Ks. Sławomir Kostrzewa: Dlaczego współcześni marnotrawni synowie nie chcą wracać do Ojca?

Aby pragnąć doświadczyć miłosierdzia Ojca, potrzeba najpierw stanąć w prawdzie o sobie samym, uznać, że jest się grzesznikiem – a to jest bardzo trudne w czasach, kiedy wielu ludzi nie zna takich pojęć jak prawda, sumienie czy honor.
Jakim kłamstwom o sobie dziś ulegamy? Co pomaga nam stanąć w prawdzie? – na te pytania odpowiada ks. Sławomir Kostrzewa w homilii wygłoszonej 11 września 2016 roku w Poznaniu

Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

20 odpowiedzi na „Ks. Sławomir Kostrzewa: Dlaczego współcześni marnotrawni synowie nie chcą wracać do Ojca?

  1. wobroniewiary pisze:

    Módlmy się za siebie nawzajem, przyzywając opieki św. Michała Archanioła

    Święty Michale Archaniele wspomagaj nas w walce a przeciw niegodziwości
    i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Niechaj go Bóg pogromić raczy, pokornie o to prosimy, a Ty wodzu zastępów anielskich, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła Amen!
    Święty Michale Archaniele, który w brzasku swego istnienia wybrałeś Boga i całkowicie oddałeś się spełnianiu Jego świętej woli. Wstaw się za mną do Stwórcy, abym dzisiaj, za Twoim przykładem, na początku nowego dnia, otwierając się na działanie Ducha Świętego, w każdej chwili dawał się Bogu, wypełniając z miłością Jego świętą wolę. Niech razem z Tobą wołam bez ustanku: Któż jak Bóg! Przez Chrystusa Pana naszego. Amen

    Niżej możemy wpisywać intencje, w których mamy się nawzajem omadlać 😉

  2. wobroniewiary pisze:

    Nie ma grzechu, w który popadliśmy, a z którego, dzięki Bożej łasce, nie możemy powstać; nie ma osoby straconej na zawsze, ponieważ Bóg nigdy nie przestaje pragnąć naszego dobra, nawet wtedy, gdy grzeszymy!
    Papież Franciszek

  3. Ola pisze:

    Patronujemy, polecamy, zapraszamy!

    W ramach spotkania Ewangelizacja na Barce zapraszamy wyjątkowo na Ewangelizację na Bulwarowej 20 września 2016 (wtorek) do Parafii pw. Matki Bożej Pocieszenia (ul. Bulwarowa 15a). Gościem będzie Myrna Nazzour – stygmatyczka z Syrii, jedna z największych obecnie żyjących mistyczek Kościoła katolickiego. O godz. 18.00 będzie miała miejsce Msza Święta, a godz. 19.00 spotkanie połączone z konferencja i modlitwą uwielbienia.

    Posłuchasz na nowohuckie.PL

  4. Ola pisze:

    Natalia Kukulska odnowi przysięgę małżeńską

    Piosenkarka Natalia Kukulska razem z mężem Michałem Dąbrówką zamierzają odnowić przysięgę małżeńską. Zrobią to w kościele, w którym brali ślub, a ich dzieci były chrzczone.

    16 lat temu w kościele Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Komorowie wokalistka i Michał powiedzieli sobie „tak”. Tu także przyjmowały chrzest dzieci pary, 16-letni Jan i 11-letnia Ania. Natalia, która wkrótce spodziewa się trzeciego dziecka chce, by po chrzcinach maleństwa nastąpił moment odnowienia przysięgi małżeńskiej. Małżeństwo to dla piosenkarki prawdziwa świętość – donosi „Dobry Tydzień”.

    Kukulska dba o to, by wraz z mężem być wzorem dla swoich dzieci. Zresztą nie ma z tym dużego problemu, bo – jak mówi – razem z Michałem naturalnie dzielą się obowiązkami, mają wspólne pasje, podobną wrażliwość, fascynacje i gust.

