Ks. Adam Skwarczyński: Bóg Ojciec jest bardzo spragniony twojej miłości!!!

BÓG OJCIEC JEST BARDZO SPRAGNIONY TWOJEJ MIŁOŚCI!!!

Pewnego dnia Patron wychowawców, św. Jan Bosko, został zapytany przez wychowanka, Dominika Savio: „Jak szybko stać się świętym?” „To proste” – usłyszał. „Wystarczą trzy rzeczy: bądź zawsze radosny, dobrze wypełniaj swoje obowiązki, staraj się swoich kolegów prowadzić do Jezusa”. I został świętym!

Przychodzi do mnie były więzień, kilkakrotny recydywista, o twarzy smutnej i naznaczonej bliznami, na której malują się zranienia jego biednej duszy, i… stawia mi to samo pytanie! Odpowiadam mu: to proste, w jednej chwili możesz stać się świętym! Wystarczą trzy rzeczy: oderwij się od złej przeszłości, przestań martwić się o przyszłość, a z chwili na chwilę ofiaruj Bogu to co możesz.

1. Jak nasza zła przeszłość może zostać w jednej chwili unicestwiona?

Rozdział 45 „Kwiatków świętego Franciszka” opowiada o życiu i śmierci brata Jana z Penny. Owego brata na końcu życia dopadły różne choroby i boleści, lecz najgorsza była męka rozpaczy. Powodował ją widok diabła, który trzymał przed nim listę wszystkich grzechów jego życia i sugerował mu, że skazany jest za nie na dno piekła. Dopiero siódmego dnia, za sprawą brata Mateusza, został uwolniony i uzdrowiony. Przypomina mi to udręki innego syna św. Franciszka z Asyżu – św. Ojca Pio, dręczonego pokusami co do pewności własnego zbawienia. Pomagając innym, sam nieraz stawał na krawędzi zwątpienia i rozpaczy. Możliwe, że zły duch, z którego rąk wyrywał tak wielu grzeszników, z dopustu Bożego uderzał w niego i chciał mu w tym przeszkodzić, a przynajmniej jego misję utrudnić. Może mścił się za jego zwycięstwa?

Duch oskarżyciel wykorzystuje możliwość bezpośredniego wpływania na kształt naszych myśli o nas samych, ale także posługuje się ludźmi z naszego otoczenia, nawet najbliższą rodziną, widzącą w nas samo zło. Pod wpływem złych myśli o sobie i złej opinii otoczenia człowiek może stracić poczucie własnej godności, przydatności dla otoczenia, a nawet sensu dalszego życia. Coraz więcej młodych, a nawet dzieci (Japonia jest tu w czołówce, ale, niestety, i Polska jest na niechlubnym miejscu) dostaje się w ręce duchów rozpaczy i samobójstwa, a przynajmniej ich życie staje się koszmarem i udręką.

Ludzie tak duchowo poranieni nie potrafią zbliżyć się z miłością i ufnością do Boga jako do swojego Ojca, pełnego dobroci, wyrozumiałości, chęci stałej pomocy do dobrego. Gdy przyjdzie śmierć i zobaczą oblicze kochającego Ojca, może odepchną Go jako kogoś obcego i nie zechcą z Nim wiecznie być?! Jak mogliby przylgnąć z ufnością do serca Tego, który jest Pełnią Dobra (Dobroci), Prawdy i Piękna, skoro żyli w przekonaniu, że są niczym, złem, brudem, że przez nikogo nie są kochani – przez Boga także? Że zasługują na surową karę, na odrzucenie? Że Bóg – bardzo daleki, groźny i milczący, nielitościwy kat grzeszników – czeka na moment śmierci, gdy dostaną się w Jego ręce? Gdyby z tym przekonaniem doczekali swojej ostatniej godziny, duch oskarżyciel odniósłby największe z możliwych zwycięstwo, gdyż rozpacz – zwątpienie w Boże Miłosierdzie – jest jednym z grzechów przeciwko Duchowi Świętemu i otwiera bramy piekła!

Pozornie wydawać by się mogło, że stan duszy, wyżej opisany, przypomina pokorę, a więc powinien podobać się Bogu… Jednak pozory mylą! Piekło nie znosi pokory i nigdy by do niej nikogo nie prowadziło – ono robi wszystko, żeby człowieka odizolować od Boga i pogrążyć we własnym, biednym, człowieczym „ja” jak w skorupie nie do przebicia. Pokora natomiast wykorzystuje własne „ja” – choćby widziane jako najmniejsze i najbiedniejsze, jako „zero” – jako trampolinę do wspaniałego wybicia się i skoku w nieskończoną dal, w promienną przestrzeń Bożego JA – w ramiona Ojca. Jest więc przezwyciężeniem egoizmu i zanurzeniem się w Miłości.

Syn marnotrawny z Chrystusowej przypowieści jest zniewolony przez ducha oskarżyciela do tego stopnia, że całkiem siebie przekreślił we własnych oczach i wyobraża sobie, że podobnie postrzega go ojciec. W łachmanach, brudny i głodny, z największym wstydem wraca do domu tylko po to, by wmieszać się między sługi i najeść do syta. Ma nadzieję, że ojciec go nie wygoni, jak właściciele świń, odganiający go od świńskiej paszy. Sam ojciec musi swoją miłością uwolnić i uzdrowić jego biedną duszę i bardzo zaskoczonemu i zmieszanemu uświadomić, że w jego oczach pozostał tym kim był: jego ukochanym synem. Owocem takiego uzdrowienia będzie prawdziwa, głęboka radość, której symbolem jest zorganizowana zabawa.

Tak powinno dziać się z penitentami przy konfesjonale: wyznawszy swoje odstępstwo, nędzę i brud, i otrzymawszy rozgrzeszenie, mają rzucić się w ramiona Ojca z ogromną wdzięcznością, ale i z radością. Gdy widzę penitenta, który odchodzi po dobrej spowiedzi tak jak przyszedł: smutny i ze spuszczoną głową, zapatrzony w głąb siebie – cierpię, gdyż on nie jest chyba świadom tego co się stało. Nieraz od razu chce mnie zagadywać, ale odsyłam go przed ołtarz na modlitwę dziękczynną za cud pojednania i obmycia duszy we Krwi Baranka. Lecz bywa, że Bogu nie podziękuje – przyklęknie na jedno kolano i już go nie ma!

