Pan Jezus do s. Medardy: Dajcie Nam grzechy wasze, dajcie Nam zmagania wasze, dajcie Nam łzy, dajcie Nam radości

Kolejny fragment książki s. Medardy (Zofii Wyskiel) „PRZYPROWADŹ MI DUSZE. Orędzia Trójcy Świętej i Matki Bożej do kapłanów i osób poświęconych Bogu (1943-1971)”

Co możemy dać, jak nie widzimy niczego, jak tylko swą nędzę, grzechy, rozterki, załamania, to ciągłe szukanie czegoś – same nie wiemy czego? Otóż właśnie tego żądamy! Dajcie Nam grzechy wasze, dajcie Nam zmagania wasze, dajcie Nam łzy, dajcie Nam radości

Dusze! Nie bądźcie trwożne, nie lękajcie się Nas, ale kochajcie Nas. W tych wszystkich słowach będę wam ciągle powtarzał: kochajcie Nas, oddajcie Nam tę odrobinę dobrej woli i chwilę obecną, a dojdziecie do wielkiej świętości! Nie szukajcie Nas gdzieś tam, na wyżynach, w obłokach… Szukajcie Nas blisko – tutaj, w was. Wiedzcie o tym, że jak tu na ziemi byłem z wami, tu się urodziłem, tu Moja ojczyzna, tu żyję zawsze z wami.

22 lutego 1949 r. Gdybyście widziały bliskość Naszą, Mojej Matki Niepokalanej, całych hufców anielskich i wszystkich świętych, i to ciągłe świętych obcowanie, o jakże inne byłoby życie wasze! Byłoby to życie rodzinne, którego tak pragniemy.

Dlaczego pragnę intronizacji? Dlaczego pragnę poświęcenia rodzin? Dlatego, abyśmy żyli z wami z całą Trójcą Naszą Świętą. Wasze życie byłoby w niebie. Cierpienia wasze nie byłyby tak ostre, łzy wasze nie byłyby tak gorzkie na wspomnienie, że macie Boga za Ojca, Matkę Niepokalaną za Matkę i wszystkich świętych za braci – i raj stałby się na ziemi.

Dużo jest załamań w waszym życiu, dużo grzechu, dużo nerwowości, bo jesteście ciągle zapatrzone w siebie, w to życie doczesne. Nie macie tej głębokiej wiary – wiary w to, że żyjemy w was i obok was. Ciągle pytacie: „Czy jest życie pozagrobowe?”, „Czy jest Bóg?”, „Czy jest jakieś odpocznienie po tych trudach i walkach tego padołu płaczu?”…

Nie myślcie o tym, że grób i śmierć to rozłączenie. Przeciwnie – to narodziny, to radość! Dusze nie odchodzą hen daleko, ale są z wami jeszcze bliżej niż tu na ziemi, bo są w łasce Naszej. Są to dusze święte i pragną wam pomagać, i więcej jeszcze wam pomagają, bo są w stanie łaski. Gdybyście miały tę głęboką wiarę, widziałybyście ich pomoc na każdym kroku, ich miłość o wiele większą i gorętszą. Nie wiecie o tym, że się prawie o nie ocieracie. Spojrzyjcie okiem wiary, wznieście serca wasze w przestronność, a przez pryzmat całej Trójcy Naszej zobaczycie swoich najukochańszych, zobaczycie cuda, które się dokonują w waszych sercach, w waszych rodzinach, w waszym otoczeniu. Proście ich, módlcie się do nich, a otrzymacie wiele, bo są to dusze najdroższe Sercu Mojemu.

Powiecie: Jak to może być? Jak dojść do tego, aby widzieć Boga, a w Bogu wszystkich, których kochamy? Aby dojść do tego, trzeba przyoblec się w miłość. Trzeba wyzuć się ze swojego „ja” [por. Flp 3,8]. Trzeba być dzieckiem jakby ślepym. Trzeba mieć ślepą wiarę i wiedzieć o tym, że „jestem z wami po wszystkie dni, aż do skończenia świata” [Mt 28,20].

Aby dojść do tego zjednoczenia z Nami – abyście żyli z Nami, abyśmy byli jedno – trzeba, jak już wam powiedziałem, poddać tę wolę waszą pod Wolę Naszą, [a poza tym] trzeba oddać Nam tę chwilę obecną i żyć tą chwilą.

Zapytacie: co damy? Co możemy dać, jak nie widzimy niczego, jak tylko swą nędzę, grzechy, rozterki, załamania, to ciągłe szukanie czegoś – same nie wiemy czego? Otóż właśnie tego żądamy! Dajcie Nam grzechy wasze, dajcie Nam zmagania wasze, dajcie Nam łzy, dajcie Nam radości. Aby wam to uprościć, nauczę was tej małej drogi, tego „skrótu do świętości” i powiem, jak się to czyni. Aby zostać świętym – powiedziałem wam – trzeba być spowitym w miłość. Aby być świętym, trzeba poddać [swoją] wolę pod Wolę Naszą, i trzeba dawać to, co możecie.

Świętym może zostać każdy. To nie jest wymysł, to nie jest egzaltacja, to nie jest jakiś entuzjazm, to nie jest bujanie w obłokach! To jest wasz święty obowiązek, to jest wasze prawo, że takimi macie być, bo – jak już powiedziałem – „Świętymi bądźcie, jako Ojciec wasz Niebieski Świętym jest” [Mt 5,48]. Doskonałymi bądźcie. To jest wasz obowiązek, bo jesteście stworzeni na obraz i podobieństwo Nasze.

Nie każdy jest powołany do życia ostrego, do życia wśród ciągłych, nadzwyczajnych umartwień, do życia pokutniczego. Jednak każdy może zostać świętym: ojciec, matka, dzieci. Młodzieniec i dziewica. Król i podwładny. Zakonnica, urzędnik, robotnik, służąca. Kapłan, żebrak, człowiek bogaty. Ten, co stoi na wysokim poziomie, filozof i prostaczek. Niedowiarek i wierzący…

Nigdy nie zmuszamy, aby ktoś szedł za Nami, ale jak powiedziałem do młodzieńca: „Jeżeli chcesz, pójdź za Mną!” [por. Mt 8,22], to znaczy: daj mi twoją wolę, a Ja cię uświęcę! Świętość jest waszym obowiązkiem, prawem – ale nie wymuszonym. Dusza może Nas kochać, albo nie; może być ciągle pogrążona w Naszej Miłości, a może iść na zatracenie.

