Uzdrowiony z przekleństwa – jak uwolnić się z przekleństwa i złorzeczeń…

„Ksiądz powiedział mi że przekleństwo cały czas działa, dopóki ktoś nie odwoła go świadomie i dobrowolnie i tylko przestrzeganie 10 przykazań i bycie blisko Boga chroni mnie całkowicie przed jego skutkami. I w razie by mi się zdarzyło popełnić jakiś ciężki grzech to muszę jak najszybciej udać się do spowiedzi, gdyż grzech ciężki otwiera na działanie przekleństwa. Powiedział mi również, żebym ostrzegł moje dzieci ponieważ są w wielkim niebezpieczeństwie. Muszą również przestrzegać przykazań i być blisko Boga… ”

***

Jeszcze przed wszystkimi badaniami udałem się na tę Mszę Świętą a towarzyszyła mi w tym żona. Po przyjściu pod drzwi kaplicy nie mogłem do niej wejść, jakaś siła nie dawała mi wejść do kaplicy, łapałem klamkę i puszczałem wielokrotnie odchodząc od drzwi, siadając i wstając oblany potem przestraszony walczyłem duchowo z jakimiś siłami aby wejść do kaplicy. Żona mnie prawie tam wpychała siłą a mnie coś odpychało i nie dawało mi wejść. W końcu przed Komunią Świętą z trudem udało mi się wejść do kaplicy a że byłem po spowiedzi przyjąłem komunię świętą trzęsąc się cały spocony i zalękniony. Zaraz po tym było namaszczenie chorych do którego też miałem wielki problem podejść ponieważ cały się trząsłem bałem i pociłem. W końcu jednak otrzymałem sakrament namaszczenia chorych po którym udałem się na salę chorych. W następnym dniu pobytu w Szpitalu rozpoczęły się szczegółowe badania, bardzo dokładne i skomplikowane które trwały tydzień. Po ukończonych badaniach przyszło do mnie do sali chorych kilkunastu lekarzy, profesorów. Główny Profesor tej kliniki powiedział do mnie, że właśnie wszyscy ci lekarze mieli na mój temat naradę gdyż z wszystkich wcześniejszych dokumentacji lekarskich, badań i wypisów szpitalnych wynika że jestem bardzo poważnie chory a tu wszystkie badania które mi wykonano świadczą iż jestem całkowicie zdrowy, nie ma najmniejszych znamion choroby, guzy znikły nie tylko z płuc ale ze zdjęć zrobionych w innych szpitalach, pozostały tylko opisy tych zdjęć na których lekarze opisywali ich wielokrotność i wielkość. Po gruźlicy nie ma najmniejszego śladu tak jakby jej nigdy nie było, a po przebytej gruźlicy zostają na zawsze zwapnienia płuc widoczne na każdym zdjęciu do końca życia. Astmy też nie ma i zdziwieni lekarze pytali kto postawił diagnozę astmy jak wyniki są wspaniałe wręcz super jak u całkowicie zdrowego człowieka. Ja mówię że to nie możliwe, że chyba te badania źle wyszły bo ja tyle lat się leczę u tylu różnych lekarzy i w tylu szpitalach przebywałem a po za tym tak bardzo kaszlę i duszę się z powodu astmy. A Lekarka która bardzo często do mnie przychodziła mówi że ona ani raz nie słyszała żebym kaszlał, wtedy też przebywający na sali pacjenci odezwali się że oni też nie słyszeli żebym ja kiedykolwiek kaszlał. I wtedy tak pomału jak przez mgłę dotarło do mnie że odkąd tu jestem w tym szpitalu to nie kaszlę, wcześniej tego nawet nie zauważyłem. Odstawiono mi wszystkie sterydy na astmę i leki na płuca oraz na nadciśnienie i zatoki. Zostałem cudownie uzdrowiony przy namaszczeniu chorych.

Przez długie lata nie mogłem chodzić do kościoła, jak przebywałem w kościele robiło mi się słabo oblewał mnie pot odczuwałem lęk, niepokój, przerażenie i musiałem wychodzić z kościoła. Nie mogłem też przystępować do sakramentów świętych, jakaś nieznana siła kazała mi odchodzić od konfesjonałów i w strachu i lęku wychodziłem z kościoła. Przez ostatni rok już wcale nie chodziłem do kościoła. W czasie odprawiania mszy św. Gregoriańskich za cztery pokolenia moich przodków, gdzieś tak w połowie ich odprawiania – poczułem w środku nocy tak około godz. 3.00 obecność jakiejś istoty w pokoju, poczułem chłód. Nagle zaczął mnie przenikać duch, dwukrotnie od bioder do samej szyi przeniknął mnie duch wyprężając mi całe ciało i łapiąc za szyję zaczął mnie dusić. Myślałem że nie przeżyje, czułem wielki lęk i chłód, czułem że to jest zły duch. Westchnąłem tylko do Boga, gdyż myślałem że mnie zadusi, nie mogłem oddychać i wtedy puścił …….

(Świadectwo długie, ale czyta się jednym tchem, w niektórych miejscach jak horror.., bo zły duch to nie żarty)

Świadectwo pana Jerzego (pelne dane znane redakcji), korzystającego z posługi ks. egzorcysty Mariana Rajchla
oraz modlitw wstawienniczych u o. Józefa Witko

Świadectwo uzdrowienia i uwolnienia

Odbyłem służbę wojskową 2 lata z najlepszą możliwą kategorią zdrowia A-1. Po założeniu rodziny zaczęły występować u mnie choroby przewlekłe niewiadomego pochodzenia i trudne do zdiagnozowania. Nie działały na nie żadne antybiotyki ani inne leki czy zioła. Bardzo silny ból gardła i krtani, bardzo długi okres blisko rok, zapalenie gruczołu krokowego stercza 8 lat. Skłonność do nałogów. Żona miała trzy poronienia później urodziło się dziecko zdrowe syn (1996 rok) które po tygodniu umarło na płuca. Sekcja zwłok wykazała Zespół błon szklistych, który zdarza się tylko u wcześniaków a dziecko urodziło się normalnie więc wykluczono taką opcję. Po śmierci dziecka lekarze zwołali specjalne zebranie ponieważ był to pierwszy taki przypadek. Od tego czasu zacząłem mieć silne lęki bez żadnej uzasadnionej przyczyny szczególnie w kościele oraz w miejscach gdzie były duże skupiska ludzi. Zaczął występować również niepokój i bezsenność które się bezustannie pogłębiały. Pojawiły się również zaburzenia emocjonalne i ich chwiejność. Trafiłem do psychiatry, zacząłem przyjmować leki psychotropowe, z czasem coraz silniejsze bez efektów, lęk, niepokój, bezsenność, wyrzuty sumienia, myśli samobójcze tylko się nasilały. Leki mnie tylko otumaniały, przy większych dawkach najczęściej doprawionych alkoholem mogłem się trochę rozluźnić czy wyspać. Przy długotrwałym ich zażywaniu żadnych efektów nie było. Przebywałem kilkanaście razy w szpitalach psychiatrycznych.

Pewnego razu na spotkaniu rodzinnym miałem widzenie: Ukazała mi się starożytna postać z którą rozmawiałem w nieznanym starożytnym języku. Po wyjściu z transu zobaczyłem przerażoną rodzinę która pytała mnie skąd znam taki język. Ja odpowiedziałem, że nie znam żadnych języków poza Polskim. Moja żona również mówiła że kilkakrotnie była świadkiem jak w nocy podczas snu siadałem na łóżku i mówiłem w jakimś obcym nieznanym jej języku.

W prowadzonej przeze mnie firmie transportowej zaczęły się pojawiać poważne kłopoty które z czasem przerodziły się w cały szereg nieszczęść. Urząd Skarbowy wykrył nieprawidłowości w prowadzonej firmie, założono kilka spraw sądowych, dostałem nawet wyrok skazujący. Samochody ciężarowe które miałem w firmie nie przynosiły żadnych zysków tylko same straty, wszystkie miały bezustannie bardzo poważne wypadki drogowe, wręcz katastrofy, stłuczki i bez przerwy się psuły. Nie było końca napraw i remontów. Aczkolwiek mimo tak strasznych i poważnych wypadków żaden kierowca nie zginął. Firmy ubezpieczeniowe nie chciały już ubezpieczać pojazdów ze względu na ciągłość bardzo wielkich zniszczeń za które wypłacały ogromne sumy pieniężne na naprawy, niekiedy były to szkody całkowite. Z czasem do pogłębiającej się silnej depresji zaczęły się dołączać następne poważne choroby takie jak hemoroidy na które miałem trzy operacje i kilka zabiegów, operacja na wycięcie woreczka żółciowego, nadciśnienie tętnicze. Zacząłem kaszleć, kaszel nie poddawał się żadnemu leczeniu antybiotykami ani sterydami, zaczęły się napady duszności, pogarszało się oddychanie, stwierdzona astmę. Leczenie nie dawało żadnych efektów co chwila szpital silne zastrzyki, tlen, leki sterydowe coraz silniejsze, choroba bez przerwy się pogłębiała. Po kilku latach badanie tomografem komputerowym wykazało trzy guzy w płucach od 3 do 8 mm. Po kilku miesiącach badanie powtórzono guzy urosły i pojawiły się nowe, w sumie było ich 13 na obydwu płucach. Skierowano mnie na operację w celu pobrania kilku guzów do badania. Operację przeszedłem bardzo ciężko, zaczęły się powikłania początek zapalenia otrzewnej. Badanie pobranych wycinków wykazało ostre przewlekłe zapalenie oskrzelików. Lekarze którzy prowadzili moje leczenie nie spotkali się nigdy z takim przypadkiem. Zaczęto mnie leczyć sterydami w bardzo dużych dawkach, ale po długotrwałym przyjmowaniu leków było tylko gorzej i gorzej. Kolejne szpitale, branie przeróżnych silnych leków i tlenu bez żadnej poprawy zdrowia a wręcz przeciwnie. Dochodziły tylko kolejne choroby między innymi gronkowiec złocisty i sepsa. Zwątpiłem w medycynę i zacząłem jeździć i chodzić na leczenia niekonwencjonalne (tzw. okultystyczne) takie jak : akupunktura, akupresura, masaże, badanie z oka, leczenie Chińskimi ziołami, bioenergoterapeutów, tak zw. świeckich egzorcystów, parapsychologów itd. Niekiedy po takich seansach następowały chwilowe poprawy zdrowia lecz po krótkim czasie było jeszcze gorzej. Po kilku latach byłem już wrakiem człowieka, ledwie trzymającym się na nogach, bez przerwy kaszlałem, odpluwałem duże ilości flegmy, duszącym się z powodu astmy, przestraszonym z powodu ciągłych lęków, niepokoju, bezsenności, depresji, krwawiących hemoroidów, nadciśnienia, krwawieniu z nosa i zatok oraz innych chorób. Zacząłem pluć krwią, znowu trafiłem do szpitala, pod tlen, badania, zastrzyki, antybiotyki, sterydy, badania wykazały dalej guzy w płucach. Niedługo po wyjściu ze szpitala znowu zacząłem pluć krwią tylko już bardziej obficie, przy kaszleniu we flegmie cały czas była krew. Znowu trafiłem do szpitala i ponownie zrobiono badania które wykazały jak zwykle guzy w płucach oraz gruźlice. Przeniesiono mnie na oddział przeciwgruźliczy. Przyjmowałem po cztery antybiotyki na raz oraz leki przeciwprątkowe. Zaczął mnie boleć żołądek i dostałem dny moczanowej.

