Uzdrowienia za wstawiennictwem św. Ojca Pio

Najpierw sam został uzdrowiony z raka płuc

Ojciec Pio ze szczególną serdecznością odnosił się do Matki Bożej, zwąc Ją czule „Mamusią”. Wszyscy dobrze znający go zakonnicy zgodnie potwierdzili, iż bardzo często ukazywała mu się Maryja. (…) W liście z 13 sierpnia tegoż roku, pisanym do jednego ze swych synów duchowych, Ojciec Pio potwierdził, iż zawdzięcza swe nagłe, cudowne wyzdrowienie Matce Bożej Fatimskiej. «Podziękuj w moim imieniu Przenajświętszej Dziewicy – pisał – gdyż akurat w dzień Jej wyjazdu od nas poczułem się dobrze»”
Więcej: czy-wiesz-ze-matka-boza-fatimska-uzdrowila-sw-ojca-pio-z-raka-pluc

A potem wstawiał się za innymi i wypraszał cud uzdrowienia


Pewien pan z Foggii we Włoszech w 1919 roku miał 62 lata i chodził podpierając się dwoma laskami. Wypadł kiedyś z wozu i złamał obydwie nogi. Lekarze nie byli w stanie mu pomóc. Po spowiedzi Ojciec Pio powiedział mu: „Wstań i idź! Wyrzuć te laski.” Mężczyzna posłuchał go i ku zdumieniu obecnych tam ludzi zaczął chodzić samodzielnie.

*****

Inne niezwykłe zdarzenie miało miejsce w 1919 roku w San Giovanni Rotondo. Pewien młody człowiek miał wtedy 14 lat. W wieku czterech lat zachorował na tyfus, co, jako efekt uboczny, wywołało skrzywienie kręgosłupa. Po spowiedzi Ojciec Pio dotknął go swoimi świętymi rękoma. Nagle chłopiec wstał a zniekształcenie kręgosłupa znikło.

*****

Grazia byłą 29-cio letnią chłopką niewidomą od urodzenia. Chodziła do kościoła w klasztorze aby spotykać Ojca Pio. Pewnego razu Ojciec Pio zapytał ją czy chciałaby widzieć. „Oczywiście!” odpowiedziała, „ale nie za cenę czyjejś szkody.” „Wyzdrowiejesz!” powiedział Ojciec Pio, i wysłał ją do Bari, gdzie mieszkał świetny okulista, będący mężem znajomej Ojca Pio. Niestety, lekarz po zbadaniu oczu pacjentki powiedział swojej żonie: ”Nie ma szans na wyleczenie tej dziewczyny! Ojciec Pio może wyleczy ją jakimś cudem, ale muszę wysłać ją z niczym.” Żona jego jednak uparcie prosiła: „Jeżeli Ojciec Pio przysłał ją do ciebie spróbuj przynajmniej zoperować jej jedno oko.” Lekarz uległ i zoperował obydwoje oczu. Operacja okazała się sukcesem, Grazia przejrzała! Gdy wróciła do San Giovanni Rotondo pobiegła do klasztoru i uklęknęła przed Ojcem Pio. Zakonnik rozkazał jej wstać, ona zaś powiedziała „pobłogosław mnie Ojcze”. Pio pobłogosławił ją, lecz ona ciągle nie wstawała. Gdy była niewidoma, Ojciec Pio błogosławił ją znakiem krzyża kreślonym na czole, więc Ojciec Pio powiedział: „Jakże mam cię błogosławić? Wiadrem wody wylanym na głowę?”

*****

Pewna kobieta opowiadała: W 1947 roku miałam 38 lat i chorowałam na raka jelita. Nowotwór został rozpoznany na prześwietleniu i lekarze zdecydowani byli na operację. Zanim poszłam do szpitala chciałam odwiedzić San Giovanni Rotondo by spotkać się z Ojcem Pio. Mój mąż, córka i jej przyjaciółka zabrali mnie do niego. Pragnęłam się wyspowiadać i porozmawiać z Ojcem Pio o swojej chorobie, lecz okazało się to niemożliwe. Mąż powiedział o moim problemie jednemu z zakonników. Ten był tak poruszony, że obiecał przekazać wszystko Ojcu Pio. Wkrótce powiedziano mi abym udała się do korytarza, którym będzie przechodził Ojciec Pio. Przeszedł on przez tłum ludzi, ale jego uwaga skupiona była na mnie. Zapytał dlaczego jestem tak zdenerwowana i powiedział że chirurg, którego wybrałam postąpi słusznie w moim przypadku. Potem dodał mi otuchy i obiecał że będzie się modlić za mnie. Byłam niezmiernie zaskoczona. Nie znał on mojego chirurga i nikt nie mówił mu z kim rozmawiać o mojej sprawie. Ojciec Pio zachowywał się jednak jakby dobrze znał zarówno mnie jak i mojego lekarza. Udałam się na operację spokojna i pełna nadziei. To właśnie lekarz był pierwszym, który wspomniał o cudzie. Wyciął mi wyrostek robaczkowy nie znajdując śladów nowotworu wyraźnie widocznego na wcześniejszych zdjęciach rentgenowskich. Chirurg ten nie wierzył w Boga, ale od tego czasu powiesił krzyże w każdym pomieszczeniu szpitala. Dalsze badania nie wykazywały śladów raka. Po krótkiej rekonwalescencji powróciłam do San Giovanni Rotondo by znów zobaczyć Ojca Pio. Świątobliwy zakonnik przechodził właśnie do zachrystii, gdy nagle zatrzymał się i uśmiechnął do mnie mówiąc: Któż by się spodziewał? Znów tu jesteś! i podał mi rękę, którą ucałowałam z oddaniem

