Ks. Adam Skwarczyński – Iskra III: Jak „Iskra z Polski” może odpowiedzieć na oczekiwania Boga Ojca względem ludzkości

I. Czego pragnął i oczekiwał Bóg Ojciec, przychodząc na ziemię?

Rok 1932 – Bóg Ojciec przychodzi do ludzkości!

Iskra3Codziennie anioł z kadzielnicą, znany nam z Apokalipsy św. Jana, zanosi przed tron Boga w Niebie modlitwy dzieci Bożych, unoszące się z ziemi. Wśród nich uprzywilejowane miejsce zajmuje Modlitwa Pańska. Słowami, przekazanymi nam przez Syna Bożego, od tak dawna miliony serc wołają do Boga Ojca: „Przyjdź królestwo Twoje!”. Czy jednak wielu z tych modlących się wierzy w to, że zbliża się czas, gdy ta modlitwa Kościoła zostanie wysłuchana? Że nadchodzi epoka królowania Boga Ojca na ziemi? Taki czas, w którym święci, zamieszkujący ziemię, będą starali się pełnić wolę Ojca w sposób tak doskonały, jak święci w Niebie?
Gdy byliśmy małymi dziećmi, dorośli kładli naszą prawą rękę na czole i uczyli nas wymawiać „W imię Ojca…” – żegnać się znakiem krzyża. I chociaż prawie każdą modlitwę rozpoczynamy w ten sposób, czy rzeczywiście nasza myśl biegnie ku Bogu Ojcu? A może wymawiamy Jego imię bezmyślnie, z przyzwyczajenia, a tak naprawdę jest w naszym życiu Wielkim Nieobecnym?
Często, niestety, tak na pewno jest. Jednak sam Bóg Ojciec pragnie, by to się zmieniło. W 1932 roku włoskiej zakonnicy Eugenii Ravasio przekazał swoje orędzie do całego Kościoła, a nawet świata, opatrzone tytułem: „Ojciec mówi do swoich dzieci”. Nie jest ono zbyt obszerne: zajmuje około 30-35 stron zeszytowych, zależnie od wielkości czcionki drukarskiej. Zapoznając się z nim, zwróćmy uwagę na niezwykły dramatyzm, którym niekiedy nacechowane są słowa Boskiego Autora, np. w następujących zdaniach: «Zrozumcie, o ludzie, że od całej wieczności miałem tylko jedno pragnienie: dać się poznać ludziom i sprawić, by Mnie miłowali. Pragnąłem nieustannie być przy nich. […] Przynajmniej wy – którzy wiecie, iż Ja sam przychodzę, aby z wami rozmawiać, aby dać wam poznać Moją Miłość – nie rzucajcie się w otchłań [piekła] przez litość nad sobą. Jestem waszym Ojcem!».
Były na przestrzeni wieków liczne osoby, które otrzymały od Boga wewnętrzne pouczenia, objawienia, orędzia, jednak spotkanie z Bogiem Ojcem, opisane przez s. Eugenię, posiada wyjątkowy charakter. Oto jego cechy:
– nie było jakąś mglistą wizją, lecz rzeczywistym spotkaniem, podpadającym pod zmysły;
– było od dawna przygotowywane, a nastąpiło pod konkretną datą, wybraną przez Boga Ojca. Było to święto Przenajdroższej Krwi Jezusa (1 lipca, zniesione po Vaticanum II);
– Bóg przyjął postać zwykłego człowieka, siadając obok zakonnicy, co ukazuje Jego obraz: «Widzicie, położyłem Moją koronę u Mych stóp, a świat – na Moim sercu. Zostawiłem Moją chwałę w Niebie i przyszedłem tutaj, czyniąc siebie wszystkim dla wszystkich: biednym z biednymi, bogatym z bogatymi»;
– siostra wyraźnie rozróżnia między tym, co było przeznaczone tylko dla niej a tym, co Bóg Ojciec chciał przekazać całemu światu. Orędzie do świata podyktował po łacinie, w języku zakonnicy nieznanym, lecz będącym urzędowym i liturgicznym językiem Kościoła katolickiego. Tym samym powierzył je Kościołowi.

Ojciec był z nami od początku na ziemi.
Jako Stwórca, kierując się miłością, powołał do istnienia nas, istoty na swój obraz, wcześniej zatroszczywszy się o odpowiednie dla nas środowisko życia. Potem dał nam udział w swoim własnym życiu: «Od czasu stworzenia człowieka nigdy – ani przez chwilę – nie przestałem trwać przy nim. Jako Stwórca i Ojciec człowieka odczuwam potrzebę kochania go. Nie dlatego jednak, żebym go potrzebował. To Moja Miłość Ojca i Stworzyciela każe Mi odczuwać tę potrzebę kochania człowieka. Trwam więc blisko człowieka. Wszędzie idę za nim, pomagam mu we wszystkim, zaradzam wszystkiemu. Widzę jego potrzeby, jego udręki, wszystkie jego pragnienia. Moim największym szczęściem jest przychodzenie mu z pomocą i ratowanie go».
Jego nieskończona dobroć objawiła się zwłaszcza po grzechu pierworodnym. Ukochał nas bardziej niż matka, przez Niego stworzona, gdyż ta niekiedy mniej kocha dziecko ułomne, a Bóg – przeciwnie: to najsłabsze kocha bardziej, i to niezależnie od okresu jego życia. Dalej znajdujemy wstrząsający opis czuwania Ojca Niebieskiego przy synu marnotrawnym przez całe jego życie, aż do jego śmierci, w oczekiwaniu, że może w ostatnim momencie zaufa Ojcu i nawróci się. Całe Niebo rozradowałoby się ze zwycięstwa!
Chociaż cała historia zbawienia była nacechowana obecnością Ojca, przez ludzi z reguły nie została ta obecność rozpoznana. Tak było w czasach i Starego, i Nowego Przymierza. W Starym udzielał się duszom sprawiedliwym, np. Mojżeszowi, któremu kazał zbudować Przybytek i Arkę Przymierza, a także dał Przykazania, od których ludzie prędko odstąpili. Gdy ani Patriarchowie, ani Prorocy nie zdobyli ludzkich serc dla Ojca, postanowił przyjść na ziemię sam w swoim Synu.
Zdecydował się na to, chociaż wiedział, jak ludzie obejdą się z Synem. Wiedział, że Miłość nie zostanie rozpoznana, a jednak nie cofnął się przed tym krokiem. Prowadził na ziemi wraz z Synem «życie pełne wyrzeczeń i pracy». Pan Jezus, nauczając, przy wielu okazjach mówił o swoim Ojcu, do którego nie można przyjść inaczej, jak tylko przez Syna. Gdy został odrzucony, wzgardzony, wreszcie ukrzyżowany – ludzie obeszli się z Nim w tak okrutny sposób – Ojciec w swoim Synu doświadczył tego samego! Jednak nie przekreśliło to Jego miłości do ludzi. «Nic Mnie nie powstrzymało – mówi w Orędziu – ale zauważcie, że was ukochałem, można by rzec, bardziej niż Mojego Umiłowanego Syna, lub raczej – bardziej niż Siebie samego».

