się dostać na Targi Zła w Nowym Yorku, jednak nie spełniają one ich oczekiwań, dlatego kolejnym celem ich podróży jest Orlando, w którym rozpoczyna się Międzynarodowy Zlot Łotrów, gdzie się oczywiście udają. Dowiadują się tam jak to dobrze jest być złym!!! Tam też poznają bezwzględną, złośliwą, zepsutą i ogarniętą chęcią władzy Scarlet O’Haracz, której chcą służyć jak pachołki. Początkowo nasze trio żółtych stworków jest zachwycone, aż do czasu, gdy zostają poddane strasznym torturom. Dużo mamy tam scen przemocy i walki. Scarlet namawia Minionki na kradzież królewskiej korony: „Dajcie mi koronę, a dostaniecie wszystko o czym marzycie…”

    http://www.fronda.pl/a/fascynacja-zlem-czyli-o-minionkach-slow-kilka,62926.html

    • wobroniewiary pisze:

      W wielu momentach film ma niejednoznaczny przekaz etyczny i moralny. Z jednej strony Minionki przekonują się co do tego, że służenie złu może je wiele kosztować, nawet życie, a z drugiej strony, cała fabuła zbudowana została na fascynacji złem. Złe zachowania są faworyzowane i nagradzane. Choć same postacie: Bob, Kevin i Stuart wydają się być postaciami pozytywnymi – są przyjacielscy w stosunku do siebie – to jednak za każdym razem niczym baranki na rzeź, idą z radością i uśmiechem pod panowanie kolejnego złego władcy. W klasycznych filmach dla dzieci stawia się wyraźną granicę między bohaterami dobrymi i złymi, co pozwala dzieciom właściwie interpretować i oceniać oglądane wydarzenia, a także czerpać naukę o tym, co jest dobre, a co złe. W przypadku Minionków dziecko nie ma szansy na taka ocenę, ponieważ ambicją sympatycznych stworków jest wspieranie drapieżników, wodzów wojen oraz przestępców i złoczyńców. Autorytetami Minionków są złodzieje, zabójcy oraz postacie znane z horrorów, natomiast szydzi się z osób, którym należy się szacunek, np. Królowej Elżbiety, biskupa czy starszej kobiety.

      • mama adopcyjna pisze:

        Ja rowniez potwierdzam wszystko co powyzej zostalo napisane o minionkach.. potwierdzam niestety z autopsji: pol roku temu szkola mojego starszego synka ulegla masowemu szalenstwu (modzie na minionki) i poszli na to do kina (bodajze na dzien dziecka to bylo). Po kinie obowiazkowym przystankiem byl mcdonald gdzie dzieci podostawaly do zestawow figurki – moj synek wrocil wtedy do domu z minionkiem wampirem. Na szczescie pezemyslal sprawe i ostatecznie go wyrzucil. Obejrzalam wtedy zajawke tego filmu, z ktorej wynikalo, ze film jest po prostu glupi, zero wartosci. Tymczasem moje mlodsze dziecko wlasnie dostalo ten film teraz pod choinke. Mimo, ze czuwam by pod nasza choinka znajdowaly sie rzeczy skromne i madre to nie udalo mi sie wszystkiego upilnowac i tak oto czesc mojej rodziny walkuje od paru dni ten filmik po kilka razy na dzien zarykujac sie ze smiechu nad zgrywami zoltych stworkow. Ja nie ogladam tv od lat, ale sila rzeczy napatrzylam sie na ten film w ostatnich dniach chocby przy okazji mojego ciaglego krzatajania sie po salono-jadalnio-kuchni , gdzie stoi tv, w ktorym od paru dni na okraglo leca minionki. Z samej zajawki film wygladal po prostu na glupkowaty, jednak jak sie czlowiek blizej z nim zapozna odkrywa wlasnie to co wyzej o nim napisano – minionki fascynuje zlo, ich celem i sensem zycia jest sluzba zlu. Na drugim planie przewijaja sie okultystyczne symbole np krzyz Nerona lub odwrocone satanistyczne krzyze (jako klamki w salonie u pani Scarlet O’). Do tego jeszcze wszechobecne tzw okularki spawacza, ulubiony element stroju nie tylko kazdego minionka, ale i ludzi zwiazanych z wampiriada (zobaczcie chocby zdjecia z Bolkowa) – to oswajanie dzieci ze znakami rozpoznawczymi grup zafascynowanych zlem. Wisienka na torcie to nazwa producenta filmu: ILLUMINATIon entertainment

        • mama adopcyjna pisze:

          P. S. Minionki sa niby tylko prequelem serii o pewnym zlym panu, ktory nieoczekiwanie zostaje opiekunem 3 dzieci – pod ich wplywem staje sie dobrym czlowiekiem. Te czesci serii, ktore dotycza przemiany panu Gru wydaja sie dobre, ale same minionki smierdza i to bardzo. Tymbardziej ze na swiecie sa promowane wlasnie one a nie pan Gru.

        • Ania pisze:

          Ile twój syn ma lat?
          Zdanie „Na szczescie pezemyslal sprawe i ostatecznie go wyrzucil.” brzmi jak s-f.
          Wybacz, ale nie wierzę. Ty mogłaś coś przemyśleć, ale na litość, nie dziecko.
          Po prostu wyczuwam Twoją dumę z dziecka ale nie przesadzajmy bo się ośmieszamy.

        • eska pisze:

          Mamo adopcyjna, ja rozumiem różne kłopoty z członkami rodziny, bo u mnie w rodzinie też nie ma jedności i zrozumienia co do zagrożeń duchowych. Ale jednak zapytam: skoro to Twój dom, to jak to się stało, że to od kilku dni leci po kilka razy, chociaż wiesz, jakie stanowi zagrożenie? I to w sytuacji, kiedy masz małe dzieci i takie doświadczenia za sobą, jakie opisywałaś niedawno w świadectwie?

        • Aga pisze:

          Wiecie co, ja ostatnio w Święta sobie zaczęłam oglądać Minionki, bo na TVP1 leciały i po 15 minutach wyłączyłam. No nie dałam rady. (dopiero potem zaczęłam w necie szukać czy moje odczucia są trafne). Denerwowało mnie, że w tym filmie wychwalane jest zło + do tego gościa co trafiły te 3 dziewczynki były różne przedmioty typu trumna, pies świrusek (strasznie wyglądał).

    • kasiaJa pisze:

      Piszą o tym również w dwumiesięczniku „Któż jak Bóg” nr 1 (139) styczeń – luty 2016

      Ta „bajka” od początku mi śmierdziała …masonerią.

      • mama adopcyjna pisze:

        Do Ani: przemyslal sprawe po dlugich i powaznych rozmowach ze mna. Jak dotad wszystkie sytuacje kiedy moje dzieci dostaly od kogos tzw szkodliwy prezent rozwiazywaly sie w ten sposob, ze byly intensywnie omadlane i dyskutowane. NIGDY nie wyrzucilam nic zadnemu z moich dzieci wbrew jego woli. Zawsze robia to one same, po rozmowach i przemysleniu sprawy. … i NIE JEST to zasluga ani moja ani ich tylko Gory .. co ZAWSZE wyraznie podkreslam. Pojecie dumy jest mi obce, pisze swoje swiadectwo nie po to zeby sie chwalic (bo zupelnie nie ma czym), tylko zeby zachecic mamy do rozmow z dziecmi i do omadlania tych trudnych spraw bo po prostu zauwazylam, ze u nas to zawsze dziala. Zauwazylam tez, ze moja znajoma wyrzuca dzieciom ich „zle” zabawki wbrew ich woli i widze jak to niszczy więź miedzy nimi.
        Do eski: tak naprawde jestem mama adopcyjno-zastepcza dzieci bardzo poranionych przez „los”. Opieka nad nimi jest tak absorbujaca, ze nie mam nawet co marzyc poki co o powrocie do pracy (zwlaszcza, ze do tego wszystkiego sama jestem schorowana, po operacjach). Liczylam sie z tym zreszta, bo na kursach przygotowujacych do tej roli uprzedzali, ze jedno z rodzicow najczesciej musi sobie odpuscic prace na ladnych pare lat. Tak wiec nie zarabiam.. ergo… to nie ja dyktuje warunki w domu i nie ja rzadze tym czarnym pudlem w salonie. …ale to nie o rzadzenie tu chodzi ani nie o dyktowanie warunkow. Chodzi o to by dzieci same zrozumialy, ze dana rzecz jest dla nich szkodliwa i same zdecydowaly o wyrzuceniu jej. A to dzieje sie u nas po intensywnych modlitwach i rozmowach. …tyle, ze co chwila cos szkodliwego dostaja: jak nie minionki pod choinke to np breloczek z laleczka voodoo od pani dentystki za bycie dzielnym pacjentem… p.s. dodam jeszcze,ze za kazda wyrzucona „zla” rzecz dostaja ode mnie jakas (coprawda skromna, ale wartosciowa i w miare mozliwosci atrakcyjna ) nagrode, co jest nieodzowne na tym etapie wiekowym by wzmocnic i utrwalic prawidlowe zachowanie. Perspektywa atrakcyjnej alternatywy tez niewatpliwie motywuje ich do pozbywania sie „zlych” prezentow.

