Zobacz co dzieje się z człowiekiem, który odbył seans spirytystyczny

Karolina (takie nadajmy jej imię) z Wrocławia, gdy miała 27 lat, straciła chłopaka w tragicznych okolicznościach. Byli parą od 4 lat, mieszkali ze sobą od roku, a ślub planowali za niecały rok. Pewnego dnia Rafał wyjechał w podróż służbową. Wyjazdy te były częste, więc Karolina już przywykła do jego nieobecności. Spędzała te dni z koleżankami. Więcej wtedy pracowała. Była zatrudniona w biurze rachunkowym, więc mogła zostawać dłużej w pracy i dzięki temu nieźle zarobić.

Mieli dużo pieniędzy, wspaniałe mieszkanie, wielkie perspektywy. Brakowało w ich związku tylko jednego i aż jednego. Nie było tam miejsca dla Boga. Nie myśleli o tym, bo i po co. Wszystko układało się jak najlepiej. Jak Karolina sama powiedziała, uznawali, że religia jest dla nieudaczników i ciemnych umysłów. Oczywiście w kościele bywali przy większych uroczystościach rodzinnych, takich jak czyjś ślub, chrzest, czy z okazji świąt, gdy mama bardzo nalegała. Ale wiary i potrzeby wiary w nich nie było. Dzień wyjazdu Rafała zostanie w jej pamięci na zawsze. Było około piątej po południu, gdy zadzwonił telefon. Nie był to telefon od Rafała, wyświetlił się nieznany jej numer. Zamarła, gdy usłyszała w słuchawce głos szefa Rafała. Już wiedziała, że coś jest nie tak, bo jeszcze nigdy do niej nie dzwonił. Rozmowa była krótka i okrutna. Usłyszała: „Rafał miał wypadek, samochód wpadł do rzeki. Niestety, jak do tej pory nie znaleziono ciała”. Padło jeszcze kilka słów zapewniających o współczuciu i obietnica pomocy materialnej. Ale Karolina już nie słuchała. W jednej chwili zrozumiała, że to, co było do tej pory, prysło.

Minęło kilkanaście dni, a ciała nadal nie odnaleziono. Karolina żyła jak w letargu. Siedziała przy oknie z telefonem w ręce. Czekała na wiadomość od Rafała. W wyciągniętym z wody samochodzie nie odnaleziono jego telefonu. Więc się łudziła. Policja nie zostawiała jej złudzeń. Jednak ona nie była w stanie uwierzyć w to, że Rafał już jej nie przytuli i nie szepnie jak zwykle „Karola, już jest ok., zostaw to. Już po wszystkim”. Ale Rafał się nie zjawiał, nie pocieszał. Mijały kolejne dni. Już tylko leki psychotropowe utrzymywały ją w znośnym stanie. Jednak zaczynała tracić powoli kontakt z rzeczywistością. Unikała rodziny i znajomych. Liczył się wyłącznie Rafał i myśl o tym, co się z nim stało. I wówczas pojawiła się natarczywa myśl, że przecież są ludzie, którzy podobno potrafią wywoływać duchy zmarłych. Jeśli Rafał nie żyje, to mógłby zostać przywołany. I tak Karolina, osoba niby nowoczesna, nie ulegająca jakimś religijnym przekonaniom o istnieniu Boga i tym samym świata duchowego, idzie do kobiety, która zajmuje się spirytyzmem. Seans odbył się bez jakichś nadzwyczajnych wydarzeń. Kobieta będąca medium posługiwała się wahadełkiem zawieszonym na łańcuszku. Najpierw przywoływała ducha, a następnie tak jakby umawiała się z nim, jak ma odpowiadać na zadawane pytania: wskazywała mu, jak ma on poruszać wahadełkiem, gdy odpowiedź jest na „tak”, a jak, gdy na „nie”. W pewnym momencie wahadło rzeczywiście zaczęło się poruszać i to bardzo intensywnie. Padały pytania i odpowiedzi. Pytania mogły być zadawane tylko przez medium, dlatego Karolina przygotowała je wcześniej na kartce. Wspomina ona jeden fakt, który ją mocno poruszył. Otóż na koniec seansu kobieta zwróciła się do ducha z dodatkowym pytaniem, czy chce jej jeszcze coś przekazać. Po czym zamknęła oczy, położyła ręce na stole i tak trwała przez kilka minut. I wtedy właśnie Karoliną wstrząsnął dreszcz, po tym jak po jej ręce, od dłoni aż do ramienia, bardzo powoli przesunęło się przenikliwe zimno. Wspomina, że miała wrażenie, że to dłoń, tylko zamarznięta. Jak mówi, było to odrażające odczucie. I choć mogła pomyśleć, że to duch Rafała, to przerażenie i odraza, którą to zjawisko wywołało, całkowicie ją zniechęciło do dalszych seansów.

