Ks. Serafino Falvo: kilka słów na temat szatana, aby otworzyć oczy tym, którzy w niego nie wierzą

Jeżeli ktoś zaczyna nienawidzić swoich rodziców, zaczyna przeklinać, to znaczy, że znalazł się pod wpływem złego ducha, który go niepokoi. Rodzice mają moc, aby w imię Jezusa wypędzić precz złego ducha z domu i od swego dziecka. Pamiętajcie, aby używać często Imienia Jezusa, ponieważ tylko Jezus usuwa lęk.

ks-serafino-falvoChciałbym poruszyć bardzo trudny problem, który dotyczy zarówno Europy jak i Ameryki. W obu tych regionach coraz powszechniejsze jest zjawisko pojawiania się sekt: satanistycznych, świadków Jehowy, sekt wywodzących się z religii wschodu (np. buddyzmu) oraz innych religii, które nie akceptują w Jezusie Boga i egzystują poza Prawdą. Powszechny staje się również ateizm, już nie filozoficzny, ale praktyczny. Ludzie żyją dziś pieniądzem i seksem, które stały się „bogami” dnia dzisiejszego.

Istnieją także organizacje, które za cel stawiają sobie szkalowanie Kościoła katolickiego. Także w samym Kościele daje się zauważyć znaczną obojętność wobec spraw wiary. Zbyt dużo mówi się w nim o problemach socjalnych, za to coraz częściej pomijany jest problem grzechu oraz jego przyczyn. Poznałem także pewnego kapłana, który nie wierzy w istnienie złego ducha, widać więc, że nawet niektórzy księża negują istnienie diabła. Ale jeśli znamy Ewangelię, wiemy, że szatan istnieje naprawdę – Ewangelia mówi o nim aż 55 razy. Święty Jan nazywa szatana tym, który od początku jest zabójcą, zaś w Pierwszym Liście św. Piotra został on określony lwem ryczącym, kłamcą, kusicielem, tym, który sprzeciwia się Bogu. Zły to „bóg tego świata”, oskarżyciel braci, Apokalipsa natomiast mówi o nim jako o Bestii.

Chciałbym powiedzieć kilka słów na temat szatana, aby otworzyć oczy tym, którzy w niego nie wierzą. Zobaczmy, co czyni zły duch w Ludzie Bożym oraz jakie są jego sposoby działania i cele.

TECHNIKI SZATANA

Szatan posługuje się pewnymi „narzędziami”, a są to: kłamstwo, hipokryzja, oszczerstwo, gniew, zemsta, zazdrość, jak również grzech ciężki. Ten, kto żyje w takim grzechu, jest we władaniu złego ducha. Albo znajdujemy się w łasce Bożej, albo znajdujemy się po stronie grzechu, ale gdy trwamy w grzechu – panuje nad nami duch zły. Jak więc możemy walczyć z szatanem? Jedynie poprzez życie w łasce Bożej, ponieważ trwając w niej nosimy w sobie niebo, gdy zaś tkwimy w grzechu, panuje w nas pustka. Aby jej uniknąć, powinniśmy karmić się Słowem Bożym – Biblią. Jest to księga natchniona przez Ducha Świętego, jej słowa są słowami Ducha Świętego.

Zapraszam was więc do czytana Słowa Bożego, szczególnie Nowego Testamentu: czterech Ewangelii, Dziejów Apostolskich, Listów św. Pawła i Apokalipsy. Musimy ubrać się w zbroję Bożą. Jezus powiedział: „Ja daję wam moc, aby zwyciężyć wszelkie dzieła złego, i nikt nie może uczynić wam nic złego” (por. Mk 16,17-18). Święty Paweł mówi, że nie walczymy przeciwko krwi i ciału (czyli człowiekowi), ale przeciwko złym duchom. Aby zwyciężyć złego, powinniśmy wzywać imienia „Jezus”. Kiedy wypowiadamy głośno imię Jezusa – zły duch ucieka, bo nie może znieść brzmienia imienia Jezusa.

MOC MODLITWY

Jestem egzorcystą. Pewnego razu, podczas egzorcyzmu powiedziałem: „W imię Jezusa Chrystusa nakazuję ci, zły duchu, odejdź precz!”. Szatan jednak odpowiedział: „Jeżeli nie przestaniesz wzywać tego imienia, zabiję cię”. Zacząłem więc mówić: „Jezu, Jezu, Jezu” i tamten… uciekł! Tak więc, wzywajcie imienia Jezus, jeżeli coś wam się w życiu nie układa, jeśli w waszym domu panuje kryzysowa sytuacja – pamiętajcie, że jest to atak złego, który chce was nastraszyć.

Aby wypędzić go, używajcie przede wszystkim charyzmatów, tych, które otrzymaliście przy chrzcie. Jednym z nich jest charyzmat uwolnienia. Różni się on od egzorcyzmu. Egzorcyzmu mogą dokonywać tylko niektórzy kapłani, a modlitwą o uwolnienie możecie modlić się wszyscy i wszędzie: w domu, w pracy, w drodze. W modlitwie tej mówimy: W imię Jezusa nakazuję wszystkim złym duchom, aby odeszły precz od mojej pracy, od mojego domu, od mojego samochodu, z miejsca, w którym jestem. Tę moc mamy od Jezusa. On powiedział: w imię moje złe duchy będą wyrzucać (Mk 15,17). Nie mówcie: „Panie, Panie…”, ale: „Jezu, Jezu…”, bo to imię przegania wszelkie lęki i strach.

Pamiętajcie również, aby nie przesadzać i nie mówić o złym duchu zbyt często, bo w ten sposób rozsławiamy jego imię. Musimy zawsze jednak być świadomi, że on istnieje.

ANTYMORALNOŚĆ SZATANA

Szatan ma również swoją własną „moralność”, jest nią: niesprawiedliwość, wykorzystanie, kradzież, zemsta, niemoralność – np. cudzołóstwo, które stało się obecnie powszechne i wręcz modne. Dziś niektórzy się żenią, a po kilku miesiącach rozwodzą, znajdując innego partnera – to jest właśnie cudzołóstwo. Pamiętajcie, że małżeństwo jest święte i nic nie może go przerwać.

