Ks. Andrzej Trojanowski – Płaczące Oblicze Chrystusa

Starsza kobieta, którą znam z jej ofiarnej pomocy ludziom cierpiącym i zagu­bionym w Paryżu, doręczyła mi kilka fotografii wykonanych przez jej znajo­mego fotografa – M. Vaissiera, mieszkańca Tuluzy. Są to reprodukcje rysunku, o wymia­rach 14,5 × 20,5 cm, przedstawiającego ob­licze ukrzyżowanego Chrystusa. Do zdjęć jest dołączona historia oryginalnego rysun­ku oraz opis wydarzeń związanych z kopiami sporządzony przez Vaissiera. Są one zastanawiające i warte przedstawienia.

Płaczące Oblicze Chrystusa

Początek całej historii miał miejsce 19 marca 1983 r., w dniu św. Józefa. Wówczas to miesz­kanka Marsylii, Syssel Cymer, znalazła się w pobliżu swojego domu w czasie bar­dzo ulewnego deszczu. I kiedy tak stała na­przeciw statuy Madonny ukrytej w kamien­nej niszy, nagle zwróciła uwagę na kartkę papieru moknącą w kałuży pośrodku ulicy. Kobieta z zaskoczeniem stwierdziła, że widnieje na niej rysunek cierpiącego Chry­stusa. Jej zdziwienie było jeszcze większe, kiedy zobaczyła, że wizerunek ów był zupełnie suchy i ani trochę nie pokancerowany, w przeciwieństwie do swej odwrotnej strony – ubłoconej, ze śladami opon samochodo­wych i butów. Doniosła o tym nad­zwyczajnym znalezisku znajomemu księ­dzu, który zamówił u Vaissiera wykonanie reprodukcji. Fotograf zrobił do­datkową kopię dla siebie, włożył ją pomiędzy inne rzeczy, po czym po prostu o niej zapomniał. Odnalazł ją dopiero po prawie ośmiu latach; wykonał wtedy dwie kopie i ofiarował je w prezencie dwom osobom: wspomnianemu księdzu oraz swo­jemu znajomemu – Paulowi Soosowi, który za­mówił u niego reprodukcję ikony Matki Bo­żej. Ksiądz, zaskoczony prezentem, przy­pomniał Vaissierowi, że to on właśnie zamó­wił u niego fotografię rysunku.

W oratorium Soosa zdjęcie Chrystusa zo­staje umieszczone obok ikony Matki Bożej. 6 grudnia 1991 r. w oczach Pana Jezusa pojawiają się zabarwione krwią łzy, wydzielające szlachetną woń. Pod wpływem tego wydarzenia Vaissier posta­nawia odnaleźć autorkę ry­sunku. W tym celu wypożycza oryginał od Syssel Cy­mer i odczytuje na nim podpis: „Etiennette Gilles”. Następnie ustala, że kobieta o tym nazwisku zmarła przed kilku­nastu laty. Udaje mu się również wykazać z dużym prawdopodobieństwem, że pier­wowzorem rysunku jest drewniana rzeźba Ukrzyżowanego znajdująca się w Limpias w Hiszpanii – dzieło siedemnastowiecznego artysty Pierre’a de Mena. Miejscowa ludność nazywa ją Najświętszym Chrystusem Kona­jącym.

Na początku 1992 r. Paul Soos podarował wizerunek Chrystusa komuś ze swoich przyjaciół i na jego miejscu zawiesił repro­dukcję wykonaną przez Vaissiera. W obec­ności osób modlących się 2 lutego 1994 r. pojawiły się liczne strużki krwi wypływające z ran Pana Jezusa, spod korony cierniowej. Są one, wraz ze łzami, doskonale widoczne na fotografii.

