Ks. Adam Skwarczyński: Poczwórna wizja Tomasza z 23 grudnia 2018 r. – Różaniec to ostatnia deska ratunku

Ks. Adam Skwarczyński:
       Nie należę do „zwalczających Sobór”! Wspomnę jednak, że te posunięcia zaowocowały (sterowaną przez masonerię) protestantyzacją Kościoła, trwającą aż do dzisiaj. Jej rozmiary i zasięg trudno by było ocenić. Między innymi nasze świątynie opustoszały: wyrzucono na śmietnik figury i obrazy świętych, a nawet relikwie, obecne wtedy w każdym ołtarzu. Upodobniły się one do „kirchy” protestanckiej ze stołem i mównicą pośrodku, a kapłani wyrugowali Pana Jezusa (dobrze, jeśli tylko na pobocze!), a sami zasiedli za stołem, zasłaniając Jego tron eucharystyczny. Wkrótce potem dziesiątkami tysięcy opuścili Kościół, a ci co zostali… no cóż, sąd nad nimi nie do nas należy.
Wystarczy wspomnieć, że co czwarty z nich we Francji przyznaje się dziś do tego, że nie wierzy w obecność Jezusa w Najświętszym Sakramencie, chociaż staje przy Jego ołtarzu. Zresztą tych „stających” jest tak mało, że kościoły są sprzedawane albo zarosły trawą. Coraz liczniejsi (np. w Niemczech, w Argentynie) nie mają problemu z udzielaniem Komunii Świętej ludziom niegodnym, zresztą liczni wśród nich sami stają się niegodnymi przez swój styl życia!
            I tak ze wspaniałego okrętu Kościół stał się zniszczoną łódką, nie dającą już ani schronienia, ani ratunku ginącym w odmętach grzechu! Gdzie jest jej kapitan, gdzie sternik, gdzie żagle tej łódki, która stała się igraszką fal? Gdzie są ludzie, zdolni nieść ratunek ginącym wśród rozpaczliwych błagań? Ponieważ ich nie ma, albo są zbyt nieliczni, zbliża się moment, w którym Głowa Kościoła sama obejmie dowództwo nad tą biedną łódką: przyjdzie „w wielkiej chwale, z mocą i majestatem, ze swoimi aniołami”, i wystąpi w roli sędziego wszystkich „żywych i umarłych”. Pierwszych powita jako swoich – tych żyjących w łasce uświęcającej, zaś „umarłym” da jeszcze ostatnią szansę ratunku przez uświadomienie im konieczności nawrócenia. Nie pozwoli, by czarny ocean grzechu pochłonął wszystkich na zawsze. To jedyne w historii pokolenie otrzyma wyjątkową łaskę, chociaż najmniej ze wszystkich na nią sobie zasłużyło: przejdzie przez pośmiertny sąd szczegółowy, jednak bez śmierci!

Różaniec jako „ostatnia deska ratunku” występuje także w wizji z 19.08.2018. (…) Niech mężczyźni, różańcowi „rycerze i wojownicy” Maryi, czerpią z tych wizji umocnienie!

POCZWÓRNA WIZJA TOMASZA 23 GRUDNIA 2018
komentuje na prośbę Tomasza ks. Adam Skwarczyński

W dniu dzisiejszym zobaczyłem cztery odrębne obrazy. Były mi one pokazane jeden po drugim.

1. Zobaczyłem ziemię, było to z bardzo wysoka, ponieważ widziałem jej okrąg. Po lewej stronie zobaczyłem Matkę Bożą Fatimską. Była w koronie, z różańcem w ręku, z Jej oczu płynęły łzy. Popatrzyłem przed siebie i zobaczyłem, że nad okręgiem ziemi zachodzi słońce, było czerwono‑poma­rańczowe. Wydawało by się, że jest to jakiś zachód słońca, bo nadciągała jakaś ciemność, jednak ciemność ta nadchodziła od strony słońca. Odebrałem to tak: gdy zajdzie to słońce, które jeszcze świeci, nadejdzie jakaś ciemność. To nie był widok ziemskiego zjawiska, bo zmrok zawsze pojawia się po przeciwnej stronie zachodu słońca. Ta ciemność była bardzo zła, jej mrok miał jakby okryć całą ziemię.

       Gdy tylko zakończyło się to widzenie, zaraz pojawiło się następne.

Komentarz. 101 lat temu Maryja stała na tle słońca, w nie obleczona i nim zarządzająca w ramach „cudu”. Teraz stoi zlekceważona, na uboczu, i płacze nad losem ziemi. Słońce dogasa i ma być wkrótce pochłonięte przez mrok jako mieszaninę ciemności piekielnych i ziemskich – przez grzech. Zbliża się więc potop ciemności, mający z dnia na dzień pochłaniać ziemię, stającą się polem decydującej bitwy między Michałem i jego aniołami oraz Smokiem. Będzie ona trwała aż do „trzech dni ciemności”, gdy nad oczyszczoną ziemią wzejdzie słońce i zacznie się Nowy Świat Bożego Królestwa. Jednak Niewiasta z Apokalipsy, trzymając się na uboczu, daje nam do zrozumienia, że nie będzie w tej bitwie brać udziału jako nasza Orędowniczka, gdyż jako „porwana na pustynię” będzie musiała pozostawić nas naszemu losowi na czas wylania się na ziemię Bożej sprawiedliwości. Święty Jan pisze, że „stanął Smok przed mającą rodzić Niewiastą, ażeby skoro porodzi, pożreć Jej Dziecię”. Czy wobec tego data wizji (23 grudnia, przed samą uroczystością Bożego Narodzenia) nie jest tu znamienna i nie nawiązuje do Apokalipsy…?

2. Zawisłem w powietrzu. Scena mi pokazana była nadzwyczaj wyraźna, nigdy wcześniej nie widziałem tylu szczegółów. Był to wielki ocean o wodzie tak czarnej, jakiej nie ma na ziemi. Nad tym oceanem kłębiły się ogromne czarno‑granatowe chmury – przelewały się i kłębiły w sposób nienaturalny, bardzo szybko i groźnie. Woda szalała, a wielkie fale unosiły się i opadały. Panowała straszliwa ciemność. Gdyby nie jakieś światło, które oświetlało mi tę scenę, zapewne prawie niczego bym nie widział. Był to niezwykły sztorm budzący wielki lęk.
       Na środku tego oceanu dostrzegłem ludzi którzy tonęli. Była ich ogromna liczba, widziałem ich ręce wystające znad wody, było ich całe morze. Po chwili spostrzegłem, że pośrodku tego strasznego sztormu jest jakaś łódź. Gdy zostałem przysunięty, zobaczyłem coś jakby okręt, łódź… Dano mi odczuć, że kiedyś był to piękny okręt płynący do jakiegoś portu, a teraz stał się zniszczoną, obdartą, miotaną falami łodzią, która jednak unosiła się na wodzie i była jedynym źródłem nadziei dla tych tonących. Zobaczyłem też, że choć jest teraz tylko małą łódką do jakiegoś celu, miała kiedyś maszty, na których były piękne białe żagle, w które dął wiatr niosąc ją, gdy była jeszcze pięknym wielkim okrętem. Teraz jednak z wielu masztów został tylko jeden połamany maszt, na dodatek bez żagla, przez co łódka ta była zdana na igraszkę fal.
       Zobaczyłem wtedy, że ci wszyscy ludzie tak naprawdę chcieli dostać się do tej łodzi, mimo iż była tak zniszczona i nie przypominała okrętu. Ci, którym udało się choć złapać za jej burtę, zaraz zaczynali wzywać Boga, prosząc o ratunek. Wielu jednak odpadało i znikało w odmętach. Ci, którzy jednak dostali się do łodzi, wołali błagalnie Boga o pomoc jeszcze mocniej. Wielu chciało uchwycić się tego masztu, żeby wstać choć na chwilę – myśleli, że Bóg usłyszy lepiej ich wołanie widząc, jak trzymają za ten maszt. Jeden z ludzi wołał tak rozpaczliwie, z taką wiarą wyciągając jedną dłoń, że nagle na tym czarnym niebie pojawiło się światło.
       Odebrałem to tak, że to światło pojawiło się, gdyż taka była wola Boga. On to światło wysłał ze swojej woli, a nie od tych wołań. Nagle światło rozpędziło chmury i zobaczyłem blask ogromny i wielką chwałę. To nie było tylko światło, to był blask chwały Pana Jezusa. Widok Pana Jezusa zaskoczył mnie strasznie, bo wyglądał jak na Wielkanoc, miał też w ręku proporczyk, na którym dominował kolor czerwony. Blask był tak wielki, że rozświetlił ogromną część tej strasznej kipieli.

Komentarz. Pamiętamy słynną wizję świętego Jana Bosko, zmarłego w 1888 roku. Ujrzał on Kościół w postaci majestatycznego okrętu, dowodzonego przez dwóch papieży, przy czym drugi z nich zastąpił pierwszego, zabitego przez masonerię, wściekle atakującą okręt ze wszystkich stron. Straszliwa bitwa kończy się przywiązaniem okrętu do dwóch kolumn, na których widnieje Najświętszy Sakrament oraz figura Maryi, jak też zatopieniem statków i łodzi masońskich, zwalczających się wtedy nawzajem.
       Zdawało się, że wtedy, w tej bitwie, zwycięski Kościół jest blisko dwóch kolumn, gdyż zakony cieszyły się wielką obfitością powołań, pobożność eucharystyczna kwitła, seminaria duchowne były przepełnione, a kult Maryi osiągnął swój szczyt: za życia ks. Bosko – w 1854 roku – został ogłoszony dogmat o Jej Niepokalanym Poczęciu. Jednak Pani Fatimska wiedziała co nadchodzi, skoro przez siostrę Łucję tak mocno naciskała na papieża, by ogłosił światu treść „III tajemnicy fatimskiej” do roku 1960. Miało to być naglące ostrzeżenie, jednak Jan XXIII nie posłuchał Jej, gdyż miał własne plany: chciał zwołać sobór „ekumeniczny”, sadzając w ławach obok siebie katolików, prawosławnych i protestantów na równych prawach. Zemściło się to okrutnie na Kościele: prawosławni i protestanci wystąpili w roli „obserwatorów” (nie chcieli pozwolić katolikom dyktować sobie czegokolwiek i ustąpić nam choćby na milimetr), jednak pozwolono im przemawiać na równi z ojcami Soboru i wpływać na jego decyzje i dokumenty!
       Nie należę do „zwalczających Sobór”! Wspomnę jednak, że te posunięcia zaowocowały (sterowaną przez masonerię) protestantyzacją Kościoła, trwającą aż do dzisiaj. Jej rozmiary i zasięg trudno by było ocenić. Między innymi nasze świątynie opustoszały: wyrzucono na śmietnik figury i obrazy świętych, a nawet relikwie, obecne wtedy w każdym ołtarzu. Upodobniły się one do „kirchy” protestanckiej ze stołem i mównicą pośrodku, a kapłani wyrugowali Pana Jezusa (dobrze, jeśli tylko na pobocze!), a sami zasiedli za stołem, zasłaniając Jego tron eucharystyczny. Wkrótce potem dziesiątkami tysięcy opuścili Kościół, a ci co zostali… no cóż, sąd nad nimi nie do nas należy. Wystarczy wspomnieć, że co czwarty z nich we Francji przyznaje się dziś do tego, że nie wierzy w obecność Jezusa w Najświętszym Sakramencie, chociaż staje przy Jego ołtarzu. Zresztą tych „stających” jest tak mało, że kościoły są sprzedawane albo zarosły trawą. Coraz liczniejsi (np. w Niemczech, w Argentynie) nie mają problemu z udzielaniem Komunii Świętej ludziom niegodnym, zresztą liczni wśród nich sami stają się niegodnymi przez swój styl życia!
       I tak ze wspaniałego okrętu Kościół stał się zniszczoną łódką, nie dającą już ani schronienia, ani ratunku ginącym w odmętach grzechu! Gdzie jest jej kapitan, gdzie sternik, gdzie żagle tej łódki, która stała się igraszką fal? Gdzie są ludzie, zdolni nieść ratunek ginącym wśród rozpaczliwych błagań? Ponieważ ich nie ma, albo są zbyt nieliczni, zbliża się moment, w którym Głowa Kościoła sama obejmie dowództwo nad tą biedną łódką: przyjdzie „w wielkiej chwale, z mocą i majestatem, ze swoimi aniołami”, i wystąpi w roli sędziego wszystkich „żywych i umarłych”. Pierwszych powita jako swoich – tych żyjących w łasce uświęcającej, zaś „umarłym” da jeszcze ostatnią szansę ratunku przez uświadomienie im konieczności nawrócenia. Nie pozwoli, by czarny ocean grzechu pochłonął wszystkich na zawsze. To jedyne w historii pokolenie otrzyma wyjątkową łaskę, chociaż najmniej ze wszystkich na nią sobie zasłużyło: przejdzie przez pośmiertny sąd szczegółowy, jednak bez śmierci! A ponieważ na końcu świata wszyscy zmarli będą już osądzeni „na prawicę” lub „na lewicę” Jezusa, małej garstce żyjących będzie już potrzebny tylko sąd osobisty, szczegółowy, w chwili zabrania ich z ziemi. Dlatego też sąd, przygotowany dla naszego pokolenia, będzie już ostateczny (!), a mając charakter poprawczy, stanie się tą łaską wyjątkową. Wydawałoby się, że nikt nie powinien nią pogardzić, a jednak nie! Miliony ludzi wybiorą wtedy, w pełni świadomie i dobrowolnie, piekło. W czasie „trzech dni ciemności” demony zbiorą z ziemi swoje straszliwe żniwo.