*****

Pewien pan opowiada: Moje lewe kolano było spuchnięte i czułem silny ból w tej części nogi. Lekarz powiedział że to poważna sprawa i przepisał długą serię zastrzyków. Zanim rozpocząłem kurację chciałem zobaczyć Ojca Pio. Po spowiedzi powiedziałem mu o moim kolanie i poprosiłem o modlitwę. Gdy wyjeżdżałem z San Giovanni Rotondo tego popołudnia nie czułem już bólu. Zacząłem przyglądać się kolanu i nie mogłem znaleźć opuchlizny. Obie nogi funkcjonowały znakomicie, więc pobiegłem do Ojca Pio by mu podziękować. Powiedział: „Nie dziękuj mnie, lecz Bogu! i dodał z uśmiechem: „Poradź swojemu lekarzowi, żeby sam wziął te zastrzyki.

*****

Inna kobieta mówi: Byłam w ciąży w 1952 roku i wszystko wyglądało normalnie do połogu, kiedy zaczęły się problemy. Mój syn urodził się z komplikacjami, a ja potrzebowałam transfuzji. W pośpiechu pracownicy szpitala podali mi niewłaściwą krew. Mam grupę zero, lecz dano mi grupę A. Konsekwencje były bardzo poważne: Silna gorączka, konwulsje i przewężenie dróg oddechowych. Zawołano nawet księdza by dał mi ostatnie namaszczenie i komunię musiał podać mi z wodą bo nie byłam w stanie już przełykać. Gdy moja rodzina odprowadzała księdza przez chwilę zostałam sama. Ukazał mi się wtedy Ojciec Pio ze stygmatami na dłoniach. Powiedział: „Jestem Ojciec Pio, nie umrzesz! Powiedzmy teraz razem „Ojcze nasz” a w przyszłości przyjedź do San Giovanni Rotondo by się ze mną spotkać”. Kilka minut wcześniej byłam na pograniczu śmierci a w rezultacie tego objawienia wstałam z łóżka. Gdy moi bliscy wrócili zastali mnie pogrążoną w modlitwie. Poprosiłam ich żebyśmy pomodlili się razem i powiedziałam im o swojej wizji. Zaczęliśmy się modlić i czułam się coraz lepiej. Wszyscy lekarze uświadomili sobie że miał tam miejsce cud. Po kilku miesiącach pojechałam do San Giovanni Rotondo by podziękować Ojcu Pio. Spotkałam się z nim i podał mi dłoń do ucałowania. Gdy dziękowałam mu poczułam aromat, z którego słynął.  Powiedział: „Otrzymałaś cud w darze lecz nie dziękuj mnie. Święte Serce Jezusa posłało mnie bym cię uratował ponieważ poświęciłaś się Mu w modlitwie i uczestniczyłaś w dziewięciu mszach pierwszopiątkowych.

