Świadectwo Krzysztofa – Jak to Bóg przyszedł do mnie.

Syn umiłowany

Chciałbym podzielić się z wami moim świadectwem. Jak to Bóg przyszedł do mnie.

              Urodziłem się w rodzinie uważanej za katolicką. Otrzymałem wszystkie sakramenty. Od dzieciństwa Bóg był mi przedstawiany jako sędzia, który karze za nasze złe uczynki, a za dobre wynagradza. Budził we mnie bardziej lęk, aniżeli miłość, bo nigdy od Niego nic dobrego nie dostałem (tak mi się wtenczas wydawało), a życie moje nie było szczęśliwe. Raczej zawsze próbowałem się przed Nim chować, a nie szukać Go. Często bałem się Boga spotkać, aby przypadkiem czegoś mi nie kazał albo czegoś nie zabronił. Bo wiadomo, jak mi coś będzie kazał zrobić, to będzie się to wiązało z jakimś wyrzeczeniem, dyskomfortem, a wtedy raczej pogorszy mi się w życiu, a nie polepszy. Odkąd pamiętam, mój ojciec nadużywał alkoholu. Często z tego powodu wybuchały w domu kłótnie, awantury. Będąc w wieku około 5 lat, przyglądałem się rodzinom moich rówieśników z tak zwanych „normalnych” rodzin i zapragnąłem mieć właśnie taką kochającą się rodzinę. Babcia mówiła mi, że Bóg może spełniać nasze prośby, więc prosiłem go sercem dziecka, aby ojciec przestał pić, aby nie było kłótni w domu, aby tata był ze mną, abym był kochanym dzieckiem. Niestety, po paru moich modlitwach zobaczyłem, że nic się nie zmienia: ojciec jak pił, tak pije, bieda – jak była, tak i jest itd. Wniosek przyszedł szybko: Bóg mnie nie słucha. Bóg nie spełnia próśb, Bóg się mną nie interesuje, Bogu też na mnie nie zależy. Bóg jeśli jest, to mało go obchodzę. Muszę sobie radzić w życiu sam i nikogo nie potrzebuję.

              Komunię Świętą i sakrament bierzmowania przyjąłem bez wiary, bez wewnętrznej potrzeby oraz wiedzy, o co tak naprawdę chodzi w przyjmowaniu sakramentów. Inni je przyjmowali, to ja też, właśnie żeby nie być innym. Lecz moje serce wcale do Boga się nie zbliżyło, a przynajmniej tego nie odczułem, i zdanie o Nim pozostało podobne jak w dzieciństwie. Jeśli chodziłem do kościoła, to pod przymusem katechety, mamy, nakazu, bojaźni przed karą Bożą, a nie z własnego wyboru. W kościele czasem byłem (dla tradycji), ale na Mszy Świętej raczej myślami, duchowo nieobecny. Sąsiedzi uważali nas za katolicką rodzinę.

              Tak mijały lata bez Boga, bez spowiedzi. Ożeniłem się, mamy dwójkę dzieci. Pracując zawodowo, układało się nam wspaniale, ale do czasu. Spotkałem kiedyś człowieka z innej kultury, który zapytał się mnie, czy wierzę w Jezusa i czy jestem katolikiem. Trochę zaskoczony pytaniem, trochę przestraszony, na dwa pytania odpowiedziałem negatywnie – zaparłem się Boga. Po chwili pomyślałem, ale „ze mnie żenada”, nawet nie przyznałem się, że jestem ochrzczony, po Komunii, bierzmowany, mam ślub kościelny. I od tej chwili, od tamtego momentu z perspektywy czasu dostrzegam, że Jezus wziął się za mnie.

Wspaniałą pracę, którą miałem od kilku lat (prestiżową, dobrze płatną i nie męczącą), straciłem w jednej chwili (podczas nieobecności urlopowej). W gospodarstwie domowym zaczęło nam brakować pieniędzy. Aby żyć na dotychczasowym poziomie, postanowiłem rozpocząć własną działalność gospodarczą, zaciągnąłem ogromny kredyt, którego nie mogliśmy spłacić z dochodów firmy. Po czasie pieniądze się skończyły, obrót w firmie był marny, ogromny dług został. Nie widziałem wyjścia z sytuacji, nawet małego światełka.

Pewnego wieczoru kupiłem alkohol, aby się upić. Miałem nadzieję, że smutki może staną się lżejsze do zniesienia. W domu byłem wtedy sam, drzwi były zamknięte. Po upiciu się, w mojej głowie pojawiały się myśli koszmarnie złe. Zły duch zaczął mi przypominać wszystkie tragiczne momenty w moim życiu. Jakby patykiem rozdrapywał zagojone, zapomniane rany. Przypominał sytuacje z mojego życia, aby pokazać, jaki jestem: do niczego, nie kochany, wyśmiewany, nie potrafiący wyżywić rodziny, niechciany, nic dobrze nie potrafiący zrobić, bez talentów, jedno wielkie dno, nie zasługujące na czyjąkolwiek miłość lub szacunek. I ja w głębi serca przyznawałem temu rację. Powodowało to ogromny ból, ból mojej duszy, taki ból, że jedyną ucieczką od niego wydawała się śmierć, a właściwie pewność, że śmierć to najlepsze rozwiązanie. Zacząłem robić wyrzuty Bogu, bez nadziei, że mi odpowie. – Dlaczego moje życie jest takie popaprane? Nie takie, jak mają inni, nie takie jakbym chciał, zawsze pod górę. Nie było odpowiedzi. Po około godzinie takich rozmyślań i płaczu byłem zdecydowany. Wstałem z wersalki i poszedłem do kuchni, aby poszukać sznurka, paska, może odkręcić gaz. Wiedziałem, że nie chcę żyć. Miałem 38 lat (tyle, ile ten człowiek, przy sadzawce Betesda).

Była sobota około godziny 23:00. W drodze z pokoju do kuchni zrobiłem kilka kroków. I nagle – Wszechogarniający pokój… Jest mi tak bezpiecznie, niczego się nie boję. Potężny ocean Miłości ogarniał moją duszę i wlewał się do niej. Światłość niepojęta, wszędzie, biała, tak ogromna, że powinna razić, a nie raziła, parzyć, a nie było mi wcale gorąco. Było mi tak dobrze. W życiu nie było mi tak dobrze. Wiedziałem już, moja dusza wiedziała (mimo, że byłem przed sekundą pijany, dusza moja była trzeźwa): To Ty jesteś, Jezu, (stwierdzenie ze zdziwieniem). Istniejesz naprawdę. Pewność, radość. Myślałem, że Ciebie nie ma, może żyłeś kiedyś, ale nie dziś. Nie wierzyłem w Twoje istnienie tu i teraz, wiesz przecież. Już dusza moja wie i pragnie poznawać Ciebie w każdej sekundzie więcej i więcej, chcę o Tobie wiedzieć jak najwięcej, być jak najbliżej Ciebie, w Tobie, poznawać Ciebie. Tu padły słowa, których nie zapomnę do końca życia i jeszcze dłużej. Były to słowa Jezusa: KOCHAM CIĘ (ciepły, męski, spokojny głos). Wielka fala miłości spłynęła na mnie. Poznałem ogrom miłości Boga do mnie. Miłość zalała całą moją duszę. Rozpłakałem się. Łzy wylewały się ze mnie strumieniami (to nie był zwykły płacz, ale rzeki łez). Jezus dał mi zobaczyć swoją duszę. Widzę, stojąc przed Tobą, Jezu, jak nędzna jest dusza moja, jak mała, czarna, skulona, jakby mokra, spleśniała cuchnąca szmata, którą nawet dotknąć przez rękawiczkę bym się brzydził – powiedziałem. Zapytałem Jezusa. – Mnie? Za co mnie możesz kochać? Nędzny, marny jestem, Ty wiesz, jaki jestem. Nie jestem godzien Twojej miłości. Nie jestem godzien kochania.

Poczułem uderzenie, strumień miłości bezinteresownej, pełnej akceptacji, bezwarunkowej, za nic, od zawsze i na zawsze. Zobaczyłem małe nierozerwalne strumienie (miłości, opieki) wychodzące ze światła Jezusa do każdego człowieka i poczułem, że Bóg sam opiekuje się każdym człowiekiem i każdego bezgranicznie zna i kocha. Po odczuciu bezwarunkowej wielkiej miłości moje nastawienie do mojej osoby się zmieniło. – Skoro jesteś i mnie kochasz tak wielką miłością i jest mi tak dobrze z Tobą…, to ja już nie chcę sam sobie odbierać życia, nie ma już we mnie takiej woli (jakby nigdy nie było), ale chcę być z Tobą na zawsze, zawsze przy Tobie, zabierz mnie z sobą.

Już wiedziałem, że On jest, jest Miłością i najlepiej przecież się zajmie moją rodziną, nie odczuwałem żadnego lęku, żalu, że zostawię bliskich na ziemi. Wręcz przeciwnie cieszyłem się, że Bóg się o nich zatroszczy w najlepszy dla nich sposób. Była chęć odejścia, ale motyw był już inny, nie chciałem odchodzić z tego świata, bo mi tak źle, ale chciałem odejść, bo jest mi tak dobrze z Jezusem. A może nie tyle odejść z tego świata, co wrócić do Ojca, do domu. Bo tam jest mój dom, moje miejsce. Nie jestem z tego świata.

Jezus (myśl do mojej duszy. Z Bogiem można rozmawiać bez słów):

Znajdziesz mnie w Kościele i w Moim słowie, nie zostawię cię sierotą, jestem zawsze przy tobie. Teraz wiesz, że Ja jestem zawsze przy tobie i zawsze cię kochałem, kocham i będę kochał.

Ale w kościele mam Cię szukać? Zapytałem. Ci księża są tacy… no, wiesz jacy… nie lubię ich, denerwują mnie, zawiodłem się na nich.

Jezus: Choćby wszyscy kapłani na świecie cię zawiedli, wiedz, że Ja Jestem najwyższym kapłanem, a Ja nigdy nie zawodzę. Za kapłanów się módl, bo są ukochanymi duszami Moimi. Wiedz, że mają dwa razy więcej pokus niż Ty.

Panie, widzę swoją duszę i wiem, jaka jest. Ale stojąc przed Tobą w oceanie Twojego pokoju, miłości i światła, ja, nędznik, chcę być z Tobą na wieki. Prowadź mnie do siebie, do wieczności z Tobą. Nie puszczę Ciebie, będę się trzymał… Twojej nogi. Jakbyś chciał pójść gdzieś beze mnie, nie puszczę Cię, choćby cierpienia moje na ziemi były ogromne, muszę być zawsze z Tobą na wieki, muszę, chcę, pragnę.

Jezus nie powiedział mi, że mnie nie zabierze, ale dał mi odczuć, jaki będzie mój największy smutek zaraz przed wejściem do nieba. Poczułem, że będzie to smutek powodowany tym, że tak mało istnień ludzkich doprowadziłem do Boga i na tak mało zaistnień ludzi, dzieci, na tym świecie wyraziłem zgodę. Że moja radość nie będzie pełna, jeśli w niebie nie znajdzie się więcej dusz, które mógłbym przyprowadzić do Pana. Radość nie jest pełna, jeśli nie mamy się nią z kim podzielić. Chciałem, aby jak najwięcej dusz cieszyło się ze mną pobytem w niebie.

Spotkanie się zakończyło tak nagle jak się rozpoczęło. Nie wiem, ile trwało? Może sekundę, może dwie godziny. Podczas przyjścia Jezusa, wiem, to dziwne, ale nie było czasu.

Następnego dnia rano, gdy wyszedłem na ulicę, patrzyłem na twarze ludzi. Próbowałem w ich spojrzeniach dostrzec informacje, że do nich też przyszedł kiedyś Jezus, bo przecież nie jestem wyjątkowy, skoro był i u mnie, to i u nich na pewno. Miałem przekonanie, że do nich też przychodzi, tylko nie mówią o tym fakcie. Chciałem krzyczeć na ulicy z radości, że Jezus jest. Lecz odwagi mi zabrakło. Wahadełko, które miałem z czasów młodzieńczych i niekiedy z niego korzystałem, wyrzuciłem do kanału ściekowego, czułem, że tam jego miejsce. Zacząłem nosić krzyż na piersi, chodzić do kościoła w niedziele i niekiedy w dni powszednie, szukać Jezusa, szukać rozmowy z Nim, tyle chciałem, żeby mi powiedział, wyjaśnił. Z wielkim strachem poszedłem do spowiedzi, ale była ona bardzo krótka i płytka. O wizycie Jezusa w moim domu i w duszy kapłanowi nawet nie wspomniałem. Znowu strach, że uzna mnie za wariata. Wysłuchałem gdzieś w internecie fragmentów „Dzienniczka” Siostry Faustyny. Każdą niedzielną Mszę (przez 4 lata) ofiarowałem za dusze czyśćcowe i prosiłem świętą Faustynę o obecność przy mnie na każdej Mszy Świętej, gdyż bluźnierstwa w mojej głowie i rozproszenia podczas nabożeństw były bardzo silne. Prosiłem dusze czyśćcowe o modlitwę za mnie.

Po około 4 latach od opisanych powyżej zdarzeń, podczas Mszy Świętej chciałem coś ofiarować Bogu, Jezusowi (czułem, że tak mało daje od siebie Komuś, kogo kocham). Zacząłem szukać w myślach, co ja mam takiego najcenniejszego, cóż bym mógł ofiarować. Pierwsza myśl – nic nie mam. Za chwilę przyszła odpowiedź. Życie. Wolną wolę. W głowie pojawiła się myśl ze słowami: życie chcesz oddać, śmieciu? Wolną wolę? Spójrz na świętych, jak oni skończyli, w biedzie, zabici, zagłodzeni w celi, odrzuceni, nie rozumiani przez innych, jeden ukrzyżowany głową w dół. Większości się dobrze nie powodziło. Tego chcesz? Wtedy to właśnie powiedziałem szybko, nie rozmyślając nad złym głosem.

Panie, po ludzku to nic nie mam (sławy, bogactwa, urody, wiedzy, umiejętności, talentu, pobożności), ale to, co mam, to oddaję Tobie. Życie i wolną wolę. Niech się dzieje w moim życiu wola Twoja; co chcesz, to rób. Mam umrzeć dziś dobra. Mam być kaleką – dobra. Mam zwariować albo być uznany za wariata – dobra. Mam być żebrakiem – dobra. Zgadzam się na wszystko. Niech się dzieje wola Twoja. Niech Twój plan, nie mój, względem mojej osoby się realizuje, bezwarunkowo. Oczywiście, daj, Panie, siłę, abym Twoim planom podołał, nigdy nie zwątpił, z Tobą wszystko mogę.

Uświadomiłem sobie, że właściwie pierwszy raz prawdziwie się pomodliłem: … bądź wola Twoja. Od pojawienia się Jezusa w moim życiu klepałem pacierz rano i wieczorem, nie zastanawiając się, co właściwie mówię. Oddanie życia i woli było jak skok w przepaść. Lęk odczuwałem, ale wiedziałem, że jak „skoczę” bez żadnych zabezpieczeń, czyli moich pomysłów na życie, On mnie złapie. On ma dla mnie swój plan, a ja jestem gotów go wypełnić, byle bym tylko był z Nim w niebie.

Kilka dni później prosiłem Ducha Świętego o dobrą spowiedź. Był czas przed Wielkanocą. Czułem, że dotychczasowe spowiedzi były nijakie, z marszu, na szybko, pobieżne, bez wiary, że w konfesjonale jest Jezus. Chciałem się wyspowiadać z całego życia. Podczas spowiedzi płakałem, wymieniłem parę grzechów, ale też wyznałem, że zgrzeszyłem łamiąc wszystkie przykazania Boże (nie byłem w stanie przypomnieć sobie szczegółowo moich wszystkich grzechów), nawet zabiłem, tak zabiłem Boga, Jezusa, swoimi grzechami, moje grzechy przybiły Go do krzyża, chcę wrócić do Boga, prosić o wybaczenie. Słysząc słowa Jezusa w ustach kapłana, że mi odpuszcza, po rozgrzeszeniu, rozpłakałem się jeszcze bardziej.

Zaczęło się na dobre. Wychodząc z kościoła zobaczyłem, że coś się zmieniło na świecie. Kocham wszystkich ludzi. Kocham siebie, kocham trawę, kocham drzewa, każdy liść na drzewie był bardziej zielony, kontury kształtów bardziej zarysowane, cały świat był wyraźniejszy, nasycony pełnią barw. W każdym z tych liści widziałem dzieło Boga. Chciałem tańczyć, śpiewać, skakać. Biec do ludzi ze słowami: Jezus mnie i Ciebie kocha. Nogi stały się lżejsze, jakby unosiłem się 10 cm nad ziemią. Wiedziałem, Bóg wybaczył mi wszystkie grzechy, jest ze mną. Jestem bez grzechu.

Pomyślałem: Panie Boże, może już w moim życiu nie będzie drugiej takiej wyjątkowej, bezgrzesznej chwili, pewnie zaraz mnie zabierzesz do siebie, bo jak nie teraz, to kiedy? Z naprzeciwka zobaczyłem nadjeżdżający samochód. Pomyślałem, zaraz auto skręci na chodnik, na mnie, i …Pan mnie zabierze. Ma szansę mnie zbawić dla nieba. Niestety, przejechało koło mnie, normalnie, ulicą. Uświadomiłem sobie, że skoro teraz mnie nie zabrał, a moment, aby trafić do nieba wydawał się idealny, to On wierzy we mnie, ma nadzieje, wie, że do nieba pójdę, ale jeszcze nie w tym czasie. Choć myśl – Panie Boże, ale ryzykujesz; a jak nie będzie takiej drugiej chwili, hmm? – w głowie była. Wiedziałem, że plan Boży względem mojej osoby i mojego pobytu na ziemi jeszcze się nie zakończył i że ja sam siebie nie zbawię przez moją bezgrzeszność, ale dzięki Jego miłosierdziu.

Przyszedłem do domu i powiedziałem, że Jezus będzie z nami mieszkał. Domownicy uznali to za jakiś dobry żart. Ale ja naprawdę chciałem, aby z nami mieszkał. W tym dniu przyszło morze łask, o które nawet nie prosiłem. Wierzcie mi, nie prosiłem. Nawet o łaskach, które mógłby mi dać, nie myślałem.

Zostałem uwolniony od gier komputerowych. Do tej chwili potrafiłem zaniedbywać rodzinę, siedząc godzinami przed komputerem. Prosiłem dzieci, aby chowały mi płyty z grami, abym nie grał od razu jak przyjdę z pracy. Sam nie potrafiłem się opanować. Nieraz grałem do 2-3 w nocy. Otrzymałem łaskę uwolnienia od internetu. Kiedyś przeglądałem godzinami strony, nawet te, które mnie nie interesowały. Bóg zmienił zniewalający internet na służący do wyszukiwania Jego słowa, nauki Kościoła, żywotów świętych. Otoczyłem się przedmiotami przypominającymi mi o Bogu, aby w roztargnieniu dnia o Nim nie zapominać: obrazki, cytaty z Pisma Świętego, aplikacja z Biblią w telefonie, wyświetlacz z wizerunkiem Jezusa itp. Dar składania rąk do modlitwy na znak: Czyń, Panie, ze mną, co chcesz. Twoja wola niech się dzieje. Ze smutkiem patrzę, jak mało osób składa ręce podczas Mszy Świętej (także kapłanów), modlę się za nie, aby oddały życie Jezusowi całkowicie i bezwarunkowo. Pojawiła się wola mówienia prawdy. Chrześcijaństwo przestaje być nudne, nijakie, jeśli zaczniemy mówić prawdę, prawdę z miłością do drugiego człowieka Spróbujcie, zobaczycie, co wtedy się dzieje: zły się wścieka, ludzie zaczynają cię obrażać, wyzywać od nawiedzonych wariatów, katoli, itd.

Zostałem też uwolniony od pornografii, od chęci posiadania rzeczy, kupowania, uwolniony od marzeń o posiadaniu czegoś materialnego. Pojawił się niesamowity głód słowa Bożego. Do dziś trudno mi przeżyć jeden dzień bez Pisma Świętego i rekolekcji, kazań wysłuchanych w internecie. Tęsknota za Jezusem. Chęć wykonywania każdej czynności z Jezusem. Nawet małej, typu – przekopanie ogródka. Przypominanie odczucia Jego miłości i tęsknota za Nim. Dar częstej spowiedzi. Częsta spowiedź zapobiega zatwardziałości serca. Widać swoje grzechy. Przed nawróceniem nie byłem u prawdziwej spowiedzi jakieś 30 lat i uważałem, że ja nie mam grzechów, najwyżej drobne wady, ale inni mają gorsze. Pojawiło się wyczulenie na złe utwory muzyczne, teledyski, piosenki zawierające teksty okultystyczne, bluźniercze (mimo, że są śpiewane w niezrozumiałych dla mnie językach, to czuję, że niosą złe treści). Bardzo zaczęły mi się podobać piosenki religijne. Otrzymałem dar modlitwy. Modlitwa stała się dziękowaniem, a nie proszeniem. Bóg wie, co mi potrzeba i to otrzymam. Wystarczy tylko dziękować i Go kochać, prosić o miłosierdzie. Jeśli moja modlitwa jest prosząca, to raczej za innych niż za siebie. Kolejna łaska – to brak lęku przed śmiercią. A właściwie, to ja już do Ciebie, Panie, chcę, chcę bardzo. Oczywiście, proszę Boga, że jak zejdę z tego świata to tylko dla nieba. Poinformowałem rodzinę, aby w chwili mojej śmierci się cieszyli. Bo to powinna być radość, że ktoś po tylu latach na ziemi wreszcie wraca do domu. Domu Ojca.

Dał mi raz Pan usłyszeć słowa demona, a brzmiały one: Zniszczę cię, świnio. Jak tak o mnie myśli, to chwała Panu, gorzej jak by mnie miał za przyjaciela i kolegę. Bóg i demon, to nie ta liga. Bóg jest nieporównywalnie większy, a ja jestem Jego dzieckiem. Mam najsilniejszego Tatę na świecie i ty też.

Dał mi Pan też łaskę nie nawracania kogoś na siłę, słowem. Kiedyś starałem się na nawracać „na siłę” innych (znajomych, rodzinę), myślałem, że tak trzeba. Kazać im chodzić do kościoła, kazać nie grzeszyć itd. Lecz tak w głębi serca, chciałem, aby mnie słuchali. Było to raczej: Ja wiem, że tak będzie dla nich lepiej, jak zrobią tak, jak ja mówię. A skąd ja wiem, że właśnie w tym momencie ich nawrócenie będzie dla nich dobre? Może mają coś jeszcze przeżyć, może Pan Bóg chce ich nawrócić w innym momencie. Nie jestem Bogiem i nie wiem, kiedy dla innych przyjdzie moment łaski nawrócenia: może za sekundę, może w godzinę śmierci, może już są zbawieni?. Mogę się za innych modlić, za innych ofiarować się Bogu i swoim cichym przykładem mojego życia opowiadać moją historię, dawać świadectwo Jezusa i Jego miłości. A ilu się dzięki temu ludzi zbliży do Boga, dowiem się w niebie. Kiedyś to moja pycha chciała, abym to ja nawracał i abym to ja widział, ile to osób dzięki mnie się nawróciło. No i wtedy mógłbym powiedzieć Bogu: Widzisz, Panie, ilu to nawróciłem. Chwała mi, nie Tobie.

Kiedyś naliczyłem łask kilkanaście, a pewno było dużo więcej, o których istnieniu niedługo się przekonam. Do chwili tej spowiedzi słowo: „łaska” było dla mnie niezrozumiałe, martwe, wymyślone przez Kościół. Zresztą, łaska kojarzyła mi się negatywnie: dostać coś z łaski, zrobić komuś łaskę… To ja z łaski nic nie chciałem dostawać, chciałem na to sobie zasłużyć, zapracować. Teraz już wiem, czym jest łaska. Wiem, że jak Jezus daje, to daje to, co człowiekowi potrzeba i zawsze daje w nadmiarze. Jezus nie potrafi dawać mało!!! Dał za dużo wina, za dużo rozmnożył chleba, za dużo ryb. A przecież mógłby wyliczyć co do kromki, aby nie zostało ułomków. Tyle wina w wielkich stągwiach „po brzegi” aż się pewnie wylewało, też pewno nie wypili. Ryb mógł dać trochę mniej, aby się sieci nie rwały. Podobnie zrobił ze mną. Mógł dać tylko jedną łaskę, jedno uwolnienie, a cud Jego działania też bym zobaczył.

Przez kilka dni czułem przeogromną obecność, miłość Ducha Świętego, obecność Boga we mnie, do takiego stopnia, że po paru dniach pomyślałem. – Panie już dość, dość, stonuj miłość do mnie, nie mogę się skupić, pracować, myśleć o niczym innym, jak tylko o Tobie. Takie głupie słowa do Boga powiedziałem. Bóg, oczywiście, stonował odczucie Jego miłości do mnie w jednej sekundzie. A co dziwne, gdy to zrobił, zaraz zacząłem tęsknić do odczuwania tej miłości.

Kilka dni później wyraźny głos w myślach moich powiedział mi:

Idź, przeproś księdza, z którego się wyśmiewałeś.

Panie, o tym też wiesz? Zapytałem. Nie, nie pójdę. Jest mi wstyd iść do niego. Przecież on nie wie, że się z niego naśmiewałem i drwiłem. Nie było go przy tym.

Idź, przeproś księdza. Kilkakrotnie Pan powiedział. Nie dawał mi spokoju. Głos ten słyszałem nawet w łazience. I tam właśnie znowu się zapierałem, że nie pójdę, nie chcę, nie umiem, słaby jestem, wstyd mi iść do prawie nieznajomego księdza i go przepraszać. Jezus bez słów, w myślach, w mojej głowie powiedział.

Jakbyś wiedział, jak mi było wstyd, wisząc na krzyżu. Myślisz, że byłem ubrany? Otóż nie, byłem całkiem nagi. Wstydziłem się, ale zrobiłem to dla ciebie.

Wtedy powiedziałem: – Dobrze, jutro pójdę. Pomyślałem, tak mnie kochasz, że zrobię to dla Ciebie. Pomyślałem: czymże jest mój wstyd wobec Twojego.

Następnego dnia w pracy pojawiała się uporczywa Boża myśl: – Zadzwoń do księdza, sprawdź czy jest na parafii. Wzbraniałem się trochę, bo co ja mu powiem, jak zacznę rozmowę?

Zadzwoń do księdza, sprawdź, czy jest na parafii. Nieustannie brzmiało w mojej głowie. Odszukałem numer w internecie. Dzwonię, nikt nie odbiera. Uff… w myślach powiedziałem.

Sam widzisz, Jezu, chciałeś, dzwoniłem, nikt nie odbiera; zrobiłem, co chciałeś.

Jezus: – Wsiądź w auto i jedź do niego.

Co w auto? Przecież księdza nie ma na parafii.

Wsiądź w auto i jedź do niego.

           Z niedowierzaniem w taką upartość Jezusa sprawdziłem na mapach w internecie, jak tam trafić i ruszyłem z myślą, że szkoda paliwa na takie wycieczki, bo paliwo takie drogie. Podczas jazdy samochodem Pan powiedział.

Pamiętasz, z jaką łatwością kupiłeś ten samochód, bez żadnych wyrzeczeń, oszczędzania.

Tak, faktycznie jakoś łatwo przyszedł, a tani nie był – przyznałem.

To Ja to spowodowałem, abyś właśnie w tej chwili miał czym jechać do tego księdza, zrobisz to, ten jeden kurs dla mnie, a Ja ci samochód zostawię potem do twojej dyspozycji. Teraz jedź.

