Ks. Stanisław Małkowski: Trzeba modlić się o nawrócenie Wałęsy, Michnika…

Cała Polska zajmuje się sprawą TW „Bolka”.  Jak dziś, tak zwyczajnie, po chrześcijańsku, wybaczyć Lechowi Wałęsie, jeżeli już po wszystkich analizach będzie całkowicie jasne: Tak, to są dokumenty prawdziwe, Polacy byli przez lata oszukiwani?

ks_małkowskiKs. Stanisław Małkowski: Wybaczyć można i trzeba pod zwykłymi warunkami. W przypadku grzechu ciężkiego prywatnego dla katolika drogą przebaczenia Bożego i ludzkiego jest spowiedź. W przypadku grzechu publicznego wybaczenie jest darem. Ten dar można ofiarować od razu, ale on jest przyjęty tylko wtedy, gdy ktoś odwołuje swój grzech publicznie i publicznie przyznaje się do winy. Tego w postawie Wałęsy nie ma. On dalej tkwi w zakłamaniu. Chce swój fałszywy autorytet wspierać kłamstwami. Dlatego przebaczyć mu można i trzeba, ale ten dar przebaczenia nie jest przez niego przyjęty, bo nie spełnia on zwykłych po temu warunków. Podkreślam: W przypadku grzechu publicznego powinno nastąpić publiczne wyznanie winy i nawrócenie.

Wałęsa przedstawia się przy tym jako katolik i, o ile wiem, przyjmuje Komunię świętą. Trzeba wiedzieć, że jest to świętokradcze, a spowiedzi, jeżeli nie łączy się to z publicznym wyznaniem winy, są nieważne. To nie chodzi przecież o osobistą winę Wałęsy. Ona rzutowała i rzutuje na losy Polski. W czasie, gdy Wałęsa był jeszcze bardzo hołubiony, pewien SB-ek wyznał krótko przed śmiercią swojemu bratu: To jest nasz człowiek. Wówczas ten brat nie mógł uwierzyć, mówił, że to niemożliwe. Można się było jednak przekonać od tego czasu: Tak, to był ich człowiek, który wiele zła wyrządził Polsce. To nie są tylko kwestie jego uwikłań w kłamstwa: Można byłoby się śmiać, że to taki nadęty pyszałek, JA obaliłem komunizm… To nie jest tylko kwestia śmiechu. To jest kwestia pamięci, jakie szkody wynikły z tego, że był prezydentem, tkwił w dawnym układzie, był współautorem transformacji PRL w PRL-bis. W związku z tą transformacją wiele ludzi odniosło krzywdy. Doszło do rabunku majątku narodowego. Ograniczono polską suwerenność, niepodległość, wolność. Wielu ludzi popełniło samobójstwo, wielu wyjechało za granicę, nie widząc dla siebie możliwości życia w Polsce. Wałęsa tymczasem tuczył się kosztem czyjejś krzywdy. Krzywdy państwa i krzywdy narodu. Nad tym nie można przejść do porządku. A niektórzy tego by chcieli. Mówią: To tak, jak w rodzinie. Dzieci nie muszą wiedzieć, jakie grzechy popełniał ich ojciec. Nawet po śmierci ojca nie muszą się dowiedzieć, że zdradzał swoją małżonkę, czyli ich matkę, są takie prawdy, które mogą pozostać w ukryciu dla pewnego wspólnego dobra. Tu jest zupełnie inaczej. Mamy prawo, by poznać prawdę o Wałęsie. Konsekwencje jego obecnej i poprzedniej postawy są dla Polski bardzo złe. Nie można tego przemilczeć.

Wałęsę wspiera przecież ogromne środowisko, konserwujące zakłamanie III RP. Ucieleśnieniem tego systemu jest Adam Michnik. Jak przebaczyć Michnikowi?

Był taki moment, kiedy Wałęsa zaczął mi się nawet trochę podobać. Wyglądało na to, że chciał urwać się z esbeckiej smyczy. Wówczas Michnik podniósł straszne larum. „Gazeta Wyborcza” Wałęsę ośmieszała, szydziła z niego, przywoływała go do porządku. Wałęsa bardzo prędko ucichł, wycofał się ze swoich pomysłów, z punktu widzenia Michnika niebezpiecznych. Jeszcze bardziej zakłamanym i szkodliwym dla Polski człowiekiem jest Adam Michnik i jego środowisko.

Jak więc mu wybaczyć? Jak spojrzeć z miłością bliźniego na ludzi, którzy od wielu lat nagminnie okłamują polski naród?

Miłość bliźniego polega między innymi na pragnieniu, by nieprzyjaciele stali się przyjaciółmi. Nieprzyjaciele Polski, póki żyją, mogą stać się przyjaciółmi Polski i tych ludzi, których krzywdzą czy krzywdzili. Na razie nie widać, by się ku temu skłaniali. Jednak póki żyją, mają szansę nawrócenia i pojednania z narodem i społeczeństwem polskim. Niestety, jedną z czołowych postaci wśród destruktorów Polski jest właśnie Adam Michnik i jego środowisko. W tym środowisku są też katolicy – jest przecież w „Gazecie Wyborczej” dział religijny, są dyżurni teologowie, którzy Michnika wspierają. Przechodzą całkowicie do porządku nad złem, które „Wyborcza” szerzy, demoralizując, deprawując, popierając zło przeciwne Bożym przykazaniom i Ewangelii Chrystusa, szkodząc na wiele sposobów Polsce… Taka postawa katolika świadczy o obłudzie i zakłamaniu, hipokryzji. Rodzi się pytanie: Czy taki katolik ma prawo posługiwać się szyldem katolickim? Oczywiście – nie. Nie mów Imienia Pana Boga na daremno, jest to przecież jedno z Bożych przykazań.

Kardynał Wyszyński modlił się za włodarzy PRL, nawet w czasie swojego internowania modlił się za Bolesława Bieruta. My też mamy się modlić za tych, którzy szkodzą Polsce?

