Ks. Adam Skwarczyński: Echo Mszy świętej za moich Przyjaciół 16 grudnia ’17.

(…) Na ambonce powiesiłem sporych rozmiarów zdjęcie figurki Dzieciątka Jezus, która od 22 października 2010 roku płacze krwawymi łzami. Została ona przywieziona do Włoch z Betlejem i stanowi replikę (odwzorowanie) tej, która znajduje się tamże w Bazylice Narodzenia, w żłóbku Jezusa.

Echo Mszy świętej za moich Przyjaciół 16 grudnia ’17.

       Uczestniczyło w niej na miejscu ok. 150 osób, 120 przystąpiło do Komunii świętej, a ile tysięcy łączyło się duchowo, a może i przysłało swoich Aniołów Stróżów – Bóg to wie. Około 20 osób przybyło tu po raz pierwszy. Najmłodsza, Wiktoria, chodzi do pierwszej klasy. Chociaż prawie nikt nie przywiózł własnego krzesełka, udało się wszystkim usiąść, a przy tym często – z konieczności – przytulić się do siebie. Pozwoliło to na wyłączenie ogrzewania, gdyż ilość wytwarzanych przez uczestników kilowatów okazała się na tyle duża, że nawet zmusiła do… uchylenia okien w dachu.

       Bardzo dziękuję ks. Prałatowi Józefowi za ofiarną posługę w konfesjonale i udział w koncelebrze, p. Barbarze za fachowe kierowanie śpiewem, p. Zbigniewowi za rozprowadzanie tekstów i publikacji, ofiarodawcom za wsparcie, na które nie liczyłem. Wszystkim za tak wielką życzliwość, za wysłuchanie mnie, za objęcie modlitwą wszystkich jej potrzebujących – i w naszym kręgu, i na całym świecie! Wreszcie tym, którzy zachowali z nami łączność duchową, dla której odległość nie stanowiła przeszkody.

       Przed Mszą udało się pół godziny wygospodarować na nasz dialog. Pytań byłoby wiele, ale zdążyłem odpowiedzieć tylko na jedno: musiałem powrócić do udzielania przez nas chrztu przebywającym w otchłani (czyli w „piekłach”, jak je nazywamy w Składzie Apostolskim) i czekającym tam na wejście do Nieba. Potwierdziłem wielką skuteczność powierzanych im „w bramie Nieba” naszych trudnych sytuacji i próśb, które niosą oni wprost przed Tron Boga. Nie było czasu na świadectwa tych, którzy stosują tę praktykę, więc nawet o nie nie pytałem.

       Potem przeszedłem do zaproponowanego duszpasterzom w Polsce na dwa najbliższe lata tematu-„hasła”: „Duch [Święty], który umacnia miłość”. Rok 2018 stworzy okazję do rozważania obecności Trzeciej Osoby Boskiej w naszym życiu oraz Jej siedmiu darów, a 2019 – Jej mocy oraz owoców sakramentu Bierzmowania. Z tego sakramentu wypływa nasza misja w Kościele i w świecie. Tylko jednym zdaniem mogłem odnieść się do niezwykłej, wprost opatrznościowej zbieżności tego programu z „Nową Pięćdziesiątnicą” czyli „nowym zstąpieniem” Ducha Świętego, a tym samym z Paruzją, która zbliża się do świata, chociaż pewno biskupi nie mają tej świadomości. Gdyby ją mieli, wzięliby tym samym (w ramach „Iskry z Polski”) czynny udział w przygotowaniu Polski, a przez nią świata, do Paruzji, a zarazem do tryumfu Niepokalanego Serca Maryi.

