Ks. Adam Skwarczyński na Święto Niepodległości: „Iskra” jako owoc z polskiego drzewa

„ISKRA” JAKO OWOC Z POLSKIEGO DRZEWA

       Znamy „proroctwo” Pana Jezusa, dotyczące Polski i jej roli, przekazane świętej Faustynie. „Iskrę z Polski”, która ma przygotować świat na Jego ostateczne przyjście, możemy postrzegać jednocześnie jako „owoc”, który narodzi się teraz, na końcu czasów, na polskim drzewie. Drzewo to korzeń, pień, korona pokryta liśćmi i kwiatami, a we właściwym czasie – owocami. Owoce nie są czymś zrodzonym z powietrza, lecz są świadectwem płodności całego drzewa, które musiało się nad ich wydaniem „napracować”. I temu całemu „polskiemu drzewu” teraz się przyjrzyjmy.

KORZEŃ I PIEŃ

       Na to, aby Polska była Polską – jako naród ze swoją kulturą, religią, tradycjami i dobrami materialnymi; jako państwo o określonych (choć w historii zmiennych) granicach – pracowało i walczyło wiele pokoleń. Nad tym, co było w naszej historii dobre, prawdziwe i piękne, a jako takie mogło stanowić źródło i przekaźnik soków żywotnych Narodu i mieć wpływ na nasze „dzisiaj”, pochylali się (i dotąd to czynią) specjaliści z różnych dziedzin nauki, duchowni i świeccy. Z tego, co było złe i zatruwało nas i nasz byt narodowy, powinniśmy wyciągnąć wnioski, lecz zła nie wyolbrzymiać.

       Na ten właśnie „korzeń” i „pień” przeszłości należy spojrzeć z podwójnej perspektywy: z zewnątrz – czynimy to, obserwując skutki działań naszych przodków, widoczne dla oka – lecz także od wewnątrz, a to potrafi uczynić tylko Bóg. Tylko On wie, co kryje się w sercu człowieka, jakie są jego zamiary i dążenia, a to coś więcej niż wymierne dla postronnych skutki jego czynów. Bóg żyje ponad czasem, w wiecznym „teraz”, więc i na Polskę patrzy w tej perspektywie. Stąd mamy prawo sądzić, że także czytając w sercach wielu Polaków, nieobecnych już na tej ziemi, dostrzegł w nich tyle prawości, ofiarności, altruizmu (miłości bliźniego), a przy tym zapału w obronie najwyższych wartości, że mówi przez świętą Faustynę: „Polskę szczególnie umiłowałem”. Jednak mówi to, patrząc jednocześnie na nasze dziś i jutro.

       To prawda, że cała armia prześmiewców, malkontentów, a nawet wrogów chciałaby nas zmusić do patrzenia na przeszłość Polski głównie pod kątem naszych wad, potknięć (czy nawet zdrad), a więc i niewierności woli Bożej, jednak powinniśmy się przed tym bronić, gdyż jest to krzywe zwierciadło, zniekształcające rzeczywistość. Polska jest matką ogromnej rzeszy świętych, którzy właśnie na tej ziemi się uświęcili – i tych wyniesionych na ołtarze, i tych nieznanych lub zapomnianych. Jest jej ziemia przesiąknięta ich krwią, potem i łzami, jest przemierzona ich krokami – pielgrzymów do Wiecznego Celu. Z tej właśnie ziemi i my wyrośliśmy, i my przez nią pielgrzymujemy, wypełniając jako Naród swoje powołanie. Wprawdzie każde drzewo poznaje się po owocach, jak nas uczy nasz Pan, lecz i od jakości korzenia zależy w jakimś stopniu jakość owoców. Bądźmy więc wdzięczni wszystkim, którzy ten korzeń stanowili, i to już teraz, zanim w pełni poznamy ich życie w Niebie.

       Jeżeli za „koronę” naszego drzewa uznamy naszą dzisiejszą rzeczywistość, to co będzie jego „pniem”? To co wyrasta z korzenia ukrytego w ziemi i da się zaobserwować na jej powierzchni, ale i to, co staje się widoczne dopiero „od wewnątrz”, gdy drzewo ścięte ukazuje całą swoją historię, rozpoznawalną po jego słojach. Ten drugi sposób poznawania możliwy jest dopiero od strony Nieba, a więc dzisiaj jest dla nas mało dostępny. Niewątpliwie ogromny był wkład Papieża z Polski w całokształt życia Ojczyzny, Kościoła i świata, m.in. przez poświęcenie świata Niepokalanemu Sercu Maryi oraz Bożemu Miłosierdziu, jednak jako orędownik przed Tronem Boga ma on i dzisiaj wielki wpływ na kształtowanie się „iskry z Polski”. Szkoda, że nie jesteśmy w stanie wysłać naszego emisariusza, żeby opisał nam „Polskę w Niebie”… To właśnie stamtąd przychodzili nam na pomoc nasi Patronowie, nawet niekiedy widziani w groźnej postawie na polskim niebie w czasie wielkich bitew. To właśnie tam gromadzą się Rodacy wokół tronu Królowej Polski, przez swoją modlitwę włączając się w bieg naszych dziejów. Komu, dla przykładu, zawdzięczał mistyczne spotkanie z Maryją włoski jezuita Juliusz Mancinelli, który od Niej usłyszał, że ma Ją nazywać Wniebowziętą Królową Polski? Oto pokazała mu klęczącego przed Nią świętego Stanisława Kostkę, który wyprosił mu to spotkanie. Jak wiemy, przyczyniło się ono potem, gdy oparto się na słowach Królowej, skierowanych do Mancinellego, do ślubów lwowskich króla Jana Kazimierza.

