Ojciec Józef Witko: Bóg nie jest magikiem

O. Józef Witko: (…) Zawsze zwracam uwagę na to, że jest to posługa kapłańska – głoszenie słowa, sprawowanie sakramentów i modlitwa wstawiennicza wypływają ze święceń. Otrzymałem zgodę przełożonych na taką formę posługi, jeżdżę po całym kraju i jestem znany wielu osobom. Staram się uświadamiać ludziom, że nie jestem kimś wyjątkowym. Każdy kapłan jest niezwykłym darem. Dlatego trzeba Panu Bogu dziękować za każdego kapłana. Bóg działa w osobie kapłana.

O. Józef Witko: „demon posługuje się siłą, a Duch Święty mocą”

Z o. Józefem Witko OFM rozmawia ks. Piotr Prusakiewicz CSMA
Józef Witko OFM gościł już przed kilku laty jako rozmówca na łamach naszego pisma. Jako że jednak spotkania modlitewne z modlitwą o uwolnienie i uzdrowienie, również dzięki trwającej wciąż peregrynacji figury św. Michała Archanioła po Polsce, cieszą się wśród wiernych coraz większym zainteresowaniem, postanowiliśmy raz jeszcze przybliżyć istotę tego rodzaju posługi naszym czytelnikom.

Ojcze, jaki jest Pan Bóg, w którego Ojciec wierzy i o którym Ojciec mówi na rekolekcjach?
Jaki jest dla mnie? Jest Emmanuelem. Bogiem bardzo bliskim. Powiedziałbym, że na wyciągnięcie ręki. Jest jak powietrze, które otacza mnie ze wszystkich stron, tak jak to śpiewamy w jednej z piosenek religijnych. W każdej sytuacji w jakiej się znajduję, nie tylko tej dobrej, ale również w tej dla mnie trudnej On jest. Nie opuszcza mnie ani nie porzuca – zgodnie z tym co mówi Pismo Święte (por. Pwt 31,8). Tak jest teraz, ale wcześniej w taki sposób tak nie myślałem. Dopiero po jakimś czasie, dzięki modlitwie i dobrym lekturom uświadomiłem sobie, że Bóg jest nie tylko obecny, wtedy kiedy dzieje się coś dobrego, ale jest obecny przede wszystkim wtedy, kiedy dzieje się coś złego. Wtedy ta Jego dobroć jest bardziej widoczna dzięki miłości i dobroci jaką Bóg mi okazuje.

Gdzie w Biblii znajdujemy fragmenty, w których Pan Bóg jest bliski?
Jest bardzo wiele takich fragmentów. Weźmy np. cytowany wcześniej fragment z Księgi Powtórzonego Prawa: „Sam Pan, który pójdzie przed tobą, On będzie z tobą, nie opuści cię i nie porzuci. Nie lękaj się i nie drżyj”. (Pwt 31,8). Kolejny, którym się często posługuję znajduje się w Księdze Izajasza: „Albowiem Ja, Pan, twój Bóg, ująłem twą prawicę, mówiąc ci: „Nie lękaj się, przychodzę ci z pomocą””. (Iz 41,13) oraz „Nie lękaj się, bo cię wykupiłem, wezwałem cię po imieniu; tyś mój! Gdy pójdziesz przez wody, Ja będę z tobą, i gdy przez rzeki, nie zatopią ciebie. Gdy pójdziesz przez ogień, nie spalisz się, i nie strawi cię płomień”. (Iz 43,2). Inny fragment, który bardzo do mnie przemawia to fragment z Ewangelii według św. Mateusza (Mt 14,22-33). Po rozmnożeniu chlebów Jezus udaje się na górę, aby się modlić, uczniom zaś każe przeprawić się na drugą stronę Jeziora Galilejskiego. W czasie tej przeprawy uczniowie doświadczają burzy. Z powodu wiatru, który był im przeciwny nie mogą dotrzeć do brzegu. Pan Jezus widząc jak trudzą się przy wiosłowaniu przychodzi do nich po wzburzonych falach. Uczniowie byli przerażeni, myśląc, że to zjawa. Lecz Pan Jezus powiedział do nich: „Odwagi! To Ja jestem, nie bójcie się”. (Mt 14,27). Ten fragment pokazuje mi, że tak jak Pan Jezus przyszedł do uczniów w najtrudniejszym momencie przeprawy przez jezioro, kiedy oni nie mogli poradzić sobie z dużymi falami i silnym wiatrem, tak samo przychodzi do mnie, kiedy to ja nie radzę sobie w życiu. Ten fragment i podobne uświadamiają mi, że Pan Bóg jest bardzo bliski, a w trudnych sytuacjach wręcz mi o tym przypomina. „Odwagi, nie bój się, Ja jestem”.

Pan Bóg jest obecny także w Ojca posłudze. Tam objawia się Jego wszechmoc i miłość.
Podczas modlitwy o uzdrowienie czy uwolnienie staram się zwracać uwagę na obecność Boga, nie tylko podczas modlitwy, ale również po jej zakończeniu. Obecność Boga przy mnie nie kończy się wraz z zakończeniem modlitwy, ale można powiedzieć, że w sposób świadomy powinna być wówczas przeze mnie przeżywana. Kiedy wracam do domu po takiej modlitwie, sytuacja obiektywnie może się nie zmienić, ale jest Bóg i świadomość Jego obecności sprawia, że serce się zmienia, że już nie reaguję nerwowo, już się nie martwię, nie lękam. Bardziej za to ufam, bo wiem, że Pan jest ze mną. Właśnie to odkrycie i takie doświadczenie jest tak naprawdę uzdrowieniem i uwolnieniem. Osobom dręczonym przez złego ducha wydaje się czasem, że potrzebują egzorcyzmów. Oczywiście takie modlitwy są potrzebne, ale ważniejsza jest relacja z Panem Bogiem, dlatego tu trzeba w sposób szczególny się zaangażować. Najpierw należy zbliżyć się do Boga, a dopiero później przeciwstawić się diabłu, wówczas on ucieknie od nas. (por. Jk 4,7)

Jak mówić współczesnemu człowiekowi o Bogu?
Wydaje mi się, że dziś człowiek pragnie doświadczać bliskości Pana Boga. Dlatego trzeba mu nieustannie przypominać o Jego obecności nie tylko w kościele pod postacią chleba i wina, ale również w każdej sytuacji jego życia. Trzeba zwrócić uwagę na Boga, który nie jest magikiem, nie spełnia naszych zachcianek. To nie jest tak, że Bóg załatwia sprawy, z którymi ja sobie nie poradziłem. Trzeba pokazać Boga, który jest jak dobry trener, który podnosi poprzeczkę dla mojego dobra. Wymaga ode mnie większego wysiłku po to, żebym mógł sobie poradzić z trudnościami. Bóg mógłby je pokonać za mnie, ale On tego nie chce, bo wtedy uczyniłby mnie kalekim, nieszczęśliwym. On chce żebym z jego pomocą stawał się mocniejszy i radził sobie ze złem. Współczesny człowiek potrzebuje uświadomić sobie, że w każdej sytuacji, małżeńskiej czy rodzinnej, Bóg chce przyjść z pomocą, ale nie chce działać beze mnie. Ja muszę podjąć trud i wysiłek, muszę też się zaangażować. Wtedy dopiero zobaczę jak Pan Bóg działa przeze mnie. Bóg jest w nas, jest naszą mocą i siłą, na której możemy się oprzeć, i z której możemy czerpać siłę do pokonania przeszkód. Nie mogę oczekiwać, że Bóg zmieni wszystko beze mnie.