Zdesperowany opowiedziałem moim znajomym o moich niekończących się chorobach, niepowodzeniach i nieszczęściach. Jedna z moich znajomych powiedziała mi że zna pewnego zakonnika, dobrego spowiednika z Torunia już nie żyjącego ojca Feliksa Dziadczyka, który być może będzie mógł mi jakoś pomóc. Zaproponowała mi, że zadzwoni do niego i przedstawi mu moje problemy, na co ja wyraziłem zgodę. Po niecałych dwóch tygodniach otrzymałem odpowiedź od ojca Feliksa. W tym czasie Ojciec Feliks modlił się w mojej intencji do Ducha Świętego. Odpowiedź była jednoznaczna: Wszelkie moje choroby, niepowodzenia i nieszczęścia spowodowane są przekleństwem międzypokoleniowym. Zalecił spowiedź z całego życia, wizytę u Egzorcysty, przyjmowanie sakramentów i obecność na mszach o uzdrowienie i uwolnienie, zamówienie 30 mszy Gregoriańskich za żywych i zmarłych moich przodków o przerwanie więzów międzypokoleniowych za cztery pokolenia.

Dnia 04.Stycznia.2013.r miałem wypadek. Przy otwieraniu burty w samochodzie ciężarowym zmiażdżyłem palec wskazujący prawej dłoni. Po dojechaniu do szpitala zrobiono mi zdjęcie rentgenowskie i kazano czekać na lekarza. Po dłuższej chwili czekania przyszedł lekarz ortopeda traumatolog i to ku mojemu zdziwieniu był to lekarz którego bardzo dobrze znałem. Po zapoznaniu się z moim przypadkiem powiedział że powinien mnie przyjąć do szpitala i zrobić operację, objaśnił mi szczegółowo jaki miał by być przebieg tej operacji. Po chwili jednak zaczął mówić że mógłby mi zrobić inny zabieg po którym mniej by mnie bolało. Ja mu odpowiedziałem że niech robi tak żeby było dobrze bo ja się na tym nie znam. On mówił na przemian że raz operacja raz zabieg, siadał i wstawał, widać było że toczy się w nim walka duchowa, trwało to długą chwile. W końcu zdecydował że zrobi mi zabieg. Po zabiegu udzielił mi wskazówek kiedy mam przyjść do kontroli wypisał dokumenty i receptę i pozwolił mi odejść do domu. Żona czekała na mnie na korytarzu żeby mnie zabrać do domu. Po wyjściu z drzwi szpitalnych otrzymałem silny przekaz duchowy że jest źle zrobiony zabieg. Od razu na schodach szpitalnych mówiłem do żony żeby mnie wiozła do innego jakiegokolwiek szpitala i żeby mi zrobiono operację bo to jest źle zrobione i musi to być poprawione. Żona stawiała mi opór i mówiła że niby skąd ja mam wiedzieć czy jest dobrze czy źle zrobione ale ja kilkakrotnie się przeciwstawiałem i prosiłem żeby mnie zawiozła do jakiegoś innego szpitala. Po dłuższej chwili takich przepychanek słownych i moich zapewnień że jest źle, gdy już była by mi skłonna ulec i jechać do innego szpitala ja otrzymałem jeszcze bardziej szczegółowy przekaz duchowy który utwierdził mnie jeszcze mocniej w tym że zabieg jest zrobiony bardzo źle i objawił mi dokładnie jak wielkie będą komplikacje i jak długo będą trwały. Objawione zostało mi też to że nie uniknę tego bo to wszystko musi się wydarzyć i choćbym pojechał nie wiem gdzie to i tak mi nikt nie pomoże. W przekazie tym zobaczyłem również że będę jeździł po całej Polsce, zobaczyłem wszystkie miasta i drogi jak na mapie gdzie będę szukał pomocy po najlepszych lekarzach i nikt mi nie będzie umiał pomóc aż wreszcie najlepszy chirurg ręki w Polsce mnie zoperuje i będzie wszystko dobrze. Będzie to trwało pół roku. Ja poczułem wielki smutek, zapragnąłem śmierci. Pomyślałem że nie chcę żyć, że wolałbym umrzeć i zapytałem się w duchu kiedy umrę. Czekałem na odpowiedź ale jej nie było i zapytałem ponownie. Wtedy otrzymałem odpowiedź że umrę za niecały rok. I faktycznie wszystko potwierdziło się co do joty, było tak jak w objawieniu z jednym tylko wyjątkiem że żyję do dziś. Palec po wyciągnięciu igieł i ściągnięciu usztywnienia zaczął coraz bardziej boleć i puchnąć. Po kontroli u lekarza dowiedziałem się że jest bardzo źle ponieważ wdała się infekcja. Podano mi antybiotyki i leki przeciwbólowe które uszkodziły mi żołądek. Palec coraz bardziej był opuchnięty i coraz bardziej mnie bolał. Jeździłem po najlepszych lekarzach po całej Polsce a oni tylko rozkładali ręce mówiąc że nie mogą mi pomóc i że być może jak infekcja nie ustąpi to palec trzeba mi będzie amputować. Wszyscy mówili zgodnie że palcem nie będę mógł już grać na akordeonie (gdyż jest to moja pasja) ani zginać bo już jest zalany w stawie (a staw i tak jest zniszczony) i nigdy już zginał nim nie będę. Ja mimo to nie traciłem wiary tylko jeździłem po lekarzach non stop, wracając od jednego od razu wyjeżdżałem do kolejnego przez cały czas wijąc się z bólu. Przez ten czas wyłem z bólu niejednokrotnie bijąc głową o ścianę i modliłem się nie tracąc nadziei, szczególnie do Miłosierdzia Bożego przed stojącym na szafce obrazkiem Jezu Ufam Tobie. Lekarze nie dawali mi nadziei. Po kolejnej wizycie u lekarza w Krakowie przy badaniu lekarz stwierdził że w tym zalanym stawie jest jakby mały ruch i wreszcie wyznaczył termin i zgodził się na operację. Po operacji dostałem skierowanie do Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie od Profesora z Rabki (jest to najlepsza jednostka tej specjalizacji w Polsce). Przed wyjazdem do Warszawy udało mi się przystąpić do spowiedzi i komunii Świętej i zamówić 30 mszy Św. za moich przodków do czwartego pokolenia. Po drodze jak zwykle cały czas kaszlałem, plułem flegmą i krwią.

Po przybyciu do Szpitala zapytałem gdzie jest kaplica i po otrzymaniu odpowiedzi odwiedziłem ją. Dowiedziałem się że następnego dnia jest Msza Święta a po niej namaszczenie chorych. Jeszcze przed wszystkimi badaniami udałem się na tą Mszę Świętą a towarzyszyła mi w tym żona. Po przyjściu pod drzwi kaplicy nie mogłem do niej wejść, jakaś siła nie dawała mi wejść do kaplicy, łapałem klamkę i puszczałem wielokrotnie odchodząc od drzwi, siadając i wstając oblany potem przestraszony walczyłem duchowo z jakimiś siłami aby wejść do kaplicy. Żona mnie prawie tam wpychała siłą a mnie coś odpychało i nie dawało mi wejść. W końcu przed Komunią Świętą z trudem udało mi się wejść do kaplicy a że byłem po spowiedzi przyjąłem komunię świętą trzęsąc się cały spocony i zalękniony. Zaraz po tym było namaszczenie chorych do którego też miałem wielki problem podejść ponieważ cały się trząsłem bałem i pociłem. W końcu jednak otrzymałem sakrament namaszczenia chorych po którym udałem się na salę chorych.

