Ks. Jan Pęzioł: więźniów pocieszać i chorych nawiedzać

Homilia ks infułata Jana Pęzioła 27 sierpnia 2016r Więźniów pocieszać

Homilia ks infułata Jana Pęzioła 24 września 2016r Chorych nawiedzać

Matko Boża Kębelska – módl się za nami ❤

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Swego czasu, podczas jednej z wizyt w Wąwolnicy, ówczesny kustosz i przeor Jasnej Góry o. Teofil Krauze stwierdził w rozmowie z ks. Janem Pęziołem, że według jego „w żadnym miejscu w Polsce nie ma tylu cudów Matki Bożej, co tutaj”. Takie słowa wypowiedziane przez kustosza Jasnej Góry, mają swoją wymowę i rangę ważnego świadectwa, potwierdzającego wyjątkowość tego miejsca.

Wielka liczba łask, jakie otrzymują czciciele Matki Bożej w tym miejscu, świadczy o tym, że sanktuarium w Wąwolnicy jest miejscem, które Matka Boża wybrała i w cudownej figurze Matki Bożej Kębelskiej przebywa tu już 738 lat. Matka Boża czeka tu na swoje dzieci, a kto z wiarą i pokorą jako dziecko do Niej przyjdzie, temu załatwia różne życiowe sprawy. Są to niezwykłe sprawy, których rozum nie ogarnia i po ludzku wydają się nie do rozwiązania –a Ona właśnie je rozwiązuje, natychmiast i definitywnie, bo dzięki atrybutom, którymi podzielił się z Nią Bóg, przekracza granice rzeczywistości tego świata. Cuda dokonują się tu bez przerwy, każdego miesiąca.

*****

Pan Bóg nie czyni cudów po to, żeby się popisać, wywołać sensację czy też uszczęśliwić na kilka lat człowieka uzdrowionego, lecz po to, żeby nasza wiara rosła.
Niestety, w takim człowieku, który dozna cudownego działania Boga, może pojawić się refleksja, że to była jakaś nagroda, na przykład za to, że ów człowiek tak się pięknie modlił. Właśnie w tym momencie diabeł próbuje zastawiać na człowieka pułapkę. Diabeł jest doskonałym psychologiem i wie, w którą stronę zadmuchać, bo diabeł ma tylko jedną broń do walki z nami – innej mu Pan Bóg nie dał. Jest to kłamstwo

Ja tu jestem
Wyimki z książki

Ks. Jan Pęzioł:
Są to niezwykłe sprawy, których rozum nie ogarnia i po ludzku wydają się nie do rozwiązania – a Ona właśnie je rozwiązuje, natychmiast i definitywnie, bo dzięki atrybutom, którymi podzielił się z Nią Bóg, przekracza granice rzeczywistości tego świata. Cuda dokonują się tu bez przerwy, każdego miesiąca.

Słynąca łaskami figura Matki Bożej Kębelskiej przez wieki przyciągała do sanktuarium w Kęble i Wąwolnicy tysiące pielgrzymów. W okresie po II wojnie światowej ówczesny biskup lubelski Stefan Wyszyński zainspirował wieloletniego proboszcza wąwolnickiego ks. Józefa Gorajka do rozpoczęcia starań o koronację figury koronami papieskimi. Uwieńczeniem tych starań była uroczysta koronacja, której 10 września 1978 roku dokonał biskup lubelski Bolesław Pylak w obecności ponad stutysięcznej rzeszy pielgrzymów.

To miejsce jest niezwykłe. Przyjeżdżał tu niegdyś na odpoczynek nieżyjący już o. Teofil Krauze, paulin. Przez długie lata był kustoszem bazyliki na Jasnej Górze, a potem został też przeorem. Do mnie przyjeżdżał już jako emeryt. Kiedyś powiedział mi tak: według mnie nigdzie w Polsce, w żadnym sanktuarium nie ma tylu łask co tutaj. Naprawdę Matka Boża to miejsce wybrała.