My dajemy wszystko. Ja stałem się człowiekiem, dałem życie za dusze ludzkie i nikt nie może powiedzieć, że nie ma łaski, bo dajemy wszystko, aby dusze stały się odbitkami Naszymi. Zostałem w Tabernakulum z Żywym Sercem, z Ciałem i Krwią, żeby duszom pomagać, żeby przychodziły czerpać u Mnie ze zdroju życia. Pozwalam na to, aby Mnie pożywały, aby przemieniały się we Mnie, a Ja w nie, aby się ciągle oczyszczały, kąpały we Krwi Mojej, aby były silne, pożywając Ciało Moje, ten Chleb Żywota, który daje Życie. Dusze wszystko mają: mają skarby łask. Są jakby przy obfitym stole, tylko od nich zależy, aby wyciągnęły rękę i nasycały się tymi łaskami, które daje cała Trójca Nasza Święta

Dusze Krwią Moją odkupione! Błagam was przez Miłość Mego Ojca – Ojca waszego, przez Miłość Matki Mojej – Matki waszej, tej Matki Pięknej Miłości: jednoczcie się z Nami! Bądźcie dziećmi Naszymi! Pragniemy żyć z wami tak, jak w rodzinie. Dawajcie Nam to, co dajecie rodzinie, to jest kochajcie Nas i dawajcie Nam tę szarzyznę dnia waszego: te wasze kłopoty, te wasze cierpienia, zmagania.

Zaczynajcie dzień od powitania Nas. Niech pierwsza myśl wasza uleci przed Nasz Tron i wpadnie jako iskra w całą Trójcę Naszą! Ta myśl to jest sekunda czasu. To jest podniesienie ducha waszego i złączenie z Duchem Naszym. To tylko jeden akt, jedno westchnienie: „O Boże, Ojcze nasz, kocham Cię!”. Ta iskra, wpadając w ognisko Naszej Miłości, odnajdzie jakby echo. Za ten jeden akt miłości My zapalimy serca wasze takim pożarem, że płonąć będziecie, a nie spalicie się. Najpiękniejsza modlitwa, najprzyjemniejsza Nam – to mowa serca waszego, [spotykająca się] z mową Naszą. To jakby wdech i wydech Miłości Naszej i miłości waszej. Na taki akt może zdobyć się każdy. Tu nie ma wysiłku, tu nie ma umartwień. Tu was nikt nie widzi: czy klęczycie, czy siedzicie, czy budzicie się ze snu. Tu wasza miłość własna jest jakby zdeptana. Tu jest rozmowa dusz.

Abyście zrozumiały lepiej, co to jest oddanie chwili obecnej – teraz będę wam mówić, jak macie postępować, aby zostać świętymi, to znaczy zjednoczonymi z Nami. Jak każdy w swoim zawodzie może to wypełnić bez wielkich wysiłków i w ciągłym ukryciu, a w ciągłym zjednoczeniu z Nami.

Zacznijmy od matki rodziny. Matka zajęta wychowaniem dziecka powie: ja nie mam czasu na skupienie, na modlitwę. Ja nie mam czasu, aby iść do kościoła, bo wszystkie ciężary spadają na mnie. Lecz jeśli nie może – jej pragnienie, aby wielbić Nas w kościele, aby była skupiona, aby szła przed Tabernakulum wypłakać swoją duszę i złożyć tam wszystkie kłopoty – ten jej akt pragnienia Nam wystarcza! Ona jest matką, ma obowiązek wypełnienia tego, czego dana chwila od niej żąda. Niech ona będzie jasnym promieniem w ognisku domowym, niech ona będzie miłością dla męża, dla dzieci i tym słońcem dla całej rodziny. Niech odda Nam kłopoty swoje z wychowaniem dzieci, niech Nam da te zmagania, których każda chwila od niej żąda, i te troski, i te wszystkie cierpienia. To jest najpiękniejsza modlitwa i najpiękniejsze zjednoczenie z Nami, bo wszystko co czyni, czyni dla Nas. Gdy cierpi, niech da cierpienie. Gdy raduje się, niech odda radości. Niech jej ognisko domowe będzie zapalone Naszą Miłością, miłością bliźniego, rodziny, miłością całego otoczenia. I ta matka niech będzie spokojna: Bo gdy dzień jej minie w ciągłych utarczkach, ale ten dzień będzie oddany Nam, gdy znowu po całej pracy dnia odda Nam tę wieczorną chwilę obecną i zjednoczy się z Nami, wołając: „O Boże, Ojcze Nasz! Oddaję Ci wszystko: siebie i moich najdroższych i tę pracę. Błogosław nam i miej nas w swojej opiece!”. Jeżeli dała Nam chwilę obecną z miłością – to znaczy, że dała Nam wszystko co mogła dać. Jeżeli będzie mogła i będzie [miała] więcej czasu, da Nam więcej.

Ojciec, pracujący przez cały dzień, w czasie swojej pracy nie może się ciągle jednoczyć z Nami, bo jego praca jest wyczerpująca, mozolna. Prosimy go tylko o to, żeby, gdy się obudzi, złożył wszystkie trudy w ręce Nasze i prosił o błogosławieństwo. I gdy wchodzi do swojego domu, niech nie będzie jak jakiś pan, którego się wszyscy boją, ale niech wchodzi jak ojciec! Niech stara się osłodzić ciężki trud swojej żony, niech uzna jej pracę i poświęcenie. Niech w dzieci swoje stara się wpajać i mówić im, że oprócz niego mają Ojca w Niebie, który się troszczy o nie, i niech w serca ich wkłada Miłość Naszą, a My damy łaskę, że te młode latorośle będą żyć na chwałę Naszą i na pociechę swoich rodziców.

24 lutego 1949 r. Pisz teraz o dzieciach. Pragnę, aby dzieci były święte. Je właśnie kocham najbardziej na ziemi! „Do takich należy Królestwo Niebieskie” [Mt 19,14]. Gdyby matki-wychowawczynie wiedziały, jak drogocenna jest dla Mnie ich dusza, jakże by pielęgnowały te kwiaty, by żaden pył ziemski nie osiadł na nich! Każde dziecko jest dobre już przez swoją prostotę, niewinne, święte. Trzeba je pielęgnować jak ten piękny kwiat, aby żaden brud na nim nie osiadł.

Matka powinna od zarania życia pomagać Nam do pomnożenia łaski, którą dajemy dziecku, aby było niewinne, powinna go strzec jak źrenicy swego oka. My jej damy łaski, jeżeli o to prosić będzie. A w dzieci niech wpaja, aby łączyły się z Nami przez krótkie akty miłości, aby starały się być posłuszne swoim rodzicom, swoim przełożonym, miłe dla rówieśników. Dziecko jest rośliną, którą można naginać we wszystkie strony. Jeżeli jest w dobrym otoczeniu, stanie się świętym, ale złe otoczenie stara się mu wydrzeć skarb niewinności.