W następnym dniu pobytu w Szpitalu rozpoczęły się szczegółowe badania, bardzo dokładne i skomplikowane które trwały tydzień. Po ukończonych badaniach przyszło do mnie do sali chorych kilkunastu lekarzy, profesorów. Główny Profesor tej kliniki powiedział do mnie że właśnie wszyscy ci lekarze mieli na mój temat naradę gdyż z wszystkich wcześniejszych dokumentacji lekarskich, badań i wypisów szpitalnych wynika że jestem bardzo poważnie chory a tu wszystkie badania które mi wykonano świadczą iż jestem całkowicie zdrowy, nie ma najmniejszych znamion choroby, guzy znikły nie tylko z płuc ale ze zdjęć zrobionych w innych szpitalach, pozostały tylko opisy tych zdjęć na których lekarze opisywali ich wielokrotność i wielkość. Po gruźlicy nie ma najmniejszego śladu tak jakby jej nigdy nie było, a po przebytej gruźlicy zostają na zawsze zwapnienia płuc widoczne na każdym zdjęciu do końca życia. Astmy też nie ma i zdziwieni lekarze pytali kto postawił diagnozę astmy jak wyniki są wspaniałe wręcz super jak u całkowicie zdrowego człowieka. Ja mówię że to nie możliwe, że chyba te badania źle wyszły bo ja tyle lat się leczę u tylu różnych lekarzy i w tylu szpitalach przebywałem a po za tym tak bardzo kaszlę i duszę się z powodu astmy. A Lekarka która bardzo często do mnie przychodziła mówi że ona ani raz nie słyszała żebym kaszlał, wtedy też przebywający na sali pacjenci odezwali się że oni też nie słyszeli żebym ja kiedykolwiek kaszlał. I wtedy tak pomału jak przez mgłę dotarło do mnie że odkąd tu jestem w tym szpitalu to nie kaszlę, wcześniej tego nawet nie zauważyłem. Odstawiono mi wszystkie sterydy na astmę i leki na płuca oraz na nadciśnienie i zatoki. Zostałem cudownie uzdrowiony przy namaszczeniu chorych. Po powrocie z Warszawy miałem operację na hemoroidy w Rzeszowie, która udała się wyśmienicie (powiedziano mi że poprzednie dwie były nieudane). Udałem się też do gastrologa na gastroskopię, której wynik był wyśmienity, przebadano cały żołądek i dwunastnicę nie znajdując najmniejszych znamion choroby, mimo wcześniejszego wielkiego bólu brzucha od ponad pół roku i systematycznym przyjmowaniu leków. Kazał odstawić leki. Po tym badaniu ból brzucha ustąpił całkowicie. Udałem się również do laryngologa który również stwierdził wyśmienity stan mojego zdrowia mimo iż wcześniej leczyłem się na zatoki, przyjmowałem sterydy, miałem je przyjmować do końca życia, ponieważ choroba ta miała być niewyleczalna. Miałem również być skierowany na operację przegrody nosowej, gdyż była krzywa, lecz ku zdziwieniu lekarza i moim po badaniu wszystko było całkowicie zdrowe a przegroda nosowa prosta. Później wyciągnięto mi drut z palca i kazano ćwiczyć, odzyskałem sprawność palca. –

Lęki dalej zostały, odczuwałem lęk, strach niepokój, zawroty głowy, bezsenność. Przez długie lata nie mogłem chodzić do kościoła, jak przebywałem w kościele robiło mi się słabo oblewał mnie pot odczuwałem lęk, niepokój, przerażenie i musiałem wychodzić z kościoła. Nie mogłem też przystępować do sakramentów świętych, jakaś nieznana siła kazała mi odchodzić od konfesjonałów i w strachu i lęku wychodziłem z kościoła. Przez ostatni rok już wcale nie chodziłem do kościoła. W czasie odprawiania mszy św. Gregoriańskich za cztery pokolenia moich przodków, gdzieś tak w połowie ich odprawiania – poczułem w środku nocy tak około godz. 3.00 obecność jakiejś istoty w pokoju, poczułem chłód. Nagle zaczął mnie przenikać duch, dwukrotnie od bioder do samej szyi przeniknął mnie duch wyprężając mi całe ciało i łapiąc za szyję zaczął mnie dusić. Myślałem że nie przeżyje, czułem wielki lęk i chłód, czułem że to jest zły duch. Westchnąłem tylko do Boga, gdyż myślałem że mnie zadusi, nie mogłem oddychać i wtedy puścił. Po chwili znowu się powtórzyło i tak jak poprzednio od bioder do samej góry przeszywał mnie jakiś zimny byt tak że wyprężyło mi całe ciało i pomału przeszywał całe moje ciało aż do szyi po czym zaczął mnie dusić. Czułem wyraźnie jak przenikał mi każdy mięsień i tkankę tak że aż mnie wyprężało do tyłu. Nie mogłem wydobyć najmniejszego dźwięku chociaż chciałem krzyknąć z bólu i przerażenia. Popatrzyłem tylko w okno na niebo wzywając w myślach Boga gdyż myślałem że już po mnie ponieważ dłuższą chwilę nie mogłem oddychać i wtedy uścisk na szyi zniknął. Wyskoczyłem z łóżka, zbudziłem żonę mówiąc jej co się stało. Żona gdy zobaczyła moje oczy i mnie całego przerażonego jak jej mówię że to był zły Duch od razu wzięła różaniec do ręki, drugi dała mi i na kolanach kazała odmawiać razem z nią. Następnego dnia rano pojechała do znajomej po sól i wodę egzorcyzmowaną, gdyż nie mieliśmy ich w domu. Po przywiezieniu sakramentaliów posypała solą i poświęciła wodą cały dom. Po tej fatalnej nocy zasiadłem przed komputerem i szukałem numeru telefonu do Księdza Egzorcysty. Po znalezieniu numeru umówiłem się na możliwie jak najszybszy termin. Po rozmowie z Księdzem Egzorcystą dowiedziałem się że należy jak najszybciej udać się do spowiedzi, najlepiej z całego życia, pozbyć się wszystkich przedmiotów okultystycznych jeżeli znajdowałyby się w moim posiadaniu takich jak słoniki z trąbą do góry, drzewka szczęścia, pierścień atlantów, amulety, talizmany, maski afrykańskie itp., jakieś dzwoneczki, senniki, karty tarota, treści pornograficzne, (i inne tzw. przedmioty na szczęście) itd., pokropić ich wodą święconą , spalić i zakopać. Po zastosowaniu się do rad Księdza Egzorcysty i comiesięcznym wizytom u niego zło pomału ustępowało lecz wydarzały się różne dziwne rzeczy takie jak: np. Byłem atakowany przez wściekłego psa, który biegł za mną z wściekłością szczekając i warcząc. Gdy już czułem na sobie jego dotyk że miałem wrażenie że zaraz mnie rozszarpie wtedy westchnąłem do Boga odwróciłem się i pies zniknął. Po chwili miałem kolejne nękanie złego ducha, tylko że tym razem był to jakiś potwor przypominający smoka i również jak w poprzednim przypadku zniknął po westchnieniu do Boga i odwróceniu się. Bałem się brać noża do ręki jeżeli w pobliżu były moje dzieci, ponieważ coś mi podpowiadało że jak wezmę ten nóż do ręki to mogę zabić dziecko, na co z całą stanowczością mogę stwierdzić że nie były to moje myśli, wiec gdy któryś z moich trzech synów był np. w kuchni a ja chciałem sobie ukroić czy posmarować kromkę chleba to bałem się wziąć noża do ręki i wolałem oddalić się z tego miejsca i wrócić dopiero jak ich tam nie będzie. Szczególnie nocami miałem koszmarne sny, śniły mi się wiedźmy, upiory, potwory i widma, zniekształcone paskudne postacie, nawiedzone miejsca, zamki, klasztory, ksiądz z którego zrobił się jakiś diabeł z powykręcaną wstrętną i ohydną twarzą, miałem odczucia czyjejś obecności w pomieszczeniu w którym spałem, duchów i zwierząt, pająków, wstrętnych robactw, śniły mi się osoby zmarłe, gnijące, rozkładające się, czułem ich straszny odór, smród który po wybudzeniu pozostawał w powietrzu. Krzyczałem przez sen, wydawałem nieludzkie dźwięki, przy tym cały się trząsłem, czułem smród, niekiedy smród siarki i rozkładających się zwłok. Po wybudzeniu nie mogłem zasnąć a jak zasnąłem od razu koszmar powracał. Pomagała jedynie modlitwa różańcowa i do Św. Michała Archanioła, picie wody egzorcyzmowanej i branie soli na język gdyż po tym ustępowało wszystko i mogłem spać w spokoju do rana. Spałem z różańcem w ręku, zasypiałem modląc się. Bardzo często dręczyły nie natrętne myśli. Kilkakrotnie przed wyjściem na Mszę Świętą dostawałem gorączki i gdy leżałem w łóżku cały w dreszczach i zalany potem podsuwane mi były myśli bluźniercze skierowane w stronę Matki Bożej. Gdy Msza Święta się zakończyła, wszystko ustępowało. Po każdej wizycie u Egzorcysty ataki złego Ducha słabły, częstotliwość ich malała. Ksiądz mówił mi żeby się nimi nie przejmować gdyż są to pozostałości które z czasem ustąpią, żyć w łasce uświęcającej, modlić się, uczestniczyć we mszy świętej, przystępować do sakramentów świętych, przestrzegać 10 przykazań Bożych i być spokojny, gdyż wtedy przekleństwo nie działa i zły duch nie ma do mnie dostępu.

Po upływie około pół roku wszystko się uspokoiło, skończyły się wszystkie udręki, sny, koszmary. Lęk i niepokój ustąpił, ze snem nie miałem już najmniejszych problemów, wszystkie leki nasenne i przeciwdepresyjne zostały odstawione, smutek i zmartwienia poszły w niepamięć. Powrócił pokój, chęć do życia, radość, poczucie własnej wartości. W tej chwili cieszę się pełnym zdrowiem, jestem okazem zdrowia, nie zażywam żadnych leków, czuje się wspaniale. Wszystko układa mi się pomyślnie, czuję Błogosławieństwo Boże. Mam zadowolenie z pracy, ponieważ Firma którą prowadzę wraz z żoną zaczęła się błyskawicznie rozwijać i zatrudniać nowych pracowników. Samochody przestały się psuć, skończyły się wypadki, stłuczki, kolizje drogowe i inne nieszczęścia. W miarę możliwości uczęszczam codziennie na mszę świętą, przystępuję do sakramentów pokuty i pojednania, odmawiam różaniec, modlę się i jestem szczęśliwy. Dziękuję Panu za to wszystko co się wydarzyło, dzięki temu nauczyłem się przebaczenia, miłości, pokory i dzięki temu jestem szczęśliwy i jestem bliżej Boga a tym wszystkim, którzy kiedykolwiek w życiu wyrządzili mi jakąś krzywdę bądź też mi złorzeczyli czy przeklinali z całego serca przebaczam, proszę Boga i Maryję o Błogosławieństwo dla nich i składam w ofierze za nich modlitwy.

Około pół roku po tych wydarzeniach uczestniczyłem we Mszy Świętej z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie prowadzoną przez o. Józefa Witko w Jarosławiu na której zostałem uzdrowiony z bólu kręgosłupa. Od lat cierpiałem na dyskopatię. Od tego czasu upłynął już ponad rok i kręgosłup nigdy mnie już nie zabolał. Był to kolejny cud uzdrowienia.

