Św. Ojciec Pio: stygmaty ukryte i widzialne. Transwerberacja, stygmatyzacja i doświadczenie ostrza wbitego w serce

Obok stygmatów Ojca Pio nie sposób przejść obojętnie. Są one albo wielkim znakiem danym od Boga w naszych czasach – kolejnym przypomnieniem, że On jest, kocha i działa, albo zwykłym oszustwem czy też wytworem chorej psychiki. Innej możliwości nie ma!

Za rok, we wrześniu 2018 roku, minie sto lat od chwili, gdy na ciele Ojca Pio na stałe  pojawiły się rany…


Nosił je przez pół wieku aż do śmierci, której pięćdziesiątą rocznicę będziemy obchodzili również w przyszłym roku.

Brakuje do tej pory polskiego opracowania poświęconego stygmatom Ojca Pio. Pragniemy zapełnić tę lukę cyklem artykułów poświęconych ranom Stygmatyka, a jeśli Pan Bóg pozwoli, również książką, która ukaże się za kilka miesięcy.
Badając sprawę stygmatów Ojca Pio, natrafiamy na olbrzymią dokumentację. Pisał o nich w listach do swych kierowników duchowych, do ojca Agostina i ojca Benedetta, a ci z kolei do przełożonego generalnego zakonu oraz ojca Eduardo d’Alençon, wybitnego teologa i znawcy duchowości franciszkańskiej, oraz do siebie nawzajem. Temat stygmatów pojawia się w sprawozdaniach z sesji zarządu kapucyńskiej prowincji Foggii, w oficjalnych i osobistych notatkach braci, którzy widzieli je na własne oczy, w dziennikach córek duchowych Ojca Pio oraz w dzienniku ojca Agostino. Piszą o nich w listach biskupi, przełożeni zakonni, wysłannicy Watykanu. A przede wszystkim zaświadczają o nich w swych sprawozdaniach lekarze, którzy dołożyli starań, by je zbadać na wszelkie możliwe sposoby. W Archiwum Ojca Pio przechowywanych jest siedemnaście obszernych, wielostronicowych opinii lekarskich. Każda z nich poświadcza, że stygmaty to fenomen z naukowego i medycznego punktu widzenia niewytłumaczalny…

Ból zamiast ran
Stygmaty Ojciec Pio otrzymał 20 września 1918 roku w czasie przejmującej wizji tajemniczej postaci, która włócznią przebiła jego dłonie, stopy i bok. Jednak nie jest to początek historii… Czas przygotowania do tego wydarzenia trwał dokładnie osiem lat (wrzesień 1910 – wrzesień 1918). Okres ten często jest nazywany czasem stygmatów niewidzialnych, choć znaki męki Zbawiciela i wtedy tymczasowo pojawiały się na ciele Ojca.
Pierwsze ważne wydarzenie miało miejsce pod koniec lata 1910 roku, zaledwie kilka miesięcy po święceniach kapłańskich Ojca Pio. Ósmego września 1911 roku Ojciec Pio pisał do ojca Benedetta:
„Wczoraj wieczorem przydarzyło mi się coś, czego nie potrafię ani wyjaśnić, ani zrozumieć. Na środku mych dłoni pojawiły się zaczerwienienia o kształcie małej monety. Towarzyszył temu bardzo ostry ból, dokładnie w zaczerwienionych miejscach. Był bardziej dokuczliwy w lewej ręce, tak że nawet odczuwam go do tej pory. Odczuwałem go – nieco słabiej – także w stopach.
To wszystko trwa już od roku i powtarza się regularnie, choć ostatnio był też okres, kiedy się nie powtarzało. Niech Ojciec się nie gniewa, że dopiero teraz o tym mówię. Zawsze do tej pory zwyciężał we mnie ten przeklęty wstyd. Gdyby Ojciec wiedział, jak teraz musiałem się ze sobą zmagać, by to wyznać. Wiele mógłbym opowiadać, lecz brak mi słów. Powiem tylko, że gdy znajduję się przed Jezusem obecnym w Najświętszym Sakramencie, serce mi bije tak mocno, jakby niemal chciało wyrwać się z piersi.
Przy ołtarzu niekiedy czuję, jakbym cały płonął. Nie potrafię tego opisać. Najbardziej twarz, wydaje mi się, że zostaje pochłonięta przez ogień. Co to za znaki, mój Ojcze? Ja nie wiem”.

Bóg zabiera widoczne znaki
Przestraszony pojawieniem się niezwykłych ran, młody kapłan modlił się, by „Pan zabrał od niego te widoczne znaki”. I Bóg go wysłuchał. Ale choć nie były już dłużej widoczne znaki zewnętrzne, ból pozostał. Ojciec Pio odczuwał go nieustannie, szczególnie jednak we wtorki oraz od czwartkowego wieczoru do soboty. Pisał do ojca Agostina 21 marca 1912 roku:
„Od czwartku wieczorem aż do soboty, jak i w każdy wtorek trwa mój bolesny dramat. Serce, dłonie i stopy wydają się jakby przebite mieczem – tak wielki odczuwam ból”.
O swych doświadczeniach z okresu zanim na stałe został naznaczony widzialnymi stygmatami obszernie Ojciec Pio informuje ojca Agostina w liście z 10 października 1915 roku:
„Chce Ojciec wiedzieć, od kiedy Jezus obdarza swe nędzne stworzenie swymi niebiańskimi wizjami. Jeśli się nie mylę, rozpoczęły się one tuż po ukończeniu nowicjatu.
Następnie pyta Ojciec, czy otrzymałem niewysłowiony dar świętych stygmatów. Muszę odpowiedzieć na to pytanie twierdząco. Kiedy Jezus obdarzył mnie nimi po raz pierwszy, były widzialne, szczególnie na jednej dłoni, ale ponieważ ma dusza była cała przelękniona, prosiłem Pana, by zabrał zewnętrzne znaki. Od tego czasu już więcej się nie pojawiły. Jednak, mimo że rany zniknęły, nie przestałem odczuwać intensywnego bólu. […]
Ostatnie pytanie dotyczy kwestii, czy Pan pozwolił mi doświadczyć swego cierniem ukoronowania i biczowania. Odpowiedź i na to pytanie musi być twierdząca. Pyta Ojciec ile razy – nie potrafię odpowiedzieć, odważę się jedynie powiedzieć, że przeżywam takie cierpienie od kilku lat prawie co tydzień”.