Bóg Ojciec – naszym głównym Zbawicielem.
Jeśli Bóg Ojciec jest naszym „Zbawicielem” – a w Orędziu niedwuznacznie siebie określa On tym terminem – to w takim razie kim jest Chrystus? Odpowiedź jest prosta: tylko Jezus jest Odkupicielem, gdyż ofiarował Ojcu za grzeszników samego siebie, umierając za nas na krzyżu. Swoją Ofiarą doprowadził do pojednania ludzkości z Bogiem i do wprowadzenia pokoju między ziemią i Niebem przez krew swego krzyża (por. Kol 1,20). Natomiast dzieło zbawienia rozciąga się na wszystkie czasy i dotyczy każdego człowieka dobrej woli oraz całej jego drogi przez ziemię. Zbawienie wymaga współpracy człowieka z Bogiem jako dawcą łask oraz wszelkich pomocy do dobrego życia. Każda z Osób Boskich, umożliwiając człowiekowi zbawienie, staje się, na swój sposób, jego Zbawicielem. Także wszyscy aniołowie i ludzie zaangażowani są w dzieło zbawienia, posłani przez Boga jako towarzysze w pielgrzymce dzieci Bożych przez ziemię do Nieba. „Jedni drugich brzemiona noszą” (por. Ga 6,2).
To właśnie Bóg Ojciec przychodzi z pomocą grzesznikom: «Oczywiście dobrze rozumiem słabość Moich dzieci! Dlatego poleciłem Mojemu Synowi dać im środki, za pomocą których dźwigną się ze swoich upadków. Te środki pomogą im oczyścić się z grzechów, aby znów stali się dziećmi Mojej Miłości. To głównie siedem Sakramentów. Jednak najdonioślejszym środkiem zbawienia – pomimo waszych upadków – jest dla was Krzyż i Najdroższa Krew Mojego Syna, która w każdej chwili spływa na was, pod warunkiem że tego pragniecie, czy to w Sakramencie Pokuty, czy podczas Ofiary Mszy Świętej». Z tych środków mogą skorzystać tylko ci, którzy okażą skruchę, przychodząc do Boga nie z lękiem, lecz z miłością.
Tak dochodzimy do ukazania nam trzech dróg, którymi przychodzi do nas Bóg Ojciec. Ukazania niezwykle jasnego; czy którykolwiek z teologów potrafiłby tak sformułować te prawdy?
(A). «KRZYŻ jest Moją drogą zstępowania ku Moim dzieciom, gdyż sprawiłem, że przez Krzyż odkupił was Mój Syn. A dla was Krzyż jest drogą dojścia do Mego Syna, a przez Mojego Syna – do Mnie. Bez krzyża nigdy nie moglibyście przyjść do Mnie, bowiem przez grzech człowiek ściągnął na siebie karę rozłąki z Bogiem.
(B). W EUCHARYSTII mieszkam wśród was jak Ojciec w swojej rodzinie. Chciałem, żeby Mój Syn ustanowił Eucharystię, aby z każdego tabernakulum uczynić skarbiec Moich Łask, Moich Bogactw i Mojej Miłości i aby je rozdawać ludziom, Moim dzieciom. Sprawiam, że tymi dwiema drogami nieustannie zstępuje Moja Potęga oraz Moje niezmierzone Miłosierdzie.
(C). Przychodzę do was także przez MOJEGO DUCHA ŚWIĘTEGO. Dzieło Trzeciej Osoby Mojego Bóstwa dokonuje się bez rozgłosu i człowiek często Go nie dostrzega. Dla Mnie jednak jest to bardzo odpowiedni sposób, umożliwiający Mi przebywanie nie tylko w tabernakulum, ale również w duszach wszystkich, którzy znajdują się w stanie łaski. W nich ustanawiam Mój Tron i tam zawsze przebywam jak prawdziwy Ojciec, który kocha, chroni i wspiera swoje dziecko».
To prawda, że największym pragnieniem Ojca jest doprowadzenie swoich dzieci do wiecznego domu, do pełni szczęśliwości u Jego boku, co mocno podkreśla. Nie znaczy to jednak, że lekceważy naszą trudną doczesność: «Chciałbym, aby wszystkie Moje stworzenia nabrały przekonania, że istnieje Ojciec, który czuwa nad nimi i który chciałby dać im odczuć przedsmak szczęścia wiecznego już tu, na ziemi».

A. Bóg Ojciec o Krzyżu
Ojciec dzielił z Synem przez 33 lata wszystko, przez co Jezus przechodził na ziemi, a więc i cierpienie, i doznawanie wielkiej niewdzięczności od ludzi: «W Moim Synu źle się ze Mną obejdą pomimo całego dobra, jakie im wyświadczy. Znieważą Mnie w Moim Synu, ukrzyżują, aby Mnie zabić.
[…] Ukochałem was, można by rzec, bardziej niż Mojego Umiłowanego Syna, lub raczej – bardziej niż siebie samego. Gdyby bowiem życie i śmierć jednego z Moich stworzeń – podobna do śmierci Mojego Syna – wystarczyła na zadośćuczynienie za grzechy innych ludzi, zawahałbym się. Dlaczego? Dlatego, że zdradziłbym Moją Miłość, skazując na cierpienie inne dziecko które kocham, zamiast cierpieć samemu w Moim Synu. Nie chciałbym nigdy sprawiać podobnego cierpienia Moim dzieciom».
Mówiąc o krzyżu jako „drodze” Bóg Ojciec może mieć na myśli zarówno ten, na którym umarł Odkupiciel, jak i nasz osobisty, chociaż nie jest on nawet cieniem Chrystusowego. Nasi prarodzice, utraciwszy Raj, od razu obarczeni zostali krzyżem cierpienia: ziemia zaczęła im rodzić osty i ciernie, a bóle porodowe stały się udziałem każdej matki. Ich pierworodny syn stał się zabójcą swojego brata. Posłuszeństwo Bogu – jako wyraz miłości ku Niemu – będzie odtąd wypróbowywane przez „potoki i wichry”, uderzające w każdy „dom” – i ten zbudowany na skale, i ten na piasku (Mt 7,24-27). Każde dobro będzie wymagało wysiłku, zmagania się z przeciwnościami, ponoszenia ofiar. Osiągnię­cie największego z dóbr – wiecznego zbawienia – będzie kosztowało najwięcej, i to (w wyjątkowy sposób) ofiarującego się za nas Bogu Ojcu Jego jedynego Syna jako Odkupiciela, jak też i nas samych.

B. Bóg Ojciec… w Eucharystii?
Najświętszy Sakrament jest mieszkaniem nie tylko Syna Bożego, ale i Boga Ojca… Czy słyszeliśmy kiedykolwiek w kościołach głoszenie tej prawdy? Raczej wprost przeciwnie: niejeden teolog byłby nią zaskoczony, a może nawet chciałby ją zwalczać! Tymczasem jest ona łatwa do przyjęcia, gdy uświadomimy sobie, że cały Ojciec zawsze jest obecny w swoim Synu (i cały jednocześnie w Duchu Świętym), a Syn cały w Ojcu. Mało tego: cały Syn Boży oddaje się mnie w Komunii świętej, pozostając jednocześnie zjednoczonym z Ojcem. Stąd wynika, że w Komunii świętej jest On dla mnie drogą, prowadzącą do Ojca. Jest nią także dla tych, którzy nie przystępują do Komunii świętej, ale żyją bez grzechu ciężkiego, trzymając się Dekalogu. Nasz Pan powiedział o tym wyraźnie: „Jeśli kto Mnie miłuje, będzie zachowywał Moją naukę, a Ojciec Mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy u niego przebywać” (J 14, 23). Gdy więc trzymam się tej nauki, to również wtedy, gdy zaniknie już we mnie postać konsekrowanego Chleba, Bóg w Trójcy Świętej we mnie mieszka.
Jak z powyższego wynika, w Eucharystii Bóg Ojciec nieustannie daje swym ziemskim dzieciom swojego Jedynego Syna. Możemy więc z tą świadomością przystępować do Komunii świętej. Skoro cała Msza święta jest ukierunkowana ku Bogu Ojcu, dlaczego ten jakże cenny i wspaniały moment, w którym otrzymujemy od Ojca „nasz Chleb Powszedni”, nie miałby wiązać się z okazaniem Bogu Ojcu wdzięczności, radości, szczęścia stąd płynącego? Może w świecie oczyszczonym przez Paruzję znajdą się poeci i muzycy, którzy skomponują pieśni eucharystyczne, skierowane ku Bogu Ojcu, dającemu nam swego Syna? Czyż od początku w Kościele nie śpiewano długiej pieśni eucharystycznej, znanej nam z „Nauki Dwunastu Apostołów”: „Dziękujemy Ci Ojcze nasz za święty winny szczep Dawida, który nam poznać dałeś przez Jezusa, Syna Twego”?