Sakrament pokuty – dobrze rozumiany, przygotowany i przeżyty – powinien prowadzić do uzdrowienia duszy. Między innymi do uwolnienia od ciężaru złej przeszłości, od tego „garbu na plecach”, który jak wór nie tylko ciążył, ale i przytłaczał grzesznika do ziemi i nie pozwalał mu wznieść w górę serca. Aby to uzdrowienie nastąpiło, trzeba uświadomić sobie, że Bóg nigdy nie chce wracać do grzechów już nam darowanych, skoro je całkowicie przekreślił. Wówczas traktuje nas jak wielkich świętych, którzy takich grzechów nigdy nie popełnili! Marnotrawnego syna, który do Niego wrócił, traktuje nawet jeszcze lepiej niż przed laty, gdy ten Go opuszczał. Jak w przypowieści: daje mu pierścień na rękę, najlepsze ubranie, przygotowuje dla niego ucztę… Czyż nie jest ona dzisiaj zaproszeniem do stołu Eucharystii? Czyż może Bóg Ojciec zrobić coś wspanialszego?! Z Nim całe Niebo cieszy się z tego powrotu bardziej, niż z 99 świętych!

No dobrze – ktoś powie – a co ze skutkami złej przeszłości? Recydywista ma krzywdę i ból tylu ludzi na sumieniu, może ręce splamione krwią i grabieżą cudzego mienia, a ty oczekujesz od niego radości?! Chcesz twierdzić, że za to nie należy mu się kara? Jakąś tam poniósł, ale czy wystarczającą? A co z takim, który nigdy nie dał się złapać i przychodzi nocą, żeby nikt go nie widział…?

Co za nieporozumienie! Przecież czym innym jest wina, a czym innym kara, związana z koniecznością naprawienia krzywd czy szkód! Wina przestała w oczach Ojca istnieć, syn odzyskał utraconą godność i miejsce u boku Ojca, orkiestra zaczyna grać do tańca! Gdy jednak zabawa się skończy, jest rzeczą oczywistą, że syn ze zdwojoną energią i zapałem musi brać się do roboty i pomnażać majątek, którego połowę roztrwonił. Nawrócony grzesznik ma na to resztę życia ziemskiego, a jeśli nie zdąży – czyściec.

 Chciejmy zrozumieć, że tym będzie żył cały „Nowy Świat” wkrótce, po Paruzji. Ocaleni jego mieszkańcy po „prześwietleniu sumień” i nawróceniu będą ogarnięci niesamowitą radością z otrzymanego rozgrzeszenia i z możliwości odrobienia zmarnowanego czasu. To właśnie oni będą – sięgamy do Chrystusowej przypowieści – tymi najętymi do pracy w winnicy u schyłku dnia. Z taką wdzięcznością wobec Pana winnicy-Kościoła rzucą się do pracy, że zasłużą sobie na takie samo wynagrodzenie (Niebo), jak najęci rano, lecz ociągający się przy pracy i narzekający na spiekotę dnia.

Co mają jednak zrobić ci, którzy z różnych względów nie mogą wyspowiadać się z całego dotychczasowego życia, może bardzo pokiereszowanego? Oni także mogą otrzymać od Boga całkowite darowanie win, jeśli zdobędą się na szczery i głęboki żal za nie, na prawdziwą skruchę serca, a przy tym na mocne postanowienie poprawy. Gdyby droga do Nieba prowadziła tylko przez konfesjonał, byłoby ono prawie puste! Bóg nie odrzuci żadnego ze swoich dzieci, które szczerze do Niego przyjdzie, niosąc Mu choćby okruchy miłości. Aby tylko przyszło!

2. Jak pozbyć się niepokoju o przyszłość?

       Ponieważ nie znamy Bożych planów, odnoszących się do naszej przyszłości – wydaje się nam, że musimy sami się o nią zatroszczyć. Gdy są to spokojnie snute plany, nie jest jeszcze z nami tak źle, choć najczęściej są to mrzonki, na które szkoda czasu. Gorzej, gdy wokół nas zaczyna szaleć „burza” – taka czy inna – a nam się wydaje, że Bóg jest daleko albo śpi! Nasze plany idą w rozsypkę! Wtedy gotowi jesteśmy krzyczeć, działać szybko i chaotycznie, może pod wpływem paniki, czy nawet „tarmosić” Boga i wypominać Mu brak zainteresowania nami i naszą sytuacją. Zupełnie jak apostołowie w czasie burzy na jeziorze, gdy fale zaczęły zalewać łódź, a Jezus spał. Wyobraźnia podsuwała im najczarniejsze myśli, widzieli już może siebie jako idących na dno… Obudzony Jezus wypomniał im brak wiary, a może raczej pokładanej w Nim ufności.

To i dla nas głęboka nauka: gdy Bóg-Miłość wydaje się spać, to i my śpijmy spokojnie razem z Nim, nawet wśród największych zagrożeń! On na te chwile przygotował specjalne, ogromne łaski dla tych, którzy potrafią Mu zaufać i wytrwają w tych próbach do końca. Potrafią zaufać Jego wszechmocnej obecności, przepełnionej bezgraniczną ku nam miłością. Skoro Jezus poucza nas przez św. Faustynę, że jedynym naczyniem, którym możemy czerpać z Jego Miłosierdzia, jest ufność – to właśnie ufność pokładana w Nim w odniesieniu do naszej przyszłości czym jest, jeśli nie świętością naszego życia? Z Nim nie lękajmy się ani burz, ani głębokiej toni, ani pustyni. Przypomnijmy sobie wędrówkę Izraelitów: przez 40 lat na pustyni Bóg ich żywił, darzył pełnym zdrowiem, a nawet troszczył się o ich ubranie, które stało się niezniszczalne! Bóg troszczy się o nas o wiele bardziej niż o wróbelka, który bez Jego woli nie spadnie na ziemię, czy o polne kwiaty, które obdarza cząstką swojego piękna.