Tak, tak trzeba. Trzeba modlić się, żeby nawrócili się i przestali krzywdzić siebie i innych. Nawrócenie człowieka, który wyrządził Polsce wiele krzywd, jest dobre, tak z punktu widzenia jego zbawienia i życia wiecznego, jak z punktu widzenia Polski. Krzywdził – i przestaje krzywdzić. Są słynne nawrócenia aborterów, którzy mają na sumieniu śmierci wielu tysięcy dzieci poczętych. Dzieci zabijanych przez nich osobiście, zabijanych przez instytucje, które zakładali, przez propagandę, która wpłynęła na zmianę prawa… Z chwilą nawrócenia jednak i publicznego wyznania winy ludzie ci otworzyli sobie drogę do nieba. Podjęli zarazem jakąś cząstkę wynagrodzenia zła, które popełnili. Tak, są przypadki nawracania się – nie tylko w sensie katolickim, ale też choćby moralnym, ogólnoludzkim – funkcjonariuszy zła. Były przecież takie sytuacje, gdy katolicy z metryki, potem dokonujących apostazji, wstępujących do NSDAP, mających na sumieniu różne zbrodnie, przed śmiercią nawracali się, przyjmowali Komunię świętą, wyznawali publicznie swoje winy, przepraszali Polaków. Są przypadki nawrócenia funkcjonariuszy KGB, GRU… To są przypadki rzadkie, ale ta droga jest możliwa.

Na łożu śmierci miał nawrócić się generał Jaruzelski.

Tak, ale tu można mieć pewne wątpliwości… W przypadku publicznie wyrządzonego zła powinno być publiczne nawrócenie. Cicha spowiedź, rozgrzeszenie – jeśli ono było, bo tego nie wiemy – to wszystko jest nieproporcjonalne do zła, które wyrządzono Polsce. Jaruzelski był przecież sowieckim generałem w polskim mundurze. Polskę chciał zepchnąć na tor całkowitego zniszczenia w wyniku III wojny światowej, która w planach sowieckich miała wybuchnąć w połowie lat 80. Z dokumentów, które przekazał płk Ryszard Kukliński wynika, że jednym z aktywnych uczestników tego planu był właśnie generał Jaruzelski. Jeżeli on się do tego publicznie nie przyznał, nie uczynił publicznie aktu ekspiacji, to spowiedź, nawet zakończona rozgrzeszeniem… To za mało. Takie rozgrzeszenie jest nieważne. Ja wiem, że są moi współbracia księża, którzy uważają, że udzielenie rozgrzeszenia prywatnie, po cichu, osobom, które publicznie bardzo ciężko zgrzeszyły i nie mają zamiaru tego wyznać ani wynagrodzić, jest normalne. Były tego ostatnio głośne przykłady… To jest haniebne postępowanie duchownych, którzy w pewnym sensie uczestniczą w publicznym złu, aprobują je i potwierdzają. Nie wymagają, żeby spełniono elementarne warunki rozgrzeszenia w przypadku nie grzechu prywatnego, ale publicznego.

Ma ksiądz zapewne na myśli przypadek prezydenta Bronisława Komorowskiego, uwikłanego choćby w sprawę in vitro…

Ależ tak. Celebrowano mszę świętą dziękczynną za jego prezydenturę, a tymczasem trzeba nie dziękować, ale Pana Boga przepraszać. Nie wynagradzano zła, które uczynił i w którym trwa, ale krzywdy mu wyrządzone przez oznaki niezadowolenia z jego postępowania…

A więc pokuta publiczna: I o to mamy modlić się w przypadku tych, którzy Polaków od lat okłamują?

Podstawowym elementem miłości nieprzyjaciół jest pragnienie, by nieprzyjaciele stali się przyjaciółmi i modlitwa o to. Jak najbardziej słuszne jest okazywanie pewnych gestów, pomoc nieprzyjacielowi, gdy jest w potrzebie, gdy jest umierający… Nie można jednak udzielać sakramentalnego rozgrzeszenia, które jest możliwe w przypadku grzechów publicznych wtedy, gdy są one publicznie wyznane. Jeżeli jakiś człowiek spowiadał się u księdza z grzechów ciężkich, ale nie otrzymał rozgrzeszenia i przystępuje do Komunii świętej, to ten ksiądz nie ma prawa mu jej odmówić, choć wie, że jest przyjmowana świętokradczo – o ile jest to jego prywatna wiedza na temat ciężkich grzechów. Jednak jeżeli chodzi o grzechy publiczne, to ksiądz ma nie tylko prawo, ale i obowiązek odmówić Komunii świętej – i to publicznie, wobec innych, którzy do Komunii przystępują.

*****
Biblia w rok – czytania na 24 lutego

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydarzenia i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

37 odpowiedzi na „Ks. Stanisław Małkowski: Trzeba modlić się o nawrócenie Wałęsy, Michnika…

  1. Weronika pisze:

    Lech Wałęsa z pogardą, jak zwykły tchórz obraża tych na których składał donosy. To potwierdza fakt, że za Lecha Wałęsę trzeba się modlić, by wrócił na drogę Prawdy.

    Lech Wałęsa przebywa w Miami, skąd w rozmowie z Katarzyną Kolędą-Zaleską dalej brnie w opowieści, że teczka Bolka upubliczniona wczoraj przez IPN to zbiór fałszywek na jego temat, że to on nadal jest jedynym bohaterem Solidarności.

    Ale najgorsze jest to, z jaką pogardą wypowiada się o ludziach, na których składał donosy: – Połowę ludzi w donosach znam, nic nie znaczyli w tamtym czasie i dziś nie znaczą. Połowy w ogóle nie znam, w ogóle nigdy nie usłyszałem nazwiska, ani nie znam ludzi. Jak przyjrzymy się dokładnie tym dokumentom to wyśmiejemy, bo widać, że lipa.

    Jest Wielki Post, więc polecajmy Wałęsę modlitwie, by powrócił na drogę Prawdy!

    • Ava pisze:

      Prezydentowi Wałęsie pod rozwagę;
      (Ez 18)
      To mówi Pan Bóg:
      „Jeśliby występny porzucił wszystkie swoje grzechy, które popełniał, a strzegł wszystkich moich ustaw i postępowałby według prawa i sprawiedliwości, żyć będzie, a nie umrze: nie będą mu poczytane wszystkie grzechy, jakie popełnił […]
      A gdyby sprawiedliwy odstąpił od swej sprawiedliwości i popełniał zło, naśladując wszystkie obrzydliwości, którym się oddaje występny, czy taki będzie żył? Żaden z wykonanych czynów sprawiedliwych nie będzie mu poczytany, ale umrze z powodu nieprawości, której się dopuszczał, i grzechu, który popełnił.