    W budowaniu na solidnych fundamentach małżeństwa pomaga Natalii wiara. Piosenkarka nigdy nie ukrywała, że przywiązuje do religii duże znaczenie. Na niedzielne msze udaje się cała rodzina, razem z babcią, mamą Anny Jantar.

    http://www.niedziela.pl/artykul/24603/Natalia-Kukulska-odnowi-przysiege

  5. mariaP pisze:

    Na droge powrotu
    °°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°

    Dlaczego wspolczesni , marnotrawni synowie , nie chca wracac do Ojca ? pyta ks. Kostrzewa .
    I daje odpowiedz : poniewaz nie chca uznac prawdy o sobie !

    Widzialam kiedys scene w moim parafialnym Kosciele , w sobotnie popoludnie , przed wystawionym Przenajswietszym Sakramentem .
    Z lawki wstal nagle mlody mezczyzna ,
    stanal naprzeciw monstrancji ,
    po jakims czasie rozlozyl swoje rece ,
    napial muskuly , pokazujac je Panu ,
    a potem obrocil sie na piecie i wyszedl z Kosciola !
    Szokujace wyznanie !!!

    Mysle , ze dla wielu dzis ratunkiem jest blaganie Siostry Faustyny /

    Jezu Najmiłosierniejszy, któryś jest litością samą,
    wprowadzam do mieszkania Najlitościwszego Serca Twego dusze oziębłe.
    Niechaj w tym ogniu czystej miłości Twojej rozgrzeją się te dusze zlodowaciałe, które podobne do trupów i takim wstrętem Cię napawały.
    O Jezu Najlitościwszy, użyj wszechmocy miłosierdzia Swego i pociągnij ich w sam żar miłości Swojej i obdarz ich miłością świętą, bo Ty wszystko możesz.

    / ktorego oczekuje tym razem od nas , Milosierny Pan .
    Dramatem byloby nie znalezc litosciwego .

    Ja sama uslyszalam kiedys pytanie ; Corko , jak to sie stalo , ze nikt ci nie pomogl ??
    Wiec
    wiem !

  6. Monika pisze:

    Na Twoje słowa MarioP przypomniały mi się fakty z mego życia.
    Kiedy byłam sama i znikąd pomocy – a byłam głodna i wówczas znikąd było szukać perspektyw na jakiś obiad – bo w tamtym czasie nie miał mi kto pomóc, to idąc drogą przez miasto i zastanawiając się co ja dzisiaj zjem na obiad, bo nie mam nic do zjedzenia, a i pieniędzy nie miałam, żeby coś kupić, to znalazła się pomoc z Nieba – tak to odebrałam, jako Bożą interwencję – bo znalazłam przed oczami, na śniegu, zamrożoną dużą rybę, odfiletowaną, gotową do przyrządzenia, wyglądała tak jakby ktoś kupił i wypadła mu z siatki z zakupami – a szłam akurat z modlitwy, z Kościoła, szczęśliwa ale po prostu głodna.

    Takich przypadków było kilka.
    Inny przykład: kiedy byłam niezmiernie smutna, do bólu, zapłakana i w totalnej rozsypce, i niemal w rozpaczy, załamana psychicznie, być może z depresją, gdy szłam przez miasto, prawie puste ulice, wszyscy już w domach szykują wieczerzę, a ja pogrążona w smutku, że oto wigilia, wszyscy są z bliskimi, z kimkolwiek, z rodziną, przyjaciółmi, a tylko ja sama, samiuteńka jak palec, w pustym mieście, chora, z gorączką, bez środków na przetrwanie, brak leków, jedzenia, może na jakiś autobus, by kogoś odwiedzić, bez żadnej osoby obok i z perspektywą na święta Bożego Narodzenia taką, że właściwie o gorszą trudno, to idąc chodnikiem w tamtą Wigilię, myśląc, że nikomu nie jestem potrzebna i nikt nawet nie wie co się ze mną dzieje i nikogo to nie obchodzi – znalazłam pod nogami cukierka (a zaznaczę, że bardzo lubię słodycze, o których wtedy mogłam sobie tylko pomarzyć) i wtedy na ten widok od razu pojawił się uśmiech na mojej twarzy, rozweselił mnie ten cukierek, że trudno to wyrazić, a na który również wtedy nie było szans, a przecież to taka drobnostka, cukierek, potrafiła wywołać uśmiech i rozgrzać serce, że nie jestem mimo wszystko sama i ktoś czuwa nade mną.