Dzieci kochane, dzieci Serca Mego! Starajcie się w waszych rodzicach i przełożonych widzieć Mnie, kochać ich tak, jak byście Mnie chciały kochać, słuchać ich, jak byście Mnie chciały słuchać. Pragnę jak najwcześniej spoczywać w sercach waszych. Proście waszych kierowników duchownych, aby wcześnie przygotowali was do zjednoczenia ze Mną w Komunii Świętej. Tak bardzo pragnę żyć w was od zarania życia waszego! Pragnę mieć w waszych sercach ogród kwiatów o upajającej woni, na śnieżnych liliach waszych dusz pragnę spoczywać. Pragnę udzielać wam łaski, byście się coraz ściślej jednoczyły ze Mną, tak abym mógł śmiało o was powiedzieć: „Do takich należy Królestwo Niebieskie”. Droga waszego uświęcenia jest bardzo krótka: pragniemy od was tylko miłości, posłuszeństwa, tych waszych małych ofiarek, tych kwiatów drobnych, chociaż czasem są i ciernie, to znaczy przełamywanie się wasze, aby stać się piękniejszym. W śnieżnych waszych serduszkach pragniemy zakładać trony i mieszkać z wami, mieszkać w waszych duszyczkach

Ten wpis został opublikowany w kategorii Pomoc duchowa i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

56 odpowiedzi na „Pan Jezus do s. Medardy: Dajcie Nam grzechy wasze, dajcie Nam zmagania wasze, dajcie Nam łzy, dajcie Nam radości

  1. wobroniewiary pisze:

    Do codziennego odmawiania przez niewolników NMP:

    Ja, N…, grzesznik niewierny, odnawiam i zatwierdzam dzisiaj w obliczu Twoim śluby Chrztu Św. Wyrzekam się na zawsze szatana, jego pychy i dzieł jego, a oddaję się całkowicie Jezusowi Chrystusowi, Mądrości wcielonej, by pójść za Nim, niosąc krzyż swój po wszystkie dni życia.
    Bym zaś wierniejszy Mu był, niż dotąd, obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego za swą Matkę i Panią. Oddaję Ci i poświęcam jako niewolnik Twój, ciało i duszę swą, dobra wewnętrzne i zewnętrzne, nawet wartość dobrych moich uczynków, zarówno przeszłych, jak obecnych i przyszłych, pozostawiając Ci całkowite i zupełne prawo rozporządzania mną i wszystkim bez wyjątku co do mnie należy, według Twego upodobania, ku większej chwale Boga w czasie i wieczności.

    Módlmy się za siebie nawzajem, przyzywając opieki św. Michała Archanioła

    Święty Michale Archaniele wspomagaj nas w walce a przeciw niegodziwości
    i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy, a Ty wodzu zastępów anielskich, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła Amen!
    Święty Michale Archaniele, który w brzasku swego istnienia wybrałeś Boga i całkowicie oddałeś się spełnianiu Jego świętej woli. Wstaw się za mną do Stwórcy, abym dzisiaj, za Twoim przykładem, na początku nowego dnia, otwierając się na działanie Ducha Świętego, w każdej chwili dawał się Bogu, wypełniając z miłością Jego świętą wolę. Niech razem z Tobą wołam bez ustanku: Któż jak Bóg! Przez Chrystusa Pana naszego. Amen

  2. wobroniewiary pisze:

    Dzień 1. nowenny do św. Piotra i Pawła

    Święci Apostołowie Pawle i Piotrze, uproście mi żywą wiarę, nadzieję mocną i miłość doskonałą, zaparcie się samego siebie, cierpliwość w przeciwnościach, gorliwość w modlitwie i wypełnianiu obowiązków, czystość serca, oddanie się woli Bożej i dotrwanie w Jego łasce aż do śmierci.
    Ojcze nasz…
    Zdrowaś Maryjo…

    Uwielbiam Cię, Jezu, za wielkie miłosierdzie udzielone św. Pawłowi przez nawrócenie go z zawziętego prześladowcy w gorliwego apostoła Kościoła, i za to, że św. Piotrowi przebaczyłeś zaparcie się Ciebie. Gorąco błagam za wszystkich zatwardziałych grzeszników, abyś okazał im Swoją miłość.
    Chwała Ojcu…
    Święci Apostołowie Piotrze i Pawle, módlcie się za nami

  3. wobroniewiary pisze:

    Rano:
    Boskie Serce Jezusa, ofiaruję Ci przez Niepokalane Serce Najświętszej Maryi Panny wszystkie modlitwy, sprawy, prace i krzyże dnia dzisiejszego jako wynagrodzenie za grzechy moje i całego świata. Łączę je z tymi intencjami w jakich Ty ofiarowałeś się za nas na krzyżu i ofiarujesz się codziennie na ołtarzach całego świata. Ofiaruję Ci je za św. Kościół katolicki, za Ojca Świętego, a zwłaszcza na intencję miesięczną, oraz na intencję misyjną, jako też na intencje dziś potrzebne, za moich krewnych, tak żywych jak i zmarłych, za Przyjaciół, za Czytelników WOWiT, za osoby, które proszą mnie o modlitwę i którym obiecałam modlitwę, za moich opiekunów duchowych, za biskupów i za kapłanów, których duchowo adoptowałam. Pragnę też zyskać wszystkie odpusty jakich dostąpić mogę i ofiaruję Ci je za dusze w czyśćcu cierpiące

    Wieczorem:
    O Boże, Ojcze Nasz! Oddaję Ci wszystko: siebie i moich najdroższych i wszystkie moje czynności i prace dnia dzisiejszego. Błogosław nam i miej nas w swojej opiece!
    Amen!

  4. mała pisze:

    ten wpis jest cudowny ❤

  5. Joanna pisze:

    Proszę pomódlcie się za mnie. Jestem w trzeciej ciąży i nikt oprócz mnie się nie cieszy. Mężowi jeszcze nie mówiłam bo zacznie się namawianie do aborcji i straszenie rozwodem. Modlę się o nawrócenie męża już bardzo długo i nic się nie zmienia. Prosiłam Boga by już nie dawał nam trzeciego dziecka skoro mąż nie chce, ale… jest mi bardzo smutno bo zostanę z tym sama… pamietam o Was w modlitwie nie mam z kim porozmawiać wiec napisałam tutaj

    • Katarzyna pisze:

      Joanno, ja nie jestem mamą. A bardzo chciałabym być. Będę się za Ciebie i za malucha, bardzo mocno modlić. +++

    • Renata Anna pisze:

      +++

    • m-gosia pisze:

      Metropolita powiedział także, że kiedy ostatnio próbował raz jeszcze wy
      myśleć się, co to znaczy solidarność, doszedł do wniosku, że wiąże się ona z tym, co dla wszystkich ludzi jest oczywiste – że święte jest życie każdego człowieka i że każdy z nas powinien być stróżem życia drugiego.
      – Ale widzą Państwo, że dzisiaj jest wielka batalia o solidarność i że w tle tej batalii jest także ciągle ponawiana batalia o życie drugiego człowieka. To wynika z tego, że my jako ludzie zawsze jesteśmy jako osoby oddzieleni od innych. Zawsze jest jakieś „od”. W tym także pochodzenie „od”. Żeby od kogoś pochodzić trzeba być od niego oddzielonym. I tak jest w przypadku dziecka, które poczyna się i jest w łonie matki, ale to nie jest już ona, to jest ono w niej. A dalej jest więź jedności – jesteśmy razem. Dziecko jest w sposób wyjątkowy, szczególnie w pierwszych miesiącach jego życia, razem z matką. To jest przedziwna tajemnica ludzkiego życia i historia każdej i każdego z nas.