  2. juniszewski pisze:

    Godną postawę pokazał hr. Wojciech Dzieduszycki, który też miał epizod współpracy z SB i potrafił w telewizji się przyznać, pokajać i przeprosić wszystkich, którym jego donosy przyniosły szkodę. Feliks

    • wobroniewiary pisze:

      Ks. Jerzy Popiełuszko:

      „PRAWDA ma w so­bie zna­mię trwa­nia i wychodze­nia na światło dzien­ne, nawet gdy­by sta­rano się ją skru­pulat­nie i pla­nowo uk­ry­wać. Kłam­stwo zaw­sze ko­na szybką śmier­cią. Praw­da zaw­sze jest zwięzła, a kłam­stwo owi­ja się w wielomówstwo. Korze­niem wszel­kich kry­zysów jest brak prawdy.”

    • Elizeusz pisze:

      Chciałbym jeśli można i ja podzielić się moimi paroma przemyśleniami dot. osoby byłego prezydenta Rzeczypospolitej, Lecha Wałęsy.
      Zaiste i w tym przypadku do tego publicznego wydarzenia odnoszą się słowa Pana Jezusa ze św. Ewangelii: „Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało być ujawnione, ani nic tajemnego, co by nie było poznane i na jaw nie wyszło” (Łk 8,17; Mt 10,26; Mk 4,22) i
      „Dlatego wszystko, cokolwiek powiedzieliście w mroku, w pełnym/dziennym świetle będzie słyszane” (Łk 12,2n). Przedwczoraj po porannej katechezie w Radiu Maryja, prawie wszystkie wypowiedzi dzwoniących nawiązywały do L. Wałęsy. Mnie najbardziej przypadła krótka wypowiedź jednej ze słuchaczek, że to, co zawierały teczki przejęte przez IPN ujrzało światło dzienne, było błogosławieństwem dla niego, dla zbawienia jego duszy, bo stworzyło możliwość tego wszystkiego, o czym mówi ks. St. Małkowski: publicznego wyznania win, skruchy serca i szukania przebaczenia Bożego.
      Historia, w której działa Pan Bóg jest jakby ósmym sakramentem, czego biblijnym symbolem jest wiatr. W „Dialogu o Bożej Opatrzności czyli Księdze Boskiej Nauki” do św. Katarzyny ze Sieny, w rozdz. ‚Nauka o łzach’, Nieskończenie dobry Bóg Ojciec mówi o czterech wiatrach, które zsyła na człowieka. Trzecim z tych wiatrów jest wiatr udręczenia i przeciwności, o którym tak jest powiedziane: … oto nadciąga wiatr udręczenia i przeciwności, którego się boi i odziera go w części lub w całości z wszystkiego, co posiadał. W całości, gdy traci życie, gdyż śmierć pozbawia go wszystkiego; w części, gdy traci to czy owo: albo zdrowie, albo dzieci, albo bogactwa, albo stanowisko, albo zaszczyty, wedle tego, co Ja dobry lekarz, uważam za potrzebne dla jego zbawienia. … Potem nadchodzi wiatr sumienia… jako że kocham ludzi niewymownie, zsyłam niektórym wyrzuty sumienia, aby wreszcie otwarli usta i wyrzucili z siebie zgniliznę grzechu przez świętą spowiedź…
      Całość o wiatrach: http://sienenka.blogspot.com/2011/08/nauka-o-zach-xciv.html
      Do czego zmierzam. W 6-ym rozdz. Księdze Mądrości, gdzie jest mowa królach, rządzących jest tak m.in. napisane: „1 Słuchajcie więc, królowie, i zrozumiejcie,
      nauczcie się, sędziowie ziemskich rubieży! 2 Nakłońcie ucha, wy, co nad wieloma panujecie i chlubicie się mnogością narodów, 3 bo od Pana otrzymaliście władzę, od Najwyższego panowanie: On zbada uczynki wasze i zamysły wasze rozsądzi” (Mdr 6,1-3).
      Modelowym przykładem w przypadku rządzących (ale też rzecz jasna i każdego z nas, ludzi), mających coś czy też wiele złego na sumieniu, tego, o czym mówi ks. Małkowski był król Izraela, Dawid, w którego ślady nie tylko powinien pójść L. Wałęsa. Historia króla Dawida (opisane w rozdz. 11-12 Drugiej Księgi Samuela), wyniesionego przez Boga Jahwe aż na tron królewski (2Sm 12,7b) jest bardzo pouczająca. cdn

      • Elizeusz pisze:

        cd.: A zatem, Dawid, którego Pan zabrał z pastwiska spośród owiec, aby mógł zostać i został władcą nad Jego ludem, Izraelem i był z nim wszędzie dokąd się udał, któremu dał sławę największych ludzi na ziemi tamtych czasów (2Sm 7,8n), cieszący się sławą i uznaniem ludu, uczynił coś, czego nie godziło się uczynić wybrańcowi Bożemu. Przyjął do swego serca gościa z krainy ciemności, na którego propozycję przystał: cudzołóstwa z Batszebą, żoną Uriasza, a później, gdy nie udało mu się mimo podjętych prób zrzucić „winy” za poczęcie dziecka na Uriasza, doprowadził do jego śmierci. Wszystko dokonało się w ukryciu, w mroku. Ale postępek, jakiego dopuścił się Dawid, nie podobał się Jahwe (2Sm 11,27b). Pan Bóg w swym niebieskim IPN-ie zatrudniał również proroków i jednego z nich, Natana powiadomił o zawartości teczki/księgi życia Dawida i wysłał, by na forum publicznym, wywieść na światło dzienne (2Sm 12,12!; por. Ef 5,13 i 1Kor 14,25!) ciemne jego czyny. Król Dawid uczynił to, co ks. Małkowski chciałby widzieć u L. Wałęsy: przyznał się do popełnionego zła, skruszonym sercem prosił Boga o miłosierdzie (Ps 51), deklarując zadośćuczynienie. I jak wiadomo Pan przebaczył Dawidowi (12,13).
        Interesującą jest rzeczą, że Pan nie przeszkodził Dawidowi w realizacji jego niecnych czynów, a dopiero po ich dokonaniu posłał proroka Natana. Dawid nie bronił się, nie usprawiedliwiał, nie przepędził proroka Natana, nie starał się zamknąć mu ust, nie wziął – jak to, moglibyśmy do niego odnieść słowa Boga Ojca z „Dialogu… Księgi Boskiej Nauki” – za złość, nie uważał za poczęte dla jego szkody i zguby, z nienawiści do niego to, co Bóg uczynił z miłości i dla jego dobra, by ocalić go od mąk wiecznych i dać mu życie trwałe {bo Bóg nie chce śmierci grzesznika, lecz aby się nawrócił i żył [Ez 33,11] – dop. mój}. Nie skarżył się na Pana, nie miał do Niego pretensji za taki obrót sprawy (Ps 131,1)
        bo zaufał Mu, a nie sobie…
        (http://sienenka.blogspot.com/2011/10/opatrznosc-boza-cxxxviii.html)
        Te moje przemyślenia z wątkami biblijnymi pragnę zakończyć słowami psalmu 19-go;
        kto jednak dostrzega swoje błędy?
        „kto jednak dostrzega swoje błędy/kto jest ich świadom? Oczyść mnie od tych, które są skryte przede mną. Także od pychy broń swojego sługę, niech nie panuje nade mną! Wtedy będę bez skazy i wolny od wielkiego występku. Niech znajdą uznanie słowa ust moich i myśli mego serca u Ciebie, Panie, moja Skało i mój Zbawicielu!” (Ps 19,13-15). Amen

