Świadectwo nawrócenia Bruno Cornacchioli, protestanta, zwalczającego Kościół katolicki jako synagogę szatana

Bruno Cornacchiola całym sercem zwalczał Kościół katolicki, uważając go za synagogę szatana. Ze szczególną nienawiścią odnosił się do kultu Matki Bożej, do duchowieństwa i papieża, którego planował zabić. 12 kwietnia 1947 r. objawiła mu się Matka Boża i to był początek jego nawrócenia.

9 października 1949 r. Bruno Cornacchiola miał szczęście spotkać się na audiencji z papieżem Piusem XII. Ze łzami w oczach opowiedział Ojcu Świętemu o swoim nawróceniu, a wręczając mu swoją Biblię, mówił: „To jest protestanckie Pismo św., które błędnie interpretowałem – i przez to uśmierciłem wiele dusz ludzkich”. A kiedy przekazywał Piusowi XII sztylet z napisem „śmierć papieżowi”, mówił z płaczem: „Proszę o przebaczenie, gdyż przy użyciu tego sztyletu planowałem zamach na Jego Świątobliwość”. Ojciec Święty pobłogosławił wówczas Brunona i z uśmiechem odpowiedział: „Drogi synu, w ten sposób dałbyś Kościołowi nowego męczennika, a dla Chrystusa kolejne zwycięstwo miłości”.

Do końca swoich dni Bruno Cornacchiola odważnie głosił Ewangelię słowem i przykładem chrześcijańskiego życia. Zmarł w opinii świętości w 2001 r. W 1956 r. opieka nad grotą została powierzona ojcom franciszkanom konwentualnym. W roku 1982 zakończono budowę nowej kaplicy, natomiast 12 kwietnia 1987 r., z okazji 40. rocznicy objawień Matki Bożej, kard. Ugo Poletti przewodniczył tam uroczystej Mszy św. Dziesięć lat później Ojciec Święty Jan Paweł II zatwierdził nazwę tego miejsca: „Święta Maryja Trzeciego Tysiąclecia przy Trzech Fontannach”.

tre-fontane2

W ciemnościach niewiary
Bruno Cornacchiola urodził się w 1913 r. w stajni na przedmieściach Rzymu, ponieważ w tak skrajnym ubóstwie mieszkali jego rodzice. Został ochrzczony dopiero po powrocie swego ojca z więzienia. Dorastał i wychowywał się w bezbożnym środowisku rzymskich slumsów, w których mieszkali prawie sami kryminaliści i prostytutki. Imiona Boga, Chrystusa i Matki Bożej słyszał tylko wtedy, gdy dorośli przeklinali albo bluźnili. W domu Brunona trwały nieustanne kłótnie, przekleństwa i bicie dzieci. Starsze z nich na noc uciekały z domu, aby móc się spokojnie przespać. Bez butów, w podartym ubraniu, zawszony Bruno chodził spać na schodach Bazyliki św. Jana na Lateranie.

Pewnego ranka zziębniętym chłopcem zainteresował się jakiś zakonnik, który zabrał go do klasztoru mniszek. Tam go nakarmiono, umyto, dano mu lepsze ubranie i – co najważniejsze – siostry zaczęły uczyć go katechizmu. Po 40 dniach przygotowania szesnastoletni Bruno przyjął pierwszą Komunię św. i sakrament bierzmowania. I na tym skończyła się, niestety, jego edukacja religijna. W wieku 20 lat został powołany do wojska, gdzie po raz pierwszy w swoim życiu miał pod dostatkiem jedzenia. Po zakończeniu służby wojskowej w 1936 r. Cornacchiola żeni się z dziewczyną, którą znał od dzieciństwa. Tylko dzięki jej naleganiom godzi się na ślub kościelny.

W tym właśnie czasie Bruno zaczął się fascynować ideologią komunizmu i wstąpił do komunistycznej partii. Tam jego partyjni towarzysze przekonali go do wyjazdu z włoskim wojskiem na wojnę domową do Hiszpanii, by tam szpiegować i sabotować na rzecz komunistów. W Saragossie Cornacchiola spotkał pewnego niemieckiego żołnierza, który mu bardzo zaimponował, ponieważ ani na chwilę nie rozstawał się z Biblią. Żołnierz ten należał do protestanckiej sekty i zionął nienawiścią do papieża oraz Kościoła katolickiego. Rozmowy z nim sprawiły, że u Brunona awersja do Kościoła katolickiego przerodziła się w tak wielką nienawiść, że kupił sobie sztylet i napisał na nim „śmierć papieżowi”.

Po zakończeniu w 1939 r. wojny domowej w Hiszpanii Bruno wrócił do Rzymu i rozpoczął pracę jako konduktor w przedsiębiorstwie komunikacji miejskiej ATAC. W tym też czasie nawiązał kontakt z Adwentystami Dnia Siódmego. Po szkoleniu w krótkim czasie został mianowany dyrektorem misyjnej młodzieżówki adwentystów w Rzymie i Lazio. Cornacchiola wyróżniał się zaangażowaniem i gorliwością w zwalczaniu kultu Matki Bożej, Kościoła katolickiego oraz papieża. W związku z tym w kwietniu 1947 r. otrzymał polecenie wygłoszenia mowy na placu Piazza della Croce Rossa, w której miał ośmieszyć kult Eucharystii i Matki Bożej. Był to dla niego wielki zaszczyt, pragnął więc jak najlepiej przygotować to wystąpienie. Z tego właśnie powodu w sobotę 12 kwietnia razem z trójką swoich dzieci (11-letnią Isolą, 7-letnim Carlem oraz 4-letnim Gianfrankiem) udał się na peryferie Rzymu – do Tre Fontane, aby tam w spokoju, na łonie przyrody, przygotować swoje przemówienie; jednocześnie chciał pozwolić dzieciom wyhasać się do woli.

Niedaleko drogi znalazł piękną polanę, na której rozbili swój obóz. Dzieci zaczęły się bawić piłką, natomiast ojciec z notatnikiem i Biblią, w skupieniu i z wielką gorliwością, przygotowywał swoje wystąpienie. Na okładce swego egzemplarza Pisma św. napisał: „To będzie śmierć Kościoła katolickiego z papieżem na czele”. Warto dodać, że Cornacchiola odznaczał się dużą inteligencją, miał łatwość wymowy i cięty język w dyskusjach, a przy tym był porywczy i gwałtowny. Całym sercem nienawidził Kościoła katolickiego, papieża, kultu Matki Bożej oraz robił wszystko, aby jak najwięcej ludzi przekonać do swoich racji i uczynić ich wyznawcami sekty Adwentystów Dnia Siódmego.

Światło z nieba
Kiedy Bruno siedział w cieniu eukaliptusa i przygotowywał swe przemówienie, w pewnym momencie jego dzieci zgubiły piłkę i prosiły go, aby pomógł im ją odnaleźć. Zanim Bruno wybrał się z siedmioletnim Carlem na poszukiwanie piłki, nakazał czteroletniemu Gianfrancowi, aby ten nie ruszał się z miejsca do czasu, aż wróci, a swą najstarszą córkę Isolę poprosił, by popilnowała braciszka. Schodząc po skarpie w dół, Cornacchiola co jakiś czas wołał do Gianfranca, chcąc się upewnić, że chłopiec jest na swoim miejscu. W pewnym momencie jednak nie usłyszał odpowiedzi i dlatego szybko wrócił na miejsce, gdzie pozostawił swego najmłodszego syna. Niestety, dziecka już tam nie było. Zaniepokojony zaczął wołać chłopca oraz szukać go w zaroślach i między skałami. Dopiero po dłuższym poszukiwaniu odnalazł czterolatka, który nieruchomo klęczał ze złożonymi rękami, wpatrzony w grotę, i powtarzał z zachwytem oraz nieopisaną radością: „Bella Signora!” (piękna Pani!). Dziecko nieustannie powtarzało te słowa, tak jakby się modliło i adorowało kogoś. „Co mówisz, Gianfranco? Co widzisz?” – pytał się ojciec. Chłopiec jednak nie odpowiadał; był tak zafascynowany tym, co widział, że ojciec nie mógł nawiązać z nim żadnego kontaktu. To dziwne zachowanie syna zdenerwowało Brunona, ale równocześnie napełniło go dziwnym lękiem. „Przecież nikt nie uczył moich dzieci modlitwy. Co to za dziwna zabawa, którą sobie wymyśliły?” – pytał sam siebie. „Czy to ty nauczyłaś Gianfranca bawić się w »Bella Signora«?” – zapytał córki. „W ogóle nie znam tej zabawy” – odpowiedziała Isola i dodała: „może ktoś tam jest?”. Potem podeszła do groty i upewniła się, że w środku nie ma nikogo. Wracając, dziewczynka nagle upadła na kolana, złożyła ręce i ze wzrokiem utkwionym w kierunku groty zaczęła powtarzać: „Bella Signora!”. Zdenerwowany ojciec pomyślał, że dzieci po prostu sobie z niego żartują. Zawołał Carla, który jeszcze szukał piłki, i spytał go: „Co to za zabawa? Czyście się umówili?”. Chłopiec zdążył tylko odpowiedzieć ojcu, że nie zna tej zabawy, gdyż nagle również on ukląkł i pełen zachwytu mówił: „Bella Signora!”. Tego było już dla Cornacchioli za wiele. Poirytowany wrzasnął: „Dosyć z żartami, natychmiast wstawajcie!” – dzieci jednak w ogóle na to nie zareagowały. Wtedy z wielką złością chwycił Karola za ramiona, aby go postawić na nogi, ale okazało się to niemożliwe – chłopiec był jak posąg o kilkutonowej wadze. Próbował zrobić to samo z najmłodszym Gianfrankiem i najstarszą Isolą, ale również oni tkwili nieruchomo na klęczkach, niczym nieusuwalne kolumny z marmuru.