Wizja tajemniczej postaci
Nieoczekiwana zmiana nastąpiła w piątkowy ranek 20 września 1918 roku. Zatopiony w modlitwie Ojciec Pio ujrzał, jak sam mówi, tajemniczą postać, z której dłoni, stóp i boku broczyła krew. Od tego dnia widoczne stygmaty nosił już przez kolejne pięćdziesiąt lat.
Postać, która otworzyła rany jego dłoni, stóp i boku, ujrzał już wcześniej w wizji 5 sierpnia 1918 roku. Pisze o niej do ojca Benedetta:
„Spowiadałem chłopców wieczorem piątego sierpnia, kiedy nagle ogarnął mnie ogromny strach na widok niebiańskiej postaci, która ukazała się oczom mej duszy. Trzymała w ręku coś w rodzaju narzędzia podobnego do bardzo długiej żelaznej włóczni dobrze zaostrzonej. Wydawało się, że z jej ostrza wychodzi ogień.
Wizja tego wszystkiego i obserwacja postaci, która rzuciła we mnie swą broń, były zupełnie wyjątkowe. Z trudem wydałem jęk, czułem, że umieram. Powiedziałem chłopcu, żeby się oddalił, ponieważ źle się czułem i nie dałem rady dalej spowiadać.
Ta męka trwała nieprzerwanie aż do poranka siódmego sierpnia. Nie potrafię powiedzieć, co czułem w tym czasie tak pełnym bólu. Nawet me wnętrzności, widziałem, były wyciągane i rozrywane tą bronią i rzucone na żelazo i ogień. Od tego dnia noszę śmiertelną ranę. W głębi duszy czuję zawsze otwartą ranę, która sprawia, że doznaję wielkich katuszy”.

Tajemnicza postać zadaje rany
Sam moment otrzymania widocznych stygmatów opisuje Ojciec Pio w liście do ojca Benedetta słowami:
„Co mam odpowiedzieć, gdy pyta mnie Ojciec, jak wyglądało moje ukrzyżowanie? O mój Boże, jakiego zmieszania i upokorzenia doświadczam, gdy muszę ujawnić, co Ty uczyniłeś w swym marnym stworzeniu!
Był ranek dwudziestego dnia ubiegłego miesiąca, po odprawieniu mszy świętej zostałem zaskoczony przez niespodziewany odpoczynek, niczym słodki sen. Wszystkie me zmysły wewnętrzne i zewnętrzne, a także władze mej duszy ogarnął spokój nie do opisania. Wewnątrz mnie i wokół panowała całkowita cisza. Szybko wypełnił mnie wielki pokój i uczucie porzucenia i oderwania się od wszystkiego, odpoczynek w samym nieszczęściu. Wszystko wydarzyło się błyskawicznie.
Gdy to się działo, ujrzałem tajemniczą postać, podobną do tej, którą widziałem wieczorem piątego sierpnia. Jedyna różnica była taka, że teraz jej dłonie, stopy i bok broczyły krwią.
Jej widok mnie przeraził. Nie potrafię opisać, co wtedy poczułem. Czułem, że umieram i umarłbym, gdyby Pan nie wzmocnił mego serca, które wyrywało się z piersi.
Po pewnym czasie postać oddaliła się, ale dostrzegłem, że moje dłonie, stopy i bok zostały przebite i ociekały krwią. Niech Ojciec wyobrazi sobie tę udrękę, jakiej wówczas doznałem i nadal przeżywam prawie każdego dnia.
Rana serca nieustannie krwawi, szczególnie od czwartku wieczorem do soboty. Ojcze, umieram z bólu z powodu ran oraz zażenowania, jakie noszę w głębi duszy. Boję się, że się wykrwawię na śmierć, jeśli Pan nie wysłucha wołania mego serca i nie zmieni sposobu swego działania we mnie. Czy Jezus, który jest tak dobry, udzieli mi tej łaski?”.

Znaki znikają
Stygmaty Ojciec Pio nosił, należy powiedzieć, do śmierci, choć pod koniec życia nastąpiło pewne niespodziewane zjawisko: zaczęły zanikać. Jako ostatni wszystkie stygmaty widział ojciec Eusebio 5 lipca 1964 roku. Latem 1966 roku zanikły stygmaty stóp i boku. W lutym 1968 roku ojciec Alessio widział i zbadał stygmaty rąk. Na przełomie lipca i sierpnia tego samego roku zaniknęły stygmaty na zewnętrznej stronie dłoni Ojca Pio, a na prawej dłoni być może stygmat zniknął nawet całkowicie. Kiedy 22 września Ojciec Pio odprawiał ostatnią mszę świętą, wciąż był widoczny stygmat na wewnętrznej stronie lewej dłoni.
23 września o godzinie 2.30 Ojciec Pio umarł. Zamknął się wtedy ostatecznie także stygmat lewej dłoni. Dziesięć minut po śmierci ojciec Giacomo Piccirillo sfotografował jego bok, dłonie i stopy – stygmaty zniknęły zupełnie, nie zostawiając jakiegokolwiek znaku lub blizny.
Jak odczytać te wydarzenia i znaki?

