Dzieciństwo Francesco Forgione – słów kilka o najmłodszych latach św. Ojca Pio

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus,

Dzieciństwo Francesco Forgione

Francesco Forgione urodził się w Pietrelcina, przy ulicy Vico Storro Valle 27, w środę 25 maja 1887 r. Kum Grazio, ojciec, w późniejszych latach życia wspominał, jak to pod gorącym majowym słońcem jego żona, przerwawszy nagle pracę, uświadomiła mu, że nadszedł czas porodu i udała się do domu. Była godzina 17, akuszerka powiedziała: „Giuseppa, mały urodził się owinięty w biały welon (w języku polskim mówi się w czepku urodzony). To dobry znak. Będzie wielkim i szczęśliwym człowiekiem”. Rodzice dali mu na imię Francesco, ku czci św. Franciszka z Gargano. Chrzest odbył się następnego dnia o godzinie 8 w kościółku Matki Boskiej Anielskiej. Mały Francesco dał się wkrótce poznać sąsiadom, gdyż płakał „nieprzerwanie, prawie przyprawiając swoich rodziców o desperację”. Czasami płacz chłopca był doprawdy nie do zniesienia, tak że którejś nocy jego dzielny tata „nie mógł już dłużej wytrzymać”. Rozgniewany wyjął owinięte w pieluszki dziecko i z furią rzucił na łóżko, krzycząc: „Przecież to mały diabeł mi się urodził, a nie chrześcijanin!”. Niemowlę przetoczyło się przez łóżko i spadło na podłogę po jego drugiej stronie. Matka Giuseppa krzyknęła: „Zabiłeś naszego syna!”, i podbiegłą, żeby go podnieść. Nie tylko, że był żywy, ale nie miał nawet najmniejszego zadrapania. Od tej chwili dziecko już nie płakało. Dlaczego jednak wcześniej mały Francesco płakał? Kilka lat później sam wyjaśnił tę kwestię: „Kiedy moja mama gasiła światło, pojawiało się wokół mnie mnóstwo potworów i wtedy płakałem. Gdy na nowo zapalała światło, ja przestawałem płakać, gdyż potwory znikały. Ona więc gasiła światło, a ja znów zaczynałem płakać, bo widziałem potwory…”. Wiele lat później mama, wspominając to wydarzenie, powiedziała: „Synu mój, ile mi napędziłeś strachu tamtej nocy!”. On wyjaśnił jej z prostotą: „Mamusiu, tamtej nocy to diabeł tam mnie męczył”. Ojciec w jednym z listów, mówiąc o Panu Jezusie, pisał: „Ten Boski Oblubieniec… już od dnia moich narodzin okazywał mi swoją szczególną miłość. Pokazywał mi, że nie jest On tylko moim Zbawicielem, moim Najwyższym Dobroczyńcą, lecz także oddanym Przyjacielem, szczerym, wiernym, przyjacielem od serca, wieczną, nieskończoną miłością, pocieszeniem, radością, całym moim skarbem” (22.XI,1922). Kiedy jeden ze współbraci zapytał go: „Ojcze, kiedy zacząłeś cierpieć? , Ojciec odpowiedział: „W łonie mojej matki”. „Moja dusza – napisał Ojciec – już od najmłodszych lat odczuwała silne powołanie do stanu zakonnego”… Kilkumiesięcznego Francesca mama zaniosła do znanego w okolicy „astrologa”, aby „zobaczył, co mu jest pisane”. „Kiedy przyniesiono przyniesiono dziecko, zaczął studiować układ gwiazd, pod którym urodził się chłopczyk. Cała jego wiedza opierała się jednej książce pełnej znaków zodiaku. Wznosząc ku górze lazurowe oczy, wybełkotał drżącym głosem: „Cały świat będzie wielbił to dziecko. Przez jego ręce przepłynie mnóstwo pieniędzy, lecz on sam nie będzie posiadał niczego”. Około drugiego roku życia malutkiego Francesca zaczęły męczyć dolegliwości jelitowe bliżej nieokreślonego pochodzenia. Mama zawinęła więc malca w szal i udała się do pewnej kobiety zdolnej „odczyniać urok”. Ojciec Pio ubawiony, opowiadał później, że owa kobieta odprawiała przewidziany w takim wypadku rytuał, trzymając go „za nogi jak jakieś jagniątko”. Pewnego razu cztero- lub pięcioletni Grancesco, który nie znosił przekleństw, słysząc je, schował się wzburzony w domu i tam płakał ukryty za drzwiami. Wstręt, jaki odczuwał słysząc wulgarne słowa, towarzyszył całemu jego życiu: „Wolałbym umrzeć lub