Inną formą cudzołóstwa jest nieczystość. Dotyczy ona par, które nie są związane węzłem małżeńskim, ale żyją razem i czynią to, co jest dozwolone tylko w małżeństwie. Wszechobecna staje się również pornografia.

Inne grzechy inspirowane przez szatana to: czynny homoseksualizm, zażywanie narkotyków, negatywne myślenie i nieustanne roztrząsanie problemów… To smutne, ale grzech staje się dla wielu rzeczą normalną również dlatego, iż niektórzy kapłani przestali o nim mówić.

Zły duch ma dostęp do człowieka poprzez nienawiść, magię, spirytyzm, okultyzm, wiarę w gusła. Często zdarza się, iż problemy związane ze złym duchem przekazywane są z pokolenia na pokolenie. Jeżeli ktoś z naszych przodków zajmował się okultyzmem, skutki tego grzechu możemy odczuwać także i my. Pewne miejsca, np.: domu, sklepy, biura – mogą znajdować się pod wpływem złego. W tych miejscach w zadziwiający sposób króluje grzech.

UWOLNIENIE

Przypominam sobie pewną historię z czasów, gdy pełniłem posługę kapelańską w Marynarce. Gościliśmy wtedy na Wyspach Dziewiczych. Zostałem poproszony o pobłogosławienie pewnego domu, ponieważ właścicielom bardzo trudno było go sprzedać. Kiedy wszedłem do niego, poczułem szatańską opresję i straszny odór. Podjąłem się więc egzorcyzmu. Powiedziałem: „Złe duchy – jakiegokolwiek rodzaju, w jakiejkolwiek liczbie tu jesteście – w przechwalebne imię Jezusa nakazuję wam, abyście odeszły stąd precz”. Po chwili w domu tym można już było swobodnie oddychać, a po kilku dniach został sprzedany.

Ponieważ zły duch może przejąć we władanie miejsca, również w waszych domach módlcie się o uwolnienie. Mówcie rano i wieczorem: “W imię Jezusa nakazuję złym duchom, aby odeszły z mojego domu i od mojej rodziny”. Powtarzajcie często te słowa, szczególnie wtedy, kiedy wasze życie się nie układa lub pojawiają się nieuleczalne choroby.

Działanie złego ducha może przejawiać się również w opętaniu wewnętrznym. Polega to na zawarciu paktu ze złem. Miałem do czynienia z uwolnieniem takich osób, które zawarły pakt z demonem. Powiedziały mu wtedy: „Powierzam ci swoją duszę, jeżeli pozwolisz mi pojąć za żonę tę kobietę” (lub: „Jeżeli będę posiadał daną rzecz”). Znałem pewnego człowieka, który zawarł pakt z diabłem w zamian za poślubienie kogoś i za posiadanie pieniędzy. Szatan rzeczywiście dał mu wszystko, o co prosił. Kilka dni po ślubie jednak rozeszli się, a człowiek ten stracił wszystkie pieniądze.

Na pewno słyszeliście też o czarnych mszach, odprawianych przez sekty satanistyczne. Zaproszenie na takie msze bardzo często rozpoczyna się od obietnicy rzeczy materialnych. Kiedy usłyszycie takie zaproszenie – uważajcie! Szatan jest zawsze żywy i nie śpi nawet w nocy. Pamiętajcie jednak o mocy, która została wam udzielona w sakramencie chrztu. Ta moc pozwala wypędzać złe duchy. Może wam w tym również pomóc woda święcona lub poświęcone przedmioty. Jeśli np. powiesicie obraz Matki Bożej na ścianie przy waszym łóżku, możecie być pewni, że demon nie będzie mógł znieść jego widoku. Kilka razy szatan powiedział: „Nie mogę na Nią patrzeć, bo Ona mnie przepędza i zgniata mi głowę”. Pamiętajmy o tej mocy!

Dzięki niej możemy także uwalniać z choroby i od złego. Osoba, której chcemy pomóc, musi przyjąć sakrament pokuty i Eucharystii, oraz wybaczyć nieprzyjaciołom. Musi odciąć się od swoich przodków, jeżeli zdaje sobie sprawę z tego, iż ktoś z rodziny zajmował się okultyzmem, ponieważ demon po śmierci takiego człowieka przechodzi na jego dzieci. Ponadto sami musimy odciąć się od zła, które w nas tkwi. Pamiętajmy jednak, że nie wolno nam myśleć, iż w każdej sprawie kryje się szatan…

Musimy mieć odwagę powiedzieć duchowi złemu: precz, i odesłać go daleko od naszych rzeczy i z naszych domów. Nie bójcie się – szatan już przegrał, jego siła rodzi się z naszego lęku. Jeżeli go poniżamy i odrzucamy precz, wtedy ucieka od nas. Mamy być ponad wszelkimi wpływami złego, więc nie bójcie się.

OZNAKI OBECNOŚCI DUCHA ZŁEGO

Jeżeli ktoś zaczyna nienawidzić swoich rodziców, zaczyna przeklinać, to znaczy, że znalazł się pod wpływem złego ducha, który go niepokoi. Rodzice mają moc, aby w imię Jezusa wypędzić precz złego ducha z domu i od swego dziecka. Pamiętajcie, aby używać często imienia Jezusa, ponieważ tylko Jezus usuwa lęk. Wszyscy jesteśmy cenni w oczach Bożych, a im lepiej i pobożniej dana osoba stara się żyć, tym bardziej szatan będzie ją niepokoić. Ale mamy do dyspozycji Bożą moc, mamy imię Jezusa, mamy Eucharystię, Ducha Świętego i Słowo Boże! Kiedy odprawiam egzorcyzm, używam Biblii – kładę ją na głowie osoby uciemiężonej przez szatana. Zaledwie jednak ją tam położę, osoba ta zaczyna krzyczeć: „Weź ode mnie ten ciężar, bo mnie przygniata!”. To naprawdę jest Słowo Boże, a nie książka… Zabierzcie więc Słowo Boże do tych domów, w których nie ma zgody, gdzie jest dużo nerwów i chorób. Spacerując po pokojach czytajcie Słowo Boże, a szatan ucieknie.