Pomyślałem, że nawet nie podziękowałem Panu za to auto. Myślałem, że to ja sam sobie je kupiłem, bez Jego jakiegokolwiek udziału. Jadąc miałem myśl, zrobię, co mi Jezus mówi, ale przecież pewno i tak księdza nie zastanę i zaraz wrócę i po kłopocie. Kilkadziesiąt metrów przed domem księdza był kościół.

Jezus: – Idź do kościoła.

Ale jak, Panie, kościół zamknięty, jest 10 rano. Podjechałem pod kościół. – Widzisz, Jezu, zamknięte, a nie mówiłem.

Drzwi są przymknięte, ale naciśnij klamkę – powiedział.

Nacisnąłem, drzwi się otworzyły. W kościele było pusto. Zobaczyłem w głębi zsuniętego na kolana, modlącego się kapłana, do którego miałem przyjechać. Modlił się przed obrazem Jezusa Miłosiernego. Uklęknąłem w ostatniej ławce z nadzieją, że ksiądz zaraz skończy się modlić i będę mógł z nim porozmawiać. Prosiłem Maryję o odwagę do rozmowy. Czytałem napis na obrazie na okrągło: Jezu, ufam Tobie. Jezu, ufam Tobie… Mijały minuty. Spytałem się Jezusa:

Jak mam zacząć rozmowę?

Powiedz prawdę, że Ja cię przysłałem.

Pomyślałem drwiąco: tak powiem na wstępie nieznajomemu księdzu, że rozmawiam z Jezusem, to na pewno mnie wysłucha. Przydałoby się jakieś zagadanie o pogodzie, o zdrowiu, potem jakieś przejście na właściwy temat itp. A za chwilę pomyślałem, że skoro kapłan modli się do Jezusa i jest z Nim w „kontakcie”, to na pewno Jezus zaraz mu powie, że tu czekam i czym prędzej zakończy modlitwę i do mnie przyjdzie, znając już całą moją historię.

Mijały kolejne dziesiątki minut.

Panie, on tyle się modli, już prawie godzinę, nie mam tyle czasu. Chciałeś, dzwoniłem, potem przyjechałem, a teraz czekam. Pójdę już sobie, przyjadę kiedy indziej, jak będzie mniej zajęty, nie będę mu przeszkadzał, muszę wracać do pracy.

Jezus: – Czekasz już prawie godzinę? Ile Ja na Ciebie czekałem?

Zrobiło mi się głupio. – Wiem, Panie, czekałeś 38 lat. Dziękuję i przepraszam. Czekam dalej.

Po około godzinie ksiądz zakończył modlitwy. Podszedłem z uśmiechem i drżeniem do księdza.

Chciałbym z księdzem porozmawiać.

A w jakiej sprawie?

Jezus mnie przysłał. Odpowiedziałem radośnie. Nastała niezręczna cisza. Ksiądz mi się bliżej przypatrzył, na buty, na nogi, ubiór. Popatrzył w oczy.

Czy Jezus, to się okaże. – odpowiedział.

Jezus, ja wiem, że to On. Odparłem z pewnością i trochę obruszony. Oczekiwałem, że gdy tylko ksiądz mnie ujrzy i powiem, że przychodzę z polecenia Pana Jezusa, rozłoży ręce i będzie zachwycony moją osobą, prawie jakby ujrzał Boga, i że kto to do niego nie przyszedł – gość, do którego mówi sam Jezus, i w ogóle chwała mi. Ksiądz powiedział, że skoro Jezus mnie przysłał, to on zobaczy w kalendarzu, kiedy ma wolny termin na rozmowę, a że kalendarz ma w domu więc poszliśmy razem. Dopadło mnie kolejne rozczarowanie i wyrzuty, w myślach sobie powtarzałem: Jak to? To ja przyjeżdżam, dzwonię, czekam na niego godzinę, chcę już teraz rozmawiać, pokazać swoje skrywane myśli, a on sprawdzi w kalendarzu?

Ksiądz ustalił termin spotkania na… za tydzień. Gdy przyszedł termin spotkania pojechałem już bez lęku czy niechęci. Z własnej woli. Opowiedziałem mu moją historię. A gdy chciałem go prosić o przebaczenie za obmawianie jego osoby, jeszcze nie skończyłem zdania, a on już kiwnął głową, że wybacza. Poprosił mnie, abym wstąpił do jakiejś wspólnoty, bo sam sobie ze swoimi przeżyciami mogę nie poradzić, a zły tak łatwo nie ustępuje, muszę być blisko innych katolików, księży, Kościoła. Na koniec rozmowy zaproponował, abym zabrał z jego kościoła wizytówkę strony o spotkaniach ewangelizacyjnych. W drodze powrotnej tak uczyniłem. Wizytówkę wrzuciłem do auta, choć chęci udawania się na jakiekolwiek rekolekcje wtedy nie miałem. Po kilku dniach Pan kazał zapisać się na rekolekcje. Zapisałem się, bo już wiedziałem, że i tak nie da mi spokoju (za co dziś dziękuję Bogu). Było cudownie. Adoracja, Eucharystia, spoczynek w Duchu Świętym, oczyszczający śmiech, dar języków, dziękczynienie. Kościół katolicki stał się dla mnie żywym Kościołem, w którym zawsze obecny jest Bóg z Jego darami.

Jeśli myślisz, że przez moje doświadczenia Boga przestałem grzeszyć, to się mylisz. Ale teraz w oczekiwaniu na spowiedź grzech nie może mnie zamknąć tak, abym nie mógł czynić dobra. Może grzechów jest trochę mniej, ale jak się trafią, nie odwlekam teraz spowiedzi, nie staram się patrzeć na grzechy i rozpamiętywać, pewnie będę grzeszył do końca życia. Z tą różnicą, że teraz, jak mam zgrzeszyć, widzę Jego ogromną miłość do mnie i właśnie dlatego, że mnie tak kocha, to ja nie chcę grzeszyć. Teraz mam dla Kogo nie grzeszyć. Chcę być świętym. A świętym się nie jest tylko dlatego, że się nie grzeszy, ale dlatego, że się często przystępuje do sakramentu pojednania. Oczywiście, nie jest to zachęta do grzeszenia. Ważne jest dla mnie teraz to, że kocham Jezusa. Jestem grzesznikiem, ale dla Jezusa chcę zrobić wszystko, chcę być z Nim na wieki, w niebie, On tak nas kocha… Jeśli upadnę, prędko pójdę do konfesjonału z prośbą: Ojcze, przepraszam, chcę wrócić, wybacz, chcę się poprawić.

Wiem, że jest to dopiero początek drogi. Ale drogi najpiękniejszej na świecie, bo wiem, że gdziekolwiek bym nie poszedł, cokolwiek bym nie zrobił, JEZUS zawsze będzie mnie kochał miłością bezgraniczną. Jezus daje też czasem mi poczuć, że jest ze mną. Są to chwile szczególnie radosne. Ostatnio wieczorem słuchałem kazań (aplikacja w telefonie). Rano alarm ustawiony w komórce budzi mnie do pracy. Budzę się zaspany, a tu zaskoczenie, gdy przy wyłączaniu alarmu w telefonie włączyło się kazanie i padły tylko te słowa:

Tyś jest mój syn umiłowany. Szczęście wlało się do mojego serca i uśmiech zagościł na mojej twarzy na kolejne dni. Teraz te słowa są ze mną na co dzień. Nawet jak robię sobie śniadanie to mówię: Dzięki Ci, Panie, teraz Twój syn umiłowany będzie jadł kanapkę. Chcę być z moim Ojcem w codzienności.

Innym razem prosiłem Boga w myślach, aby nadał mi „nowe imię”, zmienił imię, które powinien nadać chłopcu jego ziemski tata, gdy chłopiec staje się mężczyzną. Mnie, niestety, nie nadał. Minęło 2-3 dni. O modlitwie zapomniałem. Niedzielny ranek. Dzwonek do drzwi. W drzwiach dwie kobiety. A jedna się pyta.

Czy w tym domu jest ktoś, kto nie ma imienia? Poczujcie smak sytuacji. Nikt normalny, odwiedzając obcy dom, takiego pytania nigdy nie zadaje. Żona zaskoczona takim pytaniem, odpowiedziała, że nie mamy czasu, bo idziemy do kościoła. A w mojej głowie: O Boże, jesteśmy tym, jakie są nasze czynności, rozmowy, myśli, czym się zajmujemy. Kościół jest apostolski, ja idę do kościoła, ja mam na imię Christos (Chrystus) i phero (nieść). Oznacza: niosący (w sobie), wyznający Chrystusa. Ja jednak miałem imię. Boże imię. W moim imieniu jest mój Pan, a ja w nim. Tata lubi tak z zaskoczenia i niespodziewanie nas obdarowywać. Fajnie. Będę niósł Chrystusa.

Pozwolę sobie na parę rad, mój umiłowany bracie/siostro.

Nie piszę ich, bo jestem mądrzejszy od ciebie, ale po prostu, jeśli bym ja te rady wcześniej usłyszał, na pewno moja droga do Boga byłaby krótsza. Wiem, że do każdej osoby tak Jezus mówi: Tyś jest mój syn (córka) umiłowany. Aby to usłyszeć trzeba tylko i aż oddać swoje życie Jezusowi. Jeśli nie słyszysz Jezusa, Jego głosu, zachęcam, pomódl się krótko każdego dnia, ale wytrwale: Panie, chcę słyszeć Twój głos”. Jeśli nie czułeś nigdy Jego miłości, wydaje Ci się, że Jego nie ma. Pomódl się krótko: Panie, daj mi poczuć, jak mnie kochasz. Pokaż mi, proszę. Jezus tylko na to czeka, choć na jedną szczerą krótką modlitwę. Oczywiście, jeśli modlitwa nie „zadziała”, to kolejny i kolejny dzień módl się tak samo. Pan Jezus nieraz chce sprawdzić, jak bardzo chcesz.

Jeśli chodzisz do kościoła, bądź w nim naprawdę myślami i duszą, a nie tylko ciałem. Myśl tam tylko o Bogu, nie o sobie. Ja też myślałem kiedyś o sobie: czego potrzebuję, co mi Bóg mógłby dać, a jeśli nie dał, ponawiałem modlitwy na następnej Mszy. Ja byłem najważniejszy, nie Bóg. Nieraz kościół jest pełen ludzi, a dla Boga (ze słowami w sercu: bądź wola Twoja) przyszło może tak naprawdę 5, 6 osób. Dużo osób przychodzi raczej z: bądź wola moja, czyli zrób to, co ja chcę, jestem tu po to, abyś spełnił moje prośby.

Komunia daje życie wieczne w niebie, wszyscy to wiemy. Dlaczego nie chodzisz co niedziela do Komunii? Hmm… Może to być twoja ostatnia niedziela. Nawet nie wiesz, ile dusz czyśćcowych, chciałoby przyjść na tę jedną sekundę na ziemię. Jeśli będziesz pamiętał o tych duszach, przyjmij czasem za nie tę Komunię. Radość ich i pomoc w modlitwach do Boga będzie przeogromna. Nie traktujmy Boga w naszych modlitwach jak supermarketu, darmowego sklepu, daj mi to, daj mi tamto; nie przekonujmy Boga, że opłaca Mu się coś nam dać. Nie traktujmy Boga jako kogoś trochę mądrzejszego od nas, kogoś komu trzeba wyklarować nasze prośby. Zanim o coś poprosisz, będziesz narzekał na swój los, popatrz na krzyż. Popatrz, jak cierpiał, jak umierał Bóg. Często wycofasz się ze swojego narzekania. Jeśli Bóg jest Twoim Bogiem, zaufaj Mu do końca i oddaj Jemu swoje życie. Skocz z góry w nieznaną przepaść bez zabezpieczających lin i nie myśl, co będzie, że może Go tam nie ma, a on cię złapie i poprowadzi do siebie. Jeśli myślisz, że się dla Boga nie nadajesz, to właśnie się nadajesz bardzo. Jeśli masz podjąć jakąś decyzję, a nie wiesz, którą drogę wybrać, nie rozmyślaj, nie analizuj, poproś Ducha Świętego o odpowiedź, a On Cię poprowadzi. Często nie wiemy, o co i jak się modlić. Jeśli nie czujesz łaski modlenia się w Duchu Świętym językami (wtedy modlisz się w dziwnym nieznanym Tobie języku, nie rozumiesz słów i sensu modlitwy), poproś Maryję, aby pomodliła się przed Bożym tronem za Ciebie. Ona wie, czego Ci potrzeba i o co ma się modlić. Z całego serca Bogu zaufaj, nie polegaj na swoim rozsądku (Księga przysłów 3, 5).

Pamiętajmy, że Jezus jest nie tylko w niebie, ale i tu i teraz przy Tobie. Poszedł do nieba, ale i jest tu. Choć ta sytuacja jest trudna dla mnie do rozumnego wyjaśnienia, dlatego nie wyjaśniam jej, tylko przyjmuje, że tak jest, bo jest. Zastanów się czasem, że BÓG też JEST CZŁOWIEKIEM. Zmartwychwstałym, uwielbionym Bogiem, ale też Człowiekiem. Stał się człowiekiem i nigdy nim nie przestał być.

Dziękujcie zawsze za wszystko Bogu Ojcu w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa!” (5, 20). W każdym położeniu dziękujcie Bogu (1 Tes 5, 18). Za wszystko zawsze dziękujcie Bogu. Czy dziękujesz też za to, co po ludzku wydaje się tobie niechciane w twoim życiu?

Pamiętaj, nie świętość nas przyprowadza do Kościoła, ale grzeszność, nasza bieda. Często można usłyszeć: Jesteś taki święty, bo chodzisz do kościoła. Nie, nie jesteś święty. To nasze grzechy i świadomość, że jesteśmy słabi, marni, że od Boga wszystko zależy, że pragniemy nasycić się Jego miłością, tam nas zaprowadzają.

Od jakiegoś czasu Jezus chce, abym dawał świadectwo (oczywiście, też się opierałem, że nie potrafię, nie chcę, nie umiem, nie mam odwagi) i że moje doświadczenie Boga nie zostało dane tylko dla mnie, opisałem je dla wszystkich, jak kazał Pan. Na pewno to nie koniec mojej drogi świadczenia o Jezusie, bo wiem, że Pan chce, abym wychwalał, głosił Jego miłość więcej i więcej.

Kiedyś przepraszałem Jezusa, że rozmawiam z Nim jak z kolegą, tatą, przyjacielem. Myślałem, że to niestosowne, nie wypada, bo Bóg jest przecież wielki, potężny (i to prawda), a ja, mały człowiek, zadaję Jemu jeszcze pytania. Poczułem Jego uśmiech i że taka właśnie powinna być teraz moja relacja. Nie bój się Boga (często zły wciska nam tę myśl). Bóg jest Miłością. Kocha bez względu na to, co zrobiłeś lub czego nie zrobiłeś. Choćbyś był największym grzesznikiem na ziemi. Na miłość Boga nie musisz zasłużyć!!! Wbijmy to sobie do naszych głów. Bóg jest wszechmogący, ale pewnych rzeczy nie może, np. nie może nie kochać człowieka.

Kiedyś zapytałem się Pana Jezusa:

Dlaczego mój ojciec pił? Przecież się modliłem, by przestał.

– Modlitwy były słyszane, nie były wysłuchane, bo Bóg dał człowiekowi wolną wolę i zabrać jej nie może, bo sam Bóg się tego zrzekł. Gdyby tata przestał pić dzięki moim modlitwom, byłoby to równoznaczne z odebraniem jemu jego wolnej woli, a to stać się nie mogło. Przyczyną picia był brak miłości ludzkiej względem jego osoby, osób dorosłych, otoczenia. Ludzie nie nauczyli go miłości, nie pokazali mu miłości, nie pomogli we właściwy sposób. Tak wiec, jeśli ktoś pije, my też jesteśmy temu winni, a tak łatwo umywamy ręce (jak Piłat). Dzięki mojemu tacie poczułem, że każde zło Bóg przemienia w dobro. W tej sytuacji takie doświadczenie potrzebne było także mi w dalszym życiu. Dzięki niemu, nie potępiam alkoholików, a widzę w nich ludzi, którym inni ludzie nie okazali miłości w dostateczny sposób, także ja. Wiem, że są tak samo kochani przez Boga jak ja. Wiem, że czasu spędzonego przez rodzica z dzieckiem nie da się niczym zastąpić. Wiem, że człowiek bez Boga sam sobie nie poradzi. Wiem, że ojciec jest bardzo ważny dla dziecka i cokolwiek by się w rodzinie nie działo, nie może dziecka zostawić, odejść, zapomnieć. Wiem, że mnie kochał, jak umiał. Wiem, że bez niego i mnie na świecie by nie było. Nie byłoby też tego świadectwa, które czytasz. I dziękuję teraz Bogu za mojego ziemskiego ojca i że jestem na świecie razem z wami, i że będziemy razem żyli wiecznie.

Pytajcie się Pana, a wam też odpowie. On Jest Prawdą. Masz kłopoty z ojcem, matką? Zapytaj się np.: Panie, powiedz mi, dlaczego mój ojciec jest taki? Masz kłopoty ze zdrowiem? Powiedz: Panie, proszę, wyjaśnij, dlaczego tak jest? I w ciszy wysłuchaj odpowiedzi. Bo kogo masz się pytać, jak nie kochającego Boga, który cię stworzył, o ciebie się troszczy, oddał życie, abyś Ty żył. Od Niego wszystko zależy i On wszystko wie!!! Przy czekaniu na odpowiedź słuchaj, co mówią ludzie. Bóg często mówi przez ludzi. Mógłby inaczej, ale akurat taki sposób sobie wymyślił i już.

Bóg często nie robi w naszym życiu spektakularnych cudów, aby nas nie „kupić”, właśnie za te cuda. Mógłby przecież dziś spowodować, że o godzinie 14:00 w kościele pieniądze z nieba lecą i co? Kościoły byłyby pełne, jestem pewien. Każdy by dziękował i prosił o jeszcze. Mógłby też sprowadzić kataklizm na twoje miasto, nieuleczalną chorobę. I co? Kościoły byłyby pełne ludzi proszących o ratunek. Bóg chce, abyś przyszedł do niego w wolności swojej. Nie dla tego, że ci coś dał. Nie ze strachu. Pomyślałby: Przyszliście, bo wam zapłaciłem, a to nie jest miłość.

Pamiętaj. Jesteś dla Boga ważny!!! Dla Boga nie ma dzieci niechcianych (choćby ziemscy rodzice nawet cię kiedyś nie chcieli, zostawili). Każdy jest chciany i kochany. Oddał swojego Syna na śmierć, abyś Ty mógł żyć wiecznie w niebie.

Pamiętaj. Bóg nie każe!!! Najwyżej spełni Twoje prośby i modlitwy, ale nie chce karać. Bóg błaga ludzi, aby nie szli do piekła. Choć to szokujące, ludzie sami wybierają piekło, nie chcą Boga, Jego miłości, miłosierdzia. Podobnie jak dziecku za karę przez 10 minut nie da się zjeść ciastka, bo było niegrzeczne, a po minięciu kary mówi się, masz już, zjedz, nie gniewam się na ciebie, kocham cię, a ono mówi: „nie chcę”, mimo że chciało bardzo, ale woli cierpieć, bo duma, pycha mu nie pozwala się ukorzyć.

Uważaj, o co prosisz Boga, bo przecież ty jako człowiek nie wiesz czy to, o co prosisz, będzie w przyszłości dla ciebie dobre (choć wydaje ci się, że wiesz). A jeśli będzie złe? Odbierzesz to jako Boską karę? A przecież sam o to prosiłeś. Bóg z wielkiej miłości do nas czasem nie spełnia naszych próśb, bo widzi ich konsekwencje w przyszłości. Wyobraź sobie, co by było gdyby Bóg spełniał wszystkie nasze prośby, które do Niego zanosiliśmy. Gdzie byśmy teraz byli? Jeśli w ogóle byśmy jeszcze żyli. Może bylibyśmy na własnej wyspie w ciepłych krajach, obrzydliwie bogaci, zepsuci, nikogo nie potrzebujący (kościoła także), duchowe karły. Boga tylko potrzebujący, aby nam błogosławił i dał zdrowie i długie życie w dostatku, a do innych spraw niech się nie wtrąca.

Bóg czasem nie daje czegoś, o co prosimy dla naszego dobra. My się buntujemy, bo nie widzimy skutków, jakie mogą nastąpić. Podobnie jak dwuletnie dziecko, które matka prowadzi na pobieranie krwi, jest złe na mamę, że przyprowadziła je tu, że je kłują, boli, krew ściągają. Ale matka wie, że bez badań krwi nie będzie można wyleczyć je z poważnej choroby, na którą dziecko może umrzeć. Dziecko o tym nie wie i wydaje się jemu, że mama robi źle.

Jeśli nie przebaczyłeś komuś: sobie, drugiemu człowiekowi czy też Bogu, uważaj na słowa: odpuść nam nasze winy, jak i my odpuszczamy naszym winowajcom, bo Bóg może wysłuchać modlitwy… I wtedy masz problem.

Wszystko, co opisałem, wydarzyło się naprawdę. Nich cię Bóg prowadzi.

Krzysztof, syn umiłowany

Reklamy

195 odpowiedzi na „Świadectwo Krzysztofa – Jak to Bóg przyszedł do mnie.

  1. Pingback: Świadectwo Krzysztofa – Jak to Bóg przyszedł do mnie czyli „znajdziesz mnie w Kościele i w Moim słowie, nie zostawię cię sierotą”… | W obronie Wiary i Tradycji Katolickiej

  2. Elżbieta pisze:

    Panie Krzysztofie!proszę o modlitwę za mnie,bo jestem na początku pana drogi,codziennie przepraszam Pana Boga ,ale zły mnie atakuje chociaż bronie się

    • krzysztof.. od świadectwa pisze:

      Obiecuję modlitwę. Zły każdego atakuje. Trzymaj się Ela….. Jezusa.

      • Ania pisze:

        Bardzo wzruszyła i ucieszyła mnie zarazem Pana historia… Właśnie szukałam informacji o tym,jak zawierzyć Panu… Czytając Pana historię, przechodziłam szereg uczuć…Począwszy od nadziei, przechodząc przez poczucie,że zawierzenie Bogu będzie bardzo ryzykownym krokiem, bo nie wiadomo co mnie czeka… To przy fragmencie, w którym opisywał Pan,że zwracał się Pan do Boga słowami,że zgadzam się na wszystko, co tylko Ty chcesz…Od razu pomyślałam,że przecież nigdy nie wiadomo co mnie czeka, co na mnie „spłynie”, a potem czytając,że było wystawianie się na „pośmiewisko”, przed księdzem, pomyślałam: jeżeli mogę być pewna,że taka jest wola Pana, to nie muszę się niczego bać, bo on będzie przy mnie… Wiem,że na razie tylko wiem,że trzeba zaufać Panu, ale zastanawiam się jak zacząć… Gdyż w głowie pojawiają się myśli typu: przecież ja nawet nie wiem od czego zacząć, jak rozpoznać jego głos… Bardzo dziękuję za ten tekst i również bardzo proszę o modlitwę za mnie, abym odnalazła siły,abym zaufała.

      • Anna Sz. pisze:

        Witam niesamowita historia coś pięknego wiele moich myśli już inaczej interpretuje ja faktycznie tylko prosiłam a jak nie dostałam to się obrażałam a zły się cieszył teraz będzie inaczej mam nadzieję że on w końcu zostawi mnie w spokoju i przestanie odciągać mnie od Boga.Proszę o modlitwe za mnie.Pozdrawiam Ania Sz.

  3. ta pisze:

    przepiekne,wydrukuje i wysle mojemu mezowi,Bóg zapłac.

  4. Katarzyna pisze:

    Bardzo dziekuje za to swiadectwo, szczegolnie za wzmianke o spowiedzi

  5. lostcause pisze:

    Przepraszam, ale pomimo iż nie ujmuję ważności i prawdziwości tego świadectwa. szkoda, że Boga nie było gdy dwójka moich znajomych popełniała samobójstwo.

    • wobroniewiary pisze:

      Bóg był, to oni wypięli się na Boga a nie Bóg na nich
      Nie bluźnij!!!!

    • Maggie pisze:

      Bóg nie opuszcza człowieka .. to człowiek opuszcza Boga i poznaje wówczas bezsens i samotność…i w swoim nieszczęściu nie widzi stojącego na jedno westchnienie Boga.

      • lostcause pisze:

        Myślę, że nie powinnam wyjaśniać szczegółów tej sytuacji, nie byłam nawet rodziną…, ale to nie było tak. Obie osoby miały trudne sytuacje rodzinne, ale nie odrzucały świadomie Boga. Dla nich było oczywiste, że będą z Panem.

        Cały problem polega na tym, że ja znając okoliczności tych śmierci wcale nie jestem przekonana o tym, czy ich nadzieje okazały się słuszne. Od tamtej pory mam dziwne sny, wcześniej nigdy ich nie miałam. Może to tylko czynnik psychologiczny…
        W każdym razie ból jest ogromny.

      • lostcause pisze:

        Jeżeli nie jest to czysta psychologia, a sprawa duchowa to raczej obstawiałabym na jakieś czynniki demoniczne.
        Późnym wieczorem, tuż przed pójściem spać dowiedziałam się o tym co się stało, tej samej nocy śniło mi się coś w rodzaju groteskowego piekła, jakby „wizja artystyczna piekła”.

        Jeżeli to wszystko miało służyć nawróceniu mnie to moim skromnym zdaniem śmierć dwóch osób to zdecydowanie zbyt wysoka cena.

      • lostcause pisze:

        Przecież samobójcy nie pójdą do nieba, tym bardziej nie tacy którzy byli o tym ostrzeżeni za życia.

        Ale łatwiej ludziom mówić, że ktoś kto popełnił samobójstwo staje się „opiekunem i czuwa nad nami” niż spojrzeć na sprawę logicznie.

        Dla nich odrzucenie życia nie równa się odrzuceniem Boga. Dla mnie tak.

        • wobroniewiary pisze:

          Nie bądź taka pewna. Poczytaj Marię Simmę – częściej do Nieba nie idą ci, którzy przyczynili się do samobójstwa. Nie wiedziałaś?
          No już uśmiechnij się i módl się gorąco za nie 🙂

          Koniec na dziś a duchy oskarżyciele i mąciciele niech w Imię Jezusa odejdą precz!

      • lostcause pisze:

        To jest wciąż jeden wielki bałagan…

        Po prostu kiedy czytam/słyszę świadectwa o tym jak Bóg uchronił kogoś przed śmiercią trudno mi zachować spokój. Jak patrzę na życiorysy moich znajomych to sprawiedliwiej byłoby, żebym to ja popełniła samobójstwo, a nie oni. Oni nawet nie mieli połowy moich grzechów…

        Przepraszam, już kończę.

      • Maggie pisze:

        Nie my będziemy sędzia i nie nam sadzić bliźnich, ani oceniać Boże Wyroki.
        W ostatniej chwili życia można doznac miłosierdzia – na lekcjach religii już dzieciom mówiono o żalu doskonałym i niedoskonałym. Miłosierdzie Boże jest Niezmierzone, a modlitwa ma niezwykła siłe, sięgająca nawet w zaswiaty.