To niesamowite doświadczenie napełniło Brunona przerażeniem. Wydawało mu się, że ktoś zaczarował jego dzieci. Pomyślał, że może w grocie jest jakiś czarownik albo katolicki ksiądz, który je hipnotyzuje. Zaczął więc wołać, aby ten ktoś wyszedł na zewnątrz, ale jedyną odpowiedzią było milczenie. Wówczas Cornacchiola zdecydował się wejść do groty, aby siłą swoich pięści przepędzić intruza. W środku jednakże nie było nikogo. Próbował jeszcze raz podnosić klęczące dzieci, ale okazało się to absolutnie niewykonalne. Zaczął więc w desperacji wzywać pomocy, lecz nie było na to żadnego odzewu – po prostu nikt go nie słyszał. Zrozpaczony powrócił do dzieci, które w dalszym ciągu klęcząc ze złożonymi rękami, powtarzały jak w transie: „Bella Signora!…”, „Bella Signora!…”. Bruno ponownie próbował nawiązać z nimi kontakt, ale ani jego córka, ani obaj synowie w ogóle na to nie reagowali. To było już dla niego za wiele, poczuł się bezsilny jak małe dziecko i w końcu zaczął płakać, powtarzając: „Co tu się dzieje?”. Po chwili w tej swojej bezradności i lęku podniósł ręce i oczy do nieba z prośbą o pomoc: „Boże, tylko Ty możesz mi pomóc”.

Gdy tylko wypowiedział te słowa, nagle zobaczył dwie śnieżnobiałe, przezroczyste ręce, które zbliżyły się do jego oczu, zdejmując z nich jakby łuski lub zasłonę. Poczuł się niedobrze, lecz po pewnym czasie został ogarnięty jakimś tajemniczym, nadzwyczajnym światłem; czuł, że doświadcza innej rzeczywistości, że jego dusza została wyzwolona z materialnego ciała. Ogarnęła go nieopisana radość i pokój, coś tak zdumiewająco pięknego, czego istnienia nigdy nie przeczuwał.

la-bella-signora-delle-fontanePo pewnym czasie Bruno odzyskał zdolność widzenia i wtedy zauważył, że nagle z tego niezwykłego światła wyłoniła się postać młodej kobiety – średniego wzrostu, o ciemnej karnacji i semickich rysach twarzy, której piękna nie jest w stanie wyrazić ludzki język. Kobieta owa miała czarne włosy, ubrana była w płaszcz koloru zielonego sięgający aż do jej bosych stóp, a pod nim śnieżnobiałą suknię, przepasaną różową przepaską, i cała była otoczona aureolą złocistych promieni. W prawej ręce trzymała na piersi Biblię, a lewą rękę miała na nią nałożoną. W pierwszym odruchu Bruno chciał krzyknąć z zachwytu, ale nie mógł w ogóle wydobyć z siebie głosu. W międzyczasie na miejscu objawienia pojawił się cudowny zapach kwiatów. Cornacchiola padł na kolana obok swoich dzieci i w zachwycie, ze złożonymi rękami, także i on zaczął powtarzać: „Bella Signora!”.

„Jeżeli ktoś otrzymał nadzwyczajną łaskę zobaczenia niebiańskiego piękna, nie może już niczego innego pragnąć jak tylko tego, by po śmierci móc cieszyć się nim w wieczności” – mówił po latach Bruno Cornacchiola.

Orędzie „pięknej Pani”
„Piękna Pani” zaczęła w pewnym momencie mówić do Brunona: „Jestem Dziewicą Objawienia, a Objawienie to są słowa Boga, które mówią również o Mnie… Prześladujesz Mnie, ale już jest najwyższy czas, abyś z tym skończył. Wracaj do świętej wspólnoty Kościoła katolickiego”. Głos Matki Bożej brzmiał jak najsubtelniejsza muzyka, a Jej przepiękna postać promieniowała niebiańskim światłem miłości. Maryja rozmawiała z Cornacchiolą przez godzinę i dwadzieścia minut. Poruszyła oprócz tematów osobistych, dotyczących samego Brunona, również sprawy całego Kościoła, a w szczególności odnoszące się do księży, oraz przekazała specjalne orędzie dla Ojca Świętego.

W pewnym momencie Matka Boża wskazała ręką na czarną sutannę oraz na połamany krzyż leżący w pobliżu Jej stóp i powiedziała: „To jest znak, że Kościół będzie cierpiał, doświadczy wielkiego prześladowania, a niektórzy porzucą kapłaństwo (…). Ty trwaj mocno w wierze”. Maryja uświadomiła Brunonowi, że będzie musiał przejść przez trudne doświadczenie duchowego cierpienia, że spotka się z niezrozumieniem – ale nie powinien niczego się bać, gdyż Ona sama będzie otaczała go matczyną opieką. Prosiła go o to, aby dużo się modlił, codziennie odmawiał różaniec, czytał Pismo św., by jak najczęściej uczestniczył w Eucharystii, adorował Jezusa obecnego w Najświętszym Sakramencie i regularnie przystępował do sakramentu pokuty. Prosiła również, aby w sposób szczególny modlić się o nawrócenie grzeszników, za niewierzących i o zjednoczenie chrześcijan w jednym Kościele. Mówiła: „Każde Zdrowaś Mario wypowiedziane z wiarą i miłością jest jak złota strzała, która dosięga Serca Jezusa”.

Aby oddalić wszelkie wątpliwości, Matka Boża już wtedy, na trzy lata przed ogłoszeniem 1 listopada 1950 r. dogmatu o Jej Wniebowzięciu, powiedziała: „Moje ciało nie uległo rozkładowi. Mój Syn i aniołowie przyszli Mnie zabrać w momencie mojego przejścia z tego świata”.

Pragnąc uwolnić Brunona od wszelkich wątpliwości dotyczących realności spotkania z Nią, Maryja powiedziała: „Chcę dać ci niezbity dowód, że to, co teraz przeżywasz, jest doświadczeniem Bożej rzeczywistości, a nie podstępnym działaniem złego ducha, jak niektórzy będą chcieli ci zasugerować. Do każdego spotkanego księdza masz zwracać się, wypowiadając następujące słowa: „Czy mógłbym z księdzem porozmawiać?”. Jeżeli on ci odpowie: »Ave, Maria, synu«, to będzie znak, że to jest właśnie ten kapłan, którego wybrałam. Otwórz przed nim swoje serce, a on wskaże ci innego księdza, mówiąc: »On ci przyjdzie z pomocą«”. Na koniec spotkania Matka Boża lekko się ukłoniła, odwróciła się i przeniknęła przez ścianę groty, powoli oddalając się w kierunku Bazyliki św. Piotra.

Przemiana
Carlo zaczął pierwszy krzyczeć: „Tato, patrz, jeszcze widać Jej zielony płaszcz” i z wyciągniętymi rękami pobiegł w kierunku groty za oddalającą się Matką Bożą; zderzył się jednak ze skałą i zaczął płakać z bólu. Kiedy dzieci wróciły do normalnego stanu swoich zmysłów, zaczęły jedno przez drugie pytać ojca: „Kim była ta piękna Pani? Co ci powiedziała?”. „To była Matka Boża! Później wszystko wam opowiem” – odpowiedział Bruno. Był cały blady z powodu tego niespodziewanego, szokującego doświadczenia. Potem, jakby chcąc się jeszcze upewnić, że to nie był sen, zaczął kolejno pytać swoje dzieci, co widziały. Z ich odpowiedzi przekonały go, że one tak samo jak i on widziały „piękną Panią”, natomiast nic nie słyszały z tego, co mówiła. Dla Cornacchioli było to tym silniejsze przeżycie, że zupełnie nie mógł zrozumieć, dlaczego tak wielki grzesznik jak on otrzymał od Boga dar widzenia Matki Bożej.

Najpierw razem z dziećmi zabrał się do usuwania z pieczary wszelkich nieczystości. Jak wspominał później: „Nagle, niespodziewanie cała ziemia, którą czyściliśmy w grocie, zaczęła intensywnie pachnieć. Kurz, który się unosił, także pachniał. Co za wspaniały, intensywny zapach! Ziemia pachniała, ściany w jaskini także – słowem wszystko tam pachniało. Ja popłakałem się z wielkiego wzruszenia, a dzieci z radości wołały: »widzieliśmy piękną Panią«!”. Po wysprzątaniu groty Bruno usiadł i na gorąco, w skrócie opisał, co się wydarzyło. Następnie na ścianie pieczary wyrył napis o takiej treści: „W tej grocie 12 kwietnia 1947 r. Najświętsza Maryja Panna objawiła się protestantowi Brunonowi Cornacchioli i jego dzieciom”. Kiedy skończył, powiedział do córki i synów: „Zawsze wam mówiłem, że w środku tabernakulum nie ma Jezusa, że jest to kłamstwo wymyślone przez księży. Teraz pokażę wam, gdzie jest Jezus”. Potem wszyscy razem zeszli z pagórka i udali się do pobliskiego kościoła w klasztorze Trapistów w Tre Fontane – miejscu męczeńskiej śmierci św. Pawła Apostoła. Kiedy weszli do świątyni, przez chwilę trwali w milczeniu, które przerwał Bruno. Wskazał dzieciom tabernakulum, powiedział im: „Piękna Pani powiedziała mi w grocie, że tutaj obecny jest Jezus. Wcześniej mówiłem wam, żebyście w to nie wierzyły, i dlatego zabraniałem wam się modlić. Teraz już wiemy, że tam jest Jezus. Módlmy się i adorujmy Go w milczeniu!”.

