11 lutego: Wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z Lourdes i Światowy Dzień Chorego

W 1858 roku, w cztery lata po ogłoszeniu przez Piusa IX dogmatu o Niepokalanym Poczęciu, Matka Boża zjawiła się ubogiej pasterce, św. Bernadecie Soubirous, w Grocie Massabielskiej w Lourdes. Podczas osiemnastu zjawień (w okresie 11 lutego-16 lipca) Maryja wzywała do modlitwy i pokuty.
11 lutego 1858 r. Bernadetta Soubirous wraz z siostrą i przyjaciółką udała się w pobliże Starej Skały – Massabielle – na poszukiwanie suchych gałęzi, aby rozpalić ogień w domu. Gdy została sama, usłyszała dziwny dźwięk podobny do szumu wiatru i zobaczyła światłość, z której wyłoniła się postać „Pięknej Pani” z różańcem w ręku. Odtąd objawienia powtarzały się.
Bernadetta opowiedziała o tym wydarzeniu koleżankom, te rozpowiedziały o tym sąsiadom. Rodzice skrzyczeli Bernadettę, że rozpowiada plotki i zakazali jej chodzić do groty, w której miała jej się ukazać Matka Boża. Cofnęli jednak zakaz, gdy zobaczyli, że ich dziecko gaśnie im na oczach z udręki. Dnia 14 lutego dziewczęta udały się najpierw do kościoła i wzięły ze sobą wodę święconą. Gdy przybyły do groty, było już po południu. Kiedy w czasie odmawiania różańca ponownie ukazała się Matka Boża, Bernadetta, idąc za poradą towarzyszek, pokropiła tajemniczą zjawę i wypowiedziała słowa: „Jeśli przychodzisz od Boga, zbliż się; jeśli od szatana, idź precz!”. Pani, uśmiechając się, zbliżyła się aż do brzegu wylotu groty i odmawiała różaniec.

1 marca 1858 r. – Pierwsze cudowne uzdrowienie w Lourdes.
Codzienny Różaniec z Groty w Lourdes

Pewna kobieta poprosiła Bernadetę, aby pomodliła się na jej różańcu w obecności Pani. Dziewczynka spełniła tę prośbę, lecz Pani zapytała ją, co zrobiła ze swoim różańcem. Bernadeta wyjęła swój stary różaniec i modliła się na nim, 1 marca przed grotą była także prosta chłopka, Katarzyna Latapie, z dwojgiem dzieci. W 1856 r. po upadku z drzewa, zwichnęła ramię oraz złamała kości nadgarstka i palców. Po wyleczeniu nie mogła jednak poruszać dłonią, a dwa palce pozostały krzywe. Pchana jakąś wewnętrzną siłą obmyła dłoń w wodzie źródła i ze zdumieniem stwierdziła, że odzyskała ona dawną sprawność. Przypadek –”Latapie” został uznany za pierwsze cudowne uzdrowienie w Lourdes

Lourdes leży w rejonie Górnych Pirenejów i liczy 17 tys. mieszkańców. Dzięki objawieniom Matki Bożej w   1858 r. miasto stało się maryjną metropolią świata.  Co roku przybywa tu około 7 milionów pielgrzymów ze wszystkich kontynentów…

Górująca nad miastem baszta zamku przypomina burzliwą historię. Już Rzymianie zbudowali tutaj twierdzę (Mirambel). Na przełomie VII i VIII wieku Mirambel wpadła w ręce saracenów. Wypierając ich w 778 r. Karol Wielki musiał zdobywać twierdzę głodem. Wtedy miało miejsce znamienne wydarzenie. Pewnego dnia olbrzymi orzeł upuścił nad twierdzą wielką rybę. Dowódca Saracenów – Mirat odesłał ją jeszcze żywą, Karolowi Wielkiemu na znak, że nie prędko  się poddadzą. Z kolei do twierdzy udał się biskup Turpin z Puy, aby w imieniu króla podziękować za prezent.  Przy okazji biskup gorąco apelował, aby Mirat przyjął wiarę chrześcijańską i stał się lennikiem Matki Bożej, skoro nie chce się poddać Karolowi Wielkiemu. Ku zdumieniu wszystkich Mirat zgodził się i przyjął chrzest. Otrzymał imię Lorus. Zamek oddał w lenno Matce Chrystusa, a król Karol odstąpił od oblężenia.  Z czasem twierdza i okolica – nazywana ”Lorus” – przekształciła się w ”Lourdes” 

  ABY  DAĆ ŚWIADECTWO PRAWDZIE   (J  18, 37) 

Henryk Lasserre, literat i publicysta, dobrze znany we Francji, będąc  zagrożony nieuchronną ślepotą użył za poradą i namową swojego przyjaciela Karola Fraycienta, późniejszego ministra wojny i do tego protestanta, wody ze źródła w Lourdes, która natychmiast  go uzdrowiła. Uzdrowienie to utrzymywało się przez całe jego długie życie, przez kilkadziesiąt lat niezmiennie, pomimo ciągłej  pracy umysłowej, pisania i czuwania po nocach, połączonego z  jego literackim zawodem. Temu uzdrowieniu zawdzięczamy prześliczną książkę, którą Henryk Lasserre napisał pod tytułem „Notre Dame de Lourdes”, w przekładzie polskim „Niepokalana  z Lourdes”. W niej między innymi pisze o cudownym uleczeniu swojej ślepoty duszy i ciała.
„Przez długie lata cieszyłem się doskonałym wzrokiem. Nagle, latem 1862 roku, zaczął się on stopniowo pogarszać. Przypisywałem to przeforsowaniu, ponieważ przez kilka tygodni pracowałem intensywnie do późnej nocy. Postanowiłem nieco wypocząć; lecz mimo to naprawa nie następowała. Przeciwnie, pogorszenie stale postępowało, zapisane przez  okulistę środki nic nie pomagały. Zwróciłem się do innego lekarza, który cierpienie przypisał ogólnemu przemęczeniu i zalecił wypoczynek na wsi. Wyjechałem więc z Paryża do majątku mojej matki, gdzie całe dnie spędzałem na świeżym powietrzu, nic nie robiąc.  Ale choroba wciąż postępowała,  przeczytanie trzech wierszy książki wystarczałoby w głębi gałek ocznych wywołać nieznośny ból i zamglenie wzroku. Poważnie zaniepokojony, powróciłem do  Paryża, gdzie serdeczny mój przyjaciel namówił mnie, abym udał się do dr Giraud, jednego z najsłynniejszych specjalistów. Tak  też uczyniłem, a sprawa była widocznie poważna, skoro doktor  po zbadaniu mnie zażądał konsylium z udziałem drugiego znanego specjalisty, dr Desmares. Rezultatem tej narady i badań przy pomocy specjalnej aparatury było przepisanie ciemnych okularów i absolutny zakaz czytania.
–   Źle ze mną – pomyślałem – widocznie tracę wzrok i nawet leki  pomogą, skoro mi żadnych nie przepisali. Zwierzyłem się z tych podejrzeń przyjacielowi, który mnie wyśmiał. Lecz  po kilku dniach powrócił do rozmowy.
–   Słuchaj – rzekł mi – a gdybyś tak spróbował wody z Lourdes?  Tyle piszą o tych cudownych uzdrowieniach. Może i Tobie pomoże.
Rada mego przyjaciela zastanowiła mnie z dwóch powodów. Po pierwsze  jest on kalwinem i co za tym idzie, w cuda wierzyć nie może, a po wtóre, musiał dowiedzieć się od poleconego przez siebie okulisty, że moje obawy są słuszne. Okazało się, że tak jest istotnie.  Przyciśnięty przeze mnie do muru dr Giraud wyznał mi w końcu, że stwierdził sklerozę gałek ocznych i będące jej następstwem odklejanie się siatkówki. Grożące mi całkowite jej odklejenie  jest równoznaczne z nieuleczalną ślepotą. Przyjaciel mój wiedział o tym i jego rada, abym szukał ratunku w cudzie, była po prostu przygotowaniem mnie do katastrofy.
–  Tak, wiedziałem – przyznał się – ale radziłem ci i radzę w  dalszym ciągu użycie wody z Lourdes nie dlatego, aby cię do katastrofy przygotować, ale dlatego, że uzdrowienia przez nią są podobno prawdą. Więc dlaczego nie spróbować, skoro nie ma się nic do stracenia? Mnie by to nie pomogło, bo jestem kalwinem i w cuda nie wierzę. Ale ty jesteś przecież katolikiem… Prawda, jestem katolikiem. Tego jednak mój  przyjaciel nie wiedział, że nie będąc niedowiarkiem, przestałem  jednak praktykować obowiązki religijne już od dosyć dawna, a w cuda, zwłaszcza zdarzające się w XIX wieku, nie bardzo wierzyłem.  Zwierzyłem mu się teraz, jakim to ja jestem katolikiem, a on zamilkł, bo co miał odpowiedzieć?
Ale stan moich oczu pogarszał się coraz bardziej i pomimo oszczędzania ich, pomimo, że całkowicie zaprzestałem czytania i pisania, zacząłem widzieć wszystko jak przez mgłę pokrytą czarnymi plamami. Po pewnym czasie przyjaciel mój znów poruszył temat cudownej wody.
– Użycie wody z Lourdes uważam za próbę, której nie wolno ci pominąć, choćby jej pozytywny wynik miał ci się zdawać najmniej prawdopodobny. A ponieważ uznaję działania zgodne z logiką, uważam, że każda próba powinna być wykonana dokładnie, to  znaczy tak, jak tego wymaga twoja religia. Będąc na twoim miejscu poszedłbym do spowiedzi, napisałbym do Lourdes z prośbą o przy­słanie wody i spróbowałbym jej mocy.
Rozmowę tę prowadziliśmy w jego mieszkaniu.
–   Sam pisać nie możesz – dodał – ale podyktuj mi, a ty tylko podpiszesz. O,  mam już pióro i papier – czekam.  Był  to po prostu przymus, któremu uległem. List do proboszcza w Lourdes został jeszcze tego samego wieczora wysłany. Po kilku  dniach, gdy wracałem z przechadzki do domu, portier zatrzymał mnie, mówiąc:
–  Jest tu do pana jakaś skrzyneczka z poczty,
Była  to woda z Lourdes. Doznałem dziwnego wzruszenia i nie mogąc zdobyć się na odwagę otworzenia skrzyneczki poszedłem do mego przyjaciela.
Woda już nadeszła – powiedziałem mu – mam ją u siebie, lecz przesyłki nie rozpieczętowałem. A wiesz dlaczego? Po prostu boję się obowiązków, jakie to uzdrowienie może na mnie włożyć. Gdyby mnie uleczył lekarz, to zapłaciłbym mu honorarium i sprawa byłaby  załatwiona, nie pozostałbym dłużnikiem. Ale pozostanę nim na zawsze wobec Boga, jeśli uzdrowi mnie Swą łaską. Jeślibym doznał cudu, zaciągnąłbym obowiązek wyrzeczenia się wszystkiego i zmiany życia. A takim jestem tchórzem, że się tego boję. Sądzisz może, że cofam się przed użyciem wody z Lourdes w obawie, że cud nie nastąpi i że utracę nadzieję ratunku? Mylisz się. Ja teraz boję się, że cud może nastąpić!

