Robert Tekieli: Głupi głupi challenge! – czyli o skutkach wywoływania duchów w szkołach, akademikach, internatach i nie tylko

Tekst Roberta Tekielego opublikowany w marcowym numerze „Nowe Państwo”: Głupi głupi challenge!

Dziewięć miesięcy temu w polskich mediach tradycyjnych propagowano nową spirytystyczną „zabawę”, którą można praktykować przy pomocy narzędzia dającego się sporządzić w 10 sekund z materiałów dostępnych każdemu uczniowi. W Polsce instrukcję jak przyzywać demona zamieściły: radio Zet, gazeta.pl, Eska i planeta.fm.
Dziś wiedza o niej rozprzestrzenia się w sieci metodą „wirusową”. Sądząc po spustoszeniach jakich nowa odmiana demonicznego spirytyzmu dokonała w jednej szkole, której problemy poznałem, w całej Polsce ofiar mogą być tysiące. Niezależnie od tego kogo się przyzywa „bawiąc się” w spirytyzm – meksykańskiego demona, anioła światłości, kogokolwiek – zawsze po drugiej stronie pojawia się szatan.

– Wszedłem do sali, żeby podnieść poduszkę, która spadła z łóżka dziewięcioletniego chłopczyka. Gdy spojrzałem na dzieciaka, jego twarz zamieniła się w potworną mordę obrzydliwego, nieludzkiego stworzenia. Po chwili widziałem znów słodką twarzyczkę śpiącego dziecka – mówi pedagog z trzydziestoletnim doświadczeniem. – Ja nie wierzę w takie rzeczy, ale nie mogę zaprzeczyć temu co widziałem. Ponieważ chłopczyk od pewnego czasu zachowywał się dziwnie, inaczej niż zwykle, o całej sytuacji w internacie opowiedziałem dyrektorce szkoły – kończy.

Gdy otworzyłam drzwi do klasy zobaczyłam kilkoro dzieci pochylonych nad nową „zabawką”, inne były przestraszone, kilka przyglądało się wywołującym demona z ciekawością, reszta zajmowała się własnymi sprawami – opowiada mi doświadczona nauczycielka. – Kamila nie zaprzestała działań mimo, że mnie zobaczyła. Na uwagę, odkrzyknęła bardzo niegrzecznie, że robią ważne rzeczy, żebym nie przeszkadzała. Udałam, że lekceważę całą sytuację i ruszyłam w kierunku tablicy, wtedy ten ważący przynajmniej tyle ile ołówek przedmiot, nie dotykany przez nikogo podskoczył i lecąc łukiem wylądował na ziemi. Atmosfera w klasie była cały czas mroczna, zrobiło mi się wtedy bardzo nieswojo. Ten przedmiot na sto procent nie był podrzucony przez człowieka, nikt nie potrafi tak mocno dmuchnąć, zresztą musiałby dmuchać od spodu, przez blat ławki. Drzwi i okna w klasie były zamknięte, nie było przeciągu, nie ma żadnego racjonalnego wytłumaczenia tej sytuacji. Podzieliłam się swoją obserwacją z dyrekcją – pointuje opowieść nauczycielka.

Zostałem zaproszony do jednej z podwarszawskich szkół. Uczące się w niej dzieciaki w różnym wieku, wzorując się na YouTube’owym filmiku zaczęły bawić się w przywoływanie „duchów”. W efekcie, przynajmniej jedno z dzieci ma za sobą próbę samobójczą, przynajmniej dwoje dokonało aktów autoagresji nacinając sobie skórę, w przynajmniej jednym wypadku wychowawca był świadkiem manifestacji demonicznej związanej z iluzją przekształcenia twarzy dziecka. Nauczyciele opowiadają, że w internacie i na stołówce dzieją się dziwne rzeczy, przesuwają się przedmioty, pojawiają się bezcielesne postaci. Pedagodzy mówią o tych sprawach ze skrępowaniem, wstydzą się swych obserwacji. Starają się utrzymać wizerunek siebie jako osób racjonalnych, nie chcą jednak zaprzeczać faktom

Dzieci z tej szkoły, nie mając pojęcia co robią, zaczęły „bawić się” w spirytyzm. Jest to jedna z bardziej destrukcyjnych toksycznych duchowości.

Spirytyzm ma bardzo wiele odmian. Parę lat temu psycholog z dominikańskiego Ośrodka Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach skierował do mnie małżeństwo, z którym nie potrafili sobie poradzić. Wiedza i doświadczenie małżonków na temat Out of Body Experience, czyli podróży poza ciałem, były tak duże, że dominikańscy eksperci i kapłani nie byli w stanie przekonać ich o destrukcyjności doświadczenia, w które coraz głębiej wchodzą. Ona spotykała w swych „podróżach” totemiczną pumę, on miał tak potrzaskaną wyobraźnię, że spotykał wszystkie możliwe duchowe byty, włącznie z UFO. Byli już tak wyalienowani – spirytyzm koncentruje ludzi na sobie samych – że porzucili pracę, przechodząc na utrzymanie rodziców. Podróże astralne bywają tak wciągające, że mogą całkowicie pochłonąć człowieka. To małżeństwo było na skraju rozpadu.