  3. „Chciałbym, aby w Roku Miłosierdzia Wałęsa przeprosił”
    Rok Miłosierdzia to wspaniała okazja, by zamknąć kazus Lecha Wałęsy – przekonuje metropolita gdański.
    Chciałbym, aby w Roku Miłosierdzia prezydent Wałęsa przeprosił tych, których skrzywdził, a jednocześnie wybaczył to wszystko, co teraz na niego spływa – powiedział abp Sławoj Leszek Głodź proszony o refleksję w związku z dyskusją na temat współpracy Wałęsy z SB. „Należy tę sprawę zamknąć publicznie, wobec ludzi i Pana Boga oraz by ją polecić Miłosierdziu Bożemu. Inaczej pozostanie krwawiąca rana” – dodaje.
    Metropolita gdański mówi KAI, że „Rok Miłosierdzia daje wspaniałą okazję by zamknąć ten kazus. Przecież Bóg swoim miłosierdziem ogarnia ludzi i ich słabości: uległość grzechowi bądź wyrządzone krzywdy”.
    „Widziałbym więc, aby Pan Prezydent Wałęsa, jeśli czuje potrzebę serca i duszy, przeprosił tych, których skrzywdził, bądź nie powiedział pełnej prawdy, a jednocześnie wybaczył to wszystko, co teraz na niego spływa. A przede wszystkim aby zaufał Bożemu Miłosierdziu za pośrednictwem św. Jana Pawła II, który darzył go zaufaniem i miłością. A byliśmy tego świadkami” – wyjaśnia metropolita gdański, którego Lech Wałęsa jest diecezjaninem.
    Więcej: http://gosc.pl/doc/2990363.Chcialbym-aby-w-Roku-Milosierdzia-Walesa-przeprosil

  4. wobroniewiary pisze:

    Módlmy się za siebie nawzajem, przyzywając opieki św. Michała Archanioła

    Święty Michale Archaniele wspomagaj nas w walce a przeciw niegodziwości
    i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Niechaj go Bóg pogromić raczy, pokornie o to prosimy, a Ty wodzu zastępów anielskich, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła Amen!
    Święty Michale Archaniele, który w brzasku swego istnienia wybrałeś Boga i całkowicie oddałeś się spełnianiu Jego świętej woli. Wstaw się za mną do Stwórcy, abym dzisiaj, za Twoim przykładem, na początku nowego dnia, otwierając się na działanie Ducha Świętego, w każdej chwili dawał się Bogu, wypełniając z miłością Jego świętą wolę. Niech razem z Tobą wołam bez ustanku: Któż jak Bóg! Przez Chrystusa Pana naszego. Amen

    Niżej możemy wpisywać intencje, w których mamy się nawzajem omadlać 😉

    • Sylwia2 pisze:

      A ja bardzo proszę o modlitwę za mojego męża..za jego nawrócenie i powrót do naszego Boga..i o moją wytrwałość w wierze i jej pogłębianie. Za ta stronę i za papieża. Bóg zapłać ❤

    • Marakuja pisze:

      +++ We wszystkich dzisiejszych intencjach ❤

      Nie na temat.. czy słyszeliście o tej świętej? Ależ mamy w Niebie patronów niesamowitych…

      W górę serca, pogrążeni w smutku!
      autor: ks. Andrzej Trojanowski TChr
      Chociaż bohaterka tej historii – Luiza od Nicości – żyła dawno, w XVII w., to jednak wiadomo wiele o jej życiu dzięki zachowanym świadectwom. Po śmierci uważana za świętą, za życia była brana za „wariatkę” i wytykana palcem jako przykład nieszczęścia, które może się przytrafić nawet pannom z najlepszych domów.

      Urodziła się w rodzinie należącej do sławnego rodu Andegawenów. Opływając we wszystko, cierpiała na brak tego, co jest najważniejsze dla dziecka: akceptacji i ciepła ze strony rodziców, którzy od początku byli do niej dziwnie uprzedzeni. Obchodzili się z nią szorstko i uważali za głupią. Pomimo tego, Luiza wyrosła na dziewczynę o nieprzeciętnym wdzięku, żywym umyśle i pięknym głosie. Wbrew usilnym staraniom wielu o jej rękę, w wieku 37 lat wstąpiła do klasztoru. Działo się to w okresie dynamicznego rozwoju jansenizmu we Francji. Ten ruch religijny zmierzał do reformy życia duchowego według najbardziej surowych i rygorystycznych zasad. Głosił skrajny perfekcjonizm postępowania i wpajał przede wszystkim lęk wobec Boga, jako drobiazgowego i ciągle niezadowolonego sędzi. Do środowiska zdominowanego tego rodzaju duchem wiary trafiła Luiza, którą rodzinne wychowanie pozbawiło elementarnej pewności siebie, wpoiło poczucie winy i braku osobistej wartości. Jansenistyczna wizja Boga, rodząca w jej wrażliwej i okaleczonej psychice raczej przerażenie aniżeli świętą bojaźń, doprowadzała ją niebawem do psychozy lękowej. Wkrót
      ce stała się ofiarą obłędu, który zmuszał ją do krzyków, rzucania się i wybiegania na ulicę. Uznano ją za czarownicę, zakuto w łańcuchy i usadowiono w paryskim zakładzie dla szaleńców, którego sama nazwa – Salpetriere – wywoływała dreszcze. Znalazła się obok starej, pokrytej wrzodami i robactwem kobiety. Oto, co pisze pewien psychiatra na temat warunków, panujących wówczas w tym zakładzie: Kobiety, przykute do ściany za pomocą żelaznej obręczy, obejmującej je w pasie, jęczały w dzień i noc, trzęsły się z zimna i wilgoci. W okresie zimy, gdy Sekwana wzbierała, te ponure pomieszczenia, znajdujące się na poziomie ścieków, stawały się kryjówką dla niezliczonych szczurów. Nocą rzucały się na nieszczęsne kobiety, gryząc je tam, gdzie się dało.