Teoretycznie uznajemy to za prawdę, słuchając o tym w kościele lub czytając w Piśmie Świętym, lecz jak to jest z tym w praktyce naszego życia? Brak nam ducha dziecięctwa, bez którego nie wejdziemy do Nieba. To właśnie dzieci wolne są od lęku o przyszłość, a nawet od troski o nią, gdy są ze swoimi rodzicami. „Czy brakowało wam czegoś, gdy byliście ze Mną?” – pyta Jezus apostołów. Pyta także każdego z nas. Jeżeli nawet w tej chwili odczuwamy wielki brak czegoś, postawmy sobie pytanie: czy zrobiłem wszystko co możliwe, żeby z tego wybrnąć? Jeśli tak – to chwilę następną, i jeszcze następną – pozostawmy Bogu! I tak aż do śmierci. (Już słynna stała się modlitwa ks. Dolindo Ruotolo: „Jezu, Ty się tym zajmij”). O to właśnie tutaj chodzi. W Niebie nie będzie nam już niczego brakować.

3. Jak w sposób święty przeżywać chwilę obecną?

       Skoro przestały nas obciążać: zła przeszłość oraz troska o przyszłość – pozostaje nam już tylko chwila obecna, i to właśnie ona – sposób jej przeżywania – decyduje o naszej świętości! Żeby to dobrze zrozumieć, spójrzmy na „model”, wskazany nam przez Boskiego Mistrza: przyjrzyjmy się dziecku, a konkretnie jego zabawie w piaskownicy. Oczywiście jest nią bardzo zaabsorbowane i traktuje ją jako swoją ciężką pracę, podobnie jak my, dorośli, nasze prace w „piaskownicy” naszego życia… Uzupełnijmy jednak ten obraz o istotny szczegół: w pobliżu piaskownicy siedzi na ławce ojciec, nie mniej zaabsorbowany „pracą” swojego jedynaka, którego szalenie kocha i z którego jest bardzo dumny.

Dziecko „ugrzęzło” w piaskownicy do tego stopnia, że zapomniało o ojcu, przestało się nim interesować. Całą uwagę skupiło na swojej „pracy”, foremkach i babkach z piasku, patyczkach i kolorowych listkach, a buzię ma pełną ciastek. Ojciec siedzi smutny, bo jego miłość do dziecka nie spotyka się z miłością okazywaną mu przez dziecko. Siedzi tak aż do chwili, w której trzeba zbierać cały „majątek” malucha i wracać do domu.

Podobnie zachowują się dorośli – właśnie my – w naszej „piaskownicy”, całymi dniami tak bardzo zajęci, że między porannym, pośpiesznym zwróceniem się do Boga a wieczornym pacierzem, prawie nie dostrzegamy Jego obecności. Z Jego strony było w tym dniu, z sekundy na sekundę, wszystko co możliwe, co podyktowała Mu Jego miłość – by to wymienić, nie starczy wieczności! – a z naszej…? Aż wstyd mówić…

Nie bierzemy pod uwagę tego, że Jego miłość jest zawsze nieskończona, a więc i nie da się podzielić. Ta sama – absolutne cała – łączy Osoby Boskie w Najświętszej Trójcy, a zarazem przez te Osoby skierowana jest ku stworzeniom („Jak Mnie umiłował Ojciec, tak Ja was umiłowałem” – mówi Jezus). Nie jest więc przesadą, że każdy z miliardów ludzi traktowany jest przez Boga tak, jakby był jedynakiem – jedynym Jego stworzeniem! Bóg stale jest nim zaabsorbowany, w niego wpatrzony, w jego słowa zasłuchany. Zaspokaja wszystkie jego potrzeby, mimo niezrozumienia, a nawet oskarżeń z jego strony o brak zainteresowania i współczucia. Jest nawet z niego dumny wobec całego Dworu Niebieskiego: „to jest Moje dziecko!” Jednak, chociaż sam to dziecko bez końca obdarowuje, najczęściej nie może pochwalić się wobec swojego Dworu, że tak naprawdę został czymkolwiek obdarowany przez dziecko z jego czystej miłości!!!

Chociaż na ogół o tym nie myślimy, Bóg jest bardzo spragniony naszej dziecięcej miłości… Wprawdzie jest w Niebie w pełni szczęśliwy w Trójcy, której Osoby obdarowują się nawzajem pełnią Boskiej miłości, jednak jest to „pełnia niepełna”, zdolna przyswoić sobie jeszcze miłość osób stworzonych, żyjących „na zewnątrz” Trójcy. Można więc powiedzieć bez ogródek: Bóg-Pełnia Szczęścia nie jest szczęśliwy bez naszej miłości „dodatkowej”! Jest jej tak bardzo spragniony, że przychodzi na ziemię jej szukać, a ceni ją sobie bardziej, niż miłość Niebian. A to dlatego, że ich ona nic nie kosztuje i jest czymś oczywistym i naturalnym, a dla nas na ziemi bywa ona trudna, często w oschłości, wśród braków i cierpień. Poza tym możemy ją Bogu ofiarować albo… odmówić! Wciąż więc na tę miłość czeka. Jeśli ktoś do ostatniej chwili życia niczego Mu nie ofiaruje, czym mógłby się Bóg w Niebie „pochwalić” – jak może się spodziewać, że zostanie przyjęty do grona tych, którzy ofiarowali Mu wszystko co mogli…?

A teraz wróćmy do naszego „modelu”. Co do Ojca, siedzącego na ławce – wiemy już teraz, że jest nim sam Bóg. Warto tu dodać, że posiada On jednocześnie cechy matki, najdoskonalej odzwierciedlone w osobie Maryi. Jest rzeczą niemożliwą, żeby jakiekolwiek stworzenie pod jakimś względem było doskonalsze od Stwórcy – odnosi się to także do Maryi. Takie np. Jej doskonałości, jak czułość, troskliwość, delikatność, współczucie, serdeczność – znajdują swoją absolutną pełnię w Bogu, chociaż na ogół tak Boga nie postrzegamy… Bywa i tak, że kto nie został przytulony z miłością przez ziemskiego ojca, nawet nie może sobie wyobrazić Boga jako Ojca-Miłości!