*****

Jeden pan z Puglii w południowych Włoszech był znanym w okolicy ateistą. Sławna była jego zaciekłość w zwalczaniu religii katolickiej. Jego żona była katoliczką, lecz zabronił jej chodzić do kościoła i wspominać o Bogu ich dzieciom. W 1950 roku zachorował. Lekarze postawili diagnozę – dwa nowotwory: mózgu i skóry za uchem. Nie pozostawiono mu żadnej nadziei, tak mówił: “Wzięto mnie do szpitala w Bari, bardzo bałem się bólu i myślałem o śmierci. Strach spowodował, że zacząłem się modlić. Nie modliłem się od dziecka. Przeniesiono mnie ze szpitala w Bari do Mediolanu na operację. Lekarz, który mnie odwiedził powiedział, że operacja będzie trudna i może się nie powieść. W nocy, gdy leżałem w mediolańskim szpitalu przyśnił mi się Ojciec Pio. Podszedł by dotknąć mojej głowy i powiedział: “Nie martw się, wyzdrowiejesz.” Następnego ranka czułem się lepiej! Lekarze nie mogli uwierzyć w poprawę mojego samopoczucia i byli przekonani, że operacja jest nadal potrzebna. Ze swojej strony, byłem przerażony operacją i uciekłem ze szpitala dosłownie kilka minut przed zabraniem mnie na salę operacyjną. Ukryłem się w domu członka rodziny mieszkającego w Mediolanie, gdzie nocowała moja żona. Kilka dni później poczułem ból i wróciłem do szpitala. Lekarze z niechęcią wzięli mnie z powrotem pod opiekę. Zdecydowali że konieczne jest powtórzenie badań przed operacją. Po analizie wyników byli niezmiernie zdumieni nie znajdując śladów nowotworu. Ja byłem zdumiony z innego powodu – podczas testów czułem zapach fiołków i wiedziałem, że to znak obecności Ojca Pio. Zanim opuściłem szpital poprosiłem o rachunek za usługi lekarskie, ale doktor powiedział: “Nic nie zrobiłem żeby cię uleczyć, więc nie ma za co płacić.” Po powrocie do domu wybrałem się do San Giovanni Rotondo by podziękować Ojcu Pio. Byłem pewny, że to on mnie uzdrowił. Gdy dotarłem do klasztoru znów poczułem ból, był tak silny, że zemdlałem! Dwóch ludzi przeniosło mnie pod konfesjonał Ojca Pio. Gdy go zobaczyłem powiedziałem “Mam pięcioro dzieci i jestem bardzo chory, ratuj mnie ojcze, ratuj moje życie.” On odpowiedział – “Nie jestem Bogiem czy Jezusem Chrystusem, jestem zwykłym zakonnikiem, nie lepszym niż inni zakonnicy, może nawet gorszym. Nie czynię cudów!” Ja nadal rozpaczałem: “Proszę ojcze, ratuj mnie.” Ojciec Pio zwrócił oczy ku niebu i zobaczyłem że jego usta poruszają się w modlitwie. W tym momencie poczułem ten sam zapach fiołków co w szpitalu. Ojciec Pio powiedział: Idź do domu i módl się! Ja też się za ciebie pomodlę! Wyzdrowiejesz!  Wróciłem do domu ból zniknął na zawsze.

Więcej świadectw: www.padrepio.catholicwebservices.com

*****
Kilka słów o oleju św. Ojca Pio

olej-padre-pioJest to oliwa z oliwek z Włoch, błogosławiona w San Giovanni Rotondo przy trumnie z ciałem Świętego Padre Pio a następnie tak jak obrazki z Padre Matteo przyłożona do Grobu Padre Matteo da Agnone w Serracapriola.

Księża, którzy jeżdżą mniej więcej co miesiąc do San Giovanni Rotondo i do Serracapriola, przywożą poświęcony olej i obrazki. Każdego ostatniego dnia miesiąca od 31 X 2016 do 31 X 2017 jest odprawiana w naszych (czcicieli św. O. Pio i Padre Matteo) intencjach Msza Święta. Teraz też będzie odprawiona 30 kwietnia, potem 31 maja itd.  

I to chyba wszystko – ludzie składają liczne świadectwa, olej pomaga, Padre Matteo i św. O. Pio wstawiają się za nami i za naszymi bliskimi z Nieba.
Otrzymujemy bardzo dużo świadectw na maile, czy tu w komentarzach na portalu i cieszymy się wraz ze wszystkimi, którzy doświadczają błogosławionych owoców stosowania oleju oraz zanoszonych modlitw do św. Ojca Pio i do Sługi Bożego Padre Matteo z Agnone.

Moje świadectwo z wczoraj:
Myślałam, że Święto Miłosierdzia Bożego spędzę w łóżku do końca. Nagłe ostre zachorowanie, ale Ania M. („ta od książeczek Modlitwa Uniżenia” napisała mi sama z siebie, że „… w godzinie miłosierdzia podczas modlitwy uniżenia od 15 do 16 szczególnie zanurzę Ciebie …. w Sercu Miłosiernego Pana Jezusa”.
Ok. 16-00 wzięłam następną porcję leku i zasnęłam. Obudziłam się o 17.30. Na chwiejnych nogach z butelką wody egzorcyzmowanej i po uczynieniu znaku krzyża olejkiem Padre Pio ruszyłam do kościoła.
I Pan Bóg okazał mi swoje miłosierdzie, mogłam być u spowiedzi świętej, uczestniczyć w całej Mszy św., a dziś do bazyliki w moim mieście sprowadzono relikwie I-szego stopnia św. s. Faustyny – wszyscy mogliśmy je ucałować a w kościele na koniec już po Mszy św. puszczano z głośników „Perełki z Dzienniczka”

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Ważna informacja:
Zamówienia na olej i obrazki można składać na adres mailowy: jutrzenka2012@gmail.com ale sam olej i obrazki będą dostępne dopiero po weekendzie majowym od 8 maja

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydarzenia i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

24 odpowiedzi na „Uzdrowienia za wstawiennictwem św. Ojca Pio

  1. wobroniewiary pisze:

    Módlmy się za siebie nawzajem, przyzywając opieki św. Michała Archanioła

    Święty Michale Archaniele wspomagaj nas w walce a przeciw niegodziwości
    i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy, a Ty wodzu zastępów anielskich, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła Amen!
    Święty Michale Archaniele, który w brzasku swego istnienia wybrałeś Boga i całkowicie oddałeś się spełnianiu Jego świętej woli. Wstaw się za mną do Stwórcy, abym dzisiaj, za Twoim przykładem, na początku nowego dnia, otwierając się na działanie Ducha Świętego, w każdej chwili dawał się Bogu, wypełniając z miłością Jego świętą wolę. Niech razem z Tobą wołam bez ustanku: Któż jak Bóg! Przez Chrystusa Pana naszego. Amen

    • bogumila2014 pisze:

      Kochani Przyjaciele, Czytelnicy i Administratorzy strony WOWiTK
      Pozdrawiam Was z całego serca i kreślę kilka słów…bo kartki świąteczne wypisałam ale już kopert nie dałam rady i moje życzenia do Was nie trafiły…przepraszam. Mój stan zdrowia ostatnio bardzo się pogorszył. Dwukrotnie byłam w szpitalu, dwa razy konieczna była transfuzja krwi. Wyniki z tomografii są dramatyczne. Oprócz wzmożonego procesu przerzutów nowotworowych do kręgosłupa, kości i bioder, złamania trzech kręgów, stwierdzono płyn w jamie brzusznej, worku osierdziowym i obu płucach, oraz liczne zmiany nowotworowe w obrębie tkanek miękkich. Przez pobyt w szpitalu została przerwana kuracja – eksperymentalne leczenie SELOLem, bo jest ono jeszcze niezarejestrowane, choć prowadzone przez Warszawską Akademię Medyczną. Na ten moment jedyną szansą jest dla mnie kolejna Hipertermia, po której choroba się za ostatnim razem wstrzymała na pół roku. Niestety nic się nie zmieniło- nadal nie jest refundowana przez NFZ. Jej koszt to 15 -16 tysięcy złotych. Moi przyjaciele zorganizowali dla mnie zbiórkę w tym celu https://pomagam.pl/zyrafa
      ale można mi pomóc także jak ostatnio na moje bezpośrednie konto, podane na tej stronie (WWiTK) Z całego serca proszę o pomoc- i tę materialną i pamięć w modlitwie. Wciąż staram się ćwiczyć cierpliwość i prosząc bym nie utraciła wiary i nadziei powtarzam: Jezu ufam Ci, Panie Ty się tym zajmij proszę! Nadal piszę wiersze…kolejny tomik jest już w procesie wydawniczym. Za 2-3 miesiące się ukaże ku pokrzepieniu serc (mam nadzieję) Wszystko jest w rękach Pana…wiem…ale wiele jest też we wrażliwości Waszych serc, w Waszych rękach…Proszę daj mi szansę bym mogła żyć i głosić Bożą Chwałę! Niech Pan Ci błogosławi…
      Bogumiła Dmochowska

      • Alutka pisze:

        Bogumiło, może spróbuj nabyć , za pośrednictwem Adminki, olej św, ojca Pio. Tyle jest tutaj świadectw o cudownych uzdrowieniach.

        • wobroniewiary pisze:

          Bogumiła dostała olej św.O. Pio 😉

        • Alutka pisze:

          Nie wiedziałam, to chyba jeszcze tylko ja , z czytelników, nie mam tego cudownego oleju, nie wiem na co ja czekam. Pewnie bym zamówiła wcześniej, ale nie „uprawiam” internetowej bankowości, dlatego tak ociągam się z wypisaniem przekazu na pokrycie kosztów

        • bogumila2014 pisze:

          Już nabyłam…

        • Teresa pisze:

          Dla Bogusi

          Bogusia poproś dusze czyśćcowe o modlitwy za siebie , dusze czyśćcowe lekarzy
          min. odsłuchaj

      • Teresa pisze:

        Bogusia !!!!
        lekarna.ctesin2@rph.agel.cz to jest adres apteki czeskiej . Bywa że są nie które lekarstwa znacznie tańsze niż w Polsce. Kurs się utrzymuje 100 koron ok.16,-zł .
        Może są te które Ty potrzebujesz . Panie w aptece odpisują po polsku i są bardzo pomocne ,życzliwe . Było by to do załatwienia.