        • Ania pisze:

          Przepraszam, ale skoro grają u was te diabelskie Minionki i to kilka razy dziennie a nie raz z przypadku, to nie mów mi że twoje dzieci coś przemyślały, bo jeśliby przemyślały, to byś nie napisała tego co właśnie napisałaś.
          To się po ludzku kupy nie trzyma. Mądre dzieci, z którymi wszystko omawiasz i same podejmują decyzję jakoś nie wyłączyły tych Minionków i pokazały ci gdzie mają twoje omówienia.
          Nawet nie w nosie tylko w kolejnej odsłonie tych co chcą „służyć Panu Zła”, jak opisuje fronda.
          Fakty mówią same za siebie

    • Magda pisze:

      Ta sama fronda dała i taki artykuł o minionku:
      Jarosław Kaczyński podczas pobytu w Krakowie na obchodach Święta Niepodległości, dostał niecodzienny prezent. Minionek – mały żółty, zabawny a czasem złośliwy. To bohater filmu dla dzieci. Stworzenia te, szukają kogoś komu mogą wiernie służyć.

      http://www.fronda.pl/a/jaroslaw-kaczynski-i-minionek,60293.html

      • mama adopcyjna pisze:

        Fronda dala wowczas taki artykul bo jeszcze wtedy nie rozgryzla o co chodzi w minionkach. Sama do niedawna uwazalam ich za nieszkodliwych gluptaskow, dopiero w trakcie ogladania tego filmu oczy sie czlowiekowi otwieraja na tresci tam przemycane pod przykrywka niby nieszkodliwej glupotki

      • mama adopcyjna pisze:

        Jeszcze do Ani: najwyrazniej nie posiadasz adopcyjnego syna w wieku przedszkolnym lub wczesnoszkolnym, zatem juz spiesze z wyjasnieniami – dziecko to nie jest dorosly, ktoremu wystraczy raz cos wytlumaczyc i bedzie juz potrafil przez analogie stosowac dana zasade do innych sytuacji. Dziecko, jak mu wytlumaczysz, ze hulk jest zly (skoro po kazdym obejrzeniu hulka nasladuje go i bije swoje maskotki), to zrozumie i zapamieta, ze hulk jest zly i bedzie sie pilnowac odnosnie hulka, ale nie potrafi rozszerzyc tego na innych lansowanych obecnie w bajkach bohaterow – zabijakow. Moze dziecko z wysokim ilorazem inteligecji dostrzeze takie analogie , ale moje akurat dostalo w spadku po swej biologicznej rodzinie niski potencjal intelektualny, wiec za kazdym razem trzeba z nim przerabiac sprawe od nowa. co z tego, ze juz wie, ze (i dlaczego) jest zle lego chima, skoro za chwile jego ulubiona pani dentystka wrecza mu laleczke voodoo mowiac, ze to super nagroda dla superbohatera. On nigdy wczesniej nie slyszal o voodoo, a jesli pani dr mowi ,ze to dobre tzn , ze jest to dobre…bo dziecko ufa doroslemu. Z ust doroslego ufnie czerpie wiedze o swiecie. Dopiero jak pokazal to mnie to mu wytlumaczylam, ze jest zle i odtad juz wie, ze voodoo jest zle. Minionki ogladal z tata po kilka razy i sie zachwycal nimi bo tata razem z nim to ogladal, tata zreszta mu je kupil. Tata nie jest zbyt wierzacy i nie widzi nic zlego w tej bajce. Mama bajki nie ogladala, dopiero przypadkiem krzatajac sie po domu w okolicy czarnego pudla w salonie uslyszala i zobaczyla to i owo , ale synek juz byl po kilku seansach. Zatem: od kiedy sie polapalam w tresci tej bajki zaczelam prowadzic z dzieckiem rozmowy na ten temat, ale tu trzeba czasu… bo o ile wystarczy jedno moje zdanie by odrzucil cos co proponuje mu pani dr, to sytuacja , w ktorej tata mowi mu, ze cos jest dobre, a mama, ze zle jest o wiele trudniejsza: tu trzeba delikatnie, bo ja nie moge (nie chce,nie mam prawa) niszczyc autorytetu ojca w oczach dziecka. Duzo wiec sie modle do Ducha sw zebym potrafila przekonac dziecko, ale nie psujac obrazu ojca w jego oczach. Oczywiscie rownolegle prowadze rozmowy z mezem – tez latwo nie jest, bywam czasem wyzywana od glupich moherow (dzieki Bogu nie przy dzieciach). Jednak z czasem i maz daje sie przekonac, ale tez nie zawsze. Doswiadczenia chocby z tree fu tomem niewiele go nauczyly, gdyz on dopiero ” raczkuje” w sprawach duchowych.

        • zuzia pisze:

          Doskonale Cię rozumiem mamo adopcyjna, ja mam podobnie z mężem tylko u mnie idą boje o gry ostatnio minecraft i sims .

        • mama adopcyjna pisze:

          Zuziu, Ewo, domyslam sie, ze minionki i inne rzeczy, z ktorymi przychodzi sie rodzicowi mierzyc wychowujac przedszkolaka to male pikusie przy grach, o ktorych piszecie. U nas w klasie juz chlopcy graja w te gry , niektorzy wrecz nalogowo i widac jak to sie na nich odbija. Moj nie gra i … zaczyna byc przez to wykluczany z „bandy” choc wczesniej byl lubiany, teraz nieraz dostaje lomot od kolegow bo wyraznie zainteresowania jego i reszty sie rozjezdzaja w rozne strony, przestaja miec wspolne tematy, wiecej ich dzieli juz niz laczy, a poziom agresji u nalogowych graczy szuka ujscia (szukaja „chlopca do bicia”). Psychologowie uwazaja, ze moj 10 latek tez powinien grac w te gry bo wykluczenie spoleczne wyrzadzi mu wiecej krzywdy niz ” zla ” gra. Rozmawialam z nim o tym i on nawet stwierdzil, ze boi sie w nie grac skoro moze sie cos do niego ta droga „przykleic”. Wymyslilismy wiec, ze bedzie pomagal kolegom w lekcjach i nosil do szkoly zawsze jakies ekosmakolyki i czestowal kolegow to moze jakos go nie wyklucza. Przyjaznic sie nie musza. Przyjaciol ma w harcerstwie. No ale jakos z tymi w szkole trzeba zyc w zgodzie, a jak ich ostrzega przed tymi grami to go oczywiscie wysmiewaja. A propos’ znam dziewczynke, ktora byla gnojona przez klase bo jako jedyna nie ulegla modzie na monster high. Duza tu rola wychowawcy i pedagoga szkolnego.. ale ci, ktorych znam uwazaja, ze mniejszym zlem jest podazanie za klasowa moda niz wykluczenie z grupy. Mysle, ze mowia tak z wygody – prosciej jest zalecic jednostce dostosowanie sie do reszty niz zrobic pogadanke na godz wychowawczej o szacunku dla osob, ktore nie ulegaja modzie. Na wychowawczej nauczyciel uzupelnia zaleglosci w papierach, a wy dzieci cos sobie porysujcie , tylko cicho badzcie.. . 😦

        • wobroniewiary pisze:

          Znam „pewną” dziewczynkę ok. 10 lat, która jako jedyna nie gra w żadne Monster, nie bierze udziału we wróżbach andrzejkowych, nie ozdabia dyni na halloween i która pewnego razu w obecności nic nie wiedzącej mamy rozpłakała się do księdza, który ją zapytał o co ma się dla niej i nad nią pomodlić.
          A ona zalała się łzami łkając „aby już więcej nie skakali z ręką do góry po całej klasie i nie krzyczeli: kto nie jest za nią, ten skacze i ręka do góry”
          Po tej modlitwie wstawienniczej ks. Andrzeja to …ustało.
          W tym roku jak nie chciała brać udziału w halloween i siedziała z boku odrabiając lekcje i coś rysując, część osób wołała ją do swoich grup – „chodź do nas, z nami dekoruj dynię” to znalazły się dwie „obrończynie” które głośno stawały przy niej i wołały „dajcie jej spokój, ona nie bierze w tym udziału, nie wołajcie jej, uszanujcie jej wolę”

          Wielką moc ma modlitwa wstawiennicza, jednak nigdy nie zapomnę jej łez, gdy łkała mówiąc „mnie to boli, oni mnie nie chcą, śmieją się ze mnie, odrzucają i skaczą do góry na znak, że mnie nie lubią” a ja łkałam razem z nią…

          Na szczęście i to mamy za sobą….