       Mając mówić o Duchu Świętym, wyszedłem od potrójnej „zagadki”, za rozwiązanie której obiecałem nagrodę książkową: jaka jest, zdaniem Pana Jezusa, najważniejsza i najchętniej wysłuchiwana przez Boga Ojca nasza prośba? W których słowach Modlitwy Pańskiej możemy ją rozpoznać? Jak w jednym zdaniu, a jeszcze lepiej w dwóch słowach, oddać istotę daru mądrości – do czego w życiu jest nam potrzebny? Część pierwsza spotkała się z nagrodzoną odpowiedzią: o Ducha Świętego; z drugą było trudniej („przyjdź Królestwo Twoje”), ale i ta w końcu padła, choć nie było – jak to bywa w wyróżniającej się klasie szkolnej – gremialnego podnoszenia rąk… Trzecie pytanie sprawiło wszystkim największy kłopot, więc sam musiałem dać na nie odpowiedź: dar mądrości to „drabina do Nieba”. Dokładniej: zdolność rozpoznawania, na ile wszystkie ziemskie dobra i sprawy mogą służyć (jak szczeble drabiny) lub przeszkadzać w osiągnięciu szczęśliwej wieczności. Oczywiście chodzi o wykorzystanie tej zdolności do dokonywania właściwych wyborów.

       Myślę, że wszystkim zadowolenie przyniosła wiadomość, że przed wyjściem otrzymają opracowanie (na 12 stronach zeszytowych) wszystkich 7 darów w formie modlitwy o nie, skierowanej do Ducha Świętego. Tekst nie był jeszcze nigdzie publikowany, opracowałem go w pośpiechu na ten właśnie dzień. Zaproponowałem przypisanie każdego z darów do któregoś z dni tygodnia i odmawianie przez jakiś czas tej modlitwy. W przyszłości zapytam o jej wpływ na życie.

       Mszę świętą rozpoczęliśmy pieśnią adwentową „Maranatha, przyjdź Jezu Panie, […], bo się spełniły wieki”. W krótkiej homilii stwierdziłem, że w ostatnich latach Kościół zrezygnował, wbrew trwającej od początku tradycji, z uznawania Adwentu za okres pokuty. Zostało tylko „radosne przygotowanie do Świąt”, nawet nie pasujące do fioletowego koloru kapłańskich ornatów. Tymczasem bunt przeciwko Bogu i Jego przykazaniom w świecie, a więc i w Kościele, przybrał zastraszające rozmiary. Upadek moralny ludzkości jest tak głęboki, że woła o jak najszybszą interwencję Boga, gdyż ludzkie wysiłki nie wystarczą do wydobycia się z tej otchłani. Woła o Paruzję – powtórne przyjście Jezusa. Ponieważ zapowiedzi tego wydarzenia, pochodzące od „Prorokini Drugiego Adwentu” – Maryi – zostały zlekceważone, wraz z Jej wezwaniami do pokuty (pochodzącymi chociażby z Fatimy czy z Akita), dlatego powinny teraz „wołać” przynajmniej Jej łzy, zwyczajne i krwawe, płynące z Jej figur i obrazów. Łączą się one w jedną rzekę bólu z tymi łzami, którymi spływają z obrazów Świętych, a nawet z figurek Dzieciątka Jezus…

       Na ambonce powiesiłem sporych rozmiarów zdjęcie figurki Dzieciątka Jezus, która od 22 października 2010 roku płacze krwawymi łzami. Została ona przywieziona do Włoch z Betlejem i stanowi replikę (odwzorowanie) tej, która znajduje się tamże w Bazylice Narodzenia, w żłóbku Jezusa. Jako pielgrzym szedłem w procesji, w której nieśliśmy tę właśnie figurkę.

       Widok zdjęcia krwawych łez, spływających z oczu Dzieciątka, jest wstrząsający! Zobaczył je jako pierwszy pewien franciszkanin, gdy otworzył pudełko z przywiezionym przez siebie „skarbem”. Uczynił to, gdyż doszedł go delikatny głos: „Otwórz, duszę się!”. Przebywający w tym dniu w klasztorze miejscowy biskup zlecił zbadanie tych łez, a po stwierdzeniu, że są tej samej grupy co na Całunie Turyńskim, po roku oddał ją do uczczenia wiernym. Od tamtej pory znajduje się w ołtarzu parafii w Cava de Tirreni.