       Miłość – także tę do Ojczyzny – poznaje się po składanych Bogu ofiarach, a czyż tych mało było na polskiej ziemi? Czym byłaby dzisiaj bez nich Polska? Najpiękniejsze karty naszej historii narodowej zapisali ludzie, zdolni do największych poświęceń, a ich ofiara, złączona z Ofiarą Jezusa, trwa na Ołtarzu Nieba przed tronem Ojca. Niewątpliwie ogromna rzesza Polaków – są ich miliony – „oblega” tron Boga i w większym stopniu przyczynia się do tego, żeby „Polska była Polską”, niż nasi rodacy na ziemi! Dzięki ich modlitwie Ogień, rzucony przez Jezusa na ziemię, przepala i odnawia jej oblicze, zagrzewa wiele serc do ofiarnego działania, do podejmowania cennych inicjatyw. Także wznieca tę „iskrę”, która przygotowuje świat do Paruzji.

       W naszej historii dostrzegamy okresy, w których rzucały się na nas wichry i burze, a nawałnice pochylały nas do ziemi, a nawet całkiem na nią powaliły – musieliśmy jako Naród zmartwychwstawać. Ile w tym było naszej winy? Nieraz bywaliśmy w nienawiści u wszystkich „z powodu Imienia Jezusa”, jak sam to zapowiedział swoim uczniom, i tak jest do dzisiaj! Może dziwimy się nieraz, dlaczego tak a nie inaczej traktują nas niektórzy Niemcy, Rosjanie, Ukraińcy, Litwini, Anglicy, Francuzi… – tak indywidualnie, jak in gremio, w ramach Unii… Powody tego faktu zdają się nie odbiegać od tendencji dawnych naszych nieprzyjaciół, choć nikt nie ma odwagi do tego się otwarcie przyznać, a może sobie tego nawet nie uświadamia. Coś podobnego widzimy w rodzinach, w których, jak zapowiedział Pan Jezus, „dwoje jest przeciw trojgu, a troje przeciw dwojgu”. Gdyby Bóg łączył te osoby, podobnie i całe narody, tego rozdwojenia by nie było. Niestety tym, który dzieli i skłóca, roznieca nienawiść i uderza gdzie może, jest szatan. On zaś jest największym wrogiem tych, którzy mu zagrażają jako „władcy tego świata”, a więc i wrogiem Polski!

KORONA POLSKIEGO DRZEWA

       Stanowi ją, niewątpliwie, wszelkie dobro, które jesteśmy jako Polacy zdolni tworzyć tu i teraz. Tworzyć – warto to powtórzyć – czerpiąc z substancji, wypracowanej przez poprzednie pokolenia, ale także w oparciu o skarby, na zawsze złożone przez naszych rodaków w Niebie, gdzie jest ta „druga Polska” (a może „pierwsza”?). Polacy dzisiaj bywają dumni ze swoich dokonań, i słusznie. Nie powinni jednak nadymać się z tego powodu i czekać na oklaski, gdyż to właśnie z Nieba – choć często bez ich świadomości – przychodzą odpowiednie natchnienia, rozwiązania, światło, siła do działania. Gdyby z pokorą umieli się modlić i słuchać natchnień, owoce byłyby o wiele obfitsze! Ci, którzy umieją i usiłują to robić, o wiele skuteczniej budują Polskę, niż pozostali, zapatrzeni tylko w siebie. Oni wiedzą, że trzeba na pierwszym miejscu postawić budowanie na polskiej ziemi Królestwa Bożego, a wszystko inne będzie nam dodane. Czy Jezus jest tylko formalnie Królem Polski? Gdyby wszyscy chcieli Mu służyć, jak szybka i godna podziwu byłaby odbudowa naszego kraju! Niestety ma u nas miejsce publiczne łamanie Bożych przykazań, i to w oparciu o polskie prawo, co jest ogromnym bezprawiem i ściąga na nas Boże karanie. Naród, który słyszy, że jest „szczególnie umiłowany” przez Boga, niech wie, że będzie też przez Boga w sposób wyjątkowy i karany, i nagradzany.

       Czy nie zdajemy sobie sprawy z tego, w jak wysokim stopniu wpatrują się w nas i w nasze życie narodowe inne kraje? Jedne z podziwem, inne z nadzieją, a jeszcze inne z lękiem! I to mimo tego, iż nie mamy obecnie w Polsce żadnego człowieka, który cieszyłby się wielkim i niepodważalnym autorytetem, zwłaszcza w kwestiach moralnych i duchowych. Człowieka, który byłby uznany za taki autorytet zarówno przez nasz naród, jak i przez inne narody. Piękna korona drzewa… bez wierzchołka! Bóg ma jednak swoje własne plany i spojrzenie na rzeczywistość, które może odbiegać od naszego. Ma duchowe „niemowlęta”, które w polskim tłumaczeniu Biblii nazwano „prostaczkami”, i na nich może się oprzeć, wbrew poglądom tych „mądrych i roztropnych”. I będzie się opierał, ku zaskoczeniu tych drugich.

       Na „koronę” polskiego drzewa składa się w tej chwili absolutnie wszystko, co jest dobre, piękne i prawdziwe, jak to już zresztą było z „korzeniem” i „pniem”. Jest to zbiorowy wysiłek nas wszystkich, w Kraju i za granicą, na wszystkich poziomach i we wszystkich dziedzinach życia. Chodzi także o ten wysiłek, który jest otoczeniu nieznany, a więc i niedoceniony, jednak zapisany na zawsze w Księdze Nieba.

