Poznaj historię uzdrowienia przyjaciółki św. Jana Pawła II dr Wandy Półtawskiej za wstawiennictwem św. O. Pio

„Nasza parafia i całe środowisko Wojewódzkiego Szpitala w Przemyślu uwielbia Boga za odnalezienie relikwii świętego Ojca Pio. Przez blisko trzy miesiące wielu ludzi modliło się o tę łaskę, jak również polecało Bożemu miłosierdziu przez przyczynę świętego nawrócenie dla sprawcy” – napisał na stronie internetowej parafii proboszcz ks. Maciej Kandefer.

Relikwie św. Ojca Pio, skradzione z kaplicy szpitala wojewódzkiego w Przemyślu, zostały odnalezione. Sprawcą włamania okazał się 19-latek. Relikwiarz na nowo zostanie uroczyście wprowadzony do szpitalnej kaplicy w niedzielę 13 marca o godz. 16.00. Mszy św. przewodniczyć będzie biskup Adam Szal.

pio2
Więcej czytaj: Tygodnik Katolicki Niedziela

*****
Historia uzdrowienia Przyjaciółki św. Jana Pawła II, pani dr Wandy Półtawskiej

Fragment książki Renzo Allegri Cuda Ojca Pio

WYJĄTKOWY ŚWIADEK
Jedno ze zdumiewających, cudownych uzdrowień za wstawiennictwem Ojca Pio zostało „wyproszone” przez Karola Wojtyłę, obecnego Papieża. To zdarzenie ujawnia wzruszające, nieznane szczegóły z życia polskiego Papieża, a zarazem jest szokującym wręcz dowodem daru przewidywania, jaki posiadał Ojciec Pio. Jest ono ważne zwłaszcza, dlatego, że poświadczone zostało dwoma odręcznymi listami Karola Wojtyły, napisanymi do Ojca Pio.
Chciałbym przedstawić to zdarzenie dokładnie, ponieważ różne okoliczności sprawiły, iż jestem jedyną bodaj osobą znającą wszystkie szczegóły. Przekazał mi je Angelo Battisti, przyjaciel Ojca Pio, zarządca Domu Ulgi w Cierpieniu. Zaznaczyłem już wcześniej, iż Battisti na krótko przed śmiercią zapisał niemałą liczbę kartek swoimi wspomnieniami, przekazując w ten sposób fakty i znamienne szczegóły z życia Ojca Pio, których był jedynym świadkiem. Znalazła się wśród nich relacja o cudzie, który uprosił u Ojca Pio Karol Wojtyła.

Battisti wiedział, jak ważnym, poniekąd decydującym jest ten fakt dla sprawy beatyfikacji Ojca Pio. Zresztą, na jego doniosłość zwrócił mu uwagę już sam Ojciec Pio. Dzięki dwóm listom, jakie Papież napisał wówczas do Ojca Pio, stał się on świadkiem pierwszorzędnej wagi, „superświadkiem” na korzyść wyniesienia na ołtarze stygmatyzowanego kapucyna. Dzięki tak wyjątkowemu świadkowi sprawa beatyfikacji z pewnością posunęła się naprzód w większym tempie. Z tego też względu Battisti nie zadowolił się jedynie opisaniem dla mnie wszystkich detali owej historii popierając je kserowymi odbitkami listów Ojca Świętego, lecz w czasie jednego z naszych spotkań opowiedział mi wszystko osobiście.
Oto przebieg całego wydarzenia. W 1962 roku Karol Wojtyła był biskupem pomocniczym w Krakowie. 11 października owego roku rozpoczął się Sobór Watykański. Karol Wojtyła wraz z innymi 24 biskupami polskimi i kardynałem Wyszyńskim przybył do stolicy Włoch, by wziąć udział w tym nadzwyczajnym wydarzeniu w życiu Kościoła.
W Rzymie zamieszkał w Kolegium Polskim na Awentynie, w miejscu przepięknym, pełnym zieleni, skąd roztacza się widok na całe miasto. Był szczęśliwy, że mógł wrócić do Wiecznego Miasta, gdzie wiele lat temu studiował teologię. Miał pozostać w Rzymie do połowy grudnia. W chwilach wolnych od obrad zamierzał załatwić mnóstwo spraw.
Z wielką radością uczestniczył w bazylice Św. Piotra inauguracji Soboru. Każdego rana udawał się z entuzjazmem do auli soborowej. Pośród takiej radości pewnego wieczoru, wróciwszy do Kolegium, zastał list z bardzo smutną wiadomością: doktor Wanda Połtawska, żona jego przyjaciela, Andrzeja Połtawskiego, jest ciężko chora. Badania szpitalne wykazały nowotwór.