    Innym razem idąc znalazłam perłę (mały klejnocik), której teoretycznie nie powinno tam być i w takiej chwili, że poczułam – kolejny znak z Nieba. Akurat wtedy rozważałam Różaniec Święty, idąc ulicami.
    Podczas rozważania Różańca Św. często miewałam światła odnośnie życia i tajemnic Różańca, odkrywając tak po ludzku nieosiągalne znaczenie rozważanych tajemnic. To może są drobiazgi nic nie znaczące dla innych ale dla mnie bardzo pomagały w najtrudniejszych chwilach.
    Gdy nie było wokół nikogo a ja, jak na jakiejś pustyni bez ludzi, żyjąc niczym pustelnik – i to jeszcze gdzie? – w chłodnym małym pomieszczeniu, w piwnicy, z pylącym grzybem, który odebrał mi głos na około 3 miesiące, z powodu alergii, na tego grzyba, bez podstawowego wyposażenia jak w każdym mieszkaniu, nie mając czym nagrzać tego pomieszczenia.
    Było wtedy ciężko ale od Boga dostawałam dyskretne znaki, które pozwalały przetrwać najcięższe chwile i dać nadzieję, że to wszystko nie jest na marne i po coś – że kiedyś na pewno ten trudny czas i stan się odmieni.
    I odmienił się.
    Któż jak Bóg!

    • Sylwia pisze:

      Moniko, to wzruszające i trudne co napisałaś mimo wszystko wspaniałe świadectwo. Bo my ludzie którzy mamy w pełni dostatek mając co jeść nie rozumiemy czym może być radość ze znalezienia czego kolwiek do jedzenia. Ale Bóg wspaniale się nami opiekuje i daje nam znaki swej obecności.On wie czego nam potrzeba i nie zostawia nas samych. Chwała Panu za to świadectwo.
      Dzięki takim świadectwom człowiek docenia ile ma na co dzień.

    • Monika pisze:

      Tak – to było nie tak dawno, najtrudniejsze chwile przeżywałam w tym czasie gdy doświadczaliśmy w Polsce żałoby, po katastrofie Smoleńskiej i co najmniej jeszcze rok po niej – a zostało to wyryte w mej pamięci, te różne straszne przeżycia z tamtego czasu, które mnie dotykały, wielokrotna trauma, której doświadczałam bezpośrednio przez ludzi wokół i zdarzenia w tamtym czasie, które miały miejsce wokół mnie, a które dotyczyły bezpośrednio mojego życia, także spowodowane zetknięciami i kontaktami z różnymi ludźmi, osobami z marginesu społecznego, z przeszłością kryminalną, także z ogromnymi wyrokami. Takich ludzi było wiele, którzy mnie bardzo krzywdzili i krzywdzili wszystkich wokół a pozostali bezkarni, a przez których długo byłam psychicznym wrakiem człowieka – pamiętam, jakby to było dziś. Można by niezłą telenowelę napisać a w niej całe mnóstwo rzeczy wprost niewiarygodnych do uwierzenia. To przeżyłam co było nie do przeżycia a cudem było przeżycie.
      Ale teraz to wszystko się zmieniło.
      Jakbym dostała nowe życie.