Z kolei dziewiętnastoletnia maturzystka z Łomży, która przyszła do mnie po pomoc w trakcie jednych z prowadzonych przeze mnie rekolekcji dla młodzieży, w podróże poza ciałem weszła zachęcona przez koleżankę w wieku 13 lat. Koleżance eksterioryzacja nigdy się nie udała, porzuciła więc tę „zabawę”, Ani raz się udało. Kiedy zobaczyła swoje ciało leżące bezwładnie na łóżku z wysokości dwóch metrów tak się przeraziła, że natychmiast chciała „wrócić”. Udało jej się to. Myślała, że to koniec, ale to był początek. Przez trzy lata miała skrajnie koszmarne sny, w których cała jej rodzina ginęła mordowana na ponad tysiąc sposobów. Potem zaczęła mieć poczucie obecności jakiejś złej osoby blisko siebie. Zakończyło się to obrzydliwie, nie będę wchodził w szczegóły. Tyle OOBE. To wynalazek XX-wieczny.

Od półtora wieku mamy natomiast do czynienia z spirytyzmem klasycznym związanym z publicznym wystąpieniem sióstr Fox w roku 1848. Chodzi o wirujące stoliki i wywoływanie duchów. Dziś czasami zajmują się tym niedopilnowane dzieci na koloniach, albo mniej zorientowani w sprawach duchowych studenci w akademikach. Jednak skutki tych banalnych „zabaw” mogą być straszne, choć nie muszą. W „Jarmarku cudów”, w odcinku poświęconym spirytyzmowi, rozmawiałem z młodą dziewczyną, u której skutkiem zabawy w wywoływanie „duchów” była fizyczna agresja – ślady duszenia na jej szyi dostrzeżone przez współlokatorkę. Ślady, których wieczorem nie było, a dłoń która je pozostawiła była prawie dwa razy większa od dłoni napastowanej dziewczyny. Koleżanki spały zaś w zamkniętym od środka pokoju.

W latach czterdziestych XX wieku, pojawiła się kolejna wersja spirytyzmu, związana z UFO: przynajmniej część tych manifestacji jest czysto demoniczna. W USA powstały wielkie organizacje para-religijne będące jak w przypadku Swedenborga owocem spirytystycznych „objawień”. Ta wersja spirytyzmu to channeling, czyli kanałowanie. Media spirytystyczne stają się „kanałami”, dzięki którym można połączyć się z szatanem, który przedstawia się np. jako mieszkaniec planety Klupax lub jako Wielki Duchowy Mistrz Białego Bractwa z Najgłębszych Jaskiń Tybetu. Te spirytystyczne „kościoły” liczą setki tysięcy osób. Zaś ich dochody szacowane są w dziesiątkach miliardów dolarów.

Rozpropagowana w latach 60. ubiegłego wieku metoda kontroli umysłu według Silvy zawiera w sobie inicjacje magiczne, szamańskie, transowe i spirytystyczne. Na kursie Silvy, Zbigniew Królicki, przy okazji, jak sam powiedział, trener polskich szablistów-olimpijczyków, uczył nas między innymi tworzenia wewnętrznego Laboratorium, Centrum Kierowania Wszechświatem, do którego należy zaprosić przewodników duchowych. To czysty spirytyzm. Odmianami spirytyzmu są też XIX-wieczna radiestezja i wywodząca się z mediumicznego mesmeryzmu bioenergoterapia (Franz Anton Mesmer stworzył w XVIII wieku teorię magnetyzmu zwierzęcego, odrzuconą przez europejską naukę jako pozbawioną podstaw naukowych już w 1784 roku; z mesmeryzmu wywodzą się praktyki bioenergoterapeutyczne oraz te, związane z hipnozą).

Pisząc od paru miesięcy teksty dla „Nowego Państwa”, zorientowałem się, że powstaje nowa książka. Kilka lat temu opublikowałem w NP tekst pokazujący, że miękkie narkotyki nie istnieją. Chciałem rozpocząć nim serię artykułów o mitach kontr/kultury. Jak po latach widać, stały się one mitami pop-kultury, która w ciągu ostatniego ćwierćwiecza poglądy sub-kultur uczyniła mainstreamowymi. Wtedy skończyło się na jednym tekście. W ubiegłym roku poproszono mnie o tekst o egzorcyzmach i opętaniu, potem o najgłośniejszych na świecie sektach (scjentologicznej oraz wyrosłej wokół kalifornijskiej kabały rabina Berga), a wreszcie o ruchach psychomanipulacyjnych (ruch bioenergoterapeutyczny oraz ruch Ludzkiego Potencjału z różnymi metodami „kontroli umysłu”), by wreszcie dojść do opisu toksycznych skutków niechrześcijańskich praktyk duchowych ochrzczonych (joga, szamanizm). Pisząc te teksty zrozumiałem, iż mam kolejną szansę na syntezę wpływu duchowości na współczesną kulturę i religię. Stąd temat dzisiejszy.