przynajmniej stać się głuchy, niż słuchać tych wszystkich obelg, którymi ludzie znieważają Pana Boga… a najbardziej ze wszystkich tych okropnych przekleństw”. W wieku pięciu lat, kiedy zdecydował, że „poświęci się Panu”, zaczęły się „ekstazy i objawienia”. Wtedy też również diabły, nękając go okropnymi wizjami, rozpoczęły gwałtowne ataki. Piekło skierowało swoją furię przeciwko małemu Francesco. Kiedy miał pięć lub sześć lat, Francesco stał przed ołtarzem głównym małego kościółka. Wtedy objawił mu się Pan Jezus, który ruchem ręki dał znak, aby się zbliżył. Malec podszedł, a Pan Jezus w geście uznania i przyjęcia jego ofiarowania położył mu dłoń na główce. Mały Francesco pomagał ojcu, doglądając owiec. Jego koledzy wspominali, że „miał delikatny umysł, był milczący, nigdy nie można było go zrozumieć, zawsze był milczący jak wilk”. „Lubiłem się bawić, lecz jeszcze bardziej lubiłem obserwować. To sprawiało mi taką samą przyjemność jak zabawa”. Jednak kiedy nadarzała się okazja, żeby na dworze ćwiczyć walki wręcz, Francesco nie zostawał w tyle. Jednak któregoś dnia przeciwnik Francesco zaklął. „W czasie walki – opowiadał on – upadliśmy i zostałem przygwożdżony plecami do ziemi. Chciałem przewrócić Francesco i zmienić sytuację na swoją korzyść. Jednak wszystkie moje wysiłki szły na próżno. W pewnym momencie wyrwało mi się brzydkie słowo”. Było to niczym uderzenie pioruna. Francesco odskoczył, po czym zaczął uciekać. Właśnie te przykre zdarzenia sprawiły, że powoli Francesco stawał się bardziej ostrożny i stroniący od ludzi. Mama namawiała go, aby przyłączył się do zabawy, jednak on odmawiał: „ Nie mam ochoty iść do nich, bo oni przeklinają”. Matka opowiadała, że Framcesco „w domu był bardzo grzeczny, nie kaprysił i zawsze był posłuszny” i że każdego ranka i wieczora „chodził do kościoła, żeby odwiedzić Pana Jezusa i Matkę Boską”. Znajomi mówili: „To była jego natura…, pociągał go wyłącznie Kościół”. Rówieśnik Fracesca wspominał: „W niedzielę po południu, kiedy dzwon ogłaszał godzinę dwunastą, krętymi uliczkami podążała dziwna procesja. Na przedzie szedł chłopiec, niosący krzyż. Za nim postępował kościelny, dzwoniąc małym dzwonkiem. Był to sygnał do katechizmu. Na ten dźwięk z domów wyłaniali się chłopcy i dziewczęta i przyłączali się do idących. Matki popędzały opornych, a najgorsi chowali się pod łóżkiem. Do tej ostatniej kategorii należał na przykład brat Francesco – Michele Forgione. Francesco natomiast szybko podążał na wezwanie”. Chętnie uczęszczał do swojego kościółka, był też ministrantem. W wieku dziewięciu –dziesięciu lat Francesco uczęszczał do wieczorowej szkoły prowadzonej przez pewnego skromnego rzemieślnika znającego trochę alfabet. Wieczorami, w małej izdebce, bez żadnych ławek, czterech lub pięciu sennych chłopców powtarzało niechętnie nudną lekcję, która ograniczała się do nauki liter alfabetu. Tylko jeden z tych uczniów był czujny i uważny: mały Francesco. Z nauką radził sobie przeciętnie. Rodzice byli analfabetami. Brat Michele zakończył edukację na trzeciej klasie szkoły podstawowej. W ostatecznym rozrachunku Francesco musiał sam starać się przezwyciężać pierwsze trudności. Z okresu gdy był już nieco starszy, wspominane jest wymowne zdarzenie: pewien rówieśnik, który zauważył, że czasami Francesco źle wygląda, powiedział mu, że najlepszą kuracją w takich przypadkach jest „zabawa z jakąś dziewczyną”. Francesco złamał na jego plecach kij od miotły. Z biegiem czasu grono przyjaciół zawęziło się do dwóch chłopców. Wybrał ich na swoich kolegów, gdyż nie używali wulgarnego języka.
(Przy opracowaniu tego artykułu skorzystano z książki włoskiego kapucyna O. Luigi Peroni, Ojciec Pio t. I, Wydawnictwo Rafael, Kraków 2008, s. 17-35))

