Święty Stanisław, biskup i męczennik główny patron Polski

Żywot świętego Stanisława, biskupa i Męczennika
(Żył około roku Pańskiego 1079)

LEKCJA (z listu świętego Pawła do Żydów, rozdział 5, wiersz 1-6)
Bracia! Każdy najwyższy kapłan z ludzi wzięty, dla ludzi postanowiony bywa w tym, co do Boga należy, aby ofiarował dary i ofiary za grzechy. I żeby umiał być wyrozumiałym dla nieświadomych i błądzących, ponieważ i on sam obłożony jest słabością. I dlatego, jak za lud, tak i za samego siebie powinien ofiarować za grzechy. A nikt sobie sam czci nie bierze, jeno ten, co wezwany jest przez Boga, jak Aaron. To też Chrystus nie sam siebie wywyższył, gdy stał się Najwyższym kapłanem, ale który doń powiedział: Synem Moim jesteś ty, Jam ciebie dziś urodził. Jak i na innym miejscu mówi: Ty jesteś kapłanem na wieki wedle porządku Melchizedeka.

EWANGELIA (Jan rozdz. 10, wiersz 11-16)
Onego czasu rzekł Jezus do faryzeuszów: Jam jest pasterz dobry: dobry pasterz duszę swą daje za owce swoje. Lecz najemnik, i ten, co nie jest pasterzem, którego owce nie są własne, widzi wilka przychodzącego i opuszcza owce i ucieka; a wilk porywa i rozprasza owce. A najemnik ucieka, bo jest najemnikiem i nie obchodzą go owce. Jam jest pasterz dobry i znam moje, i znają Mnie moje. Jak mnie zna Ojciec, tak i Ja znam Ojca, a duszę Moją kładę za owce Moje. I inne owce mam, które nie są z tej owczarni, i trzeba, abym je przyprowadził: i posłuchają głosu Mego, i stanie się jedna owczarnia i jeden pasterz.

* * *

Wielki ten i szerokiej sławy Męczennik Chrystusa, patron nasz, pociągnąć powinien każdego rodaka przede wszystkim do rozpamiętywania jego żywota, bo jak na własnej, przyrodzonej ziemi osadzony szczep prędzej się krzewi, bujniej rośnie i cenniejszy owoc wydaje, tak ten żywot świętego Stanisława na tobie, Czytelniku, rodaku, prędzej i głębsze wywrzeć winien wrażenie.

Bardzo często zdarza się bowiem, że królowie i książęta, obałamuceni podłym pochlebstwem, lub dumni ze swej potęgi, puszczają się na życie wyuzdane, wyrzekają się prawideł i zasad moralności i cnoty, uciskają poddanych i dają im najgorszy przykład życiem swoim. Atoli z drugiej strony Kościół święty wytwarza mężów, którzy nie bacząc na żadne względy światowe, tym potężnym władcom bez bojaźni mówią słowa prawdy.

Takim mężem nieustraszonej odwagi był św. Stanisław, syn Wielisława i Bogny Szczepanowskich, szlachetnych w cnocie i bojaźni Bożej. Przyszedł, on na świat w roku 1030 we wsi Szczepanowie pod miastem Bochnią, o mil pięć od Krakowa odległej. Ojciec jego, człowiek wielkiego znaczenia i niemałych dostatków, ufundował w Szczepanowie kościół pod opieką świętej Magdaleny, do której małżonkowie szczególniejsze mieli nabożeństwo. Gdy długo byli bezdzietnymi, ofiarowali Bogu, że jeżeli im pozwoli doczekać się potomstwa, dziecko to poświęcą chwale Bożej. Pan Bóg wysłuchał ich modlitwy, albowiem Bogna po trzydziestoletnim pożyciu małżeńskim porodziła syna, któremu nadali imię Stanisław, jakby mówili: Stań się sława z niego Bogu i Kościołowi świętemu!

Stanisław, od młodości skromny, wstydliwy, stateczny, do nauk i do nabożeństwa pochopny, iścił w sobie wszystko, czego rodzice po nim się spodziewali, nie mieli przeto żadnej potrzeby pobudzać go do cnót. Kiedy podrósł, oddali go do Gniezna, gdzie kwitnęły naówczas nauki, po czym posłali go na dalsze nauki do Francji. Tam, w Paryżu, przykładał się Stanisław pilnie do nauk, a szczególniej do prawa duchownego.

Wróciwszy do Polski, wykształceniem i postępkami pełnymi cnót zwrócił na siebie powszechną uwagę. Biskup krakowski Lambert, poznawszy Stanisława, zaczął go namawiać do stanu kapłańskiego. Stanisław ociągał się zrazu, albowiem postanowił wstąpić do zakonu, ale potem uległ namowom biskupa i z jego rąk przyjął święcenia kapłańskie. Gdy biskup Lambert przeniósł się do wieczności, jego następcą zgodnie wybrano Stanisława. Pokorny kapłan długo się wahał przyjąć to dostojeństwo, wymawiając się nieudolnością, ale w końcu, jakkolwiek pełen bojaźni przed odpowiedzialnością, jaka go na tej godności czekała, przyjął rządy diecezji mając lat trzydzieści sześć.

Wysoki stan, który wielu pychą nadyma, Stanisława skłaniał do tym większej pokory, bo widząc, że więcej przykładem własnym zdziała, niźli mową, całe życie swoje do tego zastosował. Przydał sobie postów, przywdział włosiennicę jako śmiertelną koszulę, umartwiał ciało i coraz pilniej modlitwy odmawiał. Pałał też miłością wielką ku zbawiennemu nawracaniu błądzących dusz do Boga. Okazywał wielkie miłosierdzie i politowanie nad nędzą bliźniego i nie mógł patrzeć suchym okiem ani z próżną ręką na cudzą nędzę, dopóki mu dochodów starczyło. Kwitnęły w nim wielkie cnoty i zdobiły skronie jego jakby korona z drogich kamieni zrobiona. Wiara mocna, pokora uprzejma, czystość anielska, łaskawość wdzięczna, sprawiedliwość nieodmienna, męstwo nieustraszone, karność baczna, wzgarda tego świata, wypełniały całe jego serce.

Sam odwiedzał plebanie i doglądał służby Bożej dla pożytku dusz ludzkich, a zarazem gorliwie czuwał nad kapłanami, aby czyste i pobożne życie wiedli. Co mu czasu od prac kościelnych zbywało, to spędzał na modlitwie. Spisane miał wszystkie wdowy, ile ich miał w diecezji, i radził o ich potrzebach oraz o sieroctwie dziatek, i nic mu milsze nie było, jak wstawiać się za nimi i bronić ich przed niesprawiedliwością, jeżeli były godne tej obrony i wiodły życie podług przykazań Bożych. Dochodami kościelnymi ani domu swego, ani krewnych nie bogacił, ażeby chleba ubogim nie ujmować. Krzywdy swojej długo nie pamiętał i z serca ją bliźniemu odpuszczał.

Te wysokie cnoty chrześcijańskie i kapłańskie Stanisława, przy których stał jak opoka twardy i nieustraszony, naraziły go na wielkie przykrości ze strony ówczesnego króla polskiego, Bolesława Śmiałego. Bolesław ów był czwartym z kolei następcą Bolesława Chrobrego. Wielki miłośnik ojczyzny, odznaczał się nie tylko cnotami żołnierza, lecz był kiedyś i nabożny, dbały o szerzenie chwały Bożej, atoli do cnót owych przymieszały się wady i grzechy bardzo szkodliwe. W karaniu był okrutny, w szczęściu hardy, w uporze niepohamowany, a co najgorsza nie znał miary w rozkoszach cielesnych i wielkie wywoływał zgorszenie.

Widząc to święty Stanisław, udawał się do niego i słowami Boskimi zaklinał, przedstawiając mu gniew Boga, utratę zbawienia, hańbę majestatu królewskiego, zgorszenie poddanych i ze łzami go błagał, aby się upamiętał.

Król pięknymi słowy za upomnienia dziękował, udawał wstyd za niecne postępki, ale w sercu był tym, czym dawniej.

Pewnego razu, dowiedziawszy się o wielkiej urodzie Krystyny, żony Mścisława z Bużenina, nie mogąc jej darami skłonić do niewierności wobec męża, nasłał na jej dom żołnierzy, kazał ją porwać ku zgorszeniu wszystkich poddanych, uwięził u siebie i żył z nią, a potem i potomstwo z nią miał, ale Pan Bóg karał jego niemoralność, bo każde dziecko, które się rodziło, było słabe, szpetne i gdy dorastało, szalone.

Jawne to cudzołóstwo oburzyło wszystkich w narodzie, nikt jednak nie śmiał otwarcie wystąpić. Oczy wszystkich zwrócone były na św. Stanisława, jego też uproszono, aby króla o to cudzołóstwo jawnie skarcił.