      • magda pisze:

        Bogumiło zdrowiej kochana
        Z darem modlitwy ❤

  2. wobroniewiary pisze:

    Uzdrowienia za wstawiennictwem Ojca Pio
    Aby oficjalnie ogłosić kogoś błogosławionym, a później ewentualnie świętym, Kościół wymaga stwierdzenia przynajmniej jednego cudu za jego wstawiennictwem, przy czym muszą to być dwa różne zdarzenia w każdym procesie (oddzielnie dla beatyfikacji i oddzielnie dla kanonizacji) . W przypadku Ojca Pio niewytłumaczalne z naukowego punktu widzenia uzdrowienia dokonywały się często jeszcze za jego życia, pod wpływem jego modlitw lub w wyniku modlitw i aktów pokuty, jakie polecał on swym penitentom. Ale potrzebny był cud po śmierci Ojca Pio.
    Za pierwszy z nich uznano przypadek Consiglii De Martino, 45-letniej wówczas mieszkanki Salerno. Była zdrowa, mocnej budowy, urodziła troje dzieci i prawie nigdy nie chorowała. 1 listopada 1995 r. szykowała się do pójścia wraz z rodziną na Mszę św., gdy nagle poczuła silny ból, połączony z dusznościami. W szpitalu, do którego niezwłocznie się udała, stwierdzono wyciek limfy z kanału piersiowego i konieczność szybkiej interwencji chirurgicznej. Czekając na operację, zaczęła się gorąco modlić do Ojca Pio, którego od dawna była wielką czcicielką. W pewnej chwili poprosiła go w myślach: „Ty bądź moim chirurgiem i zoperuj mnie!”.
    Po kilku godzinach, oczekując operacji i rozmawiając z bratową, poczuła, że ktoś przecina jej szyję, otwiera gardło, usuwa rozlany płyn i zaszywa to miejsce, a wszystko to bezboleśnie. Wszelkie bóle i inne objawy choroby ustąpiły bez śladu, lekarze zaś nie potrafili wyjaśnić tego zjawiska. Kobieta była przekonana, że dokonało się to za sprawą włoskiego kapucyna nie tylko dlatego, że modliła się do niego, a on ją wysłuchał, ale także z tego powodu, że po całym zdarzeniu poczuła, jak sama mówiła, intensywny zapach kwiatów, co towarzyszyło cudom dokonanym przez Ojca Pio. 6 listopada, a więc w niespełna tydzień po wystąpieniu objawów chorobowych, została – po szczegółowych badaniach lekarskich – wypisana ze szpitala.
    Całe zdarzenie uznano oficjalnie za cud 22 czerwca 1998 r., co otworzyło już bezpośrednio drogę do wyniesienia włoskiego zakonnika na ołtarze. Na posiedzeniu Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych 21 grudnia w tym samym roku, w obecności Jana Pawła II, zatwierdzono dekret o uznaniu cudu, a 2 maja następnego roku odbyła się beatyfikacja włoskiego stygmatyka.
    Drugi przypadek wydarzył się niedawno – dwa lata temu. W cudowny sposób uzyskał zdrowie 7-letni Włoch, Matteo Pio Colella, syn lekarza pracującego w zespole szpitalnym w Dom Ulgi w Cierpieniu w San Giovanni Rotondo. 20 stycznia 2000 r. przed południem chłopiec dostał w szkole gorączki z dreszczami, opadł z sił, miał silny ból głowy i wymioty. Po południu tego samego dnia trafił do szpitala, w którym pracował jego ojciec. Stan był bardzo poważny: ostre zapalenie opon mózgowych, połączone z przytępieniem percepcji, rozległymi wybroczynami z tendencją do martwicy i wysoką gorączką.
    Mimo leczenia, stan zdrowia małego pacjenta gwałtownie się pogorszył. Następnej nocy przeniesiono go na oddział reanimacji, by mógł oddychać, gdyż tętno zanikało z powodu uszkodzenia mięśnia sercowego.
    Rodzice małego Mateusza Piusa (to drugie imię dostał właśnie dla uczczenia założyciela szpitala) oraz inne osoby zaczęli modlić się o jego uzdrowienie za wstawiennictwem Błogosławionego, odmawiano Różaniec. Już nazajutrz rano stan zdrowia chłopca nagle się poprawił, chociaż utrzymywała się jeszcze ciężka niewydolność oddechowa. Poprawa postępowała jednak szybko i 26 lutego dziecko zostało wypisane ze szpitala. W czerwcu zbadali je dokładnie lekarze, potwierdzając fakt cudownego wyzdrowienia. 20 grudnia 2001 r. Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych na posiedzeniu w obecności Ojca Świętego zatwierdziła dekret w tej sprawie.
    Podobnie jak wcześniejsza beatyfikacja, również kanonizacja wywołała wielką radość wśród czcicieli Ojca Pio. Na uroczystość przybyli pielgrzymi z całego świata. Ojciec Pio powiedział kiedyś o sobie: ” Po śmierci zrobię więcej hałasu niż za życia”.

    http://www.niedziela.pl/artykul/69211/nd/Uzdrowienia-za-wstawiennictwem-Ojca-Pio

  3. Marek pisze:

    „Globus – bardzo przydatne narzędzie do nauki geografii. Szczególnie lubiane przez najmłodszych. Czego o kształcie świata dowiedzą się niemieccy uczniowie, korzystając z globusa wyprodukowanego w ich kraju?”
    Takiego „globusa” jeszcze nie widziałem, zdjęcia w linku: http://wpolityce.pl/swiat/336907-niemcy-sasiaduja-z-rosja-na-globusie-made-in-germany-wymazano-polske-rosyjskie-imperium-pochlonelo-tez-kilka-innych-krajow

  4. Ania G pisze:

    Witam.
    Dziękuję za przesłanie oleju. Otrzymałam go w piątek i od razu podałam łyżeczkę córeczce, która od ponad dwóch tygodni miała problem z brzuszkiem. Pomogło praktycznie natychmiast, a na drugi dzień mogła w końcu normalnie jeść.