        @lostcause: Stwierdzenie „sprawiedliwiej byłoby, żebym to ja popełniła samobójstwo” jest bardzo niebezpieczne i …od uwijajacego sie wszedy zła pochodzi.
        Twój „nick” tez wskazuje na wielka doze pesymizmu i rozgoryczenia.
        Żyj miłością Boga i bliźniego, a serce przepełnione bolesnymi doświadczeniami, ofiaruj przez Serce Niepokalanej Matki: zawsze kochajacemu Sercu Chrystusa. Bóg jest Miłością i to Milosierna Miłością po wszechczasy.
        Tak sie złożyło, ze nie mogę ruszyć niegdys zyczonej mi „czarnej ściany i nic wiecej”, ale sama sie ruszylam, nie jestem sparalizowana jak w hipnotycznym transie i wiem, wierze i czuje, ze dla Boga nie ma sytuacji bez wyjścia i jeśli jestem gdzie jestem, to tez ma sens w Bozych zamierzeniach: bo w mym sercu i poglądach dominuje pokora i pragnienie Chrystusa…
        To co sie wokół nas rozgrywa, ma nas oszlifowac,tak jak sie szlifuje diament, aby był brylantem – dlatego pamiętajmy o: Jezu ufam Tobie, bądź moja/nasza miłością, uczyn serca nasze wg Serca Twego i przymnoz nam Wiary, ratuj bo (i gdy) giniemy, o duszo moja kochaj Miłość, ktora ukochala ciebie na wieki.

        Jezus jest Panem!

      • lostcause pisze:

        Daleko mi do samobójstwa, stwierdziłam tylko fakt.

        Nie chcę być sędzią, ale moje ludzkie emocje momentami biorą górę.
        Bardzo przepraszam, wstyd mi za siebie.

      • Maggie pisze:

        @lostcause:
        Nie maltretuj sie emocjami ale pokladaj ufnosc w Bogu…powiedz o tych emocjach modlac sie z otwartoscia serca …Pan Bóg wie wszystko, ale czeka na Twe „westchnienie”, takie osobiste, serdeczne.

        Ci którzy odeszli z tego swiata potrzebują modlitwy.
        Ileż żalu było w nich: kiedy sie targneli na własne życie. Ileż beznadziejnosci i braku nadzieii: kiedy nie potrafili znaleźć sobie miejsca i rozwiązania swych spraw w inny sposób….tragedia.
        Ten, kto zawczasu nie widział tej tragedii tez przeżywa tragedie – a taki wstrząs może wiele zmienić w życiu, zwłaszcza duchowości, rownież w kierunku Dobra.

        Nie znacie dnia ni godziny…ale i rogaty stara sie to wykorzystać, podsuwajac czarne myśli beznadziejnosci i wystarczy wręcz sekunda by palnac głupstwo.

        Życie nauczyło mnie aby nie być pewna siebie w sensie, ze „ja nigdy”(bo to pycha) …ale by prosić „abym nigdy” czegoś nie zrobiła, a zawsze wytrwała i przetrwała „burze”.

        Jezus jest Panem!

    • ta pisze:

      „Przepraszam, ale pomimo iż nie ujmuję ważności i prawdziwości tego świadectwa. szkoda, że Boga nie było gdy dwójka moich znajomych popełniała samobójstwo.”

      był tuz obok nich
      byl blizej niz oni sami sobie

    • Robert pisze:

      Ty przyjacielu tego wiedzieć nie możesz… Bóg człowiekowi już po drugiej stronie daje światło poznania siebie samego i tylko niesamowicie zatwardziałe dusze odrzucają Boga. Spróbuj znaleźć w Internecie świadectwo „list z za grobu potępionej”, bądź zacznij czytać „Poemat Boga człowieka” Marii Valtorty, które we wspaniały sposób pokaże Ci kim jest nasz Zbawiciel😉. Mnie również dotknęła parę lat temu miłość Jezusa do mnie grzesznika w konfesjonale, zaś łaski, o których mówi Krzysztof faktycznie Bóg daje w nadmiarze!! Jednak to ja w swej grzesznej duszy oddzielonej od Boga krzyknąłem Jezu ratuj i zmień moje życie bo oszaleję!!! I stało się😁… Mam 39 lat i wiele jeszcze do zrobienia, ale wiem, że Bóg czeka na Ciebie, bo niesamowicie Cię kocha!!! Spróbuję wysłać Ci jeszcze link z Poematem😉. Pozdrawiam z serca😊.

      • Anna Szymendera pisze:

        Piekne świadectwo WIELKIEJ ŁASKI i miłosci Boga do człowieka. 15 lat temu spotkałam Boga, uwolnił mnie z przeszłosci, dał znak że jest żywym Bogiem, że słyszy. Przemówił Duch Św., potem Pan Jezus wlał milosc do mego serca, zabrał ból, to aniołowie wyrwali i wlali olej do serca leczac wszystkie rany.. Powiedział ;żadne religie, nie z uczynkow- przyjmij zbawienie za darmo córko moja ja kocham cie i daje ci nowe zycie we mnie. Wtedy moj duch był uniesiony i usłyszałam głos Boga; Moja łaska jest wielka jest dla wszystkich. Zaraz też zostałam uwolniona od demonow. To było w 2002 w Krelingen-kosciół Centrum Ewangelii. Wtedy myślałam ze Boga nie ma w KK, teraz czytam ze Bóg ma i w KK ludzi których wybrał i nie pozwolił na śmierć w grzechu, Chwała Bogu.
        z miłoscia Anna

  6. ta pisze:

    *Przecież samobójcy nie pójdą do nieba, tym bardziej nie tacy którzy byli o tym ostrzeżeni za życia.* KIEDYS TO SAMO POWIEDZIALAM DO SWOJEGO EGZORCYSTY
    wiesz co mi odpowiedział?nie wszyscy samobójcy ida do piekła
    w momencie smierci samobojca jesli zdąży załowac i przeprosi Boga ma szanse na czyściec,jesli natomiast umierajac bedzie przeciwko Bogu niestety nic mu nie pomoze bo Bóg szanuje jego wybór
    my przeciez nie wiemy co myslał samobojcach w ostatnich sekundach swojego zycia /konania ,byc moze gorzko i mocno załował i gdyby miał 2 szanse na pewno by tego 2 raz nie zrobił..dusza,ktora żałuje nie zostanie przez Boga odtracona bo Boze Miłosierdzie jest wielkie.

  7. ta pisze:

    i tak nie wiesz co widzieli i czuli konajac..tylko Bog to wie 🙂
    mowisz ze zyli z mniejsza iloscia grzechow niz TY..ale Ty nie chcialas popełnic samobojstwa a oni to planowali..waga grzechu…

    • lostcause pisze:

      Oni… oni nie chcieli świadomie odrzucać Boga. Ja go odrzucam, codziennie i niezmiennie. Ja rozumiem pełnię zagrożeń i niebezpieczeństw, oni słyszeli ale nie rozumieli. To ja jestem ta zła, oni pragnęli dobra.

      Dlatego mi tak ciężko. Mieli wspaniałe plany, realną szansę.

      Nic już więcej nie piszę, nie chcę siać zamętu.

      • Maggie pisze:

        @lostcause:
        To nie zamęt na stronie, ale u Ciebie kochana.
        Bóg Ciebie kocha taka jaka jestes, a Ty możesz pokochac Boga do tego stopnia, ze nie bedziesz zadawać Mu pytań.
        Ten Twój pseudonim w wolnym tłumaczeniu można rozumieć jako: stracona, zatracona, bez nadzieii itp. Potrzebujesz wiele wsparcia modlitewnego, bo to nie normalne aby ktoś nazywał sie stracencem, nawet gdyby walilily sie góry i paliły mosty. Tonacy moze wyciągać rękę by uchwycić sie podanej tzw brzytwy, byle nie utonąc. Bóg jest Miłością i Miłosierdziem i Ratunkiem, a nie brzytwa.

        Ci którzy odeszli..już odeszli…wieczny odpoczynek racz im dać Panie…. Ty żyjesz i nie możesz zagrzebać sie w tym co minęło. Możesz pomoc i sobie i im, czyniąc dobro, modlac sie itp.
        Porozmawiaj o tym i nurtujacych Cię sprawach z kapłanem – może nawet w czasie spowiedzi …bo spowiedź nie jest klepaniem formułek lecz spotkaniem z Jezusem (spróbuj Go tam znaleźć).

        Powinnas znaleźć ulgę w spotkaniu z Chrystusem. On daje pokój i radość duszy, zwłaszcza gdy „świat nasz sie wali”… Nasze cierpienia są NICZYM w porównaniu z Ogrojcem i Golgota.
        Nie bądź jak pijak z maniakalnym powtarzaniem „nie mogę” – możesz i musisz wziąć sie w garść i co wiecej potrafisz … tylko „chciej chcieć”.
        Kończę, bo to pisanie mnie zmeczylo, a Ciebie pewnie czytanie – jeśli dobrnelas do końca.

        Jezus jest Panem!

      • ta pisze:

        jak dla mnie mozesz pisac..jestes w tej chwili szukajaca Boga i znajdziesz GO!
        tez byłam zła,podpisałam nawet pakt z diabłem i co?i w chwili podpisania poszłam dalej niz Twoi znajomi…ale zyje bo Jezus ma co do mnie swoj plan..i skoro TY tu jestes to po coś jestes..i nie roztrzasaj ze to oni powinni zyc..
        nie wiesz co wymyslił Bóg,byc moze za dwa lata bedziesz nawracac ludzi
        a ksywe zmien
        dostałam sygnał ze jest zła i zgadzam sie z Maggie..
        zmien ksywe..pozdrawiam
        Z Bogiem

        • lostcause pisze:

          Próbowałam, ale nie wyszło.
          Gdzieś cały czas czułam, że to nie jest to kim ja jestem.

          Ja mogłabym zajść dużo dalej w złu, ale respektuję prawo polskie dlatego nie. Świadczy to o moich moralach prawda?

          Jak mam o nich nie myśleć, skoro nawet do potocznej mowy weszło np. w sytuacji bardzo niekorzystnej „no bo się zabiję…”?

          Nie wiem co myśli Bóg, czasami przestaję normalnie funkcjonować i się zastanawiam czy w ogóle On istnieje.

          W tym momencie moja „ksywa” jest bardzo adekwatna do sytuacji… jak można coś „wygrać” skoro nawet nie podejmuje się walki?
          Just lost cause.

          [Jeżeli administracja uzna komentarz za niestosowny, całkowicie zrozumiem jeśli zostanie usunięty]

        • wobroniewiary pisze:

          „Ja mogłabym zajść dużo dalej w złu, ale respektuję prawo polskie dlatego nie. Świadczy to o moich moralach prawda?”

          Osoba zaprzedana złu tak nie pisze i nie żadnego morale
          Tak pisze osoba zraniona i poraniona, w depresji ale chwytająca się jakiejś nadziei by za chwilę znów wątpić i znów szukać…

          Przepraszam, pytanie może bez sensu, ale nie masz tak, że jak idziesz do kościoła, to praktycznie „pod kościół” lub w samym przedsionku i masz myśli z przekleństwami co cię to obchodzi i po co tu stoisz?
          Tak sobie pytam…

        • lostcause pisze:

          W pewnym momencie przestałam chodzić do kościoła. Jest to związane z pewnym okresem mojego ateizmu, ale widać to co mi zostało z dzieciństwa nie chce umrzeć… pewnego rodzaju wiara.

          Jakby było pytanie o określenie swojej wiary, odpowiedziałabym, że nie wiem. Naprawdę, nie wiem.

      • Ania pisze:

        @lostcause, przeczytaj świadectwo Anny:

        Spałam z nożem pod poduszką, dopóki nie usłyszałam: „Nie lękaj się!”

        …Jednak w pewnym momencie byłam już tak wykończona depresją, że nie chciało mi się rano wstawać z łóżka, nie chciało mi się iść do pracy, czasem dochodziło do tego, że spałam z nożem pod poduszką, a na co dzień brałam silne psychotropy. Wtedy koleżanka, która wiedziała o moim problemie powiedziała mi, żebym spróbowała i poszła w pewną sobotę na mszę z modlitwą o uzdrowienie. A ja stwierdziłam, że już i tak nie mam niczego do stracenia, wszystkie moje sposoby zawiodły i zdecydowałam się zaryzykować i pójść na tą mszę.

        Podczas mszy nagle poczułam się wolniejsza, lżejsza, zrodził się we mnie optymizm, ale poza tym nie stało się nic nadzwyczajnego. Jednak ten promyk nadziei, którego doświadczyłam był tak wspaniały, że zaczęłam regularnie przychodzić na tą Eucharystię. Wtedy zaczął się proces mojego uzdrawiania, który trwa do dnia dzisiejszego. Coraz łatwiej było mi przyjmować codzienne trudności, nastąpiła niewytłumaczalna dla mnie zmiana w moim podejściu do życia. Zrozumiałam, że krzyż jest częścią życia i trzeba go z odwagą nieść, jednak na tej drodze nie jesteśmy sami. Bóg w międzyczasie „wymienił” mi też znajomych. Tamci ciągnęli mnie w dół, a teraz moi przyjaciele ze wspólnoty motywują mnie, aby dążyć do dobra. Szczególnie mocno zaczął Bóg do mnie przemawiać przez modlitwy wstawiennicze, kiedy ciągle docierały do mnie słowa: „Nie bój się! Nie lękaj się!” …
        Całe świadectwo tutaj: http://www.fronda.pl/a/spalam-z-nozem-pod-poduszka-dopoki-nie-uslyszalam-nie-lekaj-sie,38731.html

        • lostcause pisze:

          Próbowałam, ale nie czułam się zbyt komfortowo.

          A to co spotkało moich znajmoch jest tylko kolejnym czynnikiem, a nie główną przyczyną.

        • lostcause pisze:

          Zn próbowałam w sensie powrotu do kościoła, sakramentów (tak, po prawie 10 latach nawet się wyspowiadałam) i … jakoś to do mnie nie pasuje.
          Uprzedzając, nic mną nie trząsło, nic się nie działo (żadne manifestacje, czy boskie objawienia), tak jakby to była zwykła czynność.
          A chciałam dać temu szansę, nie zadziałało… trudno.

      • Magdalena pisze:

        lostcause
        Ale z jakiegoś powodu tu jesteś i pozostań jak najdłużej

    • Maggie pisze:

      @lostcause:
      Pogonilas kota i zmienilas logo na inne wydumane z napisami, które ledwo odczytuje, gdyz w powiększeniu cos jak : were nothing but dreams ?… Do tego wszystko jakby we krwi…- nie będę tu bawić sie w analizę tej czerwieni, zakrwawionej ludzkiej postaci i napisów ……

      Po pierwsze, jeśli chcesz cos zmienić w swoim życiu to zacznij od tego pesymistycznego pseudonimu i krwawego logo.

      Jeśli widzisz Swoją beznadziejnosc!… to już nie jest to beznadziejnosc. Do momentu kiedy jestes w stanie mieć przeblysk świadomości, złapać powietrze w płuca ..jest nadzieja, a więc nie zadny stracony przypadek – takich u Pana Boga nie ma: jeśli żałują i proszą w porę o pomoc w powrocie, tylko nie odrzucaj Pana Boga!
      Pan Bóg kocha Ciebie. Nie staraj sie wyróżniać symboliczna grafika Twego logo, ani tym pseudonimem…On widzi i słyszy.
      Nie chce Tobie sugerować jakiegoś pseudonimu, ale nawet kazda inna owieczka (bez względu, na to co siedzi pod jej skóra), ktora bladzac po Internecie trafiła na ta stronę, nie bawiła sie w symboliczna aure wokół swojej osoby.

      Tu nikt Ciebie nie odrzuca. Wielu WOWIT’ow ma za sobą „bagaż życiowy” i każdy stara sie pomoc blizniemu w potrzebie.
      Musisz jednak zrozumieć, ze samo nic nie przyjdzie. Najważniejsza jest dobra wola i pelne otwarcie serca i to nie na ogólnym forum …lecz przed Chrystusem. Dlatego pros o dar wiary, mów o swej indolencji w życiu, etc prosząc o światło Ducha Świętego, wiarę, nadzieje i miłość. Zwracaj sie rownież do Matki Najswietszej w podobny sposób, pros Swego (!) Anioła Stróża aby Cię prowadził etc.

      Nie można sobie namotac: ot! ..nic z tego, bo ja próbowałam. Nie od razu Kraków zbudowano. Popatrz na sportowców ile u nich wyrzeczeń, prób, wysiłku.
      Jeśli pograzasz sie w marazmie, pros o pomoc z Nieba – a wielki tam wybór pośredników, i szukaj: „Szukajcie a znajdziecie”… Można tez patrzeć a nie widzieć… Przegon demona marazmu.

      Zacznij wobec tego: czytać Pismo Święte. Nawet gdy Ciebie nuzy, nudzi itp ale codziennie jeden rozdział (choćby 1 stronę początkowo ..ale REGULARNIE) …nawet na chybił trafił tak jak sie otworzy. Nim siegniesz po Pismo Święte zamknij oczy i w skupieniu popros Ducha Świętego aby Ci pomógł skorzystać z nauk tej najmadrzejszej księgi. Nie zaniechaj takiego czytania i po roku ..a może wcześniej (oby!) nie bedziesz już ta sama.

      Nie obwiniaj sie tez śmiercią znajomych, bo chyba to nie Ty podnioslas na nich rękę lecz oni sami na siebie…bez względu na relacje jakie były miedzy Wami.
      Modlitwa i dobrymi uczynkami (od zadawania pokuty jest kapłan) możesz pomoc i sobie i tym tragicznie zmarłym.
      Nie szukaj tłumaczenia siebie w ich śmierci etc. Oni odeszli i potrzebują Twego modlitewnego wsparcia ..i nic wiecej. Im brakowało wiele modlitwy i to bardzo wiele, za ziemskiego życia a teraz jeszcze wiecej. Bez Boga nie ma przyszłości. Szukaj Go bez wmawiania sobie, ze NIC z tego..bo to bajka i lenistwo demoniczne….A może powinnas porozmawiać szczerze z ks.egzorcysta? (to nie wstyd szukac pomocy, wstydem jest głupota kiedy sie takiej pomocy nie szuka).

      Niech Matka Najswietsza ma Ciebie w Swej Nieustannej Opiece.

      Jezus jest Panem!

      • Maggie pisze:

        W tej chwili jestes wypalona, ale jak na popiolach Pompeji zakwitlo nowe życie, tak i będzie z Tobą tylko sie nie zniechecaj.
        Szczęśc Boże.
        Jezus jest PANEM!

  8. fornal53 pisze:

    Chwała Panu! Uczmy się pokory i miłości każdego dnia naszego życia. Krzysztofie, dziękuję Panu Bogu za twoje świadectwo i kilka cennych rad w pielgrzymce życia.

  9. wobroniewiary pisze:

    lostcause – ta strona jest również dla takich jak Ty, którzy po latach niechodzenia do koscioła albo chodzenia dla chodzenia „bo starzy wymagają, bo co powie sąsiad, bo nie ochrzczą nam dziecka” itp jak i dla tych, którzy uwikłali się w okultyzm, satanizm, ateizm, ale chcą się z tego wyrwać.
    Wiele razy nam zarzucano że nie wspinamy się na szczyty duchowości jak „strony Anastazji” ale – my jesteśmy dla zwykłych grzeszników, których Pan woła i czeka na nich.
    Chodź do nas i zostań z nami – mnie nie będzie dziś (mam swoje cierpienia i problemy) ale na stronie jest wielu Czytelników.

    Myślisz, że nie ma Boga? A kto cię stworzył, Kto szanując twoją wolną wolę cierpiał jak Go odrzucałaś a teraz przyprowadził Cię tutaj?
    Kto tak cię kocha, że Samego Siebie zrodził z Siebie i zaprowadził Sam Siebie na krzyż za mnie i za ciebie.
    Sam Siebie za Ciebie!

    • lostcause pisze:

      Wczoraj w nocy miałam załamanie, myślałam, że coś ruszę w swoim życiu. Zabrakło siły. Miałam wrażenie, że zamieniłam się z kimś na umysły, „co ja wyprawiam?” myślałam, gdy moje niektóre zachowania, obrazy w mojej głowie odbiegały od standardowych zachowań.
      Gdy już wiedziałam, że nic z tego nie będzie powtarzałam jedynie „Jezus mnie kocha” w kółko i w kółko, aż nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

      Może byłoby mi łatwiej gdybym miała innych znajomych albo jakichkolwiek przyjaciół. Gdybym nie była introwertyczką, gdybym nie była od samego początku (już jako dziecko) tak silnie związana z tamtym, gdybym nie była chora, gdybym w związku z tym bardziej siebie szanowała, gdybym siebie nie samookaleczała, nie miała odchyłów w stronę nadmiernego picia alkoholu (nie jestem alkoholiczką, ale dlatego ponieważ muszę bardzo siebie pilnować), gdyby każde mniejsze niepowodzenie nie kończyło się chęcią zażycia dużej ilości jakichkolwiek tabletek (obojętnie jakich).
      Wyspowiadałam się z tego wszystkiego podczas ostatniej spowiedzi. Byłam całkowicie szczera i nic mi nie przeszkodziło. Dostałam rozgrzeszenie. Nawet pokutę chciałam uczynić, ale nie mogłam (teraz to już nawet nie pamiętam co to było…).

      Może i sama siebie okłamuję na co dzień, że jestem inna, ale prawda jest taka, że gdy staję twarzą w twarz z prawdą to wszystko wychodzi… oraz to, że nie umiem zmienić swojego serca. Nie potrafię nawet chcieć.

      Nie chcę tutaj robić jakieś listy wyrzutów do Boga, bo nie o to chodzi, ale naprawdę, w różnych momentach wołałam najszczerzej jak w danym momencie mogłam o pomoc, ale widać, nikogo nie można zmusić do miłości (prosiłam, o pomoc w kochaniu Go).

      • wobroniewiary pisze:

        My jesteśmy Twoimi przyjaciółmi, masz nas i to prawda,
        Jezus Cię kocha ❤

        • lostcause pisze:

          Nawet nie mam siły płakać.

          Mam nadzieję, że mi wybaczy to co wczoraj zrobiłam, mogę jedynie ufać, że pewne zdarzenie było efektem czyjeś dobrej obecności i też mnie to powstrzymało przed czymś gorszym.

          Z drugiej strony „moje wsparcie” mi napisało, że mam się opamiętać i oprzytomnieć, bo moje poszukiwanie Boga doprowadzi mnie tylko do schizofrenii. Patrząc na spokojnie, racjonalnie mogę przyznać jakąś część racji. Bo ja psychicznie wcale się nie czułam normalnie tylko jakbym spadała, ale kręcąc się.

      • Maggie pisze:

        Twoje logo wskazuje na na taki stan. Spróbuj zmienić je na cos pozytywnego ..to będzie pierwsza zmiana, a za nią powinny iść następne. Nie sugeruje żadnego, ale nie trac nadzieii i nie obruszaj sie na ta radę – zrobisz jak chcesz.

        Pamietaj, nawet w najtrudniejszych momentach: Proście a otrzymacie, szukajcie a znajdziecie etc

        Nie zalamuj sie… Nawet św. Faustyna miała kryzys, nie czując obecności Pana Boga.
        Nie ustawaj..i mów Jezusowi i Maryji: pelnia serca albo jego pustka … o stanie swego serca, umysłu i duszy, w ciszy (tak zależał św.Tomasz z Akwinu)… lub kiedy znajdziesz sie przed Najswietszym Sakramentem.
        Sw.Tomasz – Apostol żył obok Jezusa, a został nazwany… niewierny, a nam jest trudniej niż Jemu. Wiara to dar, który moze być bezgraniczny..więc on codziennie prosimy.

        My wszyscy mamy problemy, większe lub mniejsze.

        Jezus jest Panem!

      • Paul pisze:

        Witaj wśród przyjaciół 🙂 Dobrze zrobiłaś postanawiając się odezwać 😉

      • Monika pisze:

        @lostcause, jest dziś Dobra Nowina dla Ciebie: Jezus kocha Cię właśnie taką jaka jesteś, nawet z Twoimi słabościami i upadkami. ❤
        Jezus jest Panem!

        • lostcause pisze:

          Ale ja z tymi słabościami i upadkami nie umiem/mogę.

          Weszłam dzisiaj w sposób niespodziewany (dla mnie) w posiadanie płyty U2 – Songs of Innocence (Udostępniony za darmo dla 500 milionów użytkowników portalu iTunes, przy okazji premiery iPhone’a 6 9 września 2014 roku. Oficjalnie wydany 13 października 2014 – za wikipedia)

          Pierwszy utwór jest na YT
          https: [ … edycja admin ]

          Sama nie wiem co o tym myśleć, może trafiłabym na to przypadkiem, ale nie przesłuchałabym tego dokładnie. I akurat po takim czasie to zobaczyłam, że dostałam od iTune… chciałabym to odbierać jako specjalny plan czy coś, ale wszytko mi mówi, że to zbieg okoliczności…

      • Monika pisze:

        @lostcause, mam dla Ciebie świetną propozycję – o ile masz trochę czasu i odrobinę chęci, odsłuchaj sobie na spokojnie naprawdę świetnych 3 częściowych rekolekcji a zobaczysz, że poczujesz się znacznie lepiej i znowu nabierzesz chęci do życia.
        Coś ważnego odkryjesz i przy okazji humor też Ci się poprawi. Są naprawdę świetne.
        Tu masz część 1:

        Ile masz lat? To są wprawdzie rekolekcje dla młodych ale nie tylko.
        Zobaczysz, że zrozumiesz wiele i będzie Ci łatwiej.
        Słuchaj co Ci powie Duch Boży – co będzie Ci próbował powiedzieć. 🙂
        Jezus jest Panem!

        • lostcause pisze:

          Poczekam jak zostanę sama (pójdą spać).

          Co by się nie działo (różne sytuacje miały miejsce), gdy ktoś zaraz po tym spytał się jak to u mnie jest z wiarą zawsze mówiłam, że jestem ateistką.

      • Monika pisze:

        W sumie to możesz potraktować ten udział w rekolekcjach jako formę pokuty, skoro zapomniałaś ostatniej. 🙂

      • Monika pisze:

        @lostcause – to musi być jakiś znak, bo obie z BKCD wpadłyśmy na ten sam pomysł i może nawet w tym samym czasie, żebyś w zamian za zapomnianą pokutę odsłuchała konferencji Ojca Szustaka.
        Będzie więc to bardzo owocna pokuta. Z całą pewnością. 🙂

      • Monika pisze:

        Wierz mi, że te 3 części naprawdę podniosą Cię na duchu.

  10. BKCD pisze:

    Witaj lostcause jeśli chodzi o pokutę to się nie martw mi też się to zdarza nie pamiętać a nawet jak pamiętałam to taki miałam moment że co stawałam żeby wypełnić zapominam i tak wiele razy aż do spowiedzi przyznałam się jak to wyglądało amnezja ale można inną odmówić pokutę np raz miałam przesłuchać konferencjo O Szustaka może Ci pomoże to żeby posłuchać i tak odmówić pokutę

    polecam te http://www.langustanapalmie.pl/nocny-zlodziej

    wilki dwa też dobre innych jeszcze nie słuchałam krótkie i może coś Ci pomoże mi troche dało do myślenia

  11. BKCD pisze:

    Szczerze mówiąc dziwne że obie pomyślałyśmy o tym o Szustaku ale rzeczywiście ja te rekolekcje odkryłam rok temu w grudniu w kryzysowym momencie zaczełam od wilki dwa . W sensie opiera się zawsze o świadectwo wokalisty zespołu byłego ADCD a teraz Luxtorpeda
    A we mnie samym wilki dwa
    Oblicze dobra, oblicze zła
    Walczą ze sobą nieustannie
    Wygrywa ten którego karmię
    zaskoczyło mnie to o czym mówił a tu piosenka religijna ale też Jej słuchałam jak mogłam
    posłuchaj tego http://www.youtube.com/watch?v=gjuLu2K97dM

  12. BKCD pisze:

    Zapomniałam jeszcze dodać dziś rozpoczyna się nowenna do Anioła Stróża tu pisze że 23 ja dziś i wypada na 2 październik
    http://www.egzorcyzmy.katolik.pl/modlitwy-o-uwolnienie/modlitwy-do-aniolow/475-nowenna-do-aniola-stroza.html

  13. Damian pisze:

    Chrystus Królem! Krzysztofie, czytając twoje świadectwo miałem wrażenie, że czytam o sobie.
    Ja jestem dopiero na początku tej drogi (upadek, tragedia – nagła śmierć żony, myśli samobójcze- jedną nogą w piekle, ataki złych demonów i modlitwa która zaprowadziła mnie na właściwą drogę) Jezus też obdarował mnie łaskami dzięki którym żyje i jeszcze nie wylądowałem w piekle, odnajduje prawdziwy sens życia.
    Chciałem napisać podobny artykuł, jednak nie mam takich zdolności jak Ty, więc dziękuje Ci za to – wydrukuje i dam co niektórym osobom aby zrozumiały co przeżywam, może też się zastanowią nad swoim życiem w bańce mydlanej.