–   Mogę tylko powtórzyć to, – odrzekł przyjaciel – co ci już raz powiedziałem: idź do spowiedzi.
–   Dziwny z ciebie kalwin. Pożegnałem się i prosto od niego poszedłem do księdza Ferrand, niegdyś mego spowiednika, z którym – niestety – już od dawna się nie widziałem. Nie było go w domu. Powiedziano mi, że wróci dopiero późnym wieczorem. Wzrok miałem już tak słaby, że musiałem iść ostrożnie i powoli, aby nie potrącać przechodniów, których sylwetki widziałem jak przez mgłę. Świat zewnętrzny rysował mi się coraz mniej wyraźnie i może dlatego coraz silniej rozrastał się świat wewnętrzny, w którym Bóg miał swe miejsce, bom przecież wiary nie utracił. Pełen głębokich i poważnych myśli wróciłem powolnym krokiem do domu. Ułomność ludzka szuka zawsze usprawiedliwienia dla własnych grzechów. Nie brakowało ich w moim życiu, więc jakże mogłem oczekiwać od Boga cudu, nie wzbudziwszy w sobie żalu. Otworzyłem skrzyneczkę. Była w niej butelka z wodą i mała  Książeczka, której tytuł z trudem odcyfrowałem, z opisem objawień w Lourdes. Pogrążony w myślach, klęknąłem przy łóżku. Dawno nieodmawiane pacierze znalazły się na moich ustach, a z serca popłynęła gorąca, pokorna prośba. Jakaś obawa wstrzymała mnie przed odkorkowaniem butelki zanim się wyspowiadam, a jednocześnie popychała do tego gwałtowna chęć. Z ust wyrwała się mi modlitwa: „Boże wszechmogący, odpuść mi grzechy! A Ty, Bogarodzico, ulituj się nade mną! Usuń ślepotę mej duszy i mych oczu!”. Uczułem przypływ gorącej i silnej wiary… odkorkowałem butelkę… ulałem na spodek wody i zamoczywszy w niej chusteczkę, przetarłem nią natychmiast czoło  i oczy. Wszystko to razem trwało niecałą minutę. Któż zdoła sobie zdać sprawę z uczucia, jakiego doznałem? Nie potrafię określić tego słowami: było to uczucie radości, graniczącej nieomal z przerażeniem. Ledwie dotknąłem zwilżoną chusteczką powiek i otworzyłem oczy, wisząca nad nimi mgła rozwiała się błyskawicznie bez śladu! Dzień był jasny, przedmioty wyraźne, widziałem najdrobniejsze szczegóły, tak jak przed rokiem. Uleczenie to było zupełnie nagłe, Nie wierzyłem własnym zmysłom. Myślałem, że śnię. Ukląkłem ponownie i dziękowałem Bogu.  „Jestem uleczony! Jestem uleczony!” – powtarzałem sobie nieustannie nie mogąc  opanować radości i sięgnąłem do szafy z książeczką. Nie! Pierwszą, jaką po tylu miesiącach wezmę do ręki, będzie ta, którą mi przysłano z Lourdes, i zacząłem ją czytać. Czytałem  znakomicie, jak dawniej. Z mego kalectwa nie pozostało ani śladu. Przeczytałem bez odpoczynku 104 strony i gdy na 105 zamknąłem książkę to dlatego, że zapadł zmrok.
Pierwszym człowiekiem, który nazajutrz rano dowiedział się o łasce mego uzdrowienia był w konfesjonale ks. Ferrand, drugim proboszcz z Lourdes, do którego napisałem niezwłocznie, a trzecim mój przyja­ciel „Czyż muszę dodawać, że moje uzdrowienie było drogą, którą Bóg  wywiódł go z błędu i przyprowadził do Kościoła?”

(„Pani z nieba wzywa”, Michalineum, Warszawa 1989)

Uzdrowienie Maksymiliana Marii Kolbego

Jak św Maksymilian został uzdrowiony wodą z Lourdes

W liście z życzeniami wielkanocnymi do swojej matki Marianny Kolbe, młody kleryk Maksymilian napisał do matki z Rzymu gdzie studiował. List datowany jest na 6 IV 1914

„Nic tak ważnego nie zaszło, chyba to, żem o mało nie utracił (małego, grubego) palca u prawej ręki. Utworzyło mi się tam bowiem coś na kształt wrzodu. Pomimo zabiegów kolegialnego lekarza materia tworzyła się ciągle. W końcu lekarz orzekł, że już kość się psuje; trzeba więc będzie ją wyskrobać. Usłyszawszy o tym odpowiedziałem, że mam na to lepsze lekarstwo. Dostałem był bowiem od O. Rektora cudowną wodę z Lourdes.

Dając mi ją, opowiedział mi O. Rektor historię swego cudownego uzdrowienia. Gdy miał lat 12, zachorował na nogę. Kość w stopie się psuła, wskutek czego nie mógł spać, krzyczał z boleści. W końcu miano mu odjąć stopę. Wieczorem miało się już zebrać konsylium lekarzy; widząc co się dzieje, matka chwyciła się innego środka: wyrzuciła wszystkie lekarstwa z nogi, wymyła ją mydłem i przyłożyła cudowną wodę z Lourdes. O. Rektor pierwszy raz zasnął. Po 15 minutach zbudził się – zdrów.

Cud był oczywisty, ale lekarz niedowiarek starał się fakt w inny sposób wytłumaczyć. Ale, gdy po kilku dniach ze środka stopy oderwał się i wyszedł kawałek zepsutej kości, lekarz uwierzył, że rzeczywiście kość się psuła i cudem oderwała się i wyszła i że całe uzdrowienie było cudowne. Potem nawrócił się i wystawił swoim kosztem kościół. O. Rektor po przyłożeniu cudownej wody był co prawda zdrów i mógł chodzić, ale nie mógł wdziać buta, bo pozostał wzgórek na nodze. Po wyjściu kości i wzgórek zniknął.

Otóż nasz lekarz usłyszawszy, że mam wodę z Lourdes, z radością sam mi ją przyłożył. I cóż się stało? Nazajutrz zamiast operacji i skrobania kości usłyszałem od lekarza szpitalnego, że nie widzi tego potrzeby i po kilku opatrunkach byłem zdrów. Chwała więc Panu Bogu i cześć Niepokalanej!

Z gorącą prośbą o modlitwę
zawsze wdzięczny syn
br. Maksymilian”
Za: http://niepokalanow.pl/12-do-marii-kolbe/

Światowy Dzień Chorego

Światowy Dzień Chorego ustanowił Jan Paweł II w liście skierowanym 13 maja 1992 r. do ówczesnego przewodniczącego Papieskiej Rady ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia, kard. Fiorenzo Angeliniego. Papież wyznaczył też od razu na obchody tego Dnia wspomnienie objawienia Matki Bożej w Lourdes, które przypada 11 lutego. 
Ustanowienie przez Ojca Świętego Jana Pawła II Światowego Dnia Chorego stało się wezwaniem do całego Kościoła powszechnego, aby poświęcić jeden dzień w roku modlitwie, refleksji i dostrzeżeniu miejsca tych, którzy cierpią na duszy i na ciele.
Jan Paweł II we wspominanym liście zaznaczył, że „ma on na celu uwrażliwienie ludu Bożego i – w konsekwencji – wielu katolickich instytucji działających na rzecz służby zdrowia oraz społeczności świeckiej na konieczność zapewnienia lepszej opieki chorym; pomagania chorym w dowartościowaniu cierpienia na płaszczyźnie ludzkiej, a przede wszystkim na płaszczyźnie nadprzyrodzonej; włączenie w duszpasterstwo służby zdrowia wspólnot chrześcijańskich, rodzin zakonnych, popieranie coraz cenniejszego zaangażowania wolontariatu…”
Sprawom ludzi chorych Jan Paweł II, sam doświadczający licznych chorób, poświęcił wiele miejsca w swoim nauczaniu. Często spotykał się z chorymi i niepełnosprawnymi, tak w Rzymie, jak i w czasie podróży apostolskich. Chorych prosił już na samym początku pontyfikatu o wsparcie modlitewne.

