Obmowa i oszczerstwa – znosić je mężnie jak św. O. Pio modląc się za oszczerców i prześladowców

Pierwsze oszczerstwo omal nie zrujnowało Ojcu Pio życia. Miał 15 lat i marzył, by wstąpić do zakonu. Ktoś przysłał anonim, że pobożny ministrant i kandydat na księdza uprawiał miłość z córką zawiadowcy stacji.

 Proboszcz nie dopuścił go do ołtarza i zagroził, że nie wystawi opinii koniecznej do przyjęcia do nowicjatu. Dopiero po kilku dniach kłamstwo zostało zdemaskowane, oszczerca ujawniony, a ofiara przywrócona do łask. Niewiele brakowało, a nie byłoby najbardziej znanego świętego dwudziestego wieku.

Każdy, kto zna biografię Ojca Pio, wie, że całe jego życie było nieustannym zmaganiem się z kłamstwem, plotką i pomówieniem. Pogłoski o tym, co dzieje się w San Giovanni Rotondo, rozchodziły się po kraju lotem błyskawicy. A wiadomo, że z plotką jest tak, jak z fałszywymi pieniędzmi: porządni ludzie ich nie produkują, a tylko przekazują dalej. Oczywiście porządnych ludzi w Kościele i zakonie nigdy nie brakowało.

Walka z ciemnotą i oszustwem

Pierwszą falę oszczerstw wobec Stygmatyka zapoczątkowali księża z San Giovanni Rotondo. Proboszcz, kanonik Giuseppe Prencipe i ekonom parafii, kanonik Domenico Palladino, oburzeni rozwojem sytuacji w klasztorze kapucynów, zorganizowali prawdziwy front walki z „ciemnotą i oszustwem”. Jak wynika z dokumentów i zeznań świadków zebranych na diecezjalnym etapie procesu beatyfikacyjnego, wiele donosów na Ojca Pio słanych do kurii biskupiej, generała zakonu i Stolicy Apostolskiej było autorstwa tych dwóch księży, a duża część pozostałych również powstała z ich inspiracji. Mieli zresztą mocnego sojusznika w osobie biskupa Gagliardiego, który domagał się od swoich księży zdecydowanej postawy w demaskowaniu zła, jakie z klasztoru w San Giovanni Rotondo rozlewało się po jego diecezji i całych Włoszech. Konflikt narastał. I o ile na początku można jeszcze było doszukiwać się jego przyczyn we wzajemnym niezrozumieniu czy nadgorliwości w pełnieniu urzędu, o tyle z czasem zatarg przybrał charakter ewidentnej walki o wpływy – o to, kto ma wpływać na religijność wiernych, i o to, do kogo mają wpływać ofiarowane przez wiernych sumy…

W każdej plotce jest ziarno prawdy – mówi przysłowie. Plotki o Ojcu Pio, nawet te w najbrzydszy sposób szkalujące jego dobre imię też opierały się na faktach. Ksiądz Palladino w zeznaniu złożonym w 1921 roku przed biskupem Rossim, wysłannikiem Świętego Oficjum, opisał dwa wydarzenia, które w tym czasie miały miejsce w San Giovanni Rotondo. Ktoś doniósł mu, że Ojciec Pio, wówczas trzydziestoletni zakonnik od niedawna mieszkający w tamtejszym klasztorze, przebywał w rozmównicy sam na sam z młodą nauczycielką szkoły podstawowej.

Z kolei ktoś inny opowiadał, że w czasie epidemii grypy „hiszpanki” pobożne kobiety przychodziły do klasztoru pod pretekstem opieki nad złożonym gorączką Ojcem Pio i dotykały jego stygmatów.

Tyle faktów, zeznanych pod przysięgą. I tyle ziarna prawdy. Wspomniane wydarzenia stały się bowiem dla księdza Palladina materiałem niezwykle inspirującym, skoro w kazaniach do wiernych mówił już o „burdelu zrobionym przez kapucynów w kościele”, a samego Ojca Pio nazywał syfilitykiem, strasząc wszystkich, którzy całowali go w rękę, zarażeniem chorobą weneryczną.

Jakże niewinna wobec tych słów wydaje się plotka rozpuszczana przez biskupa Gagliardiego, który sam i bez uprzedzenia wszedł do celi Ojca Pio i „na własne oczy widział”, jak zakonnik pudrował się i perfumował. Biskup, owszem, klasztor wizytował i z Ojcem Pio, podobnie jak i z innymi zakonnikami, się spotkał. Jednak w to, że sam jak palec wędrował po klasztornych korytarzach i zaglądał do pokoi, nie uwierzy nikt, kto choć raz był świadkiem biskupiej wizytacji. A jednak plotka znalazła wielu zwolenników, zwłaszcza wśród tych, którzy potrzebowali zwykłego wytłumaczenia niezwykłego zapachu wydobywającego się ze stygmatów Ojca Pio.

Pełną listę mniej lub bardziej wyssanych z palca zarzutów pod adresem Ojca Pio zebrał w 1925 roku w niewielkiej książeczce inny ksiądz z San Giovanni Rotondo, Giuseppe Miscio. Opisał nie tylko niemoralne życie Stygmatyka, ale i ogromne bogactwa, jakich kapucyni dorobili się na handlu „relikwiami” i „cudami”. O samym Ojcu Pio napisał, że był człowiekiem chorym i nierozgarniętym, manipulowanym przez pazernych współbraci, a w dodatku pyszałkiem wynoszącym się ponad innych księży i otoczonym wianuszkiem fanatycznych wielbicielek.

Tym razem w obronie zakonników stanął szczególny czciciel Ojca Pio – mistrz szantażu i intrygi, Emanuel Brunatto, który nawrócił się już na dobrą drogę, ale starego fachu nie zapomniał. W walce z nim ksiądz Miscio nie miał żadnych szans – skazany w procesie sądowym, musiał odwołać wszystkie zarzuty, przyznając, że „opierał się na informacjach niesprawdzonych i kłamliwych”. Dodajmy, że również ks. Palladino przyznał – już po śmierci Ojca Pio – że nieprawdziwe informacje o zakonniku rozpowiadał na polecenie swego przełożonego, biskupa Gagliardiego. A gdy opuszczony przez wszystkich spędzał ostatnie dni życia w Domu Ulgi w Cierpieniu – szpitalu wybudowanym przez Stygmatyka – wyznał ojcu Albertowi d’Apolito, swemu wychowankowi: „Teraz uznaję mój grzech i krzywdę, jaką wyrządziłem Ojcu Pio. Ufam w Boże miłosierdzie, codziennie błagam o przebaczenie Jezusa i Ojca Pio. Codziennie proszę go o wstawiennictwo za mną”.