***

Drodzy Czytelnicy, 23 lipca 2017 r. zostanie odprawiona Msza Święta dziękczynna za dar życia i świętości św. Ojca Pio, wiernego naśladowcy Pana Jezusa Ukrzyżowanego. My, duchowe dzieci Ojca prosimy, aby nas składał nieustannie w Świętej Ranie Miłosierdzia Pana Jezusa.
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydarzenia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

14 odpowiedzi na „Dzieciństwo Francesco Forgione – słów kilka o najmłodszych latach św. Ojca Pio

  1. wobroniewiary pisze:

    Módlmy się za siebie nawzajem, przyzywając opieki św. Michała Archanioła

    Święty Michale Archaniele wspomagaj nas w walce a przeciw niegodziwości
    i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Niechaj go Bóg pogromić raczy, pokornie o to prosimy, a Ty wodzu zastępów anielskich, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła Amen!
    Święty Michale Archaniele, który w brzasku swego istnienia wybrałeś Boga i całkowicie oddałeś się spełnianiu Jego świętej woli. Wstaw się za mną do Stwórcy, abym dzisiaj, za Twoim przykładem, na początku nowego dnia, otwierając się na działanie Ducha Świętego, w każdej chwili dawał się Bogu, wypełniając z miłością Jego świętą wolę. Niech razem z Tobą wołam bez ustanku: Któż jak Bóg! Przez Chrystusa Pana naszego. Amen

  2. nowa pisze:

    Ojciec Ojca Pio – rzucił niemowlę na łóżko, które spadło na podłogę, gdzie indziej czytałam, że nigdy nie wziął dzieci na ręce czego później żałował, był zapracowany jak i mama Ojca Pio.
    Mama wzięła Ojca Pio do astrologa, później na odczynianie uroków ..
    Ja już nic z tego nie rozumiem…

  3. nowa pisze:

    Dobrze, będę czekać.

  4. Sylwia pisze:

    Nowa
    Bo może Tata o. Pio był zapracowanym człowiekiem, a to że zdarzyło się mu wziąć Go na ręce być może to był ostatni raz?. Własnie wtedy gdy doszło do tego „wypadku? „. Z pewnością był to człowiek zapracowany. Wiadomo jak to w dawnych czasach ludzie ciężko harowali od świtu do nocy. Więc być może ojciec nie miał czasu dla dzieci, by się z nimi bawić , by je nosić?
    Być może własnie przez to użyto takiego określenia że nie nosił dzieci.

    Co do sprawy astrologa. Cóż były to czasy gdzie i ludzie też sięgali po różne dziwadła. Tak samo jak i teraz. Więc nie ma się co dziwić, że być może Mama o. Pio została namówiona przez kogoś i dlatego skorzystała z tego typu usług. Domyślam się że w późniejszym czasie na pewno wiedziała że nie powinno jej tam być.
    Samo to że skoro mały Francesco płakał, pewnie jej ktoś mógł poradzić własnie ot taką metodę. Tak samo jak z odczynianiem uroku. Zauważ że ludzie w tamtych czasach gdzie panowały choroby i głód,bieda szukali różnych rozwiązań nie koniecznie tych dobrych.
    Nie mieli też oni dostępu do lekarzy tak ja teraz. Więc jak jakiś znachor się znajdował we wsi to masa ludzi do niego pędziła. Bo nie byli świadomi zagrożenia.
    Ale sądzę że mama o. Pio po czasie zdała sobie z tego sprawę.