Jan Paweł II pije wodę z cudownego źródełka w LourdesPo raz pierwszy Dzień Chorego obchodzono w 1993 r., a główne uroczystości odbyły się wtedy w Lourdes i – częściowo – w Rzymie. W kolejnym roku miejscem centralnych obchodów była Jasna Góra, a następnie: Jamusukro (Wybrzeże Kości Słoniowej, 1995), Guadalupe (Meksyk, 1996), Fatima (1997), Loreto (1998), Harissa (Liban, 1999), Rzym (2000, połączone z Jubileuszem Chorych), Sydney (2001), narodowe sanktuarium katolików indyjskich w Vailankamy (2002), Lourdes (2004), Jaunde w Kamerunie (2005), Adelajda w Australii (2006) i Seul w Korei Południowej (2007). W 2008 r., z racji 150. rocznicy objawień w Lourdes, Światowy Dzień Chorego obchodzono ponownie (jak w 1993 i 2004 r.) – w Lourdes.
Źródło i całość: Brewiarz.pl

Kamera z Lourdes on-line

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

110 odpowiedzi na „11 lutego: Wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z Lourdes i Światowy Dzień Chorego

  1. wobroniewiary pisze:

    Do codziennego odmawiania

    Boskie Serce Jezusa, ofiaruję Ci przez Niepokalane Serce Najświętszej Maryi Panny wszystkie modlitwy, sprawy, prace i krzyże dnia dzisiejszego jako wynagrodzenie za grzechy moje i całego świata. Łączę je z tymi intencjami w jakich Ty ofiarowałeś się za nas na krzyżu i ofiarujesz się codziennie na ołtarzach całego świata. Ofiaruję Ci je za Kościół katolicki, za Ojca Świętego, a zwłaszcza na intencje miesięczną, oraz na intencję misyjną, jako też na intencje dziś potrzebne. Pragnę też zyskać wszystkie odpusty jakich dostąpić mogę i ofiaruję Ci je za dusze w czyśćcu. Amen

    Do codziennego odmawiania przez niewolników NMP:

    Ja, N…, grzesznik niewierny, odnawiam i zatwierdzam dzisiaj w obliczu Twoim śluby Chrztu Św. Wyrzekam się na zawsze szatana, jego pychy i dzieł jego, a oddaję się całkowicie Jezusowi Chrystusowi, Mądrości wcielonej, by pójść za Nim, niosąc krzyż swój po wszystkie dni życia.
    Bym zaś wierniejszy Mu był, niż dotąd, obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego za swą Matkę i Panią. Oddaję Ci i poświęcam jako niewolnik Twój, ciało i duszę swą, dobra wewnętrzne i zewnętrzne, nawet wartość dobrych moich uczynków, zarówno przeszłych, jak obecnych i przyszłych, pozostawiając Ci całkowite i zupełne prawo rozporządzania mną i wszystkim bez wyjątku co do mnie należy, według Twego upodobania, ku większej chwale Boga w czasie i wieczności.

    Módlmy się za siebie nawzajem, przyzywając opieki św. Michała Archanioła

    Święty Michale Archaniele wspomagaj nas w walce a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy, a Ty, Wodzu niebieskich zastępów, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła. Amen!
    Święty Michale Archaniele, który w brzasku swego istnienia wybrałeś Boga i całkowicie oddałeś się spełnianiu Jego świętej woli. Wstaw się za mną do Stwórcy, abym dzisiaj, za Twoim przykładem, na początku nowego dnia, otwierając się na działanie Ducha Świętego, w każdej chwili dawał się Bogu, wypełniając z miłością Jego świętą wolę. Niech razem z Tobą wołam bez ustanku: Któż jak Bóg! Przez Chrystusa Pana naszego. Amen

    Módlmy się o ochronę dla siebie i swoich bliskich

    „Zanurzam się w Najdroższej Krwi naszego Pana Jezusa Chrystusa. Krwią Jezusa pieczętuję wszystkie miejsca w moim ciele, poprzez które duchy nieczyste weszły, lub starają się to uczynić. Niech spłynie na mnie, Panie, Twoja Najdroższa Krew, niech oczyści mnie z całego zła i z każdego śladu grzechu. Amen!”

    „Panie, niech Twoja Krew spłynie na moją duszę, aby ją wzmocnić i wyzwolić, – na tych wszystkich, którzy dopuszczają się zła, aby udaremnić ich wysiłki i ich nawrócić – a na demona, aby go powalić.”

    Modlitwa na cały 2019 rok

    Jezu, Maryjo, Józefie – kocham Was, ratujcie dusze! Święta Rodzino opiekuj się moją rodziną i uproś nam wszystkim pokój na świecie. Amen!

  2. wobroniewiary pisze:

    KS. ABP M. JĘDRASZEWSKI: OD RÓŻAŃCA ZALEŻY LOS ŚWIATA I LOS KOŚCIOŁA

    Trwajcie w modlitwie różańcowej, która pogłębia wiarę, rozszerza przestrzenie miłości, buduje nadzieję – mówił ks. abp Marek Jędraszewski podczas Mszy św. sprawowanej z okazji zakończenia jubileuszu 150-lecia poświęcenia kościoła w parafii Matki Bożej Pocieszenia w Budzowie.

    http://www.radiomaryja.pl/informacje/ks-abp-m-jedraszewski-od-rozanca-zalezy-los-swiata-i-los-kosciola/

  3. Robert pisze:

    W nawiązaniu do dzisiejszego pierwszego czytania:

    A. Puszkin
    (tłumaczył J. Tuwim – syn dwóch narodów wybranych) ; )

    Prorok

    Pragnieniem ducha i tęsknotą
    Dręczyłem się w pustyni srogiej,
    I sześcioskrzydły seraf oto
    Ukazał mi się pośród drogi.
    Palcami lekko, jako snem,
    Musnął źrenice me — i wtem
    Przeźrzały wieszczo chwili onej
    Jak u orlicy przelęknionej.
    A potem uszu moich tknął,
    I gwar i dźwięk w nich szumieć jął:
    I zrozumiałem nieba gromy
    I lot aniołów przez wyżyny
    I w głębi morskiej chód gadziny
    I ziół padolnych wzrost widomy.
    I usta do ust przywarł mych
    I grzeszny język wyrwał z nich
    I wielomówny i zdradliwy,
    W usta zamarłe i bez sił
    Przemądrej żmije żądło wbił
    Wolą prawicy swej straszliwej.
    Przez pierś mnie ostrym mieczem ciął
    I drżące serce wyjął z rany,
    Żarzący węgiel ręką swą
    Do piersi wraził rozpłatanej.
    W pustyni-m leżał w martwym śnie,
    I Boga głos przywołał mnie:
    „Prorocze! wstań i źrzyj! i twórz!
    Niech wola ma się w tobie zbudzi!
    I na obszarach ziem i mórz
    Przepalaj słowem serca ludzi”.

    (Niektórzy poeci to wieszcze – jakby prorocy „bez certyfikatu”, z raczej metaforycznym namaszczeniem, mniej srodzy, bardziej cenieni w ojczyźnie. Potrafią się jednak wyrazić w języku tak atrakcyjnym dla przeciętnego grzesznika, że ten Coś sobie zapamięta, mimo że nie zagląda już do kościoła; dlatego nie lekceważę wreszcie Adama Mickiewicza, który podobno przyjaźnił się z Puszkinem; obu przyswajałem jako ateista, chociaż przeczuwałem, że to Coś więcej niż poezja.)

  4. kropka pisze:

    • Sylwek pisze:

      No kabaret dyskoteka co to się wyprawia, gubernator NY który podpisał ten dokument o aborcji parę dni temu twierdzi ze jest katolikiem – i pewnie jeszcze do komunii przystępuje biskup miejsca nie będzie nakładał ekskomuniki nie upomni nic…. Mam aby nadzieję ze to nie w Polsce ta profanacja Mszy Św.

      • eska pisze:

        No a jakżesz to gubernator nie może być katolikiem, Adamowicz też był. Takich się nie ekskomunikuje tylko chowa w bazylikach. Taki mamy klimat.

  5. malwi pisze:

    Kochani! Mam do Was serdeczną prośbę – proszę, potraktujcie ją tylko poważnie – gdyż sprawy wiary są dla mnie bardzo ważne, a ufam że mogę na tej stronie zapytać o wszystko. Może Admini wypowiedzą się również w tej kwestii zważywszy na większą wiedzę w tym temacie.
    Otóż mój mąż bardzo chciałby zakupić (jest to jego marzenie od bardzo dawna) obraz polskiej malarki Mirelli Stern, podsyłam link do obrazu: https://desa.pl/pl/auctions/531/object/50848/mirella-stern-nie-widze-wiekszych-problemow-2018-r
    I krótka notka o autorce: „Urodzona w latach siedemdziesiątych. Jej życiem rządzą dwie miłości: wschodnie sztuki walki i malarstwo oraz dwie „podmiłości”: teatr lalek i plakat. Filozofia a sztuk walki ma wpływ na sposób jej pracy: idea, jeden cel i szybka realizacja najprostszą drogą. Korzysta z techniki farb akrylowych, jako farb szybkoschnących. Proste drewniane lalki, przedstawia w konkretnej przestrzeni, w której odgrywają jakąś scenę będącą ilustracją z życia, a całość przekazu domyka tytuł. Jak sama twierdzi taki sposób tworzenia dzieła jest spowodowany jej słabością do plakatu teatralnego, a w szczególność do starej szkoły polskiego plakatu.”
    Biorąc pod uwagę krótką notkę powyżej moje pytanie brzmi: Czy powinnam się obawiać faktu, że hobby artystki są wschodnie sztuki walki (trenowane przez nią)? Czy mąż bez obaw może kupić jej obraz? Czy może być tu jakieś zagrożenie duchowe, czy zupełnie niepotrzebnie się przejmuję? Może wystarczy pokropić obraz wodą egzorcyzmowaną? Z góry przepraszam za błahy, a zarazem ważny dla mnie problem.