Ulubiony zarzut

Oszczerstwo, które pierwsze stanęło na drodze Francesca Forgione do zakonu, stało się najbardziej ulubionym zarzutem jego wrogów. W drugiej połowie lat trzydziestych, wkrótce po tym, jak zdjęto z Ojca Pio kary kościelne i ponownie zezwolono mu na spowiadanie kobiet, do przełożonych prowincji w Foggii oraz do kurii generalnej w Rzymie zaczęły napływać anonimowe listy oskarżające zakonnika o nocne spotkania z kobietą. Śledztwo przeprowadzone przez przełożonych nie wykazało żadnych uchybień ze strony „podejrzanego”, doprowadziło natomiast do zdemaskowania autorki anonimów – była nią Elvira Serritelli, jedna z córek duchowych Ojca Pio, do niedawna ciesząca się jego szczególną sympatią, zazdrosna o to, że zakonnik nie poświęca jej już tyle uwagi. I choć zarzuty okazały się fałszywe, plotka poszła w świat, a do jej rozpowszechnienia przyczyniło się dwóch zakonników, mieszkających w tym samym klasztorze, którzy uwierzyli szalonej kobiecie i byli święcie przekonani o prawdziwości jej oskarżeń. Jeden z nich, ojciec Leone, sam będąc na bakier ze ślubem czystości, najwyraźniej osądzał wszystkich według siebie. Drugi, brat Angelantonio, kucharz, znany nerwus i awanturnik, który łatwo rzucał kalumnie na innych, do końca swego życia oskarżył o niemoralne prowadzenie jeszcze wielu Bogu ducha winnych zakonników.

Najbardziej szokujące w całej historii jest to, że plotka o rozpustnym życiu Ojca Pio miała się dobrze nawet pod koniec życia zakonnika, przecierając sobie drogę wśród setek czy wręcz tysięcy świadectw o jego czystości i świętości. Odżyła ze zdwojoną siłą w czasie wizytacji apostolskiej latem 1960 roku, mimo że jej ofiarą był już siedemdziesięciotrzyletni słaby, schorowany zakonnik. Wiele uwagi poświęcił jej papieski wizytator, prałat Carlo Maccari, późniejszy biskup i nieprzejednany przeciwnik beatyfikacji Stygmatyka. Nie uwierzył co prawda zeznaniom pani Serritelli, uznając je – po wysłuchaniu wszelkich barwnych szczegółów – za zbyt nieprawdopodobne, ale postanowił dotrzeć do ziarna prawdy ukrytego w plotkach, które z dużym poświęceniem zbierał sam lub przy pomocy swojego sekretarza. Jak zwykle nie zawiódł się na współbraciach Stygmatyka, którzy podzielili się z nim informacjami, że Ojciec Pio po spotkaniach z „umiłowanymi kobietami” ma „zaróżowione policzki”, często spogląda w ich stronę od ołtarza i „z przyjemnością” pozwala się im dotykać i głaskać, gdy wracając z konfesjonału, przeciska się przez zatłoczony kościół.

W tym samym mniej więcej czasie kręgi kościelne obiegła wiadomość o nagranych potajemnie odgłosach intymnego spotkania Ojca Pio z córką duchową Cleonice Morcaldi. W tym wypadku pomysłodawcą przedsięwzięcia okazał się proboszcz z jednej podrzymskich parafii, ks. Umberto Terenzi, zatroskany o zbawienie duszy Ojca Pio. Otrzymawszy z kurii generalnej kapucynów zgodę na założenie podsłuchów Stygmatykowi, w maju 1960 roku przy pomocy kilku zakonników z klasztoru zainstalował mikrofony w miejscach, gdzie Ojciec Pio mógł przebywać bez świadków: w celi klasztornej, rozmównicy i – być może – także w konfesjonale. Jakość nagrań była słaba. Kasety – jako corpus delicti – ks. Terenzi przesłał do Stolicy Apostolskiej. Kardynałowie Świętego Oficjum, którzy ich słuchali, podzielili się na dwa obozy. Jedni zapewniali, że poza paroma słowami nic nie można zrozumieć, inni usłyszeli to, co prawdopodobnie bardzo usłyszeć chcieli – odgłosy pocałunków. Jeden z obecnych przekonywał prefekta kongregacji, kardynała Ottavianiego, że nagrane trzaski to wręcz odgłosy „intymnego pożycia z kobietą”. „No cóż – miał odpowiedzieć Ottaviani – najwyraźniej jest ojciec w tej materii większym niż ja specjalistą”. Wydarzenia te można by sprowadzić do poziomu zabawnej anegdoty, gdyby nie bolesne konsekwencje, jakie ze sobą przyniosły – naruszenie dobrego imienia Ojca Pio, co później stało się jedną z przyczyn zablokowania procesu beatyfikacyjnego, oraz kolejne zakazy i ograniczenia nałożone na zakonnika przez władze kościelne. 

Jan XXIII, który sam nagrań nie słuchał, zapisał w dzienniku pod datą 25 czerwca 1960: „Wydarzenie ujawnione za pomocą taśmy – jeśli prawdą jest, co opowiadają, o jego (Ojca Pio) intymnych i niewłaściwych relacjach z kobietami, które tworzą gwardię przyboczną niedopuszczającą nikogo do jego osoby – każą myśleć o przeogromnej katastrofie dla dusz, przygotowanej w diabelski sposób, aby skompromitować Kościół Święty w świecie, a zwłaszcza tu, we Włoszech”.