        • eska pisze:

          To samo ma moja córka w gimnazjum… Cała podstawówka to niezrozumienie i ostracyzm przez osoby w klasie, zresztą z różnych powodów. Mimo to jakoś daje radę, a gdy ją pytam o jej wybory, postanawia trwać przy wartościach i nie poddawać się modzie. My także mamy za sobą łzy… Ale przez to wszystko moja córka staje się bardziej zahartowana i silna wewnętrznie. Uważam, że duża w tym zasługa Matki Bożej – odkąd odmawiam Różaniec Rodziców, widzę, że ma więcej siły do znoszenia przeciwności i wszystko układa się jakoś łatwiej.
          Co do psychologów, którzy uważają, że wykluczenie społeczne przyniesie więcej zła, to najwyraźniej nie wiedzą, o czym mówią. My mamy za sobą zło duchowe i nigdy więcej nie chcemy do tego wracać. A poza tym wykluczenie społeczne nie będzie trwało wieki – nasz kraj ma w szybkim czasie dostąpić łaski przemiany, jak mówią przepowiednie i jak sie z wiarą modlimy, a zatem te osoby, które dziś nie rozumieją naszych priorytetów, w końcu do nas dołączą.

        • mariaP pisze:

          @eska i inni
          „ Jesli wejdziesz miedzy wrony , musisz krakac jak i one” , mowi przyslowie .
          Jesli nie , zarowno dzieci jak i dorosli doznaja prawdziwego przesladowania !
          Wpisane w nasze ludzkie wybory i zmagania .
          Mnie Mama zawsze wpisywala do kolenych pamietnikow przyslowie „ wszystko co czynisz , czyn rozwaznie i Patrz Konca”(Owidiusz) . Madrosc nadeszla , zwlaszcza po bierzmowaniu .
          Takie swiadectwa o odwadze i mestwie wspomagaja innych . I dzieki Wam za to .

          ***
          Na „niepokornych” –
          – Taktyki mobbingu
          taktyka upokorzenia
          nieuzasadniona krytyka
          zniesławienie
          wyśmiewanie
          nieodpowiednie żarty
          obraźliwe gesty
          sarkazm
          publiczne krytykowanie wyglądu
          taktyka zastraszenia
          zakaz robienia przerw pod groźbą utraty pracy
          groźby ustne
          używanie wulgaryzmów
          stosowanie przemocy fizycznej
          przymusowe zostawanie po godzinach pracy
          zastraszanie zwolnieniem z pracy
          taktyka pomniejszenia kompetencji
          taktyka izolacji
          taktyka poniżania
          taktyka utrudniania wykonywania pracy
          Mobbing może być działaniem bezpośrednim lub niebezpośrednim, tj. takim, w którym ofiara nie ma bezpośredniego kontaktu z osobą stosującą mobbing, a jedynie jest narażona na skutki jej zamierzonych nieetycznych działań.
          ***

        • eska pisze:

          @MarioP – mnie także ukształtowały po części wpisy do pamiętnika. 🙂 Na przykład ten:
          Gdy cię krzywdzą źli ludzie, ty szanuj sama siebie.
          Nie mów im, czego warci, lecz co godne ciebie.
          Kiedy ci złości ludzkiej chce szkodzić potęga,
          wznieś się tak wysoko, gdzie złość już nie sięga.

          Tego także uczę córki. A ponadto, uczę je ofiarowywać swoje cierpienia za swoich prześladowców, tłumacząc, że tak naprawdę szkolni prześladowcy to osoby, które czują się niedowartościowane i swoje poczucie własnej wartości budują niestety poprzez poniżanie innych, ponieważ nikt im nie pokazał, że można inaczej. Czynią tak dlatego, by same nie czuć się odrzucone i trzeba ich wspomóc modlitwą i ofiarą, by odnalazły swoją wartość i nie musiały szukać jej potwierdzenia w tak krzywdzący dla innych sposób.
          Wspomniana córka gimnazjalistka jest już nieco zahartowana i ma odwagę mówić o zagrożeniach duchowych (uczę ją, by nie przesadzała lecz żeby też tego nie kryła). Wytłumaczyłam jej, a ona to przyjęła – że teraz jest wyśmiewana i nierozumiana, ale kiedy te osoby wdepną w jeszcze większe szambo i przerosną je konsekwencje, to będą szukały pomocy – a wtedy będą wiedziały, że jest w klasie taka koleżanka, która się „zna na temacie” i być może zechcą się do niej zwrócić z zapytaniem, co zrobić, aby wyjść z tarapatów.

        • mama adopcyjna pisze:

          Dzis rano synek wstal i oznajmil, ze sie namyslil i zdecydowal jednak wyrzucic te minionki… moja radosc z jego decyzji nie trwala jednak dlugo bo… dzis jego urodziny i… od cioci dostal wlasnie te same minionki (dokladnie zdublowany prezent – ten sam film!) …plus jeszcze czekoladki-minionki.. ta ciocia czasem mu daje prezenty w podobnych klimatach, on je potem wyrzuca, pozniej ona przy nastepnych wizytach pyta jak tam prezenty od niej, on jej oznajmia, ze powyrzucal i ona sie wtedy oczywiscie denerwuje. Tym razem tez mu powiedziala: ciagle wyrzucasz moje prezenty, to przesada, masz nie wywalac tych minionkow! …no i znow mamy trudna sytuacje… ta ciocia to siostra meza a jednoczesnie chrzestna mama mojego synka. Jest niewierzaca. Ja zawsze ją prosze z wyprzedzeniem by nie szalala z prezentami i nie dawala mu rzeczy z serii, z ktorymi mamy juz przykre doswiadczenia. No bo to nie jest tak, ze my wszedzie widzimy diabla i z gory zakladamy, ze cos jest zle. Przeciwnie – to przykre doswiadczenia nas ucza, ze cos „siedzi” w danej rzeczy skoro konsekwencje zabawy nią sa 10 na 10 razy negatywne. Np.na Mikolaja synkowie moi dostali od tejze cioci karty z serii Gwiezdne Wojny – Rebelianci. Za kazdym razem jak po nie siegali konczylo sie wielka klotnia na cztery fajery i bojka. Oni sie na ogol dobrze ze soba dogaduja, choc to adopcyjne rodzenstwo (kazdy z innej bajki), to sie ladnie zgrali i maja ze soba lepszy kontakt niz niejedno rodzone rodzenstwo (duzo osob to widzi). Pewnie, ze sie sprzeczaja itp, ale czegos takiego jak przy tych rebeliantach to wczensiej u nich nie widzialam : wsciekle czerwone buzie, kopanie wzajemne , gryzienie szczypanie, wyzywanie, plucie… i to za kazdym razem jak sie nimi bawili. Zatem karty poszly do kosza ostatecznie, ale ciocia nadal ich zasypuje tego typu rzeczami. Jest bardzo dla nich chojna, te rzeczy sa w dodatku mega drogie. Argumenty duchowe do niej nie trafiaja, ale probuje jej teraz tlumaczyc zeby choc uszanowala nasze zamilowanie do ascezy i nasza niechec do rzeczy modnych drogich i od wielkich marek. Moze w koncu zrozumie.