    • Sylwek pisze:

      od tysiaka na jakiś obraz już samo to by mnie odstraszyło wolał bym pójść potrzebującemu dać

      • malwi pisze:

        szkoda, prosiłam o odpowiedź w temacie. Sylwek uwierz ja też bym nie kupiła tego obrazu… zresztą żadnego. I też wolałabym dać potrzebującym, masz rację, ale nie jestem w stanie odwieść męża od zakupu, zresztą i tak ostatnimi czasy atmosfera jest u nas nieciekawa – cały czas powody do kłótni i sprzeczek. Ja jestem wierząca i praktykująca, a mąż niestety nie rozumie moich dylematów…

        • pozdrawiam pisze:

          Nie jestem żadnym ekspertem w tym temacie, ale zaintrygował mnie Pani post i poszukałam trochę informacji o tej malarce. O ile to nie tylko zwykła zbieżność imienia i nazwiska, to pani Mirella Stern figurowała w gliwickim klubie japońskiej szermierki o nazwie iaido (nazwa klubu nieprzypadkowa, dosłownie znaczy: bycie, harmonia, droga – pochodzenie słowa z japońskich sztuk walki) jako sensei czyli mistrz walk japońskich. To wszystko jest osadzone w filozofii japońskiej, pogańskiej. Od takiej osoby nie chciałabym kupić żadnej rzeczy, szczególnie takiej, która niesie jakiś przekaz. To moje osobiste zdanie. Na marginesie: domyślam się, że to trudna rzecz, ale może uda się przekonać Pani męża, by lepiej kupić np. piękną ikonę Matki Bożej?

        • Maggie pisze:

          Moźe zniechęcić męża jakby czymś z „innej beczki”:
          Nie wiem, gdzie Pani mąż widzi piękno w tej niby kreskówce dla dzieci … dziewczynka (Japonka?) z kluczykiem do nakręcania u boku i bez stóp … jak koń na biegunach ale bez biegunów …
          Chora wyobraźnia i … jest też w tym prymitywnym obrazku coś odpychająco-przerażającego niczym jak w poczwarnym Hello Kitty …

          Przypuszczalnie jakiś snob (lub naciągacz) zachwalał tą „Pinokio-Japoneczkę” i mąż uległ jego sugestii…. ale by się dzień w dzień patrzeć na takie „to-to-co-to byle-co-to”.
          Czy nie lepiej kupić dobrą kopię dzieła jakiegoś znanego artysty … np z czasów Wyspiańskiego …. w stylu witraża (kolory i proste linie – jeśli tego dopatruje się mąż w sztuce?)?

    • Monika pisze:

      Każdy obraz niesie ze sobą przekaz, autorowi chodzi też o jego przekazanie.
      Malwi, tu też masz pewną odpowiedź, księdza Sławomira Kostrzewy o kulcie obrazów – posłuchaj dokładnie:
      https://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/2019/02/05/ks-slawomir-kostrzewa-dlaczego-kosciol-katolicki-dopuszcza-kult-swietych-obrazow/#comments

      • Wiki pisze:

        Pan Lech Dokowicz w swoim swiadectwie też mówi o obrazie który dostali od znajomych a potem sie okazało ze byla druga warstwa pod spodem(jeszcze jeden obraz)a u syna pokazały się objawy opętania……można to odsłuchać na yutube…… Ja sama pamiętam jak mój syn chodził na sztuki walki (capoejra ) i cierpiał na straszną bezsennosć wtedy ustapiło mu po tym jak spaliłam sznur i dałam na msze do św.Antoniego..Dodam tylko że jego trener twierdził że nie ma tam nic złego i nawet śpiewają pieśn na cześć św.Katarzyny,ale ja już nie pozwoliłam mu chodzić na to….

    • eska pisze:

      Malwi, obrazu nie znam, ale widzę pewne symptomy dotyczące zachowania Twojego męża – upór w kwestii kupna tego obrazu, nawet za cenę kłótni (oraz kłótnie w innych sprawach). Po pierwsze mam skojarzenie jak przy zabawkach dla dzieci, o czym wspominał ks. Kostrzewa – że do demonicznych zabawek dzieci potrafią przylgnąć wręcz obsesyjnie i się awanturować, jeśli się im zabawkę odbierze. Sama mam takie doświadczenia z dzieckiem, i wcale na tej zabawce nie musi być pozornie nic złego. Konkretnie chodzi mi o świeżaka z Biedronki – gdy pozwalałam synkowi zabierać go do kościoła, żeby był spokojniejszy i się nie kręcił – zrobił się nie do zniesienia. Dopiero jak mu całkiem schowałam tą zabawkę, po jakimś czasie wrócił do właściwych zachowań. (Tu dygresja i refleksja dla tych, którzy nie wierzą, że świeżaki mogą być celowo zainfekowane złem – w takim razie wytłumaczcie mi logicznie, jakim cudem jeśli nie za wspomaganiem sił nieczystych, dorośli ludzie, ojcowie albo babcie, potrafią tak zgłupieć, żeby kraść rolki z naklejkami do zbierania świeżaków – a takich doniesień było przecież całkiem niemało).
      W zachowaniu męża widzę to, co widzi się dookoła – zło jest uparte w tym, aby osiągnąć swoje i liczy właśnie na kompromis, na ugodę, posługuje się argumentami, że jak jesteś taką bożą osobą, to jak możesz wprowadzać niezgodę i być taka nieustępliwa. Ten argument jest zakłamaniem faktu, że to nie ty wprowadzasz do domu zło, tylko reagujesz na to, które jest wprowadzane. Trzeba widzieć różnicę i się nie obwiniać. Pod poprzednim wpisem ktoś zalinkował wypowiedź br. Hruszowca – warto się nad nią zadumać. (Znalazłam i zalinkowałam poniżej)
      Jesteś w niełatwej sytuacji, co wiem z własnego doświadczenia. I z własnego doświadczenia powiem Ci jedno: jeśli postawa Twojego męża ma rzeczywiście symptomy uporczywego dążenia do diabelstw (ja tego nie wiem, bo widzę tylko fragmencik, który pokazałaś), to Twoje ustępstwa dla utrzymania zgody w rodzinie będą wykorzystywane do tego, aby wymóc kolejne kompromisy i tak krok po kroku wprowadzać coraz więcej elementów.
      Przemódl kwestię tego obrazu i słuchaj głosu sumienia, przez które przemawia Bóg. Jeśli będziesz czuła wyraźny sprzeciw – nie idź na kompromisy, bo będziesz odpowiedzialna za postawienie na pierwszym miejscu bożka zgody międzyludzkiej nad wolę Boga. Poza tym to nic nie da oprócz efekru „podgrzewania żaby” i jest kwestią czasu, kiedy zostaniesz postawiona po raz kolejny w analogicznej sytuacji. Jeśli Bóg da Ci natchnienie do sprzeciwu, to przecież On wie, że to się skończy konfliktem. Ale On w tym jest – trzeba Mu zaufać. Br. Hruszowiec napomina, żebyśmy baczyli, aby nie było jak mówi Pismo, że gdy będziemy mówili „pokój i bezpieczeństwo”, wtedy przyjdzie na nas zguba, bośmy nie pilnowali w pierwszej kolejności spraw bożych.
      https://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/2019/02/08/kard-muller-oglasza-manifest-wiary-to-jest-ostatnia-proba-kosciola/#comment-218733
      Polecam też wykład o.Pelanowskiego „Sztuka wolności” na youtube.
      W modlitwie za wszystkich, którzy walczą o swoich małżonków +++

      • malwi pisze:

        Bardzo dziękuję wszystkim powyżej, którzy starali się poradzić mi w tym dylemacie. Stokrotne Bóg zapłać! Mąż chwilowo zaniechał zakupu obrazu – mam nadzieję, że tak pozostanie. Co do zakupu ikony przedstawiającej Maryję – to tak posiadamy już jedną: Matkę Bożę Nieustającej Pomocy – i jestem bardzo za to wdzięczna, gdyż jest to nasz prezent ślubny od jednego z gości.

  6. ona pisze:

    Abp Lenga: Masoni weszli do Kościoła w XIX w., żeby go zniszczyć. Widzimy efekty

    • Robert pisze:

      W intencji arcybiskupa Jana Pawła Lengi: +++. (Rzeczywiście Hierarcha ma uroczy akcent. Osobiście mam słabość do takiej polszczyzny, bo zauważam wtedy inne (ciekawe) pierwiastki wypowiedzi. Jednak wydaje mi się, że niektórzy nie traktują poważnie Prawdy głoszonej w kresowej prostocie (nigdy nie w prostactwie!), ale chętniej słuchają modernistycznych zachodnich teologów. Sarmackie kompleksy, cwaniactwo w wierze czy po prostu pycha „na poziomie”?)