W jakiś czas po tym popełniłem grzech ciężki, łamiąc jedno z dziesięciu przykazań i nie zdając sobie sprawy z tego, chodziłem codziennie do kościoła i przyjmowałem Komunię Św. Wrócił lęk, niepokój, bezsenność, koszmary nocne, zacząłem widzieć ohydne postacie, bez twarzy, wstrętne gady, pająki i robactwa. Nie mogłem zasnąć, zacząłem brać leki uspokajające i nasenne. Świat stał się znowu ponury i szary, powróciła niechęć do życia i z dnia na dzień zacząłem tracić siły fizyczne. Zadzwoniłem do Egzorcysty ks. Mariana Rajchela i zapytałem co się mogło stać ze mną, gdyż od ponad dziesięciu dni z dnia na dzień tracę siły i zdrowie oraz że wróciły lęki, bezsenność, koszmary, wybudzam się z krzykiem cały się trzęsąc, niewiele śpię i jestem potwornie zmęczony. Mówiłem mu że nie wiem co się stało, że chodzę codziennie do komunii Świętej i nie mam pojęcia dlaczego tak się dzieje. Ksiądz powiedział mi że musiałem popełnić jakiś błąd. Nie przychodziło mi na myśl jaki błąd mogłem popełnić więc go poprosiłem aby umówił mnie na spotkanie, żeby rozeznać co się stało. Zapisał mnie na najbliższy możliwy wolny termin, gdzieś za około miesiąc czasu. W kilka dni po umówieniu się z księdzem Egzorcystą mój najmłodszy syn szedł do spowiedzi. Ja również postanowiłem iść razem z nim. Po wejściu do kościoła prosiłem Ducha Świętego aby mi wskazał grzech (błąd) jaki popełniłem, gdyż nic sensownego nie przychodziło mi do głowy. Po chwili modlitwy, przyszła mi nagle bardzo silna i zdecydowana myśl. Usłyszałem w niej bardzo wyraźnie tylko jedno przykazanie Boże, które uświadomiło mi popełniony grzech. Przystąpiłem do Sakramentu Spowiedzi, po czym udałem się do domu. Od tamtej pory przesypiam każdą noc. Powrócił spokój i radość. Siły fizyczne wróciły. Wszystko minęło jak ręką odjął. Miałem już odwołać wizytę u Księdza Egzorcysty lecz poszedłem by podzielić się z nim tym co się stało i zapytać dlaczego tak się dzieje. Ksiądz powiedział mi że przekleństwo cały czas działa, dopóki ktoś nie odwoła go świadomie i dobrowolnie i tylko przestrzeganie 10 przykazań i bycie blisko Boga chroni mnie całkowicie przed jego skutkami. I w razie by mi się zdarzyło popełnić jakiś ciężki grzech to muszę jak najszybciej udać się do spowiedzi, gdyż grzech ciężki otwiera na działanie przekleństwa. Powiedział mi również żebym ostrzegł moje dzieci ponieważ są w wielkim niebezpieczeństwie. Muszą również przestrzegać przykazań i być blisko Boga, gdyż w innym przypadku przekleństwo może ich dotknąć. Ja gdy będę w łasce uświęcającej to mnie nie dotknie i ja jestem bezpieczny a jeżeli oni będą w grzechu ciężkim to przekleństwo przejdzie na nich.

Bogu niech będą dzięki !!! Chwała Panu !!!
Jerzy

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydarzenia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

60 odpowiedzi na „Uzdrowiony z przekleństwa – jak uwolnić się z przekleństwa i złorzeczeń…

  1. wobroniewiary pisze:

    Módlmy się za siebie nawzajem, przyzywając opieki św. Michała Archanioła

    Święty Michale Archaniele broń nas w walce a przeciw niegodziwości
    i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Niechaj go Bóg pogromić raczy, pokornie o to prosimy, a Ty wodzu zastępów anielskich, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła Amen!
    Święty Michale Archaniele, który w brzasku swego istnienia wybrałeś Boga i całkowicie oddałeś się spełnianiu Jego świętej woli. Wstaw się za mną do Stwórcy, abym dzisiaj, za Twoim przykładem, na początku nowego dnia, otwierając się na działanie Ducha Świętego, w każdej chwili dawał się Bogu, wypełniając z miłością Jego świętą wolę. Niech razem z Tobą wołam bez ustanku: Któż jak Bóg! Przez Chrystusa Pana naszego. Amen

    Niżej możemy wpisywać intencje, w których mamy się nawzajem omadlać😉

    • Maggie pisze:

      O zdrowie i szczęśliwą operację za Annę i za zespół ją przeprowadzający oraz personel szpitala.

    • Anna EM pisze:

      Za Monikę o pozytywny wynik próbnej matury, i żeby nie miała problemów z matematyką i o pozytywną ocenę na półrocze

    • an m pisze:

      potrzebuję dziś waszego wsparcia modlitewnego.
      Bóg zapłać wszystkim

    • Anna pisze:

      o zdrowie i zgodę w mojej rodzinie i pozbycie się nałogów. Anna

    • MARIOLA pisze:

      DZIEKUJE ZA TO SWIADECTWO, PODOBNE RZECZY DZIALY SIE ZE MNA , NIE PRZESPANE NOCE, MYSLI UBLIZAJACE MATCE BOZEJ KTORE RANILY MNIE DO GLEBI, PLACZ PLACZ I MODLITWA PYTANIE BOGA”BOZE DLACZEGO TE MYSLI JA CIEBIE TAK KOCHAM , DLACZEGO JA NIE CHCE CI UBLIZAC TO SA MYSLI ,MOJE MYSLI KTORE NIE MOGE ZNIESC,… PLACZ I ROZPACZ BO JA UBLIZAM BOGU I JEJ MATCE… POTEM MYSLI MOWIACE ZE JA JESTEM ZLA I ZE ZABIJE MOJA RODZINE….KOSZMAR I PODOBIENSTWO DO PANA HISTORII STACH PRZED NOZEM, STRACH PRZED SAMOCHODEM. POWYZUCANE NOZE W OGRODKU… BEZ SENNOSC KTORA DOPROWADZILA MNIE DO KOLOSALNEJ UTRATY WAGI, KRWOTOKOW ZAKONCZONYCH NIE POTRZEBNA KOBIECA OPERACJA… TRUDNO TO OPISAC… ABY MOC ISC DO PRACY I PRCOWAC PISALAM SOBIE NA RECE ‚KTOZ JAK BOG” A ROZANIEC PODCZAS SNU JEST W MOJEJ RECE DO DZISIAJ MIMO ZE MINEGO 7 LAT… KIEDY PYTALAM SIE KSIEDZA O POMOC POWIEDZIAL IDZ DO EGZORCYSTY…. POSZLAM NIE BYLO LATWO BO MIESZKAM W KANADZIE … TUTAJ JEST O WSZYSTKO CIEZKO …. NIKT NIE ZDAJE SOBIE SPRAWE…. UDALO SIE … POTEM MOJ ZNAJOMY NAZYWAM GO TATKA BELGIEM BO TO ON NAUCZYL MNIE O SZKAPLERZU KARMELITANSKIM /TYM TAKIM PRAWDZIWYM BRAZOWYM Z MATKA NAJSWIETRZA… A JA ZADALAM SOBIE PYTANIE PEWNEGO DNIA….. O CO DIABLOWI CHODZI CZEGO ON CHCE….. ZNALAZLAM ODPOWIEDZ A BYLA TO ODPOWIEDZ KROTKA „”””DUSZE I WOLNA WOLE” ODDALAM DUSZE I WOLNA WOLE I CIALO KAZDY CZYN KAZDE NIEPOWODZENIE BOGU I MARYJI MOJEJ UKOCHANEJ MAMIE I KROLOWEJ– JESTEM JEJ DZIECKIEM ALE I SLUGA…. TAK SIE CIESZE… KIEDY JEST MI SMUTNO ALBO WESOLO TO ZAWSZE MOWIE DO SIEBIE ZE MAM DOBOROWE , KROLESKIE TOWARZYSTWO KROLOWA MARYJE NIEPOKALANA DZIEWICE I KROLA JEZUSA CHRYSTUSA ZLACZONEGO W TROJCY SW… DZIEKUJE BARDZO

  2. wobroniewiary pisze:

    – Słudzy szatana doszli do władzy…
    + Tak, za Moim dopuszczeniem.
    Trzeba aby każdy określił się kim jest i kim chce być.
    Potrzeba i nadszedł czas określenia się każdego.
    Człowiek – istota wolna, rozumna, stworzona do wiecznej szczęśliwości we Mnie nie może żyć jak zwierzę: na poziomie ciała i jego zmysłów, biernie i bezczynnie.
    Do wielkości stworzyłem i powołałem człowieka. I muszę wstrząsnąć jego sumieniem aby powrócił do pełni człowieczeństwa, skoro Moja Ewangelia i Moja ofiara nie wystarcza, panoszący się szatan i terror jego sług zmuszą do przejrzenia i opamiętania.
    Oby ludzie stali się gorący albo zimni. Na letnich nie mogę patrzeć już dłużej.
    – Moja rola dziś….?
    + Oczekuję żarliwości w modlitwie i ofierze.
    Ciebie też niszczy marazm.
    Wielu możesz ocalić – nie trać czasu!
    – Nie mam oparcia w nikim…
    + Masz we Mnie, a ty masz być oparciem dla innych. Pielęgnuj to powołanie i służ.
    Nie myśl o sobie. Myśl o Mnie i ze Mną idź i trwaj jako Moje światło i miłość.
    Nie zabraknie ci mocy Mojej!
    Mt 26,41
    „Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe.”
    (Alicja Lenczewska, Słowo pouczenia Wt 18.XII.07 godz. 20.50)

    Fot.VICONA.pl

    • Kasia pisze:

      Takiej właśnie wiary potrzeba nam na dzisiejsze czasy-oddać wszystko Jezusowi przez Maryję.Chwycić Jezusa mocno za rękę,schować się pod płaszczem Maryi,żyć w łasce uświęcającej,czytać Pismo Święte,modlić się o wzrost miłości i wiary,prosić o wspólnotę-wtedy jest łatwiej wytrwać w walce,bo to jest prawdziwa walka i modlić się za innych,nawet za tych,którzy nam żle życzą i przeklinają.Z Jezusem jest to o wiele łatwiejsze.Sami z siebie niewiele możemy,ale Bóg uzdalnia nas do przebaczenia i miłości miłosiernej.
      Niedawno odbyła się nade mną modlitwa uwolnienia,ponieważ ciągle prześladowały mnie jakieś lęki i trudności w relacjach rodzinnych i międzyludzkich,jakby fobia społeczna.Na modlitwie było poznanie.że rzucano na mnie przekleństwa z powodu zazdrości,knuto intrygi.Miałam do czynienia z kobietami,które chciały rozbić moje małżeństwo,dzwoniły po nocach i straszyły mnie gdy byłam w ciąży z moim najmłodszym dzieckiem.Prawie całkowicie opanowały mojego męża.Nawet ksiądz proboszcz z naszej parafii miał z problemy z ich powodu w szkole,a gdy stanęłam w jego obronie-mówiąc po prostu prawdę-ataki na mnie nasiliły się jeszcze bardziej.Ksiądz nie mógł mi pomóc ponieważ sam się bał.Pomógł mi inny ksiądz z sanktuarium Matki Bożej-mówiąc,że to jest próba,którą muszę przejśc.Miałam koszmarne sny z wściekłymi atakującymi mnie psami lub kotami rodem z horroru.Wiedziałam,że toczy się walka o życie mojego nienarodzonego jeszcze dziecka-mąż z pomocą tamtych kobiet chciał nakłonić mnie do aborcji.Miałam początki depresji.Zło czuło się dosłownie w powietrzu.To była czysta nienawiść.Nie wiem jakby skończyło się to wszystko gdyby nie Maryja-Jej oddałam to wszystko za radą spowiednika podczas peregrynacji obrazu MB Jasnogórskiej.Po trochu wszystko zaczęło się zmieniać.Synek urodził sie zdrowy.Depresja zniknęła samoistnie po spowiedzi i życiu w łasce uświęcającej.Mąż wrócił do domu.Czułam opiekę Maryi i Boże prowadzenie,ale nie miałam kierownika duchowego,ani żadnej wspólnoty.Pomoc znalazłam tutaj na WOWiT,a wcześniej odkryłam wspólnotę Odnowy w Duchu Św.i zaczęło się moje prawdziwe nawracanie,odkrywanie Boga i Jego wielkiej miłości.Zaczęłam rozumieć Pismo Św.pochłaniać dosłownie literaturę religijną,słuchać konferencji i rekolejcji-akurat szczególnie trafia£am na ks.Piotra Glasa i Ks.Dominika Chmielewskiego,potem ks.Marek Bałwas i inni,ale najbliżsi byli mi właśnie kapłani maryjni.Zrozumiałam,że tak,jak większość nas katolików w ogóle nie znałam swojej wiary.Od poczęcia byłam jak ten biblijny Jabes-byłam jeszcze jednym ciężarem dla mojej mamy-niechcianym dzieckiem.Przez całe życie szuka£am czegoś i nie wiedziałam czego.Nie miałam nikogo,kto wskazałby mi drogę.Moje małżeństwo było katastrofą,w pracy miałam nieuczciwą,wyniosłą szefową,w domu apodyktyczną mamę,która opiekowała się moimi dziećmi,gdy byłam w pracy.Jedyną radością były dzieci-Pan Bóg dał mi niesamowity instynkt macierzyński🙂. Wreszcie mogłam kogoś naprawdę kochać,ale dopiero po latach zrozumiałam,że przez cały ten czas szuka£am Boga,bo tę miłość,której tak bardzo potrzebowa£am mógł mi dać tylko Bóg.Znalazłam drogocenną perłę i Jezusowi przez Maryję oddaję codziennie moje rodziny i wszystkich,których spotykam.Długo modliłam się o wspólnotę i wreszcie i u nas powoli zawiązuje się wspólnota charyzmatyczna odnowy w Duchu Św.choć nie bez przeszkód-zły się wścieka i stwarza przeszkody,ale dla naszego Boga nie ma rzeczy niemożliwych.Długo walczyłam o to,by trwać cały czas w łasce uświęcającej-teraz już wiem,że bez tego ani rusz.Nie wierzyłam kiedyś w tzw.”złe oko”,złe spojrzenie czy to,że czyjeś przekleństwo może komuś zniszczyć życie,lub byc powodem ciągłych problemów,udręk czy chorób-dopóki sama tego nie przeżyłam.Przechodząc teraz seminarium odnowy w Duchu Św.oraz na modlitwie uwolnienia dostaję potwierdzenie tego wszystkiego co przeży£am i to,że poprzez moje doświadczenia życiowe mogę teraz pomagać innym.Bóg dał mi zrozumienie,przebaczenie i miłość,a zabrał złośc,czy jakąkolwiek chęć odwetu:”Ojcze wybacz im,bo nie wiedzą co czynią”.
      Żyję w środowisku bardzo zlaicyzowanym i wśród letnich katolików goniących za kasą,wygodą,cierpiących często na depresję i różne uzależnienia.Na modlitwie wstawienniczej dostałam słowa proroka Jeremiasza o głoszeniu do nawrócenia tu,gdzie mieszkam na północy Europy-używałam nawet podobnych słów o ludziach,którzy słuchają i nie słyszą,patrzą,a nie widzą-Bóg jest niesamowity i wie o nas wszystko.Po modlitwach znowu wylewałam potoki łez,na Mszy z modlitwą o wylanie darów Ducha Św.poczułam jak obejmuje mnie całą niesamowite uczucie tkliwej,niezwykłej miłości i to właśnie jest ten skarb,który szukałam całe życie i który jest celem naszego życia-wieczność w Królestwie Miłości.Tego uczucia po prostu nie da się opisać.Na modlitwie wstawienniczej dostałam też słowa,że mam wpatrzeć się w Maryję,naśladować Jej życie i prowadzić innych do Świętości.Nie wiem jak to się stanie,ale wiem już,że „Moc w słabości się doskonali” i że dla naszego Boga nie ma nic niemożliwego,a w Jego rękach jesteśmy bezpieczni jak dzieci w rękach kochającej matki.
      Jezu ufam Tobie we wszystkim i zapraszam Cię do każdej przestrzeni mojego życia!

      • wobroniewiary pisze:

        Amen❤

        Nowy wpis- 6 konferencji – można je przeżyć od dziś do soboty, chłonąc każdego dnia po jednej😉

        A w niedzielę Modlitwę z 1 komentarza😉

        • Kasia pisze:

          Już zaczęłam 1ą konferencję i coś się zacięło-będę próbować do skutku.W sobotę we wspólnocie będziemy mieć modlitwę o wylanie darów Ducha Św.z ks.charyzmatykiem,bo na modlitwie ze wstawiennikami zmieściło się mniej niż połowa chętnych-takie było zapotrzebowanie,a w niedzielę spotkanie rodzin i konferencje😀Duch Świety działa tu i teraz😀
          Dziękuję Ci Jezu<3 Dziękuję Tatusiu<3

      • m-gosia pisze:

        Piękne budujące świadectwo.Niech Ci nasz dobry Bóg błogosławi.

        • Kasia pisze:

          Dziękuję Gosiu i wzajemnie Bożego błogosławieństwa życzę Tobie i twojej rodzinie❤

      • Sylwia pisze:

        Kasiu, dziękuje Ci za to piękne świadectwo, za to że dzielisz,się z nami tym wszystkim.Tym jak PAN Cię dotknął i masz rację miłość którą człowiek czuje jest nie do porównania z tą miłością jaką czujemy od Pana Boga. I dziękuję ci za słowa *Moc w słabości doskonali”- te słowa napotykam bardzo często, jak by PAN chciał mi coś przez nie powiedzieć.. Dziękuje i Chwała Panu za wszystko co czyni.

  3. MariaPietrzak pisze:

    (z domniemanych zwierzeń Św. Brata Alberta)

    bezdomni
    obdarci
    zawszeni
    głodni
    grzechami skażeni
    przez świat „czystych”
    nie przyjęci
    przez świat „czystych”
    odrzuceni
    was przygarniam
    was przytulam
    w imię Ran CHRYSTUSA-KRÓLA
    Jego krwią
    chciałbym was koić
    Jego krwią
    chciałbym was leczyć
    tego sam nie wymyśliłem
    tego chce BÓG-SYN CZŁOWIECZY
    czy mogę MU nie być posłuszny?

    … w imię RAN CHRYSTUSA-KRÓLA/ Sergiusz Riabinin,

    &&&
    „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (11,28). (…)
    Iluż ludzi utrudzonych i uciskanych spotkamy także i dziś!
    Na ulicy, w urzędach, w gabinetach lekarskich…
    Spojrzenie Jezusa spoczywa na każdej z tych twarzy, także poprzez nasze oczy.
    A jakie jest nasze serce?
    Czy jest miłosierne?
    Katecheza Papieża Franciszka wygłoszona podczas nadzwyczajnej audiencji jubileuszowej w Watykanie./ Bądźmy świadkami miłosierdzia / w sobote 12 11 16http://www.naszdziennik.pl/wiara-stolica-apostolska/170119,badzmy-swiadkami-milosierdzia.html

    &&&
    Eucharystia wyzwala człowieka do prawdziwego i trwałego człowieczeństwa i uzdalnia go do rzeczywistej cywilizacji miłości.
    Kto pada na kolana przed konsekrowaną Hostią, temu łatwiej jest się pochylać nad utrudzonymi i obciążonymi tego świata.
    (…)
    Eucharystia obdarza nas wiarą, dzięki której jesteśmy w stanie uporać się nie tylko z naszymi osobistymi problemami.
    Co więcej, ona obdarza nas nadmiarem wiary, byśmy mogli także i innych ludzi współdźwigać ku Bogu,
    tych ludzi, którzy nie wiedzą,
    skąd przychodzą
    i dokąd idą. /Kard. Joachim Meisner

    &&&
    Rok Milosierdzia zakonczyl sie , ale zadanie pozostalo .
    Ciagle dla wielu w naszej Ojczyznie , Chrystus jest Wielkim Nieznanym .
    Dla wielu jest On znakiem sprzeciwu , czego skutkiem cywilizacja smierci i jej twory .
    Wielu innych ogarnela obojetnosc , ospalosc , wystudzenie , jako skutek dzialania ducha tego swiata.
    Niejednokrotnie sa to nasi bliscy …

    W Imie Ran Chrystusa ,
    naszego Krola ,
    dla tej Krwi broczacej spod cierniowejj korony prosmy , by i nad nimi powial sztandar Chrystusa , a w sercu wzeszla milosc .
    Aby zapanowal duch Prawdy i slodkiego poddanstwa .
    Ziarno pszeniczne wrzucone w ziemie obumiera i przynosi owoc , sa to slowa z Ewangeli podczas nabozenstwa w Dniu Intronizacji .
    Trudno nie uslyszec slow , ktore wypowiada taki Pan z serca do serca .
    Nasz Krol !
    On ciagle mowi :

    « … Do zdrojów Moich Boskich Ran przyprowadź Mi nowe zastępy grzeszników, chcę ich wszystkich uleczyć, uzdrowić i wskrzesić. Proś Mnie o to w Imię Moich Ran, powtarzaj Mi niestrudzenie:
    «O mój Jezu, przebaczenia i miłosierdzia, przez zasługi Twoich świętych Ran».
    Modlitwa ta jak słodki dźwięk pieśni przenika Mi Serce i niezdolny jestem niczego odmówić duszy, która Mnie w ten sposób prosi.
    «O mój Jezu, przebaczenia i miłosierdzia, przez zasługi Twoich świętych Ran».
    http://www.voxdomini.com.pl/vox_art/noc.html

    … w nowym wiec Roku , « idzmy i glosmy « .
    Najpierw wlasna milosc wypowiadajac !!