Święty Stanisław nie wymówił się od tego obowiązku i upatrzywszy czas, pojechał do Wrocławia, gdzie Bolesław rad przemieszkiwał (cały Śląsk był podówczas nieoddzielną częścią państwa polskiego) i tam jawnie go upomniał przed dworzanami, mówiąc: „Królu, nie godzi się tobie mieć żony brata twego! Długoż jeszcze takie zgorszenie dawać będziesz twemu ludowi? Czemuż nie pomnisz na Boga, na duszę swoją, na majestat królestwa swego? Nie boisz się, królu, pomsty Bożej, która może spaść na ciebie, na potomstwo i królestwo twoje?” Król nie chciał słuchać tych upomnień, a potem, zniecierpliwiony, z gniewem odprawił biskupa i zaczął przemyśliwać, jak by go mógł zelżyć i skrzywdzić. Sposobność ku temu wkrótce się nadarzyła.

Święty Stanisław kupił był dla Kościoła wieś Piotrowin nad Wisłą, w ziemi lubelskiej, od dziedzica Piotra. Ten wziął pieniądze, nie dał jednak biskupowi żadnego poświadczenia i wkrótce potem umarł. Skorzystał z tego król i namówił synowców zmarłego Piotra, Jakuba i Sulisława, aby się upomnieli o wieś, jako nieprawnie nabytą. Jakub i Sulisław zgodzili się na to i pozwali świętego Stanisława przed sąd królewski, który się odbywał pod niedaleką od Piotrowina wsią Solcem nad Wisłą.
Święty Stanisław zawezwał wprawdzie świadków sprzedaży Piotrowina, ale żaden z nich z obawy przed królem świadczyć nie chciał. Świątobliwy biskup uciekł się wówczas do Pana Boga i po gorącej modlitwie oświadczył, że samego Piotra z grobu wydobędzie i stawi na świadka. Król i dworzanie śmiać się zaczęli i nazwali świętego Stanisława szalonym, on jednak, pełen ufności w Bogu, udał się w uroczystej procesji do Piotrowina, gdzie leżał zmarły dziedzic Piotr, kazał otworzyć grób i odkryć spróchniałe już ciało i pomodliwszy się, rzekł do umarłego: „Piotrze, w imię Trójcy świętej rozkazuję ci: wstań, pójdź do sądu i daj świadectwo prawdzie!” Piotr powstał z grobu i przybrał dawne ciało, a święty Stanisław zawiódł go przed króla i rzekł: „Oto masz królu samego Piotra, od którego wieś kupiłem! Przekonaj się, że to nie ułuda, ale ten sam człowiek, mocą Bożą z grobu wskrzeszony!”
Król, dwór i lud wszystek oniemiał z podziwu nad tym cudem, Piotr zaś potwierdził wobec wszystkich kupno, a potem obróciwszy się do synowców, zgromił ich i nakłaniał do pokuty za niegodziwy postępek wobec biskupa.
Król, skruszony, przysądził wieś świętemu Stanisławowi i Kościołowi, po czym Święty odprowadził Piotra do grobu, w którym wskrzeszony znowu w proch się obrócił.
(Opowieść o wskrzeszeniu Piotra jest legendą.)

Ucichł teraz nieco gniew króla przeciw biskupowi, ale po niedługim czasie odnowił się z następujących powodów: W roku 1078 doszło do wojny między Polską a Rusią. Bolesław pokonał księcia ruskiego i zabrał Kijów, który go tak usidlał swoją świetnością, że zapomniał o wszystkim i oddał się próżnowaniu, zbytkom i rozkoszy, a tym czasem w kraju wszczął się nieład. Na domiar złego wiele niewiast zaparło się cnót domowych, a niektóre, mniemając, że ich małżonkowie poginęli na wojnie, wchodziły w nowe związki. Gdy wieść o tym doszła do Kijowa, zatrwożone rycerstwo porzuciło chorągwie królewskie i pospieszyło do kraju. Za nimi ze wzburzonym sercem ruszył król Bolesław.

Teraz spadła na zbiegłe spod chorągwi rycerstwo straszliwa zemsta królewska. Król dał się porwać swemu pierwotnemu, gwałtownemu i dzikiemu charakterowi i nie dość, że w okrutny sposób zaczął karać samych zbiegów, ale i na ich żonach szukał srogiej zemsty. Przed biskupem Stanisławem otwierały się teraz dwie drogi: milczeć, albo wzorem prawdziwych sług Chrystusowych otwarcie stanąć w obronie prawa chrześcijańskiego i uciśnionych. Biskup wiedział, że wystąpienie przeciw szalejącemu z gniewu królowi grozi mu wielkim niebezpieczeństwem, mimo to jednak, wierny swoim ideałom, tym samym, które święty papież Grzegorz VII wyraził słowami: „Lepiej jest cielesną śmierć z rąk tyrańskiego władcy ponieść, niż milcząco przyzwolić na deptanie chrześcijańskiego prawa”, bez wahania kilkakrotnie go upominał, a gdy upomnienia nie odniosły żadnego skutku, rzucił na niego klątwę.

Klątwa była dla panujących katastrofą, gdyż wykluczając ich ze społeczności kościelnej i zabraniając innym wszelkiego z nimi obcowania, wyrywała im poprostu władzę z rąk, choćby nawet Kościół nie połączył z nią dodatkowego obostrzenia w postaci zwolnienia poddanych od posłuszeństwa. Nie dziw więc, że i panujący i bezwzględni zwolennicy władzy państwowej uważali ją przez długi czas za zbrodnię, a biskupa, który kiedyś przysięgał władcy wierność, a później ośmielił się rzucić na niego klątwę, za zdrajcę, zasługującego na surową karę. Całkiem innym zasadom hołdowali reformatorzy kościelni XI wieku. Według nich opozycja przeciw niesłusznym żądaniom władzy lub niezgodnemu z prawami chrześcijańskimi postępowaniu nie była przeniewierstwem, lecz prostym obowiązkiem chrześcijańskim. „Jak zaś poddanie niewolników względem życzeń pana, – pisał w roku 1085 jeden z najszlachetniejszych i najwięcej stanowczych zwolenników Grzegorza VII, Bernard z Konstancji – jak posłuszeństwo dzieci względem rodziców, a żony względem męża tylko tak daleko sięgać winno, jak daleko z nim nie łączy się pogwałcenie praw bożych, tak samo wierność poddanych względem władcy nie jest bezwzględną. Gdyby się te granice zapoznawało i chciało okazywać posłuszeństwo nawet wtedy, gdy ono się staje nieposłuszeństwem względem Boga, tedy byłoby ono już nie wiernością, lecz przeniewierstwem i krzywoprzysięstwem. W takim bowiem wypadku nie może być mowy o tym, że się dba o istotne dobro władzy, co przecież przysięgający swym panom w pierwszej linii obiecują”.

Stanisław wiedział, czym jest klątwa dla panującego, i wiedział, jakie skutki może ona wywołać, boć przecież właśnie w tym czasie szarpała cesarstwem rewolucyjna burza, którą wywołała klątwa rzucona przez Grzegorza VII na cesarza Henryka IV, jak również, znając charakter Bolesława, niewątpliwie przeczuwał, jakie gromy ściągnie na swą głowę, mimo to jednak, gotów bronić prawa bożego i kościelnego przeciw każdemu, kto ośmieliłby się je pogwałcić, nie cofnął się przed tą ostatecznością, i gdy nie pomogły ostrzeżenia, wyklął srożącego się władcę.

Biskup, ujmujący się za pokrzywdzonymi, których król uważał za swoich wrogów, nawołujący króla do poprawy i pohamowania okrucieństwa, które zaczynało w kraju wywoływać bunt, musiał się wydać jemu i jego zwolennikom zdrajcą i wspólnikiem buntowników. I to wywołało katastrofę, która sprowadziła zgubę nie tylko na biskupa ale i na szukającego nierozumnej pomsty króla.

Święty Stanisław

Było to dnia 7 kwietnia roku 1079. Biskup Stanisław odprawiał właśnie mszę św. w kościele św. Michała na Skałce, gdy pod kościół przybył król Bolesław i kazał go swej drużynie porwać sprzed ołtarza. Być może, że chciał, aby wykonano na nim karę obcięcia członków, na tę bowiem karę skazał go jako rzekomego zdrajcę stosownie do ówczesnych zwyczajów. Spotkawszy się z oporem swych ludzi, którzy bali się zbezcześcić świętość kościoła i targnąć się na biskupa przy ołtarzu, porwany dzikim gniewem sam wpadł do świątyni i zabił go uderzeniem miecza w głowę, po czym kazał żołnierzom wynieść ciało i posiekać na drobne części. Tak przeleżały święte szczątki kilka dni, bo nikt nie miał odwagi zbliżyć się do nich z obawy przed zemstą królewską, gdyż mniemano, że wedle zwyczaju zostały oddane na pastwę dzikim zwierzętom, aż wreszcie kilku kanoników pochowało je pod gołym niebem przy wejściu do kościoła św. Michała.

Straszliwa zbrodnia króla wywołała w całej Polsce głębokie oburzenie, pod wpływem którego wybuchł bunt, tak nagły i powszechny, że Bolesław niemal przez wszystkich opuszczony, musiał uchodzić wraz z żoną i synem na Węgry, gdzie wkrótce potem został zamordowany. Późniejsza legenda głosi, że schronił się do klasztoru benedyktynów w Osjaku w Karyntii i przez osiem lat spełniał z pokorą najniższe posługi w obrębie murów klasztornych; imię swoje wyjawił dopiero przed śmiercią, składając pierścień z królewską pieczęcią w ręce opata.