      W miarę upływających tygodni gwałtowność zachowywania się Luizy malała: coraz mniej się rzucała, ciszej i rzadziej krzyczała. Uwolniono ją z łańcuchów i pozwolono jej chodzić na teranie zakładu. Odwiedzała jedną ze swych towarzyszek niedoli, z którą modliła się i rozmawiała. Męczarnia skrupułów i lęków ustępowała na korzyść duchowego pokoju. Do jej uzdrowienia przyczyni
      ła się posługa pewnego kapłana, mającego szczególny dar rozeznawania i pocieszania w strapieniu. Spowiadał ją i udzielał Komunii św. Po kilku miesiącach Luizę przeniesiono do innej sali, przeznaczonej dla „obłąkańców, którym powrócił rozum”. Zlecono jej opiekę nad kobietami chorymi na trąd, gruźlicę, szkorbut i inne straszliwe choroby miejskiej biedoty. Obowiązki te wykonywała ofiarnie i radośnie. W miarę swych sił, dźwigała obłożnie chore, sprzątała po nich, myła je, wynosiła baseny… Po porannej Mszy św. wracała do nich, karmiła je i ubierała, szepcząc przeróżne modlitwy i słowa pociechy. Zdrowsze kobiety zachęcała do większej wiary i uczyła katechizmu. Pomimo wyraźnych znaków powrotu do zdrowia, ludzie wciąż uważali ją za pomyloną, a ona w swej pokorze nie wyprowadzała ich z błędu. Wciąż chodząc w łachmanach, niestrudzenie troszczyła się o tych, którzy obłąkani byli naprawdę. Uchodząc za szaloną – rzeczywiście nią była, lecz w sensie Chrystusowego szaleństwa miłości. Często modliła się nad chorymi, a kiedy oni powracali do zdrowia, protestowała przeciwko gestom wdzięczności i zakłopotana tłumaczyła, że nie ma żadnej mocy nad chorobami. Otrzymywała niezwykłe łaski, lecz prosiła Boga, aby przez to nie ściągać na siebie uwagi. Ustały więc jej widoczne dla wszystkich ekstazy. Coraz bardziej natomiast jaśniała jej prostota i radość. Niegdyś przerażona aż do obłędu wizją potępienia przez Boga, teraz zachowywała totalną ufność wobec Jego zamiarów. Dzięki miłosierdziu Bożemu – jak sama mówiła – czuję się tak bardzo gotowa przyjąć wszystko, co On zechce mi zesłać, że nawet gdybym miała ponownie wpaść w obłęd, to i tak nie przestałabym Go wielbić. Umarła w wieku pięćdziesięciu pięciu lat, zaraziwszy się gruźlicą od chorych, którym bez wytchnienia usługiwała. W ceremonii pogrzebowej uczestniczyły tłumy bezimiennych biedaków i obłąkańców, a jej grób przez wiele lat był czczony jako grób świętej.
      Czy Luiza rzeczywiście wpadła w chorobę psychiczną? Nie – odpowiada
      ją współcześni psychiatrzy. Jej zachowanie, noszące cechy rzeczywistego obłędu, spowodowane było przejściowym kryzysem wiary: pewnością, że nie jest kochana przez Boga, że została przez Niego nieodwołalnie potępiona. Okazuje się, że w tym mrocznym doświadczeniu duchowym nie była odosobniona. Wielu świętych przeżyło podobny typ rozpaczy, z której zostali definitywnie uwolnieni. Przeszli oni drogę duchowego oczyszczenia, doskonale znaną chrześcijańskim mistykom, o których nieraz mylnie sądzimy, że nie stąpali twardo po ziemi. Coś w tym rodzaju przeżył także św. Albert (przed zakonem nosił imię Adam) Chmielowski na początku swej drogi, która ostatecznie doprowadziła go do całkowitego poświęcenia się najuboższym. Niedługo po wstąpieniu do zakonu opanowała go straszliwa niewiara w możliwość własnego zbawienia. Radość z bliskości Boga ustała, a jej miejsce zajęło poczucie opuszczenia, rozpaczy i bezsensu. Prawie przestał jeść i całkowicie zamilkł. Wpadł w rodzaj kompletnego osłupienia i melancholii. Uznano go za niezdolnego do podjęcia życia zakonnego, co więcej – za chorego, wymagającego specjalistycznego leczenia. Został umieszczony w szpitalu psychiatrycznym w Kulparkowie pod Lwowem. Na szczęście, po kilku miesiącach pobytu w szpitalu, zabrał go do domu jego brat Stanisław i troskliwie się nim zaopiekował. Jego stan nie polepszał się jednak. Siedział i milczał, nie spał i nie jadł. Podczas Powstania Styczniowego, w którym stracił nogę, tyle razy zaglądał śmierci w oczy. A teraz sama myśl o niej paraliżowała jego władze. Nie rozumiejąc, co się
      z nim naprawdę dzieje, Stanisław zaprosił do domu proboszcza. Pozostając w pomieszczeniu obok i wiedząc, że Adam wszystko słyszy, Stanisław wszczął rozmowę z kapłanem o Ojcu przebaczającym marnotrawnemu synowi, o kobiecie cudzołożnej, o żalu Piotra i innych przykładach Boskiego miłosierdzia w Biblii. Słowa te trafiły do serca udręczonego Adama. Przyszedł czas postania z rozpaczy. W kilka godzin potem zażądał, aby osiodłano mu konia. Służący mało nie upadł ze zdumienia: Pan Adam przemówił!. Pogalopował do proboszcza, w czasie kilkugodzinnej spowiedzi zrzucił z siebie cały swój ból i wrócił do domu zupełnie odmieniony. Nastała niewypowiedziana radość. W domu i w okolicy mówiono: znowu jest sobą – jak dawniej, radosny, serdeczny, towarzyski…. W rzeczy samej, nie był już tym samym człowiekiem. Słyszano go, jak w czasie spaceru z rozpromienioną twarzą powtarzał: „jak dobry jest Bóg, jakże miłosierny i łaskawy…”. Wstąpił do trzeciego zakonu franciszkanów i, już jako brat Albert, trafił do dzielnic Krakowa, gdzie panowała największa nędza, prostytucja i przemoc. Przygarniał biedaków, starał się dla nich o środki do życia, otaczał duchową opieką. Wkrótce powierzono mu schronisko dla mężczyzn, a potem także dla kobiet. Gromadziło się wokół niego coraz więcej osób, pragnących również poświęcić się najuboższym. Tak oto powstawał zalążek dwóch zgromadzeń zakonnych – gałęzi męskiej i żeńskiej. Wyczerpany życiem, zmarł w Boże Narodzenie 1916 r. Kanonizował go Jan Paweł II w 1989 r.