Płaczące Oblicze Chrystusa

Płaczące Oblicze Chrystusa Takie są fakty. Natomiast na pytanie o ich znaczenie odpowiedzi musi udzielić każdy (każda) sam(a) sobie. Obecnie już widać, jak różne są reakcje ludzi wobec opisanych wyżej wydarzeń. Dla coraz większej liczby osób kryje się tu wezwanie do pogłębienia życia duchowego przez mo­dlitwę i sakramenty. W wizerunku Chrystu­sa osoby te rozpoznają to samo orędzie, które płynie z krzyża. Przekonane są o autentyczności tego znaku i jego bardzo ważnym przesłaniu dla współczesnego człowieka – często oddalonego od Boga i od prawdy o sobie, niewrażliwego na miłość Bożą, lekceważą­cego doczesne oraz wieczne konsekwencje swoich grzechów. Ludzie czczący wizeru­nek Chrystusa odczytują z niego jeszcze jeden dowód miłości i zatroskania Pana Je­zusa o losy całej ludzkości, stojącej przed widmem katastrofy zgotowanej własnymi rękami – poprzez „postęp” za cenę wyrzuce­nia Boga z życia; za cenę sprzeniewierza­nia się prawdzie (w wielu jej wymiarach ży­ciowych) oraz naturze i godności człowieka przez akceptację zboczeń seksualnych, aborcji, eutanazji, przez terroryzm i woj­ny… We łzach i krwi Chrystusa – nie bojąc się posądzeń o naiwną i głupią dewocyjność – osoby te dostrzegają znak cierpienia Boga w Jego bezgranicznej miłości do czło­wieka – miłości, która nie tylko raz wydała się na ukrzyżowanie, ale nadal jest wzgardzana i odpychana, szczególnie dzisiaj. Mi­łość – kiedy jest niesłusznie deptana i hań­biona – wyraża się przez krew i łzy. Takim językiem miłości przemawia Chrystus ze swego wizerunku. Nie łamiąc czyjejkol­wiek wolności, nie zmuszając przemocą do nawrócenia, apeluje do nas i wzywa do opamiętania się! Wszystkim, którzy gorszą się Jego łzami i krwią, zdaje się wskazy­wać na krzyż, bo najpierw ludzie zgorszyli się krzyżem…

Powtórzmy więc raz jeszcze, że każdy i każda sam(a) musi zin­terpretować powyższe fakty. Wielkość człowieka mierzy się jego zdolnością do dokonywania wyborów. Lecz wolność to także odpowiedzialność. W ostatecznym rozrachunku odpowiedzialność za zbawie­nie własne i innych ludzi, na których – czy uświadamiam to sobie, czy też nie zdaję sobie z tego sprawy – moje wybory moralne mają rzeczywisty wpływ. Dobry lub zły. Trudno zaprzeczyć temu, że wszyscy, którzy na znak cierpiącej mi­łości Chrystusa odpowiadają pokutą i na­wróceniem, przyczyniają się do ocalenia ludzkości przed tragicznymi konsekwen­cjami wyborów zła. Na ogół niewidoczni, skromni i cisi, nierzadko lekceważeni, są oni prawdziwym błogosławieństwem dla świa­ta. Nie polegają na swoich zasługach, lecz na mocy krzyża Chrystusowego, w którym jest jedyne ocalenie i życie.

Oblicze Chrystusa urzeka swym dostoj­nym pięknem, godnością i harmonią rysów – przede wszystkim jednak głębią wyrażającego się na nim cierpienia. Głęboki spokój tego wizerunku uspokaja nasze myśli; jego łagodność spontanicznie wzbudza zaufa­nie; prawdziwość przeżyć rodzi w nas wrażenie, że jesteśmy rozumiani. Jednym sło­wem – obraz ten zapada w serce. Bu­dzi pragnienie przylgnięcia do Chrystusa. Do Miłości, która się tu najgłębiej wyraża pięknem, harmonią, przyciąganiem, uspo­kojeniem, zrozumieniem…

Oblicze Chrystusa jest mową miłości Boga bez słów. W sytuacji gdy samo słowo „mi­łość” niewiele dziś znaczy dla człowieka, Je­zus jest Słowem Boga przemawiającym do nas na różne sposoby. Korona cierniowa, krew i łzy mówią o najwyższej niesprawie­dliwości ludzkich grzechów. Skąd bierze się nieufność ludzka wobec Boga? Skąd podej­rzenia, że On nas oszukuje i pozbawia dóbr poprzez swoje przykazania? Skąd poczucie zagrożenia Jego obecnością w rodzinach, w życiu społecznym, polityce, w mass mediach?… Wizerunek Chrystusa świadczy o absurdal­ności wszystkich tych oskarżeń i obaw. Jezus zdaje się mówić: „Wierzycie bardziej szatanowi, który z nie­nawiści do Mnie wciąż fałszuje w waszych sercach mój prawdziwy wizerunek. Zobacz­cie sami, czy jest na nim wymalowany pod­stęp, kłamstwo, jakikolwiek zły zamiar… Patrzcie i rozpoznajcie we Mnie niezmie­rzoną miłość Ojca ku wam wszystkim! Oczyści was ona z waszych grzechów i prawdziwie uszczęśliwi, jeżeli tylko zbliży­cie się do niej z całkowitą ufnością”.
Źródło: Miłujcie się