Spirytyzm jest znany od tysięcy lat. Niektóre wierzenia, zwane czasami błędnie religiami naturalnymi, były związane z kultem przodków i przywoływaniem ich duchów. Do dziś występujący w Japonii szintoizm jest takim wierzeniem. Wywodzące się z niego sekty – na przykład sekta twórcy aikido, Morichei Ueshiby – swą „mistykę” opierają na przywoływaniu inteligentnych, niematerialnych istot, którym kapłani sekty poddają swe ciała, serca i umysły. Podobnie jak w wierzeniach voudun, zwanych voodoo czy w anty-religii candomble, rozszerzającej swe wpływy poza Brazylię dzięki coraz większej popularności capoeiry.

Nowożytny spirytyzm zaczęli praktykować alchemicy i nekromanci. Epoka „odrodzenia”, to renesans wszelakich zabobonów i marginalnych w kulturach antycznych ruchów okultystycznych. Z renesansowych nekromantów najbardziej znany jest mistrz Jan Twardowski, który, podobnie jak inni alchemicy zrozpaczonego Augusta II (Aleksander Suchta i Baltazar Smosarski) wywoływał ducha zmarłej drugiej żony króla, Barbary Radziwiłłówny.

Znaczącym krokiem rozwoju spirytyzmu była działalność XVIII-wiecznego szwedzkiego naukowca, filozofa i interpretatora Pisma Świętego, Emanuela Swedenborga, który w pewnym momencie swojego życia porzucił karierę naukową i zajął się jedynie praktykami mediumicznymi. Spirytystyczne doświadczenia Swedenborga doprowadziły go do zakwestionowania Bożego Objawienia, odrzucenia Kościoła katolickiego i stworzenia nowej doktryny para-religijnej, co zaowocowało powstaniem istniejącej do dziś sekty swedenborgianów. W swoich podróżach „astralnych” spotykał on istoty tak fantastyczne, że zerwali z nim kontakty wszyscy rówieśni mu naukowcy i filozofowie. Jednak idea „otwarcia drzwi duchowej percepcji” znalazła wielu naśladowców. A sam Swedenborg do końca życia nie zrozumiał, że padł ofiarą lucyferycznego zwiedzenia.

Współcześnie rozwój spirytyzmu polega na wymyślaniu coraz prostszych narzędzi do przywoływania „duchów” czy demonów. Kiedyś były to wirujące stoliki, wędrujące talerzyki, tablica Quija, dziś propaguje się praktyki spirytystyczne, które można praktykować przy pomocy narzędzia dającego się sporządzić w 10 sekund z materiałów dostępnych każdemu uczniowi.

Niezależnie od tego kogo się przyzywa „bawiący się” w spirytyzm, zawsze po drugiej stronie pojawia się szatan. Może przedstawić się jako duch Napoleona, duch wujka Zenka czy urzeczywistnionego mistrza duchowego z jedenastego wymiaru. Może też nazywać się meksykańskim demonem, aniołem światłości, duchem Prometeusza, naszym aniołem stróżem, kimkolwiek. Ojciec kłamstwa, zielony wąż, smok starodawny, wie jak mamić ludzi.

Niechrześcijańskie praktyki duchowe ochrzczonych, czy to będzie spirytyzm, wróżbiarstwo, joga, czy magia, czarostwo wiejskie bądź satanizm, zawsze kończą się źle. Czasami bardzo źle. Wiedzą już o tym dziewczynki ze szkoły, o której pisałem na początku tego tekstu.

******
Ostrzegamy – gra „Charlie Charlie Challenge” to niebezpieczny okultyzm

To niestety działa i jest to prawdziwy spirytyzm. To nie żarty, w ten sposób można nabawić się kłopotów na całe życie. Wszelkie przywoływanie duchów jest niebezpieczne.

charlieGłupie amerykańskie dzieci, a także bezmyślni dorośli bawią się w wywoływanie duchów metodą, która podobno wywodzi się z Meksyku. Polega ona na ułożeniu na sobie dwóch skrzyżowanych ołówków i przywoływaniu ducha, aby odpowiedział, poprzez poruszenie ruchomego elementu. Pod spodem jest kartka z zapytaniami. Zajście jest nagrywane, a w tle nieraz widać młodych ludzi w panice wybiegających z pomieszczenia. Chcieli zażartować, a to było naprawdę. Najgorzej jak duch nie odejdzie, tylko już pozostanie, albo wykorzysta otwarcie się na niego do opętania kogoś. Duchy istnieją, UWAGA!