C. Duch Święty „przywołuje” Ojca do naszych serc.
O ile Komunia święta jest obdarowaniem nas Chlebem Eucharystycznym, który po pewnym czasie zanika w nas, o tyle Sakrament Bierzmowania czyni z nas mieszkanie Ducha Świętego bez żadnych ograniczeń czasowych, jeśli tylko żyjemy w łasce uświęcającej (grzech ciężki jest „wypędzeniem” Boga z Jego tronu w duszy, a oddaniem go szatanowi). Bóg Ojciec wykorzystuje ten Sakrament, by stale mieszkać w nas w zjednoczeniu z Duchem Świętym, który nieustannie w naszych sercach woła (a my w Nim): „Abba, Ojcze!” (Ga 4,6, Rz 8,15). Jak piękna, uduchowiona, przemieniona będzie ziemia po Paruzji, gdy wszystkie serca otworzą się dla Boga, a Duch Święty doprowadzi swoje dzieło do końca przez niezwykły rozkwit swoich darów, owoców i charyzmatów! Bóg Ojciec będzie mógł się wtedy radować szczęściem swoich dzieci na ziemi, zanim nie otworzy im bramy Nieba. Będzie to świat „Nowej Pięćdziesiątnicy” – wyjątkowej obecności Ducha Świętego w „wieczerniku” przemienionej ziemi.

Cel tego wyjątkowego przyjścia Boga Ojca.
Orędzie zredagował prawdziwy Mistrz: najpierw w punktach określił cel swojego przyjścia, potem te punkty rozwinie.
«1) Przychodzę, aby wygnać przesadny lęk, który Moje stworzenia odczuwają wobec Mnie. Pragnę uzmysłowić im, że Moja radość polega na tym, abym był znany i kochany przez Moje dzieci, to znaczy przez całą ludzkość obecną i przyszłą.
2) Przychodzę przynieść nadzieję ludziom i narodom. Iluż od dawna już ją utraciło! Ta nadzieja pozwoli im pracować dla swego zbawienia, żyjąc w pokoju i bezpieczeństwie.
3) Przychodzę, aby Mnie poznano takim, jakim jestem; aby ufność ludzi wzrastała jednocześnie z miłością do Mnie, ich Ojca, mającego tylko jedno pragnienie: czuwać nad wszystkimi ludźmi i kochać ich jak swoje dzieci».
Dowiadujemy się więc, że Bóg Ojciec chce być poznany, uczczony i umiłowany przez wszystkie swoje ziemskie dzieci. Poda nawet dalej praktyki, które powinni wdrożyć miłujący Go, po uprzednim uznaniu ich i zatwierdzeniu przez Kościół, z papieżem na czele. Ponieważ tak naprawdę nie jest znany, gdyż ludzie wypaczyli Jego obraz – stwierdza: «Przychodzę upodobnić się do Moich stworzeń, by skorygować pojęcie, jakie macie o Bogu straszliwie sprawiedliwym (nieco wcześniej: skorygować miłość, którą Mi ofiarowujecie, zafałszowaną z powodu lęku). Widzę bowiem, że ludzie przechodzą przez życie, nie powierzając się swemu jedynemu Ojcu, który chciałby aby wiedzieli, że Jego jedynym pragnieniem jest ułatwić im życie ziemskie, by potem dać im w Niebie życie całkowicie Boże».
Bóg Ojciec przekonuje nas, że «odrobiną miłości można odpokutować za ogrom występków». Tę naszą miłość weźmie pod uwagę na sądzie. «Trzeba kochać Mnie i czcić, abyście wcale nie byli sądzeni, albo, co najwyżej, sądzeni z nieskończenie miłosierną miłością».

Dlaczego właśnie w takiej postaci przychodzi nasz Ojciec?
Z Orędzia wynika, że na ziemi, okazując Bogu Ojcu miłość, możemy dojść do wielkiej zażyłości z Nim, której On sam jest spragniony. Gdy ujrzymy Go w Niebie w Jego majestacie, będzie to już prawdopodobnie niemożliwe.
Pamiętam z pierwszej wizyty w Niebie, w którym znalazłem się jako małe dziecko, wtulone w ramiona Matki Najświętszej, że niezliczone stworzenia otaczały Ojca jak różnobarwne ważki olbrzymią tarczę słońca. Richard Sigmund, który w czasie śmierci klinicznej mógł zbliżyć się do tronu Boga Ojca – jego książka „Byłem w niebie” przyniosła wiele korzyści duchowych czytelnikom – był zdumiony ogromem postaci Ojca. Wydawało mu się, że Jego stopy miały wielkość obu Ameryk. Czuł ogromną potrzebę okazania Mu czci i miłości przez zajęcie jak najbardziej pokornej postawy, opierając czoło o ziemię.
Nie zawsze łatwo jest grzesznikom wejść na drogę nawrócenia, zwłaszcza gdy wyobrażają sobie Boga Ojca w sposób niewłaściwy. Na to On sam zwraca nam uwagę, i to w słowach pełnych ekspresji, opatrzonych wykrzyknikami: «Nie wierzcie, że jestem owym strasznym starcem, którego ludzie przedstawiają na swoich obrazach i w swoich książkach! Nie, nie, nie jestem ani młodszy ani starszy od Mojego Syna i Mego Ducha Świętego! Dlatego też chciałbym, aby wszyscy – od dziecka do starca – nazywali Mnie z ufnością Ojcem i przyjacielem, ponieważ zawsze jestem z wami, jak również bratem, gdyż czynię się podobnym do was, żeby was upodobnić do Mnie. […] Czy nie stworzyłem was na Mój obraz? Stworzyłem was na Moje podobieństwo, byście nie znajdowali niczego dziwnego w tym, że rozmawiacie i przyjaźnicie się z waszym Ojcem, Stwórcą i Bogiem. Przecież – dzięki Mojej miłosiernej Dobroci – staliście się dziećmi Mojej Ojcowskiej i Boskiej Miłości. […] Dając wam życie, chciałem was stworzyć na Moje podobieństwo! Wasze serce jest zatem wrażliwe tak jak Moje, a Moje – jak wasze!».

Bóg Ojciec jest czczony w Synu, ale to nie wystarczy.
«Przyznaję, że oddajecie Mi cześć w Moim Synu i że niektórzy potrafią wznieść się całkowicie od Mego Syna do Mnie, ale jest ich bardzo niewielu. Nie sądźcie jednak, że oddając cześć Mojemu Synowi nie czcicie Mnie! Oczywiście że tak! Czcicie Mnie, ponieważ przebywam w Moim Synu! Zatem wszystko, co stanowi Jego chwałę, jest również Moją chwałą! […] To prawda, że z całą żarliwością czcicie królewską godność Syna Mojego Jezusa, a w Nim czcicie Mnie. Czy odmówicie waszemu Ojcu tej wielkiej chwały, ogłaszając Mnie „KRÓLEM” albo przynajmniej pozwalając Mi królować, aby wszyscy mogli Mnie poznać i ukochać?
Pragnę, abyście obchodzili uroczyście święto królewskiej godności Mego Syna Jezusa, aby wynagrodzić za obelgi, którymi obrzucano Go przed Piłatem, za zniewagi doznane od żołnierzy, którzy biczowali Jego święte i niewinne ciało człowiecze. Nie proszę o usunięcie tego święta. Przeciwnie, proszę, byście obchodzili je uroczyście z zapałem i z żarliwością. Jednak aby wszyscy mogli rzeczywiście poznać tego Króla, trzeba także poznać Jego Królestwo. Otóż, ażeby dojść w sposób doskonały do tego podwójnego poznania, trzeba jeszcze poznać Ojca tego Króla, Stwórcę tego Królestwa». Orędzie, ustanowienie święta Boga Ojca oraz namalowany przez siostrę Eugenię obraz Boga Ojca ma służyć temu właśnie celowi. Potrzebni są także apostołowie, którzy poniosą w świat dobrą nowinę o miłości Ojca.
Przychodząc na ziemię w ludzkiej, „pokornej” postaci, Bóg Ojciec w swoim Orędziu mówi, że pragnie odbierać od każdego człowieka „trzy wyrazy hołdu”, mianowicie chce być „znany, kochany i czczony” przez wszystkich ludzi. Jeśli przeszukać cały tekst pod kątem słowa „znany”, występuje ono aż 14 razy, najczęściej z połączeniu z pozostałymi dwoma, co świadczy o roli, jaką w zamyśle naszego Ojca ma spełnić Jego Orędzie.