Zwłoki św. Stanisława leżały w ziemi koło kościoła św. Michała do roku 1089, po czym zostały uroczyście przeniesione do kościoła katedralnego na Wawelu i pochowane w kamiennym grobowcu, na znak szczególnej czci wzniesionym nieco nad posadzkę. Wkrótce potem zaczęły się przy nim dziać rozliczne cuda, które utrwaliły powszechną opinię o świątobliwości Męczennika, mimo to jednak, wskutek zamieszek wewnętrznych, jakie wstrząsały Polską przez długie lata, starania o kanonizację podjęto dopiero z początkiem wieku XIII. Przyczynił się do tego przede wszystkim błogosławiony Wincenty Kadłubek, którego opis życia i męczeńskiej śmierci św. Stanisława oraz cudów wzbudził w społeczeństwie polskim pragnienie uzyskania narodowego świętego. Pierwszym też biskupem, który zaczął myśleć o kanonizacji Stanisława, był bezpośredni następca błogosławionego Wincentego na katedrze krakowskiej, Iwon Odrowąż, a doprowadził ją do skutku trzeci po nim biskup krakowski, Prandota z Białaczowa, przy gorącym poparciu błogosławionej Kingi, małżonki ówczesnego księcia krakowskiego i sandomierskiego, Bolesława Wstydliwego.

Prandota podniósł z grobu zwłoki męczennika i kazał spisać cuda zdziałane za jego przyczyną, po czym zwrócił się do papieża Innocentego IV z prośbą o wyznaczenie komisji w celu ich sprawdzenia. Papież przychylił się do prośby i wyznaczył komisję w osobach arcybiskupa gnieźnieńskiego Pełki, biskupa wrocławskiego Tomasza i opata lubuskiego Henryka. Kronika błogosławionego Wincentego Kadłubka i w tym wypadku odegrała znakomitą rolę, bo jak wynika z brzmienia bulli kanonizacyjnej, komisja papieska dociekała właśnie prawdziwości jego opisu życia i cudów św. Stanisława. Gdy komisja ukończyła pracę i przysłała sprawozdanie, co nastąpiło w r. 1250, papież wysłał do Polski franciszkanina Jakuba z Velletri celem ostatecznego zbadania życia i cudów św. Stanisława, a gdy i jego orzeczenie wypadło pomyślnie, w roku 1253 wysłał Prandota na dwór papieski posłów, którzy mieli się starać o doprowadzenie sprawy do końca. Akt kanonizacji odbył się dnia 8 września roku 1253, w kościele św. Franciszka w Asyżu, w obecności tysięcznych tłumów wiernych. Wieść o zatwierdzeniu czci św. Stanisława przez Kościół napełniła całą Polskę niewypowiedzianą radością. W niecały rok później, w dniu 8 maja, odbyła się w Krakowie uroczystość podniesienia relikwii Świętego i wystawienia ich ku czci publicznej.

Przybyło na nią oprócz arcybiskupa gnieźnieńskiego Pełki i legata apostolskiego Opizona pięciu biskupów polskich, wielu opatów, prałatów, kanoników i mnóstwo kleru niższego, z książąt – oprócz pana ziemi krakowskiej i sandomierskiej, Bolesława Wstydliwego – Przemysław wielkopolski, Kazimierz kujawski i łęczycki, Ziemowit mazowiecki i Władysław opolski w towarzystwie mnóstwa panów i szlachty, oraz ogromne tłumy ludu z wszystkich stron Polski. Za zezwoleniem Stolicy Apostolskiej szczątki św. Stanisława wydobywała z trumny błogosławiona Kinga i obmywszy je w winie wkładała do relikwiarzy, z których największy, w kształcie trumienki, sprawiła własnym kosztem. Ten właśnie relikwiarz złożono na ołtarzu w pośrodku kościoła, tym samym, w którym od roku 1184 spoczywały relikwie św. Floriana; inne rozdano różnym kościołom polskim, a katedrze gnieźnieńskiej dostał się biskupi pierścień św. Stanisława.

Kanonizacja św. Stanisława miała dla Polski niezmiernie doniosłe znaczenie, ponieważ nie tylko podniosła ducha religijnego w narodzie, ale także przypomniała wszystkim dawną jedność i potęgę polityczną Polski.

Były to czasy zupełnego rozbicia politycznego Polski, spowodowanego podziałem, którego dokonał drugi z kolei następca Bolesława Śmiałego, Bolesław Krzywousty. Nie był to podział polityczny w właściwym znaczeniu tego słowa, gdyż Bolesław podzielił Polskę na pięć dzielnic, z których cztery miały być dziedziczne w rodach jego czterech synów, a piąta, mianowicie krakowska, miała być w rękach najstarszego członka rodu (seniora), jako pana zwierzchniego całej Polski – ale po jego śmierci synowie obalili jego rozporządzenie i zupełnie uniezależnili się od siebie, wskutek czego w miarę rozradzania się dynastii zaczęła się Polska rozpadać na coraz mniejsze cząstki. Za czasów kanonizacji św. Stanisława było tych dzielnicowych księstw już kilkanaście, zupełnie niezależnych od siebie i ustawicznie toczących z sobą wojny. I oto – jak pisze jeden z naszych uczonych – gdy u grobu św. Stanisława stanęła cała Polska, cały naród, „otrzymując patrona, poruszył się jednym uczuciem, w którym tkwił poważny kapitał poczucia jedności narodowej także pod względem politycznym, tym bardziej, że już opowieść o życiu Świętego uczyła, iż za jego czasów Polska była cała i niepodzielna pod jednym władcą. Otwarcie też dodawano do opisu cudów, które się działy przy śmierci św. Stanisława, że na podobieństwo jego posiekanych członków (które zrosły się cudownym sposobem) złączy się cała Polska, rozbita na dzielnice”. I to był skutek kanonizacji św. Stanisława równie ważny, jak jej skutek kościelno-religijny.

Św. Stanisław był wyjątkową postacią w ówczesnym polskim episkopacie – nie cudzoziemiec, lecz potomek jednego z swojskich rodów, pierwszy Polak, którego Kościół zaliczył w poczet świętych, przedmiot czci siedmiu wieków i u nas i u obcych. Na przestrzeni siedmiu stuleci, od początków kultu św. Stanisława aż do czasów dzisiejszych, pośmiertne dzieje biskupa męczennika są wiernym odbiciem nastrojów polskiej duszy na tle poszczególnych epok. Ostatniemu królowi Polski, który na chrzcie otrzymał imię Stanisława, zabrakło męstwa i mocy charakteru, zato polscy biskupi szli do więzienia i na wygnanie z modlitwą o dar męstwa na wzór świętego patrona Polski, a grób męczennika, ściągając bez przerwy liczne pielgrzymki z Górnego Śląska, przez sześć stuleci podtrzymywał na Górnym Śląsku Iskrę polskości. Przy grobie św. Stanisława jest o czym pomyśleć!

Cześć św. Stanisława w narodzie polskim utrzymywała się przez wieki bez żadnego uszczerbku. Pod jego wezwaniem zbudowano w Polsce około 300 kościołów, młodzież polska udająca się na naukę za granicę brała go sobie za patrona, a królowie polscy w wigilię koronacji udawali się w uroczystym pochodzie na Skałkę, aby polecić się jego opiece. Modlitwy ich nie były daremne, doznawali jej bowiem – zarówno jak cały naród – w chwilach nieszczęść i niebezpieczeństw, których moc ludzka nie byłaby zdołała odwrócić. Tak było np. w roku 1410, podczas bitwy pod Grunwaldem, gdy wojskom polsko-litewskim, zmagającym się z Krzyżakami, ukazał się św. Stanisław, błogosławiąc im, i w roku 1605 pod Kircholmem, gdy hetman Karol Chodkiewicz z garstką wojska stawił czoło potężnej armii szwedzkiej.

Cudowna opieka, którą święty Stanisław Szczepanowski stale otaczał Polskę i Polaków, sprawiła, że mijały wieki, czyny wielkich i maluczkich ginęły w zapomnieniu, a postać tego wielkiego męczennika trwała w pamięci narodu tak żywa i niczym niezatarta, jakby świadkiem jego świątobliwego żywota było każde żyjące pokolenie. Przed srebrną trumną w katedrze wawelskiej, kryjącą jego relikwie, modlą się dziś wierni tak samo żarliwie, jak przed wiekami ich przodkowie, zanosząc przez niego prośby i dziękczynienia do Stwórcy wszechrzeczy.

Nauka moralna

Ileż to złego przynosi nieposkromiona namiętność! Gdyby król Bolesław Śmiały był czuwał nad poskromieniem swoich namiętności, gdyby był przynajmniej pokornie przyjął napomnienia świętego Stanisława, nie byłby się naraził na tyle zbrodni, które później straszną karę z Nieba na cały kraj sprowadziły.