3. Gdy zakończył się tamten obraz, zaczął się następny. Stałem przed jakimś placem lub dziedzińcem, który był wielki, po prawej stronie była jakby bazylika lub potężna katedra. Wszystko to jednak było o zmroku – była to ta sama ciemność, która nadciągnęła w widzeniu pierwszym. Z boku stali niby dobrzy, odebrałem ich jako kapłanów, ale nie wiem do końca, bo byli poza moim polem widzenia. Z lewej zobaczyłem niezwykłą rzecz: jacyś ludzie pchali coś w kierunku tej katedry czy bazyliki. Kiedy podepchnęli to bliżej, spostrzegłem że jest to tron, wielki kamienny tron. Ci co go pchali, składali się z istot dwóch typów: jedni to byli ludzie, ale drudzy nie byli ludźmi, lecz wyraźnie pomagali pchać ten tron ludziom. Kiedy ten tron był już na wysokości moich oczu, zapytałem ich: co to za tron? Odpowiedzieli, że to tron dla Pana Boga, dla Pana Jezusa. Wtedy usłyszałem: „Spójrz!” i zobaczyłem, że ten tron jest kamienny. Wyglądał raczej jak jakiś tron azteckich bogów zła, miał wyryte na samym szczycie oparcia „oko Horusa”. Ci co go pchali bardzo się namęczyli, chcąc go dopchać tak blisko tej katedry. Zdziwiło mnie, że niektórzy z nich są jakby pokraczni, jacyś diaboliczni, i śmieją się dziwnie szyderczo.
       Pomyślałem: kto może tak się zachowywać, przygotowując tron dla Boga? I usłyszałem głos: „Spójrz na znaki!”. Zrozumiałem, że to wcale nie jest tron dla Boga, tylko dla kogoś innego, ale nie wiem dla kogo. Poprosiłem o pomoc tych „dobrych”, ale oni nic nie odpowiedzieli, machnęli jakby rękami i zaczęli iść w kierunku tej katedry. Wtedy zacząłem krzyczeć: czy nie widzicie, że to nie jest tron dla Boga?! Czy nie widzicie?! Pomóżcie mi, gdzie idziecie?! Oni jednak nie odpowiadali. Wtedy usłyszałem głos z Nieba, odpowiedział on zamiast tych niby-kapłanów: „To nie jest tron dla Boga. Ten nie będzie z kamienia. Będzie potężny i świetlisty, będzie on chwałą!”. Gdy to usłyszałem, zrozumiałem że to jakiś podstęp. Wtedy też zobaczyłem że ci, którzy podepchnęli ten kamienny tron, zaczęli uciekać. Krzyczałem, że tron jest podstępem, że tak blisko został dopchany, żeby mi pomogli! Nikt jednak mnie nie słuchał.

Komentarz. My, Polacy, możemy kojarzyć sobie tę wizję z „Narodową Intronizacją”, która do dzisiaj budzi u wielu i pytania, i kontrowersje. 12 września 2018 roku Tomasz usłyszał od samego Pana Jezusa komentarz do niej, którego fragmenty tu przytoczę. «Jakiż to król, w którego królestwie nikt nie przestrzega jego prawa ani nie słucha słowa? Daliście Mi berło jako symbol władzy, ale nie daliście Mi zapanować w waszych sercach. Na Moją głowę założyliście ozdobną koronę, lecz czym jest korona na głowie króla w królestwie, k którego nie ma? […] Wprowadźcie Moje prawo do waszych rodzin i do waszego państwa, a Ja was uchronię przed tym co nadchodzi».
A tron kamienny…? Na pewno w sercu człowieka na takim Bóg nie zasiądzie! Wprost przeciwnie, można go potraktować jako symbol buntu przeciwko Bogu, Jego władzy i miłości, a więc jako obiekt godny unicestwienia. Prorok Ezechiel (36,26) pisze w imieniu Boga, wzywającego Żydów do nawrócenia: „Zabiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała”. Także dzisiaj takie nawrócenie jest warunkiem królowania Boga i w sercach, i w świecie.
Wizja Tomasza dotyczy dzisiejszego świata, który sterowany jest przez masonerię (wyraźnym jej symbolem okultystycznym jest „oko Horusa” na oparciu tronu, przygotowanego dla jej Antychrysta). Możliwe, że w tle widnieje olbrzymia Bazylika Hagia Sofia (Świętej Mądrości Bożej), będąca swego rodzaju wizytówką Konstantynopola, dawnej stolicy wschodniego chrześcijaństwa, a dzisiejszego Stambułu. Pod drzwi tego już tylko muzeum, przez wieki rozbrzmiewającego głosem modlitw, demony z wyraźną kpiną i zadowoleniem pomagają pchać tron przedstawicielom tych narodów (z Polską włącznie), które podpisały tzw. „Konwencję Stambulską”. Jest ona kpiną i ze Stwórcy, i z Jego stworzeń, które już nie potrafią uszanować nikogo ani niczego, z własną naturą włącznie. Na przykład zgodnie z artykułem 12 ust. 1 „strony podejmą działania niezbędne do promowania zmian wzorców społecznych i kulturowych, dotyczących zachowania kobiet i mężczyzn, w celu wykorzenienia uprzedzeń, zwyczajów, tradycji oraz innych praktyk opartych na idei niższości kobiet lub na stereotypowym modelu roli kobiet i mężczyzn”. Konwencja ta to jakby dekalog genderystów, w oparciu o który zaleca się sygnatariuszom rozmontowywanie tego, co przez wieki było dobre, mądre, naturalne i święte. Bazują na nim np. dewianci, wchodzący coraz natarczywiej do polskich szkół i podpierający się nim w razie odmowy ich wpuszczenia. Opierać się na nim mogą wszyscy, którzy chcą rozprawić się z Kościołem i z głoszonymi przezeń zasadami moralności. Także aborcjoniści wraz z ogromnym przemysłem, czerpiącym zyski z ich krwawego procederu – wszak wg statystyk (nikt nie liczy skutków używania pigułek wczesnoporonnych!) rocznie świat morduje 42 miliony nienarodzonych dzieci, dwoje na sekundę!
       Jaki może być powód nagłej ucieczki ludzi, a nawet demonów? Znany włoski egzorcysta, ks. Giuseppe Tomaselli, opublikował swój dialog z Melidem, „oficerem” duchów nieczystości, p.t. „Twarzą w twarz z demonem”. Melid stwierdza, że wprawdzie do grzechów nieczystych sprzecznych z naturą szatani kuszą ludzi z zadowoleniem, gdy jednak już do takiego grzechu dochodzi, uciekają w popłochu! Nawet one, nawykłe do piekielnego smrodu, nie mogą znieść ohydnego fetoru grzechu sodomitów… Czy ten fetor, już teraz zwielokrotniony, nie rozszedł się po Stambule? Demony wykonały tam swoje zadanie, ale nie są w stanie czekać na „wybuch swojej bomby”!

4. Czwarta wizja dotyczyła tego co było później: zobaczyłem Pana Jezusa w Jego blasku. Było to jakieś zwycięstwo, coś bardzo dobrego, niestety reszta została zasłonięta. Dostałem wskazówkę, że gdy przyjdzie czas, Bóg odsłoni mi to co przed chwilą widziałem i będę mógł to przekazać.
       W chwilę później Matka Boża przemówiła słowami: „Pomóżcie Mi ratować Moje kochane ziemskie dzieci!”. To skierowała jako szczególne przesłanie do mężczyzn. Odebrałem, że mężczyźni muszą koniecznie jak najszybciej zacząć być Jej armią, której bronią ma być Różaniec święty. Stać się jakby Jej rycerzami, wojownikami… Nie umiem tego lepiej wyrazić.

Komentarz. „Zwycięstwo Jezusa przychodzącego w blasku” czy nie staje się zrozumiałe w świetle otrzymanego przez Tomasza (7 grudnia 2018) „Olśnienia”? Oto jego fragmenty: «„Teraz przyjdzie czas, w którym wszystko zostanie zmienione, a ziemia będzie przywrócona do takiego stanu jak kiedyś. Chciałbym, żeby jak najwięcej ludzi poznało taką ziemię. […] Przygotowałem dla tych, którzy wybiorą życie ze Mną, tak niezwykłe rzeczy, że ten stary świat wyda się im ohydny, brzydki, że zapragną o nim zapomnieć, nie będą chcieli nawet go wspominać. Mów o tym wszystkim”. […] Nowy świat będzie przeczysty, przepiękny, pełen jakiegoś blasku, radości i wielu rzeczy, których teraz mi nie pokaże. I tak mam o tym mówić».
       Co do Różańca – najpierw powyżej, w wizji pierwszej, zauważmy obecność Pani Fatimskiej z różańcem w ręku, płaczącej nad światem. Ponadto przypomnijmy sobie pouczenie w tej kwestii, otrzymane przez Tomasza: «Nie wiem czemu, ale wyraźnie mam podany Różaniec. Nie znam się na tym, ale Różańcem trzeba się modlić najwięcej. […] Najlepiej rano jedną tajemnicę za nawrócenie grzeszników (obok codziennej modlitwy), także ofiarować za nich krzyż dnia codziennego. […] Wieczorem obok modlitwy codziennej jedną tajemnicę za dusze czyśćcowe, za nawrócenie grzeszników lub za księży (dusze w Czyśćcu połączą się w modlitwie za nas, a my im pomożemy w cierpieniu). Powinno modlić się dużo mężczyzn (tak mało ich się modli!). I w ogóle niech ludzie nie wstydzą się [modlitwy], bo kiedy przyjdzie godzina Pańska, zamiast strachu będą czuli wielką radość».
       Różaniec jako „ostatnia deska ratunku” występuje także w wizji z 19.08.2018, oto jej fragment: «Zobaczyłem potężnego anioła, stojącego na krawędzi Nieba i ziemi […] Na plecach jego peleryny naniesiony był obraz, który nazywał się „Sprawiedliwość”. […] W prawym ręku anioł trzymał włócznię, na jej końcu był proporczyk z napisem „Kara”. Nagle włócznia zaczęła opadać, ale nie dotknęła ziemi (chyba jej ostrze wskazywało Skandynawię). Zawołałem: „Panie, czy można to zatrzymać?!” […] Wtedy nad ziemią pokazała się Matka Boża ubrana w niebieski płaszcz. W prawym ręku trzymała różaniec, a lewą pokazywała na Swoje Serce, to Serce poprzebijane było jakby ostrzami. Zapytałem, co mam z tym widzeniem zrobić? „Przekaż je, twój czas nadchodzi”».

       Niech mężczyźni, różańcowi „rycerze i wojownicy” Maryi, czerpią z tych wizji umocnienie!
Pobierz PDF: POCZWÓRNA WIZJA TOMASZA 23 GRUDNIA 2018

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydarzenia i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

103 odpowiedzi na „Ks. Adam Skwarczyński: Poczwórna wizja Tomasza z 23 grudnia 2018 r. – Różaniec to ostatnia deska ratunku

  1. wobroniewiary pisze:

    Do codziennego odmawiania przez niewolników NMP:

    Ja, N…, grzesznik niewierny, odnawiam i zatwierdzam dzisiaj w obliczu Twoim śluby Chrztu Św. Wyrzekam się na zawsze szatana, jego pychy i dzieł jego, a oddaję się całkowicie Jezusowi Chrystusowi, Mądrości wcielonej, by pójść za Nim, niosąc krzyż swój po wszystkie dni życia.
    Bym zaś wierniejszy Mu był, niż dotąd, obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego za swą Matkę i Panią. Oddaję Ci i poświęcam jako niewolnik Twój, ciało i duszę swą, dobra wewnętrzne i zewnętrzne, nawet wartość dobrych moich uczynków, zarówno przeszłych, jak obecnych i przyszłych, pozostawiając Ci całkowite i zupełne prawo rozporządzania mną i wszystkim bez wyjątku co do mnie należy, według Twego upodobania, ku większej chwale Boga w czasie i wieczności.

    Módlmy się za siebie nawzajem, przyzywając opieki św. Michała Archanioła

    Święty Michale Archaniele wspomagaj nas w walce a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy, a Ty, Wodzu niebieskich zastępów, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła. Amen!
    Święty Michale Archaniele, który w brzasku swego istnienia wybrałeś Boga i całkowicie oddałeś się spełnianiu Jego świętej woli. Wstaw się za mną do Stwórcy, abym dzisiaj, za Twoim przykładem, na początku nowego dnia, otwierając się na działanie Ducha Świętego, w każdej chwili dawał się Bogu, wypełniając z miłością Jego świętą wolę. Niech razem z Tobą wołam bez ustanku: Któż jak Bóg! Przez Chrystusa Pana naszego. Amen

    Módlmy się o ochronę dla siebie i swoich bliskich

    „Zanurzam się w Najdroższej Krwi naszego Pana Jezusa Chrystusa. Krwią Jezusa pieczętuję wszystkie miejsca w moim ciele, poprzez które duchy nieczyste weszły, lub starają się to uczynić. Niech spłynie na mnie, Panie, Twoja Najdroższa Krew, niech oczyści mnie z całego zła i z każdego śladu grzechu. Amen!”

    „Panie, niech Twoja Krew spłynie na moją duszę, aby ją wzmocnić i wyzwolić, – na tych wszystkich, którzy dopuszczają się zła, aby udaremnić ich wysiłki i ich nawrócić – a na demona, aby go powalić.”

    Modlitwa na cały 2019 rok

    Jezu, Maryjo, Józefie – kocham Was, ratujcie dusze! Święta Rodzino
    opiekuj się moją rodziną i uproś nam wszystkim pokój na świecie. Amen!

  2. kropka pisze:

    Niech mężczyźni, różańcowi „rycerze i wojownicy” Maryi, czerpią z tych wizji umocnienie!

    • Ela pisze:

      Czy może ktoś mi odpowiedzieć dlaczego tacy wspaniali kapłani jak ks. Dominik Chmielewski czy ks. Piotr Glass podczas spotkań modlitewnych rezygnują z ubierania sutanny ??? Kapłan nie powinien wyglądać jak jeden z tłumu ale wyróżniać się. Nie jest moją wolą krytykować, ale proszę zachęcajmy kapłanów w naszych środowiskach aby jak najczęściej korzystali z tego jakże wielkiego przywileju. Osoba duchowna ubrana w sutannę czy habit wywołuje zupełnie inne relacje z wiernymi.

      • Jolantae pisze:

        Też się nad tym zastanawialam. To tak jak mówił Cejrowski gdyby mąż zdejmowal obrączkę. A nadmienię że również uwielbiam kazania ks. Glasa.