Skutki braku w świecie szczególnego kultu Boga Ojca.
„Większa będzie radość w Niebie z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z 99 sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia” (Łk 15,7) – stwierdził Pan Jezus. W Orędziu Bóg Ojciec nawiązuje do tej właśnie radości, którą sprawia Mu powrót Jego dzieci na właściwą drogę. Jednak radość Ojca, związana z liczbą nawróceń na wielką skalę, jest ściśle zależna od tego, czy w świecie rozkwitnie prawdziwy Jego kult. Ponieważ wciąż go brak, Bóg Ojciec z bólem serca mówi: «Wierzcie, iż gdybyście zaczęli czcić Mnie – począwszy od pierwotnego Kościoła – dbając, by oddawano Mi cześć przez szczególny kult, po upływie dwudziestu wieków pozostałoby niewielu ludzi żyjących w bałwochwalstwie, w pogaństwie czy w innych fałszywych i złych sektach, do których człowiek pędzi z zamkniętymi oczami, aby rzucić się w otchłań ognia wiecznego! I zobaczcie, ile zostało jeszcze do zrobienia! Nadeszła Moja godzina! Trzeba, aby ludzie Mnie znali, kochali i czcili, abym stworzywszy ich mógł być ich Ojcem, potem Zbawicielem, i w końcu obiektem ich wiekuistej szczęśliwości!».

II. Do kogo skierował Ojciec swoje Orędzie i z jakim skutkiem?
Adolf Hitler przygotowywał się do objęcia władzy, mając zburzyć pokój i doprowadzić do śmierci milionów ludzi, a Józef Stalin miał już na swoim koncie wiele zbrodni, planując dalsze. W tym czasie Pan Jezus objawia się krakowskiej pielęgniarce Rozalii Celakównie, domagając się wprowadzenia Go na tron Polski, co ma być dobrym przykładem dla innych narodów. Obiecuje powstrzymać zbliżający się straszny rozlew krwi, jeśli Jego prośba zostanie spełniona. Jednocze­śnie we Włoszech przełożonej generalnej zgromadzenia Matki Bożej od Apostołów, matce Eugenii Ravasio, objawia się Bóg Ojciec, powierzając jej swoje własne Dzieło, jak je nazywa. I w Polsce, i we Włoszech osoby obdarzone niezwykłym posłannictwem są przynagla­ne do działania, gdyż Bóg chce uratować świat od wielkich, a szybko zbliżających się nieszczęść. «Jeżeli cała ludzkość wezwie Mnie i uczci – czytamy w Orędziu – sprawię, że Duch Pokoju zstąpi na nią niby dobroczynna rosa. Jeżeli wszystkie narody będą Mnie wzywać i czcić, nigdy nie będzie już niezgody ani wojen, gdyż Ja jestem Bogiem Pokoju i tam gdzie jestem, nie będzie wojny. Chcecie osiągnąć zwycięstwo nad waszym nieprzyjacielem? Wzywajcie Mnie, a zatriumfujecie nad nim zwycięsko».
Polacy zawiedli Chrystusa, więc zapowiedziane klęski spadły nie tylko na nich, lecz i na świat. A jak było z adresatami Orędzia Boga Ojca? Na ile odpowiedzieli oni na Jego prośby i oczekiwania?
Siostra Eugenia zmarła 10 sierpnia 1990 roku. Czy nie było dla niej cierpieniem, że ordynariusz miejsca, biskup Grenoble, czekał aż trzy lata z powołaniem komisji ekspertów, mających ocenić zarówno jej walory osobiste, jak i treść Orędzia? Że proces kanoniczny, bardzo dla niej uciążliwy, a nawet upokarzający, trwał aż 10 lat – do końca drugiej wojny światowej? Że pierwsze tłumaczenie Orędzia z łaciny na włoski ukazało się dopiero 50 lat od przyjścia Boga Ojca na ziemię, a w roku jej śmierci liczba języków, na które dokonano przekładu, nie przekroczyła kilkunastu?
Pytania można by mnożyć. Jest dzisiaj oczywiste, że apele i przynaglenia ze strony Boga Ojca pozostały w zasadzie przez tyle lat bez odpowiedzi. Wolno nam tak twierdzić z następujących powodów:
1. Papieżem, do którego zwrócił się wtedy Bóg Ojciec («Mojemu Wikariuszowi powierzam Dzieło»), był Pius XI, który może nie został nawet powiadomiony o Orędziu, zawierającym aż sześć postulatów do niego skierowanych. Oto one:
1). by ustanowił pierwszą niedzielę sierpnia albo dzień 7 sierpnia świętem ku czci Boga Ojca;
2). by całe duchowieństwo przystąpiło do uczczenia Ojca i dopomogło w tym wszystkim wiernym;
3). by obraz Boga Ojca był pomocą we wprowadzeniu kultu wszędzie tam, gdzie znajduje się nie tylko jakaś ludzka społeczność czy grupa, ale nawet jeden człowiek;
4). by kapłani wypełniali pewne pobożne praktyki ku czci Ojca oraz by odważnie szli do świata, nakłaniając do tego samego świeckich;
5). by szczególna cześć Boga Ojca rozkwitła w seminariach, w nowicjatach, w szkołach i w internatach;
6). by szczególnym kultem wykazali się kapłani, zakonnicy i zakonnice; niech też poznają Ojca na podstawie Pisma Świętego oraz przekazują ofiarnie zasady kultu ludziom świeckim.
2. Do biskupa ordynariusza z Grenoble Bóg Ojciec zwrócił się imiennie: «Pragnę powiedzieć słowo również do ciebie, synu Mój Aleksandrze, aby Moje pragnienia zrealizowały się na świecie. Jest rzeczą konieczną, abyś z ojcem duchownym tej „małej roślinki” Mojego Syna Jezusa był promotorem tego Dzieła, to znaczy specjalnego Kultu, jakiego oczekuję od ludzi. Wam, dzieci Moje, powierzam to Dzieło i jego doniosłą przyszłość».
Mimo bardzo pozytywnego pod każdym względem świadectwa biskupa Caillot, wydanego w 1945 roku, po zakończeniu dziesięciole­tniej pracy powołanej przez niego komisji ekspertów, rozpowszech­nie­nie Orędzia Boga Ojca oraz odpowiedź władz kościelnych na Jego prośby utknęły w martwym punkcie.
Powstaje pytanie: czy tenże biskup zrobił cokolwiek w tym kierunku, by Orędzie przekazać papieżowi? A jeśli to uczynił, z jakim spotkał się odzewem z jego strony? Jak się wydaje, do dzisiaj wszyscy kolejni papieże nie zabrali głosu w tej sprawie ani nie uczynili niczego, by przyczynić się do ustanowienia święta Boga Ojca oraz do rozpowszechnienia Orędzia, zawierającego szereg postulatów Ojca, wśród nich odnoszącego się do obrazu. Namalowany przez siostrę Eugenię Ravasio obraz uważa się dzisiaj za zaginiony, a może ukryty… Mamy wprawdzie czarno-białe jego zdjęcie, jednak wykonane już po „korekcie”, która – wymuszona przez któregoś z hierarchów Kościoła – polegała na… domalowaniu Bogu Ojcu wąsów i brody! Odtąd Jego twarz na tym obrazie w zasadzie nie różni się od twarzy Syna Bożego.
Wg wyżej zamieszczonego cytatu Bóg Ojciec pragnął, by biskup oraz kierownik duchowy s. Eugenii byli promotorami Jego Dzieła. Biskup nie mógł na własną rękę wprowadzić dorocznego święta ani zatwierdzić tekstów liturgicznych, miał jednak do dyspozycji – po ukończeniu prac komisji – tekst Orędzia oraz obraz Boga Ojca, mógł więc zapoczątkować Dzieło we własnej diecezji. Nie wykorzystał jednak tej możliwości, skoro na pierwsze tłumaczenie Orędzia na język nowożytny (włoski) trzeba było czekać aż prawie 40 lat od wydania przez niego pozytywnego świadectwa, a obraz do dzisiaj pozostaje nieznany.