Gdy po skończonej modlitwie Cornacchiola z dziećmi wrócił do domu, jego żona Jolanda zauważyła, że jej mąż ze wzruszenia ma oczy pełne łez i jest bardzo blady. Zaczęła więc go pytać: „co ci się stało?”. „Widzieliśmy Matkę Bożą” – odpowiedział Bruno. I w tej samej chwili uświadomił sobie, jak wielką krzywdę wyrządzał dotychczas swej żonie. Często ją bowiem bił i zdradzał; także noc poprzedzającą objawienie się Matki Bożej spędził poza domem, cudzołożąc ze swoją przyjaciółką. Świadomy ogromu zła, które popełnił, Cornacchiola ukląkł przed swą małżonką i płacząc, prosił ją o przebaczenie. Zaskoczona i wzruszona Jolanda również uklękła, a Bruno mówił: „Z całego serca przepraszam cię za wszystkie zdrady, cierpienia i przykrości, które ci wyrządziłem, i proszę, abyś mi to wszystko wybaczyła. Nauczyłem cię wielu złych rzeczy, bluźniłem przeciwko Eucharystii, Matce Bożej, papieżowi, księżom i sakramentom. I takiemu nędznemu grzesznikowi jak ja objawiła się Niepokalana Dziewica Maryja”. Objęci, zaczęli razem płakać, próbując po raz pierwszy w życiu wspólnie modlić się na różańcu. W takiej postawie zjednoczenia w modlitwie i we wzajemnej miłości trwali aż do rana.

Wypełnienie się zapowiedzi
Od dnia objawienia się Matki Bożej życie Cornacchioli zostało naznaczone wielkim cierpieniem. Duchowy wstrząs spowodowany nadprzyrodzonym doświadczeniem trwał nadal i był widoczny na jego twarzy oraz w jego postawie. Bruno przeżywał prawdziwą udrękę ducha w oczekiwaniu na znak, który obiecała mu dać Niepokalana. Nie był już wprawdzie protestantem, ale nadal oficjalnie nie wrócił do wspólnoty Kościoła katolickiego. Z tego powodu nie mógł się jeszcze wyspowiadać i dlatego w swoim sercu nieustannie nosił brzemię grzechów oraz ból i niepokój sumienia. Zgodnie z poleceniem Matki Bożej każdego spotkanego kapłana – czy to na ulicy, w tramwaju, czy też w kościele – natychmiast pytał, wypowiadając formułę, którą od Niej usłyszał: „Czy mógłbym z księdzem porozmawiać?”. Ale ich odpowiedzi były inne niż ta, którą przekazała mu Niepokalana. Mijały dni, a Bruno wciąż nie mógł znaleźć kapłana, o którym mówiła mu Matka Boża. Doprowadziło go to do wielkiej frustracji i zniechęcenia; czuł się coraz gorzej na duszy i ciele, aż w końcu przestał chodzić do pracy. Nawiedzały go nawet myśli samobójcze i bluźniercze. Zaniepokojona Jolanda pewnego dnia zapytała swego męża: „Co się z tobą dzieje? Chudniesz w oczach”. „Minęło już 17 dni od objawienia, a ja wciąż nie mogę odnaleźć tego księdza, którego wskazała Maryja” – odpowiedział Bruno. Dopiero po rozmowie z małżonką zorientował się, że nie spotkał się jeszcze z duchownymi ze swojej parafii. Natychmiast się tam udał. Kiedy zobaczył młodego księdza, który wychodził z zakrystii, chwycił go za komżę i zapytał: „Czy mógł­bym z księdzem porozmawiać?”. Wtedy usłyszał długo oczekiwaną odpowiedź, dokładnie taką, jaką podała Maryja: „Ave, Maria, synu”. „Jestem protestantem i chciałbym zostać katolikiem” – powiedział wówczas Bruno. Wtedy ów młody kapłan wskazał mu innego, starszego księdza, który był wtedy w zakrystii, mówiąc: „On ci przyjdzie z pomocą”. Dla Brunona stało się oczywiste, że to jest właśnie ten znak obiecany przez Matkę Bożą. Tym księdzem z zakrystii był Gilberto Carniel, który już wcześniej przygotował wielu protestantów pragnących powrócić do Kościoła katolickiego. To właśnie tego kapłana Cornacchiola brutalnie wyrzucił ze swego domu, kiedy ten w czasie kolędy przyszedł z wizytą duszpasterską do jego rodziny. Tym razem jednak Bruno klęknął przed nim i w skrócie opowiedział mu historię swojego nawrócenia. Wzruszony ksiądz Gilberto uściskał go i zobowiązał się przeprowadzić cykl katechez z nim oraz z jego żoną i dziećmi, aby przygotować ich wszystkich do powrotu do Kościoła katolickiego.

Od tego czasu, kiedy wypełniła się zapowiedź Matki Bożej, Bruno odzyskał wewnętrzną równowagę. Oficjalny powrót do Kościoła katolickiego rodziny Cornacchiolów został wyznaczony na 8 maja. Dwa dni przed tym terminem Bruno udał się do groty objawienia w Tre Fontane, z gorącą prośbą o pomoc i zarazem w wielkiej tęsknocie za ponownym spotkaniem się z Maryją, gdyż kto tylko raz zobaczył Niepokalaną Dziewicę, do końca życia od tej tęsknoty się nie uwolni.

Jak tylko dotarł do groty objawienia, natychmiast upadł na kolana i zaczął się żarliwie modlić. Po chwili w pieczarze pojawiło się niezwykłe światło, z którego wyłoniła się postać Matki Bożej. Maryja nic nie mówiła, tylko uśmiechała się i z miłością patrzyła na Brunona. To była dla niego największa nagroda i potwierdzenie słuszności drogi, którą obrał.

Następnego dnia Cornacchiola i jego żona przystąpili do sakramentu pokuty i złożyli wyznanie wiary. W ten sposób oficjalnie wrócili, wraz ze swoimi dziećmi, do wspólnoty Kościoła katolickiego. Po szczerze odbytej spowiedzi Bruno doświadczył ogromnej ulgi. Jezus całkowicie uwolnił go od ciężaru grzechów, który przygniatał go przez wiele lat; w końcu doświadczył wewnętrznej wolności oraz nieopisanej radości i pokoju. Od tego czasu Bruno Cornacchiola regularnie się spowiadał i codziennie uczestniczył w Eucharystii, gdyż wiedział, że stan grzechu ciężkiego i brak łaski uświęcającej jest najtragiczniejszą sytuacją, w jakiej może się znajdować człowiek.

Nowe sanktuarium


22 i 30 maja 1947 r. Bruno udaje się do Tre Fontane. Podczas modlitwy różańcowej objawia mu się tam Matka Boża. Cornacchiola ze smutkiem konstatuje, że grota jest miejscem schadzek i grzechów nieczystych. Dlatego pisze apel i zawiesza go przy wejściu do jaskini: „Nie profanujcie tego miejsca grzechami nieczystymi. Kto trwa w tych grzechach, niech złoży je u stóp Dziewicy Objawienia, niech idzie do spowiedzi i pije z tego źródła nieskończonego miłosierdzia. Maryja jest słodką Matką wszystkich grzeszników. Oto, co uczyniła dla mnie, grzesznika: byłem wojującym sługą Szatana w sekcie protestanckiej, nieprzyjacielem Kościoła i Dziewicy Maryi; tutaj 12 kwietnia 1947 r. dla mnie i moich dzieci objawiła się Dziewica Objawienia, prosząc, abym wrócił do Kościoła katolickiego, apostolskiego, rzymskiego (…). Nieskończone Miłosierdzie Boga zwyciężyło tego nieprzyjaciela, który teraz u Jego stóp błaga o przebaczenie i litość. Kochajcie Ją, Maryja jest naszą kochającą Matką. Kochajcie Kościół z jego dziećmi! On jest płaszczem, który chroni nas przed piekłem rozprzestrzeniającym się w świecie. Dużo się módlcie, a wtedy oddalicie pokusy ciała. Módlcie się!”.

Po kilku dniach apel ten znalazł się w komisariacie policji, która w krótkim czasie odszukała jego autora. Przesłuchano szczegółowo Brunona oraz jego dzieci i stwierdzono, że nie kłamią. Po pojawieniu się artykułów o objawieniach w Tre Fontane w takich dziennikach, jak Il Messaggero, Il Popolo, Il Giornale d’Italia tłumy ludzi zaczęły przybywać do groty objawienia. Przybywali również nieuleczalnie chorzy, z których wielu zostało cudownie uzdrowionych. Szybko rozprzestrzeniające się wiadomości o uzdrowieniach i powtarzających się cudownych zjawiskach „wirującego słońca” jeszcze bardziej zwiększały napływ pielgrzymów.

Cornacchiola w dalszym ciągu pracował jako tramwajowy konduktor, lecz od czasu swego nawrócenia codziennie modlił się na różańcu, czytał Pismo św. i uczestniczył we Mszy św., regularnie się spowiadał i angażował się w życie swojej parafii. Ponadto często udawał się do groty w Tre Fontane, aby się tam modlić i opowiadać pielgrzymom historię swojego nawrócenia. Bruno szybko się zorientował, że nawrócenie to nie jest jednorazowy akt, ale proces przemiany serca, który ma trwać przez całe życie. Sprawcą zaś tej przemiany jest sam Chrystus, ale przy nieustannej zgodzie i współpracy człowieka. Podejmując trud życia wiarą na co dzień, Bruno rozumiał, jak bardzo aktualne są słowa Jezusa: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje!” (Mk 8, 34) oraz „Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują” (Mt 7, 14).

9 października 1949 r. Bruno Cornacchiola miał szczęście spotkać się na audiencji z papieżem Piusem XII. Ze łzami w oczach opowiedział Ojcu Świętemu o swoim nawróceniu, a wręczając mu swoją Biblię, mówił: „To jest protestanckie Pismo św., które błędnie interpretowałem – i przez to uśmierciłem wiele dusz ludzkich”. A kiedy przekazywał Piusowi XII sztylet z napisem „śmierć papieżowi”, mówił z płaczem: „Proszę o przebaczenie, gdyż przy użyciu tego sztyletu planowałem zamach na Jego Świątobliwość”. Ojciec Święty pobłogosławił wówczas Brunona i z uśmiechem odpowiedział: „Drogi synu, w ten sposób dałbyś Kościołowi nowego męczennika, a dla Chrystusa kolejne zwycięstwo miłości”.