      • Elizeusz pisze:

        Ze świadectwa ks. Rafała Sorkowicza TChr zatyt. „Sutanna moją zbroją”:
        (za: http://www.fronda.pl/blogi/ks-rafal-sorkowicz-schr/pedalem-nie-jestem-sutanna-moja-zbroja,31138.html)
        Coraz trudniej jest poruszać się w miejscach publicznych w sutannie. Wiem coś o tym, bo jestem księdzem zakonnym. Chrystusowcy nie mają żadnego charakterystycznego habitu. Nasz założyciel kard. August Hlond w pierwszych ustawach zgromadzenia zapisał, że strojem naszym będzie strój duchowny obowiązujący w danym Kościele lokalnym. Jest więc nim czarna sutanna, którą noszą księża diecezjalni. Ostatnio na wielu portalach społecznościowych ukazały się hasła nawołujące duchownych, by nosili sutanny i habity. Jest to bardzo wyraźny sygnał dla nas kapłanów i powinniśmy się nim porządnie przejąć. Sutanny i habity nie mogą odejść do lamusa. Jeśli znikną z naszych ulic, diabeł będzie triumfował. Księża nie mogą dać się ogłupić. Zakładać sutanny i habity! Od nich zaczyna się każda, prawdziwa nowa ewangelizacja.
        W książce ks. dr A. Witkowiaka „Decus clericorum” (Etyka towarzyska), wydanej w 1960 roku, można przeczytać słowa: „Bez sutanny lub surduta i koloratki nie wypada kapłanowi pokazywać się nikomu, nawet swym domownikom. (…) Nigdy jednak kapłan nie powinien przywdziewać krótkiego stroju (…), gdy bierze udział w uroczystościach publicznych lub większych zebraniach kościelnych czy świeckich, gdy składa wizyty swym przełożonym albo osobom na wyższych stanowiskach, gdy prowadzi naukę religii, gdy urzęduje w biurze parafialnym, gdy przyjmuje u siebie wizyty itd.”. Mówią, że sama szata nie zdobi człowieka. Sama nie, ale też dużo mówi ona o człowieku, który ją nosi. Szczególnie w przypadku stroju księdza. Myślę, że jednym z najbardziej podstępnych forteli diabelskich, które wsącza szatan w kapłańskie mózgi jest właśnie „oduczanie” go od noszenia sutanny, wszędzie, gdzie się da. Zawsze znajdą się jakieś argumenty „przeciw” założeniu sutanny czy habitu. Wiem to z doświadczenia. Za każdym razem, gdy (z różnych powodów, choć są to sytuacje nieliczne) nie założę sutanny (czy koszuli z koloratką) mam duchowego kaca. Myślę, że jest to jeszcze jeden namacalny dowód na to, że wolą Chrystusa jest, by strój duchowny nosić.
        Fakt, czasami sutanna prowokuje. I dobrze, przecież o to chodzi. Doświadczyłem tego ostatnio, gdy wracałem pieszo ze szkoły, w centrum Stargardu. Maszeruję sobie dziarsko, odmawiam po cichu różaniec i nagle słyszę słowa, których nie godzi się tu cytować. Grupka młodych ludzi jedzie samochodem, nagle zwalniają, uchylają szybę i krzyczą w moim kierunku przekleństwa i wyzwiska. Wyzwany od „pedałów” i „szmat” (innych epitetów nie napiszę) szedłem dalej wkurzony i upokorzony. Zycie uratował mi różaniec. Uspokoił mnie szybko. Szedłem dalej i modliłem się za tych chłopaków. Duszpasterz młodych, który pragnie tylko jednego: by młodzi w Stargardzie byli zbawieni. Poczułem się jak Jezus, swoi Go odrzucili. Niezwykle mocne i piękne doświadczenie. Wiem, że ci chłopacy nie są źli. Gdybym szedł ubrany na świecko nie zwrócili by na mnie uwagi. Coś ich zabolało, coś zirytowało. Rozumiem. Ale wtedy na ulicy po raz kolejny zrozumiałem, jak wielką moc ma sutanna. Pomyślałem sobie wówczas: „Pedałem” nie jestem, sutannę noszę. I będę ją nosił. Bo jest dla mnie świętością i czymś więcej niż czarnym materiałem z guzikami”.
        „Próby zeświecczenia kapłana są dla Kościoła szkodliwe. Nie oznacza to wcale, że kapłan miałby stać z dala od ludzkich problemów osób świeckich: przeciwnie, winien jak najlepiej je poznawać, tak jak Jan Maria Vianney, ale jako kapłan, zawsze w perspektywie zbawienia ludzi i rozszerzania królestwa Bożego. Jest świadkiem i szafarzem innego życia niż ziemskie. Zasadniczą sprawą dla Kościoła jest zachowanie tożsamości kapłana w wymiarze wertykalnym.” – pisał Jan Paweł II w 1986 roku w „Liście do Kapłanów”. Nasza kapłańska tożsamość w „wymiarze wertykalnym” to nade wszystko sutanna i habit. Ludzie chcą nas widzieć, chcą nas rozpoznawać. Sama „gęba brewiarzowa” nie wystarczy. Pamiętam, jak raz jechałem pociągiem. Siedziałem w przedziale (ubrany po świecku) i czytałem książkę. Na przeciw mnie siedzi starsza pani i bacznie mnie obserwuje. Po kilku godzinach jazdy pyta się: „Przepraszam najmocniej, czy pan jest księdzem?”. Odpowiadam: „Tak, a po czym pani mnie rozpoznała?”. „Po mordzie, proszę księdza” – odpowiedziała całkiem swobodnie i spontanicznie, choć w chwilę później przeprosiła za spontaniczne sformułowanie. Śmieliśmy się razem długo, choć w głębi serca zrobiło mi się głupio. „Czemu nie ubrałeś koloratki, głąbie?” pytałem siebie, głęboko w sercu.
        Jedno jest pewne. Ludzie pragną nas widzieć, mieć do nas dostęp. Ci mniej lub bardziej wierzący i ci, którzy oddalili się od Kościoła. Sutanna to nie tylko pewien „gorset” czy „środek zabezpieczający” księdza przed robieniem głupot. Sutanna jest „znakiem” mocno przemawiającym, środkiem podstawowym, wertykalnym w głoszeniu Dobrej Nowiny. Jakimś wstępem, preludium do podjęcia głębszej rozmowy, nowej ewangelizacji. Schowana głęboko w szafie, staje się namacalnym dowodem na kryzys duchowy kapłaństwa. Ktoś kiedyś powiedział: ale Jezus nie nosił sutanny. To prawda. Nie nosił też majtek z gumą, zegarka i skarpet. Nie musiał nosić z wiadomych przyczyn. Ja też nie muszę. Ale mogę i chcę. Bez sutanny też jestem księdzem, zgadza się. Ale jeśli już Pan powołał do kapłaństwa zakonnego, jeśli Kościół Święty tę sutannę mi podarował, to na litość Boską chyba po to, żebym ją nosił. Bym w każdym wymiarze (także wertykalnym, zewnętrznym) objawiał światu do Kogo należę i Komu służę. To mój mundur, moja zbroja, moja świętość. Noszę ją nie tylko po to, by mieć ochronę przed strzałami nieprzyjaciela. Noszę ją przede wszystkim po to, by inni wiedzieli do kogo iść, gdy zbliża się niebezpieczeństwo, gdy słabną w walce duchowej. Że jest w pobliżu ktoś, kto ich wesprze, obroni. Tyle w temacie. Jedno z moich ostatnich postanowień na czas najbliższy: nosić duchową i wertykalną zbroję. Na przekór diabelskim modom i podszeptom. Amen.

        • KasiaK pisze:

          Dziękuję Księdzu za tę godną naśladowania refleksję. Mieszkałam kiedyś w Brukseli . Bardzo radowało się moje serce gdy widziałam na ulicy kapłana w sutannie. Był to rzadko spotykany widok, ale podnoszący na duchu, że Jezus jest blisko i wciąż ma swoich uczniów. Życzę wszystkim kapłanom i zakonnikom odwagi w noszeniu stroju kapłańskiego. Ewangelizacja słowem nie zawsze trafia tak głęboko do serca jak postawa kapłana.

      • duszyczka pisze:

        Elu, też tak uważam

    • tretka pisze:

      Czy są jakieś stałe miejsca takich spotkań modlitewnych dla mężczyzn z ks. Chmielewskim? Bo pewnie są jacyś chętni, którzy mogliby się przyłączyć…

      • Krzysztof pisze:

        Więcej o Wojownikach Maryi, wspólnocie dla mężczyzn w każdym wieku, w której posługuje ks. Dominik Chmielewski, można się dowiedzieć ze strony internetowej wspólnoty:
        http://www.only4men.pl/o-nas.html
        Mają też konto na facebooku – szukać Wojownicy Maryi Only 4 Men.
        Polecam też profil na YouTube, gdzie jest dużo relacji i konferencji z tych spotkań

        A z tekstem ks. Adama Skwarczyńskiego skojarzył mi się ten krótki film

        • Krzysztof pisze:

          Komentarz dodawałem z telefonu komórkowego i zamieściłem niestety zły link do ostatniego filmu. Chodziło mi o ten materiał, który mobilizuje mnie często do podjęcia duchowej walki w chwilach zwątpienia

        • Krzysztof pisze:

          chodzi konkretnie o film Św. s. Faustyna – kropla wobec fali zła | Wojownicy Maryi – Przyrzeczenie Miecza | Ks. Chmielewski, bo nie wiem czy się poprawnie doda ten link https://www.youtube.com/watch?v=DnKn-6MgADg

  3. mama adopcyjna pisze:

    W przedostatnim zdaniu mowa o Sercu Maryi przebitym ostrzami – odprawiając Nabozenstwo Pierwszych Sobot wyciągamy te ostrza z Jej Serca. To cudownie, ze teraz to nabożeństwo przeżywa swoj rozkwit, tak jak i to wg Św Ludwika oraz rośnie w siłę Rycerstwo Niepokalanej, ludzie zaczynają masowo odpowiadać na te wszystkie Ostatnie Wezwania (obserwuję to wzmożone poruszenie zarówno w okolicznych parafiach jak i na katolickich grupach na fb). Chwała Panu!

    • Elizeusz pisze:

      Z Orędzia nr 180 zatyt. «Pięć pierwszych sobót» Matki Bożej do Jej umiłowanych synów, Kapłanów (http://www.objawienia.pl/gobbi/gobbi-1979.htm):
      „Oto godzina walki i dlatego należy używać broni, którą wam specjalnie przygotowałam: poświęcenie się Mojemu Niepokalanemu Sercu, częste odmawianie Różańca Świętego, praktykowanie pięciu pierwszych sobót miesiąca w celu wynagrodzenia zniewag doznawanych przez Moje macierzyńskie Serce.
      Zapraszam was, byście w te soboty łączyli się ze Mną przez odmawianie Różańca, rozważanie jego tajemnic, spowiedź św., uczestnictwo we Mszy św. i przyjęcie Komunii św. wynagradzającej.
      Za pośrednictwem Mojej córki Łucji obiecałam specjalną opiekę w godzinie śmierci tym dzieciom, które słuchając Moich próśb, spełnią pobożnie praktykę pięciu pierwszych sobót miesiąca. Obiecałam im też uzyskanie łask koniecznych do wiecznego zbawienia.
      Obecnie, kiedy niebezpieczeństwo wiecznego potępienia staje się bardzo poważne, zapewniajcie duszom bezpieczeństwo, powierzając je szczególnej opiece waszej Niebieskiej Mamy.
      Powinno też teraz wzrastać zadośćuczynienie wśród Moich synów, bo coraz bardziej mnożą się zniewagi zadawane Memu Niepokalanemu Sercu. Atakuje się Moje Niepokalane Poczęcie, stałe Dziewictwo, Moje Boże i powszechne Macierzyństwo, Moje wizerunki. Oprócz tego oddala się ode Mnie dusze – przede wszystkim dusze małych dzieci.
      Rozpocznijcie i rozszerzajcie wszędzie synowską, pełną miłości krucjatę zadośćuczynienia. Niech pierwsza sobota każdego miesiąca stanie się dla was okazją do prawdziwego spotkania się na modlitwie wynagradzającej i do udzielania wspaniałomyślnej odpowiedzi na prośby, z którymi się do was zwracam. Przede wszystkim niech osoby duchowne i świeccy wierni poświęceni Mojemu Niepokalanemu Sercu… (4.08.1979)

  4. wobroniewiary pisze:

    Potrzeba oceanu modlitwy – różańcowej
    Zalew spamu przez protestantów i ich udających katolików przyjaciół 😦
    Jaki atak na Maryję, że niepotrzebna, zabiera sławę i cześć Jezusowi….

    Wspomóżcie mnie modlitwą, bo można dostać ataku serca od czytania tych niegodziwości

    • Anna pisze:

      Coś podobnego, wierzyć się nie chce i pomyśleć że jeszcze dwa lata temu żyłam w takiej niewiedzy,

    • Graży na K. pisze:

      Maryjo Nasza Mamo wspomagaj Ewe i nas wszystkich raz jeszcze dzieki wielkie za ta piekna strone dzis po przeczytaniu tego wpisu od ks Adama poczulam pokoj w sercu pomimo tego zla ktore nas zalewa wiem ze Maryja zwyciezy tylko musimy jej pomagac Maryjo wstawiaj sie za nami do Swego Syna amen

    • Elizeusz pisze:

      … Jaki atak na Maryję, że niepotrzebna, zabiera sławę i cześć Jezusowi…
      Z jednego z początkowych Orędzi Matki Bożej do Jej umiłowanych synów, Kapłanów, tj. Orędzia nr 10 zatyt. «To będzie nowy Kościół»:
      „Teraz Jezus jest bardzo smutny, a nawet rozgniewany widząc, że wielu Kapłanów usunęło Mnie ze swoich umysłów, zapomniało o Mnie w swoim życiu, wymazało Mnie z dusz tak wielu wiernych.
      Z ich winy oddawanie Mi czci – zawsze tak żywe w Kościele – obecnie bardzo osłabło, a gdzieniegdzie prawie wygasło.
      Mówią, że Ja, Mama, przyćmiewam chwałę i cześć należną jedynie Mojemu Synowi!
      Biedne Moje dzieci! Jakże są nierozumne, jak zaślepione! Jakże szatan potrafił je zwieść! Doszły do tak wielkiej ślepoty, ponieważ nie słuchały ani Jezusa, ani Mnie.
      Pozwoliły się prowadzić jedynie samym sobie, swojemu rozumowi, swej pysze. I tak szatan posłużył się nimi w swej grze. Gra ta polegała na doprowadzeniu – wreszcie! – do tego, by usunąć Mnie w cień w Kościele i wymazać Mnie z dusz!
      Muszę więc wyruszyć w drogę, by szukać wśród Kapłanów tych, którzy pozostali wierni, którzy Mnie słuchają i kochają.
      Dzięki nim, po wielkim oczyszczeniu, zajaśnieję na nowo w Kościele – bardziej niż przedtem promienna… Mama otrzymała od Jezusa moc doprowadzania zabłąkanych dzieci do domu.
      Potrzebuję jednak Kapłanów pokornych i odważnych, gotowych znieść dla Mnie szyderstwa, pozwalających się dla Mnie podeptać.
      Z tych to pokornych, wyśmiewanych i deptanych Kapłanów Sama utworzę zastęp, który pomoże Mi przyprowadzić do Jezusa niezliczoną ilość dzieci, oczyszczonych w wielkim ucisku. (1.08.1973)

      • Elizeusz pisze:

        Jeszcze co do tych ataków na Maryję, że…
        Pisałem o tym wczoraj, w poprzednim wpisie Gł., że ci atakujący napili się zatrutych wód wypuszczonych z gardzieli/paszczy Smoka (wedle Ap 12,15) i dlatego tak mówią czy piszą w swej „duchowej malignie”, z której oby zostali uzdrowieni przez Pana, jak ci wszyscy ludzie z czytanej dzisiaj św. Ewangelii, którzy zbierali się, aby Go słuchać i móc znaleźć uzdrowienie ze swych chorób (Łk 5,15).