3. Ruch oddolny?
Skoro hierarchia Kościoła nie odpowiedziała dotychczas na oczekiwania Boga Ojca, czy wobec tego istnieje jakiś ruch oddolny, stanowiący odpowiedź na te oczekiwania? Przecież Ojciec zwrócił się do całego duchowieństwa, a pod koniec Orędzia zawarł w nim taki apel: «[…] Kapłani, zakonnicy i zakonnice, jesteście poświęceni Mojej służbie […]. A oto Moje życzenie: wy, którzy łatwiej pojmujecie, czego oczekuję od ludzkości, proście Mnie, abym mógł wypełniać Dzieło Mojej Miłości we wszystkich duszach. Wy znacie wszystkie trudności, które trzeba przezwyciężyć, aby zdobyć jedną duszę. Oto więc skuteczny środek, który sprawi, że łatwo wam będzie pozyskać dla Mnie ogromne mnóstwo dusz: doprowadzenie do tego, że będę znany, kochany i czczony przez ludzi. Przede wszystkim pragnę, abyście właśnie wy zaczęli jako pierwsi. Co za radość dla Mnie najpierw znaleźć miejsce w domach kapłanów, zakonników i zakonnic!».
Mimo iż dalej Bóg Ojciec daje wspaniałe obietnice, dotyczące tych wybranych (na których apostolstwo tak bardzo liczy!), a w dalszej kolejności wszystkich ludzi – zarówno prawdziwie wierzących, jak i «sceptyków, ignorantów, ofiary zabobonów» – Jego apel pozostał aż do dziś raczej bez odpowiedzi. Zdarza się, że natrafia na opór, a nawet odrzucenie ten, kto podejmuje próbę zaangażowania w kult Boga Ojca jakiejś grupy osób, przekraczając barierę pobożności czysto osobistej, zwłaszcza gdy próbuje promować ten kult w świątyni. Zresztą księża, nie mając tekstów liturgicznych ani modlitw we własnym języku, zaaprobowanych przez Władzę Kościoła, na ogół bardzo nieśmiało wypowiadają się na ten temat, i to nawet w pierwszą niedzielę sierpnia, a cóż dopiero w innych okresach roku. Niewątpliwie biskupi ordynariusze na terenie swoich diecezji mogliby coś zrobić w tym kierunku, choć nie do nich należy ustanowienie święta, o które prosi Bóg Ojciec. Tymczasem nie mamy nawet polskiego tłumaczenia tekstu Orędzia, który by zyskał aprobatę któregoś z biskupów, a szkoda.
Z pewnością są klasztory, w których Orędzie Boga Ojca jest znane, co znajduje wyraz w modlitwach, chociaż trudno by było ustalić, ile jest takich domów. Już łatwiej spotkać osoby świeckie, które się słowami Boga Ojca przejęły, choć są względnie nieliczne. Modlą się, niekiedy w grupach, i robią co mogą, by w swoim środowisku rozpowszechniać Orędzie. Na szczęście do tego szlachetnego celu wykorzystywany jest ostatnio internet, ale i ten środek jest jakże niewystarczający, skoro liczba mieszkańców ziemi przekroczyła 7 miliardów, a przynaglenia i oczekiwania Boga Ojca sprzed ponad 80 lat są niedwuznaczne: «Czas nagli. Chciałbym, żeby człowiek dowiedział się jak najprędzej, że kocham go i doznaję największej radości, przebywając z nim i rozmawiając jak ojciec ze swoimi dziećmi. […] Aby to Dzieło, którego pragnę dokonać wśród ludzi, mogło rozprzestrzeniać się we wszystkich narodach możliwie najszybciej […]».
4. Co z apelem Ojca do wszystkich ludzi bez wyjątku?
Bóg Ojciec liczy na to, że specjalnym kultem, którego do tej pory na ziemi brakowało, otoczą Go wszyscy ludzie bez wyjątku, nawet zniewoleni. Że rozpoznają w Nim przyjaciela, powiernika, opiekuna, brata. Że okażą Mu miłość, cześć i wdzięczność za wszystko, i to niezależnie od stanu moralnego, w jakim się teraz znajdują. Jeśli rzucą się z ufnością w ocean Miłosierdzia, odnajdą pokój i radość, a nawet będą zdolni żyć w Ojcu, umierając dla samych siebie. Dotyczy to także tych spoza Kościoła, a może nawet ich w sposób szczególny. Czyż Bóg Ojciec nie kieruje się tą samą ideą, którą nakreślił Jego Syn: „Nie przyszedłem szukać sprawiedliwych, ale grzeszników; nie potrzebują lekarza zdrowi, ale źle się mający”? Powstaje jednak pytanie, jak do tych zagubionych owiec dotrzeć? Jak mają poznać Ojca, skoro Jego Orędzia nie ma komu przetłumaczyć na wszystkie języki i wydrukować w milionach egzemplarzy, a Jego obraz jest całkiem nieznany?
«Jeżeli nie możecie mówić do nich bezpośrednio – zachęca nas Autor Orędzia – szukajcie innych sposobów. Wprowadzajcie w życie tysiące pomysłów bezpośrednich i pośrednich. Posługujcie się nimi w pracy, w prawdziwym duchu uczniów i z wielkim zapałem. Obiecuję wam, że wasze wysiłki – dzięki łasce – wkrótce będą ukoronowane wielkimi sukcesami. Stańcie się apostołami Mojej ojcowskiej Dobroci, a przez gorliwość, jaką dam wam wszystkim, będziecie mieć siłę i moc nad duszami.
Będę zawsze przy was i w was. Jeżeli dwóch będzie przemawiać, Ja będę między tymi dwoma; jeżeli będzie was więcej, będę między wami. W ten sposób będziecie mówić to, czym Ja was natchnę, i wprowadzę waszych słuchaczy w pożądane nastawienie. I tak ludzie zostaną podbici miłością i zbawieni na całą wieczność.
Jeśli chodzi o sposoby oddania Mi czci – tak jak tego pragnę – nie proszę was o nic innego, jak tylko o wielkie zawierzenie. Nie sądźcie, że oczekuję od was surowości obyczajów, umartwień, że chcę, byście chodzili boso lub padali twarzą w proch, posypywali się popiołem itp. …Nie, nie! Chcę – i to jest Mi drogie – byście zachowywali wobec Mnie postawę dziecięcą, przez prostotę i ufność do Mnie!
Z waszą pomocą stanę się wszystkim dla wszystkich, jak najczulszy i najbardziej kochający Ojciec. Będę w zażyłości z wami wszystkimi, oddając się wam wszystkim, czyniąc się małym, aby was uczynić wielkimi na wieczność».
A więc, gdy nie możemy działać na wielką skalę, apostołujmy choćby w najbliższym otoczeniu, a przynajmniej – to możemy czynić wszyscy – żyjmy na co dzień duchem Orędzia. Zachowajmy wobec Boga Ojca postawę małych dzieci, nacechowaną prostotą i ufnością, dochodząc do zażyłości z Nim, której On sam pragnie.

