Św. o. Pio a dusze czyśćcowe

Ojciec Pio był wielce oddany duszom czyśćcowym. W liście z 29 listopada 1910 roku, to jest kilka miesięcy przed swoimi święceniami kapłańskimi, zaadresowanym do jego współbrata kapucyna, ojca Benedetta, jego przewodnika duchowego, napisał:

Od dłuższego czasu odczuwam w sobie potrzebę, aby oddać się Panu jako ofiara za nieszczęsnych grzeszników i za dusze czyśćcowe. Pragnienie to coraz bardziej rośnie w moim sercu, tak bardzo, że teraz stało się ono — powiedziałbym — gwałtowną pasją. Jest prawdą, że uczyniłem tę ofertę Panu wielokrotnie, błagając Go, aby zechciał zesłać na mnie kary, które przygotował dla grzeszników i dla dusz mających się oczyścić, aby nawet je pomnożył stukrotnie, byle tylko nawrócił i zbawił grzeszników, a także przyjął szybko do Raju dusze z czyśćca. Teraz jednak chciałbym ponowić moją ofiarę z Twoim pozwoleniem. Wydaje mi się, że Pan Jezus właśnie tego chce (List I, 206).

Ojciec Pio już od wczesnego dzieciństwa wszedł w szczególny kontakt ze światem Bożym, obok wizji i ekstaz został obdarowany łaskami mistycznymi: bilokacją, cudownym zapachem, czytaniem w ludzkich sercach, darem języków, transwerberacją czy stygmatami, a także walczył z szatanem i kontaktował się z Aniołem Stróżem oraz duszami czyśćcowymi.

Dusze czyśćcowe w sposób sobie wiadomy przychodziły do Ojca Pio, najczęściej wtedy gdy przebywał on samotnie zatopiony w modlitwie lub gdy klęczał w chórze zakonnym. Cel tych wizyt był prawie zawsze ten sam: dusze czyśćcowe szukały pomocy i ratunku w modlitwach, cierpieniach i Mszach ofiarowanych za nie przez umiłowanego ich orędownika u Boga – Ojca Pio.

Oto kilka relacji z takich spotkań:

Byłem sam w sali kominkowej i grzałem się przy ogniu, bo na dworze panował okropny ziąb. Było już późno, wszyscy bracia rozeszli się do swych cel. Nagle dostrzegłem tuż obok mnie czterech nie znanych mi zakonników. Usiedli przy kominku, z naciągniętymi na twarze kapturami. Pozdrowiłem ich słowami: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”, ale żaden mi nie odpowiedział. Zdziwiony przyjrzałem się im uważnie, by poznać co to za jedni, ale żadnego z nich nie rozpoznałem. Postałem obok nich parę minut i dobrze się im przypatrując odniosłem wrażenie, jakby cierpieli…

Odwiedziny czterech nieznajomych i zakapturzonych braci wywołały poruszenie w klasztorze. Ojciec Pio poszedł bowiem powiadomić ojca gwardiana o niezapowiedzianej wizycie. Gdy obaj powrócili do sali z kominkiem nikogo już nie zastali. Zrozumiałem wtedy -relacjonuje Ojciec Pio – iż najprawdopodobniej byli to dawno zmarli bracia proszący o pomoc. Całą tę noc spędziłem modląc się za nich.

A oto inny opis historii, która przydarzyła się naprawdę Ojcu Pio.

Modliłem się z przymkniętymi oczami, kiedy nagle drzwi otwarły się i do sali wszedł jakiś starzec, opatulony w płaszcz, jaki nosili zazwyczaj wieśniacy z San Giovanni Rotondo. Przysiadł się koło mnie. Spojrzałem nań nie zadawszy sobie pytania, w jaki sposób wszedł do klasztoru o tak późnej porze.
Potem odezwałem się do niego i zapytałem: „Kim jesteś? Czego chcesz?”. Starzec odrzekł: „Ojcze Pio, jestem Pietro Di Mauro z ojca Nicoli, zwany Precoco”. Po czym dodał: „Zmarłem w tym klasztorze 18 września 1908 roku w celi nr 4, kiedy był tu jeszcze przytułek dla żebraków. Któregoś wieczoru, kiedy leżałem w łóżku, zasnąłem z zapalonym cygarem i spaliłem się. Przychodzę z czyśćca. Mogą mnie wybawić modlitwy. Bóg pozwolił mi tu przyjść, aby prosić ojca o ratunek… Zakonnik zapewnił Pietro, iż spełni jego prośbę: „Bądź spokojny, jutro odprawię za ciebie Mszę świętą.”

Ojciec Pio wraz z ojcem gwardianem udali się następnego dnia do archiwum klasztornego, by sprawdzić usłyszane od zjawy informacje. Księgi potwierdziły, iż rzeczywiście taki fakt miał tu miejsce.

A to wydarzyło się w 1921 lub 1922 roku, gdy Ojciec Pio modlił się wieczorem w chórze zakonnym. Nagle usłyszał jakieś zgrzyty, skrzypnięcia, dochodzące z kościoła od strony bocznych ołtarzy, a zaraz potem odgłos spadających z głównego ołtarza świec i świeczników. Pomyślał, że jest to jeden z kleryków, który niezręcznie spełnia swe obowiązki, ale potem wychylił się z balkonu chóru i zobaczył młodego brata stojącego bez ruchu przy głównym ołtarzu.
Zapytał: „Co robisz?” Nie otrzymał jednak odpowiedzi. Karcąco mówił dalej: „Ładnie wypełniasz posługę, zamiast robić porządek, tłuczesz świece i świeczniki!” Brat jednak milczał i stał w bezruchu. Ojciec Pio głośnym i rozkazującym tonem zawołał kolejny raz na nieznajomego:”Ej! Co ty tam robisz?” Wtedy to usłyszał następującą odpowiedź: „Odbywam tutaj swój czyściec. Byłem studentem w klasztorze i tutaj muszę teraz odpokutować za brak pilności w wykonywaniu moich kościelnych obowiązków”.
Ojciec Pio odpowiedział: „No więc posłuchaj! Jutro odprawię za ciebie Mszę świętą, lecz nie wolno ci tu więcej przychodzić.”

Później, kiedy zakonnik opowiadał o tym zdarzeniu, zwykle stwierdzał:

”Za brak pilności w wykonywaniu swoich obowiązków ten brat był nadal w czyśćcu, sześćdziesiąt lat po swojej śmierci! Wyobraź więc sobie, o ile dłużej i jak cięższy będzie czyściec dla tych, którzy popełniają poważniejsze grzechy.”

I jeszcze jedna relacja opowiedziana przez ojca Aurelio:

Pewnego wieczoru przebywał on z Ojcem Pio w jego pokoju wraz z doktorem Sanquinettim i Lupim, budowniczym szpitala. Rozmawiali o tym i owym, aż nagle O.Pio przerwał rozmowę, mówiąc: „Pomódlmy się za króla Anglii”.

I jak to było w jego zwyczaju oparł głowę na rękach i zaczął się modlić.

Spojrzeliśmy na siebie zdumieni – mówi o.Aurelio – i myślnie połączyliśmy się w modlitwie z O.Pio.

Następnego ranka z pierwszego komunikatu w wiadomościach dowiedzieliśmy się, że zmarł Jerzy VI, król Anglii. (1952 r.)

To, że dusze zmarłych były stałymi gośćmi Ojca Pio, oznacza jednocześnie, że miał on wgląd w ich sytuację. Potwierdzeniem tego są relacje wielu ludzi, którzy pytając go o swoich zmarłych krewnych i przyjaciół, otrzymywali często od O.Pio bezpośrednią odpowiedź.

Na pytanie np. Czy zbawiony jest mój brat, matka czy też inna konkretna osoba często odpowiadał: „Tak, ale potrzebuje modlitw”. Niekiedy na znów postawione po jakimś czasie pytanie o tę samą osobę, mówił: „Tak, on czy ona jest tam, w niebie, w Raju”

Kiedy indziej, gdy ktoś zapytał – czy powinien nadal modlić się za swoich zmarłych rodziców, Ojciec Pio odpowiedział: „Jeśli im już więcej nie są potrzebne modlitwy, to one są oddawane innym duszom”

Ojciec Pio mówił, że powinniśmy zawsze modlić się za zmarłych, nawet tych, którzy zmarli wiele lat temu (sam modlił się za swojego pradziadka), ponieważ dla Pana Boga nie ma ani przeszłości, ani przyszłości, lecz wszystko jest odwieczną teraźniejszością.

W sposób wręcz heroiczny przez całe swoje kapłańskie życie Ojciec Pio poprzez cierpienie i miłość pragnął wysługiwać niebo i skracać męki czyśćcowe duszom, których nigdy wcześniej nie znał lub które go o to prosiły w czasie niezwykłych i może spektakularnych odwiedzin. Był bowiem świadom ogromu cierpień i mąk jakie muszą znosić dusze czyśćcowe:

Stąd tak chętnie modlił się i składał za nie Najświętszą Ofiarę, powtarzając swoim braciom: „Więcej dusz zmarłych z czyśćca niż żyjących potrzebuje moich modlitw i wspina się na tę górę, by uczestniczyć w mojej Mszy świętej.”

Za ile dusz czyśćcowych modlił się Ojciec Pio w czasie swojego długiego życia? Ile dusz uwolnił z czyśćca przez modlitwy i cierpienia?

Na te pytania odpowiedź zna tylko Pan Bóg.

Każdy z nas musi umrzeć i każdy z nas przed Bogiem zda relację ze swego życia. A jeżeli nie zdążymy dobrze się przygotować na spotkanie z Panem? Ojciec Pio uczy nas, byśmy pamiętali o duszach w czyśćcu. Bo choć one nas nie odwiedzają, by prosić o pomoc, to jednak jej od nas potrzebują. Bądźmy ich wsparciem i pomóżmy im skrócić czas oczekiwania na niebo!
Za: kliknij

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydarzenia i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

76 odpowiedzi na „Św. o. Pio a dusze czyśćcowe

  1. wobroniewiary pisze:

    Do codziennego odmawiania

    Boskie Serce Jezusa, ofiaruję Ci przez Niepokalane Serce Najświętszej Maryi Panny wszystkie modlitwy, sprawy, prace i krzyże dnia dzisiejszego jako wynagrodzenie za grzechy moje i całego świata. Łączę je z tymi intencjami w jakich Ty ofiarowałeś się za nas na krzyżu i ofiarujesz się codziennie na ołtarzach całego świata. Ofiaruję Ci je za Kościół katolicki, za Ojca Świętego, a zwłaszcza na intencje miesięczną, oraz na intencję misyjną, jako też na intencje dziś potrzebne. Pragnę też zyskać wszystkie odpusty jakich dostąpić mogę i ofiaruję Ci je za dusze w czyśćcu. Amen

    Do codziennego odmawiania przez niewolników NMP:

    Ja, N…, grzesznik niewierny, odnawiam i zatwierdzam dzisiaj w obliczu Twoim śluby Chrztu Św. Wyrzekam się na zawsze szatana, jego pychy i dzieł jego, a oddaję się całkowicie Jezusowi Chrystusowi, Mądrości wcielonej, by pójść za Nim, niosąc krzyż swój po wszystkie dni życia.
    Bym zaś wierniejszy Mu był, niż dotąd, obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego za swą Matkę i Panią. Oddaję Ci i poświęcam jako niewolnik Twój, ciało i duszę swą, dobra wewnętrzne i zewnętrzne, nawet wartość dobrych moich uczynków, zarówno przeszłych, jak obecnych i przyszłych, pozostawiając Ci całkowite i zupełne prawo rozporządzania mną i wszystkim bez wyjątku co do mnie należy, według Twego upodobania, ku większej chwale Boga w czasie i wieczności.

    Módlmy się za siebie nawzajem, przyzywając opieki św. Michała Archanioła

    Święty Michale Archaniele wspomagaj nas w walce a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy, a Ty, Wodzu niebieskich zastępów, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła. Amen!
    Święty Michale Archaniele, który w brzasku swego istnienia wybrałeś Boga i całkowicie oddałeś się spełnianiu Jego świętej woli. Wstaw się za mną do Stwórcy, abym dzisiaj, za Twoim przykładem, na początku nowego dnia, otwierając się na działanie Ducha Świętego, w każdej chwili dawał się Bogu, wypełniając z miłością Jego świętą wolę. Niech razem z Tobą wołam bez ustanku: Któż jak Bóg! Przez Chrystusa Pana naszego. Amen

    Módlmy się o ochronę dla siebie i swoich bliskich

    „Zanurzam się w Najdroższej Krwi naszego Pana Jezusa Chrystusa. Krwią Jezusa pieczętuję wszystkie miejsca w moim ciele, poprzez które duchy nieczyste weszły, lub starają się to uczynić. Niech spłynie na mnie, Panie, Twoja Najdroższa Krew, niech oczyści mnie z całego zła i z każdego śladu grzechu. Amen!”

