List ks. Adama Skwarczyńskiego do Adminów i Czytelników naszej strony – słów kilka o Papieżu Franciszku i reakcjach różnych ludzi

Pani Ewo,
w Wielkim Poście nie mam czasu ani ochoty chodzić po jakichś stronach czy blogach. Tym bardziej smuci mnie, a nawet szokuje, nagonka niektórych ludzi na nowego Papieża, o której Pani mówi. Trudno mi uwierzyć, żeby mogą to być katolicy – raczej jacyś heretycy i odszczepieńcy podnoszą głowę? A tacy wszystko, co naprawdę katolickie, a nawet dobre, widzą w barwach przeciwnych, gdyż sam zły duch się o to stara!

       Byłem w krajach Ameryki Południowej i mogłem stwierdzić, że tam biskupi nie uważają się za wielkich panów ani za takich nie chcą uchodzić, a w swoim zachowaniu nie odbiegają od swojego otoczenia. Gdy po raz pierwszy przedstawiono mi biskupa w rozpiętej koszuli (nie pamiętam, czy białej czy kraciastej), z drewnianym krzyżykiem zawieszonym na sznureczku na szyi, zgiąłem się w ukłonie w taki sposób, jakbym chciał pocałować go w rękę. Wywołało to gromki śmiech otaczających mnie zakonników i odezwały się głosy: „Padre, to nie Polska…!” Przekonałem się także, że katolicy nie używają tam jakichś pozdrowień, odróżniających ich od pozostałych mieszkańców, a gdy próbowałem pewnego użyć, widziałem u nich zaskoczenie.

       Nie dziwi mnie więc absolutnie, że Papa Francesco rozpoczyna spotkania z wiernymi od „Dzień dobry”, pomijanego przez jego poprzedników. Brzmi to w jego ustach swobodnie i naturalnie. Gdyby chciał inaczej, musiałby wymyślić jakieś chrześcijańskie pozdrowienie i nauczyć nas odpowiedzi na nie. Dziwi mnie natomiast to co Pani mówi: że ktoś to jego „dzień dobry” podważa, wyśmiewa, kwestionuje…! Musi chyba mieć naprawdę złą wolę, a opętany chęcią znalezienia u Papieża jakichś negatywów czy potknięć, nawet najlepsze jego posunięcia może chce interpretować negatywnie!

       Piekło szaleje tam, gdzie dzieje się prawdziwe dobro, a nawet dopiero ma się dziać, a ono nie chce do tego dobra dopuścić. Jakże biedni, ograniczeni, zwiedzeni muszą być ludzie, którzy w czarnych diabelskich okularach próbują patrzeć na rzeczywistość. Biedni, bo gdyby nawet znaleźli się w niebie, mogłoby się im ono wydać ciemnym piekłem, jego pieśni – płaczem, a anielskie skrzydła – błoniastymi kończynami nietoperzy! Unikajmy obcowania z tymi biedakami, nie czytajmy ich rynsztokowych wypocin, nie pozwólmy, by ich jad zatruł nam życie. Pozostawmy osąd nad nimi Bożej sprawiedliwości, surowej wobec tych, którzy odrzucili Boże miłosierdzie, o którym dzisiaj tak pięknie i głęboko, a zarazem sugestywnie i prosto, mówił na „Anioł Pański” papież Franciszek.
ks. Adam

Reklamy