WIELKA PRZYJAŹŃ
Karol Wojtyła bardzo dobrze znał tę kobietę. Należała ona do jego najbliższych współpracowniczek. Wanda Połtawska pochodziła z bardzo katolickiej rodziny polskiej. W młodości udzielała się w organizacjach katolickich w Krakowie. Działała w ruchu Katolickiej Młodzieży Żeńskiej.
Z tego powodu po wkroczeniu do Polski wojsk niemieckich została aresztowana i osadzona w obozie koncentracyjnym. Spędziła tam pięć straszliwych lat, znosząc z wielką wiarą wszelakie cierpienia i próby.
Po powrocie do ojczyzny wznowiła studia medyczne i działalność w organizacjach młodzieży katolickiej. Po tym, co przeszła, stała się wzorem dla swych rówieśników. Właśnie wtedy poznał ją młody ksiądz Karol Wojtyła. Krótko przedtem mianowany został wikariuszem kościoła Św. Floriana, w samym centrum miasta. Jego głównym zadaniem była praca z młodzieżą studencką, z grupami młodzieży katolickiej. Wojtyła miał już stopnie uniwersyteckie z teologii i filozofii. Jego wykłady cieszyły się ogromnym zainteresowaniem młodzieży katolickiej.
Przyciągał do siebie liczne rzesze studentów szukających ideałów humanistycznych i religijnych. Wszyscy pozostawali pod wielkim wpływem wykładów księdza Karola i jego wyjątkowej postawy. Jego młodzi słuchacze czuli nieodpartą potrzebę kontaktu z nim, dyskutowania, rozmawiania. Wobec tego ksiądz Karol wpadł na pomysł wypadów w góry. Z dala od zgiełku miasta, w kontakcie z naturą, o wiele lepiej rozmawiało się o Bogu i o problemach życiowych.
Takie górskie wycieczki organizowano kilka razy do roku i trwały często ponad tydzień. Wanda Połtawska i jej mąż Andrzej nie opuścili żadnej. Oboje ukończyli studia medyczne i mieli specjalizację z psychiatrii. Byli żywo zainteresowani tematami poruszanymi przez księdza Karola na takich spotkaniach, a zwłaszcza problematyką małżeńską.
Wzbogacali dyskusję, dzieląc się doświadczeniem lekarskim. Wojtyła wyczuł, jak bardzo ta młoda para w swym postępowaniu kieruje się wiarą. Szybko stali się przyjaciółmi.