  14. krzysztof.. od świadectwa pisze:

    Damian. Trzymaj się Jezusa …i nie puszczaj, choćby nie wiem co. Będzie Dobrze.

  15. mihou2015 pisze:

    Cześć Krzyśku, Bogu niech będą dzięki, że w każdej sekundzie bombarduje nas swoim błaganiem o przyjście do Niego, ale robi to tak, aby niczego na nas nie wymusić, bo wolna wola, którą nas obdarował, jest dla Niego Święta. Jestem w Twoim wieku i mając tyle samo lat, co Ty, przeżyłem tę samą sytuację, o której napisałeś: Bóg się o mnie wyraźnie dla moich zmysłów upomniał, bo znikąd w jednej sekundzie po prostu dotarło do mojej świadomości, jak bardzo moja grzeszna osoba jest przez Niego kochana, jak wspaniale to urządził, że w ani jednym atomie czy fotonie nie narzuca mi się Swą Miłością, nie robi nic, co by wymusiło na mnie zachwyt nad Nią. To zależy totalnie i wyłącznie od nas samych. To niesamowite ! Od tamtego czasu codziennie uświadamiam sobie, że Łaska wylewana jest na nas w każdej nanosekundzie 😉 Upadam wciąż, ale i dzięki Bogu tyleż samo razy zawstydza mnie i fascynuje Nieskończoność Jego Miłosierdzia. Miłości Boga do nas nie da się zatrzymać tylko dla siebie. Jest tak Potężna, że nie ma innego wyjścia, jak dzielić się Nią z każdą napotkaną osobą. Nie potrafimy się Nią dzielić, bo nie chcemy Jej przyjąć od Boga. Od „tamtego” czasu wierzę w Boga Wszechmogącego, który może ( pozwalam Mu = tak rozumiem otwarcie się na Jego Łaskę ) czynić wszystko w moim życiu. Dlatego też przestałem Go prosić ( narzucać Mu swoją wolę ), a zacząłem Mu dziękować i Go uwielbiać we wszystkim, co mnie spotyka. Chwała Panu ! Pozdrawiam, z Panem Bogiem – Michał ( mihou@o2 )

  16. Beata pisze:

    Dziekuje Bogu za Ciebie Krzysztofie,ze zsyla nam takich ludzi jak Ty,aby dawali otuchy,sily i nadzieji takim ludziom jak ja.Beata

    • krzysztof.. od świadectwa pisze:

      Dziękuję Bogu za Ciebie i innych. Dziękuję, że mam tyle braci i sióstr. Do zobaczenia po drugiej stronie. Czego sobie i Tobie życzę.

  17. kasia pisze:

    Piekne te Wasze swiadectwa. Lubie czytac I sluchac takich historii. Sama nic takiego nieprezylam, ale moze kiedys… Trafilam tu przypadkiem, szukam czegos, co mogloby zmobilizowac mojego chlopaka do zaprzestania picia. Spotykamy sie 7 lat, kocham Go i spodziewamy sie dziecka. Ale martwie sie…modle sie I prosze Boga o nawrocenie, ale chyba nic nie zdzialam bez zaangazowania drugiejstrony. tak jakbylo napisane w Twoim swiadectwie Krzysztofie- czlowiek ma wolna wolne.Troche mnie zmartwilo, ze pomimo moich staran i tak nic nie osiagne..
    Jakkolwiek, Wam zycze powodzenia i trwania w wierze.

    • krzysiek pisze:

      Kasia. Moim zdaniem picie (narkotyki itp) to choroba duszy wywołana brakiem miłości, poczuciem niespełnienia, lęku o przyszłość. Jeśli się modlisz o nawrócenie, może zacznij od siebie ? Jak Ty się nawrócisz („nawracajcie się”- a nie innych) całym sercem, to ludzie w koło Ciebie zaczną się zmieniać. Piszesz, że kochasz. Kochać to życzyć komuś Nieba. Jeśli tak jest, to módl się o nie dla chłopaka.
      No i jeśli są kłótnie, awantury czy przemoc to uciekaj…uciekaj….ale cały czas módl się o spełnienie Woli Bożej w Twoim i Jego życiu.
      Piszesz „ze pomimo moich staran i tak nic nie osiągnę” – tego nigdy nie pisałem. U Boga wszytko jest możliwe. Gdybyś się nie modliła może byłoby jeszcze gorzej z Nim.
      Zauważ, że u mnie była relacja ojciec-syn. U Ciebie jest całkiem inna zależność osób.
      Niech Cię Bóg prowadzi.

  18. Bogusia pisze:

    Kasia bardzo się cieszę, że trafiłaś na tę stronę. Polecam Ci – czytaj codziennie a dostaniesz wszystkie odpowiedzi jakich szukasz w życiu. U Boga nie ma przypadków, więc i nie przypadkowo tu trafiłaś. Może właśnie Bóg chce przemówić poprzez tę stronę do Ciebie.
    Niech Cię Pan strzeże! Wszystkiego dobrego!

  19. Renata pisze:

    Niesamowite, przepiękne świadectwo.
    Dziękuję z całego serca. Panie Krzysztofie możesz być szczęśliwy ze Bóg poprzez ciebie i twoje świadectwo pociąga ludzi do siebie.
    Do zobaczenia po tamtej stronie- u naszego Tatusia w niebie- mam jednak nadzieję że nie prędko (:

    • krzysztof.. od świadectwa pisze:

      Renata życzę więcej wiary, mocnej, z oddaniem, zaufaniem. (Ufam Tobie, a nie sobie)
      Po przejściu dopiero zaczyna się życie, prawdziwe życie.
      .(…)” przyjdź Królestwo Twoje” ..”oczekujemy przyjścia w Chwale”……….czyli Bóg choćby dziś.
      Do zobaczenia siostro – będzie się działo.

  20. maria pisze:

    Mnie też Jezus okazał swoje serce w drodze do szpitala po odmówieniu części różańca św.

  21. Rema pisze:

    Proszę o modlitwę by Jezus wyprowadził naszą Rodzinę z tego zła w którym tkwimy .Bóg zapłać

  22. Paweł pisze:

    Witaj Krzysztofie. Dzisiaj trochę się pogubilem w swoich myślach o Bogu. Dzieki Tobie chyba wiem co mam dalej robić.
    Pisze żeby podziękować. Pewnie chciałbyś wiedzieć.

    • krzysztof.. od świadectwa pisze:

      Witaj Paweł. Dzięki za info 🙂 Raczej dzięki Niemu. Bez Niego nic się nie stało, co się stało. Warto się pytać zawsze Jezusa co robić dalej (czy czekać, czy działać, którędy, gdzie, kiedy, jak itd). Nawet jeśli pójdziemy nie tą drogą, pobłądzimy, na sądzie możemy szczerze powiedzieć -Przecież pytałem
      Choć On przecież i tak bierze nasze wszystkie winy na siebie…i jak tu Jego nie kochać. No, nie da się (tak mój mały rozumek myśli)

  23. M. pisze:

    Panie Krzysztofie, bardzo dziękuję za te świadectwo. Uwielbiam czytać takie świadectwa, bowiem są podbudowujące, dodają otuchy.
    Zastanawia mnie pewna kwestia – otóż dostałam coś czego nigdy nie chciałam dostać, mieć. I nawet kiedyś nieraz mówiłam o tym Panu Bogu. A jednak stało się inaczej. Od 2 lat jestem bardzo nieszczęśliwa z tego powodu. Niemal codziennie proszę, wręcz błagam Pana Boga, aby wyrwał mnie z tej patowej sytuacji w jakiej tkwię. Ale nic z tego. Cisza. Jedynym plusem tego wszystkiego jest to, że przejrzałam na oczy, że byłam kiedyś zarozumiała, nie doceniałem tego co miałam. Gdybym miała wtedy taki rozum jak teraz, doceniałabym każdą chwilę, każdy dzień, czy to lepszy czy gorszy.
    Wstyd mi, bo powinnam dziękować Panu Bogu we wszystkim, cokolwiek by mnie spotkało w życiu, ale chyba nie dojrzałam jeszcze do takiej postawy.

    • Maggie pisze:

      @M:
      Wszystko się odmienia,wygląda inaczej, jeśli dojdziemy do takiego stanu duszy, aby z serca i wśród zranień i nieporadności naszej, powiedzieć: Panie Boże, dziękuję za to co mi dajesz i za to co mi odbierasz. Bądź wola Twoja.
      W takiej chwili, nie jest to rezygnacją, ale pokorą połączoną z miłością i nadzieją – a wówczas wszystko może się zdarzyć. Trzeba nam być jak ufne dzieci i mieć wiarę aż tak ogromną, jak ziarnko gorczycy – nie łatwe to , szczególnie, w dzisiejszych czasach.

      Niech Pan Bóg obdarzy Ciebie pokojem i odmieni Twe sprawy.
      +++

      • Maggie pisze:

        Moje sprawy, też nie są takie jakie powinny być i wiele sknoconego, ale żyję w pokorze zlączoną z nadzieją i uwielbiam Pana Boga, któremu każdego dnia śpiewam po polsku Te Deum (Ciebie Boga wysławiamy).

        Jezus jest Panem!

    • krzysztof.. od świadectwa pisze:

      Witaj. Czasem od Boga dostajemy „prezent” z którego nie jesteśmy zadowoleni, chcieli byśmy go nie mieć, pytamy się -Dlaczego akurat ja?. Inni maja lepiej. Nie mają tego „prezentu” co ja. Uwaga !!! Tak niekiedy inni mają lepiej, łatwiej, prościej. Co więcej mimo modlitw Bóg nie zabiera nam tego niechcianego daru.
      Myślę, że my jako ludzie nie wiemy co jest dla nas dobre, choć wydaje się nam, że wiemy, bo jak przecież nasza wada, niedoskonałość czy nie komfortowa sytuacja może być dobra?
      Był kiedyś człowiek, nazywał się Vianey. Wszystko co mógł nie mieć, to on właśnie nie miał. Ani urody, ani talentu, ani elokwencji (a o wszystko się pewnie modlił). Po prostu o czym bym nie pomyślał, to on tego nie miał. Studia skończył jakimś cudem nawet profesorowie się dziwili, bo nie potrafił się niczego nauczyć. Kiedyś profesor na egzaminie chciał sponiewierać go pytaniem – Co mam zrobić z takim osłem jak ty? Vianey odpowiedział -Widzi profesor, skoro Bóg szczęką osła zabił tysiąc Filistynów, to co zrobi jak będzie miał do dyspozycji całego osła.
      Jeśli oddamy swoja wole i życie Bogu, to chcę napisać o najtrudniejszej pokucie jaką możemy przyjąć, czyli Zgodzić się na siebie, zgodzić się na stację w której jestem, zgodzić się że inni maja lepiej, są lepsi, ładniejsi, mają mniej wad niż ja i są mądrzejsi ode mnie…bo przeważnie są. I o zgrozo, to wszystko może być prawdą. Ale musimy mieć bezgraniczna ufność Bogu, że wymyślił nas dobrze. Jak takiego osła ma, niech ma.
      Przyjęcie i zgoda na siebie jest największą pokutą.
      Później Bóg obdarzył Vianeya łaską spowiedzi i to tak, że cała Europa chciała się u Vianeya spowiadać. Jednak np. łaski mówienia kazań (co dla księdza jest bardzo ważne-wydawałoby się) czy urody, nigdy nie otrzymał. Nie zachowało się ani jedno jego kazanie. Podobno tak mówił, że nikt nie był zaciekawiony jego słowem. Vianey miał tysiąc powodów, aby rozczulać się nad sobą i robić wyrzuty, że nie ma więcej talentów, wydawałoby się przydatnych w duszpasterstwie. Jak wiemy, został on wielkim świętym. Moja ułomność, braki, nie chciane prezenty, nie przeszkadzają Bogu, abym był świętym. Musimy Jemu zaufać i ufać w Jego wszechmoc- pokora.
      Niekiedy mamy jakąś wadę, czy sytuację, która wydaje się złem np. brak słuchu, brak nóg, brak męża, żony czy potomstwa. Może jesteśmy grubi czy garbaci.
      Jeśli oddaliśmy swoja wole i życie do dyspozycji Bogu i prosiliśmy o zmianę mnie czy mojej sytuacji, a sytuacja się nie zmienia, pora podziękować i wyciągnąć z tego dobro.
      Tera 🙂 Wyciąganie dobra. Gdybym nie był garbaty (choć nie jestem)w życiu bym się za garbatych i kalekich nie modlił, gdybym nie palił papierosów w życiu bym się nie modlił za osoby w nałogach, gdybym miał dzieci o modlitwie za bezdzietnych też bym zapominał.
      Gdyby mi się w życiu powodziło z kasą i zdrowiem Bóg pewnie na modlitwie by mnie nie zobaczył. A on mnie kocha i chce mnie widzieć i słyszeć często. On widzi przyszłość i wie co by było gdyby nam to o co prosimy. W sensie, nic dobrego. Choć my myślimy inaczej – jesteśmy od Niego mądrzejsi i często próbujemy Jego przebłagać -Jaki mi to spełnisz, to coś dla Ciebie zrobię – a to nie jest miłość, tylko handel.
      Nasze wady, sytuacje ”prezenty” (choć wydają się złe) są po to, aby wyciągać z nich wielkie dobro, czyli rozmawiać z Ojcem, być przy Nim na modlitwie i prosić o łaski dla innych ofiarowując siebie za ludzi posiadających te same wady, czy sytuację co ja. Dzięki moim wadą nie zapominam za kogo mam się modlić!. Stają się one błogosławieństwem, choć dla „świata”, (osób patrzących na mnie z boku) mogą wzbudzać żal.
      Musimy się trzymać słów -Twoja wola, nie moja niech się dzieje. To jedyna pewna droga do świętości. I nie chodzi mi o to, że z wadami i sytuacjami mamy nie walczyć, zmagać się Oczywiście że mamy. Mamy zmieniać świat na lepszy ale czasem po prostu no.. nie idzie. I warto pójść drogą Vianeya. Jak ma takiego osła, to niech ma, i nie jest to żadną przeszkodą by być z Nim na wieki.
      Ważna też jest cierpliwość, umiejętność czekania. Maryja dostała wielka obietnicę od Boga, że Jej syn będzie kimś niesamowitym. Jakaż musiała być pokusa, aby temu zacząć nie dowierzać. Rok, nic się nie dzieje, dziesięć lat, też nic, dwadzieścia, też nic, dwadzieścia dziewięć dalej nic, a przecież Jan Chrzciciel (kuzyn Jezusa) już naucza chrzci i zbiera uczniów. A Jezus nic…tylko stołki skrobie. Uczmy się cierpliwości w spełnianiu Bożych obietnic.

      Piszesz, że nie dojrzałaś, wybacz, ale chyba nikt z nas nie dojrzał. Dziękowanie za siebie, za to jakim się jest, za sytuacje, które nas spotykają często smutne, tragiczne, jest wielką pokutą.
      Spróbuj, aktu woli, szczerze -Boże wiesz jak mi z tym trudno lęk, trwoga, smutek, płacz. Ale niech się dzieje co chcesz. Jezu Ufam Tobie. Kocham Cię.

      Nie trzeba dojrzeć. Trzeba chcieć i to wystarczy. „Jeśli to chce…” Tylko czy Ty chcesz M.?

      • krzysztof.. od świadectwa pisze:

        „Jeśli kto chce….” miało być napisane 🙂

      • Maggie pisze:

        Jeśli przebaczenie, czy jakaś akceptacja, nie przychodzi nam łatwo, zwłaszcza gdy ciągle coś się nam „plącze” w sercu i myślach (i czasem gniecie, jak przesuwające się z miejca na inne miejsce, ziareko piasku w skarpetce), to dobrze jest prosić Pana Boga o pomoc.

        Ważne abyśmy chcieli, starali się i z pokorą i ufnością, zwrócili się do Stwórcy. Pan Bóg to nie jak kelner, podający na żądanie dobre kąski, LECZ to Bóg Ojciec, który kocha i chce dla nas jak najlepiej, ale szanuje naszą wolę. Nieszczęścia, niepowodzenia, także i łaski, które tak łatwo (!) człowiek potrafi marnować lub niedostrzegać – albo nie okazywać (za dary) wdzięczności, są wielką próbą.

        Dlatego modlitwa, w której otwieramy nasze serce, powierzając nasze zmagania, troski i radości jest każdemu potrzebna.
        Pan Jezus dał nam modlitwę „Ojcze nasz”, która choć krótka, jak tytuł tematu, pozwala na rozszerzenie sercem, gdyż w niej każde słowo to jak temat, jaki można rozwinąć, rozważając z uwielbieniem i ufną pokorą. Nie ilość, a jakość: jedno „Zdrowaś Maryjo”, wg słów świętego, o ile się nie mylę Jana Vianey, może przewrócić piekło do góry nogami. Każdy z nas jest grzesznikiem, a naszą nędzę Pan Bóg zna i kocha … jak marnotrawnego syna.

        • Maggie pisze:

          Prośba, o przebaczenie nam samym, ale i o umiejętność przebaczenia oraz przebaczenie bliźniemu, ma sens i owocuje.

  24. M. pisze:

    Maggie, panie Krzysztofie macie rację – pokora jest najważniejsza. Trzeba wszystko przyjmować z pokorą.
    Nieraz czytałam zapiski ks. Dolindo Routolo – Jezu, Ty się tym zajmij. Pan Jezus oczekuje od każdego człowieka całkowitego zawierzenia Mu, bezgranicznej ufności w Jego miłosierdzie. Ja wielokrotnie powtarzałam te słowa – Jezu, Ty się tym zajmij, Ty się troszcz. Ale przyznam szczerze, ze te slowa wypowiadałam z nutką lęku, trwogi. A tak przecież nie powinno być. Powinno się bowiem oddać wszystkie swoje sprawy Panu Jezusowi, pozwolić Mu działać, zamknąć oczy duszy i w ogole nie rozmyślać o tym, co będzie dalej, jak sprawy się potoczą.
    Teraz, po przeczytaniu waszych komentarzy nabrałam – że się tak wyrażę – odwagi w bezgraniczą ufność Panu Bogu. Oddam wszystkie moje sprawy w ręce Panu Jezusowi bez rozmyślania co bedzie dalej. On wie co jest dobre dla danego człowieka.

  25. krzysztof.. od świadectwa pisze:

    M. Chyba większość ludzi odczuwa lęk przed całkowitym zaufaniem. Bo, już nieraz całkowicie zaufaliśmy jakiemuś człowiekowi, a on nas zawiódł. Jednak wydaje mnie się, że lęk też często nie pochodzi od nas samych. Ktoś nam po prostu wkłada myśli w głowę. My myślimy, że to co myślimy jest „nasze” i tu jest pułapka złego. On potrafi wkładać nam do naszej głowy swoje myśli, jak pisał chyba ksiądz Tischner „Ktoś mi myśli”. Zły, wkłada często strach, którego wcale nie tak łatwo się pozbyć. Wkłada myśli -Co będzie jeśli ja Tobie zaufam a Ty mnie nie słyszysz ? Co jeśli Twój plan na moje życie będzie jedną wielką katorgą lub -Ześlesz mi Boże teraz pewnie jakieś nieszczęście itd..
    Jeśli wierzymy Jezusowi powinniśmy oddawać Jemu także strach, niepewność i zwątpienie. To On przecież nam powtarza -Nie lękaj się, Ja Jestem.
    Choć wiem, na własnym przykładzie, że hola, hola łatwo komuś powiedzieć nie lękaj się gdy przytrafia się trudna sytuacja np. eksmisja, więzienie, choroba moja czy dziecka.
    Lękam się nie raz. Lęk ten jest podszyty myślą Czy dam radę? Czy Ciebie nie zdradzę? Nie ucieknę i nie zawiodę? Czy potrafię, tak do końca i śmierci Tobie zaufać? Czy będziesz ze mnie dumny?
    Oddając swój lęk Jemu, nabieramy pewności o swojej kruchości, małości i nędzy. O tym, że wcale nie jesteśmy duchowymi mocarzami (którą to myśl, też zły stara się wcisnąć). Po czasie dostajemy zrozumienie, że bez Boga nic uczynić nie możemy. Jest, też wielka radość z Tego że Jest, z Jego opieki i bliskości.
    Nie strasząc nikogo, po zawierzeniu na pewno przyjdą okresy próby, jakaś trudna sytuacja w której Bóg zdaje się pytać -Ufasz mi nadal? Jedyną rozsądną odpowiedzią jest –Tak ufam mimo, że nic nie rozumiem. Ufam, choć nie wiem którędy poprowadzisz. Ufam, choć wiesz jak się teraz czuje.” Panie, do kogóż pójdziemy?” Po przetrwaniu, a raczej przeczekaniu takiego kryzysu, Bóg rozwiązuje trudną sytuację, wcześniej wydającą się nie do rozwiązania. Prowadzi w życie dalej i dalej. Zmienia je tak, aby życie przeżyć z Nim naprawdę i w pełni.

    • Maggie pisze:

      Ufność jest atakowana, przez różne „myśli i okoliczności”, bo jest jakby … orężem pokornej miłości stworzenia, oddającego chwałę, cześć i uwielbienie Jedynemu i Najwyższemu Stwórcy=Bogu. Pan Bóg zna nasze słabości, ważne jest żebyśmy nie tylko je sobie uświadomili, ale przyznali się przed Nim do nich i prosili o pomoc tam, gdzie największa słabość. Św. Siostra Faustyna, przeżywała również chwile załamania, tak jak każdy człowiek. Pan Bog nie opuszcza czlowieka, to człowiek opuszcza Pana Boga, zwłaszcza w chwili, gdy sądzi, że jest opuszczonym.

      Czyż nie jest to wymowną (!) wskazówką, że na obrazie Miłosierdzia Bożego, Jezus polecił umieścić, u Swoich stóp (!), napis: Jezu, ufam Tobie!

  26. M. pisze:

    Maggie, nie tylko św. Faustyna miała chwile załamania, zwątpienia i nie tylko człowiek takie chwile ma, ale również sam Pan Jezus miał takie chwile: w Ogrodzie Oliwnym oraz gdy wisiał na krzyżu. Nie wiem, może się mylę, ale tak myślę, ze wynikało to z istoty człowieczeństwa (Pan Jezus jest nie tylko Bogiem, ale też i czlowiekiem), a człowiek jest przecież istotą kruchą, słabą.

    Natomiast co do myśli, to najgorsze jest to (przynajmniej w moim przypadku), że niekiedy nachodzą mnie jakieś myśli, podpowiedzi, rady i nie wiem skąd one pochodzą: czy to przemawia do mnie Pan Bóg, czy może sama ot tak sobie myślę, czy może (o zgrozo!) zly. A może ktoś np. ze zmarlych z mojej rodziny? Nie potrafię przy niektórych podpowiedziach wyczuć czy są one dobre czy też nie.

    • Maggie pisze:

      @M:
      Kochana, wiem, masz rację, że nie tylko siostra Faustyna … ale właśnie, nie bez powodu, dostała ona instrukcję, by na obrazie był widoczny napis „Jezu, ufam Tobie!”.

      W chwilach niepewności, natręctwa myśli etc., myślę, że nawet (!) przez łzy (bez względu na to czy niepokoju, radości, żalu czy smutku), najlepiej wielbić Pana Boga. Kosmaty, jeśli podchodzi i myśli podsuwa, będzie palony takim uwielbieniem.

      Wszystko jedno, czy prosimy, przepraszamy, dziękujemy, czy się żalimy itd czyńmy to uwielbiając Pana Boga, który jest Wszechmogącą (!) Miłością.

      Jeśli czegoś nie rozumiemy, czy nie możemy sobie z czymś poradzić, to też powiedzmy Panu Bogu, który oczekuje od nas szczerości … On wszystko wie i może, więc miejmy odwagę i pokorę, prosząc nawet, aby pomógł nam zrozumieć i np. nawet zwalczyć nasz bunt i żal albo trwogę i … wyjść z tego na prostą drogę do Niego.

      Boże, bądź uwielbiony w Aniołach, Świętych i w każdym Stworzeniu, które od Ciebie wyszło i pomóż abyśmy zawsze mieli ufność w Tobie.
      Panie Boże, dziękuję Tobie za to co mi dajesz i za to co mi odbierasz – bądź Wola Twoja.

    • Maggie pisze:

      @M: Jeśli chodzi o Jezusa, to nie jest zupełnie, jak powiedziałaś.

      Jako człowiek odczuwał On trwogę, bół, cierpienie etc … ALE wiedział ze szczegółami co nastąpi, dopuszczając mękę, samotność dla Zbawienia. Wiedział i cierpiał, że będą tacy, którzy Go odrzucą, choć i za nich umierał.
      NIE tracił jednak NIGDY ufności, bo wiedział, że Jego Miłość i Krzyż są WYBAWIENIEM. Jego westchnienia nie są utratą ufności. W każdej chwili mógł zejść z Krzyża, pogromić siepaczy etc … ale wówczas nie było by Odkupienia z Wielkiej Bożej Miłości.

      Pan Bóg szanuje dar Wolnej Woli, a jeśli ktoś dokona złych wyborów, Pan Bóg nie zamyka możliwości powrotu tj nawrócenia się. Godząc się na Krzyż, wskazał, że wybór jest wyborem, z którym się wiążą konsekwencje ale i owoce (dobre lub złe) i zostawił furtkę Miłosierdzia: Ojcze przebacz, bo nie wiedzą, co czynią.

      • M. pisze:

        Maggie, panie Krzysztofie, jeszcze raz bardzo dziękuję za rady. Wasze komentarze są balsamem dla mojej zbolałej duszy. Dały mi wiele do myślenia, ale takiego myślenia pod kątem pozytywnym, a także odwagę w patrzeniu w przyszłość, z ufnością.
        Nade wszystko dziękuję Panu Bogu, że trafiłam na tę stronę.

        • krzysztof.. od świadectwa pisze:

          Bogu niech będą dzięki „(…) odwagę w patrzeniu w przyszłość, z ufnością.” To MEGA łaska, patrzeć w przyszłość z ufnością. Łaska ogarniająca pokojem kolejne godziny życia. I myśl, choćby się świat walił, nie lękam się, bo Ty jesteś zemną. I nie daj sobie nigdy wmówić nikomu, że jest inaczej, bo wielu będzie próbowało. Rady z miłości, jeśli nakierowują na Boga, a osoby ich udzielające nie szukają swojej chwały, nie pochodzą od nich 😉
          nr 595 sb. 25 VII87, g. 9:30 Alicja Lenczewska „Świadectwo” Dziennik Duchowy
          + Samodzielność jest odrzuceniem Mnie. I jest złudzeniem, bo człowiekiem
          nigdy nie jest samodzielny.
          Samodzielny – to znaczy: działający beze Mnie. A skoro beze Mnie, to
          z inspiracji szatana. Żaden człowiek nigdy, niczego nie uczynił sam.
          Cokolwiek uczynił, uczynił to z Mojej inspiracji albo z inspiracji szatana.

