Ks. Adam Skwarczyński – List „OBRONA KOŚCIOŁÓW I KAPŁANÓW PO „OSTRZEŻENIU””

fragment:

OBRONA KOŚCIOŁÓW I KAPŁANÓW PO „OSTRZEŻENIU”

Pan Zbigniew, mój nauczyciel i żołnierz

       Otrzymałem bojowy list od p. Zbigniewa, czytelnika strony „wobroniewiaryitradycji”. Nie może on pogodzić się m.in. z tragicznymi wydarzeniami w wiejskim kościółku: z profanacją Najświętszego Sakramentu i zamordowaniem księdza, w obronie którego nie stanął nikt z parafian. Tak być nie powinno! – twierdzi. Opisałem tę wstrząsającą wizję czytelniczki w swoim liście do księży o naszym męczeństwie jako o „windzie do Nieba”.
Nie chciałem w tym liście nikogo przekonywać, że ma naśladować biernych i tchórzliwych parafian albo księdza, bezkrytycznie idącego pod nóż, jednak przyznaję mojemu oponentowi rację: powinienem zabrać głos w tej sprawie, i właśnie w tej chwili to czynię. Jestem mu bardzo wdzięczny za to, że zaprosił mnie do siebie i odegrał w tym względzie rolę nauczyciela. Nawet bardzo mnie zawstydził, o czym może nie wie!
Przejechałem kawał Polski, wyobrażając sobie, że porozmawiamy z panem Zbigniewem o najlepszych rodzajach broni, możliwych do zastosowania w warunkach parafialnych. Może będą to łuki z ostrymi strzałami, dostępne w sklepach sportowych, noże, kije, petardy, granaty własnej roboty, samozapalający się „koktajl Mołotowa” w butelkach… Jakieś samopały też mogłyby się przydać… Nie zdążyłem rozwinąć całej listy pomysłów, gdy wykrzyknął:
– Proszę Księdza, jeżeli wróg przyjdzie z prawdziwą bronią palną, to ta prymitywna nic nie da – to będą jatki!
Spojrzałem na niego zdziwiony: przecież to on wspominał o broni…
– Tak – potwierdził – lecz w innym kontekście: myślałem o przygotowaniu na wszelką ewentualność księży kapelanów i duszpasterzy służb mundurowych i myśliwych. Gdyby kapelani, unikając rozgłosu, wtajemniczyli w sprawę najbardziej zaufanych, prawdziwych katolików, wówczas byłaby jakaś pewność, że klasztory, sanktuaria i niektóre parafie miałyby fachową zbrojną osłonę. Uniknęlibyśmy zaskoczenia, które bywa najgroźniejszym wrogiem, i po pierwszych wyraźnych znakach (wydarzeniach) zdążylibyśmy zorganizować obronę. Może Ksiądz o tym krótko napisać – kto wie, czy niektórzy księża kapelani nie potraktują tego poważnie. Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby sataniści opanowali jednostki wojskowe i magazyny broni! Do tego nie wolno dopuścić! Krew lałaby się strumieniami. A przecież każda zbrodnia wzmacniałaby szatana i powiększała zakres jego władzy!
– A co do parafii…? – zapytałem.
– To proste. Czyżby Ksiądz nie pamiętał proroctwa kardynała Hlonda, że jedyną bronią, którą Polska zwycięży, będzie Różaniec?!
W gąszczu młodych liści (spacerowaliśmy wśród drzew) było na tyle ciemno, że mój rozmówca nie mógł chyba zauważyć, jak czerwone zrobiły się moje uszy… Wystarczyło to jedno jego zdanie, by przytłumić grę mojej wyobraźni, a moje myśli wprowadzić jak potok we właściwe łożysko. Kilka zdań przypomnienia wielkich historycznych zwycięstw różańcowych zamknęło właściwie temat, który aż tutaj mnie przyprowadził. Oto ksiądz, który tak wielu ludzi przekonywał, że powinni użyć Różańca jako broni-egzorcyzmu i wyjaśniał jak to robić, musiał od człowieka świeckiego usłyszeć, że ta broń musi być użyta właśnie teraz – w najbardziej zaciętej bitwie między Niebem i piekłem na obszarze całej ziemi!