      Metropolita podkreślił zarazem, że istnieje jeszcze jeden ważny aspekt – jesteśmy dla kogoś.
      – Matka jest dla swojego dziecka. W jakiejś mierze dzieci też są dla swoich rodziców. Ale przede wszystkim matka jest dla dziecka. I jeżeli się tego nie zaakceptuje, to tracą fundamenty wszelkie podstawy naszego człowieczeństwa, ale także wszelkie podstawy solidarności. Zrozumieć solidarność to zrozumieć właśnie to, co dzieje się z nami od chwili poczęcia, kiedy jesteśmy „od kogoś” i „dzięki komuś”, choć od niego oddzieleni. Dalej jednak jesteśmy z nim, a nie przeciwko niemu. On dla nas nie jest wrogiem, którego trzeba zniszczyć. Jesteśmy razem z nim, bo chcemy być dla niego. I nie ma piękniejszej formy solidarności jak uświadomienie sobie tego, że jesteśmy „dla”.
      Metropolita krakowski nawiązał także do słów kard. Karola Wojtyły, które wypowiedział na Świętej Górze koło Gostynia 40 lat temu. Przyszły papież mówił wtedy, że jako naród jesteśmy tak skonstruowani, że łączy się w nas miłość Boga z miłością do ojczyzny i do Kościoła.
      – Jeśli w tym będziemy trwać (…) to na pewno będzie pośród nas i w naszym społeczeństwie coraz mniej krzywd społecznych, coraz więcej sprawiedliwości i coraz więcej nadziei – zakończył arcybiskup Jędraszewski.
      http://www.diecezja.pl/archidiecezja/aktualnosci/abp-jedraszewski-odebraltytulczlowieka-roku-2017-tygodnika-solidarnosc.html

      †††

    • Lucyna pisze:

      Jezu TY się tym zajmij.Dziękujemy za wysłuchanie.

    • Sylwia pisze:

      +++
      Zdaj się na Pana Boga i nich się nie martw.

    • Ania pisze:

      a tu jeszcze róża różańcowa za małżonków i narzeczonych

    • Monika pisze:

      Joanno, podobnie jak Katarzyna też nie jestem mamą, choć bardzo chciałabym być – mamy tylko dzieci duchowo adoptowane.
      Będziemy się modlić z mężem, by dzieciątko urodziło się zdrowe i było wielką pociechą, dumą i szczęściem swoich rodziców, by rosło zdrowo i żyło dla większej Chwały Bożej, by także Ono było źródłem waszego szczęścia.
      Teraz w tym czasie błogosławionym, bo to jest wielkie Błogosławieństwo, bądź radosna i szczęśliwa, i odsuń od siebie wszystkie złe myśli, smutki, bo to jak dziecko jest przyjęte jest dla niego teraz też bardzo ważne.
      Będziemy się modlić by nie brakowało Wam Miłości i wzajemnego wsparcia, byś nie czuła się osamotniona i opuszczona, zwłaszcza teraz, gdy powinnaś kwitnąć, gdy ten czas powinien być tym najszczęśliwszym w Twoim i Waszym życiu.
      Mówi się, że dzieci cementują związek i niech tak też będzie za sprawą Świętej Rodziny:
      Jezusa, Maryi i Józefa. Niech błogosławieństwo Boże was nie opuszcza. +++

    • wobroniewiary pisze:

      Asiu, ciesz się ciążą i dzieckiem – choćby sama. Moja Ania jest czwartym dzieckiem, i nawet nie chce myśleć jakbym żyła bez niej. Mąż (już były) odszedł do kochanki a ja dziś byłabym sama. A tak mam Anię i mam dla kogo żyć. Pojutrze moja córcia znów przyniesie czerwony pasek za bardzo dobre wyniki w nauce.
      Bez Ani świat byłby pusty, starsze dzieci żyją swoim życiem a ja byłabym sama jak ten palec – może mieszkałabym za granicą, gdzieś u jakiejś schorowanej Włoszki czy Niemki i o tej stronie nie byłoby mowy…
      A tak mam Anię, stronę i Was – I Ty masz jeszcze nas 🙂

    • PAulina pisze:

      Pan się zatroszczy
      Nie ustawaj w modlitwach za męża
      Pan go dotknie zobaczysz 🙂
      Módl się dużo zwłaszcza teraz. W końcu jesteś w stanie błogosławionym
      +++

    • Marcin pisze:

      Będę się modlił za Pani rodzinę. Proszę się nie poddawać i nie popadać w lęk. Nie ma nic gorszego niż zły duch, który próbuje wszystko zniszczyć. Proszę zaufać Ojcu niebieskiemu – choćby nie wiem co się działo. Niech pani ufa i nie boi się.
      Pozdrawiam serdecznie 🙂

    • Lucyna pisze:

      Joasiu, pomodlę się za Ciebie i maluszka. Pomysl sobie,że to takie WOWiTowe dziecko. Mamy nad nim patronat.

      • Danuta pisze:

        Niech Matka Najświętsza i Święty Józef ma Ciebie Joanno i dziecko w opiece.
        Może Pan Bóg ma szczególne plany względem tego dziecka?
        Na pewno wszystko się ułoży, a mąż jeszcze będzie się cieszył z maluszka. Modlitwą można wszystko wyprosić, trzeba tylko czasem poczekać.

    • Robert pisze:

      Za radosne przyjęcie nowego życia rodzice powinni dostawać dzisiaj medale… Cudem jest nie tylko dzieciątko, ale i macierzyństwo. Mężczyzna takiej bliskości potomka, co prawda, nie doświadczy, ale żona może mu przynajmniej coś niecoś objawić. Będzie potem stawał na głowie, aby nadążyć za nią w miłości. Ojcostwo to inny rodzaj cudu… : )

      +++

    • Helena pisze:

      Joanno modlę się za Ciebie i Twoje dzieciątko, ale przede wszystkim za Twojego męża, ponieważ, jak mi się wydaje,to on potrzebuje wiele modlitwy. Ja byłam w podobnej sytuacji. Moją trzecią ciążę powierzyłam Matce Bożej, bo mój mąż cały czas namawiał mnie do aborcji, a ja zdecydowałam, że prędzej się rozwiodę, niż zabiję własne dziecko. Dziś mój syn jest mądrym, wykształconym człowiekiem, a mąż dogaduje się z nim najbardziej. Mąż się nawrócił, ale Pan Bóg kazał mi długo na to czekać.

    • M. pisze:

      Joanno, a jakie miał Twój mąż nastawienie do waszych dzieci zanim się urodziły i gdy się już urodziły? Czy się cieszył?

