Ks. Adam Skwarczyński” O Iskrze, wychodzącej z Polski, przygotowującą świat na Przyjście Pana czyli Paruzję!!!

[…] Jednym ze znaków, potwierdzających Boże zwycięstwa – zarówno te, które się aktualnie dokonują, jak i odnoszące się do przyszłości – jest reakcja na nie piekła. Otóż i ja taki znak otrzymałem. Cała noc po naszym spotkaniu 10 grudnia nosiła na sobie oznaki wściekłości szatana, który posłużył się osobą opętaną, obecną w zakrystii przy mojej dawnej domowej kaplicy. Wpadłszy w furię, niszczyła meble, odwracała do ściany poświęcone obrazy, zniszczyła figury Chrystusa-Króla Polski oraz Ukrzyżowanego nad klęcznikiem dla spowiadających się. Wreszcie uciekła, zostawiając wszystko w strasznym brudzie i nieładzie. Pozostało mi podziękować Bogu za ten „znak” i mieć nadzieję, że wspólnie walcząc o Jego sprawę i Jego królestwo w duszach, odniesiemy ogromne zwycięstwo, już teraz przeczuwane przez piekielnego przeciwnika!

*************

obraz ks Adam

Ojcze Przedwieczny, zbliża się godzina Powtórnego Przyjścia na świat Twojego Syna, związana z „Ostrzeżeniem”, „małym sądem”, „oświetleniem sumień”. Zanurzam więc wszystkich mieszkańców ziemi w Najświętszej Krwi Jezusa, ofiarowanej Tobie na wszystkich ołtarzach świata. Zanurzam ich we krwi i łzach, którymi broczą teraz figury oraz obrazy Najświętszej Maryi Dziewicy oraz Twoich Świętych. Zanurzam ich w trudzie i cierpieniach własnych, składających się na mój krzyż w czasie poprzedzającym to wydarzenie. Swój krzyż jednoczę z Krzyżem Jezusa, a swoje serce z Jego Sercem. Płomień swojej miłości łączę z Ogniem Ducha Świętego, rzuconym na ziemię przez Twojego Syna. Jako ofiara za nawrócenie grzeszników ziemi rozkrzyżowuję przed Tobą moje ręce i tymi słowami oddaję się, o mój Ojcze, Tobie: OTO JESTEM! AMEN. Już w tej chwili dziękuję Ci za ogrom Twojego Miłosierdzia dla całej ziemi.

*****
(całoś
ć)

Rakowiec, 12 XII 2014 r.

        Drodzy Przyjaciele, członkowie „Margaretek”, wszyscy łączący się ze mną w modlitwie, wspomagający mnie duchowo i materialnie!

       O ile wiem, wielu z Was prosi swojego Anioła Stróża, by uczestniczył w mojej Mszy świętej, niósł do ołtarza Wasze duchowe dary, przynosił Wam Boże łaski i błogosławieństwo. Jest to piękna i owocna praktyka, pozwalająca na łączenie się wielu dróg, prowadzących przez ziemię do Nieba, w jedną drogę, i to niezależnie od dzielącej nas przestrzeni.

       W tym roku mam oczekiwać Waszych Aniołów Stróżów, jeśli Bóg pozwoli, w sobotę 20 grudnia o godz. 19-tej na Mszy świętej w intencji Waszej oraz Waszych Bliskich. Kto może, niech Aniołowi towarzyszy osobiście!

       Niektórzy z Was zapytają: Księżulku, a czemu tak późno piszesz?! Gdy twoje listy wpadną do rzeki innych w tych przedświątecznych dniach, czy myślisz, że do nas dotrą przed 20-tym…? To prawda, mocno się spóźniłem! Pytam więc Anioła od Przypominania, który często mi pomaga, czemu tak wyszło. Jego odpowiedź jest jasna: mój list nie mógł zostać napisany wcześniej, gdyż musiał zawierać opis ważnego wydarzenia spod daty 10 grudnia. A więc… do rzeczy!