    Latwo nie jest , ale jak powiedzial nam nasz nowy ksiadz Proboszcz , przed Eucharystycznym Panem rodzi sie w nas godnosc i moc , nowy czlowiek z kleczek powstaje !!

    Niech zyje Chrystus Krol !

  4. Monika pisze:

    Dzięki Ewa za to zamieszczone świadectwo Jerzego. Mimo, że jest długie, to warto przeczytać i szczerze radzę każdemu je przeczytać i wziąć poważnie do serca wszystkie wskazówki z niego płynące. Nie należy lekceważyć takich świadectw, tym bardziej, że pochodzą z pewnego źródła, wskazującego na doświadczonego księdza egzorcystę Mariana Rajchela i Ojca Józefa Witko.
    Oni mają z tym do czynienia na co dzień i skutecznie rozprawiają się ze złym, co nie zwalnia nas z codziennej walki i czuwania nieustannie.
    Jezus jest Panem i Królem!

  5. leszek pisze:

    Dzisiaj moje urodziny. Dzień ofiarowania Najświętszej Maryi Panny. Odnawiam ofiarowanie siebie przez Niepokalaną Jezusowi i postanawiam służyć najlepiej jak potrafię, aż do ofiary z życia ciała i duszy. Proszę o modlitwę za mnie, żebym uzdolniony Bożą łaską służył Maryi i przez Maryję Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu dla pomnożenia chwały Bożej. Totus Tuus Maryjo!!!

  6. aga pisze:

    Pani Ewo mam pytanie. Czy jesli mam w domu słoniki podarowane mi od logos na szczescie a jesli ja nie przypisuje im żadnego działania ( tylko dekoracyjnie) to czy tez musze je wyrzucić? Dziękuję za odp i pozdrawiam

    • wobroniewiary pisze:

      Nie wiem, ale skoro darowane na szczęście – to ja bym się pozbyła. Ale każdy zrobi jak uważa.
      Słoniki szczęścia nie dają a przecież jako talizman szczęścia były Pani ofiarowane…

  7. wobroniewiary pisze:

    Papież na zakończenie Roku Miłosierdzia: Serce Jezusa nadal otwarte na oścież

    Nawet jeśli zamykają się święte drzwi, nadal pozostanie otwarta na oścież prawdziwa brama miłosierdzia, którą jest Serce Chrystusa. Z otwartego boku Zmartwychwstałego Pana aż do końca czasów wypływać będzie miłosierdzie, pocieszenie i nadzieja – mówił Franciszek podczas Mszy na zakończenie Roku Miłosierdzia. Tuż przed jej rozpoczęciem oficjalnie zamknął ostatnie drzwi świętego tego Jubileuszu, które znajdują się w Bazylice św. Piotra. Na tę szczególną uroczystość przybyło do Watykanu 70 tys. wiernych. Obecni też byli kardynałowie, którzy wzięli udział w konsystorzu

    http://pl.radiovaticana.va/news/2016/11/20/papie%c5%bc_na_zako%c5%84czenie_roku_mi%c5%82osierdzia_serce_jezusa_nadal_/1273643

  8. wobroniewiary pisze:

    Mam pytanie do pani Emili G. z Wrocławia:
    – obrazek Matteo czy olej?
    Nie wiem co, skoro nie ma maila ;(

    • Paweł pisze:

      Ksiądz powiedział mi że przekleństwo cały czas działa, dopóki ktoś nie odwoła go świadomie i dobrowolnie i tylko przestrzeganie 10 przykazań i bycie blisko Boga chroni mnie całkowicie przed jego skutkami. I w razie by mi się zdarzyło popełnić jakiś ciężki grzech to muszę jak najszybciej udać się do spowiedzi, gdyż grzech ciężki otwiera na działanie przekleństwa. Powiedział mi również żebym ostrzegł moje dzieci ponieważ są w wielkim niebezpieczeństwie. Muszą również przestrzegać przykazań i być blisko Boga, gdyż w innym przypadku przekleństwo może ich dotknąć. Ja gdy będę w łasce uświęcającej to mnie nie dotknie i ja jestem bezpieczny a jeżeli oni będą w grzechu ciężkim to przekleństwo przejdzie na nich. Nie rozumiem czy to oznacza że nawrócenie i życie w łasce TYLKO ZAWIESZA działanie przekleństwa a nie je ŁAMIE? JEŻELI BOWIEM WCIĄŻ TRWA NIE ZOSTAŁO NAPRAWDĘ POKONANE. Czy dobrze rozumiem?

      • wobroniewiary pisze:

        Bo złamać je raz na zawsze może tylko ten, ktory to przekleństwo wypowiedział.

        Np. nade mną wypowiedział klątwę pewien Rosjanin a złorzeczy mi jawnie kilka osób i ks. egzorcysta modlił się nade mną o uwolnienie z klątw i złorzeczeń – dopóki trwam w łasce, owe przekleństwa mnie nie sięgną, ale jak tylko popełnię grzech, natychmiast zaczyna dziać się źle.

        Kiedyś ślubowałam milczenie na temat pewnego „proroka” gdy weszłam w dyskusję, bo do osoby nie dociera, że muszę milczeć, jej trzeba wysłuchać i koniec, bo ona najważniejsza i to co ma do powiedzenia – zaczęło się dziać źle.
        Spowiedź, ponowna modlitwa, odcięcie od niej jej złorzeczeń i jest OK.

        Ps. Przy okazji to odpowiedź dla tych, którzy się dziwią, że ich posty z dziś nawet tu nie przechodzą. Na pewne tematy milczę….

        • Bogumiła pisze:

          A ja wierzę mocno i chcę mocno wierzyć, że moc błogosławieństwa jest silniejsza niż moc przekleństwa. Jednak życie w łasce uświęcającej jest życiem rzeczywistością Nieba, dlatego powinniśmy w niej żyć na co dzień! Nie ze strachu przed złem, ale z miłości do naszego Pana i Króla. On jest potężniejszy niż zło i tej myśli trzymam się w każdej sytuacji. Wydarza się coś a ja myślę: Panie Jezu Ty jesteś większy niż to! Zajmij się tym proszę, oddaję Ci to. Wszystko się wyjaśnia.
          Moc błogosławieństwa zmienia potencjalnie groźną sytuację w szczęśliwą. Doświadczam tego często.
          Nie dajmy się poddać lękowi, trwajmy w Panu.

        • wobroniewiary pisze:

          Tu nie chodzi o lęk!!!!!!!!!

          Ale o prawdę z którą trzeba się zmierzyć!
          Modlitwa, życie sakramentalne i trwanie w lasce odsuwa przekleństwo i jego skutki – ale nie na zawsze, do czasu, dopóki jesteśmy z Bogiem
          Czy to lęk?

          Nie życzę nikomu, dosłownie nikomu nosić na sobie ciężaru klątw!!!

        • Krzysztof K pisze:

          „Ksiądz powiedział mi że przekleństwo cały czas działa, dopóki ktoś nie odwoła go świadomie i dobrowolnie i tylko przestrzeganie 10 przykazań i bycie blisko Boga chroni mnie całkowicie przed jego skutkami. I w razie by mi się zdarzyło popełnić jakiś ciężki grzech to muszę jak najszybciej udać się do spowiedzi, gdyż grzech ciężki otwiera na działanie przekleństwa. ”

          W moim życiu działa to tak samo. Jak jestem w stanie łaski uświecajacej to jest ok, ale gdy tylko zgrzeszę, wszystko sie wali,klienci się nie pojawiają, przychodzą złe informacje, nic się nie udaje, pojawiają się choroby itp. Staram się jak najszybciej iść do spowiedzi i tak w koło, jestem już trochę tym wszystkim zmęczony.
          Najwięcej przekleństw pochodzi od mojego ojca, więc jest to mocne przekleństwo. Niestety na razie ciężko to naprostować, gdyż mam mały kontakt z rodzicami, a i oni nie rozumieją, nie wierzą w takie rzeczy.
          Zastanawiam się, czy jak mój ojciec przejdzie na inny świat czy przekleństwo można wtedy przerwać ? nie żebym zyczył ojcu śmierci, wręcz przeciwnie, często się za niego modlę🙂

        • wobroniewiary pisze:

          Ludzie odchodzą, demony nie….
          My przeklęci już do końca życia mamy taką jazdę… mój mąż tez nie odwołuje a dosyła nowe a druga osoba z rodziny jakby mogła to by mnie za darmo po socjalu żywcem pochowała z zawiści…. musimy iść z tym krzyżem przez życie

          A teraz do wieczora, muszę się przespać inaczej serducho wysiądzie i nie będzie komu nawet mnie pochować

  9. MM pisze:

    To już terror! Włoska policja siłą zmusza starego właściciela hotelu do przyjęcia imigrantów

    Wstrząsające nagranie z najazdu włoskiej policji na prywatny hotel w Ficarolo koło Wenecji.