  5. wobroniewiary pisze:

    Ważna informacja:
    Zamówienia na olej i obrazki można składać na adres mailowy: jutrzenka2012@gmail.com ale sam olej i obrazki będą dostępne dopiero po weekendzie majowym od 8 maja

  6. Ewa pisze:

    NIESAMOWITE! Misjonarzy chcieli zamordować islamiści. Uratowały ich lwy!
    To absolutnie niezwykłe, jakimi metodami może posłużyć się Bóg, by uratować swoje sługi. W Niedzielę Wielkanocną pastor Paul Ciniraj, dyrektor organizacji Biblia dla Bliskiego Wschodu wraz z innymi chrześcijanami został uratowany od śmierci przez lwy.

    http://malydziennik.pl/niesamowite-misjonarzy-chcieli-zamordowac-islamisci-uratowaly-ich-lwy,4397.html

  7. Święty Wojciech, biskup i męczennik główny patron Polski

    Wojciech urodził się ok. 956 roku w możnej rodzinie Sławnikowiców w Lubicach (Czechy). Jego ojciec, Sławnik, był głową możnego rodu, spokrewnionego z dynastią saską, panującą wówczas w Niemczech. Matka Wojciecha, Strzeżysława, również pochodziła ze znakomitej rodziny, być może z Przemyślidów, którzy rządzili wówczas państwem czeskim. Wojciech był przedostatnim z siedmiu synów Sławnika. W najstarszym rękopisie jego imię brzmi Wojetech. Wedle pierwotnych planów ojca Wojciech miał zostać rycerzem. Ostatecznie o jego przeznaczeniu do stanu duchownego według biografów zdecydowała choroba. Rodzice złożyli ślub, że gdy syn wyzdrowieje, będzie oddany Bogu na służbę. Nie można tego wykluczyć. Wydaje się jednak, że przyczyna była inna: taki był po prostu zwyczaj w owych czasach, że gdy można rodzina miała więcej synów czy córek, przeznaczała ich do stanu duchownego na opatów, ksienie czy biskupów.
    W 968 roku papież Jan XIII, dzięki inicjatywie cesarza Ottona I, ustanowił w Magdeburgu metropolię jako biskupstwo misyjne dla nawracania zachodnich Słowian. Pierwszym arcybiskupem tego miasta został św. Adalbert (+ 981), który poprzednio był opatem benedyktyńskim w Weissenburgu (Alzacja). Pod jego opiekę Wojciech został wysłany jako 16-letni młodzieniec w 972 roku. Na dworze metropolity kształcił się w szkole katedralnej, pod czujnym okiem znanego uczonego, Otryka. Tu także przygotowywał się przez prawie 10 lat (972-981) do swoich przyszłych duchownych obowiązków. Z wdzięczności dla metropolity przybrał sobie jego imię i jako Adalbert figuruje we wszystkich późniejszych dokumentach. Pod tym imieniem jest znany i czczony w Europie.
    Biografie wspominają, że do Wojciecha dołączył się również później jego młodszy, przyrodni brat, Radzim. Mieli do dyspozycji własną służbę. Ojciec hojnie zaradzał wszystkim potrzebom synów.
    Po śmierci metropolity Adalberta 25-letni Wojciech wrócił do Pragi. Zastał tam pierwszego biskupa łacińskiego Pragi i Czech, Dytmara, który od roku 973 rządził diecezją. Był Niemcem i zależał od metropolii w Moguncji. Wojciech był już wtedy subdiakonem. W Pradze przyjął pozostałe święcenia (981).
    W styczniu 982 r. biskup Dytmar zmarł. Wojciech był świadkiem jego śmierci i kajania się, że był pasterzem złym, chociaż kronikarze piszą, że był pobożny i gorliwy. Zjazd w Lewym Hradcu pod przewodnictwem księcia Bolesława wytypował na następcę Dytmara Wojciecha. Nominację jednak musiał zatwierdzić cesarz. Otton II był zajęty właśnie wyprawą wojenną na południe Italii. Dopiero w roku 983 zwołał sejm Rzeszy do Werony i tam zatwierdził Wojciecha. W tym samym roku dnia 29 czerwca odbyła się także konsekracja Wojciecha na biskupa, której dokonał metropolita Moguncji, św. Willigis (+ 1011). Tak więc Wojciech był pierwszym biskupem narodowości czeskiej w Czechach.
    Wojciech wszedł do swojej biskupiej stolicy, Pragi, boso. Miał wtedy zaledwie 27 lat. Jego hagiografowie są zgodni, że jego dobra biskupie nie były zbyt wielkie. Przeznaczał je na utrzymanie budynków i sprzętu kościelnego, na potrzeby kleru katedralnego i diecezjalnego, na potrzeby własne, które były w tych wydatkach najmniejsze, i na ubogich. Zaopatrywał ich potrzeby i sam ich odwiedzał, słuchał pilnie ich skarg i potrzeb, odwiedzał więzienia, a przede wszystkim targi niewolników. Praga leżała na szlaku ze wschodu na zachód. Handlem ludźmi zajmowali się Żydzi, dostarczając krajom mahometańskim niewolników. Biograf pisze, że Wojciech miał mieć pewnej nocy sen, w którym usłyszał skargę Chrystusa: „Oto ja jestem znowu sprzedany, a ty śpisz?”. Scenę tę przedstawia jeden z obrazów drzwi gnieźnieńskich, które powstały ok. 1127 r.
    Więcej: https://ewangeliadlanas.wordpress.com/2017/04/24/24-kwietnia-uroczystosc-sw-wojciecha-biskupa-i-meczennika-glownego-patrona-polski/