Świadectwa:
(…) „W 1978 r., będąc w stanie błogosławionym, dowiedziałam się, że mam bardzo wysokie ciśnienie. Lekarze ocenili, że ciąża stanowi poważne zagrożenie dla mnie i dla dziecka, dlatego naciskali, aby ją usunąć. Nie zgodziłam się na zabicie mojego dziecka. Całą sprawę powierzyłam Panu Bogu, pokładając ufność w modlitwie. Niestety, dalszy bieg wypadków wydawał się potwierdzać trafność diagnozy lekarzy. Dziecko urodziło się z komplikacjami i zaraz po narodzinach ciężko zachorowało. W pewnym momencie było już umierające (…). Z okazji uroczystości koronacji cudownej figury Matki Bożej Kębelskiej 10 września 1978 r. mąż z synem poszli na pielgrzymkę do Wąwolnicy, gdzie modlili się o zdrowie dziecka. I stała się rzecz niezwykła. W dniu koronacji, około godziny dwunastej, ku ogromnemu zdziwieniu lekarzy dziecko oprzytomniało, a tydzień później było już w domu.”

„Sytuacja pogarszała się z każdym dniem, aż w sobotę 27 listopada 1982 r. lekarz oświadczył nam, że nasze dziecko musi umrzeć, ponieważ z tego względu, że guz jest w środku mózgu, nie można jej operować, a w dodatku pojawiły się przerzuty na płuca. Wróciwszy do domu, jeszcze tego samego dnia opowiedziałem rodzinie o beznadziejnym stanie córki. Wtedy ktoś z obecnych zaproponował, bym pojechał do Wąwolnicy i prosił Matkę Bożą Kębelską o uzdrowienie Magdy. (…) w pierwszą niedzielę adwentu, razem z moją mamą, teściem i bratem żony weszliśmy do kaplicy Matki Bożej, gdzie modliliśmy się kilkadziesiąt minut przed cudowną figurką. (…) wracając z Wąwolnicy, postanowiliśmy zajechać do kliniki. Spodziewaliśmy się zastać tam w najlepszym razie nieprzytomną Magdę, ale liczyliśmy się również z jej śmiercią. Jakież było nasze zdziwienie, gdy zamiast tego na korytarzu zastaliśmy uśmiechniętą żonę, która z radością zakomunikowała nam, że „Magda już zdrowa”.”

„Po badaniach lekarze zawołali mnie do gabinetu i oznajmili, że mąż ma bardzo złośliwego guza w okolicach otrzewnej. Zakomunikowali jednocześnie, że operacji w tym miejscu robić nie można, a leczenie farmakologiczne nic nie da. W tej sytuacji polecili mi zabrać męża do domu, nie dając żadnych leków, bo – jak podkreślili – ma przed sobą tylko miesiąc życia. Przywiozłam więc męża do domu i zrozpaczona pojechałam do Wąwolnicy. Po Mszy świętej odprawionej przed cudowną figurą Matki Bożej Kębelskiej mój skazany na rychłą śmierć mąż bardzo szybko wracał do zdrowia, i to nie biorąc żadnych leków. Przeprowadzone wszechstronne badania wykazały, że po guzie nie ma żadnego śladu.”

„Lekarze w klinice lubelskiej stwierdzili u trzynastoletniej Ewy bardzo zaawansowane stadium białaczki i wyrazili opinię, że dziewczynka ma minimalne szanse na wyleczenie. Jako że w przeszłości często przyjeżdżałam na nabożeństwa różańcowe do kaplicy Matki Bożej Kębelskiej w Wąwolnicy, uznałam, że w tej beznadziejnej sytuacji tylko od Niej możemy oczekiwać pomocy. Po Mszy świętej i modlitwie przed cudowną figurą, ku zdumieniu lekarzy, stan zdrowia Ewy zaczął błyskawicznie się poprawiać.”

„Kilkanaście tygodni temu moja pięcioletnia córka Małgosia leżała w klinice w Lublinie, chora na białaczkę. Lekarze powiedzieli mi, że jest bardzo źle i że Małgosia umrze. Wstrząśnięta tą wiadomością, przyjechałam do Wąwolnicy i poprosiłam o odprawienie Mszy świętej w intencji Małgosi. Jaka wielka była moja radość, gdy od tego dnia dzięki wstawiennictwu Matki Bożej Kębelskiej moja córeczka bardzo szybko zaczęła powracać do pełnego zdrowia.”

„Ponad dwadzieścia lat chorowałam na dyskopatię (…). Siedząc, musiałam podpierać się rękami, bo z bólu odejmowało mi nogi. W ostatnią sobotę miesiąca, 25 sierpnia 2007 r., udałam się do Wąwolnicy, gdzie uczestniczyłam w nabożeństwie o uzdrowienie. W czasie modlitwy odczułam przeszywający zimny dreszcz od czubka głowy po pięty. Siedząc, jakbym była sparaliżowana, w pewnym momencie poczułam silne gorąco przesuwające się od kości ogonowej w górę kręgosłupa. Mój kręgosłup jakby ktoś rozciągnął i bezboleśnie ustawił kręgi. Z niedowierzaniem stwierdziłam, że ból kręgosłupa nagle zniknął. Wstawałam i siadałam, by się upewnić, że nic mnie nie boli.”