III. Aktualność Orędzia i nasza na nie odpowiedź
Doszliśmy do refleksji dość smutnej: mimo upływu 84 lat od przyjścia Boga Ojca do całej ludzkości z naglącym Orędziem tylko niewielu ludzi, a przy tym w niewielkim zakresie, odpowiedziało pozytywnie na pragnienia i postulaty Boskiego Autora. Jednak Orędzie zawiera „proroctwo”, które niewątpliwie się wypełni, tyle że w swoim czasie: «Naprawdę, dzieci Moje, Kościół – społeczność, dla założenia której wysłałem Mego Syna – dopełni Mego Dzieła sprawiając, że zostanie uczczony Ten, który jest jego Twórcą: wasz Ojciec i Stworzyciel».
Jak widać, dzisiaj czas ten jeszcze nie nadszedł, gdyż w Kościele jako takim nie widać tendencji do poważnego potraktowania Orędzia wraz z zawartymi w nim prośbami Boga Ojca, m.in. o ustanowienie święta w pierwszą niedzielę sierpnia. Za to Paruzja – powtórne przyjście Jezusa – jest bardzo bliska, o czym zapewnia nas Matka Boża w swoich objawieniach i orędziach. Czyżby więc Paruzja miała zbiec się z zaprowadzeniem w świecie królestwa Boga Ojca?
Wszystko na to wskazuje! Będzie to okres królowania Boga nad światem, uwolnionym od panowania szatana-„zwodziciela narodów” oraz ludzi, którzy mu służyli. Zanim nie zostanie pokonany „ostatni wróg – śmierć” i nie nadejdzie zmartwychwstanie umarłych, Chrystus będzie królował w sercach tych, którzy będą do Niego należeć. Jednak – jak pisze św. Paweł (1 Kor 15,23-28) – Jezus „przekaże królowanie Bogu i Ojcu”. Pełne królowanie, obejmujące absolutnie cały świat. Tym samym Syn Boży-Syn Człowieczy i Głowa odkupionej ludzkości spełni wreszcie największe pragnienie Boga Ojca: «sprawi, że Ojciec, Bóg, zostanie poznany i pokochany» (czego nie był w stanie dokonać na skalę ogólnoświatową przy swoim pierwszym przyjściu). Ojciec natomiast będzie mógł wypełnić swoje obietnice, darząc pozostałych na świecie ludzi wielkim pokojem i doczesnym szczęściem, na którym tak Mu zależy.
W tym momencie stajemy wobec pytania: co w takim razie możemy uczynić my, przeciętni śmiertelnicy, by sprawić radość Bogu Ojcu, zanim nie otworzą się dla Niego wszystkie serca? Czy mamy jakiś sposób na to, by Go „uszczęśliwić”…?
Bóg Ojciec jest absolutnie, w pełni szczęśliwy w Trójcy Świętej i my, Jego stworzenia, niczego do tej pełni dodać nie możemy. Jednak, kochając nas i troszcząc się o nas, doświadcza szczęścia, które Jego Syn Jednorodzony w dialogu z pewną mistyczką nazwał „dodatkowym”. Doświadcza go zwłaszcza wtedy, gdy Jego przybrane dzieci, z ufnością powierzając Mu swoje potrzeby, okazują Mu miłość i wdzięczność. Czytamy w Orędziu: «Od czasu stworzenia człowieka nigdy – ani przez chwilę – nie przestałem trwać przy nim. Jako Stwórca i Ojciec człowieka odczuwam potrzebę kochania go. Nie dlatego jednak, żebym go potrzebował. To Moja Miłość Ojca i Stworzyciela każe Mi odczuwać tę potrzebę kochania człowieka. Trwam więc blisko człowieka. Wszędzie idę za nim, pomagam mu we wszystkim, zaradzam wszystkiemu. Widzę jego potrzeby, jego udręki, wszystkie jego pragnienia. Moim największym szczęściem jest przychodzenie człowiekowi z pomocą i ratowanie go […]. Moje Niebo jest na ziemi, z wami wszystkimi, o ludzie! Tak, to na ziemi i w waszych duszach szukam Mego szczęścia i radości. Możecie dać Mi tę radość, zresztą jest to waszym obowiązkiem wobec waszego Stworzyciela i Ojca. On tego pragnie i oczekuje od was. […] Nikt nie może pojąć radości, jaką odczuwam, kiedy jestem sam na sam z duszą. Nikt jeszcze nie zrozumiał bezmiernych pragnień Mego Serca Boga Ojca».
Niech nas poruszy to, że w Orędziu Bóg Ojciec aż dwadzieścia razy użył słowa „radość”, a cztery razy słowa „szczęście”, odnosząc je do siebie, przebywającego z nami na ziemi. Słowa te występują w różnych kontekstach, a więc odnoszą się zarówno do faktu, że Bóg Ojciec cieszy się okazywaną Mu miłością, jak też do przyszłości: spodziewa się, że po tylu wiekach wreszcie Jego ziemskie dzieci odpowiedzą na Jego miłość i na Jego pragnienia.
Tak więc życie ziemskie stwarza nam możliwość… uszczęśli­wienia Boga! Czy zdajemy sobie z tego sprawę? Czy wykorzystamy tę okazję, zanim nie znajdziemy się w Niebie, gdzie już niemożliwe będzie przebywanie „sam na sam” z Ojcem, otoczonym przez miliardy stworzeń?
Najprostszym sposobem będą wszystkie próby dojścia do „zażyłego” obcowania z Ojcem w duchu dziecięctwa Bożego. Ta zażyłość musi iść w parze z szacunkiem, by nie przerodziła się w infantylizm, przypominający baraszkowanie z ojcem małego dziecka, któremu pozwala się na wszystko. Trudno radzić wszystkim, by szli w ślady pewnej ubogiej kobiety, która wyobrażała sobie, że wdrapuje się na kolana Boga Ojca i obejmuje Go za szyję… Według jej relacji nie było to chyba niemiłe Ojcu spoufalanie się, skoro otrzymywała od Niego wszystko, o co prosiła. Jak wiemy z Orędzia, Bóg raduje się tym, że może przychodzić z pomocą swoim dzieciom i obdarowywać je, zwłaszcza gdy potrafią okazać Mu wdzięczność.

Nasza pobożność osobista
Bóg Ojciec czeka od wieków z utęsknieniem, kiedy otworzą się dla Niego drzwi domów – rodzinnych, ale najpierw kapłańskich i zakonnych; kiedy otworzą się serca wszystkich ludzi na Jego miłość, na którą odpowiedzą swoją miłością. Czy musi jeszcze czekać aż do Paruzji, gdy pozostawieni na ziemi ludzie już Go nie zawiodą? Czy dzisiaj, natychmiast, nie możemy zaspokoić Jego pragnień przynaj­mniej my, którzy poznaliśmy Jego Orędzie?
Ależ tak! Nie wątpmy w swoje możliwości, gdyż i łaska Boża przyjdzie nam z pomocą. Lecz jak to praktycznie uczynić? Nad tym się teraz zastanówmy.
Poza nielicznymi wyjątkami – możemy tu pomyśleć o ludziach świętych – nasza miłość do Boga Ojca daleka bywa od tej, która jest charakterystyczna dla dzieci o sercach pełnych prostoty, a zarazem radosnej wdzięczności. Chyba głównie dlatego, że dźwigamy garb przeszłości, którego ciężar powiększa zły duch-oskarżyciel, a przed sobą niesiemy ciężką tarczę zbytnich obaw o przyszłość. Małe dzieci tych ciężarów nie znają.
Jeśli Orędzie Ojca można nazwać Jego objawieniem, adresowa­nym do Jego dzieci – nadszedł czas, gdy szczególnej wymowy nabierają poniższe, znane nam słowa Syna Bożego (Łk 10,21). «Jezus rozradował się w Duchu Świętym i rzekł: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztrop­nymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie”». W polskim tłumaczeniu użyto słowa „prostaczek”, by przeciwstawić je słowu „mądry” („roztropny”). W oryginale greckim znajdujemy tu jednak słowo „niemowlę”. Określił nim Pan Jezus 72 uczniów, zdających Mu pełną entuzjazmu relację ze swojej podróży apostolskiej do miejscowości, które sam zamierzał odwiedzić.
My możemy odnieść ten termin do siebie. Pełni radości, która jest owocem Ducha Świętego, pobudźmy swoje serca do wielkiej wdzię­cz­no­ści Bogu Ojcu za Jego Orędzie-Objawienie. Jako „niemowlęta” nie musimy szukać pięknych słów, gdyż z ust prawdziwych niemowląt one nie wychodzą, ale użyjmy w wyobraźni gestów, właściwych dla tego wieku i dla tego rodzaju relacji dzieci z rodzicami. Próbujmy, na swój własny sposób, dojść do „zażyłości” z Bogiem Ojcem, tak przez Niego upragnionej. Wśród codziennej krzątaniny, właściwej dla dobrej gospodyni Marty, bądźmy, na miarę możliwości, Marią dla Ojca, siedzącą u Jego stóp i zasłuchaną w Jego słowa, na wzór siostry Eugenii Ravasio. Każda taka „najlepsza cząstka” naszego ziemskiego czasu, poświęcona Bogu Ojcu, znajdzie swoje przedłużenie w wieczności, gdyż szczęście w Niebie polega głównie na kontemplacji Boga, owocującej uwielbieniem Go i wdzięcznością.
Gdy ktoś żyje w stanie łaski, bez grzechu ciężkiego, mieszka w nim stale Duch Święty, „przyzywający” Boga Ojca , zjednoczony z Nim. Może więc on użyć swojej wyobraźni, by przygotować w centrum swej duszy przepiękną, bogatą komnatę, godną Króla nieba i ziemi, wraz z tronem dla Niego ustawionym. Czy nie potrafi ozdobić jej pięknymi kwiatami, napełnić wonią lilii, frezji i fiołków, róż i konwalii, a może i kadzidła? Zastanowić się, co sprawiłoby Ojcu największą radość? Każdy z nas może tu wykorzystać swoje zdolności, doświadczenie, inwencję twórczą. Z pomocą przyjdzie nam na pewno chętnie Matka Boża, a z Nią aniołowie i święci, zwłaszcza gdy o to poprosimy. Jednak nie zapominajmy, że temu wysiłkowi powinna towarzyszyć prostota i bezpośredniość niemowlęcia…
Wyjątkowe chwile, choć zwykle w kościołach dość mocno zapełnione przez mnóstwo dźwięków, stanowi nasze dziękczynienie za Dar Komunii Świętej (możemy wykorzystać również indywidualną adorację Najświętszego Sakramentu). Bóg Ojciec przychodzi w niej razem z Synem, a właściwie w Synu, więc możemy próbować nawiązać z Nim dialog. Jak to pięknie określił w Orędziu, „odpoczywa wtedy w naszych sercach”, jak też „przeżywa radość z bycia z duszą sam na sam”. Oczekuje od nas, że przyjdziemy do Niego z tym co aktualnie przeżywamy, gdyż bardzo pragnie nas wysłuchiwać i uszczęśliwiać, być „wszystkim dla wszystkich”. Jak stwierdził, Jego serce podobne jest do naszego, a nasze – do Jego serca, co ułatwia z pewnością nasze zjednoczenie, przyjaźń, znalezienie w Nim powiernika, byle tylko w duchu prostoty i ufności. Obiecuje napełnić nas swoim pokojem i radością – jakże cennymi darami.