    „Panie, niech Twoja Krew spłynie na moją duszę, aby ją wzmocnić i wyzwolić, – na tych wszystkich, którzy dopuszczają się zła, aby udaremnić ich wysiłki i ich nawrócić – a na demona, aby go powalić.”

    Modlitwa na cały 2019 rok

    Jezu, Maryjo, Józefie – kocham Was, ratujcie dusze! Święta Rodzino opiekuj się moją rodziną i uproś nam wszystkim pokój na świecie. Amen!

    Matko Boża Niepokalanie poczęta – broń mnie od zemsty złego ducha!

    MODLITWA DO NASZEJ PANI OD ARKI

    Wszechmogący i Miłosierny Boże, który przez Arkę Noego ocaliłeś rodzaj ludzki przed karzącymi wodami potopu, spraw litościwie, aby Maryja Nasza Matka była dla nas Arką Ocalenia w nadchodzących dniach oczyszczenia świata, uchroniła od zagłady i przeprowadziła do życia w Nowej Erze Panowania Dwóch Najświętszych Serc, przez Chrystusa Pana Naszego. Amen.

    Pani od Arki, Maryjo Matko nasza, Wspomożenie wiernych, módl się za nami!

    • Ava pisze:

      Do moich drzwi zapukała grupka dzieci w przebraniu Halloween. Zatkało mnie i powiedziałam tylko że przepraszam ale nie obchodzę tego święta.

      Módlcie się dziś za wszystkie dzieci bardzo Was proszę…

      Witek miał pomysł na modlitwę unizenia o 3 w nocy- dobra myśl.

      • Anita pisze:

        Tak tej nocy powinniśmy się modlić i przepraszać Boga. Mnie obudził bardzo dziwny sen punkt o 3 w nocy…..od razu zrozumiałam ….trzeba sie pomodlić.

  2. Ola pisze:

    Koronka do Serca Maryi za zmarłych

  3. mzz pisze:

    Na stronie internetowej ,,KuBogu” jest zrzutka do Mszy Św. w 3 intencjach : dusze czyśccowe, konający, dzieci zagrożone aborcją. Kto ma chęć wesprzeć zbiórkę proszę wejsc na wczesniej wspomnianą strone internetową.

  4. Euzebia pisze:

    Katarzyna Szymon – śląska stygmatyczka
    Ekstaza z dnia 24.08.1979 – mówą Dusze Czyśćcowe
    http://www.gloria.tv/post/G36Rcv2DDoYf3Rnhhr9MSLF86

  5. Quis ut Deus pisze:

    Halloween vs. Orszak Świętych (z relikwiami).
    Na rynku idą na zabawę dzieci przebrane za kościotrupy. A w przeciwnym kierunku, w orszaku 8 letnia dziewczynka przebrana za św. Filomenę z kotwiczką na kurteczce oraz liliami i palmami w ręku.
    Walka duchowa trwa 🙂

  6. wobroniewiary pisze:

  7. wobroniewiary pisze:

    🙏Warunki uzyskania odpustu zupełnego za zmarłych od 1 do 8 listopada:
    🙏Nawiedzając z modlitwą kościół lub kaplicę w uroczystość Wszystkich Świętych oraz w Dniu Zadusznym, możemy pod zwykłymi warunkami uzyskać odpust zupełny, czyli całkowite darowanie kar dla dusz w czyśćcu cierpiących. Ponadto wypełniając określone warunki, możemy uzyskać odpust zupełny od 1 do 8 listopada za pobożne (czyli modlitewne) nawiedzenie cmentarza. Odpust zupełny możemy uzyskać raz dziennie. Warunki uzyskania odpustu zupełnego:
    1. Wzbudzić intencję jego otrzymania.
    2. Być w stanie łaski uświęcającej.
    3. Wyzbyć się przywiązania do jakiegokolwiek grzechu.
    4. Przyjąć w tym dniu Komunię Świętą.
    5. Odnowić naszą jedność ze wspólnotą Kościoła poprzez odmówienie: “Ojcze nasz”, “Wierzę w Boga” oraz modlitwy w intencjach bliskich Ojcu Świętemu.

  8. Joanna pisze:

    i nasz polski święty od dusz czyśćcowych – św. Stanisław Maria Papczyński
    „Św. Stanisław przeżywał doświadczenia mistyczne, w których przynaglany był do niesienia pomocy zmarłym. Jedno z nich wydarzyło się, kiedy jako kapelan wojsk Rzeczpospolitej walczących przeciw Turkom modlił się przy grobach poległych żołnierzy. Otrzymał wtedy wizję zmarłych żołnierzy, którzy prosili go, aby nie zaprzestawał modlitwy za nich.
    Inne takie wydarzenie miało miejsce przed posiłkiem, który miał spożyć po Mszy św. odprawionej za zmarłych rodziców Jakuba Karskiego. Doznał wtedy ekstazy, wstał od stołu i nie pożegnawszy się z nikim odjechał do klasztoru. Kiedy tam przybył, błagał współbraci, aby modlili się za zmarłych, bo nieznośne cierpią męki. Sam też zamknął się w celi na 3 dni, aby przebłagać sprawiedliwość Bożą. Po pewnym czasie skomentował to przeżycie w następujący sposób: „byłem wówczas porwany do czyśćca i widziałem nieznośne męki niezliczonych zmarłych. Poruszony bardzo współczuciem, odchodząc, nie widziałem nikogo przy mnie ani stołu przede mną, stąd nikogo nie żegnałem. Udałem się pośpiesznie do braci, wzywając ich do okazywania pomocy zmarłym. Sam natomiast, na ile mi moja ułomność pozwalała, modliłem się w miarę możliwości, czyniłem uczynki miłosierdzia, aby umniejszyć ich cierpienia. Proszę też wszystkich, aby nie zaniedbywali nieść im tej pomocy i współczucia”.

    Ojciec Kazimierz Wyszyński, autor biografii św. Stanisława Papczyńskiego, przytacza jeszcze jedno takie wydarzenie.

    Chory św. Stanisław udał się z pielgrzymką do sanktuarium św. Rodziny w Studziannie. Po spowiedzi i odprawionej Mszy Św., gdy znalazł się w celi zakonnej, doznał następującego przeżycia: „pozbawiony zupełnie sił i zmysłów i jakby umarły został porwany do czyśćca. Tam dostrzegając nieznośne kary przebywających w czyśćcu, odczuł wstawiennictwo Najświętszej Maryi Panny i wszystkich zmarłych do Wszechmogącego Boga, aby wrócił do życia dla tak koniecznego wspierania cierpiących w czyśćcu”. Po skończonej wizji św. o. Stanisław „wszedł na ambonę tamtejszego kościoła, napełnionego ludźmi i wygłosił dość długie kazanie o tak potrzebnym wspomaganiu zmarłych. Poruszył wszystkich, żywo i dostępnie przedstawiając nieznośne kary czyśćcowe. Potem wrócił do swego konwentu i wydał zarządzenie, aby bracia jego zakonu codziennie odmawiali za zmarłych oficjum i różaniec oraz ofiarowali o ich uwolnienie od nieznośnych cierpień wszystkie zasługi, prace, posty, umartwienia i inne pobożne ćwiczenia duchowne”.

  9. gosc pisze:

    skopiowałam o s.Łucji
    Wspomniała, że w kilku rozmowach, które odbyła z ciotką, wyznała jej, że gdy jest zmęczona pracą, nie odmawia różańca do końca, ale zasypia. W odpowiedzi Łucja nie skarciła jej, lecz powiedziała: „Zawsze zaczynaj, a jeśli nie skończysz, Matka Boża dokończy”

    • Janek pisze:

      W książce „Moje serce zatriumfuje” Mirjana Soldo pisze w 21 rozdziale:

      „Ja nigdy nie modlę się na różańcu z Matką Bożą, ponieważ Ona nie chce modlić się do siebie samej. (…)
      „Podczas jednego z pierwszych objawień z drugiego dnia miesiąca w 1987 roku, Matka Boża nauczyła mnie specjalnej modlitwy, którą wspólnie modlimy się do dzisiaj. Jest to modlitwa za tych, którzy nie znają miłości Bożej. (…) Jest to modlitwa ciągła, jak różaniec. (…) Ta specjalna modlitwa jest skierowana do Jezusa i słowa są skierowane do Niego. Pewnego dnia świat będzie mógł poznać całą modlitwę, ale dopiero wtedy, gdy Matka Boża pozwoli mi ją ujawnić.”

      http://www.skkonsolata.pl/?p=11160

  10. Euzebia pisze:

    „Święty Michał Archanioł a dusze czyśćcowe”

    Dusza czyśćcowa opowiada: On jest nie tylko świadkiem wyroku ale także wykonawcą Bożej Sprawiedliwości… i po dokonanym oczyszczeniu odprowadza dusze do wiecznej szczęśliwości.

    On nam współczuje i dodaje w naszych cierpieniach otuchy przez to, że mówi nam o Niebie. Czasami przychodzi w orszaku Najświętszej Dziewicy, którą oglądamy w uwielbionym ciele. Ona w swoje święta odwiedza nas i wtedy wraca do Nieba z wieloma duszami. Odwiedzają nas także Aniołowie Stróżowie. Oprócz św. Michała Archanioła znany ze swej dobroci dla dusz czyśćcowych jest opat Odillo, patron dusz czyśćcowych (962-1048) Jemu, który pałał szczególną miłością do Kościoła Cierpiącego, zawdzięczamy wprowadzenie uroczystości Wszystkich Świętych.

    Źródło:
    Maria Simma – „Moje przyżycia z duszami czyśćcowymi”

  11. Euzebia pisze:

    Maria Simma mówi o tym czym jest Czyściec:
    http://www.youtube.com/watch?time_continue=152&v=h6vScJAjwGo

  12. Elizeusz pisze:

    Kazanie św.Bernarda, opata na Uroczystość Wszystkich Świętych:
    (źródło: Brewiarz/Liturgia Godzin. Codzienna modlitwa ludu Bożego; t. IV, str. 1315-1317; Pallottinum 1988)
    Na cóż potrzebne świętym wygłaszane przez nas pochwały, na cóż wreszcie cała ta uroczystość? Po cóż im chwała ziemska, skoro zgodnie z wierną obietnicą Syna sam Ojciec niebieski obdarza ich chwałą? Na cóż im nasze śpiewy? Nie potrzebują święci/święte naszych pochwał i niczego nie dodaje im nasz kult. Tak naprawdę, gdy obchodzimy ich wspomnienie, my sami odnosimy korzyść, nie oni. Co do mnie, przyznaję, że ilekroć myślę o świętych, czuję, jak we mnie rozpala się płomień wielkich pragnień.

    Pierwszym pragnieniem, które wywołuje albo pomnaża w nas wspomnienie świętych, jest chęć przebywania w ich upragnionym gronie, zasłużenie na to, aby się stać współobywatelami i współmieszkańcami błogosławionych, nadzieja połączenia się z zastępami patriarchów, ze zgromadzeniem proroków, z orszakiem Apostołów, z niezmierzoną rzeszą męczenników, wspólnotą wyznawców, z chórem dziewic, wreszcie zjednoczenie się i radość we wspólnocie Wszystkich Świętych. Kościół pierworodnych chce nas przyjąć, a nas to niewiele obchodzi, pragną nas spotkać święci, my zaś nie zważamy na to, oczekują nas sprawiedliwi, a my się ociągamy.
    Obudźmy się wreszcie bracia, powstańmy z Chrystusem. Szukajmy tego co w górze; do tego, co w górze podążajmy. Chciejmy ujrzeć tych, którzy za nami tęsknią, spieszmy ku tym, którzy nas oczekują, duchowym pragnieniem ogarnijmy tych, którzy na wyglądają. A nie tylko trzeba nam pragnąć wspólnoty ze świętymi, lecz także udziału w ich szczęściu. Gdy więc pragniemy ich obecności, z największą gorliwością zabiegajmy również o wspólną z nimi chwałę.