      Wtedy byłam pozbawiona niemal wszystkiego, także rzeczy materialnych, potrzebnych na co dzień do godnego życia, tego co nawet biedni dziś posiadają, przynajmniej w Polsce. Przez długi dla mnie czas, bo ponad rok, niedługo po katastrofie Smoleńskiej – to był czas, że nie miałam takich luksusów jak prysznic czy wanna, nie miałam się gdzie umyć, gdzie zagrzać wodę, często brak prądu, nie mówiąc już o takich luksusach, jak lodówka, pralka, telewizor, czy działające radio, nie było kuchenki, by coś ugotować, choć i nie było często tak naprawdę co ugotować i zbierało się butelki, by przetrwać, by było w ogóle co zjeść, pusta butla z gazem i brak pieniędzy na gaz, by się ogrzać za pomocą tej butli i słoneczka do niej przykręconego, w zimie, w Święta Bożego Narodzenia – a tu gorączka 40 stopni a na dworze minus 30 stopni i akurat Święta, gdy wszyscy są razem a przynajmniej tak powinno być – a ja sama, bez pomocy i dobrej duszy w pobliżu, z którą można by przynajmniej normalnie porozmawiać. Lubię rozmawiać, jak każda kobieta – a tu nikogo wokół normalnego, wszędzie wokół patologia, pijaństwo i rozpusta.

      Gdy próbowałam z sąsiadami porozmawiać jak człowiek z człowiekiem, to tylko do picia zachęcali wokół, gdzie bym nie poszła, bo bez picia wg nich nie ma rozmowy – taka to gościnność wokół panowała – niektórzy już nie żyją, bo się zapili na śmierć – bardzo chętnie byli gotowi częstować ale alkoholem i wiedziałam już, że nie ma rozmowy z nikim wokół, żeby tak jak marzyłam tylko porozmawiać, pobyć chociaż przez chwilę w obecności drugiego człowieka i nie odczuwać tak bardzo tego osamotnienia i opuszczenia przez wszystkich. Zastanawiałam się nieraz gdzie ja trafiłam i co ja tu robię? Całe życie nie wypiłam kieliszka wódki, więc marzenie o rozmowie z normalnym człowiekiem długo było nie spełnione i nierealne.

      Albo miałam propozycje przestępstw różnego rodzaju przez sąsiadów, typu przemyt papierosów czy współudział w ich przestępstwach – i to o dziwo od obcych, choć po sąsiedzku. Naoglądałam się tych obrazów patologii. Nocami często krzyki i awantury, bijatyki przechodzących przez miasto pijanych młodych ludzi, bo to praktycznie centrum miasta, choć nieco z boku, innym razem bieganie z nożami pod mieszkaniami, parę razy krew na chodniku, rozbite szyby, wszelkie zniszczenia wokół, porozwalane i poniszczone wszystko co się nawinie przez przechodzących pijanych i naćpanych, wydzierających się co sił w gardłach i budzących wszystkich w środku nocy swoimi awanturami, latające różne przedmioty z okien w kierunku drugiego człowieka, nocne wyścigi warczących, podrasowanych samochodów ulicami miasta. Obraz społeczeństwa druzgocący co nie podnosiło na duchu, zwłaszcza, że kilka depresji za sobą już miałam.

      Tak, ten ciężki czas mam już za sobą, i środowisko, które mnie otaczało i przytłaczało swoją bezgraniczną brutalnością, także wobec mnie.
      A raz pamiętam aż 3 miesiące z zapalenia płuc nie mogłam wyjść, zalane jedno całe płuco – tylko przez mieszkanie w skrajnych warunkach, zimno, grzyb na ścianach aż drapie w gardle, brak leków. I nikt mnie nie odwiedził ani razu, bo i nikt moim losem się nie interesował. Nie byłam w stanie pójść o własnych siłach do apteki, choć apteka tuż pod nosem. Wszyscy bliscy, dawni przyjaciele, znajomi żyli swoim życiem, tak dalecy, odlegli i nieosiągalni dla mnie.