Niewinne przeinaczenie

Nowego kłamstwa słucha się chętniej aniżeli starej prawdy – mówił jeden z bohaterów „Sztuki bez tytułu” Antona Czechowa. Warto o tym pamiętać, przyglądając się drugiemu obliczu plotki w historii Ojca Pio. Nie jest ono tak wrogie jak poprzednie i wydaje się nikomu nie wyrządzać krzywdy. Kłamstwo, które się za nim kryje, nie ma zamiaru nikogo oszukiwać ani niczego zatajać. To niewinne kłamstewka, drobne przeinaczenia lub nadinterpretacje faktów. Ludzie pozwalają sobie na nie, aby zabłysnąć, urozmaicić sobie życie, dodać mu barwy i fantazji, osiągnąć jakiś cel – polityczny, marketingowy, wychowawczy.

Autorami dużej grupy plotek o Ojcu Pio często bywali jego czciciele – przekonani, że szerzenie dobrych, choć nie zawsze prawdziwych informacji, przyczyni się do szerzenia kultu świętego zakonnika. Poza tym pochwalenie się wiedzą, której nie mieli inni, wzmacniało pozycję osoby plotkującej w jej środowisku, czyniło ją kimś ważniejszym, lepiej zorientowanym, co nie było bez znaczenia w procesie tworzenia i rozpowszechniania plotek.

Stygmaty wyobraźni

Ojciec Pio był postacią znaną i popularną. Przez pięćdziesiąt lat, gdy nosił na ciele stygmaty, zdążyli usłyszeć o nim wszyscy w jego ojczyźnie, a wielu także za granicą. Na trwałe wpisał się w historię dwudziestowiecznych Włoch i całego katolicyzmu. Poruszał wyobraźnię mas, był tematem dyskusji, sporów i plotkarskich stron popołudniówek. A jednocześnie z powodu niezwykłych wydarzeń ukrytych w jego sercu i ukrywanych przez kościelne instytucje pozostawał osobą tajemniczą. Trudno wyobrazić sobie lepszy materiał do tworzenia plotek, legend i mitów.

Pierwsze pogłoski pojawiły się już jesienią 1918 roku. O stygmatach mówili wszyscy, ale mało kto je widział. Zaczęto spekulować na temat ich wyglądu, mówiono, że poza ranami na rękach, stopach i piersi zakonnik ma jeszcze ślady Męki Pańskiej na głowie (po koronie cierniowej), i że umrze jak Chrystus, w wieku 33 lat, czyli wkrótce.

W czasie wizytacji apostolskiej w 1921 roku Ojciec Pio zdecydowanie zaprzeczył tym pogłoskom, mówiąc wprost: „Och, na miłość boską! Opowiadają, co chcą”. I dodał, że o wielu rzeczach na swój temat on sam dowiaduje się jako ostatni.

Prowadzący wizytację biskup Raffaello Rossi był jednym z nielicznych przedstawicieli Watykanu – o ile nie jedynym – który próbował bezstronnie zbadać krążące w miasteczku pogłoski na temat cudów zdziałanych przez Ojca Pio. Raport z jego wizytacji liczy 141 stron, jest owocem dwudziestu czterech przesłuchań jedenastu świadków, w tym sześciu przesłuchań Ojca Pio. Wizytator pisze w nim: „Z łask wyproszonych przez jego modlitwy, o czym się mówi, wiele w ogóle nie miało miejsca”, a w innym miejscu wzdycha: „Och, gdyby nie zostało powiedziane tak wiele! A tak niewiele zgodnie z prawdą! Wyimaginowane fakty, słowa niesłusznie przypisane Ojcu Pio”.

Jako jeden z wielu przypadków sugestii tłumu opisuje rzekomy cud uzdrowienia niemej dziewczynki przyniesionej do Ojca Pio: „Tłumom wydawało się, że dziecko coś powiedziało. Cud! Powtarzają się sceny jak nad Jordanem. Prałat wchodzi w tłum, woła matkę dziewczynki i wraz z lekarzami i krewnymi zamykają się na poczcie. – Mów maleńka! Mała nie mówi. – Przecież mówiła! – wołają chórem rodzice i krewni. – To wzruszenie nie pozwala jej mówić!”. W podobny sposób ogłoszono uzdrowienie miejscowego kaleki – żądny znaku tłum domagał się od chorego odrzucenia kul i samodzielnego chodzenia, egzaltacja udzieliła się wszystkim, „uzdrowiony” zrobił samodzielnie kilka kroków, wszyscy krzyczeli o dokonanym cudzie. Nieważne, że po chwili trzeba było biedaka podtrzymywać, by się nie przewrócił. Przyjezdni wyjechali pełni wzruszenia i chętnie rozpowiadali o znaku, który dokonał się na ich oczach. A czyż można nie wierzyć naocznym świadkom?

Biskup Rossi stwierdził kilka takich przypadków. Sam Ojciec Pio, pytany o te rzekome uzdrowienia, przyznał, że modlił się za wszystkich, którzy go o to prosili – i nigdy nie interesowało go, co wydarzyło się dalej: „Modliłem się, tak. Efekt znają oni. Ja nie wiem”.

Jednak dla prostych ludzi właśnie cud, a nie dekret o heroiczności cnót był prawdziwym dowodem świętości. Potrzebowali go tak bardzo, że musieli go znaleźć za wszelką cenę. Nic dziwnego, że plotka o kolejnych cudach była tak nośna, że zataczała coraz szersze kręgi. A im bardziej władze kościelne zapewniały, że wydarzenia w San Giovanni Rotondo nie miały charakteru nadprzyrodzonego, tym więcej pojawiało się pogłosek o nowych, nadzwyczajnych zjawiskach.

Dobre imię na ostrzu satyry

Mogłoby się wydawać, że jedynym celem tych plotek było propagowanie – mniej lub bardziej udane – świętości zakonnika. I że w przeciwieństwie do innych plotek, te akurat nikomu nie szkodziły. Trzeba jednak zauważyć, że rozpowszechnianie takich pogłosek było manifestacją rodzącego się kultu, uznanego przez władze kościelne za fałszywy oraz szkodliwy i potępionego jak każdy przejaw fanatyzmu czy religijnej histerii. A zatem rozpowiadanie o cudach odbierane było jako atak na te władze, demonstracja niezależności od nich, świadectwo opowiedzenia się po jednej stronie, a przeciwko drugiej. Z tego powodu Święte Oficjum zakazywało czytania książek o Ojcu Pio, a wielu biskupów zabraniało wiernym ze swych diecezji pielgrzymowania do San Giovanni Rotondo.