        • Maggie pisze:

          @MariaP: kiedyś też nie znałam zakończenia powiedzonka

          „gdyś się dostał między wrony,
          musisz krakać jak i one”.

          Warto jednak poznać to zakończenie, bo gdy nie akceptujemy tego, co nie można zaakceptować z jakiegokolwiek powodu, to wlaśnie to zakończenie jako riposta, pozwala ochłonąć i pozostać przy swoim z godnością.
          Brzmi ono zaś tak:

          Choćbyś stokroć uczył czaplę,
          jak papuga nie zapaple.

  2. Witek pisze:

    Szczęść Boże,

    Czy mogę prosić o wyjaśnienie? Nie rozumię szczególnie drugiego akapitu. Po jakim rozwodzie?,
    Czy to oznacza, że w nowym związku, jak mam dzieci to, jak się powstrzymam od tzw. aktów, to mogę przystępować do Komunii Świętej?!!

    Proszę o wyjaśnienie (a tak nawiasem mówiąc ten tekst powinien być bardziej precyzyjny, jednoznaczny, nie stwarzający pola do interpretować!)

    List Pasterski Episkopatu Polski na Niedzielę Świętej Rodziny
    Przypominamy rozwiązania zawarte w Familiaris consortio i prosimy, aby wierni stosowali się do tych zaleceń, w myśl których do Komunii św. nie mogą przystąpić osoby rozwiedzione, żyjące w nowym związku, jeżeli nie otrzymały stwierdzenia nieważności małżeństwa i nie zawarły sakramentalnego związku małżeńskiego.

    W przypadku braku stwierdzenia nieważności małżeństwa wierny pragnący przystąpić do Komunii św., powinien zerwać grzeszną relację. Owszem, istnieją sytuacje szczególne, kiedy po ludzku rozstanie wydaje się niemożliwe, np. ze względu na konieczność wychowania dzieci z nowego związku. W takich przypadkach osoby po rozwodzie, żyjące w nowym związku, mogą przyjąć Komunię św. pod warunkiem, że „postanawiają żyć w pełnej wstrzemięźliwości, czyli powstrzymywać się od aktów, które przysługują wyłącznie małżonkom” (Familiaris consortio, 84).

    +JMJ

    • wobroniewiary pisze:

      Tak Witku, to są tzw. białe małżeństwa.
      Już za czasów św. JP II tak było.
      I to jest normalne. Nie ma współżycia cielesnego – jest możliwość życia sakramentalnego.

    • eska pisze:

      Witku, należy wziąć pod uwagę, że niektórzy nawracają się dopiero w trakcie życia, jak już sobie nakomplikowali wiele spraw. Powiedzmy, że ktoś był wychowany w rodzinie ateistycznej, w takich własnie wartościach i ideałach, albo w bardzo letnim i niedojrzałym rozumieniu wiary. Ślub kościelny wziął z jakichś powodów, ale jakoś tam tego „nie czuł”. Popełnił wiele błędów, doszedł do tego rozwód i wejście w drugi związek, w którym są dzieci. Pan Bóg przyciąga do siebie grzeszników konsekwentnie i zawsze, więc załóżmy, że coś w końcu spowodowało, że i ta osoba się nawróciła w sposób bardziej pełny i świadomy. Co zatem ma zrobić ze swoim życiem, skoro nawrócenie zastało ją w sytuacji „rodziny” z małymi dziećmi w tym drugim związku? Rozstanie z”partnerką/partnerem” spowoduje, że dzieci przestaną mieć oboje rodziców i doświadczą odrzucenia, takiego samego jakie jest przy rozwodzie rodziców. Dla nich to będzie ogromna trauma – śmiem twierdzić, że białe małżeństwo w tej sytuacji jest mniejszym złem ze względu na dobro dzieci. W moim przekonaniu ów akapit, o który pytasz, odnosi sie przede wszystkim do takich przypadków. Białe małżenstwo nie ma być sposobem na ułatwienie sobie życia przez osoby, które żyją świadomą wiarą już wcześniej (tak jak to podkreśliła Adminka i tak jak to odczuwasz ty), ale jest rozwiązaniem przeznaczonym dla osób, które odpowiedziały na Boże wezwanie dopiero wtedy, gdy były już w skomplikowanej sytuacji życiowej.

  3. Witek pisze:

    Bardzo dziękuję za odpowiedź.

    Przyjmuję to wyjaśnienie przez posłuszeństwo i autorytet JPII, ale mój „konserwatyzm religijny”, choć sam nie jestem bez grzechu, nie akceptuje tzw. białych małżeństw.
    …Błogosławienie, którzy nie sądzą, tak też ja nie będę tego czynił.

    Błogosławionej Oktawy Bożego Narodzenia.
    Panie Jezu, jak Ty nas Kochasz!!!

    • wobroniewiary pisze:

      Mi też trudno to przyjąć, mogłabym poszukać sobie kogoś i założyć białe małżeństwo abyśmy miały na chleb, ale też tego nie akceptuję u siebie ale zachowuję posłuszeństwo jeśli idzie o innych

  4. Witek pisze:

    Adminko, dziękuję.

    Od dzisiaj „wpisuję” Cię do moich tzw. Obowiązkowych intencji.

    Niech Cię Bóg Błogosławi i ja Cię Błogosławię.

    Zostań z Bogiem

  5. Witek pisze:

    Jeżeli potrzebujesz pomocy finansowej? to proszę o maila na mój adres internetowy może mógłbym Ci jakoś pomóc razem z moją żoną?

    Pozdrawiamy

  6. Ania pisze:

    Modlitwa do Świętej Rodziny

    Boże, Ty z miłości do nas posłałeś Jednorodzonego Syna, by każdy, kto w Niego wierzy nie zginął, lecz mógł mieć życie wieczne i w Świętej Rodzinie dałeś nam wzór życia. Spraw, abyśmy złączeni wzajemną miłością naśladowali w naszych rodzinach Jej cnoty.

    Najświętsza Rodzino, obrazie Trójcy Przenajświętszej na ziemi, wspomagaj nas w naszych potrzebach. Wierzymy, że ze szczególną miłością spojrzysz na każdą rodzinę. Niech każda rodzina stanie się świątynią Bożą, w której panuje wzajemna miłość i pokój.

    Najświętsza Rodzino, której Opiekun – św. Józef jest wzorem miłości ojcowskiej, Matka Najświętsza – miłości macierzyńskiej, a Dziecię Jezus – posłuszeństwa i miłości synowskiej, oddajemy się pod Twoją opiekę prosząc, by rodzice i dzieci, starzy i młodzi byli złączeni Twoją miłością.

    Z wiarą i ufnością przedstawiamy Tobie pragnienia i potrzeby wszystkich rodzin.

    Prosimy Cię za małżonków o umocnienie ich wzajemnej miłości; za rodziców oczekujących z niepokojem i nadzieją na mające urodzić się im dziecko. Za rozwijające się dzieci, które napełniają domy radością, za młodzież, w której budzi się miłość i za narzeczonych, którzy z godnością przygotowują się do małżeństwa. Za ludzi starych, którzy z dnia na dzień zbliżają się do domu Ojca. Za te rodziny, w których są bezrobotni, którym brakuje chleba powszedniego, za dzieci zaniedbane i porzucone, za wdowy i sieroty, za chorych i cierpiących, by doznawali życzliwej opieki ze strony bliźnich.

    Prosimy za rodziny rozbite i te, które dążą do rozwodu. Niech w ich krytycznym położeniu odnowi się prawdziwa miłość, a wygaśnie niechęć i egoizm.

    Najświętsza Rodzino z Nazaretu broń nasze rodziny, którym zagraża tak wiele niebezpieczeństw i prowadź je drogą ewangelicznych błogosławieństw. Amen.

  7. robb pisze:

    jak dyrektorzy szkół mogli prowadzić dzieci na tak parszywy film ??? ktoś czuwa nad naszymi dziećmi??? powierzajmy je naszemu Panu Bogu .

