Ks. Adam Skwarczyński. CHUSTA Z MANOPELLO – co przedstawia? Mój głos w dyskusji.

Ks. Adam Skwarczyński

CHUSTA Z MANOPELLO – co przedstawia? Mój głos w dyskusji.

Miałem dość grubą książkę o chuście z Manopello, jednak nie potrafię jej teraz znaleźć, nie mam też czasu na poszukiwanie pozycji wydawniczych na jej temat. Krótko i zwięźle wyrażę tylko swoją opinię.

Odzywają się głosy (uczonych, a może i pseudouczonych), że chodzi tu o chustę grobową, położoną na twarzy Ukrzyżowanego i będącą, rzekomo, „świadkiem Jego zmartwychwstawania” (jednego z etapów tego cudu). Z całej siły takiej interpretacji zaprzeczam!

Najbardziej charakterystyczne na tej chuście są oczy. Pozwalają one bezbłędnie stwierdzić, że jest to twarz Człowieka, który jest śmiertelnie zmęczony, wycieńczony, wykrwawiony, a Jego godziny są policzone. Nie będę podawał tu szczegółów „technicznych”, które pozwoliły mi nieraz w życiu (przez spojrzenie w oczy) zauważyć ludzi zbliżających się do śmierci, co znalazło swoje potwierdzenie w faktach. Gdybym opisał to zjawisko szczegółowo, niektórzy mogliby chcieć je zweryfikować, patrząc w lustro lub przyglądając się twarzom innych, a po co?

Skoro chodzi o zbliżającego się do śmierci, a nie o powracającego z niej, istnieje tylko jedna interpretacja: jesteśmy w posiadaniu chusty Weroniki! Niektórzy zwolennicy „chusty grobowej” chcą podeprzeć swoje „rozpoznanie” tym, że Weronikę chcą uznać za postać legendarną, może stworzoną przez pobożność ludową dla zaznaczenia obecności kobiet na Drodze Krzyżowej – jakby „przeciwwagę” Szymona z Cyreny. Tymczasem „Poemat Boga-Człowieka” włoskiej mistyczki Marii Valtorty w wielu miejscach odnosi się do postaci Greczynki Nike, jednej z uczennic Pana Jezusa, zawiera też opis otarcia twarzy Pana przez tę właśnie kobietę na zboczu Kalwarii (chodzi o księgę VI Poematu, rozdz. 28, napisany 26 marca 1945 r.: Z Pretorium na Kalwarię) oraz złożenie przez nią w darze Maryi tej właśnie chusty, którą się posłużyła (Księga VI, rozdz. 33, napisany 29 marca 1945 r: Lament Dziewicy). Poniżej zamieszczę oba te fragmenty „Poematu”, zaznaczając je odpowiednio numerami I i II, a Czytelnicy niech sami wyciągną z nich wnioski. Niech jednak wezmą to pod uwagę, że nie jest to tekst literacki – a więc coś w rodzaju powieści – lecz wizja mistyczki, cieszącej się łaską Bożego objawienia.

I.
Inna niewiasta – która ma obok siebie młodą służącą ze skrzyneczką w rękach – otwiera ją i wyciąga z niej bardzo biały, czworokątny ręcznik i ofiarowuje go Odkupicielowi. Jezus przyjmuje go. Ponieważ jednak nie może swą jedyną wolną ręką otrzeć się sam, niewiasta, pełna litości, pomaga Mu. Uważając, żeby nie poruszyć Jego korony, przykłada tkaninę do twarzy. Jezus przyciska świeże płótno do biednej twarzy i trzyma je, jakby znajdował w tym wielkie pokrzepienie. Potem oddaje tkaninę i mówi:

        «Dziękuję, Joanno… dziękuję, Nike… Saro… Marcelo… Elizo… Lidio… Anno… Walerio… i tobie… […] Błogosławię was… Idźcie… do domu… módlcie się… za Mnie. Żegnaj, Jonatanie… zabierz je stąd…»