       Wszystkie ważniejsze momenty mojego życia, począwszy od narodzin i chrztu, związane są z Matką Bożą i z Jej dniami. Ona to zaniosła mnie jako dziecko przed Tron Boga, gdzie została mi powierzona pewna misja. Pozostała mi w pamięci ta niebiańska „uroczystość” w otoczeniu Aniołów i Świętych, jednak sama istota owej misji spoczęła ukryta na samym dnie duszy. Około roku 1977 złożyłem Bogu w ofierze swoje życie za przyśpieszenie nadejścia Jego Królestwa na ziemię, a po kilku latach przeżyłem moment „prześwietlenia sumień” („Ostrzeżenia”), z tym nadejściem związany. Przeżyłem w taki sposób, jakby doświadczyła tego w tej chwili cała ziemia. Odtąd bardzo pokochałem całą ludzkość, zbliżającą się nieświadomie do tego progu, a zwłaszcza biednych grzeszników. Wyobrażałem sobie, że Bóg oczekuje ode mnie ofiary właśnie za ich nawrócenie, gdyż jest Miłością Miłosierną i chce uratować wszystkich ludzi od piekła. Jednak w nocy, kończącej się świtem tegorocznej uroczystości Niepokalanego Poczęcia Maryi, ujrzałem istotę swojej ofiary inaczej: mam być tylko jakby maleńkim zapalnikiem bomby – złożyć ofiarę nie za ludzkość, lecz za te osoby, które w najbliższym czasie ofiarują Bogu swój codzienny krzyż za nawrócenie tych 7 miliardów w obliczu Powtórnego Przyjścia Chrystusa, przed którym staną mieszkańcy ziemi.

       Pisałem już na ten temat wiele, ale jeszcze i tutaj wspomnę, że dla wszystkich ludzi bez wyjątku, od papieża aż do dziecka odróżniającego dobro od zła, niesamowitym zaskoczeniem będzie zobaczyć nagle Jezusa w otoczeniu aniołów, a za chwilę ujrzeć całe swoje dotychczasowe życie w taki sposób, jak widzi je i osądza Bóg. Nawet święci pogrążą się wtedy w morzu żalu i serdecznej skruchy! Ale co będzie z tymi, którzy służyli szatanowi, a przez ciężkie grzechy uczynili swą duszę jego mieszkaniem? Wielu z nich, jeśli im nie pomożemy już teraz do nawrócenia swoimi modlitwami i ofiarami, nie byłoby w stanie zaufać Bogu, którym gardzili, i błagać Go o miłosierdzie. W ten sposób przypieczętowaliby swój nieszczęśliwy wieczny los. Jeżeli jednak dane im będzie skorzystać z owoców naszych ofiar, mogą być uratowani, my natomiast możemy stać się ukrytymi apostołami ogromnych rzesz ludzkich! Nikt nigdy nie miał takiej szansy apostolstwa, jaką mamy właśnie my teraz, ale i na nikim innym nie spoczywała za nie tak ogromna odpowiedzialność przed Bogiem. Ten rodzaj apostolstwa możemy porównać do ładowania akumulatora, które ma się dokonywać w ciszy, w nocy, niepostrzeżenie, by w chwili Paruzji mógł nagle popłynąć z niego wielki prąd i poruszyć liczne, nawet najbardziej zapieczone przez bunt i niewierność, serca.

       W uroczystość Niepokalanej, wstając z łóżka, natychmiast ofiarowałem się za mających podjąć się tego dzieła, a teraz każdy dzień utwierdza mnie w przekonaniu, że moja niewiele znacząca ofiara ma być wsparciem dla tych właśnie osób, które wszystkie razem mają utworzyć… co…? Iskrę, wychodzącą z Polski, przygotowującą świat na Przyjście Pana czyli Paruzję!!! Tak, tę właśnie iskrę, którą wspomina święta Faustyna w swoim Dzienniczku! Tę iskrę, na którą czeka Niebo, aby się wypełnił wielki i wspaniały Boży plan w odniesieniu do całej ziemi!