      • Joanna pisze:

        Tez nie był zachwycony delikatnie mówiąc. Teraz świata poza nimi nie widzi, ale ja pamietam cały czas okres ciąży pierwsze lata gdzie cały czas wysłuchiwałam jak to mu zniszczyliśmy życie. Ja już nie mam siły zwłaszcza jak widzę jak inni mężowie opiekują się żonami w ciąży, maluszkami, jak je kochają.

    • tu MariaPietrzak pisze:

      +++

    • Iwona pisze:

      Joasiu, w znanych mi (podobnych do Twojej sytuacjach) urodzone dzieci okazywały się wielką radością dla rodziców. +++

    • Elżbieta pisze:

      +++

    • aga pisze:

      Joanno…może porozmawiaj sam na sam z Maryją tak jak z najlepszą Matką, w bardzo poufnej mowie serca… powiedz Jej o swoich ciężarach, bo jest przecież tak blisko Ciebie i oddaj Jej swojego męża, dzieciątko i siebie. Któż może bardziej rozumieć co przeżywasz, jak nie Twoja pierwotna Matka, która niosąc w swym łonie Jezusa, narażała własne życie… https://www.youtube.com/watch?v=9yZIJjXZD-g

    • Joanna pisze:

      Bóg zapłać za wszystkie modlitwy i słowa wsparcia. Należę do róży różańcowej za małżonka tutaj na Wowit. Ja również pamietam w modlitwie, będę się modlić zwłaszcza za dar macierzyństwa dla Moniki i Kasi bo to ogromne szczęście szkoda ze nie wszyscy umieją to docenić. Mój mąż uważa ze zniszczyliśmy mu życie bo nie może już podróżować czy żyć beztrosko. Wierze gorąco ze modlitwa zostanie wysłuchana i mąż powróci do Pana Boga a Wy bedziecie cieszyć się z upragnionych dzieciaczków. Bóg zapłać i dziękuje wszystkim +++

      • Monika pisze:

        Wszystko co mamy to i tak należy do Boga, czy zdajemy sobie z tego sprawę czy nie, choć niejednemu wydaje się, że wszystko co ma, to sobie zawdzięcza a jak życie przebiega po naszej myśli, to wydaje nam się często, że chwyciliśmy byka za rogi i niejednokrotnie Boga w to nie mieszamy. Gdy coś robimy i czemuś się poświęcamy, to czy nie zapominamy pytać i „konsultować” tego z Bogiem, czy Pan Bóg tego chce?
        Nieraz kapłani mówią o tym w kazaniach, że my tylko dzierżawimy wszystko to co mamy dane na tej ziemi, łącznie z własnym ciałem, które też należy do Boga i jest nam dane.

        W linku Ani jest takie zdanie:
        Ks. M.Dziewiecki mówi, że „Modlić się, to pójść na spacer z Bogiem, po to, by uzgodnić wspólne marzenia”, dlatego gorąco zachęcam Cię, byś już dziś udał się na ten niezwykle fascynujący spacer!
        Ile osób modli się rzeczywiście przed ślubem jak i w każdym okresie swego życia, i uzgadnia wspólne marzenia z Bogiem?
        Czasem nie trzeba słów, bo Pan Bóg zna nasze serca ale czy faktycznie mamy na to czas, czas dla Boga?

        • Monika pisze:

          Joanno, opowiem Ci coś co mnie spotkało, choć już dawno, jaka wielka radość i pokój za sprawą Maryi, naszej Kochanej Mamy.
          Maryja jest naszą Mamą, która nas zna i Ona wiedziała, że nie mogę mieć dzieci, że w moim przypadku to jest niemożliwe, czyli, że nie dane mi będzie osobiście tego przeżyć, być w stanie błogosławionym, że nawet nie będę wiedziała jak to jest nosić w sobie dziecko, jak to jest wiedzieć, że ono we mnie żyje i rozwija się, jakie to uczucie i jak niewyobrażalna radość. Nieraz próbowałam sobie to wyobrazić jak to będzie, choć wcale nie wiedziałam czy tego kiedyś doświadczę.
          Maryja wiedziała, że nie będzie mi to dane poznać i w swym niewysłowionym Miłosierdziu, bo jest matką Miłosierdzia, zechciała podzielić się ze mną tymi odczuciami, tymi poruszeniami Serca, choć w małej cząstce i we śnie.
          Miałam często pragnienie, by poczuć kiedyś jak to jest nosić w sobie życie, jak to w ogóle jest nosić pod sercem dziecko i ku mojemu zdumieniu miałam kiedyś sen, w którym to odczułam, choć tylko podczas snu ale odczułam właśnie to co Matka Boża czuła gdy miała w sobie Boże Dziecię a Święty Józef był wtedy u Jej boku – a Ona czuła się wtedy taka bezpieczna, bo nie była sama – był z Nią Święty Józef, z którym wiedziała, że jest bezpieczna. I ja wtedy wiedziałam, czułam to, że jestem bezpieczna. To było takie odczucie bezpieczeństwa, jakiego w życiu nigdy nie zaznałam, choć wiedziałam we śnie, że wokół Niej pełno było autentycznych zagrożeń. Doprawdy, tego nie da się w żaden sposób opisać ani oddać w jakikolwiek sposób tego co poczułam i jak bardzo to na mnie wpłynęło. Nie da się opisać tych wszystkich uczuć – jaką niewyobrażalną Radość i jak wielki Pokój czuła wtedy Maryja. Aż szkoda, że nie można tego przekazać, by inne osoby mogły zaznać tej niewysłowionej Radości.
          Zdaję sobie sprawę, że nie można tego ująć w żadnymi słowami, by to oddały, by choć cząstkę przekazać co wtedy poczułam w tym śnie, dlatego wahałam się by to napisać.
          Oczywiście płakałam długo po obudzeniu i długo nie mogłam dojść do siebie, bo zrozumiałe, że z tak pięknego snu wcale nie chciałam się obudzić. Wciąż mam to w pamięci i w sercu.

      • Agnieszka pisze:

        Joanno czy moge spytac ile Twoj maz ma lat? Bo jego podejscie i reakcja na macierzyństwo sa kompletnie niedojrzale. Gdy będzie się tak dalej zachowywał dzieci to wyczują… Doceni to wszystko i przyjdzie mu rozum do głowy ale dopiero na starosc gdy bedzie potrzebowal przyslowiowej szklanki wody. Podróżować mozna przeciez z dziecmi jesli tylko sa na to środki. Domyślam sie ze świadomie zakladal rodzine nikt go przeciez nie prowadził do ołtarza z pistoletem przy glowie. Wiedzial ze potomstwo to normalny etap w małżeństwie. Nie można byc kawalerem i mężem jednocześnie . Ma.nic jego zale, nie przejmuj się dbaj o siebie i dzieci wszystko jakos sie ułoży w jedna lub druga stronę. Nie maa sytuacji bez wyjścia zawsze rozwiązanie nadchodzi samo a my musimy sie z tym pogodzić co nie zrobimy i tak nie mamy na to wpływu. A straszenie cie rozwodem z powodu kolejnego blogoslawienstwa jakie was spotkaalo to jest dla mnie wybacz mi określenie ale zwykle chamstwo i manpulacja twoja psychika. W żadnym razie mu nie ustępuj. Urodź to dziecko i nie dopuszczaj jego pomyslu do głowy, nie wiem w ktorym trymestrze jestes ale powinnaś mu powiedzieć i nakreślić sprawe jasno, ze nie usuniesz. Malo tego mozd trzeba naglosnic sprawe w rodzinie jego i twojej moze mu rodzice przemowia do rozsądku… W żadnym razie nie daj sobie robic wody z mózgu. Pozdrawiam Cie . Trzymaj sie Asiu
        ➕ .➕➕