    Drugim pragnieniem, które budzi w nas wspomnienie świętych, jest aby Chrystus, nasze życie, ukazał się tak jak im również i nam, abyśmy i my ukazali się z Nim w chwale. Teraz bowiem nasza Głowa, Chrystus, objawia się nam, nie jakim jest, ale jakim się stał dla nas. Ukoronowany nie chwałą, ale cierniami naszych grzechów. Byłoby rzeczą niegodną, aby ten, kto przynależy do Głowy ukoronowanej cierniami, szukał łatwego życia, albowiem purpura nie jest dlań oznaką chwały, ale hańby. Nadejdzie chwila pojawienia się Chrystusa i jego śmierć nie będzie już głoszona. Wówczas poznamy, że i my umarliśmy, a nasze życie ukryte jest w Chrystusie. Ukaże się Głowa w chwale, a wraz z nią zajaśnieją uwielbione członki. Wtedy to Chrystus odnowi nasze ciało poniżone upodobniając je do chwały Głowy, którą jest On sam.

    Do tej chwały podążajmy bezpiecznie i z całą usilnością. Aby zaś dane nam było pragnąć i dążyć do tak wielkiego szczęścia, powinniśmy się starać o pomoc świętych. Za ich łaskawym wstawiennictwem otrzymamy to, co przerasta nasze możliwości.

    • Elizeusz pisze:

      O istocie wiecznego szczęścia świętych i błogosławionych, tych, którzy w szczególny sposób doszli do celu swojej wiary – zbawienia swoich dusz (1P 1,8), którzy zasnęli w Panu z „Dialogu o Bożej Opatrzności czyli Księgi Boskiej Nauki” św. Katarzyny ze Sieny (XIV w.) z rozdz. ‚Nauka o Moście’:
      XLI – O chwale błogosławionych.
      Bóg Ojciec:
      ” Dusza sprawiedliwa, która kończy życie w miłości, związana jest miłością. Nie może wzrastać w cnocie, bo minął czas. Lecz może zawsze kochać z tą miłością, z jaką przychodzi do Mnie i tą miarą będzie jej odmierzone. Zawsze pragnie Mnie i zawsze Mnie kocha, i pragnienie jej nie jest nigdy daremne; czuje głód i jest nasycona; nasycona czuje jeszcze głód; i unika w ten sposób niesmaku przesytu, jak i męki głodu.
      W miłości radują się wybrani Moi wiecznym widokiem Moim; uczestniczą w dobru, które mam w sobie i którego udzielam wedle miary jego; tą miarą jest stopień miłości, z jaką przyszli do Mnie. Ponieważ trwali w miłości mojej i w miłości bliźniego i są zjednoczeni przez miłość czy to ogólną, czy szczególną, które wypływają z tejże samej miłości, radują się i weselą, poza dobrem, które wszyscy posiadają wspólnie, również szczęściem innych, uczestnicząc przez miłość, w dobru drugiego.
      Święci radują się i weselą z aniołami, wśród których są umieszczeni wedle stopni i jakości cnót, jakie głównie uprawiali na świecie, związani z sobą węzłem miłości. Uczestniczą też szczególnie w szczęściu tych, których kochali czulej na ziemi, osobliwą miłością. Przez miłość tę wzrastali w łasce i cnocie i pobudzali jeden drugiego do stwierdzania chwały i sławy imienia Mego w sobie i w bliźnim. Tej miłości nie utracili w życiu wiecznie trwającym, przeciwnie, uczestnicząc coraz ściślej i z większą obfitością jeden w miłości drugiego, pomnażają dobro powszechne. …
      Dalej i całość: http://sienenka.blogspot.com/2011/01/dialog-sw-katarzyny-xli.html

      • Elizeusz pisze:

        i z rozdz. «Opatrzność Boża»:
        CXLVIII – O opatrzności boskiej w ogóle nad stworzeniami w tym i w innym życiu.
        … W tym życiu śmiertelnym, gdzie jesteście podróżnymi, związałem was węzłem miłości. Człowiek, chcąc nie chcąc, związany jest z bliźnim. Jeśli rozłączy się z nim przez uczucie przeciwne miłości bratniej, pozostaje związany z nim koniecznością. Chciałem, abyście czynami i sercem jednoczyli się z sobą w miłości; lecz skoro zatracacie miłość serca, postanowiłem nie dać nikomu z ludzi możności zaspokajania samemu wszystkich potrzeb życia ludzkiego, abyście musieli z konieczności zachować łączność przynajmniej w czynach. (…). Czyż nie mogłem dać każdemu z ludzi wszystkiego? Owszem, lecz opatrzność Moja chciała, aby jeden zależał od drugiego i musiał w ten sposób zarazem czynem i uczuciem miłości jednoczyć się z bliźnimi.
        Okazałem im wspaniałość, dobroć i opatrzność Moją, a oni dają się wodzić ciemnościom własnej słabości. Zawstydzają was własne członki, gdyż wspomagają się miłością, której wy nie znacie. Gdy głowa jest chorą, podpiera ją ręka, jeśli cierpi palec, tak malutki członek, głowa nie odmawia mu pomocy pod pozorem, że jest najwyższą i najszlachetniejszą częścią ciała, lecz służy mu słuchem, wzrokiem, słowem, wszystkim co posiada. Tak czynią wszystkie inne członki. Inaczej czyni pyszny człowiek, który widząc, że jeden z jego członków jest biedny i chory, nie spieszy mu z pomocą, nie tylko wszystkim, co ma, lecz choćby najdrobniejszym słowem dobroci; przeciwnie odwraca się odeń z wyrzutem i odrazą. (…). Wszystko zatem tak zarządziłem na ziemi, aby ustrzec go od męki wiecznej.
        Jeśli wzniesiesz wzrok ku Mnie, który jestem życiem wiecznym, jeśli spojrzysz na naturę anielską i na obywateli miasta nieśmiertelnego, którzy mocą Krwi Baranka dostąpili życia wiecznego, ujrzysz, że mądrze obmyśliłem ich miłość. Nie chciałem, aby ktoś mógł cieszyć się tylko swym szczęściem własnym w tym błogim życiu, które otrzymał ode Mnie, bez współudziału w nim innych. Nie chciałem tego i miłość ich ma tę przykazaną, doskonałą właściwość, że największy cieszy się szczęściem najmniejszego i najmniejszy szczęściem największego. Jeśli mówię o najmniejszym, mam na myśli miarę, którą otrzymał, bo każdy ma pełnię, najmniejszy i największy, lecz każdy w różnym stopniu, jak ci to na innym miejscu wyłożyłem. O jakże braterska jest ta miłość! …
        Dalej i całość: http://sienenka.blogspot.com/2011/10/opatrznosc-boza-cxlviii.html

      • Elizeusz pisze:

        … W miłości radują się wybrani Moi wiecznym widokiem Moim; uczestniczą w dobru, które mam w sobie i którego udzielam wedle miary jego; tą miarą jest stopień miłości, z jaką przyszli do Mnie…
        To Bóg Ojciec wyjaśnia w rozdz. zatyt. «Posłuszeństwo»:
        CLXV – Jak Bóg nie odmierza nagrody według wagi i długotrwałości dzieł posłuszeństwa, lecz według stopnia miłości…
        „Wszystkich was umieściłem w winnicy posłuszeństwa, abyście zajmowali się różnymi pracami. Każdemu będzie dana płaca nie według trudu, którego dokonał, ani według czasu, który zużył, lecz według mi ł o ś c i; ten co przybył późno, nie otrzymuje mniej, niż ten, co przyszedł od początku. Tego chciała nauczyć was Prawda Moja w świętej Ewangelii na przykładzie tych, którzy byli bezczynni i których wysłał Pan do pracy w winnicy swojej. Ci, którzy przyszli o świcie, nie otrzymali więcej, niż ci, co przybyli o godzinie pierwszej (por. Mt 20,1-6), ci co zjawili się o trzeciej, o szóstej, o dziewiątej, a nawet wieczorem, dostali to co pierwsi. Prawda Ma chciała was pouczyć, że będziecie nagrodzeni nie według trwania i ważności waszej pracy, lecz według stopnia waszej miłości. Wielu dostało się w dzieciństwie do pracy w tej winnicy; inni przychodzą później, niektórzy dopiero w starości. Ci niekiedy, widząc krótkość pozostałego im czasu, oddają się pracy z takim ogniem miłości, że dościgają tych, co przybyli w dzieciństwie, lecz szli powolnym krokiem. Więc poprzez miłość w posłuszeństwie dusza otrzymuje swą zasługę; miłością napełnia ona swe naczynie we Mnie, który jestem morzem pokoju. …
        Dalej i całość: http://sienenka.blogspot.com/2011/02/posuszenstwo-clxv.html

        „Miara waszej zasługi jest miara waszej miłości” – powie Bóg Ojciec w rozdz. «Mistyczne Ciało Świętego Kościoła»
        O robotnikach ostatniej godziny, tak możemy przeczytać w cz. 2 „Świadków Bożego Miłosierdzia” Anny, w rozdz. VI zatyt. «Świadectwa dane na życzenie Pana»:
        22 IV 1988 r. mówi ojciec Ludwik
        „Kiedy człowiek staje wobec Boga (a więc w prawdzie), poznaje samego siebie, jakim miał się stać w zamyśle Pana. I im dalej był od miłości, tym gorzej siebie osądza. Pojmuje, na ile sprzeciwiał się sam i jak szkodził bliźnim z własnej winy, bo pojmuje (też wedle indywidualnej możności swej natury) dużo szerzej, mianowicie: plany Boga dla ludzkości, wspaniałe, ożywiające i podtrzymujące życie na ziemi, i swój w nich współudział lub sprzeciw czy bierność. To jest sąd szczegółowy w prawdzie, pierwsze otwarcie oczu duszy w Bożym świecie. Człowiek osądza sam swój stan; ale że Bóg jest i że jest miłością, poznaje to każdy kto przekracza granicę ciała.
        Jednakowoż ci, którzy Go kochali i zawierzyli Mu, wykazując prawdziwość swojej miłości w próbach, ci nie znają sądu. Wszyscy bowiem zostaliśmy odkupieni krwią Zbawiciela (prawidłowiej: dobrowolną ofiarą niewinnej Osoby Baranka, Syna Bożego, Jezusa), ale nie wszyscy Ją przyjmują z czcią i wdzięcznością. Ci, którzy na bezgraniczną miłość swego Zbawcy odpowiadają miłością i usiłują wykonać wszystko, co mogą, wedle woli Pana, łącząc całe swoje życie z Nim, lub jak r o b o t n i c y ostatniej godziny idą za Nim drogą krzyżową, przyjmując śmiertelną chorobę, cierpienie, prześladowanie, okaleczenie lub śmierć z ręki człowieka z poddaniem i wiarą w miłość Boga do siebie – ci wszyscy stają się prawdziwymi przyjaciółmi Chrystusa Pana lub zawierają z Nim braterstwo krwi. A miłość Boga trwa na wieki. Dlatego Jezus sam przybywa po przyjaciół swoich i przenosi ich przez sąd sprawiedliwości Ojca wprost w dom Boży. Miłość bowiem przekreśla Prawo. Jest ponad nim, bo Bóg jest Miłością.”