W naszej „piaskownicy” wyobraźmy sobie teraz sytuację diametralnie różną od wyżej opisanej. Dziecko pilnie „pracuje”, jednak przez cały czas czyni to ze świadomością, że kochający je Ojciec jest w nie wpatrzony i nim zainteresowany. Stara się też okazać Mu miłość jak potrafi, z chwili na chwilę, z wykorzystaniem „skarbów”, znalezionych w piaskownicy. Oto sfrunęło z góry piórko ptaka, więc niesie je szybko Ojcu. Za chwilę znajduje kolorowy kamyk, więc i ten skarb Mu ofiaruje. Ojciec, szczęśliwy, rozkłada na ławce białą chusteczkę i na niej wspólnie umieszczają te skarby. Jakaś muszelka, kolorowy listek… Słowa nie są potrzebne, gdyż i bez nich oboje rozumieją się doskonale. Radość Ojca jest wielka, ale może nawet większa jest radość dziecka, bo przecież, jak uczy nas Jezus, „więcej szczęścia jest w dawaniu, aniżeli w braniu” (Dz 20,35). I tak nadchodzi wieczór – wieczór naszego życia. Na progu Nieba, naszego wiecznego Domu, w obecności Anioła Stróża następuje podliczenie wszystkich ofiarowanych przez nas Bogu „skarbów”, a potem pada znane nam zaproszenie: „Sługo dobry i wierny, wejdź do Radości swego Pana”.

Obraz byłby bardzo niepełny, gdybyśmy do naszej „piaskownicy” nie wprowadzili jeszcze osób trzecich, a więc współtowarzyszy „zabawy”. Bóg niejako ukrył się pod postacią bliźniego – przecież powiedział: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci Moich [nawet] najmniejszych, Mnieście uczynili”. Wobec tego przyjmuje On okruchy naszej miłości okazanej bliźniemu z taką samą radością jak to, co ofiarowaliśmy bezpośrednio Jemu samemu. Jeśli więc wieloma naszymi „skarbami” podzielimy się z innymi dziećmi Bożymi, „rozliczenie” na końcu życia będzie wyglądać podobnie, jak po naszej samotnej „zabawie w piaskownicy”. Mają więc szansę wejść do Nieba także ludzie dobrzy, którzy nigdy Prawdziwego Boga nie poznali! Oczywiście wejść przez chrzest, który będzie możliwy nawet na końcu świata.

Podsumowując przyjmijmy za prawdę, a nawet za oczywistość, że Bogu możemy i powinniśmy ofiarować wszystko, na co stać nas w danej chwili, gdyż Jego Miłość czeka na naszą miłość. Nie tylko każde ziarenko piasku, ale i pot, który wsiąkł w piasek, i kroplę krwi ze zranionego palca; to co nas cieszy, ale i to co martwi, np. przykrości doznane od współtowarzyszy; zwycięstwa nad sobą, ale i porażki, np. upadki i nałogi; wyjście z „piaskownicy” w czystym ubraniu (chodzi o duszę), ale i w cuchnącym od „przygody”, jaka przytrafia się dzieciom. Ojciec przyjmie od nas absolutnie wszystko, przyjmie nas także cuchnących i zajmie się nami, doprowadzi do porządku, jak czynią to ziemscy rodzice. Zajmie się swoim „jedynakiem” z całą miłością, współczuciem, chęcią pomocy i radością. Chociaż takich dzieci ma miliardy, Jego miłość jest dla każdego z nas cała, a Jego troska o nas i o nasze potrzeby, o nasze szczęście, jest wprost niepojęta! Nigdy od nikogo innego nie doznamy takiej czułości, serdeczności, zainteresowania, wsparcia, życzliwości. Za to wszystko oczekuje od nas tylko jednego: przyjścia i ofiarowania Mu chwili obecnej wraz ze wszystkim, co ona nam przynosi. Posyłajmy Mu więc krótkie westchnienia, tak zwane akty strzeliste (np. „Kocham Cię!”), albo „całuska” jak małe dziecko, jeden uśmiech czy spojrzenie w Jego stronę – cokolwiek. Na tym polega nasza świętość! Niech inni ofiarują Mu wiele, a my – same drobiazgi, gdyż na więcej nas nie stać. Byle tylko coraz więcej i coraz częściej. I z tym wejdziemy do Nieba, gdzie również będziemy okazywać Mu naszą miłość.

Możliwe, że z początku te chwile pamięci o Nim i przyjścia do Niego będą rzadkie, lecz tym się nie zrażajmy, jak On się nie zraża. Gdy wejdziemy na tę drogę sprawiania Mu małych radości, chwile te będą coraz częstsze. O ile pamiętam, święta Teresa Wielka doszła do tego, że wśród codziennej krzątaniny nigdy nie traciła z oczu Boga (chodzi o pamięć o Nim) dłużej niż na 4 minuty.

„Świętymi bądźcie” – prosi nas Bóg! A to przecież takie proste… Niech w Waszej drodze uświęcenia towarzyszy Wam błogosławieństwo Boga Ojca i Syna i Ducha Świętego oraz wsparcie ze strony całego Dworu Niebieskiego, z Waszymi Bliskimi włącznie, którzy tam na Was czekają.

W uroczystość Trójcy Świętej 2018,
ks. Adam Skwarczyński

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Pomoc duchowa i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

48 odpowiedzi na „Ks. Adam Skwarczyński: Bóg Ojciec jest bardzo spragniony twojej miłości!!!

  1. wobroniewiary pisze:

    Do codziennego odmawiania przez niewolników NMP:

    Ja, N…, grzesznik niewierny, odnawiam i zatwierdzam dzisiaj w obliczu Twoim śluby Chrztu Św. Wyrzekam się na zawsze szatana, jego pychy i dzieł jego, a oddaję się całkowicie Jezusowi Chrystusowi, Mądrości wcielonej, by pójść za Nim, niosąc krzyż swój po wszystkie dni życia.
    Bym zaś wierniejszy Mu był, niż dotąd, obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego za swą Matkę i Panią. Oddaję Ci i poświęcam jako niewolnik Twój, ciało i duszę swą, dobra wewnętrzne i zewnętrzne, nawet wartość dobrych moich uczynków, zarówno przeszłych, jak obecnych i przyszłych, pozostawiając Ci całkowite i zupełne prawo rozporządzania mną i wszystkim bez wyjątku co do mnie należy, według Twego upodobania, ku większej chwale Boga w czasie i wieczności.