Jednak to spotkanie jeszcze się nie zakończyło. Pytania, które zadawała kobieta na podstawie tych spisanych przez Karolinę, nie wniosły nic wielkiego do sprawy, oprócz tego, że duch powiedział, że Rafał nie żyje, że jest mu dobrze, że ją widzi itd. Jednak najważniejszym w całej sprawie okazało się pytanie, które kobieta-medium zadała duchowi na końcu. Wówczas, jak powiedziała spirytystka, w głowie usłyszała taki oto przekaz dla Karoliny: „Jest w twoim otoczeniu mężczyzna, żonaty bez dzieci, on ze mną pracował. Ja będę przez niego działał, w nim będziesz mogła mnie dostrzegać. Musisz go zdobyć dla siebie i wtedy będziemy razem”. Po tych słowach Karolina niemal oszalała ze szczęścia. Kobieta natychmiast powiedziała, że za dodatkową opłatą może spowodować, że ten mężczyzna odejdzie od żony i zwiąże się z Karoliną. I Karolina bez najmniejszego wahania poprosiła o tę usługę. Kobieta, która była spirytystką, a teraz okazała się także czarownicą, zażądała od Karoliny współpracy. Współpraca ta była już najwyraźniej czarną magią. Polecenia Karolina dostała następujące: po pierwsze musiała zdobyć konsekrowaną hostię. Czarownica wytłumaczyła, że to po to, by ją podać Rafałowi podczas kolejnego z nim spotkania, bo – jak wyjaśniła – hostia taka ma silną energię i jest duchowi potrzebna. Karolina jako praktycznie niewierząca i niepraktykująca uwierzyła w to, a nawet jej to specjalnie nie interesowało. W rzeczywistości hostia była zapewne potrzebna do profanacji, bo dzięki takim rytuałom okultyści zyskują przychylność demonów. Karolinę jednak interesował teraz tylko Rafał, kontakt z nim i zdobycie tego wskazanego mężczyzny o imieniu Sebastian. Czarownica dała jej jakiś amulet i kazała go nosić zawsze na szyi. Powiedziała, że każde jego zdjęcie z szyi spowoduje przerwanie rytuału i wszystko będzie musiało zostać przeprowadzone od początku. Nastraszyła Karolinę też w ten sposób, że jeśli rytuał zostanie przerwany, to duch odejdzie i być może nie uda się go przywołać ponownie. Tymi słowami niemal związała ze sobą Karolinę. Rytuał pozyskania Sebastiana trwał pół roku. W tym czasie Karolina wykonywała tak wiele poleceń czarownicy, że nie miała czasu na żałobę po Rafale. Kilka razy dostawała nowe amulety do noszenia, ale także na polecenie czarownicy podrzucała obcym sobie ludziom różne dziwne przedmioty, które wcześniej były poddawane czarom. Podrzucała je do ogrodów, samochodów, do firm. Jak mówi, nie myślała, po co to robi. Była w jakimś totalnym amoku. Dostała na kartce specjalną formułę, którą miała codziennie odczytywać niemal jak modlitwę. Było to przyzywanie mitycznych bóstw, ale też i demonów, zwłaszcza tych, których imiona znajdują się na pentagramie. Otrzymała też od czarownicy karty tarota z tym jednak zastrzeżeniem, że nie wolno jej samej ich układać, bo – jak powiedziała – może zostać nawiedzona. Mogła rozkładać karty tylko w jeden sposób, który został jej wskazany. I nie był to rozkład wszystkich kart, a jedynie siedmiu. Ten rozkład miał spowodować właśnie przychylność tych wzywanych bóstw i demonów. Na koniec poleciła, jej aby dostarczyła zdjęcie ofiary, czyli Sebastiana, oraz swoją krew menstruacyjną. Po czym, po odpowiednim rytuale, krew ta została Karolinie zwrócona i z nią było związane ostatnie zadanie: podanie tej krwi do spożycia Sebastianowi razem z jakimś napojem czy pokarmem, ale nie później niż w ciągu 7 dni.