*****
Biblia w rok – czytania na 27 lutego

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Pomoc duchowa, Wydarzenia i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

30 odpowiedzi na „Ks. Andrzej Trojanowski – Płaczące Oblicze Chrystusa

  1. bogumila2014 pisze:

    Nie daj zginąć…

    Umęczony wyszydzony
    ubiczowany opluty
    moich ciągłych grzechów
    bólem przeszyty
    na krzyżu konasz
    wciąż wyciągając kochające
    boskie ramiona do mnie człowieka
    ignoranta grzesznika niewdzięcznika
    Niepojęta jest Twa Miłość
    bo wierzysz we mnie
    nawet gdy ja sam
    wiarę tracę
    we własne człowieczeństwo
    Ty Nieskończone Dobro
    ja stworzony Tobie na podobieństwo
    z grzechu skazą
    własną pychą się dławiąc
    na drobne roztrwaniam
    Miłosierdzie i Twoją Miłość
    bólu Ci przydając
    krzyżując wciąż na nowo
    zabijając obojętnością
    w codzienności Golgocie
    pustka mi najbliższą towarzyszką
    bezwzględność matką kamień ojcem
    skrusz zatwardziałość serca
    daj łzom popłynąć
    ratuj duszę
    nie daj zginąć… błagam… Chryste!
    /Bogumiła Dmochowska/

    • Marakuja pisze:

      Bo miłość jak woda pokornie płynie i ma nadzieję, że z wiarą zostanie wchłonięta do serca człowieka. Przyjdź Panie Jezu.. Drogo do Ojca w Niebie.. przez Bramę Najświętszą Maryję nam otworzona.. Serce niepokalane zwycięż nam grzesznym ten świat.
      Amen.

  2. 12. Pewien Kanadyjczyk nabył w r. 1982 ikonę „Strażniczki Bramy” z Góry Atos. Zaczęła ona w domu wydzielać olejek. Dowiedział się o tym Paul de Soos w Tuluzie we Francji. Postarał się o jej kopię. Dnia 11 lutego 1990 r., w 132 rocznicę Objawień w Lourdes, sączy się olejek z prawej dłoni Matki Boskiej tej ikony. W ciągu 4 pierwszych lat nagromadziło się go ok. 50 litrów. Z oczu ikony wypływają ŁZY. Wielu doznaje uzdrowień i cudownych nawróceń. Ikona trafiła i do Ojca świętego. Wędruje po Francji, Hiszpanii, Włoszech, Belgii, Szwajcarii. Orędzie Maryi jest podobne do tego z Sufanieh: „Katolicy i Prawosławni, bądźcie JEDNO”! Dotąd były objawienia Maryjne zastrzeżone przede wszystkim dla Kościoła rzymsko-katolickiego. Natomiast cuda z IKONAMI zdawały się specyfiką Prawosławia. Tuluza wskazuje na brak jedności. Arcybiskup miejscowy dopuszcza oddawanie prywatnej czci Ikonie.
    za:http://chrystuskrol.esanok.pl/sprawy-duchowe/swiadectwa-wiary/placzace-figurki-najswietszej-maryi-panny/

    W oratorium Soosa zdjęcie Chrystusa zo­staje umieszczone obok ikony Matki Bożej. 6 grudnia 1991 r. w oczach Pana Jezusa pojawiają się zabarwione krwią łzy, wydzielające szlachetną woń.