    • nowa pisze:

      Miałam inne „wyobrażenie” o rodzicach Świętego. Rozumiem, że wszyscy jesteśmy grzesznikami. Ojciec pracował bardzo ciężko jak i matka, nawet będąc w ciąży. Takie były czasy i duża bieda. Biorąc ślub wiedzieli, że łatwo nie będzie. Po prostu nie wyobrażam sobie jakbym miała męża i rzucił mi niemowlę na łóżko mówiąc „Przecież to mały diabeł mi się urodził, a nie chrześcijanin!” albo ojciec mojego dziecka nie poświęcił czasu dla niego. Jakbym wiedziała przed ślubem, że mój przyszły mąż nie panuje nad sobą, jest nerwowy, dla dzieci nie poświęciłby chwili czasu to nawet bym się nie zastanawiała. Po prostu myślałam, że rodzice którym urodziło się Święte dziecko nie korzystali z takich usług (znachor, astrolog), byli opanowani emocjonalnie itp. Miałam wyidealizowany obraz rodziców.

      • Kasia pisze:

        Rozne sa losy ludzi I rozne srodowiska z ktorych sie wywodza, w tym Swietych. Kazdy jest inny ale kazdy z nas jest powolany do swietosci, Ty rowniez.

      • Świętość jest nam zadana nie dana, każdy dopiero dąży do świętości i weź jeszcze pod uwagę południowy włoski temperament.

        • tu MariaPietrzak pisze:

          Stąd wniosek – nie jest regułą , że święci rodzą świętych !
          I dobrze , każdy ma szansę niezależnie od środowiska z jakiego sie wywodzi . Nie ma usprawiedliwienia dla lenia , nie ma wymówki dla syna ateisty . André Frossard , przykładem . Łaski nigdy Panu nie zabraknie .
          Jedynie , jak mówi przysłowie
          „pycha z Nieba spycha „. A zarozumiałość jej siostrą .
          I , że komu wiele dano , od niego wiele wymagać się bedzie !
          Zreszta jak wszędzie i tu są niespodzianki …
          „1940 – 9 kwietnia. – „Nie myśl, że święty musi koniecznie wydawać się świętym w oczach ludzi. Bo ma on swoją naturę zewnętrzną, a liczy się tylko to, co jest wewnątrz. Są owoce, których szorstka, a nawet kolczasta skórka nie pozwala domyślać się słodkiej i soczystej zawartości wnętrza. Podobnie jest z moimi świętymi: ich wartość zawiera się w ich sercach. Pamiętaj: wszystko, co sprawia pycha, ginie i obraca się w jej hańbę. Wszystko, co sprawia pokora, owocuje i obraca się w jej chwałę”.
          Podoba mi się definicja świętości , którą znalazłam w tej samej książce , w „On i ja” Gabrieli Bossi … „i to wlasnie Duch Święty , który w tobie mieszka jest Święty” !
          Bez złudzeń 😊
          Zresztą , co sie dziwić dziwactwu Rodziców świętego Ojca Pio . Ilu świętych zanim zostało świętymi tarzało się oooo…. w błocie . nie pomijając wielkiego Augustyna , doktora !
          Tym więcej zachęty dla ubłoconych – i ty możesz zabłyszczeć na firmamencie Nieba !
          Odwagi 😌!

          http://www.objawienia.pl/gabriela/gab/rok_1940.htm

      • Maggie pisze:

        @Nowa: W dzisiejszych czasach,gdzie TV, Internet,gdy umiemy czytać i pisać … również nie zdajemy sobie sprawy z zagrożeń duchowych. Wielu nawet bezwiednie samoprzeklina się, choć przecież nie ma takiego zamiaru zwłaszcza … gdy „gra” o własne potomstwo.
        Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z sytuacji i zagrożeń: czego przykładem np to w co wplątuje yoga, która zalecana jest wokół (!) … jak panaceum… Znachor dla biednych chyba był tańszy i … „bardziej pod ręką” niż lekarz.

        W dzisiejszych czasach, wiele problemów możnaby uniknąć, gdyby zamiast do psycho-loga/-analityka/-terapeuty ludzie najpierw (!) trafiali do …. konfesjonału ….