  7. pozdrawiam pisze:

    Moi Drodzy, Czy ktoś kiedyś spotkał ten symbol i wie czy on jest niebezpieczny (np. okultystyczny itd.)? Lokalizacja symbolu: górny lewy róg, biało-niebieski kwadrat z tym znakiem w środku. https://i2.skapiec.pl/1/anIk9kpTURBXy9iOGY3NTMyOWUyMjcxNmNjZGIyNjYwMDQ4Y2IxYmQ2NS5qcGeRkwmmOGJhY2I0BoEBAQ/Sanofi-Winthrop-Magne-B6-Max-50-szt..jpg
    Wpierw Was to może rozbawić, ale na poprzednim opakowaniu była postać osoby uprawiającej jogę w jednej z pozycji (można sprawić w internecie) a teraz zmienili tę postać na coś takiego…

  8. Maggie pisze:

    Przypadkowo trafiłam na Patronkę od parkowania … ale nie tylko od tego
    https://www.gosc.pl/doc/5333172.Mala-zebraczka-Pana-Boga-blogoslawiona-od-parkowania-i-cudowny

    • wobroniewiary pisze:

      Nie ma przypadków. Przypadek to Bóg przechadzający się incognito 🙂
      Ja zawsze proszę Anioła Stróża o miejsce do parkowania a teraz mam jeszcze inną pomocnicę – no i naukę włoskiego:
      „Eusebia Palomino trovaci un posticino” 🙂

      • Renata Anna pisze:

        Czy to przypadek, czy Duch św.? Ciekawostki o Kardynale Robercie Sarah. Jako jedyny ze swojej grupy przygotowujących się do kapłaństwa dotrwał do końca i przyjął świecenia kapłańskie 20 lipca 1969 roku. Był to dzień lądowania pierwszych ludzi na księżycu. Myślę, że wszyscy, którzy chociażby mieli wtedy kilka lat, pamietają ten dzień. Znamy Niewiastę, która ma księżyc pod swoimi stopami !!! Księżyc widziany 20 lipca 1969 roku widziany z ziemi wyglądał akurat tak (był w pierwszej fazie) jak ten pod stopami Maryi. W tym roku mija 50 lat od tamtych wydarzeń 🙂 20 lipca w KK jest obchodzony dzień Świętego Proroka Eliasza. Ks. Dominik Chmielewski mówił, że przypadek to świecka nazwa Ducha św. Ja myślę, że prawdziwe szęście ( nie to ułudne propagowane obecnie) to też świecka nazwa Łaski Bożej.

      • Maggie pisze:

        @ Wobroniewiary: Jak się okazuje … okrężną drogą .. „przypadki chodzą” 😉💕

        P.S.
        „Jakiś złośliwiec” wymazuje moje dane, tak, że dzisiaj, co wpis … muszę się na nowo „logować” – dla mnie tzn że mam być cierpliwa i nie powinnam rezygnować z takiego konkretnego wpisu 😉
        Jezus jest Panem❣️

  9. kasiaJa pisze:

    Portal „Aleteia PL” podaje:
    Nowe informacje o pobycie Asi Bibi. Jest „sfrustrowana i przerażona”
    Najprawdopodobniej ostatnie optymistyczne doniesienia o wyjeździe Asi Bibi za granicę nie są prawdziwe. Według najnowszych informacji uwolniona od zarzutu bluźnierstwa chrześcijanka wciąż przebywa w Pakistanie i nadal nie może opuścić kraju, by dołączyć do swych córek, które wyjechały do Kanady. Komunikat taki podał obrońca praw człowieka Aman Ullah po rozmowie telefonicznej z samą Asią Bibi.
    Według Ullaha Bibi została przewieziona z dotychczasowego miejsca pobytu w pobliżu Islamabadu do innego w Karaczi. Jest zamknięta w pokoju, który jest otwierany jedynie na czas posiłków. Rano i wieczorem ma prawo do rozmów telefonicznych, z czego korzysta głównie, by porozmawiać z córkami. Towarzyszy jej mąż.
    Jednak Bibi jest „sfrustrowana i przerażona”, gdyż islamscy radykałowie grożą jej śmiercią, a ona nie wie, kiedy w końcu będzie mogła wyjechać z Pakistanu.
    Nie dostała żadnych wskazówek co do daty wyjazdu. Nie wyjaśniono jej, dlaczego nie może [już teraz] wyjechać – dodał Ullah, który sam przebywa poza Pakistanem i pośredniczy w kontaktach rodziny Bibi z dyplomatami europejskimi, próbującymi jej pomóc. Obawia się on, że kobieta będzie mogła wyjechać z kraju dopiero za jakiś czas.
    Przebywa ze swą rodziną i ma zapewnione niezbędne warunki bezpieczeństwa – potwierdził w mailu pakistański minister informacji Fawad Chaudhry, pytany o los Bibi.
    Dodał, że rząd podejmuje wszelkie możliwe środki, by chronić ją i jej rodzinę.
    Po zwolnieniu z więzienia jest wolną obywatelką i może pojechać gdziekolwiek w Pakistanie lub za granicę – stwierdził Chaudhry.
    Źródło: pb (KAI/Associated Press/dailytimes.com.pk) / Karaczi

  10. Betula pisze:

    O cudownym uzdrowieniu sw.Maksymiliana Kolbe w 1914r, opisanym w tytyłowym artykule;

    „To cudowne doświadczenie skuteczności opieki Niepokalanej miało dla kleryka Maksymiliana znaczenie nie tylko w wymiarze czysto medycznym (powrót do zdrowia). Według ówczesnej praktyki Kościoła – utrata kciuka prawej ręki mogła być przeszkodą utrudniającą otrzymanie święceń kapłańskich. To cudowne uzdrowienie było więc dla niego także znakiem troski Maryi o Jego powołanie kapłańskie.
    Po raz kolejny doświadczył tej troski Niepokalanej gdy w roku 1917 zachorował na gruźlicę i udało się tę chorobę zaleczyć. Dzięki temu mógł bez przeszkód przyjąć święcenia kapłańskie. Te doświadczenia sprawiły, że Ojciec Maksymilian w sposób szczególny czcił Maryję Niepokalaną jako Patronkę i Opiekunkę swojego kapłaństwa5. Sam zaś uważał siebie za tego, który doświadczył dobrodziejstwa uzdrowienia dzięki objawieniom Maryi w Lourdes (dzięki cudownej wodzie).”

    źródło: Polskie Towarzystwo Mariologiczne – Grzegorz M. Bartosik OFMConv

  11. Betula pisze:

    „Święty Maksymilian z wielką czcią obchodził 11 lutego coroczną pamiątkę objawień w Lourdes. Choć kalendarz liturgiczny do tego nie zobowiązywał, Święty osobiście bądź wspólnie z braćmi obchodził nowennę przed tym świętem. Również czas po tym święcie (oktawę) uważał za czas szczególnych łask, jakie Niepokalana może wyprosić i czas szczególnego zaangażowania w walkę dla Królestwa Bożego.
    Często ważne sprawy załatwiał w to Święto, bądź otrzymane łaski interpretował jako szczególny dar Maryi, udzielony w rocznicę Jej objawień. Tak na przykład interpretował przychylną decyzję Ministerstwa w sprawie dalszego rozwoju Niepokalanowa (chodziło o zwolnienie klasztoru z podatku od obiektów przemysłowych), która miała miejsce 11 lutego 1928 roku w 70 rocznicę objawień w Lourdes10. Również 11 lutego tyle, że 1931 roku podjął decyzję o ostatecznym wyborze placu pod budowę Niepokalanowa japońskiego. Tak o swoim zamiarze pisał do ówczesnego Prowincjała: „Wiele placów jest tu do sprzedania, a raczej części gór, bo równego tu niewiele; jutro w dzień Objawienia Niepokalanej w Lourdes myślę zadecydować wybór”. Plan został w tym dniu zrealizowany, a o słuszności wyboru niech świadczy fakt, że klasztor nic nie ucierpiał podczas wybuch bomby atomowej w Nagasaki w roku 1945.
    W swoich pamiętnikach św. Maksymilian zaznaczał kilkukrotnie rocznicę objawień w Lourdes. Na przykład wspomina rocznicę obchodów 60 rocznicy objawień w roku 1918, krótko streszczając przebieg uroczystości, w których uczestniczył w Rzymie. Zaznacza też, że np. w roku 1932 w dniu 11 lutego napisał artykuł, którego główną ideą była zachęta, aby członkowie Rycerstwa Niepokalanej pozwolili się kierować Duchowi Świętemu i oddali się Niepokalanej całkowicie na własność.
    Przypadająca w lutym pamiątka objawień Matki Bożej w Lourdes sprawiała, że dla Ojca Kolbego cały miesiąc luty był miesiącem „błogim”. Jego zdaniem 11 luty jest też szczególnym dniem dla członków „Rycerstwa Niepokalanej”. Ojciec Maksymilian w jednym z artykułów w „Rycerzu” z roku 1925 zachęca, aby wszyscy członkowie MI godnie uczcili tę rocznicę, przyjmując w tym dniu Komunię Świętą oraz bardziej świadomie przeżywając swoje oddanie się Niepokalanej, głównie poprzez walkę ze złem, bezgraniczne zaufanie Panu Bogu i Maryi oraz rozmyślanie o Niej i odmawianie różańca.
    Szczególnie uroczyście św. Maksymilian obchodził rocznicę objawień w Lourdes w roku 1937. Tego dnia pod patronatem generała zakonu ojca Bedy Hessa odbywała się w Rzymie uroczysta Akademia z racji rocznicy tych objawień oraz z racji dwudziestolecia istnienia Rycerstwa Niepokalanej. General Zakonu osobiście poprosił św. Maksymiliana o to, aby ten przedłużył swój pobyt w Rzymie, wziął udział w organizowanych uroczystościach oraz przemówił podczas wspomnianej akademii.
    Jednakże najczęściej w swoich Pismach i Konferencjach św. Maksymilian wspomina jubileusz 75-lecia objawień Niepokalanej w Lourdes, który to jubileusz przypadał w roku 1933, gdy Ojciec Kolbe przebywał w Japonii. Już ostatniego dnia roku poprzedniego, czyli 31 grudnia 1932 Ojciec Maksymilian w liście do ówczesnego gwardiana Niepokalanowa o. Floriana Koziury zaznaczył, że nadchodzący rok, jako roku jubileuszu 75-lecia objawień w Lourdes, będzie szczególnie obfitował w łaski, gdyż „nam jako dzieciom [Niepokalanej] coś się w darze «należy»”.