  8. Teresa pisze:

    Polecam odsłuchać

  9. Ewa pisze:

    Ksiądz rozpłakał się, gdy usłyszał w jaki sposób przyjąłem Komunię Św.

    Od tamtej pory nie odważyłem się nigdy więcej przyjąć Komunii na ręce. Nie uważam, że ludzie, którzy tak robią są źli. Dla mnie bardzo ważny jest symbol karmienia i świadomość, że nie wyciągam rąk po coś, co nie należy do mnie, co nie jest zależne od moich zasług.

    Od dziecka byłem wychowany w tradycji, że Komunię Świętą przyjmuje się tylko do ust. Tak było w mojej rodzinie od pokoleń. Jest to forma, która najbardziej do mnie przemawia. Jednak będąc w różnych miejscach w Polsce i na świecie, mogłem doświadczyć innych form jej przyjmowania.

    Wiąże się z tym pewna historia. Po spotkaniu lednickim Ciało Chrystusa, które pozostaje, jest z największym szacunkiem umieszczane w tabernakulum kaplicy. Podczas wakacji każdego dnia odprawiana jest tam msza święta, a wierni otrzymują właśnie tę Komunię. Pewnego roku kończyły się już rekolekcje wakacyjne, a w tabernakulum było jeszcze sporo konsekrowanych hostii. Tego dnia o. Jan od samego rana przygotowywał nas i uwrażliwiał na szczególne przyjęcie Ciała Chrystusa. Podczas wieczornej Eucharystii powiedział w homilii, że musimy spożyć tę Komunię, i prosi, by osoby, które czują się na siłach, przyjęły jej więcej – razem z Nim. Był on również zobligowany prawem obowiązującym w diecezji, które zaleca, aby Ciało Chrystusa nie pozostawało w tabernakulum dłużej niż miesiąc. Wiedząc, że nie jest to dla nas znana sytuacja, zademonstrował, w jaki sposób złożyć ręce, aby jak najgodniej i najbezpieczniej przyjąć hostie. Ja również podszedłem i z największą czcią, jaką zdołałem w tej chwili wzbudzić, przyjąłem je, uklęknąłem przy schodach ołtarza i powoli spożywałem.

    Sytuacja ta nie dawała mi jednak spokoju i po kilku dniach postanowiłem wybrać się do spowiedzi. Trafiłem na młodego ojca dominikanina w naszym kościele akademickim. Gdy wśród grzechów wymieniłem przyjęcie Komunii na dłonie, on zatrzymał mój monolog. Zapytał, dlaczego uważam, że to grzech – na co ja odpowiedziałem, że czuję się, jakbym miał krew na rękach. Ojciec ten rozpłakał się w konfesjonale, czym wprawił mnie w zakłopotanie. Powiedział, że takie przyjęcie nie jest grzechem, Kościół dopuścił i uznał taką formę. Jednak moja wrażliwość i szacunek dla Eucharystii wzruszyły go. To było dla niego świadectwo realnej obecności Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. Dodał, że świadectwo świeckich jest najbardziej przemawiające dla niego jako kapłana. Pamiętam też, że gdy o całej sytuacji opowiedziałem o. Janowi, on zamyślił się i ze łzami w oczach: „Gdybyśmy mieli taką świadomość obecności Chrystusa, to przyjmowanie Go na ręce byłoby prawdziwą adoracją”.

    Od tamtej pory nie odważyłem się jednak nigdy więcej przyjąć Komunii na ręce. Nie uważam, że ludzie, którzy tak robią, są źli albo robią źle. Życie weryfikuje nasze postawy. Kiedy mój przyjaciel został Nadzwyczajnym Szafarzem Eucharystii, stanąłem wobec pewnej prawdy, która była dla mnie niewygodna. Jednak widząc, w jaki sposób Bóg za pomocą jego zdrowego ciała chce docierać do cierpiących i chorych, nie miałem wątpliwości, że to on teraz idzie ich karmić. Mi też wiele razy brakuje odwagi, by przyklęknąć. Przestałem więc oceniać innych.