KWIATY NA POLSKIM DRZEWIE

       Serce ściska się na myśl, że od 1956 roku wymordowaliśmy własnymi rękami 30 milionów naszych rodaków, co woła o pomstę do Nieba! Ofiar mordu pewno było więcej, jeśli uwzględnić środki wczesnoporonne, czyniące z Polek „maszyny do seryjnego zabijania dzieci” – maleństw przez samego Boga policzonych! Bóg traktuje nas jednak bardzo łagodnie, dając nam to co daje. Czym dzisiaj byłaby Polska – jak ludna, potężna, zadbana – gdyby nie to wyniszczenie przez nas nowego życia, ofiarowanego przez Boga?

       Mimo tego buntu, który doprowadził do strasznego wyludnienia Kraju – buntu, sterowanego wprost z piekła nienawidzącego Polski, lecz przy udziale naszych ziemskich wrogów – względnie nieliczne dzieci żyją wśród nas. Są to „polskie kwiaty”. Z tych właśnie „kwiatów” odrodzi się wkrótce nasz kraj, gdy dokona się Powtórne Przyjście Jezusa, zwane Paruzją. Dotyczy to zresztą nie tylko Polski, ale całego świata. Ogromna liczba „dorosłych” (w tym złym sensie – a więc tych, którzy skostnieli w złu) zostanie z ziemi zabrana, a święte dzieci zapoczątkują na niej nowy okres świętego życia. Ich wyjątkowość, ich niezwykle wysoki duchowy poziom, już teraz są widoczne dla niektórych członków ich rodzin. Dzieci te są w specjalny sposób strzeżone i prowadzone przez Niebo. Niektóre z nich obcują na co dzień z Aniołami, bywają też wprowadzane na krótko do Nieba, by mogły je zobaczyć i za nim tęsknić. Z nich wyrosną wielcy święci, przerastający tych, których widziała dotąd ziemia. Apeluję do rodziców i innych członków ich rodzin, by chronili je przed wszelkim złem, zalewającym dzisiaj świat. Wprawdzie Bóg może po swojemu oczyścić je ze skutków trucizn duchowych, podobnie jak oczyści całą skażoną ziemię z pasożytów i chorób, jednak dzisiaj odpowiedzialność przed Jego Obliczem za tych małych czy młodych Jego wybrańców jest ogromna, spoczywa na ich rodzinach i wychowawcach.

       Nasze „kwiaty” znajdują się już na drodze do wyjątkowego duchowego rozkwitu. Bóg obdarował je także zdolnościami, które ogromnie posuną świat naprzód w jego rozwoju i kulturalnym, i gospodarczym. One będą miały decydujący wpływ na kształt szczęśliwego 25-lecia – „Nowego Świata”, poprzedzającego Sąd Ostateczny. Dane im wspaniałe wynalazki doprowadzą do przebudowy oblicza ziemi. Co nie znaczy, że nie odegra w tej przebudowie wielkiej roli także dzisiejsza młodzież i dorośli, którzy przeżyją straszliwe oczyszczenie ziemi.

WYJĄTKOWY OWOC, DOJRZEWAJĄCY NA POLSKIM DRZEWIE

       W swoim proroctwie Pan Jezus, zapowiadając swoje ostateczne przyjście, wyznacza Polsce rolę podobną do tej, którą przy pierwszym Jego przyjściu wypełnił święty Jan Chrzciciel. Można ją także porównać z powołaniem Noego przed Potopem, do którego miał przygotować nie tylko swoją rodzinę i zwierzęta, lecz cały ówczesny świat. Chociaż głos Jana rozlegał się tylko w jednym miejscu na ziemi, nad brodem niewielkiej rzeki, jednak jego wystąpienie stanowiło swoisty przełom w historii zbawienia i punkt odniesienia dla Jezusa i Jego Apostołów. Noe zaś budował olbrzymią arkę w lesie, daleko od morza, co budziło ciekawość otoczenia, ale i narażało go na kpiny. A przecież samo budowanie miało być ostrzeżeniem, miało działać na wyobraźnię i na sumienia. Całe Niebo czekało z wymierzeniem kary na zakończenie jego pracy. A co z przygotowaniem Polski…?

       Powołanie proroków (byli nimi i Noe, i Jan Chrzciciel) zawsze bywało i trudne, i niewdzięczne, gdyż musieli zapowiadać karę Bożą ludziom odstępującym od woli Bożej. Sami jednak byli Bogu przykładnie posłuszni, czego o Polsce powiedzieć nie można. Skoro jednak doświadczenie uczy, że „jak trwoga, to do Boga” – wciąż mamy szansę na nawrócenie pod ciosami różnych nawałnic, kataklizmów i bolesnych prób, jak to bywało w naszej historii. Bóg jednak, nasz Ojciec, wolałby nam ich zaoszczędzić, więc cierpliwie czeka na naszą duchową przemianę, która uczyniłaby nas wiarygodnymi świadkami wobec narodów zbuntowanych, do których chce nas posłać. Powinny więc nas cieszyć wszystkie wysiłki wszystkich ludzi, podejmowane przez nich dla przezwyciężenia zła w Ojczyźnie. I to wysiłki we wszystkich dziedzinach naszego życia: osobistego, rodzinnego, ogólnokrajowego, tak duchowego (religijnego), jak i gospodarczego czy kulturalnego.