Tekst Maciej Zinkiewicz OFMCap

„Głos Ojca Pio” [107/5/2017] Kliknij

******
Fragmenty książki włoskiego kapucyna  o. Luigi Peroni Ojciec Pio, t.I, Wydawnictwo Rafael, Kraków 2008, s. 275-297

ROK 1918 – ZJEDNOCZENIE MISTYCZNE

Rok 1918 przyniósł Ojcu trzy niezwykłe zdarzenia mistyczne: transwerberację, stygmatyzację i doświadczenie ostrza wbitego w serce.

Transwerberacja polega na doznaniu przejmującego przeszycia duszy przez płomienny grot. Stygmatyzacja jest to specjalna łaska, którą Pan Bóg, znacząc dłonie, stopy, serce, czasem ramię i głowę, obdarza osoby wybrane ranami Pana Jezusa. Trzecie wymienione zjawisko to przebicie serca.

Pierwsze pojawienie się tajemniczej postaci:
(od wieczora 5 sierpnia, poprzez cały 6 sierpnia, święto Przemienienia Pańskiego)

Transwerberacja

„Spowiadałem właśnie naszych chłopców piątego wieczorem, gdy nagle wypełniło mnie najwyższe przerażenie na widok niebiańskiej istoty, która ukazała się oczom mej duszy. W ręku trzymała ona jakieś narzędzie podobne do bardzo długiej, żelaznej włóczni z dobrze zaostrzonym ostrzem, z którego, jak się wydawało, buchał ogień. Patrzenie na to wszystko i doświadczenie, jak ta postać wbija z całą gwałtownością to narzędzie w moją duszę, było jednym i tym samym. Z trudnością krzyknąłem z bólu, czułem, że umieram. Powiedziałem chłopcu, żeby odszedł, gdyż czułem się źle i nie miałem już sił, aby kontynuować spowiedź. To męczeństwo trwało bez przerwy aż do poranka siódmego dnia sierpnia. Tego, jak bardzo cierpiałem w tym bolesnym okresie, nie umiem opisać. Widziałem nawet swoje wnętrzności wydzierane przez to narzędzie i wszystkie wydane na pastę żelaza i ognia. Tego dnia zostałem śmiertelnie zraniony. W najgłębszym pokładzie mojej duszy czuję ranę, która będąc zawsze otwarta, sprawia, że doznaję nieustannej katuszy”. (list do ojca Benedetto z 21 sierpnia 1918 roku).

„6 sierpnia ukazał mu się Pan Jezus pod postacią niebiańskiej istoty, uzbrojony w lancę, którą przebił mu serce. Czuł, jak jego serca rozdziera się na kawałki, a krew rozlewa się po wszystkich członkach ciała, przelewając się częściowo przez usta”. (pamiętnik ojca Agostino, zeszyt 1, zapis z roku 1919)

To rozbicie wewnętrzne było przerażające także w aspekcie fizycznym i wydaje się, że trwało ono przez dłuższy czas. „Rana otwarta we mnie powtórnie krwawi i krwawi cały czas”. (list do ojca Benedetto z 5 września 1918 roku)

24 stycznia 1915 roku w liście do ojca Benedetto Ojciec opisał następujące wydarzenie mistyczne: „Czuję to, nie widząc Go oczyma mojego ciała, lecz oczyma mojej duszy, jak zatapia On [Pan Jezus] raz za razem, prawie krzesząc ogień, dobrze naostrzony nóż w moim sercu i dalej, aż we wnętrznościach, a potem z wielką siłą go wyszarpuje, aby po chwili powtórzyć całą operację”.

Drugie pojawienie się tajemniczej postaci
(20 września 1918 roku, pomiędzy godziną 9 i 10)

Stygmatyzacja

Był piątek, 20 września 1918 roku. Ojciec skończył właśnie odprawiać Mszę Świętą [w KOŚCIÓŁKU ANTYCZNYM] zatrzymał się jeszcze na chórze, aby złożyć Panu dziękczynienie. Już prawie godzinę zatopiony był w modlitwie. Było około godziny dziesiątej. Niewielki chór, na którym stoją trzy rzędy spróchniałych drewnianych krzeseł, jest usytuowany na wprost ołtarza głównego, ponad jedynymi drzwiami wiodącymi do kościoła. Okienko oddzielające od siebie rzędy siedzisk wychodzi na mały placyk. Dalej można dostrzec krajobraz roztaczający się za rosnącymi tam licznie migdałowcami. Na balustradzie chóru zawieszono osiemnastowieczny krucyfiks wyrzeźbiony w drewnie cyprysowym. Pan Jezus wiszący na krzyżu zwrócony jest w stronę chóru, tak jakby pragną, aby poprzez okienko tworzące dla niego obramowanie był widziany przez ludzi zatrzymujących się na dziedzińcu przed kościołem. Na suficie wymalowano kilka fresków przedstawiających epizody z życia niektórych świętych. Sznur od niewielkiego dzwonu opada przez specjalny otwór do wnęki okiennej.

Właśnie w trzecim, najwyższym rzędzie krzeseł, w pobliżu okienka, modlił się w największym kupieniu Ojciec. Tego właśnie dnia rozpoczął on nowennę ku czci św. Michała Archanioła, którego święto przypada 29 września. Ojciec darzył tę postać wyjątkową czcią. Kiedy Ojciec modlił się, kościółek był pusty. Serce Ojca, chociaż ustawicznie obciążone ciężką próbą kompletnego wyczerpania duchowego, płonąc miłością i bólem, kołatało silnie w tym świętym miejscu.