Na czym ma polegać nasz wysiłek odpowiedzi na łaskę Bożą?
Ten trud i wysiłek polega na zaakceptowaniu daru życia i tego wszystkiego, co życie ze sobą niesie. Na podążaniu drogą miłości i wprowadzaniu jej w codzienne życie, na budowaniu relacji z drugim człowiekiem opierając się na miłości i szacunku. To tutaj potrzebny jest nasz trud i wysiłek, który muszę włożyć, żeby kochać kogoś kto jest inny, nie taki jak ja bym chciał. Może nie jest miły, uprzejmy, łagodny, dobry, taki jak ja bym chciał go widzieć, ale tak jak Bóg tak i ja muszę go kochać.

Czyli ten trud zbliżania się do Boga polega na kochaniu na tyle na ile nas stać?Tak, na tyle na ile nas stać. Nie jest to łatwe, jest to nawet trudne. Polega to bowiem na łamaniu swojego serca, pokonywaniu w sobie niecierpliwości, egoizmu, pychy, dumy, urazy. Tylko miłość w relacji do drugiego człowieka może pomóc zmienić nasze serce. Bez tej relacji, bez obecności drugiego człowieka, zwłaszcza tego trudnego, byłoby to zapewne niemożliwe.

Czy można do tego odnieść słowa „Kto nie miłuje – nie zna Boga, kto miłuje – zna Boga”? Czy to jest droga poznawania Boga?
Dokładnie tak. Bóg patrzy na serce, a Jezus mówi, że z serca wychodzi całe zło. (zob. Mk 7,20-23). Właśnie to zbliżanie się do Boga pokazuje nam, co kryje się w naszym sercu. Porównałbym tę sytuację do człowieka, który przebywał przez kilka miesięcy w całkowicie zaciemnionym pomieszczeniu, a następnie zostaje on wyprowadzony na zewnątrz do światła. Światło raziłoby go tak bardzo, że nic by nie mógł widzieć. Mało tego, to światło sprawiałoby mu ból. Podobnie jest kiedy zbliżam się do Boga. On jest moim światłem. Kiedy zbliżam się do Boga, nie tylko przez modlitwę, ale również przez relację z drugim człowiekiem, widzę swoje serce. Czuję w sercu ból z tego powodu, że jest w nim wiele zła. Wówczas mogę prosić Boga, aby zmienił moje serce. Aby moje serce było takie jakie jest Jego, pełne miłości, akceptacji i miłosierdzia.

Jak sobie radzić z tym, że brakuje nam cierpliwości i miłości do bliźnich?
To boli, kiedy widzę, że nie mam cierpliwości, że jestem pyszny i nie mogę wytrzymać z jakimś człowiekiem, który mnie drażni. Nawet kiedy decyduję się wyzbywać tego uczucia i mimo wszystko kochać, okazuje się, że nie jest to takie proste. Ale trzeba nam pamiętać o tym, że miłość, tak jak przebaczenie, modlitwa czy uwielbienie, to nie uczucia, ale decyzje. Niezależnie od tego co czuję – kocham. Wybieram miłość w każdej sytuacji niezależnie od okoliczności. Bardzo w tym pomaga wdzięczność Bogu za wszystko i uwielbienie go. Trzeba też pamiętać, że miłość, prawdziwa miłość, jest związana z cierpieniem lub też jest potwierdzana przez cierpienie.

Kochając cierpimy bardziej?
Wydaje się, że tak. Najlepiej o tym wiedzą chyba rodzice. Ich miłość do dzieci związana jest z cierpieniem i to często bardzo wielkim. Św. Franciszek chodził po ulicach Asyżu i płakał, mówiąc, że Bóg jest niekochany. Im bardziej zbliżamy się do Boga, tym bardziej zaczynamy cierpieć. Dzieje się tak, ponieważ widzimy swoje niedoskonałości, widzimy, że nie odpowiadamy na Bożą miłość tak jak powinniśmy odpowiadać, że jesteśmy większymi grzesznikami od innych. Zaczynamy bardziej doceniać drugiego człowieka. Stawiać go wyżej od siebie. Dostrzegać to, że jest dla nas darem i pomaga nam zbliżyć się do Boga.

Porozmawiajmy teraz o roli modlitwy. Czym dla Ojca jest modlitwa?
Dla mnie modlitwa to pewna przestrzeń, w którą wchodzę, a wchodząc w modlitwę coraz głębiej odkrywam Boga. Ta obecność Boga wpływa na moje życie. Ona mnie zmienia. Po modlitwie nie jestem już taki sam. Ta inność musi przekładać się na życie i na relacje ze wszystkimi. Jeżeli moja modlitwa rzeczywiście spełnia tę rolę, to jest to dobra modlitwa. Natomiast modlitwa traktowana jako tylko wypowiadanie słów, które nie mają wpływu na moje serce, na moją relację z Bogiem i z drugim człowiekiem, jest modlitwą magiczną, która nie ma żadnego sensu. Jak mówi Pismo Święte: „Nie każdy, który Mi mówi: «Panie, Panie», wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie” (Mt 7,21). Właśnie ta autentyczna modlitwa sprawia, że kiedy się modlę, zaczynam bardziej kochać, bardziej jestem skłonny do przebaczenia i podania ręki do zgody, do konkretnej pomocy drugiemu człowiekowi, nawet zapominając o sobie. Oznacza to, że modlitwa jest prawdziwa. Kiedy spotykam się z Bogiem, przemieniam się tak, że innym żyje się ze mną lepiej.

Jak Ojciec się modli? Ile czasu poświęca Ojciec na modlitwę?
Po przebudzeniu kieruje swoje serce ku Duchowi Świętemu. Zanurzam wówczas cały dzień w Jego obecności i proszę, aby On wszystkim kierował. Następnie po porannej toalecie rozpoczynam spotkanie z Jezusem przez adorację Najświętszego Sakramentu. Odmawiam Pacierz: Ojcze Nasz, Wierzę w Boga i inne znane modlitwy. One mi uświadamiają, że to co jest uświęcone przez tradycję jest chyba najważniejsze, bo jeżeli modlitwa trwa przez wiele wieków to znaczy, że spełnia swoją rolę. Wchodzę też w modlitwę dziękczynną za wszystko co mam, za wszystko co mnie spotyka, za powietrze, za słońce, za wodę, za zdrowie, za moja ciało, za każdą osobę, którą spotykam, a następnie uwielbiam Boga i modlę się językami. Codziennie też odmawiam modlitwę Jabesa, która mi bardzo pomaga: „Obyś skutecznie mi błogosławił i rozszerzył granice moje, a ręka Twoja była ze mną, i obyś zachował mnie od złego, a utrapienie moje się skończyło!” (1Krn 4,10). Czytam Pismo Święte i staram się rozmyślać na danym fragmentem. W ciągu dnia w sercu nawiązuję rozmowę z Jezusem. Polecam Mu wszystkich, których On stawia na mojej drodze życia. Odmawiam różaniec i litanie, i staram się odprawiać adorację Najświętszego Sakramentu.

Ponieważ często podróżuję, nie mam czasem możliwości uczestniczenia w adoracji, dlatego wchodzę na stronę internetową, na której jest transmisja. Na przykład na stronę kościoła Sióstr Klarysek od Wieczystej Adoracji w Słupsku.