    • zuzia pisze:

      Ba, a moje dziecko i inne z 4, 5 i 6 klasy w tym córka p dyrektor i dzieci nauczycieli byli na filmie „listy do M”..również wyszłam z założenia, że wiedzą na co prowadzą dzieci, sprawdziłam( niestety) po fakcie co to jest za film, jak dziecko powiedziało mi, że ten film „taki jakiś” i to mnie zastanowiło, bo moja córka jest wrażliwa i uczulona na jakieś powiedzmy niepewne filmy. I okazało się,że to „denny” film niby mówiący o świętach, ale na pewno nie jest
      przeznaczony dla dzieci ze szkoły podstawowej. tzn. takie jest moje zdanie.. Oglądał ktoś ten film? chciałabym poznać Wasze opinie .

  8. Daniel pisze:

    A co z praktyką stawiana baniek nie tych chińskich, tylko te stare ogniowe?

    • zuzia pisze:

      Wydaje mi się, że są ok. teraz to rzadko się je stawia, ale mnie kilkanaście lat temu w szkole pielęgniarskiej uczono stawiać.Nie ma w tym nic z magii ani żadnych guseł, działają podobnie jak niektóre szczepionki, tzn pobudzają organizm do walki z chorobą tak w skrócie. pozdrawiam 🙂

      • Daniel pisze:

        No też mi się tak wydaje, bo ja osobiście swoim dzieciom stawiam te banki. I zauważyłem, że jeżeli dziecko jest w miarę zdrowe to żadnych zasinien na plecach nie ma. A ewidentnie jeżeli ma problemy głównie z płucami to są duże sińce w miejscu bańki czasami aż fioletowe. Tylko przy bańkach bardzo ważne jest aby dziecko nie było narażone na przeciągi przez conajmniej 3 dni(najlepiej w tedy siedziec w domu).

        @ zuzia z całym szacunkiem, że w szkole pielęgniarskiej uczono je stawiac, z tego względu, że w zeszłym roku pani doktor moim dzieciom przepisała lek homeopatyczny, mało tego nawet na pogotowiu ratunkowym też to przepisywali. WIĘC ZAWSZE TRZEBA SPRAWDZAC!

        • zuzia pisze:

          Uczono je stawiać, ale też uczono na jakiej zasadzie działają leczniczo na organizm itd. 🙂 natomiast o leczeniu homeopatycznnym nie przypominam sobie by na jakichś wykładach było, chociaż leki już wtedy były przepisywane przez lekarzy,którzy sie tym zajmowali i byli po takich specjalnych kursach (tak było dawniej) Oczywiście we wszystkim trzeba być ostrożnym, sprawdzac jeżeli jest coś niepewne

        • E. pisze:

          Witajcie, mam pytanie. Moja znajoma podała córce lek homeopatyczny przepisany przez Panią Doktor. Kiedy jej powiedziałam, że to niezgodne z nasza wiarą, trochę się obruszyła, ponieważ jest wierzącą i naprawdę jej postawa oprócz tej rzeczy zasługuje na podziw. Ona na prawdę nie wiedziała, że to jest złe. W jaki sposób mogę jej wytłumaczyć, że zrobiła źle, aby jej nie urazić i co dodatkowo należny zrobić, aby dziecko nie ponosiło konsekwencji w przyszłości?

        • wobroniewiary pisze:

          Należy oddać to na spowiedzi świętej, zamówić mszę św. o zerwanie konsekwencji stosowania homeopatii

        • eska pisze:

          @E, w listopadowym numerze „Egzorcysty” homeopatia jest tematem numeru. Sporo wyjaśnień pod każdym względem. Jeśli nie uda Ci się zdobyć, mogę pokserować i wysłać pocztą albo porobić zdjęcia i wysłać na maila – niestety nie mam możliwości zeskanowania.

  9. Sylwia pisze:

    Tak przed takimi praktykami trzeba przestrzegać , choćby kosztem wyśmiania .. Ale niestety wielu ludzi ,nie zdaje sobie sprawy z czym albo z kim tak naprawdę ma do czynienia . Mogę napisać na swoim przykładzie że moi bliscy to praktykowali na mnie prawdopodobnie też i na rodzeństwie to wiem na pewno bo widziałam jako małe dziecko ( chodzi o lanie wosku przez Krzyż i rzucanie tu zaklęcia którego tu nie powiem ) . I niestety sama też tak zrobiłam idąc za radą „życzliwych” , to był czas gdy nie byłam świadoma zagrożenia , a byłam przekonana że to naprawdę pomaga . Ale nie wiedziałam że to kolejna furtka dla złego. Owszem dziecko może się uspokoić ale niestety nawarstwiają się inne problemy z biegiem czasu, nie od razu. Z czasem gdy dziecko dorasta nie pamięta tego że rodzic to zrobił ale niestety ma pociąg do tego typu rytuałów . Gdzie potem sięga po różne magiczne sztuczki a potem idzie z wiekiem coraz głębiej ,gubiąc się coraz dalej. Najgorsze w tym wszystkim jest to że wiele starszych pokoleń nie zdaje sobie sprawy że to zagrożenie , stosują to jako ” boska moc ” – co łatwo można zauważyć że to nie o taką moc chodzi. Już ludziom ( tym starszym i nie tylko) , kojarzy się że jak przelewany jest wosk przez Krzyż to się przełamuje moc jakiegoś tam ” problemu ” a tak nie jest. Dopiero wtedy mogą zacząć się problemy. Oczywiście nie od razu , bo zły usypia naszą czujność i się wydaje że wszystko jest dobrze a nawet poprawa bo dziecko śpi itd.
    Także wiązanie czerwonej wstążeczki to kolejny zabobon , niby ma to chronić przed urokiem innych osób itd.
    Spotkałam się z tym że gdy dziecko płacze to ściąga się ubranie i wychodzi się na podwórko strzepując z niego niby ” coś ” a ubranie przewleka się na lewą stronę . Też o czymś takim słyszałam ale dziś już wiem że taka praktyka u tej osoby nie została bierna, w sumie żadna nie zostanie .. chyba że tu pomoże modlitwa o Uwolnienie oraz spowiedź.
    To samo tyczy się ciągnięcia sianka na stole wigilijnym , kto z mieszkańców będzie długo żył . Kolejny zabobon .
    Jak widać jest tego masa i trzeba naprawdę ostrożności .
    Owszem trudno jest gdy pozostali domownicy nie wiedzą albo nie chcą uwierzyć że to wszystko stanowi zagrożenie duchowe. Trudno jest przeciwstawić się tym co mają przekonanie że to działa .. ale nie można ulegać presji otoczenia , gdy ma się świadomość tego. Co innego brnąć nieświadomie . Dlatego przestrzegajmy i uświadamiajmy .

    Co do tych Minionków m, bajki nie oglądałam ale wiele mamuś się nią zachwyca . A mnie od samego początku się nie podobała. Szczególnie wtedy gdy dziecko mi przyniosło żetony z ich podobizną w trójkącie czy też Minionek Drakula i niestety wykorzystywana jest symbolika iluminatów . Widać gołym okiem kto promuje tę bajkę .

    • Sylwia2 pisze:

      No niestety ja byłam na tej bajce z dzieckiem i z mężem i faktycznie bajka zaczyna się bardzo niepozornie..ale potem byłam w szoku..zdecydowanie nie polecam. Moja córcia tez byla zdezorientowana..chwilami sie bała..okropny twór…

  10. wobroniewiary pisze:

    Wyłudzacze pieniędzy tym razem podszywają się pod o. Johna!
    O. John wyjaśnia, że nic nie zbiera na fb, ma swoje dwie fundacje.
    Ludzie się Boga nie boją tak działać i okradać innych 😦

    Siostra Tomasza pisze:
    UWAGA!
    KTOŚ PODSZYWA SIĘ POD O.JOHNA I ROZSYŁA MAILE Z PROŚBĄ O PIENIĄDZE, KTOŚ ZAŁOŻYŁ TEZ JEGO FAŁSZYWY PROFIL NA FACEBOOKU (OJCIEC NIE MA KONTA NA FACEBOOKU) I STAMTĄD RÓWNIEŻ PROSI O DOTACJE. PROSZĘ NA TO NIE REAGOWAĆ. O.JOHN NIE MA Z TYM NIC WSPÓLNEGO.