Gdy Ojciec, siedząc na chórze kościelnym, pozostawał całkowicie skupiony na swoim bólu i modlitwie, nagle ogarnęło go „znużenie podobne do słodkiego snu”. Wszystkie zmysły duszy zatopiły się w niewysłowionym spokoju. Wokół zapanowała całkowita cisza. I nagle, w okamgnieniu… Ojciec opisał to zdarzenie swemu kierownikowi duchowemu: „Mój Boże jak bardzo jestem zawstydzony i jakiego upokorzenia doznaję, kiedy muszę wyjawić to, czego Ty dokonałeś w tym swoim słabym stworzeniu! Na chórze, po odprawieniu Mszy Świętej (…) nagle ogarnął mnie stan spoczynku, podobny do słodkiego snu. Wszystkie zmysły zatopiły się w niewysłowionym spokoju. Otaczała mnie całkowita cisza, która ogarnęła także moje wnętrze. Pojawił się całkowity spokój i aprobata dla całkowitego wyrzeczenia się oraz wytchnienia od boleści. Wszystko to wydarzyło się w okamgnieniu. I podczas gdy to wszystko się działo, ujrzałem przed sobą tajemniczą postać podobną do tej widzianej wieczorem 5 sierpnia, a różniącą się tym tylko, że jej ręce, nogi i bok ociekały krwią. Ten widok mnie przeraził; nie potrafię opisać, co czułem w tamtej chwili. Czułem, że umieram i zapewne umarłbym, gdyby Pan nie pospieszył mi z pomocą i nie podtrzymał mego wyrywającego się z piersi serca. Wtedy tajemnicza postać zniknęła, a ja zobaczyłem, że moje ręce, nogi i bok zostały przebite i ociekają krwią…”. (z listu do ojca Benedetto z 22 października 1918 roku).

Pierwsze świadectwo w swoim dzienniczku pozostawił Ojciec Agostino: „Ukazała mu się ta sama postać, którą widział już 6 sierpnia, lecz tym razem ukrzyżowana. Poczuł się tak, jakby stracił przytomność i przebywał poza swoim ciałem. Krucyfiks rozbłysnął pięcioma promieniami wydobywającymi się z dłoni, ze stóp, z boku. One przebiły jego dłonie, stopy i bok. Wizja ta trwała kilka minut, a kiedy wrócił do siebie, spostrzegł, że naprawdę został zraniony: z ran wypływała krew, szczególnie z tej w okolicy serca. Znalazł w sobie dość siły, aby dowlec się do celi i wyczyścić całą przesiąkniętą krwią odzież”.

Drugie świadectwo pochodzi od Giuseppe Orlando, który przytacza zwierzenia Ojca: „Znajdowałem się na chórze i składałem dzięki za Mszę Świętą, kiedy poczułem, że z wolna wypełnia mnie narastająca słodycz, która sprawiała, że rozkoszowałem się modlitwą. Więcej nawet, im goręcej się modliłem, tym rozkosz ta się powiększała. W pewnej chwili wielka światłość poraziła moje oczy, a wewnątrz tej światłości ukazał mi się Chrystus pokryty ranami. Nie powiedział nic. Zniknął… Kiedy się ocknąłem, spostrzegłem, że leżę poraniony na ziemi. Dłonie, stopy i serce krwawiły i bolały bardzo, że nie miałem siły się podnieść. Na czworakach wlokłem się z chóru przez całą długość korytarza aż do celi. Wszyscy ojcowie znajdowali się wówczas poza klasztorem. Rzuciłem się na łóżko i modliłem się, aby powtórnie ujrzeć [Pana] Jezusa. Lecz później zanurzyłem się w sobie, przypatrzyłem się moim ranom i zapłakałem, znosząc hymny dziękczynienia i modlitwy”.

Trzecie pojawienie się tajemniczej postaci
(data nie jest znana, lecz z całą pewnością wydarzenie to miało miejsce pomiędzy 20 listopada a 20 grudnia 1918 rok)

Przebicie serca ostrzem

„Od wielu dni odczuwam w sobie jakąś rzecz podobną do żelaznego ostrza, które od dolnej części serca przechodzi ukośnie aż pod prawą łopatkę. Wywołuje to ostry ból i nie daje ani chwili wytchnienia. Cóż to może być? To nowe zjawisko zacząłem odczuwać po ponownym ukazaniu się tej samej tajemniczej postaci, którą widziałem 5 lub 6 sierpnia i 20 września, o czym wspominałem ci, jak zapewne pamiętasz, w innych swoich listach”. (list do ojca Benedetto z 20 grudnia 1918 roku). „Rana jest duchowa, ale przekłada się również na sferę fizyczną… Jest to rana Bożego Miłosierdzia…”.  (list o. Agostino z 7 stycznia 1919 roku)

W ten oto sposób Pan Jezus obdarzył Ojca Pio łaską zjednoczenia mistycznego. Od teraz życie Ojca całkowicie został oddane w ręce Trójcy Przenajświętszej, której wolą było, by Ojciec ofiarnie służył grzesznikom w drodze do zbawienia. Wiemy, że Także po swej śmierci Ojciec w dalszym ciągu pomaga swoim duchowym dzieciom.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydarzenia i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

35 odpowiedzi na „Św. Ojciec Pio: stygmaty ukryte i widzialne. Transwerberacja, stygmatyzacja i doświadczenie ostrza wbitego w serce