    Na początku 1992 r. Paul Soos podarował wizerunek Chrystusa komuś ze swoich przyjaciół i na jego miejscu zawiesił repro­dukcję wykonaną przez Vaissiera. W obec­ności osób modlących się 2 lutego 1994 r. pojawiły się liczne strużki krwi wypływające z ran Pana Jezusa, spod korony cierniowej.

    Interesuje mnie osoba Paula de Soos, wzgl Paula Soos, lub też Pawła Sós ur 20.04.1949

    • mc2 pisze:

      Dołączam się do prośby Jerzego .Dobrze byłoby by ktoś to wyjaśnił , bo tu dwa cuda dwóch wizerunków i łączy je obecność jednej osoby . Przypadek , wyjątkowa cnotliwość i pobożność tego człowieka ? Najlepiej byłoby gdyby wyjaśniła to któraś z osób które od czasu do czasu mnie krytykują za to szukam dziury w całym, czepiam się szczegółów, narzucam innym swoje podejście do tematu itp. Jeżeli ktoś dostarczy cennych informacji to moja wiara ulegnie lekkiemu umocnieniu ( czy to mit czy czy nie ) .
      We Francuskim internecie praktycznie nic nie ma o tym wydarzeniu.

      ps. Pan Paul Soos był zamieszkały w Tuluzie na ulicy Darquier 6.

      • mc2 pisze:

        mam na myśli : wiarę w cudowne wizerunki pojawiające się u osób cywilnych . Bo w Boga to wierzę , i cudowne wizerunki uznane za cudowne przez kościół katolicki również wierzę .

    • mc2 pisze:

      Aha . coś już znalazłem , podobno władze kościelne , zezwoliły na kult prywatny , bez pobierania opłat , a sam Paul podobno robił w ubezpieczeniach , i podobno nie urodził w 1949 się lecz trochę wcześniej , Podobno ta ikona wędrowała przez 3 miesiące i nawiedziło ją 10 tysięcy ludzi, a cudowny olej był zbierany do naczynia nierdzewnego pod ikoną aby ani kropla się nie zmarnowała. Był członkiem grupy ,, Drzewo Oliwne” a jego imię w grupie to Strażnik Boży. Podobno miał problemy z prawem w związku z defraudacją , musiał zamknąć biznes i wyjechał w nieznane miejsce.
      No ale to wszystko to mogą być bajki złośliwych ludzi … Tak więc proszę o rzetelne wyjaśnienie tej sprawy przez ludzi którzy lubią mnie krytykować .

      Dobrze byłoby poprosić tego księdza Andrzeja Trojanowskiego o wyjaśnienie tej sprawy .
      ps. z tego co zorientowałem się to artykuł jest odgrzewanym kotletem – przedrukiem . Po raz pierwszy ukazał się w Miłujcie się w 1997 roku…nr3/4

    • mc2 pisze:

      Chce zaznaczyć że być może ktoś w internet francuski specjalnie wpuścił fałszywą informację o tym człowieku np. lucyferianie, szkalując jego dobre imię . Dlatego należy to wyjaśnić .

      • wobroniewiary pisze:

        Ks. Andrzej Trojanowski to egzorcysta, on zajmował się sprawą egzorcyzmów Anneliese Michel, nakręcił film (link niżej)
        To kapłan, który wszystko dokładnie sprawdza, jego słowom wierzę

  3. wobroniewiary pisze:

    Módlmy się za siebie nawzajem, przyzywając opieki św. Michała Archanioła

    Święty Michale Archaniele wspomagaj nas w walce a przeciw niegodziwości
    i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Niechaj go Bóg pogromić raczy, pokornie o to prosimy, a Ty wodzu zastępów anielskich, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła Amen!
    Święty Michale Archaniele, który w brzasku swego istnienia wybrałeś Boga i całkowicie oddałeś się spełnianiu Jego świętej woli. Wstaw się za mną do Stwórcy, abym dzisiaj, za Twoim przykładem, na początku nowego dnia, otwierając się na działanie Ducha Świętego, w każdej chwili dawał się Bogu, wypełniając z miłością Jego świętą wolę. Niech razem z Tobą wołam bez ustanku: Któż jak Bóg! Przez Chrystusa Pana naszego. Amen

    Niżej możemy wpisywać intencje, w których mamy się nawzajem omadlać 😉

  4. wobroniewiary pisze:

    Cuda ks. Franciszka
    Zmarł 27 lutego 1987 roku. Dziś jest kandydatem na ołtarze. Świadkowie jego życia przytaczają wiele zdarzeń, które śmiało można uznać za cudowną interwencję Opatrzności Bożej.