Zadanie Karolina wykonała perfekcyjnie. Po prostu zaprosiła Sebastiana do siebie pod pretekstem wyjaśnienia pewnych spraw związanych z pracą Rafała, bo przecież Sebastian z nim pracował. Zrobiła kawę, dodała krwi i tyle. Dostała wyraźne polecenie, że nie może dopuścić do zbliżenia z Sebastianem wcześniej niż za trzy dni, bo dopiero wtedy duch Rafała będzie mógł działać. I cóż się stało potem? Sebastian sam zadzwonił i się wprosił. Nie musiała nic robić. Wszystko potoczyło się bardzo szybko. Już nie była sama. Sebastian odwiedzał ją niemal codziennie. Czasem na kilka godzin, czasem na całą noc, a nieraz na pół godziny. Czuła się szczęśliwa. Była z Sebastianem, a myślała wyłącznie o Rafale. Po około trzech miesiącach o Rafale już zapomniała. Seks był tak intensywny, że już nie myślała o byłym chłopaku.

Jak teraz wspomina, przestała być dla Sebastiana człowiekiem. Traktował ją jak niewolnicę. Musiała zawsze być na jego zawołanie. Zażądał, by rzuciła pracę. Gdy na początku nie chciała tego zrobić, zjawiał się u niej w biurze i robił awantury. Zrezygnowała i zwolniła się. Zaszła w ciążę, jednak szybko poroniła. Płakała po stracie dziecka, ale on tego nie zauważał. Domagał się tylko uległości. Po 2 latach postanowiła zerwać ten związek. Wymieniła zamki. Wróciła do pracy. Jednak Sebastian nie dawał za wygraną. Nachodził ją w domu i w pracy. I choć było to coraz rzadsze, to zauważyła, że ona sama jest od niego uzależniona. Po tygodniu jego nieobecności sama dzwoniła, aby ją odwiedził. Odwiedziny takie trwały kilka godzin i kończyły się płaczem Karoliny, bo traktowana była jak przedmiot. Mijał tydzień lub dwa i ona znowu dzwoniła. Jej stan psychiczny tak mocno się pogorszył, że niemal codziennie pojawiały się myśli samobójcze.

Jednak najgorsze było to, co się wydarzyło pewnej nocy. Przebudził ją koszmarny sen, w którym dziwna postać, której nie potrafiła opisać, a jedynie powiedzieć, że była przerażająca, brutalnie ją gwałciła. Po przebudzeniu odczuwała przenikliwe zimno, odór i potworny ból podbrzusza. Nie mogła się ruszać ani krzyczeć przez co najmniej kilka minut. Potem, gdy już mogła wstać, biegła do łazienki i tam zostawała do rana, ciągle wymiotując. I tak odtąd było niemal każdej nocy. Karolina przestała normalnie funkcjonować. Coraz ciężej było jej wykonywać swe obowiązki w pracy. Sebastian pojawiał się nadal, ale już bardzo rzadko. I wtedy już zaczęła szukać pomocy. Zaczęła od miejsc, które znała najlepiej. Poszła więc do znanego w okolicy uzdrowiciela, bioenergoterapeuty. Ten po kilku przyłożeniach dłoni do jej głowy i ramion, odsunął się i powiedział, że to, co ją gnębi, jest bardzo mocne i on sam nie da rady. Jeśli będzie chciała, skontaktuje ją z kobietą, która może sobie z tym poradzić. Okazało się, że miał na myśli tę samą kobietę, która wprowadziła Karolinę w okrutny świat okultyzmu. Dziewczyna przeraziła się. Jak potem opowiadała, myślała już tylko o tym, jak ze sobą skończyć, ale panicznie bała się śmierci. Zaczęła więc pić alkohol. Najpierw wino, drinki, a potem już tylko czystą wódkę. Pomagało jej to na chwilę zapomnieć o problemie. Ale koszmarne sny pojawiały się nadal. Była cieniem człowieka. Natrafiła pewnego razu w Internecie na wywiad z włoskim egzorcystą. Przeczytała tam o rzeczach, które były właśnie jej udziałem. Nie zastanawiała się długo. Już nie myślała o tym, że to tylko religia, że to tylko złudzenie dla słabych, jak sama wcześniej uważała. Jak mówi, doznała jakiegoś olśnienia. Nabrała wewnętrznej pewności, że właśnie w Kościele może znaleźć pomoc. Przeszukując strony internetowe, natrafiła na informację o Mszach św. odprawianych w intencji uzdrowienia i uwolnienia. Pomyślała więc, że pójdzie i zobaczy, a kto wie, może to będzie w stanie pomóc.