Do końca swoich dni Bruno Cornacchiola odważnie głosił Ewangelię słowem i przykładem chrześcijańskiego życia. Zmarł w opinii świętości w 2001 r. W 1956 r. opieka nad grotą została powierzona ojcom franciszkanom konwentualnym. W roku 1982 zakończono budowę nowej kaplicy, natomiast 12 kwietnia 1987 r., z okazji 40. rocznicy objawień Matki Bożej, kard. Ugo Poletti przewodniczył tam uroczystej Mszy św. Dziesięć lat później Ojciec Święty Jan Paweł II zatwierdził nazwę tego miejsca: „Święta Maryja Trzeciego Tysiąclecia przy Trzech Fontannach”.

opr. ks. Mieczysław Piotrowski TChr (źródła: Angelo Maria Tentori: La Bella Signora delle Fontane, Paoline 2000; Mario Pacifico: La Vergine della Rivelazione alle Tre Fontane: storia, pietā, messaggio, Roma 1993)
Za: https://archiwum.milujciesie.org.pl/nr/temat_numeru/z_ciemnosci_do_swiatla1.html

*****
NMP: „Każde Zdrowaś Mario wypowiedziane z wiarą i miłością jest jak złota strzała, która dosięga Serca Jezusa”.

Złota Strzała – akt uwielbienia i zadośćuczynienia
podyktowany przez Pana Jezusa s. Marii od św. Piotra Karmelitance w Tours
(modlitwa z imprimatur)

Pan Jezus:
Imię Moje wszędzie jest bluźnione, nawet dzieci bluźnią. Grzech ten niszczy dzieło Mego odkupienia i sprowadza potępienie. Aby zapobiec temu daję ci tę „Złotą strzałę”. Niechaj ona zrani słodko grzesznika i zabliźni złośliwe rany, jakie Mi zadaje. Tą złotą strzałą były następujące westchnienia:

złota strzała

Niech będzie na wieki chwalone, błogosławione, czczone, wielbione, najświętsze, najczcigodniejsze, najchwalebniejsze, niepojęte, niewymowne Imię Boże w niebie, na ziemi i otchłaniach piekielnych, przez wszystkie stworzenia, które wyszły z rąk Boskich przez Najświętsze Serce Pana naszego Jezusa Chrystusa w Najświętszym Sakramencie Ołtarza. Amen.
Imprimatur: T. J. Toolen, arcybiskup Mobile-Birm

Według pism Siostry Marii
Mistrz nasz otworzył mi Serce swoje i usłyszałam te słowa: Imię moje wszędzie jest znieważane, nawet dzieci złorzeczą mu, Potem dał mi On pokazać, jak boleśnie grzech ten strasznie rani Jego Serce: jak znieważaniem i bluźnierstwem grzesznik otwarcie Go wyzywa i przeklina – a potępiając Odkupienie sam się osądza i wyrzeka nad sobą słowa potępienia, Złorzeczenie takie, jak zatruta strzała, rani ciągle Jego Boskie Serce, toteż rzekł mi Pan, że raczy dać mi Złotą Strzałę, która by Go słodko raniła i goiła rany zadane Mu przez grzeszników…..

Dodał następnie „Pamiętaj o tej łasce: zażądam od ciebie rachunku sumienia z niej. I w tejże chwili zdawało mi się, że widzę wypływające z Boskiego Serca Pana I Boga mego potoki łask na nawrócenie grzeszników,wywołanych przez ranę „zadaną Sercu Jego Strzała tą złotą..”…
Tekst z modlitewnika: „Niech żyje Jezus” 1946 r.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Pomoc duchowa i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

49 odpowiedzi na „Świadectwo nawrócenia Bruno Cornacchioli, protestanta, zwalczającego Kościół katolicki jako synagogę szatana

  1. wobroniewiary pisze:

    Wpis jest długi ale wierzę, że przyniesie wiele owoców
    Naprawdę warto poświęcić uwagę na jego przeczytanie.

  2. wobroniewiary pisze:

    Módlmy się za siebie nawzajem, przyzywając opieki św. Michała Archanioła

    Święty Michale Archaniele wspomagaj nas w walce a przeciw niegodziwości
    i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Niechaj go Bóg pogromić raczy, pokornie o to prosimy, a Ty wodzu zastępów anielskich, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła Amen!
    Święty Michale Archaniele, który w brzasku swego istnienia wybrałeś Boga i całkowicie oddałeś się spełnianiu Jego świętej woli. Wstaw się za mną do Stwórcy, abym dzisiaj, za Twoim przykładem, na początku nowego dnia, otwierając się na działanie Ducha Świętego, w każdej chwili dawał się Bogu, wypełniając z miłością Jego świętą wolę. Niech razem z Tobą wołam bez ustanku: Któż jak Bóg! Przez Chrystusa Pana naszego. Amen

    Niżej możemy wpisywać intencje, w których mamy się nawzajem omadlać 😉

    • MariaPietrzak pisze:

      Prosze o wsparcie modlitewne♥ dzieki !

    • patryk232000 pisze:

      Proszę o pomoc modlitwę ,zagubiłem się grzech zniszczył mnie do cna i dziś osiągnąłem dno .Proszę o modlitwę o wsparcie Boże,by pomógł mi wyznać wszystkie grzechy.Imam pytanie czy Bóg wybacza każdy grzech bez względu na ilośc ? Proszę o odp i z całego serca o modlitwę ,prosze o pomoc sam nie umiem z tym już sobie poradzić jestem zbyt słaby.

      • wobroniewiary pisze:

        „Choćby grzechy twoje były jak szkarłat – nad śnieg wybieleją” – mówi Pismo

        „Niech się nie lęka zbliżyć do Mnie żadna dusza, chociażby grzechy jej były jako szkarłat” (Dz 699).

        Tylko pisz Bóg z WIELKIEJ LITERY!!!

      • Ada pisze:

        „Powiedz duszom, gdzie mają szukać pociech, to jest w trybunale miłosiedzia (tj. w Sakramencie Pokuty); tam są największe cuda, które się nieustannie powtarzają. Aby zyskać ten cud, nie trzeba odprawiać dalekiej pielgrzymki ani też składać jakichś zewnętrznych obrzędów, ale wystarczy przystąpić do stóp zastępcy Mojego z wiarą i powiedzieć mu nedzę swoją, a cud miłosierdzia Bożego okaże się w całej pełni. Choćby dusza była jak trup rozkładajaca się i choćby po ludzku nie było wskrzeszenia, i wszystko już stracone – nie tak jest po Bożemu, cud miłosierdzia Bożego wskrzesza tę duszę w całej pełni. O biedni, którzy nie korzystają z tego cudu miłosierdzia Bożego; na darmo będziecie wołać, ale już będzie za póżno” (Dz 1448).
        oraz
        „Gdy dusza ujrzy i pozna ciężkość swych grzechów , gdy się odsłoni przed jej oczyma duszy cała przepaść nędzy, w jakiej się pogrążyła, niech nie rozpacza, ale z ufnością niech się rzuci w ramiona Mojego miłosierdzia, jak dziecko w objęcia ukochanej matki. Dusze te mają pierwszeństwo do Mojego miłosierdzia. Powiedz, że żadna dusza, która wzywała miłosierdzia Mojego, nie zawiodła się ani nie doznała zawstydzenia” (Dz 1541).

      • eska pisze:

        Patryku, +++
        Pomyśl może o Cudownym Medaliku albo szkaplerzu. Z pomocą Matki Najświętszej będzie ci łatwiej. Możesz się spodziewać zniechęceń, aby się na taki krok zdecydować, ale to dlatego, że diabeł – jak wiadomo – BOI SIĘ Niepokalanej. I właśnie dlatego warto się Jej oddać pod opiekę.
        O Maryjo bez grzechu poczęta, módl sie za nami, którzy się do Ciebie uciekamy! Wszystko z Niepokalaną!

  3. wobroniewiary pisze:

    SUPPLICA ALLA VERGINE DELLA RIVELAZIONE
    per ottenere qualsiasi grazia

    Vergine Santissima della Rivelazione,
    che sei nella Trinità Divina, degnati, Ti preghiamo,
    di rivolgere a noi, il tuo sguardo misericordioso e benigno.
    Oh Maria! Tu che sei la nostra potente avvocata presso Dio,
    che con questa terra di peccato
    ottieni grazie e miracoli
    per la conversione degli increduli e dei peccatori,
    fa che otteniamo dal Tuo Figlio Gesù
    con la salvezza dell’anima,
    anche la perfetta salute del corpo,
    e le grazie di cui abbiamo bisogno.

    Concedi alla Chiesa ed al Capo di essa,
    il Romano Pontefice,
    la gioia di vedere la conversione dei suoi nemici,
    la propagazione del Regno di Dio su tutta la terra,
    l’unità dei credenti in Cristo,
    la pace delle nazioni,
    affinché possiamo meglio amarti e servirti in questa vita
    e meritare di venire un giorno
    a vederti e ringraziarti eternamente in Cielo.

    Amen.

  4. MariaPietrzak pisze:

    To na to nawrócenie i przekaz z Nieba zwróciła uwagę Maryja w Medjugorje podczas objawienia Mirjanie 2 maja tego roku !
    Ze względu na. połamany krzyż i porzucona sutannę nabiera ono szczególnego znaczenia. Komentarz siostry Emmanuel dopełnia wypowiedzi .

    • Ewa pisze:

      Możesz przypomnieć i napisać więcej?