Gra nazywa się Charlie Charlie Challenge a jej wiarygodne niestety efekty odnajdziemy na Twitterze pod hasłem #charliecharliechallenge. Ciekawe, że na profil tej gry weszli też chrześcijanie przypominający o tym, że spirytyzm jest grzechem przeciwko pierwszemu przykazaniu. Przykazaniu pierwszemu, a zatem najważniejszemu. Wklejają młodzieży ostrzeżenia, na przykład przypominając „Jezus patrzy”! Ma być to odpowiedzią na hasło gry „Wielki Charlie patrzy na ciebie, Charlie odezwij się”

Wszelkie przywoływanie duchów jest niebezpieczne, nawet przy takich uproszczonych metodach jak ta gra. Zakazane jest to już w Starym Testamencie „Nie znajdzie się pośród ciebie nikt, kto by przeprowadzał przez ogień swego syna lub córkę, uprawiał wróżby, gusła, przepowiednie i czary; nikt, kto by uprawiał zaklęcia, pytał duchów i widma, zwracał się do umarłych. Obrzydliwy jest bowiem dla Pana każdy, kto to czyni. Z powodu tych obrzydliwości wypędza ich Pan, Bóg twój, sprzed twego oblicza.” (Powt.18, 10-13)

***

O. Aleksander Posacki
Szatan nie zna się na żartach, mimo, że bywa ironiczny, a zwłaszcza naśmiewa się gdy kogoś zrobi w konia. Znamy to z egzorcyzmów. To jest chyba ten przypadek.
W mediach społecznościowych pojawia się bowiem coraz więcej filmików, na których widać jak ołówki wykorzystywane w tej „grze” same się poruszają, a ludzie odskakują wystraszeni…Ale nie należy się emocjonalnie bać, że straszy, ale intelektualnie obawiać, że zwodzi…I lądujemy w bagnie….
Za: kliknij

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydarzenia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

48 odpowiedzi na „Robert Tekieli: Głupi głupi challenge! – czyli o skutkach wywoływania duchów w szkołach, akademikach, internatach i nie tylko

  1. wobroniewiary pisze:

    Módlmy się za siebie nawzajem, przyzywając opieki św. Michała Archanioła

    Święty Michale Archaniele wspomagaj nas w walce a przeciw niegodziwości
    i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Niechaj go Bóg pogromić raczy, pokornie o to prosimy, a Ty wodzu zastępów anielskich, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła Amen!
    Święty Michale Archaniele, który w brzasku swego istnienia wybrałeś Boga i całkowicie oddałeś się spełnianiu Jego świętej woli. Wstaw się za mną do Stwórcy, abym dzisiaj, za Twoim przykładem, na początku nowego dnia, otwierając się na działanie Ducha Świętego, w każdej chwili dawał się Bogu, wypełniając z miłością Jego świętą wolę. Niech razem z Tobą wołam bez ustanku: Któż jak Bóg! Przez Chrystusa Pana naszego. Amen

    Niżej możemy wpisywać intencje, w których mamy się nawzajem omadlać 😉

    • Maggie pisze:

      Za pomyślność dla Magdy

    • beat pisze:

      Nowe oredzie Vassuli
      Jahwe, mój Boże, niech dotrze do Ciebie moja modlitwa,
      usłysz nasze wołanie o miłosierdzie i o pomoc,
      przebacz tym, którzy nie pokładają wiary w Ciebie, mój Boże,
      ani ufności w Twoją moc, by nas ocalić.

      Nie uderzaj nas w naszych dniach,
      wypalając w jednej chwili ziemię.
      Ale w Twoim Ojcowskim Współczuciu
      pożałuj nas i przebacz nam.
      Nie pozwól, by zły jak wodę rozlał naszą krew.
      Przebacz naszą winę, powściągnij swój gniew,
      pamiętając o naszej słabości.

      Powstrzymaj Twych aniołów zniszczenia,
      dając nam jeszcze jedną szansę okazania się
      wartymi Twojej Dobroci.
      Pokładam mą ufność w Tobie. Amen”

      Z jakimż zadowoleniem przyjmę wówczas tę modlitwę. Tę modlitwę, która sprawi, że złagodnieję! Córko, pobłogosławię tych wszystkich, którzy będą się szczerze modlić tą modlitwą. Niech to proroctwo zostanie usłyszane. „Dzień i godzina należą do Mnie, waszego Boga” – tak powiesz tym, którzy będą cię pytać o czas i godzinę Mojej Sprawiedliwości! Miłość cię kocha.
      http://torun.vassula.pl/2016/oredzie-z-13-lutego-2016/

  2. Joan pisze:

    Ludzie prosze modlcie sie za mnie i moja rodzine. Jestem w tak wielkim ucisku, ze boje sie, ze nie wytrzymam juz dluzej. Szukam i prosze o pomoc, nikt nie ma czasu,.odmawiam caly rozaniec i koronke i nie dziala. Krzywdze dzieci, wylewajac na nie swoja frustracje, ale nie jestem wstanie tego kontrolowac. Jezu, Maryjo, Jozefie… Ratujcie dusze nasze.

    • Tomasz Staszewski pisze:

      Obiecuję dzisiaj się za ciebie pomodlić i przez kilka najbliższych dni

    • ufająca Bogu pisze:

      +++ Polecam nowennę pompejańską. Matka Boska nigdy nikogo nie zawiodła. To jedna z najsilniejszych i najmocniejszych modlitw. (Każda modlitwa jest ważna, ale dzięki nowennie stajemy się innymi ludźmi.) Prymas Stefan Wyszyński kiedyś powiedział, że „Różaniec to łańcuch bezpieczeństwa na stromej skale szczytów górskich.”