Podziwiając w św. Stanisławie nieustraszoną odwagę, z jaką gromił otwarcie króla i wytykał mu jego błędy, widzimy zarazem, jak występek i niemoralność prowadzi człowieka do coraz większego rozbratu z Bogiem. Człowiek, który się poddał namiętnościom, głuchy jest na upomnienia i na wszelkie wskazówki, jak ma wrócić na drogę cnoty. Stan tego obałamucenia trwa przez pewien czas, ale w końcu nastaje przebudzenie. Jakże jest okropne, jeśli już za późno żałować za grzechy! Przeto unikajmy występku, a szczególnie strzeżmy się pierwszego kroku na tej śliskiej drodze, abyśmy nie wpadli w głębinę wiodącą do zupełnego potępienia, z której już bardzo trudno się wydostać.

Modlitwa

Boże, za cześć którego święty biskup Stanisław poległ z ręki bezbożników, spraw, prosimy, aby wszyscy jego pośrednictwa wzywający, próśb swoich zbawiennego dostąpili skutku. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. Amen.

św. Stanisław, biskup i Męczennik
urodzony dla świata 1030 roku,
urodzony dla nieba 8.05.1079 roku,
kanonizowany 8.09.1253 roku (lub 17 września ???)
wspomnienie 8 maja
Źródło: Kliknij

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Święci i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

46 odpowiedzi na „Święty Stanisław, biskup i męczennik główny patron Polski

  1. wobroniewiary pisze:

    Módlmy się za siebie nawzajem, przyzywając opieki św. Michała Archanioła

    Święty Michale Archaniele wspomagaj nas w walce a przeciw niegodziwości
    i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Niechaj go Bóg pogromić raczy, pokornie o to prosimy, a Ty wodzu zastępów anielskich, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła Amen!
    Święty Michale Archaniele, który w brzasku swego istnienia wybrałeś Boga i całkowicie oddałeś się spełnianiu Jego świętej woli. Wstaw się za mną do Stwórcy, abym dzisiaj, za Twoim przykładem, na początku nowego dnia, otwierając się na działanie Ducha Świętego, w każdej chwili dawał się Bogu, wypełniając z miłością Jego świętą wolę. Niech razem z Tobą wołam bez ustanku: Któż jak Bóg! Przez Chrystusa Pana naszego. Amen

  2. m-gosia pisze:

    Ewo i Kazimierzu bardzo Wam dziękuję za trud związany z prowadzeniem te strony. Niech Wam Pan Bóg błogosławi.
    Dziękuję za to źródło o św. Stanisławie.

    Chciałam też dać świadectwo jak moja kochana mamusia odeszła do Pana w dniu 04.05.17.
    Późnym wieczorem ( przed 22.00) rozmawiała jeszcze z domownikami po czym zaczęła się modlić koronką na pewno do Miłosierdzia Bożego , bo wiem , że tak lubiła się modlić , a za kilka minut moja siostra usłyszała jakiś dziwny odgłos ( jakby charknięcie) podbiegła szybko wołając domowników i to był koniec. Oczywiście zaraz pogotowie. O 22,36 miałam telefon ,że mamusia nie żyje. Wczoraj Ją pochowaliśmy , a ja nie umiem opłakać tego odejścia , chociaż mam tak ,że przy różnych okazjach bardzo się wzruszam.
    A teraz muszę się odkryć i przyznać przed czytającymi , że mam ducha nikotynizmu od kilkudziesięciu lat i właściwie mało z nim walczę ( z tym duchem).On ma u mnie dobrze , a ja prawie nic z nim nie robię ( właśnie z tym duchem).Zadomowił się , a ja przez tego złego usłyszałam dziś od męża , że jestem obłudna , bo biegam do kościoła ( On nie chodzi ponad dziesięć lat) i robię mu na złość paląc zbyt często , gdzie On się stara ograniczyć. Odmawiam z córką kolejną Nowennę Pompejańską w intencji mojego męża , a sama za siebie nie umiem się modlić.

    Zwracam się do Pana Jezusa „Jezu Ty się tym zajmij , ale widocznie niezbyt szczerze.

    Napisałam to ,ale wcale nie jest mi lżej , a równocześnie się wstydzę , że musiałam to napisać
    Bardzo proszę o modlitwę w mojej intencji i właśnie płaczę.

    • kasiaJa pisze:

      +++

    • Alutka pisze:

      +++

    • Jozef pisze:

      +++

    • MariaPietrzak pisze:

      Wyrazy współczucia +💜


      Zaufaj Panu już dziś!- te relacja najlepiej umacnia się przed Tabernakulum !

    • MariaPietrzak pisze:

      @m-gosia
      Ja rzuciłam papierosy z chwilą rozpoczęcia kursu prawa jazdy, był to dobry moment . Nowe zajęcie , absorbujące… pomogło mi !
      I jeszcze pragnienie czystości , nawet tej fizycznej … Dało efekt !
      To było 27 lat wstecz , a wiec można powiedzieć sposób skuteczny 🙂
      Poszukaj cos na miejsce … Może być i jakiś Cel , którym uświęcisz tą ofiarę . Umocnisz decyzje !
      To ważne nie być niewolnikiem !
      Powodzenia!

    • MariaPietrzak pisze:

      Ja rzuciłam papierosy z chwilą rozpoczęcia kursu prawa jazdy, był to dobry moment . Nowe zajęcie , absorbujące… pomogło mi !
      I jeszcze pragnienie czystości , nawet tej fizycznej … Dało efekt !
      To było 28 lat wstecz , a wiec można powiedzieć sposób skuteczny 🙂
      Poszukaj cos na miejsce … Może być i jakiś Cel , którym uświęcisz tą ofiarę . Umocnisz decyzje !
      To ważne nie być niewolnikiem ! Nosić kajdany !
      Powodzenia!

    • Agnieszka pisze:

      Kochana m-Gosiu! Wiem ze pani ciężko pogodzić się ze stratą mamy jednak niestety moze to zimno zabrzmi ale ludzie umierali, umierają i będą umierać bo taka rola człowieka na tym swiecie by do chwili swej śmierć zyc najlepiej jak umiemy i czynić jak najwięcej dobra choc to bardzo trudne, bo jednym Bóg daje na to wiecej czasu a drugim mniej…tak to rozumuje. Rozumie takze ze nigdy nie ma odpowiednich slow pocieszenia dla osoby ktora pochowala kogos tak bliskiego.

      Moj brat palił papierosy 10 lat. Wszyscy się go ile naprosiliśmy , nagadaliśmy i straszyliśmy nawet chorobami ale nic nie działało. Nasza mama wyczerpała wszystkie metody wychowawcze w tej sprawie choc brat to juz w pełni samodzielny młody mężczyzna zarabiający na siebie. Az pewnego dnia brat wykonując zlecenie u pewnego starszego pana sie z nim zaprzyjaźnił. I ten właśnie człowiek choc starszy od niego o 40 lat idealnie do niego dotarł i brat z dnia na dzien rzucił palenie, nie pali juz rok i nie ma zamiaru wracać do tego. Co wiecej za jego przykładem poszli dwaj jego koledzy z pracy którzy również byli wyborowymi palaczami… Takze proszę się nie martwic zawierzyć to Bogu gdy przyjdzie taki czas pani takze dotrze do swojego „Emaus” … A wracając z niego głosić dobra nowinę bedzie pani wesola i szczęśliwa … Dodam jeszcze ze w tym czasie odmawiałam nowennę pompejanska prosząc Matkę Bożą by sama wybrała czy obdarzyć laskami mnie mojego meza, nasze malzenstwo czy rodzine gdyz mialam zbyt wiele intencji i nie moglam sie zdecydowac ktora wybrac.Na poczatku nie wiazalam tego z nowenna ale kto wie…nigdy nie możemy byc pewni… Pozdrawiam serdecznie

      • Elizeusz pisze:

        Zaiste długości naszego życia znać nie możemy. O tym decyduje sam Bóg i On wybiera dla danego człowieka czas najlepszy. Tak, że nieraz czas śmierci jest zależny od nas samych. Bóg może nasze życie skrócić, abyśmy nie zaszkodzili bardziej sobie i bliźnim. Może też przedłużyć, abyśmy mieli czas na przejrzenie, np. w bólu czy chorobie, lub wykorzystali je jak najlepiej, oddając je wtedy z ufnością Opatrzności Bożej.
        Wiek, którego dożywa się na ziemi, nie ma dla Boga żadnego znaczenia. Znaczenie ma tylko nasz rozwój, przebiegający u każdego z różną, właściwą mu szybkością. Długością życia dysponuje Pan tak, aby każdy mógł osiągnąć dostępną mu pełnię. On wybiera nam czas śmierci, gdy dojrzewamy, choć może mało kto jest czy może być dojrzały, tzn. „święty”, w chwili śmierci.
        Słusznie zauważyłaś Agnieszko, że jednym Bóg daje na to więcej czasu a drugim mniej…tak to rozumując.
        Rąbka tej tajemnicy, zrządzeń Opatrzności Bożej uchyla Pan Jezus w książce „Koniec Czasów” M. Valtorty, gdzie w dyktandzie zatyt. ‚Godzina śmierci jest zawsze słuszna’:
        Boją się śmierci ci, którzy nie znają miłości i nie mają spokojnego sumienia (por. Syr 40,1nn). A jest ich tak wielu! Ci ludzie, kiedy z powodu choroby lub wieku albo z jakiejkolwiek innej przyczyny czują się zagrożeni śmiercią, lękają się, martwią się i buntują. Próbują jeszcze wszelkimi środkami i sposobami uciec przed nią.
        Daremnie. Kiedy bowiem zostanie wyznaczona godzina, żadne środki ostrożności nie zdołają uchronić od śmierci.
        Godzina śmierci jest zawsze słuszna (Syr 41,1-4), gdyż daje ją Bóg. Ja sam jestem Panem życia i śmierci. Nawet jeśli nie są Moimi pewne sposoby umierania, jakimi człowiek się posługuje za namową demona, to zawsze są Moimi wyroki śmierci wydawane po to, aby unieść duszę ze zbyt wielkiego cierpienia ziemskiego lub zapobiec większym grzechom tej duszy.
        Teraz rozważ, dlaczego udzielam daru życia, długiego życia. Z dwóch powodów.
        Pierwszy: korzysta z tego [daru] stworzenie, które posiada oświeconego ducha, a jego misja polega na doprowadzeniu do takiego stanu inne duchy, jeszcze osłonięte mgłami materializmu. Wielu Moich świętych osiągnęło wiek późnej starości właśnie dlatego.
        Tylko Ja wiem, jak bardzo pragnęli przyjść do Mnie.
        Drugi powód: daję długie życie stworzeniu nieukształtowanemu w celu udzielenia mu środka – wszystkich środków – po to, żeby się ukształtowało.
        Uczenie się, przyjaźnie, święte spotkania, cierpienia, radości, lektury, plagi wojen lub chorób, wszystko przychodzi ode Mnie. Wszystko to dane jest po to, aby dusza wzrosła w Moim Wieku, który nie jest jak wasz. Wzrastać bowiem w Moim Wieku oznacza wzrastać w Mojej Mądrości (Mdr 4,13). I może się zdarzyć, że dorosłymi w Moim Wieku są ci, którzy w waszym wieku są dziećmi, albo też odwrotnie: mogą być małymi dziećmi według Mojego Wieku ci, którzy według waszego osiągnęli już sto lat. Ja nie patrzę na wiek waszego śmiertelnego ciała, lecz spoglądam na waszego ducha. Chciałbym, żeby się stał duchem potrafiącym chodzić, mówić, pewnie działać, a nie – by bełkotał, chwiał się i nie był zdolny do działania, jak dziecko!
        To wyjaśnia, dlaczego wypowiadam moje: „Dość”, szybciej wobec stworzenia, które dorosło w Wierze, Miłości, Życiu…
        Dalej na str: http://www.mocmodlitwy.info.pl/files/Maria_Valtorta-KONIEC_CZASOW.pdf

    • MariaPietrzak pisze:

      http://www.abpsheen.pl/2012/03/agent-006-czyli-arcybiskup-fulton-j.html?m=1

      🎬 Agent 006, czyli Arcybiskup Fulton J. Sheen o pokusie

      Kim jest agent 006? Jakim metamorfozom podlega? Jak z nim walczyć? O tym wszystkim opowiada Arcybiskup Fulton J. Sheen w kolejnym przetłumaczonym na mowę nasza ojczystą filmie pt. „Psychologia Pokusy”.

      Zapraszamy do oglądania i – jak zwykle – prosimy o umieszczanie linków do filmu na swoich profilach FB, na swoich blogach i o rozesłanie ich do jak największego grona widzów/słuchaczy, na większą chwałę Bożą i ku naszemu pożytkowi zbawiennemu.
      Aby włączyć polskie napisy, należy kliknąć na ikonkę CC na panelu odtwarzacza.



    • Elizeusz pisze:

      Będę i ja pamiętał o tobie m-gosiu w modlitwie i uwolnieniu Ciebie z niewoli nikotynizmu!
      A tymczasem pozwolę sobie przytoczyć stosowny fragment z książki Ivana Novotnego
      „Z Aniołem do Nowego Świata”:
      https://wobroniewiaryitradycji.files.wordpress.com/2012/06/z-aniolem-ostat-2xa5.pdf
      ” A inne „diabelstwo”, jakim były papierosy…?
      Mówiło się tylko o „nałogu”, ale nieliczni zdawali sobie sprawę, że uzależnienie od setek trucizn zawartych w dymie, a więc powolne samobójstwo, to potężne zniewolenie szatańskie! Czy pamiętasz, jak w pewnej kaplicy ksiądz egzorcyzmował kobietę palącą papierosy…? Jak diabeł nią miotał, wzbudzał strach, odczucie zimna, a w końcu odebrał jej przytomność?
      – Dobrze ten fakt pamiętam! Ksiądz rozkazał duchom nikotynizmu, żeby opuściły tę kobietę. Pytasz, jak jest teraz… Jestem pewna, na sto procent, że możesz podróżować po całym świecie, a nigdzie nie spotkasz człowieka palącego!
      Jak to się stało? Od razu po Wielkim Oczyszczeniu wszyscy przestali palić? Nie było przecież środków łączności, artykułów ani wykładów na ten temat…
      – Od razu, w jednej chwili! Gdy ukazał się wszystkim Chrystus w otwartym niebie, dał też
      każdemu poznać, jak widzi jego życie, i to w najdrobniejszych szczegółach. Czy możesz wątpić,
      że i ten problem ukazał w dostatecznie jasnym świetle?; podobnie pijaństwo, narkomanię
      , seksomanię i wszystkie inne „manie”, ze służbą mamonie włącznie.
      – I co, od razu wszyscy się nawrócili pod wpływem tej wizji,tego duchowego wstrząsu…?
      – Tak można powiedzieć. Ale z nałogami i zniewoleniami to nie taka prosta sprawa! Wprawdzie w pierwszej chwili wszyscy, pogrążeni w najgłębszym żalu, postanowili poprawę
      , ale Bóg zastosował pół roku „kwarantanny”, albo inaczej próby wytrwania w tym postanowieniu. No i tu zaczęła się straszna walka ludzi ze swoimi słabościami, a z ludźmi – walka mocy piekielnych! Piekło chciało odzyskać utracone pozycje i wpadło w niesamowitą wściekłość, wykorzystując nawet cień swoich możliwości…
      (z rozdz. 4 ‚Moja siostra przewodniczką’, str.89/90)

    • EwaT. pisze:

      +++

    • magda pisze:

      +++ ❤

  3. teresa pisze:

    m-gosia bardzo ci współczuje z powodu śmierci mamy!!!
    Ja walczyłam z paleniem papierosów 10 lat; ty nie poddawaj się też; modlitwa i post w tej intencji zdziała cuda!!!
    Bądz dzielna i niech Pan Jezus da ci potrzebną pomoc!

    Panie Jezy Ty się tym zajmij!!!
    +++

  4. Pingback: Żywot świętego Stanisława, biskupa i Męczennika | Serce Jezusa

  5. kasiaJa pisze:

    Ks. Tomasz Kancelarczyk prosi o udostępnianie tego filmu i udział w manifestacji: „W najbliższą niedzielę w Szczecinie Manifestacja kobiet …pięknych kobiet. (…)” /wiadomość z fb/

    „Nie będzie wulgarnych sloganów, ani wieszaków. Nie będzie zaklejania ust, ani manipulacji medialnej. Nie będzie też ataków na tych, którzy wyrażają swoje zdanie.
    Pomyślisz – znowu… Mamy już za sobą czarne protesty, strajki…
    Nasz głos jest inny i chcemy, żeby został usłyszany…

    – Chcemy pokazać kobietę dumną, która nie ulega manipulacji politycznej, nie musi skandować z zaklejonymi ustami z wieszakiem w jednej ręce i hasłem na tekturowym kartonie „Moja macica moja sprawa” w drugiej. Kobietę, która swoje zdanie wypowiada z klasą. Nawet kosztem tego, że będzie będzie gorzej słyszana.

    – Chcemy pokazać kobietę, która wie, że może wybierać, szanując fundamentalną wartość, jaką jest życie ludzkie, także to nienarodzone. Kobietę, która ma świadomość, że każdy wybór niesie konsekwencje.

    – Chcemy pokazać kobietę odważną, która podejmuje codzienny trud opieki nad dzieckiem, trud jego wychowania. Bez wmawiania, że świadomy wybór trudnego macierzyństwa to heroizm. Macierzyństwo to coś więcej niż heroizm.

    – Chcemy pokazać kobietę, która może i potrafi wybierać. Wie, co jest warte jej wyboru. Zna wartość ludzkiego życia i nie pozwoli, by zostało skrzywdzone. Niezależnie od tego, jak zostało poczęte, niezależnie od tego, jak długo będzie mogła je tulić w swoich ramionach – 5 minut, 3 dni, czy kilka, kilkadziesiąt lat.

    – Chcemy też pokazać kobietę, która bywa ofiarą przemocy, manipulacji, porzucenia i błędnych wyborów. Gdy kobieta staje się ofiarą gwałtu – nie chcemy więcej ofiar! Chcemy, aby wybrzmiało nasze żądanie egzekwowania konsekwencji na mężczyznach, którzy dopuszczają się krzywdy na kobiecie.