Co z modlitwą do Ojca Jego dzieci zagubionych?
Pogrążonym w grzechach, w nałogach, zniewolonym przez szatana trudno jest nawiązać szczery dialog z Bogiem Ojcem, otworzyć Mu serce. Nawet chrześcijanom, a cóż dopiero mówić o innych? Do nich wszystkich jednak posyła nas Autor Orędzia, widząc w nas swoich apostołów. Jednak… jakich mamy użyć argumentów, by pomóc im odnaleźć czułego, zatroskanego o nich nieustannie, miłosiernego Ojca, Powiernika, Przyjaciela, Brata? Tego, który z taką czułością i serdecznością zwraca się wprost do nich i zaprasza ich na drogę zbawienia?
Wielu chrześcijan wyniosło z domu, z dzieciństwa codzienny pacierz jako „ciężki obowiązek”, a więc i modlitwa „Ojcze nasz” jest przez nich odmawiana, tyle że mechanicznie, nie sercem. To może być punktem wyjścia. Jeśli uda się ich przekonać, że ten Ojciec nie przestał się o nich troszczyć niezależnie od ich stanu moralnego, może to być wielki krok w kierunku powrotu do Niego. Mamy do pomocy broszurę z Orędziem Ojca, którą powinniśmy nosić ze sobą (i to nie jedną), gdyż zarówno jej język, jak i użyte przez Boskiego Autora argumenty i zachęty są proste i mogą przemawiać do wielu. Mamy ją wręczać, a kto, kiedy i z jakim nastawieniem weźmie ją do ręki, to już nie nasza sprawa.
Jaka szkoda, że nie możemy nieść wszędzie gdzie to możliwe obrazu Boga Ojca, gdyż na razie go nie mamy… Mówmy jednak innym o tym, że Bóg Ojciec objawił się włoskiej zakonnicy jako młody i bardzo podobny do swego Syna. Mówmy o Jego pragnieniach, które w Orędziu wyraził pod adresem wszystkich, pragnąc jednak obcować z każdą duszą sam na sam. Mówmy, że objawiając się, chciał skorygować obraz, jaki utrwaliły w wyobraźni Jego dzieci wizerunki niezbyt udane, ukazujące Go jako groźnego i nieprzystępnego „starca”. Mogą one prowadzić do otaczania Go fałszywym szacunkiem zamiast miłością, nad czym pracuje zły duch.
Jak wiemy, tron należny Bogu, w duszy grzeszników często zajęty jest przez szatana, choć nie my mamy być ich sędziami. Osądzanie zabija miłość do nich, do której jesteśmy zobowiązani. Do najczęściej łamanych przykazań Jezusa należy to właśnie: „Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni”. Łatwiej jest to wykonać, to prawda, gdy nie jesteśmy z nimi na co dzień i nie doświadczamy od nich zła, jednak nawet gdyby często okazywali się naszymi nieprzyjaciółmi, mamy ich miłować. Kochajmy tych, których Bóg kocha i od których nie odstępuje ani na moment w całym ich ziemskim życiu.
Bóg – zwłaszcza gdy Go prosimy – może nam wskazać taki moment w ich życiu, który będzie najbardziej odpowiedni, by do ich serca dotrzeć. Wtedy mamy działać – delikatnie, ale zarazem z mocą i przekonaniem. Sposobów może być wiele. Czyż nie dał Bóg Ojciec w Orędziu WIELKIEJ OBIETNICY? Oto ona: «Wszyscy ci, którzy wezwą Mnie z całego serca imieniem Ojca – choćby tylko jeden raz – nie zginą, ale pewni będą życia wiecznego razem z wybranymi». Dał ją nie tylko świętym, ale i grzesznikom, nawet największym! Możemy więc nieść im nadzieję, możemy chociażby próbować zmówić z nimi Modlitwę Pańską.
Zresztą czy ta Obietnica nie przypomina nam jakże podobnej, związanej z Koronką do Miłosierdzia Bożego? W „Dzienniczku” świętej Faustyny (akapit 687) czytamy: „Ktokolwiek będzie ją [koronkę] odmawiał, dostąpi wielkiego miłosierdzia w godzinę śmierci. Kapłani będą podawać grzesznikom jako ostatnią deskę ratunku; chociażby był grzesznik najzatwardzialszy, jeżeli raz tylko zmówi tę koronkę, dostąpi łaski z nieskończonego miłosierdzia mojego”. W akapicie 811 znajdujemy słowa, wyraźnie pochodzące od Boga Ojca: „Kiedy przy konającym odmawiają tę koronkę, uśmierza się gniew Boży, a miłosierdzie niezgłębione ogarnia duszę, i poruszą się wnętrzności miłosierdzia mojego, dla bolesnej męki Syna mojego”. Nie tylko poszczególne dusze mogą korzystać z tych łask: „Przez odmawianie tej koronki zbliżasz ludzkość do mnie” – zapisała św. Faustyna (akapit 929).
Bóg Ojciec poucza nas, że nie mogąc przebywać w duszy obciążonej grzechem ciężkim, nieustannie i cierpliwie czuwa obok niej. Możemy więc zwracać się do Ojca będącego obok w ufnej modlitwie, a może uda nam się przekonać kogoś, by to samo czynił. Poleca się w literaturze taką oto praktykę: postaw puste krzesło i zaproś Boga, by na nim usiadł wierząc, że czyni to naprawdę. W odpowiedniej postawie (np. siedząc, klęcząc, a może nawet pokornie leżąc krzyżem) mów do Boga prostymi słowami to co czujesz, o czym myślisz, co przeżywasz. Na zakończenie podziękuj Mu za obecność i za wysłuchanie.