      • wobroniewiary pisze:

        „Drogie dzieci, moje matczyne serce pragnie waszego prawdziwego nawrócenia, mocnej wiary, abyście mogli szerzyć miłość i pokój pośród wszystkich otaczających was ludzi. Jednakże, moje dzieci, nie zapominajcie, że każdy z was jest niepowtarzalnym światem przed Ojcem Niebieskim. Pozwólcie więc na nieustanne działanie Ducha Świętego w was samych… Bądźcie moimi duchowo czystymi dziećmi. Wszystko co duchowe, jest żywe i bardzo piękne. Nie zapominajcie, że w Eucharystii, która jest sercem wiary, mój Syn zawsze jest z wami. Przychodzi i łamie chleb z wami, albowiem, moje dzieci, On dla was umarł, zmartwychwstał i wciąż na nowo przychodzi. Te moje słowa są wam znane, bo one są prawdą, a prawda się nie zmienia! Tylko że wiele moich dzieci o niej zapomniało! Moje dzieci, moje słowa nie są ani stare, ani nowe, one są wieczne! Dlatego wzywam was, moje dzieci, byście uważnie śledzili znaki czasu, składali rozbite krzyże i byli apostołami objawienia. Dziękuję wam. ”

        Wyjaśnienie:
        1. „wzywam was, moje dzieci, byście uważnie śledzili znaki czasu, składali rozbite krzyże i byli apostołami objawienia”
        2. „Piękna Pani” zaczęła w pewnym momencie mówić do Brunona: „Jestem Dziewicą Objawienia, a Objawienie to są słowa Boga, które mówią również o Mnie…
        3. W pewnym momencie Matka Boża wskazała ręką na czarną sutannę oraz na połamany krzyż leżący w pobliżu Jej stóp i powiedziała: „To jest znak, że Kościół będzie cierpiał, doświadczy wielkiego prześladowania, a niektórzy porzucą kapłaństwo (…). Ty trwaj mocno w wierze”.

        4. „Pewna osoba mająca prywatne objawienia” widziała na słońcu Hostię a na niej złamany czarno-szary krzyż….. dziś zrozumiałam o co chodziło

  5. wobroniewiary pisze:

    Zamyślenie adwentowe – rozpoznać Boga w bliźnich i nie odepchnąć Go…

    Żyła sobie kiedyś stara kobieta, która zanosiła do Pana Boga pobożne modlitwy przez wiele godzin w ciągu dnia. Pewnego dnia usłyszała głos Boga mówiący do niej: “Dzisiaj przyjdę do ciebie.” Wyobraźcie sobie jaka radość i duma zapanowała w sercu starszej kobiety.

    Zaczęła od czyszczenia i polerowania mieszkania, postanowiła upiec ciasta. Potem położyła się na łóżku i zaczęła czekać na przybycie Boga.

    Po chwili ktoś zapukał do drzwi. Stara kobieta pobiegła otworzyć. Ale to był tylko jej sąsiad, który zwrócił się do niej aby pożyczyć szczyptę soli. Staruszka odepchnęła go: “Na miłość boską, wynoś się, nie mam czasu na takie bzdury czekam na Pana Boga który dziś ma przyjść do mojego domu, Wynoś się!”
    Sąsiad zatrzasnął drzwi przed jej twarzą upokorzony.

    Jakiś czas później, ktoś zapukał znowu. Stara kobieta spojrzała w lustro, wyprostowała się i pobiegła otworzyć. Ale kto tam był? Chłopiec oferujący sprzedaż orzeszki ziemne. Staruszka wykrzyknęła ”Czekam na dobrego Boga nie mam czasu, odejdź szybko.”
    I zamknęła drzwi przed nosem biednego chłopca.

    Za krótką chwilę ktoś znów zapukał ponownie do drzwi. Stara kobieta otworzyła je i zobaczyła przed sobą starego obdartego i brudnego mężczyznę. “Chleb, pani kochana, nawet czerstwy jeśli możesz mi pani dać oraz pozwól mi odpocząć chwilę tutaj na schodach twego domu” – powiedział słabym głosem. “Ach, nie, zostaw mnie w spokoju! Czekam na Boga, który już jest niedaleko od mojego domu!” – powiedziała starsza pani ze złością. Biedny poszedł sobie a starsza kobieta usiadła ponownie by czekać na Boga.

    Dzień minął, godzina po godzinie. Wieczór zapadł, a Bóg się starszej kobiecie nie pokazał. Staruszka była głęboko rozczarowana. Ostatecznie zdecydowała się iść do łóżka. Dziwnie natychmiast zasnęła i zaczęła śnić.

    Ukazał się jej we śnie, dobry Bóg, który powiedział:
    “Dzisiaj, trzy razy przyszedłem cię odwiedzić i trzy razy mnie odepchnęłaś.”

    ******

    Bóg przychodzi do nas codziennie i prosi: daj mi pić, daj mi jeść, pozwól mi zatrzymać się u Ciebie, okryj mnie – pomóż mi odnaleźć swoją godność, bądź ze mną w chorobie, nie wstydź się mnie, gdy znajdę się w więzieniu. Bóg naprawdę przychodzi do nas codziennie.

    https://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/2015/12/15/zamyslenie-adwentowe-rozpoznac-boga-w-bliznich-i-nie-odepchnac-go/

  6. Teodor pisze:

    Przeżyłem podobną historię, i też byli protestanci zamieszani. Podzielę się.
    A więc kilka lat temu, już po kilku ładnych latach nawracania się do Boga różnymi ścieżkami, nie byłem we wspólnocie Kościoła (chociaż nad moją mamą i mną rok dwa wcześniej pomodlił się ks egzorcysta)
    Tak więc miałem dosyć traumatyczne przeżycie duchowe jeszcze i po nim przez kilka miesięcy powoli mój umysł rozpadał się na kawałki. Nie wdaję się w szczegóły, było jak na filmach o podróżach w czasie paradoksalnie.

    Modliłem się, odwiedzałem heretyckie stronki… aż…

    1. Pewnej nocy pomodliłem się do Ducha Świętego w intencji „rozplątania tego równania”
    2. Rano przyjechał do taty człowiek, kupując stare, grube książki i mówi Teodor pomóż nosić” Podnoszę je, a tam pod nimi leży niebieska książeczka „A Duch Wieje kędy chce”. Uznałem za znak i skitrałem 😛 Sam tytuł to przecież Słowo Boże!
    3. Tego samego dnia spotkałem się z kolegą. Opowiedziałem mu o udrękach ducha i umysłu, rozmawialiśmy tak duchowo… I kiedy go odprowadzałem powiedział słowa: „są w społeczeństwie takie drobne, niepozorne osoby, które mogą ci pomóc rozwikłać równanie.” Pomyślałem, że bardzo chciał bym spotkać taką osobę…
    4. Rozstaję się z kolegą, wracam do domu, przeszedłem z 500 metrów, już ciemnawo… Idą ludzie przedemną, wyprzedzając takiego malutkiego zakonnika. I nagle on odwraca się w moją stronę, wyciąga otwartą prawą dłoń w górę i pozdrawia mnie mówiąc: Bracie, pomóż, bo nie wiem skąd ja się tu wziąłem i co robię, pomóż mi dojść pod KUL”.
    5. I teraz sedno, rozwiązanie 😀 Tak więc zadziwiony oczywiście go odprowadzałem, dużo rozmawiając o powołaniu i wypytując. No i tam pod KULem, a właściwie trochę dalej bo to był punkt orientacyjny, pytam jak się możemy kontaktować itp. Dał mi więc wizytówkę, Stanisław Celestyn Napiórkowski, emerytowany profesor KUL (pomyślałem ale jazda, jak w opowieściach z Narni). I teraz uwaga, odwracam wizytówkę, a tam słowa z ewangelii św Jana: JEZUS UMARŁ PO TO, ABY WSZYSTKIE ROZPROSZONE DZIECI BOŻE ZGROMADZIĆ W JEDNO” Wow, a przecież ja sam rozpadałem się właśnie w kawałki, umysł, osobowość, od razu wiedziałem, że to Słowo jest do mnie!

    Tak więc takie srogie skumulowane znaki jednego dnia. Brat Celestyn dał mi jeszcze, gdy później się z nim spotkałem kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego, które czytałem siedząc w psychiatryku i przez które otrzymałem mega światła. (za jakieś dwa tygodnie zgarnęli mnie, gdyż moje duchowe poszukiwania były intensywne…)

    Dziś wiem, że brat Celestyn, który jest Mariologiem, A Mariologia to jego temat pracy doktorskiej… wiem kto go postawił na mojej drodze! Sam chadzam klucząc po mieście, a teraz nawet z poświęconym lampionikiem gdy jest ciemno, czasem nucąc „Witaj Gwiazdo morza”” i pozdrawiam nieboraków 🙂

    A tak poza tym na czasie: brat Celestyn dał mi swoją książkę, „wspomnienia ze stanu wojennego dzień po dniu”. Co dzień notował, razem z dowcipami chodzącymi wśród ludu! To jest hardzior, polecam go w modlitwie, może go kiedyś spotkacie!

  7. Sylwia pisze:

    Papież Franciszek jak zawsze niesamowity- życzy Wesołych Świąt w języku migowym! Nasz kochany papa Francesco! Film zatytułowany jest „Módlcie się za mnie”.
    Odpowiedzmy na prośbę i módlmy się za niego! ♥♥ https://www.facebook.com/swiatowydzienmlodziezy/videos/10154959645362275/?__mref=message_bubble

  8. Betula pisze:

    Za 9 dni jest Wigilia Bożego Narodzenia dlatego już dziś możemy rozpocząć nowennę.
    Od jutra na Jasnej Górze jest śpiewana śliczna Nowenna do Dzieciątka Jezus, po Mszy Św. o godz.18.30, można odbierać na stonie http://www.radiojasnagora.pl

    Proponuję do odmawiania przejmującą nowenna Luisy Piccaretty – jej pisma mają Imprimatur.