PRZYBRANA RODZINA
Karol nie miał rodziny. Jego matka, Emilia, zmarła, kiedy miał zaledwie dziewięć lat; starszy brat Edward, lekarz, zmarł niedługo po ukończeniu studiów medycznych, zaś ojciec umarł na atak serca w 1942 roku, kiedy Karol miał 21 lat. Te rodzinne tragedie zostawiły głęboki ślad w jego bardzo wrażliwej psychice.
Zostawszy sam na świecie, odczuwał nieraz ciężar samotności. Od kiedy jednakże poznał Wandę i Andrzeja, ów ból duszy niemal zupełnie zniknął. Andrzej i Wanda byli dlań jak brat i siostra, a ich rodzina zastąpiła mu jego własną rodzinę. Przez wiele lat wspólnie pracowali. Założyli grupy studyjne. Byli współautorami wielu publikacji, organizowali wykłady – wszystko na temat problemów rodziny i ludzkiej pary.
Później ks. Karol wykładał na uniwersytecie. Z czasem powołany został na biskupa. Rodzina jego przyjaciół powiększyła się. Wandzie i Andrzejowi urodziły się cztery córki.
Przyjaciel biskup przychodził do nich, bawił się z dziewczynkami, które nazywały go wujkiem. Przyjaźń ta była autentyczna, głęboka i wzbogacała duchowo Karola i młodą rodzinę Połtawskich.
Wiadomość o chorobie Wandy była prawdziwym ciosem. Karol Wojtyła zareagował na list z tym samym bólem serca, jakiego doświadczył, kiedy przyszło mu żegnać swych najbliższych. Zaczął modlić się za swą przyjaciółkę. Prosił Boga, by oszczędził tej rodzinie tak straszliwej tragedii. Wanda miała zaledwie 40 lat. Jej córeczki potrzebowały matczynej opieki.
Karol Wojtyła żarliwie modlił się, lecz z Polski nadchodziły coraz to gorsze wiadomości. Nowotwór powiększał się w szybkim tempie. Wanda Połtawska miała być operowana, lecz ze względu na rodzaj choroby, szansę uratowania jej życia były znikome.
Karol Wojtyła nasilił swe modlitwy. Prosił o modlitwę wszystkich swych przyjaciół, wszystkich znanych mu księży i zakonnice. Aż nagle przypomniał sobie o Ojcu Pio, którego poznał tuż po wojnie, w 1947 roku. Pojechał wtedy do San Giovanni Rotondo i spowiadał się u zakonnika. Ojciec Pio zrobił na nim ogromne wrażenie. Podobno wtedy Ojciec Pio przepowiedział młodemu kapłanowi, że zostanie papieżem i że padnie ofiarą zamachu. Fakt ten nigdy nie został oficjalnie potwierdzony.
Natomiast bezsprzecznym faktem jest to, że ksiądz Karol Wojtyła nie zapomniał o Ojcu Pio. Wierzył zapewne w jego świętość, skoro postanowił zwrócić się do niego o pomoc.

„OJCZE, PROSZĘ… „
Wziął pióro i na papierze z nagłówkiem „Curia metropolitana cracoviensis” napisał niewyszukaną łaciną krótki list, opatrzony datą 17 listopada 1962 roku.
W liście czytamy: „Venerabilis Pater, rogo te orationem fundere pro quadam mater quattuor puellarum, Cracoviae in Polonia (durante ultimo bello per quinque annos in campo concentrationis in Germania), nunc in periculo gravissimo sanitatis et etiam vitae ratione canceris: ut Deus ei eiusque familiae misericordiam suam instante Beatissima Virgine ostendat. In Christo obligatissimus Carolus Wojtyla”.
W tłumaczeniu brzmi list następująco: „Wielebny Ojcze, proszę cię o modlitwę za pewną matkę czterech dziewczynek, mieszkającą w Krakowie, w Polsce (w czasie wojny pięć lat spędziła w obozie koncentracyjnym w Niemczech); jej zdrowie i również jej życie jest teraz zagrożone z powodu choroby nowotworowej. Módl się, by Bóg, za wstawiennictwem Najświętszej Marii Panny, okazał jej samej i jej rodzinie swe miłosierdzie. Zobowiązany w Chrystusie Karol Wojtyła”. List biskupa Wojtyły do Ojca Pio jest jasny i przejmujący w swej treści.
Życiu kobiety, o której mowa, zagraża poważne niebezpieczeństwo. Jej chorobę w latach sześćdziesiątych zwano „chorobą wieku”, która przerażała wszystkich, bo nie było na nią lekarstwa. Sytuacja rodzinna chorej jest dramatyczna: mowa o matce czwórki dziewczynek. Kobieta ta wiele już wycierpiała w swym życiu, w czasie wojny, kiedy miała zaledwie 20 lat, została więźniem niemieckich obozów koncentracyjnych i spędziła pięć lat w tych fabrykach śmierci.
Biskup Wojtyła prosił Ojca Pio o to, by modlił się do Boga i do Najświętszej Marii Panny o miłosierdzie dla tej kobiety i jej rodziny.