Poszła. Mszę odprawiał o. Józef Witko. Dziwnie się czuła, ale to nie dlatego, że nie chodziła do kościoła i jakakolwiek modlitwa była jej całkiem obca. Nie modliła się na tej Mszy. Stała, słuchała i trzęsła się. Nie wie, co to było, ale jej ciało cały czas przeszywał dreszcz, tak silny, że aż nią potrząsało. Zadziwiało ją, że ludzie obok nie zwracali na to uwagi. Każdy z nich był pogrążony w modlitwie, w słuchaniu konferencji. Jak wspomina, właśnie to wiara tych ludzi, tak zasłuchanych, spowodowała, że zrozumiała, iż to ma sens. Do Komunii św. oczywiście nie przystąpiła, za to na końcu miała nastąpić jakaś modlitwa wstawiennicza, a potem błogosławieństwo indywidualne nad każdym z nałożeniem rąk. Nie miała zielonego pojęcia, o co tu chodzi, ale bardzo na to czekała. Teraz, wspominając, wie, że wtedy traktowała tę modlitwę jak odczarowanie tego, co zaczarowała czarownica. Jej w tym momencie potrzebna była magia przeciwko poprzednim czarom. Tak to wówczas rozumiała. Teraz wie, że tylko wiara i tylko silna wiara może pomóc jej się uwolnić od zła.

Po Mszy kapłan modlił się przed wystawionym Najświętszym Sakramentem. Karolina opowiada, że doznała niesamowitego bólu oczu. Nie mogła patrzeć na ten biały kawałek chleba. Kapłan modlił się językami. Myślała, że to jakiś obcy, wschodni język. Nie rozumiała, po co to robi, ale pamięta, że w czasie tej dziwnej modlitwy zrobiło jej się niedobrze, myślała, że zacznie wymiotować. Wówczas niemal wybiegła z kościoła. Objawy natychmiast ustąpiły. Zrozumiała, że to jednak musi mieć związek z modlitwą. Weszła do kościoła ponownie, bo czekała na tę modlitwę z nałożeniem rąk. Liczyła, że to może zakończyć jej problem. Nie udało się jednak. Gdy weszła do kościoła, kapłan już modlił się indywidualnie nad każdym. Pomyślała, że podejdzie na końcu, bo było tam ogromnie dużo ludzi. A teraz, skoro ławki opustoszały, gdyż ludzie wyszli do modlitwy, to ona usiądzie i zaczeka na końcówkę błogosławieństwa i wtedy spokojnie i bez ścisku podejdzie. Przeliczyła się jednak. Gdy w kościele pozostała już niewielka grupa ludzi, Karolina postanowiła wstać i podejść do błogosławieństwa. Wówczas jednak stało się to, co działo się niemal każdej nocy po koszmarnym śnie. Nagle jej ciało zesztywniało, pojawił się przenikliwy chłód, a na dodatek jej głowa została w niezrozumiały sposób wciśnięta pomiędzy kolana. Chciała krzyczeć, ale jej zęby zacisnęły się, a wargi zostały jakby wypchnięte do przodu. Wydawała jedynie jakieś ciche piski, niesłyszalne dla resztki ludzi, którzy pozostali jeszcze w kościele. W takiej pozycji pozostała około 10 minut. Gdy ustąpiło, kapłana już nie było w kościele. Wyszła na zewnątrz. Był tam jeszcze mężczyzna, który na małym stoliku miał ułożone kilkanaście książek katolickich. Gdy podeszła bliżej, przeraziła się. Jak mówi, na jednej z okładek zobaczyła coś, co było odrażające, ale tak bardzo podobne do tej postaci która ją dręczyła nocami. Była to postać z okładki książki Okultyzm. Nie odważyła się wziąć jej do ręki, tylko zapytała, co to takiego i dlaczego tutaj to sprzedają. Dopiero mężczyzna, który sprzedawał, objaśnił jej, że to książka, która mówi o tym, jakie niebezpieczeństwa niesie okultyzm i magia. Z uczuciem wielkiego obrzydzenia kupiła tę książkę.