„Wylewy podskórne powiększały się, wywołując ciemne plamy. Mogłam już tylko leżeć nieruchomo w oczekiwaniu na śmierć. Przy moim łóżku cały czas czuwali ojciec i mama, bo lekarze mówili, że zgon może nastąpić w każdej chwili. W pewnym momencie powiedziałam do nich – „mamo, ja mam 21 lat i umieram”. Wtedy mama odpowiedziała: „Wytrzymaj do godz. 18, bo w Wąwolnicy w tym czasie rozpoczyna się nabożeństwo i Msza święta”. (…) Dokładnie o godz. 18 moja twarz się zaróżowiła, a o 20.30 sama podniosłam się na łóżku i usiadłam. (…) Kilka tygodni później badania wykazały, że w moim organizmie nie ma komórek rakowych.”

„Moi znajomi przez długie lata od zawarcia małżeństwa nie mogli doczekać się potomstwa, którego bardzo pragnęli. Przejęta ich smutkiem, w 1985 r. przyjechałam z pielgrzymką autokarową do Matki Bożej w Wąwolnicy, gdzie bardzo modliłam się o łaskę macierzyństwa dla moich znajomych. (…) kilkanaście miesięcy później dowiedziałam się, że (…) po dwunastu latach od ślubu, urodziła się tym małżonkom córka.”

„Moja córka Ewa (…) po dwóch poronieniach usłyszała od lekarzy, że nie będzie mogła być mamą. Był to dla niej bolesny cios, ponieważ córka zawsze pragnęła mieć dzieci. (…) przyjechałam do Wąwolnicy, aby u Matki Bożej wyprosić łaskę macierzyństwa dla Ewy. Moja modlitwa została wysłuchana, bo Ewa urodziła dwoje zdrowych dzieci.”

„Po ślubie przez wiele lat nie mogliśmy doczekać się narodzin potomstwa. Pokładając ufność już tylko w Panu Bogu, w grudniu 2004 r. przyjechaliśmy do Wąwolnicy, aby za wstawiennictwem Matki Bożej prosić Boga o dar rodzicielstwa dla nas obojga. (…) Szczęścia bycia rodzicami dostąpiliśmy półtora roku później, kiedy urodził się nam syn Jakub.”
Ks. Jan Pęzioł w książce JA TU JESTEM (można kupić tu: Magdalenium (kliknij))

Całość: kliknij

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Homilia, Pomoc duchowa, Wydarzenia i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „Ks. Jan Pęzioł: więźniów pocieszać i chorych nawiedzać

  1. wobroniewiary pisze:

    Matko Boża Kębelska módl się za nami ❤

  2. Marek pisze:


    Zobaczcie, ile jest w nas radości!

    Ponad 3 tys. osób doszło na Rynek Główny w I Małopolskim Marszu dla Życia i Rodziny. – Wszyscy jesteśmy tu prawdziwie za życiem, bez żadnego słowa „ale” – mówili jego uczestnicy.
    Marsz pod hasłem „Życiu – TAK!” podzielony był na dwa człony. Pierwszy (jego trasa liczyła 6,5 km) wyszedł z sanktuarium św. Jana Pawła II, gdzie podczas Mszy św. otrzymał błogosławieństwo metropolity krakowskiego. Drugi, który do przejścia miał 2,5 km, wyruszył z kościoła św. Józefa w Podgórzu.
    Oba pochody połączyły się przy stadionie „Korony”, skąd poszły już wspólnie, radośnie śpiewając i modląc się, w kierunku kościoła św. Wojciecha, gdzie na wszystkich czekał kard. Stanisław Dziwisz.
    http://krakow.gosc.pl/doc/3487447.Zobaczcie-ile-jest-w-nas-radosci

    http://krakow.gosc.pl/doc/3487447.Zobaczcie-ile-jest-w-nas-radosci
    http://krakow.gosc.pl/gal/spis/3487446.I-Malopolski-Marsz-dla-Zycia-i-Rodziny-cz-2

  3. ja pisze:

    List pasterski Episkopatu Polski w sprawie Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Jezusa za Króla i Pana

    Drogie Siostry i Drodzy Bracia!