Czy ma Ojciec swój ulubiony fragment Pisma Świętego?
W związku z moją posługą najwięcej fragmentów, które są mi bliskie dotyczy obecności Boga i Jego troski o nas, a także uzdrowienia i uwolnienia. Oprócz fragmentów, które zostały przytoczone wcześniej często podczas głoszenia homilii przywołuję następujące: „Zawsze stawiam sobie Pana przed oczy, dlatego dusza moja się nie zachwieje” (Ps 16,8). „Rozraduj się w Panu, a On spełni pragnienia Twego Serca” (Ps 37,4). „Ja, Pan, chcę być twoim lekarzem” (Wj 15,27). „Oto uzdrowię cię” (Iz 38,5). „Wołaj do Mnie, a odpowiem ci” (Jr 33,3). „Chcę, bądź oczyszczony” (Mk 1,41). I wiele innych. Nie sposób wszystkich tutaj wymienić. Często wracam do tych fragmentów.

Zapisuję sobie też fragmenty, nad którymi potem medytuję. Szczególnie są to teksty, które pokazują, że właśnie to co trudne, co bolesne, jest najlepsze. Jak pisze św. Paweł: „Zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie, za wszystko dziękujcie” (1 Tes 5,16-18). Wszystko co mnie spotyka, sprzyja mojemu uświęceniu, zbawieniu i uzdalnia mnie do pomocy innym.

Wiele osób kojarzy osobę Ojca z posługą uzdrowienia i uwolnienia. Jak Ojciec słyszy o swoim „mocnym charyzmacie uzdrawiania”, to co się budzi w sercu Ojca?
Sam nie wiem, czy mam mocny charyzmat uzdrawiania, dlatego łagodziłbym takie wypowiedzi. Zawsze zwracam uwagę na to, że jest to posługa kapłańska – głoszenie słowa, sprawowanie sakramentów i modlitwa wstawiennicza wypływają ze święceń. Otrzymałem zgodę przełożonych na taką formę posługi, jeżdżę po całym kraju i jestem znany wielu osobom. Staram się uświadamiać ludziom, że nie jestem kimś wyjątkowym. Każdy kapłan jest niezwykłym darem. Dlatego trzeba Panu Bogu dziękować za każdego kapłana. Bóg działa w osobie kapłana.

Jakie uczucia budzą w Ojcu listy wdzięczności i spotkania z uzdrowionymi? Dla kapłana, który pełni tę posługę, są to zapewne powody do wielkiej radości…
Tak, jest to wielka radość. W takich sytuacjach dziękuję Panu Bogu i uwielbiam Go. Z drugiej strony mam świadomość, że jest to działanie Pana Boga. Ja sam jestem tylko świadkiem i robię wszystko, żeby nie popaść w pychę. To nie jest moja zasługa i mam świadomość swojej grzeszności. Ta świadomość sprawia, że gdyby to zależało ode mnie, gdyby wypływało z moich predyspozycji, nic by się nie działo. Bardzo mocno przemawia do mnie prawda, że kiedy człowiek doświadcza słabości, doświadcza też mocy Boga, która szczególnie ujawnia się w życiu osób, którymi Bóg się posługuje. Człowiek, samemu będąc słabym, umacnia się tym co Bóg czyni przez niego dla innych. To mnie bardzo umacnia. Dlatego, kiedy słyszę świadectwa, mobilizuję się do większej gorliwości, ponieważ mam świadomość, że ja do tego nie dorastam.

Jeden z charyzmatyków powiedział, że kiedy Bóg przez niego uzdrawia, odczuwa on jeszcze większą miłość do chorych, którym posługuje. Wtedy też bardziej doświadcza cierpienia tych osób. Bliskie stają się mu słowa sióstr Łazarza: „Panie, ten którego kochasz choruje”. Czy doświadcza Ojciec czegoś podobnego?
Przeżywam to podobnie. Mam świadomość, że Bóg jest najbliżej tych osób, które cierpią. Kiedy słyszę ludzi, którzy mówią o Bogu w swoim cierpieniu, naprawdę czuję obecność Boga. Doświadczam tego, że Bóg mnie dotyka poprzez cierpienie osoby, która jest jeszcze bliżej Boga niż ja. Mogę się od niej wiele nauczyć.

Od ilu lat Ojciec posługuje modlitwą o uzdrowienie? Czy może Ojciec opowiedzieć o początkach swojej posługi?
Posługuję już około 21 lat. Najpierw przygotowywałem się poprzez modlitwę, indywidualne rekolekcje przygotowujące do wylania Ducha Świętego i po modlitwie wstawienniczej nade mną osób, które były już w Odnowie zrodziło się we mnie pragnienie modlitwy za chorych. To było w rok po święceniach. Byłem wtedy w klasztorze w Zakliczynie. Zgody na podjęcie takiej formy posługi udzielił mi gwardian zakonu. Na początku korzystałem z modlitw o. Tardifa, które znalazłem w różnych jego publikacjach. Później zaś ufając Panu Bogu dawałem się prowadzić na głębsze wody i wzywając Ducha Świętego ogłaszać te znaki, które czynił Bóg.

Czy doświadczał Ojciec jakichś wątpliwości lub trudności podczas posługi?
Tak. Zapewne jak każdy z nas. Pewnego razu po Komunii Świętej poczułem w sercu jak Pan Bóg mówi: „Wybierz 5 osób chorych i powiedz wszystkim, że ja chcę ich uzdrowić. Następnie pomódl się nad nimi”. Wtedy toczyłem duchową walkę. Co się stanie, jeśli ja sobie to wymyśliłem i nie będzie tych uzdrowień? Pomimo tych wątpliwości starałem się poddawać tym natchnieniom i wówczas doświadczałem błogosławieństwa Bożego. Pan nie tylko uzdrowił te osoby, ale obdarzył mnie większą odwagą. A proszę mi wierzyć, w tej posłudze trzeba nie tylko zaufać Bogu, ale też mieć odwagę nie zwracając uwagi na to, co inni powiedzą. Im bardziej ufałem Panu Bogu, tym rzadziej trzymałem się schematów, a wówczas pojawiało się więcej znaków. Uzdrowienie może nastąpić podczas każdej formy modlitwy. Bóg zawsze daje poznać, że uzdrawia.

Czyli wszystko jest reżyserowane na bieżąco przez Ducha Świętego?
Tak, mam takie doświadczenie. Gdy przygotuję sobie kazanie czy homilię, po przeczytaniu Ewangelii, kiedy zaczynam głosić, Bóg prowadzi mnie w całkiem innym kierunku. Później przychodzą do mnie ludzie i mówią: „Proszę ojca to było do mnie, to mi było potrzebne”.

Posługuje Ojciec także innymi charyzmatami… Darem modlitwy w językach czy słowem poznania…
Modlitwa w językach bardzo mi pomaga, wycisza mnie, pozwala usłyszeć głos Boga. Kiedy przestaję się modlić w językach, przychodzą słowa poznania. Zauważyłem ostatnio, że gdy głoszę Słowo Boże i poddam się działaniu Ducha Świętego, to podczas głoszenia słowa też przychodzą do mnie słowa poznania, że Pan Bóg dotyka kogoś przez to słowo. Później słyszę potwierdzenia.

Czym Pan Jezus najbardziej Ojca zaskoczył? Pewnie było wiele takich sytuacji…
Oj tak. Na początku myślałem, że żeby zostać uzdrowionym trzeba spełnić pewne warunki. Bóg mi pokazał, że tak nie jest. Każdy może być uzdrowiony. To Bóg uzdrawia. Później wydawało mi się, że warunkiem uzdrowienia jest przystąpienie do sakramentu pokuty. Bóg zaś pokazał mi, że potrafi udzielić daru uzdrowienia osobom będącym w grzechu i potem doprowadzić je do sakramentu spowiedzi.