Pewna mama poprosiła mnie o modlitwę w intencji swojej córki, której od pewnego czasu nie mogła poznać: córka przeklinała, rzucała się po ziemi – jakby była inną osobą. Rozpoznałem złego ducha, więc powiedziałem do niego: „Zostaw to stworzenie Boże, nakazuję ci to w imię Jezusa”. Odpowiedział mi: „Nie mogę pójść, ponieważ mój szef mnie przysłał tutaj i mogę wyjść z niej dopiero wtedy, kiedy ją zabiję”. Powiedziałem: „Nikogo nie zabijesz, jeszcze raz nakazuję ci iść precz”. Kiedy dziewczyna obudziła się, zapytałem: „Ktoś chciał cię zabić, bo został nasłany na ciebie zły duch, który miał to zrobić”. Ona odpowiedziała: „Zrozumiałam, że to pewna dziewczyna, która chce mi zabrać mojego narzeczonego”. Okazało się, że tamta poszła do człowieka zajmującego się magią, który sprawił to zło, zapewniając, że chłopak nigdy nie poślubi swej narzeczonej. Jednak po tym egzorcyzmie dziewczyna bez przeszkód wyszła za swojego ukochanego…

JEZUS ZWYCIĘŻYŁ!

Szatan istnieje i czyni swoje dzieła, aby przeszkadzać dzieciom Bożym. Jednak nie lękajcie się, św. Paweł mówi: Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam? (Rz 8,31). Przypominam sobie pewne spotkanie charyzmatyczne w Turynie, na którym gościło 25 tys. ludzi. Mówiło się tam o szatanie, ponieważ w Turynie jest bardzo wiele osób zajmujących się magią. Powiedziałem do obecnych: „Jeżeli jeden z was, charyzmatyków, jest przepełniony Duchem Świętym, może wyrzucić precz z Turynu tysiące demonów!”. Teraz zaś mówię wam: Nie bójcie się i nie lękajcie się. Jeżeli będziecie używali imienia Jezusa i uczestniczyli w sakramentach, zły nie może wam nic złego uczynić. Jezus już zwyciężył szatana na krzyżu! Alleluja!
ks. Serafino Falvo
Za: http://www.odnowa.domchleba.com/?p=1453

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Pomoc duchowa i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

33 odpowiedzi na „Ks. Serafino Falvo: kilka słów na temat szatana, aby otworzyć oczy tym, którzy w niego nie wierzą

  1. wobroniewiary pisze:

    Módlmy się za siebie nawzajem, przyzywając opieki św. Michała Archanioła

    Święty Michale Archaniele wspomagaj nas w walce a przeciw niegodziwości
    i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Niechaj go Bóg pogromić raczy, pokornie o to prosimy, a Ty wodzu zastępów anielskich, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła Amen!
    Święty Michale Archaniele, który w brzasku swego istnienia wybrałeś Boga i całkowicie oddałeś się spełnianiu Jego świętej woli. Wstaw się za mną do Stwórcy, abym dzisiaj, za Twoim przykładem, na początku nowego dnia, otwierając się na działanie Ducha Świętego, w każdej chwili dawał się Bogu, wypełniając z miłością Jego świętą wolę. Niech razem z Tobą wołam bez ustanku: Któż jak Bóg! Przez Chrystusa Pana naszego. Amen

    Niżej możemy wpisywać intencje, w których mamy się nawzajem omadlać 😉

  2. wobroniewiary pisze:

    Szatan posługuje się pewnymi „narzędziami”, a są to: kłamstwo, hipokryzja, oszczerstwo, gniew, zemsta, zazdrość, jak również grzech ciężki. Ten, kto żyje w takim grzechu, jest we władaniu złego ducha. Albo znajdujemy się w łasce Bożej, albo znajdujemy się po stronie grzechu, ale gdy trwamy w grzechu – panuje nad nami duch zły

    Nie mówcie: „Panie, Panie…”, ale: „Jezu, Jezu…”, bo to Imię przegania wszelkie lęki i strach.
    Pamiętajcie również, aby nie przesadzać i nie mówić o złym duchu zbyt często, bo w ten sposób rozsławiamy jego imię. Musimy zawsze jednak być świadomi, że on istnieje

  3. wobroniewiary pisze:

    (…) charyzmat uwolnienia. Różni się on od egzorcyzmu. Egzorcyzmu mogą dokonywać tylko niektórzy kapłani, a modlitwą o uwolnienie możecie modlić się wszyscy i wszędzie: w domu, w pracy, w drodze.
    W modlitwie tej mówimy: W imię Jezusa nakazuję wszystkim złym duchom, aby odeszły precz od mojej pracy, od mojego domu, od mojego samochodu, z miejsca, w którym jestem.
    Tę moc mamy od Jezusa. On powiedział: w imię moje złe duchy będą wyrzucać (Mk 15,17)

  4. wobroniewiary pisze:

    Ponieważ zły duch może przejąć we władanie miejsca, również w waszych domach módlcie się o uwolnienie. Mówcie rano i wieczorem: “W imię Jezusa nakazuję złym duchom, aby odeszły z mojego domu i od mojej rodziny”. Powtarzajcie często te słowa, szczególnie wtedy, kiedy wasze życie się nie układa lub pojawiają się nieuleczalne choroby

    • AnnaSawa pisze:

      i Te przesłanie i tą PRAWDĘ powinno się porozsyłać po wszystkich kościołach i w Polsce i na świecie….i aby księża i proboszczowie o tym sobie przypomnieli.

      • Maggie pisze:

        Wielu nie ma co sobie przypominać, bo już, któreś pokolenie wzrasta bez balasek etc.

        Nie bardzo pamiętam czasów, kiedy się do balasek dobierano, bo przecież Pan Boga programowo(!) i podstępnie wypędzano z życia i z Kościoła, a pewne niedostrzeżone „detale” umykają z pamięci.
        Stare, zabytkowe kościoły miały większą szansę przetrwania „modernizację” niż nowo wznoszone świątynie.

        Ileż to szkód i zła, we wszystkich dziedzinach życia, wniosła tzw krecia robota laicyzacjących, idąca w jednej parze z ateizującą komuną i mediami ich pokroju!!!