    • Sylwia pisze:

      +++😥🙏 Taka jest właśnie postawa protestantów, szkoda mi ich. Maryja naszą Matką .🌹

    • AnnaSawa pisze:

      Święty Michale Archaniele…….Pod Twoją Obronę……+++

    • Robert pisze:

      W intencji adminów Strony: +++.

  5. kropka pisze:

    W wyniku zeszłorocznego referendum w Irlandii, które uchyliło poprawkę do konstytucji, zapewniającą prawo do życia również nienarodzonym, od 1 stycznia br. również w tym kraju zabija się dzieci.

    Nowe prawo nie tylko gwarantuje każdej kobiecie prawo do zabicia swojego dziecka do 12 tygodnia ciąży na życzenie, do 6 miesiąca gdy zagrożone jest jej zdrowie psychiczne lub fizyczne ale również do końca ciąży (!), jeśli dziecko podejrzewa się o wadę letalną. Do przemysłu śmierci zaprzęgnięto oprócz ginekologów także lekarzy rodzinnych, którzy do 9 tygodnia ciąży mają przepisywać kobietom pigułki aborcyjne. Po 9 tygodniu aborcja ma się odbywać metodą „chirurgiczną”, czyli poprzez rozrywanie dziecka na strzępy.

    https://stopaborcji.pl/w-irlandii-juz-mozna-zabijac-dzieci-do-konca-ciazy/

  6. Ania pisze:

    Niemieckie gazety biją na alarm. “Salvini chce stworzyć z Polską nową Europę”

    Pisząc o wizycie szefa włoskiego MSW i lidera Ligi Matteo Salviniego w Warszawie niemieckie gazety wskazują, że chce on stworzyć z Polską nową Europę, a sojusz Rzymu z Warszawą ma równoważyć francusko-niemiecką oś w UE.

    https://www.stefczyk.info/2019/01/10/niemieckie-gazety-bija-na-alarm-salvini-chce-stworzyc-z-polska-nowa-europe/

  7. Zaniepokojona pisze:

    Pisaliście kiedyś, że Tomasz jest pod opieką biskupa (poprawcie mnie prosze jeśli sie mylę) – czy biskup juz wydał zgodę na publikację jego wizji?

  8. Ola pisze:

    Mój komentarz nie będzie związany tematycznie z wpisem . Czy ktoś z Was ma podobnie jak ja ? Czy może ze mną jest coś nie tak ? Odkąd poznałam Boga ,zaczęłam się nawracać ,wszystko co doczesne ,mam na myśli pogoń za pieniędzmi ( choć nigdy za nimi jakoś nie goniłam),atrakcyjnością ,a nawet za zwykłym wyjściem tam gdzie nie ma mowy o Bogu , stały się dla mnie totalną marnością. Jednak też zły zaczął wykorzystywać moje zmęczenie wychowywaniem dwojki dość absorbujących dzieci ,męża ciągle nie ma ,ja wszystko robię ,mąż prawie nigdy mi nie pomaga przy dzieciach ,przez co zaczęłam wpadać w jakąś depresję ,m.in. dlatego ,że dzieciaki wymyślają z jedzeniem ,a ja nie należę do osób lubiacych spędzać czas w kuchni ,sklep też mam daleko ,mieszkamy na wsi,dzieci chcą żebym z nimi wychodzila na podwórko,a ja z przemęczenia nie bardzo mam chęć wychodzić z domu ,po prostu taka jakaś deprecha… Jedynie Bog mnie trzyma,gdyby nie Maryja ,gdyby nie modlitwa różańcowa, byłoby źle. W najbliższy poniedziałek , kilka matek dzieci z przedszkola ,do którego uczęszcza moja córka, wybiera się z dziećmi do kina na bajkę,a ja nie mam po prostu siły i chęci na taki wypad do kina ,czuje taką marność tego wszystkiego,co nie związane z Bogiem . Jednak ,gdybym miała pojechać z dziećmi na jakieś rekolekcje dla dzieci ,dostałabym powera.

    • beat pisze:

      ja tez mam takie zycie ze moj moz i syn nie sa religijni a ja kocham Boga Maryje Kosciol
      nie chodze na zabawy ani na pijanstwo
      mamy problem bo ja w prawo a maz w lewo ale Modlitwa Bog mi pomagaja i Oredzia Prawdziwe Zycie w Bogu potrzymuja mnie w radosci dziecka Bozego
      wierze ze sie nawroca i bedziemy jezdzic na pielgrzymki

    • beat pisze:

      Olu
      modl sie i rozmawiaj z dziecmi o Jezusie mow im o Bogu Maryji czytaj im Biblie
      Mow im ze Bog ich kocha Rob wszystko z Jezusem i Dla Jezusa
      Dostaniesz Pauera modl sie z dziecmi i kochaj ich tak jak Jezusa i Maryje
      Dostaniesz wiele Lask Bozych
      modlitwa modlitwa a Bog juz sie wszystkim Zajmie

    • Anna pisze:

      Tak to prawda jak czlowiek pozna całym sercem Boga i dorośnie do tej Miłości to wszystko reszta staje się drugorzędne, a jeśli chodzi o depresję proszę zwrócić uwagę np na hormony tarczycy lub niski poziom hormonu progesteron dlatego że u mnie to bylo przyczyną depresji.

    • Renata Anna pisze:

      Szatan działa też przez to co pozornie wydaje sie dobrem, a nim nie jest. Pani Olu Twoim powołaniem jest rodzina, a w niej także dzieci. Bóg oczekuje od nas miłości do Niego, także przez miłość naszych bliskich. Oczywiście nie chodzi tutaj o bezmyślne realizowanie wszystkich zachcianek dzieci, ale ważny jest nasz wysiłek również przez wyjście z dziećmi na plac zabaw, czy bajkę do kina. Ważne jest jednak, czy ta bajka jest wartościowa. Przygotowanie dzieciom jakiegoś smacznego posiłku też jest ważne. Bóg często wymaga od nas nie tego co nam przychodzi łatwo, lecz trudno. Jest to etap w naszym życiu, przez który też przeszłam. W zakonach osobom konsekrowanym, które miały wielką potrzebę modlitwy, zakazywano jej w nadmiarze, a często przydzielano różne prace fizyczne, na które nie miały zupełnie ochoty. Jezus powiedział, (nie jest to cytat) że to co uczyniliście innym ludzio, mnie uczyniliście. Na Sadzie Ostatecznym będziemy rozliczani z miłości do drugiego człowieka, a nie z tego co nam sprawia przyjemność. Módl się i pracuj. ” Ora et labora”. Często nie zdajemy sobie zupełnie sprawy jak ciężko fizycznie pracują osoby konsekrowane.

    • elzbieta pisze:

      kochani posluchajcie tej piosenki ,,, gdy szukasz BOGA popatrz na ludzi spójrz jak taternik zdobywa swój szczyt zobacz jak Matka w domu sie trudzi spójrz w oczy Dziecka a powiedzo Ci ze caly swiat jest pelen sladów BOGA,,,, i wlasnie w zabawie z dziecmi w ich dzieciecym szczebiocie w trudzie Matki zabiegajocej zatrwozonej o los Dzieci odkrywamy WIELKOSC MILOSC BOGA WIECZNEGOprosze Cie idz z dziecmi do kina itd zaufaj BOGU a smutek i zal minie ,,,usmiechnij sie gdyz BÓG tak mocno kocha i strzeze Cie cóz Ci moze sie stac gdy BOGA za ojca masz,,, kochani prosze pomózmy takim wlasnie ludziom pomózmy PANU JEZUSOWI i MATCE NAJSWIETSZEJ odmawiajoc codziennie Rózaniec i Koronke do Bozego Milosierdzia bo moze niektórzy sil nie majo a my pomózmy to jest takie proste pozdrawiam Ciebie i innych w modlitwie

      • wobroniewiary pisze:

        Ks. Stanisław Małkowski opowiadał w książce pana W. Sumlińskiego, że w jego domu bardziej ceniono „być” niż „mieć” i On wspaniale wspomina wyjazdy z rodzicami w Tatry czy nad morze niż kupno nowej kurtki.

        Wyjście do kina, na spacer, do piaskownicy, gotowanie tego, co dzieci lubią (nawet jak daleko do sklepu) z warzyw i przypraw można cuda i cudeńka w kuchni wyczarować.
        Ja ze słodyczy lubię ogórki kiszone, więc coś na kwaśno. Np. ziemniaki z odrobiną masła i przeciśniętego ząbku czosnku a do wody wrzucam cząber (jak one pachną), do tego wystarczy już kefir. A na ziemniaki odrobina szczypiorku, ładnie kolorowo i pachnąco. Kanapki – kolorowo, odrobina ogórka kiszonego, papryki i szczypiorku – tanie, smacznie, pachnąco i kolorowo 🙂
        Wyjście wspólne do szopki, latem do lasu, nad strumyk.
        Na I miejscu obowiązki stanowe – pamiętajmy o tym 🙂

    • Alicja pisze:

      Tez mam podobnie – male dzieci, maz jest ale mimo to wiekszosc na mojej glowie. O rekolekcjach i Adoracjach moge zapomniec, bo mieszkamy za granica. Ciesze sie na niedzielna Msze sw. z dziecmi, choc sa rozbrykane. Chodze sama, bo maz jest ateista.
      Mi w nawroceniu pomaga internet. Wieczorem, kiedy wszyscy spia slucham wartosciowych tresci na yt i zmywam lub wieszam pranie. Codzienny trud, tez mozna ofiarowac Bogu i ma wielka wartosc.
      Kazdy ma inna droge i za kazda powinnismy dziekowac Bogu:-)
      Pozdrawiam!

      • elzbieta pisze:

        piekne so piosenki ks Ceberka np Wysluchajcie Mego Glosu te piosenki mogo byc Modlitwo do BOGA

      • Ola pisze:

        Dziękuję ❤️
        Teraz nie jestem w stanie za wiele dać dzieciom, mężowi, jestem przemęczona, ledwo stoję na nogach, gdy muszę wstać z łóżka z rana, a co do jedzenia dzieci nie jedzą warzyw, poza ogórkiem kiszonym, w ogóle jedynie Bóg mnie trzyma, a wszystkie obowiązki przerastają

        • wobroniewiary pisze:

          Proś św. Martę o pomoc. Niech ci pomaga być jej siostrą Marią (od modlitwy) i nią – Martą (od posług kuchennych)

        • Ola pisze:

          Dziękuję za porady, nie wiedziałam, że mogę w ten sposób prosić świętych o pomoc. Nie chce się żalić, są ludzie, którzy znoszą ogromne cierpienia i moje trudy przy ich krzyżach są niczym. Ale czasami dobrze jest móc podzielić się z kimś tym co leży na sercu.

        • wobroniewiary pisze:

          Przekazuję Ci te rady, których kiedyś udzielał mi ks. Adam
          Dziś jestem taką kucharką, że moje córki mówią „żadnego kupowanego jedzenia, ty gotujesz „bosko” 🙂

          Dieta i post dr Ewy Dąbrowskiej pomogły mi w tym, a odpowiedni dobór przypraw i wszystko tak pachnie, że rzeczywiście moja kuchnia może się podobać.

        • AnnaSawa pisze:

          Ola…nie tylko świętych ale i Anioła Stróża….mów do niego z miłością przyjacielską, prosto, jasno i z prośbą o pomoc w dniu codziennym :).

        • Ola pisze:

          Dziękuję Wam Wszystkim ,wiecie ,że dziś wstałam z łóżka z siłą , chcę dostrzegać Boga w tym trudzie ,On ma plan dla mnie ,chce tylko mojego dobra więc widocznie tak ma być ,na być ten trud ,muszę nauczyć się dziękować za wszystko ,uwielbiać Boga w każdym miejscu i w ja,dej sytuacji . Pani Ewo ,dzieci najchętniej jadłyby pszenną bułę z masłem ,albo makaron bez niczego… całe szczęście ,że jeszcze kaszę jaglaną z jabłkiem lubią .Jeszcze niedawno synek lubił makaron ze szpinakiem i czosnkiem ,ale to już wspomnienie. Gotowałabym naprawdę cuda,ale jak później większość oddaję psu ,to aż serce boli ,bo tyle ludzi na świecie nie ma co jeść 😔
          Niestety nią szanuje się w mojej rodzinie tego ,co z łaski Bożej przygotowuję,to mnie bardzo smuci.
          Aniu ,mówię do swojego Anioła Stróża ,ale chyba za mało ,choć czuję Jego obecność ,często mi przypomina o wielu sprawach .
          Dziękuję Wam z serca za wszystko ,za to ,że jesteście.