      Nawet biedniejsi ode mnie zdarzało się, że przychodzili do mnie po pomoc, jak do jakiegoś ośrodka charytatywnego – oczywiście po żywność, ubrania – uważając mnie za bogatą, bo mam co jeść i jako nieliczna w tamtych standardach o dziwo nie przepijałam wszystkiego. Bezdomni a także zdarzali się nawet udający bezdomnych. Albo narkomani, dilerzy, pijacy i dzieci o zgrozo żebrzące o żywność – i to Polskie dzieci a nie rumuńskie.
      Trzeba być tuż obok, w takich samych warunkach żyć, żeby zobaczyć i doświadczyć tego wszystkiego co się dzieje wokół. Skrajna nędza wśród ludzi żyjących w nędzy, w mieście skrajnie biednym i bez przyszłości. I jak tu było nie być zdołowanym widząc to wszystko dokoła? Nie byłam Matką Teresą, żeby to normalnie znieść. Widzieć to wszystko i nie wpaść w depresję, w smutek, to wszystko na człowieka bardzo silnie i bezpośrednio oddziaływało, nie bez efektów ubocznych.
      A niektórzy „bogacze” mający wiele, pieniądze, wysokiej klasy samochody, domy, sprzęty, gdy widziałam jak żyją, wiedziałam dokładnie, że byli nawet biedniejsi i w większej nędzy od tych biedaków, chodzących za puszkami i butelkami, nawet całymi rodzinami, czasem nawet przeganiający jedni drugich ze swoich rewirów. Myślałam wtedy – to takie slumsy Polski.

      Raz jeden przyszła pani z Urzędu Miasta spisać protokół odnośnie warunków mego życia, w celu załatwienia jednego posiłku dziennie, to nie wierzyła, że ktoś może żyć w takich warunkach. Tym bardziej, że to akurat nikt z patologii, pijackiej rodziny i osoba w ogóle niepijąca alkoholu – to chyba wywołało największe zdziwienie i niedowierzanie – podobnie jak to, że wykształcona i bez pracy? – choć wiadomo, że gdzie jak gdzie to u nas korupcja i protekcja kwitnie jak mało co – zrobiła oczywiście wywiad u sąsiadów i rodziny, bo nie dowierzała, że to w ogóle możliwe. Jak można nie nadużywać alkoholu i żyć w takich warunkach, nic nie mając?

      Czasem człowiek przechodząc przez ciężkie chwile, zwłaszcza samotnie i zwłaszcza gdy są one zwielokrotnione i skumulowane do granic możliwości różnymi złymi zdarzeniami rodem z samego piekła – potem potrafi o wiele więcej zrozumieć i pamięta o tym co było.
      Czasem nie znamy drugiego człowieka albo coś tam skąpo o nim wiemy a tak chętnie oceniamy, osądzamy, bo np. jakaś tam pojedyncza wypowiedź nam się nie podoba tej czy innej osoby..
      By zrozumieć drugiego człowieka, który przez takie lub podobne sytuacje przeszedł, trzeba by było przejść dokładnie to co on sam.
      Inaczej trudno byłoby sobie wyobrazić, wytłumaczyć i zrozumieć co przechodzą inni – bez przejścia przez to samo.

      Jak mówił O. Witko: „Krytykowanie jest osądzaniem. Jeśli ktoś decyduje się na osąd, to znaczy, że ma problem z przebaczeniem.” – tak dosłownie się wyraził.

      • Ela pisze:

        Przepraszam, piszesz że byłaś całkiem sama, a adminka, z którą się chyba przyjaźnisz też cię nie odwiedzała?

        • Monika pisze:

          Ewa odwiedzała mnie potem i do dziś się odwiedzamy i często dzwonimy, czasem jeździmy gdzieś razem. Dużo o sobie wiemy co nie znaczy, że ja to wszystko ujawnię, zwłaszcza nasze tajemnice.