      Co łączy obydwie z powyżej przedstawionych postaci? – Ciemność wewnętrzna, noc zmysłów, spowodowana poczuciem nieobecności Boga, który dotąd udzielał się pośród radości i pokoju ducha. Nagle prosta i naturalna wiara staje się niemożliwa i gaśnie wszelki entuzjazm w miłości, „nie ma Boga, życie jest absurdem, drogą do nikąd!” – rozlega się wewnętrzny krzyk. Pustka w umyśle, grunt usuwa się pod nogami, królują niechęć do życia, pragnienie śmierci i zarazem straszliwy lęk przed nią. Wszystko wydaje się być skończone. Oto dno rozpaczy, którego Bóg pozwala dotknąć tylko największym swym przyjaciołom. Im się wydaje, że Bóg jest daleki, tymczasem jest z nimi szczególnie blisko. Przeżywają śmierć dla swej wiary – zbyt pewnej siebie i łatwej, łaknącej ciągle Boskiej pocie
      chy, jak dziecko łaknie słodyczy; umierają dla swej miłości – zbyt ludzkiej, emocjonalnej, kapryśnej, wybiórczej, szukającej zadowolenia i satysfakcji. Wszystko, w czym dotychczas pokładali swą ufność i z powodu czego mogli się szczycić i wynosić ponad innych – zostaje nagle im odebrane. Pozostają biedni, ślepi i nadzy.

      Lecz ich konanie jest momentem ich narodzenia: pustą i wyjałowioną duszę Bóg zaczyna wypełniać i ozdabiać najcenniejszymi darami. Rodzi się wiara – która wierzy tylko ze względu na Boga i nie wygląda już Jego pociech; rodzi się miłość – która kocha ze wzglądu na Niego, a nie mocą swych własnych porywów i upodobań. Gdy ludzie ci w końcu zostają posłani do świata, działają mocą Jego miłości. Dlatego misja ich przynosi wspaniałe owoce. Luiza została posłana do obłąkanych: kto potrafiłby znieść, nie mając w sercu Boskiej światłości, straszliwe ciemności cudzego obłędu? Czy można pogrążyć się w przepaść cudzej rozpaczy i samemu nie upaść? Komu brakuje wewnętrznego światła, nie może bez uszczerbku dla siebie podzielać cudzych ciemności. Jeśli Luiza je podzielała, to dlatego, że sama przeżyła piekło rozpaczy i doświadczyła, że nic nie zdoła odłączyć nas od miłości Boga, która jest w Chrystusie, Panu naszym… Ani śmierć, ani życie, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe… Do tych słów św. Pawła z Listu do Rzymian Luiza mogłaby dodać: …ani lęki, ani depresja, ani szaleństwo czy obłęd, ponieważ we wszystkim tym odniosłam zwycięstwo dzięki Temu, który mnie umiłował. Nic mnie trwoży, nic nie przeraża, bo zstąpiłam do otchłani choroby i obłędu – a i tam Bóg mnie nawiedził i mnie uwolnił! Oto dlaczego pytam każdą duszą pogrążoną w najgłębszej nocy: Któż cię odłączy od miłości Chrystusowej?

      Jeśli któryś z wielkich przyjaciół Boga przeżywa noc ducha, to nie tylko ze wzglądu na własne uświęcenie. W rzeczywistości, obarczeni zostają ciemnością świata – jego straszliwymi lękami i zgryzotami – aby została ona rozjaśniona ich heroiczną miłością i wiarą. Doświadczenie Jezusa na Krzyżu staje się udziałem Jego ukrzyżowanych przyjaciół, wśród których zapewne są pacjenci z psychiatrycznych zakładów. Zbawienie na Krzyżu dokonało się poza murami Jerozolimy – dziś nadal się dokonuje poza murami
      ruchliwych miast i poza oczyma ich zagonionych mieszkańców. Poprzez swych zaufanych, którzy żyją na tym świecie, choć nie są z tego świata – Jezus wstępuje w obszary naszego człowieczeństwa, które najbardziej nas przerażają i wzbudzają trwogę; w obszary, które dla wielu są powodem zgorszenia, buntu przeciwko Bogu i własnemu losowi. Są to obszary smutków egzystencjalnych, lęków, depresji, wyczerpań, utraty rozumu, chorób psychicznych… Przyćmione środkami farmakologicznymi lub ucieczką w nadmierną pracę, użycie, gromadzenie dóbr materialnych – lęki i niepokoje nie giną, lecz nadal zbłąkane się odzywają.