        • Ola pisze:

          Pani Ewo, chętnie bym zaczerpnęła z tego postu i diety dr Dąbrowskiej, słyszałam kilka razy o tym,zależy mi na diecie zdrowej i niedrogiej, żeby nie wydawać za dużo pieniędzy, co niestety jak dotąd zazwyczaj mi się zdarza, choć jak proszę Maryję o to, by dysponowała zakupami to jest kupione niedrogo i dobrze 😊

      • Malgorzata Maria pisze:

        przeciez zawsze mozesz otworzyc Adoracje online, rekolekcje internetowe i nawet Msze sw online caly dzien

    • Elizeusz pisze:

      Z wypowiedzi demona Belzebuba (upadłego anioła z chóru Archaniołów) w czasie egzorcyzmów opisanych w książce o. Bonawentury Meyera „Ostrzeżenie z Zaświatów”,
      W JAKI SPOSÓB MARYJA WIDZI OBOWIĄZKI KOBIETY
      Matka Boża myśli, że jeżeli Ona zawsze tylko wykonywała obowiązki domowe z pokorą dla większej chwały Bożej i służyła zawsze Chrystusowi, to nie przystoi kobiecie absolutnie to, aby chciała się wznieść ponad swoją służbę i ponad swoje obowiązki. Każe Ona
      powiedzieć, że nie była nawet obecna wtedy (nie towarzyszyła zawsze Chrystusowi w Jego publicznej działalności, pomimo, że bardzo chętnie byłaby z Nim poszła.)
      Kochała Ona swego Syna tak bardzo, że pozwoliła Mu iść tylko z największym bólem i udręką. Można by powiedzieć, że była Ona z Nim zjednoczona tak jakby byli jednym ciałem. Była Ona od Niego więcej zależna jak brat od siostry, albo ojciec od matki. Tylko w Jego pobliżu było Jej dobrze. Odsunęła się jednak i pozostała w domu. Od tego czasu widywała Go tylko przelotnie. Takim postępowaniem okazała swoją pokorę, aby się także ludzie, a zwłaszcza kobiety uczył być pokornymi.
      Czy odgrywała kiedykolwiek pierwszą rolę przy ołtarzu, albo przy Mszy św.? Odsuwała się Ona stale, pomimo, że była najwyższym, najdoskonalszym stworzeniem.
      Jest Ona wyższa godnością aniżeli wszyscy kapłani i zakonnicy razem wzięci! Jest
      Ona najwyższą i wybraną przez Boga, aby kierować kościołem, Jej symbolem jest wielki znak, Matki Odkupiciela. Jest Ona także Królową Aniołów.
      Wszystkim ludziom musielibyśmy powiedzieć, że pomimo takiej godności usuwała się skromnie w domowe zacisze.
      Nie jest wskazane, aby kobieta zajmowała eksponowane stanowiska np. minister, doktor nauk i diabeł wie jak się to wszystko nazywa. To nie jest dobrze, że są one na stanowisku z zaniedbaniem swych obowiązków domowych, rodzinnych. Nawet najmniejsza służba gospodyni domowej, która całym sercem służy Bogu, znaczy więcej, jest bardziej wartościowa, aniżeli najwspanialszy referat, najlepszy i najpiękniejszy, który wygłasza pani doktor, nawet chociaż jej przemówienie nadawane jest przez radio, prasę i telewizję. Taka kobieta jest w opinii Tych u Góry (Niebie, wskazuje do góry) mniej warta, aniżeli matka, która dźwiga swój codzienny krzyż, wychowuje dobrze swoje dzieci, przyjmuje z miłością poczęte dziecko. Jeżeli znosi wszystko cierpliwie i wykonuje najniższe posługi, opiekuje się i pielęgnuje dzieci, wychowuje, czyści i szoruje, stoi wyżej w opinii “Klanu Trzech”
      (Trójcy Świętej) tam u Góry aniżeli kobieta, która chce nie wiadomo czego.
      Tu można by zastosować to powiedzenie:, „Kto się poniża będzie wywyższony itd.,
      Jeżeli kobieta nie chce wziąć na siebie domowych obowiązków i dąży wyżej, nie może w większości wypadków pozostać pokorną. cdn

      • Elizeusz pisze:

        cd.: Wszystkie kobiety, które chcą się wznieść wyżej, będą nisko w niebie (jeżeli będą),
        wszystkie natomiast, które się poniżają będą wywyższone, są na dobrej drodze. Osiągają one dla swych rodzin i narodów o wiele więcej łask, aniżeli kobiety, które chcą błyszczeć.
        Równocześnie z tym ich wygodnictwem dochodzi do spędzania płodu, co jest także wynikiem ich pychy. Nie chce taka być domową “Lalą”, która musi wychowywać dzieci. Chce ona czymś być i błyszczeć. To jest także jeden z powodów, dla którego wiele dzieci zostaje mordowanych w łonach matek.
        Jest wprawdzie wiele matek, które są rzeczywiście w wielkiej biedzie, takim kobietom trzeba pomagać radą i materialnie. Powinny one donosić swe dziecko, nawet wtedy, kiedy im jest bardzo ciężko. Przyniesie im to błogosławieństwo.
        Jeżeli by kobiety stały przy kuchni i przygotowywały mężom porządne pożywienie, nie byłoby tak wiele rozwodów, jak to jest obecnie. Gdyby kobiety lepiej wypełniały swe obowiązki domowe i przygotowałyby swym mężom o wiele przytulniejsze zacisze domowe, nie byłoby tyle sporów i rozłączeń. Gdyby mężczyźni i kobiety żyli czysto przed małżeństwem, nie pozwalali sobie na przygodne miłostki… byłoby o wiele więcej zdolnych do ofiar i wyrzeczeń partnerów, i nie byłoby tak wiele wykolejonych małżeństw.
        Jeżeli przed małżeństwem, nie nauczyli się tego, czym jest ofiara i wyrzeczenie, w jaki sposób z takich partnerów może powstać rodzina? Z ich punktu widzenia wymaga małżeństwo za wiele ofiar i wyrzeczeń, Tak to jest obecnie, tak się postępuje i tak też to będzie… (taka będzie w wieczności nagroda jak się tu postępuje).
        Nie tak bardzo wiele ludzi, którzy przedtem żyli miłostkami, lub na “dziko” w małżeństwie, zdecyduje się później na prawdziwe małżeństwo (weźmie ślub kościelny i będzie żyło po chrześcijańsku).
        Przy tym trudno jest człowiekowi, który przez długie lata żył jak mu się podobało – znowu zastanowić się nad sobą i poprawić się. Nawet wtedy, gdy chce on zmienić swoje życie, jest mu o wiele trudniej to uczynić, aniżeli człowiekowi, który nie prowadzi takiego życia, który nie włóczył się tu i tam, aby zerwać rodzynkę, a gdzie indziej “rzodkiewkę”, według chwilowej zachcianki. (str. 121/122)

      • Kaśka pisze:

        Jest mnóstwo przykładów kobiet, które łączyły obowiązki matki i żony z obowiązkami zawodowymi. Na przykład Joanna Beretta Molla. Mnóstwo kobiet otrzymało od Boga rolę naprawy tego świata: Hanna Chrzanowska, oraz wiele, wiele innych. Były to kobiety na świeczniku, a nie tylko zamknięte w domu. Przykładem koronnym jest św Katarzyna Sieneńska – zaangażowana w politykę!
        Klan Trzech??? Co to ma być?????
        Ludzie, błagam, reagujcie!

        • wobroniewiary pisze:

          No ja różne rzeczy słyszałam na egzorcyzmach, jak szatan kpi z Matki Bożej czy z Jezusa – ale nie publikuję tego, bo to… boli 😦

          Pamiętam raz jak powiedziałam do Maryi w sercu „Mamusiu, ja już nieraz słyszałam bluzgi, wyzywanie mnie to codzienność, i jestem grzesznicą, to pozwól, że Cię przytulę i zatkam Ci uszy, abyś Ty nie słuchała, a tylko ja będę to słyszeć…”

          A wielu ludzi podnieca się tym, co mówi diabeł albo jeszcze lepiej, w jednym zdaniu bluzgi i „Jezus, Mario”

        • Ola pisze:

          Ja akurat z większością tego ,co napisał Elizeusz – zgadzam się . Niestety taki jest świat doczesny ,którego panem jest wiadomo kto. Bardzo łatwo wpaść w pułapkę pychy ,zaufania sobie samemu i uczynieniu z siebie boga. Myślę ,że niewiele jest kobiet ,które uczciwie w duchu chrześcijańskim łączą swoje obowiązki bycia matką, żoną z byciem panią biznesu ,czy kimś na wysokim poważnym stanowisku, wydaje mi się ,że bycie człowiekiem sukcesu często koliduje z pokorą ,skromnością , całkowitą zależnością od Boga i byciem przed Nim jak dziecko . Po prostu albo wybieramy bycie biblijną Ewą ,która skorzystała ze źle pojętej wolności w sposób grzeszny ,popadając w niewolę grzechu,albo wybieramy całkowite poddanie Bogu ,wybierając Maryję ,która nie była Panią sukcesu. Myślę ,że kobiety ,które osiągnęły świętość ,a które łączyły uczciwie po chrześcijańsku obowiązki matki i żony z jednoczesnym byciem kimś na wysokim stanowisku , miały ważne misje do spełnienia i do tego Bóg widocznie je powołał .

        • Paulina pisze:

          Dobrze powiedziane – „otrzymały rolę”. Tym samym realizowały swoje powołanie, które otrzymały od Boga. W tekście mowa o kobietach, które raczej rezygnują ze swojego codziennego powołania, bo chcą „błyszczeć” i „spełniać się zawodowo”, jak to dziś często słyszymy. Taka postawa może się nie podobać Panu Bogu, który dał nam Maryję za wzór kobiecości.
          Proszę się najpierw wczytać i zastanowić nad przesłaniem, bo można niechcący odrzucić jakąś pożyteczną naukę. Pozdrawiam i z Panem Bogiem

        • Kaśka pisze:

          Dziewczyny, można być matką i żoną spełniającą swoje powołanie w domu, a być pełną pychy. Można też być kobietą na stanowisku, która łączy oba powołania i być bardzo pokornym. Tu nie ma łatwych rozwiązań, że powiemy kobiecie ,,siedź w domu, zajmuj się rodziną, wygaś ambicje, to będzie dobrze na świecie i w twojej rodzinie. według mnie to uproszczenie. Trzeba mówić każdej żeby indywidualnie odczytywała swoje powołanie. Owszem, rodzina na pierwszym miejscu! Ale to nie oznacza, że już nic więcej nie można robić.
          Joanna Beretta Molla jest najlepszym tu przykłądem, ona nie otrzymała jakiegoś specjalnego zadania, po prostu żyła pracując zawodowo i wychowując dzieci. Dziewczyny, teraz trudno jest utrzymać rodzinę gdy tylko jedna osoba pracuje. Nie wywołujmy poczucia winy u matek, które pracują bo muszą (każdą taką można posądzić o ambicję).
          Ja osobiście uwielbiam św Teresę Benedyktę od Krzyża – jest dla mnie przykładem katolickiej feministki (pozwolę sobie tak określić). Pozostawiła po sobie bardzo wiele zapisków o prawdziwej kobiecości przeżywanej po bożemu, z którą może utożsamić się każda dzisiejsza kobieta.

        • Ola pisze:

          Jeżeli Bóg powołuje do łączenia obowiązków żony ,matki z ambitna pracą na stanowiskach ,to wg mnie ma w tym Swój plan . Jednak bycie matką i żona to jest jak gladiator mnie ogromny trud ,mnóstwo obowiązków ,kompletny brak czasu dla siebie i to nie znaczy ,że mam porządek w domu ,bo mam totalny bałagan,bo i sprzątnąć nie mam czasu ,tak więc tu muszę stanąć w pokorze i trwać w swoim powołaniu matki i żony. Starać się naśladować Maryję,a nawet trwać w pokorze wówczas ,gdy ktoś mnie znieważny ,być tak jak Maryja, pięknie jest opisane Jej życie w książce ” Życie Maryi w wizjach wielkich mistyczek”. Ja godzę się na bycie ” kurą domową” ,choć czasem potrzebuję się wyżalić ,tak po prostu ,bo jestem tylko człowiekiem.

        • Ola pisze:

          Coś mi słowo się wkradło ,ten ” gladiator” nie potrzebny 😉 ,miało być ,że jest to ogromny trud ,pochłania cały czas itp.

        • Ola pisze:

          Tak mi teraz przyszlo do głowy ,że wszyscy bez wyjątku jesteśmy powołani do pokory i uczciwości niezależnie od stanowiska pracy . Pewna pani ginekolog nie przepisuje ,nie proponuje antykoncepcji przez co jest brzydko mówiąc nikim w środowisku lekarzy . Ale ona trwa w pokorze ,przyjmuje to ,co ma,nie walczy o swoje.

        • Monika pisze:

          Czytając Wasze budujące i mądre wpisy nasunęła mi się na myśl pewna niewiasta, o której warto poczytać, kobieta szukająca i odnajdująca Wolę Bożą – bo w tym wszystkim ważna jest właśnie ta gotowość:
          „gotowe jest serce moje, o Boże mój,
          gotowe jest serce moje na pełnienie Woli Twojej.”
          Tą kobietą jest MATKA ŻYWEGO RÓŻAŃCA – SŁUGA BOŻA PAULINA JARICOT.
          O Niej, także jako o naszej Patronce
          – tych, którzy należą do Żywego Różańca poczytamy np. tu:
          https://dobregopasterza.org.pl/matka-zywego-rozanca-sluga-boza-paulina-jaricot/

    • K pisze:

      Ja tak miałam. To troszkę później przeszło. Odrzucało mnie od wszystkiego czym wcześniej żyłam (hobby, zainteresowania). Wszystko co ,,ziemskie” (np centrum handlowe, reklamy) mnie aż odrzucało. Z drugiej strony czułam bardzo mocno obecność Boga, modlitwa sprawiała mi przyjemność. Potem raptownie to źródło szczęścia też zgasło – Pan Bóg zabrał poczucie swojej obecności, modlitwa stała się udręką. Mogłam tylko jęczeć o ratunek. To tak jakby Pan Bóg ponownie wartościował moje życie. Po czasie (kilkanaście miesięcy w moim przypadku) powoli zaczęło się wszystko układać. Oczywiście wtedy kiedy to się działo nie miałam pojęcia do czego prowadzi. Pamiętam to doświadczenie jako bardzo trudne. Nikt za bardzo nie mógł mi pomóc. Księża mnie nie rozumieli, rodzina, znajomi. Myślałam, że to z winy grzechów ciężkich, które na pewno popełniam, ale w rachunku sumienia nie znajdowałam takich, zatem dzieliłam włos na czworo, biegałam do spowiedzi, wypytywałam spowiedników co jest grzechem, a co nie, zachowywałam się jak neurotyk i tak też byłam odbierana. I do tego uczucie samotności, wyobcowania. Nie umiałam nazwać tego co czuję, co się dzieje ze mną. Po kilku miesiącach wszystko zaczęło wracać do normy, nie odbieram już świata jako tylko profanum, wszystko się poukładało na nowo.
      Jedną mam radę: ufaj, ufaj, ufaj. Tylko to mnie przeprowadziło przez ten czas, bo w moim przypadku naprawdę znikąd pomocy. Codzienna Eucharystia dawała mi siły.