Z drugiej strony nagłaśnianie tych wszystkich wątpliwych uzdrowień i cudów wystawiało na szwank dobre imię Ojca Pio i ośmieszało religię – o czym też należy pamiętać, mimo że nie był to na pewno zamierzony efekt plotkarskiej działalności czcicieli świętego. Bezkrytyczne publikacje na temat coraz cudowniejszych wydarzeń w kapucyńskim klasztorze od razu spotykały się z odpowiedzią prasy laickiej i satyrycznej. W latach trzydziestych przedrzeźnianiem sensacyjnych doniesień z San Giovanni Rotondo zajmowało się czasopismo „Italia laica”, które piórem Alberta del Fante opisywało Ojca Pio i jego działalność: „Pachnie różami, świdruje oczami, przywraca wzrok ślepym, włosy łysym, a dziwkom cnotę”. Podobnie szydercze reakcje na zachwianie granicy między kultem Ojca Pio a „piomanią” zdarzają się i dziś, bo tylko tak można zrozumieć na przykład satyryczne teksty Federica Serdellego, publikowane w piśmie „Vernacoliere” (odpowiednik naszych dawnych „Szpilek”), a w 2002 roku zebrane w książce pt. „Ojcopiowe cuda”: „Cud nr 31 (albo 51). Była sobie siostra, co złamała nogę, i to był znowu cud ojcopiowy, bo gdyby nie onże, mogłaby złamać obydwie. Amen”.

Ostrze satyry jest bezlitosne i żywo reaguje na każdą przesadę. Warto o tym pamiętać, gdy wiedzeni szlachetnymi intencjami weźmiemy się za poprawianie prawdy, zwykle tak nieatrakcyjnej, szarej i mało porywającej… Plotka, zwłaszcza ta zaangażowana w świętą sprawę, ma nogi nie tylko krótkie, ale i wyjątkowo brzydkie.

Edward Augustyn
Tekst pochodzi z „Głos Ojca Pio” [62/2/2010] –  franciszkanie.pl

*****

Obmawiać znaczy tyle, co ujawniać wady i błędy bliźniego w celu szkodzenia jego opinii. Grzech ten można popełnić w rozmaity sposób.

1. Dopuszcza się obmowy ten, kto bliźniemu zarzuca coś niesprawiedliwie, albo przypisuje mu wadę, której ten nie posiada. Ten rodzaj obmowy nazywamy oszczerstwem. Bo musicie wiedzieć, że obmowę od oszczerstwa dzieli nieraz tylko mały krok, odległość między nimi jest niewielka. Bo ludzie, kiedy usłyszą o bliźnim coś złego, wyolbrzymiają to, a gdy rzecz przejdzie przez języki kilku osób, nie jest już tym samym – i ten, kto ją pierwszy opowiedział, nie rozpoznałby jej, tyle porobiono w niej zmian i dodatków. […]

2. Dalej. Obmowy dopuszcza się ten, kto wyolbrzymia zło, jakiego dopuścił się bliźni. Bliźniemu powinęła się noga, a wy, zamiast okryć jego upadek płaszczem miłości, wyolbrzymiacie jeszcze w opowiadaniu jego rozmiary. Pracownik odpocznie sobie chwilę, a wy zaraz mówicie, że to nicpoń, leń, który okrada swojego chlebodawcę. Zdarzy się, że ktoś uszczknie kilka winogron na polu albo owoców w sadzie – czego naturalnie nie powinien robić – a wy zaraz opowiadacie o tym ludziom: że to złodziej, przed którym należy się mieć na baczności. Pięknie mówi na ten temat św. Franciszek Salezy: Nie wolno głosić, że ten czy ów jest pijakiem albo złodziejem, tylko dlatego, że go widzieliście raz pijanego albo wyciągającego rękę po cudzą własność. Noe i Lot upili się przypadkowo jeden raz; a przecież ani jeden, ani drugi nie był pijakiem. Św. Piotr nie był bluźniercą, choć jeden raz zaparł się Chrystusa. A więc osoba, która dopuściła się występku jeden raz – a choćby i kilka razy – nie może uchodzić za nałogowca. Szymon Trędowaty, widząc Chrystusa Pana i płaczącą Magdalenę, mówił: Gdyby ten człowiek był prorokiem, wiedziałby, że ta niewiasta jest grzesznicą. I bardzo się pomylił tak twierdząc, bo Magdalena nie była już grzesznicą, ale świętą pokutnicą, która otrzymała przebaczenie grzechów. Pyszny faryzeusz przechwalał się głośno w świątyni swoimi dobrymi uczynkami, dziękując Bogu, że nie jest cudzołożnikiem, człowiekiem niesprawiedliwym ani złodziejem, jako i ten celnik. – Ale pomylił się, bo w tej chwili celnik był już usprawiedliwiony. Miłosierdzie Boże jest tak wielkie, że w jednej chwili przebacza pokutującym najcięższe grzechy i dlatego nie możemy twierdzić, że ten, kto wczoraj był grzesznikiem, jest nim także i dzisiaj.

3. Popełnia też obmowę ten, kto bez dostatecznego powodu wyjawia ukryty błąd albo winę bliźniego. Kto postępuje w ten sposób, wykracza przeciwko cnocie miłości, którą Bóg tak gorąco zaleca. Zresztą zdrowy rozum mówi, że tego, co nam nie jest miłe, nie powinniśmy robić bliźniemu. Czy byłoby nam przyjemnie, gdyby ktoś mówił ludziom o naszych ukrytych błędach? Dobre imię jest cenniejsze niż majątek, a to imię ginie, jeżeli ujawniamy ukryte błędy jednostek lub rodzin.