        • Maggie pisze:

          @M: dziękuję Tobie za dzielenie się myślami i pytaniami, bo pobudzają do myślenia i zastanowienia się nad ważnymi sprawami, gdy konfrontuję je z własnymi doznaniami i bagażem życiowym.
          WOWIT już mi bardzo pomógl i nadal pomaga, a jeszcze wiele muszę zmienić w mojej relacji z Panem Bogiem. Tutaj znalazłam Rodzinę, która nie zawodzi i nie czuję się samotna, odrzucona i „odstawiona na boczny tor”, no i uczę się powrotu do Pana Boga.

          Jezu, Maryjo, Józefie kocham Was i ufam Wam i pragnę Was prawdziwie i bezgranicznie: kochać i ufać; ratujcie wszystkie dusze i moją duszę.
          Króluj nam Chryste: zawsze i wszędzie, w każdym z nas, w każdym miejscu i momencie życia.

      • M. pisze:

        Meggie, czy mogłabym napisać do Ciebie e-mail? Czy nie miałabyś nic przeciwko temu?

  27. pa pisze:

    Piękne świadectwo …..oj było co czytać

  28. Ewa pisze:

    Bog zaplac Panie Krzysztofie i wszystkiego dobrego dla Pana i Panskiej rodziny. Pomodle sie dzisiaj w Pana intencji i podziekuje Panu Bogu za Pana doswiadczenia i tak szczery i emocjonalny artykul. Poplakalam sie. Czuje, ze jestem na dobrej drodze..to jest moj czas. Pan Bog jest cudowny! Pan Jezus tez, Maryja i Duch Swiety. Oni wszyscy sa kochani! ❤ Z Panem Bogiem.

  29. krzysztof.. od świadectwa pisze:

    Bardzo dziękuję za modlitwę. To wielki dar od Ciebie Ewo dla mnie. Pamięć i czas. Pamięć, której nie można komuś nakazać. Czas, którego nie można sobie więcej kupić. Czas „stracony” dla drugiego, nieznajomego na modlitwie. Obiecuję modlitwę za Ciebie i innych.

  30. Iwona pisze:

    Krzysztofie nie wiem co pisać łzy ciągle zalewają mi oczy wierzę mocno w to co przeżyłes , ja pragnę takiego spotkania z Bogiem Jezusem jestem szczęśliwa że Go spotkales proszę Cię o modlitwę Pan w moim życiu działa także teraz to wiem i pragnę więcej i pragnę dzielić się z innymi tą radością a to wydaje się takie trudne niech łaska Pana Jezusa będzie z Tobą i z nami wszystkimi

  31. Iwona pisze:

    Krzysztofie dziękuję że dzielisz się tym pięknym świadectwem proszę Cię o modlitwę niech łaska Pana Jezusa będzie z Tobą i z nami wszystkimi wierzę w każde słowo i pragnę doznać przeżyć takie spotkanie z Panem Bogiem pragnę dzielić się z innymi tą radością a to czasem takie trudne a wydaje się takie łatwe będę mocniej się modlić w ciszy może Jezus się do mnie odezwie dziękuję Ci raz jeszcze niech Pan Bóg Cię błogosławi

  32. krzysztof.. od świadectwa pisze:

    Iwona . Dziękuję Panu, że otrzymałaś łaskę i uwierzyłaś. A tak wielu nie wierzy…że On żyje. Kiedyś i ja do tej grupy należałem. Tak trudno uwierzyć jeśli ktoś nas do Niego nie zaprowadzi, opowie o Nim.

    Choć później myślę, że o Bogu się najwięcej mówi, jak się o Nim nic nie mówi.

    Czyli chyba trzeba starać się tak żyć, aby dobrze czynić innym nie oczekując „zapłaty”, modlić się za innych, ale i też nie narzucać tematu Boga na siłę, na siłę komuś kazać chodzić do kościoła, na siłę zapisywać kogoś na rekolekcje, pielgrzymkę, wypominać innym ich grzechy i wady.

    Co zrobił Pan zanim zaczął kazanie ?
    Nakarmił, nakarmił wszystkich i tych dobrych i złych, świętych i grzeszników, bez wyjątku. (No ja wyjątki robię, przyjemniej byłoby nakarmić dobrego niż złego)
    I ja i Ty zanim zaczniemy komuś przybliżać temat Boga też powinniśmy najpierw nakarmić.
    Nakarmić innych swoim zainteresowaniem, nakarmić innych swoim czasem, nakarmić miłością, nakarmić przytuleniem, nakarmić akceptacją, nakarmić współczuciem, nakarmić słowem (choćby, nie martw się może być gorzej 😀 ) nakarmić swoją modlitwą za innych.
    Dopiero człowiek nakarmiony będzie mógł usłyszeć i słuchać o Bogu, szukać Go.
    Jeśli człowiek jest „głodny” psu na budę nasze nauki (Jezus głodnym, też nauk nie prawił)

    Podobnie i Pan uczynił ze mną.
    Nie zaczął spotkania od wyrzutów typu
    –Ale jesteś grzesznik, wstyd mi za ciebie !
    Od pretensji – Dlaczego się nie modlisz, nie chodzisz do kościoła! .
    Od Ewangelizowania – Nawróć się, bo w piekło się pakujesz !
    A od czego zaczął rozmowę zemną, z grzesznikiem?
    Nakarmił. Nakarmił mnie.
    Nakarmił mnie miłością, akceptacją, pokojem, dobrocią. Nakarmił używając słowa
    – Kocham Cię.
    Nakarmił okazaniem mi swojej miłości, troski, zainteresowania, piękna. Nakarmił pokazując, że dla Niego jestem ważny. A jak bardzo byłem tego wszystkiego głodny, On sam tylko wie.
    I tak samo też nasze piękno, miłość, troska, najwięcej może powiedzieć innym o Bogu.
    Niekiedy nawet nie wypowiadając przy spotkaniu z drugim człowiekiem słowa Bóg, możemy w życiu drugiego, po Bożemu, nieźle namieszać.

    Bóg nas karmi- Bierzcie i jedzcie…, wiec i my skoro w drugim człowieku jest Bóg możemy dać siebie samych na pokarm drugiemu, a przez to samemu Bogu,
    Postanawiając:
    -Bierzcie i jedzcie.
    Jedzcie mój czas, mój pokój, moje przytulenia, moje zainteresowanie wami, moją miłość do was, mój trud, wysiłek, moje życie.

    Dopiero gdy tak nakarmimy, a drugi odczuje ten „pokarm” na własnej skórze, przychodzi właściwy czas na mówienie o Bogu. Choć ten czas oczekiwania może być bardzo długi. A pokusa szybkich efektów jest przeogromna.

    Jak widzę, mówienie o Bogu z tak przedstawionej perspektywy, przestaje być łatwe i proste. Ale On przecież nad nami czuwa (Jest już w jutrzejszym dniu, który się wydarzy) i nam dopomaga. Nie lękaj się.

    • eska pisze:

      Krzystofie, wypowiedziałeś bardzo mądre i piękne słowa, z którymi całkowicie się zgadzam. Pozwolę sobie dodać od siebie małe spostrzeżenie. Czytamy nieraz w Piśmie, że Jezus wejrzał w czyjeś serce, a następnie wypowiedział do tej osoby jakieś pouczenie i ta osoba natychmiast się nawróciła. My w swej pysze próbujemy czynić to samo, kierując do kogoś pouczenia. Ale zapominamy o jednym, co zostało nam pokazane przez przykład Jezusa: „najpierw wejrzał w jego serce”! Ten czas karmienia osoby zagubionej i potrzebującej pomocy, to jest także właśnie czas na to, aby osoba karmiąca uczyła się swojego „podopiecznego” – poznawała jego serce, zranienia, duszę. Dopiero, gdy to się już w jakimś stopniu stanie – będzie wiadomo, jak pouczyć, by były tego najlepsze owoce.

      Podsumuję wierszem Jerzego Lieberta:

      Uczę się ciebie, człowieku
      Powoli się uczę, powoli
      Od tego uczenia trudnego
      Raduje się serce i boli.

      O świcie nadzieją zakwita
      Pod wieczór niczemu nie wierzy
      Czy wątpi, czy ufa-jednako-
      Do ciebie, człowieku należy

      Uczę się ciebie i uczę
      I wciąż cię jeszcze nie umiem-
      Ale twe ranne wesele,
      Twą troskę wieczorną rozumiem.

      • krzysztof.. od świadectwa pisze:

        Racja eska „najpierw wejrzał w jego serce”. Jak dobrze, że nie trzeba wyjaśniać swojego aktualnego stanu Bogu. Jak dobrze, że On wszytko wie. Opowiedzieć na modlitwie oczywiście można, a nawet trzeba. Ale niknie ta niepewność, że się zostanie źle zrozumianym.

  33. magda pisze:

    Drogo Krzysztofie , masz tak silną więź z Panem Jezusem więc bardzo bym Cię prosiła o ….modlitwę za mnie 🙂 Wybieram się na rekolekcje zamknięte z ks. Jackiem Skowrońskim pod koniec października. Staram się ,by jak najlepiej się do nich przygotować (takie są wymagania rekolekcjonisty), szczególnie do spowiedzi.Dużo jest modlitwy za WSZYSTKICH członków rekolekcji o Ducha Świętego i łaskę tego dobrego przygotowania się jak i wielkie owoce dla nas i naszych rodzin, przemianę serc, Miłosierdzie Boże, pokorę ,wiarę.
    Postawiłam wszystko na jedną kartę – JADĘ. I tu mały 🙂 problem. I tu potrzebna modlitwa. Bym bez przeszkód mogła wziąć udział w tych rekolekcjach, które dla mnie są tak bardzo ważne. By mój mąż(który jest przeciwnikiem), spokojnie to wszystko przyjął, kiedy się o nich dowie, a dowie się na pewno. Z góry dziękuje, serdeczne Bóg zapłać.

  34. krzysztof.. od świadectwa pisze:

    Droga Magdo. On kocha nas tak samo. Najmocniej jak potrafi. A potrafi. Mamy taki sam dostęp do Niego Ty i ja. Modlitwę obiecuję ale tylko na zasadzie „Jeśli dwóch z was na ziemi zgodnie o coś prosić będzie, to wszystko otrzymają od mojego Ojca, który jest w niebie”. I, jeśli mogę, to zachęcam innych do przyłączenia się o spełnienie prośby Magdy, jeśli jest zgodna z Wolą Bożą.
    Magdo, wszelki nasze nawet wydawałoby się dobre, poruszenia, postanowienia (no, bo cóż złego w rekolekcjach) powierzać, konsultować z Bogiem, Duchem Świętym na modlitwie. I iść pokornie za jego prowadzeniem, a nie za swoim postanowieniem. W sensie, nie -Ja chcę jechać, ale jeśli Ty chcesz Boże, abym pojechała, to pojadę. Jedynie co możemy chcieć, to chcieć Boga i być świętymi. Nie chciałbym urastać do rangi kaznodziei, może się mylę, ale tak myślę..

    • magda pisze:

      Ooooo…. Krzysztofie To,że ,, jeśli to jest z wolą Twą Panie” ,,, jeśli Chcesz, żebym była na tych rekolekcjach Panie” to ja już dawno powiedziałam Jezusowi , już dawno :)! Jak tylko zaproponowano mi w nich udział .I wiem,że wiele osób znających moją sytuację modli się za mnie i tak mnie dziś oświeciło,żeby poprosić i Ciebie o modlitwę 🙂 Może faktycznie źle się wyraziłam ale chyba w gruncie rzeczy to nic złego 🙂
      A poza tym wszyscy rekolekcjoniści modlą się za wszystkich 🙂 To odpowiedz na Twoje ,,Jeśli dwóch z was na ziemi….” 😀

      • krzysztof.. od świadectwa pisze:

        Być może, ktoś inny skorzysta czytając nasze posty 🙂 Dziękuję za wyjaśnienie. Miałem po prostu na myśli osoby, które bez „zapytania się o wole Boga” mówią – Bo,Ja tak chcę. A nie zdają sobie sprawy, że nie wiedzą co jest dla nich dobre. Choć wydaje im się, że wiedzą. Dlatego zawsze warto Jezusa pytać,pytać i pytać, …..jak dziecko.

        Modlitwy poszły 🙂

        • magda pisze:

          Wielkie Bóg zapłać ,modlitwy nigdy za wiele 🙂

        • magda pisze:

          Wiesz co Krzysztofie, tak mnie tknęło wczoraj?, że Pan Jezus jednak zaprasza mnie na te rekolekcje w tak trudnym momencie mojego życia . A wiesz dlaczego ?
          Bo tak. Całkowie ,,przez przypadek” poznałam charyzmatyczną osobę uzdrowioną cudownie na tych rekolekcjach,całkowicie ,,przez przypadek” osoba je organizująca miała jedno miejsce wolne(bo osoba zrezygnowała z b. ważnego powodu – a uczestnictwo w tych rekolekcjach, dostanie się na nie, jak się dowiedziałam, prawie graniczy z cudem 🙂 ), całkowicie ,,przez przypadek” otrzymałam bonus(osoba ta przekazała zaliczkę dla osoby potrzebującej i otrzymałam ją ja od organizatora ). I wiele więcej takich ,,przypadków” 🙂
          Tak mnie naszło,żeby Ci to napisać. Jeszcze raz dziękuje za modły 😀

        • krzysztof.. od świadectwa pisze:

          Tak, w „przypadkach (czyt. opatrzności)” jest Mistrzem Świata 🙂 i dzięki Jemu za to.

  35. Teresa pisze:

    Krzysztof nie dziw się ze …lecą prośby do Ciebie . Bo tak masz lekkie pióro , miło się czyta co piszesz . Pozostań na tym forum……jesteś potrzebny

  36. krzysztof.. od świadectwa pisze:

    Oj Teresa, Teresa. Wiedziałaś co napisać. Tak, DDA chcą być potrzebne. To takie przekleństwo z dzieciństwa, które dzięki Bogu, staje się błogosławieństwem. Nigdzie się z tego forum nie wybieram 🙂

  37. Jola pisze:

    Piękne świadectwo. Tak bardzo chciałabym żeby Bóg był tak blisko mnie. Popłakałam się. …. z zazdrości. Krzysztofie, wstydzę się prosić o modlitwę, ale jeśli mógłbyś choć wspomnieć Bogu o mnie…. Dziękuję.

    • krzysztof.. od świadectwa pisze:

      Jola. Modlitwę obiecuję.
      Jolu, aby pomóc Tobie wyzbyć się zazdrości lub bardziej zaprzeć się w poszukiwaniu Jego, opisze dokładniej, jakie następstwa wywołuje takie „przyjście”. Choć mimo wszytko zachęcam, abyś Jego szukała i znalazła.
      Wiele osób chciałoby, aby w sposób widzialny przyszedł do nich Jezus. Fakt jest to najpiękniejsze wydarzenie w życiu. Lecz jednocześnie pozostawia przeogromną tęsknotę za Jezusem. I zmaganie, aby Boga nie zawieść, nie dołożyć grzechami cierpień.
      Życie jest codzienną tęsknotę, aby być już w niebie. Tęsknotą, która nawet nieraz boli, że się tam jeszcze nie jest. I nie wynika ona z faktu, że ten „świat” jest nic nieznaczący, trudny, tyle w nim zła, że czasem sobie w nim nie radzę, ale faktu, że wiem, że tam jest moje miejsce, tam na mnie czeka Miłość = Ojciec i Wieczna Uczta (a ja lubię się bawić szczególnie w dobrym towarzystwie 😀 )
      Świat stał się jakby Czyśćcem – tęsknotą za obecnością i miłością Boga. Mimo, że na tym świecie niczego „po ludzku” mi nie brakuje (oprócz wielkiej miłości). Piszę „jakby”, bo jest to „Czyściec” w którym mogę zgrzeszyć, ale mogę też czynić dobro.

      Wiara jest też trochę inna, bo mimo że kocham moja rodzinę, ( i niektórych ludzi- choć powinienem wszystkich) to nie mogę doczekać się śmierci, a właściwie „przejścia”, bo śmierć ( o której myślimy ) nie istnieje. Oczywiście modlę się, aby trafić prosto do Nieba i aby w chwili „przejścia” przyszedł po mnie Jezus, mój Bóg. Czy na Niebo sobie sam zasłużę? Pewnie będzie ciężko (oczywiście mogę robić prezenty dobroci dla ludzi i Boga. I pewnie Bogu będzie miło). Ale mogę być tam przede wszystkim dzięki Miłosierdziu Jezusa.
      Dzięki daniu Nieba od Boga za darmo, za nic (na, które sobie wcale swoją nędzą nie zasłużyłem).
      Ważne stało się dla mnie to, aby „chodzić” z Bogiem cały czas, stale, nie tylko w Kościele czy przy Pacierzu. Stale. Stale pytać się o Jego Wolę. Życie stało się ciągłą chęcią podobania się Chrystusowi. Oczywiście chęć to jedno, a grzeszna natura to drugie – lecz trzeba walczyć..
      Jeśli coś robię to (gdy o tym nie zapomnę) staram się mówić, że robię to w Imię Boga Zastępów, lub Za Grzechy nasze i świata całego. Wtedy ustępuje zniechęcenie, lęk, a powstaje zapał i zaangażowanie, bo robię to wtedy dla Boga, nie dla siebie.
      Jak widzisz, życie po takim przyjściu jest tęsknotą, bo wiesz, że tylko On może Ciebie wypełnić, zakleić tę wielką dziurę w sercu , która nazywa się miłość.
      Uwierz mi, wiele osób odsunie się od Ciebie, uznając za wariata. Czy jesteś na to gotowa?
      Inne karzą poddać się Tobie badaniom prowadzonym przez Kościół (choć to :przyjście” nic nowego nie wnosi do Doktryny Kościoła, nie objawia nowych prawd i przepowiedni). Wzmaga nieraz uczucie pychy, że do Ciebie przyszedł, uratował, a innych nie. Czy jesteś gotowa walczyć z tym śmierdzącym grzechem?
      Jeśli zaczniesz czynić dobro, (bo, po spotkaniu z Bogiem=Tatą, chcesz być do Niego podobna) zaraz dostaniesz po głowie od kudłatego, inspirującego ludzi (a przez lata nie odczuwałem jego obecności, istnienia). Zaczną Ciebie opluwać, obmawiać, wyzywać od nawiedzonych wariatów, katoli, moherów, pislamistów…A Ty za nich musisz się modlić, ofiarować, wybaczać…wiesz jakie to trudne? Obyś była na to już gotowa.
      Jeśli w rodzinie powiesz, że chciałabyś być świętą, zaraz zaczną Ciebie „ściągać na ziemię”
      Świętym? No pobożnym, nie robić innym złą, ale od razu świętym? No, bez przesady. Czy w naszej rodzinie był święty? Widzisz, nie było, a ty marny chcesz nim zostać. Księża w głowie tobie przewrócili. Ty szydzącym, musisz odpowiedzieć. A ja muszę być świętym i będę. Gotowa Jolu ? Zaczniesz kochać Jego bardziej niż żonę, matkę, własne dzieci, siebie. Nadal chcesz?
      Jeśli naprawdę, chcesz Jego spotkać (a chciałbym, oby tak było), szukaj Jego w Piśmie i Kościele – tak mi powiedział. A jest to prawdą.
      Jeśli nadal chcesz spróbuj Ja znalazłem Jego, także w Kościele :
      Pomimo „nawrócenia”, bardzo ciężko było mi uwierzyć, że pod postacią Najświętszego Sakramentu jest obecny-ukryty Pan Jezus. Moją siłą, wręcz było to niemożliwe.
      Wiem, księża powtarzali, że Jezus Tam jest i Katechizm o tym traktuje. W kościołach wierni padają na kolana z wdzięcznością, uwielbieniem, dziękczynieniem itp.
      A ja, klęczę nie czując, nie wierząc za wiele.
      Patrząc na Najświętszy Sakrament, modląc się nie odczuwałem takiej miłości jaką okazał mi Jezus podczas swojego przyjścia (ratowania mnie).
      Jednocześnie wiedziałem, że Pan powiedział mi, że znajdę Go w kościele i stąd szukałem Go także w Najświętszym Sakramencie.
      Lecz oprócz „błogostanu” „ spoczynku w Duchu” nigdy nie miałem w kościele odczucia Jego wielkiej miłości do mnie.
      Ostatnio na Mszy o uzdrowienia i uwolnienia, podczas Adoracji, kapłan powiedział, że aby ten kto nie wierzy, że pod postacią Najświętszego Sakramentu obecny jest Pan Jezus niech się pomodli słowami

      – wierzę Jezu, że możesz zaradzić memu niedowiarstwu.

      Wypowiedziałem w myślach tę krótka modlitwę.

      Kapłan podczas przechodzenia z Najświętszym Sakramentem wśród wiernych zgromadzonych w Kościele, co chwila zatrzymywał się i błogosławił.
      Kiedy zbliżał się do mnie (tego niedowiarka), zastanawiałem się jak powinienem się zachować, być smutnym jak inni, czy zamyślonym, może wesołym, że Jezus jest blisko, mimo, że mało w to wierze.
      Gdy kapłan błogosławił mnie Najświętszym Sakramentem postanowiłem, że będę uśmiechnięty i zadowolony.
      Będąc na kolanach, po chwili poczułem taką samą Miłość Jezusa do mnie, jaką odczułem kiedyś podczas Jego objawienia. Ta sama bezgraniczna, bezwarunkowa Miłość. Jedyną reakcją ciała i duszy na te Miłość znowu był płacz. Przy spotkaniu tak wielkiej Miłości chyba nie można inaczej zareagować, no… może ja nie potrafię.
      Płacz i wdzięczność za tę Miłość, za to że Jezus jest. Po prostu inaczej nie można. I w tym samym momencie przyszło, uczucie żalu, niecierpliwości, że się nie jest jeszcze z Jezusem na zawsze w niebie… na wieczność w Tej Miłości..
      Wiele osób chciałoby, aby Pan Jezus przyszedł do nich „osobowo” jak to uczynił w moim wcześniej opisanym świadectwie. Lecz chce wam zaświadczyć, że Jezusa osobowego, prawdziwego, kochanego, zmartwychwstałego, żywego, spotkamy także w Najświętszym Sakramencie. Jest to ta sama, Niepojęta, Bezwarunkowa, Wszechpotężna Miłość.
      Tych, którzy nigdy nie doświadczyli Miłości Jezusa Osobowego, nie wierzą w Jego osobową obecność w Najświętszym Sakramencie, zachęcam do stanięcia w tej prawdzie przed sobą samym i do modlitwy

      – wierzę Jezu, że możesz zaradzić memu niedowiarstwu

      po przyznaniu się do tego faktu, żadna kara mnie nie spotkała,
      wręcz przeciwnie….nagroda …realne przyjście Miłości, Żywego Boga, Jezusa.

      Moi drodzy jeśli zdecydujemy się na poszukiwania musimy szukać Jezusa, a na pewno Jego znajdziemy. Sam nam o tym mówił.
      Bez odczucia żywego Boga, nasza wiara będzie tylko szlachetnym systemem moralno- etycznym. Systemem w którym, będzie nam trudno wytrwać, a niekiedy może stać się to niemożliwe.
      Dopiero odczucie osobowego Boga, pewność Wielkiej Miłości Jezusa do Ciebie, do mnie, pewność, że Jezus chce mieć nas zawsze i na zawsze blisko… nadaje sens wszystkiemu.

      Tak więc, pragnij Jolu, a na pewno się spełni. Lecz nigdy tego pragnienia nie traktuj jako „miłej i ciekawej emocyjki” Tylko wiedz, że potem, jeśli powiesz -Działaj Panie jw moim życiu jak chcesz i co chcesz, Duch Święty wywróci Twoje dotychczasowe życie, zburzy szałas, altankę, który misternie kleciłaś, wywróci do góry nogami, oczyści, wyprostuje życia drogę „Narodzisz się powtórnie” i na gołej ziemi zacznie budować Świątynię Ducha Świętego…Pomodlę się, abyś pragnęła Jego i w pragnieniu nie ustawała.

      Ps.Ad robb – święta racja.

      • Anna EM pisze:

        A mnie nawrócił właśnie Jezus obecny w Najświętszym Sakramencie. Było to 15 sierpnia podczas procesji 11 lat temu. Od tej chwili początkowa euforia już mi minęła, ale pamiętam pierwsze dni po tym zdarzeniu, nawet żałowałam że nie umarłam, wszystko wydawało mi się takie pospolite A z monstrancji wylewała się Miłość.W jednej chwili zrozumiałam że Bóg naprawdę jest, i że On tam jest i że mnie kocha. Potem przez pewien czas coś mnie ciągnęło żeby czytać tylko religijne książki i oglądać tylko religijne filmy. Wszystko inne po prostu mnie nudziło.

    • Maggie pisze:

      Jolu, spróbuj przemienić zazdrość w skruchę z prośbą o pomoc w znalezieniu tej radości w Bogu, tak jak Krzysztof. Twoje łzy ze smutku, że jesteś jeszcze daleko, są drogą do przemiany i jak znak drogowy – a może się mylisz i to dar łez, źle zrozumiany? Pragnienie Boga może uświęcić, tylko ciesz się z tego, że komuś się powiodło, kiedy sama pragniesz tego samego.

      Nie toń we łzach, które zauważasz jako łzy zazdrości, lecz przemień te łzy i otwórz w takiej chwili swe serce i powiedz Jezusowi i Maryji o swoim pragnieniu, bo pragnienie bliskości Boga i radości/pogody ducha to nie grzech, a to czego doznał Krzysztof niech będzie rodzajem modelu/wzoru. Proś z pokorą i otwartością serca, z radością, że spotkałaś się świadectwem Krzysztofa i jego doświadczeniem; i jeśli nie możesz nadal pozbyć się zazdrości, to proś o pomoc również i w tym. Proście a otrzymacie, szukajcie a znajdziecie, pukajcie a będzie otworzone wam – przywołuj w modlitwie te obietnice i bądź wytrwała w pokornych(!) słowach, płynących z głębi twego serca.

      Też w ten sposób proszę i nie zauważyłam abym musiała walczyć z zazdrością, bo to innego rodzaju smutek, no i cieszy mnie szczęście bliźnich, a, że swoje troski i niepowodzenia uważam, za swoją własność, więc jako nędzny grzesznik, który nic innego nie posiada … ofiarowuję właśnie tą swoją nędzę.
      Kiedy czuję nagle przypływ błogości na sercu, wiem, że dobrze się modlę … ale jeśli nie, to się zasmucam, lecz trwam w modlitwie choćby „mechanicznej” z pragnieniem: aby była ona spotkaniem z Bogiem lub tak przyjęta.

      Pamiętaj Bóg jest wszędzie i w każdej chwili życia również i w Twoim oddechu tylko trzeba starać się czuć i kochać tą Jego Wielką Miłość i jaką On JEST. Jeśli mi coś nie wychodzi i się rozpraszam etc , to szczerze mówię o tym Bogu i przepraszam, dziekuję i proszę: kiedy uwielbiam,ze smutnym lub radosnym sercem (najczęściej smutnym, bo jestem daleko od Boga, choć On jest tak blisko mnie – do tego dochodzą sprawy i cierpienia bliżnich).