      • Ola pisze:

        W czerwcu minie 2 lata odkąd zaczęłam się nawracać, wówczas to doświadczyłam ogromu łask Bożych, doświadczyłam łaski dostrzeżenia totalnej marności tego świata,w czym do dzisiaj trwam ,od tamtego momentu pragnę słuchać jedynie pieśni WMU (moja córka bardzo lubi te pieśni ) ,lub też innych pieśni w charakterze podniosłym pełnym czci dla Boga i Matki Bożej ,każdy program w TV stał się dla mnie udręka ,zapragnęłam żyć w ubóstwie ,zaczelam wzruszać się ludźmi bezdomnymi ,na ich widok pragnę ich wspomóc ,pragnę mówić im o tym ,że Bóg ich kocha . Po prostu moje życie całkiem się zmieniło ,natomiast odkąd uczestniczę w nowennie pompejańskiej za kapłanów i osoby konsekrowane , zły zaczął uderzać …zaczął mi pokazywać jak to mi ciężko ,jak to mój mąż w niczym nie pomaga,choc generalnie nie przeszkadzalo mi to prawie nigdy ,bo lubię dawać siebie ,lubię służyć . Po prostu zły zaczął intensywnie pracować w moich myślach i wykorzystywać moje zmęczenie.

        • beat pisze:

          Trzymaj sie Olu poczatki sa ciezkie wiem bo tez tak mialam 16 lat temu
          ale jestem szczesliwa ze moge sie modlic kochac Boga i czlowieka Maryja bardzo mi pomogla i pomaga modlitwa ROZANIEC OREDZIA PRAWDZIWE ZYCIE W BOGU
          MSZA SWIETA
          mam wiele prob slabosci agresji ze strony niewierzacych ale modlitwa wszystko lagodzi wolam do Swietych do Aniolow
          Wyplyn na Glebie
          z Bogiem Jezu Ufam Tobie

    • M. pisze:

      Znam pewną osobę, którą ma 2 dzieci w wieku przedszkolnym, które są rozkapryszone (łącznie z jedzeniem), a zwłaszcza jedno z nich jest tak „wymagające”, że jak czegoś nie dostanie to niemal w histerię popada. A ona biedna to wszystko znosi. Ma, jak to się mówi, anielską cierpliwość do swych dzieci. Niemal wszyscy się dziwią jak ona to wytrzymuje. Widocznie Pan Bóg daje jej siły.
      Święty Paweł napisał, że Miłość wszytko przetrzyma. Widać to w sytuacji tej osoby, widać to w matczynej miłości.

    • ŁASKAwawa pisze:

      Tak to działanie Pana Boga w tobie. Zaczynasz patrzeć i odczuwać jego sercem i oczami. Ja tez tak miałam przez pierwsze 2 lata po nawróceniu… sprzedałam świeckie książki i kupiłam duchowe, wyrzuciłam wszystkie złe rzeczy z domu, oczyściłem go zupełnie, zbędne ubrania, lubiłam tylko rozmowy o Bogu, a wszelkie inne mi ciążyły. Ludzie „nie idący ta droga” po woli się będą oddalać przez twoja niechęć do ich świeckich spraw, a będzie się przybliżał Pan Bóg. On będzie się stawal najblizszym przyjacielem. O tym mówi św. Teresa z Avila w Drodze Wewnętrznej- dla mnie to był strzał w 10 np. bylam już w zakonie ale odwiedzała mnie ciotka, i niepostrzeżenie długo plotkowałyśmy, nie wiedziałam czy to do końca dobre i wtedy przede mną stanął z surowym wyrazem twarzy, ty nie będziesz rozmawiać ze świeckimi, ale z aniołami – mniej więcej i Alicja Lenczewska w Świadectwie. Najważniejsze, żeby to trzymać bo jak tylko popuscisz to potem jakby trzeba iść pod górę i jest mega ciężko. Ja tak podpuściłam wychodząc znów do światowych ludzi i spraw… bo mnie niby sytuacja i racjonalizm rodziny przekonał, a powinnam zawierzyć tylko Bogu. I dziś wiem ze by się udało. A tak to walka jest na całego, bo i grzech wrócił i zamęt w sercu. Nie polecam cofania się 🙂 ale u mnie to pragnienie Boga na szczęście jest tak silne. Nie mogę wytrzymać połowy dnia bez duchowej strawy Biblii lub jego słów mistyków. Taki głód duszy non stop. Także mam nadzieje ze będzie dobrze… Tylko ja poszłam droga książkowa, cisza i samotnością, ty jako mama możesz mieć inna drogę także może przez wspólnotę 🙂 pozdrawiam ciepło.

  9. Elizeusz pisze:

    Może parę uwag i dopowiedzi do treści Gł. Wpisu:
    1. Na początku ks. A. Skwarczyński wspominając o postępującej protestantyzacji Kościoła Katolickiego, mającej swój początek na SWII, mówił/pisał (a jest to fragment wyjęty z komentarza nr 2 widzenia Tomasza): … Między innymi nasze świątynie opustoszały: wyrzucono na śmietnik figury i obrazy świętych, a nawet relikwie, obecne wtedy w każdym ołtarzu…
    W zupełności zgadza się to z tym, co przymuszony mocą Boża, na polecenie kapłana/egzorcysty mówił w czasie egzorcyzmów opisanych w książce o. Bonawentury Meyera „Ostrzeżenie z Zaświatów” demon Akabor (upadły anioł z chóru Tronów: Kolo 1,16):
    „Już Katarzyna Emmerich powiedziała więcej jak przed stu laty. Było to w Rzymie. (Miała ona widzenie, w którym widziała Rzym, Watykan). Widziała go (Watykan), a dookoła niego był głęboki rów, za rowem stali niewierni. W środku Rzymu w Watykanie stali katolicy. Wrzucali do rowu ołtarze, swoje figury, swoje relikwie, prawie wszystko do tego głębokiego rowu, aż ten rów się prawie wypełnił… I oto… takie czasy przeżywamy obecnie (krzyczy przeraźliwie). Wtedy, kiedy rów został napełniony mogli niewierni (innowiercy) przejść. (…). A wielu z was katolików, jest tak głupich, że wychodzę im naprzeciw. C jednak (innowiercy) nie chwieją się. (Nie zmieniają swej wiary, obrządków, zwyczajów).” (14.VIII.1975r., str. 45).

    2. Na początku komentarza nr 1, ks. A. Skwarczyński pisał o tym, że 101 lat temu Maryja stała na tle słońca, w nie obleczona i nim zarządzająca w ramach „cudu” w obliczu na ciemności, zakrywających te słońce, które jednak wzejdzie nad oczyszczoną ziemią i zacznie się Nowy Świat Bożego Królestwa.
    O wymowie tego cudu, tak mówi Matka Boża w Orędziu nr 137 zatyt. «Cud słońca»:
    „Wspominacie dziś z radością znak dany wam przeze Mnie sześćdziesiąt lat temu na ziemi, którą wybrałam, aby się ukazać. Nazywacie go cudem słońca.
    Tak, synowie, także słońce – podobnie jak wszelkie stworzenie – jest posłuszne prawom ustanowionym przez ich Stwórcę (por. Syr 43,2.5). Czasem jednak jego zachowanie może się zmienić, gdy Bóg tego zażąda. (por. Joz 10,12n i Syr 46,4).
    Także słońce – jak wszystkie inne byty stworzone – jest posłuszne Bożym rozkazom (por. Ps 135,6).
    Przez ten cud chciałam wam ukazać, że Moje zwycięstwo polegać będzie na doprowadzeniu ludzi do uległego posłuszeństwa woli naszego Boga.
    Słońce jest źródłem światła. Ziemia wypuszcza kiełki i otwiera się na jego ciepło. Żyjecie na tej ziemi dzięki światłu, które słońce wam daje. Wasza działalność zaczyna się z jego wschodem, a o jego zachodzie kończycie wasze prace.
    Chciałam wam również ukazać, iż Moje zwycięstwo polegać będzie przede wszystkim na doprowadzeniu do tego, że światło znowu zabłyśnie nad światem i nad Kościołem. Świat rozświetli się na nowo, ponieważ cały odda się adoracji i uwielbieniu Boga.
    Kiedy zostaną rozproszone wszystkie ciemności błędu, niewierności i grzechu – które obecnie zaciemniają Kościół – wtedy rozbłyśnie w nim na nowo światło Prawdy, łaski i świętości. Jezus tak bardzo zajaśnieje w życiu Kościoła, że stanie się on najsilniejszym Światłem dla wszystkich narodów ziemi.
    Największe zwycięstwo Mojego Niepokalanego Serca Mamy polegać będzie na doprowadzeniu do tego, że Jezus zajaśnieje we wszystkich duszach Moich dzieci.
    Niektórzy z obecnych tu myślą: «Gdyby cud słońca się powtórzył, byłoby to cudownym znakiem!»
    A przecież powtarzam go codziennie dla każdego z was! Kiedy was wiodę drogą Mojego Syna, kiedy wam pomagam wyleczyć się z grzechu, kiedy was prowadzę do modlitwy, kiedy was wychowuję do świętości – wszystko to jest światłem słońca, które czynię coraz bardziej jaśniejącym w waszych duszach i w waszym życiu: światłem słońca Mojego Syna Jezusa.
    Cud słońca, który się tutaj dokonał, był zatem tylko znakiem. Oczy obecnych ujrzały nadzwyczajne zjawisko, które wielu doprowadziło do wiary w działanie waszej Mamy. Jej zadaniem jest bowiem zapalanie w sercach wszystkich ludzi światła Jezusa, prawdziwego Słońca świata. (Fatima, 13.10.1977) cdn

    • Elizeusz pisze:

      cd.: … Zbliża się więc potop ciemności, mający z dnia na dzień pochłaniać ziemię, stającą się polem decydującej bitwy między Michałem i jego aniołami oraz Smokiem…
      Zaiste zbliża się ów potop ciemności, o czym Matka Boża tak mówiła w Orędziu nr 449f zatyt. «Papież Mojej Tajemnicy»:
      „Kiedy Papież (JPII) wypełni zadanie powierzone mu przez Jezusa i kiedy Ja zstąpię z Nieba, aby przyjąć jego ofiarę, wszystkich was ogarnie gęsta ciemność odstępstwa, które stanie się wtedy powszechne”. (13.05.1991) a także:
      w Orędziu nr 539b-d zatyt. «Moja tajemnica»:
      „Moja tajemnica dotyczy Kościoła.
      W Kościele osiągnie szczyt wielkie odstępstwo, które szerzy się na całym świecie. Rozłam dokona się poprzez całkowite odejście od Ewangelii i prawdziwej wiary. Do Kościoła wejdzie człowiek nieprawy, który sprzeciwia się Chrystusowi i nosi w swoim łonie ohydę spustoszenia, popełniając w ten sposób straszliwe bluźnierstwo, o którym mówił prorok Daniel (Mt 24,15).
      Moja tajemnica dotyczy ludzkości.
      Ludzkość osiągnie szczyt zepsucia i bezbożności, buntu przeciw Bogu i otwartego sprzeciwu wobec Jego Prawa miłości. Pozna ona godzinę swej największej kary, która została wam przepowiedziana przez proroka Zachariasza (Za 13,7-9).
      Wtedy miejsce to ukaże się oczom wszystkich jako promienny znak Mojej matczynej obecności w ostatecznej godzinie waszego wielkiego ucisku. Stąd Moje światło rozszerzy się na wszystkie części świata, z tego źródła wypłynie woda Mego boskiego miłosierdzia, które zstąpi na was, aby wylać się na suszę świata, który stał się obecnie ogromną pustynią’. (11.03.1995).
      O narastającej ciemności Matka Boża mówiła już wcześniej po śmierci papieża Pawła VI:
      „Otrzymałeś również znak. Oto jego znaczenie. Wkrótce wszędzie z g a ś n i e ś w i a t ł o. Ci, których wezwałam, chronią się w Moim Niepokalanym Sercu. To jest miejsce, gdzie jeszcze będziecie mogli widzieć; schronienie, które was przyjmie; droga, która doprowadzi was do Boga.
      Ciemność ogarnie Kościół i stanie się jeszcze intensywniejsza, gdy twoja Niebieska Mama przyjmie duszę Swego pierwszego umiłowanego syna, Papieża Pawła VI, który właśnie dopełnia swej ostatniej ofiary.
      Dopóki będzie żył, dopóty będę jeszcze mogła – dzięki jego bolesnemu męczeństwu – powstrzymywać ramię Bożej sprawiedliwości. Po jego śmierci wszystko jednak się pogorszy.
      Kościół pogrąży się w błędzie, który zostanie przyjęty i rozprzestrzeni się. Odstępstwo – rozszerzające się już teraz jak oleista plama – osiągnie swój szczyt.
      Uderzeni zostaną Pasterze i powierzona ich opiece owczarnia. Pan dopuści, że przez jakiś czas Kościół będzie jakby opuszczony przez Niego.
      Ciemność zgęstnieje nad światem, który dojdzie do szczytu zdeprawowania. Im bardziej będzie zepsuty, z tym większym uporem będzie szedł drogą buntu przeciwko Bogu, bałwochwalstwa, bluźnierstwa i bezbożności.
      Przez to świat sam ściągnie na siebie to, co dopuściła Boża Sprawiedliwość dla jego całkowitego oczyszczenia: ciemność, ogień i krew.
      Będzie to czas męczenników, którzy w wielkiej liczbie przeleją krew oraz czas tych, którzy przeżyją i będą zazdrościć prześladowanym i zabijanym.
      Wtedy dopiero zostanie zrozumiane wszystko, co dla was uczyniłam… (147c-k, 10.02.1978) cdn