    źródło: j.w.

  12. wobroniewiary pisze:

    Modlitwa chorego

    Panie, prosiłem Cię o siłę, aby mi się dobrze wiodło,
    a Ty pozwoliłeś mi stać się słabym,
    abym nauczył się posłuszeństwa.
    Prosiłem o zdrowie, abym mógł dokonywać wielkich rzeczy,
    a otrzymałem chorobę, by czynić, co lepsze.
    Prosiłem o bogactwa, aby być szczęśliwym,
    a stałem się biednym, by być nędzarzem.
    Prosiłem o władzę, aby ludzie mnie podziwiali,
    a jestem bezsilny, aby zatęsknić za Tobą.
    Prosiłem o przyjaźń, abym nie musiał żyć samotnie,
    a Ty dałeś mi serce, abym kochał wszystkich moich braci.
    Nie otrzymałem nic z tego, czego się spodziewałem.
    Nie otrzymałem nic z tego, o co Cię prosiłem.
    Prawie że wbrew mojej woli
    zostały wysłuchane moje niewypowiedziane modlitwy,
    i jestem obdarowany najbardziej ze wszystkich.
    Dzięki Ci, Panie.

    (Modlitwa chorego z jednego z nowojorskich szpitali wyryta na tablicy z brązu i umieszczona przy wejściu do szpitala)

  13. wobroniewiary pisze:

    Wiele osób zachwalało u nas tv „wrealu24” Ja jedynie tam mogę słuchać Pana Sumlińskiego. Takim panom jak Roman Sklepowicz mówię swoje zdecydowane NIE!
    Wiecie, że nie popieram czarnych marszy, czarnych protestów aborcji itp. itd. – ale i TAKICH METOD WALKI z nimi też nie. My mamy zło dobrem zwyciężać!
    To co tu przeczytałam – zmroziło mnie. Dzięki takim bowiem Sklepowiczom katolicy są bardzo negatywnie odbierani 😦
    Przeczytajcie sobie ten artykuł, co ten człowiek wygadywał, do tego dodawanie w jednym zdaniu słów „Jezus, Maryjo”… jest karygodne i woła o pomstę do nieba!
    I podając link do artykułu – proszę o niewklejanie mi tu na stronie linków do „wrealu24” dopóki takie wypowiedzi tam będą miały miejsce. Dopóki będą tam promować Sklepowicza i Korwin-Mikkego

    Roman Sklepowicz jako prawnik był zapraszany do TVP Info, gdzie komentował m.in. reformę sądownictwa. W internetowej telewizji wRealu24 skomentował też czarny protest. „Ładne laski to idą na dyskotekę, a takie brzydkie, których nikt bzykać nie chce, to idą na demonstracje. Bo ja stałem i patrzyłem, nie? I stałem i sobie mówię: Którą bym bzyknął? Ta? O Jezu, o Boże. Nie, nie tą tylko nie, o Jezus. I tak stałem i wierzcie mi, że cały czas myślałem: Kto to ru…a? Doszedłem do wniosku, że nikt i dlatego idą w tej manifestacji” – mówi Sklepowicz. Dodał, że kobiety chodzą na manifestacje dla seksu. „Nikt nie chce się nad nimi, że tak powiem, ulitować. Nikt nie chce pociągnąć za majtki, no to ona dawaj na manifestację” – podkreślił.

    https://wiadomosci.wp.pl/zona-frasyniuka-dopiela-swego-rusza-proces-za-slowa-kto-to-rua-6348280125908609a

    • Monika pisze:

      A potem czy można się dziwić, że wytykają mowę nienawiści? Każdy z nas widzi, że nie tędy droga. A czy tak łatwo zapomnieli już co mówił ksiądz Jerzy? Czym się zło zwycięża?
      Bo marsze przeciwko życiu to ewidentne zło.
      Szkoda tylko, że redaktorzy prowadzący wpuszczają do siebie, do studia także i takie osoby, które nie świecą przykładem dla wszystkich bez wyjątku.
      Widzieliśmy, że złe wywiady zdarzały się tak w telewizji wRealu24 jak i w Salve TV.

    • babula pisze:

      Strasznie wulgarne i bezcześci Święte Imiona Jezusa i Maryi!

      • Maggie pisze:

        Babulu, nie było Twego wpisu, kiedy pisałam, walcząc z IPad’em połykajacym partie mego wpisu i zjadającego me dane „logowania się” (widzę, że znow „zjedzone”) etc, ale jak widać, to samo pomyślałyśmy. 💕

    • Maggie pisze:

      Ten pan pokazał kim naprawdę jest i jakich lotów jest jego spojrzenie na kobietę. Grzeszne i gorszące myśli, jako przerywnikiem, wyciera on sobie Imieniem Bożym, jakby to była szmata do wycierania cholewy 🤭☹️ .
      Obłuda pełna pychy i bezwstydu w jego mowie (a co w ustach to chyba? i w sercu) wyłazi jak pluskwa zza ściany … 🥴

    • leszek pisze:

      W takim razie już więcej nie zrobię dla nich przelewu i zamykam subskrybcję kanału na youtube. Precz z promocją chamstwa.

      • Maggie pisze:

        @Leszek: Warto im o tym napisać i dopiero „zamknąć drzwi przed ich nosem” – waźne chyba aby wiedzieli, że w Polsce są jeszcze ludzie, którzy widzą w kobiecie szlachetną delikatność i patriotyczną Matkę-Polkę.

  14. Ja pisze:

    Bardzo proszę o modlitwę w bardzo ważnej sprawie. Bóg zapłać za każde westchnienie.

  15. Betula pisze:

    11 lutego – szósty dzień nowenny przed 15 lutego bl.ks.Michała Sopoćko spowiednika i kierownika duchowego św.siostry Faustyny Kowalskiej, Apostołki Bożego Miłosierdzia.

    Z „Dzienniczka” św.Faustyny:
    „Widzę księdza Sopoćkę, jak umysł jego jest zajęty i pracuje w sprawie Bożej wobec dostojnych Kościoła, aby przedłożyć życzenia Boże. Za jego staraniem nowe światło zajaśnieje w Kościele Bożym dla pociechy dusz. Choć na razie dusza jego jest przepełniona goryczą, jakoby nagrodą za wysiłki dla Boga, ale nie tak będzie. Widzę radość jego, której nic uszczerbku nie sprawi, udzieli mu Bóg i części tej radości już tu na ziemi. Takiej wierności dla Boga, jaką się ta dusza odznacza, nie spotkałam.”(Dz.1390)

    Rozważanie:
    MIŁOSIERDZIE BOŻE W NAJŚWIĘTSZYM SAKRAMENCIE – z pism ks.dr.Michała Sopoćko

    „Objawy Miłosierdzia Bożego zlewają się na nas jak płatki śniegu w zimie, biją w nas codziennie, jak zapach leśny, wydobywający się z nieznanych kielichów. Tymczasem wielu chrześcijan rości sobie prawo do tego, jak gdyby Bóg miał obowiązek wyróżniać nas z pośród milionów niewiernych, i zapomina, że wszystko jest właściwie tylko darem łaski.
    Jak dziecko, śpiące na łonie matki jest niedbałe i nie zdaje sobie sprawy, komu zawdzięcza swój sen bezpieczny, tak często ludzie, korzystając z darów Miłosierdzia Bożego, nie myślą, komu je zawdzięczają i mogą zasłużyć na wyrzuty ze strony Boga, jak owych dziewięciu ewangelicznych trędowatych, – że za nie, nie składają podziękowania.

    Przede wszystkim dziełem Miłosierdzia Bożego jest to, żeśmy się urodzili w tym złotym wieku łaski, a nie w czasie przed przyjściem Chrystusa Pana. Pan Jezus uprzedził nas łaskami i pozwolił nam się urodzić w wieku prawdziwie złotym, w którym już szatan jest pokonany, śmierć wieczna zwyciężona, Niebo otwarte, Miłosierdzie Boże ujawnione, wskazana droga Zbawienia, ustanowione środki łaski, przez które tak łatwo odzyskuje się pojednanie z Bogiem. Teraz składa się ustawiczna ofiara przebłagalna za grzechy całego świata, ofiara nie z krwi zwierząt – jak dawniej – ale z Krwi i Ciała Pana naszego Jezusa Chrystusa.