    Módlmy się za siebie nawzajem, przyzywając opieki św. Michała Archanioła

    Święty Michale Archaniele wspomagaj nas w walce a przeciw niegodziwości
    i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy, a Ty wodzu zastępów anielskich, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła Amen!
    Święty Michale Archaniele, który w brzasku swego istnienia wybrałeś Boga i całkowicie oddałeś się spełnianiu Jego świętej woli. Wstaw się za mną do Stwórcy, abym dzisiaj, za Twoim przykładem, na początku nowego dnia, otwierając się na działanie Ducha Świętego, w każdej chwili dawał się Bogu, wypełniając z miłością Jego świętą wolę. Niech razem z Tobą wołam bez ustanku: Któż jak Bóg! Przez Chrystusa Pana naszego. Amen

    • beat pisze:


      do obejrzenia zagrozenie Odnowy w Kosciele

      • Maria pisze:

        No cóż, o czym tu mówić, skoro niektórzy biskupi z bp-em Rysiem na czele, milczą a nawet popierają M.Zielińskiego oraz te wspólnoty o których mowa w nagraniu, znaczy przyzwolenie jest ,,z góry”. Komuś zależy na rozwaleniu Kościoła i zdrowej wiary.

    • Robert pisze:

      Dziękuję Księdzu! Przemawia do mnie obraz ojca przy dzieciach w piaskownicy. Chciałbym dzisiaj podarować Ojcu Niebieskiemu chociaż to piórko lub ufne spojrzenie…

      • babula pisze:

        ja też dziękuję z całego serca <3. ta notka dla mnie to jak balsam na rany. Czasem za bardzo ryję w mojej "piaskownicy" ale potrafię jeszcze posyłać całuski. Mówię wtedy: Jezu, Boże, z serca do Serca! i z Serca do serca! ❤

  2. Kazimierz pisze:

    Deo gratias, Księże Adamie!

    Ojcze (Tato), przez Krew Jezusa, ofiaruję Ci tę drobnostkę: …, na zadośćuczynienie za grzechy świata. Uzdrów świat i zbaw nas wszystkich, bo i jesteś Bogiem i możesz wszystko!

    Per Mariam Soli Deo!

  3. Ehmm pisze:

    Piękny fragment:

    „No dobrze – ktoś powie – a co ze skutkami złej przeszłości? Recydywista ma krzywdę i ból tylu ludzi na sumieniu, może ręce splamione krwią i grabieżą cudzego mienia, a ty oczekujesz od niego radości?! Chcesz twierdzić, że za to nie należy mu się kara? Jakąś tam poniósł, ale czy wystarczającą? A co z takim, który nigdy nie dał się złapać i przychodzi nocą, żeby nikt go nie widział…?

    Co za nieporozumienie! Przecież czym innym jest wina, a czym innym kara, związana z koniecznością naprawienia krzywd czy szkód! Wina przestała w oczach Ojca istnieć, syn odzyskał utraconą godność i miejsce u boku Ojca, orkiestra zaczyna grać do tańca! Gdy jednak zabawa się skończy, jest rzeczą oczywistą, że syn ze zdwojoną energią i zapałem musi brać się do roboty i pomnażać majątek, którego połowę roztrwonił. Nawrócony grzesznik ma na to resztę życia ziemskiego, a jeśli nie zdąży – czyściec”.

  4. wobroniewiary pisze:

    W ramach ofiarowania Bogu Ojcu wszystkiego co mamy proponuję odmawiać codziennie rano te oto modlitwę, do odmawiania której zawsze zachęca ks. Jan Pęzioł. Tę modlitwę odmawia się podczas nabożeństwa o uwolnienie i uzdrowienie – dodam tylko, że ta modlitwa zawiera ofiarowanie wszystkiego:

    „Boskie Serce Jezusa, ofiaruję Ci przez Niepokalane Serce Najświętszej Maryi Panny wszystkie modlitwy, sprawy, prace i krzyże dnia dzisiejszego jako wynagrodzenie za grzechy moje i całego świata. Łączę je z tymi intencjami w jakich Ty ofiarowałeś się za nas na krzyżu i ofiarujesz się codziennie na ołtarzach całego świata. Ofiaruję Ci je za Kościół katolicki, za Ojca Świętego, a zwłaszcza na intencje miesięczną, oraz na intencję misyjną, jako też na intencje dziś potrzebne.
    Pragnę też zyskać wszystkie odpusty, jakich dostąpić mogę i ofiaruję Ci je za dusze w czyśćcu cierpiące. Amen”.

  5. wobroniewiary pisze:

    Siostra Eugenia Ravasio spisała w roku 1932 Orędzie Boga Ojca, zatytułowane: Ojciec mówi do swoich dzieci, uznane oficjalnie przez Kościół za autentyczne.
    Oto jego fragment.

    «1) Przychodzę, aby wygnać przesadny lęk, który Moje stworzenia odczuwają wobec Mnie. Pragnę uzmysłowić im, że Moja radość polega na tym, abym był znany i kochany przez Moje dzieci, to znaczy przez całą ludzkość obecną i przyszłą.
    2) Przychodzę przynieść nadzieję ludziom i narodom. Iluż od dawna już ją utraciło! Ta nadzieja pozwoli im pracować dla swego zbawienia, żyjąc w pokoju i bezpieczeństwie.
    3) Przychodzę, aby Mnie poznano takim, jakim jestem; aby ufność ludzi wzrastała jednocześnie z miłością do Mnie, ich Ojca, mającego tylko jedno pragnienie: czuwać nad wszystkimi ludźmi i kochać ich jak swoje dzieci».

    «Chcę – i to jest Mi drogie – byście zachowywali wobec Mnie postawę dziecięcą przez prostotę i ufność do Mnie. […] Będę w zażyłości z wami wszystkimi, oddając się wam wszystkim, czyniąc się małym, aby was uczynić wielkimi na wieczność».

