Ks. Adam Skwarczyński – GRZECH LEKKI…

Im bliżej jesteśmy Boga, im czystsza dusza, tym większą na niej plamą, rozdarciem jest nawet to zło, które inni lekceważą lub my dawniej lekceważyliśmy. Stąd w miarę postępu duchowego, gdy wzrasta wrażliwość sumienia, zło „małe” widzimy w ostrzejszym świetle jako „duże” i coraz głębiej za nie żałujemy. I TAK BYĆ POWINNO. Dla dobrego dziecka smutek na twarzy rodziców jest dostateczną karą i żałuje za nie, przeprasza; dla łobuza – nawet bicie może być niczym i trudno go pobudzić do refleksji i żalu.

Stąd kilka rad praktycznych:

1. Jak odróżnić grzech ciężki od lekkiego, uczy nas KKK (duży Katechizm) w dziesięciu punktach-akapitach 1854-1864.

2. Nie usprawiedliwiajmy się nigdy przed Bogiem, przed spowiednikiem, przed sobą, lecz idźmy za głosem sumienia – gdy ono czyni wyrzuty, w pełni żałujmy i pokutujmy, nie pytając, „czy to już grzech”, czy „już wielki” itp. To prawda, że brak pełnej świadomości zaistnienia zła i brak w pełni złej woli zmniejsza ciężar grzechu, jednak zawsze zło jest złem.

3. Jest strasznie ważne, by nie lekceważyć grzechów „lekkich”, lecz za każdym razem obejmować je mocnym i konkretnym postanowieniem poprawy. Kto tego nie czyni, naraża się na wielkie niebezpieczeństwo letniości, oziębłości duszy, zatrzymania się w rozwoju duchowym. Taki człowiek, z własnej winy „niedorozwinięty duchowo”, staje się z czasem podobny do duchowego trupa. Tak nazwał go sam Pan Jezus w Nowennie do Miłosierdzia Bożego, w jej dniu dziewiątym, mówiąc z goryczą o wstręcie, jakim Go napawa. Sumienie takiego człowieka może stać się w końcu tak zafałszowane, że uważa on siebie za prawie świętego i często powtarza, że „nie ma się z czego spowiadać”.

4. Każdy nasz grzech może się wydawać „lekki”, dopóki nie poznamy go w świetle Bożym, a tylko patrzymy na samych siebie „z przymrużeniem oka”, a co gorsza – gdy porównywamy siebie z innymi i usprawiedliwiamy się ich postępowaniem. Gdybyśmy jednak spojrzeli na ten „grzeszek” w blasku Świętości Boga, stwierdzilibyśmy – piszę to z własnego doświadczenia! – że jest tak wielką przepaścią niewdzięczności i nieprawości, że wieczności nie starczy, by za niego „sprawiedliwie” odpokutować. Tylko Miłosierdzie Boże, dzięki nieskończonej wartości Ofiary Odkupiciela, może tę przepaść przebyć i przygarnąć grzesznika, jeśli ten spełni postawione mu (w sakramencie Pokuty – dobrze je znamy) warunki. Czytając życiorysy Świętych, zwróćmy uwagę, jak oni reagowali na każde zło, nawet najmniejsze.

5. Spowiednik nie powinien uważać siebie za sędziego swego penitenta, jeśli nie ma nadprzyrodzonego światła, prześwietlającego serce (wolę), intencje i możliwości penitenta, lecz powinien przyjąć od niego wyznanie grzechów takie, jakie ono jest. Mówiąc prościej – nie jest dobrze, gdy chce usprawiedliwiać penitenta, sugerując mu, że coś u niego nie jest grzechem w ogóle, albo bardzo małym i nie warto się nim przejmować. Jeśli penitent ma wrażliwsze od niego sumienie i uważa coś za poważne zło, spowiednik nie powinien tego lekceważyć i puszczać mimo uszu, co chwilę powtarzając: „Mów wreszcie grzechy!”, nawet jeśli jego ucho jest dostrojone do wysłuchiwania „tylko prawdziwych” grzechów.