      Tymczasem droga do życia prowadzi właśnie przez lęki, a nie wbrew nim lub bez nich. Że naprawdę jest to możliwe, Bóg zapewnia nas o tym właśnie przez swoich przyjaciół. Czy św. Tereska od Dzieciątka Jezus żyła w błogim pokoju, z dala od prawdziwych problemów świata? Otóż, dźwigała ona ateizm XX wieku wraz z całym rozdarciem duchowym, jakie ono spowodowało. Wszelkie kłamliwe argumenty przeciwko Bogu, jakie wytoczyli filozofowie egzystencjaliści i materialiści ubiegłego stulecia, odebrała ona – w sposób intuicyjny – jako cios prosto w serce. Jad wszelkich wątpliwości i negacji Boga rozlegał się w jej wnętrzu, wywołując bolesną skargę: Nigdy nie uwierzyłabym, że można tak cierpieć… W czasie dni wielkanocnych, dni tak radosnych, Jezus dał mi odczuć, że rzeczywiście są ludzie, którzy nie mają wiary.
      Pozwolił, by duszę mą osaczyły nieprzeniknione ciemności, i by myśl o Niebie, tak dla mnie radosna, zamieniła się w źródło zmagań i udręk…. Mam wrażenie, że ciemności, zapożyczając głosu grzeszników, mówią do mnie drwiąco: „Marzysz o światłości, o ojczyźnie nasyconej upojnymi zapachami, marzysz o wiecznym posiadaniu Stworzyciela wszystkich tych cudowności – myślisz, że opuścisz kiedyś mgły, w których żyjesz? No to pójdź, pójdź, raduj się ze śmierci, która da ci nie to, czego w nadziei oczekujesz, lecz noc jeszcze ciemniejszą, noc nicości”. Czyż to doświadczenie nie zanurzało ją w beznadziejność świata, wyrzekającego się Boga? Czy jej heroiczna wiara i nadzieja nie były pokonywaniem owej beznadziejności?

      Oto inny przykład: Marta Robin. Ona również przeżyła noc wiary i pokus, mającą wartość nie tylko dla niej samej, ale dla całej ludzkości. Została oczyszczona duchowo w wieku trzydziestu lat, była już niejako „gotowa” do spotkania z Bogiem w wieczności, a jednak przeżyła na ziemi jeszcze pięćdziesiąt lat. Nikt się nie dowie, co naprawdę przeszła w ciągu tych wszystkich bezsennych nocy (nie spała bowiem, nie jadła i nie piła – żywiła się Eucharystią). Jedno wiadomo: dzięki tym nocom powstały „Ogniska miłości” – wspólnoty chrześcijańskiego życia, rozwijające się obecnie na wszystkich kontynentach. Pan zapewnił ją, że „ogniska” te przyczynią się do odnowy nie tylko Kościoła, ale także całego świata. I faktem jest, że mnożą się świadectwa nawróceń tysięcy, dziesiątek tysięcy osób… Święci przekraczają granice normalnej wytrzymałości ludzkiej, aby pokazać, że nie ma takiego obszaru człowieczeństwa, którego nie mógłby nawiedzić Bóg.
      Nie wszyscy jednak prowadzeni jesteśmy drogą tak gęstych ciemności. Lecz niepodobna, aby w części nie nawiedziły nas one na pewnym etapie wiary. Po okresie radosnego kroczenia wraz z Panem, przychodzi poczucie Jego oddalenia i nieobecności. Nagle czujemy się zdezorientowani i opuszczeni, a najmniejsze przeciwności życiowe sprawiają, że budzą się dawne lęki, obsesje, zahamowania, chęć ucieczki i zamknięcia się w sobie. Wychodzą na wierzch stare urazy i zranienia w sferze emo
      cji i uczuć. Człowiek spanikowany, którego nagle ogarnia niepokój, sięga po leki, których spożycie w świecie osiąga imponujące rozmiary i z każdym rokiem wciąż wzrasta. Nieraz leki są potrzebne i wskazane, oby tylko nie przekreśliły tej niezwykłej okazji wzrostu, jaki stan wewnętrznego cierpienia ze sobą niesie. To trudne do zniesienia doświadczenie zachęca bowiem do wypłynięcia na głębię, do pójścia o jeden krok dalej w ufności wobec Wszechmogącego. Jeśli prawdą jest, że nawet jeden włos z głowy nie spada nam bez Jego wiedzy, to z całą pewnością wszystko to, co nam się przydarza, nie jest Mu obce. W swej pedagogii, z myślą o Niebie, Bóg oczyszcza w nas miłość, jaką kochamy i pozawalamy się kochać przez Niego i przez ludzi. Trudności zewnętrzne, prześladowania, upadki, upokorzenia, lęki – oto okazje, by kochać i trwać w nadziei – mówi pewna wierząca lekarka, psychiatra. W górę serca – wszyscy pogrążeni w depresjach, lękach i smutkach egzystencjalnych! Nie ma takiej trwogi, której nie doświadczyłby Jezus, wyznający w Ogrójcu: smutna jest moja dusza, aż do śmierci. Nie ma takiej rozpaczy, której nie przeżyłby On na Krzyżu, i której nie zdołałby rozświetlić blask Wielkiej Nocy.

      ks. Andrzej Trojanowski TChr
      https://archiwum.milujciesie.org.pl/nr/temat_numeru/w_gore_serca_pograzeni.html

    • leszek pisze:

      W intencji dziękczynnej za to, że znalazłem pracę. W intencji uproszenia łaski nawrócenia dla mojego brata, siostry z rodziną, mojej córeczki Weroniki i całej jej rodziny, znajomych i wszystkich , którzy nie wiedzą, że tej łaski potrzebują. W intencji wspólnoty WOWiT o wszelkie potrzebne łaski.

  5. AnnaSawa pisze:

    Bardzo, bardzo !! proszę o modlitwę za znajomą, o Bożą pomoc w intencji rozwiązania problemów rodzinnych. Proszę o wsparcie choć jedną modlitwą. Wielkie Bóg zapłać.

  6. pepe pisze:

    niech ta wymowna fotka, będzie zachętą do modlitwy :

    • AnnaSawa pisze:

      Maryjo, Matko nasza, miej w opiece swojego kapłana a naszego kochanego papieża Franciszka. Aniołowie strzeżcie i módlcie się za papieża. Amen.

      • Bogusia pisze:

        +++

      • leszek pisze:

        +++ za Benedykta XVI też.

      • Marian pisze:

        +++

      • Paweł pisze:

        V. Módlmy się za papieża naszego Franciszka.
        R. Niech go Pan strzeże, zachowa przy życiu, darzy szczęściem na ziemi i broni przed nieprzyjaciółmi.

        [Jest to modlitwa obdarzona odpustem cząstkowym, jak podaje książeczka „ODPUSTY. Ujawnione Miłosierdzie Boże wobec żywych i zmarłych”, którą opracował ks. Zdzisław Pałubicki SJ, a wydało w roku 1996 wydawnictwo Michalineum (IMPRIMATUR Kuria Biskupia – Kalisz, 4 VII 1995 r., l. dz. 420/95/B, bp Stanisław Napierała – ordynariusz). Książeczka ta podaje również, że powyższy odpust cząstkowy jest pozycją nr 39 w autentycznym „Wykazie odpustów” ogłoszonym za pontyfikatu bł. Pawła VI dekretem Penitencjarii Apostolskiej z dnia 29 VI 1968 roku.]