W jaki sposób rozpoznaje Ojciec warunki uzdrowienia?
Przez nasłuchiwanie głosu Boga w sercu. Na jednym ze spotkań była obecna osoba, która poruszała się przy pomocy dwóch kul. Miałem wówczas natchnienie, żeby powiedzieć jej, że Pan Bóg ją uzdrawia, ale potrzebuje jej zaufania. Powiedziałem jej wówczas, żeby zostawiła swoje kule i zaczęła chodzić, nie zwracając uwagi na ból, cały czas patrząc na Jezusa. Kiedy zaczęła chodzić, dolegliwości ustąpiły i mogła całkowicie odrzucić kule.

Innym razem podczas głoszenia słowa Bożego poczułem w sercu, że w tym momencie Jezus przez to słowo dotyka chorych. Powiedziałem w oparciu o słowa poznania, że w tym momencie Jezusa uzdrawia z konkretnych dolegliwości. I prosiłem by Panu zaufać. Jak się później okazało wiele osób zaświadczyło o całkowitym ustąpieniu różnych dolegliwości, z którymi wcześniej miały problemy.

Wylanie Ducha Świętego czy chrzest w Duchu Świętym jest wielką łaską. Wszyscy, którzy go przeżyli mówią, że to doświadczenie zmienia życie. Czy możliwe jest, aby cały Kościół przeżył wylanie Ducha Świętego?
Myślę, że jest to realne, bo wszystko jest możliwe dla tego kto wierzy. Rzeczywiście chrzest w Duchu Świętym przemienia serca, przemienia rodziny, uzdalnia człowieka do nawrócenia. Zmienia się sposób myślenia, podejście do Boga, siebie samego. Wszystko się zmienia. Ta przemiana nie jest jednak łatwa, ponieważ trzeba zmienić przeżywanie swoich relacji, a to często jest trudne. Doświadczenie wylania Ducha Świętego pomaga w tych zmianach.

Co zrobić, żeby pomóc ludziom otworzyć się na to doświadczenie?
Trzeba dawać świadectwo, ponieważ wylanie Ducha Świętego jest związane z wiarą. Jak mówi Pismo Święte, tym którzy uwierzą będą dawane znaki. Jak ktoś nie ma wiary, nie warto przekonywać go do takiej modlitwy, do modlitwy w językach, czy modlitwy wstawienniczej o uzdrowienie, ponieważ to nic nie da. Doświadczenie mocy Boga w konkretnym życiu dane jest ludziom wiary. Aby ludzie uwierzyli trzeba swoim życiem świadczyć, że chrzest w Duchu Świętym przemienia moje życie. Wtedy ludzie, którzy cierpią i którzy doświadczają zła sami będą prosić: „Powiedz mi jak doświadczyć tego, co ty doświadczasz”.

Czego charyzmatyk możne się uczyć od innych charyzmatyków?
Na moją posługę bardzo mocny wpływ miał o. Tardif. Jego świadectwo, prostota i modlitwy bardzo mnie poruszały. Później także świadectwo dawane przez José H. Prado Floresa, który podróżował z o. Tardifem. Powiedział on kiedyś, że widząc jak Pan Bóg działa i odpowiada na modlitwy o. Tardifa, też chciał tak samo się modlić. Próbował go w tym naśladować. Pytał Boga dlaczego nie widzi takich znaków jak o. Tardif? Wówczas Bóg mu odpowiedział: „Takie znaki pojawiają się wówczas, kiedy Ty głosisz słowo”. Miało to na mnie ogromny wpływ. Zrozumiałem, że tu nie chodzi o to, aby naśladować charyzmatyka. Chodzi o to, aby dać Panu Bogu możliwość posługiwania się mną, mówienia i działania przeze mnie.

Ponieważ Ojca modlitwa wiąże się z walką duchową, chciałbym poruszyć temat nabożeństwa do św. Michała Archanioła, które jest coraz bardziej powszechne. Z czego to wynika i jak Ojciec widzi rolę św. Michała w rozwoju życia duchowego ?
Powrót do kultu św. Michała Archanioła związany jest ze złem, które nas obecnie zalewa, a wobec którego jesteśmy bezradni. Człowiek nagle uświadamia sobie, że potrzebuje pomocy. Pan Bóg daje nam świętych i aniołów po to, abyśmy korzystali z ich pomocy. Jezus mówił: „Beze mnie nic nie możecie uczynić”. Wiemy, że Bóg działa poprzez aniołów i świętych, stąd ta ogromna potrzeba ich wzywania. Potrzebujemy więc pomocy również św. Michała Archanioła. Jezus powiedział, że diabeł przychodzi po to by niszczyć, zabijać, kraść. By nie utracić tego wszystkiego czym Pan nas obdarza potrzebujemy potężnego obrońcy, którym jest święty Michał Archanioł. Dzięki pomocy świętego Michała Archanioła możemy być bezpieczni przed tym, który jak lew krąży szukając kogo pożreć.

Czasem wydaje się, że św. Michał nie przychodzi z pomocą, bo nie widać efektów modlitwy. Z czego może to wynikać?
Przychodzi. Zawsze przychodzi. Ale nic na siłę. To my musimy chcieć wszystko podporządkować Panu Bogu, tak jak uczy nas tego święty Michał Archanioł. Wiele osób oczekuje pomocy, ale nie za bardzo chce podporządkować swoje życie Panu Bogu. Nie chce wprowadzić Boga do swojego życia małżeńskiego, do swojej rodziny. Stąd też wielką łaską jest możliwość uczestnictwa w nabożeństwach i modlitwach podczas peregrynacji figury św. Michała Archanioła. On zawsze wskazuje na Pana Boga. Jeżeli chcesz pokonać złego to musisz postawić Pana Boga na pierwszym miejscu. Zbliżyć się do Niego. Jak uczy nas tego święty Michał Archanioł: Bóg ponad wszystkim, któż jak Bóg!

Czy Ojciec doświadczył pomocy św. Michała Archanioła w swojej posłudze?Każdego dnia modłę się do świętego Michała Archanioła i wzywam jego pomocy. Czynię to również wówczas, kiedy modlę się o uzdrowienie i o uwolnienie. Zachęcam osoby uwolnione do modlitwy do św. Michała Archanioła. Często razem odmawiamy tę modlitwę, aby szatan nie okradł nas z tego, co dał nam Bóg. Aby ochronić to, co otrzymaliśmy w czasie modlitwy, potrzebujemy pomocy św. Michała.

Czy modli się Ojciec do swojego Anioła Stróża?
Tak, codziennie. Od kilku lat mam większą świadomość jego obecności przy mnie. Przykładem jest moja historia z podróży do Nowego Jorku. Pewnego razu urzędnik przy wjeździe do USA powiedział mi, że ostatni raz dostaję zgodę na wjazd do USA, ponieważ jestem księdzem i podróżuję w celach zarobkowych. Następnego roku znów pojechałem do Stanów z posługą modlitwy wstawienniczej. Kiedy stałem w kolejce do urzędnika, prosiłem Anioła Stróża: „Spraw, aby on po prostu nie wiedział kim jestem, abym przeszedł bez żadnych problemów”. Po raz pierwszy urzędnik nie zadawał żadnych pytań. Jak nigdy. Za każdym razem wzywam św. Anioła Stróża i zachęcam ludzi do modlitwy do niego, ponieważ jest osobą, która jest najbliżej nas.