Ta noc po powrocie do domu była niemal całkowicie bezsenna, ale tym razem nie z powodu koszmarnego snu, lecz lektury książki. Pochłonęła ją w całości do godziny piątej nad ranem. Jak mówi, zrozumiała to wszystko, co wydarzyło się w jej życiu od chwili wejścia do gabinetu spirytystki. Uświadomiła sobie, jak bardzo dała się zwieść złu, jak perfidnie jej nieszczęście i brak wiedzy zostały wykorzystane przez czarownicę i demony.

Potem wszystko potoczyło się już bardzo szybko. Zaczęła szukać kontaktu. Zadzwoniła na dyżur w Sekretariacie Ewangelizacji. Po tygodniu była już gotowa do spowiedzi generalnej. Przyjęcie Jezusa w Eucharystii spowodowało zakończenie koszmarnych snów. Zaczęła regularnie uczęszczać na Msze św, z modlitwą o uwolnienie. Pojawiają się jeszcze lęki, ale już teraz Karolina żyje radością, bo odnalazła prawdziwą miłość. Jezusa. Czasami jest bardzo ciężko i wtedy dzwoni. Prosi o zwykłą rozmowę, a czasami o wspólną modlitwę, bo jest jej trudno samej modlić się na różańcu. Zło jednak jej już nie przeraża, bo zrozumiała jego taktykę, ale przede wszystkim zrozumiała to, iż będąc w stanie łaski uświęcającej w łączności z Jezusem, jest dla złego ducha bardzo trudno dostępna. Jej przewodnikiem stało się słowo Boże, które czyta codziennie, odkąd jej to zaproponowałem.

Świadectwo za: http://www.gbacik.is.net.pl

*****
Nowenna na
Czwartek Wielkanocny

Dzień siódmy: Dusze szczególnie czczące i wysławiające miłosierdzie Jezusa

Dziś sprowadź mi dusze, które szczególnie czczą i wysławiają miłosierdzie Moje, i zanurz je w miłosierdziu Moim. Te dusze najwięcej bolały nad moją męką i najgłębiej wniknęły w ducha Mojego. One są żywym odbiciem Mojego litościwego Serca. Dusze jaśnieć będą szczególną jasnością w życiu przyszłym, żadna nie dostanie się do ognia piekielnego, każdej szczególnie bronić będę w jej śmierci godzinie.

Jezu najmiłosierniejszy, którego Serce jest miłością samą, przyjmij do mieszkania najlitościwszego Serca swego dusze, które  szczególnie czczą i wysławiają wielkość miłosierdzia Twego. Dusze te są mocarne siłą Boga samego; wśród wszelkich udręczeń i przeciwności idą naprzód ufne w miłosierdzie Twoje, dusze te są zjednoczone z Jezusem i dźwigają ludzkość całą na barkach swoich. Te dusze nie będą sądzone surowo, ale miłosierdzie Twoje ogarnie je w chwili zgonu.

Dusza, która wysławia dobroć swego Pana,
Jest przez Niego szczególnie umiłowana.
Jest zawsze bliską zdroju żywego
I czerpie łaski z miłosierdzia Bożego.