        • Joanna pisze:

          Mąż ma 35 lat ale jak twierdzi nie cierpi małych dzieci i kobiet z brzuchem. Oczywiście, ze dziecko urodzę, zawsze marzyłam o trojeczce. Przykro mi tylko, ze mąż nie docenia jaki skarb posiada -zdrowe mądre dzieci. Bóg zapłać wszystkim za słowa wsparcia teraz rozumiem ze za dobrego meza który wychowa dzieci w wierze katolickiej powinno niestety modlić się przed ślubem. Szkoda, ze mądrość dopiero z wiekiem przychodzi przynajmniej u niektórych. +++

        • babula pisze:

          Joasiu spróbuj skorzystać z rady ks. Skwarczyńskiego: ten Twój ból i odrzucenie ofiaruj za męża i osoby, które podobnie jak on odrzucają dar ojcostwa (macierzyństwa) bo przenoszą nad niego wygody i beztroskie życie.
          Łączę się w modlitwie +++ ❤

        • Maggie pisze:

          Joanno, to zakrawa na objaw egoistycznej zazdrości o własne dzieci i braku dojrzałej męskości. Może ?wyrósł w domu pełnym chłodu itp… Może? narazie będzie trochę lepiej by „połechtać jego dumę” wskazując w waszych dzieciach jego podobieństwo ,i nie spieszyć się z powiadomieniem, a w odpowiednim czasie … możesz zręcznie dodać propozycję, że jeśli to chłopczyk, to będzie nosić męża imię (jeśli nie pierwsze to drugie imię, lub osoby dla której mąż ma szacunek, np dziadka itp), a jeśli dziewczynka, to podobnie np jego matki, siostry etc.

          Kochana❣️,Ty to rozumiesz, że dziecko to CENNY DAR i to BOŻY, że odrzucanie takiego DARU to poważny problem … natury duchowej i … ściąganie nieszczęścia w postaci rogatego … a taki „lokator” więcej męczy i szkodzi niż rozbawione dzieci. Nie wiem jakie układy masz z teściami. Jeśli mąż i jego rodzice są ochrzczeni to ważne , aby wreszcie byli katolikami, a nie pretendującymi do bycia nimi. Nie myślę, aby dostali rozgrzeszenie,jeśli będą naciskać, prąc do morderstwa dzieciątka … bo z tego trzeba się spowiadać ..
          Matko Pomocy Nieustającej proś Boga i weżw Swe Matcyne ręce tą sprawę❣️
          Św.Józefie, opiekunie i obrońco Św.Rodziny wstawiaj się za Joannę i jej Rodzinę❣️🙏🏻❣️
          Jezu, Ty się tym zajmij❣️

  6. mała pisze:

    Posłowie odrzucili petycję ws. legalizacji homoseksualnych związków partnerskich

  7. Bogumiła pisze:

    Warto to wysłuchać do końca!

  8. Bogumiła pisze:

    I w kontekście wcześniejsze filmu – koniecznie wysłuchajcie do końca tego co mówi pan Braun!

    • Kazimierz pisze:

      Laudetur Iesus Christus et Maria Immaculata!

      Pan skierował do mnie to słowo:  «Ty zaś, synu człowieczy, powiedz: Tak mówi Pan Bóg do ziemi izraelskiej: Koniec, koniec nadchodzi dla czterech krańców ziemi. Teraz przychodzi kres na ciebie. Wysyłam gniew mój przeciwko tobie, aby cię osądzić według twoich dróg i ciebie uczynić odpowiedzialną za wszystkie twoje obrzydliwości. Oko moje nie okaże litości dla ciebie i nie pominę cię, ale ciebie uczynię odpowiedzialną za twoje drogi, a twoje obrzydliwości będą pośród ciebie [ujawnione] i poznacie, że Ja jestem Pan». 
      Tak mówi Pan Bóg: «Oto nadchodzi jedno nieszczęście za drugim. Koniec nadszedł, nadszedł koniec dla ciebie, oto nadszedł. Nadszedł dla ciebie zgubny los, o ty, mieszkańcu ziemi! Nadszedł czas, bliski jest dzień utrapienia, a nie radosnych pląsów na wzgórzach. Teraz wyleję mój gniew na ciebie i moją zapalczywość uśmierzę na tobie. Będę cię sądził według twoich dróg, obciążając cię wszystkimi twymi obrzydliwościami. Oko moje nie okaże litości, nie będę oszczędzał, ale według twojego postępowania otrzymasz odpłatę, a twoje obrzydliwości będą pośród ciebie [ujawnione] i poznacie, że Ja jestem Pan, który uderza. 
      Oto ów dzień, oto nadchodzi. Wyszedł zgubny los, kwitnie niesprawiedliwość, pycha się rozwija. Gwałt stał się berłem niesprawiedliwości. . Nadchodzi czas, zbliża się ów dzień. Kupujący niech się nie cieszy, a sprzedawca niech się nie smuci, gniew bowiem zapłonął przeciwko wszystkim. Sprzedawca bowiem nie wróci już do rzeczy sprzedanej, nawet jeśli pozostanie jeszcze przy życiu, gdyż gniew nad ogółem nie ustanie i nikt z powodu swej niegodziwości nie będzie mógł ocalić życia. Dmijcie w surmy, chwytajcie za broń, lecz nikt do boju nie ruszy; albowiem gniew mój obejmuje wszystko.”
      (Ez 7, 1-14)

      «Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi! Oto bowiem przyjdą dni, kiedy mówić będą: „Szczęśliwe niepłodne łona, które nie rodziły, i piersi, które nie karmiły”. Wtedy zaczną wołać do gór: Padnijcie na nas; a do pagórków: Przykryjcie nas!”
      (Łk 23, 28b-30)

      PS
      „Ducha nie gaście, proroctwa nie lekceważcie! Wszystko badajcie, a co szlachetne – zachowujcie!”
      (1Tes 5, 19-21)

      „Błogosławiony, który odczytuje, i którzy słuchają słów Proroctwa,
      a strzegą tego, co w nim napisane,
      bo chwila jest bliska.”
      (Ap 1, 3)

      Z Bogiem

  9. babula pisze:

    Pierwsza myśl jaka się nasuwa po przeczytaniu tej notki to jak mam odpowiedzieć na wezwanie Pana Jezusa skoro praktycznie nie ma we mnie miłości. No może jakieś okruchy są -ale bardzo marne. Możliwe, że po śmierci nie dojrzę nawet tych okruchów.
    I chyba na tej stronie był kiedyś artykuł, który pomagał wszystkim cierpiącym z tego powodu.
    S. Konsolata to uważam „święta od miłości”.
    Jeśli martwisz się, że nie kochasz to czytaj 🙂
    http://www.skkonsolata.pl/?p=1173

    • babula pisze:

      A tu „ściąga” dla zabieganych:

      Czy „ odczuwanie”, że się kocha jest konieczne, by akt miłości był doskonały?