        @Nowa: Byłyśmy z mamą w tym samym pokoju, ale kiedyś moja mama chrapała i ja nie mogłam spać, bo co chwilę było „🤕😴💤 chrrrrrrr”. Nie mogąc spać, tak w na pół jawie, co rusz wołałam płaczliwie „mamo chrapiesz”. Zmieniała pozycję, by za chwilę wracać do tej samej i zaczynało się „piłowanie”. Byłam nieprzytomna, a niewiele czasu pozostawało do wstawania. W pewnym momencie mama, ze złością odkrzyknęła: przecież muszę oddychać. Ja zaś z bólem głowy i na pół przytomna powiedziałam, …”to nie oddychaj”. Wcale źle nie życzyłam, chciałam choć ciut pospać. Mama się zaśmiała i … jakoś przestała chrapać .. ale dzięki Bogu oddychała.😉

        Kiedy z wizytą przyjechałam do Polski, jednej nocy drobniutka mama położyła się na tym drugim tapczanie i zwinięta w kłębuszek wyspała się jak malutkie dziecko, wstając niezwykle zrelaksowana … bo czuła się bezpieczna i kochana. Przeszło …. minęło bezpowrotnie i nie usłyszę już jej głosu, którego mi brakuje … nawet gdyby to miało być chrapanie.

        Człowiek często nie potrafi ocenić/docenić chwili i podświadomie daje się ponieść „na rogach chwilowej emocji” …i tak było w przypadku ojca św.o.Pio…

        Zły nienawidzi świętości i odwodzi odeń wszystkich … bez wyjątku, bo skoro starał się bezczelnie kusić Pana Jezusa … to tym bardziej zwykłych lub świętych ludzi włącznie z ich otoczeniem …
        Wszyscy stworzeni jesteśmy do świętości, ale nie wszyscy potrafimy doń iść bez potyczek tj prostą drogą …
        Jak sama dobrze zauważyłaś: wszyscy jesteśmy grzesznikami.

  5. Marzena pisze:

    Dziękuję Bogu, że przez wstawiennictwo Św. O. Pio Magda odzyskała zdrowie po ciężkim udarze mózgu.
    Bogu niech będą dzięki oraz Św. O. Pio.

  6. wobroniewiary pisze:

    Wróciłam, odpisuję
    We wpisie: https://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/2017/02/12/tego-na-pewno-nie-wiedziales-o-sw-ojcu-pio-niepublikowane-dotad-historie-z-zycia-swietego-stygmatyka/
    napisałam:
    Nikt tu nie pochwala chodzenia do czarownic, wiary w zabobony i uroki, ale widać, że te błędy nie przeszkadzały św. Ojcu Pio kochać i szanować swojej mamy, a nie oskarżać jej za swoje cierpienia – moja własna uwaga, bo dziś tak często wszystko zwalamy na przodków, a my sami to tacy „święci, nieskalani”…
    Po prostu te wstrętne ludowe zabobony „istniały zawsze” mama Francesco nie była od nich wolna ale to nie przeszkadza zostać mu Świętym. On w to nie wierzył , nie pochwalał, wyśmiewał – jak już był dorosły. Ale sama wzmianka o tym, że jego mama korzystała z takich porad wskazuje:
    – raz: na prawdę, nie ma tu wybielania, tylko autor opisuje jak było
    – dwa: na szeroki zakres problemu wiary we wróżby, gusła, zabobony.
    Ile naszych babć i cioć w dobrej wierze nakładało len na świece, które ksiądz święci 2 lutego a potem ten len paliło bo dzieci płakały…. nie było wtedy telewizorów internetów a zabobony rozprzestrzeniały się z prędkością światła.
    Czy mamy sądzić, że nasze babcie to diabły wcielone i są potępione???
    Musimy pamiętać, że komu więcej dano, od tego się więcej wymaga. My mamy wiedzę i to my bardziej odpowiemy, jak pójdziemy do wróżki, będziemy sobie święcić len, odczyniać uroki itp. itd.

    A propos Świętych (nawet nie ich rodziców):
    św. Piotr najpierw zdradził Pana Jezusa,
    św. Maria Magdalena była jawnogrzesznicą, z której Pan Jezus wygonił siedem demonów,
    św. Augustyn – ponoć nie ma grzechu, którego by nie popełnił
    św. Paweł – wiemy co robił będąc SZAWŁEM

    Jak widać- u Boga nie ma rzeczy niemożliwych i każdy ma szansę 🙂

    • Nowa pisze:

      nie oskarżać rodziców za swoje cierpienie, ale kochac i szanowac (ja często oskarżalam moja mame za cierpienie, choc teraz ja trochę rozumiem… )
      Dziękuję za odpowiedź 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s