      • babula pisze:

        Elizeuszu -Dzięki Ci za „Naukę o Moście”. O św. Katarzynie sienieńskiej czytałam już dawno ale zupełnie mi umknął „Dialog o Bożej Opatrzności..” A ciąg dalszy tego co zamieściłeś jest Bardzo Ciekawy !
        Pozdrowienia 🙂

    • Elizeusz pisze:

      Z innego fragmentu „Dialogu…”, też z rozdz. «Nauka o Moście»:
      … Czy wiesz, na czym głównie polega szczęśliwość błogosławionych? Na tym, że mają wolę pełną tego, czego pragną. Pragną Mnie, a pragnąc Mnie, posiadają Mnie i kosztują Mnie bez przeszkody, uwolnieni od ciężaru ciała, które jest prawem powstającym przeciwko duchowi. Ciało było przeszkodą, która nie pozwalała im poznać doskonale prawdy; uwięzieni w ciele, nie mogli oglądać Mnie twarzą w twarz (1Kor 13,12).
      Lecz odkąd dusza zrzuciła ciężar ciała, wola jej jest pełna Mnie: gdyż pragnąc widzieć Mnie, widzi Mnie i na tym widzeniu polega wasza szczęśliwość. Widząc poznaje; poznając kocha; kochając kosztuje Mnie, najwyższego i wiecznego Dobra; kosztując Mnie nasyca i napełnia swą wolę, zaspokaja pragnienie widzenia i poznania Mnie; jednocześnie pragnąc posiada i posiadając pragnie; i jak ci rzekłem, pragnienie to dalekie jest od cierpienia, a posiadanie od przesytu (por. Ap 7,16n).
      Więc widzisz, że szczęśliwość sług Moich polega przede wszystkim na widzeniu i poznaniu Mnie; to poznanie i widzenie napełnia ich wolę. Dusza widzi to, czego pragnie, i tak jest nasycona. Jak ci rzekłem, radować się życiem wiecznym, to posiadać to, czego wola pragnie. Teraz wiedz, że życie wieczne, to widzenie Mnie, poznanie Mnie (por. Ps 17,15). Ludzie w tym życiu mają przedsmak życia wiecznego, jeśli w tym kosztują tego samego dobra, jakim będą kiedyś nasyceni.
      Na czym polega ten przedsmak w tym życiu? …
      Dalej i całość: http://sienenka.blogspot.com/2011/02/nauka-o-moscie-xlv.html

      • Elizeusz pisze:

        … Ciało było przeszkodą, która nie pozwalała im poznać doskonale prawdy; uwięzieni w ciele, nie mogli oglądać Mnie twarzą w twarz…
        z cz. 2 Świadków bożego miłosierdzia” Anny, z rozdz. VI «Świadectwa dane na życzenie Pana»:
        22 IV 1988 r. mówi ojciec Ludwik w odpowiedzi na prośbę teologa, który zapytał o „oglądanie Boga twarzą w twarz”.
        – „ Oglądanie Boga twarzą w twarz” to jest obrazowe określenie „zobaczenia”, a więc poznania, zrozumienia, kim jest Bóg; i o tym mówi ci chyba każdy, kto już znalazł się w Jego królestwie. „Zobaczenie” kogoś – to określenie ludzkie, bo człowiek ogląda przy pomocy wzroku, ale u nas nie „ogląda się”, a pojmuje: natychmiastowo, jasno, bezbłędnie i prawdziwie. Celowo mówię „pojmuje”, a nie „poznaje”, w sensie zgłębienia tajemnicy Boga w Trójcy Jedynego. To, co należy do istoty Bytu Boga, świadome jest tylko Jemu samemu. Nawet najwyższy Anioł też jest bytem stworzonym: ma swój początek, Bóg – nie. Już to pojęcie tak naprawdę jest nie do zrozumienia.
        Spotkanie z Bogiem nie jest spotkaniem równego z równym, jak spotkanie dwóch filozofów, dwóch mędrców czy dwóch kolegów – to przecież jasne. Jest to spotkanie bytu stworzonego, jednego z nieprzeliczonej liczby bytów powołanych do istnienia przez ojcowską miłość Boga, z Nim samym. Inaczej mówiąc, jest to zaznanie mocy tej miłości, z której każdy z nas powstał, natychmiastowe przyjęcie prawdy o Bogu jako o naszym Ojcu, czyli pojęcie całym sobą – kim jest Bóg w stosunku do bytów powołanych przezeń do istnienia, i indywidualnie – kim jest dla mnie samego. Tu nie ma procesu rozumowania, nie „uczy się”, lecz z niesłychaną jasnością wie – jakim Bóg zawsze był i jest dla mnie, ile mi dał, jak mi zaufał, dając mi taką właśnie a nie inną drogę, zadanie życia, jak pragnie mojego szczęścia, w jaki sposób od początku mojego istnienia opiekował się mną, dbał o mnie, czuwał przy mnie, bronił, osłaniał, po wielekroć ratował, jak nieskończenie mnie kocha i jak jest szczęśliwy, że ma mnie znów przy sobie.
        Spotkanie rzeczywiste z Tym, którego na ziemi kochaliśmy w wierze (komu ufaliśmy poprzez przyjęcie przez nasz rozum i wolę świadectwa Pisma świętego), jest olśnieniem, zachwytem, niewyobrażalnym szczęściem dla wszystkich władz duchowych człowieka. Wszystko staje się nam jasne. To, co głosił nam Kościół, jest prawdziwe, ale przechodzi wszelkie wyobrażenia. I dlatego człowiek „w ciele” zginąłby natychmiast zobaczywszy Boga (sprawdź, co o tym mówi Stary Testament), gdyż ciało ludzkie jest niesłychanie słabe (to tylko glina… i trochę innych pierwiastków).
        W swoim królestwie Bóg ujawnia się nam, a zarazem objawia w swojej Boskiej naturze. Jest w całej swej mocy, i człowiek poznaje Jego uszczęśliwiającą nas naturę, Jego miłość, a także wedle swej indywidualnej możliwości kochania zostaje „nasycony” Nim, przeniknięty – do pełni, którą może znieść. …
        Bóg jest Bogiem żywych (por.Mk 12,27; Łk 20,38), a to, co żywe, rozwija się, rośnie ku swojej pełni – człowiek ku pełni rozkwitu ducha ludzkiego – a że jesteśmy nieśmiertelni, rozwój nasz trwa i nie ma mu końca. W domu Bożym następuje już bez koniecznego dla świata materii procesu życie – śmierć, bo tu istniejemy w Nim, a On nie zna przemijania….

      • Elizeusz pisze:

        O oglądaniu ‚Boga twarzą w twarz’ jeszcze z „Dialogu o Bożej Opatrzności czyli Księgi Boskiej Nauki” św. Katarzyny ze Sieny, z rozdz. «Nauka o Moście»:
        LXXIX – Jak Bóg nie rozłącza się nigdy z doskonałymi, odbierając im czy to łaskę, czy to odczucie jego obecności, tylko zawiesza zjednoczenie.
        … Paweł skarżył się na ciało, do którego był przykuty, gdyż przeszkadzało mu widzieć Mnie do pewnego czasu, to jest do śmierci. Oko jego było bezsilne i nie mogło oglądać Mnie, Trójcy wiecznej, w widzeniu świętych nieśmiertelnych, którzy bez przerwy oddają cześć i chwałę imieniu Mojemu. Znajdował się bowiem wśród śmiertelnych, którzy Mnie ciągle obrażają, pozbawiony Mego widoku, możności oglądania Mnie w Mojej istocie.
        Nie znaczy to, aby Paweł i inni słudzy Moi nie widzieli i nie kosztowali Mnie, jednak nie widzą i nie kosztują Mnie w Mej istocie, tylko w działaniu miłości Mojej, która objawia się w sposób rozmaity, wedle tego, jak podoba się dobroci Mojej odsłonić wam Mnie samego. Każde widzenie, które dusza otrzymuje przebywając jeszcze w ciele śmiertelnym, jest ciemnością w porównaniu z tym, co widzi dusza rozłączona z ciałem. Toteż Pawłowi zdawało się, że wrażenia zmysłowe przeszkadzają widzeniu duchowemu i że ludzie, i grube wrażenia ciała nie pozwalają oku intelektu oglądać Mnie t w a r z ą w t w a r z; wola jego zdawała się związana i niezdolna kochać Mnie tak, jak pragnął, gdyż w życiu tym każda miłość jest niedoskonała, dopóki nie dojdzie do doskonałości.
        Miłość Pawła, jak i innych sług Moich, nie była niedoskonała pod względem łaski i miłości; miłość jego była doskonała. Niedoskonały był w tym znaczeniu, że nie był nasycony.
        Stąd jego cierpienie. Gdy pragnienie jest zupełnie uciszone posiadaniem tego, czego się pragnie, nie ma już cierpienia. Lecz ponieważ miłość, dopóki przebywa w ciele, nie posiada doskonale Tego, którego kocha, więc cierpi. Dopiero w chwili, gdy dusza, oddzielona od ciała, zaspokoi swe pragnienie, kocha odtąd bez męki. Wtedy dusza jest nasycona, nie doznając niesmaku przesytu i ciągle łaknie nie cierpiąc jednak z głodu. Oddzielona od ciała, napełnia swą czarę Mną, który jestem Prawdą, i czara jest zawsze pełna, bo jest zanurzona we Mnie. Nie może pragnąć niczego, czego by nie miała. Jeśli pragnie widzieć Mnie, ogląda Mnie t w a r z ą w t w a r z. Jeśli pragnie widzieć chwałę i sławę imienia Mego w mych świętych, ogląda je zarówno w naturze anielskiej, jak i w naturze ludzkiej.
        Całość: http://sienenka.blogspot.com/2011/02/nauka-o-moscie-lxix_18.html

  13. Daga pisze:

    Witam serdecznie czy może ktoś wie czy istnieje modlitwa trwająca 9 miesięcy A polega na zamknięciu w łonie Maryi?? Jeżeli takowa istnieje proszę o podanie choćby linka. Bóg zapłać

  14. Elizeusz pisze:

    Prawo do życia zamiast prawa do aborcji – petycja do premiera w sprawie szczytu w Nairobi
    To kolejna próba uznania aborcji za prawo człowieka i narzucenia państwom przymusu wprowadzenia edukacji seksualnej. Dojdzie do niej w listopadzie podczas szczytu ONZ w Nairobi. Organizatorzy wydarzenia nie dopuścili do udziału w nim niemal żadnej organizacji stającej w obronie życia i rodziny. Instytut Ordo Iuris przygotował petycję do premiera rządu RP z apelem o wyrażenie sprzeciwu wobec tego typu działań godzących w podstawy ustrojowe Polski i prawo międzynarodowe.
    Jeszcze przed rozpoczęciem szczytu, jego organizatorzy opublikowali wnioski, które mają być uchwalone w Nairobi. Władze ONZ oczekują, że państwa zagwarantują wszystkim dostęp do możliwości „bezpiecznego” uśmiercania nienarodzonych dzieci. Zgodnie z prawdopodobnymi postanowieniami szczytu, do szkół ma być także wprowadzona obowiązkowa edukacja seksualna. Organizatorzy wydarzenia zamierzają także ograniczyć prawa rodziców w odniesieniu do wpływu na decyzje dotyczące zdrowia ich nastoletnich dzieci w zakresie seksualności. Dokument, który ma być uchwalony na koniec szczytu przewiduje też, że pomoc rozwojowa dla biedniejszych krajów będzie uzależniona od ich aktywnego poparcia dla ideologii gender.
    Ordo Iuris zwraca się z prośbą do polskiego premiera o sprzeciwienie się tego typu postanowieniom. Instytut apeluje, aby rząd RP przypomniał Sekretarzowi Generalnemu ONZ, że w prawie międzynarodowym nie istnieje konstrukcja „prawa do aborcji”, a traktaty międzynarodowe i ustawodawstwo większości krajów w różnym stopniu chronią życie dzieci zarówno przed, jak i po ich urodzeniu.
    – Jesteśmy świadkami bezprecedensowej próby narzucenia społeczności międzynarodowej nieuprawnionego i zideologizowanego języka dotyczącego aborcji, edukacji seksualnej czy ludzkiej płciowości. Liczymy na odważny i stanowczy głos Polski, która nie tylko powinna sprzeciwić się postanowieniom szczytu w Nairobi, ale także jasno przypomnieć, że nie istnieje coś takiego, jak „prawo do aborcji” na gruncie prawa międzynarodowego i to do rodziców należy wychowywanie własnych dzieci – zaznacza Karolina Pawłowska z Centrum Prawa Międzynarodowego Ordo Iuris.

    https://www.pch24.pl/prawo-do-zycia-zamiast-prawa-do-aborcji—petycja-do-premiera-w-sprawie-szczytu-w-nairobi,71634,i.html

  15. Quis ut Deus pisze:

    Kompozycja mojego kolegi, pamięci naszych bliskich zmarłych:

  16. Renata Anna pisze:

    7. W obliczu wymogu autentycznego kultu i adoracji Jedynego Prawdziwego Boga, Trójcy Przenajświętszej i Chrystusa, naszego Zbawiciela, w cnocie moich święceń biskupa katolickiego i następcy Apostołów oraz w prawdziwej wierności i miłości wobec Biskupa Rzymu, Następcy świętego Piotra oraz wobec jego zadania przewodniczenia „Katedrze Prawdy” (cathedra veritatis), potępiam kult pogańskiego symbolu Pachamamy w Ogrodach Watykańskich, w Bazylice św. Piotra i w rzymskim kościele Santa Maria in Traspontina.

    Byłoby dobrze, gdyby wszyscy prawdziwi katolicy, w szczególności biskupi, a następnie również kapłani i wierni świeccy, utworzyli na całym świecie łańcuch modlitwy i aktów wynagrodzających za ohydę kultu drewnianych bożków, której dopuszczono się w Rzymie podczas Synodu Amazońskiego. W obliczu tak ewidentnego skandalu, niemożliwością jest, aby katolicki biskup zachował milczenie; byłoby to niegodne następcy Apostołów. Pierwszym w Kościele, który powinien potępić takie akty i wynagrodzić za nie, jest papież Franciszek.

    Szczera i chrześcijańska reakcja na watykański taniec wokół Pachamamy, nowego złotego cielca, powinna polegać na pełnym godności proteście, korekcie tego błędu, a przede wszystkim na aktach wynagrodzenia.