Jak „Iskra z Polski” może odpowiedzieć na oczekiwania Ojca?
„Iskrę” stanowimy my, którzy usiłujemy przygotować ziemię na Powtórne Przyjście Chrystusa, zgodnie z Jego pragnieniem.
Jako Boże „niemowlęta” znamy swoją niewystarczalność, nieporadność, wprost nicość przed obliczem Boga, jednak… mamy prawo przypuszczać, że możemy cieszyć się wyjątkowymi względami Boga Ojca. Stajemy przecież przed Jego obliczem w postawie „ukrzyżowania”, zdecydowani za ludzkość, tak przez Niego umiłowaną, nieść taki krzyż, jaki będzie nam dany. Nasz akt ofiarowania rozpoczynamy od zwrócenia się do Ojca Niebieskiego i kończymy takimi słowami: „Jako ofiara za nawrócenie grzeszników ziemi rozkrzyżowuję przed Tobą moje ręce i tymi słowami oddaję się Tobie, mój Ojcze: OTO JESTEM!” Przez nasze codzienne „ukrzyżowanie” zbliżamy się sami (chyba najbardziej, jak to tylko możliwe) do Boga, a zarazem usiłujemy przyprowadzić do Niego innych.W ten sposób nasz osobisty krzyż staje się i dla nas, i dla innych, „drogą”. Podobnie jak nasz Ojciec Niebieski przyciskamy do serca, oczywiście w wyobraźni, glob ziemski, który powinien być dla ludzkości miejscem zasługi na Niebo, a nie na wieczne potępienie.
«Pragnę nawrócenia szczerego i trwałego, powrotu synów marnotrawnych do domu ojcowskiego, w szczególności Żydów i wszystkich innych, którzy też są Moimi stworzeniami i Moimi dziećmi: schizmatyków, heretyków, masonów, nieszczęsnych niewierzących, świętokradców i członków różnych tajnych sekt» – powierza Bóg Ojciec swą troskę swoim apostołom. «Jeżeli nie możecie mówić do nich bezpośrednio, szukajcie innych sposobów. Wprowadzajcie w życie tysiące pomysłów bezpośrednich i pośrednich. Posługujcie się nimi w pracy, w prawdziwym duchu uczniów i z wielkim zapałem. Obiecuję wam, że wasze wysiłki – dzięki łasce – wkrótce będą ukoronowane wielkimi sukcesami. Stańcie się apostołami Mojej ojcowskiej Dobroci, a przez gorliwość, jaką dam wam wszystkim, będziecie mieć siłę i moc nad duszami».
Nas, szaraczków, Ojciec nie powołał do tego, byśmy z płomienną mową szli do tysięcy zagubionych, modlimy się jednak za nich, obejmując swoją modlitwą całą kulę ziemską. To drugi – poza ofiarowaniem osobistego krzyża – nasz sposób działania. Jakie jeszcze pomysły moglibyśmy wprowadzić w życie?
Podobnie, jak to czyni już wielu w różnych parafiach, i my możemy prosić księży o Mszę świętą ku czci (na uwielbienie) Boga Ojca. Można tę intencję (aktualną przez cały rok, a nie tylko związaną z pierwszą niedzielą czy siódmym dniem sierpnia) formułować w duchu Orędzia: jako błagalną o to, by Bóg Ojciec był znany, kochany i czczony przez wszystkich ludzi. Biorąc udział w takiej Mszy, zresztą także we wszystkich innych, pozwólmy Bogu Ojcu, przychodzącemu razem z Synem w Komunii świętej, znaleźć w naszym sercu to czego tak pragnie. Oprzyjmy się przy tym na Jego wstrząsających słowach: «Ponieważ mieścicie w swoim wnętrzu miejsce Mojego odpoczynku, czy nie zechcielibyście Mi je dać? Jestem waszym Ojcem i waszym Bogiem, czy ośmielicie się odmówić Mi tego? Ach, nie sprawiajcie Mi cierpienia waszym okrucieństwem wobec Ojca, który prosi was o tę jedyną łaskę dla siebie».
Możemy odnieść tę pokorną prośbę Najwyższego także do swoich adoracji Najświętszego Sakramentu, ale także do różnych chwil każdego dnia, w których jesteśmy w stanie nawiązać dialog z Bogiem Ojcem w „najgłębszej głębi” swojej duszy. Dialog ten jednak – zgodnie z pouczeniem Ojca – powinno cechować nasze «wielkie zawierzenie. […] Chcę – i to jest Mi drogie – byście zachowywali wobec Mnie postawę dziecięcą przez prostotę i ufność do Mnie. […] Będę w zażyłości z wami wszystkimi, oddając się wam wszystkim, czyniąc się małym, aby was uczynić wielkimi na wieczność».
Nie bójmy się także głośnego, rodzinnego dialogu z Bogiem Ojcem, mimo iż nie mamy obrazu, który by nam go ułatwił. Jak piękna by była wieczorna modlitwa w domu, w którym osoba ją prowadząca zwracałaby się do Ojca w imieniu wszystkich, rozwijając te cztery motywy: przepraszamy – prosimy – dziękujemy – wielbimy Cię. Zakończyć można Modlitwą Pańską, nawet ze wzniesionymi rękami. Kto potrafi, może zaintonować jakąś pieśń, np. „Ojcze z Niebios, Boże Panie”, „Pod Twą obronę, Ojcze na Niebie”. Oto słowa Boga Ojca: «Chcę, aby każda rodzina oddała się pod Moją szczególną opiekę, by móc Mnie łatwiej obdarzać czcią. Tam [w miejscu modlitwy] każdego dnia rodzina pozwoli Mi uczestniczyć w swoich potrzebach, pracach, troskach, cierpieniach, pragnieniach, a także w radościach, bowiem Ojciec musi wiedzieć o wszystkim, co dotyczy Jego dzieci».
Przygotowując siebie i świat na Powtórne Przyjście Jezusa zwane Paruzją miejmy stale świadomość, że jednocześnie przygotowujemy całą ziemię do królowania na niej Boga Ojca. Do tej pory brzmiało: „Maranatha – przyjdź, Jezu Panie”, jak też „O Stworzycielu Duchu przyjdź”, kto jednak błagał o przyjście Boga Ojca, który zawsze towarzyszy Synowi i Duchowi Świętemu? Kto całym sercem pragnął tego, co napełnia serce Boga Ojca: aby był znany, kochany i czczony przez wszystkich ludzi? Kto żył z tym głębokim przekonaniem, że gdy wypełni się to, o co prosimy w Modlitwie Pańskiej: „Ojcze, przyjdź królestwo Twoje”, ziemia, przemieniona, stanie się przepiękna, zatopiona w Bogu i w Jego miłości?
Jeśli tacy ludzie byli bardzo nieliczni, niech teraz wzrosną ich szeregi, gdyż wszyscy tworzący „Iskrę z Polski” do nich się przyłączają. A gdyby wśród nas znalazł się ktoś, kto odkryje choćby jeden z „tysiąca pomysłów” na jak najlepsze uczczenie Boga Ojca i okazanie Mu miłości, niech dzieli się nim z innymi.
Niech na wszystkich apostołów, których Bóg Ojciec powołuje i posyła do świata, by go dla Niego zdobywali, spłynie błogosła­wieństwo Boga Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.
Adam Skwarczyński
R., 17 lipca 2016
Źródło: https://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com

Pobierz pdf
Do czytania: Ks. Adam Skwarczyński: Iskra z Polski III
Do druku broszur: Ks. Adam Skwarczyński: Iskra z Polski III

Modlitwa siostry Eugenii Ravasio:
Mój Ojcze niebieski, jak słodko i miło wiedzieć,
że Ty jesteś moim Ojcem, a ja – Twoim dzieckiem!

Modlitwa, opatrzona w jęz. włoskim imprimatur oraz odpustem:
Boski Ojcze, słodka nadziejo naszych dusz,
bądź znany, czczony i kochany przez wszystkich ludzi!
Boski Ojcze, nieskończona dobroci, objawiająca się
wszystkim narodom,
bądź znany, czczony i kochany przez wszystkich ludzi.
Boski Ojcze, dobroczynna roso dla ludzkości,
bądź znany, czczony i kochany przez wszystkich ludzi.

Reklamy