    Dla mnie bardzo ważny jest znak karmienia – symbol pelikana, który własną krwią karmi swoje młode. Potrzebuję mieć świadomość, że nie wyciągam rąk po coś, co nie należy do mnie, co nie jest zależne od moich zasług. Jezus mi się daje rękami kapłana, w zasadzie przez znak święceń są to w tej chwili już ręce Jezusa, a nie człowieka. A ja jestem jak karmione dziecko, które jedyne, co może powiedzieć, to „chcę” – „amen”. Bardzo piękny wymiar ma to w wielu Katolickich Kościołach Wschodnich, gdzie dosłownie karmi się wiernych za pomocą łyżeczki, bezpośrednio z kielicha. Koptowie unoszą kapłana, trzymając za szaty, by ten mógł dotrzeć z pokarmem duchowym do jak największej liczby wiernych. To prawdziwa symbolika ptaka, który karmi swoje pisklęta.

    Całe życie walczę z własną pychą. Niech chociaż ten moment Mszy Świętej będzie wyrazem jakiejś mojej pokory, że nie wszystko muszę wiedzieć, rozumieć i brać samemu. Niezależnie od tego, czy uważam to za higieniczne, czy wręcz przeciwnie.

    Szymon Żyśko – redaktor DEON.pl, grafik, prowadzi autorskiego bloga „Pudełko NIC”

    • Agnieszka pisze:

      Piękne to powyższe świadectwo i w rzeczy samej nie chodzi o ocenianie negatywne innych, którzy przyjmują Pana Jezusa do rąk czy na stojąco, jednak o pewną wrażliwość serca. Niedawno, z tydzień temu rozmawiałam z koleżanką na temat przyjmowania Pana naszego… Kiedyś mówiłam z pewnym rozgorączkowaniem: „Wiesz, nie powinno się przyjmować na stojąco i do rąk…!” Ostatnio na nowo podjęłam temat, ale przywołując właśnie obraz przedstawiający ptaka (nie wiem czy to pelikan ;), który karmi małe własną krwią. Obraz ten widziałam na tabernakulach z filmików na youtube m.in. o objawieniach w Garabandal i o św. Charbelu i bardzo mnie ten obraz poruszył…. Pan Jezus powiedział takie słowa C. Rivas: „Pamiętaj, że żadna matka nie karmiła swojego dziecka, swoim ciałem. Ja zaś osiągnąłem ten szczyt Miłości, aby dać wam udział w moich zasługach. Msza Święta to Ja Sam…” Zaś św. s. Faustyna zanotowała słowa warte głębokiej refleksji, mianowicie: „W tej godzinie modlitwy Jezus pozwolił mi wejść do Wieczernika i byłam obecna, co się tam działo. Jednak najgłębiej przejęłam się chwilą, w której Jezus przed konsekracją wzniósł oczy w niebo i wszedł w tajemniczą rozmowę z Ojcem swoim. Ten moment w wieczności dopiero poznamy należycie. Oczy Jego były jako dwa płomienie, twarz rozpromieniona, biała jak śnieg, cała postać majestatyczna, Jego dusza stęskniona; w chwili konsekracji odpoczęła miłość nasycona – ofiara w całej pełni dokonana. Teraz tylko zewnętrzna ceremonia śmierci się wypełni, zewnętrzne zniszczenie. ISTOTA JEST W WIECZERNIKU. Przez całe życie nie miałam tak głębokiego poznania tej tajemnicy, jako w tej godzinie adoracji. O jak gorąco pragnę, aby świat cały poznał te niezgłębioną tajemnicę”. (Dz. 684)
      Jak czyste i wrażliwe serce mieć trzeba, aby tak głęboko wnikać w istotę Bożej Miłości…

      • Agnieszka pisze:

        Osobiście nie interesuję się tym tematem, nie znam też pism p. Vassuli. Podałam to, co zamieścił niedawno jeden ze znanych kapłanów. Chciałabym znać klarowną odpowiedź w kwestiach naszej wiary katolickiej, ale to nie zawsze, jak widać, jest proste, jeśli chodzi o rozstrzyganie pewnych kwestii objawień, pism prywatnych, działalności wspólnot itp. Jest tyle przeróżnych objawień prywatnych, że każdy może wybrać coś dla siebie. Czytam różne dzieła, ale pierwszą miłością z pism prywatnych był i jest Dziennik s .Faustyny, na szczęście już świętej i to daje ogromny pokój wewnętrzny… Niech Duch Święty kieruje naszymi pasterzami i wiernymi, abyśmy na przekór różnym trudnościom byli jedno w Chrystusie Panu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s