          Ewa mnie odwiedzała ale to było już potem czyli po tym jak żyłam jak pustelnik w piwnicy w skrajnych warunkach, bez pomocy innych (gdzie nieco wcześniej w swoim życiu potrafiłam robić jednocześnie bardzo różne rzeczy i godzić ze sobą pracę w 9 miejscach naraz, czyli jednocześnie, robiąc zupełnie różne, niezwiązane ze sobą rzeczy, a wynagrodzenie przeważnie mnie nie za bardzo interesowało albo jako efekt uboczny. W młodości nie odczuwałam braku pieniędzy i nie przykładałam do tego aż takiej wagi.
          Nie wiem czy dużo jest takich osób, które by potrafiły pracować w 9 miejscach jednocześnie, które by tego chciały, w dodatku robiąc wszystko z pasją i pełnym zaangażowaniem, czerpiąc ze wszystkiego bardzo dużo radości, a niekoniecznie pieniędzy. Nawet zaprzyjaźniony wójt mówił kiedyś do mnie, że lubi ze mną rozmawiać, bo „ta to zawsze uśmiechnięta” – nie ma problemów i zawsze się śmieje – w szkole też byłam „śmieszka”. Tak było kiedyś.

          Potem się wszystko pokomplikowało i sytuacja życiowa stała się skrajnie zła.
          A od czasów mniej więcej kryzysu 2007-2008 zaczęłam miewać depresje.
          Gdzieś w czasach tego wielkiego kryzysu na świecie, który w największym stopniu dotknął Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię a w Polsce spowodował spowolnienie gospodarki miałam coś w rodzaju wielkiego kryzysu wewnętrznego i pierwszą depresję.
          Bogu dzięki, że nie miałam nigdy zdolności kredytowej, dla celów bankowych, bo kredyty wykończyłyby mnie jak większość Polaków jest wykańczana.

          Nie chcę za dużo pisać o Ewie, bo wiem, że Ewa tego nie chce, by o Niej pisano
          – chce by o Niej było jak najmniej albo wcale.

          Ale powinnam to napisać, też jako świadectwo.
          Powiem tylko, że poznałyśmy się trochę później, po tym jak mieszkałam w tej piwnicy ale jeszcze przed założeniem strony WOWiT – a dokładnie to Matka Boża nas ze sobą poznała i od razu się zaprzyjaźniłyśmy, dosłownie jak dwie siostry, choć bez kłótni, sporów i nieporozumień się nie obywało – po prostu zły lubił totalnie mieszać i mącić między nami – co nieraz było ewidentnie widoczne – ale naprawdę byłyśmy sobie potrzebne w tamtym czasie i miałyśmy tylko siebie do pomocy.
          Poznałyśmy się w Święto Matki Boskiej Częstochowskiej. To też dziwna historia – Ewa za jakimś natchnieniem przyjęła za mnie Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie, w ogóle nie wiedząc nic o mnie a tylko widząc mnie pierwszy raz w Kościele – i tak to się zaczęło.
          Ja wtedy nie mogłam przyjąć Pana Jezusa – a Ewa zrobiła to za mnie, w intencji mnie, chociaż mnie nie znała i dosłownie nic o mnie nie wiedziała, ten jeden raz widząc mnie obok w Kościele.
          Zresztą, to, że moje życie odmieniło się, to bardzo duża zasługa Ewy – długi czas obie nawzajem sobie pomagałyśmy. Rozumiałyśmy się, bo obie naprawdę nie miałyśmy wesoło, przejścia były nieciekawe i nie wiem, która miała „weselej”, że się tak wyrażę.
          Nie będę wchodzić w szczegóły. Zresztą zajęłoby to chyba tony papieru a i tak nawet tu chyba nikt by nie uwierzył w to co obie razem przeżyłyśmy i przeszłyśmy – a wcześniej każda z osobna.

          Nie można wszystkiego podawać publicznie, bo wiemy, że wrogie siły miałyby tylko używanie. Ewie też trzeba oszczędzić czytania spamu.
          Zwłaszcza wtedy, gdy jest zamieszczany jakiś ważny artykuł, szczególnie niewygodny dla diabłów – piekielników, to spam jest zalewany jak studzienki po burzy. Gdybyście widzieli choć małą cząstkę spamu, to niejednemu włosy zjeżyłyby się na głowie z tego jadu gadziego i zrobiłoby się niedobrze z tych pomyj. Czasami Ewa pokazywała mi co siły diabelskie wypisują, bo są to siły bez wątpienia nie ludzkie.
          Gdy piekło szaleje, to wtedy Ewa wie już czego najbardziej się boją i o czym tym bardziej należy więcej pisać.
          Jezus jest Panem i Chwała Panu za Ewę i Kazika oczywiście!