       Każdy sposób na zasilanie i pielęgnowanie „polskiego drzewa” jest teraz dobry, nawet jeśli nie będzie on nosił na sobie znamienia „prorockiego”, a więc nie będzie ukierunkowany na bliską już Paruzję Jezusa. Może Noe miał życzliwych pomocników, którzy nie wierzyli w bliski już Potop, a jednak dzięki nim praca przy arce posuwała się naprzód. Niektórzy słuchający nauk Jana Chrzciciela nie wierzyli w to, że nadchodzi oczekiwany Mesjasz, jednak zmieniali swoje życie na lepsze, przyznając się publicznie do grzechów i przyjmując chrzest. Dobro zawsze jest dobrem i na wieki jest zapisane w księgach Ojczyzny Niebiańskiej. Niech korona polskiego drzewa rozrasta się, pięknieje i umacnia, gdyż to ma znaczenie także dla przyszłości. Niech tworzący ją dzisiaj ludzie zmobilizują się do najbardziej wytężonej i ofiarnej pracy, na wzór poprzednich pokoleń, którym było o wiele ciężej. Na nich – na nas – zwrócone są oczy całego Nieba, gdyż od Polski Bóg wiele oczekuje, a czasu zostało niewiele! Im więcej dobra zdołamy wytworzyć, tym mocniej będzie ono przemawiać na naszą korzyść, a więc i w większym stopniu będziemy mogli ocaleć, gdy całe narody będą ginąć. Samo powoływanie się przed Panem na wyjście z Polski „iskry przygotowującej świat” nie uchroni nas przed bolesnym oczyszczeniem, gdyż tym razem na ziemi Bóg chce pozostawić tylko świętych!

       Tak już jest, i tak będzie do końca na tym świecie, że miłość i krzyż łączą się w jedno, nawzajem się umacniają i o sobie świadczą. Jeśli więc w Polsce i mamy, i mieć będziemy ludzi pełnych ofiarnej miłości, otwartych na cały świat – gdyż taki właśnie „owoc” ma teraz wydać Polska, taką „iskrę” ze siebie wykrzesać – muszą to być ludzie „ukrzyżowani”. Niekoniecznie przez współczesnego „Nerona” z jego armią oprawców, rzucających się na ich ciało, ale na pewno ukrzyżowani w swoim duchu, skoro mają toczyć bój o dusze. Musiał ich chyba ujrzeć w proroczej wizji Juliusz Słowacki, skoro potrafił ich bój tak precyzyjnie opisać w swoim wierszu „Kiedy prawdziwie Polacy powstaną”. Wczytajmy się teraz w niektóre jego wersy.

       Oto stają oni do walki na starym cmentarzu („dawnym mogilniku”)… Czyż to nie wstrząsający obraz moralnej śmierci, w której pogrążył się dzisiejszy świat? Gdzie tylko spojrzeć, dotknąć, trupia zgnilizna!

       Ludzie ci to „bezimieńce”… Nikt z nich nie wyróżnia się niczym ani nie chce błyszczeć, gdyż zna własną ograniczoność. Na ogół jego ofiara pozostaje nieznana jego otoczeniu, może złożona w zaciszu mieszkania, dzięki czemu tym głośniej „woła” do Boga. Nawet kształt osobistego krzyża pozostaje dla niego niewiadomą, gdyż sięga w przyszłość, znaną tylko Bogu. Ufa, że kochający Ojciec najlepiej zna siły i możliwości swojego dziecka, więc na Nim się opiera.

       „Bój tylko widać i ogniste wieńce, a zwierzęcego nic nie słychać krzyku” – pisze Słowacki. Nie pozostają więc w swym boju ani samotni, ani niezauważeni, gdyż walczą w ramach rosnącej w liczbę armii, a tworzone przez nich „ogniste wieńce” goreją Ogniem Ducha Świętego. Płonie w nich coraz mocniej ten Ogień, Ogień Miłości, który Jezus już teraz zapala w ramach Nowej Pięćdziesiątnicy, Nowego Zstąpienia Ducha w wieczerniku świata (dwa tysiące lat temu rzucił Go na ziemię). Chociaż wychodzą oni z Polski, polem ich walki jest cały świat, w którym trwa ostatnia, najbardziej krwawa i zacięta bitwa między ognistym smokiem i jego armią a Mocami Nieba. Patrząc z ziemi, ta bitwa przebiega w milczeniu i w ciszy, choć inaczej jest w świecie duchów: po jednej stronie brzmi oparty na Prawdzie gromki okrzyk KTÓŻ JAK BÓG!!!, a po drugiej – karmiony odwiecznymi złudzeniami: ja jestem panem tego świata! Temu drugiemu towarzyszą przekleństwa i krzyki rozpaczy, wstrząsające całym piekłem. Pośrodku staje armia milczących Polaków (i sprzymierzonych z nimi), a jeśli wydaje bojowy okrzyk, jest on krótki i mocny: OTO JESTEM!!!

       „Nie, to nie ludzie z krwi i ciał być muszą. To pewnie jacyś upiorni rycerze…” To przypuszczenie wizjonera-poety, patrzącego z oddali i przez mgłę czasu, tu się nie potwierdza: to zwykli ludzie, z krwi i kości. A jeśli są „upiorni” – to dla świata duchów-upiorów, do którego wtargnęli ze swoją śmiercionośną bronią: ze swoim mieczem w kształcie krzyża i ze swoją ufną, płomienną modlitwą.

       Oni „za duszę walczą tylko duszą”… Co do tego – to się Poeta nie myli. Chociaż są cieleśni, potrafią walczyć całą swoją duszą o ocalenie dusz bliźnich od wiecznego ognia. Jednak żyją w ciele, tyle że nie ono panuje nad nimi, lecz płonąca miłością dusza. Co do ciała – gotowi są składać je w ofierze, wraz z jego wszystkimi bólami i ograniczeniami, na ołtarzu codziennego krzyża. Tego uczy ich sam Jezus.