  1. wobroniewiary pisze:

    Módlmy się za siebie nawzajem, przyzywając opieki św. Michała Archanioła

    Święty Michale Archaniele wspomagaj nas w walce a przeciw niegodziwości
    i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy, a Ty wodzu zastępów anielskich, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła Amen!
    Święty Michale Archaniele, który w brzasku swego istnienia wybrałeś Boga i całkowicie oddałeś się spełnianiu Jego świętej woli. Wstaw się za mną do Stwórcy, abym dzisiaj, za Twoim przykładem, na początku nowego dnia, otwierając się na działanie Ducha Świętego, w każdej chwili dawał się Bogu, wypełniając z miłością Jego świętą wolę. Niech razem z Tobą wołam bez ustanku: Któż jak Bóg! Przez Chrystusa Pana naszego. Amen

  2. mała pisze:

    piękny wpis

  3. xx pisze:

    Módlmy się o ich nawrócenie

  4. xx pisze:

    Ale się dziś szatan wściekał podczas objawienia w Medjugorje

    • tu MariaPietrzak pisze:

      Ukazał się kolejny list z nowinkami S. Emmanuel , datowany 21 sierpnia.
       

      Droga Gospo, widząc, w jakim stanie jest świat, jak nigdy przybiegamy do Ciebie, Ucieczko grzeszników i ukochana Matko! Przyspiesz dzień triumfu Twojego Niepokalanego Serca i skróć czas płaczu, prosimy Cię o to! Szukasz współpracowników, apostołów? To właśnie my!
      Siostra Emmanuel +

      https://sremmanuel.org/newsletter/21-sierpnia-2017-r/

  5. groszek pisze:

    OJCIEC PIO i MORDERSTWO ZWANE ABORCJĄ
    Pewnego dnia, Ojciec Pellegrino spytał Ojca Pio: „Ojcze, dziś rano odmówiłeś rozgrzeszenia kobiecie, która dopuściła się aborcji. Dlaczego jesteś taki rygorystyczny w przypadku tego złego, godnego pożałowania postępku? „.
    Ojciec Pio odpowiedział: „Dzień, w którym ludzie, zatroskani o ekonomiczny rozwój, z powodu cielesnych defektów lub z powodu poświęcenia się dobrom materialnym, zagubią się w horrorze aborcji, będzie najstraszniejszym dniem ludzkości. Aborcja jest nie tylko zabójstwem, lecz również samobójstwem. Czy tym ludziom, których my widzimy na krawędzi popełnienia dwóch zbrodni chcemy pokazać naszą wiarę? Czy chcemy ich bronić? ”
    „Dlaczego samobójstwo? ” Spytał Ojciec Pellegrino.
    „Musisz zrozumieć to samobójstwo ludzkiej rasy, jeśli spojrzysz rozsądnym wzrokiem, będziesz mógł zobaczyć świat zaludniony starymi ludźmi i wyludniony z dzieci: wypalony jak pustynia.

  6. groszek pisze:

    MODLITWA BŁAGALNA DO OJCA PIO
    Święty Ojcze Pio, wierny synu Twojego świętego Patrona, Franciszka z Asyżu, zapalony miłością Bożą, szedłeś przez życie szerząc dobro i pokój. Zwróć swój łaskawy wzrok na nas, którzy zaliczamy się do Twoich czcicieli i polecamy się Twojemu wstawiennictwu u Boga. Kto zdoła zliczyć tych wszystkich, którzy przez Ciebie otrzymali pociechę i pomoc. Dlatego pełni ufności uciekamy się do Ciebie i prosimy o wstawiennictwo u Boga w tych wszystkich sprawach, które Ci dziś przedstawiamy… (następuje wyliczanie próśb, a także podziękowań za otrzymane łaski).
    Święty Ojcze Pio, wypraszaj nam łaski u Pana, o które Cię z ufnością prosimy, a także te, które są nam szczególnie potrzebne w życiu chrześcijańskim, abyśmy owładnięci tym samym duchem miłości wzrastali w doskonałości i mogli świadczyć wiarą i czynem o Chrystusie wśród naszych braci i dojść mogli razem z Tobą do błogosławionego posiadania Boga w wiecznej chwale.Amen

    • tu MariaPietrzak pisze:

      Sposób na cuda !

      Myślałam o słowach Ojca Pio „trzeba kochać” , o Stygmatach świętego , o tym jak dorastał duchowo do tego Bożego miłowania .
      Tą miłość , te Rany …. zrodzila nie co inne jak modlitwa wytrwała i ona ją podtrzymywała .
      Zapatrzenie w Chrystusa Ukrzyżowanego .
      …. Stąd tyle nawróceń , odwróceń , przywróceń innych , do życia i wiary.
      Niełatwe kochanie .
      Zadanie ….
      Łaska od Pana .
      💕
      ” trzeba kochać”….
      Przed laty Piotr Szczepanik śpiewał … „kochać , jak to łatwo powiedzieć” …
      Miłość nie jest łatwa . Wiedzą o tym żony…mamy…
      Jak mówiła w jednym z orędzi Maryja , miłość to ofiara , to przebaczenie . A tego się nie osiąga bez modlitwy . I to mocnej , wytrwalej . Na zgiętych kolanach , które potem bolą .
      Każdy związek , każda wspólnota takiej modlitwy potrzebuje , by miłość była . I by się nie skończyła !
      Żeby to było kochanie i odpowiedzialność , i w tym duchu odparcie pokus , by nasze razem nie przerodziło się w separacje , rozwód , czy w najlepszym razie tłuczek na głowie …. ja ci pokażę !
      Jedynie wytrwała modlitwa sprawia takie cuda . Bo ducha egoizmu zabija .
      Moje „ja” porządkuje , zło blokuje .
      Miłość otrzymuje !
      Cudów bez modlitwy nie ma !
      Swiety Ojcze Pio , w duchu tej Miłości , módl się z nami i za nami !