        • wobroniewiary pisze:

          Spoko, nie znałyśmy się wtedy, poznałam Monikę na końcówce jej wychodzenia z dołka, może i ciut jej pomogłam
          a potem ona mnie i nadal pomaga 😉

        • Monika pisze:

          Cała Ewa. Ja się tu rozpisuję i rozwodzę a Ewa jak to Ewa – krótka piłka a raczej pięć piłek na raz. 🙂
          Dobrze, dobrze, Ewa – skromnie nie przyznajesz, że to w dużej mierze Twoja zasługa i to dzięki Tobie wyszłam z tego jak to mówisz dołka.
          W ogóle byłoby z nami krucho a może i bardzo źle, gdybyśmy wtedy się nie spotkały za sprawą Matki Bożej – taka prawda. A Kazik był jak zawsze mocną podporą, choć na odległość.

        • mariaP pisze:

          … Moniko , chwala Panu za te krzyze , ktore dzieli z nami !

          *********************************************
          „Wtem ujrzałam Pana Jezusa przybitego do krzyża.
          Kiedy Jezus chwilę na nim wisiał, ujrzałam cały zastęp dusz ukrzyżowanych tak jak Jezus.
          I ujrzałam trzeci zastęp dusz i drugi zastęp dusz.
          Drugi zastęp nie był przybity do krzyża, ale dusze trzymały silnie w ręku krzyż;
          trzeci zaś zastęp dusz nie był ani ukrzyżowany, ani [nie] trzymał w ręku krzyża silnie, ale wlokły te dusze krzyż za sobą i były niezadowolone. Wtem rzekł mi Jezus:
          Widzisz – te dusze, które są podobne w cierpieniach i wzgardzie do Mnie, te też będą podobne i w chwale do Mnie;
          a te, które mają mniej podobieństwa do Mnie w cierpieniu i wzgardzie – te też będą miały mniej podobieństwa i w chwale do Mnie.”Dzienniczek (445-446)
          ***********************************************
          “ Tyle bylo w Tobie milosci i zamyslenia jakes mnie czynil dlonia hojna
          Na Twoje slowo stalam sie
          dla Ciebie jestem na wieki poswiecona
          lecz jakze mi trudno Panie
          jakze ciezko
          zawiesic krzyz na ramionach
          i trwac bez skargi i slow pustych
          a kiedy otwierac usta
          to tylko blogoslawienstwem napelnione
          tylko uwielbieniem przenikniete
          a kiedy slowa wyrzekac
          to tylko swiete ! “
          / Janina Ozog

          Strofy te odkrylam ongis w prenumerowanym miesieczniku List .
          Sa piekne ,
          a nadto i one sa swiadectwem !
          Swiadectwu sluza !

          / w wigilie Podwyzszenia Krzyza Swietego

      • Sylwia pisze:

        Moniko to dla mnie nie wyobrażalne co przeszłaś jedynie mogę powiedzieć że płakać mi się chce jak to czytam :”( pamiętam o Tobie w modlitwie i cieszę się że Bóg dął ci drugie lepsze życie <3.
        Gdybym mieszkała blisko Ciebie nie zostawiła bym cię w potrzebie.

  7. Zojka pisze:

    Dziękuję za piękne świadectwo. Chwała Panu!