       A co ma z tym wspólnego – zapytacie – data 10 grudnia? Był to dzień Matki Bożej Loretańskiej, którą uczciłem wieczorną Mszą świętą. Po Mszy zaprosiłem jej uczestników na rozmowę, stawiając im pytanie, co mogłoby być tą „iskrą”. Doszliśmy do wniosku, że jednak nie był nią święty Jan Paweł II, gdyż jego nieliczne wzmianki o zbliżającym się „nowym zstąpieniu Ducha Świętego” nie spowodowały w świecie zauważalnej reakcji. Chyba wprost przeciwnie: po jego śmierci świat poszedł w kierunku jeszcze większej zdrady Boga i Jego przykazań, wynaturzenia, zwyrodnienia, wojen i prześladowań religijnych, które mają już teraz miejsce w większości krajów. W Polsce, tak dzisiaj zniewolonej i przez narody lekceważonej, nie widać żadnego charyzmatyka czy duchowego giganta na miarę „iskry”, nie może więc tu chodzić o jedną osobę, skoro czas nagli. Może to być jednak – w tym doszliśmy do zgody – jakiś ruch, angażujący wiele osób, i to o globalnym zasięgu. Jednak nie taki ruch, który by prowadził apostolstwo o charakterze zewnętrznym, i to na taką miarę, by dotrzeć do całych narodów i nakłonić je do otwarcia drzwi Chrystusowi. Mógłby on działać na polu czysto duchowym. Czy nie o takim ruchu myślał Juliusz Słowacki, pisząc swój wiersz „Kiedy prawdziwie Polacy powstaną…”? Poeta opisuje w nim „bój wielki przy dział błyskawicy”, toczony przez ludzi bezimiennych na terenie cmentarza („mogilnika”), którym przecież w sensie duchowym stał się dzisiaj świat. Wspomniane przez niego „ogniste wieńce” mnie się kojarzą z kręgami ludzi o sercach płonących ogniem miłości, ogniem Ducha Świętego. Panuje w tym boju cisza w miejsce zwykłego „zwierzęcego krzyku”, a uczestniczący w nim rycerze zdają się być Poecie „upiornymi” z tego względu, że „za duszę walczą tylko duszą i biją ogniem niebieskim w pancerze”. Czyż może być dosadniejszy i bardziej wymowny opis boju o dusze, który ma stoczyć „iskra z Polski”?!

       Posypały się pytania: jak ten ruch nazwać? A może lepiej wcale go nie nazywać? Na jakich praktykach ma się on opierać? Może żadne nie są potrzebne, poza codziennym porannym aktem podjęcia krzyża za nawrócenie ludzkości? Jak długo trzeba będzie nieść ten krzyż? Czy tylko do Paruzji Jezusa i związanego z nią oczyszczenia ziemi? Tak – odpowiedziałem zdecydowanie – gdyż potem nie będzie potrzebny. Czy więc ma być on jak jasny meteor, który w ziemskiej atmosferze na krótko rozbłyśnie i spłonie? Tak, do dobre porównanie. Powołani do niego ludzie nie będą stawiać pytania, skąd ich maleńka ofiara będzie czerpać aż taką moc i taki zasięg, gdyż będą wiedzieli, że kropla wpuszczona do oceanu staje się oceanem. Inaczej mówiąc: przez swoje zjednoczenie z Jezusem staną się „małymi Chrystusami”, a ich małe serca powiększą się na miarę Jego Serca i zapłoną Ogniem Ducha Świętego. Jeśli oddali się Jezusowi przez ręce Maryi w duchu świętego Ludwika Grigniona de Montfort, to teraz mają nabierać świadomości, że Jezus chce ich ofiarować jak małe baranki swemu Ojcu.

       To prawda, że wszyscy Święci, z Maryją na czele, trwają w modlitwie o nawrócenie świata i my mamy się z nimi łączyć. Lecz im brak tego skarbu, który my mamy na ziemi: krzyża, jakże często (choć nie zawsze – pisałem o tym) złączonego z cierpieniem. I o ten właśnie skarb prosi nas Jezus, gdyż nie może On już po raz drugi pójść na ukrzyżowanie.

       Tego wieczora nasze serca pałały… Stanęliśmy nagle wobec rzeczywistości na miarę „globalną”! Zaczęliśmy, być może, zauważać u siebie zew powołania i pragnienie działania w sferze ducha. Posypały się prośby: niech Ksiądz coś napisze na ten temat, a my z tym pójdziemy do innych. Obiecałem. Pisząc ten list do moich Przyjaciół, stawiam pierwszy krok. Będę czekał na reakcje. Może razem stworzymy, choć bez żadnych ram zewnętrznych, coś wzniosłego i pięknego?