    – Chcemy również pokazać mężczyznę stojącego za każdą z tych sytuacji. Mężczyznę, który nie powie „Twoja macica, twoja sprawa”, lecz takiego, który podejmie się odpowiedzialności za swoje czyny i nie pozbawi się prawa głosu. Chcemy odpowiedzialnych mężczyzn, którzy dbają o swoje dzieci niezależnie od sytuacji. Dziecko nie może być ofiarą nieporozumień dorosłych, a tym bardziej śmiertelną ofiarą ich niedojrzałości i błędnych wyborów.

    To nie poczęte życie jest dla kobiety zagrożeniem. To też nie tu, jest miejsce wyboru. Przed takim antagonizmem stawiane są kobiety. Budowana jest atmosfera lęku przed macierzyństwem. Masz wybór, nie musisz dać się zastraszyć…

    Ten głos nie udaje, że jest głosem wszystkich, ani nawet zdecydowanej większości. Ale jest głosem wielu. Jeśli i Ty jesteś wśród tych wielu, jeśli masz dosyć przedstawiania kobiety, jako agresywnej, zalęknionej macierzyństwem i trudnościami, bezwzględnie stawiającej swoje potrzeby ponad wszystko – dołącz do nas. Nie dajmy się oszukać, że jesteśmy w mniejszości.
    Niech na Placu Solidarności będzie jeszcze więcej piękna!

  6. MariaPietrzak pisze:

    Z nauczania Prymasa , Pasterza Dobrego /
    Najmilsi!
    Na zakończenie ćwiczeń rekolekcyjnych warto ustawić sobie w jasnych liniach drogę, na której jesteśmy,
    drogę do celu, którym jest Bóg miłujący: Deus caritas est.
    To najkrótsze i najpełniejsze określenie Boga.
    Uczono nas – mnie przynajmniej – w Katechiźmie Filochowskiego, że Bóg jest to Istota najdoskonalsza, Stworzyciel nieba i ziemi, Pan wszystkich rzeczy.
    Niewątpliwie, tak jest od strony formacji bytowej, a także od strony realnej, realistycznej.
    Ale święty Jan powiedział: Bóg jest miłością; kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim (1 J 4,16).
    I to jest wszystko.
    Możemy nawet nie wiedzieć o tym – na osobisty użytek – że to jest Stworzyciel nieba i ziemi, Pan i Władca, Właściciel, posiadający wszystko.
    Wystarczy pamiętać to jedno, że Bóg jest Miłością.
    Gdy idziecie do współczesnych ludzi, nie musicie im wiele opowiadać o dziełach, których dokonał Bóg, Stwórca nieba i ziemi, ale przede wszystkim głoście im, że Bóg jest Miłością.
    Światu przesyconemu posiadaniem i zmęczonemu walką o posiadanie trzeba dzisiaj ukazywać Boga, który jest Miłością.
    To jest podstawa waszego apostolstwa, wy możecie i musicie głosić: Bóg to miłość, która nieustannie się udziela.
    A więc istnieje ład miłowania: Bóg, który tworzy przez miłość.
    On przez miłość powołał do istnienia świat i każdego z nas, a więc i ciebie.
    🍒 I ty jesteś emanacją, owocem Jego miłości.
    🍒 Jeżeli istniejesz, to dlatego, że On cię miłuje.
    🍒 Jeżeli twój byt przedłuża się, to dlatego, że Bóg nie może przestać cię miłować.
    🍒 Na tym odcinku On, wszechmocny, jest słaby wobec ciebie.
    🍒 On cię miłuje. Ki
    🍒 Swoją szczytową miłość ujawnił w tym, że Syna swojego nam dał.
    Boży Syn, Jezus Chrystus, wysłannik Ojca, który jest Miłością – a przecież Ja i Ojciec jedno jesteśmy (por. J 17,22) – jest wyrazem najwyższego umiłowania człowieka, bo życie swoje oddał za zbawienie ludzkości.
    To jest Bóg zbawiający.
    Taka była wola Ojca, ale aby ją spełnić, Bóg-Człowiek stał się sługą.
    🍒 Oby nie zmalał w naszej wyobraźni ten kuszony Syn Człowieczy, zmagający się z szatanem,
    to znaczy wyzwalający człowieka, nieustannie zbawiający,
    Ten, który ratuje,
    który całkowicie oddaje się i poświęca za nas – Nie ma większej miłości nad tę, gdy ktoś życie swoje oddaje za braci (J 15,13).
    Chrystus ustanowił taki wymiar miłości i znalazł naśladowców w Apostołach, uczniach, wyznawcach i męczennikach.
    http://www.nonpossumus.pl/nauczanie/0941.php

    – Owoc nocnych zapasów po wyborze nowego prezydenta . Szukałam o świętym Stanisławie a znalazłam drogę do Macrona . Pomyślałam… Czy nie należy do tych , co nie poznali jeszcze miłości Bożej ?
    W jego intencji Zdrowaś Maryjo …
    Ku nowej Europie…

  7. Agnieszka pisze:

    A ja proszę o modlitwę za mnie i mojego męża by znalazło się wreszcie jakieś sensowne i dobre dla nas obojga rozwiązanie naszej po ludzku beznadziejnej sytuacji bo czasu juz bardzo mało…

    • MariaPietrzak pisze:

      @Agnieszko , nie jest beznadziejnie , kiedy do Boga wołasz, bo wtedy zawsze jesteś słyszana i wysłuchana .
      Źle jest , kiedy już nic nie mówimy , uszy tulimy , nie ufamy i nie szukamy . Glowa do gory !!💛
      Ostatnio poleciła się mej bezradności Matka Boża węzły rozwiązująca , ile z tego radości . Nie powiem , sama spróbuj .
      Nowenna w necie !
      Dobrego dnia !

      • Agnieszka pisze:

        Kochana pani Mario… Polecaną przez panią nowennę odmówiłam juz 5 razy, ostatnia skonczylam 04.05. w intencji rozwiązania węzła niezgody miedzy nami. Faktycznie pojawił sie kontakt miedzy nami ale po wczorajszym spotkaniu jestem rozbita. Niby chcemy sie zejść ale nie mamy jak… Maz nie chce mieszkać w wynajmowanym mieszkaniu gdyż twierdzi ze sobie nie poradzimy( ja nie mam pracy) z kolei ja jestem sceptyczna co do zamieszkania w domu jego mamy. Juz raz próbowaliśmy i zle się skończyło. Do tego maz wymyśla mi jakies chore terminy na moja decyzje. Jesli takowej nie dostanie stwierdził ze złoży pozew o rozwod bo ma dość rozlaki. Po części go rozumiem. Ale martwi mnie to ze mąż nie idzie w dobro, nie chce się pogodzić z moja rodziną jest arogancki i pewny siebie choc to on zerwał kontakty z moja rodzina raniąc tym moich bliskich i czyniąc im także szkodę materialną. Ja nie opowiadam sie po żadnej ze stron ale nie podoba mi sie to żeby utrzymywać kontakt z jedna ze stron ( rodzina męża) a z druga strona nigdy nie bylo i nie ma nawet rodzinnego obiadu u mamy nie mówiąc juz o wspólnych świętach. Zawsze musiałam przyjeżdża do rodzinnej domu sama. Nie wiem nawet jak maz wyobrażałby sobie chrzciny gdyby bylo dziecko. Mysle ze dla niego nie stanowiłoby problemu gdyby nie bylo.mojej rodziny …Ja przyznałam sie do wszystkich swoich błędów a maz wie ze zrobil zle a mimo to nie zalezy mu na niczym. Moja sytuacja naprawde trudna…ale mimo wszystko dziękuję za słowa otuchy.

        • Alutka pisze:

          @Agnieszka. Odpuść sobie ze swoja rodziną , mąż ważniejszy, to Twoja druga połowa, Jeśli tylko z tego powodu ma się rozpaść małżeństwo, to raczej będzie Twoja wina i wszelkie modlitwy na nic się zdadzą, potrzebny jest kompromis.Czasami się kogoś nie trawi i trudno w takim przypadku zmuszać do „konsumpcji”, bo może poskutkować obstrukcją..Weź pod uwagę ,że mąż jest jedynym żywicielem rodziny więc ma też większe prawo do stawiania warunków, lepiej wyjdziesz na tym jeśli się podporządkujesz. Wydaje mi się , ze męża chleb smaczniejszy niż mamusi czy jakiej rodzinki, ale decyzja należy do Ciebie. Czasami chcemy zmieniać ludzi, ale to sami potrzebujemy nawrócenia i stanięcia w Prawdzie,

        • Alutka pisze:

          Odnośnie ostatniego zdania, także siebie miałam na myśli.