      „Odczuwanie” nie jest konieczne, by akt miłości był doskonały. Można miłować Boga doskonałą i bardzo intensywną miłością także w oschłości serca, a nawet czując odrazę czy niechęć. Aby kochać Boga miłością doskonałą wystarczy tylko tego chcieć. W powyższych przypadkach akt miłości może być nawet czystszy i bardziej ofiarny, a więc milszy Bogu i bardziej dla nas zasługujący.

      W jaki sposób możemy spełniać akty doskonałej miłości?

      1. Spełniając wszystkie nasze uczynki, nawet te najskromniejsze i te, które same w sobie są obojętne, jak np.: jedzenie, picie, spanie, po to, aby przez nie okazać Bogu naszą miłość.
      2. Znosząc z miłości ku Bogu tak małe jak i duże cierpienia każdego dnia i ofiarując Mu z miłością drobne ofiary nieodłączne od naszych codziennych, zwykłych obowiązków.
      3. Mnożąc w ciągu dnia akty doskonałej miłości, bądź wewnętrzne, płynącą z serca.

      Czy wystarczyłoby wzbudzenie intencji jedynie na początku dnia?

      Wzbudzenie intencji na początku dnia wystarcza jedynie dla nadania wartości nadprzyrodzonej naszym codziennym czynnościom, ale nie jest wystarczające aby osiągnąć tę pełnię życia nadprzyrodzonego i Bożego, które wysłużył nam Pan Jezus i pragnie, abyśmy je mieli..
      Inaczej mówiąc, aby lepiej to zrozumieć:
      1. – Intencja wzbudzona rano może napotkać w ciągu dnia przeszkody w postaci innych, mniej doskonałych intencji. Czyniąc więc często akty doskonałej miłości, ochronimy się przed tym niebezpieczeństwem.
      2. – Miłość aktualna (często na nowo odnawiana) jest doskonalsza od miłości polegającej tylko na aktach miłości z przyzwyczajenia; miłość aktualna nadaje większą wartość naszemu życiu wewnętrznemu.
      3. – Czyniąc często akty miłości doskonałej, w najlepszy sposób pogłębiamy i udoskonalamy nasze życie wewnętrzne, tj. prawdziwe życie duszy – unikając rozproszeń, które kradną nam ten czas, tak drogocenny dla wieczności.
      4. – Miłować Boga miłością aktualną, w takim stopniu jaki tylko jest możliwy dla każdego, jest warunkiem – jak to już mówiliśmy i jeszcze do tego powrócimy – by kochać Boga tą miłością doskonałą, której On od nas oczekuje, a co wyrażone jest w pierwszym przykazaniu.
      5. – Częste akty miłości dopomagają duszy w realizowaniu ewangelicznej nauki o konieczności modlenia się zawsze i nieustannie (por. Łk 18, 1), powtórzonego przez św. Pawła: Nieustannie się módlcie ( 1Tes 5, 17). Akt miłości jest nie tylko najdoskonalszą z modlitw, lecz będąc krótkim, łatwym i choćby tylko wewnętrznym aktem, niezmiernie ułatwia wykonanie tego polecenia, nie nużąc niepotrzebnie ducha różnorodnością czy zawiłością formuł.

      • Kazimierz pisze:

        Per Mariam ad Jesum

        (…)
        Prawda, że Ojca miłujemy w Synu, w Jezusie Chrystusie i Jemu musimy oddać całą naszą miłość, by w Nim i przez Niego całą naszą miłość otrzymał Ojciec. – Ale też i to niemniej jest prawdą, że akty nasze, choćby najświętsze, nie są bez skazy, i jeżeli chcemy je ofiarować Panu Jezusowi czyste i niepokalane, musimy je bezpośrednio skierować do jedynie Niepokalanej i dać Jej na własność, by jako swoją własność dała je Synowi swemu. Wtedy staną się one bez skazy, niepokalane. Otrzymawszy zaś wartość nieskończoną przez Bóstwo Jezusowe godnie uwielbią Boga Ojca.
        Odpowiedź też na łaski, co przez Syna i Ducha Przenajświętszego spłynęły na stworzenie, powraca do Ojca tylko tąż samą drogą, tj. przez Ducha Świętego, i Syna, czyli przez Niepokalaną Oblubienicę Ducha Przenajświętszego i Jezusa połączonego hipostatycznie z naturą Syna.
        (…)
        Istotą jednak miłości Bożej będzie zawsze nie uczucie, nie pamiętanie, nie myślenie, rozumienie, wyobrażanie sobie, ale wyłącznie pełnienie w każdej chwili życia Woli Bożej i zdanie się zupełne na tęż Wolę (…)
        Najlepszym sposobem kochania Niepokalanej jest pozwolić się Jej prowadzić we wszystkim przez św. Posłuszeństwo. Jej Wola jest zupełnie zlana z Wolą Bożą, a my starajmy się, by nasza wola coraz bardziej z Jej Wolą się zgadzała. Wtedy chociażby uczucie nie odczuwało wcale miłości ku Niej, to jednak coraz większa istotna miłość będzie (…)
        [ br. Maksymilian Maria Kolbe]

        Per Mariam OMNIA Soli Deo!

  10. Arielka pisze:

    Joasiu , ten trzeci maluch jest dla Ciebie wielkim prezentem z NIeba. Czas pokaże .
    A co do męża to mysl tak ,,Żona uświęci męża ,, i to jet twoja rola do wypełnienia .
    Dasz radę !

    • Katarzyna pisze:

      Pięknie napisane! Kiedyś mając rozterki na tle siły wiary w małżeństwie mieszanym, rozmawiałam z siostrą z Towarzystwa Chrystusowego i powiedziała ona dokładnie to samo. Bóg zestawia ze sobą dwoje „tych ludzi dla siebie” i , jak wiadomo, nie czyni tego bez powodu.

      • Ada pisze:

        nie wiem, a nie jest tak, że to jest zły wybór człowieka? ja np źle wybrałam, źle trafiłam, raczej nie chciałabym wiedzieć, że to Pań Bóg mi takiego złego człowieka postawił na drodze. jestem zła na siebie. zostałam sama z 2 dzieci, i nie ma już nawet mowy o szczęściu rodzinnym ani dla mnie, ani dla dzieci. zawsze będziemy już pokaleczoną rodziną. i to jest najgorsze, że nie ma nadziei. ja jej przynajmniej nie mam. a za oszustwa męża i jego kłamstwa to jest tylko brak miłości. modlę się za niego żeby się zbawił, ale nie wierzę że może się zmienić i żyć normalnie. gdybym miała pewność że stwierdzenie nieważności małżeństwa jest Bożą sprawą, a nie ludzką, to bym o to wystąpiła.