  7. Czester pisze:

    +++

  8. ❤ Alicja "ŚWIADECTWO" cz. IV wt. 20.10.1987, godz. 9.30
    – Proszę o miłość i wiarę, która góry poruszy.
    Dz 22, 14-15 "… on zaś powiedział: «Bóg naszych ojców wybrał cię, abyś poznał Jego wolę i ujrzał Sprawiedliwego i Jego własny głos usłyszał. Bo wobec wszystkich ludzi będziesz świadczył o tym, co widziałeś i słyszałeś»".

    ❤ Alicja "POUCZENIA" czw. 3.12.1992, godz. 10.30
    † Trzeba być obydwoma jednocześnie: Marią wobec Mnie, Martą wobec ludzi.

    ❤ Alicja "POUCZENIA" Niedz. 13.12.1992, godz. 20.20
    † Wasza niemądrość i grzeszność Mnie nie dotyka, tylko was samych. Ja wam współczuję, bo was kocham. Bo wasza nędza jest tak wielka, że wzbudza jedynie Moje Miłosierdzie. Każdy je otrzyma i będzie ocalony, jeśli nim nie wzgardzi lub jeśli znajdzie się ktoś, kto będzie za nim błagał o Miłosierdzie.

  9. EwaT pisze:

    Prosze o pokoj w sercu i cierpliwosc.

  10. kasiaJa pisze:

    Proszę o modlitwę w intencji mojej znajomej, o rozwiązanie skomplikowanego problemu rodzinnego.
    +++ ❤

  11. Bogusia pisze:

    Kochani, czy wiadomo „cos” ,na temat ostatnich nagran ,ze spotkania u ojca Daniela ?

    • Justyna pisze:

      Tak. I to nic dobrego.
      Video ma nie być wcale, a czy będą nagrania tylko do odsłuchania to też nie wiadomo i jeśli będą to nie wiedzą kiedy.
      Wiem jedno, ks. abp Depo takiego zakazu nie wydał. To coś u nich w środku zgrzyta

      • rysik pisze:

        Najwidoczniej, coś jest nie tak we Wspólnocie. Na pytania na portalu społecznościowym odpowiadają ludziom dość agresywnie i apodyktycznie.

  12. Marzena pisze:

    Marakuja, dzięki za przypomnienie tego tekstu, jakże bliskie są te doświadczenia

  13. wobroniewiary pisze:

    „Odmawiam podpisania przedłożonego mi oświadczenia ze względu na jego szkodliwy ze względów moralnych charakter. Jednocześnie stwierdzam, że nie istnieją podstawy prawne zobowiązujące obywateli PRL do składania tego rodzaju oświadczeń. J.Kaczyński ” 17XII81

  14. kasiaJa pisze:

    Dzisiaj można łączyć się drogą radiową – Msza święta o uzdrowienie duszy i ciała : Wspólnota Przemienienia Odnowa w Duchu Świętym przy Parafii Św. Maksymiliana w Krakowie – 29.02.2016 godz 18.00 Transmisja na: http://odnowa.mistrzejowice.net/radio-przemienienia/

  15. Maggie pisze:

    Przez parę dni nie miałam szansy zaglądania na WOWIT i powoli nadrabiam zaległości.

    Jeśli ktoś źle czynił, NIECH się lepiej uderzy w piersi i zamiast mataczyć, użyje swoich sił i zdolności dla DOBRA i poprawy.

    Przyznanie się do błędu nie jest łatwe, ale szlachetne, a skruszonego nie kopie się, zwłaszcza w katolickim pojęciu miłości bliźniego. Cóż bowiem wyczyniał Szaweł nim stał się Pawłem?!?!
    Mamy właściwy Rok na rozliczenia tak siebie jak i bliżniego .. Rok Miłosierdzia Bożego.
    Kłamstwo ma krótkie nogi i nie wiedzie do Nieba.

    Dlatego kiedy się kogoś rozlicza z przeszłości, trzeba dać szansę rozliczanym, z tym że rozliczany i rozliczający MUSI pamiętać o warunkach przebaczenia – a na pierwszym planie ukazuje się tu szczery żal i chęć poprawy. Nie tratujmy kopytami nienawiści i pogardy leżącego, ale obdarzmy modlitwą.

    Pamiętajmy, że człowiek jest słaby, a słabość może w różnych formach „owocować” i owocować oraz o tym jak wielu było zainfekowanych… skoro opanowali i panowali wiele lat i NADAL mają wpływy i siłę. Należy tylko sobie i im życzyć, abyśmy wszyscy, w pokoju, wzrastali w miłości Boga i bliźniego. Niech się nawrócą jak ten Szaweł, mający krew na rękach, niech się nie boją haków czy sideł, które na nich zastawiono lub sami zastawiali – bo uwolnienie się od zła jest szlachetne i daje szczęście. Ci co zaś osądzają niech również pamiętają o szlachetności, którą powinni się kierować – w imię MIŁOŚCI Boga i bliźniego.

    Nie łatwo jest przebaczyć i przebaczać, ale jeśli sercem nie potrafimy, to zróbmy z prostego egoizmu i gromienia własnej pychy: bo jeśli my teraz nie potrafimy przebaczyć, to kiedy staniemy przed Największym Trybunałem tj Bożym … będziemy się mieli ” z pyszna” …

    Panie Wałęsa nie tłumacz się, uderz się w piersi, rozpłacz ale szczerze (!) … i nie krzycz jak zachwycony sobą głuszec, my zrozumiemy, bo zdajemy sobie sprawę z tego czym jest wstyd i upokorzenie i strach .. BO NIE będziemy kopać pokutnika, wyzbywającego się pychy.

    Nie patrzmy też na innych jak np na mundurowych jak na śmieci, bo NIE każdy źle czynił, kiedy był zatrudniony i służył jakoś Ojczyźnie – nawet w komuniźmie celującym w praniu mózgów (to pranie a nie złe chęci … bywa, że jest przyczyną „zaćmy”). Tym co zło czynili dajmy szansę uderzenia się w piersi i bycia wolnym od zła.
    Oczywiście nie bądźmy naiwni lecz baczni tj uważni/roztropni.

    Jest Rok Miłosierdzia.

    Jezu Ty się tym zajmij. Jezu ufam Tobie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s