    Ze łzami w oczach i ze szczerym bólem w sercu, powinniśmy ofiarować Bogu modlitwy wstawiennicze i wynagradzające w intencji wiecznego zbawienia duszy papieża Franciszka, Wikariusza Chrystusowego, i za zbawienie tych katolickich kapłanów i wiernych, którzy dopuścili się takich aktów kultu, zabronionych przez Objawienie Boże. W tym celu można by zaproponować następującą modlitwę:

    Trójco Przenajświętsza, Ojcze, Synu i Duchu Święty, przyjmij od naszego skruszonego serca, poprzez dłonie Niepokalanej Matki Boga, Maryi Zawsze Dziewicy, szczery akt wynagrodzenia za akty kultu drewnianych bożków i symboli, jakie miały miejsce w Rzymie, Wiecznym Mieście i sercu katolickiego świata, podczas Synodu Amazońskiego. Wlej w serce naszego Ojca Świętego, Papieża Franciszka, w serca kardynałów, biskupów, kapłanów i wiernych świeckich Twego Ducha, który rozproszy ciemność umysłów, aby mogli zrozumieć bezbożność tych czynów, które obraziły Twój Boski majestat, i aby ofiarowali Ci publiczne i prywatne akty wynagrodzenia.

    Rozlej na wszystkich członków Kościoła światło pełni i piękności wiary katolickiej. Roznieć w nich płonącą gorliwość niesienia zbawienia Jezusa Chrystusa, prawdziwego Boga i prawdziwego człowieka, wszystkim ludziom, w szczególności narodom regionu amazońskiego, które wciąż są zniewolone w służbie rzeczy ułomnych, materialnych i przemijających, gdyż są one głuchymi i niemymi symbolami i bożkami „Matki Ziemi”; wszystkim ludziom, w szczególności ludziom plemion amazońskich, którzy nie mają wolności dzieci Bożych, i którzy nie dostąpili niewypowiedzianego szczęścia poznania Jezusa Chrystusa i posiadania w Nim udziału w życiu Twojej Boskiej natury.

    Trójco Przenajświętsza, Ojcze, Synu i Duchu Święty, która jesteś jedynym prawdziwym Bogiem, poza którym nie ma żadnego innego boga i zbawienia, zmiłuj się nad swoim Kościołem. Wejrzyj szczególnie na łzy i skruszone, pokorne westchnienia maluczkich Kościoła, wejrzyj na łzy i modlitwy małych dzieci, nastolatków, młodych mężczyzn i kobiet, ojców i matek rodzin oraz owych prawdziwych bohaterów chrześcijańskich, którzy w swej gorliwości dla Twojej chwały i w miłości dla Matki Kościoła wyrzucili do wody symbole ohydy, które znieważyły Kościół. Zmiłuj się nad nami: odpuść nam, Panie, parce Domine, parce Domine! Zmiłuj się nad nami: Kyrie eleison

    Bp Athanasius Schneider, biskup pomocniczy w Astanie

    Read more: http://www.pch24.pl/mocny-list-biskupa-schneidera-o-pachamamie-w-watykanie,71739,i.html#ixzz642M8cfWS

  17. wobroniewiary pisze:

    Rozsiane w różnych miejscach serwisu liturgia, tu pozbierane dla wygody czytelników.

    Prefacje o zmarłych
    Jutrznia za zmarłych
    Nieszpory za zmarłych
    Litania do Wszystkich Świętych
    Litania błagalna na dzień Wszystkich Świętych
    Litania za zmarłych
    Nowenna za zmarłych
    Modlitwy za zmarłych (duży wybór do prywatnego odmawiania)
    Pieśń o zmartwychwstaniu umarłych
    Chwała niebieskiego Jeruzalem

    https://liturgia.wiara.pl/doc/5951389.Modlitwy-za-zmarlych-przewodnik

  18. Joanna pisze:

    ” 1 listopada na ekrany polskich kin trafił jeden z najważniejszych filmów w trwającej wojnie między cywilizacją życia a cywilizacją śmierci.
    Według Macieja Bodasińskiego, jednego z dystrybutorów filmu „Nieplanowane”, jest to produkcja, która ma przebudzić ludzkie sumienia.
    Dodaje, że wybór daty 1 listopada na premierę filmu jest nieprzypadkowy. – Chcieliśmy przypomnieć, że dzieci, które zostały zabite w wyniku aborcji to też ludzie, a nie „zlepki komórek”, że one też miały szanse żyć na ziemi. Chcemy przywołać pamięć o nich – tłumaczy Bodasiński.”

  19. Elizeusz pisze:

    Film o św. Faustynie podbija USA! Lepszy okazał się tylko „Joker”. Jak to się stało?
    https://niezalezna.pl/295456-film-o-sw-faustynie-podbija-usa-lepszy-okazal-sietylko-joker-jak-to-siestalo

  20. Euzebia pisze:

    „…w Dzień Zaduszny wieśniacy zamiast o modlitwach za zmarłych myśleli raczej o potańcówkach i zabawie…”

    „Ukarana bezbożność. O zapadniętym kościele na Buczu”

    W niewielkiej wsi Górki Wielkie na Śląsku Cieszyńskim jest wzgórze zwane Buczem. Dawniej gęsty bukowy lat porastał jego łagodne zbocza. Dziś drzewa pokrywają jedynie południowe i zachodnie stoki, natomiast po północnej stronie, obok istniejących od lat gospodarstw i domostw rodowitych mieszkańców, wyrosło duże osiedle domków jednorodzinnych. Ciekawe, ilu spośród tam mieszkających, zna upiorną legendę związaną ze wzgórzem. A było to tak…

    Dawno temu na Buczu wybudowano okazały wioskowy kościół. Okoliczny lud schodził się ochotnie na msze i nabożeństwa, prosząc Boga o błogosławieństwo i obfite plony, dziękując za bogate zbiory, polecając wszelkie osobiste intencje. Kościół górował nad wioską dumną ze swojej świątyni. Lecz jak to często w życiu bywa, lepsze czasy i dobrobyt sprawiły, że parafianie zaczęli odsuwać się od praktyk religijnych. Doszło nawet do tego, że w Dzień Zaduszny wieśniacy zamiast o modlitwach za zmarłych myśleli raczej o potańcówkach i zabawie. Na nic zdawały się dyskretne znaki, które Stwórca dawał swojemu ludowi – a to grad poobijał plony, a to ziemniaki zostały porażone nieznaną chorobą, a to krowy nie chciały dawać mleka. Upływały miesiące i lata, a lud coraz częściej krytykował przykazania, wręcz się z nich naigrywał. Wreszcie wyczerpała się Boża cierpliwość i na wioskę spadła straszna, ale zasłużona kara. Otwarła się ogromna otchłań i ze straszliwym hukiem kościół wraz z całym siołem zapadł się w czeluście. Wszystko trwało mgnienie oka i już po chwili na ziemi nie pozostał żaden ślad dramatu. Próżno byłoby szukać najmniejszego nawet zagłębienia. Jedynie bukowy las szumiał jakoś złowrogo.

    Minęło wiele lat i jak wiatr przegania ciemne chmury, tak rozwiała się pamięć o kościele i mieszkańcach Bucza. W dolince zbudowano osadę, zaorano ugory, obsiano je zbożem, krowy wyszły na pastwiska i niby rozwijające się wiosną pąki życie z wolna zaczęło wracać na te tereny. Niedaleko rzeki, na niewielkim wzniesieniu, w lipowym zagajniku wybudowano nowy kościół. Lud żył spokojnie i zgodnie, nieświadom tragedii, która rozegrała się tu przed wiekami.

    Przyszła jesień. Szare, ciężkie i wilgotne mgły coraz częściej oplatały okoliczne wzgórza. Słońce przez wiele dni nie potrafiło przebić się przez nisko wiszące chmury. Wiele znaków w przyrodzie wskazywało, że zima będzie sroga i długa, więc kto żyw przygotowywał zapasy drewna i wszelkich możliwych produktów. Pewnego dnia młoda dziewczyna zapuściła się na Bucze, by nagrabić suchych liści na podściółkę. Gdy praca była prawie skończona i zgarniała ostatnią stertę liści, usłyszała, że grabie zahaczyły o coś metalowego. Przyklękła, rozgarnęła liście i ku swemu zdumieniu ujrzała wystający z podłoża wierzchołek krzyża. Z wnętrza ziemi zaś dał się słyszeć przytłumiony odgłos dzwonów i chór głosów.

    Przerażona dziewczyna pędem wróciła do wioski i opowiedziała sąsiadom o całym zdarzeniu. Ludzie z początku nie chcieli jej wierzyć, sądząc, że dziewczęciu coś się przesłyszało. Jednak pod wieczór dwóch młodzieńców trawionych ciekawością postanowiło przekonać się, czy opowieść jest prawdziwa. Nie bez trudu, ale w końcu odnaleźli krzyż przysypany liśćmi. Łopatami zabranymi z wioski zaczęli rozkopywać ziemię. Po niedługim czasie ich oczom ukazał się wierzch miedzianej kopuły kościoła. Uderzeniami kilofa rozpruli blachę i ujrzeli czarną otchłań wnętrza kościelnej wieży. Z zapalonymi pochodniami spuścili się do otworu, przeszli obok nieruchomych dzwonów i po schodkach zeszli do nawy świątyni. Było tu wilgotno i strasznie. Niby pusto, a jednak młodzieńcy mieli wrażenie, że nie są sami.

    Nagle zabiły dzwony. Gdzieś w bocznych drzwiach ukazał się garbaty człowiek ubrany w szaty kościelnego i, nie zważając na nikogo, zaczął zapalać świece. Po chwili ze ścian zaczęli wychodzić ludzie, przerażająco bladzi, ubrani na czarno. Gdy zasiedli w ławkach, zjawił się wychudzony ksiądz w zbutwiałym ornacie. Rozpoczęło się nabożeństwo. Ksiądz odmawiał modlitwy, lud przy jęczącym dźwięku organów śpiewał jakąś pokutną pieśń w dziwnym języku, którego śmiałkowie żadnym sposobem nie mogli zrozumieć. Zresztą byli tak przerażeni, że nie potrafili wykonać najmniejszego ruchu. Kiedy przyszedł czas kazania, ksiądz wszedł na ambonę, skierował puste spojrzenie na młodzieńców i donośnym, choć nienaturalnie brzmiącym głosem przemówił: „Dlaczego weszliście do naszego świata? Dlaczego zakłócacie nam spokój? My tu od wieków pokutujemy za nasze okropne występki”. I opowiedział historię sioła i kościoła. Na końcu głosem pełnym złości znów zwrócił się wprost do przybyłych: „Nie ważcie się tu więcej zaglądać! Bo przyjdzie i na was kiedyś kolej, ciekawskie plemię! Prosimy, dajcie nam spokój!”

    Nagle wszystko zawirowało, zadrżało i jakaś ogromna nieludzka siła wyrzuciła intruzów ze świątyni z powrotem na szczyt Bucza. Kościół zapadł się jeszcze głębiej i ziemia zamknęła się nad nim. Śmiałkowie jak sparaliżowani, posiwiali ze strachu leżeli jeszcze jakiś czas na mchu. Dopiero gdy zaczęło świtać, popędzili do wsi. Mijali sąsiadów, lecz nikt ich nie rozpoznał. Nawet najbliżsi nie wiedzieli, z kim mają do czynienia. Dopiero po jakimś czasie rozpoznali w nich chłopców, którzy poprzedniego wieczoru postanowili pójść na Bucze. Młodzieńcy niezwłocznie opowiedzieli o tym, co ich spotkało w lesie. Wieść o zapadniętym kościele rozeszła się po okolicy lotem błyskawicy. Ludzie żegnali się, słysząc tę straszną historię. Surowo przykazywali dzieciom, by za żadne skarby świata nie chodziły do bukowego lasu. A niejeden grzesznik nawrócił się na drogę prawości.

    Dziś las na Buczu zachęca do spacerów. Trudno się tu zgubić, gdyż w którąkolwiek stronę byśmy poszli, po kilku minutach tak czy inaczej dojdziemy do zabudowań. A czy gdzieś głęboko pod ziemią znajduje się stary kościół? Któż to wie? Być może kiedyś jakiś przypadkowy przechodzień znów natknie się na wystający z mchu kawałek krzyża. Być może, przykładając ucho do ziemi, usłyszy odległy dźwięk dzwonów i przytłumiony śpiew. Jeśli tak się stanie, lepiej zostawić to miejsce w spokoju, tak jak życzyli sobie tego pokutujący mieszkańcy zapadniętego sioła.

    Źródło:
    Walenty Krząszcz, Księga życia.