Mam jeszcze jedno pytanie odnośnie sakramentaliów: szkaplerzy i wody święconej. Jaka jest ich rola w życiu duchowym? Jak współczesny człowiek powinien z nich korzystać?
Bardzo mocno wierzę w ich działanie i zachęcam do korzystania z nich z wiarą. Tym bardziej, że są świadectwa wielu osób, które doświadczyły uzdrowienia lub uwolnienia, używając sakramentaliów. Należy pamiętać, że nie zastępują one sakramentów, więc jeżeli ktoś nie korzysta z sakramentów, a chce korzystać z sakramentaliów, to traktuje je w sposób magiczny. Sakramentalia mają zwrócić naszą uwagę na działanie Pana Boga. Są to pewne narzędzia, dzięki którym możemy doświadczyć Bożej łaski, ale związane jest to z wiarą i modlitwą. Nie można traktować ich jako amuletu, ale jako środek, który kieruje moją myśl, moje serce na Boga. Wtedy korzystając z tej rzeczy, nie w niej pokładam swoją ufność, ale w Bogu, który przez tę poświęconą rzecz działa.

Obserwujemy dziś duże zainteresowanie działaniem złego ducha. Niektórzy mówią, że może to być niezdrowe zainteresowanie, kiedy człowiek czyta więcej książek o egzorcyzmach niż o Panu Bogu. Gdzie szukać zdrowych proporcji?
Ludzie szukają dreszczyku emocji. Kiedy podczas mszy świętej ma miejsce manifestacja złego ducha ludzie mówią, że w tym miejscu działa Bóg. W tym leży problem. Ludzie interesują się także tym, co opowiada demon, nie znając nauki Jezusa i nauczania Kościoła. Nie interesują się tym, ponieważ nie doświadczają emocji. Ludzie szukają nadzwyczajnych rzeczy, które zastąpiłyby wiarę. Często tłumaczę, że demon posługuje się siłą, a Duch Święty mocą. Kiedy mówimy o działaniu Ducha Świętego, mówimy o mocy Bożej. Kiedy mówimy o złym duchu, mówimy o sile i ta siła przeraża, bo podczas manifestacji objawia się siła fizyczna, słychać przerażający głos. Wobec tej siły człowiek jest bezradny. Ona się często manifestuje, jest krzykliwa. Natomiast moc Boża, działanie Ducha Świętego jest niewidoczne, pokorne, często niezauważalne. Trzeba się rzeczywiście natrudzić, żeby zobaczyć działanie Pana Boga, ale ono jest potężniejsze niż działanie złego. Kiedy skupiamy się na demonie, to tak naprawdę przesłania to nam działanie Ducha Świętego, który działa z mocą. Działanie Pana Boga jest bardzo pokorne i ciche. I wymaga od nas wiary.

Ludzie bardziej fascynują się manifestacjami złego ducha, ponieważ przeżywają emocje, ale to nie wpływa na ich nawrócenie. Ważne jest, aby uświadamiać ludziom, że musimy skupić się na działaniu mocy Boga, a nie na działaniu złego ducha. Trzeba wiedzieć, że on jest i że działa, ale tak naprawdę nie warto o nim mówić. Trzeba mówić o działaniu Boga.

Czy zły duch może wyjść z człowieka bez manifestacji, po cichu?
Tak. Często modlę się o to, aby na rekolekcjach, na mszach, nie było manifestacji, ponieważ to budzi lęk i rozprasza ludzi. Proszę Pana Boga, że jeżeli zły duch będzie chciał działać, to aby nie pozwolił mu na głośne manifestacje. A podczas modlitwy o uwolnienie, aby wyszedł niezauważony przez nikogo.

Proszę jeszcze na zakończenie o słowo do czytelników „Któż jak Bóg” oraz o błogosławieństwo dla czytelników i redakcji.
Zachęcam do sięgania po pismo: Któż jak Bóg. Ono pomaga uświadomić sobie obecność Boga i Jego aniołów a także podporządkować wszystko Panu Bogu i za świętym Michałem Archaniołem wyznać: Któż jak Bóg! To pismo pomoże nam uświadomić sobie, że aniołowie są wśród nas, są na wyciągnięcie ręki i możemy korzystać z ich pomocy. Tylko od nas zależy na ile zadziałają w naszym życiu.

Bóg w swoim nieskończonym miłosierdziu niech pobłogosławi wszystkich czytelników tego pisma, niech napełni ich serca łaską i mocą Ducha Świętego, niech poprzez te słowa, które to pismo niesie dotyka serca, dusze i ciała, i całe rodziny. Niech Bóg sprawia, by poprzez to pismo Bóg zaistniał w rodzinach w sposób namacalny przez nawrócenie, uwolnienie i uzdrowienie. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.
Za: kliknij

Modlitwa wieczorna z ostatnich rekolekcji z o. Józefem Witko w Białymstoku

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydarzenia i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

38 odpowiedzi na „Ojciec Józef Witko: Bóg nie jest magikiem

  1. wobroniewiary pisze:

    Módlmy się za siebie nawzajem, przyzywając opieki św. Michała Archanioła

    Święty Michale Archaniele wspomagaj nas w walce a przeciw niegodziwości
    i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy, a Ty wodzu zastępów anielskich, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła Amen!
    Święty Michale Archaniele, który w brzasku swego istnienia wybrałeś Boga i całkowicie oddałeś się spełnianiu Jego świętej woli. Wstaw się za mną do Stwórcy, abym dzisiaj, za Twoim przykładem, na początku nowego dnia, otwierając się na działanie Ducha Świętego, w każdej chwili dawał się Bogu, wypełniając z miłością Jego świętą wolę. Niech razem z Tobą wołam bez ustanku: Któż jak Bóg! Przez Chrystusa Pana naszego. Amen

  2. wobroniewiary pisze:

    Z maila od pewnej, zaufanej osoby

    Pilne . Kochani potrzebny szturm do nieba . Koleżanka mojego siostrzeńca Monika chce dokonać aborcji w sobotę .Naciska na to jej chłopak .Ona się boi ,ale chce ulec temu co ten jej facet chce Moj siostrzeniec błaga o modlitwę za Monikę i zmianę tej decyzji .Proszę też w jego imieniu .Basia

  3. babula pisze:

    Dziękuję za ten wywiad 🙂
    Czuję się niepewnie i zagubiona. Ponad miesiąc temu wyciągnęłam po mszy św. karteczkę ze słowami Pisma Św : „Apostołowie prosili Pana: Przymnóż nam wiary.”
    Zdziwiłam się bo w niczym nie pasowało to do tego co w moim życiu wówczas się działo. Byłam też mocno przekonana, że mam silną wiarę.
    Ale po jakimś czasie zaczął mnie boleć kręgosłup. Z dnia na dzień coraz mocniej aż wreszcie prosiłam Was o modlitwę bo nie mogłam już tego bólu znieść. Na tej stronie ukazał się film z o. Witko, w którym ojciec mówił o potrzebie silnej wiary, podając jako przykład chorych na nadciśnienie i kręgosłup, chorych poruszających się o kulach. To akurat o mnie (nadciśnienie mam paskudne, kręgosłup dał mi wycisk i trzeba było kupić kule).
    Stałam przed cudownym obrazem Matki Bożej Pocieszenia w naszym sanktuarium, z kulami w obu rękach, a te słowa o. Witko dźwięczały mi w uszach. Czy mam silną wiarę, czy stać mnie na to by zostawić tu przy ołtarzu te kule, zaufać i odejść bez nich chociaż ból jest taki mocny. Nie miałam odwagi. A myślałam, że mam silną wiarę..pośmiać się można!
    Od tego czasu często natrafiam na wezwania do zaufania, do głębszej wiary.
    Biorę zabiegi, pomagają ale powoli. Tęsknię za zdrowiem chociaż na tyle bym mogła samodzielnie udać się na mszę św., pójść do Komunii Św. Komunia śni mi się w nocy, w tych snach bardzo pragnę ją przyjąć i wciąż coś mi staje na przeszkodzie.
    Kochani proszę o modlitwę! O zdrowie na tyle bym pokonała moje słabości i mogła się spotkać z Jezusem w Najśw. Sakramencie.