    Modlitwa siostry Eugenii Ravasio:

    Mój Ojcze niebieski, jak słodko i miło wiedzieć, że Ty jesteś moim Ojcem, a ja – Twoim dzieckiem!

    Modlitwa, opatrzona w jęz. włoskim imprimatur oraz odpustem:

    Boski Ojcze, słodka nadziejo naszych dusz – bądź znany, czczony i kochany przez wszystkich ludzi!
    Boski Ojcze, nieskończona dobroci, objawiająca się wszystkim narodom – bądź znany, czczony i kochany przez wszystkich ludzi!
    Boski Ojcze, dobroczynna roso dla ludzkości – bądź znany, czczony i kochany przez wszystkich ludzi!

  6. wobroniewiary pisze:

    DZIEŃ 2 – 28.05.2018
    NOWENNA do Trójcy Przenajświętszej o uproszenie łask za wstawiennictwem sługi Bożego o. Wenantego Katarzyńca

    Boże w Trójcy Jedyny, bądź uwielbiony za wszelkie dobra, którymi napełniłeś sługę Twego Wenantego; on przez życie według rad ewangelicznych i gorliwą posługę kapłańską w Kościele
    stał się przykładem dla Twoich wiernych.
    Wynieś, Panie, tego sługę Twego na ołtarze, abyśmy lepiej mogli Tobie służyć, mnie zaś udziel łaski, o którą pokornie proszę za jego wstawiennictwem. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

    Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu…

    Odmawiać przez 9 kolejnych dni oraz przystąpić do Sakramentu Pojednania i Komunii świętej. O łaskach uzyskanych za wstawiennictwem sługi Bożego o. Wenantego Katarzyńca należy powiadomić Klasztor Franciszkanów w Kalwarii Pacławskiej

    http://wenanty.pl/nowenna/

  7. AnnaSawa pisze:

    Brawo dla polskiego księdza patrioty. Gdzie byłeś Izraelu, gdy Polacy ratowali żydowskie dzieci? Kto finansował Fuehrera? W czyich rękach był przemysł farmaceutyczny, który uśmiercał braci Żydów w obozach koncentracyjnych? Kto kooperował gospodarczo z III Rzeszą? Proszę nam podać z imienia i nazwiska tych ludzi oraz ich narodowość? A kto był właścicielem banków udzielających gigantycznych kredytów na budowę krematoriów w Auschwitz-Birkenau? – Ks. prof. Tadeusz Guz. Sumienie Narodu


    🇵🇱 „Polscy politycy zauważają, że przekłamywanie obrazu naszego kraju i naszej historii za granicą ma znaczenie – wciąż jednak nie rozumieją na czym ta gra polega – że nie toczy się ona o fakty, a o percepcję – wciąż grają w warcaby przeciw izraelskim szachom. (…) Dwie wielkie wojny światowe ukształtowały ramy świata, w których dziś żyjemy, ale i nasza wiedza o tym co wtedy się stało, jest pewną narracją, co rzuca strumień światła na jedne wydarzenia, inne zaś chowa poza sceną. Wiemy kto tę narrację dyktuje, a skoro, jak mówią, to zwycięzcy historię piszą, to kto wygrał te wielkie wojny? Kto tak naprawdę je wygrał?”. http://wprawo.pl/…/kara-wiezienia-za-bojkot-izraela-taka-u…/
    🇵🇱 „Kto rządzi przeszłością, w tego rękach jest przyszłość; kto rządzi teraźniejszością, w tego rękach jest przeszłość”
    – George Orwell
    Dyskusje o historii, zwłaszcza te prowadzone przez polityków, nie są w stanie zmienić przeszłości – są za to w stanie zmienić jej percepcję. Fakty zaś przestają mieć znaczenie, jeśli kłamstwo powszechnie uchodzi za prawdę. Nikt nie może słowem zmienić biegu wydarzeń już odbytych – wystarczy jednak przeszłość zniekształcić, pewne jej elementy pominąć, inne wyostrzyć, by uczynić z niej narzędzie manipulacji i propagandy, która zmienia nie przeszłość, a teraźniejszość. A kształtując teraźniejszość wyznacza też tor przyszłych wydarzeń, kreśli przyszłość następnych pokoleń. http://przeczywistosc.pl/historie-pisza-zwyciezcy/
    🇵🇱 W dniu 16 lipca 1960 roku rząd Polski podpisał z rządem USA układ dotyczący roszczeń majątkowych obywateli i instytucji USA od Polski za pozostawiony i ocalały w Polsce majątek obywateli i instytucji amerykańskich. Zgodnie z art.1 tegoż traktatu/umowy rząd Polski zobowiązał się zapłacić, a rząd USA przyjąć, 40 mln ówczesnych dolarów amerykańskich za całkowite uregulowanie i zaspokojenie wszystkich roszczeń obywateli USA, zarówno osób fizycznych jak i prawnych, z tytułu nacjonalizacji i innego rodzaju przejęcia przez Polskę mienia oraz praw i interesów związanych lub odnoszących się do mienia, które nastąpiło w Polsce przed dniem podpisania i wejścia tego układu w życie. Spłata tego zobowiązania przez Polskę następowała w rocznych ratach i została w całości spłacona i rozliczona dnia 10 stycznia 1981 roku. http://ruch-obywatelski.com/…/polska-juz-zaplacila-usa-za-…/
    https://www.facebook.com/groups/330589593629255/permalink/2411781458843381/

  8. piotr wiśniewski pisze:

    Boże,choć Cię nie pojmuję,
    Jednak nad wszystko miłuje.
    Nad wszystko co jest stworzone,
    Boś ty dobro nieskończone !

  9. dziękuję pisze:

    Dziękuję za ten wpis!

  10. Skrzyńska Ewa pisze:

    Bóg zapłać ❤

  11. Bernadeta pisze:

    „Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną grzesznikiem”.