„TEMU NIE MOŻNA ODMÓWIĆ”
List doręczono Angelowi Battistiemu, który bardzo znany był w Watykanie, gdyż pracował w Sekretariacie Stanu. Zaś, jako zarządca Domu Ulgi w Cierpieniu, był zarazem przyjacielem Ojca Pio i jedną z nielicznych osób, które w każdej chwili mogły do niego przyjść lub zapukać do jego drzwi. „List doręczył mi jeden z kardynałów włoskich” powiedział mi Battisti. – „Kardynał ów – mówił dalej – zaznaczył, że chodzi o sprawę wielkiej wagi i dlatego trzeba jak najszybciej przekazać ten list wprost do rąk Ojca Pio.
103
Nikt nigdy nie zlecił mi tak pilnej sprawy. Poszedłem natychmiast do domu, siadłem za kierownicę i ruszyłem do San Giovanni Rotondo. Dotarłszy na miejsce, poszedłem wprost do celi Ojca Pio. Podałem mu list mówiąc, iż to sprawa nie cierpiąca zwłoki. «Otwórz i przeczytaj>> – powiedział Ojciec Pio. Miał pochyloną głowę i, jak zawsze, modlił się.
Otworzyłem kopertę i zacząłem czytać mu list. Ojciec Pio słuchał nic nie mówiąc. I milczał dalej, gdy już przeczytałem te kilka słów. Byłem zdziwiony. Ten list nie miał w sobie nic wyjątkowego. Był jak wiele innych listów, które Ojciec Pio otrzymywał każdego dnia od osób proszących o jego modlitwę. W pewnej chwili Ojciec Pio, podniósłszy głowę i spojrzawszy na mnie swymi głębokimi oczyma, powiedział: «Miły Angiolino, temu nie można odmówić». Po czym spuścił głowę i pogrążył się w modlitwie.
Wsiadłem do samochodu, by wrócić do Rzymu. W czasie podróży nie przestawałem myśleć nad tym zdaniem Ojca Pio. Znałem go od lat. Przywykłem oglądać niesłychane rzeczy, jakie działy się wokół jego osoby. Wiedziałem, że każde jego słowo miało głęboki sens. Wciąż zadawałem sobie pytanie:, «Ale dlaczego powiedział: Temu nie można odmówić»? Kim jest ów biskup polski? Pracowałem w Sekretariacie Stanu, lecz nigdy nie słyszałem o nim. A przecież Ojciec Pio darzył go dużym szacunkiem, skoro wypowiedział zdanie wyraźnie wskazujące, że to osoba bardzo dlań ważna – dlaczego? Po przyjeździe do Rzymu pytałem moich współpracowników, czy znają biskupa Wojtyłę, lecz nikt nigdy nie słyszał tego nazwiska”.
Dokładnie po jedenastu dniach, 28 listopada, biskup Wojtyła napisał do Ojca Pio drugi list. „Venerabilis Pater, mulier habitans Cracoviae in Polonia, mater quattuor puellarum, die 21 XI, ante operationem chirurgicam repente sanitatem recuperavit. Deo gratias. Tique, pater venerabilis, item maximas gratias ago nomine ipsius eiusque mariti et cunctae familiae. In Christo Carolus Wojtyła vicarius capitularis cracoviensis”.
Oto i jego tłumaczenie: „Wielebny Ojcze, kobieta mieszkająca w Krakowie, w Polsce, matka czterech dziewczynek, dnia 21 listopada, przed operacją chirurgiczną, nagle wyzdrowiała. Składajmy dzięki Bogu. Również Tobie, czcigodny Ojcze, składam moje serdeczne podziękowania w imieniu tej kobiety, jej męża i całej jej rodziny W Chrystusie, Karol Wojtyła, wikariusz kapitulny krakowski”.