    W dzisiejszej Ewangelii wybrzmiało ważne pytanie Pana Jezusa o naszą wiarę: „Czy (…) Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie? (Łk 18,8). Bez wiary, jak zaznacza autor Litu do Hebrajczyków, „nie można podobać się Bogu” (11,6). Wcześniej usłyszeliśmy, że inaczej niż niesprawiedliwy sędzia z przypowieści, Pan Bóg bez ociągania bierze w obronę tych, którzy dniem i nocą do Niego wołają. Ma więc sens nasza wytrwała modlitwa. Trzeba więc o łaskę wiary stale prosić, ale też mężnie wiarę wyznawać i razem z innymi ją manifestować. Światowe Dni Młodzieży w Krakowie i poprzedzające je Dni Misyjne w diecezjach pokazały, że dzieje się wówczas zbawienie, doświadczamy obecności i bliskości Boga.

    http://www.diecezja.tarnow.pl/index.php/kuria/komunikaty/5904-list-pasterski-episkopatu-polski-w-sprawie-jubileuszowego-aktu-przyjecia-jezusa-za-krola-i-pana

  4. wobroniewiary pisze:

    Megaważne słowa o pysze

  5. wobroniewiary pisze:

    Wspomnienia egzorcysty
    Najbardziej znany na świecie egzorcysta, włoski paulista ks. Gabriele Amorth opowiada Marco Tosattiemu o walce, jaką już od wielu lat prowadzi z Szatanem. książka nie jest klasycznym wywiadem, ale zachowuje styl opowieści przeplatanej przywołaniem najtrudniejszych przypadków szatańskich dręczeń i opętań oraz autentycznymi świadectwami osób

    Fragment książki:
    Czarnej Mszy przewodniczy ekszakonnik, który z tej okazji ubiera szaty koloru czerwonego. Wszyscy spluwają na hostie, a później je palą. Posługują się także kośćmi zmarłych, a następnie rzucają klątwy na swoich nieprzyjaciół. On rzucił klątwę na swoich krewnych. W jego przekonaniu klątwy zawsze odnoszą skutek.

    Po tej wstępnej rozmowie przechodzę do egzorcyzmu. Na głos Litanii do Wszystkich Świętych chłopiec zrywa się, rzuca, wrzeszczy i staje się niebezpieczny. Wzywa Abu Katabu. Czuję demoniczną obecność. Kropię na babcię i matkę. Matka jest obecna i odpowiada, że pragnął miłości matki, a nie babci lub ciotki, dlatego rzucił klątwę na wszystkich. Zdaję sobie sprawę, że w chłopcu odzywa się mocno element psychologiczny, który wywołuje w nim reakcję na brak uczucia. Po klątwach babcia przeszła operację, bo miała nowotwór macicy, matka była operowana na wyrostek, ojciec został bardzo mocno porażony prądem i mało brakowało, a umarłby. Chłopiec wszystkie te nieszczęścia przypisuje swoim klątwom.

    W pewnym momencie traci wzrok. Później zaczyna mówić językami, pokazuje mi rogi. Wymiotuje i wreszcie zaczyna się uwalniać: czuje się lżejszy, płacze, prosi o pomoc, dochodzi do tego, że jest w stanie się przeżegnać.

    Jeden z moich pomocników, znajomy stróża cmentarza, robi oględziny miejsca i wykonuje kilka zdjęć. Szczegóły opowiadane przez chłopca odpowiadają prawdzie.

    Rozpoczynam drugi egzorcyzm. Chłopiec odczuwa ogromny ból w podbrzuszu i wydaje rozdzierające okrzyki. Wzywa swoich bogów. Podczas egzorcyzmu czuje się ogarnięty przez płomienie, które go palą. Krzyczy na całe gardło, żeby polać mu wodą klatkę piersiową i plecy. Ale woda święcona jedynie wzmaga ból. Później zaczyna opróżniać wór: jest pełen wyrzutów. Dostrzegam wciąż bardzo mocny element psychologiczny w jego udręce. Mówi, że kopniaka w podbrzusze dała mu jego dziewczyna, kiedy chciął ją zgwałcić. Teraz ona znajduje się w szpitalu w stanie śpiączki właśnie po obrzędzie satanistycznym.

    Chłopiec znów wymiotuje. Posilam go, każąc mu pić wodę święconą. Uspokaja się, odzyskuje zmysły, mówi, że chce być zbawiony. Pragnie zobaczyć się z ojcem, matką, babcią, bratem. Jestem świadkiem wzruszającej sceny: chłopiec prosi wszystkich o przebaczenie, obejmując ich cały we łzach. Obejmuje również mnie, wzywa imienia Pana Boga, modli się wraz z nami.