       „I biją ogniem niebieskim w pancerze”. Tak, to precyzyjny opis ich walki. Dusze mieszkańców ziemi opancerzone są przez wielorakie zło, gdyż sam Zły, książę ciemności, któremu służą, ukuł dzisiaj z niego najpotężniejszą zbroję! Nawet Wszechmogący Bóg jej nie narusza, gdyż swoje stworzenia uczynił wolnymi. Posyła jednak do nich „iskrę z Polski” z bronią, która jest zdolna ich pancerze przebić. Broń ta została ukuta w kuźni dwóch miłości: Bożej i ludzkiej. Bogu była potrzebna ich mała iskierka: dobra wola, by rozniecić w ich duszach ogromny płomień, zdobywczy i zwycięski. Powołał ich do tej walki po to, by nikt z mieszkańców ziemi na końcu czasów nie mógł Mu zarzucić, że odmówił mu środków koniecznych do zbawienia, jakimi innych obdarował. Każdy z nich będzie więc miał na swoim koncie duchowe ofiary i ufne modlitwy tej armii, która o jego duszę walczyła do końca.

       Polska zaczyna się budzić, lecz daleko jej jeszcze do tego, by w sferze ducha wznieść się na najwyższy pułap. Czy „Różaniec do Granic” nie powinien przekształcić się w Różaniec za cały świat, skoro Jezus chce posłużyć się Polską w przygotowaniu świata do swojej Paruzji? Na razie Różaniec ten pokazał, jak wielki mamy potencjał duchowy i jak wielu ludzi gotowych jest walczyć o Królestwo Boże. Widzimy także, że inne narody są skłonne brać z nas przykład. Zaczyna się teraz potwierdzać to, co w formie dialogu z Bogiem pisał Juliusz Słowacki w innym swoim wierszu „A jednak ja nie wątpię”: „Takiej chwały od czasu, gdy na wichrach stoi glob ziemski, na żadnego nie włożyłeś ducha: że się cichości naszej cała ziemia boi, i sądzi się, że wolna jak dziecko, a słucha”.

       Jak jest dzisiaj z tą „iskrą z Polski”…? Dziękuję Bogu za fakt może mało zauważalny: oto z polskiego szczytu ruszyła niewielka kula śniegu – 20 grudnia 2014 roku pierwszych 30 osób podjęło swój krzyż w duchu żertwy ofiarnej za świat, a potem zobowiązało się do modlitwy za świat. Od tamtej pory ta niewielka kula nabiera rozpędu i może, jak lawina, wkrótce porywać także obcokrajowców dzięki tłumaczeniu tekstów na różne języki. Z pewnością są nas już tysiące w kraju i za granicą, lecz liczbę zna tylko Bóg.

       O Juliuszu, nasz wieszczu narodowy, w jaki sposób dokończyć mobilizację opisanej przed ciebie armii, gotowej do walki „duszą za dusze”? Skoro jej zalążek już istnieje – zapytam inaczej: czy szukać rycerzy wśród tego miliona modlących się na różańcu na naszych granicach, skoro dla tej armii – „iskry” – ma nie być granic? Czy wśród członków Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę, skoro Ojczyzna ma wydawać owoc dla całego świata? Czy wśród tych, którzy już od dawna niosą swój codzienny krzyż i modlą się za swoich najbliższych, skoro trzeba aż cały świat mieć w polu widzenia? Chyba tylko sam Bóg to wie!

INNE, MNIEJ DUCHOWE OBLICZE „ISKRY Z POLSKI”

       Za film „Proroctwo” jestem bardzo wdzięczny jego twórcom. Jest pierwszą jaskółką na polskim niebie, która – jeśli chodzi o odważne poruszenie „niemodnego” tematu – zwiastuje wiosnę, chociaż jej nie czyni. Nie jest zogniskowany wokół głównej kwestii, która by wynikała ze słów Pana Jezusa, skierowanych do nas przez świętą Faustynę, mianowicie wokół Jego Paruzji. Nie tylko nie przynosi na nią odpowiedzi, ale nawet nie prowokuje do stawiania pytań: czy ma to być przyjście powtórne i jednocześnie ostateczne; kiedy ma ono nastąpić; co to znaczy, że tryumf Niepokalanego Serca Maryi nadchodzi i jaki ma on mieć związek z Paruzją; czym ma być Nowa Wiosna Kościoła i Nowe Zstąpienie Ducha Świętego, wspominane przez Jana Pawła II – czy to wszystko mają być wydarzenia odrębne i niezależne od siebie, czy też mają stanowić jedną całość. Wokół tego powinna toczyć się dyskusja na skale ogólnopolską, a więc przydałby się nowy film, który by ją rozbudził, poruszył umysły i serca. Bo w tej chwili jest z tym tak, jakby ktoś wyruszał w podróż, a nie wiedział, dokąd chce jechać. Czy znajdzie się ktoś odpowiedzialny za tę dyskusję i za jakieś „rozmowy dokończone” w radio czy w telewizji? Jak się wydaje, od tego zależy w dużym stopniu przyszłość i Polski, i wychodzącej z niej „iskry”! Aby do tej dyskusji prowokować, zamieszczam tu spojrzenie na morale dzisiejszego świata. Jest to w tym miejscu uzasadnione, chociaż ktoś może mi zarzucić, że postępuję trochę jak świadek Jehowy, ruszający na połów upatrzonej duszy… On jednak głosi wymyślony przez zwiedzionych ludzi „Armagedon”, ja natomiast – konieczność przygotowania do Paruzji, a zarazem do tryumfu Niepokalanego Serca Maryi!