      Trzeba mieć nadzieję i mieć ufność, nawet prosić o ufność: w każdej chwili naszego życia. Nie bez powodu na obrazie Jezusa Miłosiernego, są wypisane słowa: JEZU UFAM TOBIE!, bo mamy je mieć zawsze przed oczyma, spoglądając na Jezusa.

      • krzysztof.. od świadectwa pisze:

        Maggie. Czytając Twój post, zauważam w nim wiele miłości i kobiecej delikatności.
        Ja, to tak bardziej po męsku stawiam sprawę :). Dlatego, też chcę przeprosić wszystkich czytających, jeśli moje słowa mogą niekiedy zranić. Są one pisane tylko po to, aby lekko wstrząsnąć czytelnikiem, obudzić. I „zmusić” do refleksji.

        • Maggie pisze:

          Krzysztofie, Twoje słowa nikogo nie ranią, są rzeczowe i otwierają oczy. Dziękuję Tobie, za odwagę i świadectwo. W dzisiejszych czasach ludzie milczą na temat Boga i Zbawienia i przywykli do milczenia a Twój przyklad dodaje odwagi i otuchy … bo to nie tylko temat dla … „mohairów”, jak w obraźliwy sposób chce się odciągać prawdziwych mężczyzn. Z przyjemnością czyta się Trylogię Sienkiewicza, gdzie prawdziwi mężczyźni i bohaterowie żyją wiarą.
          Niech Matka Najświętsza ma Ciebie w Swej Opiece.

          Jezus jest Panem!

        • krzysztof.. od świadectwa pisze:

          Odnośnie lęku, masz rację Meggie. Lecz lęk przed wyśmianiem, uznaniem za chorego katola, odrzuceniem, paraliżuje. Paraliżuje myśl, a właściwie bożek, którego mamy w sobie, a nazywa się „Co inni powiedzą ?”
          Jednak kiedyś trzeba się zebrać i stanąć „nagim przed światem”, wiem z doświadczenia, że to uczucie jest okropne – lęk i trwoga. Właśnie – Co inni powiedzą?
          Łatwo mi teraz to mówić. Choć i obecnie niekiedy ten wstrętny mały bożek, potrafi zatrzymać mnie w działaniu. A przecież moja „publicznością” są aniołowie, święci i Bóg. I to im mam się podobać, a nie ludziom.
          Tchórzyłem 4 lata, aż wreszcie powiedziałem dość. Niech obśmieją, ocenią, ale muszę powiedzieć, że Jezus żyje, kocha i przychodzi. Nie mogę dalej tchórzyć…On tyle zrobił dla mnie, to ja powinienem zrobić, to co mogę dla Niego i Jego Chwały.
          Ktoś spyta -Czy bolało ? Tak, bardzo.
          Jedni ludzie się odsunęli…ale pojawili się nowi.
          Ale czy było warto ? Odpowiem bez wahania. Warto.

  38. robb pisze:

    Jola Pan Bóg pragnie intymnej,bezpośredniej takiej tylko On i ty relacji.Świadectwo Krzysztofa przepiękne ale Bóg jest w taki sam sposób dostępny dla ciebie i każdego z nas.Przecież On jest Bogiem więc nie czekaj i mów do Niego ,On zawsze odpowiada.ZAWSZE.

    • Jola pisze:

      Tylko czy ja potrafię słuchać? ?? Jak usłyszeć słowa pochodzące od samego Boga??? Mętlik w głowie niesamowity…

      • krzysztof.. od świadectwa pisze:

        Jolu. Bóg nie jest kimś nieosiągalnym, żyjącym w chmurach. Jest w tej chwili obok Ciebie, w Tobie.
        Podpowiedź:
        Jeśli chcesz Jego usłyszeć. Słuchaj co mówią ludzie. Pomódl się, i jeśli nie słyszysz Jego głosu, myśli, nie czujesz natchnień. Powiedz Jemu o tym wszystkim, nic nie chowaj przed Nim dla siebie. Krzycz an Niego, płacz, wołaj itd, ważne, aby było to szczere. Nie mów co wypadałoby powiedzieć (jakąś Litanię, choć nie mam nic przeciwko nim), ale mów to co chcesz powiedzieć, co Ciebie boli. Bóg się nie obrazi. Być może wtedy będzie to najmilsza Bogu modlitwa serca.
        Jeśli chcesz zadaj pytanie. Jeśli odpowiedź, słowo lub natchnienie nie nadejdzie, słuchaj co mówią ludzie i/lub przeczytaj Pismo Święte.
        Na koniec dnia podczas modlitwy przemyśl co się dziś wydarzyło, co mówili ludzie w koło Ciebie i do Ciebie, jakie sytuacje Ciebie spotkały, (Bóg mówi przez ludzi, do ludzi, taki sobie sposób wymyślił). Co poruszyło Ciebie podczas czytania Pisma? Po wieczornej „analizie” często przychodzi odpowiedź, coś się rozjaśnia, napomina. Ważne, aby poddać się „rozmyślaniu” w ciszy. Bóg uwielbia ciszę i w niej chce mówić, zapraszać, spotykać się z Tobą. Tak, hmmm…… tylko On i Ty. Kocha Ciebie najbardziej na świecie. I nie ważne, że każdy kto go spotkał ma właśnie takie samo odczucie i pewność. Że jego najbardziej ;).

        • krzysztof.. od świadectwa pisze:

          Jak Bóg mówi przez ludzi. Z „praktyki” wygląda to tak.
          Wczoraj byłem z synem (ma 6 lat) na Mszy Świętej. Po Komunii modlę się, a on klęczy koło mnie. Modlę się miedzy innymi, aby być już z Bogiem w niebie. I ile jeszcze?
          Żadnej odpowiedzi nie ma.
          Nagle syn pyta się mnie: – Po co dzbanek z kranikiem tu jest (taki z wodą święconą). Choć przerwał mi modlitwę odpowiedziałem -Aby każdy, kto chce mógł tej wody sobie nalać i zabrać do domu.
          I w tej sekundzie przyszło zrozumienie. Że, jestem tu jeszcze po to, aby opowiedzieć o świecie i o Bogu mojemu synowi. I, że przerwanie naszych modlitw, z miłości do drugiego człowieka (jeśli ktoś, w tym czasie nas o coś prosi) jest miłe Bogu.

        • Sylwia pisze:

          Krzysztofie, czytając to co opisujesz na temat synka w Kościele, przypomniałam sobie coś ważnego. Kiedyś gdy byłam z córeczką w Kościele, było mi smutno z jakiegoś powodu i zapytałam w duchu : Panie czy ty mnie Kochasz? czy Jesteś ze mną gdy mi tak ciężko? nagle córeczka która siedziała koło mnie powiedziała : Mamo Kocham Cię i mnie przytuliła, mało tego chciała mi dać buziaka 😉 i teraz wiem że to właśnie przez nią Bóg mi powiedział że Kocha mimo wszystko, tak jak kochają dzieci bezgranicznie, bezinteresownie.

  39. krzysztof.. od świadectwa pisze:

    Tak Sylwia. Masz rację. W życiu katolika, nie ma przypadków, dziwnych trafów, zbiegów okoliczności.

    Jezu Ufam Tobie, bo zawiodłem się na sobie 😉

    • krzysztof.. od świadectwa pisze:

      Opowiadając swoje „rewelacje” o Bogu, czasami ludzie próbują prostować moje myślenie, że „odczucia, to nie jest wiara”.
      Myślę, że Pan pragnie, aby każdy z nas poczuł jego miłość, łaskę. Choć niektórzy mówią „Bóg to nie perfumy, aby Jego czuć”.
      Pewnie jestem taki „niewierny Tomasz”, choć On wcale nie był taki niewierny, bo mimo wszystko, jako pierwszy z Apostołów przyznał „Pan mój i Bóg mój”. I ta właśnie niewiara paradoksalnie przybliżyła go do „wyznania wiary „.
      Myślę (a raczej jestem przekonany), że Bóg chce robić w naszym życiu cuda i te małe i te większe. Chce być z nami stale, podobnie jak rodzic z małym dzieckiem.
      Cóż to za ojciec, który zostawia dziecko, wyjeżdża w dalekie kraje? I mówi :

      -Nawet do ciebie nie zadzwonię, „prezentów” nie będę tobie przysyłać, nigdy ciebie nie przytulę i nie powiem, że ciebie kocham, ale ty masz mnie kochać, dzwonić do mnie rano i wieczorem no i obowiązkowo w niedzielę, a ja będę tylko słuchał twojego głosu w słuchawce i milczał…jak będziesz to wszytko robił… to kiedyś ho… ho… ho… za 30-40 lat może będziemy razem i tobie to wynagrodzę, może będzie super.
      -To wiesz młody, będzie tobie bardzo ciężko, ale bądź dzielny,..
      Czekaj mów i pisz do mnie, ale ode mnie na nic nie licz, niczego nie oczekuj i nie waż się o nic prosić…

      Z całym szacunkiem, to jest ojciec?
      A nasz Bóg jest przecież Najlepszym Ojcem na świecie.

  40. krzysztof.. od świadectwa pisze:

    Maggie. Piszesz o milczeniu na temat Boga. Tak, to prawda.
    Czasami albo raczej prawie zawsze, podczas rozmów ze znajomymi na tematy ogólne, gdy wątek przechodzi na temat Boga, Jezusa, obserwuje dziwne zachowanie dyskutantów, dziwne spojrzenia i grymasy twarzy.
    Jakby chcieli powiedzieć „Uwaga” wśród nas jest nawiedzony „widzący”. A rozmowa tak jak szybko weszła na temat Boga, tak szybko z tego tematu ucieka.
    Przy kolejnych spotkaniach jestem traktowany jak niegroźny wariat, z którym na tematy religijne lepiej nie zaczynać rozmowy.
    Można z nim mówić o wszystkim: o chęci wygrania w totolotka, o planowanych wakacjach, o nowych zakupach, o samochodach, o dzieciach, rodzinie … byle nie o Bogu i Kościele.
    A paradoksalnie temat Boga, zbawienia jest chyba jedynym tematem, który wart jest poświęconego jemu czasu.
    Może powiecie:
    -Zmień znajomych.
    To by była nawet sprytna i miła ucieczka.
    Ale co to za sztuka być tylko z tymi, którzy nas rozumieją i mają to samo zdanie co my?
    Czyż właśnie tych znajomych, których mam nie dał mi Pan?
    Czy też Bóg się pomylił stawiając mnie obok nich ?

    Ale przecież, co to za trudność lubić tych co nas lubią ?
    Cóż za sztuka kochać tych co nas kochają ?
    Przecież i poganie to czynią.

    I życie, staje się najtrudniejszymi, darmowymi rekolekcjami, fundowanymi przez Boga. Bez dalekich wycieczek. Całkowicie za free.

  41. magda pisze:

    Mnie też za bardzo nie chcą słuchać (i to Ci bliscy)gdy trochę za długo ich zanudzam ? opowieściami o Bogu, charyzmatycznych kapłanach, moich duchowych ucztach. I mają dość gdy ja mam tyle energii, tyle zapału, by o tym wszystkim mówić,że nie mogę przestać….Boża miłość rozpiera mnie … 😀 Tak wiele bym chciała powiedzieć, przekazać, ale dla co niektórych za długo…

  42. krzysztof.. od świadectwa pisze:

    Może komuś też się rozjaśni.
    Dlaczego dobrzy cierpią?
    Bodaj czy nie przedwczoraj zadał mi ktoś to pytanie:
    – Dobrzy zazwyczaj cierpią, a złym się zazwyczaj dobrze powodzi.Gdzie tu sprawiedliwość?
    – Pan Bóg jest nieskończenie sprawiedliwy, prawda?
    -Tak jest.
    -Inaczej nie byłby Bogiem. – Więc Pan Bóg musi każdy dobry uczynek nagrodzić i każdy zły ukarać. Żaden czyn, żadne słowo, żadna myśl, nie ujdzie Jego sądu.A teraz czy jest na świecie człowiek choćby najgorszy, który by nic dobrego nie uczynił?
    – Takiego nie ma.
    – Każdy przecież czasem swój obowiązek dobrze wypełni, albo miłosierdzie okaże bliźniemu, albo coś innego dobrego przecież mu się trafi. Otóż jeżeli ten człowiek tak źle żyje, że po śmierci należy się mu piekło, kiedy mu Pan Bóg za to trochę dobrego zapłaci..kiedy?..
    – Na tamtym świecie.
    – Ależ tam tylko piekło go czeka.
    – Więc na tym..
    – Następnie czy jest jaki człowiek choćby najlepszy, który by nigdy nic złego nie popełnił?..
    – I takiego nie ma.
    – Słusznie, boć i sprawiedliwy ” siedmiokroć na dzień upada”. Jeżeli więc Pan Bóg chce ukrócić mu czyśćca, albo dać mu od razu niebo, gdzie nastąpi wyrównanie rachunków?
    -Aha, to tak..
    -Właśnie Pan Bóg okazuje szczególną miłość tym, których już na tym świecie karze, bo w czyśćcu jest tylko kara i długa, i ciężka, a na tym świecie przez dobrowolne przyjmowanie krzyzów jeszcze na większą chwałę w niebie zasługujemy; stąd tez przysłowie: „Kogo Bóg miłuje, tego biczuje”.
    Nie ma więc co zazdrościć tym ludziom złym, którym dobrze się powodzi; owszem powinni się oni bardzo bać, by to nie była już zapłata za trochę dobrego, które zdziałali.
    (ojciec Maksymilian Maria Kolbe, artykuł zamieszczony w Rycerzu Niepokalanej)

    • M. pisze:

      Właśnie, kiedyś usłyszałam czy też przeczytałam (nie pamiętam już), że jeżeli człowiek cierpi tu na ziemi, to moze to oznaczać, iż Pan Bóg chce, żeby po śmierci nie cierpiał (tj. żeby nie musiał cierpieć w czyśćcu, lecz żeby poszedł od razu do Nieba).

      • Monika pisze:

        Dlatego niektórzy Kapłani modlą się i wprost zachęcają nas, byśmy modlili się o czyściec już tu na ziemi, by był nam dany i „zaliczony” jeszcze za życia – ten przebyty na ziemi jest o wiele lżejszy niż po śmierci. Jeśli wiele wycierpimy już tu na ziemi, ofiarowując to cierpienie Bogu (a nie przeklinając to cierpienie i wszystkich dookoła), to tak jakbyśmy już ten czyściec mieli za sobą – to takie dorastanie do świętości, do nieba, do życia w bliskości Boga. Musimy uczyć się przyjmować z pokorą wszystko z Bożej Ręki. Można przejść czyściec na ziemi ale też trzeba o to prosić Boga, bo to jest Łaska.
        Któż jak Bóg!

        • Monika pisze:

          Nic tak nie przybliża do Boga jak właśnie cierpienie.
          Kiedy jest dobrze tak łatwo o Bogu zapomnieć.
          Znamy to z życia.
          A Niebo to bliskość z Bogiem, trwanie w Nim, nawet mimo cierpienia.

        • Maggie pisze:

          @Krzysztof: do tego co napisały @M i @Monika, dodałabym tylko, że NIE należy doszukiwać się Bożych Wyroków, bo to do niczego dobrego nie prowadzi.

  43. rafal.h pisze:

    Panie Krzysztofie. Kupiłem alkohol i w znakomitej większości go wypiłem, Jest jeszcze wcześnie lecz ja juz przygotowywałem się na wieczór a raczej na noc. Powziąłem decyzję rozstania się z tym ziemskim padołem tak jak Pan. Cały czas piję znaczy dzisiaj, bo normalnie to do tej pory cały czas pracowałem. Popełniłem w zyciu ogromną ilośc błędów, tak naprawdę przeogromną. Nie wiem dlaczego ale coś kazało mi zapytac google czy Bóg wybacza samobójcom. Wówczas jako drugi link wyskoczył Pański wpis. Czuję cały czas Chrystusa od kąd pamiętam. Wiem e jest na mnie wkurzony bo chciał abym głosił jego słowo ( dał mi ku temu wszelkie dary.). Lecz ja wybrałem baby. Wiem co znaczy wolna wola i dlaczego On w to nie ingeruje. Ale sprawił, ze nie trafiłem dobrze w zadnym wyborze partnerki. Teraz mam przechlapane. Jeśli Pan zagląda tutaj proszę o telefon – mój telefon przekaże panu Adminka. Mam przechlapane bo całe zycie czułem Jego obecność i Go ignorowałem. Myślę ze ma dla mnie specjalną pokutę. Przepraszam za język bo uzywam komputera który o Polsce nawet nie słyszał.

    • fornal53 pisze:

      Jeżeli go czułeś i czujesz to spójrz na jego serce. Spójrz na jego ogrom miłości i przebaczenia jakie ma dla Ciebie. Nigdy też nie zapominaj o sprawiedliwości naszego Pana, jeżeli to zrobisz to jaką masz pewność gdzie trafisz? Zwróć oczy ku Sercu Jezusowemu i Mamusi naszej.
      Dasz się tak łatwo kłamcy zmanipulowac i zgubić? To jest walka o duszę, walka o jakiej nawet nie śnisz. Do walki dzielny wojowniku! Za Maryję i Jezusa, ku Ojcu przedwiecznemu! Niech Archanioł Michał cię w tej bitwie wspomoże dla Chwały Boga Żywego.

    • Sylwia pisze:

      Rafał masz moją modlitwę +++

    • Maggie pisze:

      @Rafał: zły nie chce abym to napisała, bo wygasa mi IPad.
      Pamiętaj : JEZUS KOCHA CIĘ, On wie jakim jesteś i jak nabałaganiłeś,ale KOCHA CIĘ, również dla Ciebie i za Ciebie poniósł straszliwą Mękę i Śmierć na Krzyżu.

      TWOJE ŁZY ŻALU, że tak jest jak jest, skieruj je (!) do Jezusa, bo On przebacza i KOCHA NAWET TĄ JEDNĄ, ZAGUBIONĄ OWIECZKĘ. Powiedz mu: oto jestem, i proś o pomoc.

      Na obrazie Miłosierdza, nie bez przyczyny, Jezus polecił wypisać: JEZU UFAM TOBIE!

      Nie przez przypadek trafiłeś na tą stronę – ja też nie przez przypadek.

      Wierz mi, gdybym mogła wrócić czas, to nie wyjechałabym z Polski …

      Nie daj satysfacji złemu i nie załamuj się. Z Jezusem i Maryją, tak Maryją, a ich miłością, bo Ciebie KOCHAJĄ,możesz stanąć na nogi.

      Jeśli masz szansę, to pójdź do księdza egzorcysty DO spowiedzi, bo taki ksiądz ma doświadczenie i słyszał niejedną historię życia i jak się ludzie zagmatwali w różne sprawy. Albo idź do najbliższego, miejscem zamieszkania, kapłana do spowiedzi i tam otwórz swe serce i powiedz, w jakim stanie ducha i rozpaczy jesteś. W Niebie jest radość z każdego, pokornego grzesznika, z syna czy córki =dzieci marnotrawnych.

      Jezu Ty sie tym zajmij. Jezu, Maryjo, Józefie, kocham Was, chcę kochać Was jak to jest tylko możliwe dla człowieka, ufam Wam, ratujcie dusze …

    • Maggie pisze:

      @Rafał:
      Myślę, że Tobie NIE Krzysztof jest potrzebny, bo jego świadectwo, jest już odpowiedzią na Twoje pytanie. On sam, choć wyzwolony z beznadziejności, nadal się ściera ze złem, które każdego dnia Dobrem zwalcza, a jego świadectwo wprawia w złość rogatą bestię.

      Tobie potrzebny KSIĄDZ i SZCZERA ROZMOWA , jeśli nie w konfesjonale, to w warunkach zapewniających prywatność.

      Mam nadzieję, źe się nie spóżniłam z mymi myślami, ale IPad mi wariuje, gaśnie, mruga, od kiedy na innej stronie dałam riposty zwolennikom aborcji, protestu tego czarnego i profanacji bydgoskiej. Od paru dni prawie nie mam wejścia na WOWIT, wielokrotnie probuję, o różnych godzinach – to jest zemsta rogatego,jak wspomniałam.

      JEZUS KOCHA CIEBIE, nie rób nieodwracalnego głupstwa, decyzja kiedy kto ma umrzeć należy do Boga, a Ty jesteś TYLKO człowiekiem. PAN BÓG PRZEBACZA tam: gdzie skrucha i chęć zmiany oraz starania/walka wewnetrzna, jak u syna marnotrawnego wracającego do domu ojca. Przebacz też tym, którzy Ciebie zranili.

      Skoro trzeźwo potrafisz pisać, choć jesteś nietrzeźwy, to znaczy, że masz siłę i potrafisz się wziąć w garść.

      Jezu Ty się tym zajmij.

      • krzysztof.. od świadectwa pisze:

        Maggie masz rację. Każde dobro, musi zostać ukarane. Jedynie zawierzenie i pokora pomaga przetrwać.

        • Maggie pisze:

          @Krzysztof:
          Nie rozumie: „Kazde dobro, musi zostac ukarane” !????! – tego nie powiedzialam.

          Dobro moze byc doswiadczane(!) i czesto doswiadczanie „niepodziankami” w zyciu jest trudno zrozumiec … ale trzeba don podejsc, nie inaczej jak dane nam, po to: aby sie nie popadlo w pyche, aby sie wzmocilo, aby sie mialo dar cierpienia tzw wstawienniczego z milosci Boga i Blizniego – wiec zmagania sie z „przeciwnosciami losu”, sa raczej jak dopust Bozy dla postepu w dobrym, bo w slabosci sie szlifuje (pycha/zadufanie w samym sobie … sa np jak bakcyl narcyzmu, ktore mozna „zlapac” niepostrzezenie) .

          Pokora i zawierzenie, rzeczywiscie, sa najlepsza opcja – choc niekiedy trudna proba.

          Przypuszczm, Krzysztofie, ze to miales na mysli, uzywajac mowy o rzekomej „karze”.

          Bog jest Miloscia i Sprawiedliwoscia.

          IPad mi gasnie, wiec uzywam laptop bez „polskiej czcionki”

        • Monika pisze:

          „Każde dobro, musi zostać ukarane.” – Kto tak mówi? Kogo Ty Krzysztofie słuchasz?
          Te Twoje słowa Krzysztofie, to nawet nie półprawda ale totalne kłamstwo, to odwrócenie wszystkiego do góry nogami. To szatańska przewrotność myślenia, bo to właśnie diabeł chce, żebyśmy tak myśleli, żebyśmy wierzyli w takie słowa, że „Każde dobro musi zostać ukarane”. To zdanie aż razi swoją nieprawdą. Nie wolno tak myśleć.

          Czy myślisz, że Pan Bóg tak mówi albo powiedział coś podobnego kiedykolwiek?
          Czy wyobrażasz sobie, że Pan Jezus powiedziałby do kogokolwiek takie słowa i skupiał się na takim nauczaniu?

          Piszesz: „Chrystus przyszedł na świat dobrze czyniąc… Nikomu nic złego nie zrobił. I cóż Jego spotkało? Chrystus nie przyszedł po to, aby być zabitym.
          Gdyby celem przyjścia na świat była śmierć, zginąłby być może już jako młodzianek z rozkazu Heroda. Bóg nie chciał śmierci syna.”

          Skupiasz się Krzysztofie na śmierci, na karze i karaniu ale potrzeba patrzeć na całość, pójść dalej i widzieć Zmartwychwstanie – akcent powinien być postawiony na Zmartwychwstaniu, na Dobrej Nowinie, a nie na karaniu, wtedy i walka ze złem osobowym jest łatwiejsza. Nie wspominasz o Zmartwychwstaniu Jezusa i później każdego człowieka, bo po to przyszedł Jezus na świat, żeby owszem pokazać nam Ojca ale, żeby pokonać szatana, pokonać zło, w końcu pokonać śmierć i Zmartwychwstać do życia wiecznego. Trzeba też pamiętać o Słowach Jezusa: „JA I OJCIEC JEDNO JESTEŚMY”.
          Nie można nie dostrzegać tego, że Chrystus Zmartwychwstał naprawdę a tu wyraźnie brakuje tego w Twojej wypowiedzi, jakbyś tego nie dostrzegał albo zapomniał po co to wszystko. Gdy na chwilę to nam umknie lub w ogóle o tym nie myślimy, wtedy bardzo łatwo jest pobłądzić i skupić się na niewłaściwych sprawach czyli na złu, na śmierci i karze. A to Miłość ma być w centrum naszego życia, naszych myśli i czynów.
          Gdyby Chrystus nie zmartwychwstał, to śmieć byłaby daremna, jak i każda walka ze złem byłaby daremna.
          Nie wspominasz nawet o Zmartwychwstaniu tylko trwasz w przekonaniu, że za dobro – i to każde dobro – musi spotkać nas kara. Cóż za pesymizm niewypowiedziany?
          Piszesz tak jakby każda kara i śmierć była jakąś ścianą. A co ze Zmartwychwstaniem?
          Czy to nie jest najważniejsza Dobra Nowina?

          Jakiś kapłan powiedział, że skupianie się na złu, oddaje mu część – skupianie się, czyli skupianie swoich myśli, swoich zmysłów, w tym oczu, zwłaszcza długie koncentrowanie się na złu, są jak trwanie w nim a nie w Bogu. W każdym razie osobowemu złu nie można więcej czasu poświęcać niż samemu Bogu. Byłaby to wtedy kontemplacja zła.
          A diabłu przecież o to właśnie chodzi. Na egzorcyzmach, jak mówią księża egzorcyści, on się wydziera i rzuca, próbuje ratować się jak może, bo próbuje odwrócić uwagę od Boga i od modlitwy, czyli od rozmowy z Bogiem – robi wszystko, by właśnie odwrócić nasz wzrok od Boga. To diabeł ryczy ze wściekłości na egzorcyzmach do Kapłanów: zniszczę Cię, zrobię Ci to czy tamto i wymienia, rozniosę…, zabiję Cię.

          Któż jak Bóg!

        • Monika pisze:

          Gdy przeczytałam to zdanie mężowi, że „Każde dobro, musi zostać ukarane.”i zapytałam co o tym myśli, to powiedział tylko jedno: co za brednie?

        • Monika pisze:

          Wkradł się błąd. Powinno być: gdyby Chrystus nie Zmartwychwstał, to Jego śmierć byłaby daremna…”
          A tak śpiewamy: otworzył śmierci wrota”.

  44. krzysztof.. od świadectwa pisze:

    Rafał. W takie sytuacji pomyśl, powiedz, krzyknij Jezu ratuj. Wybacz, ale nie wierzę, aby Jezus był wkurzony na Ciebie. Co najwyżej, może płakać razem z Tobą.
    Słuchasz Rafał nie swoich myśli. Ty myślisz, że to co myślisz jest „Twoje”. Zły potrafi myśleć w Twojej głowie. Wyrzucać, potępiać siebie, pokazywać jako niegodnego dla Chrystusa.
    Krzycz -JEZU RATUJ. Sam z tym nie wygrasz (zdobądź się na pokorę i prośbę o pomoc). Żałuj za grzechy z miłości do Jezusa. A jak nie żałujesz, to chociaż stań w szczerości i ..żałuj, że nie żałujesz (to już ostatnia „deska ratunku” żalu jaką znam).
    Piszesz o grzechach. Każdy z nas, a ja na pewno, byłem grzesznikiem, jestem grzesznikiem i będę grzesznikiem, może i większym od Ciebie. Ale, to nie istota nasze wiary.
    Istotą jest, że Chrystus przyszedł dla nas, dla grzeszników …nie dla świętych. Sam stał się jednym wielkim grzechem (wziął na siebie Twoje i moje winy i kary) I to właśnie my mamy większe prawo do miłosierdzia i łaski. Mimo, że będziemy grzesznikami, możemy kochać Jezusa. I nadawać się dla Nieba. Święci źle zaczynali….ale dobrze kończyli. I Ty jesteś dobrym materiałem na niego. Tak Ty.
    Św Paweł „dyszał żądzą zabijania” zabijał chrześcijan …… i został świętym. A Ty ze swoimi „babami” i złymi wyborami miałbyś się nie nadawać? Nie przechwalaj się 🙂
    Nie patrz na grzechy. Patrz na Jezusa…..wpisz w google obraz Jezusa Miłosiernego i patrz i patrz i patrz..
    Każdy, kto ma życzenie może pisać śmiało toysstory@wp.pl z pewnością odpowiem. Mój czas nie jest (mój) dla mnie, ale dla drugiego człowieka. I oby Twój czas, był dla innych.
    Trzymaj się Jezusa.