        Jezu, Ty się tym zajmij …

    • Beat pisze:

      Poszlam z synem do egzorcysty a on sie tylko pomodlil a potrzebny byl egzorcyzm
      Moze sie bal odprawic uroczysty egzorcyzm mowil oj. Danielu oj.Glasie martwie sie o syna bo jest dreczony i zalamany
      Prosze o modlitwe

      • wobroniewiary pisze:

        Jeśi egzorcysta nie odprawiał uroczystego egzorcyzmu, tzn., że syn go nie potrzebuje
        Dręczenie to nie opętanie a o. Daniel nie jest jak ks. Piotr Glas egzorcystą

        Jak wiele rzeczy pomylono w tym poście…
        Egzorcysta nie odprawiał egzorcyzmu nie dlatego, że nie chciał, ale dlatego, że na jego cichy rozkaz demony się nie ujawniły.
        Trzeba znać dużo na temat pracy egzorcysty, by wiedzieć to i owo.
        I nie mylmy charyzmatyków z egzorcystami a egzorcyzmów z modlitwami uwolnienia. To są różne sprawy

  5. wobroniewiary pisze:

    A propos wróżb i wróżbitów
    Telewizyjny wróżbita podejrzany o pedofilię. „Pokrzywdzonych aż pięć dziewcząt”

    http://wawalove.pl/Telewizyjny-wrozbita-podejrzany-o-pedofilie-Pokrzywdzonych-az-piec-dziewczat-a25648

  6. AnnaSawa pisze:

    Przesłanie księdza Serafino Falvo jest bardzo pokrzepiające na duchu, przywracające żywą wiarę w Żywe Słowo pochodzące od Boga- zawarte przecież tyle razy na kartach Starego i Nowego Testamentu oraz pojawiające się w objawieniach u wszystkich Świętych jakich nam dał Bóg. Oczywiście nie można zapominać o pokorze i o sakramentach świętych. Słowa wypowiadane z wiarą w moc Jezusa dają obfity plon.
    Jakby takie pouczenia i takie Żywe Słowa były wypowiadane przez kapłanów na Mszach Świętych poruszyło by to wiele serc. Modlę się za kapłanów aby Pan ożywił ich Żywym Słowem…tak jak to jest u kapłanów charyzmatycznych…………a mogą być nimi wszyscy.
    I tak jak mówił ksiądz Piotr Glas „jeden kapłan może wylać Ducha na tysiące wiernych”.
    Jezu, Jezu, Jezu, ześlij nam Żywe Słowa poprzez kapłanów i na nas wszystkich. Amen.

    • wobroniewiary pisze:

      Nie możemy zapominać o sakramentach
      Ks. Serafino pisze:

      ” Osoba, której chcemy pomóc, musi przyjąć sakrament pokuty i Eucharystii, oraz wybaczyć nieprzyjaciołom”

      Najpierw spowiedź święta, potem Eucharystia, wybaczenie i dopiero „W Imię Jezusa idź precz szatanie…”

  7. Aga S. pisze:

    ZE ŚW. FRANCISZKIEM NA CO DZIEŃ CZYLI HISTORIA ŻYCIA O. BŁAŻEJA KARASIA, FRANCISZKANINA
    Barbara Hanna Otto

    „(…) byłem głodny, a daliście mi jeść,
    byłem spragniony, a daliście mi pić (…)”
    (Mt 25, 35)

    Wyobraźmy sobie małego wiejskiego chłopczyka, leżącego na wygrzanej słońcem łące i patrzącego na przepływające niebem obłoki… Oto chmurka przypominająca ulubionego kota, a tam dalej…, tak, to łódka, a obok niej ryby…
    Mały Edek nie przeczuwał nawet, że w te upalne sierpniowe dni 1939 r. nad Polską gromadziły się już inne, czarne chmury, które przyniosły we wrześniu wielką burzę wojny, że dzieciństwo już wkrótce miało się skończyć bezpowrotnie, a wielka zawierucha zmusi go do wieloletniej tułaczki. Nie przypuszczał, że pod niejednym niebem przyjdzie mu potem żyć: pod surowym, zimnym niebem Syberii, a potem pod palącym bezlitosnym słońcem niebem Indii, aby wreszcie znaleźć się pod łagodnym, bezchmurnym niebem Kalifornii.

    Syberia po raz pierwszy
    Rodzina Karasiów doświadczyła typowego losu tysięcy rodzin, zamieszkujących kresy wschodnie Polski. Osieroceni przez zmarłego w 1938 r. ojca, zamieszkujący wieś Miłów w Tarnopolskiem, zostali wysiedleni zimą 1940 r. przez władze sowieckie. Edek z matką, trzema braćmi i czterema siostrami, wraz z innymi towarzyszami niedoli, ściśnięci w towarowych wagonach przemierzali bezkresne przestrzenie Syberii o głodzie, chłodzie, chorzy i cierpiący, aż dotarli w rejon Nowosybirska w Ałtajskim Kraju. Tam spędzili prawie 2 lata w obozie pracy przymusowej, gdzie wszyscy, którzy byli w stanie udźwignąć siekierę pracowali przy wyrębie lasów. Mieszkali w nędznych, rozpadających się barakach lub ziemiankach. Za ciężką pracę otrzymywali pożywienie, które stanowiły ziemniaki i chleb, racjonowane na małe porcje. Wszyscy byli fizycznie wycieńczeni i schorowani. Najstarsza siostra Edka – Aniela zmarła, dzieląc los tysięcy innych Polaków, którzy już na zawsze pozostali w tej obcej ziemi, w mogiłach oznaczonych drewnianymi krzyżami jak drogowskazami…