       Wiemy, że tryumf Niepokalanego Serca ma nastąpić wtedy, gdy szatan ogłosi swoje zwycięstwo. Jednak nie musi on tego czynić ani słowami, ani przez jedną osobę, gdyż jego zwycięstwo polega głównie na tym, że w duszach i w życiu ludzi przez ich trwanie w grzechu detronizuje Boga i zajmuje Jego miejsce. Poza tym w taki sposób wpływa na tworzenie prawa w poszczególnych krajach, że uderza ono w Prawo Boże i w jego obrońców, a chroni odstępujących od niego. Dlaczego zdają się to ignorować duszpasterze, z hierarchami Kościoła na czele, twierdząc że „nic się nie dzieje”? Oto fakty, które mówią same za siebie:
– masowe zabójstwo nienarodzonych dzieci, i to niekiedy nawet w chwilę przed naturalnym porodem;
– eutanazja, zataczająca coraz szersze kręgi;
– różnorakie uzależnienia (nałogi) na niespotykaną skalę, zniewalające coraz młodszych;
– gorszenie dzieci, młodzieży i dorosłych przez środki masowego przekazu;
– wymieszanie płci i coraz ohydniejsze grzechy przeciwko naturze, publicznie akceptowane;
– ohydne eksperymenty w dziedzinie genetyki – tworzenie hybryd zwierzęco-ludzkich;
– bezkarne traktowanie ludzi poczętych – embrionów – jako „materiału” do dowolnych celów;
– handel ludzkimi narządami (do przeszczepów), wyrywanymi ludziom żywym, często uśmiercanym;
– wygasanie wiary i miłości Boga i bliźniego – stąd tradycyjne małżeństwa i rodziny, zjednoczone w miłości i w modlitwie, coraz trudniej spotkać; natomiast ich rozpad stał się czymś „normalnym”;
– islam jako prawa ręka masonerii, wyciągnięta nad Kościołem i gotowa do ataku;
– kult szatana, coraz bardziej jawny i pochłaniający coraz większą liczbę ofiar;
– okultyzm jako zjawisko coraz bardziej masowe, już na poziomie domów rodzinnych, szkół i estrad, prowadzące do zniewoleń, a nawet opętań;
– wymieszanie religii oraz fałszywy ekumenizm;
– nieczystość oraz zejście z drogi powołania dziesiątków tysięcy osób konsekrowanych;
– opustoszałe klasztory, seminaria, nowicjaty, sprzedawane świątynie i opuszczone w braku powołań parafie, a Msza święta zastępowana przez nabożeństwa prowadzone przez świeckich;
– odgórnie zaaprobowana Komunia Święta dla żyjących jawnie w grzechu ciężkim;
– latami brak spowiedzi świętej, co stało się praktyką powszechną;
– głoszenie Bożego miłosierdzia dla wszystkich, niezależnie od ich stanu moralnego;
– zakwestionowanie istnienia piekła i Nieba oraz inne poważne błędy, głoszone przez katechetów, a nawet przez uczelnie katolickie;
– brak jedności wśród duchownych wszystkich szczebli.

       To wszystko jest znakiem, że tryumf Niepokalanego Serca Maryi nadchodzi. A tym samym Paruzja! Co więc może, a nawet powinna uczynić Polska w ramach przygotowania do niej?

       Omówiony na początku bardzo szlachetny owoc, który już wyrósł na polskim drzewie, ma charakter czysto duchowy, jest więc tylko jedną z części „iskry”, zapowiadanej przez Pana Jezusa. Być może będzie tych części wiele, gdy się przebudzą umysły i serca, a prześmiewcy spuszczą głowę, zwłaszcza ci, którzy Paruzję spychali na koniec świata. Będzie ich wiele, jeśli… zdążą się ukonstytuować i wypełnić swoją misję przed Przyjściem Pana!

       Wszyscy: i ci którzy wierzą, i ci którzy nie wierzą, zbliżają się do pierwszego znaku Paruzji, który będzie niepodważalny. Niezależnie od swojego charakteru przyjdzie on nagle i niespodziewanie, „jak złodziej w nocy”. Na szczęście będzie on miał najpierw charakter duchowy, zaś zewnętrzne oczyszczenie ziemi przyjdzie nieco później. Mimo to spowoduje on takie zamieszanie w świecie, że od tego momentu przygotowywanie się do nadejścia Pana stanie się niemal nierealne, jeśli chodzi o sferę zewnętrzną. Jak kij włożony w mrowisko powoduje bezładne bieganie mrówek we wszystkich kierunkach, tak będzie wtedy i z ludźmi. Jedni rzucą się na kolana, inni rzucą się do banków po swoje pieniądze, jeszcze inni będą przypominać wykolejony pociąg, który jechał przed chwilą z największą prędkością!

       Nie o samą Polskę chodzi Panu Jezusowi. Jeżeli jednak właśnie ona ma w dużym stopniu ocaleć pomiędzy narodami, które znikną z powierzchni ziemi (zapowiedziała im to przecież Matka Boża w trzeciej tajemnicy fatimskiej), powinna już teraz jak najszybciej, a nawet natychmiast, rozpocząć przygotowania! Może się wydawać, że do tego stopnia brak ludzi myślących tymi kategoriami – wszystko idzie w kierunku przeciwnym, którym jest planowanie wszystkiego na wiele lat naprzód w oparciu o dzisiejszą rzeczywistość – że to co piszę, jest utopią. Myślę jednak, że Pan Jezus przewidział i tę przeszkodę, więc ma i swoich ludzi, i środki, by powołać do istnienia swoją „iskrę”, mającą działać także na polu zewnętrznym. Mam w to wiarę jak ziarnko gorczycy…

       Ludzie Kościoła, przekonani o bliskości Paruzji, tak duchowni jak i świeccy, powinni utworzyć gremium, które by przemyślało, a potem naświetliło Polakom kształt oczekiwanych wydarzeń. Ma ono doprowadzić do odpowiednich przygotowań, zanim nadejdzie pierwszy wyraźny znak Paruzji. Wtedy natychmiast powinny być one wykorzystane – tak szybko, by ich owoc nie utonął w ogólnym chaosie i zamieszaniu.