„ZACHOWAJ TE LISTY”
Ten drugi list biskupa Wojtyły wyraża radość. Bardzo zwięźle informuje o niesłychanym fakcie, podając kilka istotnych elementów, które wskazują, że to, co się zdarzyło, jest wyjątkowym cudem. Wyzdrowienie kobiety było nagłe i dokonało się w czasie jej pobytu w szpitalu, na krótko przed planowaną operacją. A zatem stało się na oczach lekarzy, pod kontrolą nauki. Prawdziwy cud, który biskup Wojtyła przypisuje bez cienia wątpliwości interwencji Boskiej uzyskanej dzięki modlitwom Ojca Pio.
Również i ten list doręczono Battistiemu, by bezzwłocznie go zawiózł do San Giovanni Rotondo. „Wyjechałem natychmiast, ponieważ i tym razem proszono mnie w Watykanie o pośpiech” – powiedział mi Battisti. – „Przybywszy do klasztoru, zjawiłem się od razu u Ojca Pio i pokazałem mu list. On zaś, jak zwykle, powiedział: «Otwórz i przeczytaj».
Tym razem czytałem z dużym zainteresowaniem, ponieważ chciałem dowiedzieć się, cóż ważnego było jeszcze do powiedzenia. Przeczytawszy o tak wyjątkowym, niesłychanym uzdrowieniu, spojrzałem w kierunku Ojca Pio, jakbym chciał pogratulować mu, lecz on pogrążony był w modlitwie.
Zdawał się nie słuchać mego głosu w czasie lektury listu. Czekałem w milczeniu na jakieś jego polecenie. Po paru chwilach rzekł do mnie: «Angiolino, zachowaj te listy, bo któregoś dnia nabiorą one niezwykłej doniosłości». Wróciłem do Rzymu. Schowałem u siebie te listy, zgodnie z poleceniem Ojca Pio.
Minęło szesnaście lat. Prawie zapomniałem o tym, że mam te listy u siebie. Ale wieczorem w poniedziałek 16 października 1978 roku, kiedy ze środkowej loggii bazyliki Św. Piotra usłyszałem głos kardynała Feliciego, który oznajmił światu imię nowego papieża, następcy Jana Pawła I – zamarłem. Brzmiało ono Karol Wojtyła! To był ten sam biskup polski, który dał mi list do Ojca Pio z prośbą o uzdrowienie kobiety z Krakowa. Od razu pomyślałem o zdaniu Ojca Pio: «Temu nie można odmówić», i stanęły mi łzy w oczach”.

*****
Biblia w rok – czytania na 9 marca

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Cuda, Wydarzenia i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

14 odpowiedzi na „Poznaj historię uzdrowienia przyjaciółki św. Jana Pawła II dr Wandy Półtawskiej za wstawiennictwem św. O. Pio

  1. wobroniewiary pisze:

    Módlmy się za siebie nawzajem, przyzywając opieki św. Michała Archanioła

    Święty Michale Archaniele wspomagaj nas w walce a przeciw niegodziwości
    i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Niechaj go Bóg pogromić raczy, pokornie o to prosimy, a Ty wodzu zastępów anielskich, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła Amen!
    Święty Michale Archaniele, który w brzasku swego istnienia wybrałeś Boga i całkowicie oddałeś się spełnianiu Jego świętej woli. Wstaw się za mną do Stwórcy, abym dzisiaj, za Twoim przykładem, na początku nowego dnia, otwierając się na działanie Ducha Świętego, w każdej chwili dawał się Bogu, wypełniając z miłością Jego świętą wolę. Niech razem z Tobą wołam bez ustanku: Któż jak Bóg! Przez Chrystusa Pana naszego. Amen