4. Obmową jest, kiedy ktoś tłumaczy sobie na niekorzyść uczynki bliźniego. Są ludzie, którzy niby pająki najlepszą rzecz zamieniają w truciznę. Biedny jest człowiek, który dostanie się na języki obmawiających, bo jest jak ziarno, które wpadło pod koło młyńskie: zostanie zmiażdżony i poszarpany w kawałki. Ludzie złośliwi przypisują nam nieraz najgorsze zamiary, które nigdy nie postały nam w głowie. Jeśli modlimy się pobożnie i spełniamy obowiązki naszej świętej wiary, często nazywają nas obłudnikami i mówią, że jesteśmy aniołami w kościele, a diabłami w domu. Kiedy spełniamy dobre uczynki, myślą sobie, że kierujemy się pychą, że chcemy, żeby nas widziano i chwalono. Usuwanie się od świata nazywają dziwactwem, słabością i ciemnotą umysłu, oszczędność – skąpstwem. […]

5. Nieraz można popełnić obmowę nawet milczeniem. Chwalą w waszej obecności jakąś osobę, którą znacie. Wy nic na to nie mówicie albo chwalicie ją oszczędnie. Z waszego milczenia ludzie wyciągają wniosek, że wiecie o niej coś złego. Czasem dopuszczamy się obmowy nawet przez współczucie. „Szkoda – mówi ktoś na przykład – że ta osoba dała się uwieść. Nie chce mi się w to wierzyć.” Św. Franciszek nazywa taką obmowę zatrutą strzałą, którą ktoś zanurza w oliwie, żeby tym gładziej raniła. Kto uśmiecha się znacząco, potrząsa głową, kto mówi „ale”, ten nieraz także bardzo szkodzi dobremu imieniu bliźniego.

Najbardziej przykra w skutkach jest obmowa wtedy, kiedy ktoś donosi drugiemu o tym, co o nim mówił kto inny. Stąd bowiem biorą początek nienawiść, zemsta, gniew, który trwa nieraz aż do śmierci. Dlatego Duch Święty umieszcza takie doniesienia wśród siedmiu rzeczy, którymi brzydzi się Bóg. […]

Z grzechów obmowy trzeba się dokładnie wyspowiadać i powiedzieć, czy mówiliśmy o bliźnim źle z lekkomyślności, czy z nienawiści lub zemsty? Czy chcieliśmy przez to zaszkodzić czyjemuś dobremu imieniu? Kogo obmawialiśmy: czy przełożonego, czy osobę równą stanowiskiem, czy duchownego, czy świeckiego? Wobec ilu osób miała miejsce obmowa?

Źródło:
Św. Jan Maria Vianney, Kazania proboszcza z Ars, VIATOR, Warszawa 1999

*****

  1. Św. Jakub o języku (Jk 4)
    „Wszyscy bowiem często upadamy. Jeśli kto nie grzeszy mową, jest mężem doskonałym, zdolnym utrzymać w ryzach także całe ciało”

    – „Język jest ogniem, sferą nieprawości. Język jest wśród wszystkich naszych członków tym, co bezcześci całe ciało i sam trawiony ogniem piekielnym rozpala krąg życia”
    – „Języka natomiast nikt z ludzi nie potrafi okiełznać, to zło niestateczne, pełne zabójczego jadu”
    – „Z tych samych ust wychodzi błogosławieństwo i przekleństwo. Tak być nie może, bracia moi!”
  1. Biblia o języku
    Określenia języka: wąż (Ps 140, 4), brzytwa wyostrzona (Ps 52, 2), miecz ostry (Ps 57, 5), strzała śmiertelnie godząca (Jr 9, 7)

    – „Życie i śmierć w mocy języka” (Prz 18, 21)
    – „Szczęśliwy kto się nigdy nie pośliznął językiem” (Syr 25, 8)
    – „Nie unikniesz grzechu w gadulstwie” (Prz 10, 19)
    – „Kto jest gadułą, ten zdradza tajemnice, więc nie zadawaj się z plotkarzem” (Prz 20, 19)
    – „Panie, postaw straż przed ustami moimi, Pilnuj drzwi warg moich!” (Ps 141, 3)
  1. Zalecenia Biblii o języku
    – „A powiadam wam: Z każdego bezużytecznego słowa, które wypowiedzą ludzie, zdadzą sprawę w dzień sądu” (Mt 12, 35)

    – „A teraz odrzućcie i wy to wszystko: gniew, zapalczywość, złość, bluźnierstwo i nieprzyzwoite słowa z ust waszych” (Kol 3, 8)
    – „Mowa wasza, zawsze miła, niech będzie zaprawiona solą, tak byście wiedzieli, jak należy każdemu odpowiadać” (Kol 4, 6)
    – „Kto bowiem chce miłować życie i oglądać dni szczęśliwe, niech wstrzyma język od złego i wargi – aby nie mówić podstępnie” (1 P 3, 10)
  1. O języku
    – Język jest potęgą, bo mowa wyraża przemyślenia i postanowienia dwóch najważniejszych władz: rozumu i woli. Dlatego istnieje ogromna odpowiedzialność za wypowiadane słowo.

    – Język wyraża pragnienia serca, które jest źródłem postępowania. Przez mowę obdarzamy bliźniego tym, czym żyjemy.
    – Język jest przewrotny – możemy nim wielbić Boga, możemy ranić ludzi. Ukazuje on tragiczne rozdarcie wnętrza człowieka spowodowane przez grzech.
    – Słowa, które wypowiadamy są zakorzenione w sercu i są odsłanianiem tajemnicy, która nosimy w sobie.
    – Mądre używanie mowy jest przejawem miłości bliźniego i ma służyć budowaniu pokoju i wzajemnej miłości.
    – Konsekwencje grzechów języka są ogromne i często nieodwracalne – w miarę możliwości należy naprawiać wyrządzone zło.
    – Odpowiedzialna mowa wyrasta z serca, które ma doświadczenie wewnętrznego milczenia.
    – Język służy do komunikacji z ludźmi i do przedstawianiu Bogu uczuć swego serca.
    – Słowa są wyrazem osoby: dzięki mowie możemy poznać człowieka.
    – Czuwanie nad językiem jest jednym z zasadniczych wymagań mądrości chrześcijańskiej.
    – Należy mądrze dysponować swoimi słowami, umieć umartwiać swój język, a w razie potrzeby założyć zamek na usta.
    – Mamy wypowiadając słowa pod wpływem Ducha: budować, pocieszać, napominać.