    Jeżeli Miłosierdziem nazywamy skłonienie się Boga ku nam dla wyprowadzenia nas z nędzy grzechu, to cóż mówić nie o skłonieniu się tylko, lecz o oddaniu samego siebie dla nas na pokarm i napój w Przenajświętszym Sakramencie, do którego wszyscy wierni w stanie łaski mają taki łatwy dostęp?
    Jezus przystępuje do nas pełen mocy i życia, świeży i pokrzepiający, z ciałem, duszą i Bóstwem swoim, by zmyć i wypalić w nas wszelką grzeszną naleciałość, by pobudzić do większej gorliwości i do żywszej czynności. Nie słowem ani mową, ale Ciałem i Krwią własną zapala nas ku swojej miłości i napełnia nas prawdziwą, trwałą radością. Zapał ten czyni nas ochotnymi do pracy, a radość wlewa odwagę do walki. Wobec takiego objawienia Miłosierdzia naszego Zbawiciela, jacyśmy szczęśliwi zawsze pomimo klęsk materialnych, jacyśmy potężni pomimo niebezpieczeństw jawnych, jacyśmy weseli pomimo łez płynących obficie z naszych oczu, jacyśmy bogaci pomimo ubóstwa wyzierającego zewsząd!

    Człowiek niejednokrotnie czuje się opuszczonym i samotnym, nie rozumie wówczas świata ani siebie samego, a wśród wewnętrznych udręczeń poczyna się chwiać jego wiara. Jak wielki jest Bóg w przestworzu, gdzie ja – tylko ciemnym punkcikiem, jak nieskończony w czasie, w którym jestem tylko jedną chwilką. Jak jest Święty i Wszechwładny wobec mojej grzeszności i słabości. Zbyt Święty, Wielki i Sprawiedliwy, byśmy mogli wznieść się do Niego!

    Takie myśli trwożliwe pozostają nieraz w naszym sercu. Ale oto wzrok nasz pada na kościół sąsiedni i natychmiast ufność wraca do naszego serca, spostrzegamy tam światło lampki wiecznej, które nam mówi, że ten Bóg nieskończony w przestrzeni i czasie, z Miłosierdzia swojego zamknął się w Hostii pod postacią chleba, że przebywa wśród nas, że nas zaprasza do siebie. Idziemy do Komunii św. i klękamy wszyscy obok siebie: bogaci i ubodzy, wielmożni i maluczcy – wszyscy czujemy się równi w obliczu Sędziego – wszyscy jednoczymy się w świętym braterstwie. Tu właśnie jest prawdziwe wychowanie w równości, braterstwie i wolności synów Bożych.”

    Z „Dzienniczka” św.Faustyny:

    „Kłaniam się Tobie, Anielski Chlebie, Z głęboką Wiarą, Nadzieją, Miłością
    I z głębi duszy uwielbiam Ciebie, Choć jestem nicością.
    Kłaniam się Tobie, Boże Utajony, I z całego serca miłuję Ciebie,
    Nie przeszkadzają mi tajemnic zasłony, Kocham Cię tak, jak wybrani w Niebie.

    Kłaniam się Tobie, Boży Baranku, Który gładzisz mej duszy przewinienia,
    Którego przyjmuję do serca każdego poranku, A Ty mi pomagasz do Zbawienia.”(Dz.1324)

  16. wobroniewiary pisze:

    Boże jak ja się ciesze, jak codziennie ktoś się dopisuje do Nowenny Pompejańskiej za Polskę wolną wolną od aborcji, eutanazji, lgbt i wszelkiego diabelstwa.
    Rozszerzajcie to dzieło – niech nas będzie jak najwięcej.
    Link do zapisów u samej góry strony
    Bóg zapłać wszystkim ❤

    • Maggie pisze:

      Niestety, nie potrafię wytrwać (różne przeszkody aż się piętrzą) zwłaszcza, że teraz jestem wykończona ekstremalnymi skokami temperatury, przeszywającymi wiatrami i czyszczeniem gór śniegu lub lodu (jutro i w środę mają znów być masy śniegu, przemienne z tzw ice pellets, deszczem i marznącym deszczem) ALE w miarę możliwości dołączam sercem i wsparciem modlitewnym Was: podejmujących się tego wspaniałego Dzieła=czynu. Panie Boże błogosław WOWIT’owej Rodzinie i wysłuchaj próśb zanoszonych w tej Nowennie oraz pomóż im też, o Panie ❣️, w ich codziennych/własnych sprawach/potrzebach. Amen.
      💕❣️🙏🏻❣️💕

  17. leszek pisze:

    Za godzinę, o 18.00 zacznie się Msza Święta w sanktuarium Matki Bożej w Lourdes w Belgii.
    Jest to kopia słynnego sanktuarium z Francji. Znajduje się w miejscowości Oostakker,
    w diecezji gandawskiej. Dzisiaj będą obchody jubileuszu 150 lat od cudu uzdrowienia za wstawiennictwem Matki Bożej z Lourdes. Cud uzdrowienia kaleki, któremu źle zrośnięte kości podudzia nie pozwalały się normalnie poruszać. Zdarzenie do tej pory komentowane w Belgii jako bardziej znaczące niż znane uzdrowienia z Francji. Jednak ilość pielgrzymów jest o wiele mniejsza niż we Francji.
    Zabiorę na Mszę Świętą wasze wszystkie słuszne intencje, zarówno wypowiedziane jak i ukryte
    intencje serca.
    Módlcie się ze mną o nawrócenie dla rdzennych narodów Belgii, to jest Flamandów, Walonów,
    Brabantów i Fryzów oraz wszystkich obecnych tu przedstawicieli narodów świata, którzy osiedli w Belgii i za imigrantów zarobkowych. TOTUS TUUS MARIA!!!

  18. babula pisze:

    Nie wiem czy można temu wierzyć:

    Ewo – kasuj w razie czego 😉

    • wobroniewiary pisze:

      Nie znam, nie wiem 🙂
      Zostawiam, bo może ktoś wie, to coś nam powie

      • Karolina pisze:

        Czytałam kiedyś te objawienia ale nie mogłam znaleźć nic na temat ich wiarygodności. Maryja mówi tu też o zaopatrywaniu się w żywność, wodę, święcone świece i zastanawiam się czy rzeczywiście robić jakieś zapasy czy zdać się całkowicie na Pana Boga. Czasami nachodzi mi strach, że nie zdążę, że nic nie przygotuje, że nie będę miała dać co dzieciom jeść.

  19. eska pisze:

    Dziś jest rocznica mojego ślubu kościelnego. Tyle, że małżeństwo przestało istnieć. Trudny dziś dzień dla mnie. Proszę o westchnienie…

    W modlitwie we wszystkich intencjach +++

  20. wobroniewiary pisze:

    Kard. Kasper krytykuje „Manifest wiary” kard. Müllera

    Szerokim echem odbił się w Kościele „Manifest wiary” kard. Gerharda Müllera. Były prefekt Kongregacji Nauki Wiary przypomina w nim główne, katechizmowe prawdy wiary, apelując by trwać przy nich w czasach narastającego zamieszania.
    „Manifest wiary” skrytykował już kard. Walter Kasper. Jego zdaniem tekst byłego prefekta Kongregacji Nauki Wiary zawiera treści, pod którymi podpisać się może każdy uczciwy katolik, ale „niedobrze, że niektóre prawdy zostały tak wyakcentowane, że przemilczana została druga połowa”. A użyty przez kardynała zwrot „«oszustwo Antychrysta» niemal dosłownie przypomina argumentację Marcina Lutra” – stwierdził niemiecki kardynał, dodając, że „również Luter w swoim czasie słusznie krytykował wiele w Kościele. Ale zarzut Antychrysta już wtedy był niestosowny. Czyżby za Manifestem stał odrodzony Luter?” – dopytywał kard. Kasper, przestrzegając przed zamętem i rozłamem w Kościele

    https://ekai.pl/kard-kasper-krytykuje-manifest-wiary-kard-mullera/

  21. wobroniewiary pisze:

    Św. Jan Paweł II w Lourdes

  22. wobroniewiary pisze:

    W nawiązaniu do reklam i zaproszeń na kolejne jakieś forum z Marcinem Zielińskim i to dziś – w dniu, w którym kapłani namaszczają wiernych:
    W Piśmie św. (List św. Jakuba) jest napisane:
    „Choruje ktoś wśród was? Niech sprowadzi kapłanów Kościoła, by się modlili nad nim i namaścili go olejem w imię Pana. A modlitwa pełna wiary będzie dla chorego ratunkiem i Pan go podźwignie, a jeśliby popełnił grzechy, będą mu odpuszczone”

    TAM JEST MOWA O KAPŁANACH – NIE O ŚWIECKICH!!!

  23. ona pisze:

    Czy pojawi się jakaś propozycja wspólnego wyjazdu na wakacje do świętych miejsc?

  24. wobroniewiary pisze:

    Prezydent Trump przypomniał Amerykanom, że państwo musi chronić niewinnych, że dzieci mają prawo żyć!

  25. AnnaSawa pisze:

    Jak i prawdziwy chłop to i prawdziwy ksiądz 🙂
    Polecam wszystkim !