      • Elizeusz pisze:

        cd.: Ta decydująca bitwa nie będzie tylko miedzy św. Michałem Archaniołem i jego aniołami ze Smokiem, lecz, ale o tym niech, powie sama Matka Boża (już kiedyś zamieszczałem to na blogu):
        Z Orędzia nr 314 zatyt. «Dwa zastępy»:
        „Z miejsca, w którym objawiłam się jako Niewiasta obleczona w słońce, wzywam was wszystkich do zgromadzenia się wokół waszego Niebieskiego Wodza.
        Oto czasy wielkiej bitwy między Mną a potężnym zastępem pod rozkazami czerwonego Smoka i czarnej Bestii. Ateizm marksistowski i masoneria stoją na czele tego zastępu zgromadzonego po to, aby całą ludzkość doprowadzić do zaprzeczenia istnieniu Boga i do buntu przeciw Niemu.
        Na czele tego zastępu stoi sam Lucyfer, powtarzający dziś swe wyzwanie skierowane przeciwko Panu, aby samemu otrzymać cześć należną Bogu. Walczą po jego stronie wszystkie demony, które obecnie rozeszły się z piekła po ziemi, aby jak największą liczbę dusz doprowadzić do potępienia.
        Przyłączają się do nich wszystkie duchy potępionych i tych, którzy w tym życiu kroczą odrzucając Boga. Obrażają Go, bluźnią Mu, idą drogą egoizmu i nienawiści, zła i nieczystości. Ich jedynym celem jest poszukiwanie przyjemności, zaspokajanie wszelkich namiętności. Walczą o zwycięstwo nienawiści, zła, nieczystości.
        Oddział, który Sama prowadzę, uformowany jest z wszystkich aniołów i świętych Raju. Dowodzi nimi święty Michał Archanioł, stojący na czele niebieskich zastępów.
        To wielka bitwa. Toczy się ona zwłaszcza w sferze duchów.
        Na tej ziemi Mój zastęp tworzą ci wszyscy, którzy – zgodnie z łaską otrzymaną na Chrzcie Świętym – żyją w miłości, uwielbiają Boga i idą pewną drogą doskonałego zachowywania przykazań Pana. Są oni pokorni, ulegli, mali, miłosierni. Omijają zasadzki demona i nie ulegają łatwym pokusom przyjemności. Idą drogą miłości, czystości i świętości. Mój zastęp uformował się ze wszystkich Moich małych dzieci, dających Mi odpowiedź we wszystkich częściach świata i idących dziś za Mną drogą, którą im wyznaczyłam przez te lata.
        Dzięki Mojemu zastępowi zbliżam dziś zwycięstwo. Wraz z Moim zastępem przybliżam każdego dnia tryumf Mojego Niepokalanego Serca. Z Moim zastępem przygotowuję drogę, po której przyjdzie do was chwalebne Królestwo Jezusa. Będzie ono królestwem miłości, łaski, świętości, sprawiedliwości i pokoju.
        Z miejsca, w którym się objawiłam, powtarzam dziś Moje matczyne zaproszenie: zgromadźcie się dziś jak najszybciej w Moim zastępie! Nadeszła obecnie godzina wielkiej bitwy. Walczcie bronią Różańca Świętego i kroczcie drogą miłości do Jezusa, pogardy dla świata i samych siebie, drogą pokory, miłości, prostoty i czystości!
        Wtedy będziecie gotowi znieść wielkie próby, które wkrótce zaczną się dla Kościoła i ludzkości”. (Fatima, 13.10.1985) cdn

    • Elizeusz pisze:

      ks. A. Skwarczyński pisał też o tym, że, cytuję: „Jednak Niewiasta z Apokalipsy, trzymając się na uboczu, daje nam do zrozumienia, że nie będzie w tej bitwie brać udziału jako nasza Orędowniczka, gdyż jako „porwana na pustynię” będzie musiała pozostawić nas naszemu losowi na czas wylania się na ziemię Bożej sprawiedliwości”.
      Z treści przytoczonego przeze mnie Orędzia nr 314 o dwóch zastępach, jasno wynika, że Matka Boża będzie brała udział w tej bitwie! Zaś co się tyczy owej pustyni, na którą została porwana, właściwie to zbiegła na pustynię na miejsce przygotowane przez Boga (wedle Ap 12,6). Sama zaś o tym, w ten sposób mówi w Orędziu nr 202 zatyt. «Pustynia na którą się chronię»:
      „To jest Moja godzina. Jest to również godzina waszej walki, ponieważ zwycięskie działanie Niebieskiego Wodza, Niewiasty obleczonej w słońce, będzie się stawać coraz bardziej widoczne. Jeszcze przez p o ł o w ę c z a s u (Ap 12,14b!) muszę pozostać w schronieniu na pustyni. Tutaj dokonuję największych cudów, w ciszy i pokorze.
      Pustynia, na którą się chronię, to wy, synowie poświęceni Niepokalanemu Sercu, to wasze serca wysuszone licznymi ranami, zadanymi w świecie zbuntowanym przeciwko Bogu i Jego prawom, w świecie ogarniętym rozszerzającą się groźnie nienawiścią i przemocą.
      Wasze wysuszone serca, wasze spragnione dusze, Moi synowie, są miejscem, na którym Niebieska Mama znajduje teraz schronienie.
      Dzięki Mojej obecności pustynia ta zmienia się w kwitnący ogród – pielęgnowany przeze Mnie ze szczególną troską. (…). Wzrastacie i rozwijacie się, a Ja każdego dnia przemieniam waszą pustynię w najpiękniejszy ogród, którego zazdrośnie strzegę. (Fatima, 29.06.1980),
      a także w Orędziu nr 403 zatyt. «Dwa skrzydła wielkiego orła» (Ap 12,14):
      „Z powodu ataków Smoka pobożność Maryjna zmniejszała się coraz bardziej w ostatnich latach u wielu Moich wiernych, a w niektórych miejscach nawet zupełnie zanikła.
      Pomocą jednak dla waszej Niebieskiej Mamy stały się dwa skrzydła wielkiego orła. Wielki orzeł to Słowo Boże, zwłaszcza Słowo zawarte w Ewangelii Mojego Syna Jezusa.
      Orzeł symbolizuje jedną z czterech Ewangelii: Ewangelię według świętego Jana (Ap 4,7d), gdyż wznosi się wyżej niż inne i wchodzi w samo Serce Przenajświętszej Trójcy. Ewangelia ta głosi z mocą Boskość, odwieczność i współistotność Słowa a także – Bóstwo Jezusa Chrystusa.
      Dwa skrzydła orła – to Słowo Boże słuchane, kochane i zachowywane z wiarą; to Słowo Boże stosowane z miłością w życiu dzięki łasce. Dwa skrzydła wiary i miłości – czyli Słowo Boże, którego słuchałam i którym żyłam – pozwoliły Mi wznieść się ponad rzekę wszystkich ataków skierowanych przeciwko Mnie, ponieważ ukazały światu Moją prawdziwą wielkość.
      Następnie znalazłam schronienie na pustyni. Tą p u s t y n i ą, na której wzniosłam Moją stałą siedzibę, s ą serca i dusze wszystkich Moich dzieci przyjmujących i słuchających Mnie, całkowicie powierzających Mi siebie, poświęcających się Mojemu Niepokalanemu Sercu. Na tej pustyni, na której się znajduję, dokonuję dziś największych cudów.
      Czynię je w sercach i w duszach, to znaczy w życiu wszystkich Moich najmniejszych dzieci. Sprawiam, że idą za Mną drogą wiary i miłości. Przygotowuję je do przyjmowania, kochania i zachowywania Słowa Bożego. Pomagam im żyć nim każdego dnia konsekwentnie i odważnie.
      W ciszy i ukryciu – to znaczy na pustyni, na której się znajduję – działam z mocą, aby poświęceni Mi synowie wierzyli dziś w Ewangelię, pozwalali się prowadzić jedynie Mądrości Ewangelii i byli zawsze żywą Ewangelią. By pozwolili się przenieść ze Mną na skrzydłach wielkiego orła, to znaczy na skrzydłach wiary i miłości, przyjmując w waszych czasach Słowo Boże z miłością i żyjąc tylko Nim.
      Wielkie cuda – jakich dokonuję dziś na pustyni, na której się znajduję – polegają na takiej zupełnej przemianie życia Moich małych dzieci, by stały się odważnymi świadkami wiary i przykładami jaśniejącymi świętością. W ten sposób każdego dnia w ciszy i ukryciu przygotowuję Moje wielkie zwycięstwo nad Smokiem – przez tryumf Mojego Niepokalanego serca w świecie. (6.05.1989)

      • Elizeusz pisze:

        Ale Maryja, zapowiada bliski już czas opuszczenia tej pustyni, na którą była się schroniła, o czym tak mówi w Orędziach nr:
        205h
        „Nadszedł Mój czas. Już wkrótce – w decydującej fazie Mej bitwy – wyjdę z pustyni, na której się znajduję”. (16.07.1980)
        381bc
        „Nadeszły Moje czasy i mam właśnie opuścić pustynię, na której się znajduję, dla dokonania Moich wielkich cudów i odniesienia Mojego zapowiedzianego zwycięstwa.
        Dlatego właśnie potrzebuję was dzisiaj, najmilsi synowie. Poprzez was – którzy całkowicie powierzyliście Mi siebie, dokonując aktu waszego doskonałego oddania się – chcę zlać na cały świat światło Mego Niepokalanego Serca. Chcę działać za waszym pośrednictwem. Chcę kochać i zbawiać przez was. Pragnę się wszystkim ukazać i odnieść dla was tryumf Mojego Niepokalanego Serca”. (1.05.1988)

      • Quis ut Deus pisze:

        W moim rozumieniu: Nie jest napisane, że nie będzie brać udziału, tylko nie będzie brać udziału jako NASZA ORĘDOWNICZKA.
        Jest moment w Apokalipsie (Ap 8, 1-4), kiedy to anioł z kadzielnicą zbiera modlitwy ludzi i zanosi je przed tron Boży.
        Z komentarza tego fragmentu PŚ: „Złamanie siódmej pieczęci i ostateczne otwarcie zwoju nie kończą trudnych doświadczeń, wśród których wypełnia się plan Boga. Cisza w niebie to milczące uwielbienie Boga oraz moment przygotowania się siedmiu aniołów z trąbami.Obwieszczą oni dalsze wyroki Boga. Zanim to nastanie, anioł dokonuje liturgii kadzenia na ołtarzu w niebie.
        Składa na nim także modlitwy wszystkich świętych, czyli chrześcijan modlących się na ziemi. Modlitwa wiernych zostaje przyjęta i wysłuchana.
        Jej konsekwencjami są następne wydarzenia, poprzedzone zrzuceniem na ziemię żaru Bożej kary. Bóg odbywa sąd nad prześladowcami świętych.”
        Na jednym z ostatnich spotkań u ks.Adama wspominał On właśnie o momencie, w którym niebo zamknie się już na modlitwy ludzi, więcej nie będą wysłuchiwane.
        Być może właśnie wtedy Orędownictwo Maryi ZA NAMI (z naszymi modlitwami przed tronem Bożym) nie będzie już możliwe, co nie wyklucza walki z siłami ciemności.
        Takie rozumienie korespondowałoby z tym fragmentem:
        (…) Ci, którym udało się choć złapać za jej burtę, zaraz zaczynali wzywać Boga, prosząc o ratunek. Wielu jednak odpadało i znikało w odmętach. Ci, którzy jednak dostali się do łodzi, wołali błagalnie Boga o pomoc jeszcze mocniej. Wielu chciało uchwycić się tego masztu, żeby wstać choć na chwilę – myśleli, że Bóg usłyszy lepiej ich wołanie widząc, jak trzymają za ten maszt. Jeden z ludzi wołał tak rozpaczliwie, z taką wiarą wyciągając jedną dłoń, że nagle na tym czarnym niebie pojawiło się światło.
        Odebrałem to tak, że to światło pojawiło się, gdyż taka była wola Boga. On to światło wysłał ze swojej woli, A NIE OD TYCH WOŁAŃ. (…)
        Ale to tylko „być może”.

  10. Beata pisze:

    O MARYJO BEZ GRZECHU POCZĘTA MÓDL SIĘ ZA NAMI GRZESZNYMI I ZA NIEPRZYJACIÓŁMI KOŚCIOŁA ŚWIĘTEGO I POLECONYMI TOBIE – Matko Boża miej w opiece Ewę

    • Ola pisze:

      Niepokalane Serce Maryi, zatryumfuj już teraz, odnoś zwycięstwo w naszych sercach, w naszych rodzinach. Niepokalane Serce Maryi, przyczyń się za nami, za całą duchową rodziną WOWiT, za adminami strony, za kapłanami, którzy pozostali wierni Tobie, Matko Najświętsza, przyczyń się za nami, posługuj się nami, tak jak Ty chcesz, abyśmy byli posłusznymi narzędziami w Twoich Niepokalanych dłoniach, dla ratowania dusz ludzkich gdziekolwiek nas posyłasz. Chwała Tobie Panie za tę stronę, bądź Uwielbiony Panie w posłudze tych wszystkich ludzi, którzy walczą dla Niepokalanej, bądź Uwielbiony w tym wielkim dziele jakim jest WOWiT.

  11. babula pisze:

    Gdy nadejdzie czas bardzo trudny wielu powie Dlaczego? Dlaczego to nas spotyka przecież nic złego nie zrobiliśmy, nikogo nie zabiliśmy, byliśmy wierni kościołowi …a odpowiedź jest: spotyka to was , Dlatego, ze robiliście to co Złe, zabijaliście słowem, obrazem, muzyką, wprowadzaniem złych obyczajów, zabijaniem dzieci i starych niedołężnych ludzi i byliście wierni kościołowi szatana..i po to są te objawienia byśmy byli uprzedzeni i nie mówili „Dlaczego”.
    A ja też ginę w tym oceanie bo wciąż nie ma we mnie miłości.