        • Monika pisze:

          „modlę się za niego żeby się zbawił, ale nie wierzę że może się zmienić ”
          Małe spostrzeżenie: tylko Pan Bóg zbawia. Człowiek nie może sam się zbawić, nie ma takiej mocy.
          Jeśli nie wierzymy, nie ufamy Bogu ale patrzymy na drugiego człowieka sądząc, że to on siebie zbawi – osądzając, czy według nas jest do tego zdolny, to jest to podstawowy błąd.
          I chyba Panu Bogu nie o to chodzi – inaczej mówiąc: Panu Bogu zostawmy zbawienie a my możemy się tylko modlić, błagać z ogromną wiarą i ufnością, która przekracza nas samych. To jest właśnie o tyle dla nas łatwiejsze, jeśli Bogu oddamy tego człowieka i uwierzymy, że jest on w Jego Ojcowskich Rękach i w Jego Miłosiernym Sercu.
          I uwierzmy, że Pan Bóg się tym zajmie.
          Dziś jest do tego dobry dzień, najlepszy dzień: Dzień Ojca, by oddać tego człowieka, który się pogubił i wierzyć głęboko, że jest w najlepszych Rękach i Pan Bóg go nie zostawi.
          Jeśli Pan Bóg stawia na Twojej drodze człowieka – i nieważne kim jest – to raczej nie jest przypadek, bo przypadków nie ma. Wszystko jest Łaską, więc wszystko przyjmujmy, nawet największe cierpienie, jakby to była właśnie Łaska.

          Myślę, że wielu nie mogłoby się zgodzić z tym co napisałam, bo sądzimy właśnie po ludzku. Nie widzimy wszystkiego z perspektywy wieczności, patrząc z tak daleka.
          Gdy próbujemy spojrzeć po ludzku, to żadne cierpienie nie ma sensu, a zwłaszcza, gdy spotka nas i bliskich nam jakaś wielka tragedia nie do ogarnięcia, zwłaszcza nagła czy jakiś kataklizm, nie do opisania, to wydaje się nie do przyjęcia przez nas.

        • Maggie pisze:

          Ado, w każdym człowieku jest Dobro ale bywa i tak, że grzech przywala je jak gruzy walącego się domu, A człowiek często nie zauważa, lub nie chce widzieć, że drżą fundamenty tam gdzie fascynacja pokusą, bierze górę nad rozsądkiem i miłością. Z wydobyciem, siebie lub kogoś, spod tych gruzów nie jest łatwe i bywa z tym różnie i to jest główny problem.

          Nauczyłam i ciągle się uczę, by w emocjach nie nazywać kogoś złym, bo to CZYNY są złe. Adam i Ewa nie byli złymi, ale nie potrafili oprzeć się pokusie. Nie słuchali Pana Boga i zbłądzili. To człowiek i to co rusz (!), COŚ WYBIERA w życiu – nie tylko drugiego człowieka. Wszyscy BEZ wyjątku jesteśmy grzesznikami. Od sądzenia i wydawania wyroków jest Pan Bóg.

          Arielka dorzuciła mądrą myśl o wzajemnym uświęcaniu się.
          Jesteś jeszcze młoda ale bardzo, bardzo zraniona. Nie bronię Twego męża ani nie winię Ciebie …

          Świat oferuje wiele złudy i obłudy, a gonitwa aby zapewnić byt i godne życie, wprząga do kieratu, wstrząsającego/przewracającego fundament jakim jest rodzina. Spójrz też wokół .. i policz ile rodzin klęka by WSPÓLNIE odmówić jedną „podstawową” poranną i wieczorną modlitwę … albo choćby tylko: w pośpiechu wspólnie czyniąc znak Krzyża, mówić: Panie Boże dziękujemy, przepraszamy i prosimy miej nas w Swojej Pieczy ? Zwróć uwagę, że w rozmowach dominuje słowo „MA” .. ale nie dotyczy to spraw na wieczność tj duchowych LECZ materialnych … przyziemnych, które przeminą (!) wraz z życiem ziemskim.
          Urodziłam się za czasów komuny i jestem z rozbitego domu, a spoglądam z perspektywy czasu.
          Życzę Tobie SZCZĘŚCIA z (i) RADOŚCI I POGODY DUCHA i niech Twoje dzieci, otoczone Twoją miłością, też taką POGODĘ osiągną. Pamiętaj o mocy Błogosławieństwa by otulać się nim i swe dzieci (np wychodzącym do szkoły: idźcie z Panem Bogiem etc..).
          Jezus jest Panem ❣️
          💕🙏🏻💕

  11. Ada pisze:

    a na takich mężów co grożą własnej żonie rozwodem za ciążę, o zgrozo!!!! ja też w 2 ciąży zostałam sama, ale to i lepiej. choć pierwsze 5 miesięcy to była gehenna, psychiczne wykończenie. a i do dziś po 4 latach nie mogę się z tym uporać, że ktoś może tak podle postąpić.

    • Maggie pisze:

      @Ada:
      Gehenna w życiu, nie powinna być poprzez pamiętliwość, dodatkowym cierniem, jaki osoba pokrzywdzona sobie dodatkowo wbija w serce i umysł.

      Rany lubią się otwierać, a blizny boleć … ALE trzeba przebaczyć. Przebaczenie jest największym SKARBEM i jakby PRZEPUSTKĄ do Nieba, w którym nie ma miejsca na najmniejsze „dąsy”. Pamięć to nie to samo co pamiętliwość. Modląc się, z Bożą Pomocą, można doznać Łaski Przebaczenia krzywdzicielowi – jest to trudne ale możliwe. Najczęściej trzeba wieeele czasu aby tak naprawdę (!) przebaczyć. Niech Pan Bóg obdarzy Cię pokojem płynącym z Łaski Przebaczenia💕🙏🏻❣️

      • Maggie pisze:

        Nawet największe ludzkie cierpienie jest niczym w porównaniu do Jezusowego, które non stop trwa „dzięki” niepoprawnej, niewdzięcznej czy zwiedzionej ludzkości.

        MODLITWA SPOD CUDOWNEGO KRZYŻA PANA JEZUSA KONAJĄCEGO z Limpias:

        Panie Jezu Chryste,
        Przeniknij mnie Mocą Twego Ducha.
        Ogarnij mój umysł, serce, wolę, duszę,
        ducha mojego i ciało moje.
        Uzdrów mnie z ran, które w ciągu
        życia zadał mi szatan, ludzie, sytuacje
        i moje własne grzechy.
        Boże Ojcze, w Imię Jezusa Chrystusa
        uwolnij mnie od wszelkiego zła
        i ogarnij Bożym pokojem i miłością.
        Amen.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s