  4. Ufająca Bogu pisze:

    Dziękuję za ojca Witko. Z kazdym dniem przekonuję się, ze moja wiara również nie byla dostatecznie mocna. Również proszę „przymnóż mi wiary”. Sluchając ojca Dariusza, słuchałam o tym jak rodzic swoimi słowami rzuca przekleństwo na dziecko. Przykład kobiety do której matka mówiła, że nigdy nikt jej nie będzie chciał, w konsekwencji była samotna. Jakbym widziała swoje zycie. Wiele lat modlę się o dobrego męża i nic. Wchodzę w jednej z choroby w drugą, gorszą. Staram się żyć wiarą, modlitwą. Jeżdżę na msze o uzdrowienie i uwolnienie i nic…..
    Ale wierzę,że będzie dobrze Jezu Ufam Tobie

  5. mała pisze:

    Długi ale jakże ważny artykuł.
    Dziękuję.
    Wiele wiele wyjaśnia

  6. mała pisze:

    Ten człowiek został wyrwany z okowów demonicznej duchowości. Przez lata należał do New Age, teraz powrócił do chrześcijaństwa i pomaga bliźnim. Steven Bancarz dokładnie jednak wie, co sprowadziło go na złą drogę.

    Wejście w świat demonów rozpoczął się w jego przypadku przez „Starożytnych kosmitów”, popularny program emitowany przez stację History. Bancarz wprost nazywa program „zatrważającym”

    http://malydziennik.pl/starozytni-kosmici-wciagneli-go-w-demoniczna-duchowosc,8539.html

  7. wobroniewiary pisze:

    Ojciec Józef Witko czy ks. Piotr Glas polecają ksiązki o ks. Dolindo, którego stawiają nam jako Świętego na XXI wiek. Czytam teraz „Różaniec zawierzenia z księdzem Dolindo” i płaczę 😦

    Na str. 38-39 możemy przeczytać:
    (…) W wyniku donosów i nieporozumień trafi po raz pierwszy przed Święte Oficjum. Pierwszy raz zawieszony, staje się popychadłem. Matka nawet wzywa do niego egzorcystę. Misjonarze wyrzucają go siłą na bruk jak ekskomunikowanego. Przełożony próbuje zmusić Dolindo do opuszczenia seminarium ojców misjonarzy głodem; pozwala mu jeść jedynie warzywny wywar, i to z miski, jak psu, bez sztućców. Kapłani przechodzą na drugą stronę ulicy i żegnają się na jego widok, stronią od niego jak od trędowatego….

    • Agnieszka pisze:

      A mnie bardzo poruszył fragment jak o. Dolindo nosił codziennie torbe z ciemnego skaju do której wkładał przydrożne kamienie i dźwigał jako pokute za dusze….

  8. Sylwia pisze:

    Mam pytanie dlaczego zniknął mój komentarz przy poprzednim wpisie bo nigdzie go nie widzę ?
    Pisałam go wczoraj o mocy modlitwy.

    • wobroniewiary pisze:

      Nic nie ma, ani w spamie ani w koszu

      • Sylwia pisze:

        Dziwne… byłam przekonana że wpis się zamieścił.. no cóż. Więc napiszę jeszcze raz:

        W czwartek miałam okazję być Na wieczorze Uwielbienia. Mogłam trwać przy Najświętszym Sakramencie i modlić się w waszych intencjach ( również i moich), więc wszystkie wasze intencje które macie w sercu zaniosłam przed Ołtarz. ❤

        Tam również kapłan pięknie mówił o modlitwie o jej sile. Był to piękny wykład na ten temat. Powiedział ze potrzeba zamknąć serce na świat podczas modlitwy, a otworzyć na Boga by mógł przyjść i działać w nas. Mówił też o modlitwie cichej i pokornej o tym jak modlitwą okazujemy miłość Bogu i przywiązanie do Niego.
        Piękna moc modlitwy jest działaniem Ducha Świętego.

  9. wobroniewiary pisze:

    W pewnej wsi mieszkał wierzący staruszek. W jego maleńkiej wiosce była grupa wierzących chrześcijan, do której on należał. Nigdy nie był na nabożeństwie w mieście i bardzo pragnął tam być chociaż raz.
    Pewnego razu domówił się z młodym pobożnym przyjacielem, że odwiedzą kościół w mieście i radował się z tego bardzo czekając na ten dzień. Gdy nadszedł ten dzień udali się na stację kolejową. Idąc przez las, przyjaciel zaproponował, żeby przed podróżą się pomodlić.
    Staruszek chętnie się zgodził. przyjaciel powiedział:
    – Uklęknijmy do modlitwy i ty, bracie, pomódl się pierwszy, a ja potem.
    Staruszek z trudem zgiął kolana, a nie mogąc na nich uklęknąć, schylił się, niezgrabnie opierając się o pień drzewa. Zaczął się modlić:
    – Panie, dziękuję Ci, że pobudziłeś brata, aby wziął mnie do miejskiego kościoła…ale Ty widzisz jaki jestem: słabo słyszę, a buty mam takie, ze wstyd mi w nich jechać, ale Ty wiesz Panie, ze innych nie mam…Nie mam tez znajomych, u których mógłbym przenocować. Proszę, pokieruj tak, żebym mógł usłyszeć kazanie i wskaż mi, gdzie mogę przenocować. Amen.
    Potem modlił się młody pobożny przyjaciel, a jego sylwetka klęcząca z prostymi plecami, w doskonale skrojonym ubraniu, ładnie odcinała się na tle zieleni lasu. Jego modlitwa była składna i wyrazista, pełna pięknych zwrotów. Gdy zakończył, zwrócił się do staruszka z naganą:
    – Jak ty się modlisz? Mówisz o starych butach, których się wstydzisz, mówisz, że niedobrze słyszysz, że nie masz w mieście znajomych…Twoja modlitwa nie jest podobna do modlitwy.
    Starzec pokornie odpowiedział:
    – Modlę się jak potrafię.
    Gdy przyjechali do miasta, przed kościołem przyjaciel wskazał staruszkowi, którymi drzwiami ma wejść, i zostawił go, sam udając się do kościoła innym wejściem. Staruszek z trudem się przecisnął przez zatłoczony ganek do sali, która była również przepełniona. Stanąwszy w drzwiach, przyłożył rękę do ucha, starając się usłyszeć, o czym jest kazanie. W tym momencie, jedna z kobiet siedząca w przednim rzędzie zauważyła staruszka z przyłożona ręka do ucha i powiedziała do siedzącej obok siostry:
    – Popatrz, ten człowiek w drzwiach zapewne źle słyszy, bo przyłożył rękę do ucha. Wstanę, a ty zaproś go na moje miejsce.
    Staruszek bardzo się ucieszył, że teraz , siedząc w bliskim rzędzie, mógł słyszeć każde słowo księdza. Siedząca obok niego siostra zauważyła jego stare, znoszone buty i po nabożeństwie, zaproponowała staruszkowi pójście do jej brata, który prowadził sklep z obuwiem. Tam wybrali mu nowe buty i podarowali je. Jakże się cieszył z tego podarunku! I gdy się tak radował wśród sióstr i braci z miejskiego kościoła, jeden z nich zapytał:
    – Skąd jesteś bracie?
    – Jestem z małej wioski. Przyjechałem do miasta pociągiem.
    – A czy masz gdzie przenocować?
    – Na razie nie mam, ale prosiłem Pana Boga, żeby On jakoś sam tym pokierował.
    – Wiec będziesz nocował u mnie. Czekałem na syna, ale on przesłał telegram, że nie może przyjechać. Mam i pokój i jedzenie przygotowane.
    Wziął więc brata do siebie na nocleg.
    Następnego dnia staruszek spotkał się na stacji kolejowej z przyjacielem, z którym przyjechał do miasta. Podczas podróży powrotnej staruszek z radością opowiedział, jak Bóg odpowiedział na jego modlitwę:
    – Dokładnie słyszałem kazanie. A spójrz na moje nowe buty! A spałem na takim posłaniu, ze nigdy w życiu tak dobrze nie spałem. Oto jak Pan Bóg odpowiedział na moja modlitwę. A jak tobie, bracie, On odpowiedział?
    Przyjaciel milczał, bo nawet nie pamiętał, o co się modlił. On po prostu ładnie się modlił, jak przystoi na pobożnego
    I tak mimochodem pomyślałem: a czy ja się naprawdę modlę, kiedy się modlę?…
    Starając się składnie, pięknie modlić, często nie wkładamy w nasze modlitwy serca i pozostają one pustymi słowami, na które nawet nie oczekujemy odpowiedzi….