5. Główne grzechy języka

PRZEKLEŃSTWO (złorzeczenie) „Błogosławcie tych, którzy was prześladują! Błogosławcie, a nie złorzeczcie!” (Rz 12, 14)
KŁAMSTWO – diabeł jest ojcem kłamstwa!
„Nie będzie mieszkał w moim domu ten, kto podstęp knuje. Ten, który kłamstwa rozgłasza, nie ostoi się przed mymi oczami – mówi Pan” (Ps 101, 7)
NIEPRZYZWOITE SŁOWO (brzydkie, podłe) „Niech żadne nieprzyzwoite słowo nie wychodzi z ust waszych” (Ef 4, 29)
SZEMRANIE „Strzeżcie się więc próżnego szemrania, powściągajcie język od złej mowy: bo i skryte słowo nie jest bez następstwa, a usta kłamliwe zabijają duszę” (Mdr 1, 11). Żydzi na pustyni szemrali przeciw Bogu i Mojżeszowi i Bóg zesłał na nich jadowite węże
OBMOWA Faryzeusze zarzucali Jezusowi, że mocą Belzebuba czyni cuda
WULGARYZMY „Dla tego, kto używa wulgarnego języka, głęboka będzie Gehenna” (Talmud żydowski)
PLOTKA „Nigdy nie powtarzaj słów zasłyszanych, a nic na tym nie stracisz. Nie mów ich ani przyjacielowi, ani wrogowi, i jeśli to nie będzie grzechem dla ciebie, nie wyjawiaj!” (Syr 19, 7-8)
OSZCZERSTWO „Człowiek przewrotny wywołuje zwadę, a oszczerca skłóca ze sobą przyjaciół” (Prz 16, 28)
SZYDERSTWO „Pyszałek, samochwał: nazywany szydercą działa z nadmiaru swej pychy” (Prz 21, 24)
OSĄDZANIE „Bracia, nie oczerniajcie jeden drugiego! A ty kimże jesteś, byś sądził bliźniego?” (Jk 4, 10-11)
POCHLEBSTWO „Kto schlebia kłamliwie bliźniemu, na nogi mu sidła zastawia” (Prz 29, 5)
GADULSTWO „Nie uniknie się grzechu w gadulstwie, kto ostrożny w języku – jest mądry” (Prz 10, 19)
FAŁSZYWA PRZYSIĘGA Fałszywi świadkowie podczas procesu Jezusa
DONOSICIELSTWO
BLUŹNIERSTWO „Ci zaś, którzy przechodzili obok (krzyża Jezusa), przeklinali Go i potrząsali głowami” (Mt 27, 39)
NIEPRZYZWOITE ŻARTY „Niechaj nawet mowy nie będzie wśród was o tym, co haniebne, ani o niedorzecznym gadaniu lub nieprzyzwoitych żartach, bo to wszystko jest niestosowne” (Ef 5, 3-4)
KRYTYKANCTWO Faryzeusze non stop krytykowali wszystko co Jezus uczynił

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydarzenia i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

25 odpowiedzi na „Obmowa i oszczerstwa – znosić je mężnie jak św. O. Pio modląc się za oszczerców i prześladowców

  1. wobroniewiary pisze:

    Módlmy się za siebie nawzajem, przyzywając opieki św. Michała Archanioła

    Święty Michale Archaniele wspomagaj nas w walce a przeciw niegodziwości
    i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy, a Ty wodzu zastępów anielskich, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła Amen!
    Święty Michale Archaniele, który w brzasku swego istnienia wybrałeś Boga i całkowicie oddałeś się spełnianiu Jego świętej woli. Wstaw się za mną do Stwórcy, abym dzisiaj, za Twoim przykładem, na początku nowego dnia, otwierając się na działanie Ducha Świętego, w każdej chwili dawał się Bogu, wypełniając z miłością Jego świętą wolę. Niech razem z Tobą wołam bez ustanku: Któż jak Bóg! Przez Chrystusa Pana naszego. Amen

  2. Sylwia pisze:

    Proszę o modlitwę za mnie o potrzebne łaski. Sylwia

  3. wobroniewiary pisze:

    Abp Hoser: Medjugorje staje się światłem dla dzisiejszego świata

    W dzisiejszym, bardzo niespokojnym świecie Medjugorje staje się światłem i przesłaniem pokoju – powiedział abp Henryk Hoser 5 kwietnia na konferencji prasowej w tej hercegowińskiej miejscowości. Spotkanie z dziennikarzami odbyło się na zakończenie jego tygodniowego pobytu jako osobistego wysłannika papieża Franciszka w tym miejscu.

    Na wstępie swej wypowiedzi, złożonej w języku francuskim biskup warszawsko-praski przypomniał, że jeszcze stosunkowo niedawno była to niemal zupełnie nieznana wioska na Bałkanach a dziś jest to miejsce, do którego przybywa rocznie ponad 2,5 mln pielgrzymów z całego świata. Pod tym względem ustępuje ono wprawdzie wyraźnie francuskiemu Lourdes, odwiedzanemu przez ok. 6 mln osób rocznie, ale ono jest znane od ponad 150 lat, podczas gdy do Medjugorje ludzie zaczęli przyjeżdżać dopiero od 1981 roku – zaznaczył wysłannik papieski.