  11. wobroniewiary pisze:

    A propos tych trzech biblijnych mężczyzn. Nazywamy ich królami, tymczasem Biblia mówi, że byli… magami. To zmienia postać rzeczy.
    – To kolejna niespodzianka Bożego Narodzenia. Ci faceci, nazwani w Ewangelii „magoi”, zajmowali się na co dzień magią, która w Starym Testamencie była najbardziej znienawidzonym grzechem – i to przeciw pierwszemu przykazaniu! Po spotkaniu Jezusa wrócili do domu, ale nie kierowali się już gwiazdami. Wrócili „inną drogą”. Biblia jest przesiąknięta wezwaniem do nawrócenia. Słowo „teszuwa” pochodzi od rdzenia: zawrócić z drogi, wybrać inny kierunek. Powrót do domu „inną drogą” jest symbolem nawrócenia. Piękne jest to, że Jezus nie powiedział do magów ani jednego słowa, może coś tam sobie gaworzył pod nosem. On uwolnił ich samym widokiem! Bóg potrafi samym spojrzeniem uwolnić człowieka od najgorszego bluźnierstwa i świętokradztwa. Jest w Nim taka rozrzutność łaski i miłosierdzia, że aż zapiera dech w piersiach

    Jako pierwsi Jezusa ujrzeli pasterze. Zamykam oczy i widzę sielankowy obrazek: hale, baranki, fujareczka… Tymczasem dziś w Izraelu pasterze są wyrzucani na margines społeczeństwa. Czy tak było 2000 lat temu?
    – Tak. Pasterzami pogardzano. Doszło nawet do takiej sytuacji, że w „kantorach” przed świątynią nie przyjmowano brudnych pieniędzy celników, prostytutek i… pasterzy. Nie mogli płacić nawet na świątynię Pańską! Traktowano ich jak „pastuchów”, oskarżano o złe prowadzenie się, spychano z pogardą na margines. I kolejna świąteczna niespodzianka: to właśnie oni mogli jako pierwsi zobaczyć Boga.

    http://gosc.pl/doc/809072.Lek-na-lek

  12. Marta pisze:

    Witam Was,
    chciałam Was poprosić o modlitwę za mojego brata, który 7 lat temu pochował mamę a w ubiegłym tygodniu, tuż przed Świętami czas ziemskiej podróży jego taty również się zakończył, dlatego też proszę również o modlitwe za dusze mojego wujka..
    mam do Was też pytanie, otóż mój brat żyje w niesakramentalnym związku, ale bez przeszkód do zawarcia związku małżenskiego, powiedzcie mi, czy jest taka możliwość, żeby otrzymał rozgrzeszenie i mógł przyjąć w intencji taty Komunię Świętą?

    Bóg zapłać!

    • Magda pisze:

      Nie sądzę, by twój brat otrzymał rozgrzeszenie, do spowiedzi przystępuje się z żalem za grzechy i chęcią poprawy a nie pyk-myk rozgrzeszenie i komunia za tatusia a potem do łóżka z partnerką bez sakramentu.
      To jest świętokradcze samo już pojmowanie sakramentu spowiedzi, przyjmowania Komunii itd.
      W ogóle nie rozumiem jak można tak pojmować religię i wiarę. Skoro twój brat może a nie chce zawrzeć związku małżeńskiego w sakramencie to po co mu inne sakramenty?
      Wiary nie da się traktować wybiórczo, ten sakrament przyjmę a tamtego nie.

  13. Marta pisze:

    wiem właśnie.. usłyszałam dzisiaj coś takiego, nawet nie sądzę, że on by o tym pomyślał w ten sposób, więc padła propozycja w rodzinie żeby z nim porozmawiać, bo to też nie jest tak, że nie mają tego w planach, ale niestety żyją po dzisiejszemu, że tak powiem
    stąd też zadałam tutaj pytanie, bo mi też narzuciły się podobne myśli

  14. Marta pisze:

    więc też nie chodzi o traktowanie sakramentów czy wiary wybiórczo

  15. Marta pisze:

    dziękuję za potwierdzenie w sumie moich odczuć w tej materii
    proszę o modlitwę j/w

    Bóg zapłać

  16. Aga pisze:

    Też wierzyłam w zabobony, jeździłam do znachorów i bioenergoterapeutów. 😦 Za późno mi się oczy otworzyły. Do dziś płacę tego skutki po mimo wyrzeknięcia się.

    • zuzia pisze:

      OJ, OJ, u mnie podobnie… ze mną tak robiono(przelewanie wosku) i ja tak robiłam i wiele innych,.. nie wiedzałam, że to jest złe, dopiero jak trafiłam na tą stronę otworzyły mi się oczy..Dziękuje Ci Panie Jezu, za tą stronę i Wam Admini za prowadzenie jej na Chwałę Bożą. .

      Powiem jeszcze,że w moich okolicach jest to nagminne tzn. przelewanie wosku nad dziećmi,

      • Sylwia pisze:

        Zuziu, zgadza się w niektórych rejonach Polski , to okultystyczne działanie jest na porządku dziennym .. I muszę powiedzieć że domyślam się że u mnie w rodzinie to było praktykowane przez pokolenia (łanie wosku) 😦 , a także wiązanie czerwonej kokardki i sama tak zrobiłam przed moim nawróceniem . Mało tego , jak kolezanka mi powiedziała że kokardka to zabobon to bardzo się obruszyłam .. Teraz o glupio jak o tym pomyślę .. Człowiek był głupi. Ale teraz wiem czym to pachnie i wiem że skutki tego pozostały , teraz muszę posprzątać , łatwo nie jest . Ale mam wspaniałą broń , Różaniec.

  17. wobroniewiary pisze:

    Witek, napisałam maila….

  18. Ania pisze:

    @mama adopcyjna.
    Tej nocy miałam okazję przeczytać wszystko co TY pisałaś i co pisali inni czytelnicy
    Z góry przepraszam, jeśli odbierzesz to za zgryźliwość, bo nie to jest moim celem, ale po przemyśleniu postanowiłam napisać jak katoliczka katoliczce.
    Czy nie popełniłaś grzechu a już przynajmniej błędu gdy wzięłaś do sakramentu (!!) osobę niewierzącą? Konsekwencje jakie są, każdy widzi z Twego postu.
    Minionki pchają się do was drzwiami i oknami. Nie dość że po kilka razy dziennie to jeszcze zdublowane. Ale Ty oczywiście mijasz tylko bokiem to czarne pudło, za to dzieciaki oglądają to do woli, bo najpierw ktoś a potem mamusia chrzestna kupili dzieciom, czyli jak nawet dziecko postanowiło jedne wyrzucić, to Minionki same zadbały o to, by pojawić się wersji zastępczej od mamusi chrzestnej.
    …. (edycja)
    Za tydzień wrócę i zajrzę na stronę, i mam nadzieję, że nie obrazisz się na mnie tylko weźmiesz sobie coś do serca.
    Matki chrzestnej nie nawrócisz na siłę, ale możesz jej postawić warunki co do prezentów i innych takich rzeczy. I najważniejsze możesz przemyśleć swoje postępowanie jako dojrzałej matki, katoliczki, która walczy ze złem w ten sposób, że sama omija szerokim łukiem czarne pudło w salonie, a do sakramentu kościelnego na matkę chrzestną dziecka bierze niewierzącą ateistkę. Dla innych pudło stoi otworem
    To, że Ty nie patrzysz w to pudło nie znaczy, że Twój dom nie jest zainfekowany duchowo. Jest, i to bardzo mocno.
    (…) rzypomnij sobie, co ta matka chrzestna odpowiedziała na pytanie księdza, czy wyrzeka się szatana, w którego przecież nie wierzy tak samo jak i w Boga zresztą, oraz na następne pytanie, czy obiecuje wspomagać wychowanie dziecka w wierze katolickiej, tak jak do tego została powołana podczas chrztu świętego.
    Tak wiem, dziś wybiera się najczęściej chrzestnych pod kątem kasy, prezentów, układów rodzinnych itd. ale tak nie czynią gorący katolicy (…edycja).
    Przecież Ty nie masz nic do powiedzenia w domu, dzieci łapią jak nie Minionki to inne duchowe straszydła, po których na środku Kościoła podczas Przeistoczenia fundują ludziom pokaz diabelskich chwytów i pozycji rytuału wschodu, albo biją się, gryzą i kopią, zewsząd są oblężone złem, złymi zabawkami, filmami, bajkami ale najważniejsze, że Ty to omijasz szerokim łukiem i dzieci mogą to wyrzucić. Zero problemu, zaraz i tak pojawią się nowe.
    Ja na pewno wyjdę na czepialską, ale mi to nie przeszkadza. Tak mam, że piszę, co myślę.
    Ten fragment Twojej wypowiedzi pokazał mi aż nadto i myślę, nie tylko mi, chociaż ponoć Twoje dziecko to anemiczny niskociśnieniowiec:
    „wsciekle czerwone buzie, kopanie wzajemne , gryzienie szczypanie, wyzywanie, plucie… i to za kazdym razem jak sie nimi bawili. Zatem karty poszly do kosza ostatecznie, ale ciocia nadal ich zasypuje tego typu rzeczami”
    (…edycja)