        • MariaPietrzak pisze:

          💞
          Jest coś z prawdy , że małżeństwo to nie Góra Tabor , ale Kalwaria (O.Pio)
          Tu stale składa się ofiary .
          Kiedyś słyszałam dobra radę ,
          💞 by codziennie , codziennie odmawiać różaniec i to co chore traktować jak chore . Życie krótkim jest , szybko przemija … 💞
          Pokora to królowa ! A dobra rada sukcesy zapowiada ..
          Jakże ważne są słowa Boga , że „człowiek opuści ojca i matkę swoją, i złączy się ze swoją żoną , odtąd będą jednym ciałem „.
          Opuści , to niekoniecznie „precz z mej pamięci ” , ale przetasuje relacje , priorytety.
          Czas na trudne dojrzewanie jako Jedno …choć ciągle we dwoje … (JP II)
          Więcej wzajemnego zrozumienia i jedności przychodzi wtedy , „kiedy oboje łączą się z Panem ( Komunia święta , zjednoczenie ) i staną się z Nim jednym duchem” .
          Tu odnosi się prawdziwe sukcesy . Tu rodzą się prawdziwe przyjaźnie i świętość . To recepta na szczęście .
          Współmałżonek „o trudnej wierze” bądź „nie wierzę ” to z kolei doskonała droga do szlifowania kantów i uświęcenia . Czasem owoców długo nie widać , bywa ze współmałżonek taki oporny , ale jeszcze częściej nasze kanty kanciaste nie tak łatwo szlifowaniu się poddają , Panu podobają !
          No i ważne – milczenie jest zlotem , ale niedomówienia niekoniecznie .
          To takie kamyczki , o które się potknęłam , a potem po nich przeszłam ! Stały mi się drogą .
          – Modlitwa nigdy nie zawodzi – Wszystko rozwiąże , wyjaśni.
          Ona przemoże , cudów dokona .
          Z czasem Owocem zaobfituje , serce rozraduje !
          Uwierz !
          💞
          Rada @alutki pierwszorzędną jest !
          Nic dodać nic ująć !
          – tu wszyscy wspinamy się do Góry !
          A w małżeństwie tym bardziej , ze wzajemną odpowiedzialnością .
          Bo jeśli nie do Góry , to dokąd ?
          Zatem powodzenia 💞 +

        • MariaPietrzak pisze:

          💞
          Jest coś z prawdy , że małżeństwo to nie Góra Tabor , ale Kalwaria (O.Pio)
          Tu stale składa się ofiary .
          Kiedyś słyszałam dobra radę ,
          💞 by codziennie , codziennie odmawiać różaniec i to co chore traktować jak chore . Życie krótkim jest , szybko przemija … 💞
          Pokora to królowa ! A dobra rada sukcesy zapowiada ..
          Jakże ważne są słowa Boga , że „człowiek opuści ojca i matkę swoją, i złączy się ze swoją żoną , odtąd będą jednym ciałem „.
          Opuści , to niekoniecznie „precz z mej pamięci ” , ale przetasuje relacje , priorytety.
          Czas na trudne dojrzewanie jako Jedno …choć ciągle we dwoje … (JP II)
          Więcej wzajemnego zrozumienia i jedności przychodzi wtedy , „kiedy oboje łączą się z Panem ( Komunia święta , zjednoczenie ) i staną się z Nim jednym duchem” .
          Tu odnosi się prawdziwe sukcesy . Tu rodzą się prawdziwe przyjaźnie i świętość . To recepta na szczęście .
          Współmałżonek „o trudnej wierze” bądź „nie wierzę ” to z kolei doskonała droga do szlifowania kantów i uświęcenia . Czasem owoców długo nie widać , bywa ze współmałżonek taki oporny , ale jeszcze częściej nasze kanty kanciaste nie tak łatwo szlifowaniu się poddają , Panu podobają !
          No i ważne – milczenie jest zlotem , ale niedomówienia niekoniecznie .
          To takie kamyczki , o które się potknęłam , a potem po nich przeszłam ! Stały mi się drogą .
          – Modlitwa nigdy nie zawodzi – Wszystko rozwiąże , wyjaśni.
          Ona przemoże , cudów dokona .
          Z czasem Owocem zaobfituje , serce rozraduje !
          Uwierz !
          💞
          Rada @alutki pierwszorzędną jest !
          Nic dodać nic ująć !
          – tu wszyscy wspinamy się do Góry !
          A w małżeństwie tym bardziej , ze wzajemną odpowiedzialnością .
          Bo jeśli nie do Góry , to dokąd ?
          Zatem powodzenia 💞 +

        • MariaPietrzak pisze:

          … przepraszam , nie dosyć , ze się podwójnie przykleiło , to duże A w male a , zmieniło! @Alutka💛

        • daga pisze:

          Troche się dziewczyny mylicie. Alutka przede wszystkim modlitwa na pewno pomoże Agnieszce. Bo Bóg moze wszystko przemienić nie wazne jak by bylo. Co więcej również uważam ze malzenstwo powinno być razem ale opisana sytuacja nie powinna miec miejsca. A Na odwiedziny czy rodzinny obiad zasługują obydwie rodziny a Agnieszka pisze ze nigdy jej maz nie utrzymywał kontaktów z jej rodzina i nie powiecie mi ze
          to jest w porządku. Albo utrzymywac kontakt z obydwoma rodzinami albo z żadną.
          Co do kwestii zamieszkania to mysle ze młodzi powinni jednak mieszkać sami zwłaszcza ze A. pisze ze próbowali mieszkać w domu matki jej meza i nie wyszlo wiec wchodzenie drugi raz w ta sama sytuacje chyba nie ma sensu. Nie wiemy dokladnie co tam sie wydarzyło a to ze mąż Agnieszki jest zywicielem rodziny nie znaczy ze ma swieta racje, wiem z autopsji. Jest mowa o krzywdzie materialnej a to takze nie wskazuje ze maz A. jest w porządku…

        • dga pisze:

          Moim zdaniem nie macie panie racji. To co opisała Agnieszka to jakiś horror. I nie wiemy czy mąż A. rzeczywiście jest żywicielem rodziny… Nawet jesli by był nie znaczy to że zawsze ma świętą rację… Moim skromnym zdaniem jego opisane zachowanie jest niedopuszczalne zwłaszcza ze jest mowa o krzywdzie materialnej . A Agnieszka wyraźnie napisała ze nie opowiada sie po żadnej ze stron. Nie wiemy jak było w ich domu ani jak prowadził sie jej mąż a gromy poleciały na A. a przeciez napisała ze przyznała sie do win a jej mąż nie ma odwagi zrobić nawet tego i to ma byc małżeństwo oparte na szczerości??? Pozdrawiam drogie panie i ośmielam się mieć inne zdanie od Was.

        • MariaPietrzak pisze:

          abstrahując , na marginesie💕 /
          ….jak ważna dla Jezusa… jest czułość . Dzieci w Fatimie mówiły „o Jezu , czynię to z miłości dla Ciebie” …
          Bodajże , to najlepszy „język” na spory … na wiele…wszak jesteśmy na obraz i podobieństwo Boże .
          Przytulić się … i … zawierzyć !
          ( 💕tylko miłość jest twórcza💕 …I Jest )

    • kasiaJa pisze:

      +++

  8. MariaPietrzak pisze:

    ” Gdy bowiem nie ma już nic do powiedzenia,
    kiedy słowa nie są brane pod uwagę, gdy prawda już nie pozyskuje,
    pozostaje wtedy jeszcze jedno: dać życie za prawdę.
    To zastanawia, zbawia, jest ratunkiem.
    A równocześnie jest ostrzeżeniem dla tych,
    którzy łatwo sięgają po ludzkie życie,
    mnożą udręki,
    gromadzą mękę ludzką, gwałcąc prawa człowieka i nie licząc się z prawami Bożymi.

    Do wszystkich krzywdzicieli i prześladowców męczeńska śmierć głosicieli prawdy woła, że Bóg nie pozwoli, ażeby ci,
    którzy padli pod mieczem w obronie Jego praw,
    ginęli w niepamięci,
    bo zawsze ten, który ginie pod mieczem za prawdę, jest zwycięzcą i raduje po wszystkie wieki Kościół Chrystusowy. ”
    💎
    taką lekcję zostawił nam kardynał Wyszyński o tych , co Bogiem stoją i wrogów się nie boją .
    „Bardziej trzeba słuchać Boga niźli ludzi” , brzmi często w jego licznych posłaniach o świętym biskupie Stanisławie , Nieustraszonym .

    Byśmy i my wierni pozostali , lekcje życiem dawali , Bogu chwalę przymnażali ,
    Święty Stanisławie , oręduj za nami !