       Jeżeli te przygotowania pozostaną do ostatniej chwili ukryte, nie wiadomo czy dadzą się wykorzystać, a jeżeli miałyby być jawne, czy znajdą się w tym gremium ludzie na tyle odważni, by je ujawnić? Jeżeli zostaną ujawnione, to zwrócą na siebie uwagę innych narodów, które również problem bliskiej Paruzji nakłoni do przygotowań. Wtedy Polska i na tym polu wypełniłaby wobec nich swoją misję.

       Najlepiej by było, gdyby to gremium kościelne wystosowało apel do Rodaków. Wtedy Polska wypełniłaby rolę Noego przed Potopem. Chodziło tam wtedy nie tylko o uratowanie jego rodziny i zwierząt, ale także o to, że jego praca miała być znakiem dla wszystkich i miała mówić sama za siebie, działać na wyobraźnię i zdeprawowane serca. To prawda, że zarówno jego słowa ostrzeżenia przed karą, jak i budowa okrętu właśnie w środku lasu, spowodowały tylko drwiny i niezrozumienie, jednak wolę Bożą dobrze wypełnił. Jak będzie tym razem – wiedzieć nie możemy, ale swoją rolę musimy wypełnić jak najlepiej.

       Oto niektóre z zagadnień, którymi powinno zająć się to gremium:

  1. naświetlenie Paruzji – jej charakteru oraz jej bliskości;
  2. przygotowanie wierzących (przez zachętę do spowiedzi z całego życia) do pierwszego etapu Paruzji, jakim ma być „prześwietlenie sumień” czyli sąd szczegółowy (podobny jak ten po śmierci, tyle że za życia). Do tego celu należy wykorzystać katolickie środki przekazu, a to przygotowanie ma mieć charakter praktyczny;
  3. przygotowanie spowiedników do tej posługi, wymagającej czasu, cierpliwości, doświadczenia. Od tego, jak (w jakim zakresie, wobec ilu osób) wypełnią tę posługę, będzie zależało nie tylko zbawienie penitentów, ale nawet dalsze życie i zdrowie samych spowiedników, gdyż po „prześwietleniu sumień” nie opadną całkiem z sił, oblężeni w konfesjonałach przez ogromne tłumy;
  4. przygotowanie domów i rodzin przez wprowadzenie w nich codziennego wspólnego Różańca, na wzór tego, który przyczynił się do ocalenia dwóch domów w Hiroszimie i w Nagasaki podczas wybuchu bomby atomowej;
  5. zmobilizowanie jak największej liczby Polaków do ofiarowania codziennego krzyża i do modlitwy za cały świat;
  6. opracowanie instrukcji dla proboszczów parafii, jakie mają podjąć działania i przygotowania.

       Drugie gremium powinny wyłonić władze Polski. Na jakim szczeblu – nie wiem, możliwie jak najwyższym. Powinno mieć ono możliwość decydowania o kierunku działań (własnych i zleconych innym), a nie tylko zachowywać pozory działań, bo na to szkoda czasu. Miałoby ono za zadanie opracowanie jak najbardziej szczegółowych zasad ratowania kraju wobec największego ze wszystkich zagrożeń, związanego z Oczyszczeniem Ziemi. Polski nie ominą kataklizmy, jednak odpowiednie jej przygotowanie może zmniejszyć ich rozmiar i zasięg. Dla przykładu wskazuję jeden tylko kierunek myślenia: postulowana jak najszybsza i jak najbardziej precyzyjnie przemyślana reakcja wszystkich na hasło ASTEROIDA (zbliżająca się do ziemi) – zdecydowana, błyskawiczna i mądra reakcja ludzi w całym kraju, jeśli Polska wtedy:

  1. nie ulegnie ogólnoświatowej tendencji do uciszania emocji i niwelowania strachu przez ukrywanie prawdy i nie będzie wierzyć w bezpodstawną możliwość rozbicia asteroidy rakietami atomowymi;
  2. po wcześniejszym, już teraz, przygotowaniu mieszkańców polskiego wybrzeża do ewakuacji, natychmiast ją wtedy przeprowadzi, co może ich uchronić przed nawałnicą morza, którą zapowiedział Pan Jezus w Ewangelii (przed olbrzymimi falami „tsunami”, wzbudzonymi przez asteroidę);
  3. przewidując teraz wychyły ziemi, mającej kołysać się pod wpływem uderzenia asteroidy, zdoła na czas ewakuować ludność miast, gdyż wyższe budynki rozsypią się, grzebiąc wszystkich;
  4. miliony mieszkańców miast muszą uciec na wieś, tę jednak trzeba na to odpowiednio przygotować;
  5. przez długi czas nie będzie ani sklepów, ani transportu (pokruszone drogi, tory, lotniska), więc wcześniejsze zaopatrzenie się w rzeczy najkonieczniejsze należy przewidzieć: w cenie będzie każda zapałka, mydło, papier, świeca, nawet szczypta nasion warzyw, nie mówiąc o żywności…;
  6. przed uderzeniem asteroidy w ziemię, zatrzymanie turbin wszystkich elektrowni pozwoliłoby na ich ocalenie, gdyż inaczej wirujące olbrzymy wyskoczą ze swojego łoża i zdruzgocą wszystko, rozpadając się; potem odbudowanie samych powalonych słupów przesyłowych będzie względnie łatwe i szybkie;
  7. konieczne będzie zatrzymanie całego transportu, z lotniczym włącznie, gdyż samoloty nie będą miały gdzie wylądować;
  8. także przerwanie pracy w kopalniach (nikogo pod ziemią!) oraz innych zakładach pracy.