    Ratunek
    W czerwcu 1941 r. dla Polaków, którzy zdołali przetrwać pobyt w syberyjskiej niewoli, zaświtała jutrzenka wolności. Ok. 115 tys. zesłańców zawdzięczało tę szansę gen. Władysławowi Sikorskiemu, który w obliczu wojny rosyjsko-niemieckiej przekonał ambasadora Rosji Majskiego, aby wpłynął na Stalina i zezwolił na uwolnienie zesłańców. W lipcu 1941 r. w Londynie podpisano polsko-rosyjski układ w sprawie amnestii dla wszystkich obywateli polskich, znajdujących się na terytorium Rosji, zezwalający ponadto na formowanie armii polskiej do walki z hitlerowskimi Niemcami. Rozpoczęto ewakuację Polaków przez Kazachstan na południe Rosji. Przepełnione pociągi wiozły tysiące ludzi ku nadziei – byle jak najdalej od tych strasznych miejsc. Serca tułaczy wypełniała radość, mimo że większość z nich była chora i wszystkim doskwierał głód. Na każdym postoju ludzie szukali na pobliskich polach czegokolwiek do jedzenia. Rarytasem była cebula, którą próbowano gotować, byle tylko zjeść coś ciepłego.
    Rodzina Karasiów znalazła się w kołchozie w Kirgizji. Dwaj starsi bracia Edka wstąpili do Armii Polskiej gen. Andersa. Pozostałe rodzeństwo wraz z matką kontynuowało wielką tułaczkę. Znaleźli się w Uzbekistanie, a następnie w Turkmenii, w porcie Krasnowodsk, nad Morzem Kaspijskim. Stąd statkiem przepłynęli do Pahlevi w Iranie, gdzie matka Edka, wycieńczona i schorowana, zmarła. Edek był tak chory na malarię i z niedożywienia, że nawet nie wiedział o śmierci matki. Został przewieziony do szpitala w Teheranie. Wyleczony i trochę odżywiony, dołączył do pozostałych przy życiu sióstr i braci. Rozpoczął naukę w szkole. Wkrótce jednak wszyscy zostali przeniesieni do kolejnego obozu – nad Zatokę Perską, skąd wyruszyli do Karaczi w Pakistanie, a następnie do Bombaju w Indiach, aby na dłużej zatrzymać się w obozie Valivade koło Kolaphur. Był to dom dla ok. 5 tys. kobiet, dzieci i osób chorych na blisko 5 lat. Większość mężczyzn zaciągnęła się wcześniej do Armii Andersa.
    Bracia Edka – Walenty i Jan, przemierzyli szczęśliwie cały szlak wojenny przez Bliski Wschód: Iran, Irak, Palestynę, Syrię, Egipt, aby po wylądowaniu we Włoszech uczestniczyć w bitwie pod Monte Cassino.

    Życiowa decyzja
    Edward pozostał w Indiach przez następne 4 lata. Nadrabiał zaległości „skradzionego” przez wojnę dzieciństwa. Rozpoczął regularną naukę w szkole, działał w harcerstwie, uczestniczył w zawodach sportowych, nauczył się służyć do Mszy św., a potem uczył młodszych służby ministranckiej. W 1947 r. jego pozostałe rodzeństwo wyemigrowało do Anglii, gdzie od czasów przedwojennych ich siostra Agnieszka wiodła życie zakonne u Sióstr Urszulanek.
    Podobnie jak wielu innych Polaków, nie zdecydowali się wtedy na powrót do Polski, pozostającej po zakończeniu wojny pod wpływami Rosji. Natomiast Edward wraz z grupą młodzieży, którą opiekował się ks. Franciszek Pluta, udał się z Bombaju przez Pacyfik do Stanów Zjednoczonych. Franciszkanie z prowincji Pulaski wyrazili zgodę na przyjęcie młodych Polaków. Zanim kilkunastoletni Edek wyraził zgodę na wyjazd, upewnił się, że franciszkanie… są księżmi.
    Tułacze wylądowali w San Francisco, a następnie pojechali do Wisconsin uczyć się języka angielskiego we franciszkańskiej szkole. Po ukończeniu szkoły średniej każdy z nich mógł wybrać dalszą drogę życia. W 1950 r. Edward wstąpił do Zakonu Franciszkanów, otrzymał habit, sznur i sandały oraz imię zakonne Błażej.

    Franciszkański apostolat
    Po złożeniu ślubów zakonnych Błażej rozpoczął studia filozoficzne, a następnie teologiczne. Angażował się w sport, pracę fizyczną na rzecz seminarium, aranżował wystrój wokół budynków, sadził drzewa w ogrodzie, wykonywał małe roboty remontowe, roboty w drewnie, np. klęczniki do kaplicy.
    W weekendy pełnił obowiązki duszpasterskie w parafii Najświętszego Serca Jezusowego na południu Chicago. Ponadto pracował jako asystent redaktora Miesięcznika Franciszkańskiego, pisał artykuły lub tłumaczył ważne teksty z języka angielskiego na polski.
    Przez następne 10 lat o. Błażej intensywnie współpracował z Trzecim Zakonem, czyli świeckimi franciszkanami.
    Kolejny rozdział w życiorysie o. Karasia otworzył się, gdy zdecydował się odpowiedzieć na apel o. Sergiusza Wróblewskiego i rozpocząć niesienie pomocy ubogim i zagubionym, żyjąc wśród nich i dzieląc z podopiecznymi ich los.
    W starym budynku, po niezbędnych remontach, znalazła swą siedzibę wspólnota „Ewangelicznych Braci”. Wszyscy mieszkańcy sprawiedliwie dzielili między sobą obowiązki, tworząc przyjazną, rodzinną atmosferę. Na wspólne modlitwy i posiłki przygarniano młodych gniewnych: hippisów, pacyfistów, różnego rodzaju entuzjastów, którzy nie potrafili znaleźć sobie miejsca w życiu. Prostowano ich drogi, ostudzano gorące głowy, karmiono głodne żołądki, pomagano w znalezieniu pracy. „Chrześcijanin pokazuje, kim jest przez to, co robi z tym, co posiada” – powtarza o. Błażej i całe jego życie jest świadectwem tej prawdy.
    W 1984 r., obchodząc 25-lecie święceń, o. Karaś poprosił o sabaticum, czyli urlop, aby w tym czasie dokonać oceny swego życia i powołania oraz zastanowić się nad dalszymi planami.

