ks. Adam Skwarczyński odpowiada: dlaczego w jego książce WEJDŹ DO RADOŚCI znalazły się teksty Mieczysławy Kordas.

Otrzymałem list, w którym moja znajoma, zainspirowana broszurą ks. Kiersztyna „Czas zwodzenia”, ubolewa nad faktem, że w mojej książce „Wejdź do radości” znalazły się niektóre „orędzia” p. Mieczysławy Kordas. Oto moja odpowiedź:

– jeszcze 3 lata temu, gdy pisałem książkę, błędy szerzone dzisiaj przez p. Kordas nie były widoczne. To był czas przełomu, od tamtej pory wszystko u niej zaczęło się gwałtownie staczać w złym kierunku. Gdyby moja praca redakcyjna zakończyła się później, na pewno bym tych tekstów nie zamieścił.

– Pamiętam, że zamieszczenie „orędzi” już wtedy budziło we mnie pewien opór, nie chciałem jednak całkiem spostponować (pominąć) osoby, z którą od lat byliśmy w kontakcie – spotykaliśmy się w Polsce, mieszkając blisko siebie. Często, przez pocztę i telefon, dzieliła się ze mną swoimi przeżyciami za granicą. Wzmianka o stronie i wyselekcjonowane fragmenty miały więc stanowić wobec niej swego rodzaju „przyzwoitkę”.

– Zamieściłem jej teksty, zawierające drastyczne zapowiedzi kar, i to nawet z podaniem daty. Często przysyłała mi „przynaglenia Pana Jezusa”: do czerwca 2010 musi absolutnie opuścić USA, bo potem już nigdy nie wyjedzie – nie będzie żadnego transportu, wszystko „padnie”. Pisała to z tak wielkim przekonaniem, że i mnie się ono udzieliło. Pomyślałem: gdy przeczytają to Polacy za granicą, może się uratują z tych „kar”? Lepiej więc ich ostrzec! Pani Kordas rzeczywiście w podanym terminie wróciła do Polski, jednak… „Pan Jezus” odwołał karę (!) i już na jesieni mogła pojechać do USA, gdzie mieszka do dzisiaj.

– Już we wstępie do cytatów z jej strony zgłosiłem swoje delikatne zastrzeżenia: „Na stronie zamieszcza bardzo różnorodne teksty: listy, własne przemyślenia i apele, ale także słowa, przypisywane Panu Jezusowi (twierdzi, że odczytuje Jego słowa, widzi Go oczyma serca, jednak stałego kierownika duchowego, rozeznającego jej charyzmat, nie posiada)”.

– Przyznaję się do tego, że początek jej strony zawiera obszerne teksty, przeze mnie przejrzane i skorygowane. Brzmiały one tak pięknie i przekonywająco – zwłaszcza opisy historii jej życia i pierwszych „spotkań z Panem Jezusem” – że nie tylko nie budziły moich wątpliwości, lecz wprost przeciwnie: wdzięczność wobec Boga za „dar-charyzmat”. Do dzisiaj nie wiem, czy były to tylko mylące pozory, czy prawdziwy charyzmat, który został zaprzepaszczony…

Reklamy