       Jeżeli Matka Boża dała obietnicę, że wokół żertwy ofiarnej za świat wszyscy się nawrócą, zwłaszcza jej bliscy, to coś podobnego można odnieść do Polski otoczonej wieloma narodami. I na tym polegałaby także misja, którą wobec nich powinna wypełnić „iskra” o charakterze duchowym. Natomiast nasza krzątanina wokół wyżej zasygnalizowanych (i im podobnych) zagadnień, związanych z życiem społecznym, może poruszyć wyobraźnię i umysły innych narodów, mobilizując je do zmiany myślenia i wejścia na właściwą drogę. I w ten sposób ta „druga część iskry” wypełniłaby swoje podwójne zadanie: wobec naszego kraju oraz „misję Noego” wobec świata, który nas obserwuje (a może i „słucha”, jak pisze Słowacki).

NA KOŃCU – MÓJ APEL DO RODAKÓW

       „Polskie drzewo” wydało już zalążek jednego z najpiękniejszych w całej swojej historii owoców. Stanowią go tysiące ludzi, którzy za świat się ofiarowują i modlą z tą świadomością, że się „spełniły wieki” i nasz Pan nadchodzi. Czasu zostało niewiele. Niech więc następne tysiące dołączą do nas poza granicami Kraju – i Polacy, i obcokrajowcy, do których przemówią nasze idee (może dzięki Rodakom, ale i poprzez teksty w obcych językach). Niech teraz dołączą do nas nawet miliony Rodaków, którzy do tej pory wątpili w bliską już Paruzję, zanim pierwsza jej zapowiedź, niepodważalna, (a może znak), wstrząśnie nimi. Niech sobie uświadomią, że to jedyna taka chwila w naszej narodowej historii, w której każdy z nas może stać się apostołem na największą, bo ogólnoświatową skalę, i to za cenę tak niewielką: przez ofiarowanie Bogu za świat swojego codziennego krzyża (który i tak niesie!) oraz swoich codziennych modlitw (które i tak odmawia!). Gdy je złączy z Ofiarą Jezusa i z modlitwą Jezusa, nabiorą nieskończonej wartości.

       Dusze-ofiary, żertwy ofiarne za nawrócenie świata, mogą odnieść do siebie pięć wspaniałych obietnic, które dała im Matka Boża przez ukrytą zakonnicę węgierską, s. Marię Natalię, w 1955 roku. Piąta z nich jest szczególna, a nawet zdumiewająca: źródłem wielkiej codziennej radości powinna być dla nich świadomość, że w swojej śmierci zostaną potraktowane jak męczennicy – ich dusze ulecą wprost do Nieba z pominięciem czyśćca! A więc już w tej chwili mogą czuć się obywatelami Wiecznej Ojczyzny i przebywać w niej sercem, tańcząc ze szczęścia!!!

       „Polskie drzewo” powinno jednak wydać teraz, jak najszybciej, kolejny owoc – także w ramach „iskry” – wyłonić dwa wspomniane wyżej gremia, kościelne i państwowe, współpracujące ze sobą w ramach przygotowywania Kraju do Paruzji. A to zadanie wydaje się o wiele trudniejsze i może być związane z „bólami porodu”, jednak jest możliwe przy Bożej pomocy. Wszechmocny Bóg ma do swojej dyspozycji moce anielskie i ziemskie, a przed Jego tronem w Niebie modli się za nas tak olbrzymia rzesza świętych, że to co po ludzku trudne, dla Niego takie nie jest.

       Skoro dane mi było przyczynić się do zaistnienia „iskry” w jej pierwszym wymiarze, mam nadzieję, że i w drugim mogę być do czegoś potrzebny. Chyba niewielu jest w tej chwili na ziemi ludzi, którzy otrzymali tak daleko idące „wtajemniczenie” w kształt nadchodzących wydarzeń. Wiele o tym mówiłem i pisałem. Gotów teraz jestem stanąć nawet przed całym Narodem, np. w katolickiej telewizji, i poruszyć te zagadnienia, od samej Paruzji wychodząc. Wiem, że największy wróg Kościoła wydał już na mnie wyrok, więc w każdej chwili jestem gotów oddać swoje życie za wiarę, nadejście Królestwa Bożego i za „iskrę z Polski”. Nie mogę jednak znaleźć się przed Obliczem Boga Ojca bez zameldowania Mu: „Wykonało się! Wypełniłem to, co mi poleciłeś i pokazałeś we wczesnym dzieciństwie, gdy Matka Najświętsza zaniosła mnie przed Twój Tron”. Będę więc czekał na pojawienie się odpowiednich ludzi i na ich propozycje.

       A więc… do dzieła, Rodacy! Do boju i do pracy! Do walki o odnowę oblicza ziemi! Pod opieką Króla i Królowej Polski, w otoczeniu Aniołów i Świętych, z Bożym błogosławieństwem!

ks. Adam Skwarczyński
R., 11 listopada 2017

Reklamy