  21. wobroniewiary pisze:

    UWAGA! Błędem jest podawanie do wiadomości, że w dniach 1-8 listopada można zyskać odpusty zupełne za nawiedzenie cmentarza lub kościoła. Tak podana informacja sugeruje, że w całej oktawie Wszystkich Świętych moglibyśmy zyskiwać odpusty zupełne nie idąc na cmentarz lecz przychodząc tylko do kościoła. Taka możliwość istnieje tylko i wyłącznie w dniu 2 listopada.

    https://www.fronda.pl/a/jak-uzyskac-odpust-dla-zmarlych-w-dniach-1-8-listopada,135311.html

  22. wobroniewiary pisze:

    Staram się pamiętać o zmarłych szczególnie w listopadzie. Ale modlę się za nich codziennie, odmawiając choćby krótką modlitwę „Wieczny odpoczynek…” na koniec dnia, a także za każdym razem, gdy przejeżdżam obok cmentarza. Matka Boża daje nam też za pośrednictwem Elżbiety Kindelmann z Węgier, piękną obietnicę: „Kto powołując się na mój Płomień Miłości odmówi 3 razy „Zdrowaś Maryjo…” – uwalnia w ten sposób jedną biedną duszę z Czyśćca. – Kto w listopadzie powołując się na mój Płomień Miłości, odmówi 1 raz „Zdrowaś Maryjo…” – uwalnia 10 biednych dusz z Czyśćca”.

    • Elizeusz pisze:

      Jak myślisz EWO bądź ktoś z blogowiczek/blogowiczów: na czym polega ów wieczny odpoczynek, który jak refren powtarzamy w modlitwie szczególnie w listopadzie? W czym zasadza się jego istota? I co konkretnie robią dusze, którym wypraszamy/wyprosiliśmy ów wieczny odpoczynek? Tymczasem pozdr. w Panu

      • cure pisze:

        ta modlitwa to w ogole o ile sie nie myle jest zwiazana z jakims apokryfem ST.

      • Maggie pisze:

        W czyśćcu samo cierpienie fizyczne, duchowe, i niewysłowiona tęsknota za Panem Bogiem. Jakąż ulgą❗️ jest wyjście z czyśćca – czasem po wielu wiekach męki. Uwolnienie z czyśćca to jak odpoczynek z zanurzeniem się w wieczystej Miłości i trwanie w stanie szczęścia i radości m.in. z przebaczenia/odpuszczenia i obcowania na wyznaczonym hierarchicznie miejscu, w tym niepojętym szczęściu, którego udziela Pan Bóg, emanujący ogromem nieprzebranej Miłości i Dobroci.
        Nie mam wiedzy w tej materii, nie miałam dostępu do odpowiednich/właściwych religijnych książek np autorstwa ks.Adama, lecz Pismo Święte w Słowach Jezusa Chrystusa uchyla niewielki rąbek tej tajemnicy.
        Kiedy umierałam, przed laty, widziałam (wtedy) na wprost w korytarzu jasność, do której zmierzałam (widząc swe zimne, sztywne ciało jak z „lotu ptaka”), a potem to światło i czułam emanującą zeń Miłość i Dobroć, a potem z prawej stronie pojawiły się drzwi. Spoza tych, zamkniętych dla mnie drzwi … bo nie było mi dane wejść poza nie … przez szpar wokół framugi, promieniowała ta JASNOŚĆ, spokój oraz TAAAKIE DOBRO, że serce się rozpływało/omdlewało z pragnienia, aby tam wejść na wieki. Otoczyły mnie ciemności/szarość i gdzieś leciałam i słyszałam wokół jęki i żale/rozpacz, chłód i mój przerażający żal, że muszę się oddalić od tych drzwi i że mam tak lecieć w nieskończoność. Wtedy sama zaczęłam płakać i przepraszać Pana Boga … i wróciłam do ciała.

      • Paweł pisze:

        Może to chodzi o to, że „Kościół cierpiący” (czyli ten w czyśćcu) nie jest już wcale „Kościołem walczącym” (czyli tym na ziemi). On nie „walczy” – jego „zajęcie” jest zupełnie inne. A skoro nie ma „walki”, to może właśnie to jest jakiś „odpoczynek”.
        Poza tym wraz ze śmiercią kończy się wszelka KRZYWDA, gdyż na tamtym świecie – i w niebie, i w czyśćcu, i w piekle – panuje doskonała Sprawiedliwość Boża. Nic tam nie jest przypadkowe. I nie istnieje nic, co byłoby „krzywdą”, lecz zarówno nagroda, jak i kara – jest „zasłużona”. A to być może też jest przecież jakiś „odpoczynek” (chociaż ci w piekle zapewne by tego tak nie nazwali; ale z naszego ziemskiego punktu widzenia to jest WRESZCIE „odpoczynek” od notorycznych krzywd dotykających ludzi na ziemi, które nie są – tak mówiąc po ludzku – ani klarownym wyrazem Bożego Miłosierdzia, ani Bożej Sprawiedliwości; KRZYWDY nie są ani sprawiedliwe, ani miłosierne, więc kiedy się wreszcie kończą, to jest jakaś przecież ulga, czyli „wieczny odpoczynek”).

      • Elizeusz pisze:

        Dziękuję za te Osoby, które próbowały odpowiedź na moje pytanie o sens, istotę wiecznego odpoczynku. Posługując się pewnym opracowaniem w tym temacie, spróbujmy sobie odpowiedzieć na to pytanie:
        Tak, w Piśmie Świętym możemy przeczytać, że „Jahwe da odpoczynek po wędrówce …
        w niebieskiej ojczyźnie. … Spieszmy więc wejść do owego odpoczynku ”. (Hbr 11,16a i 4,11).
        Z zamysłu i woli Boga w Trójcy Jedynego zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boże (wedle Rdz 5,1n; Syr 17,3). W czym miałyby się przejawiać i czym być – ten obraz i podobieństwo do Boga?’ Najpełniejszą odpowiedzią na to pytanie jest sama Osoba Syna Człowieczego, Boga-Człowieka, naszego Pana i Zbawiciela, Jezusa Chrystusa.
        Wiemy i wierzymy, że Bóg objawił nam/ludziom się właśnie w Nim – swoim Synu, Jezusie Chrystusie który jest odblaskiem Jego chwały i odbiciem Jego istoty (Hbr 1,3); że tenże Syn jest obrazem Boga niewidzialnego (Kol 1,15; 2Kor 4,4), zamieszkującego światłość niedostępną, Którego żaden z ludzi nie widział i nie może zobaczyć/widzieć (1Tm 6,16); że kto Jego widzi, to widzi także Boga Ojca (J 14,9); że On Sam jest Bogiem (J 5,18 i 10,33), że z Ojcem są jednością (J 10,30) tzn. że są jednym i tym samym Bogiem, co do natury i wszystkich innych przymiotów Bogu właściwych. Powiedziane jest też w Piśmie, że Bóg jest Miłością (1J 4,8.16). A zatem, Syn i Ojciec mają tę samą naturę, której istotę stanowi bezinteresowne, altruistyczne miłowanie. Są zatem wspólnotą miłości.
        Odwiecznym zamysłem Boga Ojca było to, byśmy się stali na wzór obrazu Jego Syna (Rz 8,29; Ef 1,4), podobnymi do Niego w miłowaniu, abyśmy tworzyli wspólnotę miłości.
        Potwierdzeniem tej prawdy, niech będą, te oto słowa Pana, przekazane Annie, w książce ‘Pozwólcie ogarnąć się miłości’ (Wydawnictwo Michalineum, Warszawa 1988):
        … Wolą Moją jest, abyście się wzajemnie miłowali, jak Ja miłuję was. Waszą wolą możecie przyjąć Wolę Boga lub – odrzucić Ją. … Miłość Moja jest dziedzictwem waszym. Tylko zechciejcie ją przyjąć i posługiwać się nią. Miłość Moja to nie emocje, tym bardziej nie – pożądanie; to wola darzenia dobrem. Ja – jestem udzielaniem się, darzeniem, miłowaniem. Wy – możecie w sobie wzbudzić, jeśli zechcecie, silną i zdecydowaną wolę darzenia bliźnich waszych. Wtedy, w tej woli, jednoczycie się ze Mną i Natura Moja – miłość może się wam udzielić. (…). Ten jest najbliżej Mnie, który w każdym człowieku widzi brata, bowiem na braci sobie wzajem was przeznaczyłem. Dlatego nie ten, kto woła „Panie, Panie”, a ludziom złorzeczy, krzywdzi ich, poniża, segreguje i skłóca, lecz ten, który miłuje ich, chociażby nigdy o Mnie nie słyszał, jest prawdziwie synem Moim.
        Miłość wasza wyraża się w czynieniu dobra – wedle waszej możności – tym, którym uczynić dobro możecie: waszej rodzinie, otoczeniu, przyjaciołom, współpracownikom, podwładnym, uczniom, pomocnikom. Ale to nie wszystko. Każdy z was potrafi odpłacić miłością za miłość, bo cieszy go, że jest kochany. … Miłość nie kocha – „za coś”, bowiem nie dla korzyści własnej kocha. Prawdziwa Miłość – pragnie darzyć, oddać sama siebie, uszczęśliwić. Naturą Miłości jest bezinteresowne darzenie z własnej pełni. Jestem Pełnią Nieskończoności – Miłość Moja jest bezgraniczna, istnieje w wieczności poza wszelkimi ograniczeniami, niezmienna”.
        Podobieństwo do Boga, będące zdolnością do miłowania, w szczególny sposób znajduje swój wyraz, przejawia się w służbie, na wzór Jezusa, który powiedział o Sobie: „Ja jestem pośród was, jak ten, kto służy” (Łk 22, 27), kto przyszedł by służyć (Mt 20,28) i „Kto by chciał Mi służyć, niech idzie za Mną [a w tą służbę wpisany jest krzyż – wedle Mt 10,38 i 16,24], a gdzie Ja jestem, tam będzie i Mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci Go Mój Ojciec” (J 12,26)], a ten, kto uczestniczy w Moich cierpieniach, będzie miał także udział w Mojej chwale. Dlatego w Księdze Apokalipsy, czytamy: „Błogosławieni, którzy w Panu umierają – już teraz. Zaiste, mówi Duch, niech odpoczną od swoich mozołów, bo idą wraz z nimi ich czyny” (14,13). Św. Paweł Apostoł przyrównuje służbę Chrystusowi w głoszeniu św. Ewangelii do zaciągnięcia się do służby wojskowej (2Tm 1,8-11 i 2,3n; por. Dz 20,19).
        cdn

      • Elizeusz pisze:

        cd.: W przywołanym już źródle, o wymowie służby/służenia, Pana Bóg, mówi w ten sposób:
        „W przewidywaniu waszego powrotu ku Mnie obdarzyłem was – od początku waszego istnienia – nieprzeliczonym bogactwem Moich Darów, abyście mieli czym służyć, a więc obdarzać. W darach tych odnaleźć możecie Moje zaufanie do was. Nadzieję, że jako dzieci Moje zechcecie ich użyć właściwie – darzyć nimi – na podobieństwo Moje, a nie obracać ich wyłącznie na korzyść własną. (…). Jest w was ukryte podobieństwo do Ojca, które przejawia się w twórczości. To przemożne dążenie do porządkowania, organizowania, ulepszania, uszlachetniania waszego otoczenia, świata, w którym życie przejawia się w każdym z was wedle jego sposobu miłowania [św. Paweł, napomina: ‘miłością ożywieni służcie sobie wzajemnie, niech miłość stanie się dla was bodźcem, by służyć sobie wzajemnie’ (Ga 5,13b) – dop. mój] (…).
        W każdym z was jest ukryte podobieństwo do Mnie – pragnienie darzenia, poszukiwanie tego, co nazywacie szczęściem spełnienia; jest to ukryty głód bycia kochanym i odwzajemniania miłości. … Nie chcąc zawstydzać dzieci Moich w wieczności, niewidoczny pomagam im rozdawać Moje, dane im dobra, gdy tego zapragną. Wspomagam każde dziecko Moje zawsze, we wszystkim, co robią nie dla siebie. Układam im warunki i okoliczności, w których może rozwinąć się w nich dobro. Pragnę obudzić w nich radość darzenia, pomagania. Ten, kto ryzykuje życie i oddaje je za życie lub dobro lub dobro przyjaciół swoich, oddaje je za Mnie Samego, ukrytego w nich.
        Kto służy bliźnim swoim z całego serca, Mnie służy, choć o tym nie wie; i spotkam go, objawię mu radość swoją i odrzucony nie będzie. Raduje Mnie każdy wasz dobry czyn, każdy gest, każde słowo, gdy jest życzliwe. Kto działa dla dobra braci swoich, łączy się ze Mną. Bardziej litościwy dlań jestem, chociażby nienawidził Mnie – nie znając Mnie – niż dla tych w Kościele Moim, którzy wołają, że służą Mi – służąc sobie i na własną chwałę pracując. … Obdarzać zaś możecie w każdej sekundzie życia. Uśmiech, życzliwe słowo, pomoc innym w najmniejszych drobiazgach, pamięć o nich, rozmowa, telefon lub list, najmniejszy dowód, że zauważacie bliźnich waszych, że robicie, co tylko możecie – to wszystko ma niesłychaną wagę w oczach Moich. … Ile kto otrzymał, wiem Ja – Dawca. W im większej ciszy darzycie, tym lepiej dla was, bo zbieranie pochwał przekreśla bezinteresowność waszego działania i przyobleka was w fałsz. (…).
        Usiłujcie żyć ze Mną w bliskiej przyjaźni na co dzień – tam, gdzie teraz jesteście – starając się być dla innych ludziom podobieństwem Moim. Jak Ja służyłem wam, chętnie, bez zapłaty i nagrody, bez dbałości o swoją wygodę, powodzenie, uznanie – dlatego, że potrzebowaliście Mnie, tak służcie i wy; z dnia na dzień starając się dawać z siebie więcej, lepiej, służąc pomocą, radą, cierpliwie wysłuchując skarg, pocieszając, orędując – wedle charyzmatów Moich w was złożonych [św. Piotr powie: ‘Jako dobrzy szafarze wielorakiej łaski Bożej służcie sobie nawzajem tym darem, jaki każdy otrzymał, aby we wszystkim był uwielbiony Bóg przez Jezusa Chrystusa’ (1P 4,10n) – dop. mój]. A Ja o was nie zapomnę, gdyż nie schodzicie nigdy z oczu Moich. (…). Dary Moje służyć wam mają dla osiągnięcia szczęścia wiecznego. Umożliwiają wam służbę dla dobra bliźnich waszych. … Dają wam zatem szansę przeżycia czasu życia pełniej, szczodrze i wspanialej, przez co i radość wasza w Domu Moim większa będzie, bogata we wdzięczność tych wszystkich, którym wejść weń dopomogliście; pełna też szlachetnej dumy z pracy waszej wykonanej dzięki darom Moim – wykorzystanym właściwie”.

      • Elizeusz pisze:

        To, co zostało do tej pory powiedziane, jest już wystarczające, by odpowiedzieć sobie na pytanie: co jest tak naprawdę istotą wiecznego odpoczynku?
        Otóż tym odpoczynkiem w wieczności, wiecznym odpoczynkiem szabatowym jest wieczna służba we wspólnocie miłości w Królestwie Bożym, które Przedwieczny Ojciec (Ps 90,2) przygotował od stworzenia świata (Mt 25,34)! O wejście dla nich, do takiej właśnie służby we wspólnocie miłości świętych w Niebie prosimy!
        Światłem na zrozumienie owego wiecznego odpoczynku, zdaje się będą te oto z pewnego przesłania Pana Jezusa :
        „Moje kochane dzieci! W Niebie nie ma odpoczynku takiego, o jakim myślicie. Jest nieustanna s ł u ż b a, a Ja nieustannie stwarzam i wciąż służę. Chcę żebyście weszli w Mój świat służby na zawsze, a znajdziecie wieczną radość, tak jak Ja raduję się w Mojej Miłości. Chcę dać każdemu z was szansę ofiarnej miłości, która służy innym.
        Przychodźcie do Mnie, bo pragnę dać wam nowe życie na zawsze. Prawdziwe szczęście – to wieczna s ł u ż b a i radość w odpoczynku we wspólnocie miłości, którą Jestem na wieki. Zapraszam was do udziału we wspólnocie ze Mną. Chcę, abyście zawsze chodzili w światłości zanurzeni cali we Mnie, Który was kocham, stwarzam i przenikam. Amen.”
        Potwierdzenie tej prawdy o wiecznym odpoczynku, powiązanym z prawdą wiary o Świętych Obcowaniu, można znaleźć w książce „Świadkowie Bożego Miłosierdzia” Anny (Wydawnictwo WAM, Kraków 1997):
        – w cz.1: „Kościół powszechny w jego części chwalebnej – to nieśmiertelne królestwo miłości, wspólnota świętych w żywocie wiecznym. Tu się jest bratem i przyjacielem wszystkich, żyje się wspólnie, tj. szeroko, nie dla siebie, bo ma się wszystko ze wspólnej miłości, żyje się pragnieniem poszerzania miłości (por. Ps 119,32), objęcia nią wszystkiego, co jest jeszcze nieobjęte, przede wszystkim – was. Pragnienie podzielenia się z wami, dopomożenia wam, ułatwienie zrozumienie i zbliżenia do Boga jest jedną z naszych najgorętszych potrzeb serca. My – to i wy w przyszłości. Po przyjściu do nas, na swoje czekające was miejsca, zwiększycie naszą siłę i naszą miłość – sobą, a pracy naszej wspólnej nadacie większą jeszcze potęgę. Królestwo nasze wspólne rośnie nieustannie i jego siła pomocy jest ogromna. … W królestwie Chrystusa łączy nas jedynie prawo miłości. Miłość dąży do rozszerzania się, udzielania, wymiany – w miarę jak tu królestwo Jego rośnie. … W Jego królestwie jest tylko miłość, a miłość to obdarzanie się wzajemne wszelkim potrzebnym nam dobrem – pomoc, dzielenie się, udzielanie, bliskość, dobroć; nieustanna wymiana. Stąd radość, poczucie szczęścia, jak gdyby nieustannej młodości (por. Ps 103,5), entuzjazmu, pragnienia dawania. … My żyjemy w Miłości, w stanie miłości. Istniejąc w pełni szczęścia odczuwamy więź miłości i braterstwa. …Nie można prawdziwie poznać miłości bez doświadczenie jej, bez wejścia w życie miłości, która jest energią duchową, życiem świata duchowego, nieustanną wymianą pomiędzy bytami stworzonymi a Stwórcą, który je kreował z miłości ku nim. W świecie duchowym żyjącym w prawdzie odpowiedzią stworzonych jest miłość wedle pełni ich możliwości kochania” (str. 108 i 118 i 194/195 i 272) i

      • Elizeusz pisze:

        – z cz. 2: „W Niebie jesteśmy udzielającą się sobie, kochającą wspólnotą. …Cieszymy się wzajemnie naszym szczęściem i udzielamy się sobie. Każdy pragnie podzielić się z innymi tym wszystkim, co ma w sobie z dóbr, jakie umieścił w nim Bóg. …
        To mówi Pan: Niebo – to Ja w otoczeniu przyjaciół Moich. A cóż łączy przyjaciół, jeśli nie miłość: obopólna, wzajemna, oparta na zrozumieniu i wspólnocie we wszystkim. Tu Ja dzielę się z wami nieskończonością dóbr Moich, tak, jak wy na ziemi w trudzie i „pomimo wszystko” stawaliście się Moimi rękoma, Moim głosem, Moim sercem … Niebo jest wspólnotą miłości. Nie mogą tam wejść ci, którzy kochali wyłącznie siebie, gdyż w takim wypadku jest to postawienie siebie na miejscu Boga, a w skutku jest to nienawiść, pogarda lub obojętność dla wszystkich innych ludzi: inaczej, jest to odmówienie swoim bliźnim należnej im troski, współczucia, litości, pomocy. …(str. 200 i 213 i 263 i 286).

        Zatem zauważmy, że jak ci nasi bracia i siostry, którzy są już w Niebie, gotowi są nas wspomagać i wstawiają się za nami, którzy jeszcze trwamy, w tym co dziś się zwie, gdy trwa jeszcze dla nas obietnica wejścia do odpoczynku Pana (Hbr 4,1nn) byśmy mieli udział w ich dziedzictwie i szczęściu wiecznym, we wspólnocie służby i miłości, tak i my o to samo prosimy Pana też i poprzez modlitwę „Wieczny odpoczynek…” za tych naszych braci, którzy są w czyśćcu, w przedsionku Nieba, by i oni mogli wejść w tą wieczną służbę, w ów wieczny odpoczynek, co niechaj sprawi nasz Pana Jezus Chrystus, który żyje i króluje z Ojcem w jedności z Duchem Świętym Bóg na wieki wieków. Amen.

    • cure pisze:

      mozna cos wiecej o tej Kindelman bo kiedys o tym gdzies czytalem i teraz nie wiem gdzie. troche taka zapoomniana ta mistyczka tak samo jak Justyna KLotz z Niemiec.

      • Paweł pisze:

        Komentarz Adminów i mój na ten temat znajduje się pod wpisem:
        https://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/2015/09/05/dzis-i-sobota-miesiaca-2/
        A tu wklejam jeszcze mój komentarz spod usuniętego już wpisu z dnia 1 II 2016:
        Matka Boża powiedziała do Elżbiety Kindelmann (w danych jej objawieniach Płomienia Miłości Niepokalanego Serca Maryi):
        „4.Proszę Ojca Świętego, by Uroczystość Płomienia Miłości Mego Niepokalanego Serca była obchodzona 2 lutego, w Święto Matki Boskiej Gromniczej.”
        [Źródło: http://www.duchprawdy.com/plomien_milosci_NSM.htm ]
        O tych objawieniach pisaliśmy więcej w komentarzach pod wpisem z dnia 5 września 2015:
        https://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/2015/09/05/dzis-i-sobota-miesiaca-2/
        Pod komentarzem Adminów napisałem wtedy taką informację o IMPRIMATUR dla tych objawień:
        Na stronie objawień w Naju (propagowanych w Polsce przez Wydawnictwo „Vox Domini”):
        http://www.marys-touch.com/history/Hungary.htm
        podano po angielsku:
        „On June 6, 2009, Cardinal Peter Erdö gave his Imprimatur number 494-4/2009 to the original Hungarian Spiritual Diary authorizing the publication of the messages given by the Lord Jesus and the Blessed Virgin Mary to Elizabeth Kindelmann.”
        czyli po polsku:
        „W dniu 6 czerwca 2009 kardynał Peter Erdö udzielił swojego IMPRIMATUR numer 494-4/2009 dla oryginalnego węgierskiego Dziennika Duchowego upoważniając do publikacji orędzi danych przez Pan Jezusa i Najświętszą Pannę Maryję Elżbiecie Kindelmann.”
        [Zgodnie z tym, co podaje „Księga objawień maryjnych od I do XX wieku” Gottfrieda Hierzenbergera i Otto Nedomansky’ego, mistyczka, która w latach 1961-1974 w Budapeszcie otrzymała objawienia „Płomienia miłości Niepokalanego Serca Maryi”, nazywała się Erzsebet Kindelmann z domu Szanop (zm. 1985).]

  23. wobroniewiary pisze:

    Oficjalnie ogłaszam, że ruszyliśmy z produkcją nowego filmu „Dusze”. Będzie to Thriller oparty na spisanych wizjach mistyków. Więcej na http://www.kolbe.org.pl #duszeczyśćcowe #kondratmedia @michal_kondrat @elizeuszbar

  24. Witek pisze:

    Ewo, czy ta informacja o uwolnieniu obejmuje też NP za Dusze w czyśćcu? Czy to musi być oddzielna modlitwa?

  25. Ania pisze:

    Orędzie Matki Bożej z Medziugorje z 2 listopada 2019 roku

    „Drogie dzieci!
    Mój umiłowany Syn zawsze się modlił i wysławiał Ojca Niebieskiego. Zawsze wszystko Mu mówił i ufał Jego woli. Tak powinniście czynić i wy, dzieci moje, bo Ojciec Niebieski zawsze słucha swoich dzieci. Jedno serce w jednym sercu, miłość, światło i życie.

    Ojciec Niebieski darował się w ludzkim obliczu, a to oblicze jest obliczem mojego Syna. Wy, apostołowie mojej miłości, powinniście zawsze nosić oblicze mojego Syna w swoich sercach i swoich myślach. Zawsze powinniście myśleć o Jego miłości i Jego ofierze. Powinniście się modlić, abyście zawsze odczuwali Jego obecność, bo apostołowie mojej miłości, to jest sposób, byście pomogli tym wszystkim, którzy nie znają mojego Syna, którzy nie poznali Jego miłości.

    Dzieci moje, czytajcie księgę Ewangelii. To jest zawsze coś nowego, właśnie to wiąże was przy moim Synu, który narodził się, by przynieść słowa życia wszystkim moim dzieciom i by ofiarować się za was. Apostołowie mojej miłości, niesieni miłością do mojego Syna, zanoście miłość i pokój wszystkim swoim braciom. Nikogo nie osądzajcie. Każdego kochajcie w miłości do mojego Syna. W ten sposób będziecie się troszczyć także o swoją duszę, a ona jest najdrogocenniejszą rzeczą, która naprawdę do was należy.