       W oparciu o pouczenia, jakie od Pana Jezusa otrzymała włoska mistyczka Maria Valtorta, dowiadujemy się, że w Niebie, chociaż jest miejscem szczęścia i chwały, cierpią Dwa Najświętsze Serca Jezusa i Maryi. Będą cierpieć, dopóki na świecie pozostanie choćby jeden grzesznik potrzebujący nawrócenia. W 100-lecie objawień Fatimskich możemy wobec tego lepiej zrozumieć powołanie świętego Franciszka Marto z Fatimy, który „pocieszał” jak umiał Jezusa, a nawet chciał iść do Nieba, by tam czynić to dalej. Czy możemy wątpić, że i naszego serca, naszej miłości spragniony jest Jezus w dzisiejszym świecie? Powinna to być właśnie miłość wynagradzająca!

       Z homilią łączyło się ściśle dziękczynienie po Komunii Świętej. Po chwili ciszy zaśpiewane zostały trzy spośród dziewięciu zwrotek pieśni „Maryjo, daj mi Jezusa” z „elektryzującym” refrenem: „Miłości żar niech świat rozpala, i Boży Dar niech przyjmie dziś każdy. Ach, czemuż Miłość wciąż nie jest kochana po najdalsze gwiazdy?”. Oto ich treść: „Nie chcieli Go mieszkańcy Betlejemu, zamknęli przed Jezusem swoje drzwi. To przeminęło, to już dawno temu? NIE, gdyż Betlejem to zamknięte serca dziś! O, złóż Go, dobra Matko, w sercu moim, miłością Mu wyścielmy twardy żłób. Twe serce, wciąż targane niepokojem, pocieszyć chcę, bo dziś Komunii wielki cud!”. Druga zwrotka: „Pasterzom pozwoliłaś ucałować maleńkie stopy Króla w zimną noc, a Mędrcy świat musieli przewędrować, by uczcić w małym, słabym Dziecku Boską Moc. A mnie dziś większe szczęście tu spotkało, bo dobry Jezus wziął powszedni chleb i go przemienił w swe Najświętsze Ciało, by w swej miłości mnie na pokarm oddać się”. I trzecia: „Symeonowi dałaś Go w ramiona, i Annie też Duch Święty radość dał, a Ty słuchałaś wtedy zalękniona o mieczu, który Twoją duszę przeszyć miał. Wśród lasu mieczów, co dziś Serce Twoje przebija w świecie obojętnym, złym, o dobra Matko, zostaw ze spokojem Jezusa Twego w mych ramionach, w sercu mym”.

       Błogosławieństwem kończącym Mszę objąłem cały Kościół, pamiętając zwłaszcza o łączących się z nami duchowo. Potem ponowiliśmy akt „Iskry z Polski”, ofiarując się Bogu Ojcu za nawrócenie grzeszników świata. Miałem świadomość, że w ten sposób niejako „pocieszamy Jezusa”, i łatwiej mi było spojrzeć na zdjęcie Jego figurki…

       Po poświęceniu dewocjonaliów, wody, soli i oleju zaśpiewaliśmy (z mocą i entuzjazmem, przy użyciu znanych gestów) „Tak, my wiemy, że jesteśmy świątynią…”, a potem w duchu dziękczynienia za trzy spośród owoców Ducha Świętego: „Boża miłość (pokój, radość) jak rzeka wypełnia duszę mą”. Pożegnawszy Boskiego Gospodarza, uścisnęliśmy dłonie najbliżej stojącym z podziękowaniem za modlitwę i z życzeniami Świątecznymi.

Od administracji strony:
Wpis na temat figurki Dzieciątka Jezus, która od 22 października 2010 roku płacze krwawymi łzami, zamieściliśmy tutaj: kliknij

Ks. Adam pisze: (…)  „Myślę, że wszystkim zadowolenie przyniosła wiadomość, że przed wyjściem otrzymają opracowanie (na 12 stronach zeszytowych) wszystkich 7 darów w formie modlitwy o nie”
Dla czytelników mamy to opracowanie w pdf: Dary Ducha Św.

Reklamy