    • krzysztof.. od świadectwa pisze:

      Im dłużej od ostatniej wizyty w konfesjonale, tym większa pewność o naszej bezgrzeszności. Większa pewność o naszej świętości. Łatwiejsze usprawiedliwienie się z naszych grzechów. A niekiedy nawet grzech jawi się jako konieczność, bez możliwości wyboru.
      Przy próbie zbliżenia się do spowiedzi świętej, powstaje uczucie dyskomfortu, strachu, wstydu. Jakże często te uczucia zastępowane są wymaganym i pożądanym żalem za grzechy.
      Taka jest robota złego w nas,aby nie dopuścić nas do Boga. Robota subtelna, niekiedy niedostrzegalna. Tak jest i chyba będzie do końca, bo to jest jego praca, a on przecież w niszczeniu, tłamszeniu, potępianiu, zniewoleniu, nie ma sobie równych.
      Decyzja o spowiedzi to walka, na którą trzeba się przygotować. Przygotować się, że takie myśli w naszej głowie będą. Będzie strach, będzie wstyd, będzie odwlekanie, będzie samousprawiedliwianie, będą myśli, że inni czynią gorzej od nas, że i tak kiedyś po spowiedzi znowu zgrzeszę. Niekiedy może przyjść takie zaciemnienie umysłu, że nie widzimy nic złego w naszym postępowaniu, nie widzimy grzechu, nie czujemy jego smrodu.
      Jednym z wyjść jakie jest mi bliskie to pomoc dusz czyśćcowych, świętych i Ducha Świętego.
      Dusze czyśćcowe i świętych proszę o odwagę a Ducha Świętego, aby przygotował mnie do spowiedzi, pokazał wszystkie grzechy z których powinienem się wyspowiadać, dał łaskę żalu. Następnie, to prośba do Ducha Świętego o prowadzenie mnie podczas spowiedzi.
      Lęk, który cały czas jest podsycany przez złego, ustępuje dopiero w chwili wypowiedzenia grzechów publicznie, choć publiczność niezbyt liczna tylko kapłan i Chrystus.
      Później często jest zdziwienie, że tak łatwo, tak szybko, tak bezboleśnie, dlaczego tak długo odwlekałem?
      Wielka wdzięczność za miłość i miłosierdzie Chrystusa.
      Następuje również uświadomienie sobie, że On cały czas mnie kocha, nawet gdy jestem w grzechu. To grzech często nie pozwala mi tej miłości odczuwać. Sam staje do Niej plecami.
      Przekracza to moje pojmowanie. Jak można tak kochać?
      Ja Boga zabijam, a On z czułością, delikatnością i miłością mówi:
      -wybaczyłem, wybaczyłem. Kocham Cię.
      Jak ja mam się nauczyć takiej miłości? No, nie da się. Tak, po ludzku się nie da.
      Lecz gdy poproszę, aby On żył we mnie (i robił co On chce i jak chce), będę wtedy kochał innych ludzi Jego miłością, nie tą marną, swoją.
      Następnie to już krok od uświadomienia sobie co Chrystus zrobił dla mnie.
      Czyli świadomość, że On widział wszystkie moje grzechy będąc przybijanym na Golgocie. Nawet tam nie odwrócił się ode mnie, tylko powiedział:
      -Biorę to na siebie, daj jeszcze więcej, więcej, wszystkie (-Pragnę)
      Zdaje się mówić :
      -Jestem cały Twój a Ty Mój.

      Jak wtedy można nie oddać swojej wolnej woli (swojego – bo, ja tak chcę, Bogu) Swojego życia?
      Skoro On niewinny, oddał mi swoje.

      • Maggie pisze:

        Decyzja o spowiedzi … wiaze sie z walka, prowadzaca do pokory, do WIELKIEJ POKORY wobec wlasnej grzesznosci i ZALU i WSTYDU za grzechy. Kaplanowi mozna na poczatku i raczej trzeba powiedziec o tej walce i o przeszkodach na drodze do konfesjonalu, o walce, ktora zakonczyla sie: padnieciem na kolana w konfesjonale – i wowczas nic nie kusi aby cokolwiek zataic.

        Jezus widzi i rozumie, co sie dzieje w ludzkim sercu.

  45. krzysztof.. od świadectwa pisze:

    Maggie. Śpieszę z wyjaśnieniem i rozwinięciem myśli.
    Chrystus przyszedł na świat dobrze czyniąc. Godzinami uzdrawiał, leczył, karmił. Nikomu nic złego nie zrobił. I cóż Jego spotkało? To nas w mniejszym czy większym stopniu nie spotka, oszczędzą? Kto chce iść Jego śladami ( a katolicy chcą tzn powinni chcieć) musi to przyjąć, że tak będzie.
    Chrystus nie przyszedł po to, aby być zabitym. Przyszedł po to, aby nam objawić Ojca. I aby świat zobaczył jak On kocha Ojca.
    Gdyby celem przyjścia na świat była śmierć, zginąłby być może już jako młodzianek z rozkazu Heroda. Bóg nie chciał śmierci syna. Choć często taka logika wkrada się nawet w katolickie myślenie. Śmierć nie była celem ale skutkiem działania złego poprzez ludzi oraz wielkiej i bezkompromisowej miłości Jezusa do Ojca i ludzi (w skrócie to właśnie to myślenie jest mi bliskie).
    Ziemia jest królestwem szatana- to wiemy. Skoro w tym królestwie, ktoś postępuje niezgodnie z jego wolą, naturalna rzeczą jest, że musi dostać po głowie. I to niekiedy dosłownie.
    Z reszta spójrzmy na świętych. Każdy człowiek próbujący czynić dobro, prawy, wcześniej czy później spotka się z jego (złego) sprzeciwem, bo widzi, że ktoś mu zaczyna mieszać w jego planach.
    Dla niedowiarków: Proszę od jutra rana być szczerym, bezkompromisowym, pełnym miłości i prawdy. Nie minie południe a spotkacie się jego kontrą i atakiem ludzi na was, często nie tylko słownym.
    ” Jesteśmy akceptowani, jeśli bezproblemowo „wtapiamy się” w otoczenie. Każdy, kto „odstaje” bywa często „przykracany”. Nie ominęło to nawet Jezusa. I trzeba się do tego przyzwyczaić.
    Jednocześnie świat bardzo potrzebuje ludzi wyróżniających się w swojej dobroci. Każdy człowiek wyróżniający się dobrocią, którego nie udało się nikomu „przykrócić”, chociaż jest na ogół odrzucany, to jeśli wytrwa przy swoim, zaczyna bardzo przyciągać innych, choć niekiedy dopiero po śmierci”.

    • Maggie pisze:

      @Krzysztof:
      Jezus Chrystus przyszedł nie tylko by ale dokonał tego, że zwyciężył śmierć i szatana. Tu NIE można mówić o ukaraniu Jego, bo On dobrowolnie (!), przyjął na Siebie dla Odkupienia/Zbawienia ludzką grzeszność, kiedy z Miłości, w Ogrójcu, zgodnie z Wolą Ojca, przyjął straszliwą Mękę.

      Oprawca/kat posługujący się rzekomym prawem, czyni bezprawie, a zbrodnia, pod jakimś pretekstem ubrana nawet „w piórka paragrafów”, jest zbrodnią na Niewinnym, nie zaś wymiarem sprawiedliwości. Zbrodnia nie jest karą, bo sama podlega karze. Zbrodnia jeśli ma być jakimś wymiarem, to jest tylko (!) wymiarem niesprawiedliwości – dlatego nie można mówić o karze, lecz co najwyżej o dopuście.

      Chyba teraz zgodzisz, się z mym tokiem myślenia, że nie można mówić o ukaraniu Dobra, w przypadku pastwienia się nad Dobrem. Dobro w Oczach Boga zwycięża.
      W życiu, bardzo często Dobro nazywa się naiwnością, a nawet głupotą … ale taki punkt widzenia podsuwany jest przez ojca kłamstwa, aby ludzie odwracali się od Dobra i za złem podążali.

      • krzysztof.. od świadectwa pisze:

        Hmm …dalej sądzę, że szatan każe swoich przeciwników (jak sądzę, Ty myślałaś o karze Boskiej za poczynione prze człowieka dobro).
        Trudno, aby zły ich wspierał i pomagał.
        Inną sprawę jest, że przyjęcie tego ukarania ( z dopustu Bożego) i nie zaparcie się Boga, Jego woli, staje się naszym kolejnym klejnotem w koronie chwały.
        Myślę, że każdy kto dobrze czyni, doświadczy działania przeciwnika na swojej skórze. I na tą walkę powinniśmy być przygotowani.

        • Maggie pisze:

          Tak Krzysztofie, szatan niszczy przeciwników, chce też wielu z nich skaptować dla siebie ale także niszczy zaufanych popleczników – bo w dalszej perspektywie = wieczności.

          Na codzień doświadczamy „siniaki i kopniaki” i wówczas może np zachodzić sytuacja wychodzenia do kogoś z chlebem i w zamian … „odwdzięczenia” się nam kamieniem. Zły zaś manipuluje (!), aby w takiej sytuacji, ktoś zamiast, z godnością, przyjęcia lub odłożenia na pobocze drogi tego kamienia, odpowiedział „pięknym” za „nadobne” – ale dobrze, że nie ze wszystkimi(!) ta „sztuczka” mu wychodzi.

        • Maria z Warszawy pisze:

          Krzysztof, a kto tak pomieszał Ci myślenie? Gdzieś ty człowieku widział karę Bożą za dobro uczynione? Raczej proponuję byś przeprosił Pana Boga za to, co napisałeś.

  46. Maggie pisze:

    @Krzysztof, domyślam się, że z autopsji znasz „upominanie się” złego o to … co ze szpon mu się wyrwało – zwłaszcza, że bestia zwołuje swoich aby razem atakować. Jeśli jest cisza, to tylko okres pozornej ciszy, bo Ewangelia ostrzega, że on krąży non stop, patrząc … aby pożreć w jakimś momencie. Nie można „spocząć na laurach”.

    Czasem dokonuje on tego … przez bliskie nam otoczenie lub nawet osoby, które raniąc, są jakby narzędziem, a wszystko po to … aby wyprowadzić tylko na manowce tych co są już na prostej drodze tj kroczą, stoją lub czołgają się na niej.

    Z Maryją i Jezusem oraz przy pomocy Wszystkich Świętych, Błogosławionych i Sług Bożych, łatwiej nie dać się zbić z tropu, zwłaszcza jeśli w zanadrzu mamy pokorę, ufność i miłość Boga i bliźniego oraz przebaczenie dla krzywdzicieli i atakujących nas.

  47. Krzysztof.. od pisze:

    Maria z Warszawy. Jak trudno kochać…. i nieczytających ze zrezumieniem rad wysłuchiwac.
    Krzysiek ..ze wsi.
    Dziękuję za lekcję miłości.

    • Maria z Warszawy pisze:

      Krzysztof, wiesz co, słowo Boże ma naprawdę wielką moc i warto go używać z wiarą
      dla Ciebie:
      „Nie umrę , ale będę żył i opowiadać będę dzieła Pana”
      „Dobry jest Pan, ostoją jest w dniu ucisku;
      On zna tych, którzy mu ufają”.
      zastosuj a nie zawiedziesz się

  48. Maggie pisze:

    @Krzysztof: Maria nie z zarozumialstwa dodaje, że z Warszawy, ale, że jest i było już na tej stronie, mnóstwo jej imienniczek, to jest tak dla odróżnienia (!) … i dlatego myślę, że niepotrzebnie piszesz ironicznie i z przekąsem, żeś … ze wsi. Kto i gdzie się urodził lub gdzie mieszka, czy z jaką miejscowością się identyfikuje, naprawdę nie jest istotne.

    Przecież się tu nie kłócimy, ale wymieniamy poglądy i w ten sposób się wzbogacamy i oświecamy.
    Maria w skrócie napisała, to co sądzi, po przeanalizowaniu naszych wpisów. Uczyniła to w lakoniczny ale treściwy sposób, który może wydać się Tobie np szorstkim. Trochę w innej formie i bardzo przydługawo, pisałam o tym samym.

    Oznacza to jedno, że jesteś w niebezpiecznym okresie, kiedy zaczynasz zbytnio ufać samemu sobie, a ufać można TYLKO i wyłącznie Jezusowi – jeśli to naprawdę Jezus przemawia.

    Zły lubi zwodzić dusze miłe Panu Bogu, i może udawać i kopiować, więc nie obrażaj się na naszą czujność, bo nikt tu Ciebie atakuje. Każdy jest wdzięczny za Twoje wspaniałe świadectwo i właśnie dlatego, szczególnie dlatego (!) musisz uważać, aby nie popaść w samozadowolenie – spójrz jak św.siostra Faustyna albo śp.Alicja Lenczewska rozmawia z Jezusem i jakimi marnymi się obie czują. Nie są wolne od ataków złego czy zwątpienia, ale ratuje je pokorna ufność i miłość i ostrożność.

    Nie jestem żadną wyrocznią, i wiele się nauczyłam przebywając z WOWIT’ami, do których Ty również należysz. Musimy się bronić przed podstępnym rogatym i wspierać modlitwą oraz wymianą zdań, bez obrażania się na kogokolwiek.

    Nie przekonałeś mnie, że Dobro można ukarać, ani że Jezus był ukarany, a po naszej korespondencji, myślę, że może zobaczysz, że może … tylko (?), użyłeś złych sformułowań, użytych niezgrabnie, a nie dlatego, że rzeczywiście tak myślisz i, że się trochę zaplątałeś w labiryncie słów, niepotrzebnie, dźgając szydłem Marię.

    Przyznać do błędu, czy gafy etc to nie wstyd, ale wręcz przeciwnie, to odwaga i roztropność ..
    Nie musisz się tłumaczyć, ważne abyś zobaczył sedno sprawy i skorzystał z uwag, tak jak my korzystamy z Twego świadectwa.
    Niech Matka Najświętsza ma Ciebie w Swej Nieustannej Opiece.

    Jezus jest Panem!

    • Maria z Warszawy pisze:

      Maggie, kochanie, dziękuję za wsparcie. Nica używam od 2012 r i nie mam zamiaru go zmieniać, bo ktoś ma dziwne skojarzenia ( zresztą mnie tez uczestnik konwersacji zaczyna się kojarzyć niezbyt pozytywnie). No cóż zagadką jest to że zawsze prawda w oczy kole (porównaj odpowiedź na Twój wpis z 3.11.16 godz.9:13).Więcej nie dodam, bo nie chcę awantury.

      • Maggie pisze:

        Mario, ja też nie chciałam i nie chcę, aby się zaogniło. Ty w dwóch zdaniach napiszesz to, co ja na parę godzin czytania wymęczę.
        Nie wierzę, że żyję po to, aby mnie na przemian Pan Bóg, albo szatan … „karał”. Wygląda, że drasnęłaś czyjeś Ego … formą, mającą być bodźcem służącym weryfikacji (!) pojęć, a NIE biczem, jak to opacznie zrozumiano. Spójrz: ile trudu włożyła Monika, więc nadzieja, że będzie dobrze, bo całe życie wszyscy się uczymy.

        • wobroniewiary pisze:

          „Ten świat” nas nie zrozumie, ale my katolicy powinniśmy chyba dobrze rozumieć wartość i rolę cierpienia.
          Krzysztofie, jedna ze Świętych (nie mam teraz głowy, za 3 godz pogrzeb) powiedziała, że jeśliby mogła wrócić na ziemię, to tylko po to, by jeszcze więcej cierpieć i zebrać więcej pereł do swego wieńca

        • mariaP pisze:

          @wobroniewiary
          …my katolicy powinnismy 😊
          Wlasnie przegladam poraz ktorys „Jezus , Krol Milosci”, Ojca Mateo ,
          a tam slowa :
          Swieta Teresa utrzymuje, ze trzy czwarte modlow , zanoszonych do Boga , daloby sie strescic w slowach
          ” od Krzyza i cierpienia , wybaw nas , Panie !”
          Zawiodlo przedszkole ?
          Czy Rodzinka?

        • 23 Potem mówił do wszystkich: „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje!
          http://www.nonpossumus.pl/ps/Lk/9.php

  49. krzysztof.. od świadectwa pisze:

    Ok. Temat może na inne forum lub nowy wątek.
    Lecz wypowiedzi ad presonam typu „kto tak pomieszał Ci myślenie” zamykają pole do dalszej wymiany poglądów. Tym bardziej, że jest to karą Boską, nigdy nie pisałem.
    Maggie. Nie zamierzam dalej przekonywać, że dobro jest karane na tym świecie. Dla mnie to oczywista oczywistość, wystarczy popatrzeć na świętych. Czy zostali oni zabici za czynienie dobra czy zła? Ale to już niech każdy sobie sam odpowie.

    • Monika pisze:

      Krzysztof, cierpienie jest Łaską, męczeńska śmierć także, choć nie każdy to rozumie – bo po ludzku to właśnie jest niepojęte.
      Ile osób jest w stanie pojąć, że cierpienie jest Łaską? Że z tego wypływa jeszcze większe dobro. Tam, gdzie ukazał się i wzmógł się grzech, tam jeszcze bardziej rozlała się Łaska.
      Czy nie jest Łaską od Boga śmierć męczeńska Świętego Księdza Popiełuszki czy Świętego Maksymiliana Marii Kolbego? – to Wielka Łaska a nie kara – to konsekwencja ich całego życia, świadectwo także dla nas i przyszłych pokoleń ich życia, które zmierzało tylko do jednego celu, w jednym kierunku – do Boga samego. Nie jest to przypadek.
      A nie jest to Łaska tylko dla danego Świętego ale dla całego Narodu i jest dla nas przykładem niedościgłego heroizmu z miłości do Boga i z miłości do bliźniego.
      Wzór niedościgły – a jeśli, to z pewnością dla niewielu.
      Choć szukanie Woli Bożej w każdej sytuacji i wypełnianie Jej jest obowiązkiem każdego z nas – wierzących.

      • Monika pisze:

        To diabeł karze, gnębi, straszy, napawa lękiem, powoduje choroby i stosuje wszelkie niegodne taktyki, najwymyślniejsze podstępy, tortury cielesne, psychiczne i duchowe w życiu człowieka – już tu na ziemi i potem konsekwentnie w piekle.
        A Pan Bóg ratuje nas nieustannie z niewoli zła, z grzechu, z choroby, ze śmierci, wynagradza. Pozostawia nam wciąż wolną wolę, kocha nas bezgranicznie i w sposób jedyny, niepowtarzalny, i nie narzuca się na siłę jak robią to dzieci tego świata.
        Dla naszego uświęcenia, dla zbawienia naszej duszy Pan Bóg dopuszcza niekiedy to bezwzględne działanie siły diabła ale nie po to, by nas zatracić, zniechęcić czy przestraszyć ale właśnie by nas zbawić, pobudzić do życia czyli do miłości i uwolnić od karzącej siły złego, od krzywdy zawinionej czy niezawinionej. Ale i tak w końcu zły przegrywa, choć nie ustaje w swym bezlitosnym i podstępnym działaniu – nie może być inaczej – on zawsze przegrywa, tak jak zawsze kłamstwo wychodzi na jaw.

        Pan Bóg działa z mocą a diabeł tej mocy nie posiada – posiada tylko siłę i podstęp jak mówi O. Witko i stosuje ją wobec nas. A jego narzędziem jest kłamstwo – on cały jest z kłamstwa i nie ma w nim prawdy.
        Jeszcze dodam, że jeśli popadliśmy w niewolę złego, i odsunęliśmy się od Boga, to my sami odchodzimy a nie Pan Bóg od nas i często właśnie my sami siebie karzemy. To tak jakbyśmy sami sobie wymierzali karę, która jest tylko konsekwencją – robiąc różne głupoty, nie idąc do spowiedzi, nie pokutując, nie wynagradzając, nie dziękując za wszystko Bogu, kłamiąc innym i oszukując nawet siebie – a zamiast tego stajemy się narzędziami w jego (złego) rękach. Dla przykładu, dajmy na to, wsiadając po pijanemu do samochodu i narażając życie swoje i innych a czasem także zabierając to życie innym w wypadku lub gdy jeden człowiek we wzburzeniu i nieopanowaniu odbiera życie drugiemu mordując go cieleśnie lub słowem. Konsekwencją morderstwa, nawet tu na ziemi jest więzienie, więc taki człowiek trafia do więzienia ale najpierw wpadł w sidła szatana, popełnił grzech a konsekwencją jest niewola. Z niewoli grzechu tylko Jezus może człowieka wyrwać. Ten przykład z pijanymi kierowcami wcale nie jest tak odległy, bo patrząc na statystyki, to w tym roku zatrzymano ponad 1000 pijanych kierowców w czasie tylko kilku dni gdy odwiedzaliśmy groby zmarłych. W akcji „Znicz 2016″, na polskich drogach doszło do 534 wypadków, w których zginęło 49 osób, a 654 zostały ranne. Policjanci zatrzymali 1363 nietrzeźwych kierujących. Takie są realia.

        Przemiana czasami zaczyna się niepozornie – gdy np. mocno postanowimy wreszcie sobie i Bogu, że odtąd, żeby nie wiem co się działo, nie będę nigdy kłamał. To jest jakiś początek. To może okazać się trudne i będzie trudne, bo są i tacy, którzy nawet kilku minut bez kłamstwa nie dają rady wytrzymać – także od słuchania kłamstw, które mają jeszcze za prawdę (także w telewizji, która w tym przoduje).
        Trzeba też zacząć wierzyć w to, że Pan Bóg w tym dopomoże i wszyscy Święci, i dusze czyśćcowe, za które się modlimy – i nawet jeśli uda się wytrwać, to nie należy przypisywać sobie tej zasługi. My tylko podejmujemy na początku tej nowej drogi decyzję, wybieramy za kim chcemy pójść, a jej wykonanie, realizacja nie należy do nas, choć robimy co w naszej mocy ale bez Bożej pomocy nic byśmy nie mogli zrobić – nie łudźmy się.

        Nie oceniajmy Boga przez dociekanie dlaczego dzieje się tak a nie inaczej, gdy jakaś krzywda kogoś spotyka, bo może okazać się to największą Łaską.
        Nie badajmy dlaczego akurat takie a nie inne są wyroki Boskie – każdy z nas jest człowiekiem a nie Bogiem by to oceniać i osądzać.
        Pan Bóg jest Miłością ale i tajemnicą niezgłębioną – Jego Imię: JESTEM KTÓRY JESTEM i choćbyśmy się nie wiem jak starali, to nie zgłębimy nawet w małym procencie co i dlaczego się dzieje w życiu pojedynczego człowieka albo i w świecie.
        Zostawmy to Bogu – skupianie się nad badaniem dlaczego taka Wola Boża a nie inna nie jest pokorą. Nie stawiajmy się nigdy w miejscu Boga – to podstawowa zasada.
        Trwajmy w Bogu ale nie starajmy się być Bogiem.

  50. krzysztof.. od świadectwa pisze:

    Monika. Chyba wkradł się błąd, gdy pisałaś o łasce cierpienia.
    Piszesz, że cierpienie jest łaską. Chyba lepiej napisać, że cierpienie może być łaską.
    Bo, Bóg przecież nie cieszy się patrząc na katowane dzieci, czy bite żony.

    • Monika pisze:

      WARTOŚĆ CIERPIENIA
      Pamiętaj, że niczym tak nie okażesz Bogu miłości, jak chętnym znoszeniem cierpień dla Niego. Św. Jan od Krzyża słusznie nazwał cierpliwość córką miłości. Cierpienia są dla nas wielkim zaszczytem, bo czynią nas podobnymi do Króla boleści, Chrystusa. Są bogatym zyskiem, bo są klejnotami przyszłej korony, którą nas Pan kiedyś uwieńczy. Jeżeli zaś krzyż dotkliwie cię przygniata i pragniesz ulgi lub ochłody, szukaj jej u najsłodszego Zbawiciela; u Pocieszycielki strapionych, Maryi; w modlitwie; w Komunii świętej, bo ona jest Chlebem mocnych i manną słodkiej pociechy.

      Cierpienie jest źródłem łaski i życia, ale „nie wszyscy to pojmują lecz tylko ci, którym to jest dane” (Mt 19,11). Cierpienie jest nade wszystko błogosławieństwem mówi Pan Jezus: „błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni, błogosławieni, którzy cierpią prześladowania, albowiem do nich należy Królestwo Niebieskie” (Mt 5, 3.10).

      Postawa wobec cierpienia

      Życie człowieka nierozerwalnie połączone jest z Bogiem – Stwórcą. Wszystko więc co nas spotyka winniśmy rozważać w odniesieniu do Niego i Jego Zbawczego Planu.
      „Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem”(Łk 14,27), a w dzisiejszym świecie wielu jest ludzi, którzy kochają Jezusa i Jego Królestwo, lecz mało takich, którzy chcieliby dźwigać Jego Krzyż. Podobnie jak wielu jest spragnionych Jego pocieszenia, a niewielu którzy odważyliby się dzielić z Nim ból.

      Z pewnością wielu chętnie zasiadłoby z Nim do uczty, ale do postu chętnych brakuje. „Bywa przyjaciel, ale tylko jako towarzysz stołu, nie wytrwa on w dniu twego ucisku” – mówi Księga Syracha (6,10). Wszyscy chcą się cieszyć z Jezusem, ale nikt nie chce cierpieć. Wielu idzie za Nim do momentu łamania chleba, lecz niewielu aż do wychylenia kielicha męki. Wielu podziwia Jego cuda, a mało postępuje za hańbą krzyża. Wielu Go kocha dopóki nie zjawią się trudności. Wielu Go chwali i błogosławi, dopóki otrzymuje od Niego jakieś łaski. Gdy zaś Jezus się ukryje choć na chwilkę, skarżą się lub całkiem upadają na duchu. Kto kocha Jezusa dla Jezusa, a nie dla własnego zadowolenia, trwa blisko Niego i w męce – i w bólu serca, tak samo – jak w uniesieniu radości! A nawet gdyby Jezus nigdy nie zechciał zesłać mu pociechy i tak zawsze by chwalił Go i dziękował – bo tak wiele może czysta miłość do Jezusa (por. Tomasz a Kempis).