    Na zakończenie polecam lekturę. Tu cytuję fragment:
    CHRZEST – OBRZĘDY SAKRAMENTU
    I. Przyjęcie dziecka
    Kapłan wita zgromadzonych rodziców, chrzestnych i gości. Potem następuje dialog:
    Kapłan: Jakie imię wybraliście dla swojego dziecka?
    Rodzice: (wymieniają imię)
    K: O co prosicie Kościół Boży dla… ? (dla swoich dzieci)
    R: O chrzest (lub: o wiarę, albo: o łaskę Chrystusa, albo: o przyjęcie do Kościoła).
    K: Prosząc o chrzest dla swoich dzieci, przyjmujecie na siebie obowiązek wychowania ich w wierze, aby zachowując Boże przykazania, miłowały Boga i bliźniego, jak nas nauczył Jezus Chrystus. Czy jesteście świadomi tego obowiązku?
    R: Tak (albo: jesteśmy tego świadomi)
    K: (zwracając się do chrzestnych): Czy jesteście gotowi pomagać rodzicom w wypełnianiu ich obowiązku?
    Chrzestni: Jesteśmy gotowi. ….

    Czy jesteście świadomi tego obowiązku?
    Czy jesteście świadomi tego obowiązku?
    Czy jesteście świadomi tego obowiązku?

    http://wirtualny-katecheta.friko.pl/s1f.htm

    Do usłyszenia po 6 stycznia 2016 roku

    • wobroniewiary pisze:

      Tak musimy patrzeć, kogo bierzemy na chrzestnych, jednak co się stało – nie odstanie.
      Teraz trzeba dużo modlitwy i działania Pana Jezusa.
      Dla Boga wszystko jest możliwe.
      Ja postanawiam od dziś jeszcze mocniej – nie oceniać nikogo, mało znamy dokładniejszych szczegółów, innych rzeczy. I ja np. od dziś każdemu obiecuję modlitwę a ocenianie zostawiam już tylko Panu Bogu.

      Takie wobec Boga podjęłam postanowienie, bo aby zrozumieć życie drugiego, trzeba wejść w jego buty.

      Każdy z nas wyciągnie wnioski na przyszłość odnośnie wybierania chrzestnych ale pewnych rzeczy nie da się cofnąć…. trzeba je tylko omadlać. A Bóg, wierzę w to, z każdego zła wyciągnie dobro.

      • Sylwia pisze:

        Kochane, tak czytam wasze wypowiedzi i myślę że i jedna i druga strona ma rację . I też podpiszę się pod tym co napisała Adminka , trzeba wejść w czyjeś buty ..
        Ale z drugiej strony Mamo adopcyjna nie cofniesz czasu i nie wybierzesz innych chrzestnych. I mam dla Ciebie propozycję , którą kiedyś podał Ks. S. Kostrzewa – jeżeli jakiejś zabawki się nie da wyrzucić to skrop wodą egzorcyzmowaną i omódl tę zabawkę czy przedmiot , przełamując tym samym moc złego. Myślę że to dobry sposób.
        Wiem sama z doświadczenia, że nie jest łatwo zabawkę dziecku wyrzucić i u mnie różnie to bywa , ale po tym jak poradził Ks. S Kostrzewa na jednym z swych filmików , to ten problem się zmniejszył i widzę że jeżeli tak postępuję to dziecku sama zabawka zaczyna się nudzić i mam wtedy pole manewru by się jej pozbyć 🙂 .
        Druga sprawa, to telewizor sama mam z tym problem i pewnego razu gdy zobaczyłam że córka ogląda bajkę – Rebelianci , powiedziałam wprost że nie może oglądać tego bo nie jest to dla niej odpowiednie. Oczywiście masa pytań dlaczego ?? Ale zaczęłam to tłumaczyć tak: że bajka jest zła i Panu Jezusowi jest smutno że dzieci oglądają takie bajki. Ale jak na dziecko ok 5 lat padło pytanie : to po co produkują takie bajki i tu zaczął się problem ,nie wiedziałam do końca jak wytłumaczyć dziecku . Ale powoli zaczęłam mówić że ludzie produkują takie bajki żeby dzieci nie chciały uczyć się dobrych rzeczy i żeby potem robiły się nie grzecznie , nie wiem czy dobrze zrobiłam tłumacząc to w taki sposób. Ale nic do głowy mi nie przyszło . Bajka została przełączona na inną . Niestety nie uszło długo, córka znów to włączyła zamknęła drzwi, bym nie widziała co ogląda . Weszłam do pokoju i ostatecznie wyłączyłam telewizor, powiedziałam znów co to za bajka i się skończyło , nie ogląda . Najchętniej bym wyrzuciła telewizor przez okno 😀 , niestety mam domownika który nie chce o tym słyszeć. I cóż zrobić jakoś muszę to pogodzić.
        Co do rodziców chrzestnych ,czy dziadków też bywam niezrozumiana i różnie to wychodzi. Wiem że czasem gdy mówię że coś mi się nie podoba , że to jest zagrożenie itd. to jestem dla nich dziwna . Mam oboje chrzestnych wierzących ( niby ) , ale czasem ich prezenty mnie przerastają , ale jak widzę że dziecko jedno z nich chodzi w hello Kity od stóp do głów to już wiem że nie ma o czym rozmawiać – choć znają i wiedzą z czym to jest związane to nic sobie z tego nie robią .
        Ostatnio gdy był Mikołaj to tylko się modliłam aby dziecko nie dostało nic czego będę musiała się pozbyć . Omodliłam sytuację i wiece córka dostała inne prezenty z których jestem zadowolona i ona też. Więc jak widać modlitwa działa . Tak jak napisała Bogusia , z Różańcem można pokonać wszystko . Odkąd odmawiam Różaniec za dzieci widzę zmiany małe ale są . Dlatego rozumiem i Anię i Mamę adopcyjną , każdy z nas ma inną sytuację , i musimy zrozumieć każdego .

        • mama adopcyjna pisze:

          Do Sylwi: bardzo Ci dziekuje za przypomnienie o swieconej wodzie ♡, niby mam i uzywam, ale zupelnie o niej zapomnialam przy calej tej akcji z minionkami. Zaraz ide je skropic i sie pomodlic 🙂 dziekuje tez przy okazji zbiorowo wszystkim dziewczynom, ktore sie wlaczyly w te dyskusje i mnie wsparly cieplym slowem i logicznym argumentem i rada 🙂 pozdrawiam wszystkich serdecznie, z Panem Bogiem!