    „…. z cekinami po gębie rozczepionymi, …Boże! dać siekierę do ręki to to się wywróci!
    „ksiądz żałuje bo księdzu nie wolno??….
    * mówię a co mi nie wolno, co to ja gęby nie mam?,
    niech nas ksiądz zostawi, my mamy dopiero po 16 lat, ….
    * to Ty masz 16 lat i ty tak traktujesz tą dziewczynę?…to kim ona jest dla ciebie, lalką treningową?
    * kobiety szanujcie się…
    * ale jak te łepki później jadą ze mną na Jasną Górę, to wszystko klęka przed Matką Boską, łapy złożone : „Matko Bosko – mnie to dziewicę za żonę…..,
    a Matka Boska wzrok ma smutny, zatroskany i się pyta….skąd ci ją chłopie wezmę ???
    Smok wawelski już dawno by z głodu zdechł.

    Przyjdzie taki chłop po roku do spowiedzi i taki wierszyk dmucha księdzu na ucho: nie zabiłem, nie ukradłem, nie podpaliłem, więcej grzechów nie pamiętam..
    – ja mówię : to się świetnie składa, daj pan zdjęcie, postawimy przy ołtarzu, będziemy mieć świętego pańskiego…”

  26. ona pisze:

    Na tej stronie często czytamy jak Adminka przestrzega przed pychą i mówi, że św. O. Pio nazywa tę pychę jajecznica od „ja,ja,ja,ja”
    No i popatrzcie 🙂

    • Janek pisze:

      W dniach 29–30 września 1982 r. Lecha Wałęsę internowanego przez władze PRL w Arłamowie odwiedził jego brat Stanisław. Jak twierdził, przyjechał w celu złożenia życzeń urodzinowych. W rzeczywistości chciał przeprowadzić z bratem wywiad i za odpowiednim wynagrodzeniem przekazać go mediom na Zachodzie. Po wyjeździe z Arłamowa funkcjonariusze SB przeszukali Stanisława Wałęsę. Znaleźli przy nim miniaturowy magnetofon marki Sanyo wraz z kasetą zawierającą nagraną rozmowę.
      W internecie można znaleźć zarówno samo nagranie jak i stenogramy z niego.
      Jak wynika z nagrań Lech Wałęsa wyrażał „duże zadowolenie” z powodu zgłoszenia go do Pokojowej Nagrody Nobla i oburzał się z powodu komentarzy radiowych, w których porównywano go do izraelskiego premiera Menachema Begina. Pytał: „Dlaczego nie porównają mnie do siostry Teresy?”.
      Dyskusja dotyczyła także stosunku Kościoła do przewodniczącego „Solidarności”. Stwierdził on, że „dokładnie wie o próbach wymanewrowania go przez Kościół”. W pewnym momencie padają takie słowa: „Znam dobrze perfidną gierkę klechów”. (Kościół miał udzielić poparcia dla nominacji Jana Pawła II do pokojowej nagrody Nobla a nie dla Wałęsy).

  27. Alutka pisze:

    „Uwaga na fałszywe e-maile nt. poprawności złożonych deklaracji Ministerstwo Finansów ostrzega przed fałszywymi e-mailami, w których autor informuje o wątpliwościach dot. złożonej deklaracji oraz wzywa do ustosunkowania się co do zaistniałej sytuacji. W treści może znajdować się link.
    Nie należy otwierać wiadomości, ani załącznika, klikać w linki zawarte w treści oraz odpowiadać na e-mail nadawcy. Załącznik / link może zawierać szkodliwe oprogramowanie.
    Przestrzegamy i apelujemy o ostrożność!
    Przykład fałszywego e-maila:”
    Nie daje się skopiować
    https://www.mf.gov.pl/ministerstwo-finansow/wiadomosci/komunikaty/-/asset_publisher/6Wwm/content/uwaga-na-falszywe-e-maile-nt-poprawnosci-zlozonych-deklaracji?r

  28. Monika pisze:

    Czy ktoś jeszcze pamięta tego polskiego śpiewającego poetę?
    Nie ma nas https://www.youtube.com/watch?v=SczR8iFwxtI
    W oczekiwaniu wiosny https://www.youtube.com/watch?v=B6wGsdaBEaU

    • Betula pisze:

      Leszek Długosz to człowiek wyjątkowy; nie tylko prawdziwej klasy ale przede wszystkim skromny, kierujący się prawdą i dobrem. Miałam szczęście w latach 90-tych w Krakowie rozmawiać z nim kilka razy, byłam też na koncercie, ciepły miły człowiek o dobrym sercu bo nie raz widziałam jak kupował serki u biednej starszej góralki, stała nieraz długo zziębnięta koło herbaciarni chyba na ul.św.Anny, kupował te serki pewnie po to żeby coś zarobiła i dłużej nie stała na zimnie – nie spieszył się wtedy ale rozmawiał z nią uśmiechnięty z zainteresowaniem i z szacunkiem.

      „Śpieszmy się” – Leszek Długosz śpiewający poeta

      Śpieszmy się, śpieszmy kochać ludzi
      Jak poucza nas poeta ksiądz Twardowski Jan
      Oni naprawdę tak umieją odejść nagle
      Tak nie wrócić, zawieruszyć się na amen, zatrzeć ślad…

      Jeszcze się ręce wyciągają
      Jeszcze witać, mocno jeszcze objąć chcą
      A tu już puste miejsca po nich
      Fotografie, telefony głucho milczą dzień i noc…

      Śpieszmy się, śpieszmy
      Bo przemija młodość prędko
      Ileż prędzej, niż w to sama wierzyć chce
      I mija gdzieś ta łatwość serca
      Z którą kiedyś tak w nieznane lekko
      Tak w nieznane, tak umiało biec…

      Zagarnie nas wezbrany nurt
      Pochyli nas powaga dat
      I w wirze tylu, tylu spraw
      To porzucimy, zapomnimy
      To, co w nas, naprawdę ważne było w nas

      Śpieszmy, śpieszmy się
      Bo krucha jest materia naszych dni
      Bo śnią się szare, coraz bardziej puste sny
      Bo zasypiają serca w nas
      Nie zbudzą się któregoś dnia…

      Śpieszmy się, śpieszmy, żeby zdążyć
      Żeby rozdać ten majątek serca z tylu, z tylu lat
      Po co nam dźwigać taki ciężar
      Aż na tamtą stronę świata
      Po co nam to wszystko z sobą, po co brać?

      O, niech to lepiej tu zostanie
      Nasze myśli, radość oczu, czułość rąk
      Bo jeśli z nas ma coś ocaleć
      To niech innych pamięć o nas
      Niech nam będzie tak jak schron

      Śpieszmy się, śpieszmy kochać ludzi
      Tych realnych, niezmyślonych
      Ale takich, jacy wokół, jacy są
      Umiejmy sobie to wybaczyć
      Że nie lepszych, nie piękniejszych
      Dał nam tu nawzajem, dał nam tutaj los

      Serdecznym ciepłem się podzielmy
      Obdarzmy światłem, co w nas jeszcze może drga
      Bo gdy gęstnieje mrok pod wieczór
      Ono niech, to światło, niech wspomaga nas, prowadzi nas…
      Śpieszmy, śpieszmy się
      Bo nieustannie wieje ten wiadomy wiatr
      Bo nawet to skąd wiedzieć, skąd by wiedzieć nam
      Która z miłości naszych właśnie
      Może jest już tą ostatnią?

      Śpieszmy się, śpieszmy kochać ludzi
      Jak poucza nas poeta ksiądz Twardowski Jan
      Oni naprawdę tak umieją odejść nagle
      Tak nie wrócić, zawieruszyć się na amen, zatrzeć ślad…

      Wystarczy wiatru nagły poryw
      Jedno słowo, nieostrożny czasem gest
      Zostają głuche telefony
      Krzesła, stoły, lampy, okna
      Za oknami pochylone cienie drzew..

    • Monika pisze:

      Nie bez przyczyny jest członkiem Kapituły Medalu „Niezłomnym w słowie”.
      A mnie się Leszek Długosz przyśnił dziś i Jego zapomniane piosenki.

      Tyle dobra wokół nas, którego nie mamy czasu dostrzec, nie chcemy dostrzec, a media milczą jak zaklęte, pozwalając by upiory i wszelkie inne zło poczwarne mogło się szerzyć dalej i dalej, i zagarniać coraz więcej zagubionych dusz.

  29. Rafał D. pisze:

    No i stało się… Marcin Zieliński dotarł do mojego Szczecina… został zaproszony na II forum ogień z nieba. Nawet Ks. Tomasz Kancelarczyk udostępnij to forum na swoim Facebooku 😞 a poprzednie forum patronował abp. Andrzej Dzięga, ciekawe czy w tym roku abp. Obejmie patronat… O co w tym wszystkim chodzi… https://m.facebook.com/1956311704673177/photos/a.1964309117206769/2008490946121919/?type=3&source=48

    • wobroniewiary pisze:

      Chyba chodzi o to, że nie zabronimy bo sam Pan Jezus powiedział” pozwólcie obojgu (pszenicy i kąkolowi) róść aż do żniw.
      Nikt mądry nie pójdzie na spotkanie z kimś, za kogo nawet własna kuria nie bierze odpowiedzialności. Ot – róbmy swoje pamiętając, że w swoim czasie Bóg rozkaże zebrać oddzielnie pszenicę i oddzielnie kąkol.
      Skoro ratunek w Niepokalanym Sercu Maryi – chrońmy się tam, jednocześnie modląc się o nawrócenie jak największej ilości osób

  30. an m pisze:

    Prosze o modlitwe za mnie, o wiare i nadzieje bo dzis calkiem stracilam. Dziekuje.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s