  7. tu MariaPietrzak pisze:

    To POUCZENIE , to jak komentarz do dzisiejszego wpisu . Sądząc po stanie w jakim znajduje się świat , „komunii pozornych” o jakich mówi Jezus , musi być niemało . … /

    Alicja „POUCZENIA” Niedz. 23.09.1990, godz. 23.45
    † Ofiara to rany.
    To zgoda na przyjęcie ran.
    I nie dziw się, że odczuwasz to, co Ja odczuwałem w obcowaniu ze światem.
    To, co odczuwałem wtedy, odczuwam dziś w ludziach, którzy Mi się ofiarowali.
    Ofiara jest jedna. Ta sama, którą Ja złożyłem, składasz ty.
    Te same są rany.
    Uczestniczysz w Moim Misterium życia i śmierci – w Moim Misterium Ofiary.
    Trzeba, abyś stała się wyjałowiona ze wszystkiego, jak opłatek, który stanie się hostią gotową do konsekracji. Trzeba, abyś była tak naga, tak prosta i tak biała – pozbawiona jakiegokolwiek zabarwienia sobą czy światem.
    I tak bezwolna wobec Mnie jak rzecz. Wtedy odmówię Moje Błogosławieństwo nad tobą i będzie przeistoczenie.
    Ja ciebie będę konsekrował. Abyś była dla innych jak Hostia…
    Nie ochraniaj siebie.
    Pozwól się zniszczyć i zużyć, jak Hostia w Komunii św.
    Jak Ja na Golgocie.
    Abym, Ja żyjąc w tobie i ofiarując się w tobie, Zmartwychwstał i żył w nich – w tych, którym pozwolisz, aby czerpiąc z ciebie, unicestwiali cię w twej doczesności istnienia.
    Prawdziwa Komunia to umieranie dla świata, by żyć dla wieczności, by dać życie innym.
    Komunia człowieka z Bogiem to przeistoczenie.
    O ile jest to Komunia prawdziwa – nie pozorna.
    Ja przyjąłem komunię z tobą i z każdym, gdy stałem się Człowiekiem. I jestem, abyś ty przyjęła Komunię ze Mną.
    Nie tylko tą zewnętrzną, ale komunię duszy, serca, umysłu, ciała – wszystkiego czym jesteś.
    Komunia człowieka z Bogiem to Miłość Oblubieńcza – Jedno – Zmartwychwstanie do życia w Bogu

  8. wobroniewiary pisze:

    Nowenna do Matki Bożej Gietrzwałdzkiej – Dzień 5

    Pani Gietrzwałdzka! Dusza moja i serce moje promieniują tak wielką radością adoru­jąc Twojego Syna, ukrytego pod postacią chleba i wina

    + Boże wejrzyj ku wspomożeniu memu.
    W. Panie pospiesz ku ratunkowi memu.
    P. Chwała Ojcu i Synowi…
    W. Jak była na początku…

    MODLITWA DO DUCHA ŚWIĘTEGO
    Przybądź Duchu Święty napełnij serca Twych wiernych i ogień Twej miłości w nich zapal.
    P. Ześlij Ducha Twojego, a powstanie życie.
    W. I odnowisz oblicze ziemi.

    Módlmy się: Boże, Tyś pouczył serca wiernych światłem Ducha Świętego, daj nam w tymże Duchu poznać co jest prawe i Jego pociechą zawsze się radować. Przez Chrystusa Pana naszego.

    MODLITWA NA DZIEŃ 5.
    Bądź pozdrowiona i uwielbiona Cudowna Pani Gietrzwałdzka. Patriarchowie i prorocy już przepowiedzieli Twoją wielkość i świę­tość jako Matki Syna Bożego. Jak rozrado­wało się serce Twojej krewnej Elżbiety, gdy Cię ujrzała w domu swoim, tak samo moja dusza i serce moje przepojone są niewysłowioną radością i szczęściem, że zechciałaś nawiedzić to święte miejsce na Warmii. Na tym świętym miejscu dusza moja i serce moje promieniują tak wielką radością adoru­jąc Twojego Syna, ukrytego pod postacią chleba i wina. Ten sam Jezus Chrystus, któregoś nosiła pod Swym dziewiczym ser­cem, teraz, na tym wybranym przez Ciebie miejscu, ucisza moje strapione serce a duszę moją napełnia Swą nieogarnioną miłością.

    O Pani Gietrzwałdzka, pozwól mej duszy stale kosztować tego wesela i tej radości. Spraw, abym nigdy nie odstąpił (a) od Twe­go Syna i Ciebie, ale żył (a) w jedności z wami na wieki. Amen.

    Ojcze nasz…, 3 x Zdrowaś Maryjo…, Chwała Ojcu…

    WESTCHNIENIE

    Matko Boża Gietrzwałdzka, serdecznie Cię proszę,
    Niech Syna Twojego w sercu moim noszę.
    Nie wypuszczaj mnie z Twojej opieki,
    Dopóki nie połączę się z Tobą w Niebie na wieki.

    Na zakończenie należy odmówić również: Litanię do Matki Bożej Gietrzwałdzkiej

  9. wobroniewiary pisze:

    Uzdrowienie umierającego, zniknięcie stwardnienia rozsianego, bliźnięta u bezpłodnych małżonków, cofnięcie zmian nowotworowych to najbardziej spektakularne cuda ostatnich lat, wyproszone u Matki Bożej Kębelskiej.