  8. patryk232000 pisze:

    Człowiek gdy popada w uzależnienie (w grzech ) jest jak bezmyślna maszyna która myśli tylko i wyłącznie o popełnieniu grzechu .Szatan kusi i nęci myśli wpiera i dogaduje aż człowiek upada i szatan zostawia go samego zupełnie ,na pastwę losu .Wiem dokładnie na swoim przypadku iż z grzechu nie można wyjść o własnych ludzkich siłach .Dniami i miesiącami próbowałem wyjść z uzależnienia ,grzeszyłem ,postanawiałem poprawę ,spowiadałem się a za 2 dni wszystko co zbudowałem runęło w jednej jedynej sekundzie i tak było dalej przez kolejne miesiące.
    Aż pewnego dnia Jezus wrzucił w mój umysł aby powierzyć mu się przez koronkę do Bożego miłosierdzia .Po dwóch miesiącach modlitw i błagań jeszcze mocniejszych i szczerszych Jezus uzdrowił mnie a Bóg otworzył me ramiona i mówił SYNU WRÓCIŁEŚ…………

    Teraz trwam w Jezusie i kocham go jeszcze bardziej ,na zawsze mu się powierzyłem i nigdy go nie opuszczę jest moim nauczycielem i odkupicielem.Porównuje swe nawrócenie jak św.Pawła byłem ślepy a Jezus zwrócił mi wzrok.Teraz pragnę tylko i wyłącznie poświęcić mu się jako kapłan.

    Piszę to nie po to by się chwalić lecz uświadomić każdemu że z każdego grzechu MOŻNA WYJŚĆ POTRZEBA TYLKO MIŁOŚCI DO JEZUSA I WIELKIEJ WIELKIEJ UFNOŚCI.
    Ufajmy Panu i kochajmy go bo on zawsze nas wygląda i czeka z miłością na nasz powrót.
    Możecie pomyśleć że po tej historii mam dużo lat po 18 na pewno ale mówię wam to wszystko co przeżyłem trwał jeden rok mam w tej chwili lat 17 i mówię wam wszystko co wydarza się w naszym życiu jest naszą historią i to pomoże mi w walce z szatanem i pomocy ludziom jako kapłan .

    J.U.T. na wieki
    Patryk.

    PS.Ufajmy a nie obwiniajmy się ,bo Jezus na spowiedzi mówi :”Nie pamiętam już twoich grzechów idź i nie grzesz więcej.Kocham cię „.

    • Sylwia pisze:

      Patryku i Chwała Panu że trwasz przy nim, widzisz ile ludzi tyle historii , gdzie można by było napisać tony papieru. Cieszę się że Bóg daje mi poznać te historie bo dzięki nim doceniam to co mam i cieszę się każdym dniem dziękując Bogu za wszystko. Za wszelkie trudności u upadki, za wszelkie problemy i za każdą małą radość jaka spotyka mnie w życiu. Za to że widzę i słyszę choć każdego dnia ciężko z powodu mojej choroby, za to że mogę się uśmiechnąć i zobaczyć świat taki jaki jest. Dziękuję za to że mogę podziwiać Niebo i przyrodę która mnie otacza, za to że mam co jeść i w co się ubrać, za to że mam rodzinę choć różnie bywa. Ale takie doświadczenia uczą mnie dziękowania w różnych momentach mojego życia.

      • patryk232000 pisze:

        Jan Paweł II w pewnym swoim kazaniu mówił:”Nie wstydźcie się krzyża ,starajcie się na co dzień podejmować krzyż.”,a Jezus powiada nam :”Jeżeli chcesz iść za mną bierz swój krzyż i chodź ze mną .”W każdym bólu i cierpieniu jakie kol wiek by one nie było .Ważne by dziękować za wszystko Bogu i nie ustawiać w modlitwie jak mówił Jezus w ogrodzie do uczniów w przed dzień swojej śmierci.Wzrastanie w miłości a nie w bogactwie prowadzi do Pana .

        • Maggie pisze:

          Tak, zgadza się Patryku: dziękować Bogu przez duże B i zawsze oddawać Mu uwielbienie z ufnością kochającego dziecka.
          Panie Boże, dziękuję za to: co mi dajesz i za to co mi odbierasz. Bądź Wola Twoja.
          Jezus jest Panem!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s