    Funkcjonariusze siłą wdzierają się do hotelu i zmuszają właściciela Luigiego Fogli do zakwaterowania 15-tu nielegalnych imigrantów z Afryki. Na filmie nagranym przez Servizio Pubblico widać jak stary mężczyzna usiłuje rozpaczliwie bronić swojej prywatnej własności.

    „To miejsce nie należy do rządu. Jestem tu od 1972 roku!” – krzyczy właściciel. „Ojciec jest bardzo chory. Jeśli się zdenerwuje – trafi do szpitala. Kto nam pokryje szkody, które oni wyrządzą?” – próbuje błagać jego córka.

    Wszystko na nic. Policja nie słucha, a imigranci zostają sił zakwaterowani wbrew woli właściciela. Rozsiadają się wygodnie na sofach, żądają kluczy do pokojów i pytają co jest na obiad.

    Opór właściciela przeciwko kwaterowaniu imigrantów w jego hotelu wynika z faktu, że wcześniej został on już raz haniebnie oszukany przez włoski rząd. Zawarł bowiem umowę na zakwaterowanie prawdziwych uchodźców z wojny w Syrii – kobiet i dzieci.

    W zamian osiedlono mu 50-ciu młodych mężczyzn z Afryki, a następnie władze odmówiły mu wypłacenia zgodnie z kontraktem wynagrodzenia w wysokości 7 euro za każdego z imigrantów oraz odszkodowania za straty, które oni wyrządzili

  10. wobroniewiary pisze:

    ❤ Alicja "ŚWIADECTWO" cz. II pt. 9.05.1986, godz.10.30

    – Czym wypełnić dzisiejszy dzień?
    † Ofiarowaniem się we wszystkim, co będziesz robić. Ma to być w duchu ofiary składanej Mi nieustannie.

  11. wobroniewiary pisze:

    To, co zapisujesz, jest po to, aby ludzie zrozumieli, że Ja chcę mówić do każdego, by pokierować nim, ustrzec od zła i wprowadzić na drogę zbawienia. Że jestem przy każdym człowieku, w każdej chwili jego życia. Że trzeba pragnąć Mnie usłyszeć, słuchać i wykonywać to, co wskazuję – pragnąć żyć według pouczeń Moich.
    (fragment książki)

    Alicja Lenczewska zmarła w Szczecinie 5 stycznia 2012 roku. Zostawiła swoje duchowe zapiski zebrane w dwóch tomach: w Świadectwie i w Słowie pouczenia. Okazuje się, że teksty te należą do pereł literatury religijnej.
    ks. Mieczysław Piotrowski TChr

    Już przy pierwszym zetknięciu się z niniejszą książką zorientujesz się, że nie sposób jej przeczytać od razu, jednym tchem. Każde zdanie wymusza potrzebę zatrzymania się i zastanowienia. Każde porusza, mniej lub bardziej, przy pierwszej i kolejnej lekturze. Dzieje się tak, ponieważ prawdziwy Autor tej książki ma do powiedzenia o wiele więcej, niż potrafilibyśmy pojąć. Ponadto, to On sam sprawił, że słowa te napotykają w naszych sercach swego rodzaju przedwstępne zrozumienie. Ujawniają one głęboko ukrytą w nas, lecz dotąd jakby nie ujawnioną i nieprzyswojoną, duchową treść. W istocie rzeczy bowiem mamy tutaj do czynienia z prawdą Ewangelii, przedstawioną właśnie w tej specyficznej formie, jaką prezentuje sobą Słowo pouczenia.

    https://sklep.milujciesie.org.pl/wiara/873-slowo-pouczenia-alicja-lenczewska.html

  12. robb pisze:

    Dobry łotr.
    „Jeden ze złoczyńców, których [tam] powieszono, urągał Mu: „Czy Ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas”. Lecz drugi, karcąc go, rzekł: „Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz? My przecież – sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił”. I dodał: „Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa”. Jezus mu odpowiedział: „Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju”.”
    (Łk 23,39-43)

    Komentarz: Bardzo często spotykamy się z pretensjami wnoszonymi do Boga. Sami również tak nie rzadko czynimy. To, co Bóg pragnie nam dzisiaj powiedzieć, może okazać się dla wielu z nas zbyt surowym osądem. Jednak otwórzmy serca i spróbujmy przyjąć słowo Prawdy.
    Jesteś duszą małą, duszą słabą. Co to oznacza? Oznacza, iż często upadasz, ulegasz swoim słabościom, grzeszysz. Czym jest grzech? Odrzuceniem Boga, wyborem zła. Konsekwencją zaś tego jest cierpienie. Twoje życie naznaczone jest cierpieniem. Gdyby nie ono, zamieniłbyś się bardzo szybko w monstrum pełne pychy, którego serce byłoby siedliskiem zła. Cierpienie jako konsekwencja złych wyborów jest dobrodziejstwem dla ciebie i miłosierdziem Boga wobec ciebie. Bóg nie chce twojego cierpienia. Bóg pragnie twojego zbawienia! Pozwala, abyś odczuwał skutki dokonywanych wyborów, bo jest to droga do uświęcenia się, do zbawienia.
    Refleksja jaka powinna ci towarzyszyć, ma skłonić ciebie do wyboru dobra. Nie do buntu, nie do obrażania Boga. Bo oprócz tego, że jest to złe, to w dodatku nielogiczne. Kiedy dziecko biegnie (mimo, że mama ostrzegała, iż droga nierówna i może się potknąć) i się przewróci, zrani kolana, czyja to wina? Nierozsądne byłoby mieć pretensje do mamy. Nieposłuszne dziecko ponosi konsekwencje swego zachowania. To nie mama go popchnęła, nie mama go zraniła. Mama ostrzegała. Mówiła, aby tego nie robił. To prawda, że kolana bolą, krew leci i to nieraz obficie, a podawane środki dezynfekujące dodają cierpienia. Ale to konsekwencja wyboru, a nie zła wola matki. Dziecko w ten sposób uczy się, niekiedy boleśnie, jaki jest świat, jakie panują zasady.
    Powróćmy do duszy maleńkiej. W swoim życiu nieustannie stoisz przed koniecznością dokonania wyboru. Jesteś tego często nawet nieświadomy. To są drobne sprawy wypełniające codzienność. To są też sprawy poważniejsze. Twoje zachowanie wśród domowników, w pracy, w urzędzie, w sklepie. Wszędzie twoja postawa to wyraz dokonanego wyboru. Albo jest pełna miłości, albo tej miłości w niej brak. Za każdym razem budujesz królestwo miłości albo… królestwo nienawiści. To słowo wydaje ci się mocne, skoro w twoim sercu tej nienawiści nie odczuwasz. Jednak brak miłości nie pozostaje samą pustką, próżnią. Szatan na to nie pozwoliłby. Tam, gdzie nie ma miłości, przychodzi on, aby to „wolne” miejsce wypełnić swoim jadem. Nie łudźmy się, że gdy nie popełniamy czynnego zła, to znaczy że jesteśmy dobrzy. Czyń dobro, a wtedy będziesz dobry. Nie potrafisz przeanalizować obiektywnie, dokładnie swoich zachowań, swoich intencji, pragnień, emocji. Gdybyś miał na to spojrzenie z perspektywy Boga, zobaczyłbyś całe zło, obmierzłość swoich poczynań, nieczystość intencji i nieopanowane uleganie emocjom, uczuciom.
    Jesteś grzesznikiem. Potrzebujesz nawrócenia. Ty potrzebujesz nawrócenia. Nie twoja żona, mąż, dzieci, ale ty tego potrzebujesz. Najpierw ty. Mówi się o złoczyńcach ukrzyżowanych po obu stronach Jezusa: dobry i zły łotr. Jeden i drugi był łotrem. Jeden został świętym, drugi potępionym. Twój los w pewnym sensie podobny jest do losu tych łotrów. Cierpienie będące konsekwencją twoich grzechów to Krzyż. Wisisz na nim obok Jezusa. Jaką łaską zostałeś obdarzony, że nie wisisz samotnie, ale z Jezusem. Pozwolił się ukrzyżować, abyśmy nie byli samotni oraz by nadać sens naszemu cierpieniu. Dzięki Niemu ma ono moc zbawczą. Wisi na Krzyżu i cierpi, chociaż jest niewinny. Ty cierpisz, bo grzeszysz. A jednak zdarza ci się mieć pretensje do Boga za swój los. Do tego, który zawisł dla ciebie z własnej woli, niewinnie. Który tobie towarzyszy w cierpieniu, chociaż wcale nie musiałby. Który przemienia twoje cierpienie w zbawienie. Czyni tak, bo cię kocha. A ty jeszcze Mu urągasz. Czynisz to, gdy się buntujesz, gdy masz pretensje, gdy nie potrafisz spokojnie przyjąć cierpienia, gdy czujesz się niesprawiedliwie potraktowany przez Boga, gdy wytykasz Mu, że oto inni mają lepiej niż ty. Pomyśl, jakim jesteś łotrem?
    I jak najszybciej nawróć się. To, że jesteś grzesznikiem, nie ulega wątpliwości. Ważnym jest teraz, jakim jesteś grzesznikiem? Co zrobisz z krzyżem, który otrzymałeś ku swojemu zbawieniu? Jak potraktujesz Jezusa, który ci towarzyszy, mimo, że wcale nie musi. Spróbuj utożsamić się z dobrym łotrem i powtórz za nim słowa: „Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa.” Te słowa pełne pokory, przyjęcia prawdy o sobie i zgody na konsekwencje, są bardzo ważne. Powtarzaj je. Możesz mówić Bogu, iż widzisz swoją grzeszność, możesz mówić Mu, że godzisz się na Krzyż będący wynikiem twojej grzeszności. Uniżaj się. Bowiem jesteś stworzeniem bardzo słabym i jakkolwiek byś się nie uniżał, to i tak nie zrobisz tego dostatecznie. Bo twoje wyobrażenie o sobie będzie zawsze lepsze niż rzeczywistość. Więc nie bój się, że przesadzisz z pokorą. Niech serce twoje zaleje pokój, bowiem Jezus wiszący obok ciebie na krzyżu powie dokładnie słowa z Ewangelii: „Zaprawdę, powiadam ci. Dziś ze Mną będziesz w raju.”
    Dusza ludzka zaznawać może raju nawet na ziemi. Gdy pokora zgina plecy, gdy serce leży u stóp Boga w pełni uniżenia, Bóg wywyższa duszę unosząc ją ku swojej chwale, raduje się tą duszą i obdarza niebywałą łaską swojej obecności. Módlmy się o dar takiej pokory, takiego uniżenia, które wywyższy nas do Nieba. Bóg będzie nam błogosławił.
    żródło: malenkadroga.pl

  13. wobroniewiary pisze:

    (Łk 21,1-4)
    Gdy Jezus podniósł oczy, zobaczył, jak bogaci wrzucali swe ofiary do skarbony. Zobaczył też, jak uboga jakaś wdowa wrzuciła tam dwa pieniążki, i rzekł: Prawdziwie powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła więcej niż wszyscy inni. Wszyscy bowiem wrzucali na ofiarę z tego, co im zbywało; ta zaś z niedostatku swego wrzuciła wszystko, co miała na utrzymanie.