    Niżej możemy wpisywać intencje, w których mamy się nawzajem omadlać 😉

  2. wobroniewiary pisze:

    „Każda roślina, której nie sadził mój Ojciec niebieski, będzie wyrwana.
    […] wszystko, co wchodzi do ust, do żołądka idzie i wydala się na zewnątrz. Lecz to, co z ust wychodzi, pochodzi z serca, i to czyni człowieka nieczystym. Z serca bowiem pochodzą złe myśli, zabójstwa, cudzołóstwa, czyny nierządne, kradzieże, fałszywe świadectwa, przekleństwa.”
    Z Ewangelii wg św. Mateusza

  3. wobroniewiary pisze:

    Wanda Półtawska, nazywana przez Wojtyłę „siostrą” i „drogą Dusią”, pozostawała w przyjaźni z Janem Pawłem II aż do jego śmierci – znalazła się w niewielkim gronie osób, które czuwały przy jego łóżku w ostatnich dniach i godzinach życia.

    Spotkali się po wojnie przy konfesjonale. Półtawska, która miała za sobą cztery lata obozu koncentracyjnego w Ravensbrück – gdzie widziała najniższe, ale też najwznioślejsze zachowania ludzkie – szukała odpowiedzi na dręczące ją pytania dotyczące natury ludzkiej i wiary. Po wielu rozczarowaniach kolejnymi spowiednikami, zrozumienie i kierownictwo duchowe znalazła dopiero u ks. Wojtyły, który stał się przyjacielem całej rodziny, powiernikiem jej duchowych rozterek. Kierownictwo polegało nie tylko na spowiedzi, ale również na „prowadzeniu” duchowego rozwoju Wandy Półtawskiej. Były to wspólne lektury, modlitwa, dyskusje a przede wszystkim zadanie medytacji nad tematami, które przysyłał jej w listach.

    Półtawska niemal codziennie robiła notatki dla „Brata” – jak go nazywała razem z mężem Andrzejem i jak on sam podpisywał się w listach do nich, także jako papież – w których zapisywała swoje rozmyślania, ale również stany emocjonalne i niezwykle trudne doświadczenia choroby nowotworowej, wiążącej się z ogromnym bólem fizycznym. Wojtyła czytał jej notatki, robił w nich podkreślenia, dopisywał na marginesie swoje komentarze. Pisał też listy, w których pocieszał, wspierał, pomagał uporać się z negatywnymi emocjami swojej „siostrzyczki”. A pisał często – także w czasie pierwszego i drugiego konklawe – nawet tuż po wyborze na papieża. Gdy nie mógł wspierać „drogiej Dusi”, powierzał ją ks. Marianowi Jaworskiemu, który znajdował się w gronie najbliższych przyjaciół. Przy niektórych listach do Półtawskiej, prosił, by przeczytała wszystko „Marianowi”.

    http://ekai.pl/wydarzenia/temat_dnia/x18134/nieznane-listy-wandy-poltawskiej-i-karola-wojtyly-kronika-niezwyklej-przyjazni/

  4. Bogusia pisze:

    Bez komentarza…!!!
    Panie Jezu ,Ty sie tym zajmij…!!!
    Amen!

  5. wobroniewiary pisze:

    Myśl Św. Ojca Pio na dzisiaj:

    DOBREGO DNIA!
    Wiem, że cierpisz i to wiele, ale czy nie są to może klejnoty dane ci przez oblubieńca?
    (Epist. 111, s. 445).

    https://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/mysli-sw-pio-na-kazdy-dzien/mysli-sw-pio-na-marzec/

  6. Malgorzata pisze:

    Błagam o modlitwę w intencji uzdrowienia mojego męża z nieoperacyjnego guza mózgu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s