    Próbując znaleźć odpowiedź na to niezwykłe zjawisko abp Hoser wymienił dwa czynniki. Z jednej strony chodzi o objawienia maryjne, które tutaj ciągle trwają i to one przyciągają tak wielu ludzi, z drugiej zaś – pod ich wpływem – powstało tu szczególne środowisko, sprzyjające ukojeniu i otwieraniu się serc, głębokim przeżyciom duchowym, odkrywaniu, nieraz po wielu latach, a niekiedy po raz pierwszy w życiu, sacrum, wiary, powrotowi do niejednokrotnie zapomnianych form pobożności. Ludzie otwierają tutaj swe serca na Boga i na sprawy ducha – dodał

    http://episkopat.pl/abp-hoser-medjugorje-staje-sie-swiatlem-dla-dzisiejszego-swiata/

  4. Ania pisze:

    Co niszczy dusze dzieci oraz dlaczego warto oddać je pod opiekę św. Józefa

  5. Beata pisze:

    Pragnę podzielić się swoim świadectwem za wstawiennictwem świętego Ojca Pio i błogosławionego oleju Ojca Pio. Otóż zrobił mi się na palcu lewej dłoni bolesny odcisk o długości 1 cm. Palec mnie bardzo bolał a miejsce goiło się powoli (ja pracuję w obcisłych rękawiczkach). W rannym miejscu skóra zgrubiała a następnie pękła ukazując ranę. Wieczorem przed snem wzięłam olej i zrobiłam na chorym miejscu znak krzyża, po czym przeżegnałam się i pomodliłam. Rano po obudzeniu się pęknięcia nie było a palec przestał mnie boleć. Smarowałam palec przez kolejne dni aż do wygojenia rany.

    Drugą łaskę, którą otrzymałam za wstawiennictwem Ojca Pio i błogosławionego oleju było uzdrowienie z przeziębienia. Odczuwałam ból gardła, który potęgował się przy połykaniu śliny. Sięgnęłam po błogosławiony olej i robiłam na bolącym gardle duże znaki Krzyża prosząc o wstawiennictwo Ojca Pio i modląc się modlitwą z obrazka. Zasypiając czułam jakby ktoś delikatnie nakłuwał moje gardło igłą z wszystkich stron które smarowałam. Rano nie czułam już żadnego bólu.

    Dodam, że co wieczór robimy sobie z mężem i dzieciom znak Krzyża przed pójściem spać lub gdy dzieci gdzieś idą albo gdy kładą się spać.

  6. Pingback: Obmowa i oszczerstwa – znosić je mężnie jak św. O. Pio modląc się za | Serce Jezusa

  7. Krystyna pisze:

    +++ Bóg zapłać za wpis.

  8. MM pisze:

    Aborcja to największa tragedia naszych czasów – ubolewa kardynał Robert Sarah, prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów. Gwinejski purupurat mówi jasnym, katolickim językiem: Sprawa walki o życie nienarodzonych to „część ostatecznej bitwy między Bogiem a szatanem”.

    Słowa kardynała padły podczas wykładu, jaki wygłosił 25 marca we Francji. „Najbardziej uderzającym, obiektywnym znakiem tego, że wpadamy w otchłań i bezdenną przepaść, jest tragiczna siła odrzucania życia” – stwierdził Sarah. 25 marca przypadał Międzynarodowy Dzień Dziecka Nienarodzonego. Kościół katolicki wspomina wówczas poczęcie Pana Jezusa w łonie Maryi Dziewicy.

    Kard. Sarah stwierdził, że zabijanie dzieci nienarodzonych jest tym straszniejsze, że wielu ludzi wcale nie uważa tego za zbrodnię. Są po prostu „znieczuleni” na ten niesamowity horror. Za to znieczulenie odpowiadają potężne siły finansowe i medialne.
    „To naprawdę straszne, zbrodnicze i bluźniercze” – powiedział Sarah o hekatombie nienarodzonych.

    Kardynał zacytował też francuskiego genetyka, Jerome Lejeune’a. „Jeżeli ktoś naprawdę chce zaatakować Syna człowieczego, Jezusa Chrystusa, ma tylko jedną drogę: Zaatakować synów ludzkich. Chrześcijaństwo jest jedyną religią, która mówi: ‚Twoim wzorem jest dziecko’, dziecko z Betlejem. Jeżeli nauczy się ludzi gardzić dziećmi, w tym kraju nie będzie już chrześcijaństwa” – cytował kard. Sarah genetyka

    „Piekielny czerwony smok o siedmiu głowach – prototyp kultury śmierci piętnowanej przez św. Jana Pawła II w jego nauczaniu – stoi przed kobietą w ciąży, gotów, by pożreć jej dziecko po urodzeniu” – powiedział purpurat. „Tak, to jest bitwa – na śmierć i życie” – dodawał.

    Kardynał ubolewał, że utrata świętego poczucia szacunku wobec ludzkiego życia doprowadziła ludzkość do fałszywego przekonania, że jest panem życia i może nim manipulować podług własnych upodobań. To doprowadziło do „przerażającej teorii transhumanizmu”, która opierając się na genetyce i eugenicznej selekcji „najlepszego” materiału genetycznego chce wytworzyć idealnego nadczłowieka