  12. Elizeusz pisze:

    W treści komentarza nr 2, ks. A. Skwarczyński napisał, cytuję:
    „jednak Jan XXIII nie posłuchał Jej, gdyż miał własne plany: chciał zwołać sobór „ekumeniczny”, sadzając w ławach obok siebie katolików, prawosławnych i protestantów na równych prawach. Zemściło się to okrutnie na Kościele: prawosławni i protestanci wystąpili w roli „obserwatorów” (nie chcieli pozwolić katolikom dyktować sobie czegokolwiek i ustąpić nam choćby na milimetr), jednak pozwolono im przemawiać na równi z ojcami Soboru i wpływać na jego decyzje i dokumenty!”.
    Ntt. w czasie egzorcyzmów opisanych we wspominanej już książce „Ostrzeżenie z Zaświatów”,
    inny z kolei demon Belzebub (upadły anioł z chóru Archaniołów, drugi co do godności anielskim po Lucyferze) mówił:
    B.: W 1958r. zaczął Jan swój pontyfikat, można by powiedzieć, że było to tylko chwilowe rozwiązanie, w każdym razie on został papieżem. Był on pobożny i chciał dobrze, myślał dobrze, chociaż nie zawsze mu to wychodziło, to co sobie zaplanował. W każdym razie zwołał Sobór, lepiej by było gdyby tego nie uczynił.
    E. (kapłan egzorcysta): Z jakiego punktu widzenia, “lepiej żeby tego nie uczynił?” W Imię… mów!
    B.: Z punktu widzenia Tych tam z Góry (wskazuje w górę). Było to mianowicie tak:
    Tam u Góry (w Niebie) nie było zaplanowane, aby później dziecko zostało wylane razem z kąpielą. Tego Ci tam u Góry, nie zaplanowali (wskazuje w górę).
    Ale tak, jak się teraz sprawa przedstawia, byłoby naprawdę lepiej, aby Sobór nie został zwołany
    (nie odbył się). Można by powiedzieć, że naprawdę były sprawy, które wymagały reformy, ale tak się teraz sprawa przedstawia – dziecko zostało wylane razem z kąpielą, tak, że te brudy
    (posoborowe) diabeł wie jak daleko, jak długo mogą płynąć… A przede wszystkim w wannie nie pozostało nic, jak tylko brud i gnój – po tym dziecku, które tam było.
    Z tym Soborem popełniono bardzo wielki błąd. Myślę, że Papież Jan nie darmo mówił na łożu śmierci (przerywa) On by się jeszcze dziś przewrócił w grobie, gdyby wiedział, jak się ta sprawa dziś przedstawia!!!
    Dojrzał to już na łożu śmierci, że nie było bardzo sensowne, zręczne, praktyczne. Wtedy było już jednak o wiele za późno. On nie wiedział, że ten Sobór będzie miał tak niszczące, rwące, burzące, straszne skutki, jakich jeszcze nigdy nie było.
    On myślał, że robi dobrze. Miał on dobrą wolę i myślał, że czyni wszystko dla dobra Kościoła. Chciał coś zreformować, co naprawdę powinno było być zreformowane.
    Czy on mógł wiedzieć, że później ci kardynałowie, ci imitowani (nieposłuszni), a nie ci dobrzy wyrwą mu berło z ręki i przewrócą, przekręcą wszystko w tak straszny sposób. Czy on mógł o tym wiedzieć? Czynił on to z dobrą wolą i dostał się także do nieba, w każdym razie został uratowany.
    On był pokorny i prawy, nie był on jednak za nadto zdolny (nie miał zanadto wielkiego talentu).
    W tym czasie powinien był być wybrany właściwie taki, który byłby wysoko uzdolniony i potrafiłby rządzić Kościołem, a berłem wywijać w ten sposób, aby berło to nie było tylko malowane.
    To spostrzegł on jednak za późno!!!
    Ale patrząc na całość (całościowo) było to jednak w planie (dopust Boży) Tych tam u Góry
    (wskazuje w górę), ponieważ Pismo Święte i wszystko musiało zostać wypełnione…
    Było to wszystko w Ich planie (dopust Boży), ale dla Tych tam u Góry jest to przykry widok, jak ta sprawa (“odnowy” posoborowej) się dziś przedstawia.
    Na łożu śmierci gorzko go to bolało, kazał więc przywołać niektórych ze swych poufnych, albo takich, o których sądził, że są mu oddani i powiedział im, że chciałby zawołać do świata: “Obym był jednak nie zwoływał tego Soboru! Widział on, jak straszne skutki przyniesie ten Sobór, ale nie mógł już jednak nic uczynić!
    Kiedy znalazł się na łożu śmierci, nie mógł już nic więcej uczynić, aby to wszystko cofnąć, odwrócić.
    Temu tam u Góry (wskazuje w górę) mógłby jeszcze w tej sytuacji tylko powiedzieć: „Boże odpuść mi, bądź mi miłosierny, daruj, że to zrobiłem”. Inni, ci pozornie poufni (przyjaciele) powinni przecież być tak dobrzy – o dla Boga! – i udostępnić tę wiadomość światu i następnemu papieżowi, (co
    Jan XXIII mówił na łożu śmierci o Soborze, że trzeba go zawiesić).
    E.: Mów prawdę, i tylko to, czego chce Najświętsza Maryja Panna! cdn

  13. Elizeusz pisze:

    cd. mojego wpisu (którego pierwsza część „zaginęła”, więc może Admin/Adminka blogu go odnajdzie i umieści we właściwym miejscu) o papieżu Janie XIII w kontekście zwołanego przez niego SWII, z wypowiedzi demona Belzebuba (upadłego anioła z chóru Archaniołów) w czasie egzorcyzmów:
    Ale jego udani poufni (przyjaciele) myśleli: – Ach ten jest już na łożu śmierci. Nie jest w pełni władz umysłowych (bredzi, ma gorączkę). Nie można odwołać raz zwołanego Soboru, nie można być chorągiewką, która ukierunkowuje się wedle tego jak zawieje wiatr itd.
    Sobór ten nie miał już żadnej kierownicy i hamulca, którą można by nim umiejętnie pokierować, względnie zatrzymać. W tym czasie (w międzyczasie) sprawy zaszły już tak daleko, że nie można było już nic uczynić. Ster został urwany. Kierownica została właśnie urwana ze śmiercią Jana XXIII.
    Naturalnie, my demoni mieliśmy także w tym swój udział. Staraliśmy się wyciągnąć korzyści z nadarzającej się okazji, owoce z tego wszystkiego. Czyniliśmy naturalnie wszystko, aby to nie mogło już zostać zatrzymane (aby Sobór nie był przerwany).
    Dlatego macie także te rwące i niszczące jak wezbrane górskie potoki skutki: niezgody, sprzeczności i diabeł wie, co jeszcze do tego. Ci jego poufni (przyjaciele) myśleli, że ma on (Jan XXIII) zwapnienie, sklerozę, lub coś podobnego. Przecież w późnej starości o to nietrudno. Kto wie czy on nie jest między innymi chory także na sklerozę i nie wie, co mówi, chcąc odwołać Sobór.
    Ci poufni (przyjaciele) powiedzieli między sobą, że w żadnym wypadku, nie może się to, co on mówił o tym wstrzymaniu Soboru – przedostać na świat. Teraz już doszło tak daleko te różne współzależności, wszystko tak omotane i poplątane, usidlane, jak ptaszek w sidle.

    Następnie przyszedł papież Paweł VI, inteligentny i uzdolniony, ale w jaki sposób miał powstrzymać albo odwołać to co poprzedni namotał. Poza tym Paweł VI z początku narobił także faktycznie błędów. Nie wiedział on o tym, co Jan XXIII powiedział na łożu śmierci. Spostrzegł się później, ale było już za późno. W każdym razie nie zrealizował tego ku swej wielkiej szkodzie. Podjął on nawet kroki, które jeszcze doprowadziły do upadku. Jego urzędowanie trwa już około 14 lat, a te14 lat były dla niego straszne. Dojrzał on wkrótce, że to co Sobór postanowił jest pustoszące, ale za późno. Dojrzał on już dawno swoje błędy, już przed latami, ale pomimo tego było już za późno.
    Kroczy on także teraz straszną drogą, drogą męczennika, jak to już musiały powiedzieć przede mną inne demony, że nie może on już więcej uczynić, w tej strasznej sytuacji, jak to
    teraz jest i jakie prądy wieją i porywają… O tych to porywających prądach (posoborowych) mówi się dziś, właśnie, jako że to wszystko jest z inspiracji Ducha Świętego; choćby np. to, że ten fałszywy (sobowtór) przyjmuje dyplomatów i polityków, jak mu właśnie przyjdzie do głowy, albo jego
    kardynałów, wtedy świat mówi: W każdym razie świat, który winien być wiernym papieżowi:
    “Duch Święty powiał, to pochodzi z Ducha Świętego, (co mówił “papież”).
    Większość ludzi nie wie jednak, że to nie ma nic wspólnego z Duchem Świętym… Teraz już nie chcemy nic więcej mówić.
    E.: Czy nie chcecie już więcej mówić? Belzebubie, ty jednak nie powiedziałeś jeszcze wszystkiego, co miałeś powiedzieć: Czy Sobór kierowany był przez Ducha Świętego, albo nie? W Imię… powiedz prawdę!
    B.: Z początku był, chwilowo obecny, ale już wtedy nie całkiem zawsze. (18 czerwca 1977r.)

  14. xxx pisze:

    W obec powyższego mam taką propozycję aby stworzyć HUSARIĘ ROZAŃCOWĄ NMP, złożoną
    TYLKO z mężczyzn Różę Różańcową. A ponieważ już jestem w Róży Rozańcowej w krucjacie za ojczyznę więc proponuję aby zawrzeć w niej wszelkie intencje miłe Bogu i te które nosimy w sercu przez Niepokalane Serce Maryi składane w Najświetszym Sercu Jezusa. Myślę że nazwa,, Husaria Różańcowa” zachęci wielu mężczyzn a dodatkowo informacja iż wystarczy jedna dziesiątka dziennie aby mieć zaliczony w niebie cały Różaniec zapracowany mężczyznom doda odwagi do działania. Sam piszę się wtedy na 2 tajemnice światła. Czekam na decyzję adminów i jestem gotów zaczynać.

    • wobroniewiary pisze:

      Już jest – Krzysztof napisał:
      Więcej o Wojownikach Maryi, wspólnocie dla mężczyzn w każdym wieku, w której posługuje ks. Dominik Chmielewski, można się dowiedzieć ze strony internetowej wspólnoty:
      http://www.only4men.pl/o-nas.html
      Mają też konto na facebooku – szukać Wojownicy Maryi Only 4 Men.

      • xxx pisze:

        Sprawdziłem Witek który poniżej informuje o wieku to prawda a więc spóźniłem się kilka lat. Będę musiał wnioskować o zawiązanie kółka starych ramoli NMP, albo jak mawia moja żona starych pryków😋.
        Pozostaje tylko modlitwa w ciszy i ukryciu, też pięknie.
        Dobrej nocy wszystkim.

        • Krzysztof pisze:

          Przykro mi, bo o górnej granicy wieku nie miałem pojęcia, a z tego co widziałem, na spotkaniach są obecni mężczyźni w różnym wieku Sam nie należę jeszcze do Wojowników Maryi, ale jestem ich sympatykiem. Dla zainteresowanych przystąpieniem do Wojowników Maryi polecam film z tzw. Przyrzeczenia Mieczy, wraz ze ślubowaniem, które pokazuje do czego zobowiązuje się każdy wojownik

        • Ania W. pisze:

          Jest jeszcze Męski Różaniec Warszawa ,więcej informacji na facebooku.
          Mężczyźni zbierają się na Starym Mieście w Warszawie w pierwsze soboty miesiąca, najpierw o 8.00 jest msza św,a później przejście pod figurę Matki Bożej i odmówienie jednej części Różańca.Tam nie ma ograniczeń wiekowych.

        • AnnaSawa pisze:

          ………..hahahaha „kółka starych ramoli NMP” …… :-D. Jak ja bym to mężowi powiedziała :)…

    • Quis ut Deus pisze:

      Kapitalny pomysł. Kapitalna nazwa!
      Only4men jest czymś innym, a tu chodziłoby konkretnie o Różaniec Św. w formie Róży.
      Od jakiegoś czasu szukam czegoś dla siebie, gdyby się zebrało nas więcej, wchodzę!

    • Witek pisze:

      Jednym z warunków zostania Wojownikiem Maryi jest wiek. Górna granica to 50 lat. Ja niestety w okresie przygotowania do zawierzenia, na jednym ze spotkań formacyjnych dowiedziałem się o tym i nie mogłem złożyć Ślubowania. Ale to wcale nie oznacza że nie mam odmawiać Świętego Różańca. Ot to takie kolejne cierpienie, które ofiarowuje Bogu…

      • AnnaSawa pisze:

        …poważnie tylko do 50-tki???/ Ja myślałam, że wiek nie ma żadnego znaczenia. W sumie to zastanawiające dlaczego?

        • Witek pisze:

          Kochani nie ma co żałować. Są różne formy ofiarowania się Panu Jezusowi w modlitwie Różańcowej. Niemniej jednak najważniejszą i wspólną dla wszystkich jest konsekwentne każdego dnia odmawianie Różańca, żyć tak aby starać się nie obrazić Pana Jezusa jakim kolwiek grzechem i nie skupiać się na sobie. Najlepiej zadbamy o nasze zbawienie jak skupimy się na Miłości do Boga i ludzi. Jak? Starając się nieustannie o zbawienie swoje, najbliższych oraz uwolnienie Dusz Częściowych. Jak? Być konsekwentnym w swoich wyborach. Jak mówię że odmowie Jeden Dziesiątek Różańca to uczynić to każdego dnia. Itd

  15. Krystyna S. pisze:

    a ja mam zapytanie, nie pamiętam ale chyba z książki ”szatan istnieje naprawdę ”w czasie egzorcyzmu szatan śmieje się i cieszy że w czasie mszy św..Baranku Boży który gładzisz grzechy…..wierni stoją a powinni klęczeć tak jak dawniej – ja pamiętam że dawniej się klęczało i od tej pory gdy to przeczytałam ja klękam czy robię zle? Może ktoś mi odpowie może kapłan

    • Barbara pisze:

      Ja teź klękam i może jeszcze 2 osoby, dawniej się klękało i na święty. święty równieź. Mówiła o tym Maria Simma źe powinno się klękać na te wezwania.

  16. Rzymski Centurion pisze:

    Proszę o skasowanie komentarza po przeczytaniu i przekazaniu …..

  17. Andrzej pisze:

    Kocham Matkę Bożą i niech nas prowadzi! Proszę Was o modlitwę za mnie o znalezienie pracy i domu. Z Bogiem

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s