    To był ksiądz, który sprawiał problemy ówczesnym władzom. Namawiał ludzi do abstynencji, mówił o uczciwości, pokazywał, jak zaufanie Bogu może przemieniać życie.

    Najgorsze było to, że ludzie go słuchali. UB na Śląsku, bo ks. Blachnicki pracował w Katowicach, nie miało już na niego siły, więc by powstrzymać księdza szaleńca, jak o nim mówili, aresztowali go.

    W marcu 1961 roku ks. Franciszek trafia do tego samego więzienia, w którym podczas II wojny czekał na wyrok śmierci zasądzony mu przez Niemców. Zwolniony, jak sam mówił, cudem Boskim, w lipcu pojechał na Jasną Górę, by podziękować za swoje uwolnienie.

    To tam przyszła mu do głowy myśl, że skoro w Katowicach nie może dalej działać, to może biskup pozwoliłby mu pojechać na studia do Lublina. Biskup pozwolił i w 1961 roku ks. Franciszek znalazł się na KUL. Tu studiował i rozwijał ruch oazowy, który pociągał coraz więcej nie tylko młodych ludzi, ale małżonków z różnym stażem wspólnego pożycia.

    Do Lublina, do ojca Franciszka przyjeżdżało coraz więcej ludzi. W różnych diecezjach w Polsce pojawiały się oazy przy parafiach, zaczynała się inna niż dotychczas praca duszpasterska. Wszyscy konsultowali swoje działania z ks. Franciszkiem, który został też krajowym duszpasterzem służby liturgicznej. Trzeba było pomyśleć o jakimś miejscu, gdzie można by się podziać.

    – Nie mieliśmy wtedy ani mieszkania, ani domu. Mieszkaliśmy na różnych stancjach lub przygarnięci przez kogoś. Poza tym nie mieliśmy pieniędzy na kupno czegoś na własność. Dla ks. Franciszka nie stanowiło to problemu. Powtarzał, że jeśli jest jakaś potrzeba, trzeba zacząć się rozglądać wokół, jak jej zaradzić, a resztę zostawić Panu Bogu – wspominają współpracownicy ks. Blachnickiego.

    On sam bardzo lubił spacerować po lubelskim Sławinku. To piękna dzielnica położona w miarę blisko centrum. – Któregoś dnia dowiedział się, że jest tam mieszkanie do kupienia. Nie zastanawiał się, ile ma pieniędzy i skąd je weźmie. Zgłosił się, że je kupuje, a o resztę zatroszczył się Pan Bóg. Rzeczywiście, nie wiadomo skąd, znalazły się pieniądze. A to ktoś przyniósł, by dobrze wykorzystać, a to ktoś pożyczył, a to w pracy nagle zapłacono nam dodatkowe premie. Oficjalnie nie można było kupić tego mieszkania na własność Instytutu czy Kościoła, więc ja figurowałam jako właścicielka – mówi Zuzanna Podlewska.

    W trzypokojowym mieszkaniu przy alei Warszawskiej zamieszkały panie współpracujące z ks. Franciszkiem, tworzące już instytut świecki życia konsekrowanego pod nazwą Instytut Niepokalanej Matki Kościoła. Tam odbywały się spotkania oazowiczów, kursy dla animatorów, spotkania dla kapłanów. Szybko okazało się, że mieszkanie jest za małe na potrzeby rozwijającego się ruchu oazowego oraz działalności liturgiczno-pastoralnej ks. Franciszka.

    Widząc w tym dzieło Boże ks. Franciszek zgłosił, że kupuje dom na Sławinku. Na to też nie było pieniędzy, ale zaufanie w Bożą pomoc do realizacji Bożych dzieł zawsze przynosiło efekt i pieniądze jakimś cudem się znajdowały. Tak w niedługim czasie na potrzeby Ruchu Światło-Życie ks. Blachnicki kupił 5 domów, wszystkie w bezpośrednim sąsiedztwie.