II.
Maryja w izdebce, przylegającej do sali Wieczernika, modli się:

     «Ale Jezu, litości! Jeden znak od Ciebie! Jedna pieszczota, jedno słowo dla Twej biednej Mamy o rozdartym sercu! Jeden znak, znak, Jezu, jeśli chcesz Mnie odnaleźć żywą, kiedy powrócisz…»
Mocne pukanie w drzwi sprawia, że wszyscy podskakują. […] Maria z Magdali prosto i śmiało idzie do drzwi i pyta:
«Kto tam?»
Kobiecy głos odpowiada:
«To ja, Nike. Mam coś dla Matki. Otwórzcie! Szybko. Straż robi obchód».
Jan, który wyzwolił się z objęć matki i podbiegł do Magdaleny, trudzi się przy licznych zamkach – dobrze umocowanych dzisiejszego wieczoru. Otwiera. Nike wchodzi ze służącą i z muskularnym mężczyzną, który im towarzyszy. Zamykają.
«Mam coś…» – Nike płacze i nie może mówić…
«Co? Co?» – wszyscy są przy niej, ciekawi.
«Na Kalwarii… Widziałam Zbawiciela w tym stanie… Przygotowałam tkaninę [dla okrycia]
lędźwi, aby nie używał tych gałganów podawanych przez katów… Ale cały był spocony… miał krew w oczach, więc pomyślałam, żeby Mu ją dać, aby się otarł. I uczynił to… I oddał mi chustę. Nie używałam jej… Chciałam ją zachować jako pamiątkę Jego potu i krwi. Widząc zaciętość żydów, po chwili – wraz z Plautyną i innymi Rzymiankami, razem z Lidią i Walerią – postanowiłyśmy odejść, bojąc się, że odbiorą nam tę tkaninę. Rzymianki to dzielne niewiasty. Wzięły nas do środka – służącą i mnie – i chroniły nas. To prawda, że one zanieczyszczają Izrael… i że to niebezpieczne dotknąć Plautyny… Jednak o czymś takim myśli się w czasach spokojnych… Dziś wszyscy byli pijani… W domu płakałam… całymi godzinami… Potem przyszło trzęsienie ziemi i zemdlałam… Kiedy odzyskałam przytomność, chciałam pocałować tę chustę i ujrzałam… O! Jest na niej twarz Odkupiciela!…»
«Pokaż! Pokaż!»
«Nie. Najpierw Matka. To Jej prawo».
«Ona jest tak wyczerpana! Ona tego nie zniesie…»
«O, nie mówcie tak! Przeciwnie, to będzie dla Niej pociecha. Uprzedźcie Ją!»
Jan puka delikatnie do drzwi. «Kto tam?»
«Ja, Matko. Jest tu Nike… Przybyła nocą… Przyniosła Ci pamiątkę… prezent… ma nadzieję Cię tym pocieszyć».
«O! Jeden prezent może Mnie pocieszyć! Uśmiech Jego oblicza…»
«Matko! – Jan obejmuje Ją z obawy, aby nie upadła i mówi tak, jakby powierzał Jej prawdziwe Imię Boga: – To jest to. To uśmiech Jego Oblicza, odciśnięty na tkaninie, którą Nike otarła [Jego twarz] na Kalwarii».
«O, Ojcze! Boże Najwyższy! Synu Święty! Przedwieczna Miłości! Bądźcie błogosławieni! Znak! Znak, o który was prosiłam! Niech wejdzie, niech wejdzie!»
Maryja siada, bo już nie panuje nad sobą. Podczas gdy Jan daje znak niewiastom, aby zrobiły przejście dla Nike, Maryja powraca do siebie. Nike wchodzi i klęka u Jej stóp. Blisko niej klęka służąca. Jan stoi przy Maryi, kładzie rękę na Jej ramionach, jakby po to, by Ją podtrzymać. Nike nic nie mówi, tylko otwiera skrzyneczkę, wyciąga chustę, rozwija. I Twarz Jezusa, żyjąca Twarz Jezusa – Twarz bolejąca, a jednak uśmiechnięta – patrzy na Matkę i uśmiecha się do Niej. Maryja wydaje okrzyk zbolałej miłości i wyciąga ramiona. Niewiasty powtarzają jak echo – przy wejściu, gdzie się skupiły – i naśladują Ją, klękając przed Obliczem Pana.
Nike nie znajduje słów. Podaje tkaninę matczynym rękom i pochyla się, aby pocałować brzeg. A potem wychodzi cofając się, nie czekając, aż Maryja wyjdzie ze swojej ekstazy. Odchodzi… Dopiero gdy Nike jest już na zewnątrz, w ciemnościach nocy, przypominają sobie o niej… Ale pozostaje już tylko zamknąć drzwi tak, jak poprzednio.
Maryja ponownie jest sama, bo wszyscy znowu wychodzą. Jej dusza rozmawia z obrazem Syna.

Reklamy