Ks. Adam Skwarczyński – JESZCZE O „ISKRZE Z POLSKI” – słowo do Dusz-Ofiar (12.05.´12)

O mój Jezu, przebaczenia i miłosierdzia
przez zasługi Twoich świętych Ran!

     JESZCZE O „ISKRZE Z POLSKI” – słowo do Dusz-Ofiar (12.05.´12)

       Na początek trzy cytaty z przygotowywanej do druku (2012) książki Anny Argasińskiej „Jeśli nie staniecie się jako dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Niebieskiego”:

Jezus:  «Przyjęcie cierpienia niezawinionego z miłości do Mnie jest pierwszym stopniem świętości.

       Przyjęcie krzyża z miłości do drugiego człowieka – jest drugim stopniem świętości.

       Przyjęcie cierpień za człowieka, który nie jest ci przychylny, a nawet jest twoim wrogiem – jest trzecim stopniem świętości. „Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają” (Łk 6,27‑28).

       Tacy wejdą do Królestwa Mego.

       Trzeba, bardzo potrzeba cierpienia oddanych Mi dusz, bo wtedy dziećmi stają się wszyscy: ofiary i kaci.

       Żeby stać się duszą ofiarną, trzeba najpierw przezwyciężać swoje słabości. Niemiła Ojcu jest ta dusza, która staje przed Bogiem jako ofiara, a chłodem wyniosłości i obojętności jej serce jest spowite. Tylko czysta ofiara jest miła Bogu.

       Życie wieczne – to DOM OJCA. Nie chwilowe, ziemskie, ale wieczne. Ani bólu, ani łez, ani cierpienia. Pokój, cisza, harmonia, piękno w całej swojej naturze, w przepychu kolorów, światła, szlachetnych kamieni, zielonych łąk, nawodnionych stawów, krystalicznych źródeł wodnych, bujnej zieleni i kwiatów, których wasze oczy nie oglądają na ziemi. A pośrodku wasze białe domy, tarasy, na których wypoczywacie po znoju ziemskiej wędrówki. W upragnionej ciszy subtelne chóry głosów anielskich, oddających chwałę Bogu.

       Czy nie warto wyzbyć się tej ziemskiej szarości, aby otrzymać dom w Królestwie Ojca?

       Robotnik, który w pocie czoła pracuje za dnia, wieczorem odczuwa znużenie. Jednakże ta jego praca czyni godnym jego życie i życie jego bliskich. Tak będzie i z tymi, którzy pracują dla Ojca, zapominając często o sobie.

       Zachęcajcie się wzajemnie do wstąpienia na drogę wyrzeczeń».

       Drodzy Uczniowie i Uczennice Chrystusa – wszyscy, którzy wstępujecie na „3 stopnie świętości” wyżej wspomniane!

       Możemy mieć coraz mniej wątpliwości, że idąc Chrystusową drogą dusz-ofiar, tworzymy razem tę „ISKRĘ”, którą Pan Jezus zapowiedział św. Faustynie. Miała ona wyjść z Polski i przygotować świat na powtórne (ostateczne) przyjście Chrystusa. Oczywiście tworzymy ją razem z apostołami modlitwy, wypraszającymi nawrócenie zniewolonym i opętanym.

       Czy to możliwe – zapytacie – by aż tak wielkie znaczenie i zasięg miały nasze niewielkie ofiary, najczęściej światu nieznane? Może w Polsce jakieś mają, ale w świecie…?

       Każda kropla prawdziwej miłości (niestety nienawiści także!), spadając na ziemię, wzbudza echo w całym wszechświecie, wywiera też wpływ na życie całego Kościoła. A cóż dopiero, jeśli, jak pisałem, ta kropla łączy się z Oceanem Miłości…! Umieszczona na szalce z napisem MIŁOSIERDZIE, może łatwo przeważyć – teraz, właśnie teraz – drugą z napisem SPRAWIEDLIWOŚĆ, gdyż Jezus wciąż ze swojego Krzyża woła PRAGNĘ! (Pragnę dusz!). On sam nadaje wartość naszym ofiarom, ukazując je Ojcu w swoich Ranach.

       Męczennicy pierwszych wieków często szli na śmierć z radością, a brocząc krwią na arenach cyrkowych, słyszeli wołanie swoich braci: „Pomyślnego (dobrego) chrztu!” Te słowa umacniały w nich nadzieję na bliskie i bezpośrednie przyjęcie ich do Nieba, gdyż męczeństwo otwierało im Dom Ojca w podobny sposób, jak sakrament Chrztu świętego. Niektórym zastępowało nawet Chrzest, którego nie zdążyli otrzymać.

       Męczennicy naszych dni, którzy wkrótce będą padać pod ciosami sług szatana, powinni wspiąć się o wiele wyżej, jeśli tylko idą drogą dusz-ofiar. Chodzi o to, że mają cieszyć się nie tylko nadzieją na szczęście osobiste, które mają zapewnione, lecz także wielką pewnością co do nawrócenia wielu wrogów Boga i Kościoła, często własnych prześladowców. Nie chcę powtarzać tu tego, co już napisałem w innych listach, zresztą w duchu słów Pana Jezusa wyżej cytowanych: ofiary i ich kaci – dzieci Boże – mają być razem w chwale Nieba.

       Takie poszerzenie horyzontów – zarówno w sferze myśli i wyobraźni, jak i przeżywania, odczuwania tej największej i najświętszej BOŻEJ SPRAWY – powinno nas czynić herosami wiary i miłości. Jest oczywiste, że takie wzniesienie się wysoko ponad własną naturę jest możliwe tylko dzięki łasce Bożej, dzięki potężnemu działaniu Ducha Świętego – oczyszczającemu z egoizmu, przemieniającemu, uświęcającemu. O współpracy z Nim już poprzednio pisałem.

       Mój list do współbraci kapłanów spotkał się z żywym oddźwiękiem (na razie) ludzi świeckich, którzy niekiedy przerastają nas, duchownych, swoją duchową dojrzałością. Czy ucieszyły mnie jednak zapewnienia o modlitwie ze strony tych, którzy chcą mi wyprosić u Boga „ocalenie” (w roku prześladowań)? Bynajmniej! Bardzo proszę, by nie naśladowali Szymona Piotra, który zastąpił naszemu Odkupicielowi drogę w kierunku Golgoty ze słowami: „Nigdy nie przyjdzie coś podobnego na Ciebie!” Jeżeli będą to robić, to do żadnego dobra raczej się nie przyczynią, gdyż – po pierwsze – będą jakby rwać mocną sieć, którą codziennie zarzucam na ogromną liczbę potrzebujących nawrócenia (wybiegając ku mojej ostatniej godzinie), a po drugie – wykażą się zbędną troską o jutro, które „samo o siebie troszczyć się będzie”. Bóg posyła odpowiednich ludzi we właściwym czasie, więc… niech pozwolą bez żalu odejść odchodzącemu, który wkrótce zostanie zastąpiony przez o wiele mądrzejszych i uduchowionych księży! Kościół w „Nowym Świecie”, z kapłanami na czele, osiągnie najwyższy z możliwych poziom świętości, więc nie ma obawy o brak przewodników duchowych!

       Wszystkie dzielne Dusze-Ofiary, czytające mój list, z serca błogosławię w Imię Trójjedynego Boga, podobnie jak to czynię w Godzinie Miłosierdzia.

ks. Adam Skwarczyński

Reklamy