– Ponieważ będzie to wojna z piekłem – kontynuował pan Zbigniew – nasza „armia” musi być bez grzechu śmiertelnego, w stanie łaski uświęcającej. Bo czy może szatan w kimś mieszkający wypędzać innego szatana, na przykład z kościoła?
– Święte słowa. Kojarzą mi się z warunkiem, jaki postawił dowódcy floty chrześcijańskiej, mającej wyruszyć do bitwy z Turkami pod Lepanto, święty papież Pius V: walczyć mogą tylko ci, którzy przystąpią do spowiedzi i Komunii świętej.
– No właśnie. Lepanto, Kolumbia, Manila – dyktator Marcos pokonany Różańcem, Węgry, a u nas wiktoria wiedeńska, cud nad Wisłą…
– A o Chełmnie Pan słyszał?
– Nie… Też jakiś cud różańcowy…?
– I to wielki! We wrześniu 39 roku Niemcy nie mogli zburzyć klasztoru-szpitala polowego, gdyż w dzień i w nocy trwała w nim modlitwa. Przy każdej salwie z dział widzieli dziwną Kobietę z Dzieckiem, która chroniła klasztor swoim płaszczem, więc ich kule padały albo za blisko, albo za daleko. Gdy strzelił do Niej z bliska jeden z żołnierzy, kula odbiła się od Niej i zabiła jego. A jeżeli chodzi o Bitwę Warszawską – słyszałem o księdzu Skorupce i jego śmierci w walce, z krzyżem w dłoni, ale o Różańcu…?
– Jak to! Przecież były dwie „armie” różańcowe: jedna na Jasnej Górze, z biskupami na czele, a druga na Placu Zamkowym w Warszawie! W Stolicy naliczono trzydzieści tysięcy ludzi, którzy nawet krzyżem leżeli na bruku! A co do księdza Skorupki – to on nie tylko w Ossowie batalion ochotników poderwał do walki, ale całe polskie wojsko, będące w rozsypce…
– Czy mógłby Pan coś więcej na ten temat? Jak to było możliwe…?
– Po pierwsze dlatego, że wieść o jego bohaterskiej śmierci obiegła lotem błyskawicy cały 100-kilometrowy front i wznieciła wolę walki, a po drugie… Chyba Ksiądz słyszał, że ksiądz Skorupka spełnił rolę proroka…? Już dwa tygodnie przed bitwą zapowiedział pewne zwycięstwo za sprawą Królowej Polski, nawet podał datę 15 sierpnia. Ta wieść podnosiła na duchu walczących, zwłaszcza gdy zbiegła się z wiadomością o śmierci księdza Ignacego. Ludzie przekazywali sobie wiadomość o jego akcie ofiarowania życia za Ojczyznę, opuszczał ich lęk, a serca napełniała nadzieja…
– O tym to nie słyszałem…
– Kiedy patrzę na Księdza… Czy Ksiądz jest pewien swojej śmierci męczeńskiej, i to już tak bliskiej…?
– Jestem pewien… No, może w 90 procentach, zawsze pozostaje jakaś niewiadoma, tylu ludzi zapewnia o modlitwie…
– Modlą się, żeby Ksiądz ocalał?
– Tak, chociaż wcale mnie to nie cieszy. Już jako wikariusz około 1978 roku – była to jakaś uroczystość, może Nawiedzenie Matki Bożej – do składanych przez parafian duchowych ofiar dołączyłem swoją, nawet napisałem na kartce: „Ofiaruję swoje życie za przyśpieszenie tryumfu Najświętszych Serc Jezusa i Maryi”. Teraz wszystko mi mówi, że moja ofiara została przyjęta. A ponieważ ten Tryumf jest już bardzo bliski, więc i moja ofiara…
– Przychodzi mi na myśl, że gdyby tak naprawdę miało się stać to, co czytałem w powieści, Księdza śmierć byłaby lontem, który by spowodował jednocześnie aż dwa wybuchy!

całość: obrona-parafii

Reklamy