    Spotkanie po czterdziestu latach
    Bardzo pragnął spotkać swe rodzeństwo rozsiane po 4 kontynentach. Po latach rozłąki, trwającej od lat 40., członkowie najbliższej rodziny o. Błażeja – bracia i siostry wraz z małżonkami i dziećmi – spotkali się w Wielkiej Brytanii na rodzinnym zjeździe. Spotkanie miało miejsce w gościnnych progach klasztoru Sióstr Urszulanek, gdzie siostra o. Błażeja – Kwiryna obchodziła właśnie 40-lecie ślubów zakonnych. Będąc w Europie o. Karaś pojechał do Rzymu, a następnie do Ziemi Świętej i do Polski, którą opuścił jako dziecko prawie 50 lat wcześniej. Jego rodzinne strony były teraz częścią Ukrainy.
    Po powrocie do Stanów Zjednoczonych, po półrocznym pobycie w Uniwersytecie Franciszkańskim w Steubenville w Ohio, o. Błażej powrócił do Chicago i dołączył do wspólnoty Rivo Toro na południu miasta, której celem była pomoc ubogim mieszkańcom tej okolicy. Wówczas przypadkowo dowiedział się o istnieniu „Domu Przyjaźni” na północy Chicago, którego podopiecznymi byli głównie Polacy.
    Zaczął tam bywać kilka razy w tygodniu. Zorientował się, że większość mężczyzn korzystających z pomocy Domu to alkoholicy. Bezdomni żyli w okolicznych opuszczonych budynkach, a do „Domu Przyjaźni” przychodzili zagrzać się i posilić gorącą zupą. Nikt lepiej niż o. Błażej, który sam przez wiele lat głodował na Syberii, nie rozumiał tych ludzi.
    O. Błażej postanowił zrobić coś więcej dla zagubionych i bezradnych rodaków. Cóż z tego, że znajdowali na chwilę przystań, skoro musieli znów powracać do swojej bezdomności. Nie mieli żadnych szans na wyrwanie się z dotychczasowej biedy, nie mogli zmienić swego życia ani podjąć pracy, bo nie mieli nawet gdzie umyć się czy przespać. Wypisywani ze szpitali wracali na ulicę, do głodu i chłodu. A ludzie pragnący naprawić swoje życie muszą mieć swój kąt i dach nad głową. O. Błażej uzyskał zgodę. Prowincjała na otwarcie schroniska dla Polaków. Pierwszą siedzibą „Anawimu”, bo taką nazwę przyjęła wspólnota, był wolno stojący budynek Rivo Toro. Po upływie kilku miesięcy koniecznością stało się poszukiwanie większego domu – tak wielu potrzebujących prosiło o pomoc. W kolejnej siedzibie – konwencie Najświętszego Serca Jezusowego, o. Błażej po raz pierwszy zamieszkał razem ze swymi podopiecznymi.

    „Anawim”
    Hebrajskie słowo „anawim” oznacza „ubogich, którzy swoją ufność pokładają w Bogu”.
    Większość mieszkańców wspólnoty stanowili polscy imigranci, robotnicy. O. Błażej ustanowił sprawiedliwe i jasne reguły postępowania, które musiały być przestrzegane. Na początku największym problemem był brak żywności. Wyżywienie 40 mężczyzn przypominało karmienie tłumów, które podążały za Jezusem, a o. Błażej nie umiał, niestety, rozmnażać chleba i ryb. A jednak …stał się cud! Litewska piekarnia zaoferowała chleb, który pozostawał z poprzedniego dnia. Pobliska hurtownia żywności zaproponowała urozmaicony asortyment produktów spożywczych, będących na granicy daty przydatności do sprzedaży lub w uszkodzonych opakowaniach. Wkrótce do pierwszych darczyńców dołączyli następni. O. Błażej otrzymywał tak wiele żywności, że musiał znaleźć innych potrzebujących. Z osoby szukającej żywności, stał się jej dystrybutorem dla innych schronisk dla bezdomnych i ubogich. Zmartwieniem były jednak pokaźne kwoty za wynajem budynku i stałe opłaty. Każdego dolara zarobionego w innych parafiach o. Błażej przeznaczał na utrzymanie Domu. Wkrótce jednak łatwiej już było sprostać finansowym zobowiązaniom, bowiem pierwsi mieszkańcy podjęli pracę. Pozostali bezrobotni wykonywali prace domowe na rzecz wszystkich.
    W 1993 r., gdy o. Błażeja i jego wspólnotę odwiedził Generał zakonu franciszkanów opowiadał m.in. o „Projekcie Rosja”, czyli nowej ewangelizacji tego zlaicyzowanego kraju.
    O. Karaś zapalił się do nowego pomysłu. Bardzo pragnął pojechać na misję na Syberię – w te miejsca, gdzie spędził przymusowo swoje dzieciństwo. Teraz chciał udać się tam dobrowolnie. Poszukiwał zastępcy na czas trwania swej misji. Niestety, nikt się nie zgłosił. Postanowił więc poddać testowi „Anawim” i jego mieszkańców – czy przetrwają bez niego? Wyjechał na kilka tygodni do Rzymu, aby rozpocząć przygotowania do misji. Po przyjeździe do Chicago przekonał się, że wspólnota się ostała. Powrócił więc do Rzymu, by studiować język rosyjski.

    Syberia po raz drugi
    O. Błażej został wysłany na 6-miesięczną misję do Nowosybirska w południowo-centralnej Rosji. Ponad milionowe miasto, zamieszkałe przez wielu potomków polskich zesłańców, miało tylko jeden rzymskokatolicki kościół i całe morze… biedy. Najważniejsze więc stało się dla misjonarza udzielenie pomocy bezdomnym mieszkającym na stacji kolejowej. O. Błażej niósł – oprócz Boga – także słowo pocieszenia chorym w szpitalach, dzieciom w sierocińcach, odprawiał Msze św. dla sióstr Matki Teresy, ofiarował polską mowę starym, schorowanym Polakom, którzy umierając, ostatnie tchnienie oddawali Bogu i dalekiej Ojczyźnie.
    O. Karaś przebywał również w Tomsku i Barnaulu, aby podtrzymać na duchu niewielkie liczebnie społeczności katolickie. W Nowosybirsku rozpoczęto budowę katedry, gdy dla o. Błażeja nadszedł czas powrotu do Chicago.

    „Anawim” na Trójcowie
    Nowe plany zagospodarowania terenu wokół dotychczasowej siedziby „Anawimu” zmusiły o. Błażeja do poszukiwania innego lokum dla wspólnoty. Dzięki jego zabiegom i gościnności ks. Władysława Gowina, nowym domem dla bezdomnych stał się przed 10 laty budynek konwentu przy Polskiej Misji Świętej Trójcy. Obecny dyrektor Misji – ks. Paweł Bandurski, wspiera aktywnie o. Błażeja w jego pracy i franciszkańskim apostolacie na rzecz ubogich Polaków.