6. Jeżeli dawniej nie uważaliśmy czegoś za zło w ogóle albo za wielkie, a po latach otworzyły nam się oczy, pokutujmy jak należy, miejmy jednak świadomość, że podstawą Bożego sądu nad nami będzie działanie naszego sumienia dawniej. Powinno ono reagować przed czynem (ostrzegać), w trakcie czynu (ostrzegać i ganić) oraz po czynie (wyrzuty sumienia). Inną ważną funkcją sumienia jest pochwalanie nas za dobry czyn, jednak ona nas w tej chwili nie interesuje. Powtórzmy: wzięta zostanie przez Boga pod uwagę reakcja naszego sumienia nie dzisiaj, lecz wtedy, przed laty, gdy może byliśmy jeszcze duchowo niedojrzali. Jeśli dawniej sumienie nie reagowało, i to nie z naszej winy (sami nie spowodowaliśmy stępienia jego reakcji przez powtarzanie złych czynów albo fałszywe usprawiedliwianie się) – bądźmy spokojni, gdyż Bóg zna naszą ówczesną niedojrzałość i nie będzie dla nas surowy.

Oto przykłady. Ktoś będący w nałogu i zniewolony przez złe duchy nikotynizmu lekceważył skutki palenia do tego stopnia, że wcale się z palenia nie spowiadał. Po jakimś czasie usłyszał jednak, że jest to powolne samobójstwo, i dotarło to do niego. Od tej pory jego odpowiedzialność przed Bogiem za palenie wzrosła. Jednak dalej lekceważąc problem, „wypalił sobie raka” w daleko posuniętym stadium i rzeczywiście bardzo skrócił sobie życie. Grzech mógł z początku prawie nie istnieć, potem zaś wzrastał w miarę upływu czasu, choć – patrząc od zewnątrz – czyn nie ulegał zmianie. Bóg patrzy w serce i według niego osądza nas.

    Kiedyś siałem grykę i sprzedawałem ją w GS-ie (gminnej spółdzielni). Zdarzył się rok deszczowy, więc skoszoną kombajnem trudno było dosuszyć, zatęchła i była bliska pleśnienia. Zawiozłem ją do magazynu i chociaż widziałem, że magazynier kręci na nią nosem, ucieszyłem się, że w końcu ją przyjął i pozwolił wysypać na ogólną stertę. Wprawdzie potrącił mi za wysoki stopień wilgotności i uważałem, że wszystko jest „prawie w porządku”, jednak dzisiaj, po latach, gdy mam świadomość, jakie spustoszenie w organizmie wywołują grzyby i pleśnie, raczej bym wolał ponieść stratę, niż narażać bliźnich na szkodę… Niezależnie od tego, jak Bóg mnie osądza za ten czyn, staram się za niego dzisiaj wynagrodzić, oddając ubogim swoje środki utrzymania.

7. Grzechy lekkie, nawet liczne, nie złożą się na jeden ciężki, jednak powinniśmy się z nich spowiadać, nawet jeśli i poza tym sakramentem możemy za nie odpokutować. Pięć argumentów na rzecz wyznawania ich w sakramencie Pokuty podaje nam św. Jan Maria Vianney, a jemu możemy zaufać. Można do nich dołączyć i inne, np. wzrost delikatności sumienia, wzrost w duszy łaski uświęcającej (której stopień zależy od czystości sumienia), możliwość rzetelnej pracy nad sobą, a nie pozostawianie sobie tej „pracy” na po śmierci (w czyśćcu może być ona bardzo trudna, długa i bolesna!).

8. Jednym z najlepszych środków kształtowania własnego sumienia, by stawało się coraz delikatniejsze i reagowało na coraz mniejsze zło, jest codzienny rachunek sumienia, najczęściej łączony z modlitwą wieczorną. Można zachęcać do niego także modlące się wspólnie rodziny. Osoba prowadząca wspólną modlitwę na samym jej początku zachęca do rachunku sumienia, zostawia chwilę ciszy, a potem posługuje się słowami jednego z aktów pokuty, np. znanym ze Mszy świętej. Jeżeli w danym dniu działo się w domu zło znane wszystkim, dobrze jest głośno je wymienić i przeprosić za nie Boga, a może i domowników (lub oni siebie nawzajem). Po takim akcie pokuty wspólna modlitwa staje się zupełnie inna, gdyż dopiero wtedy jednoczy ona ludzi z Bogiem, gdy nic ich nie dzieli między sobą.

    Gdy sumienie nam coś wyrzuca, nawet bardzo delikatnie, warto to sobie zapisać. Nie będzie później problemu z rachunkiem sumienia przed spowiedzią. Będziemy wtedy mogli zauważyć także liczbę tych duchowych potknięć czy niedoskonałości na przestrzeni określonego czasu, co pomoże nam zwrócić na nie baczniejszą uwagę i je wyeliminować.

Reklamy