       Mogę mieć jednak wątpliwości, czy znajdą się ludzie, którzy by się nie bali podjęcia i ofiarowania Bogu za ludzkość swojego krzyża… Czy nie ulegną podszeptom szatana, że to za trudne, nie na ich miarę, zbyt ryzykowne, mogące pokrzyżować ich życie, przywalić głazem cierpienia? Czy na tyle ufają miłującemu ich Bogu Ojcu, żeby potrafili nabrać przekonania, że On żadnemu ze swoich małych dzieci nie da zbyt wielkiego ciężaru…?

       Przychodzi mi w tej chwili z pomocą Matka Najświętsza z Guadalupy w Meksyku – to przecież Jej dzień. Gdy wybrała do ważnej misji świeżo ochrzczonego, prostego Indianina Juana Diego (po polsku Jana Jakuba), zwróciła się do niego z czułością i pieszczotliwością matki: „Jasieńku, najmniejszy z moich synów”. Widząc jego zatroskanie o wuja, znajdującego się w agonii i potrzebującego natychmiastowej pomocy, użyła słów, które i ja mogę odnieść do siebie: „Niech nic nie napawa cię lękiem, nie zasmuca i nie odbiera nadziei! Nie lękaj się i nie zamartwiaj. Czyż nie jestem przy tobie ja, twoja Matka? Czyż nie otaczam cię swoją opieką i troską? Czyż nie jestem źródłem twojej radości? Czyż nie masz schronienia w fałdach mojego płaszcza? Czy nie trzymam cię w swoich ramionach? Czego ci jeszcze brakuje?”. Wyobrażam sobie, jak Maryja mówi dziś do mnie: mój najmniejszy Adasiu, wejdź na nagie, skaliste i cierniste, a do tego zlodowaciałe wzgórze, któremu na imię Polska. Znajdziesz tam najpiękniejsze róże, które masz zebrać dla mnie. Ja sama je tam zasadziłam i wyhodowałam na te właśnie dni. Ułożę z nich na twoim kapłańskim „płaszczu” taką kompozycję, że odzwierciedli ona mój własny obraz z Golgoty, ten obraz zaś poruszy serce Ojca Niebieskiego. I tak, wspólnymi siłami – ziemia złączona z Niebem – wyjednamy Miłosierdzie w miejsce surowej sprawiedliwości, gdyż Ojcu wcale nie zależy na wymierzeniu wam sprawiedliwej kary, wyniszczającej ziemię. Wprawdzie ziemia, jak wtedy wuj Indianina, leży w agonii, lecz może w jednej chwili wstać uzdrowiona! Zaufaj!

       A więc ufam. Jeśli znajdzie się wielu chętnych do tworzenia „iskry”, niech wiedzą, że autor tego listu złożył już za nich w ofierze Bogu samego siebie, w zjednoczeniu z Chrystusową Ofiarą, i nie przestanie składać do ostatniej chwili życia. Krzyżem mszalnego błogosławieństwa obejmuje, począwszy od uroczystości Niepokalanego Poczęcia, wszystkie dusze-ofiary, mające utworzyć „iskrę z Polski”. A gdyby nawet nie było tych ludzi zbyt wielu, niech wiedzą, że ofiara każdego z nich obejmuje wszystkich grzeszników ziemi, a w Ranach Jezusa ukryta, nabiera wartości nieskończonej.

       Jednym ze znaków, potwierdzających Boże zwycięstwa – zarówno te, które się aktualnie dokonują, jak i odnoszące się do przyszłości – jest reakcja na nie piekła. Otóż i ja taki znak otrzymałem. Cała noc po naszym spotkaniu 10 grudnia nosiła na sobie oznaki wściekłości szatana, który posłużył się osobą opętaną, obecną w zakrystii przy mojej dawnej domowej kaplicy. Wpadłszy w furię, niszczyła meble, odwracała do ściany poświęcone obrazy, zniszczyła figury Chrystusa-Króla Polski oraz Ukrzyżowanego nad klęcznikiem dla spowiadających się. Wreszcie uciekła, zostawiając wszystko w strasznym brudzie i nieładzie. Pozostało mi podziękować Bogu za ten „znak” i mieć nadzieję, że wspólnie walcząc o Jego sprawę i Jego królestwo w duszach, odniesiemy ogromne zwycięstwo, już teraz przeczuwane przez piekielnego przeciwnika!