    Syberia po raz trzeci
    Po ustabilizowaniu sytuacji „Anawimu” na Trójcowie, o. Błażej powrócił do Nowosybirska. Katedra była na ukończeniu, wspólnota misjonarzy i parafian rozrosła się. Ludzie czując się wolni, manifestowali otwarcie swoją wiarę.
    Niestety, tryb życia przyjęty przez o. Błażeja, nieoszczędzanie się i wyczerpująca praca wywołały u niego problemy zdrowotne. Jednak nawet wtedy odpoczywał bardzo krótko.

    U siebie
    Odkąd powrócił do Chicago, o. Błażej kontynuuje franciszkańską misję swego życia. Mieszka razem z ubogimi, chorymi i bezdomnymi Polakami. Przewodniczy codziennej modlitwie w kaplicy, doradza podopiecznym, słucha spowiedzi, w weekendy pomaga w parafii w Wayne. Jest „chodzącą dobrocią” – jak określają o. Błażeja ci, którzy go znają. Daje swoją wiarę, czas, siły, wiedzę i umiejętności potrzebującemu człowiekowi. Dzieli się z nim największym darem, jakim jest Bóg i miłość. O. Błażej widzi w każdym bliźnim Chrystusa.
    Jest wszystkim dla zagubionych emigrantów – przewodnikiem duchowym, powiernikiem najtajniejszych spraw, terapeutą, doradcą, a kiedy trzeba – surowym i wymagającym ojcem. Ufają mu, bo żyje nie obok nich, ale z nimi, przez 24 godziny na dobę. Wspólna modlitwa, wspólne posiłki, wzajemne wspieranie się, określone zadania i odpowiedzialność, wzajemne czuwanie nad trzeźwością – to wszystko tworzy prawdziwą wspólnotę. Jeden z byłych podopiecznych stał się menedżerem „Anawimu”. Prezesem Rady Wspólnoty jest Teresa Mirabela – oddana całym sercem swej charytatywnej pracy.
    Mieszkańcy „Anawimu” dostali swoją życiową szansę. Mogą tu jednak mieszkać tylko tymczasowo – do czasu, gdy porzucą nałóg alkoholowy, wyleczą się, odżywią i znajdą pracę. O. Błażej zachęca podopiecznych i stwarza im warunki do stawania się na nowo ludźmi umiejącymi polegać na własnych siłach. Dzięki rotacyjności pomoc otrzymuje większa liczba ubogich. Jest jednak kilka osób mieszkających tam na stałe. Są to ludzie starzy lub zbyt chorzy, aby dać sobie radę w samodzielnym życiu. Inni potrzebujący wciąż kołaczą do drzwi. Tak wielu polskich emigrantów znajduje się poza życiową burtą, wyciąga ręce po pomoc, bo ich złoty sen o Ameryce zamienił się w koszmar.
    Gdy trafią do „Anawimu”, odzyskują swe człowieczeństwo i ludzką godność – dzięki opiece o. Błażeja Karasia, który całe swe życie uczynił świadectwem franciszkańskiej prostoty i ubóstwa, który niestrudzenie niesie Boga i pomoc potrzebującym.

    16 lutego ojciec Blazej odszedl do Domu Pana,
    Wieczny odpoczynek racz mu dac Panie…..

  8. Ufająca pisze:

    To działa , od kiedy błogosławię co wieczór swój dom i rodzinę wodą poświęconą przez ks.Adama nikt się nie kłóci i nie przeklina
    Bóg zapłać za Waszą stronę .

  9. kasiaJa pisze:

    (Hbr 11,1-7) PIERWSZE CZYTANIE- 18.02.2017
    Wiara zaś jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy. Dzięki niej to przodkowie otrzymali świadectwo. Przez wiarę poznajemy, że słowem Boga światy zostały tak stworzone, iż to, co widzimy, powstało nie z rzeczy widzialnych. Przez wiarę Abel złożył Bogu ofiarę cenniejszą od Kaina, za co otrzymał świadectwo, iż jest sprawiedliwy. Bóg bowiem zaświadczył o jego darach, toteż choć umarł, przez nią jeszcze mówi. Przez wiarę Henoch został przeniesiony, aby nie oglądał śmierci. I nie znaleziono go, ponieważ Bóg go zabrał. Przed zabraniem bowiem otrzymał świadectwo, iż podobał się Bogu. Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu. Przystępujący bowiem do Boga musi uwierzyć, że [Bóg] jest i że wynagradza tych, którzy Go szukają. Przez wiarę Noe został pouczony cudownie o tym, czego jeszcze nie można było ujrzeć, i pełen bojaźni zbudował arkę, aby zbawić swą rodzinę. Przez wiarę też potępił świat i stał się dziedzicem sprawiedliwości, którą otrzymuje się przez wiarę.

    (Ps 145,2-5.10-11)
    REFREN: Będę wysławiał imię Twe na wieki

    Każdego dnia będę Ciebie błogosławił
    i na wieki wysławiał Twoje imię.
    Wielki jest Pan i godzien wielkiej chwały,
    a wielkość Jego niezgłębiona.

    Pokolenie pokoleniu głosi Twoje dzieła
    i zwiastuje Twoje potężne czyny.
    Głoszą wspaniałą chwałę Twego majestatu
    i rozpowiadają Twoje cuda.

    Niech Cię wielbią, Panie, wszystkie Twoje dzieła
    i niech Cię błogosławią Twoi święci.
    Niech mówią o chwale Twojego królestwa
    i niech głoszą Twoją potęgę.

