Ks. Adam Skwarczyński; „Pokój Tobie, Ojczyzno moja!”

Całuję cię, polska ziemio, jak czynił to święty Papież, i obejmuję „ramionami serca”, zwłaszcza w godzinie Apelu Jasnogórskiego. Ziemio Króla Polski i Królowej Polski, matko tak wielu Świętych, bądź błogosławiona po kres twego istnienia. Pokój tobie!
Ks. Adam Skwarczyński

zielona

  „Pokój Tobie, Ojczyzno moja!”

       Wczoraj pewna pani o głosie bardzo „ognistym” wzruszyła mnie twierdząc, że bardzo często zagląda na stronę internetową, szukając na niej mojego nowego wpisu. Inna, poruszona sytuacją w Polsce, głosem pełnym niepokoju zapytała mnie, co o tej sytuacji myślę. Sprowokowany ich głosami skierowałem kroki do półki, pytając Pana Jezusa, czy nie chciałby On sam skomentować tego co się dzieje. Kręcąc za plecami książką Sarah Young „Jezus mówi do ciebie”, otworzyłem ją na chybił-trafił na stronie 152, znajdując pod swoim grubym paluchem te trzy zdania:
«Każdy człowiek na tej planecie stoi przed rozwartymi szczękami niepewności. Jedynym antidotum na to straszne zagrożenie jest zbliżenie się do Mnie. Ze Mną możesz stawić czoła niepewności z niezachwianym Pokojem»…
Dzisiaj pracowałem w kaplicy domowej, gdy zostałem zaalarmowany przez współmieszkańca: «Dorzuciłem do pieca, a za chwilę rozległ się straszny huk! Możliwe, że coś z piecem się dzieje!» W pełnym biegu wpadłem do kotłowni i zdębiałem: nie było prądu! W piecu zagotowała się woda, a nie mogąc przecisnąć się przez waskie gardło stojącej pompki, wyrzucona przez parę zalała hol na poddaszu i na piętrze, gdyż naczynie wzbiorcze nie ma właściwego odpływu. Wśród głośnego huku rzuciłem się gorączkowo na ratunek, widząc zagrożenie: już raz w środku zimy trzeba było spawać pęknięty piec. Działałem wprawdzie logicznie, ale zarazem chaotycznie, nie dostrzegając niedomkniętych drzwiczek popielnika, co podtrzymywało wielki ogień mimo innych działań. Strach przed wybuchem pieca był silniejszy niż wszystko! A gdybym tak spokojnie się zatrzymał, pomyślał, popatrzył, 10 sekund się pomodlił – można było o wiele szybciej „uspokoić” piec i całą instalację! Wkrótce potem w mojej głowie pojawiła się myśl, pochodząca z „Przypowieści i epigramatów” Juliusza Słowackiego: „Ludzie wielcy, a z siebie ruch urodzić zdolni, pośród min pękających chodzą najpowolniej”. Skojarzywszy ją sobie z powyższymi słowami Pana Jezusa, zapisanymi przez Sarę w jej książce, siadłem do komputera, chociaż północ dość dawno minęła…
Niepewność wraz z poczuciem zagrożenia, o których mówi w książce Sary Joung nasz Pan, są znamieniem naszych czasów. Coraz mniej jednak ludzi wie co znaczy „Jak trwoga, to do Boga!”. Szukają sobie innych wspomożycieli, a wielu z nich tak długo i uporczywie ich szuka, że w końcu trafiają do szpitala psychiatrycznego w ciężkim stanie. Tymczasem Boski Nauczyciel mówi nam, że jedynym antidotum (odtrutką, sposobem na uwolnienie się od poczucia zagrożenia) jest zbliżenie się do Niego, czyli właśnie „ucieczka do Boga”! Z pewnością zawsze musi być ona możliwa, chociaż łatwa nie jest. Dlaczego? Bo nasz piekielny przeciwnik siedzi cicho, gdy nic się nie dzieje, a atakuje ze zdwojoną siłą, gdy coś trudnego i bolesnego przeżywamy! Chce nas wtedy odizolować od Boga, a skoncentrować naszą uwagę na nas samych i na stworzeniach.
Praktycznie widzę to tak. Ci „ludzie wielcy” Słowackiego, chodzący powoli wśród „min”, wznieśli się ponad swoją ułomną naturę, jednak nie własnymi siłami, lecz dzięki pomocy Boga i Jego łasce, przeznaczonej właśnie na te najtrudniejsze chwile życia. Bo popłoch i ucieczka przed tymi „minami” jest czymś naturalnym, a pokój w czasie wybuchów – czymś nadnaturalnym, chyba że ktoś byłby całkiem głuchy i niewrażliwy…
Jak ten pokój osiągnąć? Tylko przez „zbliżenie się” do Jezusa. To zaś w takich chwilach na czym ma polegać, jeśli nie na modlitwie? Ma ona setki form, a może miliony, w zależności od osobowości modlących się. Bóg wszystkie prośby zrozumie i wszystkich wysłucha, jeśli tylko płyną z serca, choćby były tak nieporadne, jak gaworzenie malucha – najpiękniejsza „mowa” w uszach jego rodziców. Mnie najbardziej uspokaja Różaniec, choćby jedna z jego tajemnic, w której „tonę po uszy” i sercem sięgam tam, gdzie wzrok nie sięga.
A co z demonem niosącym strach i poczucie zagrożenia? Gdy tylko zobaczy, że na jego atak człowiek reaguje – stale i uporczywie – w sposób przeciwny niż on się spodziewał: robiąc krok w kierunku Boga, zamiast się od Niego oddalać – odejdzie pokonany. I w ten sposób zło zostanie pokonane dobrem, „moc w słabości się doskonali”, a napotkane „wichry i nawałnice” tylko pokażą, że fundamentem naszego „domu” jest Jezus-Skała.
To samo dotyczy obecnej sytuacji Polski. Nasza Ojczyzna musi być solą w oku dla ludzi piekła, skoro ci, najczęściej za wielkie pieniądze naszych wrogów, robią co robią. Jednak wściekłość szatana jest tylko potwierdzeniem, że dostał po głowie i chce odzyskać stracone pozycje, a na to mu nie pozwolimy. Wykorzystajmy tylko ten jego atak jako okazję do większego zbliżenia się do Boga, a będzie dobrze. I dlatego cieszy mnie to, że powracają Msze święte za Ojczyznę, mnożą się także apele o zdwojone inne modlitwy i ofiary.
Oby tylko nasze świątynie zapełniały się tak, jak w czasach największej trwogi! Bo czyż właśnie takiej – jako ludzie wierzący – nie powinniśmy teraz przeżywać? Czy lęk o dusze ludzi wybierających piekło nie powinien wstrząsać nami bardziej, niż lęk o dobra materialne, których brak wyprowadzał wielu na ulice? Utrata wolności politycznej czymże jest wobec popadnięcia w niewolę szatańską?! Polsko, Ojczyzno moja, miałabyś służyć do tego, by moi Rodacy na tej naszej ukochanej ziemi zasłużyli sobie na wieczne nieszczęście? Mało ważne jest przy tym, pod jakimi sztandarami stają i jakie wykrzykują hasła!
Całuję cię, polska ziemio, jak czynił to święty Papież, i obejmuję „ramionami serca”, zwłaszcza w godzinie Apelu Jasnogórskiego. Ziemio Króla Polski i Królowej Polski, matko tak wielu Świętych, bądź błogosławiona po kres twego istnienia. Pokój tobie!

ks. Adam Skwarczyński, R., 21 XII 2016 r.

post

Reklamy