      „Przypatrz się wygasłym i zamkniętym oczom Jezusa – patrz na Jego rany. Wpatruj się w Jego Oblicze” pisała św. Terenia, ponieważ tylko tam zobaczyć można jak bardzo On nas miłuje. A jeśli ktoś szczerze miłuje Boga uczyni wszystko aby się do niego upodobnić – szczególnie w cierpieniu, które jest wyrazem najgłębszej miłości. „Oto Serce, które tak bardzo umiłowało ludzi, że niczego nie szczędziło, aż do wyczerpania i wykończenia się, by im dać dowody swej miłości”, powiedział Chrystus do św. Małgorzaty Marii. Dziś powtarza te słowa kierując je do każdego z nas. Zechciejmy zatem ze św. Katarzyną ze Sjeny odpowiedzieć Mu „in voglio” – ja chcę, pragnę zjednoczenia z Tobą Jezu, pragnę upodobnić się do Ciebie ukrzyżowanego, a więc oczekuję, że pozwolisz mi cierpieć – jak Ty cierpiałeś bo to czyni mnie szczęśliwą!Cierpienie to Boże powołanie, kto cicho niesie swój krzyż za Jezusem naprawdę jest wielki. Bóg nie zsyła cierpienia na słabych, ale na silnych w wierze, bo ich ogromnie miłuje i wie, że przyjmą postawę taką jaką przyjął Hiob. Nasze zasługi i doskonałości nie zależą przecież od szczęścia i radości ale raczej od umiejętności przyjmowania ciężarów i nieszczęść. Cierpienie jest źródłem łaski i życia, ale „nie wszyscy to pojmują lecz tylko ci, którym to jest dane” (Mt 19,11). Cierpienie jest nade wszystko błogosławieństwem mówi Pan Jezus: „błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni, błogosławieni, którzy cierpią prześladowania, albowiem do nich należy Królestwo Niebieskie” (Mt 5, 3.10).

      W obliczu cierpienia jesteśmy zobowiązani do dawania świadectwa, trzeba również pamiętać, że każde cierpienie ma sens zbawczy – prowadzi do pełni życia! Przyjęcie cierpienia duchowego czy cielesnego, w dużej mierze zależy od naszej wiary i wewnętrznego nastawienia. Dlatego nie powinno zabraknąć w naszym życiu modlitwy o zrozumienie wartości cierpienia, o otwarte serce i siłę woli do przyjmowania Krzyża, który Pan zechce na nas zesłać. Ojciec Pio mówił – ” Bóg zsyła cierpienie ale i siłę do dźwigania go ”

      Modlitwa człowieka, który doznał cierpienia – Pan Bóg nie wysłuchał jego modlitw, aby wzmocnić w nim wiarę:

      Prosiłem Boga o moc osiągnięcia powodzenia
      – uczynił mnie… słabym, abym nauczył się pokornego posłuszeństwa
      Prosiłem o zdrowie dla dokonania wielkich czynów
      – dał mi… kalectwo, żebym robił rzeczy lepsze
      Prosiłem o bogactwo, abym mógł być szczęśliwy
      – dał mi… ubóstwo, żebym był rozumny
      Prosiłem o władzę, żeby mnie ludzie cenili
      – dał mi… niemoc, abym odczuwał potrzebę Boga
      Prosiłem o towarzysza, aby nie żyć samotnie
      – dał mi serce, abym mógł kochać wszystkich braci
      Prosiłem o radość
      – a otrzymałem życie, aby móc cieszyć się wszystkim
      Niczego nie otrzymałem o co prosiłem
      – ale dostałem wszystko to, czego się spodziewałem
      Prawie na przekór sobie
      – moje modlitwy niesformułowane zostały wysłuchane”

      Panie Jezu, który z miłości do mnie wycierpiałeś tak wiele; w pokoju ducha i bez wahania oddałeś za mnie swoje cenne życie. Proszę Cię o łaskę znoszenia cierpienia z miłości do Ciebie i w pełnym zjednoczeniu z Tobą, by wszystko co mnie spotyka Tobie przynosiło chwałę i do Ciebie mnie przybliżało. Amen

      Za: http://www.milosierdzieboze.pl/cierpienie.php

    • Monika pisze:

      Na dowód, że to nie mój jakiś tam wymysł podam też, że tak mówił sam Bóg – a inne osoby to potwierdzają, np. Rozalia Celakówna, Święta Siostra Faustyna czy wspaniali kapłani, np. Ks. Mieczysław Piotrowski TCh
      http://adonai.pl/cierpienie/?id=89

      Nie marnuj skarbu cierpienia!

      Jeżeli spotyka Cię jakiekolwiek cierpienie, to pamiętaj, że natychmiast trzeba ofiarować je Bogu, jednocząc się z cierpieniem Jezusa na krzyżu. Wtedy cierpienie nie będzie Cię niszczyć, lecz stanie się tak wielką łaską „że nikt z ludzi tego nie pojmie dostatecznie, większą niż dar czynienia cudów, bo przez cierpienie dusza mi oddaje, co ma najdroższego – swą wolę” – tak mówił Pan Jezus mistyczce Rozalii Celakównie. Nic tak nie otwiera człowieka na Boga i nic go tak nie może przemienić jak bezinteresowny dar cierpienia. Dlatego niech nikt nie zmarnuje najmniejszej okazji do ofiarowania Bogu każdego cierpienia: fizycznego czy duchowego; szczególnie trzeba ofiarowywać Bogu wszystkie swoje kryzysy, bunty, zniechęcenia, wszystkie lęki i cierpienia fizyczne. „Modlitwą i cierpieniem więcej zbawisz dusz aniżeli misjonarz przez same tylko nauki i kazania” (Dz. 1767) – mówił Pan Jezus św. Faustynie.

      Aby ofiarować swoje cierpienie – to znaczy zjednoczyć się z cierpieniem Jezusa na krzyżu – można posłużyć się następującą modlitwą:

      „Jezu, Boski Zbawicielu, przez Niepokalane Serce Maryi ofiaruję Ci swoje cierpienia fizyczne i udręki duchowe, w intencjach Kościoła świętego, kapłanów, osób niewierzących, uzależnionych od alkoholu, narkotyków, pornografii, w intencjach redakcji Miłujcie się! i apostolstwa życia (można też dodać swoje intencje).

      Proszę, otaczaj opieką rodziny, by mocą Twej łaski skutecznie oparły się zasadzkom złego ducha. Rodzicom daj miłość i odwagę, aby przyjęli każde poczęte dziecko i by bronili życia aż do naturalnej śmierci. Młodzieży i dzieciom daj serca czyste, wolne od wszelkich uzależnień, gotowe pełnić Bożą wolę.

      Spraw, aby krzyż, który dźwigam, stał się dla mnie źródłem odwagi, wyzwolenia i mocy, aby cierpienie nie odebrało mi nadziei, by wiara moja nie gasła, a miłość nie ustawała. A kiedy nadejdzie kres mego życia, przybądź po mnie i zaprowadź mnie do swego Królestwa. Amen”.

      Jeżeli nie jesteś w stanie łaski uświęcającej, to wyznaj Jezusowi wszystkie swoje grzechy w sakramencie pokuty i przebacz wszystko wszystkim, aby do nikogo nie chować urazy. Jeżeli korzystałeś(-łaś) z pomocy wróżbitów, bioenergoterapeutów i innej maści okultystów, to pamiętaj, że dobrowolnie otworzyłeś(-łaś) się na działanie sił zła, łamiąc pierwsze przykazanie Boże. Niezwłocznie wyznaj ten grzech Jezusowi i radykalnie zerwij wszelkie więzy, które Cię łączą z tymi siłami.

      Ks. Mieczysław Piotrowski TChr

  51. Monika pisze:

    Każde cierpienie ma sens – ogromna to tajemnica
    Każde cierpienie ma sens – prowadzi do pełni życia.

  52. Maggie pisze:

    @Krzysztof:
    Przeanalizuj co Monika napisała o 10:31 … „bo po ludzku, to niepojęte”.

    Ciut inny wątek:
    Ileż to razy „dostajemy” czy spotykamy się z kopniakiem lub cierpieniem i nadal nie otwierają się nam oczy i jesteśmy jak w transie, zaślepieni w grzechu … aż przychodzi czas, kiedy może udać się nam otworzyć oczy i zobaczyć co tak naprawdę jest najważniejsze w życiu i dla człowieka … Czyż takie „doświadczenie” nie jest ŁASKĄ?
    Myślę, że kiedy popatrzysz na swe życie, jak każdy z nas, tak z perspektywy, jak na historię, to zauważysz mnóstwo (!) nie wykorzystanych okazji, które mogły zaprowadzić do Jezusa etc.

    Inna sprawa: Twoje doświadczenie, NIE czyni Ciebie teologiem, TYLKO jakby rekowalescentem. Sporo z czytających i piszących …. jest w podobnej sytuacji, bo wszyscy (!) jesteśmy grzesznikami i każdy jest indywidualnością, kochaną przez Boga, który w różny sposób do nas przemawia.

    Ważne:
    NIE MOŻNA „bawić się” w ODGADYWANIE WYROKÓW BOŻYCH, bo Bóg jest Niepojęcie Nieograniczony, więc tym bardziej nie możemy Go organiczać naszym marnym rozumowaniem.
    Oprócz Miłości, człowiek otrzymuje również ostrzeżenia i różnego rodzaju pomoc w szlifowaniu swej duszy, cierpienie jest często przysłowiowym kubłem wody na głowę … ale nie tylko. To co Ty uważasz za karę, należy raczej zaliczyć do DOPUSTÓW, ktorych można nie rozumieć, i .. na swe nieszczęście … czasem, unosząc się pychą … buntować etc.

    Spójrz na Świętych, jak to Oni ofiarowywali się sami w określonej intencji. Trzeba pamiętać, że w sumie oprócz nieśmiertelnej duszy i wplnej woli, nie mamy NIC innego, i że naszym bogactwem jest np przebaczenie drugiej osobie, czy łzy jak perły z serca wydostane (te radosne lub z żalu wylane). Cierpienie z pokorą i miłością, nasze troski, to też w jakiś sposób nasze bogactwo, a grzech to śmiertelny balast – balast, jak niepotrzebny i ciężki jak zardzewiały złom na naszych barkach.
    Zwróć uwagę, że sam Jezus mówi: przyjdźcie do mnie ze wszystkimi swoimi problemami, cierpieniami, oddajcie Mi je, Ja wam pomogę je nieść, we Mnie ochłoda i osłoda, zaufaj Mi.

    Na zakończenie jeszcze raz: nie nam sądzić co jest karą, bo to jest jakby osądzaniem – i to prawem tzw kaduka, samego Pana Boga (!) … a więc piekielnym niebezpieczeństwem.

    Spójrz ile jest religii na świecie i każda inaczej (!), tłumaczy cierpienie i relację z Panem Bogiem .. w zależności kogo lub co uważa, za Boga. Bardzo łatwo popaść w coś z rodzaju herezji, poprzez brak pokory i posłuchu Ewangelii, głoszonej przez Kościół, a bazowaniu tylko i wyłącznie na własnych doznaniach – św.siostra Faustyna obawiała się złudy i modliła o kierownika duchowego.
    Osoby, które nazywam rekowalescentami, a do których i sama należę, muszą być czujne, aby nie czuły się jakby zjadły wszystkie rozumy i dlatego dzielenie się swoimi przemyśleniami jest bardzo pomocne. Jeśli ktoś widzi, jakieś zagrożenie … ostrzega i to powinno spowodować, nie dysputę, ale … wzmożenie uwagi i zastanowienia się, a nawet PORADY KAPŁAŃSKIEJ.

    Niczego nie sugeruję/nie imputuję:
    Warto tu sobie przypomnieć Ewangelię o wypędzonym złym, który chcąc wrócić … zwołuje siedmiu kompanów. Ewangelia ta wiąże się z egzorcyzmem, ale nie każdy z nas zaszedł tak daleko, że potrzebował egzorcyzmu, bo w inny sposób uporał się z „transu” w którym trwał … nie czyni to nas wolnymi od zakusów szatanskich na nas … a wręcz przeciwnie, zagrożenie jest wielkie i przemyślniejsze. Osobiście stram się unikać w stosunku do innych ale i siebie, jako bardzo (!) niebezpiecznych: większych pochwał i pochlebstw – bo te są najbardziej zwodnicze. Dobrze, zastosować tu metodę naszej Ewy: krótkie dziękuję, Bóg zapłać, bez fanfar – bo to wystarczy jako podpórka, kiedy coś szwankuje.

    W Twoim przypadku, widzę, że dobrze gdy mówisz o swojej walce i o tym co Ciebie prowadziło do Boga, a ostatnie rozważania na temat „kary”, oby nie okazały się czymś zwodniczym.

    Jezu Ty się tym zajmij, pomóż zrozumieć, to co powinnam i niech wypełniam Twoją i tylko Twoją wolę i niech Twoja Wola będzie moją, z radosną pokorą wypełnianą.

  53. Monika pisze:

    Nauka o Krzyżu nie jest łatwa. Dobrze jest znać zdanie także Świętych w temacie cierpienia.

    Święci o cierpieniu.
    http://www.choroszcz.bialystok.opoka.org.pl/download/swieci.pdf

    Przez cierpienie jedynie i przez krzyże a nie inne drogi można dojść do wielkiej miłości Boga i do prawdziwego z Nim zjednoczenia. Krzyż więc nie jest karą, ale największą Łaską Bożą, której tylko miłośnikom swoim udziela.
    Bł. Alfons Maria Mazurek

    Choroby ciała często przyczyniają się do uzdrowienia duszy.
    Św. Franciszek z Asyżu

    Nie uskarżaj się kiedy cierpisz. Szlifuje się tylko taki kamień, który uważa się za wartościowy.
    Św. Josemaria Escriva

    Nie zapominaj, ze cierpienie jest probierzem Miłości.
    Św. Josemaria Escriva

    Żadne dzieło duchowe nie rodzi się bez wielkich boleści
    Św. Edyta Stein

    Anioły tylko jednego nam zazdroszczą: tego, że nie mogą cierpieć dla Boga. Jedynie ból pozwala powiedzieć z całą pewnością duszy: Mój Boże, widzisz dobrze, że Cię kocham!
    Święty Ojciec Pio.

    Kto chce wyłączyć ze swego życia cierpienia, ten nie rozumie nic z naśladowania Chrystusa.
    Bł. Rupert Mayer

    Kiedy coś nas boli, jest w nas więcej dobroci, stajemy się też bardziej obowiązkowi i wyrozumiali dla innych.
    Św. Teresa z Lisieux

    Widzę, że tylko cierpienie zdolne jest dawać duszom życie. Zobaczysz, że po próbie nastanie radość i że później będziesz szczęśliwa, iż wycierpiałaś.
    Św. Teresa z Lisieux

    Chwile cierpienia więcej łączą serca aniżeli długie miesiące przeżyte razem w spokoju.
    Bł. Urszula Ledóchowska

    Dziękuję Bogu, że mi daje Łaskę odtworzenia Ran Jezusowych na moim ciele.
    Św. Wincenty Pallotti

    Cierpienie jest Łaską Bożą.
    http://katolik.d500.pl/index.php?option=com_kunena&func=view&catid=58&id=2805&Itemid=121

  54. Maggie pisze:

    Niedawno spotkałam się ze zdaniem: SZCZEROŚĆ JEST TRUDNIEJSZA OD MATEMATYKI.

    Niektórym wyrażenie swojego zdania, w bardzo (!) delikatnych sprawach, (do tych osób należę) zabiera wiele słów, aby nie urazić rozmówcy i dać szansę przemyślenia (osobiście pisząc wiele i przydługawo, nawet gubię słowa, które wymazują się przez nieostrożne muśnięcie palcem ekranu, w czasie gdy pozostałe palce są na klawiaturze – a więc samo się skraca)..

    Inni mają dar, w krótki, lecz treściwy, sposób podsumować czyjeś wywody, bez dozy złośliwowści, mówiąc 2+2 jest 4. Komuś ten sposób może wydawać się zbyt szorstkim, ale wynik pozostaje wynikiem i 4 to 4.

    Krzysztofie, pamiętaj, że tu na WOWIT, do którego należysz są Twoi przyjaciele, bez względu na to czy się z nimi zgadzasz, czy też nie. Twoje świadectwo wzbogaciło ale ostatnie wywody nt kary brzmią tak, że nie pasują do Ciebie w świetle tegoż świadectwa.
    Bądź nadal dzielny ale bądź też ostrożnym, aby nie wpaść w sidła samozadowolenia.

    Kiedyś pewna osoba wykrzykiwała i groziła „Niebu”, w które nie wierzyła … gdzie jest/był Bóg, kiedy nastąpiła pewna zbrodnia. Skwitowałam: Bóg jest, był i będzie tak niezmiernie Miłosierny, że w Swej Dobroci i Miłości daje szansę, każdemu, nawet najgorszemu przestępcy, aby się poprawił, aby się nawrócił. To właśnie Miłość i Miłosierdzie powstrzymują od natychmiastowej kary, to właśnie Sprawiedliwość daje tą szansę by wyzwolić się od zła. Pan Bóg nie stworzył człowieka aby go karać, ale dla wiecznej szczęśliwości i miłości.

    Krzysztofie, spójrz na to, co się w świecie dzieje. Gdybyśmy mierzyli naszą, ludzką miarką … to powinny gromy się sypać z Nieba, na tyle profanacji, na tyle grzechu i zbrodni np przeciw życiu, a budzących zgrozę. Bog jest Łaskawy w Swym Miłosierdziu i Dopustach.

    Jezus jest Panem!

  55. krzysztof.. od świadectwa pisze:

    Monika. W pierwszych słowach napisałaś to o czym ja starałem się wałkować przez parę postów” (…)To diabeł karze, gnębi, straszy, napawa lękiem, powoduje choroby i stosuje wszelkie niegodne taktyki, najwymyślniejsze podstępy, tortury cielesne, psychiczne i duchowe w życiu człowieka – już tu na ziemi .”
    Nauka o cierpieniu jest mi znana, wyznawana przyjęta i akceptowana.
    Jednakże jeśli nie jest ono ROZPOZNANĄ wolą Bożą (łaską), należy przed nim uciekać czyli np. jeśli choroba- leczyć się, jeśli krzywda ze strony innych osób- uciekać, jeśli mi zimno, bo nie mam gdzie mieszkać -prosić o pomoc Boga i ludzi o schronienie itd.
    Myśląc inaczej nigdy byśmy sami cierpiącym nie pomagali… w myśl stanowiska
    -niech cierpi taka łaska od Boga dla niego.
    Idea pomocy bliźnim, głodnym, chorym i opuszczonym legła by w gruzach.
    Staram się pamiętać, że Bóg nigdy nie zsyła cierpienia..najwyżej dopuszcza, aby je móc ofiarować, „wyciągnąć” większe dobro. Nie znam przypadku, aby chorych ludzi, którzy przychodzili do Jezusa w celu uzdrowienia On obdarzył kolejna chorobą lub nieszczęściem. Uzdrawiał, leczył, uwalniał, nigdy nie dodawał cierpień tylko zabierał.
    Trzymajcie się….Jezusa 🙂

  56. Teresa pisze:

    Jezus nas bardzo kocha i nie chce abyśmy cierpieli .Każdego uzdrowił , każdemu pomógł .Nikomu krzyża nie dodał . Czytam obecnie „Oczami Jezusa” , polecam .

  57. Maggie pisze:

    @Krzysztof:
    „Myśląc inaczej byśmy sami cierpiącym nie pomagali” … Gdybyśmy nie pomagali, to NIE byłoby zgodne z Nauką Chrystusa, zawartą w Piśmie Świętym i X Przykazaniami – i tu byłby szkopuł. Widzę, że dobrze myślisz, ale niezbyt trafnie tłumacząc, opisujesz sytuację, więc powstaje jakby labirynt i coś z rodzaju: „dyskusja akademicka”.

    Zamiast dyskusji proponuję zaśpiewać (może trochę pomieszałam słowa lub kolejność, bo dawno ją śpiewałam – prawie zapomniana w mojej parafii) pieśń:

    „Zbawienie przyszło przez Krzyż, ogromna to tajemnica. Każde cierpienie ma sens, prowadzi do pełni życia.
    ref.: Jeżeli chcesz Mnie naśladować to weź swój krzyż na każdy dzień, i chodź ze Mną zbawiać Świat, XXI już wiek……
    Każde spojrzenie na Krzyż, niech niepokojem zagości, bo w życiu wszystko to NIC, wobec TAK WIELKIEJ MIŁOŚCI …..
    Codzienność wiedzie przez Krzyż, większy im kochasz goręcej. Nie musisz mówić już nic, lecz ukrzyżować swe serce … „

  58. Maggie pisze:

    Dziękuję Moniko. Czułam, że coś nie tak ze słowami, a kiedy spojrzałam na Twoją korektę, byłam zaskoczona, że tak zmieniłam, bo przypomniałam sobie te słowa.

    Dziękuję też za przepis, jaki kiedyś podałaś na ciasto ze śliwkami. Udało się i piekłam też parę razy w innej wersji owocowej (tj inne owoce – ontaryjskie brzoskwinie baby gold, które nadają się na zaprawy i wypieki, spróbuję teraz, tj po sezonie, z takimi odsączonymi, z puszki) i jeszcze ze zmniejszoną ilością cukru i tłuszczu – mam zwyczaj eksperymentować, również ograniczać cukier i tłuszcz;
    „zdradzę” tu sekret, wyniesiony ze szkoły (kiedyś w podstawówce w jednym kwartale, zamiast prac ręcznych miałam gotowanie)
    a oto on: jeśli proszek do pieczenia lub sodę do pieczenia, wymiesza się w łyźeczce/łyżce kwaśnej śmietany, to nie czuje się proszku w smaku – a do tego to,sprawdzian na wartość proszku, gdyż dobry „musuje w kwaśnej śmietanie”.

  59. agata pisze:

    dziekuje za swiadectwo krzysztofie. Ja wiem ze Pan mi je pokazal . chwala ci Panie!!!

  60. Pawel pisze:

    Hej dziękuję Krzysztof za to świadectwo , jestem na początku drogi ,mam 49 lat dużo doświadczeń ale nastąpiła zmiana totalna mojej drogi zawodowej i rok bez pracy ,pytania dlaczego ,wołanie o pomoc i brak sensu i perspektywy mocno mnie przytłoczył ….. czy mogę liczyć na waszą pomoc i kontakt na tym forum aby znaleźć drogę , drogę do tego by zrozumieć to co Najważniejsze …..?

  61. krzysztof.. od świadectwa pisze:

    Hej Paweł. Zachęcam do szukania odpowiedzi u „Źródła”, u Jezusa Chrystusa. Stań taki jaki jesteś ( w sensie nie udawaj, że jesteś lepszy niż jesteś :), bo „nędzą” jesteśmy) i się zapytaj Jezusa, wołaj, krzycz, jak? gdzie? którędy? ect. Prowadzenie przez Niego swoich dzieci za rękę nie jest wyjątkowe lecz powszechne. Pod warunkiem, że chcesz /akt woli/, bo On bardzo.

    Jak Pan się nami na forum posłuży to pomożemy, chęci mamy.

    To trudne wiem, ba nawet bardzo trudne, ale spróbuj za brak sensu, perspektyw, przytłoczenie podziękować Bogu. Polecam książkę „Moc Uwielbienia”.
    Trzymaj się ………………………..Jezusa

  62. krzysztof.. od świadectwa pisze:

    Ania. Im szybciej się zdecydujesz, tym lepiej dla Ciebie i innych osób.
    Myślę, że nie musisz odprawiać specjalnych modlitw i czynić jakiegoś szczególnego przygotowania. Po prostu, powiedz Bogu -Bądź Wola Twoja – nie moja. Działaj Panie proszę jak chcesz, co chcesz i kiedy chcesz.
    Pewnie nadejdzie strach i niepewność -Cóż On dla mnie zaplanował? Nie poddaj się temu lękowi. Bóg chce tylko Twojego szczęścia. Jest delikatny, dobry, kocha za nic. Jest żarem żebrzącej miłości, która nic nie uczyni na siłę, bez Twojego ” – Pragnę”.
    Ohhh…. Jak byś wiedziała jak On Ciebie kocha, rzuciła byś się natychmiast w Jego ramiona.
    Poproś, aby Tobie pokazał choć odrobinkę swojej Miłości (jeśli jej nie doświadczyłaś). Ta Miłość nadaje sens wszystkiemu. Dla Niego jesteś najpiękniejsza na całym świecie (choć zły wkłada Tobie inne myśli np. o swojej grzeszności, słabości, brudzie).
    Wierzę, że prędko oddasz siebie całkowicie i bezwarunkowo, a On otworzy Twoje oczy, uleczy serca rany, będzie prowadził i obsypie łaskami, o których się Tobie nawet nie śniło.
    Jedynie z Nim można naprawdę i w pełni żyć.

  63. Kasia pisze:

    Św Antoni i św Rita pomogli mi w pewnej sprawie

    • Teresa pisze:

      Kasia napisz coś wiecej

      • Maggie pisze:

        Teresko, nie o wszystkim się mówi bliskim, to i tym bardziej na publicznym forum, kiedy, czasem tylko, wspomina ogólnikowo … ale bywa i tak, że po latach ujawnia się, nawet z detalami. Nie przymuszajmy siebie, ani innych do zwierzeń, bo jeśli ktoś czuje, że może i że jest odpowiedni czas na świadectwa, to to uczyni: gdy gotowy na takie.
        ❤️

        Św.Antoni, to mój WIELKI Przyjaciel i Opiekun – może dlatego, źe ochrzczona byłam w kościele pod Jego wezwaniem/Patronatem, choć o tym nie pamiętałam przez długie lata (a On pamiętałi pamięta). Nie będę podawać „detali”….😉❤️

  64. Eliza pisze:

    Powalające świadectwo. Chwala Tobie Panie

  65. Damian pisze:

    Panie Krzysztofie. Mam na imie Damian i mam 25 lat, bardzo dziekuje za te swiadectwo i mam w glowie takie moje przemyslenie dla Pana: W dzienniczku Siostry Faustyny Pan Jezus mowi mniej wiecej cos takiego „milosierdziem swoim scigam grzesznikow na wszystkich drogach ich i raduje sie serce moje gdy oni wracaja do mnie” . Takie mial Pan wlasnie niepowodzenia przed poznaniem Jezusa, np ta utrata pracy i dlugi. Dziekuje za te slowa w swiadectwie, mocno podniosly mnie na duchu

  66. Wanda pisze:

    Z serca dziękuję za to świadectwo.

  67. Piotr pisze:

    Krzyś pomódl się za mnie

  68. Madzia pisze:

    Dziekuje za to swiadectwo.
    Piekna historia – jakze podobna do mojej! 🙂
    Jedno sobie uswiadomilam – chcialam/chce nawracac ludzi wokol mnie. Moze faktycznie czasem za bardzo ich naciskam, zamiast zwyczajnie swoim zyciem dawac przyklad? Ciezko wyczuc, kazdemu pomaga cos innego. Jeden potrzebuje zachety slownej, inny przykladu w czynach, jeszcze inny cudu. Probowalam nawrocic partnera, bo ciagnal mnie mocno do grzechu nieczystosci. Bylo tez sporo alkoholu przy praktycznie kazdej okazji do spotkania ze znajomymi. Sama wczesniej grzeszylam, ale po spotkaniu Boga Zywego juz nie potrafilam tak postepowal. Mialam i mam silna potrzebe do zycia w lasce uswiecajacej. Nie wiem, czy chcialam nawrocic na sile, czy nadal tego nie robie – ale modle sie o wybor dobrej drogi zycia, dobrych decyzji i ufam, ze tak wlasnie sie mialo potoczyc moje zycie.
    Poprosze o modlitwe za wytrwanie w wierze i umiejetnosc wybierania Prawdy.

    Najlepszego!

    • krzysztof.. od świadectwa pisze:

      Chwała Panu. Tak, racja. Bóg zna nasze serca i tylko On wie czy oprócz łaski wiary potrzebujemy zachęty, przykładu, czy też cudu.

  69. Anna pisze:

    Czy mogłabym prosić o kontakt z autorem tekstu?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s