       Jak wspomniałem, nasze duchowe ofiary czerpią swoją moc i wielkość z Ofiary Jezusa. Teraz dopiero wiem, dlaczego miałem umieścić w swoim ołtarzu zdjęcie słynnej figury z Limpias w Hiszpanii, nazywanej „Chrystus w Agonii”, a nad nim zdjęcie obrazu Boga Ojca, przyjmującego ofiarę swego Syna. To jest przecież odzwierciedlenie ofiary nas wszystkich na Golgocie dzisiejszego świata! Szkoda, że ściana jest za mała, by odtworzyć także postacie Maryi i świętego Jana, stojące pod krzyżem, jakże piękne w hiszpańskim sanktuarium. Gdyby ktoś chciał mieć w swoim domu kompozycję obu obrazów – Ojca i Syna – może ją zobaczyć na stronie internetowej „wobroniewiaryitradycji”, a nawet otrzymać wydrukowaną w formacie zeszytu (A5) lub podwójnego zeszytu (A4) pod nrem tel. 25-6324939 albo pod adresem: sosnowska.helena@wp.pl Tam też są dostępne moje książki.

       Mogą posypać się pytania o modlitwę „iskry”… Spróbuję ją teraz napisać. Będzie to tylko moja propozycja, a każdy może sobie ułożyć własną, wiedząc o co chodzi. Boże, błogosław; Matko Kościoła, dopomóż; święta Faustyno, podsuń mi odpowiednie słowa; Aniołowie Stróżowie, przyjdźcie mi w tym z pomocą. Amen.

       Ojcze Przedwieczny, zbliża się godzina Powtórnego Przyjścia na świat Twojego Syna, związana z „Ostrzeżeniem”, „małym sądem”, „oświetleniem sumień”. Zanurzam więc wszystkich mieszkańców ziemi w Najświętszej Krwi Jezusa, ofiarowanej Tobie na wszystkich ołtarzach świata. Zanurzam ich we krwi i łzach, którymi broczą teraz figury oraz obrazy Najświętszej Maryi Dziewicy oraz Twoich Świętych. Zanurzam ich w trudzie i cierpieniach własnych, składających się na mój krzyż w czasie poprzedzającym to wydarzenie. Swój krzyż jednoczę z Krzyżem Jezusa, a swoje serce z Jego Sercem. Płomień swojej miłości łączę z Ogniem Ducha Świętego, rzuconym na ziemię przez Twojego Syna. Jako ofiara za nawrócenie grzeszników ziemi rozkrzyżowuję przed Tobą moje ręce i tymi słowami oddaję się, o mój Ojcze, Tobie: OTO JESTEM! AMEN. Już w tej chwili dziękuję Ci za ogrom Twojego Miłosierdzia dla całej ziemi.

       Oczywiście nie ma konieczności codziennego powtarzana tych lub podobnych słów. Wystarczy wypowiedzieć je przed Bogiem jeden raz, a wstając rano potwierdzać swoją ofiarę chociażby tym OTO JESTEM! Może tym słowom towarzyszyć gest rozkrzyżowanych rąk, jeśli odczujemy taką potrzebę.

       Czas nagli! Nie czekajcie więc na nowe listy, pouczenia czy przynaglenia, lecz stawajcie się, Drodzy, tą „iskrą” już teraz – od momentu, w którym Wasze serce potwierdzi Wam, że zrozumieliście o co chodzi i jesteście do tej ofiary przygotowani. Odbitki mojego listu niech rozejdą się jak najszerzej, a ja będę wspierał swoją ofiarą, modlitwą i błogosławieństwem wszystkich, którzy staną do najświętszego boju o dusze grzeszników. Potraktuję tych rycerzy jak najbliższe sobie na ziemi osoby. I tak nasze wojsko, wspierane przez armię św. Michała Archanioła, wypełni swoje powołanie na końcu czasów i u progu epoki tryumfu i królowania Najświętszych Serc Jezusa i Maryi, ogólnoświatowego „wieczernika” Ducha Świętego.

       Z okazji zbliżającej się uroczystości Bożego Narodzenia błogosławię Was i Waszych Bliskich życząc, by Jezus czuł się jak najlepiej w Waszym towarzystwie i w Waszych sercach, a Nowy Rok by był dla Was jak najszczęśliwszy, i to pod każdym względem, przybliżając Was do celu ziemskiego pielgrzymowania. ks. Adam Skwarczyński

Reklamy