    NOWENNA BOZEGO NARODZENIA

    Nowenne Bozego Narodzenia zaczelam odprawiac w wieku okolo lat 17 w przygotowaniu do swieta Bozego Narodzenia, cwiczac sie w róznego rodzaju aktach cnót i umartwien. Szczególna uwage przykladalam do uhonorowania dziewieciu miesiecy jakie Jezus spedzil w matczynym lonie, i poswiecalam na medytacje dziewiec godzin kazdego dnia, zawsze pamietajac o tajemnicy Wcielenia.

    Pierwsza eksplozja Milosci

    I tak na przyklad, przez jedna godzine przenosilam sie w mojej wyobrazni do Raju i wyobrazalam sobie Trójce Przenajswietsza, Ojca, jak wysyla Syna na ziemie, Syna, jak z gotowoscia podporzadkowuje sie Woli Ojca, Ducha Swietego, jak wyraza aprobate. Mój umysl byl zmieszany chcac wyobrazic sobie tajemnice tak wielka, milosc tak silna, tak ogromna, tak jednakowa pomiedzy Nimi i w stosunku do ludzi. A potem niewdziecznosc ze strony ludzi, a zwlaszcza moja. Moglabym tak rozwazac nie tylko jedna godzine, ale caly dzien, gdyby glos wewnetrzny nie powiedzial do mnie, “Dosyc, idz i zobacz inne eksplozje Mojej Milosci, jeszcze wieksze.”

    Druga eksplozja Milosci

    Potem w myslach przenioslam sie do matczynego lona i pozostalam jak zamurowana na mysl o Bogu, tak poteznym w Niebie, teraz tak zredukowanym, pomniejszonym, ograniczonym, ze niezdolnym do poruszenia i nieomalze nawet do oddychania. Glos wewnetrzny powiedzial do mnie, “ Czy widzisz jak bardzo cie kochalem? Och prosze, zrób dla Mnie troche miejsca w twoim sercu. Usun wszystko co nie jest Moim, wtedy dasz Mi wiecej swobody dla poruszania sie i do oddychania.”

    Moje serce rozplynelo sie, blagalam o przebaczenie, obiecujac byc calkowicie Jego, tonelam we lzach, ale musze przyznac ze wstydem, ze pózniej znowu wracalam do moich starych bledów. Och Jezu, jakis Ty dobry dla tego nedznego stworzenia!

    Trzecia eksplozja Milosci

    Gdy w myslach przechodzilam od drugiej do trzeciej medytacji, glos wewnetrzny powiedzial do mnie, “Córko Moja, przylóz swoja glowe do lona Mojej Mamy i popatrz w glab na Moje malenkie Czlowieczenstwo. Moja Milosc pochlaniala Mnie, oceany plomieni, nieskonczone morza Milosci Mojego Bóstwa zatapialy Mnie, trawily na popiól, wznoszac swoje plomienie tak daleko, ze z wysoka ogarnialy i dosiegaly wszedzie, wszystkie pokolenia, od pierwszego do ostatniego czlowieka. Moje malenkie Czlowieczenstwo bylo pochloniete posród tych plomieni. A czy ty wiesz, czego Moja odwieczna Milosc wymagala ode Mnie zebym Soba pochlonal? Ach, wszystkie dusze! I dopiero wtedy bylem calkowicie zadowolony gdy pochlonalem je wszystkie, gdy zostaly we Mnie poczete. Bylem Bogiem, musialem dzialac jak Bóg, musialem ogarnac wszystkich. Moja Milosc nie pozostawilaby Mnie w spokoju gdybym wylaczyl kogokolwiek. Och, Moja córko, spójrz uwaznie w glab lona Mojej Mamy, skieruj wnikliwie swoje oczy na Moje poczete Czlowieczenstwo, a znajdziesz swoja dusze poczeta we Mnie i plomienie Mojej Milosci które cie pochlaniaja. Och! Jakze Ja cie kochalem, i jak cie kocham!”

    Czulam, ze rozplywam sie posród tak wielkiej Milosci, niezdolna od niej uciec, gdy uslyszalam glos przywolujacy mnie glosno, który mówil, ”Córko Moja, to jeszcze nie wszystko, przytul sie mocniej do Mnie i daj rece Mojej kochanej Mamie, aby mogla polozyc je na Swoim ciezarnym lonie. A ty spójrz ponownie na Moje malenkie Czlowieczenstwo i przypatrz sie czwartej eksplozji Mojej Milosci.”

    Czwarta eksplozja Milosci

    “Córko Moja, przerzuc swój wzrok z Milosci pochlaniajacej na Moja Milosc operujaca. Kazda poczeta dusza przyniosla Mi brzemie swoich grzechów, swoich slabosci i namietnosci, i Moja Milosc rozkazala Mi przejac to brzemie kazdej z nich. Poczela ona nie tylko dusze ale i cierpienia kazdej z nich, jak równiez satysfakcje jaka kazda z nich odda Mojemu Boskiemu Ojcu. Tak wiec Moja Meka zostala poczeta razem ze Mna. Popatrz uwaznie w glab lona Mojej Boskiej Mamy. Och! Jakze Moje malenkie Czlowieczenstwo bylo torturowane. Przypatrz sie dokladnie mojej malenkiej glówce otoczonej korona z cierni, które wciskajac sie mocno w cialo wywolywaly potoki lez plynacych z Moich oczu, a Ja nawet nie moglem sie poruszyc zeby je otrzec. Och! Prosze, pozwól sie ogarnac wspólczuciu dla Mnie, otrzyj lzy z Moich oczu, plynace z nieustannego placzu, ty która masz swobodne ramiona aby móc to zrobic. Te ciernie to korona tak wielu zlych mysli, jakie zwienczaja ludzkie umysly. Jak one Mnie kluja, o wiele silniej niz ciernie, które wyrosly z ziemi. Przypatrz sie, przypatrz sie znowu, jakiez to dlugie ukrzyzowanie, przez dziewiec miesiecy. Nie moglem poruszyc ani palcem, ani reka, ani stopa. Pozostawalem niezmiennie bez ruchu. Nie bylo miejsca zeby móc sie poruszyc, nawet odrobine. Jakiez dlugie i ciezkie ukrzyzowanie. Na dodatek tego, wszystkie zle czyny przyjmowaly ksztalt gwozdzi, nieustannie przebijajac Moje rece i stopy.”

    I tak kontynuowal, mówiac o jednym cierpieniu po drugim, o wszystkich meczenstwach Swojego malenkiego Czlowieczenstwa, tak ze gdybym chciala o tym wszystkim powiedziec, to za dlugo by to trwalo. Rozplynelam sie cala we lzachi i uslyszalam w moim wnetrzu, ”Córko Moja, chcialbym cie objac, ale nie moge, tu nie ma miejsca, pozostaje bez ruchu, nie jestem w stanie tego zrobic. Chcialbym przyjsc do Ciebie, ale nie moge chodzic. A wiec teraz ty Mnie obejmij i przyjdz do Mnie, a potem, gdy wyjde z matczynego lona, to Ja przyjde do ciebie.” A gdy Go obejmowalam i w mojej wyobrazni mocno przyciskalam Go do serca, to glos wewnetrzny powiedzial do mnie, ”Dosyc na teraz Moja córko, pomysl o tym zeby przejsc do piatej eksplozji Mojej Milosci.”

    Piata eksplozja Milosci

    I glos wewnetrzny kontynuowal, ”Moja córko, nie odchodz ode Mnie, nie pozostawiaj Mnie samego, Moja Milosc potrzebuje twojego towarzystwa. To jest nastepna eksplozja Mojej Milosci, która nie chce pozostawac sama. A czy ty wiesz czyjej obecnosci ona potrzebuje? Obecnosci stworzenia. Spójrz, w lonie Mojej Mamy wszystkie stworzenia sa razem ze Mna, poczete razem ze Mna. Jestem z nimi sama Miloscia. Chce im powiedziec jak bardzo ich kocham, chce rozmawiac z nimi, zeby im opowiedziec o Moich radosciach i bólach, ze przyszedlem posród nich, zeby ich uczynic szczesliwymi i zeby sluzyc im rada, ze pozostane posród nich jako ich maly braciszek, oddajac kazdemu z nich Moje Dobra i Moje Królestwo za cene Mojego Zycia. Chce im dac Moje pocalunki i Moje usciski. Chce sie cieszyc razem z nimi, ale – Och! Jakze wiele cierpien Mi zadaja. Jedni ode Mnie uciekaja, inni udaja gluchych i zmuszaja Mnie do milczenia, jeszcze inni trwonia Moje Dobra i nie dbaja o Moje Królestwo, niewzruszenie oddajac Moje pocalunki i usciski bez zwracania na Mnie uwagi, przemieniajac Moja radosc w gorzki placz. Och! Jaki jestem samotny pozostajac posród tak wielu. Och! Jakze ciazy Mi samotnosc. Nie mam nikogo z kim móglbym zamienic chocby slowo, na kogo móglbym przelac Samego Siebie, nawet w Milosci. Jestem stale smutny i milczacy, poniewaz gdy mówie, to nikt Mnie nie slucha. Ach! Moja córko! Prosze cie, blagam, nie pozostawiaj Mnie samego w tak wielkim opuszczeniu. Odwzajemnij Mi sie dobrem i posluchaj gdy mówie do ciebie. Przychyl ucho do Moich nauk, jestem mistrzem nad mistrze. Jakze wielu rzeczy chcialbym cie nauczyc! Gdy bedziesz Mnie sluchala to przestane plakac i bede sie cieszyl razem z toba. Czy chcesz sie cieszyc razem ze Mna?”

    I gdy zatopilam siebie w Nim, dajac Mu swoje towarzystwo w Jego samotnosci, wewnetrzny glos powiedzial, “Dosyc, dosyc, przejdz do rozwazania nastepnej eksplozji Mojej Milosci.”