    – Ojciec był człowiekiem bardzo gościnnym. Gdy ktoś go odwiedzał przed południem zwykle zapraszał go na obiad. To były trudne czasy, gdy w sklepach nic nie było lub było na kartki. Poza tym nie mieliśmy nigdy wiele pieniędzy na zakupy, więc i obiady były skromne. Gdy niespodziewanie ojciec kogoś zapraszał na obiad, czasem się skarżyłyśmy, że nie mamy tyle zupy by wszystkim wystarczyło. Ojciec zwykle odpowiadał: dolej do zupy wody. Tak robiłyśmy i o dziwo ta „rozcieńczana” czasem bardzo zupa zawsze miała dobry smak – wspomina pani Grażyna Sobieraj z Instytutu Niepokalanej Matki Kościoła.

    Wielokrotnie zdarzały się sytuacje, gdy brakowało pieniędzy na opłacenie rachunków. Na zaniepokojenie pań z Instytutu Niepokalanej Matki Kościoła ojciec mówił: „Pan Bóg o tym wie”. Zawsze pieniądze się znajdowały, czasem w ostatniej chwili przynosił ktoś kwotę dokładnie taką, jaka była na rachunku, by ją ojciec jakoś wykorzystał.

    Od śmierci ks. Blachnickiego mija niemal 30 lat, ale dzieła które zapoczątkował są dziś kontynuowane, a Ruch Światło-Życie przekroczył nie tylko granice Polski, ale i Europy.
    Za: http://lublin.gosc.pl/doc/2994388.Cuda-ks-Franciszka

    Gwałtownik w sutannie
    (…)
    Miał wizję

    Jan Paweł II napisał po śmierci ks. Blachnickiego, że był on gorliwym apostołem wewnętrznej przemiany człowieka. Nazywał go też „gwałtownikiem królestwa Bożego”. Oba te określenia dowodzą, że ks. Blachnicki postrzegany był jako osoba skupiona na duchowej przemianie człowieka. Zależało mu nie tylko na pomocy materialnej bliźniemu – chociaż i tu był niezwykle wrażliwy – ale przede wszystkim na pomocy duchowej. Chciał, by ludzie doświadczali Boga, tak jak on doświadczył Go kiedyś w celi śmierci.

    Owa gwałtowność odnosiła się do podporządkowania wszystkiego idei promowania królestwa Bożego na ziemi, czyli chodziło o odnowę Kościoła. Ks. Blachnicki był bowiem prorokiem żywego Kościoła. Chciał go odnowić swoim posługiwaniem.

    Pochłonęło go tworzenie oaz. Pracował nad tym nieprzerwanie od lat 60. XX wieku. Były też rekolekcje oazowe, z których wyrosły parafialne oazy, a potem Ruch Światło-Życie. Ruch ten odnosi spektakularny sukces wśród polskiej młodzieży. Ks. Blachnicki dostosował jego zasady do potrzeb młodych, dorosłych i rodzin.

    Wszystko to działo się w maksymalnie niedogodnych warunkach – w kraju socjalistycznym, zwalczającym Kościół i wszelkie formy religijności. To dowodzi, że ks. Blachnicki budował „na Skale”.

    Członkowie oaz przekonują: – Żeby poczuć i zrozumieć, czym jest oaza, trzeba pójść najpierw na spotkanie do parafii, a potem pojechać na 14-dniowe rekolekcje. Bp Wodarczyk mówi, że z własnego doświadczenia wie, jak takie rekolekcje potrafią przemienić duchowo człowieka. Sam jest tego dowodem, ale wielokrotnie obserwował też te przemiany u innych. – Tam można poznać odpowiedzi na najtrudniejsze pytania, odnaleźć sens życia. Polecam je młodym, zwłaszcza tym, którzy utracili radość życia, nie potrafią się w nim odnaleźć, szukają swojego miejsca. Warto spróbować – mówi.
    (…)
    Więcej: http://niedziela.pl/artykul/123271/nd/Gwaltownik-w-sutannie

  5. magda pisze:

    Pomóż mi Panie, brak mi już sił. Pomóż mi zdać ten egzamin.

  6. Pingback: Ks. Andrzej Trojanowski – Płaczące Oblicze Chrystusa | Serce Jezusa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s