    Przez całą sobotę tysiące pielgrzymów szły do Wąwolnicy, by modlić się przez wstawiennictwo Maryi. Wieczorna Eucharystia i nocna modlitwa w procesji z miejsca objawień w Kęble do sanktuariów w Wąwolnicy to czas szczególny, gdy wiele osób poleca swoje sprawy Matce Bożej. Jak skuteczna jest to modlitwa świadczą spisane łaski, jakie w ostatnich latach zgłoszono w sanktuarium.

    Przypominamy kilka z nich.

    Pana Jerzego z żoną przywiózł do Wąwolnicy ich proboszcz – ks. Stanisław Sapilewski. Wójt był postacią znaną, więc wieść o jego chorobie rozniosła się po okolicy szybko. Gdy wydawało się, że wszystko stracone, ksiądz Sapilewski powiedział: – Jedźmy doWąwolnicy.

    Przyjechali. Po Mszy św. przed cudowną figurką wrócili do domu. Tymczasem dzięki wstawiennictwu Maryi w niebie zapadła decyzja, że Jerzy ma jeszcze dużo do zrobienia. Zamiast umierać, wracał szybko do zdrowia, ku zdziwieniu lekarzy, którzy z niedowierzaniem kręcili głowami. 12 czerwca 2002 roku ks. Sapilewski przyjechał do Wąwolnicy raz jeszcze i dał świadectwo, że pan Jerzy po powrocie do domu bez żadnych leków wrócił do całkowitego zdrowia i dalej pełni urząd wójta.

    Justyna Korczyńska zamieszkała w Lublinie. 26 lipca 2008 roku leżała umierająca w szpitalu. Cierpiała na ostrą białaczkę szpikową (99 proc. komórek rakowych). Wszystkie możliwości leczenia zostały wykorzystane. Rodzina się jednak nie poddawała. Postanowiła przyjechać do Wąwolnicy, by modlić się podczas comiesięcznego nabożeństwa z prośbą o łaski. Justyna nie wiedziała, że tego dnia jej bliscy pojechali po ratunek do Matki Bożej Kębelskiej. Była sobota około godz. 20.30. Nagle ustąpiła bezsilność, która do tej pory nie pozwalała nawet samodzielnie jeść, a co dopiero usiąść. Tymczasem bez problemu usiadła na łóżku, a parę godzin później sama poszła do łazienki. Badania nie wykazały żadnej komórki rakowej w jej organizmie. Dokładnie wtedy gdy nastąpiła poprawa, jej rodzina modliła się o cud w Wąwolnicy.


    W 1996 r. ks. Stanisław Kultys, kapłan archidiecezji lubelskiej, chorując od 40 lat na stwardnienie rozsiane, nie mógł już o własnych siłach wstać z łóżka. Poprosił, aby go przywieziono do Matki Bożej w Wąwolnicy. Do kaplicy trzeba go było wnieść, nawet siedzenie sprawiało mu problemy. Po modlitwie u Matki Bożej wrócił do domu. Kiedy na drugi dzień obudził się, poczuł, że jego ręce odzyskały władzę. Podparł się nimi i ucieszony o własnych siłach usiadł. Wtedy też uświadomił sobie, że jego nogi są sprawne. Powoli stanął jedną nogą na podłodze, potem drugą, czyniąc to przy samym łóżku na wypadek upadku. Stanął. Zrobił jeden krok, potem drugi i – nie wierząc sobie – zaczął chodzić po pokoju zupełnie sprawny i zdrowy. W tym czasie zadzwonił dzwonek przy drzwiach, poszedł i otworzył. Na progu rodzinnego domu księdza na terenie parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Lublinie stanął jego szkolny kolega, lekarz, który go leczył przez 40 lat. Kiedy go zobaczył, wykrzyknął zdumiony: – To ty chodzisz? Kazał ks. Stanisławowi położyć się i, po zbadaniu go, powiedział: – Ty jesteś zupełnie zdrowy! W kilka dni potem wypisał ks. Stanisławowi długą historię choroby i wysłał go do Warszawy. Lekarka, która go potem badała, napisała, że pacjent nigdy nie chorował na stwardnienie rozsiane. Do końca życia nigdy nie pojawiły się ślady tej choroby. 


    http://lublin.gosc.pl/doc/4158544.Najwieksze-cuda-Matki-Bozej-z-Wawolnicy

    https://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/2017/08/31/egzorcysta-ks-inf-jan-peziol-drogi-do-zniewolenia-czlowieka-przez-demona-sa-bardzo-rozne/

  10. Arielka pisze:

    Witam !
    Bardzo proszę o informację czy Brat Elia będzie jeszcze w innych miejscach w Polsce ?
    A dla wszystkich dużo Błogosławieństwa Bożego z podziękowaniem Pani Ewie za relacje z pielgrzymki do Włoch .

  11. groszek pisze:

    Fragmenty orędzi Jezusa i Maryi – s. Maria Natalia, Węgry (1936-1988)

    Podczas Mszy Świętej klękasz wśród legionu aniołów

    W godzinie twojej śmierci będziesz miał największe pocieszenie za uczestnictwo w licznych Mszach św., ponieważ każdą Mszę św., zabierasz ze sobą na sąd. One będę wstawiać się za tobą. Proporcjonalnie do gorliwości, z jaką w nich uczestniczyłeś, twoja doczesna kara w czyśćcu będzie zmniejszona.

    Msza św. gładzi grzechy lekkie, których nigdy nie wyznałeś na spowiedzi i Szatan w ten sposób będzie osłabiony wobec ciebie.