Ojcze Przedwieczny, spójrz okiem miłosierdzia na dusze, które wysławiają i czczą największy przymiot Twój, to jest niezgłębione miłosierdzie Twoje – które są zamknięte w najlitościwszym Sercu Jezusa. Dusze te są żywą Ewangelią, ręce ich pełne uczynków miłosierdzia, a dusza ich przepełniona weselem śpiewa pieśń miłosierdzia Najwyższemu. Błagam Cię, Boże, okaż im miłosierdzie swoje według nadziei i ufności, jaką w Tobie położyli, niech się spełni na nich obietnica Jezusa, który im powiedział, że: Dusze, które czcić będą to niezgłębione miłosierdzie moje – ja sam bronić je będę w życiu, a szczególnie w śmierci godzinie, jako swej chwały. (1224-1225)

Koronka do Miłosierdzia Bożego
Nowenna na pozostałe dni: Nowenna przed Świętem Miłosierdzia Bożego

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydarzenia i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

41 odpowiedzi na „Zobacz co dzieje się z człowiekiem, który odbył seans spirytystyczny

  1. wobroniewiary pisze:

    Módlmy się za siebie nawzajem, przyzywając opieki św. Michała Archanioła

    Święty Michale Archaniele wspomagaj nas w walce a przeciw niegodziwości
    i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Niechaj go Bóg pogromić raczy, pokornie o to prosimy, a Ty wodzu zastępów anielskich, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła Amen!
    Święty Michale Archaniele, który w brzasku swego istnienia wybrałeś Boga i całkowicie oddałeś się spełnianiu Jego świętej woli. Wstaw się za mną do Stwórcy, abym dzisiaj, za Twoim przykładem, na początku nowego dnia, otwierając się na działanie Ducha Świętego, w każdej chwili dawał się Bogu, wypełniając z miłością Jego świętą wolę. Niech razem z Tobą wołam bez ustanku: Któż jak Bóg! Przez Chrystusa Pana naszego. Amen

    Niżej możemy wpisywać intencje, w których mamy się nawzajem omadlać 😉

    • wobroniewiary pisze:

      Proszę o modlitwę i milczenie, bo „ten rodzaj duchów wygania się postem i milczeniem”

      Fragment z nocy:
      ” I pamiętaj o odpowiedzialności za tych wszystkich, którym nakazywałaś wyrzucanie Różańców do śmieci. Z całego serca polecam Spowiedź i chociaż odrobinę POKORY. „Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze.”

      Ps. Różaniec z wielkiej piszemy o modlitwie – różaniec z małej o przedmiocie do modlitwy 🙂

      • Sylwia pisze:

        Masz modlitwę i milczenie od mnie choć wypowiedziałabym się w tej sprawie +++

      • Ola pisze:

        Lubię milczenie,doceniam milczenie,jego wagę,bardzo wiele pisała o jego roli i wartości św. Faustyna.
        Chciałam tylko zapytać skąd ten cytat :„ten rodzaj duchów wygania się postem i milczeniem”?
        Znam z Ewangelii cytat :”Ten zaś rodzaj złych duchów wyrzuca się tylko modlitwą i postem”./Mt 17-21/

  2. Anna pisze:

    Proszę o modlitwę abym po kolejnym oszustwie ze strony męża nie traciła wiary, odzyskała radość życia i umiała poradzić sobie z wszystkim co mnie dotyka aby Duch Święty dał mojej rodzinie mądrość i prowadził dobrą drogą.

  3. Teresa pisze:

    świadectwo horror . na przestrogę dla innych

  4. Pingback: Zobacz co dzieje się z człowiekiem, który odbył seans spirytystyczny | Serce Jezusa

  5. Sylwia pisze:

    Zgadza się świadectwo jest bardzo mocne , ale czasem takie musi być by obudzić tych zaspanych , tych co nie znają prawdy . Wiele ludzi jest pogubionych i nie zdaje sobie sprawy że spirytyzm , magia , tarot to zagrywka czarnego . Ale Chwała Panu że są i tacy co w porę się budzą z nieciekawego snu i że chcą szukać pomocy w Kościele . Pan Bóg nie zostawia nikogo bez pomocy . On ciągle jest i posuwa nam nowe rozwiązania .Bóg kocha każdego człowieka i czeka aż ktoś zwróci się o pomoc . Więc Chwała Panu za wszystko co nam daje . Niech Bóg będzie Uwielbiony ❤ .

    • KasiaP pisze:

      Dzisiaj jest pogrzeb mojego brata, był samotny, nadużywał alkoholu. Proszę o modlitwę

    • wobroniewiary pisze:

      Pan Grzegorz z takimi osobami współpracuje i to nie rok czy dwa i dlatego ma bardzo dużą wiedzę w tym zakresie i wiedząc co się dzieje, ostrzegał przed fałszywymi różańcami, ale całe piekło wylazło w ataku na niego i na nas.
      Jutro, pojutrze damy kolejne mocne świadectwo, tym razem może o reiki.