    • Elizeusz pisze:

      Zdaje się o św. Stanisławie i tych wszystkich, którzy upominają (np. św. Jan Chrzciciel) w imieniu Prawdy powiada, daje świadectwo Pismo:
      „Nie powstrzymuj mowy, gdy jej potrzeba. Aż do śmierci (nawet za cenę utraty życia) stawaj do zapasów o prawdę, a Pan Bóg będzie walczył o ciebie” (Syr 4,23.28).
      Nadto jakby powtórzył za św. Pawłem Apostołem: „Zbliża się już chwila, w której krew moja przelana będzie Bogu na ofiarę na ofiarę, a czas odejścia mego nadchodzi. W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie/Teraz czeka mnie jedynie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia,w Dniu Wielkim, a nie tylko mnie, ale i wszystkim, którzy umiłowali pojawienie się Jego” (2Tm 4,6-8).
      O tych, którzy otrzymują władzę od Boga (Rz 13,1) powiada Autor natchniony Księgi Mądrości:
      Mądrość konieczna dla władców
      1 Słuchajcie więc, królowie, i zrozumiejcie,nauczcie się, sędziowie ziemskich rubieży!
      2 Nakłońcie ucha, wy, co nad wieloma panujecie i chlubicie się mnogością narodów,
      3 bo od Pana otrzymaliście władzę, od Najwyższego panowanie: On zbada uczynki wasze i zamysły wasze rozsądzi.
      4 Będąc bowiem sługami Jego królestwa, nie sądziliście uczciwie aniście prawa nie przestrzegali, aniście poszli za wolą Boga,
      5 przeto groźnie i rychło natrze On na was, będzie bowiem sąd surowy nad panującymi.
      6 Najmniejszy znajdzie litościwe przebaczenie, ale mocnych czeka mocna kara.
      7 Władca wszechrzeczy nie ulęknie się osoby ani nie będzie zważał na wielkość.
      On bowiem stworzył małego i wielkiego i jednakowo o wszystkich się troszczy,
      8 ale możnym grozi surowe badanie.
      9 Do was więc zwracam się, władcy, byście się nauczyli mądrości i nie upadli.
      10 Bo ci, co świętości święcie przestrzegają, dostąpią uświęcenia, a którzy się tego nauczyli, ci znajdą [słowa] obrony.
      11 Pożądajcie więc słów moich, pragnijcie, a znajdziecie naukę. (Mdr 6,1-11).
      Dalej czytamy w tej Księdze: „wielu mądrych (ale Bożą Mądrością) to zbawienie świata, a król rozumny (a takim był do czasu król Salomon: Syr 47,1-22) to szczęście narodu (6,24; por. Syr 10,1-3).
      Zatem jakże ważna i potrzebna jest ta modlitwa za rządzących w państwie, ale też i w Kościele: „Nakarm go/ich Panie chlebem rozumu i napój wodą mądrości” (Syr 15,3).
      Król Dawid też miał wiele za kołnierzem, ale upomniany przez posłanego przez Boga Natana, za postępek z żoną Uriasza Chetyty, który (tj. ten postępek) się Panu nie podobał opamiętał się, szczerze żałował (1Sm 11-12), Bóg mu przebaczył, ale były tego w jego życiu i Izraela stosowne konsekwencje.

      • Elizeusz pisze:

        Wkradł się mały błąd, gdy mowa była o królu (do czasu)rozumnym Salomonie:
        napisano: Syr 47,1-22, a powinno być: Syr 47,12-22.

  9. Marek pisze:

    Informacje Radia Maryja, w tym wydaniu jest mowa o niebezpiecznej grze „niebieski wieloryb”
    http://www.radiomaryja.pl/multimedia/serwis-informacyjny-godz-13-00-1211/

  10. kasiaJa pisze:

    Dzisiaj obchodzimy Uroczystość Świętego Stanisława biskupa,
    dodatkowo wspomnę, że:
    – 8 maja to dzień urodzin św. Charbela, 🙂
    – dziś świętujemy 1524. rocznicę objawień św. Michała Archanioła na górze Gargano. 🙂

  11. m-gosia pisze:

    Wszystkim , którzy udzielili mi porad , pocieszenia oraz pomodlili się za mnie z serca dziękuję. Niech Wam i mnie Pan Bóg błogosławi.

    • wobroniewiary pisze:

      Gosiu, rozmawiałem przez tel. z Ewą która prosi aby Ci przekazać abyś papierosy, popielniczkę skrapiała wodą egzorcyzmowaną zwłaszcza tą od ks. Adama.

      • m-gosia pisze:

        Kazimierz bardzo Ci dziękuję. Słuchajcie dosyć długo żyję na tym Bożym świecie , ale nie zdawałam sobie do końca sprawy, że to diabelskie dzieło. Dostałam dosłownie „obuchem w łeb”. Moje córki już od dawna proszą , a nawet błagają, abym rzuciła to dziadowstwo. Jeżeli z pomocą Bożą uporam się z tym przed śmiercią na pewno napiszę. Już kilkakrotnie na tej stronie była na ten temat dyskusja, ale jakby nie dotyczyła mnie. Wyjeżdżam zagranicę na Komunię mojej wnuczki .Zostańcie z Panem Bogiem.

  12. kasiaJa pisze:

    13 maja 2017 roku na Jasnej Górze odbędzie się „Wielbienie z Maryją” z okazji 100 rocznicy Objawień Najświętszej Maryi Panny w Fatimie. Będziemy się łączyć z Fatimą.
    „Specjalny telemost modlitewny Jasnej Góry z Fatimą i innymi sanktuariami maryjnymi na świecie odbędzie się już w najbliższą sobotę 13 maja. Różaniec poprzedzi wielkie „Wielbienie z Maryją Królową”, którego centralnym punktem będzie Msza św. celebrowana przez abp. Stanisława Gądeckiego, przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski”

  13. kasiaJa pisze:

    Dla osób, które dzisiaj z ważnych powodów nie mogą być w kościele i uczestniczyć w Eucharystii, transmisja radiowa Mszy św. prymicyjnej z Jasnej Góry
    http://nowohuckie.pl/2017/05/08/prymicje-na-jasnej-gorze/

  14. kasiaJa pisze:

    Z Maryją przyjmujemy Ducha Świętego – RADIO FARA (nagranie jednodniowych rekolekcji wygłoszonych dn. 08.05.2017r. przez ks. Jose Maniparambil z Indii – link poniżej)

    „Maryja i Duch Święty to wzór eksplozji życia Jezusa pośród nas! Franciszkanie w dniu 6 maja zaprosili do pięknego zakątka ziemi podkarpackiej jakim jest Kalwaria Pacławska koło Przemyśla. Jednodniowe rekolekcje w sanktuarium maryjnym poprowadził ks. Jose Maniparambil z Indii.

    Ks. Jose jest coraz bardziej znanym i cenionym rekolekcjonistą w wielu krajach świata oraz profesorem biblistyki. Jest katolickim kapłanem obrządku syromalabarskiego, którego korzenie sięgają św. Tomasza Apostoła. Jest siódmym z dziewięciorga rodzeństwa. W 25 roku życia 1989 r. w Diecezji Irinjalakuda otrzymał święcenia kapłańskie. Po 10 latach ukończył studia doktoranckie. Wyjątkowe zrozumienie Biblii księdza Jose pomaga słuchaczom zmieniać swoje życie w praktyce. Głosi rekolekcje i konferencje dla księży, sióstr zakonnych oraz dla świeckich w Indiach i za granicą, m.in. w Ulm i Berlinie w Niemczech (2008, 2009), Paryżu i Annecy we Francji (2007, 2009), Valladolid w Hiszpanii (2007), Wiedniu w Austrii (2007, 2008) i w prawie wszystkich stanach Indii. Głosił również Słowo Boże w Arabii Saudyjskiej – kraju, w którym jest zakaz prowadzenia jakiejkolwiek działalności duszpasterskiej a jedyną obowiązującą religią jest Islam. Przybył tam pod zmienionym nazwiskiem i podczas tajnych spotkań zgromadził 3 tys. wiernych. Pierwszą książkę napisał w wieku 19 lat, następnie w wieku 22 lat napisał komentarze do czterech Ewangelii, które wydał 2 lata później. Książka ta cieszy się od lat powodzeniem w stanie Kerala, gdzie jest używana przez większość księży. Do tej pory napisał 45 książek w swoim ojczystym języku Malayalam, które są tłumaczone na inne języki świata. Prowadził międzynarodowe seminarium Młodzieży Jezusa we Włoszech (2007). Jest on też dyrektorem i założycielem Biblia Publications – wydawnictw promujących książki biblijne, eklezjologiczne i o duchowości, a także redaktorem naczelnym pierwszej katolickiej Encyklopedii Biblijnej w swoim ojczystym języku. Wziął udział w filmie “Nurunguvettangal” (“klejnoty światła”), wybranym na Festiwal Filmowy w Niepokalanowie. W Polsce gościł w Krakowie, Bielsku Białej i Rychwałdzie. Na pytanie – skąd bierze czas na tyle różnych zajęć – odparł, że nie czas jest problemem, ale nasze zainteresowania. Jeśli coś naprawdę nas interesuje, to zawsze znajdziemy na to czas. Ciekawostką jest fakt, że ksiądz Jose potrzebuje do snu tylko ok 4 godzin, a wspomina, że kiedyś spał jeszcze mniej tj. ok 2, 3 godzin dziennie”
    (tekst za http://www.magnaliadei.pl)
    http://przemyska.pl/2017/05/08/z-maryja-przyjmujemy-ducha-swietego/

  15. mama adopcyjna pisze:

    +++ we wszystkich powyższych intencjach. Z góry Bóg zapłać za modlitwe za moja ciocie (Stanislawe), która akurat dziś , w dzień swych imienin, trafiła do szpitala w stanie agonalnym +++

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s