  9. MariaPietrzak pisze:

    Dostałam dziś od koleżanki cztery dorodne cebule … Pomyślałam , akurat tyle nas … Przypomniało mi to historię o cebuli …
    Znacie ??
    *
    Słyszałem kiedyś takie opowiadanie o pewnej bogatej, samotnej damie.
    Życie jej było bardzo poprawne.
    Codziennie chodziła na Mszę św. i znajdowała niewiele, albo zgoła nic, z czego mogłaby się spowiadać, co powtarzała za każdym razem w czasie spowiedzi, ponieważ twierdziła,
    że „nie zrobiła nigdy nikomu nic złego”.
    I kiedy przyszło jej umrzeć, ku swemu przerażeniu odkryła, że wysłano ją do piekła.
    Udała się więc do diabła i zaczęła się skarżyć, jak to niesprawiedliwie ją potraktowano.
    Przecież ona tak pobożnie żyła, właściwie można powiedzieć – bezgrzesznie.
    Upierała się więc, że tam na górze na pewno zrobiono wielki błąd.
    Szatan, którego głównym zajęciem jest mieszać i poróżniać ludzi, tym razem jednak obiecał damie,
    że sprawdzi, czy rzeczywiście nastąpiła jakaś pomyłka.
    Ale otrzymał potwierdzenie z nieba, że to nie pomyłka,
    ale owa kobieta jest w miejscu jak najbardziej dla niej właściwym, ponieważ jest osobą ogromnie pyszałkowatą i niesamowitą egoistką.
    Za życia na ziemi nigdy niczym się nie podzieliła.
    W ogóle nie wie ona, co to znaczy: dać coś od siebie.
    Przecież gdyby kiedykolwiek coś dała drugiemu – mogłaby być tu na górze.
    Zdziwiony diabeł chcąc się upewnić zapytał:
    – Nawet gdyby tylko zrobiła jeden dobry uczynek, to by wystarczyło, byście ją zaakceptowali?
    – Z całą pewnością – usłyszał potwierdzenie.
    Wtedy diabeł poradził owej damie, aby przypomniała sobie, że może jednak zrobiła, chociaż jeden jedyny raz, jakiś dobry uczynek – to wtedy przyjmą ją do nieba.
    Posłuchała rady i zaczęła przypominać sobie swoje życie.
    Po jakimś czasie nagle znalazła taki bezinteresowny jeden dar, jaki kiedyś uczyniła.
    Mianowicie podczas gdy gotowała któregoś dnia obiad przyszedł do niej żebrak.
    Był głodny, więc dała mu cebulę.
    Diabeł zrelacjonował jej słowa i dostał potwierdzenie, że rzeczywiście tak było i nawet mają w posiadaniu tę jej cebulę.
    Anioł więc zaproponował:
    – Spuścimy tę cebulę na linie. Wtedy ona uchwyci się jej i wciągniemy ją do nieba.
    Ucieszona zbliżającym się ratunkiem złapała cebulę i nagle poczuła, że wydostaje się z piekła.
    Ale zauważyła też jak kilku jej towarzyszy niedoli zdołało się uczepić tej liny, aby razem z nią wydostać się z otchłani.
    Wtedy zaczęła wrzeszczeć, kopiąc ich swoimi nogami:
    – Idźcie sobie! To moja cebula!
    I w tym momencie lina się urwała i dama spadła z powrotem wraz ze swoją cebulą wprost w objęcia diabła, który tak jej powiedział:
    – Lina była dość mocna, aby ocalić i ciebie i twoich braci,
    ale nie była na tyle mocna, by udźwignąć tylko ciebie jedną.
    http://www.veritasfoundation.co.uk/gazetaniedzielna/2011/11/kochac-tak-jak-on-kocha-uroczystosc-jezusa-chrystusa-krola-wszechswiata-%E2%80%93-rok-a/

    Kiedy widzę , pod osłoną nocy , gotują nam piekło nieprzyjaciele , jak w όw czas Panu , ogrόjcowi żołdacy …
    !Ojcze przebacz im , bo nie wiedzą , co czynią! – Trzeba ich jak na tej cebuli , do Gόry, do Gόry…

  10. Betula pisze:

    Na stronie mali-rycerze.pl jest do pobrania w pdf Męka Pana Naszego Jezusa Chrystusa Luizy Piccarrety, to nowsza wersja, wcześniejsza na duchprawdy.com
    Czytajmy te teksty 24 Godziny Męki podyktowane przez Pana Jezusa aby Mu wynagradzac i pocieszać za grzechy ludzkosci.

  11. MariaPietrzak pisze:

    « siostra Konsolata, bo kąsa i lata » ksiądz Jan Twardowski

    ***
    Jan Paweł II, Olsztyn, 6 czerwca 1991 r.
    / „Każdy podstęp wobec drugiego człowieka,
    każda skłonność do używania osoby ludzkiej w charakterze narzędzia,
    każde używanie stów po to, aby wpływać na innych swoim zagubieniem moralnym, swoim wewnętrznym nieporządkiem – wprowadza w życie społeczne atmosferę kłamstwa.
    Przez wiele lat doświadczaliśmy w wymiarze społecznym, że publicznie nie mówiono prawdy – i nie dopuszczano do jej mówienia.
    Istnieje przeto wielka potrzeba odkłamania naszego życia w różnych zakresach.
    Trzeba przywrócić niezastąpione niczym miejsce cnocie prawdomówności.
    Trzeba, by ona kształtowała życie rodzin, środowisk, społeczeństwa, środków przekazu, kultury, polityki i ekonomii. (…)
    Przecież wiemy, że istnieje chociażby taka zwyczajna, potoczna obmowa.
    Niby mówi się prawdę, ale się szkodzi drugiemu człowiekowi.
    A więc przykazanie jest precyzyjne, kiedy mówi o świadectwie przeciw bliźniemu twemu.
    Istnieją różne formy zniesławiania człowieka, czasem typu propagandy szeptanej, a czasem bardzo jawne.
    Istnieje wreszcie oszczerstwo, to znaczy: mówi się o człowieku drugim źle i nieprawdę.
    To jest szczególna postać niszczenia prawdy, szczególna postać przekraczania tego przykazania, które zobowiązuje nas do dawania świadectwa. (…)
    Człowiek jest wolny, człowiek jest wolny także, ażeby mówić nieprawdę.
    Ale nie jest naprawdę wolny, jeżeli nie mówi prawdy. (…)
    Zachłystujemy się tą wolnością, której przedtem nam odmawiano, tak jak zresztą i wolności religijnej, choć w Polsce nie było pod tym względem najgorzej.
    Ale równocześnie zapominamy o tym wymiarze podstawowym,
    że nie ma prawdziwej wolności bez prawdy.
    Tylko prawda czyni wolnymi”.
    ***
    choć mijają lata ! ona niestrudzona , i kąsa , i lata , Siostra Konsolata…

    p/S
    podobienstwo niezamierzone .

  12. Janek pisze:

    W roku 1960 o. Pio nie mógł być nagrywany „na kasety” ponieważ pierwsze magnetofony kasetowe pojawiły się dopiero w 1963 roku.

    • Marek pisze:

      W 1963 roku opracowany przez Philipsa został standard kasety magnetofonowej, wcześniej były już magnetofony „szpulowe” pierwsze stalowe taśmy powstały już w roku 1930. Szpula nawet w tekturowym pudełku to też kaseta.

  13. eska pisze:

    W nawiązaniu do wpisu, dodałabym tylko do definicji szyderstwa, że podpina się pod tą definicję także sarkazm, ironia. To są narzędzia ranienia drugiego człowieka i sposób na okazywanie swojej wyższości i „lepszości”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s