  12. Alutka pisze:

    Ojciec Tadeusz Rydzyk podobnie jak ja zaniepokojony RODO.
    „W trakcie swojego wystąpienia powiedział, czego obawia się w związku z wejściem przepisów RODO. – To jest następny przełom. Ja jeszcze nie wszystko rozumiem, czytam o tym RODO i mówię: „Boże, czy coś się tam nie kryje podstępnego” – mówił Rydzyk na konferencji.”
    https://wiadomosci.wp.pl/ojciec-tadeusz-rydzyk-boi-sie-rodo-mowi-o-poczatkach-w-radiu-maryja-6256267346105985a

  13. Bernadeta pisze:

    2 Księga Machabejska
    „44 Gdyby bowiem nie był przekonany, że ci zabici zmartwychwstaną, to modlitwa za zmarłych byłaby czymś zbędnym i niedorzecznym, 45 lecz jeśli uważał, że dla tych, którzy pobożnie zasnęli, jest przygotowana najwspanialsza nagroda – była to myśl święta i pobożna17. Dlatego właśnie sprawił, że złożono ofiarę przebłagalną za zabitych, aby zostali uwolnieni od grzechu.”

    Za zmarłą Śp.Krystyne – mamę, babcie,przyjaciółkę.
    Wieczny odpoczynek raczej jej dać Panie.
    Proszę,kto może o modlitwę. +

  14. Kazimierz pisze:

    Laudetur Iesus Christus et Maria Immaculata!

    Dziś mija 37 rocznica śmierci Księdza Kardynała Stefana Wyszyńskiego – Prymasa Polski w latach 1948-1981 (Prymasa Tysiąclecia)

    Z przemówienia Kard. Wyszyńskiego skierowanego do młodzieży akademickiej w Warszawie 22 III 1972r.:
    (…)
    JAKIEJ CHCECIE POLSKI?
    Stańcie teraz wobec rzeczywistości rodzimej i zapytajcie każdy siebie: jakiej ja chcę Polski? Czy zastanawiam się nad tym kiedykolwiek?
    Nie myślcie, że przemawia do was szowinistyczny nacjonalista. Nie! przemawia do was syn narodu, który kocha swoją ojczyznę. A kochać ją, to znaczy miłować wszystko, co Polskę stanowi. – Jakiej więc chcecie Polski?
    Postawiłem wam szereg pytań w liście, który wystosowałem do młodzieży odprawiającej rekolekcje wielkopostne w archidiecezji gnieźnieńskiej i warszawskiej. Pytałem tam i pytam nadal: -Młodzieży! Czy chcesz, aby Polska była pijana? Czy chcesz Polski przepitej? – Już raz była przepita, a sytuacja się powtarza. Statystyka z ubiegłego roku podaje, że siedem i pół litra alkoholu przypada na głowę statystycznego Polaka. – Czy zdajesz sobie sprawę, do czego mogą doprowadzić naród pijani obywatele, rozpite rodziny, pijani szefowie w biurach, urzędach, fabrykach? Nietrzeźwi kierowcy autobusów, samochodów i pociągów? Czy takiej chcesz Polski?
    – A czy chcesz Polski rozwiązłej? Czy chcesz, aby twoja siostra była poniewierana przez chłopaków, jak to się, niestety, coraz częściej widzi na ulicach stolicy? Czy chcesz, aby twoich braci i siostry demoralizowano przez film i telewizję? Tylu dobrych i zdolnych specjalistów pracuje w tej produkcji! Jest to tym większe nieszczęście, że ich zdolności i talenty nie są właściwie wykorzystane.
    – Czy chcesz Polski bezdzietnej, w której tak wiele nie narodzonych Polaków idzie… do kanałów?
    Czy chcesz Polski bez wiary w Boga i ludzi, a więc bez ideałów, bez porywów i wzlotów, bez zdolności do poświęcenia i ofiary? Nawet na froncie w obliczu wroga trzeba w coś wierzyć, aby być zdolnym do bohaterstwa. Ale wiara i poświęcenie są potrzebne nie tylko na froncie wojennym, lecz także na froncie pracy, obowiązku, zawodu, nauki, codziennego trudu i wysiłku. Wszędzie potrzebna jest wiara żywych ludzi w Boga Żywego.
    Drodzy moi! Ja tylko was pytam. Nie czynię wymówek. Nie oskarżam. Ja tylko pytam: jakiej chcecie Polski? W rachunku sumienia można i trzeba postawić sobie to pytanie.
    A jaki jest twój stosunek do otoczenia? – Czy ono cię obchodzi? – Otoczenie, to przecież naród, to Polska!
    Pamiętam pierwsze dni powstania. Przebywałem na terenie Kampinosu. Biegnąc z komżą i stułą do miejsca, w którym właśnie zakończyła się bitwa z oddziałami niemieckimi, natknąłem się na trzech rannych żołnierzy z wyszarpanymi wnętrznościami. Zatrzymałem się przy nich. Wokół nie było nikogo. Jak im pomóc? Nadeszły jakieś dwie kobiety. Zastanawialiśmy się, co należy czynić. Żołnierze byli obarczeni ciężką bronią. Ale baliśmy się zdjąć ją z rannych, aby nie być posądzonym o rozbrajanie. Jednak trzeba było jakoś ich ratować. Wreszcie nadszedł mały oddział złożony z kilku żołnierzy. Prosimy ich: pomóżcie nam! Machnęli ręką: U nas ludzi mnogo – powiedzieli i poszli dalej. Zostawili nas samych.
    U nas ludzi mnogo… Co znaczy człowiek? Co znaczysz ty?… Jeżeli taki pogląd się przyjmie, to biada człowiekowi dziś i biada narodowi jutro!
    – Czy was ludzie obchodzą? Często mówicie: co mnie obchodzi ten kolega, ta koleżanka? Czy zastanawiacie się, jakie są ich sprawy, jacy oni są i jak się prowadzą? Czy twój kolega marnuje swoje talenty, czy też je rozwija? Czy uczy się, czy bałagani? Czy jest trzeźwy, czy się upija? Czy najbliższa koleżanka prowadzi się dobrze, czy źle?
    (…)
    Umiłowana młodzieży akademicka! W tym roku na wielki post podaliśmy wam program: służba i pomoc najbliższym. Jeśli inni wam służą i wy macie obowiązek służyć, pomagać, ratować! Macie ratować siebie i innych – dla Chrystusa i naszej ojczyzny!
    Gdy będziecie to czynić całą waszą młodzieńczą, gorliwą duszą, można będzie o was powiedzieć: Idzie nowych ludzi plemię, jakich jeszcze nie widziano! – Ludzi, legitymujących się wiarą, znaczących się miłością.
    O! Jakże wszyscy czekamy na takich ludzi. Na… ludzi! Na… Człowieka!”
    Amen!

    http://www.nonpossumus.pl/nauczanie/homilie.php

    Czcigodny Sługo Boży, Księże Kardynale Stefanie Wyszyński – módl się za nami!
    Królowo Wszystkich Świętych – módl się za nami!