      • wobroniewiary pisze:

        zgadzam się, że Matka Boża nigdy nikogo nie zawiodła

        Z dzieła, nad którym teraz pracuję:
        Dla uniknienia tego nieszczęścia, uciekajmy się do Matki Boskiej, nie odsyła ona nikogo bez wsparcia i pociechy, mówi Bloziusz (Ita benigna est, ut neminem tristem redire sinat. (Lb. 4, c. 12)

        Któż kiedy udawał się do Maryi, a nie był wysłuchanym! Któż kiedy błagał Ją o pomoc, dodaje błog. Eutichianus, a od Niej był opuszczonym.
        Św. Bernard woła: Najświętsza Panno, jeżeli istnieje choć jeden taki, któryby wezwawszy Twej pomocy, nie otrzymał dobrodziejstw żądanych, zgadzam się, by przestano wielbić miłosierdzie twoje (Sileat misericordiam tuam, Virgo Beata, qui in necessitatibus te invocatam meminerit defuisse. (Serm. I, de Assum.)).
        Lecz taki przypadek ani się zdarzył, ani zdarzyć się też może, albowiem, mówi św. Bonawentura, serce macierzyńskie Maryi, nie może nie współubolewać z nieszczęśliwymi, a stąd gotowe jest zawsze do niesienia im pomocy. Obrażają zatem Najświętszą Pannę nie tylko ci, którzy Jej wyrządzają jaką zniewagę, ale i ci również, którzy zaniedbują błagać Ją o wsparcie (Ipsa enim non misereri ignorat, et miseris non satisfacere nunquam scivit. In te, Domina, peccant, non solum, qui tibi injuriam irrogant, sed etiam, qui te non rogant. (In spec. Virg.)

      • Joan pisze:

        Nowenne Pompejanska odmowilam 2 lata temu. Intencja nie zostala jeszcze wysluchana. A ta Nowenna to mam wrazenie, ze pieklo otworzylam. To wlasnie od tego momentu jest gorzej i gorzej. Wiem ze Bog ma plan i ufam mu, ze zostane wysluchana. Ale teraz musze przetrwac te wielka i juz dlugo trwajaca probe wiary. A jest to horror. To jest nie do uwierzenia jak diabel moze ubezwlasnowolnic czlowieka. I ludzie ktorzy nieswiadomie mu sluza, a uwazaja sie za wierzacych. Szok! Pomozcie mi w walce swoaja modlitwa. Dziekuje!!!

  3. Marakuja pisze:

    Napiszę tu o jeszcze jednym zagrożeniu. Obecnie dużo ludzi podróżuje do egzotycznych krajów przywożąc ze sobą do Polski różne pamiątki. O szkodliwości przedmiotów typu maski, posążki powszechnie wiadomo, ale chce opisać coś innego. Pewne małżeństwo wybrało się na wycieczkę do Peru. Po powrocie po jakimś czasie mąż się zmienił, stał się nieprzyjemnym gróboskórnym człowiekiem, zmieniła się mu osobowość na taką trudną do wytrzymania. Trafili do ks. egzorcysty. Podczas egzorcyzmu zły duch mówi nagle do kapłana: „Zostaw go, ja go sobie wziąłem w posiadanie w Peru. Kapłan o wycieczce nie wiedział. Co się okazało? Jako pamiątkę kupili sobie butelkę wina, po powrocie do Polski otworzyli, żeby się napić wina, ono miało kolor zielony, więc nie pili tylko wylali do zlewu, jednak mąż zanużył w winie palec i skosztował. To wystarczyło. Egzorcyzm się udał, na koniec mąż poszedł do toalety i wydalił z siebie coś zielonego.

    • Maggie pisze:

      Na ulicach multi-kulti społeczności pojawiają się różni ludzie m.in. grający na jakichś rytualnych instrumentach np na jakiejś przedziwnej niby to trąbicie, dźwięki rozsadzające mózg, albo na bębnach etc.

      • Maggie pisze:

        Wczoraj widziałam rodzaj okaleczonego drzewa, niby to rzeźba bez kory, wysmarowanego malowidłami – m.in. była tam głowa dziewczynki z wypełnionymi czernią oczyma. Do tego był napis w tłum. „uściśnij/przytul mnie” – było przy tam parę osób zasłaniających „atrakcję”.
        Nie wiem czy prywatna własność, czy należy miasto zezwoliło na „wykorzystanie” kilkuta ex-drzewa (może przy okazji to sprawdzę – ale to na granicy z Chinatown, a ja mieszkam w oddali, więc nie często tam bywam zimą).

        Ludzie (zwłaszcza młodzi) czasami dla zabawy ale nie tylko (!) fotografują się przy takich dziwolągach jak ten, czy indiańskie totemy (bo cóż to ? … ze śmiechem przytulić się do „słupa”) … a potem „coś” się czepia, a oni nie zdają sobie z tego sprawy.
        A z oddali słychać te wspomniane, rytualne warczenia „trąbity” (podobne jak w jednym z filmów Crocodile Dundee) przy proszącym o parę groszy.