      A wpiszcie sobie w google tytuł Grzegorz Bacik Okultyzm i zobaczycie stwora z okładki – książka bardzo dobra, tam full informacji

      Tu macie też:
      http://www.esprit.com.pl/79/Okultyzm.html

      Ze Wstępu O. Józefa Witki OFM

      Wielu współczesnych ludzi ulega pokusie i szuka uzdrowienia i uwolnienia od zła nie w Bogu, lecz w okultyzmie. Dlatego radzą się jasnowidzów, chiromantów, magów i im podobnych. Zajmują się astrologią, wierzą w horoskopy, a gdy doświadczają choroby, udają się do najprzeróżniejszych okultystycznych uzdrowicieli, którzy zazwyczaj są narzędziami w rękach złych duchów.

      Książka autorstwa Grzegorza Bacika, w sposób bardzo prosty i zrozumiały, opisuje współczesne zagrożenia związane z kontaktem z okultyzmem, z których tak naprawdę wielu nie zdaje sobie sprawy. Jest tu mowa o magii (maleficium, zabobon, przesąd), spirytyzmie, wróżbiarstwie (astrologia, kartomancja, radiestezja, zabobony, wróżby, przesądy), medycynie okultystycznej (bioenergoterapia, reiki, homeopatia, irydologia, akupunktura, aromaterapia, Feng Shui), o jodze, walkach wschodu, satanizmie…

      Ta książka nie tylko powinna przerażać, ale przede wszystkim powinna otwierać nam oczy na rzeczywiste zagrożenia, jakie płyną
      z okultyzmu. Zagrożenia, o jakich nie wiemy, jakich sobie nie uświadamiamy. A przed którymi w jasny sposób przestrzega zarówno Pismo święte, jak i nauczanie Kościoła katolickiego.

  6. ❤ Alicja "ŚWIADECTWO" cz. IV pon. 14.12.1987, godz. 19.30
    – Dlaczego się schowałeś, Jezu?
    † Bo Mnie nie kochasz.
    – Kocham Cię.
    † Nie kochasz Mnie w ludziach, których ci przysyłam.
    – To prawda. Przyszło wielkie zniechęcenie do wszystkich i do wszystkiego. Przed chwilą odmówiłam komuś spotkania.
    † Nie poddawaj się. Każdy, kto zwraca się do ciebie lub przychodzi, przysyłany jest przeze Mnie po to, byś go otoczyła swą modlitwą i oddała Mi.
    – Nie wiem, skąd się bierze tyle negatywnych myśli o ludziach w moim sercu.
    † Nie wiesz? Czy rzeczywiście nie wiesz, kto chce zniszczyć Moją Miłość w twoim sercu?
    – Oddal go ode mnie, Panie – nie pozwól…
    Co znaczy to, co widzę? (jakieś wybuchy, jakichś uciekających ludzi).
    † To będzie. Wzrok twojej duszy wyprzedza czas. Trwaj w Miłości, aby im pomóc.
    – Ja im pomogę…?
    † Tak, bo Miłość, jaką wypełniam twoje serce wykracza daleko poza nie i ogarnia wielu. Módl się za tych, których pokazuję ci w wewnętrznym widzeniu. Oddawaj ich dusze Mojej Miłości Miłosiernej. Bardzo wielu możesz pomóc w ten sposób. Szatan o tym wie i dlatego wsącza w twoje serce zniechęcenie i nieżyczliwe myśli.
    – Parę dni temu, podczas modlitwy wstawienniczej dałeś mi wyraźny znak bólu w dłoniach.
    † W momentach większego zjednoczenia ze Mną: w ofiarowaniu i miłości będziesz odczuwać Mój ból. Przyjmuj to spokojnie i z ogromną miłością. Wiesz, co to znaczy. Nie opisuj – to znak Mojej Miłości – tylko dla ciebie.
    – Uchroń mnie przed jakąkolwiek próżnością, bo zniszczy…
    † Widzisz, dałem ci czas i jesteśmy sami…
    – Są jeszcze czyjeś myśli…
    † To dobre myśli – pomagają.
    – Wielką łaską jest ta chwila…
    † Cieszę się tobą. Gdy jest ci ciężko, usiądź przy Mnie, abym cię utulił, ukochał, umocnił. Znajduj czas na takie zatrzymanie się przy Mnie na chwilę, by zaczerpnąć Miłość ze Mnie. By odetchnąć Miłością głębiej.
    – Leczysz moje serce i goisz rany mojej własnej grzeszności. I zapatrzona jestem w Blask Twojej Miłości.
    Dałeś mi łaskę odpocznienia w Tobie.
    † Czerp z niej siły i radość, i miłość dla wszystkich.