    Szósta eksplozja Milosci

    “Córko Moja, przyjdz i pomódl sie do Mojej drogiej Mamy, zeby ci zrobila odrobine miejsca w Swoim matczynym lonie, wtedy bedziesz mogla sama zobaczyc pelen bolesci stan w jakim sie znajduje.” I w moich myslach zdawalo mi sie, ze Nasza Królowa Mama, zeby sprawic radosc Jezusowi, zrobila mi w nim troche miejsca. Ale ciemnosci byly takie, ze nie moglam Go zobaczyc, moglam tylko slyszec Jego oddech, gdy mówil w moim wnetrzu. “Córko Moja, spójrz na inna eksplozje Mojej Milosci. Ja jestem odwiecznym swiatlem. Slonce jest cieniem Mojego swiatla, a widzisz gdzie zaprowadzila Mnie Moja Milosc, w jakim ciemnym wiezieniu jestem? Nie ma tu promienia swiatla, jest tu dla Mnie wieczna noc, ale noc bez swiatal, bez spoczynku, nigdy nie zasypiam, cóz to za ból! Ciasnota tego miejsca nie pozwala na mozliwosc wykonania najmniejszego ruchu, gleboka ciemnosc, nawet Mój oddech, gdy oddycham przez oddech Mojej Mamy. Och! Jakze ciezko! Do tego dodaj ciemnosc grzechów stworzen. Kazdy grzech byl dla Mnie noca, a wszystkie polaczone razem tworzyly bezdenna odchlan ciemnosci. Cóz za ból! Och! Eksplozja Mojej Milosci przeniosla Mnie z nieograniczonosci swiatla i przestrzeni do przepasci w glebokich ciemnosciach, ciasnej az do stracenia mozliwosci oddychania, a wszystko to z milosci do stworzen.” Gdy to mówil, to szlochal, a szlochajac nieomalze sie dusil z braku miejsca.

    I ja cala rozplywalam sie w placzu, dziekujac Mu, wspólczujac Mu, chcac dac Mu troche swiatla moja miloscia, jak Mi to powiedzial. Ale kto to wszystko moze opowiedziec?

    A potem ten sam wewnetrzny glos powiedzial, “Dosyc na teraz, przejdz do siódmej eksplozji Mojej Milosci.”

    Siódma eksplozja Milosci

    Wewnetrzny glos kontynuowal, “Córko Moja, nie pozostawiaj Mnie samego w takim odosobnieniu i w takich ciemnosciach. Nie opuszczaj lona Mojej Matki, a bedziesz mogla zobaczyc siódma eksplozje Mojej Milosci. Posluchaj, w lonie Mojego Boskiego Ojca bylem bezgranicznie szczesliwy, nie bylo zadnego dobra którego bym nie posiadal, radosc, szczescie, wszystko bylo do Mojej dyspozycji. Aniolowie z uwielbieniem oddawali Mi czesc, gotowi na kazde Moje zyczenie. Ach, moge powiedziec, ze eksplozja Mojej Milosci spowodowala ze calkowicie zmienilem Swój los, zamknela Mnie w tym ciemnym wiezieniu, ogolocila ze wszystkich radosci, szczescia i dóbr, przyoblekajac Mnie we wszystkie nieszczescia stworzen, a wszystko po to, zeby dokonac zamiany, zeby dac im Mój los, Moje radosci i Moje odwieczne szczescie. Ale to byloby niczym, gdybym nie znalazl w nich niewdziecznosci w najwyzszym stopniu i upartej perfidii. Och! Jakze Moja wieczna Milosc byla zaskoczona stajac twarza w twarz z takim ogromem niewdziecznosci i jak plakala nad uporem i perfidia czlowieka. Niewdziecznosc byla najostrzejszym cierniem jaki przebil Moje Serce, od Mojego Poczecia az do ostatniego momentu Mojego Zycia. Spójrz na Moje malenkie Serce, jest zranione i plynie z niego Krew. Jaki ból, jakie tortury przezywam. Moja córko! Nie badz niewdzieczna dla Mnie. Niewdziecznosc jest najciezszym bólem dla Twojego Jezusa. Jest to zatrzasniecie drzwi tuz przed Moja twarza, pozostawiajac Mnie trzesacym sie z zimna. Ale Moja Milosc nie ustala z powodu takiego ogromu niedziecznosci i przeobrazila sie w Milosc upraszajaca, blagajaca, lkajaca i zebrzaca. To jest ósma eksplozja Mojej Milosci.

    Ósma eksplozja Milosci

    Córko Moja, nie pozostawiaj Mnie samego, zlóz swoja glowe na lonie Mojej drogiej Mamy a wtedy nawet z zewnatrz dotra do ciebie Moje lkania i Moje prosby. Widzac ze ani Moje lkania ani Moje prosby nie wywoluja wspólczucia stworzenia dla Mojej Milosci, przyjalem postawe najbiedniejszego sposród wszystkich zebraków i wyciagam Moja malenka raczke, proszac aby Mi przynajmniej jako jalmuzne dali swoje dusze, swoje uczucia i swoje serca. Moje Serce za kazda cene chcialo zdobyc serce czlowieka, a widzac, ze po siedmiu eksplozjach Mojej Milosci uparcie trwal przy swoim, udawal gluchego, i nie chcial Mi sie podporzadkowac, Moja Milosc chciala rzucic sie jeszcze dalej. Powinna sie zatrzymac, ale nie, chciala siegnac dalej poza swoje granice. Z lona Mojej Matki glos Mój dotarl do kazdego serca, wypowiedziany w najbardziej sugestywny sposób, najzarliwsza modlitwa, najbardzej sugestywnymi slowami. Czy wiesz co do nich mówilem, ”Dziecko Moje, daj Mi swoje serce. Ja dam Ci wszystko co tylko chcesz, pod warunkiem, ze dasz Mi w zamian swoje serce. To byl powód dla którego zstapilem z Nieba. Och prosze, nie odmawiaj Mi tego! Nie czyn zludnymi Moich oczekiwan!” A widzac go upartym nawet jeszcze bardziej, bo niektórzy odwrócili sie nawet do Mnie plecami, przeszedlem do lkania, zlozylem Moje malenkie raczki i glosem lamiacym sie od placzu dodalem, “Ojej, ojej, jestem malenkim zebrakiem, czy nie chcesz dac Mi swojego serca nawet jako jalmuzny?” Czy nie jest to ogromna eksplozja Mojej Milosci, ze Stwórca, aby zblizyc sie do stworzenia, przybiera postac malenkiej dzieciny, zeby nie wzbudzic w nim strachu, ze prosi stworzenie o serce, przynajmniej jako jalmuzne, a widzac ze nie chce Mu go dac, blaga, lka i placze?”

    A potem uslyszalam jak mówi, “A ty, czy nie chcesz dac Mi swojego serca? A moze i ty chcesz zebym lkal, blagal i prosil o to, zebys Mi dala swoje serce? Czy odmówisz Mi jalmuzny o która cie prosze? I gdy to rzekl, slyszalam jak lkal, a ja, “Mój Jezu, nie placz, daje Ci moje serce i cala siebie.” Wtedy glos wewnetrzny kontynuowal, “Przejdz dalej do dziewiatej eksplozji Mojej Milosci.”

    Dziewiata eksplozja Milosci

    Moja córko, Mój stan jest jeszcze bardziej bolesny. Jesli Mnie kochasz, przypatrz Mi sie uwaznie i zobacz, czy czy nie moglabys ofiarowac Swojemu malenkiemu Jezusowi jakiejs ulgi; jedno slowo milosci, jeden uscisk, jeden pocalunek, przyniesie ulge Mojemu szlochaniu i Moim cierpieniom. Posluchaj Moja córko, wydobylem z Siebie osiem eksplozji Mojej Milosci, a czlowiek potraktowal je tak zle, lecz Moja Milosc nie dala za wygrana i chciala dodac dziewiata eksplozje do ósmej. A byly to niezglebione tesknoty, palace spojrzenia, plomienne pragnienia które chcialy wyjsc poza matczyne lono aby ogarnac czlowieka. To zredukowalo Moje malenkie Czlowieczenstwo jeszcze nieurodzone, doprowadzajac do takiej agonii, ze doszedlem prawie do chwili oddania z Siebie ostatniego oddechu. Ale gdy juz nieomalze po raz ostatni oddychalem, Moja Boskosc, która Mi byla nieodlaczna, dala Mi lyki zycia. I odzyskalem zycie, zeby kontynuoawc Moja agonie, i ponownie powrócic do punktu smierci. To byla dziewiata eksplozja Mojej Milosci, nieustanna agonia i smierc z Milosci dla stworzenia. Och! Cóz za dluga agonia przez dziewiec miesiecy! Och! Jakze milosc dusila Mnie i doprowadzala do smierci. Gdyby nie bylo we Mnie Boskosci, która za kazdym razem odnawiala we Mnie zycie gdy zblizalem sie do Mojego konca, to Milosc bylaby Mnie wyniszczyla zanim bym doszedl do momentu wyjscia na swiatlo dnia.” Potem dodal, “Spójrz na Mnie, posluchaj w jakiej jestem w agonii, jak Moje malenkie Serce uderza, lomocze i plonie. Popatrz, Ja umieram!”