    Uczestnicząc we Mszy św., przyczyniasz się do najbardziej skutecznej pomocy duszom czyśćcowym. Jedna Msza św., w której uczestniczyłeś w czasie życia ma większe znaczenie niż wiele innych ofiarowanych za ciebie po śmierci.

    Uczestnicząc we Mszy św., zostaniesz uwolniony od wielu niebezpieczeństw, nieszczęść, których w przeciwnym wypadku nie mógłbyś uniknąć.

    Każda Msza św. przyczynia się do twojej chwały w niebie.Przez każdą Mszę św. będziesz mógł skrócić cierpienia dusz czyśćcowych, które czekają, byś za nie się modlił.

    Uczestnicząc we Mszy św. otrzymasz błogosławieństwo kapłana, a zatem błogosławieństwo Boga, który jest w Niebie.
    Podczas Mszy św. klękasz pośród legionów aniołów, którzy z uszanowaniem obecni są na Mszy św.

    Błogosławieństwo Boga zabierasz ze sobą z Mszy św., również dla twoich spraw ziemskich.
    http://www.fronda.pl/a/podczas-mszy-swietej-klekasz-wsrod-legionu-aniolow-1,98942.html

    • tu MariaPietrzak pisze:

      na dzisiaj / z tego samego źródła
      … Święta Dziewica wyjaśniając czym jest Jej władza nad światem… ” to miłosierdzie i błogosławieństwo dla wszystkich dusz , dla wszystkich narodów i całego świata .
      Gdyby ta władza nie byłaby mi dana , to świat już dawno pogrążony byłby przez niszczycielskie piekło .
      Moja władza jest władzą matki nad jej małymi , bez której zginęłyby.
      Moja władza nad światem przejawia się także archaniołami i ich legionami anielskimi, które przyłączyły się do mnie na rozkaz Ojca Przedwiecznego, by aż do ostatecznego zwycięstwa walczyć ze złym i jego sługami ,
      którzy
      przybierają
      ludzkie
      twarze „!

      I tu jest problem , bo „sługa zła o ludzkiej twarzy” żyje obok nas w przebraniu …. Żeruje na naszej ludzkiej naiwności . Zawsze i bez skruchy wpuszcza nas w maliny ! Uśmiecha się przymilnie…
      Lecz kiedy go przejrzymy i fałsze na światło wyciągniemy, wtedy bywa , że się złości !
      Kiedyś czarnoskóra kobieta w Kościele sw. Ludwika najpierw szeptem , a potem coraz głośniej krzyczała do mnie …” Ty , nam czarnym , przeszkadzasz” !
      Nie chciała przestać … uciekłam „!
      Czy ktoś jest w stanie w to uwierzyć ?
      Bardzo samotni jesteśmy dziś w naszym prześladowaniu , bo czynią to „czarni” o ludzkich twarzach … metodami niekonwencjonalnymi . prawdę kłamstwem , kłamstwo prawdą zastępującymi ….
      Ktoś się stuknie palcem w czoło … I ma racje , bo jak można reagować na takie informacje ….

    • tu MariaPietrzak pisze:

      Istota rzeczy
      ~~~~~~~~~~~~
      Niezwykła kobieta .
      I szczęściara !
      Mieć takiego przy sobie Nauczyciela , który cię poprawia , poucza i drogę stale prostuje , co wypada robić , a co nie wypada , informuje !
      Dyktuje .
      Pod okiem spowiednika i kierownika….
      Pod okiem Pana …
      Droga się uklada i wola Boża jest zawsze spełniana !
      W cierpieniu czy niecierpieniu , istota nie w tym leży , ale co Pana cieszy .
      To jedno co wielu z nas od rana budzi i nurtuje … ” czego żądasz o Panie od stworzenia swojego , co w tak nędznym jest stanie wśród mroków życia tego” …( sw. Teresa)
      Nasłuchujemy , i nic !
      Czy nie jest to najważniejsze źródło Alicji pokoju i radości ?
      A dzisiaj szczęśliwości ?!
      ….
      Alicjo , Służebnico Pana , pomódl się proszę , by troska w grobie spoczęła , głuchota minęła , bym wiedziała , co czynić od rana , by też zachwycić Pana .

    • tu MariaPietrzak pisze:

      Istota rzeczy
      ~~~~~~~~~~~~
      Niezwykła kobieta .
      I szczęściara !
      Mieć takiego przy sobie Nauczyciela , który cię poprawia , poucza i drogę stale prostuje , co wypada robić , a co nie wypada , informuje !
      Dyktuje .
      Pod okiem spowiednika i kierownika….
      Pod okiem Pana …
      Droga się uklada i wola Boża jest zawsze spełniana !
      W cierpieniu czy niecierpieniu , istota nie w tym leży , ale co Pana cieszy .
      To jedno co wielu z nas od rana budzi i nurtuje … ” czego żądasz o Panie od stworzenia swojego , co w tak nędznym jest stanie wśród mroków życia tego” …( sw. Teresa)
      Nasłuchujemy , i nic !
      Czy nie jest to najważniejsze źródło Alicji pokoju i radości ?
      A dzisiaj szczęśliwości ?!
      ….
      Alicjo , Służebnico Pana , pomódl się proszę , by troska w grobie spoczęła , głuchota minęła , bym wiedziała , co czynić od rana , by też zachwycić Pana .

    • Kakru73 pisze:

      Czytam wlasnie ..walka duchowa straszna

    • robb pisze:

      MM dziękuję.

  12. Pingback: Św. Ojciec Pio: stygmaty ukryte i widzialne. | Serce Jezusa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s