    Dziękuję wam”.

  26. Anna pisze:

    Witam, czy ktos z Państwa się orientuje: jeśli w pierwszą sobotę przyjmuje się Komunię Św. wynagradzającą NMP to czy można przyjąć jednocześnie Komunię Św. w innych intencjach?

    • AGA pisze:

      Wydaje mi się, że tak. Jeśli Msza św. może być w kilku intencjach to Komunia św. też. Ja czasem daję w kilku.

    • Joanna pisze:

      jeśli jest to I sobota wynagradzająca Niepokalanemu Sercu Maryi to jest tylko ta 1 intencja wynagradzająca za (w każdą kolejną z 5ciu sobotę) 1 konkretny z 5 grzechów którymi obrażana jest Matka Boża. Tak jest to polecane jako I soboty w naszej parafii i w Apostolacie Fatimskim. Ale z praktyki wiem też, że niektórzy łączą z swoimi intencjami. Wydaje mi się że chodzi o to by „zapomnieć o sobie” a pamiętać tylko o wynagrodzeniu Maryi. Gdy „zapominamy o sobie” to Bóg i tak o nas pamięta, o naszych potrzebach.

      • duszyczka pisze:

        No właśnie, jak to jest naprawdę z tymi intencjami? Jeśli jest np. pierwszy piątek m-ca a jednocześnie oktawa Wszystkich Świętych, to czy osoba praktykująca pierwsze piątki, powinna przyjąć Komunię św. w intencji wynagradzającej Przenajświętszemu Sercu Jezusa czy za duszyczki w czyśćcu cierpiące. Rozumiem, że podczas np. różańca czy Koroneczki można podać wiele intencji, ale co w przypadku w/w sytuacji w momencie przyjęcia Pana Jezusa do serca?

        • Maggie pisze:

          Rozmawiajmy sercem z ufnością je otwierając:
          np Jezu, Ty się tym zajmij, TY wiesz co w mym sercu i czego pragnę w mych tak wielu ważnych dla mnie/świata intencjach. Ty o Panie wiesz co ważne, a co najważniejsze i konieczne. Panie Boże Tyś jest Nieskończony i Nieograniczony oraz Wszechmocny, niech się dzieje Wola Twoja, a nie moja, przez Serce i Rany Chrystusowe. Amen.

          Pana Boga nie można ograniczać, więc kiedy ocean spraw i intencji, zaufać❣️, gdyż To ON i TYLKO ON wysłuchuje i przez Ducha Świętego też daje nam natchnienia. Pan Bóg nie jest kelnerem (nie można, w żadnym wypadku: wymagać czy poganiać) ALE Dobrodziejem Łaskawym dla pokornych serc.
          „Proście a otrzymacie, szukajcie a znajdziecie, kołaczcie a otworzą wam”.
          Rozpisałam się, bo taki „problem” najlepiej zostawić Jego jurysdykcji i rozeznaniu – główna intencja nie przeszkadza, moim zdaniem, innym intencjom.
          💕

      • Joanna pisze:

        jeśli chodzi o 1wsze soboty wynagradzające Sercu NMP dodam jeszcze to:
        „Jezus powiedział do siostry Łucji: „To prawda, moja córko, że wiele dusz zaczyna, lecz mało kto kończy i ci, którzy kończą, mają za cel otrzymanie przyrzeczonych łask. Ja jednak wolę tych, którzy odprawią pięć pierwszych sobót w celu wynagrodzenia Niepokalanemu Sercu twojej Matki Niebieskiej, niż tych, którzy odprawią piętnaście, bezdusznie i z obojętnością”.
        „Siostra Łucja: „Pozostając przez część nocy z 29 na 30 maja 1930 roku w kaplicy z naszym Panem i rozmawiając z Nim, poczułam się nagle mocniej owładnięta Bożą obecnością. Jeśli się nie mylę, zostało mi objawione, co następuje: Córko, motyw jest prosty: Jest pięć rodzajów obelg i bluźnierstw wypowiadanych przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi.
        Pierwsze: Bluźnierstwa przeciw Niepokalanemu Poczęciu.
        Drugie: Przeciwko Jej Dziewictwu.
        Trzecie: Przeciwko Bożemu Macierzyństwu, kiedy jednocześnie uznaje się Ją wyłącznie jako Matkę człowieka.
        Czwarte: Bluźnierstwa tych, którzy starają się otwarcie zaszczepić w sercach dzieci obojętność, wzgardę, a nawet nienawiść do tej Niepokalanej Matki.
        Piąte: Bluźnierstwa tych, którzy urągają Jej bezpośrednio w Jej świętych wizerunkach.

        Oto, droga córko, motyw, który kazał Niepokalanemu Sercu Maryi prosić mnie o ten mały akt wynagrodzenia. A poza względem dla Niej chciałem poruszyć moje miłosierdzie, aby przebaczyło tym duszom, które miały nieszczęście Ją obrazić. Co do ciebie, zabiegaj nieustannie swymi modlitwami i ofiarami, aby poruszyć Mnie do okazania tym biednym duszom miłosierdzia”.
        http://www.sekretariatfatimski.pl/pierwsze-soboty-miesica/49-abc-pierwszych-sobot-miesica

    • Monika pisze:

      Odnośnie Nabożeństwa Pierwszych Sobót, po co naprawdę jest to Nabożeństwo, polecam gorąco odsłuchać króciutkie nagranie (to tylko 2 i pół minuty) Wincentego Łaszewskiego, znawcy i autorytetu w sprawach Fatimy:

  27. Euzebia pisze:

    BIBLIA TYSIĄCLECIA
    Księga Mądrości

    5
    1 Wtedy sprawiedliwy stanie z wielką śmiałością
    przed tymi, co go uciskali
    i mieli w pogardzie jego trudy.
    2 Gdy ujrzą, wielki przestrach ich ogarnie
    i osłupieją na widok nieoczekiwanego zbawienia.
    3 Powiedzą pełni żalu do samych siebie,
    będą jęczeli w utrapieniu ducha:
    4 «To ten, co dla nas – głupich – niegdyś był pośmiewiskiem
    i przedmiotem szyderstwa:
    jego życie mieliśmy za szaleństwo,
    śmierć jego – za hańbę.
    5 Jakże więc policzono go między synów Bożych
    i ze świętymi ma udział?
    6 To myśmy zboczyli z drogi prawdziwej,
    nie oświeciło nas światło sprawiedliwości
    i słońce dla nas nie wzeszło.
    7 Nasyciliśmy się na drogach bezprawia i zguby,
    błądziliśmy po bezdrożnych pustyniach,
    a drogi Pańskiej nie poznaliśmy.
    8 Cóż nam pomogło nasze zuchwalstwo,
    co dało chełpliwe bogactwo?
    9 To wszystko jak cień przeminęło
    i jak wieść, co przebiega;
    10 jak okręt prujący pieniącą się toń:
    śladu jego nie znajdziesz, gdy przeszedł,
    ni bruzdy po jego spodzie wśród fal;
    11 jak się nie znajdzie żaden dowód przelotu
    ptaka, szybującego w przestworzach:
    trzepoczące skrzydła przecięły lekkie powietrze,
    uderzeniem piór smagane
    i prute z gwałtownym szumem –
    znaku przelotu potem w nim nie znajdziesz.
    12 Jak gdy się strzałę wypuści do celu,
    rozprute powietrze zaraz się zasklepia,
    tak że nie poznasz jej przejścia –
    13 tak i my: zniknęliśmy, [ledwie] zrodzeni,
    i nie mogliśmy się wykazać żadnym znakiem cnoty,
    aleśmy zniszczeli w naszej nieprawości».
    14 Bo nadzieja bezbożnego jak plewa wiatrem miotana
    i jak lekka piana rozbita przez burzę.
    Jak dym się rozwiała od wiatru,
    zatarła się jak pamięć chwilowego gościa.
    15 A sprawiedliwi żyją na wieki;
    zapłata ich w Panu
    i staranie o nich u Najwyższego.
    16 Dlatego otrzymają wspaniałe królestwo
    i piękny diadem z rąk Pana;
    osłoni ich bowiem prawicą,
    ochraniać ich będzie ramieniem.
    17 Jak zbroję przywdzieje swoją zapalczywość
    i uzbroi stworzenie ku odparciu wrogów.
    18 Jak pancerzem okryje się sprawiedliwością
    i jak przyłbicą osłoni się sądem nieobłudnym.
    19 Weźmie świętość za puklerz niezwyciężony
    20 i jak miecz wyostrzy gniew nieubłagany,
    a razem z Nim świat będzie walczył przeciw nierozumnym.
    21 Polecą z chmur celne pociski błyskawic,
    pomkną do celu jak z dobrze napiętego łuku,
    22 a gniewne grady wyrzucone zostaną jak z procy.
    Wzburzą się przeciw nim wody morskie
    i rzeki nieubłaganie ich zatopią.
    23 Podniesie się przeciw nim powiew mocy
    i jak wichura ich zmiecie.
    Tak nieprawość spustoszy całą ziemię,
    a nikczemność obali trony możnowładców.

  28. Euzebia pisze:

    http://rozaniec.maryjni.pl/wydruki/rozaniec_tom_5_rozdz_103.html

    Pod tym linkiem są piękne rozważania do Części Chwalebnej Różańca Świętego za dusze w czyśćcu cierpiące,fragment:

    „Boże, któryś nam nakazał miłować wszystkich ludzi jak braci i siostry, a nie zniosłeś tego nakazu względem tych, których śmierć z tej ziemi zabrała, wszyscy bowiem żyjemy w Tobie, wszyscy kiedyś zjednoczymy się z duchem w Tobie przez wspólną Wiarę i Miłość do Ciebie – proszę Cię, racz dopomóc nam, abyśmy wszyscy i zawsze ku temu zjednoczeniu dążyli i wszystkim braciom naszym żyjącym radą i dobrym przykładem, a zmarłym modlitwą i zasługą dobrych uczynków naszych, z miłością dopomagali” (św.o.Pio), bo „świętą i zbawienną rzeczą jest modlić się za zmarłych” (2Mch 12,43)… Bo tylko „w taki sposób – my, ludzie ziemscy, tkwiący w swojej ludzkiej słabości, zdolni jesteśmy do przekształcenia armii umarłych i cierpiących w triumfującą i potężną Armię Świętych” (wg Jana Dobraczyńskiego)…

    „Racz nie odrzucać modlitwy mojej, a poprzez nieskończone Miłosierdzie Twoje, przez Mękę i Śmierć Jezusa Chrystusa, Zbawiciela i Odkupiciela naszego, zmiłuj się nad duszami w czyśćcu zatrzymanymi, jako że jeszcze dla grzechów swoich, za które pokutować muszą, wejść do Chwały Twojej nie mogą”.

    O „Jezu, przez Swą srogą Mękę,

    racz podać duszom w czyśćcu rękę,

    Racz je wyciągnąć do swobody,

    policzyć między Świętych trzody,

    Wprowadzić do Rajskiej Wieczności

    i do Niebiańskiej Szczęśliwości;

    Do NIEBA, gdzie Święci śpiewają

    i TRÓJCĘ ŚWIĘTĄ wychwalają”…

    O Chryste, wejrzyj na wszystkich bliskich mi zmarłych, zwłaszcza na tych, którzy są najbardziej opuszczeni i pozbawieni pomocy, jak i na pozostałych, którzy cierpią widząc to całe zło, które zbrukało ich. „Nic bowiem tak im nie dolega, jak świadomość, że z własnej winy przez długi czas będą pozbawieni szczęścia oglądania Boga” (wg bł.Michała Sopoćko)… „Jeśli kochałam ich – pozwól kochać ich dalej, bo umarło w nich ciało, ale ich dusze zawsze są obecne przy mnie i ode mnie tylko zależy, czy będę chciała z nimi obcować…”

  29. Dorota H. Kutyła pisze:

    Jakiś czas temu usłyszałam fragment o Łazarzu, który trafia do nieba, a bogacz po śmierci cierpi niewyobrażalne męki. Prosi o ratunek, ratunku nie ma. I wtedy naprawdę po raz pierwszy poczułam cierpienie ludzi po śmierci i naprawdę odczułam taki żal, jaki kiedyś w mojej kaplicy adoracji, wyraził starszy pan. On był tak przejęty cierpieniem duszy po śmierci, że prawie płakał. Więc teraz z przejęciem modlę się w intencji tych dusz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s