    (Mk 9,2-13) EWANGELIA 18.02.2017r.
    Po sześciu dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. Tam przemienił się wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe tak, jak żaden folusznik na ziemi wybielić nie zdoła. I ukazał się im Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. Nie wiedział bowiem, co należy mówić, tak byli przestraszeni. I zjawił się obłok, osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie. I zaraz potem, gdy się rozejrzeli, nikogo już nie widzieli przy sobie, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, przykazał im, aby nikomu nie rozpowiadali o tym, co widzieli, zanim Syn Człowieczy nie powstanie z martwych. Zachowali to polecenie, rozprawiając tylko między sobą, co znaczy powstać z martwych. I pytali Go: Czemu uczeni w Piśmie twierdzą, że wpierw musi przyjść Eliasz? Rzekł im w odpowiedzi: Istotnie, Eliasz przyjdzie najpierw i naprawi wszystko. Ale jak jest napisane o Synu Człowieczym? Ma On wiele cierpieć i być wzgardzonym. Otóż mówię wam: Eliasz już przyszedł i uczynili mu tak, jak chcieli, jak o nim jest napisane.
    https://ewangeliadlanas.wordpress.com/2017/02/18/18-lutego-wspomnienie-swietego-teotoniusza-zakonnika/

  10. Alicja pisze:

    Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.Świat ma cztery strony świata, ja myśle ze pięć. Piątą stroną świata jest strona…..
    ..Bogu niech beda dzieki .
    WYBIERAM PIĄTĄ …NIĄ CHCĘ KROCZYĆ I DOJŚĆ DO NIEBA. Amen
    ps. Pozdrawiam serdecznie Panią prowadzącą stronę i dziękuje za wszystko co robi. Dzisiaj w intencji tej strony i intencjach właścicielki strony odmówię różaniec

    Alicja

  11. AKSORZ pisze:

    Moim zdaniem nie powinno się szafować bezpośrednim zwracaniem się do demonów nawet posługując się imieniem Jezus. Oczywiście żeby nie było wierzę że na imię Jezus zgina się … chciałem napisać kolano , ale szatany kolan nie mają … zgina się każdy czarci kark. Jednak my śmiertelni ludzie możemy bardzo łatwo popełnić błąd , który możemy srogo pożałować. Słyszałem z ust ks. egzorcysty, jak jedna dziewczyna opowiadałam mu że za ścianą jej sąsiad był alkoholikiem i bił żonę. Pewnego wieczoru podczas kolejnej awantury zaczęła się modlić przez ścianę i w imię Jezusa Chrystusa nakazała demonom , które zniewalały sąsiada odejść. Nastąpiła cisza i nagle jakaś agresywna siła z ogromnym impetem powaliła dziewczynę na podłogę. Przestraszona kobitka opowiedziała to wszystko księdzu egzorcyście. Więc ja rozumiem że wymawiając imię Jezus, oddajemy się Mu w opiekę ale nasze słabości czy luki w wierze są automatycznie atakowane i bardzo łatwo jest popełnić błąd. Od wypędzania czartów są biskupi czy księża egzorcyści. My świeccy możemy pomodlić się np. różańcem prosząc Maryję o uwolnienie od czartów danej osoby i nie zapomnieć też trzeba żeby polegać na woli Bożej , a nie naszych zachciankach. Odmawianie małego egzorcyzmu do św. Michała Archanioła czy oddawanie się o.Pio w opiekę to i tak ogromne „narzędzia” jakie otrzymaliśmy od Boga. Takie praktyki są modne w duchowości charyzmatycznej co do której osobiście jestem zdystansowany z wielu powodów.

  12. AKSORZ pisze:

    Moim zdaniem nie powinno się szafować bezpośrednim zwracaniem się do demonów nawet posługując się imieniem Jezus. Oczywiście żeby nie było wierzę że na imię Jezus zgina się … chciałem napisać kolano , ale szatany kolan nie mają … zgina się każdy czarci kark. Jednak my śmiertelni ludzie możemy bardzo łatwo popełnić błąd , który możemy srogo pożałować. Słyszałem z ust ks. egzorcysty, jak jedna dziewczyna opowiadałam mu że za ścianą jej sąsiad był alkoholikiem i bił żonę. Pewnego wieczoru podczas kolejnej awantury zaczęła się modlić przez ścianę i w imię Jezusa Chrystusa nakazała demonom , które zniewalały sąsiada odejść. Nastąpiła cisza i nagle jakaś agresywna siła z ogromnym impetem powaliła dziewczynę na podłogę. Przestraszona kobitka opowiedziała to wszystko księdzu egzorcyście. Więc ja rozumiem że wymawiając imię Jezus, oddajemy się Mu w opiekę ale nasze słabości czy luki w wierze są automatycznie atakowane i bardzo łatwo jest popełnić błąd. Od wypędzania czartów są biskupi czy księża egzorcyści. My świeccy możemy pomodlić się np. różańcem prosząc Maryję o uwolnienie od czartów danej osoby i nie zapomnieć też trzeba żeby polegać na woli Bożej , a nie naszych zachciankach. Odmawianie małego egzorcyzmu do św. Michała Archanioła czy oddawanie się o.Pio w opiekę to i tak ogromne „narzędzia” jakie otrzymaliśmy od Boga.

    • wobroniewiary pisze:

      Przeczysz temu co mówią egzorcyści a nawet negujesz treść z medalika św. Benedykta, gdzie się modlimy: „Idź precz szatanie duchu złości…”

      Nie możesz wyrzucać złych duchów od kogoś, ale OD SIEBIE MASZ NIE TYLKO PRAWO, ALE I OBOWIĄZEK ODRZUCAĆ ZŁE DUCHY!

  13. AKSORZ pisze:

    To świadectwo które opisałem mówił ksiądz katolicki , który prowadzi Msze o uzdrowienie. Słyszałem je wiele lat temu więc nie jestem w stanie podać źródła. Nie neguję egzorcyzmów prostych czyli tych , które możemy odmawiać jako świeccy. Nie zmieniam jednak zdania, że my ludzie świeccy nie możemy bezpośrednio rozkazywać złym duchom. Jesteśmy za słabi więc zamiast osobiście zwracać się do złych duchów lepiej prosić np. Maryję i świętych o to, aby chronili nas od mocy piekielnych. Poza tym mamy do dyspozycji również sakramentalia więc takie igranie z inteligencją szatańską jest naprawdę niepotrzebne.

    Mimo wszystko dziękuję że mój komentarz został opublikowany.

  14. Pingback: Ks. Serafino Falvo: kilka słów na temat szatana, aby otworzyć oczy tym, którzy w niego nie wierzą | Biały, bardzo biały

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s