    Ofiarowanie Najświętszej Maryi Panny
    W dawnych czasach istniał wśród Żydów zwyczaj religijny, polegający na tym, że dzieci – nawet jeszcze nie narodzone – ofiarowywano służbie Bożej. Dziecko, zanim ukończyło piąty rok życia, zabierano do świątyni w Jerozolimie i oddawano kapłanowi, który ofiarowywał je Panu. Zdarzało się czasem, że dziecko pozostawało dłużej w świątyni, wychowywało się, uczyło służby dla sanktuarium, pomagało wykonywać szaty liturgiczne i asystowało podczas nabożeństw.

    Święta Anna, matka Maryi, przez wiele lat była bezdzietna. Mimo to nie utraciła wiary i ciągle prosiła Boga o dziecko. Złożyła obietnicę, że jeśli urodzi dziecko, odda je na służbę Bogu. Tak zrobiła, choć po tylu latach oczekiwania na upragnione potomstwo musiało to być wielkie poświęcenie z jej strony. Ewangelie nie mówią dokładnie, kiedy miało miejsce ofiarowanie Maryi, ale na pewno na początku Jej życia, prawdopodobnie, gdy Maryja miała trzy lata. Wtedy to Jej rodzice, św. Joachim i św. Anna, przedstawili Bogu przyszłą Królową Świata. Oddali Ją wówczas kapłanowi Zachariaszowi, który kilkanaście lat później stał się ojcem św. Jana Chrzciciela. Według niektórych autorów Maryja pozostała w świątyni około 12 lat…..

    https://ewangeliadlanas.wordpress.com/2016/11/21/21-listopada-wspomnienie-ofiarowania-najswietszej-maryi-panny/

  14. magda pisze:

    Wszystko jest cudownie opisane w ,,Mistyczne Miasto Boże” Marii z Agredy…

    • wobroniewiary pisze:

      Tę właśnie książkę kupiłam sobie kilka dni temu na urodziny🙂

      • magda pisze:

        OOOO to będziesz mieć kochana Ewo ucztę duchową!.Cudna, cudna, przecudna lektura !!! można wracać do niej non stop. Teraz krąży po moich znajomych. Mnie udało się kupić książkę za …4zł !!! w antykwariacie książek religijnych . Tak o mnie dba Matuchna Najświętsza wiedząc ,że jestem prawie bez grosza🙂 Wiele książek udaje mi się kupić naprawdę za grosze! Nawet Dziennik duchowy Alicji dostałam za 35 zł z darmową przesyłką do kiosku ruchu🙂 Miłej lektury Ewo😀

        • Klara pisze:

          Tak, książka jest cudowna! Mam ją od 16-u lat (wersja w języku staro-angielskim)
          Tlumaczenie polskie jest bardzo uproszczone i nie oddaje ducha tej pięknej książki, byłam tym bardzo niemile zaskoczona.

  15. MariaPietrzak pisze:

    ❤ Trwa nowenna przed świętem Niepokalanej od Cudownego Medalika / O Maryjo bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy.
    ❤ Opowiadał raz ksiądz o matce z bardzo chorą córeczką przybyłą tu z dalekiej Brazylii . Mała , mimo że było to zabronione , przeszła pod sznurem i przytuliła się do fotela , na którym podczas objawień siadywała Maryja .
    Mama upomniała dziecko , ale ono radośnie odpowiedziało , ze to Pani siedząca na fotelu skinęła ręką i ją zawołała ….
    Do Brazylii dziecko powróciło calkowicie zdrowe .
    Te objawienia ciągle trwają… Niepokalana wsłuchuje się i wysłuchuje … O Maryjo bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy.
    ( przy końcu stronki jest miejsce na wpisywanie intencji )
    http://www.chapellenotredamedelamedaillemiraculeuse.com/langues/polski/apparitions-et-la-medaille-miraculeuse-pl/

  16. Ewa pisze:

    Francja zakazuje chorym na Downa uśmiechu!!!
    Najwyższy organ francuskiego sądownictwa zdecydował – film ukazujący uśmiechnięte i radosne dzieci z zespołem Downa nie może być pokazywany nad Sekwaną, gdyż narusza spokój sumienia osób, które dokonały aborcji takich dzieci.

    Film będący elementem akcji społecznej dotyczącej osób z zespołem Downa przygotowano w ramach obchodów Światowego Dnia Zespołu Downa w 2014 roku. Stanowił odpowiedź na list ciężarnej matki, która dowiedziała się, że jej przyszłe dziecko będzie miało zespół Downa. Pokazywał on uśmiechnięte dzieci dotknięte tą przypadłością. Został poddany cenzurze, jako że naruszał „spokój sumienia” osób, które nie chciały urodzić takich dzieci.

  17. wobroniewiary pisze:

    Misericordia et misera – List Apostolski papieża Franciszka

    FRANCISZEK
    Tym, którzy będą czytać ten List Apostolski –
    miłosierdzie i pokój

    „Miłosierdzie” i „nieszczęśliwa” to dwa słowa, których używa św. Augustyn, aby opisać spotkanie Jezusa z cudzołożnicą (por. J 8,1-11). Nie mógł znaleźć piękniejszych i bardziej zgodnych ze sobą słów, by uzmysłowić tajemnicę miłości Boga, wychodzącego na spotkanie grzesznika: „Dwoje pozostało: nieszczęśliwa i miłosierdzie” (Joh 33,5). Ileż w tym opisie Bożego współczucia i sprawiedliwości! Płynąca z niego nauka rzuca światło na zakończenie Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia, wskazując jednocześnie drogę, którą mamy podążać w przyszłości.

    http://www.radiomaryja.pl/kosciol/misericordia-et-misera-list-apostolski-papieza-franciszka/

    • MariaPietrzak pisze:

      Sakrament Pojednania musi ponownie odnaleźć swoje centralne miejsce w życiu chrześcijańskim , pisze Papiez .

      &
      Cesarz Karol V opowiadał o przygodzie, która go kiedyś spotkała podczas spowiedzi.
      Kiedy wyznał grzechy, spowiednik skomentował to krótko:
      „To Karol się wyspowiadał, może by tak jeszcze się wyspowiadał cesarz”.

      / z artykulu Jacek Salij OP ,”Nie mam się z czego spowiadać”/
      &
      … to wyspowiadala sie Marysia , a teraz trzeba , zeby wyspowiadala sie Maria .
      ALBO
      … to wyspowiadal sie Jas , a teraz trzeba , zeby wyspowiadal sie Jan !
      &
      I od razu przechodzmy na inny poziom zycia !!
      Genialne !

      • Maria z Warszawy pisze:

        Mario to nie o to chodzi żeby wyspowiadał się Jaś i Jan tu chodzi o to aby wyspowiadała się Maria i np. lekarz, sędzia, sprzedawca itp.

        • MariaPietrzak pisze:

          Wzielam to Mario jako przestroge do rachunku sumienia , czy czynie postep w zyciu duchowym jako Maria czy ciagle jako Marysia z hulajnoga ?
          Zbyt wiele jest zaniedbanego dobra , by to pytanie lekcewazyc .
          Dzieciaki tez bardziej zajete pomnazaniem dobr tego swiata niz swoja dusza , w ktorej majatek !
          Ciagle Peter Pan na horyzoncie !
          &
          Z wiary Ojcow naszych/
          Biskup Pelczar o dojrzalosci chrzescijanskiej ( dla poczatkujacych ) /
          &
          Chciałbym być świętym bez pracy,
          umartwionym bez zadawania sobie gwałtu,
          pokornym bez znoszenia poniżeń… cóż więc dziwnego, że tak mało postępuję w cnotach.
          A jakiż jest obecnie stan mojej duszy?
          Czy mogę powiedzieć, że zdążam prostą drogą do nieba?…

          RACHUNEK SUMIENIA. – AKT UPOKORZENIA SIĘ I ŻALU. /
          O Panie, nie daj mi błąkać się po dolinie oziębłości,
          ani zabrnąć w bagniska jakiegoś występku,
          ale ciągnij mnie za sobą na górę i wspieraj swą łaską,
          bym wspinając się wytrwale na Tabor doskonałości, dostał się kiedyś na Tabor chwały.

          POSTANOWIENIA:
          1. Nie porzucę codziennego rachunku sumienia.
          2. Będę czuwał, by zwalczyć mężnie każdą pokusę i spełnić dobrze każdy obowiązek.
          3. Codziennie będę błagał Pana Jezusa, za przyczyną Bogarodzicy, o łaskę wytrwania w Jego miłości.

          AKT STRZELISTY:
          O Panie, pokaż ze mną dziwne miłosierdzie Twoje, który zbawiasz mających nadzieję w Tobie ;
          umocnij to, Boże, coś w nas sprawił.
          &
          Przestroga św. Bernarda :
          Quid prodest, si universos lucreris teipsum perdens..
          Żaden z tego pożytek, jeżeli zyskasz wszystkich, gubiąc samego siebie…

          ( z wybiorczo zanotowanych dokumentow )

  18. Pingback: O. Józef Witko: „Czy chcesz być zdrowy?” | Serce Jezusa

  19. Pingback: Uzdrowiony z przekleństwa – jak uwolnić się z przekleństwa i złorzeczeń… | Serce Jezusa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s