  7. Teresa pisze:

    Wiadomość od Ojca Lucjana z Panewnik ………..
    Mąż i tata piątki dzieciaków + szóste w brzuchu próbował popełnić samobójstwo.Jest w krytycznym stanie .Bardzo proszę za modlitwę za Roberta .Jest bardzo potrzebny rodzinie,a decyzje podjął wyłącznie pod wpływem emocji….Jest o tyle uratowany , że oddycha aparatura,ale ma co chwila drgawki i lekarze nie dają zbyt wiele nadziei. Bardzo prosze o szturm do nieba
    JEZU UFAM TOBIE

  8. Czester pisze:

    +++ we wszystkich intencjach.

  9. Kamuc73 pisze:

    Chcialam wam sie zapytac czy to normalne ze po rekolekcjach zawierzenia Maryji,prawie ciagiem 3tyg.straszne zwatpienia,stany depresyjne mam..do tego rozczarowania prawie wszystkimi osobami w kolo…Spokoj i wycieszenie tylko po Mszy sw.Ciagle mi sie chce plakac,strasznie mi ciezko,bo czuje jakby Bog mnie opuscil.Prosze Was o modlitwe

    • wobroniewiary pisze:

      +++
      Pomagasz Niebu, jesteś duszą-ofiarą, ofiaruj ten stan Panu Bogu za grzeszników ❤

    • Wojtek pisze:

      Jeśli jest już tak źle to uwierz, że będzie tylko lepiej.
      Ja męczyłem się przez ostatnie trzy miesiące i zostałem uwolniony od mojego najgorszego uzależnienia, które męczyło mnie od kilku lat.

      Wiedz, że jeśli jest ci smutno, nic ci się nie chce, czujesz że jesteś wszystkim rozczarowana, nie masz siły, apetytu i wszystko dosłownie wszystko cię dręczy, to oznacza tylko, że wymknęła się diabłu i on się mści, ale się nie bój, bo to jeśli w tej sytuacji on cię męczy, to tylko za przyzwoleniem Boga, bo Pan chce cię zahartować i zapewniam, że po ciężkiej próbie będzie wielka radość ❤

      Każda próba nie jest bez celowa i nie służy temu, żeby diabeł mógł się odegrać, ale temu, żeby dodać ci siły. Im mocniej będziesz cierpieć, tym bardziej później każde kolejne nachodzące cie cierpienie, będzie wydawało się błahostką w porównaniu z tym co wcześniej przeszłaś i potem będzie ci znacznie łatwiej z każdym kolejnym problemem.

      Im bardziej zaufasz Bogu w godzinie próby, im bardziej i usilniej przy Nim pozostaniesz bez względu na ilość cierpienia, tym szybciej dialisko ustąpi albo Bóg je odgoni, bo przekona się, że więcej nie musi cię hartować, bo jesteś Mu wierna.

      Cierpienie jest oznaką miłości, jaką darzy cię Bóg. A jeśli to jednak cię nie przekona (mnie długo nie przekonywało) to na pocieszenie powtórzę jeszcze raz, po cierpieniu jest wytchnienie i błogość, a tym większa im bardziej trwałaś ofiarowując to cierpienie za grzeszników. Kiedy będzie po wszystkim i zdasz sobie sprawę, że się udało, wtedy ogarnie cię wielka radość.

      Trwaj, módl się, ufaj Bogu.
      +++

  10. Kamuc73 pisze:

    Dziekuje Wam za odpowiedzi,juz po przeczytaniu zrobilo mi sie lzej na duszy
    Chwala Panu!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s