    I zapanowala gleboka cisza. I ja czulam jakbym umarla, krew zakrzepla mi w zylach i drzac powiedzialam do Niego, ”Milosci moja, Zycie moje, nie umieraj, nie pozostawiaj mnie samej. Ty chcesz milosci, a ja Cie bede kochala, juz wiecej Cie nie opuszcze, daj mi Twoje plomienie, zebym Cie mogla kochac jeszcze wiecej, i zostac calkowicie wyniszczona z milosci do Ciebie.”

    ze strony duchprawdy.com

  9. Sylwia pisze:

    Kto jest większy: Bóg czy grzech? Franciszek pyta, a cała aula odpowiada
    Za pomocą jakiej broni Bóg przezwycięża grzech? [odpowiedź – miłością].

    http://i1.wp.com/aleteiapolish.files.wordpress.com/2016/12/web-papiec5bc-franciszek-rodzina-piuski-ap-fotolink.jpg?resize=874%2C0&quality=70&strip=all&ssl=1

    Najpiękniejszą radością Bożego Narodzenia jest radość wewnętrzna, radość pokoju: Pan zmazał moje grzechy, Pan mi przebaczył, Pan ulitował się nade mną, przyszedł, aby mnie zbawić: oto radość Bożego Narodzenia” – mówił Franciszek do wiernych zgromadzonych w auli Pawła VI podczas środowej audiencji generalnej (14 grudnia 2016). Oto tekst papieskiego rozważania:

    Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

    Przybliżamy się do Bożego Narodzenia, a prorok Izajasz ponownie pomaga nam otworzyć się na nadzieję, przez przyjęcie Dobrej Nowiny o przyjściu zbawienia.

    Rozdział 52 Izajasza zaczyna się od zachęty zwróconej do Jerozolimy, aby się przebudziła, otrząsnęła z pyłu i okowów, a przyoblekła się w szaty najpiękniejsze, bo Pan przyszedł, aby wyzwolić swój lud. I dodaje: „Dlatego lud mój pozna moje imię, zrozumie w ów dzień, że Ja jestem Tym, który mówi: Otom Ja!”.

    Na to „Otom Ja!” wypowiedziane przez Boga, podsumowujące całą Jego wolę zbawienia, odpowiada śpiew radości Jerozolimy, zgodnie z zachętą proroka. To bardzo waży moment historyczny, koniec wygnania w Babilonie, to dla Izraela szansa odnalezienia Boga, a w wierze odnalezienia samego siebie. Pan staje się bliskim, a „mała reszta” – to znaczy mała grupa, która pozostała po wygnaniu, która na wygnaniu wytrwała w wierze, która przeszła przez kryzys i nadal wierzy oraz żywi nadzieję nawet pośród ciemności – ta „mała reszta” będzie mogła zobaczyć wspaniałości Boga.

    W tym momencie prorok umieszcza pieśń radości:
    „O jak są pełne wdzięku na górach
    nogi zwiastuna radosnej nowiny,
    który ogłasza pokój, zwiastuje szczęście,
    który obwieszcza zbawienie,
    który mówi do Syjonu:
    «Twój Bóg zaczął królować» […]
    Zabrzmijcie radosnym śpiewaniem,
    wszystkie ruiny Jeruzalem! – ruiny powinny śpiewać, gdyż mamy do czynienia z wyzwoleniem, nastała odbudowa.

    Zabrzmijcie radosnym śpiewaniem,
    wszystkie ruiny Jeruzalem!
    Bo Pan pocieszył swój lud,
    odkupił Jeruzalem.
    Pan obnażył już swe ramię święte
    na oczach wszystkich narodów;
    i wszystkie krańce ziemi zobaczą
    zbawienie naszego Boga” (Iz 52,7.9-10).

    Te słowa Izajasza, które chcemy przemyśleć odwołują się do cudu pokoju i czynią to w bardzo szczególny sposób, zwracając spojrzenie nie na posłańca, lecz na jego nogi, które szybko biegną: „O jak są pełne wdzięku na górach nogi zwiastuna”.

    Wydaje się, że jest to oblubieniec z Pieśni nad Pieśniami, który biegnie do ukochanej: „Biegnie przez góry, skacze po pagórkach” (Pnp 2,8). Podobnie także zwiastun pokoju biegnie, przynosząc dobrą nowinę wyzwolenia, zbawienia i głosząc, że Bóg króluje.

    Bóg nie porzucił swojego ludu i nie pozwolił pokonać się złu, bo On jest wierny, a Jego łaska jest większa niż grzech. Tego musimy się nauczyć, bo jesteśmy uparci, nie uczymy się tego.

    Zadam Wam pytanie: Kto jest większy: Bóg czy grzech? Nie jesteście przekonani! Nie słyszę odpowiedzi! – [odpowiedź – Bóg]. A kto na końcu zwycięża: Bóg czy grzech? [odpowiedź – Bóg ]. Czy Bóg potrafi przezwyciężyć nawet największy grzech? [odpowiedź – tak]. Nawet grzech najbardziej wstydliwy? [odpowiedź – tak]. Czy potrafi przezwyciężyć nawet straszny grzech, najgorszy z możliwych? [odpowiedź – tak].

    To pytanie nie jest łatwe. Zobaczmy, że przytłacza teologów, by na nie odpowiedzieć. Za pomocą jakiej broni Bóg przezwycięża grzech? [odpowiedź – miłością]. O! Wspaniale, jacy świetni teologowie! Dzielni! [brawa].

    Ta prawda, że Bóg pokonuje grzech. To znaczy, że „Bóg króluje”; są to słowa wiary w Pana, którego moc pochyla się nad ludzkością. Bóg pochyla się nad ludzkością, uniża się, by obdarzać miłosierdziem i wyzwolić człowieka od tego, co oszpeca w nim piękny obraz Boga. Ponieważ kiedy popełniamy grzech, obraz Boga w nas ulega oszpeceniu.

    A spełnieniem wielkiej miłości będzie właśnie królestwo ustanowione przez Jezusa, to królestwo przebaczenia i pokoju, które świętujemy wraz z Bożym Narodzeniem, a które wypełnia się ostatecznie w Zmartwychwstaniu Pańskim. Najpiękniejszą radością Bożego Narodzenia jest radość wewnętrzna, radość pokoju: Pan zmazał moje grzechy, Pan mi przebaczył, Pan ulitował się nade mną, przyszedł, aby mnie zbawić: oto radość Bożego Narodzenia.

    To są właśnie, bracia i siostry, motywy naszej nadziei. Gdy wszystko wydaje się skończone, kiedy w obliczu tylu sytuacji negatywnych wiara staje się trudną i przychodzi pokusa, by powiedzieć, że nic nie ma już sensu, oto pojawia się wspaniała wiadomość, przyniesiona przez te szybkie nogi: Bóg przychodzi, by dokonać czegoś nowego, aby ustanowić królestwo pokoju. Bóg „obnażył swe ramię” i przychodzi, aby przynieść wolność i pocieszenie. Zło nie zatriumfuje na zawsze, istnieje kres cierpienia. Rozpacz została pokonana, gdyż Bóg jest poród nas.

    Również my jesteśmy zachęcani do przebudzenia się, jak Jerozolima, zgodnie z zachętą, jaką kieruje prorok. Jesteśmy powołani, aby stać się mężczyznami i kobietami nadziei, współpracując w przyjściu tego królestwa światła i przeznaczonego dla wszystkich – kobiety i mężczyźni nadziei.

    Jakie to straszne, kiedy znajdziemy chrześcijanina, który utracił nadzieję: na nic nie liczę, dla mnie wszystko się skończyło; chrześcijanina, który nie jest w stanie dostrzec perspektyw nadziei, a przed jego sercem jawi się tylko mur. Jednakże Bóg poprzez przebaczenie niszczy te mury. Dlatego modlimy się, aby Bóg każdego dnia dawał nam tę nadzieję i dawał ją wszystkim, tę nadzieję, która rodzi się wówczas, gdy widzimy Boga w żłóbku w Betlejem. Powierzone nam orędzie Dobrej Nowiny nie cierpi zwłoki, również my musimy biec jak zwiastun na górach, ponieważ świat nie może czekać, ludzkość jest głodna i spragniona sprawiedliwości, prawdy, pokoju.

    A widząc małe Dzieciątko z Betlejem, maluczcy świata będą wiedzieli, że obietnica została spełniona, orędzie się dokonało. W dopiero co narodzonym dziecku, potrzebującym wszystkiego, owiniętym w pieluszki i leżącym w żłobie zawarta jest cała moc Boga, który zbawia.

    Trzeba otworzyć nasze serca, bo Boże Narodzenie jest czasem otwarcia serca. Trzeba zatem otworzyć serce na tak wielką małość obecną w tym Dzieciątku i tak wielki obecny tam cud. Jest to cud Bożego Narodzenia, na które się przygotowujemy z nadzieją, w obecnym okresie Adwentu. To cud Boga Dzieciątka, Boga ubogiego, Boga słabego, Boga, który porzuca swoją wielkość, aby stać się bliskim wobec każdego z nas. Dziękuję.

  10. Rybka pisze:

    Bardzo proszę o modlitwę za mnie dzisiaj. O 15-tej mam bardzo trudny egzamin zawodowy. Od niego zależy moja dalszą praca. Proszę o jedno Zrowaś Maryjo. Dziękuję

  11. Pingback: Świadectwo nawrócenia Bruno Cornacchioli, protestanta, zwalczającego Kościół katolicki jako synagogę szatana « Krzysztof OSUCH, SJ – Szukać i znajdować Boga we wszystkim

  12. ja pisze:

    Przecudny wpis.
    Czyta się jednym tchem, chętnie bym film obejrzała na ten temat. Coś cudownego

  13. Proszę o modlitwę za Ewę, aby wywiązała sie z zadania, jakie Pan Bóg złożył na nią w tych dniach.
    I prosimy o wyrozumiałość, Ewy nie będzie na stronie do 23 XII, jedynie wieczorem będzie odbierać maile nt. zamówień oleju i obrazków z Matteo, które zbierze i wyśle w nast. poniedziałek
    Otoczmy Ewę modlitwą.

  14. xx pisze:

    Dla Ewy i nie tylko 🙂
    Taka mała rosyjska „ABBA” i Hallelujah

  15. MM pisze:

    Alicja „POUCZENIA” wt. 21.11.1989, godz.7.45 Podczas XIV Stacji Drogi Krzyżowej

    † Im prędzej pogrzebiesz to, co w tobie cielesne, tym prędzej dusza twoja będzie uwolniona. Tym bardziej Ja w tobie stanę się wolny, by dać życie tym, za których się modlisz.

  16. Ania pisze:

    Polecam 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s