        • Maggie pisze:

          Było kikuta, ale IPad „lepiej wie” i nawet kiedy teraz piszę poprawił na ! .. kilkuta (?!) – nie wszystkie jego poprawki sygnalizuję, bo ich zbyt wiele (raz! np „poprawił” mi na rz … tam gdzie było sz, ale zdążyłam uchwycić). Czasem zmienia on całe zdania, a nie tylko wyrazy czy gramatykę, bądź wymienia lub dodaje słowa … to tzw sztuczna inteligencja pokazuje swą … wyższość … – a wg tego co wczoraj było na TV(wywiad z „widzącym” geniuszem), taka „inteligencja” ma nas zastąpić/udoskonalić … gdyż myślą o czipach, które umieszczone w … krwiobiegu i mózgu, będą koordynować pracę organów i system immunologiczny…

          Jezus jest Panem!

        • Monika pisze:

          Maggie, myślę, że chyba te poprawki, których Twój IPad sam dokonuje przeszkadzają najbardziej Tobie samej i może to być dla Ciebie irytujące, ze względu na częstość błędów, które przez niego powstają, mimo, że chciałaś dobrze, co innego napisać a wychodzi co innego – ale z punktu widzenia czytającego jakoś prawie zawsze można się domyśleć jak i co miało być napisane. Pewnie większości z nas to nie przeszkadza w odbiorze. Jeśli Tobie to tak bardzo przeszkadza to zmień sprzęt może na jakiś starszego typu, z którym nie będziesz miała problemów. Może on jest „za dobry”, za nowoczesny? Zauważyłam, że chyba poza Tobą nikt więcej z takim nasileniem tego problemu tutaj nie ma. Nie warto się tym zadręczać i męczyć z tym ciągłym poprawianiem, więc może spróbuj czegoś innego? To taka moja propozycja. Nie wiem czy może już sama o tym myślałaś? Poza tym może nie warto tracić czasu na ciągłe poprawianie? Może są inne sposoby? Warto czasem poszukać, popytać.

        • Beata-Ania pisze:

          Dorzucę swoje 2 grosze…
          Maggie 🙂
          ja dopiero wtedy wiem, że coś IPad źle napisał, jak Ty to poprawisz. Czytając tekst nigdy błędów nie widzę.
          Maggie….nie poprawiaj tekstów 🙂 jeśli możesz.

        • wobroniewiary pisze:

          Otóż to, te teksty mają swój urok 😀

        • Maciejk pisze:

          Może prościej po prostu wyłączyć opcję automatycznego poprawiania. Przecież to bez sensu poprawiać po autokorekcie 🙂 : ustawienia>ogólne>klawiatura

        • Maggie pisze:

          Dziękuję za rady, ja się nie denerwuję, kiedy mam cyrki z IPad – który w niektóre dnie jest szczególnie(!) „pracowity”. Dziwne (?), że sam (!) poprawia tak uporczywie TYLKO(!) w J.POLSKIM (!), najczęściej BEZ (!) pokazania opcji (!!!), którą mogę wyeliminować lub przyjąć.
          W j.angielskim NIE (!) zmienia mi tak … sam od siebie (!), ale tylko proponuje (!) opcję lub parę możliwości – bo to w j.polskim tylko (!) takie „hece” (natychmiastowe, albo nie wiedzieć, w którym momencie – bo słowo/tekst zmienia się np po komendzie opublikuj).

          Zastanawia też, że kiedy piszę Jezus jest Panem i myląc się, trafię palcem na literę O .. zamiast P …. to (!) NIE poprawi, ani NIE pokaże … opcji. Początkowo takie poprawki, głównie gramatyczne, denerwowały, a teraz w większości zostawiam, gdy jest po „polskiemu” – jedynie od czasu do czasu, tj w dnie szczególnej „aktywności” o tym wspominam, bo mi wstyd … ale bez złości, bo może (?) i o to chodzi bym się zlościła … albo (?) o swego rodzaju próżność/pychę (gdyż staram się zachować poprawną polszczyznę) …
          Postaram się na ten temat więcej niej pisać, bo staje to w centrum uwagi i jeszcze gorzej się czuję. Domyślam się, że inni też miewają podobne przypadki. Dziękuję za porady, wsparcie i przepraszam za zamieszanie, odwracające od innych spraw.

          Jezus jest Panem! Króluj nam Chryste!

        • Monika pisze:

          Pewnie nie ma co popadać w przesadę lecz IPad Apple wydaje się też być nieco podejrzany, przynajmniej jak dla mnie. Kto wie, może i tu rogaty wmieszał swoje trzy grosze?
          Chociaż dowodów nie mam, to osobiście podejrzewam, że i tu diabeł maczał swoje palce, bo aż trudno uwierzyć, że jednak nie – w tak ‚światowym”, takiej rangi przedmiocie i pożądanym przez wielu, którego nawet reklamować nie trzeba. Ale wystarczy pomyśleć, by podchodzić do niego z pewną ostrożnością czy z rezerwą.
          Może to być narzędzie złego – jemu poświęconym – ale może się mylę? Trudno to udowodnić.
          Na szczęście większość z nas na takie „cudo” nie może sobie pozwolić, bo to rzecz najzwyczajniej niedostępna dla „zwykłego śmiertelnika”, z których raczej większość przysłowiowo ledwo koniec z końcem może związać. W końcu nie jest rzecz niezbędna.
          Można rzec, że to taka zabawka dla dorosłych z nadmiarem kasy, bo jak wiemy dzieci już mają swoje zabawki, o które demon się zatroszczył, jak niezliczona ilość tych wszystkich reklamowanych a tym samym „niezbędnych” i pożądanych dziecięcych zabawek, przykładowo „niewinne” koniki ponny, hello kity czy gry komputerowe, z których znakomita większość (jeśli nie prawie wszystkie), są zwykle na topie.
          Także ta shamballa jest oczywiście na topie i to bardzo, bo chyba każda nastoletnia dziewczynka przynajmniej o tym słyszała i widziała. Wymawiając to słowo z pewnością będzie wiedziała o co chodzi, tylko, że oczywiście nie skojarzy tego z żadnym zagrożeniem ale najzwyklejszą modą, która wciska się wszędzie.
          Nie tylko znana nam historia z hello kitty może być podobnej natury i w innych przypadkach, i dotyczyć innych przedmiotów pożądanych, najczęściej reklamowanych, by szybko je rozpowszechnić.
          Patrząc na przygody Maggie z Jej IPad’em, można by pomyśleć, czy odnieść takie wrażenie, że on po prostu żyje swoim życiem i nie wykonuje jej poleceń albo robi na przekór.

  4. magda pisze:

    Proszę o modlitwę za mnie . Jutro mam przed południem egzamin praktyczny na prawo jazdy. Stres jest tak wielki. Bardzo się boję. Myślę,ze bez interwencji z Góry i bez Waszej pomocy modlitewnej, będzie kiepściutko (chociaż jazda idzie mi całkiem nieźle)Proszę o chociaż jedno Zdrowaś Mario w mojej intencji. Dziękuję.

    • Marakuja pisze:

      +++

    • Maria pisze:

      Poproś o wstawiennictwo Św. o Pio, mnie zawsze pomagał w sytuacjach stresowych i nie tylko.

    • E. pisze:

      Ja się modliłam do Św. Rity 🙂

      • wobroniewiary pisze:

        +++

        O. Józef Witko mowi, nieważne do kogo ile modlitw zanosisz.
        Ważne, czy czynisz to z wiarą.
        Pan Jezus zawsze mówił „niech ci się stanie wg wiary twojej”

        Jeśli uwierzysz, że możesz pokonać chorobę, problemy – tak ci się stanie.

        Tysiące modlitw, nowenn (one są potrzebne) nie zostaje niewysłuchanych – bo brak ludziom wiary
        odmawiane z wiarą – czynią cuda 😉

        • Maggie pisze:

          Właśnie tak: wiara i serdeczność modlitwy, nawet własnymi słowami ! Czuję, że m.in. modlitwa i „akcjonariusze” wspomagający o.Jerzego Gardę, wyprosiły ochronę kiedy „trzasnęła” opona w prezydenckim aucie.
          Jezus jest Panem!

    • Maggie pisze:

      Pamiętaj aby zachować spokój/opanowanie, które jest bardzo ważnym elementem egzaminu.
      Ja w czasie mej finalnej jazdy prosiłam i mój Anioł Stróż mnie (i auto) prowadził (!) oraz św. Antoni Padewski oraz WOWIT’owa modlitwa – masz przyjaciół i wsparcie.

      Zachowaj spokój, odpowiednią prędkość i przepisy, a będzie dobrze – bądź w nieustannym (!) kontakcie ze swoim Aniołem Strożem , bo On uspokaja(!) i prowadzi – i nie opuszcza (!).
      +++

    • Bogusia pisze:

      +++

  5. Wielkopostna radość

    Ks. Jarosław Krzewicki
    IV niedziela Wielkiego Postu wyróżnia się wśród pozostałych nie tylko kolorem szat liturgicznych. Wskazuje na powody, dla których chrześcijanin nawet pośród największych trosk nie powinien się smucić
    Każda niedziela jest świętem zmartwychwstania, dlatego nie może być dniem pokuty ani postu. Jest świętem radości, ufnym oczekiwaniem na zbawienie, na wejście do nieba. Dlaczego zatem w niedziele Wielkiego Postu nie śpiewa się „Gloria” ani „Alleluja”, nie ma kwiatów na ołtarzu, a organy grają cicho i spokojnie? Jak pogodzić fakt, że w liturgii dominuje fiolet, kolor smutny, a lud śpiewa „Gorzkie żale”, skoro powinno być radośnie?

    Niedziela w Wielkim Poście jest klamrą spinającą czas pokuty, oknem wieczności, przez które możemy zobaczyć skrawek nieba i oświecić nasze życie pełne umartwień, trosk i doświadczeń nadzieją na wieczną szczęśliwość. Mimo że cały okres wielkopostny jest drogą oczyszczenia przez wytężoną modlitwę, pokutę i jałmużnę, to niedziela pozostaje dniem radości i gwarantuje ciągłość podjętych ćwiczeń.