    • Sylwia pisze:

      Piękna historia wzruszyłam się..
      Prosta modlitwa jest milsza Bogu niż ta którą znamy na pamięć. Niesamowite piszę wpis o mocy modlitwy a tu zamieszczona taka piękna historia. Przypadek?

      Najlepsze jest to że wczoraj będąc na Nabożeństwie Różańcowym chciałam iść do spowiedzi ,ale się wahałam bo bałam się że nic nie usłyszę. Bo wiadomo głośno było a mój słuch jest jaki jest. Mówiłam w sercu :
      Panie Boże ja chcę iść ale boję się że nie usłyszę tego Kapłana co do mnie mówi.
      Bóg dał mi zapewnienie że będzie wszystko jak należy.
      I poszłam, słyszałam bardzo wyraźnie. Słyszałam tak piękne słowa że jestem szczęśliwa. Widać Jak Bóg naszą prostą modlitwę wysłuchuje.
      Nie mam wątpliwości że właśnie Bóg skierował tego kapłana na mojej drodze.
      Chwała Panu !

  10. wobroniewiary pisze:

    III dzień nowenny do św. Judy Tadeusza

    Św. Judo Tadeuszu – chwalebny Apostole! Jakaś przedziwna moc serce moje ogarnia, gdy myśli moje szukają Ciebie i znajdą się przy Tobie, mój Orędowniku. Doznaję wtedy cudnego uczucia wiary, iż jesteś przy mnie, czuwasz nade mną, gasząc moją trwogę przed grożącym mi niebezpieczeństwem.

    Daj mi o św. Tadeuszu, łaskę, by ta serdeczna ufność moja, jaką żywię do Ciebie, nigdy nie wygasła, by mi za życia mego była tarczą obronną i doprowadziła po śmierci duszę moją ku Twej świetlanej postaci, a dzięki Tobie przed Najświętsze Oblicze Jezusa Chrystusa, Zbawiciela naszego. Amen.

    Ojcze nasz… Zdrowaś… Chwała Ojcu…

  11. Marzena pisze:

    Jak traktować protestantyzm i protestantów?
    Jeden z wiernych zapytał abpa Jędraszewskiego o nowe zjawisko w Kościele – o wspólne modlitwy chrześcijan różnych wspólnot, nie chcących poważać jakiejkolwiek teologii, a jedynie „wesoło śpiewając lub tańcząc wielbić Boga”. Metropolita nazwał tego typu zjawiska „pentekostalizacją Kościoła” pytając jednocześnie „co to ma wspólnego z Kościołem, który założył Jezus Chrystus i którego źródłem jest Ewangelia i Tradycja”? – W tego typu ruchach odnajdujemy tendencje bazujące na emocjach i na negowaniu Kościoła a oparcia na nowych liderach. Trudno to pogodzić z Kościołem w który wierzymy – powiedział duchowny dodając, że „pełnia prawdy jest tylko w nauce Kościoła rzymsko-katolickiego”.

    Read more: http://www.pch24.pl/abp-jedraszewski–reformacja-zapoczatkowala-proces-prowadzacy-do-degrengolady-czlowieka,55514,i.html#ixzz4w8eDhpiU

  12. wobroniewiary pisze:

    Ks. Marian Rajchel, egzorcysta – „Jak ochronić Ducha Odnowy przed fałszywymi prorokami? Czym różni się modlitwa wstawiennicza o uwolnienie, od egzorcyzmu?”

  13. wobroniewiary pisze:

    Najbardziej żal mi było moich rodziców. Chłopak szalał, a ja się zastanawiałem, jak oni by to przeżyli, gdyby on rzeczywiście zrobił mi krzywdę. W pewnym momencie złapał obraz Pana Jezusa Miłosiernego, nabił go na mnie, tak że ramki zostały mi wokół brzucha, a sam obraz wypadł. Na szczęście nie było szkła. „I gdzie jest ten twój Jezus Miłosierny, gdzie On jest? Niech ci teraz pomoże” – wrzeszczał. I wtedy pchnął mnie na ziemię, ja upadłem, a on wziął świecznik. „Teraz cię tu zabiję. Znajdą cię dzisiaj rano” – powiedział jeszcze. Wtedy zadałem sobie pytanie: „Panie Jezu, czy to już koniec?”.
    Jakiś wewnętrzny głos podpowiedział mi: „Dostań się do tabernakulum i wyjmij Hostię”. Ale tabernakulum było zamknięte na kluczyk… Doskoczyłem jednak do niego, na szczęście kluczyk był w zamku, otworzyłem, nie pamiętam dokładnie, jak to się stało, że on mnie wtedy nie uderzył, i gdy już chciał się zamachnąć, wyjąłem Hostię i ustawiłem Ją przed jego twarzą. To było niesamowite, coś jakby rzuciło nim o ścianę, tak mocno się uderzył, że aż się osunął nieprzytomny. I jak ja mogę mieć wątpliwości co do Najświętszego Sakramentu? Żaden traktat w seminarium, żadna książka, żadne rozważania pobożne nie dały mi tyle co ten jeden moment. Prawdziwa obecność Boga w tym małym kawałku chleba.

    • babula pisze:

      Bardzo ciekawe. Doczytałam ten wywiad do końca. Ks. Glas podkreśla w nim, że tam gdzie nie ma oczyszczenia, przemiany, każde uzdrowienie , uwolnienie jest przemijające a potem dzieje się jeszcze gorzej. Wyjaśnia, że egzorcyzm wymaga ciągłej, ciężkiej pracy nad sobą.