    Pozostała w nim obawa, że zostanie zabity. Czuje, że został wyznaczony jako ofiara i potrzebuje specjalnej troski i obrony.

    http://www.przystanekjezus.pl/ksiegarnia/pl/p/Wspomnienia-egzorcysty.-Moje-zycie-w-walce-z-Szatanem.-Rozmawia-Marco-Tosatti/1631

  6. wobroniewiary pisze:

    Ks Mariusz Sokołowski SChr
    8 październik o 22:34 ·

    Zawsze mnie uczono, że zwątpienie jest grzechem. W pierwszy piątek miesiąca (wczoraj) jak zwykle odwiedzałem chorych w mojej nowej ukochanej parafii. W pewnym domu spotkałem starszą panią, z którą właściwie nie ma kontaktu. Żyje, ale w swoim świecie. Według słów opiekunki owa kobieta nie reaguje na żadne słowa, polecenia. Chyba choroba Alzheimera. Przykre… Mimo wszystko zacząłem modlitwę, bo na fotelu obok siedział schorowany mąż w lepszym stanie i jemu chciałem podać Jezusa w Eucharystii. Uklęknąłem, rozwinąłem na stole korporał a w nim Najświętszy Sakrament i rozpocząłem jak zwykle: „Niechaj będzie pochwalony przenajświętszy Sakrament…” a potem: „W imię Ojca i Syna…” Wtedy właśnie spostrzegłem, że ta ciężko chora kobieta, nie reagująca a siedząca tylko za stołem i wpatrzona w jeden punkt oraz dotykająca nerwowo obrusa nagle, bardzo powoli podnosi prawą dłoń do czoła, potem kładzie ją na sercu i tak czyni znak krzyża. Przeszły mnie ciarki, ale kontynuowałem…”Za wszystkie słabości przeprośmy naszego Pana…” – mówiłem i dalej ” Spowiadam się Bogu (…) moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina”. Jak wielki był mój szok, gdy zobaczyłem, że pani z Alzheimerem dość powoli i nieudolnie uderza się w piersi na znak pokuty, pokory i grzeszności… Ja w oczach miałem już łzy. (Po cichu mówiłem sam sobie: „nie wierzę, no nie wierzę”). Potem na Ojcze Nasz milczała. Udzieliłem Komunii Św. mężowi i sadząc, że kobieta nie przyjmie Jezusa Eucharystycznego chciałem zakończyć obrzęd. Zresztą opiekunka mówiła: „Pani ta nie przyjmie Komunii Świętej.To się nie uda proszę księdza, bo czy otworzy buzię, czy coś zrozumie?” Też miałem wątpliwość. Mimo wszystko spojrzałem na nią i zapytałem:”Czy przyjmie pani Komunię Świętą?” Na co (ku mojemu zdziwieniu) kobieta odpowiedziała bardzo wyraźnie i spokojne: „TAK!”. Przyjęła Jezusa, którego mało co bym ją pozbawił, bo wątpiłem, bo myślałem, że nie jest w stanie… Tak oto zrozumiałem, że zawsze trzeba mieć nadzieję, że cuda się zdarzają. Nigdy nikogo nie wolno skreślać! Ponadto nie wolno wątpić, bo zwątpienie, brak nadziei – jest grzechem. Jezu, jesteś naprawdę lekarzem! Dziękuję za tę szkołę pokory!

  7. wobroniewiary pisze:

    Koniec z „Alleluja ze Shreka”, nie będzie tańców na Mszy Św. Ostre stanowisko Watykanu

    Papieski „minister” ostro: Liturgia jest chora, nie wprowadza człowieka w misterium Boga. Tę bardzo ostrą ocenę sformułował Kard. Robert Sarah, prefekt Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów. Dotyczy ona formy sprawowania Mszy świętej. Zapowiada poważną reformę liturgii.

    Zdaniem Prefekta Watykańskiej Kongregacji, liturgia jest dziś chora, nie wprowadza człowieka w misterium Boga, odarta została z sakralności. Traci na tym lud Boży, zwyczajni ludzie, którym odbiera się możliwość wejścia w komunię z Bogiem. Liturgii trzeba pilnie przywrócić jej piękno i sakralność, odkrywając jej Boże pochodzenie – podkreśla szef watykańskiej kongregacji.

    http://prawy.pl/38731-koniec-z-alleluja-ze-shreka-nie-bedzie-tancow-na-mszy-sw-ostre-stanowisko-watykanu/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s