  15. dAR pisze:

    JAK TAM DOSZLISCIE JUZ PO ROZUM DO GLOWY ZE OREDZIA MBM SA PRAWDZIWE

    • wobroniewiary pisze:

      Polecam ci dyskusję pod wpisem ks. Macieja Bagdzińskiego, choćby ten komentarz ks. Macieja:
      „Maria z Irlandii nie jest wiarygodna. Wielu egzorcystów przed nią ostrzega. Diabeł zawsze mówi na temat zła, które planuje. I to, że on jej o tym powiedział mnie nie zaskakuje. Maria z Irlandii powinna rozeznać to, kto do niej mówi, nawet wtedy gdy wygląda jak Jezus.”

      Dobrze tu widać „owoce lektury MBM” u jednej z jej wyznawczyń – podpowiem, że chodzi o odpowiedzi na 1 komentarz

      • Ehmm pisze:

        dobre 😀
        ta wyznawczyni orędzi MBM pisze, że Alicja Lenczewska nie dla niej, bo za trudna a na propozycję „To czytaj św. Faustynę i Pismo Święte” warczy „sam sobie czytaj”

    • Katarzyna pisze:

      Dla okultystów, tak są „prawdziwe”. Za ich pomocą pragną przerazić i sparaliżować świat, aby uwięzić oraz omamić człowieka. Pozyskać jak najwięcej dusz czyli tych wszystkich, którzy nie znają (jeszcze) i nie poszukują (jeszcze) Boga Żywego. Nie podążają też, za lekturą prawdziwych Orędzi z Fatimy, Akita czy „La Salette”. Ostatnie z nich, to objawienie dane francuskiej parze pastuszków, Maksyminowi i Melanii. Na temat jego treści, powstała fascynująca publikacja autorstwa Aurnayda de Lassus pt. „Sekret Matki Bożej z La Salette. O czasach ostatecznych”., Wydawnictwo Antyk, Marcin Dybowski, Warszawa 2000 rok. Formacja samej Melanii, do roli powierzonej jej przez Maryję czyli do współuczestnictwa w odbudowie Kościoła Czasów Ostatecznych, jest całkowicie transparentna. Jawna. Opisana. Zrekonstrowana. Trudna i bardzo bolesna, ale poprzez to trwała oraz nieprzemijająca. Szczególnie aktualna właśnie dziś.

  16. Maria pisze:

    Bóg zapłać za te słowa, tak bardzo mi dzisiaj potrzebne, przynoszą ulgę, dają nadzieję

    • Katarzyna pisze:

      Trafiły do serca. Są też bardzo, bardzo piękne. Ponieważ są z Prawdy. Jezu ty się tym zajmij!

  17. mała pisze:

    Co o tym sądzicie? Przyszedł mail:

    Witaj!
    Ten tydzień rozpoczynamy z przytupem!
    Już dzisiaj o 20:00 spotykamy się z Bartoszem Nosiadkiem na mini-konferencji “Portfel nawraca się ostatni”.
    Będzie o gigantycznych długach, spirali zadłużenia, obciążeniu psychicznym, przepracowaniu i kryzysie w domu i pracy. Będzie też o Bożym sposobie na poradzenie sobie w takich problemach.

    Aby wziąć udział wystarczy, że KLIKNIESZ TUTAJ >> lub o 20.00 wejdź na (adres www)

  18. mała pisze:

    Gdyby nie prymas ks. Stefan Wyszyński, kościół w Polsce byłby dziś w podobnym stanie rozkładu jak na zachodzie…

  19. wobroniewiary pisze:

    Za Vicona:

    Bardzo ciekawa konferencja s. Anny Czajkowskiej ze Zgromadzenia Sióstr Wspomożycielek Dusz Czyśćcowych o tym jak przeżyć (przyjąć) swój czyściec już tu na ziemi aby móc iść prosto do nieba. Także o pomocy dusz czyśćcowych dla nas, którzy im pomogliśmy dostać się do nieba: „Zmarli, którym wyprosimy niebo będą się za nami wstawiać, będą nas budzić, że byle jak się modlimy, że odmawiamy tylko modlitwy, że ustami tylko chwalimy Pana Boga”.

  20. Marzena pisze:

    Cudowny artykuł…………..

    • Renata Anna pisze:

      Dla mnie ten pan prelegent nie jest autorytetem. Wg mnie jest protestantem. Nie mówi zupełnie nic o roli Matki Bożej w Kościele w czasach ostatecznych.

      • Katarzyna pisze:

        Moje pierwsze wrażenie jest identyczne, że jest to zbór protestancki i jego duch. A o roli Matki Bożej w Apostolacie Kościoła Czasów Ostatecznych, są przepiękne medytacje na kanale Ku Bogu, autorstwa Luizy Piccarrety.

  21. babula pisze:

    Przeczytałam notkę Księdza z wzruszeniem bo uświadomiłam sobie, że nawet będąc
    „w piaskownicy” mogę pozostawać zwrócona ku Bogu. I mam pytanie: jeśli spowiedź powoduje, że odpuszczone są moje grzechy ale muszę ponieść karę za ich skutki to czy Święto Miłosierdzia nie uwalnia mnie od tych kar ( jeśli oczywiście spełnię warunki -spowiedź i Komunia Św.)?
    Pan Jezus obiecał s. Faustynie, że ci co zbliżą się do źródła miłosierdzia w ten dzień będą mieli dusze tak czyste jak po chrzcie św. więc zrozumiałam, że można być uwolnionym od win i kar.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s