      Prawdę mówiąc nasze zwyczajne, szare życie tez tego wymaga. I przemieniamy się tak niezauważalnie, cicho poprzez to co na co dzień jest nam dane. I to tez jest Bardzo Ciekawe 🙂

  14. Aga pisze:

    Kochani, mam pytanie. Wiadomo, że słowa mają moc. Mój tata kiedyś w kłótni powiedział, że jestem psychiczna (czy coś w tym stylu). Niedawno znowu też tak powiedział. Potem przeprosił, ale wydaje mi się, że zły duch nie zwraca na to uwagi, bo trzeba to wyznać w spowiedzi, a mój tata nie uznaje przekleństw czy złożeczeń, że to działa. Od pewnego czasu niestety zauważyłam, że moja nerwica lękowa uległa zaostrzeniu. Już się ładnie wyciszyła, a ostatnio znów nie daję sobie ze sobą rady. Do tego myśli, że nie powinnam żyć, co ja tu robię, po co się urodziłam. Czy to może być od tego? Niestety farmakoterapia na dłuższą metę nie wchodzi w grę (albo jestem za bardzo pobudzona po tabletkach i agresywa albo całymi dniami śpię i ledwo żyję).

    • wobroniewiary pisze:

      Skoro tata nie chce odwołać, to zostaje ci tylko iść na modlitwę przecięcia przekleństwa i złorzeczenia oraz stałe bycie w łasce uświęcającej. Przeczytaj uważnie ten artykuł, a masz tam wszystkie odpowiedzi na twoje pytania

      fragment:
      „Ksiądz powiedział mi że przekleństwo cały czas działa, dopóki ktoś nie odwoła go świadomie i dobrowolnie i tylko przestrzeganie 10 przykazań i bycie blisko Boga chroni mnie całkowicie przed jego skutkami. I w razie by mi się zdarzyło popełnić jakiś ciężki grzech to muszę jak najszybciej udać się do spowiedzi, gdyż grzech ciężki otwiera na działanie przekleństwa. Powiedział mi również, żebym ostrzegł moje dzieci ponieważ są w wielkim niebezpieczeństwie. Muszą również przestrzegać przykazań i być blisko Boga… ”

      https://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/2016/11/20/uzdrowiony-z-przeklenstwa-jak-uwolnic-sie-z-przeklenstwa-i-zlorzeczen/

  15. wobroniewiary pisze:

    Śikhara (ang. Sikhara) – to zwieńczenie świątyni hinduistycznej stylu północnego, z wieżą w kształcie iglicy nad najważniejszym jej sanktuarium.

    Makara – w mitologii indyjskiej stwór wodny przedstawiany z paszczą krokodyla i ogonem ryby lub jako pół słoń , pół ryba[1] . Może mieć cztery bądź dwie łapy

    Śpiewane przez niego baraba – ze słoweńskiego, łajdak
    https://pl.wiktionary.org/wiki/baraba

    Al-Bakara (arabski: سورة البقرة, polski: „krowa”) – to druga i najdłuższa sura Koranu. Jest to sura medyńska

    I co innego wyśpiewywać Jeshua, Miriam, Alleluja a co innego wyzywać ludzi od krów, łajdaków i przyzywać nad nimi ZABRANIAJĄC SIĘ MODLIĆ – bóstw o paszczy czy ogonie krokodyla!

    • Sylwia pisze:

      Niestety ,my ostrzegamy ale wiele ludzi nie słucha i dalej biegnie do M. Zielińskiego na modlitwę. A przecież jak widać to czarny nie lubi modlitwy. Samo to że ta modlitwa językami nie jest właściwą modlitwą, tylko przyzywaniem demonicznych zwrotów. Ja gdy kiedyś zwróciłam uwagę na to na jednym z forów zostałam wyśmiana, bo przecież nie znam się na językach. Owszem ja nie, ale są inni co wiedzą i się znają. Chciałam ostrzec a wyszło jak zawsze.
      Nie mam nic przeciwko Panu M. Zielińskiemu ale trzeba potępić to co robi bo niestety pociąga za sobą wielu.

  16. tu MariaPietrzak pisze:

    Czytając to świadectwo o posłudze Kapłana , pomyślałam …każdy z nich inaczej przypomina Pana , odpowiadając na otrzymamy charyzmat i w powołaniu , powierzone specjalne zadania .
    Wszyscy jednak oni są
    „Moimi ustami, Moimi dłońmi i Moim Sercem bijącym wśród was” , jak powiedział Pan Jezus do Alicji Lenczewskiej .
    … I to dopiero znak ! Znak nie w smak .… ” Ten , któremu sprzeciwiać się będą” !
    I niestety , bywa tak !
    W „niezamierzonych pouczeniach złego ducha” jedno z nich odsłania lęki szatana , który biada , że
    „Każdy klecha przynosi nam pecha, zwłaszcza taki, który robi co do niego należy. Bo przez takiego, nic nam się nie uda !”
    Co zadziwia , ze szczerze gada . Bajek nie opowiada .
    Dziękuję księdzu J. Witko za to świadectwo posługi. Budzi ono wdzięczność ku Bogu , bo to z troski o nas , te apele i z ludu wybranie … .
    Kapłańskie powołanie !
    Między Niebem i ziemią … czuwanie !
    Obiecuję nie zapominać o codziennym 33 krotnym /o Krwi i Wodo , któraś wytrysnęła z Najświętszego Serca Jezusowego jako zdrój … w intencji Bożych Wybranych . Aby mocni byli , bystrzy byli , aby nas chronili . I siebie chronili . Wrogich masonow modlitwie Niepokalanej zawierzyli . Egzorcyzmy odprawili . Aby nam błogosławili . Boga z sobą przynosili . Spowiadali i karmili .
    Słowo w Prawdzie głosili. Złego przepędzali ! Wytrwali byli i się nie zniechęcali . Bogiem zachwyceni , ku Niemu pociągali. Sieci pełne nabierali !
    Jak mówią …”Pańskie oko konia tuczy „😎
    Od razu się lepiej czuję !
    Dziękuję !

  17. tu MariaPietrzak pisze:

    … „Pytał Boga dlaczego nie widzi takich znaków jak o. Tardif? Wówczas Bóg mu odpowiedział: „Takie znaki pojawiają się wówczas, kiedy Ty głosisz słowo”. Miało to na mnie ogromny wpływ. Zrozumiałem, że tu nie chodzi o to, aby naśladować charyzmatyka. Chodzi o to, aby dać Panu Bogu możliwość posługiwania się mną, mówienia i działania przeze mnie” .

    !!Ogromnie ważne wydaje się to odkrycie Ojca Witko !!
    W każdym powołaniu , pośród zwykłych ludzkich mas .
    Każdy ma jakiś dar , talent i zadanie. Warto się potrudzić , by to znaleźć i tym służyć . Kiedyś czytałam o zakonniku , kucharzu , piekł najlepsze naleśniki . Jest zdaje się w drodze na Ołtarze .
    To chyba świętego Ksawerego / zakwitnij tam , gdzie cię Bóg postawił .Talentem jaki ci sprawił .
    Swoim , nie cudzym .
    Ufność w Bogu miej!
    Na swej roli siej !
    Staraj się i siej .
    Wiele dziś zaniedbań z tego , ze zapatrzeni w cudze , nie znamy i nie doceniamy swego .
    Jak mówi ojciec Witko , „dajmy Bogu możliwość posługiwania się nami , mówienia i działania przez nas . ”
    Odkrycia co w nas jeszcze drzemiącego .
    Ukrytego daru Bożego .
    🍓
    Wszystkiego dobrego , dobrej nocki …niedługo świtanie …ptaków śpiewanie…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s