    Niedziela „Laetare”
    Co zatem szczególnego wnosi czwarta niedziela, zwana Laetare? Ma ona podkreślać radość, zgodnie z tym, co wyraża jej nazwa wzięta z liturgicznej antyfony na wejście. Wzywa ona dzieci Kościoła do jedności i miłości, czerpanej ze źródła ludzkiej pociechy, która zawarta jest w nadziei niesionej przez Boga. To warunek, by nie być smutnym, by się prawdziwie weselić.

    Czas pokuty prowadzi ku nawróceniu, jego celem jest oczyszczenie serca, odrodzenie człowieka, by mógł stanąć przed Bogiem z czystym sumieniem. Ten, który pojednał nas ze sobą przez Chrystusa, oczekuje na nasze nawrócenie i przygarnia nas w swoim miłosierdziu. Bliskość pojednania, które dokonało się w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa, jest znakiem dla każdego wierzącego i dla całego Kościoła. Wspólnota ludu Bożego cieszy się każdym zwycięstwem w walce z grzechem i ludzką niemocą.

    Początki niedzieli „Laetare” sięgają wcześniejszych wieków i związane są ze zmieniającym się kształtem samego Wielkiego Postu. Dopiero w 1248 r. papież Innocenty IV ustalił 40-dniowy post.

    Niedziela „Laetare” może przypaść między 1 marca a 4 kwietnia, a data związana jest z obchodem Wielkanocy. Intensywność ciepła i światła zależy od kąta, pod którym padają promienie słoneczne. Tak czy inaczej, w powietrzu wyczuwa się oznaki wiosny, a to budzi naturalną radość. Liturgia wpisana jest w rytm ludzkich doświadczeń i przeżyć.
    Więcej: http://niedziela.pl/artykul/123413/nd/Wielkopostna-radosc

  6. Anna pisze:

    Dziś Warszawę czeka przemarsz feministek. Ich manifestacja odbędzie się pod, delikatnie mówiąc, absurdalnym hasłem.

    Na dziś planowany jest kolejny marsz feministek ulicami Warszawy. Na tegorocznym marszu feministki będą domagały się prawa do zabijania nienarodzonych dzieci. Hasło, które ogłoszono dziś przed Kościołem św. Aleksandra w Warszawie, brzmi „Aborcja w obronie życia”.

    • Maggie pisze:

      W ich haśle brakuje słów, bo po słowie „życie”, opuściły: w śmiertelnym grzechu i zbrodni.

      • Sylwia pisze:

        Ja w ogóle nie rozumiem i nie pojmuję ich hasła – bo w obronie jakiego życia ?
        Chyba ich własnego i ich chorych ideologi . Bo to nie jest obrona życia – taką nazywam gdy ktoś poświęca się w pełni by bronić tego co się nie narodziło , a czasem nawet oddać swe własne życie by to drugie mogło funkcjonować .
        Więc ich manifestacja jest manifestacją czegoś innego , można domyślić się ..

        Św. „Joanno Beretta Molla , módl się za nami .”

        • Maggie pisze:

          Sylwio: one bronią życia w grzechu śmiertelnym i zbrodni, do której nawołując zachęcają. Masz rację, że to nie jest życie tylko horror.
          Kiedyś moja siostra miała wakacjną praktykę studencką w szpitalu i tam była „pacjentka”, którą dobrze znał personel, gdyż co roku, regularnie (!) przychodziła na „zabieg” ….

        • Sylwia pisze:

          Maggie , to smutne co napisałaś i tak myślę sobie ile może być na świecie takich kobiet, co w ten sposób postępują . Smutne to i straszne .
          To tak jak by co roku dokonywać zbrodni w ” białych rękawiczkach ” . .

  7. Marakuja pisze:

    Pamiętacie to?

  8. wobroniewiary pisze:

    Apel Krzysztofa Waszczykowskiego do Polaków
    „Szanowni Facebookowi Przyjaciele i Patrioci. W związku z wczorajszym wyjątkowo poważnym incydentem drogowym z udziałem Prezydenta RP, Pana Andrzeja Dudy pojawiły się rozliczne wyjątkowo nikczemne komentarze komentujące okoliczności zdarzenia skierowane pod adresem
    Głowy Państwa. Gorąco Was wszystkich proszę i apeluję, aby zabezpieczać i archiwizować takie wpisy, a potem przesyłać na adres mailowy oficera dyżurnego Komendy Stołecznej policji: dyzurny.ksp@policja.waw.pl Zapewne wiele spośród nich kwalifikuje się do wszczęcia postępowań karnych. Można też takie komentarze oraz dane ich autorów przesyłać w załączniku na mój adres mailowy: k.wloszczynski@op.pl Nie bagatelizujcie i nie ignorujcie mojego apelu! Można ten apel śmiało udostępniać na swoich tablicach. Pozdrawiam! ”
    Podaj Dalej!

  9. robb pisze:

    Jestem kimś ,który NIGDY ale to NIGDY na Naszej Mamie Maryi się nie zawiódł.NIGDY!!!!!!!! Daję słowo ,codziennie jest ze mną i moją rodziną i NIGDY nie zawiodła i wiem że jest dla nas SKARBEM od samego BOGA.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s