    • eska pisze:

      Aniu, że tak zacytuję klasyka: „wiśta wio, łatwo powiedzieć” – nie wiem, na ile ty masz zwyczaj dbać o trelacje międzyludzkie, a przede wszystkim zauważać, że inni też potrzebują być przez nas szanowani, bo mam wrażenie, że masz w zwyczaju stawiać swoje zdanie ponad zdanie innych. Jak powiedziałaś – nie przeszkadza ci, co się o tobie pomyśli. Mama adopcyjna ma trudną sytuację i popełnia błędy, a ja jestem tą osobą, która już także odnilosła się do niektórych rzeczy krytycznie. Natomiast co do Twojej wypowiedzi, to raczej podpiszę się pod słowami Adminki. Też jestem w sytuacji, gdzie połowa rodziny wciska dzieciom, co nie trzeba i musimy jakoś umiejętnie z tego wychodzić, bo otwarta wojna z rodziną to żaden sposób. „Szanuj ojca i matkę swoją” dotyczy także nas w stosunku do dziadków, a jeśli pewnych rzeczy nie rozumieją, to lepiej ich cierpliwie i po kawałku „urabiać”, żeby choć chcieli nas wysłuchać w atmosferze życzliwości, a także po to, by się nie zniechęcili do naszych wartości, a kiedyś byli w stanie je przyjąć. Zważ proszę, że tu nie chodzi wyłącznie o nasze „tu i teraz”, ale także o przyszłość wieczną niewierzących na dzień dzisiejszy członków rodziny. Zrażenie ich do wiary poprzez stawianie ich w roli wrogów naszych wartości na pewno ich do nich nie zachęci. A wtedy nieważne jest to, że zniechęciliśmy kogoś do siebie, ale to, że zniechęciliśmy go swoją postawą do Boga. Za to także bierzemy odpowiedzialność i o tym także trzeba myśleć, walcząc „o swoje”.
      W sytuacjach skomplikowanych jak ta, w której jest rodzina mamy adopcyjnej lub moja, sami nie damy rady – i Ty też nie znajdziesz jedynej słusznej recepty. Tak jak powiedziała Adminka, tu trzeba przede wszystkim modlitwy o to, aby to Pan Bóg przejął reżyserię wydarzeń i wspomógł nas przeszkadzając w realizowaniu planów tym osobom, które przez swą nieświadomość czynią rzeczy szkodliwe. A także, by otworzył je na zrozumienie naszego stanowiska i na dojrzalszą wiarę.

      Na zakończenie jako była ateistka (nie mylić z anty-teizmem wojującym), wychowana w takim właśnie duchu i samodzielnie szukająca Prawdy powiem tak: to, co mnie najbardziej zrażało do Kościoła i ludzi wierzących przez długie lata, to ich brak otwartości na to, że osoba niewierząca też jest człowiekiem oraz krytykowanie i ocenianie oraz klasyfikowanie drugiego człowieka jako gorszego. Zatem obecnie, jako katoliczka katoliczce przypomnę: przed Bogiem wszyscy jesteśmy równi i będziemy oceniani przez Niego i tylko przez Niego.

      P.S. „Nie wystarczy mówić do rzeczy, trzeba mówić do ludzi.” – S.J. Lec

    • Bogusia pisze:

      Jestem matką trójki dzieci. Po latach zmagań z różnymi diabelskimi rzeczami, które chciały zawładnąć umysłami naszych dzieci stwierdzam, że najlepsza metoda na wychowanie dzieci to:
      modlitwa na kolanach w nocy z różańcem w ręku.
      Takiej obrony nie zwalczy żaden czarny duch. Polecam, sprawdzone.

      • mkm80 pisze:

        AMEN!
        Potwierdzam 100% skuteczność metody Bogusi. A raczej 200% skuteczność bo poza tym, że broni przed złym to jeszcze jakie łaski potrafi zesłać…
        Różańce w dłoń 🙂

    • mama adopcyjna pisze:

      Aniu, nie musisz mi tego przytaczac do lektury – jestem katoliczka i znam to na pamiec. Co do wyboru chrzestnych: kazde z rodzicow wyznacza jednego. Maz ma te jedna jedyna siostre (nie ma wiecej rodzenstwa), wiec nie bylo w ogole mowy, zeby wybral kogos innego. Zreszta ja nie protestowalam wcale, gdyz siostra mojego meza byla wowcza bardzo wierzaca. Ukonczyla katolickie liceum prowadzone przez siostry (sama je sobie wybrala), oraz ATK. Byla tez bardzo praktykujaca. Jedyne zastrzezenie jakie do niej wowczas mialam to takie, ze swojego syna na sile ciagnela w niedziele do kosciola i pchala do spowiedzi i komunii mimo, ze nie bardzo chcial. Rozmawialam z nia o tym, zachecalam do rozmowy z synem, odradzalam zmuszanie, zgadzala sie wowczas ze mna, dziekowala za rady (zreszta nie tylko ja jej tak radzilam), obiecywala, ze zlagodzi swe postelowanie wobec syna. Taka jej postawa nie byla przeciez dyskwalifikujaca do bycia chrzestnym. Ogolnie byla to skromna, serdeczna wierzaca i praktykujaca katoliczka, bardzo zgodna i spolegliwa wobec ludzi, jedynie zbyt surowa dla syna co bylo faktycznie troche dziwne i sprzeczne z jej pelna akceptacji postawa wobec innych. Tymczasem oto co pozniej sie stalo: dostala bardzo dobrze platna prace (gdy zostala wybrana na chrzestna byla bardzo biedna, to my z mezem wspomagalismy ją materialnie na rozne sposoby, wiec sugestia jakobym wybrala bogata chrzestna bo lece na kasa tez odpada), a srodowisko w jakim zaczela sie obracac okazalo sie strasznym bagnem. Szwagierka pod wplywem tych ludzi i naglego przyplywu gotowki bardzo sie zmienila: stala sie bardzo chojna dla wszystkich, ale jednoczesnie odeszla od Boga… i jest jak jest. To samo zreszta bylo z moim mezem, wiec argument „widzialy galy co braly” tez i tu odpada. Oto nasza historia: moj maz jak go poznalam byl ateista, antyklerykalem, synem ateisty-komunisty. Jego ojciec zmarl gdy maz byl chlopcem. Jego mama z kolei bardzo wierzaca, na sile ciagala go za uszy do kosciola choc nie chcial (pewnie dlatego pozniej jej corka powielala to zachowanie wobec swojego syna). Dawal sie tak ciagnac do czasu. Potem sie zbuntowal, nie przystapil do bierzmowania i zostal zacieklym anty. Gdy mnie poznal blizej zakochal sie i stwierdzil, ze zywa wiara i postawa zyciowa moja i moich rodzicow sprawiaja, ze on zaczyna znow wierzyc i chce sie nawrocic. Wtedy zaczal sie proces jego nawrocenia. Zapragnal Bierzmowania, oswiadczyl sie, pragnal Slubu Koscielnego. Podzielal moje pragnienie posiadania gromadki dzieci (zlozonej z rodzonych i adoptowanych), chcial je wychowywac po katolicku. Byl zachwycony naukami przedmalzenskimi. Przyjmowal Sakramenty, chetnie uczeszczal ze mna na kurs dla rodzicow adopcyjnych, pomagal mi w pracy wolontariackiej w domu dziecka. Bronil kosciola i ksiezy przed atakami jego przyjaciol ateistow, z ktorymi wczesniej mowil jednym glosem. Gdy okazalo sie po drodze, ze jednak nie moge w sposob naturalny rodzic dzieci (choroby kobiece), bardzo dzielnie to przyjal i jeszcze bardziej zapalil sie do roli ojca adopcyjnego… tymczasem wtedy wlasnie dostal bardzo dobrze platna prace…. i stalo sie to samo co z jego siostra. … i jest jak jest.

      • mama adopcyjna pisze:

        P. S. Co do mojej rzekomej obludy, jakobym sama unikala tv, a nic sobie nie robila z tego ze dzieci na okraglo w tv wpatrzone, powtarzam jeszcze raz to co kilkakrotnie juz na wowit pisalam: zarowno ja jak i moje dzieci nie ogladamy tv na codzien. Wyjatkiem jest Aniol Panski z Papiezem (czyli raptem kwadrans co niedziela), oraz rzadkie sytuacje chorobowe – jesli dziecko boli dziaslo po wyrwaniu zeba lub ma np zlamana konczyne to w drodze wyjatku oglada sobie wtedy Toma i Jerrego czy Pingwiny w tv, albo Narnie na dvd itp). Wyjatkiem sa rowniez Swieta lub urodziny jesli dostanie wlasnie w prezencie film na dvd. Wszyscy znaja nasze zwyczaje i preferencje, zawsze przypominam zawczasu rodzinie by prezenty (jesli juz) byly skromne i zgodne z naszym swiatopogladem, ale ani maz ani szwagierka nie stosuja sie do tego niestety.

  19. Ania pisze:

    Na koniec dla Wszystkich bez wyjątku. Niech nas to czegoś nauczy

  20. Bogusia pisze:

    Po kilku odcinkach Rodzinki.pl moje dzieci stwierdziły, że ten film uczy tylko chamstwa. Nie oglądaliśmy reszty. Teraz nie mamy tv i jesteśmy szczęśliwi. Polecam każdemu pozbyć się telewizora. Przynajmniej głupie i demoralizujące filmy nie wmówią nam, że tak właśnie wygląda polska rodzina.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s